Muzyka Duszy

Kr贸lestwo Hanaji

Dannae wtuli艂a twarz w d艂onie cicho 艂kaj膮c. Z艂ote w艂osy, kt贸re si臋ga艂y jej niemal bioder, falist膮 kaskad膮 opada艂y teraz na skulon膮 posta膰, niczym kurtyna zas艂aniaj膮c jej drobn膮 sylwetk臋. Siedzia艂a w bia艂ej, at艂asowej po艣cieli swojego 艂o偶a z baldachimem. To tw贸j obowi膮zek, s艂ysza艂a w g艂owie przera偶aj膮ce, trudne do zniesienia s艂owa ojca. Tak bardzo pragn臋艂a, 偶eby jej 偶ycie wygl膮da艂o zupe艂nie inaczej. Podesz艂a do niej stara s艂u偶膮ca o pomarszczonej twarzy. Usiad艂a obok kr贸lewny na 艂贸偶ku. Przytuli艂a j膮 do siebie. Dziewczyna przylgn臋艂a do niej mocno. Nie mog艂a przesta膰 p艂aka膰.

– Zobaczysz, wszystko b臋dzie dobrze, kochanie 鈥 uspakaja艂a j膮 cicho Rebecka. 鈥 Nie masz czego si臋 ba膰, na pewno jako艣 si臋 u艂o偶y. Musisz by膰 dzielna.

To w艂a艣nie ona opiekowa艂a si臋 Dannae od kiedy ta przysz艂a na 艣wiat. Od zawsze zast臋powa艂a jej matk臋, kt贸ra zmar艂a przy porodzie c贸rki. Zm臋czona 艂kaniem dziewczyna usn臋艂a w jej w膮t艂ych, ale mimo to opieku艅czych i kochaj膮cych ramionach.

Mayonaka, Zjednoczone Krainy

7 lat wcze艣niej

Tego dnia Richard by艂 w paskudnym nastroju. Niespokojnie chodzi艂 po komnacie. Jego doradcy trz臋艣li si臋 ze strachu. Tylko s臋dziwy Nataniel zachowa艂 jako taki spok贸j. Ich propozycja by艂a po prostu niedorzeczna, ale on sam bole艣nie zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e nie potrafi znale藕膰 innego rozwi膮zania.

– Ksi膮偶臋, to naprawd臋 bardzo dobry uk艂ad 鈥 o艣mieli艂 si臋 zauwa偶y膰 siedz膮cy na wy艣cie艂anym czerwonym aksamitem krze艣le, starszy m臋偶czyzna. 鈥 Taka okazja mo偶e si臋 nie powt贸rzy膰. To ostatnia z 偶yj膮cych c贸rek driad, o jakiej wiemy.

– I my艣lisz, 偶e on si臋 na to zgodzi? 鈥 warkn膮艂 coraz bardziej roze藕lony Richard.

Kiedy mia艂 taki humor, zazwyczaj masowo gin臋li ludzie. Je偶eli nie by艂o akurat pod r臋k膮 jakiej艣 wrogiej armii, byli to jego w艂a艣ni poddani. Rz膮dy Richarda Wairudo by艂y tyra艅skie, okrutne i sadystyczne, nie mo偶na mu jednak by艂o odm贸wi膰 umiej臋tno艣ci prowadzenia pa艅stwa oraz sprawiedliwo艣ci kt贸r膮 obdarza艂 zar贸wno arystokrat贸w jak i plebs . Ludzie si臋 go bali, ale w krainach panowa艂 dobrobyt i d艂ugo wyczekiwany, drogo op艂acony pok贸j. Teraz, od ponad stu dwudziestu lat, Mayonaka nie potrzebowa艂a nawet armii. Kiedy rz膮dzi艂 ni膮 Richard, nikt nie o艣mieli艂by si臋 wypowiedzie膰 jej wojny.

– Nie ma wyj艣cia, panie 鈥 odpowiedzia艂 cicho m臋偶czyzna. 鈥 Stoi pod 艣cian膮. Zgodzi si臋, albo straci ca艂e kr贸lestwo.

Ksi膮偶臋 przeczesa艂 palcami kasztanowe, nieco przyd艂ugie w艂osy, kt贸re zawsze nadawa艂y mu nieco zawadiacki wygl膮d. Jego kraj domaga艂 si臋 potomka, a on nie potrafi艂 sprosta膰 zadaniu. Jego cia艂o w 偶aden spos贸b nie reagowa艂o na ludzkie kobiety. W jego 偶y艂ach p艂yn臋艂a krew d艂ugowiecznych ras i nic nie m贸g艂 na to poradzi膰.

– Pomy艣leli艣cie, 偶e mo偶e ja nie chc臋 takiego uk艂adu? 鈥 warkn膮艂. 鈥 Ile to dziecko w og贸le ma lat?!

– Dziewi臋膰, panie 鈥 odpowiedzia艂 potulnie jeden z dr偶膮cych pod 艣cian膮 m臋偶czyzn.

Ch艂odny wzrok Richarda spocz膮艂 na twarzy przera偶onego cz艂owieka. Pot obla艂 czo艂o dworzanina. Zda艂 sobie spraw臋, 偶e znalaz艂 si臋 o krok od 艣mierci.

– Ksi膮偶臋 鈥 zacz膮艂 艂agodnie, siedz膮cy wraz z innymi, starzec 鈥 przecie偶 nikt nie ka偶e ci jej bra膰 teraz鈥 Mo偶esz poczeka膰, a偶 stanie si臋 kobiet膮 i sko艅czy na przyk艂ad鈥 – zastanowi艂 si臋 chwil臋, nie chc膮c urazi膰 swojego w艂adcy 鈥 czterna艣cie lat.

– Szesna艣cie i ani dnia mniej 鈥 sykn膮艂 Richard i z hukiem otwieraj膮c, pot臋偶ne, okute metalem drzwi, opu艣ci艂 komnat臋.

Kr贸lestwo Hanaji

Kr贸lewnie Dannae od zas艂yszanych informacji kr臋ci艂o si臋 w g艂owie. Wszyscy rzucali w jej kierunku smutne, wsp贸艂czuj膮ce spojrzenia. Wed艂ug zwartego siedem lat wcze艣niej paktu, w dniu swoich szesnastych urodzin mia艂a zosta膰 偶on膮 ksi臋cia Mayonaki, Richarda Wairudo. Od dziecka rozumia艂a, 偶e w jej 偶yciu nie by艂o miejsca na mi艂o艣膰, ale zar贸wno o Zjednoczonych Krainach jak i o ich mrocznym w艂adcy kr膮偶y艂y najr贸偶niejsze, zazwyczaj przera偶aj膮ce pog艂oski. Dziewczyna zacisn臋艂a drobne d艂onie w pi臋艣ci. Nie zamierza艂a w nie wierzy膰, ale na przek贸r wszystko tylko im dowodzi艂o. Widzia艂a jak staremu kr贸lowi jest przykro, 偶e musia艂 si臋 zgodzi膰 na warunku umowy. Nie chcia艂 oddawa膰 jedynej c贸rki mrocznemu ksi臋ciu, nie mia艂 jednak wyboru. Siedem lat temu, dwa wielkie mocarstwa postanowi艂y podzieli膰 male艅kie Kr贸lestwo Hanaji mi臋dzy siebie. Sojusz z Mayonak膮 by艂 dla kr贸la Andreasa jedynym ratunkiem. Niebezpiecze艅stwo zosta艂o za偶egnane, a on w zmian za pok贸j sprzeda艂 Richardowi Wairudo w艂asn膮 c贸rk臋.

Wszystko toczy艂o si臋 zbyt szybko i zupe艂nie niezgodnie z tradycj膮. Stary kr贸l nie mia艂 wyj艣cia i potulnie spe艂nia艂 wszystkie 偶yczenia ksi臋cia Mayonaki. Dwa dni wcze艣niej przys艂a艂 jednego ze swoich doradc贸w, by ustali膰 wszystkie niezb臋dne szczeg贸艂y. Sam planowa艂 przyby膰 dzie艅 przed ceremoni膮 za艣lubin, a ju偶 dzie艅 po niej, wyjecha膰, zabieraj膮c ze sob膮 kr贸lewn臋 Dannae.

Dziewczyn臋, opr贸cz z trudem powstrzymywanego strachu, dr臋czy艂a ciekawo艣膰. Ba艂a si臋, a jednocze艣nie nie mog艂a doczeka膰, kiedy pozna swojego przysz艂ego m臋偶a. Ca艂e jej dotychczasowe 偶ycie mia艂o ulec drastycznej zmianie. Cichutko w艣lizn臋艂a si臋 przez otwarte drzwi do pokoju narad. Jej ojciec podniesionym g艂osem rozmawia艂 z doradc膮 ksi臋cia.

– My艣l臋, 偶e trzysta os贸b b臋dzie stanowi艂o odpowiedni膮 艣wit臋 dla mojej c贸rki 鈥 powiedzia艂 stanowczo stary kr贸l.

– Ksi膮偶臋 powiedzia艂 wyra藕nie, nikogo! Kr贸lewna ma by膰 sama. Jego zdaniem w zamku jest wystarczaj膮co du偶o s艂u偶by 鈥 oznajmi艂 s臋dziwy doradca, kt贸rego oczy przepe艂nione by艂y jednak wsp贸艂czuciem.

Kr贸l Andreas poczerwienia艂 na twarzy, nie m贸g艂 w tej sytuacji nic zrobi膰. Dannae mocno zacisn臋艂a wargi, 偶eby si臋 nie rozp艂aka膰, co jak wiedzia艂a nie przystoi kr贸lewnie. Ju偶 za nieca艂y tydzie艅 znajdzie si臋 zupe艂nie sama w obcym, przera偶aj膮cym miejscu. Po cichu wycofa艂a si臋 z komnaty. Nie chcia艂a pozna膰 dalszych warunk贸w. Musia艂a by膰 silna. Nie pozwoli by rozpacz wdar艂a si臋 do jej serca. Cokolwiek by si臋 nie sta艂o, ona jako艣 sobie z tym poradzi. W dalszym ci膮gu pragn臋艂a by膰 szcz臋艣liwa.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Dannae denerwowa艂a si臋 przez ca艂y dzie艅. Tego wieczora po raz pierwszy mia艂a zobaczy膰 swojego przysz艂ego ma艂偶onka. W osza艂amiaj膮cej, b艂臋kitnej sukni, w towarzystwie eskorty dam dworu, wesz艂a do wielkiej balowej sali. Zosta艂a oficjalnie przedstawiona, a potem usiad艂a przy d艂ugim, suto zastawionym stole u boku m臋偶czyzny, z kt贸rym mia艂a sp臋dzi膰 reszt臋 偶ycia. Kr贸lewn臋 zaskoczy艂 przede wszystkim m艂ody wygl膮d Richarda Wairudo. Spodziewa艂a si臋 raczej kogo艣 w wieku jej ojca. Tymczasem ksi膮偶臋 wygl膮da艂 najwy偶ej na dwadzie艣cia par臋 lat, co wydawa艂o si臋 by膰 niemo偶liwe, bo przecie偶 siedem lat wcze艣niej podpisali pakt… Chyba, 偶e jego te偶 kto艣 do tego zmusza艂, zupe艂nie tak jak j膮 sam膮. Zrobi艂o si臋 jej odrobin臋 l偶ej z t膮 my艣l膮. Przyjrza艂a si臋 mu dyskretnie. By艂 wysoki i dobrze zbudowany. Burza kasztanowych w艂os贸w nadawa艂a mu odrobin臋 zawadiacki, m艂odzie艅czy wygl膮d. Jednak jego oczy鈥 Dannae uzna艂a, 偶e to ich ludzie boj膮 si臋 w tym cz艂owieku. By艂y jasno niebieski i przera偶aj膮co zimne. Zupe艂nie jakby Richard nie miewa艂 偶adnych cieplejszych uczu膰. Kr贸lewna nie zamierza艂a ocenia膰 przysz艂ego m臋偶a po wygl膮dzie. Nigdy tego nie robi艂a. Doskonale wiedzia艂a, jak mo偶e to by膰 krzywdz膮ce. Nie chcia艂a te偶 s膮dzi膰 go na podstawie oceny innych. Nie, ksi膮偶臋 Wairudo mia艂 u niej czyst膮 kart臋.

Przez ca艂y wiecz贸r na twarzy ksi臋cia go艣ci艂o znudzenie i oboj臋tno艣膰. Zagadywany odpowiada艂 zawsze grzecznie i uprzejmie, sam jednak nie zaczyna艂 偶adnych rozm贸w. Z kr贸lewn膮 tak偶e nie zamieni艂 ani s艂owa. Zaraz po sko艅czonej kolacji przeprosi艂, wym贸wi艂 si臋 zm臋czeniem po podr贸偶y i uda艂 do go艣cinnych pokoi. Dannae po prostu nie mog艂a nie wykorzysta膰 tej szansy. Nikt nie by艂 zdziwiony, kiedy podzi臋kowa艂a za wsp贸ln膮 kolacj臋 i wysz艂a cichutko z balowej sali.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Richard us艂ysza艂 ciche pukanie. Ogarn臋艂a go fala z艂o艣ci. Czy nie mog膮 po prostu zostawi膰 go w spokoju?! Niech臋tnie otworzy艂. Szybko ukry艂 zaskoczenie, kiedy w drzwiach zobaczy艂 skromnie spuszczaj膮c膮 wzrok kr贸lewn臋 Dannae. Czego ten ciekawski dzieciak tutaj szuka艂?! Dygn臋艂a przed nim, unosz膮c delikatnie b艂臋kitn膮 sukni臋. Skin膮艂 jej w odpowiedzi g艂ow膮

– Czy mog臋 wej艣膰, wasza wysoko艣膰? 鈥 zapyta艂a cichutko.

Korci艂o go, 偶eby powiedzie膰 nie, odsun膮艂 si臋 jednak od drzwi wpuszczaj膮c j膮 do 艣rodka. Kiedy przechodzi艂a obok, poczu艂 jak ca艂e jego cia艂o sztywnieje. Cholerny Nataniel jak zwykle mia艂 racj臋 i rzeczywi艣cie ta dziewczyna na niego dzia艂a艂a. Przyjrza艂 si臋 jej uwa偶nie. By艂a 艂adna, jak na kr贸lewn臋 przysta艂o. D艂ugie z艂ote w艂osy, opadaj膮ce falami na jej plecy i ramiona, chabrowo niebieskie oczy, lekko dr偶膮ce, r贸偶owe usteczka, delikatna, szczup艂a sylwetka i jasna alabastrowa sk贸ra. Widzia艂 jednak setki pi臋knych dziewcz膮t, a 偶adna ani odrobin臋 go nie rusza艂a.

– O co chodzi, lady? 鈥 spyta艂 ch艂odno, b艂agaj膮c w duchu, 偶eby jak najszybciej st膮d wysz艂a.

– Przysz艂am ci臋 b艂aga膰 ksi膮偶臋 鈥 powiedzia艂a podnosz膮c na niego wzrok 鈥 偶eby艣 pozwoli艂 mi zabra膰 ze sob膮 moj膮 pokoj贸wk臋, April.

Przyjrza艂 si臋 jej nieco rozbawiony.

– Zapewniam ci臋, lady, 偶e mam w zamku wystarczaj膮c膮 ilo艣膰 dobrej s艂u偶by 鈥 oznajmi艂 cierpko. 鈥 Czy nie ufasz moim s艂owom, kr贸lewno?

– Nie o to chodzi 鈥 powiedzia艂a cicho. 鈥 April jest moj膮 przyjaci贸艂k膮. Bawi艂y艣my si臋 razem, kiedy by艂am jeszcze zupe艂nie ma艂a. Prosz臋, ksi膮偶臋, pozw贸l mi j膮 zabra膰 鈥 w g艂osie dziewczyny s艂ycha膰 by艂o b艂agaln膮 nut臋.

Richard poczu艂 jak jego z艂o艣膰 opada, zast膮piona przez rozbawienie.

– Je偶eli jest dla ciebie lady, tak cenn膮 osob膮, to czemu nie zosta艂a twoj膮 dam膮 dworu? 鈥 zapyta艂 sceptycznie.

Oczy Dannae rozszerzy艂y si臋 ze zdumienia. Oczekiwa艂, 偶e za chwil臋 rozkapryszona dziewczyna wygarnie mu jak absurdalny to pomys艂. Ona jednak tylko posmutnia艂a.

– Bardzo bym chcia艂a, ale to niemo偶liwe, ksi膮偶臋 鈥 powiedzia艂a dr偶膮cym g艂osem. 鈥 April pochodzi z ubogiej, wiejskiej rodziny. W jej 偶y艂ach nie p艂ynie b艂臋kitna krew.

M臋偶czyzna starannie ukry艂 swoje zaskoczenie, wywo艂ane jej zgrabn膮 odpowiedzi膮. Postanowi艂 gra膰 dalej. Czy naprawd臋 a偶 tak 艂atwo kr贸lewna prze艂knie arystokratyczn膮 dum臋?

– W Mayonace takie rzeczy s膮 na porz膮dku dziennym 鈥 oznajmi艂. 鈥 Je偶eli kto艣 si臋 specjalnie zas艂u偶y, otrzymuje w nagrod臋 szlachecki tytu艂. Czy April jest tak膮 w艂a艣nie osob膮?

Kr贸lewna u艣miechn臋艂a si臋 do niego promiennie. Richard patrzy艂 na ni膮 zaskoczony.

– Wi臋c naprawd臋 m贸g艂by艣 to zrobi膰? 鈥 zapyta艂a przepe艂nionym zachwytem g艂osem, pomijaj膮c ju偶 wszystkie formalno艣ci, zupe艂nie jakby wylecia艂y jej z g艂owy. 鈥 April pojedzie ze mn膮, jako moja dama dworu? 鈥 us艂ysza艂 niek艂aman膮 rado艣膰 w pe艂nym entuzjazmu g艂osie dziewczyny.

Zupe艂nie nie to mia艂 na my艣li. Chcia艂 na ni膮 wrzasn膮膰, zaprotestowa膰, ale nie potrafi艂. Chabrowe oczy wci膮gn臋艂y go w swoj膮 g艂臋bi臋. Bole艣nie poczu艂, 偶e jego spodnie zrobi艂y si臋 zdecydowanie za ciasne. Skin膮艂 g艂ow膮, b艂agaj膮c w duchu, 偶eby wreszcie sobie posz艂a, zanim nie wytrzyma i zerwie z niej ubranie. Nie mia艂 najmniejszej ochoty podbija膰 Kr贸lestwa Hananji, mia艂 do艣膰 k艂opot贸w z Mayonak膮, a do tego takie zachowanie prawdopodobnie by w艂a艣nie doprowadzi艂o. Ju偶 nast臋pnej nocy b臋dzie mia艂 j膮 na w艂asno艣膰, wtedy zrobi z ni膮 co tylko zechce.

– Przed wyjazdem dostanie oficjalnie przyznany tytu艂 鈥瀕ady鈥 鈥 obieca艂 oboj臋tnym tonem, w tym momencie da艂by jej wszystko, byleby tylko sobie posz艂a.

Dannae pisn臋艂a rado艣nie. Richard zg艂upia艂, kiedy podesz艂a do niego oplataj膮c r臋kami jego szyj臋. Wspi臋艂a si臋 na palce, poca艂owa艂a go w szorstki policzek, a potem wybieg艂a z komnaty przepe艂niona dzieci臋c膮 rado艣ci膮. M臋偶czyzna dr偶a艂. Ledwo nad sob膮 zapanowa艂. Starannie zamkn膮艂 drzwi, a potem opad艂 na wielkie, ozdobione baldachimem 艂o偶e. Rozpl膮ta艂 ciasne wi膮zanie spodni, by wypu艣ci膰, pierwszy raz w jego cholernie d艂ugim 偶yciu, gotow膮 do dzia艂ania m臋sko艣膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Tej nocy, kr贸lewna Dannae nie mog艂a zmru偶y膰 oka. Nazajutrz mia艂 by膰 jej wielki dzie艅. Teraz nie ba艂a si臋 go tak bardzo. Nie musia艂a jecha膰 do krain Mayonaki sama, b臋dzie mia艂a ze sob膮 swoj膮 najdro偶sz膮 przyjaci贸艂k臋, April. To naprawd臋 wiele dla niej znaczy艂o. Poza tym Richard, wbrew wszystkiemu co o nim s艂ysza艂a, okaza艂 si臋 nie by膰 wcale taki straszny, do tego mia艂 cudowne, niekonwencjonalne pomys艂y. W Dannae zacz臋艂a si臋 rodzi膰 nadzieja, 偶e b臋dzie potrafi艂a go naprawd臋 pokocha膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Kiedy rankiem, Richard stan膮艂 w przedsionku wielkiej sali, mia艂 mieszane uczucia. Ca艂a uroczysto艣膰 wydawa艂a mu si臋 jedn膮 wielk膮 fars膮. Jego zdaniem by艂a to po prostu transakcja wi膮zana i nic wi臋cej. On dostanie kr贸lewn臋, kt贸rej potrzebowa艂, a w zamian za to, kr贸lestwo Hanaji b臋dzie bezpieczne. Sam jednak, decyduj膮c si臋 powi膮za膰 swoje 偶ycie z Mayonak膮, zgodzi艂 si臋 na branie udzia艂u w tych wszystkich konwenansach, kt贸rych szczerze nienawidzi艂.

Tym razem nie musia艂 d艂ugo czeka膰. By艂 wdzi臋czny za to, 偶e jego cierpliwo艣膰 nie zosta艂a wystawiona na pr贸b臋. By艂 ju偶 wystarczaj膮co niezadowolony z samego faktu trwaj膮cej uroczysto艣ci. Kr贸lewna Dannae nie wesz艂a, a wr臋cz wp艂yn臋艂a do holu niczym poranna mgie艂ka. W bia艂ej, bogato zdobionej sukni, wygl膮da艂a wr臋cz zjawiskowo. D艂ugie, jasne w艂osy, mia艂a splecione w skomplikowany warkocz, a ich ko艅ce lu藕no sp艂ywa艂y po lewym ramieniu dziewczyny. U艣miechn臋艂a si臋 promiennie na widok Richarda, kt贸ry pierwszy raz w 偶yciu zaniem贸wi艂. Podesz艂a do niego, a on poczu艂 jak jej drobna, ch艂odna d艂o艅 w艣lizguje si臋 w jego. Obudzi艂o si臋 w nim po偶膮danie, sprawiaj膮c mu niemal fizyczny b贸l. Z trudem je opanowa艂, powtarzaj膮c sobie w my艣lach, 偶e ju偶 za kilka godzin dziewczyna b臋dzie jego.

Dopiero po chwili zda艂 sobie spraw臋, 偶e kr贸lewna ca艂a dr偶y. On sam by艂 poirytowany, ale Dannae po prostu si臋 ba艂a. Poczu艂 si臋 bardzo nieswojo. Kiedy sta艂a tak blisko niego, po prostu nie potrafi艂 jej traktowa膰 jako przedmiotu handlu. By艂a 偶yw膮 istot膮, z krwi i ko艣ci, ju偶 nie dzieckiem, a m艂od膮 kobiet膮, na dodatek zdenerwowan膮 i przestraszon膮. Zacisn膮艂 r臋k臋 na jej drobnej d艂oni. Zmusi艂 si臋, 偶eby jeszcze raz na ni膮 spojrze膰. Nie mia艂 poj臋cia, dlaczego ta istota wywo艂uje w nim tyle emocji, uczu膰, kt贸rych ju偶 od lat nie powinno tam by膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Po ceremonii za艣lubin odby艂o si臋 huczne wesele, kt贸re zdaniem Richarda trwa艂o zdecydowanie zbyt d艂ugo. Nawet nie pr贸bowa艂 zmusi膰 si臋 do u艣miechu, przyjmuj膮c setki gratulacji i wys艂uchuj膮c nudnawych toast贸w. By艂 na granicy wytrzyma艂o艣ci i sam nie m贸g艂 uwierzy膰, 偶e jedynym co powstrzymuje go przed wybuchem, jest blisko艣膰 siedz膮cej przy nim cichutko Dannae.

Odetchn膮艂 z ulg膮, gdy po wielu, m臋cz膮cych godzinach, znalaz艂 si臋 wreszcie w sypialni, ze swoj膮 now膮, m艂odziutk膮 偶on膮. Sta艂a na 艣rodku pokoju, w ol艣niewaj膮cej, bia艂ej sukni i patrzy艂a na niego sp艂oszonym, sarnim wzrokiem. Westchn膮艂. Nie mia艂 najmniejszej ochoty na bycie delikatnym i czu艂ym, nie chcia艂 te偶 jednak skrzywdzi膰 dziewczyny. Wiedzia艂, 偶e b臋dzie musia艂 to jako艣 pogodzi膰 i nie straci膰 panowania nad sob膮. Czeka艂o go trudne zadanie. Podszed艂 do kruchej, delikatnej postaci. Spojrza艂 na ni膮 z g贸ry. Wyci膮gn膮艂 przed siebie r臋k臋, dotykaj膮c ramienia dziewczyny. Zsun膮艂 rami膮czko jej bogato zdobionej kreacji. Gwa艂townie odsun臋艂a si臋 od niego, uciek艂a pod sam膮 艣cian臋. Nie tego si臋 spodziewa艂. Poczu艂 jak powoli narasta w nim gniew. Nikt, nigdy nie 艣mia艂 mu si臋 sprzeciwia膰. Dannae by艂a pierwsza i zdecydowanie mu si臋 to nie spodoba艂o.

– Chyba nie rozumiesz swoich obowi膮zk贸w, kr贸lewno 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do niej lodowato zimnym tonem.

– Nie 鈥 wyszepta艂a cicho, spuszczaj膮c wzrok. 鈥 Ja nie鈥

Richard poczu艂 jak w艣ciek艂o艣膰 miesza si臋 w nim z podnieceniem. To nie by艂o dobre zestawienie. W dalszym ci膮gu na granicy 艣wiadomo艣ci zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e nie mo偶e jej skrzywdzi膰. Lepiej dla dziewczyny, 偶eby by艂a pos艂uszna. W jednej chwili znalaz艂 si臋 przy niej. Chwyci艂 w d艂o艅 jej podbr贸dek, zmuszaj膮c, 偶eby na niego spojrza艂a.

– Pos艂uchaj mnie uwa偶nie 鈥 zacz膮艂 bezdusznym tonem 鈥 ja te偶 nie jestem zachwycony t膮 sytuacj膮. Kiedy tylko dasz mi syna, b臋dziesz mog艂a zrobi膰 co zechcesz, a mnie nigdy wi臋cej nie b臋dziesz musia艂a ogl膮da膰 na oczy.

W oczach kr贸lewny stan臋艂y 艂zy. Dr偶a艂a. Zabra艂 d艂o艅. Podszed艂 do niej bli偶ej, uznaj膮c, 偶e zrozumia艂a. Dziewczyna cofn臋艂a si臋 w r贸g pokoju. Dalsz膮 drog臋 z dw贸ch stron zagradza艂a jej kamienna 艣ciana. Dannae osun臋艂a si臋 na, pokryt膮 mi臋kkim dywanem, pod艂og臋. Skuli艂a si臋 w k膮cie.

– Prosz臋 鈥 powiedzia艂a b艂agalnie, z wyra藕nym trudem powstrzymuj膮c si臋 od p艂aczu. 鈥 Tylko nie dzisiaj. Znam swoje obowi膮zki 鈥 m贸wi艂a poprzez 艂zy 鈥 zrobi臋 wszystko co do mnie nale偶y, tylko nie dzisiaj.

W Richardzie a偶 si臋 zagotowa艂o. By艂 bliski tego, 偶eby uderzy膰 dziewczyn臋. W ostatniej chwili co艣 go jednak tkn臋艂o. Odwr贸ci艂 si臋 na pi臋cie i zostawiaj膮c zap艂akan膮 kr贸lewn臋 sam膮, wyszed艂 z komnaty.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Dannae cicho 艂ka艂a. Czu艂a si臋 do niczego. Wsta艂a z pod艂ogi i po艂o偶y艂a si臋 na wielkim, mi臋kkim 艂o偶u. Niby jak mia艂a mu wyt艂umaczy膰, 偶e to jej kobiece dni? Nie potrafi艂a znale藕膰 odpowiednich s艂贸w, a on teraz uwa偶a鈥 Kr贸lewna zwin臋艂a si臋 w jak najcia艣niejszy k艂臋bek. Richard wcale jej nie chcia艂. Dla niego to by艂 tylko obowi膮zek i wyra藕nie jej to dzisiaj powiedzia艂. To wszystko by艂a jej wina! Mo偶e je偶eli lepiej j膮 pozna鈥 je偶eli ona sama bardziej si臋 postara鈥 mo偶e w贸wczas on j膮 pokocha. Dannae przesta艂a p艂aka膰. Zamkn臋艂a oczy. Tak, zrobi wszystko, 偶eby Richard Wairudo naprawd臋 j膮 pokocha艂.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Rankiem Richard by艂 w pod艂ym humorze. Nawet przy u偶yciu magicznych portali, podr贸偶 zajmie im najmarniej dwa dni, a on niczego bardziej nie pragn膮艂 ni偶 znale藕膰 si臋 w domu. Szed艂 w艂a艣nie, by sprawdzi膰 jak id膮 przygotowania do drogi, kiedy us艂ysza艂 czyj艣 podniesiony g艂os. Przystan膮艂 przy otwartych drzwiach sali narad. Zobaczy艂 delikatn膮, dr偶膮c膮, posta膰 kr贸lewny Dannae i stoj膮cego nad ni膮 m臋偶czyzn臋 z purpurow膮 z gniewu twarz膮.

– Jak 艣mia艂a艣 mu odm贸wi膰?! 鈥 wrzeszcza艂 na ni膮. 鈥 To tw贸j m膮偶, ma do ciebie pe艂ne prawo! Teraz nale偶ysz do niego! Zachowa艂a艣 si臋 jak rozkapryszony dzieciak!

– Ja鈥 – zacz臋艂a cichutko Dannae.

M臋偶czyzna nad膮艂 si臋 jeszcze bardziej, wyra藕nie w艣ciek艂y, 偶e 艣mia艂a mu przerwa膰. Podni贸s艂 r臋k臋, by uderzy膰 dziewczyn臋 w twarz. Richard w jednej chwili znalaz艂 si臋 pomi臋dzy nimi. Porusza艂 si臋 z nadludzk膮 pr臋dko艣ci膮. Chwyci艂 d艂o艅 m臋偶czyzny, wyginaj膮c j膮 w ty艂. Trzasn臋艂a ko艣膰. M臋偶czyzna zawy艂 z b贸lu. Richard go pu艣ci艂. Tamten upad艂 na pod艂og臋.

– Je偶eli jeszcze raz spr贸bujesz dotkn膮膰 mojej 偶ony 鈥 wycedzi艂 przez z臋by, staj膮c nad nim 鈥 to po偶egnasz si臋 z 偶yciem, nie tylko z r臋k膮.

Chwyci艂 patrz膮c膮 szeroko otwartymi oczami Dannae za rami臋 i wyprowadzi艂 z komnaty. By艂 w艣ciek艂y. Dziewczyna by艂a jego i nikt nie mia艂 prawa jej dotyka膰. Zatrzyma艂 si臋 dopiero za rogiem korytarza. Chcia艂 co艣 powiedzie膰, ale zanim wydoby艂 z siebie cho膰by s艂owo, kr贸lewna przylgn臋艂a do niego ca艂膮 swoj膮 drobn膮 postaci膮. Przytuli艂a policzek do jego torsu, oplot艂a go w pasie ramionami. Spodziewa艂 si臋 wszystkiego, w艂膮cznie z histeri膮, ale na pewno nie takiej reakcji. Niezbyt przekonany do tego co robi, spl贸t艂 d艂onie na plecach dziewczyny. Podnios艂a na niego b艂yszcz膮ce, chabrowe oczy. P贸藕niej ponownie spu艣ci艂a wzrok, wtulaj膮c policzek w jego ozdobn膮 tunik臋.

– Dzi臋kuj臋 鈥 wyszepta艂a cichutko, a Richard nie mia艂 poj臋cia co jej odpowiedzie膰.

Droga do Mayonaki

Dzie艅 by艂 pogodny i s艂oneczny, wr臋cz wymarzony na podr贸偶. Dannae podesz艂a niespiesznym krokiem do zabudowanego powozu, w kt贸rym czeka艂a ju偶 na ni膮 April. Kr贸lewna nie by艂a zachwycona perspektyw膮 takiej podr贸偶y. Nie rozumia艂a czemu ma na sobie d艂ug膮 sukni臋, zamiast podr贸偶nego stroju do konnej jazdy, nie by艂a te偶 przekonana do sp臋dzenia ca艂ej drogi w powozie, wola艂aby jecha膰 wierzchem. Doradcy jej ojca jednak kategorycznie si臋 temu sprzeciwili, m贸wi膮c, 偶e takie w艂a艣nie zwyczaje panuj膮 w cywilizowanych krajach, do jakich oni sami Kr贸lestwa Hanaji nie zaliczali.

Dannae niech臋tnie podesz艂a do powozu, a potem jakby si臋 rozmy艣li艂a. Postanowi艂a, 偶e najpierw poszuka Richarda. Mia艂a nadziej臋, 偶e ksi膮偶臋 nie b臋dzie mia艂 nic przeciwko jej towarzystwu. Odnalaz艂a swojego nowego m臋偶a przy stajni. Zaskoczona zauwa偶y艂a, 偶e ch艂opak sam przygotowuje swojego wierzchowca do drogi. Nie by艂a pewna dlaczego, ale bardzo ucieszy艂 j膮 ten fakt. Zbli偶y艂a si臋 do niego lekkim krokiem. Obdarzy艂a go swoim naj艂adniejszym u艣miechem. Posmutnia艂a na chwil臋, kiedy spojrza艂 na ni膮, lodowato zimnym wzrokiem, szybko jednak do jej serca wr贸ci艂a niezm膮cona niczym rado艣膰. W drzwiach stajni pojawi艂 si臋 ch艂opiec, prowadz膮cy za wodze niesamowitej urody klacz. Dannae podbieg艂a do niej z dzieci臋c膮 weso艂o艣ci膮. Ko艅 by艂 jab艂kowity, ale bardziej br膮zowy ni偶 szary. Mia艂 smuk艂膮 szyj臋 i zgrabne p臋ciny. Grzywa klaczy zapleciona by艂a w setki drobnych warkoczyk贸w. Kr贸lewna wyci膮gn臋艂a r臋k臋 i z nabo偶n膮 niemal czci膮 dotkn臋艂a ko艅skiego pyska.

– Jeste艣 taka pi臋kna 鈥 szepn臋艂a czule.

Zbyt zaaferowana klacz膮, nawet nie zauwa偶y艂a, kiedy podszed艂 do niej Richard. Stan膮艂 za plecami wniebowzi臋tej dziewczyny.

– Podoba ci si臋? 鈥 zapyta艂.

– Nigdy nie widzia艂am pi臋kniejszej klaczy 鈥 oznajmi艂a Dannae z zachwytem w g艂osie.

– Te偶 tak s膮dz臋 鈥 oznajmi艂. – Kupi艂em j膮 po drodze. Nie mog艂em si臋 powstrzyma膰, kiedy j膮 zobaczy艂em. Jak dobrze je藕dzisz? 鈥 spyta艂 ch艂opak przygl膮daj膮c si臋 uwa偶nie kr贸lewnie.

Dziewczyna obdarzy艂a go promiennym u艣miechem.

– Chcesz si臋 przekona膰? 鈥 zapyta艂a zaczepnie.

U艣miechn膮艂 si臋 lekko, prawnie niezauwa偶alnie, ale nie umkn臋艂o to spostrzegawczemu wzrokowi Dannae.

– Zawrzyjmy uk艂ad 鈥 zaproponowa艂. 鈥 B臋dziemy podr贸偶owa膰 przez portale. Powozem, z ca艂ym orszakiem, zajmie nam to jakie艣 dwa dni. Gdyby艣my pokonali t膮 tras臋, w pe艂nym galopie, zaj臋艂oby to nam聽 mo偶e jakie艣 4 godziny. Je偶eli ci si臋 uda, klacz b臋dzie twoja.

– Nie m贸wisz powa偶nie, prawda? 鈥 zapyta艂a zaskoczona.

Z twarzy Richarda natychmiast znikn臋艂o jakiekolwiek zainteresowanie. Wzruszy艂 ramionami.

– M贸wi艂em ca艂kiem powa偶nie 鈥 stwierdzi艂. 鈥 Nie wa偶ne, zapomnij o tym.

– Nie! 鈥 niemal krzykn臋艂a Dannae. Obrzuci艂 ja pytaj膮cym spojrzeniem. Kr贸lewna zerkn臋艂a w stron臋 zamku. 鈥 Czy mog艂abym przebra膰 si臋 w powozie i dosi膮艣膰 jej za miastem?

Ch艂opak zrozumia艂. Skin膮艂 tylko g艂ow膮 i ruszy艂 osiod艂a膰 w艂asnego konia.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Dannae 艣mia艂a si臋, kiedy p臋dzi艂a w pe艂nym galopie, a jej z艂ote w艂osy rozwiewa艂 wiatr. Klacz by艂a cudowna! St膮pa艂a mi臋kko po ziemi, niemal p艂yn膮c w powietrzu. Bez trudu dotrzymywa艂a kroku karemu ogierowi Richarda. Kilku godzinny cwa艂, zar贸wno dla niej jak i dla kr贸lewny, nie stanowi艂 specjalnego wyzwania. Co jaki艣 czas zwalniali, przechodz膮c do lekkiego k艂usa, kiedy mijali kolejne, pe艂ne magicznych wibracji i energii wizualizuj膮cej si臋 w postaci t臋czowych barw, bramy. Zaraz potem jednak, zn贸w puszczali si臋 pe艂nym galopem. Dla dziewczyny, taka podr贸偶, by艂a cudownym prze偶yciem.

Wreszcie, po ponad czterech godzinach jazdy, Richard zwolni艂 do st臋pa. Spieniony ko艅 zadr偶a艂, r贸wnie zadowolony z galopu, co jego w艂a艣ciciel. Dannae 艣ci膮gn臋艂a wodze przepi臋knej klaczy.

– Zgodnie z umow膮, Carmina jest twoja 鈥 odezwa艂 si臋 z lekkim uznaniem w g艂osie.

Wygl膮da艂o na to, 偶e a偶 do tej pory, nie wierzy艂, 偶e kr贸lewna sprosta temu niecodziennemu zadaniu. Dziewczyna u艣miechn臋艂a si臋 pogodnie, odgarniaj膮c z twarzy d艂ugie, jasne kosmyki. Rozejrza艂a si臋 dooko艂a. Stali na poro艣ni臋tym bujn膮, zielon膮 traw膮 wzg贸rzu. W dole rozci膮ga艂o si臋 miasto. Widzia艂a wysoki, kamienny mur, o艣wietlone popo艂udniowym s艂o艅cem budowle, oraz g贸ruj膮ce nad tym wszystkim, wie偶e zamku.

– Czy to ju偶 Mayonaka? 鈥 spyta艂a zaciekawiona.

Nigdy dot膮d nie podr贸偶owa艂a na takie odleg艂o艣ci i pierwszy raz, w swoim szesnastoletnim 偶yciu wyjecha艂a poza granice Kr贸lestwa Hanaji. Richard skin膮艂 g艂ow膮.

– Tak, konkretnie to stolica zjednoczonych krain, Tenebres.

– Tenebres 鈥 powt贸rzy艂a zamy艣lona Dannae. 鈥 M贸j nowy dom.

Tenebres, stolica Mayonaki

Pog艂oski o ich przybyciu, dotar艂y do miasta znacznie wcze艣niej ni偶 oni sami. Kolejka czekaj膮cych na wej艣cie za mury ludzi, zd膮偶y艂a ju偶 odsun膮膰 si臋 od bramy. Stra偶nicy z艂o偶yli Richardowi g艂臋bokie uk艂ony. Ch艂opak pozdrowi艂 ich niedba艂ym skinieniem g艂owy, patrz膮c ch艂odno przed siebie. Kiedy wjechali do miasta, Dannae rozgl膮da艂a si臋 po nim zaciekawiona. Tenebres okaza艂o si臋 bardzo 艂adnym miejscem. Mia艂o swoj膮 w艂asn膮 sie膰 kanalizacji, a wsz臋dzie dooko艂a pe艂no by艂o niskich drzew, fontann oraz klomb贸w, pe艂nych r贸偶nobarwnych, kwitn膮cych kwiat贸w. W pewnym oddaleniu, zacz臋艂y biec za nimi dzieci. Kiedy dojechali na g艂贸wny plac, powita艂 ich t艂um wiwatuj膮cych ludzi. Nikt nie zdecydowa艂 si臋 podej艣膰 bli偶ej, ale wida膰 by艂o ich u艣miechni臋te twarze. Kr贸lewna poczu艂a rozpieraj膮c膮 j膮 w 艣rodku rado艣膰. Wi臋c jednak wszystkie kr膮偶膮ce o Richardzie pog艂oski, by艂y zdecydowanie mocno przesadzone.

– Twoi poddani ci臋 kochaj膮 鈥 odezwa艂a si臋 weso艂ym g艂osem dziewczyna, kiedy wyjechali na szerok膮, obsadzon膮 niezwyk艂膮 ro艣linno艣ci膮 i szpalerami r贸wno przyci臋tych krzew贸w, prowadz膮c膮 do zamku, alej臋. 鈥 Bardzo ucieszyli si臋, 偶e wr贸ci艂e艣.

Richard roze艣mia艂 si臋 gorzko. Ci膮gle patrzy艂 przed siebie, tym samym lodowato zimnym wzrokiem.

– To nie na m贸j widok si臋 ciesz膮 鈥 odpowiedzia艂 bez cienia jakichkolwiek emocji w g艂osie. 鈥 Witaj膮 w ten spos贸b ciebie, licz膮c na to, 偶e szybko wydasz na 艣wiat mojego nast臋pc臋.

– Och 鈥 odpowiedzia艂a Dannae, nie b臋d膮c pewn膮, co o jego wypowiedzi my艣le膰.

Wtedy jednak potok jej my艣li, przerwa艂 zupe艂nie nieoczekiwany widok. Zbli偶ali si臋 do poro艣ni臋tego od zachodniej strony, bluszczem zamku. Nieopodal ci臋偶kiej, 偶elaznej bramy, rozpo艣ciera艂o si臋 niewysokie wzg贸rze, na kt贸rym ros艂o roz艂o偶yste drzewo, nieznanego gatunku. Mia艂o niewiele li艣ci, za to sporo grubych konar贸w, a niemal na ka偶dym z nich, oplecione sznurem za szyj臋, wisia艂o martwe cia艂o cz艂owieka.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Kr贸lewna zwiedza艂a, specjalnie dla niej przygotowane, komnaty. Sypialnia, na 艣rodku kt贸rej sta艂o wy艂o偶one setkami at艂asowych poduszek 艂o偶e, salonik z wygodn膮 sof膮 i fotelami, urz膮dzony w jasnych tonacjach, niewielka, w艂asna biblioteka, oraz przepi臋kny, r贸偶any ogr贸d. Najbardziej kr贸lewn臋 zachwyci艂a jednak du偶a, gustownie udekorowana 艂azienka z bie偶膮c膮 wod膮, rzecz膮, kt贸ra w kr贸lestwie Hanaji nie by艂a w og贸le znana. Biega艂a to tu, to tam, przygl膮daj膮c si臋 wszystkiemu ciekawie. To by艂 jej nowy dom. Niepewnym gestem, dotkn臋艂a delikatnej, bia艂ej poduszki. Odrobin臋 zasmuci艂o j膮, 偶e nie b臋dzie dzieli艂a pokoi z Richardem, ale rozumia艂a to. Przecie偶 si臋 ledwo co poznali. Mia艂a nadziej臋, 偶e mo偶e z up艂ywem czasu, on zacznie chcie膰 z ni膮, znacznie cz臋艣ciej, przebywa膰. Martwi艂a j膮 tak偶e pos臋pna s艂u偶ba. Ludzie o twarzach bez wyrazu, kt贸rzy niewiele m贸wili i starali si臋 jak najdok艂adniej wtopi膰 w otoczenie, zupe艂nie jakby byli meblami, a nie 偶ywymi istotami. Mo偶e, kiedy i oni j膮 lepiej poznaj膮, to ich zachowanie tak偶e si臋 zmieni… Poza tym, ju偶 za dwa dni, przyb臋dzie do zamku April, a wtedy wszystko nabierze ja艣niejszych barw.

Dannae, tanecznym krokiem, z u艣miechem na ustach, ubrana w b艂臋kitn膮, zwiewn膮 szat臋, d艂ugim korytarzem ruszy艂a poszuka膰 Richarda. Wygl膮da艂a niczym motyl. Zgrabna, leciutka i taka niewinna. Znalaz艂a go w sali jadalnej. Siedzia艂 przy jednym ko艅cu d艂ugiego, drewnianego sto艂u. Zaskoczona, stwierdzi艂a, 偶e w pomieszczeniu by艂o zupe艂nie pusto. W pa艂acu jej ojca, by艂o to jedno z najbardziej gwarnych miejsc, o ka偶dej porze dnia i nocy. Mimo to, obdarzy艂a swojego m臋偶a pogodnym u艣miechem. Podesz艂a do niego i usiad艂a na skraju ci臋偶kiej, drewnianej 艂awy. Skin膮艂 jej na powitanie g艂ow膮, ale milcza艂.

– Tenebres to bardzo pi臋kne miasto 鈥 odezwa艂a si臋, 偶eby w jakikolwiek spos贸b zacz膮膰 rozmow臋.

Ch艂opak podni贸s艂 wzrok znad posi艂ku, kt贸ry w艂a艣nie spo偶ywa艂. Niedbale wzruszy艂 ramionami.

聽– Nie zauwa偶y艂em 鈥 mrukn膮艂 wracaj膮c do jedzenia.

– Jest cudowne 鈥 o偶ywi艂a si臋 kr贸lewna 鈥 tak samo jak m贸j ogr贸d 鈥 oznajmi艂a z zachwytem. – Richardzie! Kwitnie w nim tyle t臋czowych r贸偶! Nigdy nie widzia艂am pi臋kniejszego miejsca!

– Wi臋c niewiele widzia艂a艣 鈥 zby艂 j膮 ch艂opak.

Niezra偶ona ci膮gn臋艂a dalej, 艣piewnym g艂osem, opowiadaj膮c mu o wszystkim, co j膮 zachwyci艂o i oczarowa艂o. W ko艅cu Richard najwyra藕niej nie wytrzyma艂. Gwa艂townie wsta艂 od sto艂u. Przysun膮艂 si臋 do niej. Mimowolnie cofn臋艂a si臋, przesuwaj膮c w g艂膮b d艂ugiej 艂awy. Ch艂opak zbli偶y艂 si臋 jeszcze bardziej. Po艂o偶y艂 d艂o艅 na jej nodze. Dannae wstrzyma艂a oddech. Spojrza艂a w jego pociemnia艂e z po偶膮dania oczy. Chwyci艂 j膮 za r臋k臋. By艂 zbyt blisko. Wyra藕nie czu艂a jego oddech. Wyrwa艂a nadgarstek z uchwytu ch艂opaka.聽 Zerwa艂a si臋 z miejsca i wybieg艂a z jadalnej sali, zostawiaj膮c Richarda samego. Pokona艂a d艂ugi korytarz i z szybko bij膮cym sercem, wpad艂a do swojej sypialni. Tam opad艂a na zdobi膮cy pod艂og臋, mi臋kki dywan. Przez chwil臋 pr贸bowa艂a uspokoi膰 oddech, a potem wsta艂a i przesz艂a do biblioteki. Usiad艂a przy misternie rze藕bionym stole, wyci膮gn臋艂a z szuflady papier, zanurzy艂a pi贸ro, w stoj膮cym na blacie ka艂amarzu i, zastanawiaj膮c si臋 nad ka偶dym, pojedynczym s艂owem, zacz臋艂a pisa膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

S艂u偶ba szerokim 艂ukiem omija艂a komnaty swojego pana. Richard Wairudo by艂 w艣ciek艂y, a wtedy niebezpiecznie by艂o znale藕膰 si臋 w jego pobli偶u. Ch艂opak chodzi艂 po komnacie, w gniewie zaciskaj膮c pi臋艣ci. W r臋kach trzyma艂 list, kt贸ry przed chwil膮 wr臋czy艂 mu, trz臋s膮cy si臋 ze strachu, s艂u偶膮cy. Jak ta smarkula w og贸le 艣mia艂a?! Nale偶a艂a do niego, by艂a jego w艂asno艣ci膮! Richard w tym momencie mia艂 ochot臋 ukara膰 kr贸lewn臋 Dannae, bardzo surowo ukara膰, a po g艂owie chodzi艂y mu setki r贸偶nych mniej lub bardziej realnych pomys艂贸w. Warkn膮艂 w艣ciekle, rozwijaj膮c, starannie zapiecz臋towany arkusz.

Drogi Richardzie 鈥 zaczyna艂 si臋 list, ch艂opak zmi膮艂 papier i odrzuci艂 w r贸g okaza艂ego pokoju, kt贸ry s艂u偶y艂 mu za prywatny gabinet. Potem, przegrywaj膮c z w艂asn膮 ciekawo艣ci膮, podni贸s艂 go i na powr贸t rozprostowa艂. Rozsiad艂 si臋 w obci膮gni臋tym br膮zow膮 sk贸r膮 fotelu, obute nogi po艂o偶y艂 na d臋bowym biurku i zacz膮艂 czyta膰.

Drogi Richardzie, Mayonaka, Zjednoczone Krainy, s膮 przepi臋knym pa艅stwem. Marz臋 o tym, 偶eby zobaczy膰 o艣nie偶one szczyty g贸r i bezkres b艂臋kitnego morza. Jestem tu, razem z Tob膮, a Ty da艂e艣 mi ju偶 tak wiele! Przepi臋kne pokoje, r贸偶any ogr贸d, stroje wi臋cej ni偶 godne kr贸lewny, o艣mielam si臋 jednak, prosi膰 Ci臋 o jeszcze jedn膮 przys艂ug臋. M贸j pierwszy raz, noc, kt贸ra mia艂a by膰 nasz膮 tu偶 po 艣lubie, pragn臋 by by艂a magiczn膮 chwil膮. Nigdy nie 艣mia艂am nawet marzy膰, 偶e m贸j przysz艂y m膮偶 b臋dzie tak cudown膮, pe艂n膮 niespodzianek osob膮, jak膮 Ty jeste艣, Richardzie. To tak, jakby spe艂ni艂y si臋 moje sny. Nic nie wywo艂a we mnie takiego szcz臋艣cia, jak to, 偶e sprawisz i偶 moja dziewicza noc b臋dzie jedn膮 z tych, o kt贸rych opowiadaj膮 romantyczne ballady. Nie potrafi臋 wym贸wi膰 nawet, jak bardzo ba艂am si臋 tej chwili. Przy Tobie jednak wiem, 偶e nie ma czego.

Twoja na zawsze, Umi艂owany

Dannae Oriana Wairudo

Richard przez chwil臋 wpatrywa艂 si臋 w list og艂upia艂y, a p贸藕niej, z w艣ciek艂o艣ci膮, podar艂 go w drobny mak. Przygl膮da艂 si臋 przez chwil臋 le偶膮cym na ciemnym blacie biurka skrawkom papieru, a potem wybuchn膮艂 艣miechem. W艂a艣ciwie czemu by nie? Je偶eli takie w艂a艣nie by艂y marzenia jego kr贸lewny, to 偶aden k艂opot dla niego, 偶eby je spe艂ni膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Dannae siedzia艂a przy toaletce, starannie szczotkuj膮c swoje d艂ugie, jasne w艂osy. Smutnymi, chabrowymi oczami, wpatrywa艂a si臋 w lustro. Us艂ysza艂a ciche, ale stanowczo brzmi膮ce pukanie do drzwi. Zgrabnie zsun臋艂a si臋 z pomalowanego na bia艂o sto艂eczka, 偶eby wpu艣ci膰 do 艣rodka, czekaj膮c膮 za drzwiami osob臋. Sta艂a tam schludnie odziana, m艂oda pokoj贸wka. Patrzy艂a na kr贸lewn臋 z g艂臋bokim wsp贸艂czuciem, maluj膮cym si臋 na szczerej, dziewcz臋cej twarzy. Dygn臋艂a, jednocze艣nie schylaj膮c g艂ow臋.

– Ksi膮偶臋 Wairudo zaprasza panienk臋 na wsp贸ln膮 kolacj臋, dzisiaj po zachodzie s艂o艅ca 鈥 oznajmi艂a przepraszaj膮cym g艂osem.

Dannae u艣miechn臋艂a si臋 do niej uprzejmie. Postanowi艂a nie poprawia膰 pokoj贸wki, kt贸ra zgodnie z wymogami etykiety, powinna tytu艂owa膰 j膮 pani膮, albo ksi臋偶n膮, skoro by艂a teraz zam臋偶na. No c贸偶, w jej rodzinnym kr贸lestwie, wi臋kszo艣膰 s艂u偶by, nieoficjalnie, zwraca艂a si臋 do niej po prostu Dannae… By艂a ciekawa, czy tutaj tak偶e uda si臋 to wszystko zmieni膰.

– Podzi臋kuj ksi臋ciu za zaproszenie 鈥 odpowiedzia艂a pogodnie 鈥 pojawi臋 si臋 o czasie.

– Dobrze, panienko.

S艂u偶膮ca ponownie sk艂oni艂a g艂ow臋, a potem czym pr臋dzej oddali艂a si臋 d艂ugim, zamkowym korytarzem.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Kr贸lewna zatrzyma艂a si臋 przed drzwiami prywatnych komnat Richarda. Skrzywi艂a si臋 na my艣l, 偶e by艂y dok艂adnie w przeciwleg艂ym skrzydle zamku ni偶 jej w艂asne. Starannie wyg艂adzi艂a kremow膮 sukni臋. Poprawi艂a wysoko spi臋te, sp艂ywaj膮ce delikatn膮 kaskad膮, po lewym ramieniu, z艂ociste w艂osy. Serce trzepota艂o jej w piersi, jak u przestraszonego wr贸belka. Zebra艂a si臋 w sobie, pchn臋艂a ci臋偶kie, okute stal膮 drzwi i wesz艂a do 艣rodka.

Richard nie mia艂 na sobie oficjalnego stroju. Tunik臋 zast膮pi艂a czarna, we艂niana koszula, a spodnie, mimo i偶 z dobrego materia艂u, by艂y bardziej wygodnie i praktycznie ni偶 eleganckie. Nie mia艂 przy sobie nawet zwyczajowej pochwy z mieczem. Dannae natychmiast si臋 rozlu藕ni艂a. Kiedy zobaczy艂a go odzianego tak zwyczajnie, poczu艂a si臋 o niebo lepiej. Teraz przesta艂 by膰 jak膮艣 wyduman膮, przera偶aj膮c膮 legend膮. Obdarzy艂a go uroczym, dziewcz臋cym u艣miechem. W tak prostym ubiorze prezentowa艂 si臋 jeszcze lepiej ni偶 zazwyczaj. Serce kr贸lewny trzepota艂o si臋 w piersi, ale tym razem dziewczyna wiedzia艂a, 偶e ma zupe艂nie inny pow贸d, ni偶 tylko strach.

Ch艂opak by艂 dla niej bardzo uprzejmy. Zaprosi艂 j膮 do sto艂u, na kt贸rym sta艂y owoce z r贸偶nych zak膮tk贸w 艣wiata. Zapali艂 艣wiece i ciep艂e 艣wiat艂o zala艂o swym blaskiem pok贸j. Zza okna dochodzi艂a cicha muzyka skrzypiec. Dannae poczu艂a ciep艂o w sercu, bo Richard, mimo i偶 bardzo stara艂 si臋 zachowa膰 powag臋, wygl膮da艂 tak, jakby ta ca艂a sytuacja niezmiernie go bawi艂a.

– Ju偶 mo偶esz si臋 艣mia膰 鈥 oznajmi艂a stanowczo, pe艂nym szczero艣ci g艂osem.

Ch艂opak zakrztusi艂 si臋 prze艂ykanym w艂a艣nie winem, spojrza艂 na ni膮 pytaj膮co, a potem rzeczywi艣cie si臋 roze艣mia艂.

– Przepraszam 鈥 powiedzia艂 鈥 a偶 tak to wida膰? 鈥 zapyta艂, wyra藕nie nieprzyzwyczajony do tego, 偶eby s艂ucha膰 szczerych opinii. 鈥 Nigdy nie pr贸bowa艂em by膰 w tym 鈥 spojrza艂 wymownie na 艂adnie udekorowany st贸艂 鈥 zbyt dobry.

– Zata艅czysz ze mn膮? 鈥 spyta艂a Dannae, wstaj膮c z gracj膮 od sto艂u.

Richard r贸wnie偶 wsta艂, po raz kolejny tego wieczoru, pr贸buj膮c ukry膰 zaskoczenie. Delikatnie uj膮艂 d艂o艅 kr贸lewny. Zamiast zaproponowa膰 jaki艣 klasyczny, dworski taniec, ona po prostu si臋 do niego przytuli艂a. P艂yn臋艂a w jego ramionach, a on trzyma艂 j膮 delikatnie przy sobie. Potem wzi膮艂 j膮 na r臋ce i zani贸s艂 do sypialni. Bia艂膮, at艂asow膮 po艣ciel i gruby dywan, zdobi艂y szkar艂atne p艂atki r贸偶. Kiedy znale藕li si臋 w 艣rodku, dziewczyna pisn臋艂a za zachwytu. Richard delikatnie u艂o偶y艂 j膮 na 艂贸偶ku. Kr贸lewna spojrza艂a na niego ufnie. Mimo nie opuszczaj膮cego jej strachu, niecierpliwie czeka艂a na to, co b臋dzie dalej.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Sam nie by艂 pewien, jak to sie sta艂o, ale kiedy tylko ujrza艂 jej drobn膮 posta膰, z艂o艣膰 natychmiast odp艂yn臋艂a, zast膮piona rozbawieniem i po偶膮daniem. To by艂a m艂oda dziewczyna, niemal偶e jeszcze dziecko. Mia艂a prawo marzy膰, zdecydowanie mia艂a te偶 prawo si臋 go ba膰. Z艂apa艂 si臋 na tym, 偶e patrzy z zachwytem, na jej z艂ociste, rozsypuj膮ce si臋 po poduszce w艂osy. Z ca艂ych si艂 stara艂 si臋 nad sob膮 zapanowa膰, co wcale nie by艂o 艂atwe. Podni贸s艂 j膮 i delikatnie rozwi膮za艂 sznurowanie jej sukni. Zsun膮艂 z dziewczyny pi臋knie zdobion膮 szat臋. Tym razem nie protestowa艂a. Zdj膮艂 w艂asn膮 koszul臋, zostaj膮c teraz w samych, czarnych spodniach. Po艂o偶y艂 si臋 obok niej, podpieraj膮c g艂ow臋 na 艂okciu. Patrzy艂 na ni膮. Ona r贸wnie偶 nie odrywa艂a od niego wzroku. Nie艣mia艂o wyci膮gn臋艂a d艂o艅, dotykaj膮c jego twardych, wyrobionych mi臋艣ni. Zupe艂nie wylecia艂o mu z g艂owy, to, 偶e jeszcze tak niedawno w jaki艣 wyszukany spos贸b, chcia艂 ukara膰 krn膮brn膮 dziewczyn臋.

– Jeste艣 pi臋kna 鈥 powiedzia艂 zupe艂nie szczerze.

Jej blade policzki cudownie si臋 zar贸偶owi艂y. Przywodzi艂a teraz na my艣l, rozwijaj膮cy si臋 kwiat. Przysun臋艂a si臋 do niego bli偶ej, zawstydzona wtulaj膮c twarz w jego ods艂oni臋ty tors. Twardymi d艂o艅mi zacz膮艂 delikatnie b艂膮dzi膰 po jej plecach. Wdycha艂 cudowny, upojny zapach jej w艂os贸w. Powoli zacz膮艂 zsuwa膰 z dziewczyny bielizn臋. Po chwili le偶a艂a przy nim, zupe艂nie naga, ukrywaj膮c zawstydzon膮 twarz w jego ramionach. Rozkoszowa艂 si臋 widokiem jej smuk艂ego cia艂a, jednocze艣nie leciutko przesuwaj膮c po nim palcami. Poczu艂 jak kr贸lewna wstrzymuje oddech, kiedy dotkn膮艂 jej intymnego miejsca. S艂ysza艂 jak szybko bije jej serce. Teraz wcale nie by艂 ju偶 pewien, czy nawet gdyby chcia艂, to potrafi艂by j膮 skrzywdzi膰. By艂a taka krucha i delikatna… Przez kilkana艣cie kolejnych minut kontynuowa艂 swoj膮 w臋dr贸wk臋, starannie badaj膮c jej cia艂o. Potem 艂agodnie uj膮艂 d艂o艅 dziewczyny, prowadz膮c j膮 na rysuj膮c膮 si臋 w jego spodniach wypuk艂o艣膰. Zadr偶a艂, kiedy j膮 tam po艂o偶y艂a. By艂 pewien, 偶e du偶o d艂u偶ej tego nie wytrzyma. Zsun膮艂 swoje czarne spodnie, odrzucaj膮c je niedbale na pod艂og臋.

– Nie b贸j si臋 鈥 uspokoi艂 j膮 cicho.

Przesun膮艂 poddaj膮c膮 si臋 pos艂usznie jego dzia艂aniom kr贸lewn臋, odrobin臋 wy偶ej, 艂agodnie ca艂uj膮c jej usta. Nie艣mia艂o odwzajemni艂a jego poca艂unek. Poczu艂 jak jego sztywny cz艂onek ociera si臋 o jej g艂adkie udo. W艂asne po偶膮danie sprawia艂o mu niemal fizyczny b贸l. Nie przestaj膮c ca艂owa膰, wsun膮艂 palec mi臋dzy jej nogi. Zach艂ysn臋艂a si臋 powietrzem. Zmusi艂 j膮, 偶eby skupi艂a si臋 na ca艂owaniu. Zaskoczy艂o go, jak bardzo by艂a wilgotna. Richard wiedzia艂, 偶e jest na granicy wytrzyma艂o艣ci. Przesun膮艂 si臋 tak, 偶e teraz znalaz艂 si臋 dok艂adnie nad dziewczyn膮. Patrzy艂a na niego przestraszonym, ale jednocze艣nie pe艂nym niepokoj膮cego uwielbienia wzrokiem. Wszed艂 w ni膮 艂agodnie, powoli. W przeciwie艅stwie do kr贸lewny, teori臋 zna艂 doskonale, widzia艂 setki pi臋knych, nagich kobiet, tylko 偶adna jeszcze nie dzia艂a艂a na jego cia艂o. 呕adna, opr贸cz Dannae. W oczach dziewczyny zobaczy艂 艂zy. Na chwil臋 przesta艂 si臋 porusza膰. Wiele go to kosztowa艂o.

– Obejmij mnie, mocno 鈥 rozkaza艂.

Kr贸lewna pos艂ucha艂a, oplataj膮c szczup艂ymi ramionami jego plecy. Spojrza艂 w jej chabrowe oczy, a ona patrzy艂a bezpo艣rednio na niego. Porusza艂 si臋 wolno, delikatnie, a偶 w ko艅cu z jej oblicza znikn膮艂 ca艂y b贸l. S艂ysza艂 jak od czasu do czasu wstrzymuje powietrze, jak czasami, mimo usilnych stara艅, nie wychodzi jej powstrzymywanie cichutkich westchnie艅 i j臋k贸w. Sprawia艂o mu to satysfakcj臋, dodatkowo podnieca艂o. W pewnym momencie poczu艂, jak jej mi臋艣nie zaciskaj膮 si臋 na jego sztywnej m臋sko艣ci. To by艂o cudowne, b艂ogie uczucie. Sam tak偶e uwolni艂 teraz, d艂ugo wstrzymywany wytrysk, zalewaj膮c jej wn臋trze ciep艂ym p艂ynem. Wysun膮艂 si臋 z niej po kilku kolejnych ruchach. Z rozbawieniem stwierdzi艂, 偶e jego cz艂onek wcale nie chce opa艣膰, widzia艂 jednak, 偶e dziewczyna ma ju偶 do艣膰. Chcia艂 odes艂a膰 j膮 do w艂asnych komnat, ale ona skuli艂a si臋, jak kociak, wtulaj膮c ufnie w jego ramiona. Decyzj膮 chwili uzna艂, 偶e mo偶e zosta膰. Okry艂 swoj膮 kr贸lewn臋 at艂asow膮 ko艂dr膮. Otoczy艂 ramionami jej barki. Podnios艂a wzrok, u艣miechaj膮c si臋 do niego b艂ogo.

– Dzi臋kuj臋 鈥 wyszepta艂a.

– 艢pij 鈥 mrukn膮艂, z dziwnym uczuciem, odwracaj膮c j膮 do siebie plecami.

Nie chcia艂, 偶eby widzia艂a jego twarz. Wtuli艂a si臋 w niego jeszcze bardziej, jakby od zawsze, idealnie tam pasowa艂a. By艂o mu bardzo przyjemnie, kiedy tak tuli艂 j膮 w swoich ramionach. Zamkn臋艂a oczy.

– Kocham ci臋 Richardzie 鈥 wyszepta艂a sennie, a potem jej oddech si臋 wyr贸wna艂 i zapad艂a w mi臋kki, przynosz膮cy odpoczynek, sen.

Ch艂opak ca艂y zesztywnia艂, nie wypu艣ci艂 jednak dziewczyny z obj臋膰. Jej s艂owa d藕wi臋cza艂y w jego umy艣le, odbijaj膮c si臋 coraz g艂o艣niejszym echem. Jak niewiele by w jej ustach znaczy艂y, nie pami臋ta艂 by je kiedykolwiek od kogo艣 us艂ysza艂.

Zamek w Tenebres

Kr贸lewna Dannae obudzi艂a si臋 rano sama, w wielkim 艂o偶u. Przeci膮gn臋艂a si臋 rozkosznie. Ziewn臋艂a. Wsta艂a i przejrza艂a si臋 w du偶ym, stoj膮cym w rogu komnaty lustrze. Zarumieni艂a si臋 na my艣l, 偶e Richard, kiedy wstawa艂, zobaczy艂 j膮 tak膮 potargan膮. Jej suknia, r贸wno z艂o偶ona, wisia艂a na por臋czy masywnego krzes艂a. Dannae przyjrza艂a si臋 z niesmakiem, wi膮zaniom na jej plecach. Nie by艂a do ko艅ca pewna, jak ma sobie poradzi膰, bez 偶adnej pokoj贸wki. W艂o偶y艂a zdobion膮 sukni臋, nie zawi膮zuj膮c jej do ko艅ca, maj膮c szczer膮 nadziej臋, 偶e mo偶e jakim艣 cudem nikogo, po drodze do swoich komnat nie spotka. Rozpu艣ci艂a potargane w艂osy i po cichu wymkn臋艂a si臋 z pokoju.

Tego dnia szcz臋艣cie najwyra藕niej dopisywa艂o kr贸lewnie, poniewa偶 nieniepokojona przez nikogo dotar艂a do swoich komnat. W drzwiach jednak stan臋艂a zaskoczona. Po jej prywatnym salonie krz膮ta艂a si臋 jaka艣 odziana w prost膮, szar膮, we艂nian膮 sukienk臋, srogo wygl膮daj膮ca, starsza kobieta. By艂y tam te偶 dwie, wyra藕nie zdenerwowane pokoj贸wki. Niewiasta natychmiast ruszy艂a w jej stron臋, rzucaj膮c jedynie okiem na jej rozwi膮zan膮 z ty艂u sukni臋.

– Przygotujcie k膮piel, szybko 鈥 zwr贸ci艂a si臋 do pokoj贸wek 鈥 a ja j膮 obejrz臋.

Dannae spojrza艂a pytaj膮co. O co im wszystkim chodzi艂o? Kobieta bez zb臋dnych t艂umacze艅 pomog艂a jej 艣ci膮gn膮膰 wygniecion膮 sukni臋. Kr贸lewna stan臋艂a przed ni膮, w samej, delikatnej bieli藕nie, zas艂aniaj膮c si臋 kurtyn膮 z jasnych w艂os贸w, a ona zacz臋艂a ze wszystkich stron ogl膮da膰 jej cia艂o, przez ca艂y czas mrucz膮c pod nosem, jakie to z niej biedactwo. Chwil臋 p贸藕niej do艂膮czy艂a do nich druga, odziana w jasnozielon膮 sukni臋. By艂a pulchna i mia艂a szczer膮, serdeczn膮 twarz.

– Przyby艂am najszybciej jak sie da艂o 鈥 oznajmi艂a jeszcze w progu. 鈥 Och, dziecino, nic ci nie jest? 鈥 zapyta艂a zwracaj膮c si臋 bezpo艣rednio do Dannae. 鈥 Nazywam si臋 Maris i jestem uzdrowicielk膮.

Kr贸lewna dalej nie wiedzia艂a o co chodzi, a obie kobiety, z coraz bardziej zdziwionymi obliczami, ogl膮da艂y j膮, jakby by艂a cudem natury.

– Nie ma na niej ani kropli krwi, nawet tej, kt贸ra tam powinna by膰 鈥 oznajmi艂a niedowierzaj膮cym g艂osem ta w szarej sukni.

Dannae spojrza艂a na ni膮 zbita z tropu. Mo偶e one tak偶e my艣la艂y, 偶e uchyla si臋 od swoich ma艂偶e艅skich obowi膮zk贸w? Przypomnia艂a sobie, 偶e rzeczywi艣cie, kiedy zasypia艂a, uda mia艂a delikatnie ubrudzone krwi膮, po艣ciel r贸wnie偶. Rano jednak by艂a zupe艂nie czysta i le偶a艂a na 艣wie偶ym, bia艂ym prze艣cieradle. Pami臋ta艂a tak偶e delikatny dotyk, swojego nowego m臋偶a.

– Richard mnie rano umy艂 鈥 wyja艣ni艂a zaskoczonym kobietom. 鈥 Potem gdzie艣 wyszed艂, a ja jeszcze spa艂am.

– Spa艂a艣 u niego? 鈥 spyta艂a niedowierzaj膮co Maris. 鈥 Przez ca艂膮 noc?

Kr贸lewna skin臋艂a g艂ow膮, ta rozmowa zaczyna艂a j膮 coraz bardziej kr臋powa膰. Przecie偶, skoro by艂 jej m臋偶em, to co w tym dziwnego, 偶e u niego spa艂a?

– Skrzywdzi艂 ci臋 w jaki艣 spos贸b? 鈥 upewni艂a si臋 szczup艂a kobieta w szarej sukni.

– By艂 dla mnie bardzo mi艂y… 鈥 powiedzia艂a niewiele rozumiej膮ca z ich zatroskanych g艂os贸w Dannae. 鈥 Dlaczego o to pytacie?

– Bogom niech b臋d膮 dzi臋ki 鈥 wyszepta艂a Maris, dla pewno艣ci jeszcze raz starannie ogl膮daj膮c dziewczyn臋. 鈥 Co prawda to by艂o dziesi臋膰 lat temu, ale ostatnia z dziewczyn ledwo co prze偶y艂a, kiedy nasz pan postanowi艂 j膮 sobie wzi膮膰 do 艂贸偶ka.

– Jak to? 鈥 spyta艂a lekko zaniepokojona kr贸lewna.

O czym one m贸wi膮? Przecie偶 dziesi臋膰 lat temu, Richard musia艂 by膰 jeszcze dzieckiem.

– Pobi艂 j膮 niemal na 艣mier膰 鈥 przyzna艂a kobieta w szarej sukni.

Dannae nie uwierzy艂a. Nie chcia艂a im wierzy膰. Wi臋kszo艣膰 legend o jej m臋偶u okaza艂o si臋 do tej pory zwyk艂膮 bzdur膮, bajk膮 na dobranoc, 偶eby straszy膰 niepos艂uszne dzieci. Richard by艂 cudowny, by艂 jej marzeniem i przez te kilka dni znajomo艣ci udowodni艂, 偶e jest wart tego, by ca艂ym swoim dziewcz臋cym sercem, go pokocha艂a.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Ju偶 w pierwszym tygodniu swojego pobytu na zamku, kr贸lewna Dannae by艂a dos艂ownie wsz臋dzie. Na pocz膮tku stara艂a sie sp臋dza膰 jak najwi臋cej czasu z Richardem, ale potem zrozumia艂a, 偶e mu po prostu przeszkadza i z wdzi臋czno艣ci膮 bra艂a wszystko to, co jej dawa艂, a pozosta艂e godziny dnia dzieli艂a mi臋dzy pa艂acow膮 s艂u偶b臋, a damy dworu. Kiedy wraz z orszakiem przyjecha艂a April, 艣wiat Dannae sta艂 si臋 tylko jeszcze weselszy. Poniewa偶 traktowa艂a wszystkich uprzejmie, dla ka偶dego znajduj膮c r贸wnie pogodny u艣miech, mieszka艅cy zamku, bardzo szybko ochrzcili dziewczyn臋 swoim S艂oneczkiem. Dla tego pos臋pnego, ponurego zamku, by艂a jak powiew 艣wie偶o艣ci, t臋cza czy jasny promie艅 s艂o艅ca. Od czasu do czasu, za plecami s艂ysza艂a szepty o tym jaka jest biedna, poniewa偶 musia艂a zosta膰 偶on膮 Richarda. Mimo, 偶e t臋skni艂a za domem, ona sama uwa偶a艂a, 偶e nic lepszego w 偶yciu nie mog艂o jej spotka膰.

Bardzo szybko osi膮gn臋艂a zamierzony cel. S艂u偶ba przesta艂a si臋 jej ba膰, nie patrzyli na ni膮 ju偶 tak surowo i ponuro. Zaprzyja藕ni艂a si臋 nawet z kobiet膮 w szarej sukni, jak si臋 p贸藕niej dowiedzia艂a, pann膮 Morn. Tego ranka postanowi艂a wybra膰 si臋 na konn膮 przeja偶d偶k臋. T臋skni艂a za wiatrem we w艂osach, a tak偶e za swoj膮 prze艣liczn膮 klacz膮, Carmin膮. Poniewa偶 April nie je藕dzi艂a zbyt dobrze, a ona nie chcia艂a m臋czy膰 przyjaci贸艂ki, do stajni posz艂a sama. Mimo rodz膮cej si臋 w niej niecierpliwo艣ci, pozwoli艂a by ch艂opcy stajenni osiod艂ali jej jab艂kowit膮 pi臋kno艣膰. Zaskoczona jednak zauwa偶y艂a, 偶e wyprowadzaj膮 j膮 na mane偶.

– Chcia艂am jecha膰 do lasu 鈥 odezwa艂a si臋 cicho, podchodz膮c do zarz膮dcy stajni.

M臋偶czyzna odrobin臋 poblad艂.

– Nie mog臋 na to pozwoli膰, lady 鈥 odezwa艂 si臋 ponuro. 鈥 Dama bez odpowiedniego towarzystwa nie powinna sama opuszcza膰 mur贸w zamku.

Dannae spojrza艂a na niego skonsternowana. Jej rodzinne kr贸lestwo, Hanaji, by艂o na tyle ma艂e, 偶e ca艂e mog艂a przejecha膰 w ci膮gu dw贸ch dni i to wcale nie korzystaj膮c聽 z magicznych portali. W艂a艣ciwie to nawet cz臋sto robi艂a sobie takie wycieczki, zatrzymuj膮c si臋 na noc w zaprzyja藕nionych posiad艂o艣ciach. Jak jednak ma wytrzyma膰, je偶eli tutaj ma je藕dzi膰 jedynie po padoku? Nie chcia艂a narobi膰 m臋偶czy藕nie problem贸w.

– Jakie to musia艂oby by膰 towarzystwo? 鈥 zapyta艂a uprzejmym g艂osem.

– Ja ch臋tnie eskortuj臋, pi臋kn膮 pani膮 鈥 Dannae us艂ysza艂a dobiegaj膮cy zza jej plec贸w przyjemny tenor.

Odwr贸ci艂a si臋 by spojrze膰 na dosiadaj膮cego smuk艂ej, kasztanowej klaczy m艂odzie艅ca. Nie m贸g艂 by膰 wiele starszy od niej. U艣miecha艂 si臋 pogodnie, a w jego karmelowych oczach widzia艂a psotne iskierki rado艣ci.

– Czy to odpowiednie towarzystwo? 鈥 upewni艂a si臋 na wszelki wypadek kr贸lewna.

Zarz膮dca ochoczo skin膮艂 g艂ow膮, cudownie wyswobodzony z problemu przed kt贸rym stan膮艂.

– To najm艂odszy syn markiza Roscoe, Patrick, jak najbardziej nadaje si臋 na towarzysza lady.

Dannae odwzajemni艂a pogodny u艣miech ch艂opaka, marz膮c ju偶 tylko o tym, by wraz z wiatrem, pop臋dzi膰 przez jakie艣 pole.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Dzie艅 by艂 pi臋kny i s艂oneczny, ale nie gor膮cy, poniewa偶 wia艂 lekki wiatr. Opr贸cz b艂臋kitnego nieba, Dannae niczego do szcz臋艣cia nie potrzebowa艂a. Kiedy tylko wyjechali za bram臋 miasta, kr贸lewna pu艣ci艂a si臋 pe艂nym galopem. Wyra藕nie skonsternowany Patrick przez chwil臋 sta艂 zaskoczony, nie reaguj膮c, a potem pogalopowa艂 za ni膮. Kiedy dotar艂a na skraj sosnowego lasu, kr贸lewna poczu艂a drobne wyrzuty sumienia.

– Spokojnie Carmina, zwolnij 鈥 odezwa艂a si臋 do jab艂kowitej klaczy, 艂agodnie 艣ci膮gaj膮c wodze.

Odwr贸ci艂a si臋 w siodle, czekaj膮c na goni膮cego j膮 ch艂opaka.

– Nie dziwi臋 si臋, 偶e nie chcia艂 ci臋 wypu艣ci膰 鈥 mrukn膮艂 bezceremonialnie lekko zdyszany Patrick, kiedy wreszcie do niej dotar艂.

Dannae roze艣mia艂a si臋 d藕wi臋cznie.

– Przepraszam 鈥 oznajmi艂a bez cienia skruchy.

Dalej pojechali ju偶 spokojnie, zag艂臋biaj膮c si臋 w cudownie pachn膮cy, iglasty las.

– Czy b臋dzie mi dane pozna膰 twoje imi臋, skoro ty moje ju偶 znasz? 鈥 spyta艂 po d艂u偶szej chwili milczenia, odrobin臋 naburmuszony ch艂opak.

– Jestem Dannae 鈥 odpowiedzia艂a po prostu kr贸lewna.

– Nigdy wcze艣niej ci臋 tu nie widzia艂em 鈥 przyzna艂 Patrick.

Dziewczyna skin臋艂a g艂ow膮.

– To dlatego, 偶e kilka tygodni temu przyjecha艂am do Mayonaki z Kr贸lestwa Hanaji 鈥 odpar艂a weso艂o.

– Ja wczoraj wr贸ci艂em z akademii w Moringdale 鈥 oznajmi艂 leniwym g艂osem ch艂opak. 鈥 I pierwsze co musia艂em zrobi膰, to natkn膮膰 si臋 na tak膮 nieokrzesan膮 diablic臋 鈥 westchn膮艂 teatralnie Patrick.

Kr贸lewna obdarzy艂a go radosnym u艣miechem. Nabra艂a ju偶 pewno艣ci, 偶e go polubi. Rozmowa tak ich poch艂on臋艂a, 偶e nawet nie zauwa偶yli, kiedy zacz臋艂o si臋 艣ciemnia膰. Przy stajni Dannae po偶egna艂a si臋 z ch艂opakiem, umawiaj膮c si臋 z nim, na nast臋pn膮 przeja偶d偶k臋, a potem pop臋dzi艂a kamiennymi schodami w g艂膮b zamku. By艂a ju偶 sp贸藕niona. Mimo, 偶e sama sobie wyznacza艂a pory, to bardzo chcia艂a si臋 ich trzyma膰. Przez ca艂膮 drog臋 my艣la艂a o ironicznie u艣miechni臋tym, ci膮gle 偶artuj膮cym Patricku. 呕ycie czasami potrafi艂o cudownie zaskakiwa膰!

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Richard rozpar艂 si臋 wygodnie w sk贸rzanym fotelu. Pr贸bowa艂 si臋 skupi膰 na trzymanej w r臋kach ksi膮偶ce. Nie potrafi艂. Siedz膮ca u jego st贸p Dannae, wygl膮da艂a wr臋cz zjawiskowo. Aksamitna, ciemnozielona suknia, z szerokimi r臋kawami, rozp艂ywa艂a si臋 po dywanie. W z艂otych w艂osach odbija艂y si臋 promienie zachodz膮cego s艂o艅ca. Sp臋dza艂a w jego towarzystwie ca艂e godziny. Przychodzi艂a tak cz臋sto, jak tylko si臋 da艂o, siadaj膮c cichutko u jego st贸p, a to haftuj膮c, jak przysta艂o na dam臋 z dobrego towarzystwa, a to czytaj膮c jak膮艣 powie艣膰 lub wiersze. Richard nie mia艂 poj臋cia dlaczego kr贸lewna to robi. Nie wiedzia艂 te偶 czy bardziej go irytuj膮 czy ciesz膮 jej wieczorne wizyty. W ko艅cu podnios艂a na niego wzrok, ale milcza艂a. Bardzo szybko nauczy艂a si臋 jak go swoj膮 obecno艣ci膮 nie z艂o艣ci膰.

– S艂ucham? 鈥 odezwa艂 si臋 pierwszy, wiedz膮c, 偶e ona tego nie zrobi, dop贸ki wyra藕nie si臋 nie upewni, 偶e nie jest ju偶 zaj臋ty.

– R贸偶any dom, przy wschodniej 艣cianie zamku stoi pusty, pomy艣la艂am wi臋c, 偶e mo偶e po ma艂ym remoncie… 鈥 zacz臋艂a, ale on nie pozwoli艂 jej doko艅czy膰.

Dannae mia艂a setki niewielkich, nieszkodliwych pr贸艣b, a ka偶da jego zgoda, sprawia艂a jej niewys艂owion膮 rado艣膰. Dodatkowo dostarcza艂a mu codziennej rozrywki, kiedy to jego oburzeni doradcy, przychodzili donie艣膰 mu co, tego dnia, zrobi艂a jego m艂odziutka 偶ona.

– R贸b sobie co chcesz 鈥 powiedzia艂 brutalnie jej przerywaj膮c.

Po偶a艂owa艂 tych s艂贸w, zanim jeszcze do ko艅ca opu艣ci艂y jego usta. W niebieskich oczach dziewczyny zata艅czy艂y iskierki rado艣ci. Zerwa艂a sie z dywanu, rzucaj膮c mu na szyj臋. Poca艂owa艂a go w szorstki policzek. 艢lad po jej r贸偶owych ustach pali艂 go 偶ywym ogniem.

– Naprawd臋? 鈥 upewni艂a si臋 s艂odkim g艂osem.

– Naprawd臋 鈥 westchn膮艂 zrezygnowany.

– Richardzie? 鈥 zapyta艂a cicho.

– Mhm? 鈥 mrukn膮艂 sadzaj膮c j膮 sobie na kolanach i przytulaj膮c do siebie stanowczo.

– Ile masz lat?

Roze艣mia艂 si臋. Ta dziewczyna uwielbia艂a go wyprowadza膰 z r贸wnowagi. To by艂o dla niego nowe uczucie. Nikt inny by zwyczajnie nie 艣mia艂, a nawet gdyby, nie po偶y艂by d艂ugo z t膮 艣wiadomo艣ci膮. Granice jego wytrzyma艂o艣ci w stosunku do Dannae by艂y znacznie szersze ni偶 dla zwyk艂ych ludzi.

– Troch臋 ponad dwie艣cie 鈥 odpowiedzia艂 zgodnie z prawd膮, zdaj膮c sobie z zaskoczeniem spraw臋, 偶e od ponad stu dwudziestu lat zwi膮zany jest z Mayonak膮.

Dziewczyna zamruga艂a, wcale si臋 jednak od niego nie odsuwaj膮c. Nie tego si臋 spodziewa艂.

– Jak to? 鈥 spyta艂a.

Wzruszy艂 ramionami.

– W moich 偶y艂ach p艂ynie krew d艂ugowiecznych ras.

– My艣la艂am, 偶e jeste艣 m艂odszy 鈥 przyzna艂a zakr臋caj膮c na palcu jasny kosmyk w艂os贸w. Przez chwil臋 my艣la艂a nad czym艣 skonsternowana, a Richard wpatrywa艂 si臋 w ni膮 zaskoczony, jak szybko oswoi艂a si臋 z t膮 informacj膮. 鈥 To jednak znaczy 鈥 odezwa艂a si臋 obdarzaj膮c go promiennym u艣miechem 鈥 偶e naprawd臋 chcia艂e艣, 偶ebym zosta艂a twoj膮 偶on膮. Nikt ci臋 do tego nie zmusi艂.

Do tej pory to by艂 dra偶liwy temat. Zdziwi艂 si臋, zdaj膮c sobie spraw臋, 偶e teraz ju偶 nie jest.

– Mo偶na to tak uj膮膰 鈥 stwierdzi艂.

– Cudownie! 鈥 oznajmi艂a rozpromieniaj膮c si臋 jeszcze bardziej. 鈥 Ca艂y czas my艣la艂am, 偶e kto艣 kaza艂 ci si臋 ze mn膮 o偶eni膰. 鈥 Po chwili znowu odrobin臋 posmutnia艂a. 鈥 Ale to znaczy tak偶e, 偶e by艂y inne kobiety przede mn膮.

Richard z trudem powstrzyma艂 si臋, 偶eby nie parskn膮膰 艣miechem. Czy偶by w jej 艣piewnym g艂osie naprawd臋 wyczu艂 zazdro艣膰? To nie pasowa艂o do jego kr贸lewny. Rozpar艂 si臋 wygodnie w fotelu, a ona po艂o偶y艂a mu g艂ow臋 na ramieniu. By艂 ciekaw, co mu odpowie, je艣li wyzna jej prawd臋.

– To nie by艂o w moim wypadku mo偶liwe 鈥 powiedzia艂 powa偶niej膮c. 鈥 Moja krew jest w takim samym stopniu darem co i przekle艅stwem. Nie dzia艂aj膮 na mnie ludzkie kobiety, jak pi臋kne by nie by艂y. Ty jeste艣 jedyna. M贸j doradca, Nataniel, uwa偶a, 偶e to dlatego, 偶e wywodzisz si臋 w prostej linii od Dalnejskiej ksi臋偶niczki driad.

– S艂ysza艂am t膮 legend臋 鈥 przyzna艂a cichutko Dannae. 鈥 Jak to dobrze, 偶e tak jest! 鈥 oznajmi艂a entuzjastycznie. 鈥 Bo gdybym nie mia艂a w sobie jej krwi, nie mog艂abym zosta膰 twoj膮 偶on膮.

Tym razem nie wytrzyma艂. Roze艣mia艂 si臋. Nie przypomina艂 sobie, kiedy ostatnio tyle si臋 艣mia艂 i czy w og贸le mu si臋 to zdarzy艂o. Dopiero teraz, przy swojej m艂odziutkiej kr贸lewnie, naprawd臋 czu艂, 偶e 偶yje.

R贸偶any Dom

Pog艂oski o tym, co robi kr贸lewna Dannae, z ka偶dym dniem stawa艂y si臋 coraz ciekawsze. Wszyscy mieszka艅cy zamku j膮 kochali, natomiast rada i b臋d膮cy u w艂adzy ludzie wr臋cz nienawidzili s艂odkiej dziewczyny. Anga偶owa艂a si臋 w ka偶d膮 mo偶liw膮 dzia艂alno艣膰 spo艂eczn膮, bawi艂a si臋 z dzie膰mi, wstawia艂a za s艂u偶b膮, pomaga艂a ludziom z miasta. W stolicy Mayonaki, Tenebres, takie zachowanie by艂o nie do pomy艣lenia. Na pocz膮tku Richarda bawi艂y skargi i protesty jego doradc贸w, wkr贸tce jednak zacz臋艂y go tak偶e irytowa膰. Zastanawia艂o go, czemu tyle szumu robi膮, wobec tej niepozornej dziewczyny. W ko艅cu ile ona mo偶e zrobi膰? Tego ranka wyszed艂 na pa艂acowy dziedziniec, 偶eby sam, na w艂asne oczy, przekona膰 si臋 o co im w艂a艣ciwie chodzi.

W ogrodzie, przy wschodniej 艣cianie zamkowego muru, dzia艂o si臋 jakie艣 zamieszanie. Baron de Blois, niski cz艂owiek o czerwonym obliczu, wrzeszcza艂 na kogo艣, jednocze艣nie pr贸buj膮c rozkazywa膰 skonsternowanym stra偶nikom. Odziani w kolczugi m臋偶czy藕ni, wyra藕nie wahali si臋 co powinni zrobi膰. Richard podszed艂 bli偶ej, maj膮c nadziej臋, 偶e zrozumie cokolwiek z tego dziwnego zamieszania. R臋ce same zacisn臋艂y mu si臋 w pi臋艣ci, kiedy zobaczy艂 na kogo krzyczy rozw艣cieczony baron. Kr贸lewna odwr贸ci艂a ku niemu wzrok. W jej chabrowych oczach l艣ni艂y 艂zy. Zgrabnie wymin臋艂a stra偶nik贸w i biegiem, kt贸ry zupe艂nie nie przystoi damie, rzuci艂a si臋 w jego obj臋cia.

– Och Richardzie! Jak dobrze, 偶e jeste艣 鈥 wyszepta艂a, wtulona w jego tors, mocz膮c mu 艂zami ozdobn膮 tunik臋.

– O co chodzi? 鈥 zapyta艂 odsuwaj膮c j膮 od siebie stanowczo.

Wszystko sie w nim a偶 gotowa艂o na widok jej zap艂akanej twarzy i walczy艂 sam ze sob膮, 偶eby na miejscu nie udusi膰 cz艂owieka odpowiedzialnego za ten stan.

– W R贸偶anym Domu zebrali si臋 jacy艣 w艂贸cz臋dzy. Przecie偶 to nie do pomy艣lenia! 鈥 niemal wyplu艂 z siebie baron. 鈥 Ksi臋偶na zatrzyma艂a mnie, kiedy wezwa艂em stra偶, 偶eby ich wyprowadzi膰.

Richard spojrza艂 pytaj膮co na swoj膮 kr贸lewn臋.

– W sieroci艅cu sp艂on膮艂 dach, wi臋c przeprowadzili艣my dzieci do R贸偶anego Domu 鈥 powiedzia艂a rozgor膮czkowanym g艂osem Dannae. –聽 Jest wystarczaj膮co du偶y, 偶eby wszystkie pomie艣ci膰, a do tego po remoncie nadaje si臋…

– Co ty sobie my艣lisz g艂upia smarkulo?! 鈥 hukn膮艂 na ni膮 baron, wyra藕nie nie potrafi膮c trzyma膰 nerw贸w na wodzy.

Richard przesun膮艂 si臋, opieku艅czym gestem zas艂aniaj膮c sob膮 kr贸lewn臋.

– Jeszcze raz zwr贸cisz si臋 tak do mojej 偶ony, a ka偶臋 ci obci膮膰 j臋zyk – warkn膮艂.

Baron poczerwienia艂 jeszcze bardziej, tym razem jednak w jego oczach zago艣ci艂 r贸wnie偶 strach.

– Chodzi艂o mi tylko o to, panie 鈥 zacz膮艂 przymilnym g艂osem 鈥 偶e ksi臋偶na zrobi艂a to wszystko za naszymi plecami, bez 偶adnej zgody i pozwolenia.

Ch艂opak spiorunowa艂 go wzrokiem. R臋ka Dannae, jakby nie艣wiadomie, sama wsun臋艂a si臋 w jego d艂o艅.

– Mia艂a moje pozwolenie 鈥 powiedzia艂 ch艂odnym g艂osem.

W艂a艣nie teraz okaza艂o si臋, 偶e jego obawy, w stosunku do zdania 鈥瀝贸b co chcesz鈥 by艂y jak najbardziej uzasadnione. Wcale nie chcia艂 mie膰 za murami zamku bandy lataj膮cych dzieciak贸w, ale jeszcze bardziej nie chcia艂 widzie膰 艂ez na twarzy swojej kr贸lewny.

– Ale… 鈥 zacz膮艂 niezbyt pewnie protestowa膰 baron.

– Do艣膰! 鈥 warkn膮艂 na niego Richard. 鈥 B膮d藕cie tak mili i odprowad藕cie barona de Blois do jego posiad艂o艣ci 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do, przygl膮daj膮cych si臋 ca艂ej scenie, stra偶nik贸w.

M臋偶czy藕ni sk艂onili si臋 nisko i odeszli, zabieraj膮c ze sob膮, teraz ju偶 trupio bia艂ego barona. Kiedy tylko znikn臋li, Richard zwr贸ci艂 spojrzenie ch艂odnych, szarych oczu na Dannae. Jej tak偶e chcia艂 par臋 rzeczy wygarn膮膰. Dziewczyna nie da艂a mu jednak doj艣膰 do s艂owa. U艣miechn臋艂a si臋 do niego poprzez 艂zy.

– Dzi臋kuj臋 鈥 powiedzia艂a cicho. 鈥 Chod藕, musisz wszystko zobaczy膰 鈥 oznajmi艂a entuzjastycznie, prowadz膮c go za r臋k臋 w kierunku R贸偶anego Domu.

Wok贸艂 okaza艂ej, przylegaj膮cej do zamkowych mur贸w budowli, krz膮ta艂a si臋 masa ludzi. Dzieci w czystych, starannie wyprasowanych ubraniach, naprawd臋 trudno by艂o okre艣li膰 w艂贸cz臋gami. Co prawda panowa艂 tam rozgardiasz i harmider, ale kojarzy艂 si臋 bardziej z ciep艂ym i rozbawionym ni偶 z przest臋pczym i buntowniczym. Richard, zaskoczony, zobaczy艂 tak偶e bawi膮ce si臋 z dzie膰mi damy dworu i ucz膮ce niewielkie grupki, najlepsze guwernantki.

– Czy pa艅stwo za to wszystko p艂aci? 鈥 zapyta艂 z trudem prze艂ykaj膮c 艣lin臋.

– Och nie! 鈥 niemal wykrzykn臋艂a Dannae. 鈥 Te wszystkie rzeczy s膮 z dar贸w, a nauczycielki pracuj膮 tu w wolnym od obowi膮zk贸w czasie, zupe艂nie za darmo. To dlatego, 偶eby dzieci mia艂y w 偶yciu lepszy pocz膮tek 鈥 wyja艣ni艂a ochoczo.

Richardowi zakr臋ci艂o si臋 w g艂owie. Jak ona ich wszystkich do tego nam贸wi艂a?

– P贸jd臋 ju偶 鈥 oznajmi艂 spokojnym g艂osem, do kt贸rego zmusi艂 si臋 sporym wysi艂kiem woli.

Dannae spojrza艂a na niego smutnym wzrokiem, ale skin臋艂a g艂ow膮. Wspi臋艂a si臋 na palce, poca艂owa艂a go w szorstki policzek i tanecznym krokiem wr贸ci艂a do swoich osieroconych dzieci.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Patrick sta艂 oparty o otaczaj膮cy dom niski murek. Przygl膮da艂 si臋 biegaj膮cej z dzie膰mi kr贸lewnie. Czu艂 si臋 jak idiota. Przebywali ze sob膮 ka偶dego dnia od ponad dw贸ch tygodni, a on nie zorientowa艂 si臋, 偶e Dannae jest 偶on膮 Richarda Wairudo i przez to r贸wnie偶 ksi臋偶n膮 Mayonaki. By艂 w艣ciek艂y zar贸wno na siebie, jak i na otaczaj膮cy go 艣wiat. Dziewczyna go zaintrygowa艂a. By艂a jak promie艅 s艂o艅ca, a jednocze艣nie potrafi艂a by膰 absolutnie, rozkosznie niezno艣na. Nie zas艂ugiwa艂a sobie na los, kt贸ry j膮 spotka艂. Ksi膮偶臋, jej m膮偶, by艂 od zawsze zimnokrwistym potworem. Nie mia艂 w sobie ani krztyny cz艂owiecze艅stwa.

– Patrick! 鈥 zawo艂a艂a weso艂o kr贸lewna, machaj膮c mu r臋k膮. 鈥 Pomo偶esz nam?

Ch艂opak z cichym westchnieniem odsun膮艂 si臋 od murku i przywlekaj膮c na twarz mask臋 u艣miechu ruszy艂 w stron臋 dziewczyny i bawi膮cych si臋 dzieci. Po chwili jednak zupe艂nie zapomnia艂 o swoich ponurych my艣lach, kiedy dziewczyna wci膮gn臋艂a go w wir swojego beztroskiego 艣wiata.

Mayonaka, P贸艂nocne Lasy

Richard by艂 w艣ciek艂y. W 艣rodku a偶 go roznosi艂o. Darmenia i Evania, dwie z krain Mayonaki znalaz艂y si臋 o w艂os od wojny domowej. Musia艂 wyjecha膰, bo je偶eli nie pojawi si臋 tam osobi艣cie, w 偶aden spos贸b nie da sie zapobiec konfliktowi. Nie stanowi艂oby to problemu, gdyby nie… no w艂a艣nie… sam nie zdawa艂 sobie do tej pory sprawy, jak bardzo bolesna jest dla niego wizja roz艂膮ki z Dannae. Bola艂a go te偶 obietnica tak lekkomy艣lnie z艂o偶ona dziewczynie pierwszej nocy. Powiedzia艂 jej wtedy, 偶e kiedy urodzi mu syna, b臋dzie mog艂a zrobi膰 co zechce i podczas gdy wszyscy mieszka艅cy Krain Mayonaki b艂agali bog贸w o nast臋pc臋 tronu, on sam prosi艂, by nigdy to nie nast膮pi艂o.

Kamiennymi schodami zszed艂 na dziedziniec zamku. Tam czeka艂a na niego gwardia i osiod艂any wierzchowiec. Starannie sprawdzi艂 przypi臋ty do pasa miecz. Odwr贸ci艂 si臋 zaskoczony na odg艂os lekkich krok贸w. Dannae bieg艂a w jego stron臋. Tu偶 przy samym ko艅cu schod贸w, potkn臋艂a si臋 o r膮bek d艂ugiej, b艂臋kitnej sukni. Richard natychmiast przyskoczy艂, by j膮 przytrzyma膰. U艣miechn臋艂a si臋 do niego smutno.

– Co tu robisz? 鈥 zapyta艂 zdecydowanie ostrzej ni偶 zamierza艂.

Spu艣ci艂a wzrok.

– Chcia艂am si臋 z tob膮 po偶egna膰 鈥 odpowiedzia艂a cichutko.

Jednym, szybkim ruchem przyci膮gn膮艂 ja do siebie, przytuli艂. Wczepi艂a si臋 palcami w jego tunik臋, jak ma艂a dziewczynka. Potem stanowczo j膮 od siebie odsun膮艂. Spojrza艂 jej w oczy, wierzchem d艂oni dotkn膮艂 jej policzka. To by艂o wszystko, co teraz m贸g艂 jej da膰. Niech臋tnie odwr贸ci艂 si臋 i dosiad艂 karego konia. Wraz z 偶o艂nierzami, nie ogl膮daj膮c si臋 za siebie, wyjecha艂 przez bram臋 zamku.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Starsza s艂u偶膮ca kl臋cza艂a u jej st贸p, p艂aka艂a. Palce wplot艂a w r膮bek jej d艂ugiej sp贸dnicy. Dannae nie wiedzia艂a jak si臋 zachowa膰. W ko艅cu przykucn臋艂a przy kobiecie, k艂ad膮c d艂onie na jej ramionach.

– B艂agam pani, m贸j syn jest niewinny! 鈥 zawodzi艂a szlochaj膮c. 鈥 On niczego nie ukrad艂… Je偶eli odetn膮 mu d艂o艅, nie b臋dzie mia艂 jak wy偶ywi膰 rodziny.

Gdyby tylko Richard tu by艂, pomy艣la艂a kr贸lewna. Nie by艂o go jednak i musia艂a radzi膰 sobie sama.

– Porozmawiam z nimi 鈥 obieca艂a kobiecie, uwalniaj膮c si臋 od jej r膮k.

Tyle, 偶e w艂a艣ciwie nie wiedzia艂a z kim powinna rozmawia膰. W Hanaji uda艂aby sie ze spraw膮 do ojca, tutaj m贸g艂 pom贸c jej tylko Richard. Poniewa偶 偶ywo sta艂y jej przed oczami nieprzyjemne przej艣cia z cz艂onkami rady, postanowi艂a, 偶e od razu uda si臋 do kapitana gwardzist贸w. Wsp贸艂czuj膮co patrz膮c na zap艂akan膮, starsz膮 kobiet臋, ruszy艂a przed siebie, zmierzaj膮c prosto, do wybranego celu.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Nataniel patrzy艂 niedowierzaj膮co, po kolei, na ka偶dego z radnych. Czy oni powariowali? By艂 przekonany, 偶e kiedy tylko Richard wr贸ci, to wszystkich ich na miejscu pozabija. Kr贸lewna Dannae sta艂a na 艣rodku sali posiedze艅, s艂uchaj膮c jak oskar偶aj膮 j膮 o sprzeciwienie si臋 radzie i niemal偶e zdrad臋 stanu, a przecie偶 ona tylko rozkaza艂a 偶o艂nierzom uwolni膰 jednego, prawdopodobnie i tak niewinnego, cz艂owieka.

– Kar膮, kt贸r膮 wyznaczyli艣my dla ksi臋偶nej Dannae Oriany Wairudo, jest ch艂osta 鈥 czyta艂 beznami臋tnym g艂osem sekretarz. Nataniel zach艂ysn膮艂 si臋 w艂asn膮 艣lin膮. Teraz by艂 pewien, 偶e ka偶dy kto mia艂 pecha znale藕膰 si臋 w tym pokoju, by艂 ju偶 martwy. 鈥 Oczywi艣cie, poniewa偶 nale偶y do szlacheckiego rodu 鈥 zbagatelizowa艂 jej tytu艂y 鈥 ch艂osta nie mo偶e zosta膰 wykonana publicznie, z tej przyczyny tylko my b臋dziemy jej 艣wiadkami.

Chabrowe oczy kr贸lewny rozszerzy艂y si臋 nieznacznie. Wygl膮da艂a nie tyle na przestraszon膮, co raczej na zagubion膮. Nataniel wiedzia艂, 偶e jego protesty nic nie dadz膮, mimo to, musia艂 spr贸bowa膰.

– To nie jest odpowiednia kara dla 偶ony ksi臋cia 鈥 odezwa艂 si臋 pewnym g艂osem.

Radni podnie艣li tak膮 wrzaw臋, 偶e Nataniel przesta艂 s艂ysze膰 w艂asne my艣li. No c贸偶, czas nowych radnych, wyra藕nie ju偶 nadszed艂.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Kr贸lewna sta艂a w oknie i ze 艂zami w oczach patrzy艂a jak schwytanemu ponownie m臋偶czy藕nie, publicznie, na palcu odcinaj膮 d艂o艅. Nie rozumia艂a dlaczego tak sie sta艂o. Czemu ci ludzie byli tacy okrutni? W艂a艣ciwie niewiele z ich przem贸wie艅 i zachowa艅 Dannae rozumia艂a. Ci膮gle wpatrywa艂a si臋 w okno, kiedy przyszli po ni膮 stra偶nicy. Ich twarze by艂y blade, przepraszaj膮ce. Dziewczyna nie zamierza艂a im stwarza膰 problem贸w. Dzielnie zdusi艂a w sobie strach. Przywita艂a ich swoim zwyczajowym, pogodnym u艣miechem, a potem ruszy艂a wraz z nimi d艂ugim korytarzem, by ponownie stan膮膰 twarz膮 w twarz z cz艂onkami rady.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Kiedy dotar艂a do niego wiadomo艣膰 Nataniela, przebywa艂 akurat w P贸艂nocnych Lasach. W艣ciek艂o艣膰 ogarn臋艂a go zimn膮 furi膮. Dosiad艂 ledwo co osiod艂anego, karego konia. Je偶eli si臋 pospieszy, w Tenebres b臋dzie ju偶 za kilka godzin. W tym wypadku piekielnie d艂ugich godzin!

– Panie, co zrobimy z je艅cami? 鈥 zapyta艂 kapitan gwardii, pr贸buj膮c za艂atwi膰 ze swoim w艂adc膮 przynajmniej najwa偶niejsze sprawy, wiedz膮c, 偶e w tym momencie niewiele wi臋cej od niego uzyska.

– Buntownikami, chcia艂e艣 powiedzie膰 鈥 poprawi艂 go ch艂odno Richard. Obrzuci艂 prowadzonych przez jego 偶o艂nierzy, skutych 艂a艅cuchami ludzi zimnym wzrokiem. 鈥 Przyprowad藕cie ich do Tenebres, tam odb臋dzie sie publiczna egzekucja.

Potem, nie marnuj膮c ju偶 d艂u偶ej cennego czasu, pop臋dzi艂 karego ogiera do galopu.

Zamek w Tenebres, Siedziba 艢mierci

Miejsce do kt贸rego gwardzi艣ci zaprowadzili kr贸lewn臋, wygl膮da艂o na sal臋 tortur. Dannae z trudem opanowa艂a dr偶enie w艂asnego cia艂a. W my艣lach wielokrotnie powtarza艂a sobie, 偶e musi by膰 dzielna. Nie wiedzia艂a tylko, jak d艂ugo b臋dzie potrafi艂a. Sta艂a na 艣rodku pomieszczenia, w bia艂ej, bieli藕nianej sukience, bo przecie偶 nie wypada艂o im jej rozebra膰. Pomy艣la艂a, 偶e przynajmniej tego jej oszcz臋dzono. By艂a zdezorientowana, nie wiedzia艂a co dooko艂a niej si臋 dzieje, a jednocze艣nie czu艂a paniczny wr臋cz strach. Podszed艂 do niej jaki艣 m臋偶czyzna, w czarnej masce zas艂aniaj膮cej twarz. Jej r臋ce znalaz艂y si臋 w metalowych kajdanach. Serce Dannae bi艂o jak oszala艂e, za wszelk膮 cen臋 stara艂a si臋 jednak nie odezwa膰. Zamkn臋艂a oczy, 偶eby nie widzie膰 obserwuj膮cych j膮, stoj膮cych pod 艣cianami m臋偶czyzn. Kat zaprowadzi艂 kr贸lewn臋, do zwisaj膮cego z sufitu haka. Prze艂o偶y艂 przez niego 艂a艅cuch od kajdan. Dannae poczu艂a jak jej cia艂o si臋 wypr臋偶a, by palcami, z trudem mog艂a dotkn膮膰 kamiennej pod艂ogi. Potem us艂ysza艂a 艣wist bata. Na plecach poczu艂a mocne uderzenie, spod zaci艣ni臋tych powiek pop艂yn臋艂y 艂zy. Drugie, trzecie, b贸l promieniowa艂 przez ca艂e, wra偶liwe plecy dziewczyny. Czwarte uderzenie nie nadesz艂o. Us艂ysza艂a huk otwieraj膮cych si臋 na ca艂膮 szeroko艣膰 drzwi. Otworzy艂a oczy, tylko po to, by zobaczy膰 poblad艂膮 z w艣ciek艂o艣ci twarz Richarda. Ch艂opak uwolni艂 j膮 z kajdan, delikatnie wzi膮艂 dziewczyn臋 na r臋ce, staraj膮c si臋 nie podra偶ni膰 i tak ju偶 bol膮cych plec贸w. Dannae zobaczy艂a, 偶e nie przyszed艂 sam. Ca艂y korytarz przy wej艣ciu do komnaty, obstawiony by艂 przez gwardzist贸w. Richard wyni贸s艂 j膮 na zewn膮trz.

– Je偶eli kto艣 spr贸buje st膮d wyj艣膰 podczas mojej nieobecno艣ci 鈥 wyda艂 rozkaz ch艂odnym tonem 鈥 nie wahajcie si臋 go zabi膰.

Potem przeszed艂 pomi臋dzy rozst臋puj膮cymi si臋 na boki 偶o艂nierzami, ani na chwil臋 nie wypuszczaj膮c jej z obj臋膰. Po kilku minutach znale藕li si臋 na zewn膮trz, w poro艣ni臋tym zielon膮 traw膮 i pi臋knymi kwiatami ogrodzie. Richard bez pukania wszed艂 do chaty uzdrowicielki. Pulchna kobieta, kt贸ra miesza艂a nad paleniskiem jakie艣 zio艂a, zaskoczona podnios艂a na nich g艂ow臋.

– Panie? 鈥 sk艂oni艂a si臋 niezdarnie, oceniaj膮c wzrokiem zaistnia艂膮 sytuacj臋.

– Zajmij si臋 ksi臋偶n膮, kobieto 鈥 rozkaza艂, z coraz wi臋kszym trudem panuj膮c nad w艂asn膮 z艂o艣ci膮. 鈥 Nied艂ugo tu wr贸c臋 鈥 oznajmi艂, uk艂adaj膮c delikatnie Dannae na bia艂ej po艣cieli, 艣wie偶o zas艂anego 艂贸偶ka.

– Maris? 鈥 odezwa艂a si臋 cicho, ci膮gle oszo艂omiona kr贸lewna.

– Cii, jestem dziecko 鈥 przyskoczy艂a do niej kobieta, rozpinaj膮c jej bia艂膮, spodni膮 sukni臋, teraz poprzedzieran膮 na poznaczonych czerwonymi smugami plecach. 鈥 Ju偶 wszystko dobrze. Dlaczego ci to zrobi艂? 鈥 zapyta艂a zajmuj膮c si臋 opatrywaniem plec贸w dziewczyny.

L艣ni膮ce od 艂ez oczy Dannae rozszerzy艂y si臋 ze zdumienia.

– Ty my艣lisz, 偶e to Richard? 鈥 zapyta艂a oszo艂omiona. 鈥 On nigdy! 鈥 zacz臋艂a nie potrafi膮c sko艅czy膰 zdania, kt贸re nie mie艣ci艂o jej si臋 w g艂owie.

Maris spojrza艂a na ni膮 ciep艂ym wzrokiem.

– Po prostu opowiedz mi co si臋 sta艂o 鈥 poprosi艂a 艂agodnym g艂osem, zaparzaj膮c w glinianym kubku mieszank臋 zi贸艂 dla kr贸lewny.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Drzwi do pomieszczenia otworzy艂y si臋 z wielkim hukiem. Niekt贸rzy m臋偶czy藕ni zorientowali si臋 w sytuacji i z poblad艂ymi twarzami stali pod 艣cian膮, inni, ci zbyt zadufani w sobie, z czerwonymi z gniewu policzkami, wrzeszczeli na pilnuj膮cych ich gwardzist贸w. Teraz, ze swoimi 偶alami, zwr贸cili si臋 do rozw艣cieczonego Richarda. Ch艂opak skin膮艂 na jednego z 偶o艂nierzy. Po pod艂odze potoczy艂a si臋 g艂owa, najbli偶ej stoj膮cego barona. Reszta zamar艂a, wpatruj膮c si臋 w niego z niedowierzaniem. Wreszcie, po latach spokoju, przypomnieli sobie kim jest. Rozejrza艂 si臋 po przera偶onych twarzach, wpatruj膮cych si臋 w niego m臋偶czyzn.

– Oficjalnie og艂aszam, 偶e ksi臋偶na Dannae, stanowi w Tenebres, najwy偶sz膮, zaraz po mojej w艂adz臋 鈥 odezwa艂 si臋 ch艂odnym, beznami臋tnym g艂osem. 鈥 Sprzeciwianie si臋 jej rozkazom jest r贸wnoznaczne ze zdrad膮 stanu 鈥 oznajmi艂 ju偶 zupe艂nie spokojnie, mimo, 偶e w 艣rodku a偶 go roznosi艂o. 鈥 W ramach zado艣膰uczynienia, wyp艂acicie temu cz艂owiekowi, kt贸rego uwolni艂a ksi臋偶na odszkodowanie r贸wne waszym miesi臋cznym pensjom, ka偶dy, a w ramach kary, zostanie wam wymierzone dwa razy tyle bat贸w, ile wyznaczyli艣cie mojej 偶onie. Publicznie, na placu. Dopilnujcie tego 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do czekaj膮cych na jego rozkazy gwardzist贸w.

M臋偶czy藕ni wygl膮dali, jakby mieli za chwil臋 pomdle膰. Na 偶adnej z twarzy nie by艂o ju偶 wida膰 z艂o艣ci, teraz w oczach szlachcic贸w by艂 tylko strach. Na ko艅cu z pomieszczenia wychodzi艂 dumnie wyprostowany starzec.

– Ty nie 鈥 warkn膮艂 na niego Richard. 鈥 Z tob膮 planuj臋 jeszcze porozmawia膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Kwadrans p贸藕niej znale藕li si臋 w prywatnym gabinecie ksi臋cia. Nataniel przycupn膮艂 na jednym z obitych sk贸r膮, drewnianych krzese艂. Richard chodzi艂 po komnacie, w dalszym ci膮gu staraj膮c si臋 panowa膰 nad swoj膮 z艂o艣ci膮.

– Ile razy wyznaczyli kr贸lewnie? 鈥 spyta艂 cichym, gro藕nym g艂osem.

– Dwadzie艣cia pi臋膰, panie 鈥 odezwa艂 si臋 przepraszaj膮co staruszek, wiedzia艂 jakiej reakcji mo偶e si臋 spodziewa膰.

Richard z ca艂ej si艂y uderzy艂 pi臋艣ci膮 w d臋bowe biurko. Drewno p臋k艂o, roztrzaskuj膮c si臋 na kawa艂ki. Potem ch艂opak u艣miechn膮艂 si臋 ponuro.

– W takim razie kilku z nich prawdopodobnie nie prze偶yje podw贸jnej kary 鈥 stwierdzi艂 oboj臋tnie. 鈥 Natanielu 鈥 zwr贸ci艂 si臋 bezpo艣rednio do starca, wbijaj膮c w niego spojrzenie lodowato zimnych oczu 鈥 nie jeste艣 ju偶 d艂u偶ej cz艂onkiem rady. Spakuj si臋 i wracaj do domu. Natychmiast 鈥 doda艂 widz膮c zaskoczon膮 min臋 starca.

M臋偶czyzna wsta艂, sk艂oni艂 si臋 i wyszed艂 z gabinetu, zostawiaj膮c Richarda samego. Kiedy znalaz艂 si臋 na korytarzu, jego pomarszczone r臋ce dr偶a艂y. Dzi臋ki temu, co powiedzia艂 ksi膮偶臋, w艂a艣nie omin臋艂a go kara, kt贸ra w jego podesz艂ym wieku, prawdopodobnie sko艅czy艂aby si臋 艣mierci膮. Do tego, zwolnienie z rady, by艂o pro艣b膮, z kt贸r膮 zwraca艂 si臋 od wielu ju偶 lat. Nataniel zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e Richard, na sw贸j w艂asny spos贸b, powiedzia艂 mu w艂a艣nie 鈥瀌zi臋kuj臋鈥. Teraz spokojnie m贸g艂 wyjecha膰, by zamieszka膰 w posiad艂o艣ci swojego syna i jego dzieci.

Stolica Mayonaki, Tenebres, Rajskie Ogrody

Kiedy Richard wr贸ci艂 po Dannae, zaprowadzi艂 j膮 prosto do swoich komnat. Zdziwi艂 si臋, jak bardzo zachwycona by艂a dziewczyna, gdy oznajmi艂 jej, 偶e od tej pory b臋dzie mieszka艂a tylko tutaj, a ze swoich prywatnych pokoi mo偶e korzysta膰 w dzie艅, podczas gdy on b臋dzie zaj臋ty, dotycz膮cymi Mayonaki, obowi膮zkami. Siedzia艂 teraz w fotelu, trzymaj膮c j膮 na swoich kolanach, z my艣l膮, 偶e nie chce jej wypuszcza膰 z obj臋膰. Dziewczyna tuli艂a si臋 do niego ufnie, chowaj膮c twarz w jego koszuli.

– Jak dobrze, 偶e jeste艣 鈥 westchn臋艂a st艂umionym przez materia艂 g艂osem.

– Ju偶 wszystko w porz膮dku 鈥 mrukn膮艂, g艂adz膮c d艂oni膮 jej jedwabiste w艂osy.

Wtuli艂a si臋 w niego jeszcze bardziej, zupe艂nie jak ma艂a dziewczynka.

– Kocham ci臋, Richardzie 鈥 szepn臋艂a jeszcze, zanim jej oddech zupe艂nie si臋 uspokoi艂 i zapad艂a, wygodnie usadowiona聽 na jego kolanach, w lekki, przyjemny sen.

Ch艂opak wpatrywa艂 si臋 w 艣pi膮c膮 w jego ramionach kr贸lewn臋. Jej s艂owa sprawia艂y, 偶e w 艣rodku robi艂o mu si臋 jako艣 przyjemnie i ciep艂o, a jednocze艣nie, po prostu nie by艂 w stanie w jej uczucie uwierzy膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Karmelowe oczy Patricka l艣ni艂y rozbawieniem. W jego towarzystwie Dannae po prostu nie potrafi艂a si臋 nudzi膰. Bardzo szybko zostali najlepszymi przyjaci贸艂mi. Bawili si臋 jak dw贸jka niesfornych dzieci. Kr贸lewna ucieka艂a przed ch艂opakiem, chowaj膮c si臋 mi臋dzy krzewami r贸偶. 艢mia艂a si臋 weso艂o, kiedy w ko艅cu j膮 z艂apa艂. Po chwili jednak poczu艂a, 偶e co艣 jest nie tak. Oczy Patricka sta艂y si臋 powa偶ne, stanowczo zbyt powa偶ne. Przysun膮艂 si臋 do niej tak, 偶e musia艂a si臋 cofn膮膰 pod 艣cian臋, 艂adnie zdobionej altanki. Zda艂a sobie spraw臋, 偶e ch艂opak jest stanowczo zbyt blisko, a on przysun膮艂 si臋 jeszcze bli偶ej. R臋ce po艂o偶y艂 na 艣cianie altanki, otaczaj膮c jej drobn膮 posta膰, tak, 偶e nie mog艂a si臋 wydosta膰. Jego twarz znalaz艂a si臋 tu偶 przy jej twarzy. Powoli przysun膮艂 si臋 i poca艂owa艂 j膮 w usta. Dannae oprzytomnia艂a. Odepchn臋艂a go od siebie stanowczo.

– Zwariowa艂e艣? 鈥 spyta艂a w艣ciek艂ym g艂osem.

Ch艂opak przecz膮co pokr臋ci艂 g艂ow膮. Chcia艂a uciec, ale chwyci艂 j膮 za r臋k臋.

– Kocham ci臋! 鈥 oznajmi艂 pewnym g艂osem. 鈥 Prawie na samym pocz膮tku si臋 w tobie zakocha艂em, wtedy jeszcze nie wiedzia艂em kim jeste艣鈥 – zacz膮艂.

– Ale teraz ju偶 wiesz! 鈥 przerwa艂a mu stanowczo. Jej spojrzenie stwardnia艂o. – Jestem 偶on膮 Richarda 鈥 oznajmi艂a dziewczyna.

– Dannae, ucieknijmy razem! Nie wierz臋, 偶e nie czujesz do mnie tego samego! Kocham ci臋! 鈥 powt贸rzy艂 Patrick.

– Jeste艣 moim przyjacielem, kocham ci臋 jak brata, ale nic wi臋cej mi臋dzy nami nie ma i nie b臋dzie 鈥 odpowiedzia艂a mu odrobin臋 艂agodniejszym tonem. 鈥 Kocham Richarda, nie ciebie.

– On jest potworem! Jak mo偶na kocha膰 potwora? 鈥 warkn膮艂 na ni膮.

– Nie masz racji! 鈥 odpowiedzia艂a mu dziewczyna, z trudem powstrzymuj膮c 艂zy. 鈥 Richard nie jest taki, jak o nim m贸wi膮! W rzeczywisto艣ci jest zupe艂nie inny! Dobry, opieku艅czy, 艂agodny鈥

Patrick prychn膮艂 pogardliwie.

– Mo偶e przed tob膮 takiego udaje 鈥 sykn膮艂 na ni膮. 鈥 Czy ty nie widzisz jak okrutne s膮 jego rz膮dy? Jak masowo gin膮 ludzie? Dannae, prosz臋鈥

Tym razem, kiedy pr贸bowa艂a wyszarpn膮膰 si臋 z jego u艣cisku, po prostu pu艣ci艂 jej r臋k臋. Spojrza艂a na niego l艣ni膮cymi od 艂ez, chabrowymi oczami.

– Nawet je偶eli to co m贸wisz jest prawd膮 鈥 odpowiedzia艂a spokojnie 鈥 to ja i tak nie mam tu nic do powiedzenia. Je偶eli bym planowa艂a uciec, uchyli膰 si臋 od obowi膮zk贸w, ucierpi na tym ca艂y m贸j rodzinny kraj.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Na drewnianym stole, w p贸艂nocnej wie偶y, sta艂a kamienna, wype艂niona ciemn膮 wod膮 misa. Na powierzchni wody wida膰 by艂o zamazany obraz, a z wn臋trza unosi艂y si臋 g艂osy. Richard nie pierwszy raz w ten spos贸b kogo艣 艣ledzi艂. Obraca艂 teraz w palcach jasny kosmyk w艂os贸w. Coraz bardziej 偶a艂owa艂 z艂o偶onej kr贸lewnie, na samym pocz膮tku, obietnicy. Urodzi mu pierworodnego syna, a potem b臋dzie wolna. Teraz by艂 pewien, 偶e odejdzie, poniewa偶 nie b臋dzie chcia艂a zosta膰 z nim. Ogarn膮艂 go ch艂贸d. Poczu艂 w sobie znajom膮 pustk臋. Sam sobie dziwi艂 si臋, 偶e jest taki spokojny. Owszem, jego pierwsz膮 my艣l膮 by艂o zabicie ca艂uj膮cego jego 偶on臋 ch艂opaka, potem jednak oprzytomnia艂. Niczego w ten spos贸b nie osi膮gnie, no mo偶e poza jej wieczn膮 nienawi艣ci膮. Nie o to mu chodzi艂o. Chcia艂, 偶eby dziewczyna by艂a jego. Pragn膮艂 jej duszy, serca, nie tylko 艣licznego cia艂a. Gwa艂townym ruchem str膮ci艂 kamienn膮 mis臋 ze sto艂u. Woda rozla艂a si臋 po pod艂odze. Dannae go nie kocha艂a. Teraz by艂 tego pewien. Zdawa艂 te偶 sobie bole艣nie spraw臋, 偶e nikt nie by艂by w stanie go pokocha膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

W komnacie sta艂 suto zastawiony st贸艂. By艂y na nim r贸偶nego gatunku miody i d偶emy, by艂 r贸wnie偶 偶贸艂ty i bia艂y ser. W kryszta艂owej misie le偶a艂y najrozmaitsze owoce. Zamy艣lona Dannae, powolutku skuba艂a sw贸j posi艂ek. Czu艂a na sobie badawczy wzrok Richarda. Ch艂opak odezwa艂 si臋 dopiero, kiedy odsun臋艂a od siebie talerz.

– Jak powinienem twoim zdaniem ukara膰 zdrajc臋? 鈥 zapyta艂 bez zb臋dnych wst臋p贸w.

Kr贸lewna spojrza艂a na niego zaskoczona. Zdziwi艂o j膮 takie pytanie.

– W jaki spos贸b zdradzi艂? 鈥 spyta艂a cichym g艂osem.

– Podwa偶y艂 m贸j autorytet i skrytykowa艂 moje rz膮dy, wi臋c mo偶na zaliczy膰 to do obrazy majestatu, 聽za co zwyczajow膮 kar膮 jest 艣mier膰 przez powieszenie.

Dziewczyna pokr臋ci艂a g艂ow膮.

– Czy zdrajca zbuntowa艂 si臋 w jaki艣 spos贸b czynnie, nawo艂uj膮c ludzi do powstania?

– Nie, jedynie wyrazi艂 swoje zdanie. Jak膮 zarz膮dzi艂aby艣 dla niego kar臋, je偶eli nie szubienic臋? 鈥 spyta艂 przygl膮daj膮c jej si臋 uwa偶nie.

Mimo powa偶nego wyrazu twarzy, w oczach dziewczyny pojawi艂y si臋 rozta艅czone iskierki. By膰 mo偶e, w艂a艣nie dosta艂a okazj臋, by uratowa膰 komu艣 偶ycie.

– Znalaz艂abym kilka rozwi膮za艅 鈥 odpowiedzia艂a pewnym g艂osem dziewczyna. 鈥 Od dawna chcia艂am mie膰 plac zabaw. Karuzel臋, z konikami, hu艣tawki w r贸偶anym ogrodzie 鈥 rozmarzy艂a si臋 odrobin臋. 鈥 Je偶eli zdrajc膮 by艂 m臋偶czyzna, zleci艂abym mu wykonanie tych prac. Musia艂by odpracowa膰 swoje s艂owa, a jednocze艣nie wszyscy wiedzieliby, za co zosta艂 ukarany. 鈥 Spojrza艂a na ch艂opaka odrobin臋 zaniepokojona. 鈥 Richardzie, dlaczego mnie o to pytasz?

– Poniewa偶 zdrajc膮 i oszczerc膮 jest tw贸j przyjaciel, syn markiza Roscoe, Patrick 鈥 odpowiedzia艂 spokojnie, patrz膮c jej w oczy i z zainteresowaniem czekaj膮c na reakcj臋 swojej kr贸lewny.

Stolica Mayonaki, Tenebres – Egzekucja Buntownik贸w

Ca艂y zamek, Tenebres, a potem i reszt臋 krain Mayonaki, obieg艂a weso艂a nowina. Ich ksi臋偶na, Dannae Oriana Wairudo, spodziewa艂a si臋 dziecka. Sama dziewczyna nie czu艂a w sobie 偶adnych zmian, no mo偶e poza jedn膮. Jej organizm przesta艂 trawi膰 jakiekolwiek pokarmy, a na domiar z艂ego, ka偶dego ranka, przynajmniej godzin臋, sp臋dza艂a na wymiotowaniu. Maris, uzdrowicielka, orzek艂a, 偶e dziewczyna jest w trzecim miesi膮cu ci膮偶y i, 偶e to zupe艂nie normalne, mimo, 偶e sama Dannae wcale tak nie uwa偶a艂a, bo jak za normalne mo偶na uzna膰 wieczne md艂o艣ci? Nie to j膮 jednak martwi艂o najbardziej. Richard, od kiedy dowiedzia艂 si臋, 偶e dziewczyna jest w ci膮偶y, w og贸le przesta艂 si臋 ni膮 interesowa膰. Nie sypiali ju偶 razem, a kr贸lewna potrafi艂a tylko b艂aga膰 w duchu, 偶eby urodzi艂a si臋 dziewczynka. Tak bardzo t臋skni艂a, za blisko艣ci膮 Richarda! Marzy艂a o tym, 偶eby cho膰 jeszcze raz, tak po prostu j膮 przytuli艂. On jednak unika艂 jej, jakby by艂a tr臋dowata. Ich spotkania by艂y rzadkie i czysto oficjalne. Na domiar z艂ego Patrick r贸wnie偶 si臋 do niej nie odzywa艂, us艂yszawszy, 偶e to ona wymy艣li艂a dla niego, ch艂opaka zdaniem, ha艅bi膮c膮 kar臋. Dannae nie mog艂a si臋 z tym pogodzi膰, poniewa偶 i tak uwa偶a艂a, 偶e to co go spotka艂o, by艂o znacznie lepsze ni偶 艣mier膰. Tego samego zdania by艂a zreszt膮 matka Patricka, markiza Luisa Roscoe, kt贸ra us艂yszawszy o tym, co mog艂o spotka膰 jej syna, ze 艂zami w oczach przybieg艂a dzi臋kowa膰 ksi臋偶nej Dannae. Teraz zar贸wno w niej, jak i w najlepszej przyjaci贸艂ce April, mia艂a naprawd臋 solidne oparcie.

Kiedy rano spacerowa艂a w ich towarzystwie, 艣cie偶kami r贸偶anego ogrodu, dyskutowa艂y na wszystkie mo偶liwe, nawet te zwi膮zane z polityk膮 tematy. Teraz, najg艂o艣niejsz膮 spraw膮, byli pojmani, przez armi臋 Mayonaki buntownicy.

– Najgorsze jest to, 偶e sporo z nich, to jeszcze w艂a艣ciwie dzieci 鈥 ci膮gn臋艂a Luisa smutnym g艂osem. 鈥 呕e te偶 nie zdawali sobie sprawy, z tego co ich czeka. Musieli wiedzie膰, 偶e nie maj膮 najmniejszych szans, a mimo to jednak walczyli鈥

Dannae szerzej otworzy艂a swoje b艂臋kitne oczy.

– Co si臋 z nimi stanie? 鈥 zapyta艂a niczego nie艣wiadoma.

Markiza obdarzy艂a j膮 smutnym u艣miechem,

– Wczoraj 偶o艂nierze przyprowadzili ich do Tenebres, zostan膮 powieszeni, wszyscy, co do jednego, dzisiaj o zachodzie s艂o艅ca.

– Nie! 鈥 wyrwa艂o si臋 kr贸lewnie, szczerze i rozpaczliwie.

– Tak postanowi艂 ksi膮偶臋 Wairudo, a tutaj on stanowi prawo 鈥 odpowiedzia艂a jej twardo matka Patricka, starsza, zbyt dobrze znaj膮ca 偶ycie kobieta.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

M贸g艂 jej nie chcie膰, m贸g艂 jej nie kocha膰, ale na pewno nie by艂 do czego艣 takiego zdolny! Dannae popatrzy艂a po ponurych, brudnych od kurzu drogi, twarzach buntownik贸w. To nie byli tylko m臋偶czy藕ni. W艣r贸d ponad setki ludzi, by艂y zar贸wno kobiety jak i dzieci. Nie wiod艂o im si臋 w 偶yciu dobrze i postanowili walczy膰 o lepszy byt i w艂asn膮 wolno艣膰. Beznadziejna, z g贸ry skazana na pora偶k臋 walka popychana jedynie rozpaczliw膮 nadziej膮. Nie, Richard nie m贸g艂 tego zrobi膰! Dziewczyna min臋艂a dw贸ch uzbrojonych stra偶nik贸w i wspi臋艂a si臋 po kr臋tych, kamiennych schodach na blanki zamku. Na murach sta艂 ksi膮偶臋 Wairudo. By艂 sam. Z kamienn膮 twarz膮 przygl膮da艂 si臋, jak jego 偶o艂nierze szykuj膮 liczne szubienice. Podesz艂a do niego. Nawet si臋 nie odwr贸ci艂 w jej stron臋. Stan臋艂a u jego boku.

– Co takiego zrobili ci wszyscy ludzie, 偶e zas艂u偶yli sobie na 艣mier膰? 鈥 zapyta艂a cicho.

– To buntownicy 鈥 odezwa艂 si臋 beznami臋tnie, niczego jej nie wyja艣niaj膮c.

– Nie mo偶esz przecie偶 ich wszystkich zabi膰 鈥 szepn臋艂a niemal b艂agalnie.

Spojrza艂 na ni膮. Roze艣mia艂 si臋 gorzko.

– Oczywi艣cie, 偶e mog臋, a nawet wi臋cej, zrobi臋 to. Zgin膮 dzisiaj, jako dobry przyk艂ad dla innych.

W oczach Dannae stan臋艂y 艂zy. Na jej i tak ju偶 bladej twarzy, malowa艂o si臋 prawdziwe przera偶enie. Czy a偶 tak bardzo pomyli艂a si臋 co do Richarda? Nie mog艂a uwierzy膰, 偶e jej m膮偶 jest a偶 tak bardzo okrutnym cz艂owiekiem. W przyp艂ywie rozpaczy pad艂a przed nim na kolana.

– Richardzie, b艂agam ci臋, daruj im 偶ycie! Zrobi臋 wszystko co zechcesz, spe艂ni臋 ka偶de twoje 偶yczenie, tyko ich nie zabijaj! 鈥 zacz臋艂a b艂aga膰 poprzez 艂zy.

Przez chwil臋 patrzy艂 na ni膮 zaskoczony. Potem na jego twarzy odmalowa艂 si臋 wyraz w艣ciek艂o艣ci. Podni贸s艂 dziewczyn臋 z ziemi, wygl膮da艂 tak, jakby mia艂 zamiar j膮 uderzy膰. W tym momencie Dannae, po raz pierwszy, naprawd臋 si臋 go ba艂a. W dalszym ci膮gu jednak nie potrafi艂a przesta膰 w niego wierzy膰. Ch艂opak sykn膮艂 w艣ciekle, zagl膮daj膮c niech臋tnie w jej ufne, b艂agalnie patrz膮ce oczy. Pu艣ci艂 dziewczyn臋, odpychaj膮c j膮 od siebie stanowczo. Podszed艂 do muru, by stan膮膰 na blankach. Odezwa艂 si臋 dopiero, kiedy mia艂 pewno艣膰, 偶e wszyscy, zgromadzeni na placu ludzie, patrz膮 w jego kierunku.

– Nie b臋dzie dzisiaj egzekucji 鈥 odezwa艂 si臋, g艂o艣no, co wywo艂a艂o w t艂umie ogromne poruszenie. 鈥 Na pro艣b臋 ksi臋偶nej Dannae Oriany Wairudo, wszyscy buntownicy zostan膮 u艂askawieni. Maj膮 rok na to, by pod stra偶膮, odpracowa膰 na otaczaj膮cych Tenebres polach to, co zrabowali Mayonace.

W ca艂ym mie艣cie zawrza艂o jak w ulu, kiedy wie艣ci obiega艂y ulice. Nikt nie wierzy艂 w to co si臋 sta艂o. Kr贸lewna sta艂a, os艂upia艂a wbijaj膮c spojrzenie szeroko otwartych oczu w swojego m臋偶a. Nawet ona, w naj艣mielszych my艣lach, si臋 czego艣 takiego nie spodziewa艂a.

– Richardzie鈥 – zacz臋艂a cicho podchodz膮c do niego.

Gwa艂townie odsun膮艂 si臋 od dziewczyny.

– Zejd藕 mi z oczu, natychmiast! 鈥 warkn膮艂 na ni膮.

Dannae, nie nadu偶ywaj膮c swojego szcz臋艣cia, odwr贸ci艂a si臋 na pi臋cie i z szybko bij膮cym sercem, pu艣ci艂a si臋 p臋dem, prowadz膮cymi w d贸艂 schodami.

Zamek w Tenebres, Rebelia

Rano kr贸lewna Dannae obudzi艂a si臋 we w艂asnej sypialni, z uczuciem, 偶e co艣 jest nie tak. Natychmiast te偶 zerwa艂a si臋 z 艂贸偶ka, gnana do 艂azienki porannymi md艂o艣ciami. W jej pokoju byli jacy艣 ludzie. Rozejrza艂a si臋 dooko艂a zdezorientowana. Wysoki m臋偶czyzna po艂o偶y艂 jej r臋k臋 na ramieniu, nie pozwalaj膮c si臋 dalej ruszy膰.

– Ale ja musz臋! 鈥 zaprotestowa艂a kr贸lewna.

– Zostaniesz tutaj 鈥 warkn膮艂 na ni膮. Pochyli艂a si臋 i mimowolnie zwymiotowa艂a mu na buty. 鈥 Ty ma艂a鈥 – sykn膮艂 zamierzaj膮c si臋 na ni膮 r臋k膮.

Dannae skuli艂a si臋, spodziewaj膮c si臋 uderzenia, kt贸re jednak nie nadesz艂o. Patrick, z gniewem w karmelowych oczach, sta艂 mi臋dzy ni膮, a wkurzonym m臋偶czyzn膮.

– Wyno艣cie si臋 st膮d! Wszyscy! 鈥 rozkaza艂. 鈥 呕aden z was jej nie dotknie!

M臋偶czy藕ni zacz臋li protestowa膰. Chwil臋 p贸藕niej do pokoju wparowa艂y tak偶e kobiety. Dziewczyna rozpoznawa艂a w nich s艂u偶膮ce, kucharki i praczki. Stanowczo wyrzuci艂y z jej komnaty skonsternowanych m臋偶czyzn. W 艣rodku zosta艂 jedynie Patrick, podczas gdy one zacz臋艂y sprz膮ta膰 jej wymioty i naniesione przez m臋偶czyzn b艂oto.

– O co tu chodzi? Co si臋 dzieje? 鈥 zapyta艂a cicho Dannae.

– Nic czym powinna艣 si臋 przejmowa膰, dziecino 鈥 odpowiedzia艂a jedna z kobiet. 鈥 Nic ci nie grozi, w艣r贸d nas. Poza tym pod sercem nosisz nasz膮 nadziej臋, nast臋pc臋 tronu Mayonaki.

Kr贸lewna coraz bardziej zaniepokojona usiad艂a na brzegu 艂o偶a. Patrick by艂 tu偶 obok niej. Widz膮c jej blad膮 twarz, obj膮艂 dziewczyn臋 ramieniem. Spojrza艂a na niego z wdzi臋czno艣ci膮. W jej oczach jednak wci膮偶 by艂o nieme pytanie. Ch艂opak odczeka艂, a偶 kobiety opuszcz膮 komnat臋, zostawiaj膮c ich samych.

– Zamek ogarn臋艂a rebelia 鈥 poinformowa艂 cicho kr贸lewn臋. 鈥 Ludzie zebrali si臋 do powstania, maj膮 do艣膰 krwawych rz膮d贸w Richarda.

Danne gwa艂townie zerwa艂a si臋 z 艂贸偶ka.

– Co z nim? Nic mu nie jest? 鈥 zapyta艂a zrozpaczonym g艂osem.

Patrick przytrzyma艂 j膮, zmuszaj膮c by ponownie usiad艂a.

– Nikt przy zdrowych zmys艂ach nie atakowa艂by go bezpo艣rednio 鈥 oznajmi艂 ch艂odno. – Kucharki zatru艂y jego jedzenie. Zamkni臋to go w lochu. Za trzy dni, o 艣wicie, zostanie stracony.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Kr贸lewna Dannae, w prostej, b艂臋kitnej sukience, opinaj膮cej jej z dnia na dzie艅, coraz bardziej powi臋kszaj膮cy si臋 brzuch, przesz艂a nieniepokojona, obok pilnuj膮cych wi臋zienia wartownik贸w. Zamkowa s艂u偶ba oraz inni jej przyjaciele, zadbali o to, 偶eby nikt nie 艣mia艂 jej wi臋cej grozi膰. Po ca艂ym Tenebres chodzi艂y szepty, 偶e to jej dziecko by艂o ich nadziej膮. Nadziej膮, na lepsz膮 przysz艂o艣膰 Mayonaki. Dziewczyna wesz艂a do niezbyt przyjemnie pachn膮cego pomieszczenia. Stra偶nik niech臋tnie otworzy艂 przed ni膮 kolejne drzwi. Sta艂a tu偶 za nimi, wpatruj膮c si臋 w s艂abo o艣wietlony kilkoma pochodniami korytarz. Zrobi艂a niepewny krok do przodu, dopiero kiedy zamkn臋艂y si臋 za ni膮 drzwi. Potem w jej oczach stan臋艂y 艂zy. Podbieg艂a przed siebie, padaj膮c na pod艂og臋, przed oddzielon膮 kratami, cz臋艣ci膮 pomieszczenia.

– Richardzie 鈥 szepn臋艂a cicho, do zakutego w grube 艂a艅cuchy m臋偶czyzny.

聽Podni贸s艂 g艂ow臋. Spojrza艂 na ni膮 zaskoczony. Pierwszy raz, od ponad miesi膮ca, patrzy艂 prosto na ni膮.

– Po co tu przysz艂a艣? 鈥 zapyta艂 lekko zachrypni臋tym g艂osem.

– Czuj臋 si臋 taka bezradna 鈥 powiedzia艂a cicho dziewczyna, wsuwaj膮c r臋ce, mi臋dzy kraty, tak, 偶eby m贸c go w jakikolwiek spos贸b dotkn膮膰. 鈥 Kompletnie nie wiem co robi膰! Nie mog臋 pozwoli膰, 偶eby ci臋 zabili!

Richarda przeszy艂 dziwny dreszcz. Niedowierzaj膮co spojrza艂 na dziewczyn臋. Do tej pory by艂 przekonany, 偶e przysz艂a mu wygarn膮膰, co o nim my艣li. Niepewnie przysun膮艂 si臋 bli偶ej krat. Usiad艂 opieraj膮c si臋 o 艣cian臋. Dotkn膮艂 jej d艂oni. Wyci膮gn膮艂 r臋k臋, by delikatnie pog艂adzi膰 z艂ociste w艂osy. Teraz ju偶 wcale nie by艂 taki pewien, czy jest przygotowany na 艣mier膰.

– Musisz st膮d i艣膰 鈥 odezwa艂 si臋 spokojnie do dziewczyny.

– Nie! 鈥 zaprotestowa艂a stanowczo Dannae. 鈥 Zostan臋 z tob膮 鈥 oznajmi艂a. 鈥 Kocham ci臋 Richardzie 鈥 wyszepta艂a przytrzymuj膮c przy swojej twarzy jego d艂o艅, a on, dopiero teraz, po raz pierwszy w to uwierzy艂.

Ucieczka z Mayonaki

Nad ranem, do lochu, w艣lizn膮艂 si臋 Patrick Roscoe. Richard obrzuci艂 go niech臋tnym spojrzeniem, ale nie protestowa艂, gdy tamten nakaza艂 mu gestem milczenie i schyli艂 si臋, by podnie艣膰 艣pi膮c膮 na kamiennej posadzce kr贸lewn臋. Wzi膮艂 dziewczyn臋 w ramiona i wyni贸s艂 z ciemnej celi. Richard by艂 przekonany, 偶e to ostatni raz, kiedy j膮 w 偶yciu widzi. Jego serce rozrywa艂a nieznana mu dot膮d t臋sknota, ale nie 偶a艂owa艂. Dopiero teraz, po raz pierwszy, przed samym sob膮, potrafi艂 przyzna膰, 偶e on tak偶e j膮 kocha. W pewnym momencie rozmy艣lania przerwa艂 mu dochodz膮cy spod drzwi ha艂as. Spojrza艂 w tamt膮 stron臋, by zaskoczony, zorientowa膰 si臋, 偶e w drzwiach, znowu widzi szczup艂膮 sylwetk臋 Patricka. Ch艂opak mia艂 w r臋ku klucze. Otworzy艂 drzwi, a potem uwolni艂 Richarda z 艂a艅cuch贸w.

– Szybko! 鈥 ponagli艂 go, gdy tamten wpatrywa艂 si臋 w niego, zbyt zaskoczony, 偶eby si臋 rusza膰.

We dw贸jk臋 wyszli z budynku na plac, gdzie czeka艂y ju偶 osiod艂ane, gotowe do drogi konie. Ruszyli st臋pa, by za miastem pu艣ci膰 si臋 swobodnym galopem. Zwolnili dopiero w otaczaj膮cym Tenebres lesie.

– W jukach s膮 dokumenty 鈥 oznajmi艂 Patrick – kr贸l Andreas udzieli nam azylu politycznego. W Kr贸lestwie Hanaji b臋dziemy bezpieczni.

– Dlaczego mi pomagasz? 鈥 spyta艂 niedowierzaj膮co Richard.

Ch艂opak roze艣mia艂 si臋 gorzko.

– Kocham Dannae, ale ona kocha ciebie 鈥 odpowiedzia艂 szczerze 鈥 nie 偶ycz臋 ci niczego innego ni偶 艣mierci, ale nie potrafi艂em patrze膰 na jej rozpacz.

– Wi臋c dlaczego jedziesz ze mn膮, zamiast zosta膰 u jej boku?

Patrick westchn膮艂 skonsternowany.

– Nie chcia艂em zabija膰 stra偶nik贸w. Widzieli, kto ci pom贸g艂. Ale to nawet lepiej, poniewa偶 w ten spos贸b nikt nie b臋dzie podejrzewa艂 o zdrad臋 Dannae. Jest dzi臋ki temu bezpieczna.

– Mam nadziej臋, 偶e si臋 co do tego nie mylisz 鈥 mrukn膮艂 zaniepokojony Richard.

Tolmarmud, Zachodnie Imperium

Si艂y zbrojne cesarza Wilhelma rozlewa艂y si臋 niczym bezkresne morze, po zielonych dolinach Tolmarmud. By艂 to cz艂owiek okrutny, znany ze swojego sadyzmu i pastwienia si臋 nad poddanymi, z podbitych krain. Cele w 偶yciu mia艂 jasne. Chcia艂 zdoby膰 w艂adz臋 nad jak najwi臋ksz膮 cz臋艣ci膮 艣wiata. Teraz nadarzy艂a si臋 idealna okazja, by poszerzy膰 swoje terytorium. Krainy Mayonaki zosta艂y bezbronne, to znaczny oczywi艣cie mia艂 armi臋, ale ona niewiele znaczy艂a w obliczu tak licznych si艂 Wilhelma. Bez magicznej ochrony, jak膮 zapewnia艂 im obalony w艂adca, podbicie Krain b臋dzie dziecinnie proste. Cesarz da艂 znak i armia Zachodniego Imperium ruszy艂a ku zwyci臋stwu.

Mayonaka, Zamek w Tenebres

Synek kr贸lewny Dannae by艂 zdrowym i weso艂ym dzieckiem. Dziewczyna z mi艂o艣ci膮 wpatrywa艂a si臋 w jego szare, odziedziczone po ojcu oczy. Min臋艂o ju偶 ponad p贸艂 roku, od kiedy go ostatni raz widzia艂a, a ona w dalszym ci膮gu t臋skni艂a. Z niecierpliwo艣ci膮 czeka艂a na ka偶dy list od ojca, w kt贸rym by艂a zawarta cho膰by najmniejsza wzmianka na temat Richarda czy Patricka. Teraz, po ich odej艣ciu, Krainy Mayonaki praktycznie rz膮dzi艂y si臋 same. Zabrak艂o im silnego w艂adcy i trwa艂a nieustaj膮ca walka o to, kto powinien zaj膮膰 jego miejsce.

By艂 艣rodek nocy, kr贸lewna karmi艂a usypiaj膮cego malucha. Kto艣 wszed艂 do jej komnaty. Spojrza艂a zaskoczona, uspokoi艂a si臋 jednak na widok Nataniela, by艂ego cz艂onka ksi膮偶臋cej rady. Obdarzy艂a go ciep艂ym u艣miechem. Wiedzia艂a, 偶e nie przyszed艂 by tutaj bez powodu.

– Dobry Wiecz贸r, Natanielu 鈥 przywita艂a uprzejmie staruszka.

– Pani, nad Krainami Mayonaki wisi widmo wojny, musisz ucieka膰 鈥 oznajmi艂 przyciszonym g艂osem, pomijaj膮c zb臋dne wst臋py.

Dannae przecz膮co pokr臋ci艂a g艂ow膮.

– Nie mog臋 st膮d odej艣膰 鈥 odpowiedzia艂a mu spokojnie. 鈥 Nie w taki spos贸b. Nie zostawi臋 przyjaci贸艂 i tych wszystkich, niewinnych ludzi.

– Je偶eli nie o sobie, to pomy艣l o ma艂ym Christopherze 鈥 oznajmi艂 stanowczo Nataniel. 鈥 Poza tym, pani, jeste艣 nasz膮 jedyn膮 nadziej膮, na to, 偶e uda si臋 przekona膰 ksi臋cia Richarda do powrotu. Ludzie dopiero teraz przypomnieli sobie, dlaczego, ponad sto lat temu, ich przodkowie b艂agali go, by zaopiekowa艂 si臋 krainami Mayonaki.

Kr贸lestwo Hanaji

Dni mija艂y spokojnie, leniwie. Ka偶dy przemija艂 swoim w艂asnym tempem. Ju偶 na samym pocz膮tku Richard podzi臋kowa艂 za go艣cin臋 i, mimo ciep艂ego przyj臋cia, stanowczo odm贸wi艂 przebywania na zamku. Od zawsze nienawidzi艂 dworskiej etykiety i tych wszystkich nad臋tych, przekonanych o w艂asnej wa偶no艣ci os贸b. Teraz nareszcie wolny, m贸g艂 robi膰 w 偶yciu dok艂adnie to co chcia艂, a sprowadza艂o si臋 to do mieszkania w zbudowanej z drewnianych bali le艣nicz贸wce, polowa艅 i d艂ugich, samotnych w臋dr贸wek. Zdawa艂 sobie jednak bole艣nie spraw臋, 偶e do szcz臋艣cia brakuje mu jeszcze jednego 鈥 Dannae. Ka偶d膮 cz膮stk膮 swojego cia艂a, duszy i umys艂u, t臋skni艂 za zawsze u艣miechni臋t膮, kochaj膮c膮 go dziewczyn膮.

Kiedy wr贸ci艂 do domu, od razu zorientowa艂 si臋, 偶e co艣 jest nie tak. Do tej pory nie miewa艂 go艣ci, nie licz膮c od czasu do czasu, odwiedzaj膮cego go Patricka. Teraz by艂 pewien, 偶e wyczuwa w 艣rodku czyj膮艣 obecno艣膰. Ostro偶nie, po cichu, jak przysta艂o wprawnemu my艣liwemu, zajrza艂 do 艣rodka. Na prostym 艂贸偶ku siedzia艂a dziewczyna, tul膮c w obj臋ciach niemowl臋. By艂a sama. Richardowi na jej widok zadr偶a艂y r臋ce. Nie widzia艂 jej przez dziewi臋膰 d艂ugich miesi臋cy, a teraz tu by艂a. Zjawi艂a si臋 niczym sen. Powoli, 偶eby jej nie przestraszy膰, wszed艂 do 艣rodka.

– Richardzie! 鈥 powiedzia艂a zachwyconym g艂osem, podnosz膮c na niego wzrok. Od艂o偶y艂a delikatnie 艣pi膮ce dziecko, na 艂贸偶ko i rzuci艂a si臋 m臋偶czy藕nie w ramiona. 鈥 Tak bardzo za tob膮 t臋skni艂am!

Ch艂opak nie wiedzia艂 co powiedzie膰. Po prostu trzyma艂 j膮 w swoich ramionach, tul膮c do siebie, jakby od tego zale偶a艂o jego 偶ycie.

– To nasz syn? 鈥 zapyta艂 w ko艅cu lekko zachrypni臋tym, z dziwnego wzruszenia g艂osem.

Dannae u艣miechn臋艂a si臋 promiennie, pokazuj膮c mu 艣pi膮ce dziecko.

– Christopher, po twoim ojcu 鈥 oznajmi艂a rado艣nie.

– Sk膮d wiedzia艂a艣? 鈥 zdziwi艂 si臋 Richard.

– Przejrza艂am stare pami臋tniki 鈥 odpar艂a z tajemniczym u艣miechem.

– Jak to si臋 sta艂o, 偶e tutaj jeste艣? 鈥 zapyta艂, siadaj膮c przy niej na 艂贸偶ku.

Nawet gdyby chcia艂, zwyczajnie nie potrafi艂 przesta膰 obejmowa膰 jej ramieniem.

– Nataniel zorganizowa艂 moj膮 ucieczk臋. 鈥 Dziewczyna posmutnia艂a 鈥 Talmarmud, Zachodnie Imperium, wypowiedzia艂o Krainom Mayonaki wojn臋.

Ciekawo艣膰 na twarzy Richarda rozmy艂a si臋 w oboj臋tn膮 mask臋.

– W takim razie mo偶emy uzna膰, 偶e Mayonaka przesta艂a istnie膰 鈥 stwierdzi艂 sucho.

To wystarczy艂o Dannae za odpowied藕, zanim w og贸le zada艂a wisz膮ce w powietrzu pytanie. Rozumia艂a, czemu ch艂opak nie zamierza pom贸c ludziom, kt贸rzy skazali go na 艣mier膰. Niespiesznie wsta艂a, wk艂adaj膮c mu syna w ramiona. Spojrza艂 na ni膮 pytaj膮co.

– 呕egnaj Richardzie 鈥 powiedzia艂a cicho. 鈥 Opiekuj si臋 nim dobrze.

Ch艂opak zamruga艂.

– Dok膮d idziesz? 鈥 zapyta艂. 鈥 My艣la艂em, 偶e tu ze mn膮 zostaniesz鈥 to znaczy, rozumiem, 偶e nie chcesz mieszka膰 w lesie, ale je偶eli tylko b臋d臋 m贸g艂 by膰 przy tobie, nie obchodzi mnie czy 偶ycie sp臋dzimy w wiosce, zamku, czy gdziekolwiek indziej sobie zamarzysz.

Oczy kr贸lewny zal艣ni艂y od 艂ez. Obdarzy艂a m臋偶a smutnym u艣miechem.

– Zosta艂abym z tob膮, zawsze i wsz臋dzie 鈥 oznajmi艂a cicho 鈥 ale nie mog臋. Poprzez 艣lub z tob膮, zwi膮za艂am swoje 偶ycie z Krainami Mayonaki i je偶eli b臋dzie trzeba, umr臋 wraz z nimi.

– Nie pozwol臋 ci na to! 鈥 warkn膮艂 Richard, gwa艂townie wstaj膮c.

Dziecko w jego ramionach obudzi艂o si臋, zacz臋艂o zanosi膰 si臋 p艂aczem. 艁agodnie przytuli艂 je do siebie, ko艂ysz膮c uspakajaj膮co, a ma艂y Christopher, ponownie zapad艂 w spokojny sen. Ch艂opak od艂o偶y艂 go na 艂贸偶ko. Zbli偶y艂 si臋 do dziewczyny. Spojrza艂 jej w oczy.

– Je偶eli b臋d臋 musia艂, zatrzymam ci臋 tu si艂膮 鈥 oznajmi艂 ju偶 cichszym g艂osem, 偶eby ponownie nie obudzi膰 syna.

– To moja decyzja, Richardzie 鈥 dziewczyna spojrza艂a mu odwa偶nie w oczy. 鈥 Ja uszanowa艂am twoj膮, rozumiem dlaczego nie chcesz tych ludzi broni膰. Wi臋c teraz ty uszanuj moj膮.

Potem Dannae odwr贸ci艂a si臋 od niego i zwyczajnie wysz艂a, a on sta艂, jak g艂upi, wpatruj膮c si臋 w drewniane drzwi.

Mayonaka, Zjednoczone Krainy

Pi膮tego dnia, dwunastego ksi臋偶yca, stan臋艂y naprzeciwko siebie dwie wielkie armie. Jednak podczas gdy pierwsza z nich, nios膮ca b艂臋kitne sztandary, ozdobione z艂otymi lwami, sprawia艂a sob膮 wra偶enie sporego jeziora, niesko艅czone hordy drugiej, rozlewa艂y si臋 niczym bezbrze偶ne morze. Jak drapie偶nik, otworzy艂a swoj膮 paszcz臋, by po偶re膰 mniejszego liczebnie, s艂abszego przeciwnika. Zwyci臋stwo by艂o przes膮dzone.

Na pokrytym zielon膮 twarz膮 wzg贸rzu, sta艂 m臋偶czyzna. Przygl膮da艂 si臋 z daleka poruszaj膮cej si臋, ludzkiej masie. Z tej odleg艂o艣ci 偶o艂nierze wygl膮dali jak mr贸wki. Powoli uni贸s艂 r臋k臋. Nad nios膮c膮 czerwone proporce z god艂em 艣nie偶nego or艂a armi膮, zacz臋艂a unosi膰 si臋 siwa mg艂a. Ju偶 po chwili ludzie rozbiegali si臋 w panice, przeniesieni do koszmarnego 艣wiata z艂ych sn贸w. Wyci膮gali przeciwko sobie bro艅. Zapanowa艂 chaos. M臋偶czyzna z niedowierzaniem pokr臋ci艂 g艂ow膮. To by艂o zbyt proste. Podni贸s艂 z trawy, le偶膮cy na niej drewniany 艂uk. Naci膮gn膮艂 ci臋ciw臋. Za艂o偶y艂 strasz臋 i wycelowa艂. Lotki zawirowa艂y obracaj膮c si臋 w powietrzu. Strza艂a pomkn臋艂a przed siebie, zdecydowanie dalej ni偶 powinna.

– 呕egnaj cesarzu Wilhelmie 鈥 powiedzia艂 ponurym g艂osem m臋偶czyzna, odwracaj膮c si臋 od p艂yn膮cej przez dolin臋, ludzkiej masy.

Powoli zszed艂 ze wzg贸rza, nie odwracaj膮c si臋 za siebie ani na moment. Nie interesowa艂o go, co si臋 tam dalej stanie. Jego obchodzi艂 teraz los jednej, a raczej ju偶 dw贸ch, niewinnych os贸b.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Cesarz Wilhelm nie 偶yje, 偶o艂nierze z armii Tolmarmud powariowali, obieg艂a ca艂膮 Mayonak臋 zaskakuj膮ca nowina. Wszyscy wiedzieli, kto za tym stoi, nikt jednak nie chcia艂 przyzna膰 tego g艂o艣no. To w艂a艣nie Dannae, pierwsza, otwarcie wypowiedzia艂a imi臋 Richarda. Nie kto inny jak Nataniel Danston i Patrick Roscoe byli jej najsilniejszym poparciem. W ko艅cu, w obliczu wielkiego zagro偶enia, do ludzi dotar艂o. Nareszcie zrozumieli. Mimo, 偶e ich w艂adca by艂 cz艂owiekiem surowym, a Krainami rz膮dzi艂 偶elazn膮 r臋k膮, to w艂a艣nie za czas贸w jego panowania, ludy Mayonaki wiod艂y bezpieczne, dostatnie 偶ycie. To dzi臋ki niemu w krainach zawsze panowa艂 pok贸j. Przez kolejny, ksi臋偶ycowy miesi膮c, ludzie dzie艅 w dzie艅, wysy艂ali pos艂a艅c贸w, by b艂aga膰 Richarda o przebaczenie i powr贸t do swojego przybranego kraju, on jednak za ka偶dym razem odmawia艂, odsy艂aj膮c ich z niczym.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

鈥濵arzenia same si臋 nie spe艂niaj膮. Trzeba o nie walczy膰.鈥 鈥 g艂osi艂 nag艂贸wek listu, kt贸ry w r臋kach trzyma艂a kr贸lewna Dannae. 鈥 鈥濶ie wr贸c臋 do Mayonaki, ale nic nie uczyni mnie szcz臋艣liwszym, ni偶 to, je偶eli Ty zechcesz odej艣膰 wraz ze mn膮, ukochana.鈥

Kr贸lewna otar艂a z oczu 艂zy. Wiedzia艂a, 偶e to, czy list b臋dzie po偶egnaniem czy pocz膮tkiem nowego 偶ycia, zale偶y tylko i wy艂膮cznie od niej. Richard zostawi艂 jej wyb贸r. Marzenia same si臋 nie spe艂niaj膮. Trzeba o nie walczy膰. Zar贸wno on jak i ona wiedzieli, 偶e teraz, gdy gro藕ba wojny zosta艂a w tak spektakularny spos贸b za偶egnana, Krainy Mayonaki b臋d膮 bezpieczne przynajmniej przez sto kolejnych lat.

Na Kra艅cu 艢wiata

7 lat p贸藕niej

M艂oda kobieta siedzia艂a na pomalowanej bia艂膮 farb膮 艂awce, przygl膮daj膮c si臋 zabawie swoich rozbrykanych dzieci. Ma艂a, pi臋cioletnia dziewczynka, o z艂otych w艂osach i b艂臋kitnych oczach, z piskiem ucieka艂a przed ciemnow艂osym, starszym bratem. Nagle wpad艂a pod nogi wysokiego m臋偶czyzny. Zaskoczona podnios艂a z艂ocist膮 g艂贸wk臋. Roze艣mia艂a si臋 srebrzy艣cie, kiedy wzi膮艂 j膮 na r臋ce, podnosz膮c wysoko do g贸ry. Posadzi艂 sobie ma艂膮 kr贸lewn臋 na ramieniu. Gdy tylko podbieg艂 do niego ch艂opiec, wzi膮艂 go za r臋k臋. We tr贸jk臋 podeszli do obserwuj膮cej ca艂膮 scen臋 kobiety. Zerwa艂a si臋 z 艂awki, by obdarzy膰 m臋偶czyzn臋 czu艂ym poca艂unkiem. Postawi艂 na trawie c贸reczk臋, kt贸ra zn贸w zacz臋艂a z piskiem ucieka膰, poniewa偶 brat, pokaza艂 jej trzyman膮 w kieszeni 偶ab臋.

– Spe艂ni艂e艣 moje marzenia 鈥 odezwa艂a si臋 cicho kobieta, spojrzawszy w pe艂ne czu艂o艣ci, szare oczy m臋偶a.

– Ju偶 zawsze planuj臋 je spe艂nia膰 鈥 mrukn膮艂, bior膮c j膮 na r臋ce i 艣miej膮c膮 si臋 podnosz膮c do g贸ry.

W oddali zobaczyli je藕d藕c贸w. Richard postawi艂 na ziemi, ci膮gle rozbawion膮 Dannae. Jej niczym nie ujarzmione w艂osy, niesfornie wysuwa艂y si臋 spod kwiecistego wianka. Ju偶 z daleka rozpozna艂a zm臋偶nia艂膮 przez lata sylwetk臋 Patricka, kt贸ry trzyma艂 przed sob膮 w siodle, swojego czteroletniego synka. Wiedzia艂a, 偶e nied艂ugo p贸藕niej do艂膮czy do nich, jego 偶ona, a jej serdeczna przyjaci贸艂ka April, podr贸偶uj膮ca powozem, wraz z najm艂odsz膮 c贸rk膮. U艣miechn臋艂a si臋 na my艣l, jak bardzo tamta nie lubi艂a je藕dzi膰 wierzchem. Richard ramieniem obj膮艂 swoj膮 偶on臋, obserwuj膮c jak ich dwoje dzieci, biegnie przywita膰 wujka Patricka. Serce Danne przepe艂nia艂o szcz臋艣cie. Mia艂a cudown膮 rodzin臋 i przyjaci贸艂 na kt贸rych zawsze mog艂a liczy膰. 呕yli jak w bajce. Zar贸wno ona jak i jej ukochany, nade wszystko cenili wolno艣膰, kt贸rej obydwoje, przez lata byli pozbawieni.

– Kocham ci臋 鈥 westchn臋艂a cichutko Dannae, oplataj膮c szyj臋 Richarda ramionami.

U艣miechn膮艂 si臋 do niej.

– Ja te偶 ci臋 kocham 鈥 stwierdzi艂 stanowczo przyci膮gaj膮c j膮 do siebie, jeszcze bli偶ej.

Na granicy 艣wiadomo艣ci, zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e to w艂a艣nie ona i tylko ona, sta艂a si臋 dla niego znaczeniem i definicj膮 poj臋cia mi艂o艣ci. Dopiero przy niej, po raz pierwszy, cieszy艂 si臋, 偶e obydwoje maj膮 przed sob膮, tak cudownie d艂ugie 偶ycie. Marzenia same si臋 nie spe艂niaj膮. Trzeba o nie walczy膰.

The End


Vicky

Troch臋 nie艣mia艂a, zawsze odrobin臋 rozkojarzona i najcz臋艣ciej w czym艣 g艂臋boko zaczytana. Kocha fantastyk臋 i kultur臋 Japonii. Z zami艂owaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczaj膮cych j膮 ludzi. Opr贸cz bloga (przez zupe艂ny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawi膰 swojego linka w komentarzu, 偶ebym r贸wnie偶 mog艂a odwiedzi膰 Twoj膮 stron臋!

79 komentarzy

  1. Odpowiedz

    IRRESA

    2 kwietnia 2011

    Po pierwsze : dzi臋kuj臋, 偶e napisa艂a艣 wi臋kszy kawa艂ek za nim to tu wrzuci艂a艣! 馃槈
    Po drugie : bardzo 艂adnie napisane, mam nadziej臋, 偶e w najbli偶szych dniach pojawi si臋 wi臋cej tekstu,
    Po trzecie : czemu to jest w „Fantasty”? Wiem, 偶e s膮 tu takie w膮tki, ale w ko艅cu to mia艂 by膰 pornos, nie?

    艢ciskam!

  2. Odpowiedz

    lilijka:)

    2 kwietnia 2011

    Zgadzam sie z punktem 1 i 2 ktory napisala IRRESA. Jak zwykle swietny poczatek, tematyka i wciagajacy sposob pisania 馃檪 Co do punktu 3 jestem zaskoczona, ale nie mialabym nic przeciwko zeby fragmenty erotyki zostaly wplecione w tresc opowiadania, wrecz przeciwnie uwazam ze to bedzie cialkiem kuszace polaczenie 馃檪

    艣ciskam 馃檪

    • Odpowiedz

      Miye

      3 kwietnia 2011

      馃檪 – rany jak ja nie lubi臋 tych emotk贸w tutaj! Paskudne ;/

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    3 kwietnia 2011

    Lilijka – s艂uchaj mnie! 馃榾 Ja napisa艂am, 偶e takie w膮tki ( erotyczne ) tu b臋d膮 tak samo jak i fantasty, ale i tak to powinno by膰 w „Erotyce”! „Mroczna Natura” ma tak samo w膮tki takie i takie, ale jest w „Erotyce” wi臋c moim skromnym zdaniem to samo powinno si臋 sta膰 z „Muzyk膮 Duszy”. O to mi mniej wi臋cej chodzi艂o, cho膰 wiem, 偶e namiesza艂am! 馃槢

    • Odpowiedz

      Miye

      3 kwietnia 2011

      Wiesz, 偶e Ci臋 uwielbiam, ale ju偶 nie marud藕. Je偶eli jakie艣 powstan膮, to opowiadanie zmieni dzia艂 – tyle.

      Ps. Dzisiaj mam nastr贸j na Shiro Tori, ju偶 zd膮偶y艂am dopisa膰 kilka stron.

  4. Odpowiedz

    IRRESA

    3 kwietnia 2011

    Tak jest, ju偶 ko艅cz臋 marudzi膰! 馃榾

    P.S. Biegn臋 czyta膰 Shiiro Tori!
    P.S.2 Ja te偶 nie znosz臋 tych emotikon贸w tutaj, ale i tak je stawiam, bo inaczej nie umiem!

  5. Odpowiedz

    IRRESA

    3 kwietnia 2011

    Aha!
    P.S.3 Dosz艂o moje opowiadanie na Twojego e-maila? Wys艂a艂am je tydzie艅 temu czekam i czekam na popraw臋 i Twoj膮 opini臋, a tu nic! Wiesz jakie to stresuj膮ce? 馃槢

  6. Odpowiedz

    C贸rkaDemona

    12 kwietnia 2011

    Kiedy CD ?? Ju偶 nie mog臋 si臋 doczeka膰 !!

  7. Odpowiedz

    ja

    27 kwietnia 2011

    kiedy kontynuacja?? bo wieje nud膮:)

    • Odpowiedz

      Miye

      27 kwietnia 2011

      Na razie pisz臋 „Jak w Bajce”, ale my艣l臋, 偶e szybko sko艅cz臋, poniewa偶 wracam do tego tekstu codziennie.

  8. Odpowiedz

    Wika ;]

    20 maja 2011

    Chcem c.d ;))

  9. Odpowiedz

    C贸rkaDemona

    22 maja 2011

    Ja te偶 chc臋 !!

  10. Odpowiedz

    Marina.

    30 maja 2011

    Mam nadziej臋, 偶e nie oka偶e si臋 (tak jak z Pie艣ni膮 Ksi臋偶yca), 偶e Richard jest gejem ;/ Zauwa偶y艂am, 偶e lubisz pisa膰 z nimi opowiadania. Mam nadziej臋, 偶e to opowiadanie b臋dzie w miar臋 LoGiCzNe. Podoba mi si臋 tw贸j styl i bed臋 zadowolona, je艣li napiszesz kolejny rozdzia艂.

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      „Zauwa偶y艂am, 偶e lubisz pisa膰 z nimi opowiadania. ” – mhm? Na 26… a w艂a艣ciwie to ju偶 27 tekst贸w, jest z nimi jedno! Wi臋c chyba to raczej z艂a interpretacja? *smile*

      Piszesz tak偶e „w miar臋 logiczne”. W takim razie, kt贸re logiczne nie jest? Ch臋tnie o tym pos艂ucham. Nie twierdz臋, 偶e jestem nieomylna i lubi臋 poprawia膰 w艂asne b艂臋dy, ale 偶adnych takich rzeczy jak do tej pory nie stwierdzi艂am. Jedyne co, to dyskusja z Corvidae, ale On nie twierdzi艂, 偶e co艣 jest nielogiczne, tylko, 偶e r贸偶ne opowiadania mog艂yby 艂膮czy膰 si臋 w jedn膮 ca艂o艣膰.

  11. Odpowiedz

    Paula

    30 maja 2011

    2 s膮 ;D Damian w Chabrowej R贸偶y i w Pie艣ni Ksi臋偶yca. Ale mniejsza o to. Moim zdaniem wszystkie teksty s膮 logiczne 馃槈

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      Dobra, niech b臋dzie… 2 na 27… jakby nie patrze膰, to jeszcze nie regu艂a *smile*

  12. Odpowiedz

    Marina.

    30 maja 2011

    Ach, czy zauwa偶y艂a艣, 偶e ka偶de opowiadanie zaczynacz od tego, gdze znajduje sie Dziewczyna, jaka jest pora dnia i pogoda? No i jeszcze ci膮gle dla twoich powie艣ci charakterystyczne jest , ze ch艂opcy , mierzwi膮 sobie w艂osy d艂oni膮, jest to chyba w kazdym.

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      Marina, zacznijmy od podstaw. Kt贸re opowiadania w og贸le czyta艂a艣? B臋dzie nam znacznie pro艣ciej rozmawia膰.

  13. Odpowiedz

    Corvidae

    30 maja 2011

    Jak ch艂opak ma d艂u偶sze w艂osy (takie nie super d艂ugie, takie jakie maj膮 bohaterowie powie艣ci Vicky, czy np Ja ;P) to sobie odruchowo ”mierzwi” futro na g艂owie 馃槈 Ka偶dy ci to powie.

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      Oo dzisiaj dla mi艂ej odmiany, z dnia gn臋bienia Vicky, przeszed艂e艣 p艂ynnie w dzie艅 dobroci dla ma艂ych zwierzaczk贸w?

      Od Ciebie to ja ju偶 wszystko powoli kradn臋, zauwa偶y艂e艣? Imi臋, w艂osy, odruchy. Co mi jeszcze podarujesz?

      Mnie si臋 wydaje, 偶e Marina po prostu zna Pie艣艅 Ksi臋偶yca, Kropl臋 艁ez i mo偶e Chabrow膮 R贸偶臋 i z jakiej艣 przyczyny uwa偶a, 偶e to wszystkie moje opowiadania. Niecierpliwie jednak czekam na to, 偶e mo偶e wyprowadzi mnie z b艂臋du. Ciesz臋 si臋, 偶e znalaz艂 si臋 kto艣, kto nie boi si臋 krytykowa膰.

      I odezwij si臋 prosz臋 na GG bo mam nowy program (WTF) i wyobra藕 sobie, brakuje mi na nim listy kontakt贸w…

      • Odpowiedz

        Corvidae

        30 maja 2011

        Tak, dzie艅 dobroci dla ludzi kt贸ry s膮 dobrzy dla mnie 馃槈

        Imi臋, to tylko raz(chyba 偶e o czym艣 nie wiem ;> ). W艂osy… Fryz ten, jako dominuj膮cy wprowadzi艂a艣 za czas贸w, w kt贸rych nie mia艂a艣 poj臋cia o moim istnieniu.

        Odruchy? Ty znasz moje wszystkie odruchy?! Zaczynam si臋 ciebie ba膰… ;>

        ”Co mi jeszcze podarujesz?”

        Pozwolisz, 偶e zacytuj臋 refren znanej piosenki(zanu膰 sobie sama):

        ”Nie mog臋 ci wiele da膰

        Nie mog臋 ci wiele da膰

        Bo sam niewiele mam

        Nie mog臋 da膰 wiele ci

        Nie mog臋 da膰 wiele ci

        Przykro mi…”

        Marina, szacunek, za to, 偶e odwa偶y艂a艣 si臋 skrytykowa膰 Vicky. Kiedy zrobi艂em to, nast臋pnego dnia kto艣 w drodze do supermarketu uderzy艂 mnie ci臋偶kim narz臋dziem w g艂ow臋. Obudzi艂em si臋 w parku, a przy sobie znalaz艂em kartk臋 z napisem:

        ” Mog艂am uderzy膰 mocniej. Strze偶 si臋!

        Podpisano: Ykciv”

        Nadal nie wiem kto to zrobi艂 mam jednak pewne podejrzenia…

        xD

  14. Odpowiedz

    m艂odad

    30 maja 2011

    bardzo dobrze, 偶e zaczyna od opisu gdzie np znajduje si臋 dziewczyna itp bo wtedy mo偶na sobie to wszystko 艂adnie wyobrazi膰!! w ko艅cu o to w tym chodzi;D

  15. Odpowiedz

    Miye

    31 maja 2011

    Si臋gn臋艂am po dwie, pierwsze z brzegu ksi膮偶ki.

    Przepowiednia P.C. Cast

    „Ten dzie艅 zacz膮艂 si臋 zwodniczo normalnie. O 艣wicie poranne ofiarowanie si臋 Eponie by艂o wyj膮tkowo poruszaj膮ce. Etain, ju偶 ca艂kowicie wype艂niona bogini膮, 偶ar jej obecno艣ci nosi艂a w sobie przez ca艂y ranek.”

    Dziedzictwo Mroku Bree Despain

    „-Grace! Musisz zobaczy膰 tego nowego ch艂opaka. – April wpad艂a na mnie w korytarzu m艂odszych klas.”

    Gdybym zacytowa艂a Tolkiena, albo Lewisa, opis zacz膮艂by si臋 dok艂adnie tak samo. Od przedstawienia bohatera i miejsca, w kt贸rym on si臋 aktualnie znajduje lub rzeczy, kt贸r膮 w艂a艣nie robi.

    Jedyne odst臋pstwo od tej regu艂y przywodzi mi na my艣l King. Tu sytuacja wygl膮da艂aby inaczej, chocia偶 nie zawsze. Niekt贸re ksi膮偶ki zacz臋艂yby si臋 opisem zagro偶enia. Chocia偶 p贸藕niej, wr贸ciliby艣my do bohatera, najcz臋艣ciej, rutynowego – pocz膮tkuj膮cego pisarza.

    Marina: je偶eli masz jak膮艣 inn膮 wizj臋, rozpocz臋cia powie艣ci, ch臋tnie pos艂ucham. Innowacyjno艣膰 zawsze si臋 przydaje.

  16. Odpowiedz

    Marina.

    31 maja 2011

    Ja jestem raczej kiepsk膮 pisark膮, to twoja dzia艂ka ;p Jakby powiedzia艂a moja nauczycielka od WOSu, to twoje powie艣ci s膮 opiniotw贸rcze, a ja wyra偶am tylko m贸j pogl膮d na dan膮 spraw臋, czyli na twoje opowiadanie. Ka偶dy ma inny gust. Ja lubie czyta膰 twoje „dzie艂a” ;p , cho膰 czasem niekt贸re wydaj膮 mi si臋, powiem, zeby cie nie urazi膰 troch臋 skomplikowane 馃檪

  17. Odpowiedz

    Marina.

    1 czerwca 2011

    Mam nadziej臋, 偶e dodasz do „Muzyka Duszy” jaki艣 new rozdzia艂. B臋d臋 wniebowzi臋ta 馃榾

  18. Odpowiedz

    IRRESA

    1 czerwca 2011

    Boli mnie g艂owa od niekt贸rych twoich komentarzy Marina. ;> Niekt贸re masz takie sensowne i szczere, a niekt贸re s膮 tak denne i bezsensowne, 偶e mi s艂abo… I nie pisz, 偶e wyra偶asz swoje zdanie, bo to ju偶 wszyscy chyba wiemy. ;> No, ale c贸偶. Ja tu de facto nie mam nic do gadania. *wywraca oczami*

    Vicky – ja na „Muzyk臋 Duszy” nie czekam tak bardzo. Znaczy si臋 czekam, ale wszystko pisz sobie spokojnie, po kolei. Nigdzie nam si臋 nie spieszy.

    P.S. Przepraszam, wpad艂am w stan depresyjny i ogarnia mnie taki irytuj膮cy spok贸j, 偶e r臋ce opadaj膮. Na nic si艂y nie mam. Nawet tych ’ ohydnych, 偶贸艂tych emotk贸w ’ przesta艂am u偶ywa膰. ;/

    • Odpowiedz

      Marina.

      1 czerwca 2011

      Skoro tak Ci臋 droga Irreso irytuj膮 moje komentarze, to wog贸le nic nie b臋d臋 pisa艂a. Pisz臋 to, co uwa偶am, 偶e powinnam napisa膰, a je偶eli ci to taak bardzo przeszkadza, to nawet 1 koma ode mnie ju偶 nie ujrzysz ;/

      A do autorki, to wrzu膰 now膮 cz臋艣膰 tej powie艣ci, pod kt贸r膮 pozostawiam moje kilka s艂贸w.
      Bye.

      • Odpowiedz

        Miye

        1 czerwca 2011

        Powoli, po kolei. Nied艂ugo za to tak偶e si臋 zabior臋. Nie lubi臋 pisa膰 na si艂臋, bo wtedy zanudzam nawet sam膮 siebie.

        Co to Irresy, Marino, to trzeba si臋 z ni膮 nauczy膰 偶y膰. Jest jak 偶ywio艂 i w膮tpi臋, 偶eby co艣 mog艂o to zmieni膰. Co do Ciebie natomiast, to skoro uwa偶asz, 偶e masz prawo do szczerej wypowiedzi (ja Ci go w 偶adnym wypadku nie odbieram), to dlaczego s膮dzisz, 偶e inni nie powinni go mie膰? Brzmi to troch臋 dziecinnie… Tak jakby „foch i ju偶”. Gdybym ja tak do tego podchodzi艂a, to 偶aden tekst nigdy by nie powsta艂, po tym, jak moje ukochane „Cztery 艢wiaty” zjecha艂 jeden taki na Erynie.

  19. Odpowiedz

    Corvidae

    1 czerwca 2011

    Gdzie mog臋 zobaczy膰 to ”zjechanie” ? Na eryniach masz tylko jeden post ;>

    • Odpowiedz

      Miye

      1 czerwca 2011

      Bo on mnie tak prywatnie zjecha艂. Po tym stwierdzi艂am, 偶e nie ma sensu tam niczego wrzuca膰, poniewa偶 tre艣膰 moich utwor贸w, jest jak dla nich zbyt banalna. Za to jedno wrzuci艂am na opowiadania.pl i stwierdzam, 偶e nie do ko艅ca rozumiem sens tej strony…

  20. Odpowiedz

    IRRESA

    1 czerwca 2011

    Marina. – ja te偶 pisz臋 to co my艣l臋. ;> I mo偶emy si臋 tak, moja droga licytowa膰 i licytowa膰… Po za tym napisa艂am „niekt贸re”, nie „wszystkie” a to r贸偶nica. Gdyby to by艂 blog kogo innego, a nie Vicky to mog艂abym tak z Tob膮 dyskutowa膰, wprowadzaj膮c zam臋t i wszystkich Czytelnik贸w w to wci膮ga膰. A, 偶e dziecinna nie jestem, to ko艅cz臋 t膮 „k艂贸tnie” czy jak to tam chcesz nazwa膰. Jedli chodzi o Ciebie, to widz臋, 偶e troch臋 zbyt nerwowo przyjmujesz krytyk臋 pod swoim adresem.

  21. Odpowiedz

    Rose

    1 czerwca 2011

    czasem, nawet jak nie ma 偶adnych nowych fragment贸w, to warto tu wpada膰 dla tych dyskusji w komentarzach ; )

  22. Odpowiedz

    Marina.

    3 czerwca 2011

    Prze艂am臋 si臋 i skomentuj臋.
    Dodany tekst jest niestety male艅ki, mam nadziej臋, 偶e bedzie wkr贸tce nowy fragment. Mia艂am komentowa膰, wi臋c skomentuj臋: yyy no to… podoba mi si臋 imi臋 Klaczy ^^

  23. Odpowiedz

    IRRESA

    3 czerwca 2011

    Ale偶 d艂ugi kawa艂ek! *艣mieje si臋* A偶 mnie zwali艂o z n贸g. Czekam na reszt臋. Doczekam si臋?

  24. Odpowiedz

    Miye

    4 czerwca 2011

    Do niedzieli specjalnie d艂u偶szych fragment贸w nie b臋dzie. Przyjemnie zaj臋ty weekand.

  25. Odpowiedz

    ananaseq

    5 czerwca 2011

    Ciekawi mnie, co bedzie w nast臋pnym fragmencie. ;>

  26. Odpowiedz

    ananaseq

    5 czerwca 2011

    Nast臋pny fragment jak widz臋. To opisane przez Ciebie drzewo jest ..przera偶aj膮ce.

  27. Odpowiedz

    Marina.

    5 czerwca 2011

    Mam wra偶enie, 偶e to opowiadanie jest pisane troch臋 na si艂臋, przez co traci sw贸j urok.

  28. Odpowiedz

    Miye

    5 czerwca 2011

    Wrzuci艂am jedn膮 scen臋 „erotyczn膮” ale nie b臋d臋 dla niej zmienia艂a dzia艂u, bo z za艂o偶enia to nie ma by膰 pornos i nie b臋dzie ich wiele wi臋cej.

    Lekka nutka bana艂u, odrobina naiwno艣ci – idealna forma. Zadziwiaj膮ce jest jednak ile z nas, kobiet, w ten w艂asnie spos贸b, co Dannae my艣li. Tyle, 偶e 偶ycie to niestety nie bajka i nie ka偶da dziewczyna znajdzie sw贸j happy end… a szkoda…

    Co do pisania na si艂臋… nie, nigdy do pisania si臋 nie zmuszam. Robi臋 to wtedy, kiedy mam na to ochot臋. Chocia偶 fakt, tocz臋 ze sob膮 momentami wewn臋trzn膮 walk臋, bo chc臋 zacz膮膰 pisa膰 dalej o Amy, a tu tyle niedoko艅czonych tekst贸w…

  29. Odpowiedz

    lilijka:)

    6 czerwca 2011

    Marina pisane na sile ? Twoje wrazenie zupelnie sprzeciwstawia sie mojemu gdyz ja uwazam ze jest wysmienite. Specjalnie przeczytalam je od poczatku zeby miec calosc w glowie i uwazam ze jest wspaniale. Moze moje odczucia sa przytlumione ( Vikki sposob pisania i wykreowane postacie sprawiaja ze czytajac czesto przenosze sie do innego swiata i niemal namacalnie moge odczuc cala fabule) ale nic totalnie nic nie przypomina tutaj tekstu pisanego na sile 馃檪

    P.S. Vikki mam nadzieje ze ta historia bedzie niesamowicie dluga bo cudownie sie ja czyta *smile* i jak zwykle uwielbiam Twoje m臋skie postacie … stw贸rz mi takiego na wlasno艣膰 馃榾

    • Odpowiedz

      Miye

      6 czerwca 2011

      Nie mam poj臋cia ile stron mi toto zajmie, ale fabu艂臋 mam wymy艣lon膮 ju偶 do ko艅ca.

  30. Odpowiedz

    Marina.

    7 czerwca 2011

    Nie wiem, co mog艂abym napisa膰. D

  31. Odpowiedz

    Marina.

    7 czerwca 2011

    Ale to raczej by艂oby pozytywne ;D

  32. Odpowiedz

    Marina.

    7 czerwca 2011

    A, mam jeszcze pytanie, czy Richard zostanie koronowany na kr贸la ?

    • Odpowiedz

      Miye

      7 czerwca 2011

      Nie, poniewa偶 Mayonaka (a raczej Zjednoczone Krainy Mayonaki) to ksi臋stwo, a nie kr贸lestwo. Dla przyk艂adu: w Imperium Rzymskim by艂by cesarzem, w Rosji Carem, a w Egipcie faraonem. W moim pa艅stwie ustr贸j wygl膮da w艂a艣ciwie odrobin臋 autorytarnie. Jest rada, s膮 g艂osowania, ale ostatnie zdanie i tak nale偶y do monarchy. M贸j ulubiony ustr贸j to monarchia despotyczna. *smile*

  33. Odpowiedz

    IRRESA

    8 czerwca 2011

    Taak. To jest zdecydowanie ciekawe, a jednak ( kto艣 mnie o艣wieci dlaczego? ) wydaje mi si臋 to inne od reszty. Odrobin臋 odstaj膮ce. Tak jakby.
    A teraz pora na pochwa艂臋 ode mnie za to, 偶e uwzi臋艂a艣 si臋 na ten jeden tekst i wytrwale go piszesz. Naprawd臋 jestem z Ciebie dumna! *u艣miech*

  34. Odpowiedz

    Corvidae

    8 czerwca 2011

    Fakt faktem, jak si臋 Vicky spr臋偶y z jakim艣 tekstem, to wrzuca fragmenty z pr臋dko艣ci膮 karabinu maszynowego(Pie艣艅 Ksi臋偶yca, Jak w bajce). Tylko niestety rzadko kiedy si臋 spr臋偶a(zazwyczaj na samym pocz膮tku), bo raz pozostawiony na kilka tygodni tekst niestety skazany jest na los wrzucania jednego akapitu miesi臋cznie

  35. Odpowiedz

    IRRESA

    8 czerwca 2011

    Corvidae, to zale偶y. Jak ma pomys艂 na ca艂o艣膰 od razu to hop siup i ju偶 jest wszystko wrzucone! A czy rzadko si臋 spr臋偶a? Wiesz. Jak ma sesje na studiach, to ma ma艂o czasu. Wi臋c raz jest tak, a raz tak, w zale偶no艣ci od ilo艣ci godzin wolnych. xD

  36. Odpowiedz

    Marina.

    12 czerwca 2011

    A kiedy zamierzasz doda膰 nast臋pny fragment ?

  37. Odpowiedz

    Kardimera

    13 czerwca 2011

    Zobaczy艂am na nastku, 偶e pojawi艂a si臋 pierwsza cz臋艣膰 tego opowiadania i pomy艣la艂am, 偶e zajrz臋 tutaj, 偶eby zobaczy膰 czy jest wi臋cej i… by艂o. Najdziwniejsze jest to, 偶e przeczyta艂am wszystko za jednym razem, chocia偶 nie gustuj臋 w tego typu romansach. Nie wiem, dlaczego tak si臋 wci膮gn膮艂em, mo偶e to dlatego, 偶e Richard mi nieco przypomina Heathcliffa? A mo偶e dlatego, 偶e to opowiadanie a偶 emanuje jak膮艣 tak膮 optymistyczn膮, pozytywn膮 energi膮? Trudno powiedzie膰, ale naprawd臋 jestem ciekawa, co b臋dzie si臋 dalej dzia艂o z Dannae (swoj膮 drog膮 bardzo 艂adne i zgrabne imi臋). Nieco irytuje mnie, 偶e to taka s艂odka dziewczyneczka, ale c贸偶 – podejrzewam, 偶e ksi臋偶niczki w wieku lat szesnastu pewnie podobne w wi臋kszo艣ci by艂y. Zaintrygowa艂a mnie przesz艂o艣膰 Richarda i samej Mayonaki – jak dosz艂o do ich zwi膮zania, sama m艂odo艣膰 Richarda (czyli pierwsze osiemdziesi膮t lat ^^) te偶 bym ch臋tnie pozna艂a i 偶ywi臋 nadziej臋, 偶e pojawi膮 si臋 cho膰by jakie艣 jego wspomnienia. Tymczasem b臋d臋 sobie czeka艂a na kolejn膮 cz臋艣膰 wraz z gronem Twoich (jak widz臋) sta艂ych fan贸w <:

  38. Odpowiedz

    Marina.

    14 czerwca 2011

    Czy偶by nasza autorka by艂a na Grenlandii, 偶e nie ma dost臋pu do Internetu.? :>
    Z niecierpliwo艣ci膮 czekam na C.d. 馃榾

  39. Odpowiedz

    Marina.

    14 czerwca 2011

    Vicky, mozesz ustawi膰 opcj臋, dzi臋ki kt贸rej mo偶na usuwa膰 swoje W艂asne komentarze?
    Bede wdzi臋czna ;p

  40. Odpowiedz

    lilijka:)

    14 czerwca 2011

    Marina, jak ktos mysli co robi to opcja usuwania komentarzy nie jest najnormalniej w swiecie potrzebna.

    Wydaje mi sie ze ta Grenlandia o ktorej mowisz zapewne jest sesja, ktora wszystkich nas aktualnie meczy i dreczy, wiec wiecej cierpliwosci a sie doczekasz.

  41. Odpowiedz

    Miye

    14 czerwca 2011

    Prosz臋, usun臋艂am zdublowany komentarz. Je偶eli chodzi o ostatnie opowiadania, to napisa艂am „Skrzyd艂a Anio艂a”, a jak znajd臋 chwil臋 to wrzuc臋 filmik z fontanny przy Teatrze Lalek, bo jest na co popatrze膰 (chocia偶 szczerze polecam na 偶ywo).

  42. Odpowiedz

    Marina.

    16 czerwca 2011

    Coraz rzadziej tu zagl膮dam, jak niekt贸rzy mogli zauwa偶y膰. Nie wiem, czy nie porzuci膰 zamiar贸w moich, co do wchodzenia na t膮 stron臋. Mo偶e wejde tu w czasie wakacji lub po, ale p贸ki co….nie b臋d臋 komentowa艂a tych powiastek.
    Adieu .!

  43. Odpowiedz

    IRRESA

    17 czerwca 2011

    Marina, strzela focha? Nie powiem, ja za ni膮 p艂aka膰 nie b臋d臋. ;> A co do sformu艂owania „tych powiastek”, to mi r臋ce opad艂y. Te opowiadania, pisz臋 m艂oda, niezwykle utalentowana dziewczyna, i na miano „powiastek” to one nie zas艂uguj膮. Powiastki to jest to co ja pisz臋, a to co pisz臋 Vicky to… to… brak s艂贸w normalnie!

    P.S. A „drzem贸w”, si臋 nie pisz臋 „d偶em贸w”?

    • Odpowiedz

      Miye

      17 czerwca 2011

      A ja te偶 mog臋 Ci uwag臋 pozwraca膰? Pisze – „臋” na ko艅cu tylko w pierwszej osobie.

      Tak poza tym, to dzi臋ki. Autokorekta w Wodzie robi swoje, wprowadzaj膮c chaos i zam臋t.

      Marina za to jak nic si臋 obrazi艂a. Chocia偶 szczerze nie wiem na co. Mo偶e mia艂a z艂y dzie艅? Od pocz膮tku j膮 tutaj roznosi. No c贸偶, na pewno znajdzie inne miejsce, w kt贸rym wy艂adowywa艂a b臋dzie swoje emocje.

  44. Odpowiedz

    IRRESA

    17 czerwca 2011

    A dzi臋kuj臋, zapami臋tam!
    A za Marinom, to ja nie b臋d臋 t臋skni膰 i nie wiem czy nie tylko ja… ;>

  45. Odpowiedz

    lilijka:)

    17 czerwca 2011

    hehe Dziewczyny Marina, jak to kazda ” mala dziewczynka ” ( specjalnie pisze w cudzys艂owie bo nie chodzi mi o wiek ale o mentalnosc ) rzucila focha bo nie dostala tego czego chce – jej wymaganiem zapewne jest czytanie nowego dluugiego fragmentu za kazdym razem jak zapragnie zaszczyci膰 Nas swoja obecno艣ci膮, a tu niespodzianka gdyz owe fragmenty na nie nie czekaja.

    Marina mniejsze wymagania od swiata, a wieksze od siebie, a swiat bedzie naprawde uroczy *smile*

  46. Odpowiedz

    IRRESA

    17 czerwca 2011

    Nie wiem czy „Marin膮” czy „Marinom”, ale mniejsza o to… Obstawiam to pierwsze. *u艣miech*

    • Odpowiedz

      Miye

      17 czerwca 2011

      Don’t worry! Be happy! Od czasu do czasu, jak mam woln膮 chwil臋, edytuj臋 i wywalam orty z komentarzy.

  47. Odpowiedz

    Rose

    18 czerwca 2011

    „- Musisz st膮d i艣膰 鈥 odezwa艂 si臋 odezwa艂 si臋 spokojnie do dziewczyny.” tu chyba jest b艂膮d ; )

  48. Odpowiedz

    IRRESA

    18 czerwca 2011

    Lilijka – ha! zgadzam si臋! *u艣miech* A szczeg贸lnie z ostatnim zdaniem ( uwa偶aj, wiem z w艂asnego do艣wiadczenia, 偶e nasza”kochana” Marina 藕le znosi krytyk臋 czy uwagi! )

  49. Odpowiedz

    Miye

    22 czerwca 2011

    KONIEC

  50. Odpowiedz

    Marina.

    22 czerwca 2011

    Jaka tu by艂a zagorza艂a dyskusja na m贸j temat. A nie m贸wi艂a wam mama, 偶e nie 艂adnie jest innych obgadywa膰?
    Po I – to nie by艂 偶aden foch.
    Po II – to, 偶e komentuje te teksty nie zale偶y od tego, czy kto艣 je r贸wnie偶 komentuje i w jaki spos贸b je komentuje
    Po III – cytacik ” A za Marinom, to ja nie b臋d臋 t臋skni膰 i nie wiem czy nie tylko ja鈥 ;> ”
    ja za Tob膮 te偶 nie b臋d臋
    I po I/ – nie mam czasu tu ci膮gl臋 zagl膮da膰, wol臋 poczeka膰 na d艂u偶sze kawa艂ki(tak, zauwa偶y艂am, 偶e ten tekst jest ju偶 zako艅czony, s膮 przecie偶 jeszcze inne ;* )
    I TYLE
    呕ycz臋 udanych wakacji( niee, tobie nie hehe *_* )

  51. Odpowiedz

    IRRESA

    22 czerwca 2011

    Nie obgadywali艣my Ci臋. To by艂o na forum. XD
    Mi艂o mi, 偶e za mn膮 nie t臋skni艂a艣. Zawsze to pocieszaj膮ce, 偶e nie musz臋 nawet udawa膰, 偶e Ci臋 lubi臋. : )

    A Tobie Marina. 偶ycz臋 udanych wakacji, wypocznij.

  52. Odpowiedz

    IRRESA

    22 czerwca 2011

    Vicky – powiem Ci, 偶e ko艅c贸wka troch臋 przes艂odzona jak dla mnie. ;o Za bardzo zmieni艂 si臋 klimat…

  53. Odpowiedz

    CorkaDemona

    22 czerwca 2011

    To opowiadanie jest super 馃槈
    Czekam na nowe i gratuluje talentu do pisania 馃槈

  54. Odpowiedz

    Wika ;]

    22 czerwca 2011

    No Irresa troszeczk臋 przes艂odzona ko艅c贸wka ; ) No ale dobrze, 偶e tak si臋 sk膮czy艂o.

  55. Odpowiedz

    Miye

    22 czerwca 2011

    Ja wiem! Richard powinien pozwoli膰 Dannae zgin膮膰, a potem samotnie wychowywa膰 Christophera! Albo ewentualnie utopi膰 si臋 z 偶alu! (Od biedy ci膮膰, jak co druga osoba na nastku, wnioskuj膮c z artyku艂贸w)

    Lubi臋 happy endy, bo 偶ycie samo w sobie jest wystarczaj膮co szare, 偶eby jeszcze literatura mia艂a taka by膰!

  56. Odpowiedz

    lilijka:)

    22 czerwca 2011

    Marina – zagorza艂a dyskusja ? Prosz臋 Ci臋 nie schlebiaj sobie to by艂y raptem 4 krotkie notki gdzie byly same fakty a nie jak kto uj臋艂a艣 obgadywanie. Zgadzam sie z IRRRSA nikt nic nie ukrywal przed nikim wrecz bylo pisane wszystko w prost wiec, nast臋pnym razem lepiej dopieraj s艂owa.

    Vicky – szczerze Ci powiem ze widok „THE END” na koncu troszke mnie zasmuci艂 – uwielbia艂am to opowiadanie i gdzies w srodku mialam nadzieje na wiecej, ale wszystko co dobre z czasem sie konczy * smile* . Co do zakonczenia to faktycznie jest jak by oderwane od fabuly, mroku, tajemniczosc i dystansu jaki towarzyszy艂 Richardowi i wrecz nie pasuje mi to do niego ale z Twoim ostatnim zdaniem zdecydowanie sie zgadzam. I jesli mialabym wybierac miedzy przeslodzonym az do przesady happy endem a tragicznym zako艅czeniem to zdecydowanie wybieram to pierwsze. Mo偶e nastepnym razem postaraj sie to jakos wy艣rodkowa膰 * smile*

    • Odpowiedz

      Miye

      22 czerwca 2011

      Szczerze powiem, 偶e planowa艂am sko艅czy膰 na poprzednim rozdziale. „Na Kra艅cu 艢wiata” w og贸le mia艂o nie powsta膰. Potem po prostu zrobi艂o mi si臋 ich 偶al.

  57. Odpowiedz

    Kardimera

    23 czerwca 2011

    Zauwa偶y艂am pewn膮 rozbie偶no艣膰, jakby niesp贸jno艣膰 od momentu, w kt贸rym wybuch艂a rebelia – wcze艣niej wszystko by艂o cacy. Bo tak: wszyscy bali si臋 Richarda, wiedzieli, jaki jest gro藕ny i 偶e mo偶e zabi膰 ich jednym skinieniem g艂ow膮 w odpowiedni膮 stron臋, a tu nagle jest w lochu bez opisu walk, powod贸w rebelii (skoro jego rz膮dy by艂y krwawe i okrutne, to dlaczego p贸藕niej jest wzmianka, 偶e ludzie zrozumieli, i偶 pod jego w艂adaniem 偶y艂o im dobrze i dostatnio?) i tak w艂a艣ciwie ni z gruchy, ni z pietruchy. Odnios艂am takie wra偶enie, jakby艣 chcia艂a bardzo zako艅czy膰 t臋 opowie艣膰, ale nie do ko艅ca mia艂a pomys艂, co te偶 dalej powinno si臋 dzia膰. Za艂ama艂 si臋 klimat i bardzo mi to nie pasowa艂o. Wszystko by艂o za szybko, jakby Ci臋 kto艣 batem pogania艂 do pisania ^^. Niemniej mi艂o by艂o przeczyta膰 zako艅czenie (acz zdecydowanie przes艂odzone : >) i nie mog臋 nie przyzna膰, 偶e dobrze si臋 to czyta艂o. To teraz pora na kolejne Twoje opowiadanie – kt贸re by艣 mi poleci艂a?

    • Odpowiedz

      Miye

      23 czerwca 2011

      Dobrze, wiem, przyznaj臋. Od pocz膮tku stara艂am si臋 wrzuci膰 w膮tek o tym, 偶e on nie do ko艅ca z w艂asnej woli rz膮dzi tymi krainami. Najwyra藕niej nie wysz艂o tak jak bym chcia艂a.

      Co do opowiadania, to je偶eli chcesz co艣 czyta膰, zacznij od „艢witu Zmierzchu” 'prolog’ to moja ostatnia, nazwijmy to, pasja.

      • Odpowiedz

        Kardimera

        23 czerwca 2011

        Ale偶 w艂a艣nie od pocz膮tku czu艂o si臋 jego niech臋膰 do rz膮dzenia, wspomina艂a艣, 偶e do czego艣 zosta艂 zmuszony, 偶e co艣 musia艂 zrobi膰 – i to by艂o dobre. Czu艂o si臋, 偶e Richard tak naprawd臋 z wystarczaj膮co wa偶nego powodu m贸g艂by j膮 (tj Mayonak臋) zostawi膰. Zwyczajnie mia艂am wra偶enie, jakby艣 tej wrzuconej ostatnio cz臋艣ci opowiadania ju偶 tak nie czu艂a, jak wcze艣niejszych (:

  58. Odpowiedz

    IRRESA

    23 czerwca 2011

    Ja nie m贸wi臋, 偶e mia艂a艣 to sko艅czy膰 smutno. *-* Po prostu mog艂a艣 sobie darowa膰 te podnoszenie Dannae, ca艂owanie i urocze dzieci. M贸g艂 by膰 zwrot akcji ( jaki? nie wiem… to Twoje opowiadanie! *u艣miech* ), a p贸藕niej i tak wielki, pi臋kny happy end. Bo nawet jak Richard z艂agodnia艂, 偶e tak powiem, to nie tak nagle! Najpierw krwawe rz膮dy, nie wiadomo co, a p贸藕niej jak ksi膮偶臋 z produkcji Disneya. Po prostu to nie pasuj臋 do reszty opowiadania. To tajemniczo艣膰 dodawa艂a temu dziele, „uroku”.
    No, ale wiesz. Sko艅czy艂a艣 jak chcia艂a艣. I dobrze.

  59. Odpowiedz

    ps

    26 listopada 2012

    NIe jest problem w okre艣leniu formy dzie艂a,a w intonacji i intencji u偶ytej w zawartym okre艣leniu.Niekt贸re z tych opowiada艅 mog艂yby by膰 wielocz臋艣ciowymi seriami,a 偶e nie s膮,szkoda,inne s膮 w wystarczaj膮cym formacie;krytyka niez艂a zecz,wa偶ne,by wiedzie膰 co i czemu si臋 krytykuje,pi臋knie si臋 r贸偶ni膰,a robi膰 to,do czego艣my przekonani.Wszystkie opowiadania s膮 napisane bardzo dobrym,ba 艣wietnym wartym na艣ladowania amatorsko i zawodowo j臋zykiem,bez r贸偶nicy czy gorsze czy lepsze,bo s膮 r贸偶ne,zreszt膮 kwestia gustu czytelnik贸w,ba nawet s膮 tu zbyt banalne,czy do艣膰 s艂abe,ale 1.ma艂o ma艂o,by nie rzec malutko, 2.i taqmtym nic stylowon ie brak i to jest sztuka szanowne=wni,cho膰 oczywi艣cie styl nie mo偶e by膰 wszystkim i na szcz臋艣cie w 95% opowiada艅,a mo偶e i wi臋cej nie jest.Ale ja zupe艂nienie otym.Mi臋 cieszy,偶e wszystkie Twoje kobiece postaci nie s膮 jak to w 99% si臋 spotyka w necie i nie tylko”drobniutkie filigranowe”,a 艣redniego wzrostu te偶 a nawet do艣膰 wysokie,co w niczym nie musi odibera膰,co oczywiste im urody,smuk艂o艣ci,czy kobieco艣ci sylwetki,cho膰 to poj臋cie szerokie,niewa偶ne;acz deliktnie sugerowa艂bym by kolejne postaci,a przynajmniej niekt贸re znic,mia艂y deczko wi臋cej wzrostu,wysokie te偶 jest pi臋kne.:D pozdrawiam wszystkich serdecznie fluidy mocy pe艂ne 艣l膮c.

  60. Odpowiedz

    Mommo

    22 stycznia 2013

    IRESSA nie do ko艅ca si臋 z Tob膮 zgadzam, 偶e to by艂a taka nag艂a zmiana… przy Dannae Richard by艂 znacznie milszy i og贸lnie zachowywa艂 si臋 jak taki dobry ksi膮偶臋
    hmmm, ale ten koniec… no troszk臋 przes艂odzony aczkolwiek je艣li bra膰 pod uwag臋 ca艂e opowiadanie to bardzo mi si臋 podoba艂o 馃榾

  61. Odpowiedz

    Prezenterzy-Tychy

    2 kwietnia 2014

    Wyj膮tkowy blog. Szkoda 偶e niewiele spotyka si臋 takich
    blog贸w w internecie. Zapisuj臋 stron臋 do ulubionych, oby tak dalej!
    馃檪

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS