Love Line II – Nina Reichter

Gdy spotkasz kogoś, w kim mógłbyś się zakochać, wiesz o tym od razu.

Po lekturze pierwszego tomu „Love Line” doszłam do wniosku, że bardzo podoba mi się twórczość Niny Reichter, w jej nowej, dorosłej odsłonie. Z przyjemnością więc zasiadłam do tomu drugiego, mając nadzieję, na spędzenie z nim kilku cudownych wieczorów. Czy wywarł na mnie równie pozytywne wrażenie co samo „Love Line”? 

Akcja „Love Line II” rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym została porzucona w części pierwszej. Mimo niezwykłej chemii, która przyciąga do siebie głównych bohaterów, ich droga nie będzie prosta. Dzieli ich zbyt wiele tajemnic, intryg i niedomówień. Zarówno Bethany, jak i Matthew toczą swoje własne, prywatne życia, a żadne z nich nie jest częścią tego drugiego. Czy istnieje dla nich jakakolwiek szansa na wspólne szczęście? 

I tym razem Nina Reichter zaskakuje czytelników swoimi niesztampowymi pomysłami. Poza tym z każdą wydaną książką coraz bardziej doskonali swój warsztat i tak jak przy „Ostatniej spowiedzi” mogłam mieć parę zastrzeżeń, tak „Love Line” to już prawdziwy, literacki majstersztyk. Obserwowanie rozwoju wspaniałych pisarzy to naprawdę miłe doświadczenie, to tak jakby patrzeć na niewielki pączek, który rozwinął się w przepiękny kwiat. Przykro mi tylko, że między pierwszym a drugim tomem była aż roczna przerwa. Zdecydowanie wolałabym czytać jedną książkę za drugą. Jeżeli również popełniliście mój błąd, polecam odświeżenie sobie lektury. Wówczas zdecydowanie lepiej dotrą do was niektóre istotne szczegóły.   

W drugiej części wiele się wyjaśnia. Wciąż nie brakuje intryg oraz tajemnic, ale czytelnik przestaje być w nich zagubiony. Powoli zaczyna się zastanawiać, gdzie ta cała akcja podąża. Przy Ninie Reichter lepiej jednak nie snuć zbyt wielu domysłów. Zdecydowanie bardziej sprawdzi się podążanie ścieżkami bohaterów i śledzenie ich, coraz ciekawszych i zabawniejszych poczynań. 

„Love Line II” to dobrze napisana powieść, bogata w szczegóły, wartką akcję i ciekawie pomyślaną linię fabularną. Koniecznie jednak trzeba najpierw sięgnąć po pierwszą część, gdyż to nierozłączna z nim kontynuacja. Myślę, że gdyby historia nie była tak obszerna, to równie dobrze mogłaby zostać wydana w jednym tomie. 

Komu polecam serię „Love Line”? Wszystkim kobietom, które lubią powieści obyczajowo-romantyczne, ale nie spodziewają się przesłodzonych bajek. Osobom, które mają ochotę na odrobinę wartkiej akcji i intrygującą fabułę, która niejednokrotnie je zaskoczy. Oraz oczywiście w tym wypadku najważniejszemu gronu czytelników, czyli wszystkim fanom tytułów spod pióra Niny Reichter. 

Dziękuję!

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

7 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Meg Sheti

    10 stycznia 2019

    Czytałam całą trylogię Ostatnia spowiedź i ogółem było w porządku, więc mam z tą autorką dobre doświadczenia, ale po tego typu książki tak czy siak rzadko sięgam.

    • Odpowiedz

      Vicky

      10 stycznia 2019

      Książka jest naprawdę dobra, ale myślę, że to bardzo nie Twój gatunek 🙂 Czasami też robię wyjątki i sięgam na przykład po thriller, ale rzadko kiedy jestem wówczas zadowolona.

  2. Odpowiedz

    Danka

    10 stycznia 2019

    No cóż, raczej nie czytuję takich książek, ale może na jakies kilka wieczorów zrobię wyjatek.

  3. Odpowiedz

    Marlena H.

    10 stycznia 2019

    Nie znam serii, ale lubię książki obyczajowo-romanyczne o ile nie ociekają lukrem. Ja także lubię czytać tomy jeden po drugim bez przerw 🙂 Zapisuje.

  4. Odpowiedz

    DeVi

    10 stycznia 2019

    Wychodzi na to, że mogłoby mi się spodobać, ale musiałabym sięgnąć po cz1 🙂

  5. Odpowiedz

    Aneta Wojtiuk

    10 stycznia 2019

    Czytałam pierwszy tom „Ostatniej spowiedzi” ale bardzo dawno temu. Podobało mi się wtedy, choć jakbym czytała dziś to wydałaby mi sie taka… infantylna. Cieszę się, że autorka doszkoliła swój warsztat i podnosi poziom z każdą książką. Kiedyś spróbuję przeczytać tom pierwszy tej serii 😉

  6. Odpowiedz

    Karolina

    13 stycznia 2019

    Nie jest to coś, po co sięgnęła bym sama, ale jeśli przypadkiem zobaczę w bibliotece to spoko 😉

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS