Muzyka Duszy

Królestwo Hanaji

Dannae wtuliła twarz w dłonie cicho łkając. Złote włosy, które sięgały jej niemal bioder, falistą kaskadą opadały teraz na skuloną postać, niczym kurtyna zasłaniając jej drobną sylwetkę. Siedziała w białej, atłasowej pościeli swojego łoża z baldachimem. To twój obowiązek, słyszała w głowie przerażające, trudne do zniesienia słowa ojca. Tak bardzo pragnęła, żeby jej życie wyglądało zupełnie inaczej. Podeszła do niej stara służąca o pomarszczonej twarzy. Usiadła obok królewny na łóżku. Przytuliła ją do siebie. Dziewczyna przylgnęła do niej mocno. Nie mogła przestać płakać.

– Zobaczysz, wszystko będzie dobrze, kochanie – uspakajała ją cicho Rebecka. – Nie masz czego się bać, na pewno jakoś się ułoży. Musisz być dzielna.

To właśnie ona opiekowała się Dannae od kiedy ta przyszła na świat. Od zawsze zastępowała jej matkę, która zmarła przy porodzie córki. Zmęczona łkaniem dziewczyna usnęła w jej wątłych, ale mimo to opiekuńczych i kochających ramionach.

Mayonaka, Zjednoczone Krainy

7 lat wcześniej

Tego dnia Richard był w paskudnym nastroju. Niespokojnie chodził po komnacie. Jego doradcy trzęśli się ze strachu. Tylko sędziwy Nataniel zachował jako taki spokój. Ich propozycja była po prostu niedorzeczna, ale on sam boleśnie zdawał sobie sprawę, że nie potrafi znaleźć innego rozwiązania.

– Książę, to naprawdę bardzo dobry układ – ośmielił się zauważyć siedzący na wyściełanym czerwonym aksamitem krześle, starszy mężczyzna. – Taka okazja może się nie powtórzyć. To ostatnia z żyjących córek driad, o jakiej wiemy.

– I myślisz, że on się na to zgodzi? – warknął coraz bardziej rozeźlony Richard.

Kiedy miał taki humor, zazwyczaj masowo ginęli ludzie. Jeżeli nie było akurat pod ręką jakiejś wrogiej armii, byli to jego właśni poddani. Rządy Richarda Wairudo były tyrańskie, okrutne i sadystyczne, nie można mu jednak było odmówić umiejętności prowadzenia państwa oraz sprawiedliwości którą obdarzał zarówno arystokratów jak i plebs . Ludzie się go bali, ale w krainach panował dobrobyt i długo wyczekiwany, drogo opłacony pokój. Teraz, od ponad stu dwudziestu lat, Mayonaka nie potrzebowała nawet armii. Kiedy rządził nią Richard, nikt nie ośmieliłby się wypowiedzieć jej wojny.

– Nie ma wyjścia, panie – odpowiedział cicho mężczyzna. – Stoi pod ścianą. Zgodzi się, albo straci całe królestwo.

Książę przeczesał palcami kasztanowe, nieco przydługie włosy, które zawsze nadawały mu nieco zawadiacki wygląd. Jego kraj domagał się potomka, a on nie potrafił sprostać zadaniu. Jego ciało w żaden sposób nie reagowało na ludzkie kobiety. W jego żyłach płynęła krew długowiecznych ras i nic nie mógł na to poradzić.

– Pomyśleliście, że może ja nie chcę takiego układu? – warknął. – Ile to dziecko w ogóle ma lat?!

– Dziewięć, panie – odpowiedział potulnie jeden z drżących pod ścianą mężczyzn.

Chłodny wzrok Richarda spoczął na twarzy przerażonego człowieka. Pot oblał czoło dworzanina. Zdał sobie sprawę, że znalazł się o krok od śmierci.

– Książę – zaczął łagodnie, siedzący wraz z innymi, starzec – przecież nikt nie każe ci jej brać teraz… Możesz poczekać, aż stanie się kobietą i skończy na przykład… – zastanowił się chwilę, nie chcąc urazić swojego władcy – czternaście lat.

– Szesnaście i ani dnia mniej – syknął Richard i z hukiem otwierając, potężne, okute metalem drzwi, opuścił komnatę.

Królestwo Hanaji

Królewnie Dannae od zasłyszanych informacji kręciło się w głowie. Wszyscy rzucali w jej kierunku smutne, współczujące spojrzenia. Według zwartego siedem lat wcześniej paktu, w dniu swoich szesnastych urodzin miała zostać żoną księcia Mayonaki, Richarda Wairudo. Od dziecka rozumiała, że w jej życiu nie było miejsca na miłość, ale zarówno o Zjednoczonych Krainach jak i o ich mrocznym władcy krążyły najróżniejsze, zazwyczaj przerażające pogłoski. Dziewczyna zacisnęła drobne dłonie w pięści. Nie zamierzała w nie wierzyć, ale na przekór wszystko tylko im dowodziło. Widziała jak staremu królowi jest przykro, że musiał się zgodzić na warunku umowy. Nie chciał oddawać jedynej córki mrocznemu księciu, nie miał jednak wyboru. Siedem lat temu, dwa wielkie mocarstwa postanowiły podzielić maleńkie Królestwo Hanaji między siebie. Sojusz z Mayonaką był dla króla Andreasa jedynym ratunkiem. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane, a on w zmian za pokój sprzedał Richardowi Wairudo własną córkę.

Wszystko toczyło się zbyt szybko i zupełnie niezgodnie z tradycją. Stary król nie miał wyjścia i potulnie spełniał wszystkie życzenia księcia Mayonaki. Dwa dni wcześniej przysłał jednego ze swoich doradców, by ustalić wszystkie niezbędne szczegóły. Sam planował przybyć dzień przed ceremonią zaślubin, a już dzień po niej, wyjechać, zabierając ze sobą królewnę Dannae.

Dziewczynę, oprócz z trudem powstrzymywanego strachu, dręczyła ciekawość. Bała się, a jednocześnie nie mogła doczekać, kiedy pozna swojego przyszłego męża. Całe jej dotychczasowe życie miało ulec drastycznej zmianie. Cichutko wśliznęła się przez otwarte drzwi do pokoju narad. Jej ojciec podniesionym głosem rozmawiał z doradcą księcia.

– Myślę, że trzysta osób będzie stanowiło odpowiednią świtę dla mojej córki – powiedział stanowczo stary król.

– Książę powiedział wyraźnie, nikogo! Królewna ma być sama. Jego zdaniem w zamku jest wystarczająco dużo służby – oznajmił sędziwy doradca, którego oczy przepełnione były jednak współczuciem.

Król Andreas poczerwieniał na twarzy, nie mógł w tej sytuacji nic zrobić. Dannae mocno zacisnęła wargi, żeby się nie rozpłakać, co jak wiedziała nie przystoi królewnie. Już za niecały tydzień znajdzie się zupełnie sama w obcym, przerażającym miejscu. Po cichu wycofała się z komnaty. Nie chciała poznać dalszych warunków. Musiała być silna. Nie pozwoli by rozpacz wdarła się do jej serca. Cokolwiek by się nie stało, ona jakoś sobie z tym poradzi. W dalszym ciągu pragnęła być szczęśliwa.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Dannae denerwowała się przez cały dzień. Tego wieczora po raz pierwszy miała zobaczyć swojego przyszłego małżonka. W oszałamiającej, błękitnej sukni, w towarzystwie eskorty dam dworu, weszła do wielkiej balowej sali. Została oficjalnie przedstawiona, a potem usiadła przy długim, suto zastawionym stole u boku mężczyzny, z którym miała spędzić resztę życia. Królewnę zaskoczył przede wszystkim młody wygląd Richarda Wairudo. Spodziewała się raczej kogoś w wieku jej ojca. Tymczasem książę wyglądał najwyżej na dwadzieścia parę lat, co wydawało się być niemożliwe, bo przecież siedem lat wcześniej podpisali pakt… Chyba, że jego też ktoś do tego zmuszał, zupełnie tak jak ją samą. Zrobiło się jej odrobinę lżej z tą myślą. Przyjrzała się mu dyskretnie. Był wysoki i dobrze zbudowany. Burza kasztanowych włosów nadawała mu odrobinę zawadiacki, młodzieńczy wygląd. Jednak jego oczy… Dannae uznała, że to ich ludzie boją się w tym człowieku. Były jasno niebieski i przerażająco zimne. Zupełnie jakby Richard nie miewał żadnych cieplejszych uczuć. Królewna nie zamierzała oceniać przyszłego męża po wyglądzie. Nigdy tego nie robiła. Doskonale wiedziała, jak może to być krzywdzące. Nie chciała też sądzić go na podstawie oceny innych. Nie, książę Wairudo miał u niej czystą kartę.

Przez cały wieczór na twarzy księcia gościło znudzenie i obojętność. Zagadywany odpowiadał zawsze grzecznie i uprzejmie, sam jednak nie zaczynał żadnych rozmów. Z królewną także nie zamienił ani słowa. Zaraz po skończonej kolacji przeprosił, wymówił się zmęczeniem po podróży i udał do gościnnych pokoi. Dannae po prostu nie mogła nie wykorzystać tej szansy. Nikt nie był zdziwiony, kiedy podziękowała za wspólną kolację i wyszła cichutko z balowej sali.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Richard usłyszał ciche pukanie. Ogarnęła go fala złości. Czy nie mogą po prostu zostawić go w spokoju?! Niechętnie otworzył. Szybko ukrył zaskoczenie, kiedy w drzwiach zobaczył skromnie spuszczającą wzrok królewnę Dannae. Czego ten ciekawski dzieciak tutaj szukał?! Dygnęła przed nim, unosząc delikatnie błękitną suknię. Skinął jej w odpowiedzi głową

– Czy mogę wejść, wasza wysokość? – zapytała cichutko.

Korciło go, żeby powiedzieć nie, odsunął się jednak od drzwi wpuszczając ją do środka. Kiedy przechodziła obok, poczuł jak całe jego ciało sztywnieje. Cholerny Nataniel jak zwykle miał rację i rzeczywiście ta dziewczyna na niego działała. Przyjrzał się jej uważnie. Była ładna, jak na królewnę przystało. Długie złote włosy, opadające falami na jej plecy i ramiona, chabrowo niebieskie oczy, lekko drżące, różowe usteczka, delikatna, szczupła sylwetka i jasna alabastrowa skóra. Widział jednak setki pięknych dziewcząt, a żadna ani odrobinę go nie ruszała.

– O co chodzi, lady? – spytał chłodno, błagając w duchu, żeby jak najszybciej stąd wyszła.

– Przyszłam cię błagać książę – powiedziała podnosząc na niego wzrok – żebyś pozwolił mi zabrać ze sobą moją pokojówkę, April.

Przyjrzał się jej nieco rozbawiony.

– Zapewniam cię, lady, że mam w zamku wystarczającą ilość dobrej służby – oznajmił cierpko. – Czy nie ufasz moim słowom, królewno?

– Nie o to chodzi – powiedziała cicho. – April jest moją przyjaciółką. Bawiłyśmy się razem, kiedy byłam jeszcze zupełnie mała. Proszę, książę, pozwól mi ją zabrać – w głosie dziewczyny słychać było błagalną nutę.

Richard poczuł jak jego złość opada, zastąpiona przez rozbawienie.

– Jeżeli jest dla ciebie lady, tak cenną osobą, to czemu nie została twoją damą dworu? – zapytał sceptycznie.

Oczy Dannae rozszerzyły się ze zdumienia. Oczekiwał, że za chwilę rozkapryszona dziewczyna wygarnie mu jak absurdalny to pomysł. Ona jednak tylko posmutniała.

– Bardzo bym chciała, ale to niemożliwe, książę – powiedziała drżącym głosem. – April pochodzi z ubogiej, wiejskiej rodziny. W jej żyłach nie płynie błękitna krew.

Mężczyzna starannie ukrył swoje zaskoczenie, wywołane jej zgrabną odpowiedzią. Postanowił grać dalej. Czy naprawdę aż tak łatwo królewna przełknie arystokratyczną dumę?

– W Mayonace takie rzeczy są na porządku dziennym – oznajmił. – Jeżeli ktoś się specjalnie zasłuży, otrzymuje w nagrodę szlachecki tytuł. Czy April jest taką właśnie osobą?

Królewna uśmiechnęła się do niego promiennie. Richard patrzył na nią zaskoczony.

– Więc naprawdę mógłbyś to zrobić? – zapytała przepełnionym zachwytem głosem, pomijając już wszystkie formalności, zupełnie jakby wyleciały jej z głowy. – April pojedzie ze mną, jako moja dama dworu? – usłyszał niekłamaną radość w pełnym entuzjazmu głosie dziewczyny.

Zupełnie nie to miał na myśli. Chciał na nią wrzasnąć, zaprotestować, ale nie potrafił. Chabrowe oczy wciągnęły go w swoją głębię. Boleśnie poczuł, że jego spodnie zrobiły się zdecydowanie za ciasne. Skinął głową, błagając w duchu, żeby wreszcie sobie poszła, zanim nie wytrzyma i zerwie z niej ubranie. Nie miał najmniejszej ochoty podbijać Królestwa Hananji, miał dość kłopotów z Mayonaką, a do tego takie zachowanie prawdopodobnie by właśnie doprowadziło. Już następnej nocy będzie miał ją na własność, wtedy zrobi z nią co tylko zechce.

– Przed wyjazdem dostanie oficjalnie przyznany tytuł „lady” – obiecał obojętnym tonem, w tym momencie dałby jej wszystko, byleby tylko sobie poszła.

Dannae pisnęła radośnie. Richard zgłupiał, kiedy podeszła do niego oplatając rękami jego szyję. Wspięła się na palce, pocałowała go w szorstki policzek, a potem wybiegła z komnaty przepełniona dziecięcą radością. Mężczyzna drżał. Ledwo nad sobą zapanował. Starannie zamknął drzwi, a potem opadł na wielkie, ozdobione baldachimem łoże. Rozplątał ciasne wiązanie spodni, by wypuścić, pierwszy raz w jego cholernie długim życiu, gotową do działania męskość.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Tej nocy, królewna Dannae nie mogła zmrużyć oka. Nazajutrz miał być jej wielki dzień. Teraz nie bała się go tak bardzo. Nie musiała jechać do krain Mayonaki sama, będzie miała ze sobą swoją najdroższą przyjaciółkę, April. To naprawdę wiele dla niej znaczyło. Poza tym Richard, wbrew wszystkiemu co o nim słyszała, okazał się nie być wcale taki straszny, do tego miał cudowne, niekonwencjonalne pomysły. W Dannae zaczęła się rodzić nadzieja, że będzie potrafiła go naprawdę pokochać.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Kiedy rankiem, Richard stanął w przedsionku wielkiej sali, miał mieszane uczucia. Cała uroczystość wydawała mu się jedną wielką farsą. Jego zdaniem była to po prostu transakcja wiązana i nic więcej. On dostanie królewnę, której potrzebował, a w zamian za to, królestwo Hanaji będzie bezpieczne. Sam jednak, decydując się powiązać swoje życie z Mayonaką, zgodził się na branie udziału w tych wszystkich konwenansach, których szczerze nienawidził.

Tym razem nie musiał długo czekać. Był wdzięczny za to, że jego cierpliwość nie została wystawiona na próbę. Był już wystarczająco niezadowolony z samego faktu trwającej uroczystości. Królewna Dannae nie weszła, a wręcz wpłynęła do holu niczym poranna mgiełka. W białej, bogato zdobionej sukni, wyglądała wręcz zjawiskowo. Długie, jasne włosy, miała splecione w skomplikowany warkocz, a ich końce luźno spływały po lewym ramieniu dziewczyny. Uśmiechnęła się promiennie na widok Richarda, który pierwszy raz w życiu zaniemówił. Podeszła do niego, a on poczuł jak jej drobna, chłodna dłoń wślizguje się w jego. Obudziło się w nim pożądanie, sprawiając mu niemal fizyczny ból. Z trudem je opanował, powtarzając sobie w myślach, że już za kilka godzin dziewczyna będzie jego.

Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że królewna cała drży. On sam był poirytowany, ale Dannae po prostu się bała. Poczuł się bardzo nieswojo. Kiedy stała tak blisko niego, po prostu nie potrafił jej traktować jako przedmiotu handlu. Była żywą istotą, z krwi i kości, już nie dzieckiem, a młodą kobietą, na dodatek zdenerwowaną i przestraszoną. Zacisnął rękę na jej drobnej dłoni. Zmusił się, żeby jeszcze raz na nią spojrzeć. Nie miał pojęcia, dlaczego ta istota wywołuje w nim tyle emocji, uczuć, których już od lat nie powinno tam być.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Po ceremonii zaślubin odbyło się huczne wesele, które zdaniem Richarda trwało zdecydowanie zbyt długo. Nawet nie próbował zmusić się do uśmiechu, przyjmując setki gratulacji i wysłuchując nudnawych toastów. Był na granicy wytrzymałości i sam nie mógł uwierzyć, że jedynym co powstrzymuje go przed wybuchem, jest bliskość siedzącej przy nim cichutko Dannae.

Odetchnął z ulgą, gdy po wielu, męczących godzinach, znalazł się wreszcie w sypialni, ze swoją nową, młodziutką żoną. Stała na środku pokoju, w olśniewającej, białej sukni i patrzyła na niego spłoszonym, sarnim wzrokiem. Westchnął. Nie miał najmniejszej ochoty na bycie delikatnym i czułym, nie chciał też jednak skrzywdzić dziewczyny. Wiedział, że będzie musiał to jakoś pogodzić i nie stracić panowania nad sobą. Czekało go trudne zadanie. Podszedł do kruchej, delikatnej postaci. Spojrzał na nią z góry. Wyciągnął przed siebie rękę, dotykając ramienia dziewczyny. Zsunął ramiączko jej bogato zdobionej kreacji. Gwałtownie odsunęła się od niego, uciekła pod samą ścianę. Nie tego się spodziewał. Poczuł jak powoli narasta w nim gniew. Nikt, nigdy nie śmiał mu się sprzeciwiać. Dannae była pierwsza i zdecydowanie mu się to nie spodobało.

– Chyba nie rozumiesz swoich obowiązków, królewno – zwrócił się do niej lodowato zimnym tonem.

– Nie – wyszeptała cicho, spuszczając wzrok. – Ja nie…

Richard poczuł jak wściekłość miesza się w nim z podnieceniem. To nie było dobre zestawienie. W dalszym ciągu na granicy świadomości zdawał sobie sprawę, że nie może jej skrzywdzić. Lepiej dla dziewczyny, żeby była posłuszna. W jednej chwili znalazł się przy niej. Chwycił w dłoń jej podbródek, zmuszając, żeby na niego spojrzała.

– Posłuchaj mnie uważnie – zaczął bezdusznym tonem – ja też nie jestem zachwycony tą sytuacją. Kiedy tylko dasz mi syna, będziesz mogła zrobić co zechcesz, a mnie nigdy więcej nie będziesz musiała oglądać na oczy.

W oczach królewny stanęły łzy. Drżała. Zabrał dłoń. Podszedł do niej bliżej, uznając, że zrozumiała. Dziewczyna cofnęła się w róg pokoju. Dalszą drogę z dwóch stron zagradzała jej kamienna ściana. Dannae osunęła się na, pokrytą miękkim dywanem, podłogę. Skuliła się w kącie.

– Proszę – powiedziała błagalnie, z wyraźnym trudem powstrzymując się od płaczu. – Tylko nie dzisiaj. Znam swoje obowiązki – mówiła poprzez łzy – zrobię wszystko co do mnie należy, tylko nie dzisiaj.

W Richardzie aż się zagotowało. Był bliski tego, żeby uderzyć dziewczynę. W ostatniej chwili coś go jednak tknęło. Odwrócił się na pięcie i zostawiając zapłakaną królewnę samą, wyszedł z komnaty.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Dannae cicho łkała. Czuła się do niczego. Wstała z podłogi i położyła się na wielkim, miękkim łożu. Niby jak miała mu wytłumaczyć, że to jej kobiece dni? Nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, a on teraz uważa… Królewna zwinęła się w jak najciaśniejszy kłębek. Richard wcale jej nie chciał. Dla niego to był tylko obowiązek i wyraźnie jej to dzisiaj powiedział. To wszystko była jej wina! Może jeżeli lepiej ją pozna… jeżeli ona sama bardziej się postara… może wówczas on ją pokocha. Dannae przestała płakać. Zamknęła oczy. Tak, zrobi wszystko, żeby Richard Wairudo naprawdę ją pokochał.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Rankiem Richard był w podłym humorze. Nawet przy użyciu magicznych portali, podróż zajmie im najmarniej dwa dni, a on niczego bardziej nie pragnął niż znaleźć się w domu. Szedł właśnie, by sprawdzić jak idą przygotowania do drogi, kiedy usłyszał czyjś podniesiony głos. Przystanął przy otwartych drzwiach sali narad. Zobaczył delikatną, drżącą, postać królewny Dannae i stojącego nad nią mężczyznę z purpurową z gniewu twarzą.

– Jak śmiałaś mu odmówić?! – wrzeszczał na nią. – To twój mąż, ma do ciebie pełne prawo! Teraz należysz do niego! Zachowałaś się jak rozkapryszony dzieciak!

– Ja… – zaczęła cichutko Dannae.

Mężczyzna nadął się jeszcze bardziej, wyraźnie wściekły, że śmiała mu przerwać. Podniósł rękę, by uderzyć dziewczynę w twarz. Richard w jednej chwili znalazł się pomiędzy nimi. Poruszał się z nadludzką prędkością. Chwycił dłoń mężczyzny, wyginając ją w tył. Trzasnęła kość. Mężczyzna zawył z bólu. Richard go puścił. Tamten upadł na podłogę.

– Jeżeli jeszcze raz spróbujesz dotknąć mojej żony – wycedził przez zęby, stając nad nim – to pożegnasz się z życiem, nie tylko z ręką.

Chwycił patrzącą szeroko otwartymi oczami Dannae za ramię i wyprowadził z komnaty. Był wściekły. Dziewczyna była jego i nikt nie miał prawa jej dotykać. Zatrzymał się dopiero za rogiem korytarza. Chciał coś powiedzieć, ale zanim wydobył z siebie choćby słowo, królewna przylgnęła do niego całą swoją drobną postacią. Przytuliła policzek do jego torsu, oplotła go w pasie ramionami. Spodziewał się wszystkiego, włącznie z histerią, ale na pewno nie takiej reakcji. Niezbyt przekonany do tego co robi, splótł dłonie na plecach dziewczyny. Podniosła na niego błyszczące, chabrowe oczy. Później ponownie spuściła wzrok, wtulając policzek w jego ozdobną tunikę.

– Dziękuję – wyszeptała cichutko, a Richard nie miał pojęcia co jej odpowiedzieć.

Droga do Mayonaki

Dzień był pogodny i słoneczny, wręcz wymarzony na podróż. Dannae podeszła niespiesznym krokiem do zabudowanego powozu, w którym czekała już na nią April. Królewna nie była zachwycona perspektywą takiej podróży. Nie rozumiała czemu ma na sobie długą suknię, zamiast podróżnego stroju do konnej jazdy, nie była też przekonana do spędzenia całej drogi w powozie, wolałaby jechać wierzchem. Doradcy jej ojca jednak kategorycznie się temu sprzeciwili, mówiąc, że takie właśnie zwyczaje panują w cywilizowanych krajach, do jakich oni sami Królestwa Hanaji nie zaliczali.

Dannae niechętnie podeszła do powozu, a potem jakby się rozmyśliła. Postanowiła, że najpierw poszuka Richarda. Miała nadzieję, że książę nie będzie miał nic przeciwko jej towarzystwu. Odnalazła swojego nowego męża przy stajni. Zaskoczona zauważyła, że chłopak sam przygotowuje swojego wierzchowca do drogi. Nie była pewna dlaczego, ale bardzo ucieszył ją ten fakt. Zbliżyła się do niego lekkim krokiem. Obdarzyła go swoim najładniejszym uśmiechem. Posmutniała na chwilę, kiedy spojrzał na nią, lodowato zimnym wzrokiem, szybko jednak do jej serca wróciła niezmącona niczym radość. W drzwiach stajni pojawił się chłopiec, prowadzący za wodze niesamowitej urody klacz. Dannae podbiegła do niej z dziecięcą wesołością. Koń był jabłkowity, ale bardziej brązowy niż szary. Miał smukłą szyję i zgrabne pęciny. Grzywa klaczy zapleciona była w setki drobnych warkoczyków. Królewna wyciągnęła rękę i z nabożną niemal czcią dotknęła końskiego pyska.

– Jesteś taka piękna – szepnęła czule.

Zbyt zaaferowana klaczą, nawet nie zauważyła, kiedy podszedł do niej Richard. Stanął za plecami wniebowziętej dziewczyny.

– Podoba ci się? – zapytał.

– Nigdy nie widziałam piękniejszej klaczy – oznajmiła Dannae z zachwytem w głosie.

– Też tak sądzę – oznajmił. – Kupiłem ją po drodze. Nie mogłem się powstrzymać, kiedy ją zobaczyłem. Jak dobrze jeździsz? – spytał chłopak przyglądając się uważnie królewnie.

Dziewczyna obdarzyła go promiennym uśmiechem.

– Chcesz się przekonać? – zapytała zaczepnie.

Uśmiechnął się lekko, prawnie niezauważalnie, ale nie umknęło to spostrzegawczemu wzrokowi Dannae.

– Zawrzyjmy układ – zaproponował. – Będziemy podróżować przez portale. Powozem, z całym orszakiem, zajmie nam to jakieś dwa dni. Gdybyśmy pokonali tą trasę, w pełnym galopie, zajęłoby to nam  może jakieś 4 godziny. Jeżeli ci się uda, klacz będzie twoja.

– Nie mówisz poważnie, prawda? – zapytała zaskoczona.

Z twarzy Richarda natychmiast zniknęło jakiekolwiek zainteresowanie. Wzruszył ramionami.

– Mówiłem całkiem poważnie – stwierdził. – Nie ważne, zapomnij o tym.

– Nie! – niemal krzyknęła Dannae. Obrzucił ja pytającym spojrzeniem. Królewna zerknęła w stronę zamku. – Czy mogłabym przebrać się w powozie i dosiąść jej za miastem?

Chłopak zrozumiał. Skinął tylko głową i ruszył osiodłać własnego konia.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Dannae śmiała się, kiedy pędziła w pełnym galopie, a jej złote włosy rozwiewał wiatr. Klacz była cudowna! Stąpała miękko po ziemi, niemal płynąc w powietrzu. Bez trudu dotrzymywała kroku karemu ogierowi Richarda. Kilku godzinny cwał, zarówno dla niej jak i dla królewny, nie stanowił specjalnego wyzwania. Co jakiś czas zwalniali, przechodząc do lekkiego kłusa, kiedy mijali kolejne, pełne magicznych wibracji i energii wizualizującej się w postaci tęczowych barw, bramy. Zaraz potem jednak, znów puszczali się pełnym galopem. Dla dziewczyny, taka podróż, była cudownym przeżyciem.

Wreszcie, po ponad czterech godzinach jazdy, Richard zwolnił do stępa. Spieniony koń zadrżał, równie zadowolony z galopu, co jego właściciel. Dannae ściągnęła wodze przepięknej klaczy.

– Zgodnie z umową, Carmina jest twoja – odezwał się z lekkim uznaniem w głosie.

Wyglądało na to, że aż do tej pory, nie wierzył, że królewna sprosta temu niecodziennemu zadaniu. Dziewczyna uśmiechnęła się pogodnie, odgarniając z twarzy długie, jasne kosmyki. Rozejrzała się dookoła. Stali na porośniętym bujną, zieloną trawą wzgórzu. W dole rozciągało się miasto. Widziała wysoki, kamienny mur, oświetlone popołudniowym słońcem budowle, oraz górujące nad tym wszystkim, wieże zamku.

– Czy to już Mayonaka? – spytała zaciekawiona.

Nigdy dotąd nie podróżowała na takie odległości i pierwszy raz, w swoim szesnastoletnim życiu wyjechała poza granice Królestwa Hanaji. Richard skinął głową.

– Tak, konkretnie to stolica zjednoczonych krain, Tenebres.

– Tenebres – powtórzyła zamyślona Dannae. – Mój nowy dom.

Tenebres, stolica Mayonaki

Pogłoski o ich przybyciu, dotarły do miasta znacznie wcześniej niż oni sami. Kolejka czekających na wejście za mury ludzi, zdążyła już odsunąć się od bramy. Strażnicy złożyli Richardowi głębokie ukłony. Chłopak pozdrowił ich niedbałym skinieniem głowy, patrząc chłodno przed siebie. Kiedy wjechali do miasta, Dannae rozglądała się po nim zaciekawiona. Tenebres okazało się bardzo ładnym miejscem. Miało swoją własną sieć kanalizacji, a wszędzie dookoła pełno było niskich drzew, fontann oraz klombów, pełnych różnobarwnych, kwitnących kwiatów. W pewnym oddaleniu, zaczęły biec za nimi dzieci. Kiedy dojechali na główny plac, powitał ich tłum wiwatujących ludzi. Nikt nie zdecydował się podejść bliżej, ale widać było ich uśmiechnięte twarze. Królewna poczuła rozpierającą ją w środku radość. Więc jednak wszystkie krążące o Richardzie pogłoski, były zdecydowanie mocno przesadzone.

– Twoi poddani cię kochają – odezwała się wesołym głosem dziewczyna, kiedy wyjechali na szeroką, obsadzoną niezwykłą roślinnością i szpalerami równo przyciętych krzewów, prowadzącą do zamku, aleję. – Bardzo ucieszyli się, że wróciłeś.

Richard roześmiał się gorzko. Ciągle patrzył przed siebie, tym samym lodowato zimnym wzrokiem.

– To nie na mój widok się cieszą – odpowiedział bez cienia jakichkolwiek emocji w głosie. – Witają w ten sposób ciebie, licząc na to, że szybko wydasz na świat mojego następcę.

– Och – odpowiedziała Dannae, nie będąc pewną, co o jego wypowiedzi myśleć.

Wtedy jednak potok jej myśli, przerwał zupełnie nieoczekiwany widok. Zbliżali się do porośniętego od zachodniej strony, bluszczem zamku. Nieopodal ciężkiej, żelaznej bramy, rozpościerało się niewysokie wzgórze, na którym rosło rozłożyste drzewo, nieznanego gatunku. Miało niewiele liści, za to sporo grubych konarów, a niemal na każdym z nich, oplecione sznurem za szyję, wisiało martwe ciało człowieka.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Królewna zwiedzała, specjalnie dla niej przygotowane, komnaty. Sypialnia, na środku której stało wyłożone setkami atłasowych poduszek łoże, salonik z wygodną sofą i fotelami, urządzony w jasnych tonacjach, niewielka, własna biblioteka, oraz przepiękny, różany ogród. Najbardziej królewnę zachwyciła jednak duża, gustownie udekorowana łazienka z bieżącą wodą, rzeczą, która w królestwie Hanaji nie była w ogóle znana. Biegała to tu, to tam, przyglądając się wszystkiemu ciekawie. To był jej nowy dom. Niepewnym gestem, dotknęła delikatnej, białej poduszki. Odrobinę zasmuciło ją, że nie będzie dzieliła pokoi z Richardem, ale rozumiała to. Przecież się ledwo co poznali. Miała nadzieję, że może z upływem czasu, on zacznie chcieć z nią, znacznie częściej, przebywać. Martwiła ją także posępna służba. Ludzie o twarzach bez wyrazu, którzy niewiele mówili i starali się jak najdokładniej wtopić w otoczenie, zupełnie jakby byli meblami, a nie żywymi istotami. Może, kiedy i oni ją lepiej poznają, to ich zachowanie także się zmieni… Poza tym, już za dwa dni, przybędzie do zamku April, a wtedy wszystko nabierze jaśniejszych barw.

Dannae, tanecznym krokiem, z uśmiechem na ustach, ubrana w błękitną, zwiewną szatę, długim korytarzem ruszyła poszukać Richarda. Wyglądała niczym motyl. Zgrabna, leciutka i taka niewinna. Znalazła go w sali jadalnej. Siedział przy jednym końcu długiego, drewnianego stołu. Zaskoczona, stwierdziła, że w pomieszczeniu było zupełnie pusto. W pałacu jej ojca, było to jedno z najbardziej gwarnych miejsc, o każdej porze dnia i nocy. Mimo to, obdarzyła swojego męża pogodnym uśmiechem. Podeszła do niego i usiadła na skraju ciężkiej, drewnianej ławy. Skinął jej na powitanie głową, ale milczał.

– Tenebres to bardzo piękne miasto – odezwała się, żeby w jakikolwiek sposób zacząć rozmowę.

Chłopak podniósł wzrok znad posiłku, który właśnie spożywał. Niedbale wzruszył ramionami.

 – Nie zauważyłem – mruknął wracając do jedzenia.

– Jest cudowne – ożywiła się królewna – tak samo jak mój ogród – oznajmiła z zachwytem. – Richardzie! Kwitnie w nim tyle tęczowych róż! Nigdy nie widziałam piękniejszego miejsca!

– Więc niewiele widziałaś – zbył ją chłopak.

Niezrażona ciągnęła dalej, śpiewnym głosem, opowiadając mu o wszystkim, co ją zachwyciło i oczarowało. W końcu Richard najwyraźniej nie wytrzymał. Gwałtownie wstał od stołu. Przysunął się do niej. Mimowolnie cofnęła się, przesuwając w głąb długiej ławy. Chłopak zbliżył się jeszcze bardziej. Położył dłoń na jej nodze. Dannae wstrzymała oddech. Spojrzała w jego pociemniałe z pożądania oczy. Chwycił ją za rękę. Był zbyt blisko. Wyraźnie czuła jego oddech. Wyrwała nadgarstek z uchwytu chłopaka.  Zerwała się z miejsca i wybiegła z jadalnej sali, zostawiając Richarda samego. Pokonała długi korytarz i z szybko bijącym sercem, wpadła do swojej sypialni. Tam opadła na zdobiący podłogę, miękki dywan. Przez chwilę próbowała uspokoić oddech, a potem wstała i przeszła do biblioteki. Usiadła przy misternie rzeźbionym stole, wyciągnęła z szuflady papier, zanurzyła pióro, w stojącym na blacie kałamarzu i, zastanawiając się nad każdym, pojedynczym słowem, zaczęła pisać.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Służba szerokim łukiem omijała komnaty swojego pana. Richard Wairudo był wściekły, a wtedy niebezpiecznie było znaleźć się w jego pobliżu. Chłopak chodził po komnacie, w gniewie zaciskając pięści. W rękach trzymał list, który przed chwilą wręczył mu, trzęsący się ze strachu, służący. Jak ta smarkula w ogóle śmiała?! Należała do niego, była jego własnością! Richard w tym momencie miał ochotę ukarać królewnę Dannae, bardzo surowo ukarać, a po głowie chodziły mu setki różnych mniej lub bardziej realnych pomysłów. Warknął wściekle, rozwijając, starannie zapieczętowany arkusz.

Drogi Richardzie – zaczynał się list, chłopak zmiął papier i odrzucił w róg okazałego pokoju, który służył mu za prywatny gabinet. Potem, przegrywając z własną ciekawością, podniósł go i na powrót rozprostował. Rozsiadł się w obciągniętym brązową skórą fotelu, obute nogi położył na dębowym biurku i zaczął czytać.

Drogi Richardzie, Mayonaka, Zjednoczone Krainy, są przepięknym państwem. Marzę o tym, żeby zobaczyć ośnieżone szczyty gór i bezkres błękitnego morza. Jestem tu, razem z Tobą, a Ty dałeś mi już tak wiele! Przepiękne pokoje, różany ogród, stroje więcej niż godne królewny, ośmielam się jednak, prosić Cię o jeszcze jedną przysługę. Mój pierwszy raz, noc, która miała być naszą tuż po ślubie, pragnę by była magiczną chwilą. Nigdy nie śmiałam nawet marzyć, że mój przyszły mąż będzie tak cudowną, pełną niespodzianek osobą, jaką Ty jesteś, Richardzie. To tak, jakby spełniły się moje sny. Nic nie wywoła we mnie takiego szczęścia, jak to, że sprawisz iż moja dziewicza noc będzie jedną z tych, o których opowiadają romantyczne ballady. Nie potrafię wymówić nawet, jak bardzo bałam się tej chwili. Przy Tobie jednak wiem, że nie ma czego.

Twoja na zawsze, Umiłowany

Dannae Oriana Wairudo

Richard przez chwilę wpatrywał się w list ogłupiały, a później, z wściekłością, podarł go w drobny mak. Przyglądał się przez chwilę leżącym na ciemnym blacie biurka skrawkom papieru, a potem wybuchnął śmiechem. Właściwie czemu by nie? Jeżeli takie właśnie były marzenia jego królewny, to żaden kłopot dla niego, żeby je spełnić.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Dannae siedziała przy toaletce, starannie szczotkując swoje długie, jasne włosy. Smutnymi, chabrowymi oczami, wpatrywała się w lustro. Usłyszała ciche, ale stanowczo brzmiące pukanie do drzwi. Zgrabnie zsunęła się z pomalowanego na biało stołeczka, żeby wpuścić do środka, czekającą za drzwiami osobę. Stała tam schludnie odziana, młoda pokojówka. Patrzyła na królewnę z głębokim współczuciem, malującym się na szczerej, dziewczęcej twarzy. Dygnęła, jednocześnie schylając głowę.

– Książę Wairudo zaprasza panienkę na wspólną kolację, dzisiaj po zachodzie słońca – oznajmiła przepraszającym głosem.

Dannae uśmiechnęła się do niej uprzejmie. Postanowiła nie poprawiać pokojówki, która zgodnie z wymogami etykiety, powinna tytułować ją panią, albo księżną, skoro była teraz zamężna. No cóż, w jej rodzinnym królestwie, większość służby, nieoficjalnie, zwracała się do niej po prostu Dannae… Była ciekawa, czy tutaj także uda się to wszystko zmienić.

– Podziękuj księciu za zaproszenie – odpowiedziała pogodnie – pojawię się o czasie.

– Dobrze, panienko.

Służąca ponownie skłoniła głowę, a potem czym prędzej oddaliła się długim, zamkowym korytarzem.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Królewna zatrzymała się przed drzwiami prywatnych komnat Richarda. Skrzywiła się na myśl, że były dokładnie w przeciwległym skrzydle zamku niż jej własne. Starannie wygładziła kremową suknię. Poprawiła wysoko spięte, spływające delikatną kaskadą, po lewym ramieniu, złociste włosy. Serce trzepotało jej w piersi, jak u przestraszonego wróbelka. Zebrała się w sobie, pchnęła ciężkie, okute stalą drzwi i weszła do środka.

Richard nie miał na sobie oficjalnego stroju. Tunikę zastąpiła czarna, wełniana koszula, a spodnie, mimo iż z dobrego materiału, były bardziej wygodnie i praktycznie niż eleganckie. Nie miał przy sobie nawet zwyczajowej pochwy z mieczem. Dannae natychmiast się rozluźniła. Kiedy zobaczyła go odzianego tak zwyczajnie, poczuła się o niebo lepiej. Teraz przestał być jakąś wydumaną, przerażającą legendą. Obdarzyła go uroczym, dziewczęcym uśmiechem. W tak prostym ubiorze prezentował się jeszcze lepiej niż zazwyczaj. Serce królewny trzepotało się w piersi, ale tym razem dziewczyna wiedziała, że ma zupełnie inny powód, niż tylko strach.

Chłopak był dla niej bardzo uprzejmy. Zaprosił ją do stołu, na którym stały owoce z różnych zakątków świata. Zapalił świece i ciepłe światło zalało swym blaskiem pokój. Zza okna dochodziła cicha muzyka skrzypiec. Dannae poczuła ciepło w sercu, bo Richard, mimo iż bardzo starał się zachować powagę, wyglądał tak, jakby ta cała sytuacja niezmiernie go bawiła.

– Już możesz się śmiać – oznajmiła stanowczo, pełnym szczerości głosem.

Chłopak zakrztusił się przełykanym właśnie winem, spojrzał na nią pytająco, a potem rzeczywiście się roześmiał.

– Przepraszam – powiedział – aż tak to widać? – zapytał, wyraźnie nieprzyzwyczajony do tego, żeby słuchać szczerych opinii. – Nigdy nie próbowałem być w tym – spojrzał wymownie na ładnie udekorowany stół – zbyt dobry.

– Zatańczysz ze mną? – spytała Dannae, wstając z gracją od stołu.

Richard również wstał, po raz kolejny tego wieczoru, próbując ukryć zaskoczenie. Delikatnie ujął dłoń królewny. Zamiast zaproponować jakiś klasyczny, dworski taniec, ona po prostu się do niego przytuliła. Płynęła w jego ramionach, a on trzymał ją delikatnie przy sobie. Potem wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Białą, atłasową pościel i gruby dywan, zdobiły szkarłatne płatki róż. Kiedy znaleźli się w środku, dziewczyna pisnęła za zachwytu. Richard delikatnie ułożył ją na łóżku. Królewna spojrzała na niego ufnie. Mimo nie opuszczającego jej strachu, niecierpliwie czekała na to, co będzie dalej.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Sam nie był pewien, jak to sie stało, ale kiedy tylko ujrzał jej drobną postać, złość natychmiast odpłynęła, zastąpiona rozbawieniem i pożądaniem. To była młoda dziewczyna, niemalże jeszcze dziecko. Miała prawo marzyć, zdecydowanie miała też prawo się go bać. Złapał się na tym, że patrzy z zachwytem, na jej złociste, rozsypujące się po poduszce włosy. Z całych sił starał się nad sobą zapanować, co wcale nie było łatwe. Podniósł ją i delikatnie rozwiązał sznurowanie jej sukni. Zsunął z dziewczyny pięknie zdobioną szatę. Tym razem nie protestowała. Zdjął własną koszulę, zostając teraz w samych, czarnych spodniach. Położył się obok niej, podpierając głowę na łokciu. Patrzył na nią. Ona również nie odrywała od niego wzroku. Nieśmiało wyciągnęła dłoń, dotykając jego twardych, wyrobionych mięśni. Zupełnie wyleciało mu z głowy, to, że jeszcze tak niedawno w jakiś wyszukany sposób, chciał ukarać krnąbrną dziewczynę.

– Jesteś piękna – powiedział zupełnie szczerze.

Jej blade policzki cudownie się zaróżowiły. Przywodziła teraz na myśl, rozwijający się kwiat. Przysunęła się do niego bliżej, zawstydzona wtulając twarz w jego odsłonięty tors. Twardymi dłońmi zaczął delikatnie błądzić po jej plecach. Wdychał cudowny, upojny zapach jej włosów. Powoli zaczął zsuwać z dziewczyny bieliznę. Po chwili leżała przy nim, zupełnie naga, ukrywając zawstydzoną twarz w jego ramionach. Rozkoszował się widokiem jej smukłego ciała, jednocześnie leciutko przesuwając po nim palcami. Poczuł jak królewna wstrzymuje oddech, kiedy dotknął jej intymnego miejsca. Słyszał jak szybko bije jej serce. Teraz wcale nie był już pewien, czy nawet gdyby chciał, to potrafiłby ją skrzywdzić. Była taka krucha i delikatna… Przez kilkanaście kolejnych minut kontynuował swoją wędrówkę, starannie badając jej ciało. Potem łagodnie ujął dłoń dziewczyny, prowadząc ją na rysującą się w jego spodniach wypukłość. Zadrżał, kiedy ją tam położyła. Był pewien, że dużo dłużej tego nie wytrzyma. Zsunął swoje czarne spodnie, odrzucając je niedbale na podłogę.

– Nie bój się – uspokoił ją cicho.

Przesunął poddającą się posłusznie jego działaniom królewnę, odrobinę wyżej, łagodnie całując jej usta. Nieśmiało odwzajemniła jego pocałunek. Poczuł jak jego sztywny członek ociera się o jej gładkie udo. Własne pożądanie sprawiało mu niemal fizyczny ból. Nie przestając całować, wsunął palec między jej nogi. Zachłysnęła się powietrzem. Zmusił ją, żeby skupiła się na całowaniu. Zaskoczyło go, jak bardzo była wilgotna. Richard wiedział, że jest na granicy wytrzymałości. Przesunął się tak, że teraz znalazł się dokładnie nad dziewczyną. Patrzyła na niego przestraszonym, ale jednocześnie pełnym niepokojącego uwielbienia wzrokiem. Wszedł w nią łagodnie, powoli. W przeciwieństwie do królewny, teorię znał doskonale, widział setki pięknych, nagich kobiet, tylko żadna jeszcze nie działała na jego ciało. Żadna, oprócz Dannae. W oczach dziewczyny zobaczył łzy. Na chwilę przestał się poruszać. Wiele go to kosztowało.

– Obejmij mnie, mocno – rozkazał.

Królewna posłuchała, oplatając szczupłymi ramionami jego plecy. Spojrzał w jej chabrowe oczy, a ona patrzyła bezpośrednio na niego. Poruszał się wolno, delikatnie, aż w końcu z jej oblicza zniknął cały ból. Słyszał jak od czasu do czasu wstrzymuje powietrze, jak czasami, mimo usilnych starań, nie wychodzi jej powstrzymywanie cichutkich westchnień i jęków. Sprawiało mu to satysfakcję, dodatkowo podniecało. W pewnym momencie poczuł, jak jej mięśnie zaciskają się na jego sztywnej męskości. To było cudowne, błogie uczucie. Sam także uwolnił teraz, długo wstrzymywany wytrysk, zalewając jej wnętrze ciepłym płynem. Wysunął się z niej po kilku kolejnych ruchach. Z rozbawieniem stwierdził, że jego członek wcale nie chce opaść, widział jednak, że dziewczyna ma już dość. Chciał odesłać ją do własnych komnat, ale ona skuliła się, jak kociak, wtulając ufnie w jego ramiona. Decyzją chwili uznał, że może zostać. Okrył swoją królewnę atłasową kołdrą. Otoczył ramionami jej barki. Podniosła wzrok, uśmiechając się do niego błogo.

– Dziękuję – wyszeptała.

– Śpij – mruknął, z dziwnym uczuciem, odwracając ją do siebie plecami.

Nie chciał, żeby widziała jego twarz. Wtuliła się w niego jeszcze bardziej, jakby od zawsze, idealnie tam pasowała. Było mu bardzo przyjemnie, kiedy tak tulił ją w swoich ramionach. Zamknęła oczy.

– Kocham cię Richardzie – wyszeptała sennie, a potem jej oddech się wyrównał i zapadła w miękki, przynoszący odpoczynek, sen.

Chłopak cały zesztywniał, nie wypuścił jednak dziewczyny z objęć. Jej słowa dźwięczały w jego umyśle, odbijając się coraz głośniejszym echem. Jak niewiele by w jej ustach znaczyły, nie pamiętał by je kiedykolwiek od kogoś usłyszał.

Zamek w Tenebres

Królewna Dannae obudziła się rano sama, w wielkim łożu. Przeciągnęła się rozkosznie. Ziewnęła. Wstała i przejrzała się w dużym, stojącym w rogu komnaty lustrze. Zarumieniła się na myśl, że Richard, kiedy wstawał, zobaczył ją taką potarganą. Jej suknia, równo złożona, wisiała na poręczy masywnego krzesła. Dannae przyjrzała się z niesmakiem, wiązaniom na jej plecach. Nie była do końca pewna, jak ma sobie poradzić, bez żadnej pokojówki. Włożyła zdobioną suknię, nie zawiązując jej do końca, mając szczerą nadzieję, że może jakimś cudem nikogo, po drodze do swoich komnat nie spotka. Rozpuściła potargane włosy i po cichu wymknęła się z pokoju.

Tego dnia szczęście najwyraźniej dopisywało królewnie, ponieważ nieniepokojona przez nikogo dotarła do swoich komnat. W drzwiach jednak stanęła zaskoczona. Po jej prywatnym salonie krzątała się jakaś odziana w prostą, szarą, wełnianą sukienkę, srogo wyglądająca, starsza kobieta. Były tam też dwie, wyraźnie zdenerwowane pokojówki. Niewiasta natychmiast ruszyła w jej stronę, rzucając jedynie okiem na jej rozwiązaną z tyłu suknię.

– Przygotujcie kąpiel, szybko – zwróciła się do pokojówek – a ja ją obejrzę.

Dannae spojrzała pytająco. O co im wszystkim chodziło? Kobieta bez zbędnych tłumaczeń pomogła jej ściągnąć wygniecioną suknię. Królewna stanęła przed nią, w samej, delikatnej bieliźnie, zasłaniając się kurtyną z jasnych włosów, a ona zaczęła ze wszystkich stron oglądać jej ciało, przez cały czas mrucząc pod nosem, jakie to z niej biedactwo. Chwilę później dołączyła do nich druga, odziana w jasnozieloną suknię. Była pulchna i miała szczerą, serdeczną twarz.

– Przybyłam najszybciej jak sie dało – oznajmiła jeszcze w progu. – Och, dziecino, nic ci nie jest? – zapytała zwracając się bezpośrednio do Dannae. – Nazywam się Maris i jestem uzdrowicielką.

Królewna dalej nie wiedziała o co chodzi, a obie kobiety, z coraz bardziej zdziwionymi obliczami, oglądały ją, jakby była cudem natury.

– Nie ma na niej ani kropli krwi, nawet tej, która tam powinna być – oznajmiła niedowierzającym głosem ta w szarej sukni.

Dannae spojrzała na nią zbita z tropu. Może one także myślały, że uchyla się od swoich małżeńskich obowiązków? Przypomniała sobie, że rzeczywiście, kiedy zasypiała, uda miała delikatnie ubrudzone krwią, pościel również. Rano jednak była zupełnie czysta i leżała na świeżym, białym prześcieradle. Pamiętała także delikatny dotyk, swojego nowego męża.

– Richard mnie rano umył – wyjaśniła zaskoczonym kobietom. – Potem gdzieś wyszedł, a ja jeszcze spałam.

– Spałaś u niego? – spytała niedowierzająco Maris. – Przez całą noc?

Królewna skinęła głową, ta rozmowa zaczynała ją coraz bardziej krępować. Przecież, skoro był jej mężem, to co w tym dziwnego, że u niego spała?

– Skrzywdził cię w jakiś sposób? – upewniła się szczupła kobieta w szarej sukni.

– Był dla mnie bardzo miły… – powiedziała niewiele rozumiejąca z ich zatroskanych głosów Dannae. – Dlaczego o to pytacie?

– Bogom niech będą dzięki – wyszeptała Maris, dla pewności jeszcze raz starannie oglądając dziewczynę. – Co prawda to było dziesięć lat temu, ale ostatnia z dziewczyn ledwo co przeżyła, kiedy nasz pan postanowił ją sobie wziąć do łóżka.

– Jak to? – spytała lekko zaniepokojona królewna.

O czym one mówią? Przecież dziesięć lat temu, Richard musiał być jeszcze dzieckiem.

– Pobił ją niemal na śmierć – przyznała kobieta w szarej sukni.

Dannae nie uwierzyła. Nie chciała im wierzyć. Większość legend o jej mężu okazało się do tej pory zwykłą bzdurą, bajką na dobranoc, żeby straszyć nieposłuszne dzieci. Richard był cudowny, był jej marzeniem i przez te kilka dni znajomości udowodnił, że jest wart tego, by całym swoim dziewczęcym sercem, go pokochała.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Już w pierwszym tygodniu swojego pobytu na zamku, królewna Dannae była dosłownie wszędzie. Na początku starała sie spędzać jak najwięcej czasu z Richardem, ale potem zrozumiała, że mu po prostu przeszkadza i z wdzięcznością brała wszystko to, co jej dawał, a pozostałe godziny dnia dzieliła między pałacową służbę, a damy dworu. Kiedy wraz z orszakiem przyjechała April, świat Dannae stał się tylko jeszcze weselszy. Ponieważ traktowała wszystkich uprzejmie, dla każdego znajdując równie pogodny uśmiech, mieszkańcy zamku, bardzo szybko ochrzcili dziewczynę swoim Słoneczkiem. Dla tego posępnego, ponurego zamku, była jak powiew świeżości, tęcza czy jasny promień słońca. Od czasu do czasu, za plecami słyszała szepty o tym jaka jest biedna, ponieważ musiała zostać żoną Richarda. Mimo, że tęskniła za domem, ona sama uważała, że nic lepszego w życiu nie mogło jej spotkać.

Bardzo szybko osiągnęła zamierzony cel. Służba przestała się jej bać, nie patrzyli na nią już tak surowo i ponuro. Zaprzyjaźniła się nawet z kobietą w szarej sukni, jak się później dowiedziała, panną Morn. Tego ranka postanowiła wybrać się na konną przejażdżkę. Tęskniła za wiatrem we włosach, a także za swoją prześliczną klaczą, Carminą. Ponieważ April nie jeździła zbyt dobrze, a ona nie chciała męczyć przyjaciółki, do stajni poszła sama. Mimo rodzącej się w niej niecierpliwości, pozwoliła by chłopcy stajenni osiodłali jej jabłkowitą piękność. Zaskoczona jednak zauważyła, że wyprowadzają ją na maneż.

– Chciałam jechać do lasu – odezwała się cicho, podchodząc do zarządcy stajni.

Mężczyzna odrobinę pobladł.

– Nie mogę na to pozwolić, lady – odezwał się ponuro. – Dama bez odpowiedniego towarzystwa nie powinna sama opuszczać murów zamku.

Dannae spojrzała na niego skonsternowana. Jej rodzinne królestwo, Hanaji, było na tyle małe, że całe mogła przejechać w ciągu dwóch dni i to wcale nie korzystając  z magicznych portali. Właściwie to nawet często robiła sobie takie wycieczki, zatrzymując się na noc w zaprzyjaźnionych posiadłościach. Jak jednak ma wytrzymać, jeżeli tutaj ma jeździć jedynie po padoku? Nie chciała narobić mężczyźnie problemów.

– Jakie to musiałoby być towarzystwo? – zapytała uprzejmym głosem.

– Ja chętnie eskortuję, piękną panią – Dannae usłyszała dobiegający zza jej pleców przyjemny tenor.

Odwróciła się by spojrzeć na dosiadającego smukłej, kasztanowej klaczy młodzieńca. Nie mógł być wiele starszy od niej. Uśmiechał się pogodnie, a w jego karmelowych oczach widziała psotne iskierki radości.

– Czy to odpowiednie towarzystwo? – upewniła się na wszelki wypadek królewna.

Zarządca ochoczo skinął głową, cudownie wyswobodzony z problemu przed którym stanął.

– To najmłodszy syn markiza Roscoe, Patrick, jak najbardziej nadaje się na towarzysza lady.

Dannae odwzajemniła pogodny uśmiech chłopaka, marząc już tylko o tym, by wraz z wiatrem, popędzić przez jakieś pole.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Dzień był piękny i słoneczny, ale nie gorący, ponieważ wiał lekki wiatr. Oprócz błękitnego nieba, Dannae niczego do szczęścia nie potrzebowała. Kiedy tylko wyjechali za bramę miasta, królewna puściła się pełnym galopem. Wyraźnie skonsternowany Patrick przez chwilę stał zaskoczony, nie reagując, a potem pogalopował za nią. Kiedy dotarła na skraj sosnowego lasu, królewna poczuła drobne wyrzuty sumienia.

– Spokojnie Carmina, zwolnij – odezwała się do jabłkowitej klaczy, łagodnie ściągając wodze.

Odwróciła się w siodle, czekając na goniącego ją chłopaka.

– Nie dziwię się, że nie chciał cię wypuścić – mruknął bezceremonialnie lekko zdyszany Patrick, kiedy wreszcie do niej dotarł.

Dannae roześmiała się dźwięcznie.

– Przepraszam – oznajmiła bez cienia skruchy.

Dalej pojechali już spokojnie, zagłębiając się w cudownie pachnący, iglasty las.

– Czy będzie mi dane poznać twoje imię, skoro ty moje już znasz? – spytał po dłuższej chwili milczenia, odrobinę naburmuszony chłopak.

– Jestem Dannae – odpowiedziała po prostu królewna.

– Nigdy wcześniej cię tu nie widziałem – przyznał Patrick.

Dziewczyna skinęła głową.

– To dlatego, że kilka tygodni temu przyjechałam do Mayonaki z Królestwa Hanaji – odparła wesoło.

– Ja wczoraj wróciłem z akademii w Moringdale – oznajmił leniwym głosem chłopak. – I pierwsze co musiałem zrobić, to natknąć się na taką nieokrzesaną diablicę – westchnął teatralnie Patrick.

Królewna obdarzyła go radosnym uśmiechem. Nabrała już pewności, że go polubi. Rozmowa tak ich pochłonęła, że nawet nie zauważyli, kiedy zaczęło się ściemniać. Przy stajni Dannae pożegnała się z chłopakiem, umawiając się z nim, na następną przejażdżkę, a potem popędziła kamiennymi schodami w głąb zamku. Była już spóźniona. Mimo, że sama sobie wyznaczała pory, to bardzo chciała się ich trzymać. Przez całą drogę myślała o ironicznie uśmiechniętym, ciągle żartującym Patricku. Życie czasami potrafiło cudownie zaskakiwać!

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Richard rozparł się wygodnie w skórzanym fotelu. Próbował się skupić na trzymanej w rękach książce. Nie potrafił. Siedząca u jego stóp Dannae, wyglądała wręcz zjawiskowo. Aksamitna, ciemnozielona suknia, z szerokimi rękawami, rozpływała się po dywanie. W złotych włosach odbijały się promienie zachodzącego słońca. Spędzała w jego towarzystwie całe godziny. Przychodziła tak często, jak tylko się dało, siadając cichutko u jego stóp, a to haftując, jak przystało na damę z dobrego towarzystwa, a to czytając jakąś powieść lub wiersze. Richard nie miał pojęcia dlaczego królewna to robi. Nie wiedział też czy bardziej go irytują czy cieszą jej wieczorne wizyty. W końcu podniosła na niego wzrok, ale milczała. Bardzo szybko nauczyła się jak go swoją obecnością nie złościć.

– Słucham? – odezwał się pierwszy, wiedząc, że ona tego nie zrobi, dopóki wyraźnie się nie upewni, że nie jest już zajęty.

– Różany dom, przy wschodniej ścianie zamku stoi pusty, pomyślałam więc, że może po małym remoncie… – zaczęła, ale on nie pozwolił jej dokończyć.

Dannae miała setki niewielkich, nieszkodliwych próśb, a każda jego zgoda, sprawiała jej niewysłowioną radość. Dodatkowo dostarczała mu codziennej rozrywki, kiedy to jego oburzeni doradcy, przychodzili donieść mu co, tego dnia, zrobiła jego młodziutka żona.

– Rób sobie co chcesz – powiedział brutalnie jej przerywając.

Pożałował tych słów, zanim jeszcze do końca opuściły jego usta. W niebieskich oczach dziewczyny zatańczyły iskierki radości. Zerwała sie z dywanu, rzucając mu na szyję. Pocałowała go w szorstki policzek. Ślad po jej różowych ustach palił go żywym ogniem.

– Naprawdę? – upewniła się słodkim głosem.

– Naprawdę – westchnął zrezygnowany.

– Richardzie? – zapytała cicho.

– Mhm? – mruknął sadzając ją sobie na kolanach i przytulając do siebie stanowczo.

– Ile masz lat?

Roześmiał się. Ta dziewczyna uwielbiała go wyprowadzać z równowagi. To było dla niego nowe uczucie. Nikt inny by zwyczajnie nie śmiał, a nawet gdyby, nie pożyłby długo z tą świadomością. Granice jego wytrzymałości w stosunku do Dannae były znacznie szersze niż dla zwykłych ludzi.

– Trochę ponad dwieście – odpowiedział zgodnie z prawdą, zdając sobie z zaskoczeniem sprawę, że od ponad stu dwudziestu lat związany jest z Mayonaką.

Dziewczyna zamrugała, wcale się jednak od niego nie odsuwając. Nie tego się spodziewał.

– Jak to? – spytała.

Wzruszył ramionami.

– W moich żyłach płynie krew długowiecznych ras.

– Myślałam, że jesteś młodszy – przyznała zakręcając na palcu jasny kosmyk włosów. Przez chwilę myślała nad czymś skonsternowana, a Richard wpatrywał się w nią zaskoczony, jak szybko oswoiła się z tą informacją. – To jednak znaczy – odezwała się obdarzając go promiennym uśmiechem – że naprawdę chciałeś, żebym została twoją żoną. Nikt cię do tego nie zmusił.

Do tej pory to był drażliwy temat. Zdziwił się, zdając sobie sprawę, że teraz już nie jest.

– Można to tak ująć – stwierdził.

– Cudownie! – oznajmiła rozpromieniając się jeszcze bardziej. – Cały czas myślałam, że ktoś kazał ci się ze mną ożenić. – Po chwili znowu odrobinę posmutniała. – Ale to znaczy także, że były inne kobiety przede mną.

Richard z trudem powstrzymał się, żeby nie parsknąć śmiechem. Czyżby w jej śpiewnym głosie naprawdę wyczuł zazdrość? To nie pasowało do jego królewny. Rozparł się wygodnie w fotelu, a ona położyła mu głowę na ramieniu. Był ciekaw, co mu odpowie, jeśli wyzna jej prawdę.

– To nie było w moim wypadku możliwe – powiedział poważniejąc. – Moja krew jest w takim samym stopniu darem co i przekleństwem. Nie działają na mnie ludzkie kobiety, jak piękne by nie były. Ty jesteś jedyna. Mój doradca, Nataniel, uważa, że to dlatego, że wywodzisz się w prostej linii od Dalnejskiej księżniczki driad.

– Słyszałam tą legendę – przyznała cichutko Dannae. – Jak to dobrze, że tak jest! – oznajmiła entuzjastycznie. – Bo gdybym nie miała w sobie jej krwi, nie mogłabym zostać twoją żoną.

Tym razem nie wytrzymał. Roześmiał się. Nie przypominał sobie, kiedy ostatnio tyle się śmiał i czy w ogóle mu się to zdarzyło. Dopiero teraz, przy swojej młodziutkiej królewnie, naprawdę czuł, że żyje.

Różany Dom

Pogłoski o tym, co robi królewna Dannae, z każdym dniem stawały się coraz ciekawsze. Wszyscy mieszkańcy zamku ją kochali, natomiast rada i będący u władzy ludzie wręcz nienawidzili słodkiej dziewczyny. Angażowała się w każdą możliwą działalność społeczną, bawiła się z dziećmi, wstawiała za służbą, pomagała ludziom z miasta. W stolicy Mayonaki, Tenebres, takie zachowanie było nie do pomyślenia. Na początku Richarda bawiły skargi i protesty jego doradców, wkrótce jednak zaczęły go także irytować. Zastanawiało go, czemu tyle szumu robią, wobec tej niepozornej dziewczyny. W końcu ile ona może zrobić? Tego ranka wyszedł na pałacowy dziedziniec, żeby sam, na własne oczy, przekonać się o co im właściwie chodzi.

W ogrodzie, przy wschodniej ścianie zamkowego muru, działo się jakieś zamieszanie. Baron de Blois, niski człowiek o czerwonym obliczu, wrzeszczał na kogoś, jednocześnie próbując rozkazywać skonsternowanym strażnikom. Odziani w kolczugi mężczyźni, wyraźnie wahali się co powinni zrobić. Richard podszedł bliżej, mając nadzieję, że zrozumie cokolwiek z tego dziwnego zamieszania. Ręce same zacisnęły mu się w pięści, kiedy zobaczył na kogo krzyczy rozwścieczony baron. Królewna odwróciła ku niemu wzrok. W jej chabrowych oczach lśniły łzy. Zgrabnie wyminęła strażników i biegiem, który zupełnie nie przystoi damie, rzuciła się w jego objęcia.

– Och Richardzie! Jak dobrze, że jesteś – wyszeptała, wtulona w jego tors, mocząc mu łzami ozdobną tunikę.

– O co chodzi? – zapytał odsuwając ją od siebie stanowczo.

Wszystko sie w nim aż gotowało na widok jej zapłakanej twarzy i walczył sam ze sobą, żeby na miejscu nie udusić człowieka odpowiedzialnego za ten stan.

– W Różanym Domu zebrali się jacyś włóczędzy. Przecież to nie do pomyślenia! – niemal wypluł z siebie baron. – Księżna zatrzymała mnie, kiedy wezwałem straż, żeby ich wyprowadzić.

Richard spojrzał pytająco na swoją królewnę.

– W sierocińcu spłonął dach, więc przeprowadziliśmy dzieci do Różanego Domu – powiedziała rozgorączkowanym głosem Dannae. –  Jest wystarczająco duży, żeby wszystkie pomieścić, a do tego po remoncie nadaje się…

– Co ty sobie myślisz głupia smarkulo?! – huknął na nią baron, wyraźnie nie potrafiąc trzymać nerwów na wodzy.

Richard przesunął się, opiekuńczym gestem zasłaniając sobą królewnę.

– Jeszcze raz zwrócisz się tak do mojej żony, a każę ci obciąć język – warknął.

Baron poczerwieniał jeszcze bardziej, tym razem jednak w jego oczach zagościł również strach.

– Chodziło mi tylko o to, panie – zaczął przymilnym głosem – że księżna zrobiła to wszystko za naszymi plecami, bez żadnej zgody i pozwolenia.

Chłopak spiorunował go wzrokiem. Ręka Dannae, jakby nieświadomie, sama wsunęła się w jego dłoń.

– Miała moje pozwolenie – powiedział chłodnym głosem.

Właśnie teraz okazało się, że jego obawy, w stosunku do zdania „rób co chcesz” były jak najbardziej uzasadnione. Wcale nie chciał mieć za murami zamku bandy latających dzieciaków, ale jeszcze bardziej nie chciał widzieć łez na twarzy swojej królewny.

– Ale… – zaczął niezbyt pewnie protestować baron.

– Dość! – warknął na niego Richard. – Bądźcie tak mili i odprowadźcie barona de Blois do jego posiadłości – zwrócił się do, przyglądających się całej scenie, strażników.

Mężczyźni skłonili się nisko i odeszli, zabierając ze sobą, teraz już trupio białego barona. Kiedy tylko zniknęli, Richard zwrócił spojrzenie chłodnych, szarych oczu na Dannae. Jej także chciał parę rzeczy wygarnąć. Dziewczyna nie dała mu jednak dojść do słowa. Uśmiechnęła się do niego poprzez łzy.

– Dziękuję – powiedziała cicho. – Chodź, musisz wszystko zobaczyć – oznajmiła entuzjastycznie, prowadząc go za rękę w kierunku Różanego Domu.

Wokół okazałej, przylegającej do zamkowych murów budowli, krzątała się masa ludzi. Dzieci w czystych, starannie wyprasowanych ubraniach, naprawdę trudno było określić włóczęgami. Co prawda panował tam rozgardiasz i harmider, ale kojarzył się bardziej z ciepłym i rozbawionym niż z przestępczym i buntowniczym. Richard, zaskoczony, zobaczył także bawiące się z dziećmi damy dworu i uczące niewielkie grupki, najlepsze guwernantki.

– Czy państwo za to wszystko płaci? – zapytał z trudem przełykając ślinę.

– Och nie! – niemal wykrzyknęła Dannae. – Te wszystkie rzeczy są z darów, a nauczycielki pracują tu w wolnym od obowiązków czasie, zupełnie za darmo. To dlatego, żeby dzieci miały w życiu lepszy początek – wyjaśniła ochoczo.

Richardowi zakręciło się w głowie. Jak ona ich wszystkich do tego namówiła?

– Pójdę już – oznajmił spokojnym głosem, do którego zmusił się sporym wysiłkiem woli.

Dannae spojrzała na niego smutnym wzrokiem, ale skinęła głową. Wspięła się na palce, pocałowała go w szorstki policzek i tanecznym krokiem wróciła do swoich osieroconych dzieci.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Patrick stał oparty o otaczający dom niski murek. Przyglądał się biegającej z dziećmi królewnie. Czuł się jak idiota. Przebywali ze sobą każdego dnia od ponad dwóch tygodni, a on nie zorientował się, że Dannae jest żoną Richarda Wairudo i przez to również księżną Mayonaki. Był wściekły zarówno na siebie, jak i na otaczający go świat. Dziewczyna go zaintrygowała. Była jak promień słońca, a jednocześnie potrafiła być absolutnie, rozkosznie nieznośna. Nie zasługiwała sobie na los, który ją spotkał. Książę, jej mąż, był od zawsze zimnokrwistym potworem. Nie miał w sobie ani krztyny człowieczeństwa.

– Patrick! – zawołała wesoło królewna, machając mu ręką. – Pomożesz nam?

Chłopak z cichym westchnieniem odsunął się od murku i przywlekając na twarz maskę uśmiechu ruszył w stronę dziewczyny i bawiących się dzieci. Po chwili jednak zupełnie zapomniał o swoich ponurych myślach, kiedy dziewczyna wciągnęła go w wir swojego beztroskiego świata.

Mayonaka, Północne Lasy

Richard był wściekły. W środku aż go roznosiło. Darmenia i Evania, dwie z krain Mayonaki znalazły się o włos od wojny domowej. Musiał wyjechać, bo jeżeli nie pojawi się tam osobiście, w żaden sposób nie da sie zapobiec konfliktowi. Nie stanowiłoby to problemu, gdyby nie… no właśnie… sam nie zdawał sobie do tej pory sprawy, jak bardzo bolesna jest dla niego wizja rozłąki z Dannae. Bolała go też obietnica tak lekkomyślnie złożona dziewczynie pierwszej nocy. Powiedział jej wtedy, że kiedy urodzi mu syna, będzie mogła zrobić co zechce i podczas gdy wszyscy mieszkańcy Krain Mayonaki błagali bogów o następcę tronu, on sam prosił, by nigdy to nie nastąpiło.

Kamiennymi schodami zszedł na dziedziniec zamku. Tam czekała na niego gwardia i osiodłany wierzchowiec. Starannie sprawdził przypięty do pasa miecz. Odwrócił się zaskoczony na odgłos lekkich kroków. Dannae biegła w jego stronę. Tuż przy samym końcu schodów, potknęła się o rąbek długiej, błękitnej sukni. Richard natychmiast przyskoczył, by ją przytrzymać. Uśmiechnęła się do niego smutno.

– Co tu robisz? – zapytał zdecydowanie ostrzej niż zamierzał.

Spuściła wzrok.

– Chciałam się z tobą pożegnać – odpowiedziała cichutko.

Jednym, szybkim ruchem przyciągnął ja do siebie, przytulił. Wczepiła się palcami w jego tunikę, jak mała dziewczynka. Potem stanowczo ją od siebie odsunął. Spojrzał jej w oczy, wierzchem dłoni dotknął jej policzka. To było wszystko, co teraz mógł jej dać. Niechętnie odwrócił się i dosiadł karego konia. Wraz z żołnierzami, nie oglądając się za siebie, wyjechał przez bramę zamku.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Starsza służąca klęczała u jej stóp, płakała. Palce wplotła w rąbek jej długiej spódnicy. Dannae nie wiedziała jak się zachować. W końcu przykucnęła przy kobiecie, kładąc dłonie na jej ramionach.

– Błagam pani, mój syn jest niewinny! – zawodziła szlochając. – On niczego nie ukradł… Jeżeli odetną mu dłoń, nie będzie miał jak wyżywić rodziny.

Gdyby tylko Richard tu był, pomyślała królewna. Nie było go jednak i musiała radzić sobie sama.

– Porozmawiam z nimi – obiecała kobiecie, uwalniając się od jej rąk.

Tyle, że właściwie nie wiedziała z kim powinna rozmawiać. W Hanaji udałaby sie ze sprawą do ojca, tutaj mógł pomóc jej tylko Richard. Ponieważ żywo stały jej przed oczami nieprzyjemne przejścia z członkami rady, postanowiła, że od razu uda się do kapitana gwardzistów. Współczująco patrząc na zapłakaną, starszą kobietę, ruszyła przed siebie, zmierzając prosto, do wybranego celu.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Nataniel patrzył niedowierzająco, po kolei, na każdego z radnych. Czy oni powariowali? Był przekonany, że kiedy tylko Richard wróci, to wszystkich ich na miejscu pozabija. Królewna Dannae stała na środku sali posiedzeń, słuchając jak oskarżają ją o sprzeciwienie się radzie i niemalże zdradę stanu, a przecież ona tylko rozkazała żołnierzom uwolnić jednego, prawdopodobnie i tak niewinnego, człowieka.

– Karą, którą wyznaczyliśmy dla księżnej Dannae Oriany Wairudo, jest chłosta – czytał beznamiętnym głosem sekretarz. Nataniel zachłysnął się własną śliną. Teraz był pewien, że każdy kto miał pecha znaleźć się w tym pokoju, był już martwy. – Oczywiście, ponieważ należy do szlacheckiego rodu – zbagatelizował jej tytuły – chłosta nie może zostać wykonana publicznie, z tej przyczyny tylko my będziemy jej świadkami.

Chabrowe oczy królewny rozszerzyły się nieznacznie. Wyglądała nie tyle na przestraszoną, co raczej na zagubioną. Nataniel wiedział, że jego protesty nic nie dadzą, mimo to, musiał spróbować.

– To nie jest odpowiednia kara dla żony księcia – odezwał się pewnym głosem.

Radni podnieśli taką wrzawę, że Nataniel przestał słyszeć własne myśli. No cóż, czas nowych radnych, wyraźnie już nadszedł.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Królewna stała w oknie i ze łzami w oczach patrzyła jak schwytanemu ponownie mężczyźnie, publicznie, na palcu odcinają dłoń. Nie rozumiała dlaczego tak sie stało. Czemu ci ludzie byli tacy okrutni? Właściwie niewiele z ich przemówień i zachowań Dannae rozumiała. Ciągle wpatrywała się w okno, kiedy przyszli po nią strażnicy. Ich twarze były blade, przepraszające. Dziewczyna nie zamierzała im stwarzać problemów. Dzielnie zdusiła w sobie strach. Przywitała ich swoim zwyczajowym, pogodnym uśmiechem, a potem ruszyła wraz z nimi długim korytarzem, by ponownie stanąć twarzą w twarz z członkami rady.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Kiedy dotarła do niego wiadomość Nataniela, przebywał akurat w Północnych Lasach. Wściekłość ogarnęła go zimną furią. Dosiadł ledwo co osiodłanego, karego konia. Jeżeli się pospieszy, w Tenebres będzie już za kilka godzin. W tym wypadku piekielnie długich godzin!

– Panie, co zrobimy z jeńcami? – zapytał kapitan gwardii, próbując załatwić ze swoim władcą przynajmniej najważniejsze sprawy, wiedząc, że w tym momencie niewiele więcej od niego uzyska.

– Buntownikami, chciałeś powiedzieć – poprawił go chłodno Richard. Obrzucił prowadzonych przez jego żołnierzy, skutych łańcuchami ludzi zimnym wzrokiem. – Przyprowadźcie ich do Tenebres, tam odbędzie sie publiczna egzekucja.

Potem, nie marnując już dłużej cennego czasu, popędził karego ogiera do galopu.

Zamek w Tenebres, Siedziba Śmierci

Miejsce do którego gwardziści zaprowadzili królewnę, wyglądało na salę tortur. Dannae z trudem opanowała drżenie własnego ciała. W myślach wielokrotnie powtarzała sobie, że musi być dzielna. Nie wiedziała tylko, jak długo będzie potrafiła. Stała na środku pomieszczenia, w białej, bieliźnianej sukience, bo przecież nie wypadało im jej rozebrać. Pomyślała, że przynajmniej tego jej oszczędzono. Była zdezorientowana, nie wiedziała co dookoła niej się dzieje, a jednocześnie czuła paniczny wręcz strach. Podszedł do niej jakiś mężczyzna, w czarnej masce zasłaniającej twarz. Jej ręce znalazły się w metalowych kajdanach. Serce Dannae biło jak oszalałe, za wszelką cenę starała się jednak nie odezwać. Zamknęła oczy, żeby nie widzieć obserwujących ją, stojących pod ścianami mężczyzn. Kat zaprowadził królewnę, do zwisającego z sufitu haka. Przełożył przez niego łańcuch od kajdan. Dannae poczuła jak jej ciało się wypręża, by palcami, z trudem mogła dotknąć kamiennej podłogi. Potem usłyszała świst bata. Na plecach poczuła mocne uderzenie, spod zaciśniętych powiek popłynęły łzy. Drugie, trzecie, ból promieniował przez całe, wrażliwe plecy dziewczyny. Czwarte uderzenie nie nadeszło. Usłyszała huk otwierających się na całą szerokość drzwi. Otworzyła oczy, tylko po to, by zobaczyć pobladłą z wściekłości twarz Richarda. Chłopak uwolnił ją z kajdan, delikatnie wziął dziewczynę na ręce, starając się nie podrażnić i tak już bolących pleców. Dannae zobaczyła, że nie przyszedł sam. Cały korytarz przy wejściu do komnaty, obstawiony był przez gwardzistów. Richard wyniósł ją na zewnątrz.

– Jeżeli ktoś spróbuje stąd wyjść podczas mojej nieobecności – wydał rozkaz chłodnym tonem – nie wahajcie się go zabić.

Potem przeszedł pomiędzy rozstępującymi się na boki żołnierzami, ani na chwilę nie wypuszczając jej z objęć. Po kilku minutach znaleźli się na zewnątrz, w porośniętym zieloną trawą i pięknymi kwiatami ogrodzie. Richard bez pukania wszedł do chaty uzdrowicielki. Pulchna kobieta, która mieszała nad paleniskiem jakieś zioła, zaskoczona podniosła na nich głowę.

– Panie? – skłoniła się niezdarnie, oceniając wzrokiem zaistniałą sytuację.

– Zajmij się księżną, kobieto – rozkazał, z coraz większym trudem panując nad własną złością. – Niedługo tu wrócę – oznajmił, układając delikatnie Dannae na białej pościeli, świeżo zasłanego łóżka.

– Maris? – odezwała się cicho, ciągle oszołomiona królewna.

– Cii, jestem dziecko – przyskoczyła do niej kobieta, rozpinając jej białą, spodnią suknię, teraz poprzedzieraną na poznaczonych czerwonymi smugami plecach. – Już wszystko dobrze. Dlaczego ci to zrobił? – zapytała zajmując się opatrywaniem pleców dziewczyny.

Lśniące od łez oczy Dannae rozszerzyły się ze zdumienia.

– Ty myślisz, że to Richard? – zapytała oszołomiona. – On nigdy! – zaczęła nie potrafiąc skończyć zdania, które nie mieściło jej się w głowie.

Maris spojrzała na nią ciepłym wzrokiem.

– Po prostu opowiedz mi co się stało – poprosiła łagodnym głosem, zaparzając w glinianym kubku mieszankę ziół dla królewny.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Drzwi do pomieszczenia otworzyły się z wielkim hukiem. Niektórzy mężczyźni zorientowali się w sytuacji i z pobladłymi twarzami stali pod ścianą, inni, ci zbyt zadufani w sobie, z czerwonymi z gniewu policzkami, wrzeszczeli na pilnujących ich gwardzistów. Teraz, ze swoimi żalami, zwrócili się do rozwścieczonego Richarda. Chłopak skinął na jednego z żołnierzy. Po podłodze potoczyła się głowa, najbliżej stojącego barona. Reszta zamarła, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. Wreszcie, po latach spokoju, przypomnieli sobie kim jest. Rozejrzał się po przerażonych twarzach, wpatrujących się w niego mężczyzn.

– Oficjalnie ogłaszam, że księżna Dannae, stanowi w Tenebres, najwyższą, zaraz po mojej władzę – odezwał się chłodnym, beznamiętnym głosem. – Sprzeciwianie się jej rozkazom jest równoznaczne ze zdradą stanu – oznajmił już zupełnie spokojnie, mimo, że w środku aż go roznosiło. – W ramach zadośćuczynienia, wypłacicie temu człowiekowi, którego uwolniła księżna odszkodowanie równe waszym miesięcznym pensjom, każdy, a w ramach kary, zostanie wam wymierzone dwa razy tyle batów, ile wyznaczyliście mojej żonie. Publicznie, na placu. Dopilnujcie tego – zwrócił się do czekających na jego rozkazy gwardzistów.

Mężczyźni wyglądali, jakby mieli za chwilę pomdleć. Na żadnej z twarzy nie było już widać złości, teraz w oczach szlachciców był tylko strach. Na końcu z pomieszczenia wychodził dumnie wyprostowany starzec.

– Ty nie – warknął na niego Richard. – Z tobą planuję jeszcze porozmawiać.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Kwadrans później znaleźli się w prywatnym gabinecie księcia. Nataniel przycupnął na jednym z obitych skórą, drewnianych krzeseł. Richard chodził po komnacie, w dalszym ciągu starając się panować nad swoją złością.

– Ile razy wyznaczyli królewnie? – spytał cichym, groźnym głosem.

– Dwadzieścia pięć, panie – odezwał się przepraszająco staruszek, wiedział jakiej reakcji może się spodziewać.

Richard z całej siły uderzył pięścią w dębowe biurko. Drewno pękło, roztrzaskując się na kawałki. Potem chłopak uśmiechnął się ponuro.

– W takim razie kilku z nich prawdopodobnie nie przeżyje podwójnej kary – stwierdził obojętnie. – Natanielu – zwrócił się bezpośrednio do starca, wbijając w niego spojrzenie lodowato zimnych oczu – nie jesteś już dłużej członkiem rady. Spakuj się i wracaj do domu. Natychmiast – dodał widząc zaskoczoną minę starca.

Mężczyzna wstał, skłonił się i wyszedł z gabinetu, zostawiając Richarda samego. Kiedy znalazł się na korytarzu, jego pomarszczone ręce drżały. Dzięki temu, co powiedział książę, właśnie ominęła go kara, która w jego podeszłym wieku, prawdopodobnie skończyłaby się śmiercią. Do tego, zwolnienie z rady, było prośbą, z którą zwracał się od wielu już lat. Nataniel zdawał sobie sprawę, że Richard, na swój własny sposób, powiedział mu właśnie „dziękuję”. Teraz spokojnie mógł wyjechać, by zamieszkać w posiadłości swojego syna i jego dzieci.

Stolica Mayonaki, Tenebres, Rajskie Ogrody

Kiedy Richard wrócił po Dannae, zaprowadził ją prosto do swoich komnat. Zdziwił się, jak bardzo zachwycona była dziewczyna, gdy oznajmił jej, że od tej pory będzie mieszkała tylko tutaj, a ze swoich prywatnych pokoi może korzystać w dzień, podczas gdy on będzie zajęty, dotyczącymi Mayonaki, obowiązkami. Siedział teraz w fotelu, trzymając ją na swoich kolanach, z myślą, że nie chce jej wypuszczać z objęć. Dziewczyna tuliła się do niego ufnie, chowając twarz w jego koszuli.

– Jak dobrze, że jesteś – westchnęła stłumionym przez materiał głosem.

– Już wszystko w porządku – mruknął, gładząc dłonią jej jedwabiste włosy.

Wtuliła się w niego jeszcze bardziej, zupełnie jak mała dziewczynka.

– Kocham cię, Richardzie – szepnęła jeszcze, zanim jej oddech zupełnie się uspokoił i zapadła, wygodnie usadowiona  na jego kolanach, w lekki, przyjemny sen.

Chłopak wpatrywał się w śpiącą w jego ramionach królewnę. Jej słowa sprawiały, że w środku robiło mu się jakoś przyjemnie i ciepło, a jednocześnie, po prostu nie był w stanie w jej uczucie uwierzyć.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Karmelowe oczy Patricka lśniły rozbawieniem. W jego towarzystwie Dannae po prostu nie potrafiła się nudzić. Bardzo szybko zostali najlepszymi przyjaciółmi. Bawili się jak dwójka niesfornych dzieci. Królewna uciekała przed chłopakiem, chowając się między krzewami róż. Śmiała się wesoło, kiedy w końcu ją złapał. Po chwili jednak poczuła, że coś jest nie tak. Oczy Patricka stały się poważne, stanowczo zbyt poważne. Przysunął się do niej tak, że musiała się cofnąć pod ścianę, ładnie zdobionej altanki. Zdała sobie sprawę, że chłopak jest stanowczo zbyt blisko, a on przysunął się jeszcze bliżej. Ręce położył na ścianie altanki, otaczając jej drobną postać, tak, że nie mogła się wydostać. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Powoli przysunął się i pocałował ją w usta. Dannae oprzytomniała. Odepchnęła go od siebie stanowczo.

– Zwariowałeś? – spytała wściekłym głosem.

Chłopak przecząco pokręcił głową. Chciała uciec, ale chwycił ją za rękę.

– Kocham cię! – oznajmił pewnym głosem. – Prawie na samym początku się w tobie zakochałem, wtedy jeszcze nie wiedziałem kim jesteś… – zaczął.

– Ale teraz już wiesz! – przerwała mu stanowczo. Jej spojrzenie stwardniało. – Jestem żoną Richarda – oznajmiła dziewczyna.

– Dannae, ucieknijmy razem! Nie wierzę, że nie czujesz do mnie tego samego! Kocham cię! – powtórzył Patrick.

– Jesteś moim przyjacielem, kocham cię jak brata, ale nic więcej między nami nie ma i nie będzie – odpowiedziała mu odrobinę łagodniejszym tonem. – Kocham Richarda, nie ciebie.

– On jest potworem! Jak można kochać potwora? – warknął na nią.

– Nie masz racji! – odpowiedziała mu dziewczyna, z trudem powstrzymując łzy. – Richard nie jest taki, jak o nim mówią! W rzeczywistości jest zupełnie inny! Dobry, opiekuńczy, łagodny…

Patrick prychnął pogardliwie.

– Może przed tobą takiego udaje – syknął na nią. – Czy ty nie widzisz jak okrutne są jego rządy? Jak masowo giną ludzie? Dannae, proszę…

Tym razem, kiedy próbowała wyszarpnąć się z jego uścisku, po prostu puścił jej rękę. Spojrzała na niego lśniącymi od łez, chabrowymi oczami.

– Nawet jeżeli to co mówisz jest prawdą – odpowiedziała spokojnie – to ja i tak nie mam tu nic do powiedzenia. Jeżeli bym planowała uciec, uchylić się od obowiązków, ucierpi na tym cały mój rodzinny kraj.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Na drewnianym stole, w północnej wieży, stała kamienna, wypełniona ciemną wodą misa. Na powierzchni wody widać było zamazany obraz, a z wnętrza unosiły się głosy. Richard nie pierwszy raz w ten sposób kogoś śledził. Obracał teraz w palcach jasny kosmyk włosów. Coraz bardziej żałował złożonej królewnie, na samym początku, obietnicy. Urodzi mu pierworodnego syna, a potem będzie wolna. Teraz był pewien, że odejdzie, ponieważ nie będzie chciała zostać z nim. Ogarnął go chłód. Poczuł w sobie znajomą pustkę. Sam sobie dziwił się, że jest taki spokojny. Owszem, jego pierwszą myślą było zabicie całującego jego żonę chłopaka, potem jednak oprzytomniał. Niczego w ten sposób nie osiągnie, no może poza jej wieczną nienawiścią. Nie o to mu chodziło. Chciał, żeby dziewczyna była jego. Pragnął jej duszy, serca, nie tylko ślicznego ciała. Gwałtownym ruchem strącił kamienną misę ze stołu. Woda rozlała się po podłodze. Dannae go nie kochała. Teraz był tego pewien. Zdawał też sobie boleśnie sprawę, że nikt nie byłby w stanie go pokochać.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

W komnacie stał suto zastawiony stół. Były na nim różnego gatunku miody i dżemy, był również żółty i biały ser. W kryształowej misie leżały najrozmaitsze owoce. Zamyślona Dannae, powolutku skubała swój posiłek. Czuła na sobie badawczy wzrok Richarda. Chłopak odezwał się dopiero, kiedy odsunęła od siebie talerz.

– Jak powinienem twoim zdaniem ukarać zdrajcę? – zapytał bez zbędnych wstępów.

Królewna spojrzała na niego zaskoczona. Zdziwiło ją takie pytanie.

– W jaki sposób zdradził? – spytała cichym głosem.

– Podważył mój autorytet i skrytykował moje rządy, więc można zaliczyć to do obrazy majestatu,  za co zwyczajową karą jest śmierć przez powieszenie.

Dziewczyna pokręciła głową.

– Czy zdrajca zbuntował się w jakiś sposób czynnie, nawołując ludzi do powstania?

– Nie, jedynie wyraził swoje zdanie. Jaką zarządziłabyś dla niego karę, jeżeli nie szubienicę? – spytał przyglądając jej się uważnie.

Mimo poważnego wyrazu twarzy, w oczach dziewczyny pojawiły się roztańczone iskierki. Być może, właśnie dostała okazję, by uratować komuś życie.

– Znalazłabym kilka rozwiązań – odpowiedziała pewnym głosem dziewczyna. – Od dawna chciałam mieć plac zabaw. Karuzelę, z konikami, huśtawki w różanym ogrodzie – rozmarzyła się odrobinę. – Jeżeli zdrajcą był mężczyzna, zleciłabym mu wykonanie tych prac. Musiałby odpracować swoje słowa, a jednocześnie wszyscy wiedzieliby, za co został ukarany. – Spojrzała na chłopaka odrobinę zaniepokojona. – Richardzie, dlaczego mnie o to pytasz?

– Ponieważ zdrajcą i oszczercą jest twój przyjaciel, syn markiza Roscoe, Patrick – odpowiedział spokojnie, patrząc jej w oczy i z zainteresowaniem czekając na reakcję swojej królewny.

 Stolica Mayonaki, Tenebres – Egzekucja Buntowników

Cały zamek, Tenebres, a potem i resztę krain Mayonaki, obiegła wesoła nowina. Ich księżna, Dannae Oriana Wairudo, spodziewała się dziecka. Sama dziewczyna nie czuła w sobie żadnych zmian, no może poza jedną. Jej organizm przestał trawić jakiekolwiek pokarmy, a na domiar złego, każdego ranka, przynajmniej godzinę, spędzała na wymiotowaniu. Maris, uzdrowicielka, orzekła, że dziewczyna jest w trzecim miesiącu ciąży i, że to zupełnie normalne, mimo, że sama Dannae wcale tak nie uważała, bo jak za normalne można uznać wieczne mdłości? Nie to ją jednak martwiło najbardziej. Richard, od kiedy dowiedział się, że dziewczyna jest w ciąży, w ogóle przestał się nią interesować. Nie sypiali już razem, a królewna potrafiła tylko błagać w duchu, żeby urodziła się dziewczynka. Tak bardzo tęskniła, za bliskością Richarda! Marzyła o tym, żeby choć jeszcze raz, tak po prostu ją przytulił. On jednak unikał jej, jakby była trędowata. Ich spotkania były rzadkie i czysto oficjalne. Na domiar złego Patrick również się do niej nie odzywał, usłyszawszy, że to ona wymyśliła dla niego, chłopaka zdaniem, hańbiącą karę. Dannae nie mogła się z tym pogodzić, ponieważ i tak uważała, że to co go spotkało, było znacznie lepsze niż śmierć. Tego samego zdania była zresztą matka Patricka, markiza Luisa Roscoe, która usłyszawszy o tym, co mogło spotkać jej syna, ze łzami w oczach przybiegła dziękować księżnej Dannae. Teraz zarówno w niej, jak i w najlepszej przyjaciółce April, miała naprawdę solidne oparcie.

Kiedy rano spacerowała w ich towarzystwie, ścieżkami różanego ogrodu, dyskutowały na wszystkie możliwe, nawet te związane z polityką tematy. Teraz, najgłośniejszą sprawą, byli pojmani, przez armię Mayonaki buntownicy.

– Najgorsze jest to, że sporo z nich, to jeszcze właściwie dzieci – ciągnęła Luisa smutnym głosem. – Że też nie zdawali sobie sprawy, z tego co ich czeka. Musieli wiedzieć, że nie mają najmniejszych szans, a mimo to jednak walczyli…

Dannae szerzej otworzyła swoje błękitne oczy.

– Co się z nimi stanie? – zapytała niczego nieświadoma.

Markiza obdarzyła ją smutnym uśmiechem,

– Wczoraj żołnierze przyprowadzili ich do Tenebres, zostaną powieszeni, wszyscy, co do jednego, dzisiaj o zachodzie słońca.

– Nie! – wyrwało się królewnie, szczerze i rozpaczliwie.

– Tak postanowił książę Wairudo, a tutaj on stanowi prawo – odpowiedziała jej twardo matka Patricka, starsza, zbyt dobrze znająca życie kobieta.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Mógł jej nie chcieć, mógł jej nie kochać, ale na pewno nie był do czegoś takiego zdolny! Dannae popatrzyła po ponurych, brudnych od kurzu drogi, twarzach buntowników. To nie byli tylko mężczyźni. Wśród ponad setki ludzi, były zarówno kobiety jak i dzieci. Nie wiodło im się w życiu dobrze i postanowili walczyć o lepszy byt i własną wolność. Beznadziejna, z góry skazana na porażkę walka popychana jedynie rozpaczliwą nadzieją. Nie, Richard nie mógł tego zrobić! Dziewczyna minęła dwóch uzbrojonych strażników i wspięła się po krętych, kamiennych schodach na blanki zamku. Na murach stał książę Wairudo. Był sam. Z kamienną twarzą przyglądał się, jak jego żołnierze szykują liczne szubienice. Podeszła do niego. Nawet się nie odwrócił w jej stronę. Stanęła u jego boku.

– Co takiego zrobili ci wszyscy ludzie, że zasłużyli sobie na śmierć? – zapytała cicho.

– To buntownicy – odezwał się beznamiętnie, niczego jej nie wyjaśniając.

– Nie możesz przecież ich wszystkich zabić – szepnęła niemal błagalnie.

Spojrzał na nią. Roześmiał się gorzko.

– Oczywiście, że mogę, a nawet więcej, zrobię to. Zginą dzisiaj, jako dobry przykład dla innych.

W oczach Dannae stanęły łzy. Na jej i tak już bladej twarzy, malowało się prawdziwe przerażenie. Czy aż tak bardzo pomyliła się co do Richarda? Nie mogła uwierzyć, że jej mąż jest aż tak bardzo okrutnym człowiekiem. W przypływie rozpaczy padła przed nim na kolana.

– Richardzie, błagam cię, daruj im życie! Zrobię wszystko co zechcesz, spełnię każde twoje życzenie, tyko ich nie zabijaj! – zaczęła błagać poprzez łzy.

Przez chwilę patrzył na nią zaskoczony. Potem na jego twarzy odmalował się wyraz wściekłości. Podniósł dziewczynę z ziemi, wyglądał tak, jakby miał zamiar ją uderzyć. W tym momencie Dannae, po raz pierwszy, naprawdę się go bała. W dalszym ciągu jednak nie potrafiła przestać w niego wierzyć. Chłopak syknął wściekle, zaglądając niechętnie w jej ufne, błagalnie patrzące oczy. Puścił dziewczynę, odpychając ją od siebie stanowczo. Podszedł do muru, by stanąć na blankach. Odezwał się dopiero, kiedy miał pewność, że wszyscy, zgromadzeni na placu ludzie, patrzą w jego kierunku.

– Nie będzie dzisiaj egzekucji – odezwał się, głośno, co wywołało w tłumie ogromne poruszenie. – Na prośbę księżnej Dannae Oriany Wairudo, wszyscy buntownicy zostaną ułaskawieni. Mają rok na to, by pod strażą, odpracować na otaczających Tenebres polach to, co zrabowali Mayonace.

W całym mieście zawrzało jak w ulu, kiedy wieści obiegały ulice. Nikt nie wierzył w to co się stało. Królewna stała, osłupiała wbijając spojrzenie szeroko otwartych oczu w swojego męża. Nawet ona, w najśmielszych myślach, się czegoś takiego nie spodziewała.

– Richardzie… – zaczęła cicho podchodząc do niego.

Gwałtownie odsunął się od dziewczyny.

– Zejdź mi z oczu, natychmiast! – warknął na nią.

Dannae, nie nadużywając swojego szczęścia, odwróciła się na pięcie i z szybko bijącym sercem, puściła się pędem, prowadzącymi w dół schodami.

Zamek w Tenebres, Rebelia

Rano królewna Dannae obudziła się we własnej sypialni, z uczuciem, że coś jest nie tak. Natychmiast też zerwała się z łóżka, gnana do łazienki porannymi mdłościami. W jej pokoju byli jacyś ludzie. Rozejrzała się dookoła zdezorientowana. Wysoki mężczyzna położył jej rękę na ramieniu, nie pozwalając się dalej ruszyć.

– Ale ja muszę! – zaprotestowała królewna.

– Zostaniesz tutaj – warknął na nią. Pochyliła się i mimowolnie zwymiotowała mu na buty. – Ty mała… – syknął zamierzając się na nią ręką.

Dannae skuliła się, spodziewając się uderzenia, które jednak nie nadeszło. Patrick, z gniewem w karmelowych oczach, stał między nią, a wkurzonym mężczyzną.

– Wynoście się stąd! Wszyscy! – rozkazał. – Żaden z was jej nie dotknie!

Mężczyźni zaczęli protestować. Chwilę później do pokoju wparowały także kobiety. Dziewczyna rozpoznawała w nich służące, kucharki i praczki. Stanowczo wyrzuciły z jej komnaty skonsternowanych mężczyzn. W środku został jedynie Patrick, podczas gdy one zaczęły sprzątać jej wymioty i naniesione przez mężczyzn błoto.

– O co tu chodzi? Co się dzieje? – zapytała cicho Dannae.

– Nic czym powinnaś się przejmować, dziecino – odpowiedziała jedna z kobiet. – Nic ci nie grozi, wśród nas. Poza tym pod sercem nosisz naszą nadzieję, następcę tronu Mayonaki.

Królewna coraz bardziej zaniepokojona usiadła na brzegu łoża. Patrick był tuż obok niej. Widząc jej bladą twarz, objął dziewczynę ramieniem. Spojrzała na niego z wdzięcznością. W jej oczach jednak wciąż było nieme pytanie. Chłopak odczekał, aż kobiety opuszczą komnatę, zostawiając ich samych.

– Zamek ogarnęła rebelia – poinformował cicho królewnę. – Ludzie zebrali się do powstania, mają dość krwawych rządów Richarda.

Danne gwałtownie zerwała się z łóżka.

– Co z nim? Nic mu nie jest? – zapytała zrozpaczonym głosem.

Patrick przytrzymał ją, zmuszając by ponownie usiadła.

– Nikt przy zdrowych zmysłach nie atakowałby go bezpośrednio – oznajmił chłodno. – Kucharki zatruły jego jedzenie. Zamknięto go w lochu. Za trzy dni, o świcie, zostanie stracony.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Królewna Dannae, w prostej, błękitnej sukience, opinającej jej z dnia na dzień, coraz bardziej powiększający się brzuch, przeszła nieniepokojona, obok pilnujących więzienia wartowników. Zamkowa służba oraz inni jej przyjaciele, zadbali o to, żeby nikt nie śmiał jej więcej grozić. Po całym Tenebres chodziły szepty, że to jej dziecko było ich nadzieją. Nadzieją, na lepszą przyszłość Mayonaki. Dziewczyna weszła do niezbyt przyjemnie pachnącego pomieszczenia. Strażnik niechętnie otworzył przed nią kolejne drzwi. Stała tuż za nimi, wpatrując się w słabo oświetlony kilkoma pochodniami korytarz. Zrobiła niepewny krok do przodu, dopiero kiedy zamknęły się za nią drzwi. Potem w jej oczach stanęły łzy. Podbiegła przed siebie, padając na podłogę, przed oddzieloną kratami, częścią pomieszczenia.

– Richardzie – szepnęła cicho, do zakutego w grube łańcuchy mężczyzny.

 Podniósł głowę. Spojrzał na nią zaskoczony. Pierwszy raz, od ponad miesiąca, patrzył prosto na nią.

– Po co tu przyszłaś? – zapytał lekko zachrypniętym głosem.

– Czuję się taka bezradna – powiedziała cicho dziewczyna, wsuwając ręce, między kraty, tak, żeby móc go w jakikolwiek sposób dotknąć. – Kompletnie nie wiem co robić! Nie mogę pozwolić, żeby cię zabili!

Richarda przeszył dziwny dreszcz. Niedowierzająco spojrzał na dziewczynę. Do tej pory był przekonany, że przyszła mu wygarnąć, co o nim myśli. Niepewnie przysunął się bliżej krat. Usiadł opierając się o ścianę. Dotknął jej dłoni. Wyciągnął rękę, by delikatnie pogładzić złociste włosy. Teraz już wcale nie był taki pewien, czy jest przygotowany na śmierć.

– Musisz stąd iść – odezwał się spokojnie do dziewczyny.

– Nie! – zaprotestowała stanowczo Dannae. – Zostanę z tobą – oznajmiła. – Kocham cię Richardzie – wyszeptała przytrzymując przy swojej twarzy jego dłoń, a on, dopiero teraz, po raz pierwszy w to uwierzył.

Ucieczka z Mayonaki

Nad ranem, do lochu, wśliznął się Patrick Roscoe. Richard obrzucił go niechętnym spojrzeniem, ale nie protestował, gdy tamten nakazał mu gestem milczenie i schylił się, by podnieść śpiącą na kamiennej posadzce królewnę. Wziął dziewczynę w ramiona i wyniósł z ciemnej celi. Richard był przekonany, że to ostatni raz, kiedy ją w życiu widzi. Jego serce rozrywała nieznana mu dotąd tęsknota, ale nie żałował. Dopiero teraz, po raz pierwszy, przed samym sobą, potrafił przyznać, że on także ją kocha. W pewnym momencie rozmyślania przerwał mu dochodzący spod drzwi hałas. Spojrzał w tamtą stronę, by zaskoczony, zorientować się, że w drzwiach, znowu widzi szczupłą sylwetkę Patricka. Chłopak miał w ręku klucze. Otworzył drzwi, a potem uwolnił Richarda z łańcuchów.

– Szybko! – ponaglił go, gdy tamten wpatrywał się w niego, zbyt zaskoczony, żeby się ruszać.

We dwójkę wyszli z budynku na plac, gdzie czekały już osiodłane, gotowe do drogi konie. Ruszyli stępa, by za miastem puścić się swobodnym galopem. Zwolnili dopiero w otaczającym Tenebres lesie.

– W jukach są dokumenty – oznajmił Patrick – król Andreas udzieli nam azylu politycznego. W Królestwie Hanaji będziemy bezpieczni.

– Dlaczego mi pomagasz? – spytał niedowierzająco Richard.

Chłopak roześmiał się gorzko.

– Kocham Dannae, ale ona kocha ciebie – odpowiedział szczerze – nie życzę ci niczego innego niż śmierci, ale nie potrafiłem patrzeć na jej rozpacz.

– Więc dlaczego jedziesz ze mną, zamiast zostać u jej boku?

Patrick westchnął skonsternowany.

– Nie chciałem zabijać strażników. Widzieli, kto ci pomógł. Ale to nawet lepiej, ponieważ w ten sposób nikt nie będzie podejrzewał o zdradę Dannae. Jest dzięki temu bezpieczna.

– Mam nadzieję, że się co do tego nie mylisz – mruknął zaniepokojony Richard.

Tolmarmud, Zachodnie Imperium

Siły zbrojne cesarza Wilhelma rozlewały się niczym bezkresne morze, po zielonych dolinach Tolmarmud. Był to człowiek okrutny, znany ze swojego sadyzmu i pastwienia się nad poddanymi, z podbitych krain. Cele w życiu miał jasne. Chciał zdobyć władzę nad jak największą częścią świata. Teraz nadarzyła się idealna okazja, by poszerzyć swoje terytorium. Krainy Mayonaki zostały bezbronne, to znaczny oczywiście miał armię, ale ona niewiele znaczyła w obliczu tak licznych sił Wilhelma. Bez magicznej ochrony, jaką zapewniał im obalony władca, podbicie Krain będzie dziecinnie proste. Cesarz dał znak i armia Zachodniego Imperium ruszyła ku zwycięstwu.

Mayonaka, Zamek w Tenebres

Synek królewny Dannae był zdrowym i wesołym dzieckiem. Dziewczyna z miłością wpatrywała się w jego szare, odziedziczone po ojcu oczy. Minęło już ponad pół roku, od kiedy go ostatni raz widziała, a ona w dalszym ciągu tęskniła. Z niecierpliwością czekała na każdy list od ojca, w którym była zawarta choćby najmniejsza wzmianka na temat Richarda czy Patricka. Teraz, po ich odejściu, Krainy Mayonaki praktycznie rządziły się same. Zabrakło im silnego władcy i trwała nieustająca walka o to, kto powinien zająć jego miejsce.

Był środek nocy, królewna karmiła usypiającego malucha. Ktoś wszedł do jej komnaty. Spojrzała zaskoczona, uspokoiła się jednak na widok Nataniela, byłego członka książęcej rady. Obdarzyła go ciepłym uśmiechem. Wiedziała, że nie przyszedł by tutaj bez powodu.

– Dobry Wieczór, Natanielu – przywitała uprzejmie staruszka.

– Pani, nad Krainami Mayonaki wisi widmo wojny, musisz uciekać – oznajmił przyciszonym głosem, pomijając zbędne wstępy.

Dannae przecząco pokręciła głową.

– Nie mogę stąd odejść – odpowiedziała mu spokojnie. – Nie w taki sposób. Nie zostawię przyjaciół i tych wszystkich, niewinnych ludzi.

– Jeżeli nie o sobie, to pomyśl o małym Christopherze – oznajmił stanowczo Nataniel. – Poza tym, pani, jesteś naszą jedyną nadzieją, na to, że uda się przekonać księcia Richarda do powrotu. Ludzie dopiero teraz przypomnieli sobie, dlaczego, ponad sto lat temu, ich przodkowie błagali go, by zaopiekował się krainami Mayonaki.

Królestwo Hanaji

Dni mijały spokojnie, leniwie. Każdy przemijał swoim własnym tempem. Już na samym początku Richard podziękował za gościnę i, mimo ciepłego przyjęcia, stanowczo odmówił przebywania na zamku. Od zawsze nienawidził dworskiej etykiety i tych wszystkich nadętych, przekonanych o własnej ważności osób. Teraz nareszcie wolny, mógł robić w życiu dokładnie to co chciał, a sprowadzało się to do mieszkania w zbudowanej z drewnianych bali leśniczówce, polowań i długich, samotnych wędrówek. Zdawał sobie jednak boleśnie sprawę, że do szczęścia brakuje mu jeszcze jednego – Dannae. Każdą cząstką swojego ciała, duszy i umysłu, tęsknił za zawsze uśmiechniętą, kochającą go dziewczyną.

Kiedy wrócił do domu, od razu zorientował się, że coś jest nie tak. Do tej pory nie miewał gości, nie licząc od czasu do czasu, odwiedzającego go Patricka. Teraz był pewien, że wyczuwa w środku czyjąś obecność. Ostrożnie, po cichu, jak przystało wprawnemu myśliwemu, zajrzał do środka. Na prostym łóżku siedziała dziewczyna, tuląc w objęciach niemowlę. Była sama. Richardowi na jej widok zadrżały ręce. Nie widział jej przez dziewięć długich miesięcy, a teraz tu była. Zjawiła się niczym sen. Powoli, żeby jej nie przestraszyć, wszedł do środka.

– Richardzie! – powiedziała zachwyconym głosem, podnosząc na niego wzrok. Odłożyła delikatnie śpiące dziecko, na łóżko i rzuciła się mężczyźnie w ramiona. – Tak bardzo za tobą tęskniłam!

Chłopak nie wiedział co powiedzieć. Po prostu trzymał ją w swoich ramionach, tuląc do siebie, jakby od tego zależało jego życie.

– To nasz syn? – zapytał w końcu lekko zachrypniętym, z dziwnego wzruszenia głosem.

Dannae uśmiechnęła się promiennie, pokazując mu śpiące dziecko.

– Christopher, po twoim ojcu – oznajmiła radośnie.

– Skąd wiedziałaś? – zdziwił się Richard.

– Przejrzałam stare pamiętniki – odparła z tajemniczym uśmiechem.

– Jak to się stało, że tutaj jesteś? – zapytał, siadając przy niej na łóżku.

Nawet gdyby chciał, zwyczajnie nie potrafił przestać obejmować jej ramieniem.

– Nataniel zorganizował moją ucieczkę. – Dziewczyna posmutniała – Talmarmud, Zachodnie Imperium, wypowiedziało Krainom Mayonaki wojnę.

Ciekawość na twarzy Richarda rozmyła się w obojętną maskę.

– W takim razie możemy uznać, że Mayonaka przestała istnieć – stwierdził sucho.

To wystarczyło Dannae za odpowiedź, zanim w ogóle zadała wiszące w powietrzu pytanie. Rozumiała, czemu chłopak nie zamierza pomóc ludziom, którzy skazali go na śmierć. Niespiesznie wstała, wkładając mu syna w ramiona. Spojrzał na nią pytająco.

– Żegnaj Richardzie – powiedziała cicho. – Opiekuj się nim dobrze.

Chłopak zamrugał.

– Dokąd idziesz? – zapytał. – Myślałem, że tu ze mną zostaniesz… to znaczy, rozumiem, że nie chcesz mieszkać w lesie, ale jeżeli tylko będę mógł być przy tobie, nie obchodzi mnie czy życie spędzimy w wiosce, zamku, czy gdziekolwiek indziej sobie zamarzysz.

Oczy królewny zalśniły od łez. Obdarzyła męża smutnym uśmiechem.

– Zostałabym z tobą, zawsze i wszędzie – oznajmiła cicho – ale nie mogę. Poprzez ślub z tobą, związałam swoje życie z Krainami Mayonaki i jeżeli będzie trzeba, umrę wraz z nimi.

– Nie pozwolę ci na to! – warknął Richard, gwałtownie wstając.

Dziecko w jego ramionach obudziło się, zaczęło zanosić się płaczem. Łagodnie przytulił je do siebie, kołysząc uspakajająco, a mały Christopher, ponownie zapadł w spokojny sen. Chłopak odłożył go na łóżko. Zbliżył się do dziewczyny. Spojrzał jej w oczy.

– Jeżeli będę musiał, zatrzymam cię tu siłą – oznajmił już cichszym głosem, żeby ponownie nie obudzić syna.

– To moja decyzja, Richardzie – dziewczyna spojrzała mu odważnie w oczy. – Ja uszanowałam twoją, rozumiem dlaczego nie chcesz tych ludzi bronić. Więc teraz ty uszanuj moją.

Potem Dannae odwróciła się od niego i zwyczajnie wyszła, a on stał, jak głupi, wpatrując się w drewniane drzwi.

Mayonaka, Zjednoczone Krainy

Piątego dnia, dwunastego księżyca, stanęły naprzeciwko siebie dwie wielkie armie. Jednak podczas gdy pierwsza z nich, niosąca błękitne sztandary, ozdobione złotymi lwami, sprawiała sobą wrażenie sporego jeziora, nieskończone hordy drugiej, rozlewały się niczym bezbrzeżne morze. Jak drapieżnik, otworzyła swoją paszczę, by pożreć mniejszego liczebnie, słabszego przeciwnika. Zwycięstwo było przesądzone.

Na pokrytym zieloną twarzą wzgórzu, stał mężczyzna. Przyglądał się z daleka poruszającej się, ludzkiej masie. Z tej odległości żołnierze wyglądali jak mrówki. Powoli uniósł rękę. Nad niosącą czerwone proporce z godłem śnieżnego orła armią, zaczęła unosić się siwa mgła. Już po chwili ludzie rozbiegali się w panice, przeniesieni do koszmarnego świata złych snów. Wyciągali przeciwko sobie broń. Zapanował chaos. Mężczyzna z niedowierzaniem pokręcił głową. To było zbyt proste. Podniósł z trawy, leżący na niej drewniany łuk. Naciągnął cięciwę. Założył straszę i wycelował. Lotki zawirowały obracając się w powietrzu. Strzała pomknęła przed siebie, zdecydowanie dalej niż powinna.

– Żegnaj cesarzu Wilhelmie – powiedział ponurym głosem mężczyzna, odwracając się od płynącej przez dolinę, ludzkiej masy.

Powoli zszedł ze wzgórza, nie odwracając się za siebie ani na moment. Nie interesowało go, co się tam dalej stanie. Jego obchodził teraz los jednej, a raczej już dwóch, niewinnych osób.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

Cesarz Wilhelm nie żyje, żołnierze z armii Tolmarmud powariowali, obiegła całą Mayonakę zaskakująca nowina. Wszyscy wiedzieli, kto za tym stoi, nikt jednak nie chciał przyznać tego głośno. To właśnie Dannae, pierwsza, otwarcie wypowiedziała imię Richarda. Nie kto inny jak Nataniel Danston i Patrick Roscoe byli jej najsilniejszym poparciem. W końcu, w obliczu wielkiego zagrożenia, do ludzi dotarło. Nareszcie zrozumieli. Mimo, że ich władca był człowiekiem surowym, a Krainami rządził żelazną ręką, to właśnie za czasów jego panowania, ludy Mayonaki wiodły bezpieczne, dostatnie życie. To dzięki niemu w krainach zawsze panował pokój. Przez kolejny, księżycowy miesiąc, ludzie dzień w dzień, wysyłali posłańców, by błagać Richarda o przebaczenie i powrót do swojego przybranego kraju, on jednak za każdym razem odmawiał, odsyłając ich z niczym.

~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

„Marzenia same się nie spełniają. Trzeba o nie walczyć.” – głosił nagłówek listu, który w rękach trzymała królewna Dannae. – „Nie wrócę do Mayonaki, ale nic nie uczyni mnie szczęśliwszym, niż to, jeżeli Ty zechcesz odejść wraz ze mną, ukochana.”

Królewna otarła z oczu łzy. Wiedziała, że to, czy list będzie pożegnaniem czy początkiem nowego życia, zależy tylko i wyłącznie od niej. Richard zostawił jej wybór. Marzenia same się nie spełniają. Trzeba o nie walczyć. Zarówno on jak i ona wiedzieli, że teraz, gdy groźba wojny została w tak spektakularny sposób zażegnana, Krainy Mayonaki będą bezpieczne przynajmniej przez sto kolejnych lat.

Na Krańcu Świata

7 lat później

Młoda kobieta siedziała na pomalowanej białą farbą ławce, przyglądając się zabawie swoich rozbrykanych dzieci. Mała, pięcioletnia dziewczynka, o złotych włosach i błękitnych oczach, z piskiem uciekała przed ciemnowłosym, starszym bratem. Nagle wpadła pod nogi wysokiego mężczyzny. Zaskoczona podniosła złocistą główkę. Roześmiała się srebrzyście, kiedy wziął ją na ręce, podnosząc wysoko do góry. Posadził sobie małą królewnę na ramieniu. Gdy tylko podbiegł do niego chłopiec, wziął go za rękę. We trójkę podeszli do obserwującej całą scenę kobiety. Zerwała się z ławki, by obdarzyć mężczyznę czułym pocałunkiem. Postawił na trawie córeczkę, która znów zaczęła z piskiem uciekać, ponieważ brat, pokazał jej trzymaną w kieszeni żabę.

– Spełniłeś moje marzenia – odezwała się cicho kobieta, spojrzawszy w pełne czułości, szare oczy męża.

– Już zawsze planuję je spełniać – mruknął, biorąc ją na ręce i śmiejącą się podnosząc do góry.

W oddali zobaczyli jeźdźców. Richard postawił na ziemi, ciągle rozbawioną Dannae. Jej niczym nie ujarzmione włosy, niesfornie wysuwały się spod kwiecistego wianka. Już z daleka rozpoznała zmężniałą przez lata sylwetkę Patricka, który trzymał przed sobą w siodle, swojego czteroletniego synka. Wiedziała, że niedługo później dołączy do nich, jego żona, a jej serdeczna przyjaciółka April, podróżująca powozem, wraz z najmłodszą córką. Uśmiechnęła się na myśl, jak bardzo tamta nie lubiła jeździć wierzchem. Richard ramieniem objął swoją żonę, obserwując jak ich dwoje dzieci, biegnie przywitać wujka Patricka. Serce Danne przepełniało szczęście. Miała cudowną rodzinę i przyjaciół na których zawsze mogła liczyć. Żyli jak w bajce. Zarówno ona jak i jej ukochany, nade wszystko cenili wolność, której obydwoje, przez lata byli pozbawieni.

– Kocham cię – westchnęła cichutko Dannae, oplatając szyję Richarda ramionami.

Uśmiechnął się do niej.

– Ja też cię kocham – stwierdził stanowczo przyciągając ją do siebie, jeszcze bliżej.

Na granicy świadomości, zdawał sobie sprawę, że to właśnie ona i tylko ona, stała się dla niego znaczeniem i definicją pojęcia miłości. Dopiero przy niej, po raz pierwszy, cieszył się, że obydwoje mają przed sobą, tak cudownie długie życie. Marzenia same się nie spełniają. Trzeba o nie walczyć.

The End


Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

79 komentarzy

  1. Odpowiedz

    IRRESA

    2 kwietnia 2011

    Po pierwsze : dziękuję, że napisałaś większy kawałek za nim to tu wrzuciłaś! 😉
    Po drugie : bardzo ładnie napisane, mam nadzieję, że w najbliższych dniach pojawi się więcej tekstu,
    Po trzecie : czemu to jest w „Fantasty”? Wiem, że są tu takie wątki, ale w końcu to miał być pornos, nie?

    Ściskam!

  2. Odpowiedz

    lilijka:)

    2 kwietnia 2011

    Zgadzam sie z punktem 1 i 2 ktory napisala IRRESA. Jak zwykle swietny poczatek, tematyka i wciagajacy sposob pisania 🙂 Co do punktu 3 jestem zaskoczona, ale nie mialabym nic przeciwko zeby fragmenty erotyki zostaly wplecione w tresc opowiadania, wrecz przeciwnie uwazam ze to bedzie cialkiem kuszace polaczenie 🙂

    ściskam 🙂

    • Odpowiedz

      Miye

      3 kwietnia 2011

      🙂 – rany jak ja nie lubię tych emotków tutaj! Paskudne ;/

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    3 kwietnia 2011

    Lilijka – słuchaj mnie! 😀 Ja napisałam, że takie wątki ( erotyczne ) tu będą tak samo jak i fantasty, ale i tak to powinno być w „Erotyce”! „Mroczna Natura” ma tak samo wątki takie i takie, ale jest w „Erotyce” więc moim skromnym zdaniem to samo powinno się stać z „Muzyką Duszy”. O to mi mniej więcej chodziło, choć wiem, że namieszałam! 😛

    • Odpowiedz

      Miye

      3 kwietnia 2011

      Wiesz, że Cię uwielbiam, ale już nie marudź. Jeżeli jakieś powstaną, to opowiadanie zmieni dział – tyle.

      Ps. Dzisiaj mam nastrój na Shiro Tori, już zdążyłam dopisać kilka stron.

  4. Odpowiedz

    IRRESA

    3 kwietnia 2011

    Tak jest, już kończę marudzić! 😀

    P.S. Biegnę czytać Shiiro Tori!
    P.S.2 Ja też nie znoszę tych emotikonów tutaj, ale i tak je stawiam, bo inaczej nie umiem!

  5. Odpowiedz

    IRRESA

    3 kwietnia 2011

    Aha!
    P.S.3 Doszło moje opowiadanie na Twojego e-maila? Wysłałam je tydzień temu czekam i czekam na poprawę i Twoją opinię, a tu nic! Wiesz jakie to stresujące? 😛

  6. Odpowiedz

    CórkaDemona

    12 kwietnia 2011

    Kiedy CD ?? Już nie mogę się doczekać !!

  7. Odpowiedz

    ja

    27 kwietnia 2011

    kiedy kontynuacja?? bo wieje nudą:)

    • Odpowiedz

      Miye

      27 kwietnia 2011

      Na razie piszę „Jak w Bajce”, ale myślę, że szybko skończę, ponieważ wracam do tego tekstu codziennie.

  8. Odpowiedz

    Wika ;]

    20 maja 2011

    Chcem c.d ;))

  9. Odpowiedz

    CórkaDemona

    22 maja 2011

    Ja też chcę !!

  10. Odpowiedz

    Marina.

    30 maja 2011

    Mam nadzieję, że nie okaże się (tak jak z Pieśnią Księżyca), że Richard jest gejem ;/ Zauważyłam, że lubisz pisać z nimi opowiadania. Mam nadzieję, że to opowiadanie będzie w miarę LoGiCzNe. Podoba mi się twój styl i bedę zadowolona, jeśli napiszesz kolejny rozdział.

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      „Zauważyłam, że lubisz pisać z nimi opowiadania. ” – mhm? Na 26… a właściwie to już 27 tekstów, jest z nimi jedno! Więc chyba to raczej zła interpretacja? *smile*

      Piszesz także „w miarę logiczne”. W takim razie, które logiczne nie jest? Chętnie o tym posłucham. Nie twierdzę, że jestem nieomylna i lubię poprawiać własne błędy, ale żadnych takich rzeczy jak do tej pory nie stwierdziłam. Jedyne co, to dyskusja z Corvidae, ale On nie twierdził, że coś jest nielogiczne, tylko, że różne opowiadania mogłyby łączyć się w jedną całość.

  11. Odpowiedz

    Paula

    30 maja 2011

    2 są ;D Damian w Chabrowej Róży i w Pieśni Księżyca. Ale mniejsza o to. Moim zdaniem wszystkie teksty są logiczne 😉

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      Dobra, niech będzie… 2 na 27… jakby nie patrzeć, to jeszcze nie reguła *smile*

  12. Odpowiedz

    Marina.

    30 maja 2011

    Ach, czy zauważyłaś, że każde opowiadanie zaczynacz od tego, gdze znajduje sie Dziewczyna, jaka jest pora dnia i pogoda? No i jeszcze ciągle dla twoich powieści charakterystyczne jest , ze chłopcy , mierzwią sobie włosy dłonią, jest to chyba w kazdym.

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      Marina, zacznijmy od podstaw. Które opowiadania w ogóle czytałaś? Będzie nam znacznie prościej rozmawiać.

  13. Odpowiedz

    Corvidae

    30 maja 2011

    Jak chłopak ma dłuższe włosy (takie nie super długie, takie jakie mają bohaterowie powieści Vicky, czy np Ja ;P) to sobie odruchowo ”mierzwi” futro na głowie 😉 Każdy ci to powie.

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      Oo dzisiaj dla miłej odmiany, z dnia gnębienia Vicky, przeszedłeś płynnie w dzień dobroci dla małych zwierzaczków?

      Od Ciebie to ja już wszystko powoli kradnę, zauważyłeś? Imię, włosy, odruchy. Co mi jeszcze podarujesz?

      Mnie się wydaje, że Marina po prostu zna Pieśń Księżyca, Kroplę Łez i może Chabrową Różę i z jakiejś przyczyny uważa, że to wszystkie moje opowiadania. Niecierpliwie jednak czekam na to, że może wyprowadzi mnie z błędu. Cieszę się, że znalazł się ktoś, kto nie boi się krytykować.

      I odezwij się proszę na GG bo mam nowy program (WTF) i wyobraź sobie, brakuje mi na nim listy kontaktów…

      • Odpowiedz

        Corvidae

        30 maja 2011

        Tak, dzień dobroci dla ludzi który są dobrzy dla mnie 😉

        Imię, to tylko raz(chyba że o czymś nie wiem ;> ). Włosy… Fryz ten, jako dominujący wprowadziłaś za czasów, w których nie miałaś pojęcia o moim istnieniu.

        Odruchy? Ty znasz moje wszystkie odruchy?! Zaczynam się ciebie bać… ;>

        ”Co mi jeszcze podarujesz?”

        Pozwolisz, że zacytuję refren znanej piosenki(zanuć sobie sama):

        ”Nie mogę ci wiele dać

        Nie mogę ci wiele dać

        Bo sam niewiele mam

        Nie mogę dać wiele ci

        Nie mogę dać wiele ci

        Przykro mi…”

        Marina, szacunek, za to, że odważyłaś się skrytykować Vicky. Kiedy zrobiłem to, następnego dnia ktoś w drodze do supermarketu uderzył mnie ciężkim narzędziem w głowę. Obudziłem się w parku, a przy sobie znalazłem kartkę z napisem:

        ” Mogłam uderzyć mocniej. Strzeż się!

        Podpisano: Ykciv”

        Nadal nie wiem kto to zrobił mam jednak pewne podejrzenia…

        xD

  14. Odpowiedz

    młodad

    30 maja 2011

    bardzo dobrze, że zaczyna od opisu gdzie np znajduje się dziewczyna itp bo wtedy można sobie to wszystko ładnie wyobrazić!! w końcu o to w tym chodzi;D

  15. Odpowiedz

    Miye

    31 maja 2011

    Sięgnęłam po dwie, pierwsze z brzegu książki.

    Przepowiednia P.C. Cast

    „Ten dzień zaczął się zwodniczo normalnie. O świcie poranne ofiarowanie się Eponie było wyjątkowo poruszające. Etain, już całkowicie wypełniona boginią, żar jej obecności nosiła w sobie przez cały ranek.”

    Dziedzictwo Mroku Bree Despain

    „-Grace! Musisz zobaczyć tego nowego chłopaka. – April wpadła na mnie w korytarzu młodszych klas.”

    Gdybym zacytowała Tolkiena, albo Lewisa, opis zacząłby się dokładnie tak samo. Od przedstawienia bohatera i miejsca, w którym on się aktualnie znajduje lub rzeczy, którą właśnie robi.

    Jedyne odstępstwo od tej reguły przywodzi mi na myśl King. Tu sytuacja wyglądałaby inaczej, chociaż nie zawsze. Niektóre książki zaczęłyby się opisem zagrożenia. Chociaż później, wrócilibyśmy do bohatera, najczęściej, rutynowego – początkującego pisarza.

    Marina: jeżeli masz jakąś inną wizję, rozpoczęcia powieści, chętnie posłucham. Innowacyjność zawsze się przydaje.

  16. Odpowiedz

    Marina.

    31 maja 2011

    Ja jestem raczej kiepską pisarką, to twoja działka ;p Jakby powiedziała moja nauczycielka od WOSu, to twoje powieści są opiniotwórcze, a ja wyrażam tylko mój pogląd na daną sprawę, czyli na twoje opowiadanie. Każdy ma inny gust. Ja lubie czytać twoje „dzieła” ;p , choć czasem niektóre wydają mi się, powiem, zeby cie nie urazić trochę skomplikowane 🙂

  17. Odpowiedz

    Marina.

    1 czerwca 2011

    Mam nadzieję, że dodasz do „Muzyka Duszy” jakiś new rozdział. Będę wniebowzięta 😀

  18. Odpowiedz

    IRRESA

    1 czerwca 2011

    Boli mnie głowa od niektórych twoich komentarzy Marina. ;> Niektóre masz takie sensowne i szczere, a niektóre są tak denne i bezsensowne, że mi słabo… I nie pisz, że wyrażasz swoje zdanie, bo to już wszyscy chyba wiemy. ;> No, ale cóż. Ja tu de facto nie mam nic do gadania. *wywraca oczami*

    Vicky – ja na „Muzykę Duszy” nie czekam tak bardzo. Znaczy się czekam, ale wszystko pisz sobie spokojnie, po kolei. Nigdzie nam się nie spieszy.

    P.S. Przepraszam, wpadłam w stan depresyjny i ogarnia mnie taki irytujący spokój, że ręce opadają. Na nic siły nie mam. Nawet tych ‚ ohydnych, żółtych emotków ‚ przestałam używać. ;/

    • Odpowiedz

      Marina.

      1 czerwca 2011

      Skoro tak Cię droga Irreso irytują moje komentarze, to wogóle nic nie będę pisała. Piszę to, co uważam, że powinnam napisać, a jeżeli ci to taak bardzo przeszkadza, to nawet 1 koma ode mnie już nie ujrzysz ;/

      A do autorki, to wrzuć nową część tej powieści, pod którą pozostawiam moje kilka słów.
      Bye.

      • Odpowiedz

        Miye

        1 czerwca 2011

        Powoli, po kolei. Niedługo za to także się zabiorę. Nie lubię pisać na siłę, bo wtedy zanudzam nawet samą siebie.

        Co to Irresy, Marino, to trzeba się z nią nauczyć żyć. Jest jak żywioł i wątpię, żeby coś mogło to zmienić. Co do Ciebie natomiast, to skoro uważasz, że masz prawo do szczerej wypowiedzi (ja Ci go w żadnym wypadku nie odbieram), to dlaczego sądzisz, że inni nie powinni go mieć? Brzmi to trochę dziecinnie… Tak jakby „foch i już”. Gdybym ja tak do tego podchodziła, to żaden tekst nigdy by nie powstał, po tym, jak moje ukochane „Cztery Światy” zjechał jeden taki na Erynie.

  19. Odpowiedz

    Corvidae

    1 czerwca 2011

    Gdzie mogę zobaczyć to ”zjechanie” ? Na eryniach masz tylko jeden post ;>

    • Odpowiedz

      Miye

      1 czerwca 2011

      Bo on mnie tak prywatnie zjechał. Po tym stwierdziłam, że nie ma sensu tam niczego wrzucać, ponieważ treść moich utworów, jest jak dla nich zbyt banalna. Za to jedno wrzuciłam na opowiadania.pl i stwierdzam, że nie do końca rozumiem sens tej strony…

  20. Odpowiedz

    IRRESA

    1 czerwca 2011

    Marina. – ja też piszę to co myślę. ;> I możemy się tak, moja droga licytować i licytować… Po za tym napisałam „niektóre”, nie „wszystkie” a to różnica. Gdyby to był blog kogo innego, a nie Vicky to mogłabym tak z Tobą dyskutować, wprowadzając zamęt i wszystkich Czytelników w to wciągać. A, że dziecinna nie jestem, to kończę tą „kłótnie” czy jak to tam chcesz nazwać. Jedli chodzi o Ciebie, to widzę, że trochę zbyt nerwowo przyjmujesz krytykę pod swoim adresem.

  21. Odpowiedz

    Rose

    1 czerwca 2011

    czasem, nawet jak nie ma żadnych nowych fragmentów, to warto tu wpadać dla tych dyskusji w komentarzach ; )

  22. Odpowiedz

    Marina.

    3 czerwca 2011

    Przełamę się i skomentuję.
    Dodany tekst jest niestety maleńki, mam nadzieję, że bedzie wkrótce nowy fragment. Miałam komentować, więc skomentuję: yyy no to… podoba mi się imię Klaczy ^^

  23. Odpowiedz

    IRRESA

    3 czerwca 2011

    Ależ długi kawałek! *śmieje się* Aż mnie zwaliło z nóg. Czekam na resztę. Doczekam się?

  24. Odpowiedz

    Miye

    4 czerwca 2011

    Do niedzieli specjalnie dłuższych fragmentów nie będzie. Przyjemnie zajęty weekand.

  25. Odpowiedz

    ananaseq

    5 czerwca 2011

    Ciekawi mnie, co bedzie w następnym fragmencie. ;>

  26. Odpowiedz

    ananaseq

    5 czerwca 2011

    Następny fragment jak widzę. To opisane przez Ciebie drzewo jest ..przerażające.

  27. Odpowiedz

    Marina.

    5 czerwca 2011

    Mam wrażenie, że to opowiadanie jest pisane trochę na siłę, przez co traci swój urok.

  28. Odpowiedz

    Miye

    5 czerwca 2011

    Wrzuciłam jedną scenę „erotyczną” ale nie będę dla niej zmieniała działu, bo z założenia to nie ma być pornos i nie będzie ich wiele więcej.

    Lekka nutka banału, odrobina naiwności – idealna forma. Zadziwiające jest jednak ile z nas, kobiet, w ten własnie sposób, co Dannae myśli. Tyle, że życie to niestety nie bajka i nie każda dziewczyna znajdzie swój happy end… a szkoda…

    Co do pisania na siłę… nie, nigdy do pisania się nie zmuszam. Robię to wtedy, kiedy mam na to ochotę. Chociaż fakt, toczę ze sobą momentami wewnętrzną walkę, bo chcę zacząć pisać dalej o Amy, a tu tyle niedokończonych tekstów…

  29. Odpowiedz

    lilijka:)

    6 czerwca 2011

    Marina pisane na sile ? Twoje wrazenie zupelnie sprzeciwstawia sie mojemu gdyz ja uwazam ze jest wysmienite. Specjalnie przeczytalam je od poczatku zeby miec calosc w glowie i uwazam ze jest wspaniale. Moze moje odczucia sa przytlumione ( Vikki sposob pisania i wykreowane postacie sprawiaja ze czytajac czesto przenosze sie do innego swiata i niemal namacalnie moge odczuc cala fabule) ale nic totalnie nic nie przypomina tutaj tekstu pisanego na sile 🙂

    P.S. Vikki mam nadzieje ze ta historia bedzie niesamowicie dluga bo cudownie sie ja czyta *smile* i jak zwykle uwielbiam Twoje męskie postacie … stwórz mi takiego na wlasność 😀

    • Odpowiedz

      Miye

      6 czerwca 2011

      Nie mam pojęcia ile stron mi toto zajmie, ale fabułę mam wymyśloną już do końca.

  30. Odpowiedz

    Marina.

    7 czerwca 2011

    Nie wiem, co mogłabym napisać. D

  31. Odpowiedz

    Marina.

    7 czerwca 2011

    Ale to raczej byłoby pozytywne ;D

  32. Odpowiedz

    Marina.

    7 czerwca 2011

    A, mam jeszcze pytanie, czy Richard zostanie koronowany na króla ?

    • Odpowiedz

      Miye

      7 czerwca 2011

      Nie, ponieważ Mayonaka (a raczej Zjednoczone Krainy Mayonaki) to księstwo, a nie królestwo. Dla przykładu: w Imperium Rzymskim byłby cesarzem, w Rosji Carem, a w Egipcie faraonem. W moim państwie ustrój wygląda właściwie odrobinę autorytarnie. Jest rada, są głosowania, ale ostatnie zdanie i tak należy do monarchy. Mój ulubiony ustrój to monarchia despotyczna. *smile*

  33. Odpowiedz

    IRRESA

    8 czerwca 2011

    Taak. To jest zdecydowanie ciekawe, a jednak ( ktoś mnie oświeci dlaczego? ) wydaje mi się to inne od reszty. Odrobinę odstające. Tak jakby.
    A teraz pora na pochwałę ode mnie za to, że uwzięłaś się na ten jeden tekst i wytrwale go piszesz. Naprawdę jestem z Ciebie dumna! *uśmiech*

  34. Odpowiedz

    Corvidae

    8 czerwca 2011

    Fakt faktem, jak się Vicky spręży z jakimś tekstem, to wrzuca fragmenty z prędkością karabinu maszynowego(Pieśń Księżyca, Jak w bajce). Tylko niestety rzadko kiedy się spręża(zazwyczaj na samym początku), bo raz pozostawiony na kilka tygodni tekst niestety skazany jest na los wrzucania jednego akapitu miesięcznie

  35. Odpowiedz

    IRRESA

    8 czerwca 2011

    Corvidae, to zależy. Jak ma pomysł na całość od razu to hop siup i już jest wszystko wrzucone! A czy rzadko się spręża? Wiesz. Jak ma sesje na studiach, to ma mało czasu. Więc raz jest tak, a raz tak, w zależności od ilości godzin wolnych. xD

  36. Odpowiedz

    Marina.

    12 czerwca 2011

    A kiedy zamierzasz dodać następny fragment ?

  37. Odpowiedz

    Kardimera

    13 czerwca 2011

    Zobaczyłam na nastku, że pojawiła się pierwsza część tego opowiadania i pomyślałam, że zajrzę tutaj, żeby zobaczyć czy jest więcej i… było. Najdziwniejsze jest to, że przeczytałam wszystko za jednym razem, chociaż nie gustuję w tego typu romansach. Nie wiem, dlaczego tak się wciągnąłem, może to dlatego, że Richard mi nieco przypomina Heathcliffa? A może dlatego, że to opowiadanie aż emanuje jakąś taką optymistyczną, pozytywną energią? Trudno powiedzieć, ale naprawdę jestem ciekawa, co będzie się dalej działo z Dannae (swoją drogą bardzo ładne i zgrabne imię). Nieco irytuje mnie, że to taka słodka dziewczyneczka, ale cóż – podejrzewam, że księżniczki w wieku lat szesnastu pewnie podobne w większości były. Zaintrygowała mnie przeszłość Richarda i samej Mayonaki – jak doszło do ich związania, sama młodość Richarda (czyli pierwsze osiemdziesiąt lat ^^) też bym chętnie poznała i żywię nadzieję, że pojawią się choćby jakieś jego wspomnienia. Tymczasem będę sobie czekała na kolejną część wraz z gronem Twoich (jak widzę) stałych fanów <:

  38. Odpowiedz

    Marina.

    14 czerwca 2011

    Czyżby nasza autorka była na Grenlandii, że nie ma dostępu do Internetu.? :>
    Z niecierpliwością czekam na C.d. 😀

  39. Odpowiedz

    Marina.

    14 czerwca 2011

    Vicky, mozesz ustawić opcję, dzięki której można usuwać swoje Własne komentarze?
    Bede wdzięczna ;p

  40. Odpowiedz

    lilijka:)

    14 czerwca 2011

    Marina, jak ktos mysli co robi to opcja usuwania komentarzy nie jest najnormalniej w swiecie potrzebna.

    Wydaje mi sie ze ta Grenlandia o ktorej mowisz zapewne jest sesja, ktora wszystkich nas aktualnie meczy i dreczy, wiec wiecej cierpliwosci a sie doczekasz.

  41. Odpowiedz

    Miye

    14 czerwca 2011

    Proszę, usunęłam zdublowany komentarz. Jeżeli chodzi o ostatnie opowiadania, to napisałam „Skrzydła Anioła”, a jak znajdę chwilę to wrzucę filmik z fontanny przy Teatrze Lalek, bo jest na co popatrzeć (chociaż szczerze polecam na żywo).

  42. Odpowiedz

    Marina.

    16 czerwca 2011

    Coraz rzadziej tu zaglądam, jak niektórzy mogli zauważyć. Nie wiem, czy nie porzucić zamiarów moich, co do wchodzenia na tą stronę. Może wejde tu w czasie wakacji lub po, ale póki co….nie będę komentowała tych powiastek.
    Adieu .!

  43. Odpowiedz

    IRRESA

    17 czerwca 2011

    Marina, strzela focha? Nie powiem, ja za nią płakać nie będę. ;> A co do sformułowania „tych powiastek”, to mi ręce opadły. Te opowiadania, piszę młoda, niezwykle utalentowana dziewczyna, i na miano „powiastek” to one nie zasługują. Powiastki to jest to co ja piszę, a to co piszę Vicky to… to… brak słów normalnie!

    P.S. A „drzemów”, się nie piszę „dżemów”?

    • Odpowiedz

      Miye

      17 czerwca 2011

      A ja też mogę Ci uwagę pozwracać? Pisze – „ę” na końcu tylko w pierwszej osobie.

      Tak poza tym, to dzięki. Autokorekta w Wodzie robi swoje, wprowadzając chaos i zamęt.

      Marina za to jak nic się obraziła. Chociaż szczerze nie wiem na co. Może miała zły dzień? Od początku ją tutaj roznosi. No cóż, na pewno znajdzie inne miejsce, w którym wyładowywała będzie swoje emocje.

  44. Odpowiedz

    IRRESA

    17 czerwca 2011

    A dziękuję, zapamiętam!
    A za Marinom, to ja nie będę tęsknić i nie wiem czy nie tylko ja… ;>

  45. Odpowiedz

    lilijka:)

    17 czerwca 2011

    hehe Dziewczyny Marina, jak to kazda ” mala dziewczynka ” ( specjalnie pisze w cudzysłowie bo nie chodzi mi o wiek ale o mentalnosc ) rzucila focha bo nie dostala tego czego chce – jej wymaganiem zapewne jest czytanie nowego dluugiego fragmentu za kazdym razem jak zapragnie zaszczycić Nas swoja obecnością, a tu niespodzianka gdyz owe fragmenty na nie nie czekaja.

    Marina mniejsze wymagania od swiata, a wieksze od siebie, a swiat bedzie naprawde uroczy *smile*

  46. Odpowiedz

    IRRESA

    17 czerwca 2011

    Nie wiem czy „Mariną” czy „Marinom”, ale mniejsza o to… Obstawiam to pierwsze. *uśmiech*

    • Odpowiedz

      Miye

      17 czerwca 2011

      Don’t worry! Be happy! Od czasu do czasu, jak mam wolną chwilę, edytuję i wywalam orty z komentarzy.

  47. Odpowiedz

    Rose

    18 czerwca 2011

    „- Musisz stąd iść – odezwał się odezwał się spokojnie do dziewczyny.” tu chyba jest błąd ; )

  48. Odpowiedz

    IRRESA

    18 czerwca 2011

    Lilijka – ha! zgadzam się! *uśmiech* A szczególnie z ostatnim zdaniem ( uważaj, wiem z własnego doświadczenia, że nasza”kochana” Marina źle znosi krytykę czy uwagi! )

  49. Odpowiedz

    Miye

    22 czerwca 2011

    KONIEC

  50. Odpowiedz

    Marina.

    22 czerwca 2011

    Jaka tu była zagorzała dyskusja na mój temat. A nie mówiła wam mama, że nie ładnie jest innych obgadywać?
    Po I – to nie był żaden foch.
    Po II – to, że komentuje te teksty nie zależy od tego, czy ktoś je również komentuje i w jaki sposób je komentuje
    Po III – cytacik ” A za Marinom, to ja nie będę tęsknić i nie wiem czy nie tylko ja… ;> ”
    ja za Tobą też nie będę
    I po I/ – nie mam czasu tu ciąglę zaglądać, wolę poczekać na dłuższe kawałki(tak, zauważyłam, że ten tekst jest już zakończony, są przecież jeszcze inne ;* )
    I TYLE
    Życzę udanych wakacji( niee, tobie nie hehe *_* )

  51. Odpowiedz

    IRRESA

    22 czerwca 2011

    Nie obgadywaliśmy Cię. To było na forum. XD
    Miło mi, że za mną nie tęskniłaś. Zawsze to pocieszające, że nie muszę nawet udawać, że Cię lubię. : )

    A Tobie Marina. życzę udanych wakacji, wypocznij.

  52. Odpowiedz

    IRRESA

    22 czerwca 2011

    Vicky – powiem Ci, że końcówka trochę przesłodzona jak dla mnie. ;o Za bardzo zmienił się klimat…

  53. Odpowiedz

    CorkaDemona

    22 czerwca 2011

    To opowiadanie jest super 😉
    Czekam na nowe i gratuluje talentu do pisania 😉

  54. Odpowiedz

    Wika ;]

    22 czerwca 2011

    No Irresa troszeczkę przesłodzona końcówka ; ) No ale dobrze, że tak się skączyło.

  55. Odpowiedz

    Miye

    22 czerwca 2011

    Ja wiem! Richard powinien pozwolić Dannae zginąć, a potem samotnie wychowywać Christophera! Albo ewentualnie utopić się z żalu! (Od biedy ciąć, jak co druga osoba na nastku, wnioskując z artykułów)

    Lubię happy endy, bo życie samo w sobie jest wystarczająco szare, żeby jeszcze literatura miała taka być!

  56. Odpowiedz

    lilijka:)

    22 czerwca 2011

    Marina – zagorzała dyskusja ? Proszę Cię nie schlebiaj sobie to były raptem 4 krotkie notki gdzie byly same fakty a nie jak kto ujęłaś obgadywanie. Zgadzam sie z IRRRSA nikt nic nie ukrywal przed nikim wrecz bylo pisane wszystko w prost wiec, następnym razem lepiej dopieraj słowa.

    Vicky – szczerze Ci powiem ze widok „THE END” na koncu troszke mnie zasmucił – uwielbiałam to opowiadanie i gdzies w srodku mialam nadzieje na wiecej, ale wszystko co dobre z czasem sie konczy * smile* . Co do zakonczenia to faktycznie jest jak by oderwane od fabuly, mroku, tajemniczosc i dystansu jaki towarzyszył Richardowi i wrecz nie pasuje mi to do niego ale z Twoim ostatnim zdaniem zdecydowanie sie zgadzam. I jesli mialabym wybierac miedzy przeslodzonym az do przesady happy endem a tragicznym zakończeniem to zdecydowanie wybieram to pierwsze. Może nastepnym razem postaraj sie to jakos wyśrodkować * smile*

    • Odpowiedz

      Miye

      22 czerwca 2011

      Szczerze powiem, że planowałam skończyć na poprzednim rozdziale. „Na Krańcu Świata” w ogóle miało nie powstać. Potem po prostu zrobiło mi się ich żal.

  57. Odpowiedz

    Kardimera

    23 czerwca 2011

    Zauważyłam pewną rozbieżność, jakby niespójność od momentu, w którym wybuchła rebelia – wcześniej wszystko było cacy. Bo tak: wszyscy bali się Richarda, wiedzieli, jaki jest groźny i że może zabić ich jednym skinieniem głową w odpowiednią stronę, a tu nagle jest w lochu bez opisu walk, powodów rebelii (skoro jego rządy były krwawe i okrutne, to dlaczego później jest wzmianka, że ludzie zrozumieli, iż pod jego władaniem żyło im dobrze i dostatnio?) i tak właściwie ni z gruchy, ni z pietruchy. Odniosłam takie wrażenie, jakbyś chciała bardzo zakończyć tę opowieść, ale nie do końca miała pomysł, co też dalej powinno się dziać. Załamał się klimat i bardzo mi to nie pasowało. Wszystko było za szybko, jakby Cię ktoś batem poganiał do pisania ^^. Niemniej miło było przeczytać zakończenie (acz zdecydowanie przesłodzone : >) i nie mogę nie przyznać, że dobrze się to czytało. To teraz pora na kolejne Twoje opowiadanie – które byś mi poleciła?

    • Odpowiedz

      Miye

      23 czerwca 2011

      Dobrze, wiem, przyznaję. Od początku starałam się wrzucić wątek o tym, że on nie do końca z własnej woli rządzi tymi krainami. Najwyraźniej nie wyszło tak jak bym chciała.

      Co do opowiadania, to jeżeli chcesz coś czytać, zacznij od „Świtu Zmierzchu” ‚prolog’ to moja ostatnia, nazwijmy to, pasja.

      • Odpowiedz

        Kardimera

        23 czerwca 2011

        Ależ właśnie od początku czuło się jego niechęć do rządzenia, wspominałaś, że do czegoś został zmuszony, że coś musiał zrobić – i to było dobre. Czuło się, że Richard tak naprawdę z wystarczająco ważnego powodu mógłby ją (tj Mayonakę) zostawić. Zwyczajnie miałam wrażenie, jakbyś tej wrzuconej ostatnio części opowiadania już tak nie czuła, jak wcześniejszych (:

  58. Odpowiedz

    IRRESA

    23 czerwca 2011

    Ja nie mówię, że miałaś to skończyć smutno. *-* Po prostu mogłaś sobie darować te podnoszenie Dannae, całowanie i urocze dzieci. Mógł być zwrot akcji ( jaki? nie wiem… to Twoje opowiadanie! *uśmiech* ), a później i tak wielki, piękny happy end. Bo nawet jak Richard złagodniał, że tak powiem, to nie tak nagle! Najpierw krwawe rządy, nie wiadomo co, a później jak książę z produkcji Disneya. Po prostu to nie pasuję do reszty opowiadania. To tajemniczość dodawała temu dziele, „uroku”.
    No, ale wiesz. Skończyłaś jak chciałaś. I dobrze.

  59. Odpowiedz

    ps

    26 listopada 2012

    NIe jest problem w określeniu formy dzieła,a w intonacji i intencji użytej w zawartym określeniu.Niektóre z tych opowiadań mogłyby być wieloczęściowymi seriami,a że nie są,szkoda,inne są w wystarczającym formacie;krytyka niezła zecz,ważne,by wiedzieć co i czemu się krytykuje,pięknie się różnić,a robić to,do czegośmy przekonani.Wszystkie opowiadania są napisane bardzo dobrym,ba świetnym wartym naśladowania amatorsko i zawodowo językiem,bez różnicy czy gorsze czy lepsze,bo są różne,zresztą kwestia gustu czytelników,ba nawet są tu zbyt banalne,czy dość słabe,ale 1.mało mało,by nie rzec malutko, 2.i taqmtym nic stylowon ie brak i to jest sztuka szanowne=wni,choć oczywiście styl nie może być wszystkim i na szczęście w 95% opowiadań,a może i więcej nie jest.Ale ja zupełnienie otym.Mię cieszy,że wszystkie Twoje kobiece postaci nie są jak to w 99% się spotyka w necie i nie tylko”drobniutkie filigranowe”,a średniego wzrostu też a nawet dość wysokie,co w niczym nie musi odiberać,co oczywiste im urody,smukłości,czy kobiecości sylwetki,choć to pojęcie szerokie,nieważne;acz deliktnie sugerowałbym by kolejne postaci,a przynajmniej niektóre znic,miały deczko więcej wzrostu,wysokie też jest piękne.:D pozdrawiam wszystkich serdecznie fluidy mocy pełne śląc.

  60. Odpowiedz

    Mommo

    22 stycznia 2013

    IRESSA nie do końca się z Tobą zgadzam, że to była taka nagła zmiana… przy Dannae Richard był znacznie milszy i ogólnie zachowywał się jak taki dobry książę
    hmmm, ale ten koniec… no troszkę przesłodzony aczkolwiek jeśli brać pod uwagę całe opowiadanie to bardzo mi się podobało 😀

  61. Odpowiedz

    Prezenterzy-Tychy

    2 kwietnia 2014

    Wyjątkowy blog. Szkoda że niewiele spotyka się takich
    blogów w internecie. Zapisuję stronę do ulubionych, oby tak dalej!
    🙂

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS