Akademia

Nie miałam ochoty tu być. Nigdy nie chciałam znaleźć się w tej szkole, ale mój ojciec miał na ten temat inne zdanie. Akademia wojskowa, według niego, dla córki pułkownika była idealnym rozwiązaniem. Szłam szkolnym korytarzem, jak zwykle zatopiona w swoim własnym świecie, zamyślona i nieobecna. Wcale więc nie zdziwiło mnie, że niechcący na kogoś wpadłam. Moja torba upadła na podłogę. Ze środka wysypały się piórnik, zeszyty i podręczniki. Podniosłam wzrok by ujrzeć pełną wściekłości twarz wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka. Jego lodowato-zimne, niebieskie oczy. Ciche przepraszam zamarło mi na ustach, kiedy brutalnie popchnął mnie na ścianę. Boleśnie uderzyłam o nią plecami. Spojrzałam na niego zaskoczona. Zimne oczy były pełne nienawiści. Mogłabym przysiąc, że chłopak wydał z siebie zwierzęcy warkot. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, a potem po prostu zignorował mnie i odszedł.

– Co się stało? – dopiero usłyszawszy znajomy głos Daniela zdałam sobie sprawę, że wstrzymywałam oddech.

– Chyba nic – udało mi się niezbyt przekonująco odpowiedzieć.

Przyjaciel ukucnął, żeby pozbierać moje rzeczy, ale wzrok miał utkwiony w oddalającej się sylwetce. Cicho westchnął.

– Trzymaj się od niego z daleka – rozkazał, podając mi książki. – Od niego i jemu podobnych.

– Co masz na myśli? – spytałam nie rozumiejąc.

Kiedy się spakowałam, wziął ode mnie torbę i objął mnie ramieniem, prowadząc w stronę naszych pokoi. Odezwał się dopiero, kiedy weszliśmy do środka.

– Oni nie są tacy jak my – wyjaśnił. – To swojego rodzaju eksperyment. Oczywiście ściśle tajny – dodał mrugając do mnie porozumiewawczo – ale myślę, że powinnaś o nim wiedzieć. W całej szkole jest ich tylko dziewiętnastu, wśród setek zwyczajnych uczniów. Trzymają się w swoim gronie, a inni mają ich po prostu za – przez chwilę nie mógł znaleźć odpowiedniego słowa – specyficznych – oznajmił w końcu.

– Taaak, zauważyłam – mruknęłam, siadając na łóżku.

– Nie przejmuj się nimi, po prostu trzymaj się od nich z daleka – powtórzył to co mówił już wcześniej. – Przebierz się, przyjdę po ciebie za kwadrans i idziemy na obiad.

Skinęłam głową, ponownie zamyślona. Kiedy Daniel wyszedł z przyjemnością pozbyłam się znienawidzonego mundurka. Eksperyment? To brzmiało bardzo interesująco. Rozbudziło moją ciekawość. Mimo że spotkany na korytarzu chłopak z pewnością nie sprawiał wrażenia sympatycznego, teraz naprawdę chciałam wiedzieć kim oni byli.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wakacje minęły tak szybko… zbyt szybko! Ostatnie chwile wolności. Wiedziałam co mnie czeka. Ojciec przygotowywał mnie na ten wyjazd od lat. Ja jednak marzyłam po prostu o normalnym życiu, takim jakie prowadziłaby każda inna, zwyczajna nastolatka. Imprezy, szkoła, randki. W zamian otrzymałam prywatnych nauczycieli, kompletny brak przyjaciół, dużą dozę nieufności wobec każdego, kto naruszył moją strefę i forsowne treningi. Mamy w ogóle nie pamiętałam. Miałam zaledwie kilka lat, kiedy zginęła w wypadku, a ojciec chyba nigdy nie wybaczył mi tego, że jestem jego córką, a nie synem. Teraz natomiast najbliższe pięć lat miałam spędzić w tym specyficznym więzieniu – położonej na wyspie w pobliżu Francji i Wysp Brytyjskich Akademii Wojskowej.

Kiedy Daniel zapukał do moich drzwi, byłam już gotowa. Ramię w ramię powędrowaliśmy do szkolnego bufetu. Chłopak był właściwie moim pierwszym i jedynym przyjacielem w całym, siedemnastoletnim życiu. Jego kumple akceptowali mnie, bo on mnie akceptował i oczywiście również przez wzgląd na mojego ojca. Co robią i jak zachowują się moi rówieśnicy widziałam jedynie na filmach. Nić porozumienia pomiędzy mną, a Danielem pojawiła się właściwie przypadkiem. W maju on i jego zespół przyjechali do Anglii, do wiejskiej posiadłości w której mieszkaliśmy przez większą część roku. Dziesięciu najzdolniejszych chłopaków, ulubieńców mojego ojca, Charlesa Morringtona. W ciągu wakacji odbywali specjalny, dodatkowy trening. Stanowili chlubę Akademii. Zbyt łatwo budziły się tamte wspomnienia, a nie o wszystkim miałam ochotę pamiętać.

Przyjęcie charytatywne w filharmonii. Granatowa suknia, którą miałam na sobie, kojarzyła mi się z nocnym niebem. Niegdyś należała do mojej mamy, później przez długi czas wisiała w szafie nikomu niepotrzebna. Dopiero niedawno dorosła do niej moja sylwetka. Nie pierwszy raz zastanowiłam się nad swoim wyglądem i faktem, że brakuje mi przyjaciółki – takiej jakie posiadały dziewczęta z amerykańskich filmów. Czułam się bardzo samotna. Kiedy podszedł do mnie Daniel, moje serce zabiło jak oszalałe. Wszyscy chłopcy z Akademii byli rewelacyjnie zbudowani – nie mieli wyjścia – to ani trochę nie robiło na mnie wrażenia. W nim jednak było coś innego, specyficznego, taki koci, wdzięczny urok. Miał żywe, zielone oczy i przycięte na kilka milimetrów, jasne włosy. Gdy nudziłam się podczas szkoleń, niejednokrotnie zastanawiałam się jak wyglądałby, gdyby były nieco dłuższe. Również jego uśmiech był czarujący i w ciągu naszej trzymiesięcznej znajomości o tym także myślałam już wiele razy.

– Masz ochotę zatańczyć? – zapytał w taki sposób, jakby naigrywał się z wszystkich, panujących wśród starszych osób, eleganckich obyczajów.

– Z przyjemnością – odpowiedziałam, starając się, by mój głos brzmiał w podobnym stylu.

Porwał mnie na parkiet, a z każdym jego dotykiem ogarniała mnie coraz większa euforia. Tańczyliśmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Kiedy wyszliśmy na nocny spacer po otaczającym filharmonię parku, poczułam się jak bohaterka romansu. W powietrzu unosiły się niemal namacalne cząsteczki magii.

– Zmarzłaś? – spytał Daniel, chwytając mnie za chłodną dłoń.

Przecząco pokręciłam głową, ale on i tak otulił mnie swoją marynarką. Zdałam sobie sprawę, że wpatruję się w niego jak w słońce. W tamtym momencie był dla mnie spełnieniem marzeń. Znalazł się bliżej mnie. Czułam narastające napięcie. Wszystko wokół zdawało się iskrzyć. Wtedy pochylił się i mnie pocałował, albo to ja pocałowałam jego. Po prostu jakoś się stało. To był słodki i miękki, ale jednocześnie pełen pasji pocałunek. Mój pierwszy pocałunek w życiu. Cudowne, ciepłe uczucie rozlewało się po każdej, nawet najdrobniejszej komórce mojego ciała. W pewnym momencie Daniel się odsunął, a ja z trudem łapałam oddech.

– Wracajmy – powiedział cicho, znów biorąc mnie za rękę. Wtedy jeszcze nie podejrzewałam, że coś może być nie w porządku.

Gdy tylko znaleźliśmy się w budynku filharmonii, natychmiast podszedł do nas mój ojciec. Jak zwykle stał dumnie wyprostowany, a z jego postawy emanowała pewność siebie. Był przystojnym, charyzmatycznym i władczym człowiekiem, a dla mnie również odległym niczym drugi brzeg oceanu. Tym razem było w nim jednak coś więcej – wyraźnie wyczuwalna irytacja.

– Nie to miałem na myśli, kiedy kazałem ci pilnować mojej córki – odezwał się chłodno do Daniela, ignorując moją obecność.

Poczułam jak chłopak sztywnieje, obserwowałam jak nie ośmiela się podnieść wzroku. Kazał? Pilnować? Zalała mnie fala nieprzyjemnego chłodu.

– Tak, proszę pana – odpowiedział Daniel mechanicznie.

– Odwieziesz ją do domu, a za godzinę widzimy się w moim gabinecie – oznajmił mój ociec nie znoszącym sprzeciwu tonem.

– Tak, proszę pana – powtórzył chłopak wysnutym z emocji głosem.

Posłusznie poszłam za nim do samochodu. Nie odezwałam się do ojca, ponieważ nie lubiłam pozbawionych sensu czynności. Milczałam również przez całą drogę, a Daniel nie próbował nawiązać ze mną rozmowy. Czułam się oszukana i zdradzona. Kierowca minął bramę wjazdową i zatrzymał się pod naszą willą. Miałam ochotę pobiec, uciec jak najdalej, ale szłam spokojnym krokiem, panując nad własnymi emocjami. Pozwoliłam odprowadzić się pod drzwi pokoju, rzuciłam skąpe „dobranoc” i zniknęłam w bezpiecznym schronieniu swojego pokoju. Dopiero parę minut po tym jak zamknęły się drzwi przestałam walczyć z tak bardzo niechcianymi łzami.

Gdy następnego dnia usłyszałam ciche pukanie, bardzo zdziwił mnie widok stojącego w progu Daniela.

– Mogę wejść? – zapytał cicho, niemal błagalnie, a ja odsunęłam się by wpuścić go do środka.

– O co chodzi? Mój ojciec cię przysłał? – nie mogłam powstrzymać ani drwiącego tonu, ani cisnących się na usta słów.

– Nie – odpowiedział stanowczo, patrząc mi w oczy. – To ja chciałem cię przeprosić, za wczoraj i nie tylko.

Miałam ochotę go uderzyć, albo się do niego przytulić, albo wypchnąć go za drzwi. Sama nie wiedziałam czego właściwie od niego chcę.

 – Przez cały czas przyjaźniłeś się ze mną tylko dlatego, że mój ojciec ci kazał? – to nie było pytanie, ja to wiedziałam, ale potrzebowałam od niego jasnego potwierdzenia.

Ku mojemu zaskoczeniu przecząco pokręcił głową. Nie potrafiłam przestać wpatrywać się w jego wiosennie zielone oczy.

– Z początku tak – przyznał. – Właściwie to był zaszczyt. Twój ojciec wybrał mnie, bo uważa, że jestem najlepszy. Miałem cię chronić… mam cię chronić – sprostował.

– I przyszedłeś tu, ponieważ skoro już wiem, to jeśli się na to nie zgodzę, przydzieli mi kogoś innego? – próbowałam odgadnąć.

Ojciec był apodyktyczny, ale bardzo rzadko zdarzało się, żeby działał wbrew mojej woli. To potrafiłam w nim docenić.

– Nie – ponownie zaprzeczył, chowając ręce za plecami. Sprawiał wrażenie zdenerwowanego. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby był zdenerwowany. – Tak jak mówiłem wcześniej, przyszedłem przeprosić. I Emy… naprawdę cię polubiłem i bardzo chciałbym w dalszym ciągu móc być twoim przyjacielem – dodał, znacząco podkreślając ostatnie słowo.

Złamał mi serce. To był mój pierwszy zawód miłosny. Mimo wszystko jednak był tutaj. Ciepło mieszało się w moim sercu z nieprzyjemnym chłodem. Szybko jednak wzięłam się w garść. Nie mogłam sobie pozwolić na stratę jedynego, realnie istniejącego przyjaciela. Nie czułam się dość silna by samotnie stawić czoło czekającej na mnie Akademii.

– Myślę, że to dobre rozwiązanie – odpowiedziałam, z trudem przełykając ślinę.

Dopiero wtedy obdarzył mnie tym swoim cudownym, czarującym uśmiechem. Wydawało mi się, że odetchnął z ulgą.

– Więc wszystko między nami ok.? – zapytał. – Nawet nie wiesz jak się cieszę – oznajmił, kiedy skinęłam głową. – Do zobaczenia później.

– Na razie – odpowiedziałam starając się by nie brzmiało to jak wyrzut.

Kiedy szedł korytarzem, odprowadziłam go ponurym spojrzeniem. Lepsze to niż nic, pomyślałam, ale mieszanina pozytywnych i negatywnych uczuć pozostała.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Siedziałam na drewnianej ławce w rogu stołu. Emily Maria Morrington, najbardziej samotna dziewczyna na świecie.  To nie to, że mnie nie lubili. Właściwie mnie nie znali, ale i nie chcieli poznać. Chłopcy z grupy Daniela byli dla mnie mili – wszyscy, co do jednego – ale żaden nie miał zamiaru się ze mną spoufalać. Mimo tego, że spędzili u mnie w domu kilka miesięcy, to właściwie nawet nie pamiętałam ich imion. Czułam się jak zbędny, ale akceptowalny dodatek. Milcząca. Pogrążona we własnym świecie. Dopiero po dwóch tygodniach dotarło do mnie, że siedzenie z nimi pierwszego dnia było poważnym, towarzyskim błędem. Byli dwa lata starsi i nie mieliśmy wspólnych zajęć. Koleżanki z grupy patrzyły na mnie z nienawiścią, koledzy bali się jakiegokolwiek kontaktu. Przyjaciele Daniela byli czymś na kształt elity, a ja nie należałam do żadnego z tych światów.

– Już się najadłam, idę poczytać – oznajmiłam cicho siedzącemu obok Danielowi, starając się by zabrzmiało to obojętnie, a nie tak ponuro jak się czułam.

– Daj znać gdybyś czegoś potrzebowała – odpowiedział nie odwracając wzroku od swojego poprzedniego rozmówcy.

Gdy wyszłam z jadali wcale nie skierowałam się do pokoju. Minęłam główny hol, w którym zawsze było gwarno i skręciłam w wąski korytarz, a potem boczną klatkę schodową i zeszłam nią w dół. Przyłożyłam kartę do zainstalowanego w drzwiach czytnika. To była część budynku do której uczniowie nie mieli wstępu. Ja jednak mogłam wejść wszędzie, tak samo jak Daniel i jego grupa. Natomiast to miejsce znalazłam już pierwszego dnia i od razu stało się moim ulubionym. Niewielki, otoczony murem ogród. Rosły w nim głównie niewysokie magnolie i blade, japońskie róże. Znajdowało się tu kilka ławeczek, skromne trawniki, które przylegały do wąskich, pokrytych żwirem alejek i niepozorna, drewniana altanka. Nigdy nie spotkałam tu żywej duszy, przez co miejsce wydało mi się jeszcze bardziej cudowne i tajemnicze. Wrzesień na wyspie był ciepły i słoneczny. Usiadłam na trawie, na wszelki wypadek chowając się za altanką. Wyjęłam z torby książkę, z nadzieją, że pomoże mi choć na chwilę uwolnić się od niespecjalnie szczęśliwej codzienności. Zaczytałam się tak bardzo, że nawet nie zauważyłam kiedy ktoś nade mną stanął.

– Co tu robisz?! – usłyszałam nad sobą rozwścieczony głos.

Podniosłam wzrok by spojrzeć w rozgniewane, lodowato-zimne oczy. Może powinnam się go bać? Zdziwiła mnie własna obojętność. Czy jeżeli wystarczająco długo będę go ignorowała on po prostu sobie stąd pójdzie?

– Czytam – odpowiedziałam spokojnie, znów pochylając się nad trzymaną na kolanach powieścią.

Wyrwał mi ją z rąk.

– Nie wolni ci tu być! – warknął.

– A tobie wolno? – zaryzykowałam.

Zaskoczyła mnie pojawiająca się w jego oczach panika. Powoli, przecząco pokręcił głową. Dopiero po tym jak cicho zaklął, usłyszałam dochodzące z oddali głosy.

– Przeszukajcie dokładnie ogród! – rozkazał jeden z nich, a ja zrozumiałam, że to raczej niezbyt dobrze, że jestem w stanie tak wyraźnie rozróżnić słowa. Byli zbyt blisko.

Chłopak bezszelestnie przesunął się kilka kroków i przykucnął w cieniu altanki, tuż obok mnie. Kolejny rozkazujący głos wydał mi sie znajomy. James Cunnighan. Nie pamiętałam jaki miał stopień. Słyszałam niejednokrotnie jak rozmawiał z moim ojcem. Odetchnęłam głęboko, a potem powoli wstałam. W końcu co niby mogli mi zrobić? Wyszłam zza altanki, by wpaść na czterech, odzianych w mundury i uzbrojonych mężczyzn.

– Dzień dobry. Czy coś się stało? – zapytałam mając nadzieję, że brzmię wystarczająco niewinnie.

Ktoś natychmiast wyrwał się by do mnie podejść, ale przyjaciel ojca zagrodził mu drogę.

– Emily, co tu robisz? – zapytał ostro.

– Czytałam – odpowiedziałam spokojnie, poniewczasie zdając sobie sprawę, że nie mogę im nawet zaprezentować książki.

– Mam na myśli to, jak się tu dostałaś – wyjaśnił.

Wzruszyłam ramionami.

– Ojciec pokazał mi ten ogród – skłamałam.

Wydawało mi się, że James odetchnął z ulgą.

– I dał ci kartę dostępu? – drążył dalej.

Skinęłam głową co znowu było kłamstwem. To Daniel zadbał o to, żebym ją miała. Tak na wszelki wypadek, ale tego nie mogłam mu przecież powiedzieć.

– Jak długo tu jesteś? Nie widziałaś nikogo? – wtrącił stojący obok mężczyzna.

– Myślę, że około godziny – odpowiedziałam – i nikogo tu w tym czasie nie widziałam – dodałam bez wahania.

James westchnął.

– Alarm odwołany, to ona najwyraźniej nieświadomie złamała zabezpieczenia, ale na wszelki wypadek przeszukajcie jeszcze zachodnie skrzydło! Odprowadzę Emily do pokoju – to najwyraźniej on był tutaj u władzy, ponieważ pozostali zasalutowali i bez protestów opuścili ogród.

Przez chwilę szliśmy w milczeniu, a ja starałam się nie myśleć o tym w co się właśnie wpakowałam.

– Nie dziwię się, że ojciec pokazał ci ten ogród – odezwał się James, obdarzając mnie ciepłym, troskliwym uśmiechem, takim o jakim zawsze marzyłam na surowej twarzy ojca. – W końcu sam postarał się o stworzenie tego miejsca.

– Mój ojciec? – zapytałam głupio, ale byłam zbyt zaskoczona by silić się na elokwencję.

– Tak, nie powiedział ci o tym? – James roześmiał się pogodnie. – Powstał dla Marry Ann, kiedy przestała móc opuszczać wyspę. Myślę, że to bardzo romantyczny gest, nie sądzisz?

Mój ojciec? Romantyczny? I kim była wspomniana Marry Ann? Bałam się dalej wypytywać, żeby nie zdradzić swojego kłamstwa, więc tylko skinęłam głową i dalszą drogę pokonaliśmy w ciszy. James pożegnał się gdy tylko znaleźliśmy się pod drzwiami mojego pokoju.

– Nie zabierzesz mi karty? – spytałam zaskoczona.

– Niech to będzie nasza mała tajemnica – mrugnął do mnie z pogodnym uśmiechem. – Nie sądzę, żeby właścicielka miała ci za złe to, że odwiedzasz jej ogród, zwłaszcza, że sama już w nim raczej nie przebywa. Trzymaj się Emily, cieszę się, że mieliśmy okazję się spotkać. Gdybyś czegoś potrzebowała, wystarczy, że mnie poszukasz.

– Dziękuję – odpowiedziałam, z ulgą uciekając do bezpiecznego azylu mojego pokoju.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zajęcia w szkole były prowadzona na naprawdę wysokim poziomie. Cieszyłam się z dobrego przygotowania, jakie zafundował mi ojciec. Nie ze wszystkim jednak sobie radziłam. Głównie skupialiśmy się na przedmiotach ścisłych. Fizyka, matematyka i biologia – z nimi nie miałam problemu. Była jednak niestety jeszcze chemia, a tego przedmiotu, jak bardzo bym się nie starała, zwyczajnie nie potrafiłam zrozumieć. Nie miałam również kogo poprosić o pomoc. W laboratorium przeprowadzaliśmy różne, skomplikowane doświadczenia, a ja nigdy nie miałam pojęcia jak co i dlaczego akurat właśnie tak ma działać. Kiedy wszyscy już wyszli, ja jeszcze kończyłam swoje zadanie. Nie planowałam się zbyt łatwo poddawać i uznałam, że potrzebuję na to nieco więcej czasu. Skupiona podgrzewałam próbówkę, dodając coraz to nowe odczynniki.

– Nie rób tego! – usłyszałam głośny rozkaz, ale było już za późno, ponieważ zdążyłam przechylić trzymane w ręce naczynie.

Ktoś siarczyście przeklinając przewrócił mnie na podłogę, przykrywając sobą. Próbówka wypadła mi z ręki, rozbijając się na kafelkach i rozlewając resztę płynu. Huk wybuchu, dźwięk tłuczonego szkła, nieprzyjemny, gryzący dym. Ciężar zelżał. Powoli usiadłam.

– Odbiło ci?! – usłyszałam wściekłe warknięcie.

Podszedł do rzędu okien i kolejno zaczął otwierać je na oścież. Dym powoli znikał. Próbówki i kolby na moim stanowisku były potłuczone. Wszędzie rozsypały się odłamki szkła i porozlewały różnobarwne płyny. Na kilku sąsiadujących z moim stolikach naczynia również były popękane. Cóż… to by podsumowywało moje zdolności z chemii.

– Ja nie chciałam… – odezwałam się obronnie, napotykając lodowate spojrzenie chłopaka.

– Idiotka! – syknął rozeźlony.

Chciałam coś powiedzieć, ale przerwało mi skrzypnięcie otwierających się drzwi.

– Co tu się dzieje?! – zapytał surowym tonem nasz srogo wyglądający profesor.

Miałam zamiar odezwać się, przeprosić, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. Jeszcze bardziej niż samej chemii nie rozumiałam i bałam się chyba tylko właśnie mojego nowego nauczyciela.

– Ćwiczyłem przy projekcie. Źle odmierzyłem odczynniki – odezwał się ku mojemu ogromnemu zdziwieniu chłopak.

Nauczyciel tylko skinął głową, a potem nacisnął jeden z guzików stojącego na biurku interkomu. Przez krótką chwilę z kimś rozmawiał, a ja kompletnie nie rozumiałam o czym. Gdy skończył, zwrócił się do chłopaka.

– Zgłosisz się na placu. Masz piętnaście minut – ton nauczyciela był chłodny i rzeczowy.

– Tak jest – odpowiedział tamten wysnutym z emocji tonem, ominął mnie i szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia.

Stałam, wpatrując się oniemiała w stworzone przeze mnie pobojowisko, nawet nie próbując zgadywać co właśnie się stało.

– A ty? Co jeszcze tu robisz? – surowy wzrok nauczyciela spoczął teraz na mnie.

Szybkim ruchem podniosłam swoją torbę, strzepując z niej odłamki szkła. Na szczęście nie była niczym zalana.

– Dowidzenia – rzuciłam przez ramię, niemalże biegnąć w kierunku wciąż otwartych drzwi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Stołówkę wypełniał dziki tłum, a Daniela nigdzie nie było. W dalszym ciągu nie mogłam przestać rozmyślać o wydarzeniach w laboratorium chemicznym. Mechanicznie chwyciłam jedną z tac, ustawiając się w długiej kolejce. Kiedy sięgałam po sałatkę owocową, brzegiem tacy niechcący potrąciłam plecy stojącej przede mną dziewczyny. Odskoczyła jak oparzona.

– Przepraszam – odezwałam się zaskoczona, wiedząc, że nie uderzyłam jej zbyt mocno.

– Nie szkodzi – mruknęła, zabierając swoje jedzenie i opuszczając kolejkę.

Znałam ją, przynajmniej z widzenia. Należała do mojej grupy. Wyglądała dość niepozornie. Była mojego wzrostu, ale cerę miała bardzo bladą i piegowatą. Miała też ładne, ale cienkie kasztanowe włosy i sylwetkę ukrytą pod za dużą bluzą z kapturem. Obserwowałam jak przedziera się przez tłum, a potem siada przy pustym stoliku w rogu sali. Spojrzałam w kierunku stolika chłopaków. Daniela wciąż nie było. Poczułam, że to zrządzenie losu i… moja jedyna szansa na to by się z kimkolwiek w tej szkole zaprzyjaźnić. Minęły już dwa tygodnie, a ja poza lekcjami właściwie z nikim nie zamieniłam ani jednego słowa. Pewnym krokiem – znacznie pewniejszym niż się czułam – ruszyłam za nią.

– Hej, mogę tu usiąść? – zapytałam stając naprzeciwko niej.

– Ze mną? – zapytała zaskoczona, podnosząc wzrok.

W jej miodowych oczach czaił się jakiś dziwny lęk, ale widziałam w nich również podobną do mojej własnej nadzieję. Postawiłam tacę i usiadłam, uznając to za przyzwolenie.

– Jestem Emily – przedstawiłam się uprzejmie. – Chodzimy razem na zajęcia.

Skinęła głową.

– Mam na imię Sara – odezwała się po chwili.

Rozmowa się nie kleiła, ale wystarczyła mi sama jej obecność. Ona chyba miała podobne odczucia.

– Nienawidzę tej szkoły – wyznałam szczerze, kiedy wstałyśmy odnieść nasze tace.

Uśmiechnęła się do mnie. Naprawdę uśmiechnęła, to nie był sztuczny czy udawany uśmiech.

– Więc z pewnością istnieje coś co nas łączy – odpowiedziała, a potem się roześmiałyśmy. Obie. Na lekcje poszłyśmy razem już w zupełnie innej, znacznie lżejszej atmosferze.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Trzeba było należeć do którejś ze sportowych drużyn, a żeby się do jakiejś dostać, trzeba było osiągnąć dobre wyniki. Głupia zasada. W akademii, oprócz nauk ścisłych, ważna była przede wszystkim sprawność fizyczna. Z tym nie miałam problemu, za to z jakąkolwiek grą zespołową – owszem. Razem z Sarą zdecydowałyśmy, że spróbujemy naszych sił w pływaniu, głównie dlatego, że to pozwalało nam pozostać na uboczu. Granatowe, mocno zabudowane kostiumy, indywidualnie liczony czas, nic co mogłoby rzucać się w oczy. Siedziałam obok Daniela na trybunach i czekając na swoją kolej przyglądałam się jak inni pływają na czas. Nadeszła kolej Sary. Dziewczyna była niesamowita. Nie widziałam jeszcze, żeby ktoś tak sprawnie i szybko pływał. Kiedy się jej przypatrywałam, gdy wyszła z wody, mój wzrok przyciągnęły jej plecy. Miała na nich podłużne, krzyżujące się ze sobą, czerwone pręgi.

– Daniel, co jej jest? – spytałam zaniepokojona, wskazując mu głową Sarę.

Chłopak skrzywił się nieznacznie.

– To jedna z nich – wyjaśnił. – Zapewne złamała jakiś punkt regulaminu. Oni są traktowani inaczej niż reszta. Mają swój własny system kar.

– Co masz na myśli? – nie zrozumiałam.

Westchnął.

– Są eksperymentem – wyjaśnił cicho. – Ich geny zostały zmienione. Są silniejsi, szybsi, ich obrażenia znacznie łatwiej się goją, ale to miało też skutki uboczne, takie jak agresja. Zresztą sama widziałaś – stwierdził wymownie. – Dlatego akademia ma dla nich własny system, regulamin i kary. Gdybyś ty coś przeskrobała zapewne wykonywałabyś jakieś prace dla któregoś z nauczycieli, albo odbyła jakiś forsowny trening. Ich kary najczęściej są cielesne.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami, a pytaniem, które najbardziej chciałam zadać było w tym momencie „ale jak to?”. Daniel znał mnie najwyraźniej już na tyle dobrze, żeby wiedzieć jak bardzo się tym przejęłam.

– Em, jakoś muszą ich trzymać w ryzach, a to działa. Po prostu ich unikaj, dobrze? Szybko nauczysz się ich rozpoznawać.

O nie! Nie miałam zamiaru ich unikać, na pewno nie Sary – pierwszej osoby, która w ogóle chciała tu ze mną rozmawiać. Na szczęście nie musiałam się tym stwierdzeniem dzielić z Danielem, ponieważ instruktor wyczytał z listy moje nazwisko. Cały mój gniew i irytację włożyłam w siłę mięśni i bez problemu dostałam się do drużyny. Na liście byłam druga – płynęłam tylko kilka sekund dłużej od Sary.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Powietrze było coraz chłodniejsze, ale ja wciąż uwielbiałam siedzieć w „moim” ogrodzie. Po prostu z trawnika przeniosłam się do altanki. Wcześniej chciałam tu zabrać Sarę, ale po tym co usłyszałam od Daniela, uznałam, że to nienajlepszy pomysł. Nie wybaczyłabym sobie gdyby przeze mnie ktoś miał zrobić jej krzywdę. Znałam ją dopiero od dwóch dni, ale już stała się ważną dla mnie osobą. Miałam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.

– Znowu tu jesteś? – usłyszałam znajomy głos, w którym pobrzmiewało więcej niż nuta irytacji.

Tym razem odważnie spojrzałam w zimne, niebieskie oczy. Mimo panującego na zewnątrz chłodu, chłopak miał na sobie jedynie wojskowe spodnie i czarnego t-shirta. Wcale jednak nie wyglądał jakby miał zmarznąć.

– Tak, tylko, że mnie, w przeciwieństwie do ciebie, wolno tu być – odpowiedziałam rzeczowo.

Z niedowierzaniem pokręcił głową, chyba zdziwiła go moja odpowiedź.

– Więc zamierzasz mnie wydać? – zapytał jakby nieco rozbawiony.

– Nie, jeżeli zostawisz mnie w spokoju – oznajmiłam, nie spuszczając z niego wzroku.

Przyjrzał mi się uważnie, a potem wzruszył ramionami.

– Brzmi fair.

– Doskonale – audiencję uznałam za skończoną i wróciłam wzrokiem do książki.

Z jakiejś przyczyny nie mogłam w ogóle skupić się na czytanych literach. Nie chciały składać się w słowa. Ponownie podniosłam wzrok, ale jego już obok mnie nie było. Rozejrzałam się po ogrodzie. Ćwiczył na trawniku obok altanki, na którym wcześniej zwykłam czytać. Lubiłam oglądać treningi – przynajmniej gdy sama nie musiałam w nich uczestniczyć, ale to głównie ze względu na Daniela. Uwielbiałam na niego patrzeć. Teraz było inaczej. On był inny. Nie miał tego kociego wdzięku, było w nim raczej coś niepokojąco mrocznego, coś co mnie intrygowało. Sama nie wiedziałam kiedy odłożyłam książkę na ławkę i wyszłam z altanki. Kiedy przyszła mi do głowy ta absurdalna myśl, moje ciało już ją wykonywało – jakby ktoś mnie zahipnotyzował. Chłopak obrzucił mnie pytającym spojrzeniem, kiedy znalazłam się tuż obok niego. Podwinęłam do góry tył jego koszulki i niemal zachłysnęłam się powietrzem, na widok fragmentu jego pleców. Gdy pierwsze zaskoczenie minęło, natychmiast chwycił mnie za nadgarstek, patrząc na mnie jak na wariatkę. Zasłużyłam, bo chyba tak właśnie się zachowałam. Odsunął mnie od siebie.

– To przeze mnie? – zapytałam cicho. – Dlaczego się wtedy przyznałeś?

– Pomogłaś mi wcześniej. Nie lubię mieć długów – oznajmił zimno. – Dzięki temu jesteśmy kwita, prawda?

Nie, nie byliśmy, to nie było fair, a ja pomogłam mu wtedy instynktownie, niczego nie oczekując w zamian. Przecząco pokręciłam głową.

– Nic złego by mnie nie spotkało.

– Nie? Jesteś pewna? Bo wyglądałaś na przerażoną – zadrwił. – Kilka tygodni sam na sam z panem „za bardzo lubię nastoletnie dziewczynki” wydało mi się znacznie gorszą perspektywą. Na mnie to nie robi wrażenia – dodał nieco łagodniej, gdyż najwyraźniej wpatrywałam się w niego spłoszonym wzrokiem. – Już się przyzwyczaiłem.

Wzdrygnęłam się mimowolnie. Byłam zbyt przejęta, by cokolwiek mu odpowiedzieć – chociażby głupie „dziękuję”. Puścił mój nadgarstek, obrzucił mnie pełnym pogardy spojrzeniem, a potem odszedł – bez słowa. Stałam jeszcze przez chwilę, wpatrując się w jego oddalające się plecy. Ogród był ze wszystkich stron otoczony murami akademii, a mimo to dosięgnął mnie zimny, przenikliwy wiatr. Zostałam sama, choć może niezupełnie – towarzyszyło mi aż nazbyt wiele nieprzyjemnych, ponurych myśli.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Mój pokój był niewielki, ale przytulny. Poukładałyśmy sobie poduszki, opierając je o ścianę i teraz siedziałyśmy z Sarą wygodnie wyciągnięte na moim łóżku. Było wyjątkowo wesoło, bo rozmawiałyśmy o tym, dlaczego nie chichoczemy, jak to mają w zwyczaju dziewczęta. Chyba po prostu nie robiłyśmy tego do tej pory, bo teraz zdecydowanie właśnie chichotałyśmy. Przerwało nam pukanie do drzwi, po którym, bez zaproszenia, do środka wszedł Daniel. Zwyczajowy uśmiech i niewypowiedziane słowa zamarły na jego ustach. Coś osobliwego pojawiło się w wyrazie jego twarzy.

– Co ona tu robi?! – spytał ostro, wskazując w kierunku Sary.

Dziewczyna skuliła się, wyraźnie przestraszona, a ja zaczynałam być wściekła na Daniela. Również za to, że wchodzi do MOJEGO pokoju jak do siebie i narusza MOJĄ prywatność (choć do tej pory nigdy mi to nie przeszkadzało), ale przede wszystkim z powodu tego jak traktował Sarę.

– Nie twoja sprawa! – odpowiedziałam warknięciem.

– Oczywiście, że moja – właściwie to wypowiadając słowa nie zwrócił na mnie szczególnej uwagi. – Ty jesteś moją sprawą. I nie będziesz się z nią zadawała. Nie jesteś tu mile widziana – zwrócił się już bezpośrednio do Sary, a kiedy dziewczyna nie zareagowała, po prostu podszedł do niej, chwycił ją za łokieć, podniósł z łóżka i wyprowadził z pokoju.

Na jej pobladłej twarzy zobaczyłam łzy. Na korytarzu wyrwała sie i uciekła, a Daniel wrócił do środka.

– Co to niby miało być?! – wrzasnęłam, nawet nie zdając sobie sprawy, że podnoszę głos.

Chłopak był już spokojny, a to wkurzyło mnie jeszcze bardziej. Odetchnął głęboko.

– Mówiłem ci przecież, że to jedna z nich. Nie powinnaś się z nimi zadawać.

Byłam rozdarta. Miałam ochotę mu czymś przyłożyć i pobiec za Sarą, ale wiedziałam, że to niczego nie rozwiąże. Przeproszę ją później i dopilnuję, żeby Daniel również to zrobił. Póki co to z nim miałam do wyjaśnienia kilka kwestii.

– Nie obchodzi mnie to – oznajmiłam stanowczo. – Nie będziesz decydował o tym, z kim mogę się spotykać, a z kim nie.

– Em – odezwał się cierpiętniczo – nic nie rozumiesz. Nie możesz mi po prostu zaufać?

– Nie – odpowiedziałam twardo.

Westchnął. Podszedł i usiadł na brzegu łóżka.

– Jest ich tylko dziewiętnastu, dlaczego musiałaś trafić akurat na jedną z nich? – zapytał, wcale nie oczekując odpowiedzi. Spojrzał na mnie, już nie zimno, ani gniewnie. W jego wzroku było nieme błaganie. – Em, to eksperyment. Oni nawet niezupełnie są ludźmi.

– Co masz na myśli? – spytałam przysuwając się bliżej, teraz bardziej ciekawa niż zagniewana.

Od najmłodszych lat poznawałam różne, wojskowe tajemnice, najczęściej jednak dlatego, że zaintrygowało mnie coś co podsłuchałam. Nikt nigdy tak bezpośrednio się nimi ze mną nie dzielił. Daniel był inny. Uważał mnie za osobę godną znania prawdy – jakakolwiek by nie była – i oczywiście za osobę, godną zaufania, która zachowa dla siebie to co od niego usłyszy.

– To nie laboratorium powstało w akademii, tylko akademia dookoła laboratorium – tym razem mówił niechętnie, jakby udzielenie mi informacji było mniejszym złem, które właśnie zdecydował się wybrać. – Przeprowadzano tu różne badania, ale głównym ich celem było oczywiście udoskonalanie technologii wojskowych. W ten sposób chcieli stworzyć swoją własną, znacznie ulepszoną armię. Częściowo im się udało, stworzyli niewielki regiment. Twoja nowa koleżanka to sztucznie wyhodowana jednostka. Powstała w inkubatorze. Ma zmieniony kod DNA.

Słyszałam o różnych rzeczach, ale to…

– Nie mówisz poważnie, prawda?

Musiałam wyglądać na przestraszoną, bo Daniel wziął mnie za ręce.

– Nie są na tyle niebezpieczni, żeby nie móc przebywać wśród ludzi, ale jednocześnie są na tyle inni, że trzeba ich stale kontrolować. Nie są – przez chwilę szukał odpowiedniego słowa – stabilni. Czasami po prostu zaczynają być agresywni.

Znałam go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kiedy zostawia jakieś niedomówienia lub delikatnie mija się z prawdą. Musiałam domyślić się sama.

– Ale nie dotyczy to Sary, prawda? Nigdy nie była agresywna?

Niechętnie skinął głową.

– Jest nieco inna, dlatego trzyma się na uboczu.

– Jest sympatyczna i naprawdę ją lubię – oznajmiłam stanowczo, patrząc mu w oczy.

– I nic co powiem czy zrobię, nie przekona cię, żeby przestać się z nią zadawać? – ku mojemu zdziwieniu nie był zły. Uśmiechał się do mnie.

– Nie bardzo – zdziwiła mnie nagła zmiana jego reakcji. Dlaczego na początku tak bardzo spanikował, a teraz zamierza po prostu odpuścić?

Daniel sięgnął po stojący na biurku, ciemnogranatowy komputer. Otworzył klapę i włączył laptopa.

– Powinnaś wiedzieć kim są – stwierdził, wchodząc na jedną z ozdobionych logiem akademii, zabezpieczonych hasłem stron.

Wyświetliły się zdjęcia i profile uczniów. Zajmowały całą stronę i przewijały się w dół. Obok portretów widniały jedynie imiona i numery. Wśród nich odnalazłam Sarę i kilka innych, znajomych twarzy. Daniel podał mi komputer, a ja z ciekawością przyglądałam się opisom i fotografiom. Z jednej z nich wpatrywały się we mnie znajome, niebieskie oczy. W obiektyw patrzył obojętnie, bez tego wiecznie towarzyszącego mu chłodu. Alexander – przeczytałam podpis obok numeru, po raz pierwszy poznając imię chłopaka, który bez przerwy pojawiał się na mojej drodze.

– Czemu nie mają nazwisk? – zapytałam zbita z tropu.

Roześmiał się.

– Masz talent do wyłapywania najbardziej istotnych problemów – stwierdził. – Nie mają rodziców, skąd mieliby więc wziąć nazwiska? Myślę, że na użytek wojska po prostu później zostaną im jakieś przydzielone.

Przeglądając profile zauważyłam, że wszyscy byli przynajmniej o rok starsi ode mnie i od Sary. Coś się nie zgadzało. W myślach policzyłam zdjęcia. Dziesięć dziewczyn i dziesięciu chłopaków.

– Mówiłeś, że jest ich dziewiętnastu…

– Tak, zostało dziewiętnastu. Katharin – przesunął palcem po touchpadzie i kliknął na wybrany profil – miała wypadek podczas jednego z testów. Nie żyje.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Gdy tylko Daniel wyszedł, wróciłam do przeglądania zdjęć. Interesowało mnie zwłaszcza jedno z nich. Ponownie przeczytałam wszystkie dane. Alexander, 187 centymetrów, 80 kilogramów, 19 lat skończył 22 maja, oczy szare (z tym nie mogłam się zgodzić), grupa krwi 0 rh+, pokój 249 (przydatna informacja). Były tam również oceny i wyniki testów, których w ogóle nie rozumiałam, oraz jakieś chemiczne wzory. Zrobiłam screena i zapisałam w katalogu, w którym trzymałam wszystko co mnie zainteresowało. To samo zrobiłam z profilem Sary. Przynajmniej jeśli chodzi o nią, to osiągnęliśmy z Danielem swojego rodzaju kompromis. Obiecał się nie wtrącać, ale i tak kazał mi uważać. Bałam się, że planuje nie spuszczać mnie z oczu. Jeszcze trzy dni wcześniej wcale by mi to nie przeszkadzało, ale wtedy nie śmiałam nawet marzyć o perspektywie posiadania jakiejkolwiek przyjaciółki. Nie zamierzałam mu pozwolić na zepsucie tych niespodziewanych relacji. Wyłączyłam komputer i wyszłam na korytarz. Pokój 114. To samo piętro co moje. Najwyraźniej nie izolowano ich od innych uczniów, ale pokoje mieli obok siebie, na samym końcu korytarza – oczywiście chłopcy i dziewczęta rozlokowani byli na dwóch różnych piętrach. Gdy stanęłam przed drzwiami delikatnie zapukałam. Dopiero teraz poczułam strach, zastanawiając się co zrobię, jeżeli mi nie wybaczy i nie będzie chciała mnie znać. Otworzyła prawie natychmiast. Patrzyła na mnie zaskoczona.

– Hej, mogę wejść? – zapytałam. Zabrzmiało znacznie bardziej błagalnie niż bym chciała.

– Tak, proszę – odpowiedziała nieco zmieszana.

– Przepraszam – odezwałam się, gdy tylko zamknęła za mną drzwi. – To znaczy za Daniela. Zachował się jak dupek. Przepraszam. To się już więcej nie powtórzy.

Przecząco pokręciła głową. Usiadła na starannie posłanym łóżku. Jej pokój był niemal zupełnie pusty. W moim był laptop, jakieś książki, własne poduszki. Sypialnia Sary była surowa, wyglądała dokładnie tak, jak pomieszczenie do którego weszłam, gdy tu przyjechałam. W środku nie było nic osobistego. Podniosła na mnie pełne smutku oczy.

– Nie, on miał rację – szepnęła. – Nie powinnaś się ze mną zadawać. To zły pomysł.

– Wcale nieprawda! – usiadłam obok niej. – To doskonały pomysł! Jedyny dopuszczalny pomysł!

Uśmiechnęła się do mnie smutnym uśmiechem.

– Emi, nic o mnie nie wiesz… – zaczęła, ale nie zamierzałam pozwolić jej skończyć.

– Wiem wystarczająco wiele – przerwałam. – Jesteś miła, zabawna i lubię spędzać z tobą czas. Cała reszta mnie nie interesuje.

– Poddaję się – mruknęła przewracając się na łóżko, ale wyraźnie widziałam malującą się na jej twarzy ulgę. Taka sama rozlała się w moim wnętrzu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Gdy następnego dnia przyszłam do ogrodu on już w nim był. Spojrzał na mnie z niechęcią, ale tym razem nie próbował mnie wyganiać. Po prostu mnie zignorował. Uznałam, że to zawsze jakieś pozytywne osiągnięcie. Usiadłam, ale nawet nie otworzyłam książki. Alexander. Był „jednym z nich”. Rzeczywiście sprawiał wrażenie, że mógłby być niebezpieczny. Widziałam już jego agresywne zachowanie, ale mimo wszystko… nie czułam się przy nim zagrożona. Ani odrobinę. Nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że wpatruję się w niego w tak bezczelny sposób, dopóki nie fuknął poirytowany.

– Dobra, mów czego chcesz – niemalże warknął na mnie, przerywając ćwiczenia.

Roześmiałam się. Mimowolnie. Chyba nie takiej reakcji się spodziewał.

– Przepraszam – wydusiłam z siebie, nie mogąc przestać się śmiać.

Wstał i otrzepał z trawy spodnie.

– Czy jesteś psychicznie chora? – zapytał podejrzliwie.

Chyba chciał mnie urazić. Jeżeli tak, to mu się to nie udało.

– To całkiem możliwe – stwierdziłam pogodnie.

Ruszył w moim kierunku. Zaskoczona zerwałam się z ławki. Znalazł się blisko – zbyt blisko. Cofnęłam się o krok, ale wtedy plecami oparłam się o ścianę. Jego ręka znalazła się tuż nad moim ramieniem, odcinając mi drogę ucieczki. Stałam teraz zablokowana pomiędzy nim a ławką.

– Nie pogrywaj sobie ze mną! – warknął.

Nie przestraszył mnie, choć chyba taki właśnie był jego zamiar. Czułam się skrępowana. Szalało we mnie jakieś dziwne napięcie, oczekiwanie, pragnienie. Spojrzałam mu w oczy – lodowato-zimne, niebieskie. Chyba rzeczywiście byłam szalona. W końcu z tego co mówił Daniel wynikało, że powinnam się go bać.

– Jeżeli uważasz, że w ten sposób wygonisz mnie z mojego ogrodu, to jesteś w błędzie – oznajmiłam najspokojniej jak potrafiłam, choć serce biło mi jak oszalałe.

Przyglądał mi się przez chwilę w milczeniu. Wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo przyspieszony jest jego oddech. Jak szybko bije jego serce. Jak walczy sam ze sobą, żeby się uspokoić. Czekałam, sama nie wiedząc na co czekam. W końcu odsunął się i odwrócił wzrok. Uderzył pięścią, wybijając dziurę w drewnianej ścianie altanki. Szybkim krokiem ruszył przed siebie, pokrytą żwirem alejką. Po raz kolejny zostałam sama, nie do końca orientując się w tym co właściwie się stało i do czego przed chwilą mogło dojść.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Nie mogłam przestać myśleć o Alexie (już sobie zdążyłam skrócić jego imię). To było dziwne i… niepokojące. Ku mojemu własnemu zdumieniu najbardziej jednak martwiło mnie to, że sobie poszedł – tak po prostu, bez słowa wyjaśnienia. Podczas kolacji ze wszystkich sił starałam się wrócić do rzeczywistości. Daniel podszedł ze mną do stolika Sary. Patrzyła na niego spłoszonym wzrokiem.

– Hej – odezwał się pierwszy – chciałem cię przeprosić. Zbyt ostro zareagowałem. Opiekuję się Emily i czasami bywam nadopiekuńczy – kontynuował, z rozbrajającym uśmiechem.

Na dowód objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy. Sara była zaskoczona i jakby zbita z tropu.

– Nic się nie stało – wyjąkała cichutko.

– Dobra, zostawiam was same, dziewczyny – uśmiech nie schodził mu z twarzy, wcielenie niewinności. – Do zobaczenia później – rzucił w moim kierunku – i smacznego. – Odwrócił się i odszedł do, spory kawałek oddalonego, stolika chłopaków.

Usiadłam.

– Wszystko w porządku? – zapytałam Sary.

– Taak, chyba tak… – mruknęła niezbyt przekonana.

– Nie przejmuj się Danielem. Mamy rozejm, nie będzie już więcej rozrabiał – uśmiechnęłam się do niej, mając nadzieję, że uda mi się rozwiać jej niepokój.

– Dobrze – odpowiedziała zanurzając łyżkę w rozmieszanym z dżemem twarożku.

Skoro już byłyśmy przy niezręcznych tematach…

– Za co zostałaś ukarana? – zadałam pytanie, które nurtowało mnie już od jakiegoś czasu – to znaczy od momentu gdy zobaczyłam jej plecy na basenie. – Przepraszam, że pytam – dodałam poniewczasie. Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać…

Sara zaczerwieniła się wściekle. Na dobre utkwiła wzrok w swojej kolacji. Byłyśmy jednak ze sobą szczere i wiedziałam, że w końcu mi odpowie.

– Śledziłam takiego jednego chłopaka – wyznała. – Tyle, że było to po ciszy nocnej, a on w pewnym momencie gdzieś zniknął. Zostałam sama na korytarzu i strażnik mnie przyłapał.

– Dlaczego go śledziłaś? – zdziwiłam się odrobinę.

Nie sądziłam, że Sara mogła stać się jeszcze bardziej czerwona. Jej buzia przypominała teraz kolorem dojrzałą truskawkę.

– Czasami za nim chodzę – odpowiedziała przepraszająco. – Bardzo mi się podoba… – najwyraźniej nie miała pojęcia jak skończyć to zdanie.

Roześmiałam się wesoło.

– Myślę, że jesteś w takim razie usprawiedliwiona – oznajmiłam.

– A ty Emi? Tobie ktoś się podoba? – zapytała nagle, z ogromnie entuzjastycznym zainteresowaniem.

Byłam pewna, że tym razem to ja się rumienię.

– Właściwie to od kilku miesięcy podoba mi się Daniel – przyznałam. Sara wpatrywała sie we mnie intensywnie, zasłuchana w moje słowa, jakby od dawna była spragniona takich rozmów. Ja chyba również byłam, choć może nie aż w takim stopniu. Postanowiłam kontynuować. – Raz mnie nawet pocałował, tylko że następnego dnia chciał, żebyśmy zostali przyjaciółmi – dodałam szybko by w zarodku ugasić jej entuzjazm.

– Dlaczego? – wyglądała na szczerze zdziwioną. – Pasujecie do siebie – stwierdziła z szelmowskim uśmiechem.

Wzruszyłam ramionami.

– Nie wiem. Dobrze się dogadujemy. Chyba po prostu ja mu się w ten sposób nie podobam – ku mojemu własnemu zdziwieniu, w moim głosie nie było słychać żalu. W środku również już go nie czułam.

– Cóż – westchnęła Sara, z wciąż rozpromienioną twarzyczką – w takim razie chyba obie musimy postarać się bardziej, trochę powalczyć i zostać zauważone przez „naszych chłopaków”.

Roześmiałam się. Chłopcy – chłopcami, ale ja coraz bardziej zaczynałam kochać moją Sarę. Nie pamiętałam już jak w ogóle mogłam bez niej żyć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zżerała mnie ciekawość i chyba tylko dlatego tak entuzjastycznie zgodziłam się iść, gdy Daniel zapytał czy mam ochotę obejrzeć „ich” indywidualny trening. Chciał mi pokazać jak bardzo się od nas różnią. Niezwykle mu zależało na tym, żeby pokazać w jak dużym stopniu „dzieci eksperymentu” nie są ludźmi. Już nawet nie byłam pewna czy wynika to jedynie z troski o moje bezpieczeństwo czy z czegoś zupełnie innego. Udaliśmy się do zachodniego skrzydła, a tam, zamiast skierować się do sali ćwiczeń, wspięliśmy się na drugie piętro. Daniel prowadził mnie plątaniną ciasnych korytarzy. Dwukrotnie minęliśmy zabezpieczone zamkiem elektronicznym drzwi. Gdy przeszliśmy przez trzecie, okazało sie, że stoimy na niewielkim balkonie, kilka ładnych metrów nad salą gimnastyczną. Poczułam się zaskoczona, widząc na przeciwko jeszcze cztery kolejne. Będąc na dole nigdy nie zwróciłam na nie uwagi. Wszystko było stąd doskonale widać.

– Emi – zagadnął mnie Daniel.

– Tak? – spytałam przyglądając się sali.

– Nie panikuj dobrze? Ich treningi są specyficzne, ale nic im nie grozi, jasne? – poczułam się jak małe dziecko, które zabrano do cyrku. Niechętnie skinęłam głową, a Daniel zarobił u mnie sporego minusa. – Po prostu nie chciałbym, żebyś zwróciła na nas czyjąś uwagę – westchnął zrezygnowany, chyba dostrzegając moje niezadowolenie. – Nie powinno cię tu być.

Uśmiechnęłam się do niego, ale mój uśmiech szybko zniknął, gdy w sali pojawiły się odziane na czarno postacie. Stroje mieli sportowe, takie, które nie krępowały im ruchów. Nie pojawiło się aż dziewiętnaście sylwetek. Przyszło zaledwie pięć osób – wszyscy płci męskiej. Wśród nich był jednak Alex i to on przyciągnął mój wzrok. Zafascynowana przypatrywałam się ich rozgrzewce. Rzeczywiście robiła wrażenie, ale nie było w tym nic aż tak spektakularnego. Nie miałam pojęcia co chciał pokazać mi Daniel. Dopiero po chwili spostrzegłam, że po dwóch stronach sali przejścia zagradzają kraty. Nie było ich widać, gdy drzwi były zamknięte. Za jednymi z nich stało dwoje żołnierzy z przygotowanymi strzelbami. Broń była nietypowa. Wyglądała jak ta na naboje, którymi usypia się zwierzęta. Po kilkunastu minutach kadeci przerwali rozgrzewkę. Stanęli pod ścianą, przez chwilę rozmawiając o czymś żywiołowo. W końcu Alex skinął głową i wyszedł na środek pomieszczenia, a pozostali ominęli kraty i stanęli za uzbrojonymi żołnierzami. Starałam się nie snuć domysłów, ale to co zobaczyłam i tak nigdy nie przyszłoby mi do głowy. Krata po drugiej stronie sali otworzyła się, a do środka, dostojnym krokiem, wszedł najprawdziwszy w świecie lew – ogromny, przepięknie zbudowany i dostojny, ale jednocześnie najwyraźniej albo bardzo głody, albo wkurzony. Od ryku, który wydał przeszły mnie ciarki. Alex obserwował go uważnie. Drapieżnik sprawiał przez chwilę wrażenie, jakby chciał go obejść dookoła, ale chłopak poruszał się wraz z nim. Krążyli wokół siebie przez kilka dłużących się w nieskończoność chwil, aż w końcu rozjuszony Lew go zaatakował. Autentycznie rzucił się na niego. Zachłysnęłam się powietrzem. Wydobył się ze mnie pełen przerażenia dźwięk – ni to jęk, ni krzyk. Wzrok Alexa powędrował w górę. Nasze spojrzenia na krótką chwilę się spotkały. Chłopak rozproszył się. Stracił koncentrację. Lew położył na nim zakończone ostrymi pazurami łapy, wbił się zębami w jego ramię. Daniel zakrył mi ręką usta, przyciągając mnie do siebie. Stanowczo przytrzymał.

– Ostrzegałem – szepnął poirytowany.

Nie zareagowałam. Wpatrywałam się oniemiała w to, co się działo na dole w sali. Alex znów był skupiony. Z wściekłością, nadludzką siłą, odepchnął od siebie zwierzę. Jego ramię było zakrwawione, a bluza podarta. Lew znów zaatakował, rzucając się na niego. Wyglądało to tak, jakby chłopak złapał go w locie, a potem rzucił nim przez pomieszczenie. To było niemożliwe. Nie mógł być szybszy i silniejszy od cholernego, ogromnego lwa! Tak jednak właśnie było. Drapieżnik spróbował jeszcze kilkakrotnie, a potem się wycofał. Daniel wyciągnął mnie na zewnątrz. Byłam zbyt oniemiała by choć pomyśleć o tym, żeby w jakikolwiek sposób zaprotestować.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Minęło już dobre pól godziny, a ja wciąż siedziałam na korytarzu, pod drzwiami z numerem 249. Po prostu musiałam sprawdzić czy wszystko jest z nim ok., bez żadnego, konkretnego planu działania. Gdy wreszcie się pojawił, miał na sobie koszulkę bez rękawów i starannie zabandażowane ramię. Odetchnęłam z ulgą. Ku mojemu zdziwieniu, gdy mnie zobaczył, na jago twarzy nie było złości. Malowało się na niej raczej zaskoczenie.

– Co tu robisz? – zapytał tonem zwyczajnej pogawędki.

– Chciałam sprawdzić czy nic ci nie jest – odpowiedziałam mu nagle okropnie speszona, podnosząc się z podłogi. Gdyby był na mnie wściekły, wiedziałabym jak sobie z tym poradzić. Zwyczajna rozmowa była dla mnie zbyt abstrakcyjna i… zawstydzająca.

Prychnął rozbawiony.

– Chodź i tak musimy porozmawiać – otworzył drzwi do pokoju i zaprosił mnie gestem.

– O czym? – zapytałam wchodząc za nim niezbyt przekonana.

Jego pokój wyglądał zupełnie jak ten Sary – pusty i surowy. Bez żadnych śladów czyjejkolwiek obecności. Zamknął za mną drzwi. Spojrzał mi w oczy. Odetchnął głęboko i dopiero wtedy się odezwał.

– Czy mógłbym cię prosić, żebyś nigdy więcej nie przychodziła na moje treningi? – zapytał tym razem wyraźnie siląc się na spokojny ton.

Byłam przekonana, że wściekle się rumienię. Moje policzki były gorące.

– Przepraszam – wydusiłam z siebie – nie chciałam, żeby tak wyszło. Byłam bardzo ciekawa i dlatego poszłam tam z Danielem. Nie sądziłam, że trafię tam akurat na ciebie – choć w duchu musiałam przyznać, że na to właśnie miałam nadzieję.

Skinął głową.

– Czy mogłabyś mi obiecać, że więcej tego nie zrobisz?

Niepewnie przytaknęłam.

– Przepraszam – skruszona powtórzyłam jeszcze raz. – Nic ci nie jest? – odważyłam się zapytać, patrząc na jego opatrzone ramię.

– To już nie twój problem – jego ton stawał się coraz chłodniejszy.

– Właśnie, że mój – odpowiedziałam żywiołowo. – Wiem, że to moja wina. Widziałam jak sobie radziłeś. Gdybym się tak nie przestraszyła…

Opadł ciężko na łóżko, opierając się plecami o ścianę. Maska opadła. Jej miejsce zastąpiła rezygnacja i gorycz.

– Nie rozumiesz – warknął. – Mogłaby nagle zacząć grać orkiestra dęta, a i tak nie odwróciłaby mojej uwagi. Nie wiem co się stało – wyjątkowo, dla odmiany, w ogóle na mnie nie patrzył. – Usłyszałem twój krzyk i nie byłem w stanie skupić się na niczym innym.

Wpatrywałam się w niego oniemiała. Co chciał przez to powiedzieć?

– Przepraszam – powtórzyłam po raz trzeci, nie bardzo wiedząc co innego mogłabym powiedzieć.

– Idź już, dobrze? – poprosił, wciąż nie podnosząc na mnie wzroku.

– Alex? – zapytałam cicho, nie mając pojęcia skąd wzięłam na to odwagę.

– Tak? – nie był ani trochę zdziwiony tym, że znam jego imię.

– Zobaczymy się jutro?

Ku mojemu zaskoczeniu przytaknął.

– Po południu, w ogrodzie.

Bolesne napięcie zniknęło. Poczułam się jak przekłuty balonik, który ktoś od nowa napełnia samymi ciepłymi uczuciami. Gdy wyszłam z jego pokoju, uśmiechałam się jak wariatka. Nie mogłam przestać aż do późnego wieczora, gdy w końcu jakimś cudem udało mi się zasnąć.

♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Akademia wbrew pozorom nie była więzieniem, a może raczej była, tylko nieco bardziej rozległym. W wolne dni mogliśmy opuszczać jej mury i odwiedzać znajdujące się na wyspie, senne miasteczko. Cała wyspa miała średnicę może 30 kilometrów. Oczywiście jej samej nikomu nie wolno było opuścić i wejście na prom było pilnie strzeżone. Tak samo zresztą jak przylegająca do budynku akademii kamienista plaża. Umówiłam się z Sarą na zewnątrz. To było nasze pierwsze wyjście do miasta. Chciałyśmy wspólnie zrobić zakupy. Zauważyłam, że oprócz oficjalnych mundurów i stroju treningowego moja przyjaciółka ma właściwie chyba tylko jedną parę dżinsów i kilka szarych bluzek. Nie mieściło mi się to w głowie. Nawet mój ojciec bardziej dbał o moją garderobę i namawiał mnie na kupowanie kolorowych sukienek i innych dziewczęcych rzeczy. Może i żałował, że nie jestem chłopcem, ale skoro już nim nie byłam, to przynajmniej częściowo traktował mnie jak dziewczynkę. Było mi przykro, że nikt w ten sposób nie traktował Sary. Gdy wyszłam, zaskoczyło mnie, że Sara z kimś rozmawia. Chłopak miał bardzo jasne włosy, nie był zbyt wysoki i był zdecydowanie chudszy niż standardowi uczniowie akademii. Nie wyglądał na cherlaka, ale nie miał również tej typowej, wyćwiczonej sylwetki. Podeszłam do nich odrobinę zakłopotana. Nieznajomy urwał w pół słowa i zamilkł przypatrując mi się nieufnie.

– Hej – zaczęłam niepewnie.

– Część – odpowiedziała mi pogodnie Sara, on nic nie powiedział.

– Mam na imię… – zaczęłam, ale chyba odzyskał rezon, ponieważ nie dał mi skończyć.

– Wiem – przerwał mi gniewnie. – Emily Morrington, dziewczyna Daniela Maes. Wszyscy to wiedzą.

– Nie jestem jego dziewczyną – odpowiedziałam nieco zbita z tropu.

– Nie? Opinia publiczna twierdzi co innego – zadrwił.

– Niko! – jęknęła Sara, kładąc mu rękę na ramieniu. – Ona nie ma z tym nic wspólnego. Bądź dla niej miły, to moja przyjaciółka.

Ciepłe słowa, które rozlały się w moim wnętrzu niczym gorąca czekolada, gryzły się nieco z niezrozumiałym dla mnie wydźwiękiem jej wypowiedzi.

– Naprawdę w to wierzysz? – prychnął.

Spojrzenie Sary stwardniało.

– Gdyby miała, to chyba za ten ton miałbyś naprawdę przechlapane, nie sądzisz? – spytała słodko.

Twarz Niko pobladła. Odsunął się o krok.

– Czy któreś z was powie mi o co tu chodzi? – spytałam z nadzieją.

Sara chwyciła mnie za rękę.

– Nie przejmuj się, Niko ma po prostu ograniczone horyzonty – wyjaśniła, ale wyraźnie wyczuwałam, że coś nieprzyjemnego kryje się pod jej lekkim tonem.

– Nie ważne, przepraszam – chłopak jakby spotulniał. – Nie było tej rozmowy. Podwiozę was do miasta i będę spadał. Panie przodem – teatralnym gestem wskazał na stojący nieopodal, terenowy samochód.

♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wycieczka była naprawdę przyjemna. Kupiłyśmy sobie takie same, jasnoniebieskie sweterki. Idealnie pasowały do naszych brązowych włosów – kasztanowych Sary i moich, nieco ciemniejszych, raczej przypominających w kolorze mleczną czekoladę. Napiłyśmy się smacznej, kokosowej kawy i postanowiłyśmy wrócić te kilka kilometrów na piechotę. Opowiedziałam Sarze o tym co widziałam na treningu, z jakiejś przyczyny, której właściwie sama nie znałam, słowem nie wspominając jej o Alexie.

– Mnie to na szczęście nie dotyczy – westchnęła. Nie byłam pewna czy z żalu czy z ulgi.

– Dlaczego? – zapytałam.

Skrzywiła się nieznacznie.

– Jestem nieudana. To znaczy eksperyment był nieudany – wyjaśniła szybko, widząc moją niepewną minę. – Nie jestem taka silna jak pozostali. Nie mam ich zdolności. Byłam ostatnia i zrobili ze mną coś innego. Dobrego – dodała nieco ciszej.

– To dlatego trzymasz się na uboczu? – chciałam wiedzieć.

– Tak, między innymi, ale jest jeszcze inny powód – wyznała. – Widzisz, jestem najmłodsza i czuwająca nad projektem profesor traktuje mnie jakbym była jej córką. Już na samym początku oddzieliła mnie od grupy. Miałam nadzieję, że będziesz chciała ją poznać – dodała, patrząc w ziemię. – To znaczy bardzo bym chciała, żebyś ją poznała. Jest dla mnie jak mama. Jest moją mamą – plątała się niepewnie.

– Z przyjemnością ją poznam – odpowiedziałam pogodnie, nie wnikając więcej w zwierzenia przyjaciółki.

Sara rozpromieniła się cała. Nie sądziłam tylko, że spotkanie z jej przybraną mamą będzie miało nastąpić tak szybko. Gdy znalazłyśmy się w budynku szkoły, zamiast do naszych pokoi, poprowadziła mnie do windy, przyłożyła kartę do czytnika, a ta bez problemu pozwoliła nam na zjazd do podziemnego laboratorium.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Monitory, kamery, różne skomplikowane urządzenia, kilka osób w białych fartuchach, parę obojętnych pozdrowień, świadczących o tym, że znają tu Sarę i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ani jednego z pilnujących akademii żołnierzy. Minęłyśmy po drodze kilka pomieszczeń, aż w końcu weszłyśmy do tego na końcu korytarza. Była to wielka, sterylnie czysta sala, z różnymi, dziwnymi przedmiotami w środku. Nikogo w niej nie było. Sara nie zatrzymując się przeszła przez pomieszczenie i otworzyła znajdujące się po drugiej stronie, niepozornie wyglądające drzwi. Wspięłyśmy się kilka stopni po schodach i znalazłyśmy się w pomieszczeniu kontrolnym, z kilkoma ekranami, komputerem i skomplikowanym pulpitem. W biurowym fotelu na kółkach z wysokim oparciem siedziała szczupła, dojrzała kobieta o latynoskiej urodzie – czarne, proste włosy, drobna sylwetka, oliwkowa skóra. Wyglądała jednak na bardzo bladą i zmęczoną.

– Sara! – podniosła się z fotela, uśmiechając radośnie. Moja przyjaciółka objęła ją ramionami. Były tego samego wzrostu.

Potem kobieta przeniosła wzrok na mnie. Jej oczy otworzyły się bardzo szeroko. Wpatrywała się we mnie oniemiała, a ja nie miałam pojęcia o co jej chodzi.

– Marry – zaczęła Sara, wymawiając imię z radosnym uwielbieniem – chciałam ci przedstawić moją przyjaciółkę, Emily.

– Dzień dobry, nazywam się Emily Morrington – zaczęłam swoje, ale ona już była przy mnie, tym razem mnie do siebie przytulając.

– Och, tak się cieszę, że Charles cię tutaj przysłał! – wykrzyknęła pełnym wzruszenia głosem, a ja zdziwiłam się słysząc imię mojego ojca. – Już od dawna marzyłam o tym, żeby cię poznać! Tyle mi o tobie opowiadał!

Marry – Marry Ann? Czyżby kochanka mojego ojca o której ja nic nie wiedziałam? Ona chyba jednak co nieco wiedziała o mnie…

– Cudownie, że zaprzyjaźniłaś się akurat z córką Charlesa – zwróciła się pogodnie do Sary.

Sara przez chwilę wyglądała na zaskoczoną, ale moment później już odwzajemniała radosny uśmiech.

– Miło mi panią poznać – powiedziałam próbując poskładać fragmenty tej łamigłówki.

– Mów mi Marry – poprosiła wciąż z tym wesołym uśmiechem. – Jeżeli będziesz czegokolwiek potrzebowała, zawsze mnie tutaj znajdziesz – dodała tym razem jakby nieco smutniejąc.

– Dziękuję – odpowiedziałam wpatrzona w rozświetlone ekrany, na których przelatywały niezrozumiałe dla mnie dane.

– Marry, Emi bardzo interesuje się projektem – odezwała się Sara. Nie miałam pojęcia jak do tego doszła, ale faktycznie miała rację. Ze względu na nią i na Alexa „projekt” intrygował mnie coraz bardziej. – Czy mogłaby razem z tobą obejrzeć moje sny? – wypowiedziała kolejne, zaskakujące dla mnie zdanie.

Kobieta przez chwilę przyglądała się nam uważnie. Zastanawiała się na czymś.

– Myślę, że to bardzo dobry pomysł – stwierdziła w końcu. – Emily, przyjdź do mnie w niedzielę koło południa. Czy potrzebujesz karty do laboratorium?

Przecząco pokręciłam głową. Nie wiedziałam co mi proponują, ale już na samą myśl czułam ekscytację.

– Wydaje mi się, że moja karta powinna tutaj działać – oznajmiłam. – Dziękuję za zaproszenie, na pewno przyjdę.

Obie obdarzyły mnie szerokimi uśmiechami, a mnie uderzyło ich nietypowe podobieństwo. Czyżby w jakiś sposób były spokrewnione? Czy to w ogóle możliwe? Postanowiłam, że w niedzielę zapytam o to Marry, póki co zbyt wiele się działo i nie chciałam przez przypadek sprawić przykrości Sarze. Gdy opuszczałyśmy laboratorium, mój wzrok przykuł jeden z umieszczonych nieopodal windy ekranów. Zdałam sobie sprawę, że jest to widok z kamer na wyższe piętra – więc jednak posiadali tu jakiś system ochrony. Na jednym z monitorów zobaczyłam Daniela. Serce podeszło mi do gardła. To co widziałam zdecydowanie bardzo mi się nie spodobało. Podeszłam bliżej, a Sara była tuż za mną. Daniel, Markus i trzeci chłopak, którego imienia nie pamiętałam, w brutalny sposób przytrzymywali jednego z nastolatków z mojej grupy. Czwarty z nich, Andre, uderzył go w brzuch. Po chwili popchnęli gdzieś swoją ofiarę i zniknęli z widoku kamery.

– Czy to miał na myśli Niko? – spytałam wściekłym głosem, wkurzona na Daniela, że coś takiego robi i na siebie, że do tej pory o tym nie wiedziałam.

Sara chwyciła moją dłoń.

– Nie przejmuj się Emi, oni tak zawsze traktują koty – wyjaśniła cicho. – Nic mu nie zrobią.

– Za to ja mam ochotę coś zrobić Danielowi – mruknęłam.

Ścisnęła mocniej moją rękę.

– Proszę, nie mów mu, że to widziałaś. Jak to wytłumaczysz? – spytała, gdy na nią spojrzałam. – Przecież gdybyś była tam na korytarzu, to któryś z nich by cię zauważył, prawda?

Nie chciałam się kryć ze swoją irytującą wiedzą i tym jak bardzo byłam wkurzona, ale Sara była wyraźnie zaniepokojona. Postanowiłam, że odpuszczę, przynajmniej na razie.

– Dobrze – westchnęłam. – Nie dam po sobie poznać, że cokolwiek widziałam, a przynajmniej spróbuję.

Wiedziałam, że to będzie trudne, bo naprawdę mocno gniewałam się na Daniela i oczywiście chciałam zażądać od niego, żeby natychmiast takich zabaw zaprzestał. Wątpiłam jednak, żeby w jakimkolwiek stopniu obchodziło go moje zdanie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Tym razem nie musiałam czekać, ponieważ kiedy przyszłam, on już tam był. Właściwie to chyba nawet byłam nieco spóźniona – wizyta w laboratorium trwała w sumie niemalże pełną godzinę. Kiedy jednak zobaczyłam jego zimne spojrzenie, cała radość wyparowała. Zaczęłam wątpić w to czy w ogóle powinnam była przyjść. Wtedy jednak Alex wstał z ławki, którą zajmował i podszedł do mnie.

 – Czytasz okropną literaturę – stwierdził, podając mi książkę, którą kilka dni wcześniej wyrwał mi z ręki.

Byłam przekonana, że czerwienię się wściekle. Oczywiście to musiał być właśnie romans, choć tak naprawdę, w porównaniu do innych powieści, niewiele ich czytywałam. Zabrałam mu moją zgubę.

– Dobrze wiedzieć – warknęłam w odpowiedzi, ukrywając swoje zażenowanie.

Roześmiał się. Jego spojrzenie na moment złagodniało, po chwili jednak wzrok chłopaka powędrował w zupełnie innym kierunku. Przez chwilkę nasłuchiwał, po czym zaklął cicho.

– Chodź, znowu tu są – chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.

Posłusznie pobiegłam za nim. Nie kierował się jednak ani ku altance, ani ku bramie do ogrodu. Przedarliśmy się przez krzewy róż i znaleźliśmy się pod murem akademii. Teraz i ja usłyszałam głosy. Ktoś się do nas zbliżał. Alex jednak nie sprawiał wrażenia zdenerwowanego. Nie puszczając mojej ręki po cichu przeszedł kilka kroków. Za jednym z gęstych, kolczastych krzaków znajdowała się wnęka okienna. Nie była zbyt wysoko i na dodatek okno było otwarte. Ku mojemu zdumieniu chłopak objął mnie, a potem podsadził na parapet. Kiedy znalazłam się w środku sam szybko się podciągnął i zamknął okno. Uśmiechał się niczym mały chłopiec, który coś właśnie zbroił.

– Tym razem się przygotowałeś? – spytałam również rozbawiona.

Wzruszył ramionami.

– Trzeba uczyć się na błędach – oznajmił swobodnie.

Czy on od samego początku był taki rozbrajający? Nie mogłam pozbyć się pragnienia, żeby objął mnie jeszcze raz, chociaż przez krótką chwilę.

– To gdzie teraz pójdziemy? – spytałam siląc się na lekki ton. Nie chciałam, żebyśmy się tak szybko rozstali.

Mogłabym przysiąc, że psotne iskierki zatańczyły w jego niebieskich oczach.

– Znam takie jedno miejsce – stwierdził obojętnie. – Chodź!

Kiedy wziął mnie za rękę, mogłam myśleć tylko o tym, że znowu to zrobił. Czułam się jak idiotka. Zdecydowanie brakowało mi doświadczenia w kontaktach z chłopakami. Akademia była prawdziwym labiryntem. Tym razem podążałam za Alexem krętymi, bocznymi korytarzami, aż na wąską klatkę schodową. Tam poprowadził mnie kilka pięter w górę, aż kamienne schody zmieniły się w bardzo strome i drewniane. Byliśmy pod samym dachem. W drzwiach, które otworzył chyba wyłamał zamek. Weszliśmy do sporego, zagraconego meblami pomieszczenia. Pod jedną ścianą stała stara szafa, skrzynie i łóżka, bliżej niewielkich, połaciowych okien w stertach poustawiane były różnego rodzaju krzesła. Nie było tu pajęczyn ani kurzu, ale też nie wyglądało na to, że ktoś codziennie tu sprząta. Usiedliśmy na jednej ze skrzyń, odrobinę schowani za szafą. Alex puścił moją dłoń, jakby dopiero teraz zdając sobie sprawę, że w ogóle ją trzyma.

– Jakie masz jeszcze dla mnie niespodzianki? – spytałam, żeby przerwać niezręczną ciszę.

– Dlaczego przyszłaś, Emily? – bardziej zdziwił mnie jego poważny ton niż to, że znał moje imię. – Nikt ci nie mówił, że nie powinnaś?

– Nie należę do osób, które słuchałyby innych – stwierdziłam nieco ponuro.

– Może czasami powinnaś? – zasugerował. – Nie jesteś ze mną bezpieczna.

Kiedy on znalazł się tak blisko mnie? Dlaczego znów czułam to cholerne napięcie? W moim wnętrzu kotłowało się stado wściekłych motyli.

– Planujesz mnie skrzywdzić? – spytałam podświadomie wiedząc, że nie to miał na myśli.

Nie odpowiedział. Znalazł się jeszcze bliżej. Czułam ciepło jego oddechu.

– Dlaczego ty? Co jest w tobie takiego wyjątkowego? – wyszeptał, wyraźnie również nie oczekując odpowiedzi.

– Alex, ja… – zaczęłam cicho, nie do końca wiedząc co chciałabym powiedzieć.

– Ciii… – przerwał mi stanowczo i najwyraźniej on dokładnie wiedział czego chce i po co tu jesteśmy.

Jego usta znalazły się jeszcze bliżej, jego wargi dotknęły moich warg, ledwo je muskając. Czułam, że zwariuję, jeżeli natychmiast nie dostanę więcej. Potrzebowałam go jak powietrza. Oplotłam ramionami jego szyję i przyciągnęłam go do siebie. Inne przyzwolenie było mu zbędne. Jedna z jego rąk oplotła moją talię, drugą wsunął pod moje rozpuszczone włosy. Pocałunek stał się głębszy, mocniejszy, prawdziwszy. Odwzajemniłam go zachłannie, czując już w ustach jego język. Zamknęłam oczy. Cały świat przestał istnieć, był tylko Alex i ja i bliskość między nami. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy zaczęło brakować nam tchu, a i to tylko na kilka sekund. Nie byłam w stanie myśleć. Płonęłam. Delikatnie, ale stanowczo podniósł mnie odrobinę i posadził sobie na kolanach. Oplotłam go w pasie nogami. Obejmował mnie mocno, zupełnie jakby już nigdy nie chciał wypuścić mnie z ramion. Nie przerywaliśmy całowania. To było coś tak niesamowitego… nierealnego… najcudowniejsza chwila w całym moim życiu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Nie miałam pojęcia jak długo siedzieliśmy już na strychu, ale ani odrobinę nie chciałam, żeby ten czas dobiegł końca. Całowanie się z Alexem było nie do opisania. Jego bliskość działała na mnie jak narkotyk. Kiedy w pewnym momencie gwałtownie mnie od siebie odsunął, mimowolnie wydałam z siebie pełen protestu jęk.

– Cicho – syknął, patrząc uważnie w kierunku drzwi.

Wiedziałam już, że słyszy znaczne lepiej ode mnie, więc natychmiast zamilkłam. Pociągnął mnie za rękę w kierunku szafy i praktycznie wepchnął do środka.

– Nie wychodź – szepnął niemalże bezgłośnie. – Nie ważne, co się będzie działo, masz być schowana – rozkazał i nie czekając na odpowiedź starannie zamknął drzwi.

Chciałam zaprotestować, ale musiałam mu przyznać rację. On sam będzie miał zapewne kłopoty, ale jeżeli ktoś znajdzie nas razem, będą one znacznie poważniejsze. Przez szparę w drzwiach widziałam jedynie wąski pasek pomieszczenia. Alex stanął na środku, szykując się na nieuchronne spotkanie.

– Powinieneś sobie znaleźć lepszą kryjówkę – zaniepokojona usłyszałam znajomy, drwiący głos Daniela.

Nie był sam. Towarzyszyły mu głośne kroki. Nie jego się tutaj spodziewałam. Jeszcze parę dni wcześniej z pewnością bym się mu pokazała, wierząc, że wszystko będzie w porządku i on to jakoś rozwiąże, ale nie dzisiaj. Nie po tym co słyszałam od Niko i sama widziałam na nagraniu z kamer.

– Czego chcecie? – zapytał chłodno Alex.

– Brakuje nam rozrywki, a ty znowu sprawiasz kłopoty – wyjaśnił rozbawiony głos Markusa.

Kiedy podeszli do Alexa, zamknęłam oczy. Miałam ochotę krzyczeć, ale nie byłam głupia i ani trochę już nie ufałam Danielowi. Milczałam, nie chcąc bardziej zaszkodzić. Hałas, chwila szamotaniny i kilka głośnych przekleństw. Przez chwilę uwierzyłam, że Alex sobie z nimi poradzi. Byli naprawdę dobrze wyszkoleni, ale widziałam przecież do czego ON był zdolny. Otworzyłam oczy. Na chwilę oślepił mnie błysk zielonego światła. Alex leżał na podłodze. Jeden z nich mocnym kopnięciem uderzył go w żebra. Potem kolejny i następny. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że zaczęłam drżeć. Na policzku poczułam ciepłe łzy. Skuliłam się jeszcze bardziej, obejmując głowę ramionami. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać co będzie, jeżeli się zdradzę. Gdy nagle wszystko ucichło, głos Daniela odczułam niczym cios, idealnie wymierzony we mnie.

– Masz już dość? – gdy ośmieliłam się spojrzeć, zobaczyłam, że nogę trzyma na karku Alexa. – Wyliżesz mi buty, to może ci odpuścimy…

Daniel bawił się myśliwskim nożem. Nie miałam pojęcia jak ten chłopak mógł mi się kiedykolwiek podobać. Jakim cudem mogłam cokolwiek do niego czuć?

– Wal się! – wydusił z siebie leżący twarzą do podłogi Alex.

Nie chciałam tego oglądać, nie chciałam tu być, a już z pewnością nie chciałam, żeby to się działo. Ogromnym wysiłkiem woli powstrzymywałam się od płaczu, który z pewnością zdradziłby im moją obecność.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Głupie kilkanaście minut ciągnęło się w nieskończoność. Nie chciałam czekać, jednak rozumiałam dlaczego nie pozwolił mi iść razem z nim. Wyglądał koszmarnie, ale trzymał się na nogach. Gdy wiedziałam, że już dłużej nie wytrzymam, po prostu poszłam do jego pokoju. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Alex stanął w progu łazienki. Nie zwróciłam uwagi na siniaki, zadrapania, nawet na to, że był wilgotny i miał na sobie jedynie bokserki. Po prostu,  sama nawet nie wiem jak, znalazłam się tuż przy nim i się do niego przytuliłam. Przez chwilę w ogóle nie zareagował, a potem objął mnie ramionami, przyciskając do siebie. Przylgnęłam do niego jeszcze bardziej.

– Nic ci nie jest? – odsunęłam się odrobinę, by móc na niego spojrzeć.

Mój wzrok powędrował w kierunku jego ramienia, na którym przecież powinien być opatrunek. Nie było tam nawet szwów, tylko cienka, nieco nierówna blizna. Zauważył na co patrzę. Na jego ustach zagościł nieco ironiczny, lekki uśmiech.

– Nie martw się, szybko się goję – mruknął, ponownie mnie przytulając. Oparł brodę o moje włosy. Sięgałam mu zaledwie do ramienia.

– Jestem dla ciebie za niska – oznajmiłam cicho, nie zdając sobie sprawy, że moją absurdalną myśl wypowiadam na głos.

Roześmiał się. Byłam przekonana, że okropnie się rumienię, dlatego jeszcze bardziej wtuliłam twarz w jego tors. Podniósł mnie, obejmując ramionami w talii.

– Jesteś w sam raz – stwierdził wciąż rozbawiony.

Objęłam go nogami w pasie. Całował mnie przez chwilę, a potem zaniósł do łóżka. Przekręcił klucz w drzwiach i wrócił do mnie. Położył się za moimi plecami i przykrył nas kołdrą. Jego ręka znalazła się pod moją głową, obejmował mnie ramionami, twarz wtulił w moje włosy. Nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek mogłoby mi być tak przyjemnie i wygodnie. Z trudem przełknęłam ślinę, dopiero teraz z pełnią świadomości zdając sobie sprawę, że Alex ma na sobie jedynie same bokserki. Aż nazbyt podobał mi się dotyk jego odsłoniętej skóry. Jego usta dotknęły mojej szyi, policzka, ucha. Poczułam jak unosi moją bluzkę, a jego dłoń wślizguje się pod materiał, dotykając nagiej skóry mojego brzucha. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej, tak, że leżeliśmy szczelnie w siebie wtuleni, jakby wreszcie połączyły się dwa kawałki jednej całości. Alex nie był grzecznym chłopcem, któremu wystarczyłyby same pocałunki, ale w tym momencie i ja nie tylko tego chciałam. Było tak cudownie… W myślach błagałam, żeby posunął się jeszcze chociaż o krok dalej. To już nie było pragnienie zrobienia tego, co robiły dziewczyny na amerykańskich filmach. Już nie szukałam nieznanych mi doświadczeń. Chciałam tylko i wyłącznie Alexa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi i gwałtowne poruszenie Alexa. Sama nawet nie wiedziałam kiedy zasnęliśmy. Spojrzałam na niego pytająco.

– Zaspałem – szepnął cicho, z wyraźną irytacją.

Gestem wskazał na łazienkę, a ja szybko wyskoczyłam z łóżka. Cudownie! Znowu musiałam się chować, nie mając nawet pojęcia przed kim. Nie zdążyłam domknąć drzwi, więc uznałam, że lepiej je tak zostawić. Do środka weszło dwoje ludzi, żołnierz i mężczyzna w medycznym fartuchu. Ten drugi zmierzył Alexowi ciśnienie, zadał chłopakowi parę rutynowych pytań i sporządził kilka notatek. Potem zrobili mu zastrzyk w ramię i sobie poszli. Stałam niezdolna się poruszyć, bo byłam prawie pewna, że rozpoznałam fiolkę z tajemniczym, niebieskawym płynem. Miałam nadzieję, że jestem w błędzie. To było jeszcze w czasach, kiedy pytałam ojca o różne rzeczy, licząc na to, że mi odpowie. Badania, których celu zupełnie nie rozumiałam. Silnie uzależniający narkotyk, którego działanie nie miało żadnych skutków ubocznych. Po prostu uzależniał i tyle. Gdy zapytałam ojciec jedynie wzruszył ramionami, mówiąc, że kiedyś z pewnością się przyda.

– Dlaczego ci to podali? – zapytałam, kiedy do mnie podszedł.

Uśmiechnął się gorzko, a jego uśmiech nie objął oczu.

– Wszystkim to podają – wzruszył ramionami.

– Dlaczego podają wam narkotyki? – spytałam inaczej.

Nie był zdziwiony, że domyślam się co to było, po prostu przyjął ten fakt do wiadomości.

– Wymyślili sposób, żebyśmy nie próbowali uciekać. Gdyby tego nie zrobili, zapewne większości z nas już dawno by tu nie było.

Wzdrygnęłam się. Sama myśl, że ktoś mógłby w ten sposób działać była dla mnie nie do pojęcia. Alex objął mnie ramionami, przyciągając do siebie. Wtuliłam się w niego ufnie, marząc by choć przez chwilę poczuć się jak beztroska, mała dziewczynka.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Nie potrafiłam bez gniewu spojrzeć Danielowi w oczy, więc nie patrzyłam na niego wcale. Wiedziałam jednak, że uśmiecha się tak samo wesoło i beztrosko jak zawsze. Był również tak samo czarujący jak zawsze i gdybym nie widziała tego na własne oczy, nigdy nie uwierzyłabym w to co zrobił. Mimo tego siedziałam obok niego, spokojnie jedząc swoje śniadanie. Coś jednak w rogu sali przyciągnęło mój wzrok. Alex. Nigdy wcześniej nie widziałam go w stołówce. Teraz siedział z kilkoma innymi chłopakami i chociaż na mnie nie patrzył, czułam, że mnie obserwuje. Coś ścisnęło mnie w środku. Całą sobą zapragnęłam znaleźć się bliżej niego, ale nic dobrego by z tego nie wyniknęło. Była niedziela. Umówiliśmy się późnym popołudniem w „naszym” ogrodzie i wiedziałam, że będę musiała cierpliwie poczekać. Koło południa obiecałam towarzyszyć Sarze podczas „testów snów” cokolwiek by to nie oznaczało i musiałam iść z nią do laboratorium. Miałam też ochotę porozmawiać z Mary Ann, licząc, że może dowiem się nieco więcej zarówno na temat eksperymentów jak i mojego ojca. O wyznaczonej godzinie zjechałam windą na dół. Gdy weszłam do pomieszczenia Mary Ann, kobieta przywitała mnie wesołym uśmiechem.

– Co będziesz robiła? – zapytałam ciekawie.

– Widzisz te monitory? – wskazała na sąsiednie ekrany. – Tu będzie można zobaczyć projekcje snów Sary, a konkretnie koszmarów – skrzywiła się nieco. – Rząd chce kontrolować psychikę dzieciaków, nie tylko ich fizyczną formę.

– I potraficie je zobaczyć? – to było niesamowite.

Skinęła głową.

– Służą do tego pewne urządzenia, nie zawsze jednak jest to wyraźny obraz.

Przez znajdujące się nad pulpitem szyby widziałam wnętrze laboratorium, do którego weszła Sara w towarzystwie jakiejś nieznajomej kobiety, z ubioru sądząc również naukowca. Moja przyjaciółka nie wyglądała na zaniepokojoną. Usiadła w wygodnym, przypominającym nieco dentystyczny, fotelu, odchylając się do tyłu.

– Jaka jest twoja rola w tym całym eksperymencie? – zapytałam nagle ośmielona tak ciepłym i przyjaznym zachowaniem Mary Ann.

– Masz na myśli Sarę? – spytała, ku mojemu zaskoczeniu nieco się rumieniąc.

– Tak i pozostałych – dodałam.

– To było… – zaczęła powoli, ale potem przerwała, zmieniając koncepcję. – Nadzoruję projekt od samego początku. Wtedy wydawał się genialnym pomysłem, a my nie wzięliśmy pod uwagę konsekwencji.

– Co masz na myśli? – ze zgromadzonych przeze mnie informacji wywnioskowałam, że cały „eksperyment” był dwuznaczny już od zarania samej idei.

– Nie sądziliśmy, że armia będzie chciała wszystko tak bardzo kontrolować – wyznała.

No tak… to miało sens. Genialni naukowcy zawsze bywają naiwni. Jak w filmach.

– Masz tyle pracy, że w ogóle stąd nie wychodzisz? – zmieniłam temat.

Roześmiała się. Bardzo smutno.

– Więc ojciec ci nie powiedział? – spytała nagle pochmurniejąc.

– W ogóle mi o tobie nie mówił – zdecydowałam się wyznać jej prawdę. W końcu ona była ze mną szczera (chyba).

Nie była zdziwiona. Przytaknęła.

– Nie dziwię się mu, że nie chciał, żebyśmy się poznały. Cieszę się jednak, że tak się stało. Twój ojciec jest moim najstarszym przyjacielem, a wcześniej… przez wiele, wiele lat przyjaźniłam się z twoją matką… – pomyślałam, że nic nie zaskoczy mnie bardziej, ale ona bardzo szybko zdmuchnęła tą myśl. – Jestem chora – wyznała. – To złośliwy nowotwór – nie wyglądała na chorą, może nieco bladą… przyjrzałam jej się uważnie. Uśmiechnęła się słabo. – W laboratorium wytwarzane jest promieniowanie, które zatrzymuje chorobę w danym stadium rozwoju, jest jednak coraz słabsze. Niegdyś nie mogłam opuszczać wyspy, później budynku akademii, teraz, jeśli chcę jeszcze trochę pożyć, mogę przebywać wyłącznie na terenie laboratorium.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Mary Ann nie powiedziała nic więcej. Nie musiała. To było i tak zbyt wiele. Nie wiedziałam co mogłabym jej odpowiedzieć, na szczęście niezręczny moment przerwały pojawiające się na ekranach obrazy. Przedstawiały głęboko ukryte lęki Sary. W większości były dość standardowe. Pająki, ciemności, niechęć do ośmieszenia się przed rówieśnikami. Moja przyjaciółka jednak bała się również testów, którym poddawani byli inni, tacy jak ona. Nie dorównywała im fizycznie pod żadnym względem i doskonale o tym wiedziała. Nie brała udziału w tego typu ćwiczeniach, ale wciąż tkwiła w niej obawa, że pewnego dnia ktoś ją do tego zmusi.

– To się nie stanie, prawda? – zapytałam z pewną obawą.

Marry Ann przecząco pokręciła głową.

– Nigdy bym do tego nie dopuściła – stwierdziła stanowczo.

– Czemu Sara jest inna? – odważyłam się zapytać.

Kobieta uśmiechnęła się ciepłym, jasnym uśmiechem.

– Nigdy nie miała brać udziały w projekcie – oznajmiła, a ja poczułam, że w tej chwili nie dowiem się niczego więcej.

Obrazy na ekranach zniknęły, a Sara usiadła. Chciałam pożegnać się z moją gospodynią i do niej dołączyć, ale wtedy do laboratoryjnego pomieszczenia pewnym krokiem wszedł Alex. Zamarłam tam gdzie stałam. Zamienił się z Sarą miejscami, a ona spłoszona uciekła.

– Czy mogę zostać popatrzeć? – zapytałam, starając się by nie brzmiało to jak błaganie.

Marry Ann obojętnie skinęła głową. Najwyraźniej nie robiło jej to większej różnicy. Po chwili ekrany ożyły, a ja wpatrywałam się w nie zachłannie. Gdy jednak na jednej z rozmazanych wizji rozpoznałam siebie, niemal straciłam równowagę. Przyjaciółka mojego ojca, do tej pory patrząca obojętnie – żeby nie powiedzieć „rutynowo”, teraz wlepiła wzrok w ekran z równą gorliwością co moja. Uciekaliśmy, ale nagle zostaliśmy otoczeni. Mężczyzna bez twarzy chwycił mnie i przyciągnął do siebie, przystawiając nóż do mojego gardła. Alex stał na środku, patrząc bezradnym, przerażonym wzrokiem. Wizja się rozwiała, jej miejsce zajęła kolejna. Ujrzałam swoją zapłakaną twarz. Alex ściskał moje ramię. Jego oczy płonęły wściekłością. Obraz znowu zniknął, a to co pojawiło się na ekranie przestało być zamazane. Wyglądało jak film w HD. Ukryty ogród, a w nim ja i Daniel. Podniósł mnie, a ja oplotłam go nogami. Całowaliśmy się bez tchu, dziko i namiętnie. Trwało to dłuższą chwilę, aż w końcu ekrany stały się na powrót, najpierw szare i szumiące, a później zupełnie czarne. Alex wyszedł, miejscami zamieniając się z innym chłopakiem, ale Marry Ann chyba w ogóle nie zwróciła na to uwagi. Kiedy odezwała się do mnie jej twarz była jednocześnie przerażona i wściekła.

– Jak to się stało?! – krzyknęła na mnie.

– Nn…nie wiem… – zająknęłam się, nie mając pojęcia co jej odpowiedzieć.

– Więc nie masz z nim nic wspólnego?! – zabrzmiała na naprawdę zrozpaczoną.

Spuściłam wzrok.

– Tak jakby… umawiamy się ze sobą – zaczęłam się plątać niepewnie.

Podeszła do mnie, chwytając mnie mocno za ramiona.

– Powiedz, że to nieprawda Emi, że tego nie widziałam! – błagała.

Teraz ja zaczęłam odczuwać złość. Dlaczego miałam się czuć winna, że podobał mi się Alex? Tego, że ja również mu się w jakiś sposób spodobałam?

– To chyba nie twoja sprawa! – odcięłam się ostrzej niż zamierzałam.

– Nie rozumiesz – szepnęła, jakby zupełnie opadła z sił. – Nic nie rozumiesz…

– Świetne, wiec mi wytłumacz – zażądałam.

Westchnęła, opadając na krzesło. Zasłoniła dłońmi oczy.

– To co się dzieje tutaj, to tylko próba, przygotowanie – wyjaśniła cicho. – We wtorek odbędzie się komisja. To wszystko co widziałyśmy teraz, zobaczy szwadron ważnych osób. – Podniosła na mnie wzrok, po jej policzkach płynęły łzy. – Zabiją go Emi, będzie miał nieszczęśliwy wypadek, tak tutaj rozwiązują tego typu problemy i – dodała jeszcze ciszej – nie mam pojęcia co w tej sytuacji zrobią z tobą.

– Jak to? Dlaczego? – jej słowa chyba nie do końca do mnie dotarły.

– Bo ma być wzorowym żołnierzem, ze wzorową psychiką, nie zakochanym szczeniakiem – wyjaśniła brutalnie. – Jego koszmary powinny dotyczyć lęku przed porażką, tego, że mógłby zawieść. Nie jakiejś dziewczyny.

– Ale przecież… – chciałam się kłócić, ale przerwałam, bo to nie miało sensu.

To co mówiła Marry Ann… nieszczęśliwe wypadki… myślałam, że to tylko plotka. Kiedy się jednak nad tym przez chwilę zastanowiłam zbyt wiele pojawiało sie takich zbiegów okoliczności. Poza tym byłam przekonana, że ona sama święcie wierzy w to co powiedziała. W moim umyśle narodził sie strach – strach o Alexa. Nagle Marry Ann znów poderwała się z krzesła. Przytuliła mnie do siebie opiekuńczo.

– On nie będzie pamiętał, nigdy nie pamiętają stworzonych w ten sposób snów – odezwała się cicho. – Może jeszcze nie wszystko stracone, po prostu to zrób – poprosiła cicho.

– Co mam zrobić? – spytałam delikatnie się od niej odsuwając.

– Zacznij całować się z tym chłopakiem, o którego jest tak bardzo zazdrosny. Niech to zobaczy. Niech poczuje się zdradzony. To mogłoby wystarczyć, żeby we wtorek śnił inne sny.

– Nie ma mowy! – tym razem to ja krzyknęłam na nią.

– Emily, nie ma innego rozwiązania. Nie możesz z nim o tym po prostu porozmawiać. To testy podświadomości. On nie ma wpływu na własne lęki, rodzą się same. Gdy mu o tym powiesz, będzie się bał, że to komisja cię skrzywdzi i o tym będzie jego sen, rozumiesz? – bardzo starała się być cierpliwa.

– Nie będę w stanie pocałować Daniela, a na pewno nie tak, żeby to wyglądało autentycznie – westchnęłam zrezygnowana.

Skinęła głową. Nie byłam pewna czy rozumie o co mi chodzi, ale wystarczyła mi sama akceptacja.

– To nie musi być on – odezwała się już spokojniej. – Co powiesz na przykład na temat tego miłego chłopca, który nie może oderwać od ciebie wzroku?

– Jakiego chłopca? – spojrzałam na nią zaskoczona.

Schyliła się nad komputerem i przez chwilę czegoś szukała.

– O jest tutaj – wskazała mi zdjęcie nieśmiało uśmiechającej się postaci. – Lucas Davidson, na stołówce bez przerwy wpatruje się w ciebie ukradkiem.

– Na stołówce? – spytałam oszołomiona, rozpoznając jednego z chłopaków z drużyny mojego ojca i Daniela.

Marry Ann zrobiła się nieco bardziej rumiana.

– Niekiedy czuję się strasznie samotna – wyznała niechętnie – wtedy obserwuję obraz z kamer. Wypatruję Sary, a od kiedy usłyszałam, że pojawisz się w naszej szkole, również i ciebie.

To było idiotyczne, ale nie mogłam pozwolić, żeby przeze mnie coś stało się Alexowi.

– Postaram się – obiecałam – postaram się go pocałować i o to, żeby zobaczył to Alex.

Ruszyłam w kierunku drzwi.

– Emily – zatrzymała mnie w połowie drogi, stanęłam w miejscu, ale nie spojrzałam na nią – tak bardzo mi przykro – chyba mówiła szczerze.

– Mnie również – rzuciłam, opuszczając jej pomieszczenie.

Wróciłam na górę, a potem do swojego pokoju. Najpierw pojawiła się złość. Nie przeszła od rzucania wszystkim czym tylko się dało. Wystarczyło jednak, żeby mnie zmęczyć. Po złości nadeszły łzy. Leżałam na łóżku, przyciskając do siebie poduszkę i zmuszając się, by nie iść do ogrodu, w którym umówiłam się na spotkanie z Alexem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wcale nie byłam pewna siebie. Zwyczajnie się bałam. Wiedziałam jednak, że dam sobie radę. Musiałam. Na szczęście w stołówce nie było Daniela, co ułatwiało całą sprawę. Po śniadaniu w poniedziałek poprosiłam Lucasa, żeby pomógł mi przynieść trochę książek z biblioteki. Z ulgą przyjęłam fakt, że nie odmówił. Zatrzymaliśmy się przy szkolnych szafkach tuż przed godziną dziewiątą. Z tego co wiedziałam od Mary Ann, Alex powinien się tu pojawić kilka minut po dziewiątej. Tu jednak mój plan się kończył. Jak do licha miałam zmusić Lucasa, żeby nie pocałował? Na dodatek miałam na to tylko kilka minut, a nawet rozmowa po drodze do biblioteki nie specjalnie nam się kleiła, to znaczy właściwie głównie milczeliśmy. Byłam w tym beznadziejna. Ku mojemu zaskoczeniu, to on się odezwał, chociaż nigdy do tej pory nie rozmawialiśmy w cztery oczy.

– Emy, wiem, że to nie moja sprawa, ale co jest między tobą, a Danielem? – zapytał skrępowany. – Jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj – dodał szybko.

Zrobiło mi się go szkoda. Czy naprawdę mu się podobałam? Był sympatyczny, ale gdyby nie Mary Ann nigdy nie zwróciłabym na niego uwagi. Wcześniej nawet nie pamiętałam jego imienia. Wzruszyłam ramionami.

– Chyba się przyjaźnimy – stwierdziłam. – Pamiętasz bal charytatywny? – spytałam. Skinął głową. – Myślałam, że coś między nami zaiskrzyło, ale szybko dał mi do zrozumienia, że nie jest mną zainteresowany. Mój ojciec kazał mu mnie pilnować.

Wydało mi się, ze Lucas odetchnął z ulgą. Spojrzał na mnie, nie patrząc mi w oczy, a raczej uciekając gdzieś wzrokiem.

– W takim razie może poszłabyś ze mną w piątek na zabawę w miasteczku? – zaproponował.

Czy to naprawdę miało być takie proste? Poczułam się paskudnie, ale to była moja jedyna szansa.

– Pojdę, jeżeli mnie pocałujesz – odezwałam się, mając nadzieję, że brzmię choć odrobinę kokieteryjnie.

Lucas spojrzał na mnie zaskoczony, jakby upewniając się, że nie żartuję, ale już po chwili stał się znacznie bardziej pewny siebie. Obdarzył mnie radosnym, chłopięcym uśmiechem. Położyłam dłonie na jego ramionach, a on objął mnie w talii. Pocałował mnie delikatnie, ale ja dostrzegłam idącego korytarzem Alexa i pogłębiłam pocałunek. Zaskoczenie, złość, ból. Wraz ze zmianą emocji Alexa, czułam jak rozpadam się na kawałki. Przez chwilę stał i patrzył na nas, a potem odwrócił się i odszedł. Było już po wszystkim, a ja czułam wypełniającą mnie rozpacz. Chciałam przerwać pocałunek i odsunąć się od Lucasa, ale w pewnym momencie ktoś szarpnął go do tyłu. Gdy mnie puścił, zachwiałam się i oparłam plecami o szafki. Pięść, która wystrzeliła do przodu trafiła Lucasa prosto w szczękę. Zaskoczenie na chwilę odebrało mi mowę, ale szybko odzyskałam rezon.

– Daniel, co ty do cholery wyprawiasz?! – wydarłam się na niego.

Był ostatnią osobą, którą spodziewałam się tu zobaczyć. Odwrócił się w moją stronę. W zielonych oczach płonęła furia.

– To, że zgodziłem się na warunki twojego ojca, nie znaczy, że możesz się po kątach obściskiwać z kim chcesz – warknął, a mnie znowu zatkało.

Przynajmniej Lucas nie był głupi i wycofał się chyłkiem, kiedy uwaga Daniela skupiła się na mojej osobie. Zauważyłam, że zbiera się wokół nas grono gapiów.

– Porozmawiamy w moim pokoju – odezwałam się cicho.

On chyba również to zauważył, bo chociaż trząsł się ze złości skinął głową. Chwycił mnie mocno za ramię, a potem pociągnął za sobą korytarzem, bezceremonialnie przepychając się przez zagradzający drogę tłum.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy dotarliśmy na miejsce, Daniel usiadł na łóżku, jedną dłonią zasłaniając oczy, jakby rozbolała głowa. Nie byłam pewna czy próbuje opanować wściekłość czy może po prostu nie chce na mnie patrzeć. Oparłam się o biurko. Milczeliśmy. Gdy nie odezwał się przez dłuższą chwilę, w pewnym momencie nie byłam już w stanie wytrzymać.

– Co to do cholery miało być?! – wybuchłam.

– Emy… – zaczął w tym samym momencie. Westchnął. – Czemu to zrobiłaś?

– Zrobiłam co? – spytałam zirytowana.

Odsunął rękę, wyprostował się i spojrzał na mnie.

– Myślałem, że się zgodziłaś na to co zaproponował twój ojciec…

Spojrzałam na niego zmieszana.

– Na co niby miałam się zgadzać? Mnie niczego nie proponował.

– Czy za coś się na mnie odgrywasz? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Co zrobiłem nie tak?

Podeszłam bliżej i stanęłam tuż nad nim. Miałam dosyć tej głupiej wymiany zdań, która prowadziła donikąd.

– Nie mam pojęcia o co ci chodzi. Całowaliśmy się, ale to było kilka miesięcy temu, a potem to ty oświadczyłeś, że powinniśmy zostać przyjaciółmi. Ok. przyjęłam to do wiadomości. Tylko co to ma wspólnego z tym czy umawiam się lub nie z Lucasem? Sam mnie nie chcesz, ale zabraniasz mi spotykać się z kimś innym? – wyrzuciłam z siebie całą wściekłość, którą czułam przez sytuację w jakiej postawiła mnie Marry Ann. Całą złość na to, jak musiałam potraktować Alexa.

Daniel jęknął.

– Emy, przecież to do cholery zupełnie nie tak.

W pewnym momencie po prostu chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie, sadzając sobie na kolanach. Stanowczo i mocno objął mnie ramionami, przytulając do siebie. Pozwoliłam mu na to zbyt zaskoczona, żeby protestować.

– Więc jak? – zapytałam w końcu.

– Twój ojciec… zauważył, jak bardzo mnie lubisz, ale nie widział, że ja również zaczynam odwzajemniać to uczucie. Dopiero podczas balu zorientował się co dzieje się między nami i był naprawdę wkurzony. Nie chciał, żebym skrzywdził jego małą córeczkę – westchnął. Odsunął mnie odrobinę i spojrzał mi w oczy. – Było już jednak za późno i wyraźnie mu powiedziałem, że cię kocham i nie zamierzam z ciebie rezygnować – kiedy dotarły do mnie jego słowa, nie poczułam ulgi, a nieprzyjemny, dławiący uścisk w gardle. – Dał mi rok. Powiedział, że jeżeli do wakacji nie zmienię zdania, nie będzie miał nic przeciwko temu, żebym umawiał się z jego córką. Powiedział, że rozumie, ale mi nie ufa, bo pamięta jaki był w moim wieku. Chciał cię chronić. Zgodziłem się. Jestem cierpliwy. Nie sądziłem jednak, że to ty zmienisz zdanie…

Odepchnęłam go od siebie z całej siły. Gwałtownie zerwałam się z jego kolan.

– Ty kretynie! Gdybyś powiedział mi to miesiąc wcześniej… – warknęłam.

– To co? – zapytał, chyba naprawdę przejęty tym, że o niczym nie wiedziałam. – Nie zainteresowałabyś się Lucasem?

Zamilkłam. Przecież w ogóle nie chodziło w tym wszystkim o Lucasa. To nie z nim chciałam się całować. To Daniel sam spowodował, że przestałam być w nim zakochana i właściwie nie wiedziałam już sama jakimi uczuciami go darzę. Nie mogłam mu jednak powiedzieć ani o tym, ani o Alexie… Wpatrywał się we mnie intensywnie, niemalże rozpaczliwie.

– Powiedz, że chciałaś mi tym dokopać, proszę, powiedz, że tylko o to w tym wszystkim chodziło…

Z trudem przełknęłam ślinę. Nie mogłam porozmawiać z nim o wszystkim, ale również nie chciałam go okłamywać.

– Daniel, ja… – zaczęłam niezbyt przekonana co właściwie chcę mu powiedzieć.

Nie musiałam nic mówić. Zrozumiał chyba więcej niż bym chciała. Bez słowa wstał z mojego łóżka, ominął mnie i wyszedł, zamknąwszy za sobą z trzaskiem drzwi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

To był naprawdę koszmarny dzień. Czułam się paskudnie. Podejrzewałam, że wszyscy byli na mnie wściekli. Nie sądziłam, żebym jeszcze zobaczyła Alexa, chyba, że natknęlibyśmy się na siebie przypadkiem. Lucas najwyraźniej również zaczął mnie unikać i nie winiłam go za to. Ominęłam obiad i kolację. Zwyczajnie miałam wszystkiego dość. Kiedy we wtorek rano przyszła po mnie Sara, jej obecność wywołała u mnie prawdziwą ulgę. Przynajmniej miałam jeszcze przyjaciółkę.

– Masz dzisiaj testy, prawda? – spytałam nie wiedząc jak to określić.

Obojętnie skinęła głową.

– Jeśli chcesz, możesz przyjść do Mary Ann popatrzeć – oznajmiła z nutką nadziei w głosie.

Uśmiechnęłam się do niej, starając się by nie wyglądało to sztucznie lub ponuro.

– Jasne, bardzo chętnie – oznajmiłam mając nadzieję, że przy okazji dowiem się czy Alex nie ma z mojego powodu żadnych kłopotów.

Po lekcjach razem wybrałyśmy się do laboratorium. Gdy byłyśmy już na dole, w pewnym momencie Sara chwyciła mnie za rękę, wciągając w jeden z bocznych korytarzy.

– Co się stało? – spytałam zaskoczona.

Moja przyjaciółka zaczerwieniła się w uroczy sposób. Wyjrzała lekko zza rogu, po czym gwałtownie się wycofała.

– To on! To właśnie ten chłopak, który tak bardzo mi się podoba – wyjaśniła jednocześnie z entuzjazmem i zdenerwowaniem.

Uśmiechnęłam się do niej i również wyjrzałam. Za załomem korytarza znikały właśnie czyjeś plecy. Rozpoznałam sylwetkę, ciemną bluzę i włosy. Poczułam nieprzyjemny uścisk w gardle. Nie potrafiłam sobie wyobrazić gorszego splotu zdarzeń. Czy Sara naprawdę musiała być zakochana akurat w Alexie?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Testy przebiegły perfekcyjnie. Marry Ann była zmartwiona tym, że poszły aż za dobrze. Nadmiernie po myśli wojskowych. Kadetów będących częścią eksperymentu określała jako „swoje dzieci” i naprawdę się o nich niepokoiła. Koszmary Alexa skupiły się wokół śmierci jego towarzyszy – bał się, że w razie czego tylko jemu uda się przetrwać. Powinnam się cieszyć, że wszystko się powiodło, ale tak nie było. Pojawił się nieprzyjemny ucisk w żołądku i ogromny żal o to, że tak łatwo wyrzucił mnie z głowy. Ja tego zrobić nie potrafiłam i moje myśli przez większość czasu krążyły wokół niego. Przez kolejne dwa tygodnie właściwie bardziej egzystowałam niż żyłam. Spałam, jadłam, chodziłam na zajęcia i starałam się uczyć, za wszelką cenę unikając ogrodu. Daniel mnie ignorował, z czego właściwie byłam zadowolona, a Sara, na którą zawsze można było liczyć, milczała razem ze mną. Jesienne dni stawały się coraz krótsze i pochmurniejsze, także nie miałam nawet jakiejś specjalnej ochoty na wychodzenie z pokoju. Gdy w sobotę po śniadaniu przysnęłam, czytając książkę, obudziły mnie gwałtownie otwierające się drzwi.

– Co tu robisz? – spytałam zaskoczona, kiedy Daniel wparował do mojego pokoju.

Podniosłam się z łóżka i stanęłam na przeciwko niego, zastanawiając się czy mam mu coś do powiedzenia.

– Nie teraz – odezwał się ponaglająco. – Chodzi o Sarę.

– Co z Sarą? – spytałam zaniepokojona.

– Nie teraz, opowiem ci po drodze, weź kurtkę – rozkazał i nie czekając na mnie wyszedł na korytarz.

Chwyciłam okrycie i pobiegłam za nim. Szybkim krokiem wyszliśmy z budynku, kierując się w stronę kamienistej plaży. Było zimno i wiał silny wiatr, ale przynajmniej nie padało. Jesień na wyspie bywała naprawdę paskudna.

– Daniel, co się stało? – zażądałam odpowiedzi.

Zatrzymał się i spojrzał na mnie poważnie. W jego wzroku, w wyrazie twarzy było coś takiego, że zaczęłam się bać.

– Dzisiaj odbywają się kolejne testy. Są sprawnościowe. Ktoś musiał się pomylić, bo Sara nie powinna brać w nich udziału. Obawiam się, że sobie nie poradzi – wyjaśnił, wyraźnie zdenerwowany.

Przypomniałam sobie walkę Alexa z lewem i zadrżałam.

– Co każą jej zrobić? Czy można to jakoś powstrzymać?

Przecząco pokręcił głową.

– Dzwoniłem już do twojego ojca. Zrobi co w jego mocy. My jesteśmy tutaj, żeby w razie czego móc się nią zająć – wyjaśnił. – Nic lepszego nie możemy zrobić. Chodź – ponaglił mnie, wspinając się na wydmy.

Ze zbocza mieliśmy widok na otwarte, wzburzone morze i kamienistą, nieprzyjazną plażę. Nieprzyjemny, zimny wiatr, uderzał we mnie niewidzialną siłą. Daniel zsunął z ramion plecak. Wyjął z niego lornetkę.

– Tam – wskazał ciemny, widniejący na horyzoncie punk. – Widzisz statek? – niepewnie skinęłam głową. – Ich zadanie to dopłynięcie z niego do plaży – wyjaśnił ponuro.

– Co?! – krzyknęłam zszokowana.

Ogromne fale, silny wiatr i paskudny, jesienny chłód. Poza tym to było tak okropnie daleko! Nawet w środku lata… Przerażenie zdławiło mnie w gardle. Poczułam się jak w jakimś koszmarze. To nie było realne, to nie mogło dziać się naprawdę…

– Przecież coś takiego nikomu się nie uda – wydusiłam zdławionym głosem.

Daniel objął mnie ramieniem. Przyciągnął do siebie, a ja mu na to pozwoliłam.

– Nic się nikomu nie stanie, poradzą sobie – mruknął cicho. – Martwię się tylko o Sarę.

To wyglądało tak, jakby ktoś popełnił ogromną pomyłkę, albo ktoś bardzo chciał się jej pozbyć…

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Stojąc na wydmie, przez lornetkę wpatrywałam się w morze. Ludzkie sylwetki co chwila wynurzały się i znikały pomiędzy falami. Mijały minuty, a ja drżałam z zimna i niepokoju. Za każdym razem gdy głowa Sary znikała pod wodą, serce podchodziło mi do gardła. Nie była nawet w połowie drogi, kiedy zupełnie przestała walczyć. Zakryły ją fale, tak po prostu. Niecierpliwie czekałam aż pojawią się jacyś ratownicy, helikopter, ktokolwiek, ale nic takiego się nie wydarzyło. Rzuciłam się w kierunku plaży, ale Daniel przytrzymał mnie stanowczo.

– Zobacz – rozkazał, wskazując wzburzony ocean.

Ponownie uniosłam lornetkę. Dwa kształty pojawiły się między falami. Lornetki były bardzo dobre, ale i tak prawie nie było widać pływaków. Mimo to bez problemów rozpoznałam Alexa. Wyciągnął Sarę spod wody i teraz trzymał się blisko niej. Odetchnęłam z ulgą na myśl, że jej nie zostawi. Pół godziny później pierwsze osoby znalazły się na plaży. Wokół nich pojawili się żołnierze i służby medyczne. Pomagali pływakom wyswobodzić się z pianek, rozdawali im koce. Wcześniej byłam tak skupiona na Sarze, że nie zauważałam niczego innego. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie tylko Alex pomagał mojej przyjaciółce. Jakaś dziewczyna płynęła razem z drugą, inną przyciągnął do brzegu ciemnowłosy chłopak. Chyba tylko dzięki temu wszystkim udało się przeżyć ten makabryczny test. Minęło kolejne pół godziny nim na brzegu wreszcie pojawiła się Sara, która, gdy Alex ją puścił, po prostu wyczerpana upadła na piasek. Dwóch żołnierzy podeszło do chłopaka i odciągnęło go brutalnie w kierunku zejścia z plaży. Zauważyłam, że to samo dzieje się z innymi.

– Co oni robią? – spytałam zaniepokojona.

Daniel chwycił mnie za ramię i poprowadził w kierunku Sary, która była już otoczona przez ratowników medycznych.

– Złamali bezpośrednie rozkazy – wyjaśnił cicho chłopak, na tyle cicho, że ledwie słyszałam go przez wciąż wyjący wiatr. – Zostaną za to ukarani. Chodź, musisz zająć się Sarą.

– Jak to ukarani? Przecież tylko pomagali sobie nawzajem! – spytałam jednocześnie przestraszona i wściekła.

Chłopak wzruszył ramionami.

– Tego właśnie nie wolno im było robić. Każdy miał być zdany wyłącznie na siebie.

Czy ci cholerni wojskowi mieli w sobie jakiekolwiek okruchy człowieczeństwa? Gdy znaleźliśmy się bliżej, mężczyzna w granatowym kombinezonie skinął Danielowi głową i pozwolił nam podejść bliżej. Opadłam na piasek tuż obok Sary, z niepokojem wpatrując się w jej śnieżnobiałą twarz. Otworzyła oczy i na mój widok uśmiechnęła się blado. Usłyszałam od ratowników, że nic jej nie będzie. Odetchnęłam z ulgą. Nic się nie stało, ale pewny był jeden fakt. Gdyby nie Alex, Sara po prostu by się utopiła.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Siedziałyśmy na łóżku Sary, plecami oparte o poduszki. Dziewczyna była wyczerpana, ale promieniała szczęściem. Jej radość kłuła mnie ostrymi kolcami. Cieszyło mnie, że moja przyjaciółka świeci tak jasno, ale ból sprawiał mi fakt, że jej słońcem był Alex. Chłopak, w którego ramionach najchętniej znalazłabym się sama.

– Widziałaś? Uratował mnie! – piszczała po raz kolejny, a ja starałam się utrzymywać na twarzy pokerową maskę.

– To jakiś chory, idiotyczny test – odparłam – potopilibyście się, gdybyście nie pomagali sobie nawzajem.

Skinęła głową.

– Strasznie się bałam, ale on… wyciągnął mnie spod wody. To właśnie mi pomógł, nie komuś innemu – rozpływała się dalej, a ja pomyślałam, że przez to co musiałam zrobić sama już nigdy nie znajdę się tak blisko niego.

Zaczęło mi brakować powietrza, chciałam krzyczeć i nie byłam pewna, czy kolejne słowa Sary nie wywołają we mnie nieuzasadnionego wybuchu. Nie chciałam zranić przyjaciółki. Zsunęłam się z łóżka.

– Odpoczywaj, przyjdę do ciebie później, muszę zrobić jeszcze kilka rzeczy – oznajmiłam nieznoszącym sprzeciwu tonem i zanim zdążyła wyrazić swoją opinię, uciekłam z jej pokoju.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

W pierwszym odruchu chciałam odwiedzić ogród i tam właśnie skierowałam swoje kroki. W połowie drogi jednak zawróciłam ku laboratorium. Jeżeli Mary Ann wiedziała o teście, zapewne była przerażona. Musiałam jej przekazać, że Sarze nic nie jest. Zjechałam windą na sam dół. Ku mojemu zaskoczeniu pomieszczenia były dziwnie puste. Czyżby wszyscy zrobili sobie masową przerwę? Ruszyłam w stronę pomieszczenia kontrolnego, w którym zazwyczaj przesiadywała przyjaciółka mojego ojca, ale moją uwagę przyciągnęły otwarte drzwi na końcu korytarza i dobiegające zza nich odgłosy. Drzwi jak drzwi, przeszklone, szerokie i rozsuwane, ale… wcześniej nigdy ich tam nie było. Ruszając przed siebie poczułam się jak ciekawska idiotka, która na siłę szuka kłopotów, ale to było silniejsze ode mnie. Musiałam sprawdzić co się za nimi kryło. Wewnątrz ujrzałam kolejne szyby, pomieszczenia w których pracowali odziani w biel i zieleń ludzie. Wyglądali jak chirurdzy, którzy przeprowadzają operację, nie byłam jednak pewna czy widzę jakiekolwiek ciała, z pewnością jednak widziałam delikatnej konstrukcji maszyny. Gdy ruszyłam przed siebie, nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Wszyscy pochłonięci byli swoją pracą. Przestrzeń za drzwiami okazała się przedłużeniem korytarza, z tą różnicą, że wzdłuż niego znajdowały się setki przeszklonych boksów. Gdy już chciałam zawrócić ujrzałam pomieszczenie kontrolne, takie samo jak to, w którym czas spędzała Mary Ann. Nie miałam czasu na podjęcie żadnej decyzji. Na ramieniu poczułam czyjąś ciężką dłoń.

– Imię, nazwisko i stopień – wydał rozkaz uzbrojony mężczyzna, gdy odwróciłam się w jego kierunku.

Coś stanowczo mówiło mi, że nie miałam pozwolenia, żeby tu być.

– To Emily Maria Morrington, jest ze mną – usłyszałam spokojny, pewny siebie głos Daniela, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.

Mężczyzna skinął głową, burcząc coś nieprzyjaźnie, a potem się oddalił. Chyba nie był zadowolony, że przeszkodziłam mu w pracy. Daniel popchnął mnie w kierunku pomieszczenia kontrolnego.

– Co ty tu do cholery robisz?! – teraz już wcale nie brzmiał na spokojnego.

Już miałam zacząć się usprawiedliwiać, ale wtedy mój wzrok zatrzymał się na ekranach. Tak jak u Mary Ann nadzorowały pracę laboratorium, ale nie tylko. Na trzech z nich widniały niewielkie pomieszczenia, w których na podłodze, w pozycji embrionalnej leżały ludzkie kształty. Przerażenie ścisnęło mi gardło. Dwóch chłopaków i dziewczyna, to oni pomogli dopłynąć przyjaciołom do brzegu, a wśród nich znajdował się także Alex.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Spojrzenie Daniela powędrowało za moim, ale nie wyglądał na przejętego. Właściwie to dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie miałam pojęcia co on w ogóle robił w laboratorium.

– Co im jest? – zapytałam nie odrywając wzroku od ekranów.

Westchnął i zabrzmiało to tak, jakby po prostu miał mnie już dosyć.

– Przecież mówiłem ci, że zostaną ukarani za to, że pomogli innym. To właśnie jeden ze sposobów.

– Wyjaśnij mi co się z nimi dzieje! – zażądałam.

Przez chwilę się wahał, ale potem skinął głową.

– Chodź, pokażę ci – mruknął wychodząc z pomieszczenia i nawet nie sprawdzając czy pójdę za nim.

Zaprowadził mnie do pokoju, w którym stały starannie oznaczone lodówki z lekami. Otworzył jedną z nich i wyjął z niej niewielką fiolkę. Z szuflady wyciągnął strzykawkę oraz igłę i rozpakował je wprawnym ruchem.

– Podwiń rękaw – rozkazał.

Spojrzałam na niego pytająco, nieco przestraszona. Przewrócił oczami.

– Chciałaś się dowiedzieć co im jest – odezwał się chłodno. – Zmieniłaś zdanie? Każdy z nas tego próbował – dodał nieco łagodniej, kiedy zdeterminowana podwinęłam rękaw.

Spodziewałam się jakiegoś bólu, osłabienia, czegokolwiek, ale zastrzyk nie wywołał żadnej reakcji. Ponieważ Daniel wiedział co robi, nawet samo ukłucie nie bolało.

– I to już? – spytałam zagubiona.

Przecząco pokręcił głową.

– Naprawdę nie chcę tego robić, ale myślę, że powinnaś wiedzieć – odezwał się z poczuciem winy w głosie.

Wyjął skądś niewielki przedmiot, przypominający zwyczajną latarkę. Widziałam ją już wcześniej. Na poddaszu. Żołądek podszedł mi do gardła, kiedy przypomniałam sobie jak Daniel z kolegami potraktowali wtedy Alexa. Chłopak przyciągnął mnie do siebie, opierając o swój tors.

– To żebyś się nie przewróciła – mruknął.

Chciałam się wyrwać, ale wtedy błysnęło zielone światło. Krzyknęłam rozdzierająco. Jeszcze nigdy nie czułam tak ogromnego, przeszywającego całe ciało bólu. Ugięły się pode mną kolana, ale Daniel trzymał mnie mocno, nie pozwalając upaść. Kiedy ból ustał, nie mogłam nabrać powietrza.

– Oddychaj – usłyszałam tuż obok stanowczy głos. – Powoli, nic ci nie będzie. Ta substancja jest nieszkodliwa, ale wywołuje…

Nie chciałam go słuchać. Wyrwałam się energicznie i tym razem był zbyt zaskoczony, żeby mnie złapać. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji. Uciekłam z pokoju i rzuciłam się biegiem przez korytarz. To trwało zaledwie kilka sekund, a już było nie do zniesienia. Natomiast oni… ile już czasu się tam znajdowali? I światło… jeżeli to światło wywoływało reakcję jak można było znieść gdy tonęło w nim całe pomieszczenie? W biegu wyciągnęłam swoją kartę. Wiedziałam na co skierowana była kamera. Bez trudu odnalazłam właściwe pomieszczenia. Zaczęłam liczyć drzwi. Pierwsze, drugie, trzecie… To musiało być tutaj. Przyłożyłam kartę do czytnika, a gdy kliknął mechaniczny zamek, otworzyłam je z rozmachem. Alex! Bez ruchu leżał na podłodze. Niewiele myśląc rzuciłam się do środka. I… to był błąd.

– Emily! – usłyszałam za sobą rozpaczliwy krzyk Daniela, a potem osunęłam się na podłogę, tracąc przytomność.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Nie mogłam otworzyć oczu. Całe moje ciało płonęło. Nie byłam w stanie się poruszyć. Jakaś siła rozrywała mnie na strzępy. Najpierw poczułam przy sobie ciepło, a potem przygniótł mnie jakiś ciężar.

– Emily, nie zasypiaj – usłyszałam tuż obok błagalny głos, który natychmiast rozpoznałam.

– Alex… – szepnęłam ledwo dosłyszalnie, bo nawet wypowiedzenie jego imienia było dla mnie zbyt dużym wysiłkiem.

Ból był ogromny, ale przestałam spadać w otchłań. Zamiast tego powoli się w nią osuwałam. Chłopak obejmował mnie ramionami, pół na mnie leżąc i przygniatając mnie do podłogi swoim ciałem.

– Wszystko będzie dobrze, to zaraz minie – obiecał cicho.

Mówił do mnie coś jeszcze, ale nie usłyszałam niczego więcej, ponownie tonąc w ciemności.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Otworzyłam oczy. Świat zawirował. Gdy obraz w końcu stał się stabilny, ujrzałam nad sobą biały sufit. Z trudem przewróciłam się na bok. Czułam się wykończona. Mój pokój. Byłam w moim pokoju.

– Obudziłaś się! – usłyszałam pełne ulgi słowa Daniela. Padł na kolana przy moim łóżku, przytulając mnie mocno. – Czemu czasami jesteś taką bezmózgą idiotką?! – warknął, nie wypuszczając mnie z ramion.

– Co się stało? – spytałam, bo dopiero powoli na swoje miejsce wracały fragmenty układanki.

Wstał i usiadł obok mnie na łóżku, patrząc na mnie z taką troską, jakbym za chwilę znowu miała stracić przytomność. Nie byłam pewna czy cieszy się czy może raczej jest cholernie wkurzony. To był ten stan, w którym on sam chyba tego nie wiedział.

– Miałaś w sobie substancję, która reaguje na pewien rodzaj światła – wyjaśnił powoli – i oczywiście co postanowiłaś zrobić? Wpakować się do pomieszczenia, które było tym światłem wypełnione – zadrwił gorzko. – Gdybym wiedział co zrobisz, nigdy bym ci nie zaufał – tym razem jego głos stał się lodowaty.

I nagle wszystko sobie przypomniałam. Alex! Co teraz działo sie z Alexem?! Daniel gwałtownie poderwał się z mojego łóżka. Wyciągnął zza paska krótkofalówkę.

– Obudziła się, może pan przyjść – obwieścił krótki komunikat, po czym odłożył ją na biurko.

Przez chwilę kręcił się po niewielkim pokoju, a ja podążałam za nim wzrokiem. Po kilku minutach ktoś zapukał. Daniel, w dalszym ciągu ponuro milczący, otworzył drzwi. Do środka wszedł odziany na biało, dźwigający torbę medyczną mężczyzna.

– Jak się czujesz? – zapytał podchodząc do mojego łóżka.

– Zmęczona – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Zmierzył mi ciśnienie, uniósł kciukiem moje powieki i poświecił w oczy latarką. Posłusznie, zupełnie zrezygnowana i bez żadnej woli walki poddałam się badaniom. Podał mi szklankę wody, pomagając się nieco podnieść, a ja dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem spragniona.

– Wygląda w porządku – oznajmił na koniec – ale powinnaś jeszcze trochę poodpoczywać.

– Ile spałam? – zapytałam zaciekawiona, ponownie opadając na poduszki.

– Niecałą dobę – oznajmił uśmiechając się pokrzepiająco. – To było bardzo niefortunne zdarzenie – stwierdził, co było chyba lekkim niedopowiedzeniem, którego nie skomentowałam, bo nie miałam pojęcia co do informacji publicznej przekazał Daniel.

Potem pożegnał się i razem z Danielem wyszli na korytarz, zostawiając jedynie lekko uchylone drzwi. Bardzo powoli i ostrożnie wstałam z łóżka. Na miękkim nogach podeszłam do drzwi, ale zanim do nich dotarłam, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Udało się jednak i osiągnęłam swój cel. Usiadłam przy nich, opierając się o ścianę. Wiedziałam, że ta rozmowa nie jest przeznaczona dla moich uszu, dlatego tym bardziej chciałam ją usłyszeć. Ku mojemu zaskoczeniu nie rozmawiali jednak o mnie. Przynajmniej nie do końca.

– Powinieneś go wpuścić – oznajmił spokojnie lekarz.

– Nie ma mowy! – usłyszałam warknięcie Daniela.

– Ile czasu była wystawiona na promieniowanie?

– Dwie, może trzy minuty – syknął w odpowiedzi chłopak – tyle czasu zajęło mi zmuszenie ich, żeby to wyłączyli.

– Gdyby jej nie zasłonił, prawdopodobnie by umarła – stanowczo, ale spokojnie stwierdził mężczyzna. – Jej organizm by tego nie wytrzymał. Wygląda na to, że uratował jej życie. To daje mu niejakie prawo, żeby osobiście zobaczyć czy nic jej nie jest. Zresztą słyszałeś, taką prośbę wyraziła też Doktor Mary Ann, a skoro ją przekonał…

Objęłam ramionami kolana. Moje serce przyspieszało z każdym, kolejnym, usłyszanym słowem.

– Nie! Nie zbliży się do niej! Po moim trupie! – odpowiedź Daniela była stanowcza i pełna jadu.

– Chyba niewiele masz w tej kwestii do powiedzenia, a on nie odpuszcza – powiedział mimo złości Daniela, wciąż zupełnie opanowany lekarz.

– Może sobie siedzieć na korytarzu do usmarkanej śmierci – odwarknął chłopak.

Alex… musieli rozmawiać o Alexie… Czy on również był na korytarzu? Nigdy w życiu nikogo nie chciałam zobaczyć tak bardzo, jak teraz jego. Zdeterminowana podniosłam się, opierając plecami o chłodną ścianę. Z pewnością to nie Daniel będzie o tym decydował.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Nie słyszałam co mówili, bo mój świat ponownie zawirował. Przymknęłam oczy, żeby pozbyć się tych paskudnych, czarnych plamek. Myślałam, że upadnę na podłogę, ale zamiast tego poczułam jak otaczają mnie czyjeś silne ramiona. Gdy ponownie otworzyłam oczy, byłam w swoim pokoju, a Alex kładł mnie do łóżka. Tuż za nim stał Daniel z wykrzywioną wściekłością twarzą, a w drzwiach czaił się lekarz z przerażoną miną. Byłam zmęczona i miałam tego dość.

– Wyjdźcie! – rozkazałam cichym, ale pewnym głosem, patrząc gniewnie na Daniela. – Nie ty – warknęłam, kiedy Alex zaczął się ode mnie odsuwać. Stanowczo przytrzymałam go za rękę, a on znieruchomiał. – Zostań, proszę – dodałam już zwyczajnym, spokojniejszym tonem.

– Chyba nie mówisz poważnie?! – wściekłość Daniela coraz bardziej działała mi na nerwy.

– To mój pokój i życzę sobie, żebyś natychmiast go opuścił – oznajmiłam.

Daniel popatrzył na mnie, jakbym postradała rozum i wcale nie wyglądał, jakby zamierzał dokądkolwiek iść. Zauważyłam, że lekarz dał komuś gestem dłoni znak i w drzwiach pojawiło się dwóch starszych żołnierzy. Bezceremonialnie po prostu wyprowadzili wkurzonego chłopaka, a ja odetchnęłam z ulgą, choć wiedziałam, że to zapewne dopiero początek naszej potyczki.

– Przykro mi – mruknął ponuro stojący w progu lekarz i również wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Zostaliśmy sami. Tylko ja i wpatrujący się we mnie zaniepokojonym wzrokiem Alex.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Właściwie chyba powinnam czuć się niezręcznie, ale tak nie było. Poczułam ulgę. Alex stał tuż przy mnie, był cały i zdrowy. Bez słowa, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku, podszedł bliżej i przysiadł na moim łóżku. Już zapomniałam jak działała na mnie jego obecność. Nie spodziewałam się, że jego bliskość będę odczuwała tak intensywnie. Niewiele myśląc, po prostu usiadłam i przylgnęłam do niego, oplatając jego szyję ramionami.

– Tak się cieszę, że nic ci nie jest! – westchnęłam.

Zesztywniał. Najwyraźniej wahał się przez chwilę, ale potem przytulił mnie do siebie.

– Mnie nic nie jest? – zapytał ponuro. – To ty prawie nie umarłaś. – Odsunął mnie od siebie, ale nie zabrał rąk z mojej talii. – Jak to się w ogóle stało, że miałaś w organizmie tą przeklętą substancję? – zażądał wyjaśnienia. – Bez niej promieniowanie nie miałoby na ciebie żadnego wpływu…

Spuściłam wzrok.

– Chciałam wiedzieć co się z tobą dzieje – wyjaśniłam cicho – i… Daniel mi pokazał. Spanikowałam, kiedy zorientowałam się, że czujesz coś takiego. Nie przyszło mi do głowy, że to światło w dalszym ciągu również na mnie może mieć jakiś wpływ.

– Daniel… – w jego ustach imię zabrzmiało jak przekleństwo. – Mogłem się domyślić.

Znów przysunęłam się do niego, wtulając twarz w jego tors, a on mi na to pozwolił. Tym razem nie odsuwając mnie od siebie, położył nas na łóżku. Przylgnęłam do niego jeszcze bardziej, a on naciągnął na mnie kołdrę.

– Alex? – odezwałam się stłumionym głosem, po przeciągającej się w nieskończoność chwili ciszy.

– Mhm? – zapytał wtulając policzek w moje włosy.

– Przepraszam – wydusiłam z siebie, nie wiedząc co jeszcze mogłabym do tego dodać. – Za wszystko.

Przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej, ale nie skomentował moich słów.

– Śpij – poprosił. – Powinnaś teraz porządnie odpocząć.

Tak przyjemnie było leżeć w jego ramionach… Sama nie wiedząc kiedy odpłynęłam w sen.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Gdy się obudziłam, Alexa już przy mnie nie było. Leżałam sama, starannie otulona kołdrą. Zaczęłam jasno myśleć, dopiero gdy ją od siebie odrzuciłam. Przyszła mi do głowy jedna, przerażająca wizja. Daniel! Czy po tym jak go wczoraj potraktowałam nie będzie chciał się mścić? Co gorsza mścić nie na mnie, a na Alexie… Koniecznie musiałam coś z tym zrobić. Poza tym Alex… czy przyszedł tu tylko dlatego, że się o mnie martwił, czy może… iskierka nadziei rozbłysnęła zbyt jasno i poczułam, że jeśli zgaśnie, rozsypię się na milion kawałków. Gdy wstałam z łóżka, z ulgą stwierdziłam, że już bez trudu trzymam się na nogach. Okropnie głodna szybko umyłam się i ubrałam, zamiast jednak do stołówki, postanowiłam najpierw pójść do pokoju Daniela. Tak jak on to miał w zwyczaju, weszłam do niego bez żadnej zapowiedzi. Wyglądał na zaskoczonego, kończył właśnie sznurować buty.

– Jeżeli cokolwiek mu zrobisz, z mojego powodu… – warknęłam.

– Co masz na myśli? – przerwał mi gniewnie w półsłowa, wyraźnie obrażony.

– Nie jestem ani głupia, ani ślepa, Daniel. Doskonale wiem do czego jesteś zdolny i co potrafisz – odpyskowałam coraz bardziej zirytowana, choć kiedy tu szłam, wcale nie miałam zamiaru się z nim o nic kłócić.

Wstał. Poczułam się nieprzyjemnie, kiedy mógł patrzeć na mnie z góry.

– Naprawdę uważasz, że cokolwiek byś nie zrobiła, zawsze będę twoim przyjacielem? – spytał powoli, chłodnym, aż nazbyt opanowanym tonem. – Że zawsze będziesz mogła do mnie przyjść, jak gdyby nigdy nic?

Zamurowało mnie. Daniel trafił w sedno sprawy.  W duchu musiałam przyznać, że ma rację. Tak, tego się właśnie spodziewałam. Właściwie teraz wydało mi się to kompletnie irracjonalne i pozbawione jakiejkolwiek podstawy, ale przecież… nie, nie mogłam już liczyć na Daniela i musiałam sobie to wbić do głowy. Przecząco pokręciłam głową i odważyłam się spojrzeć mu w oczy.

– Przepraszam, że zajęłam ci czas – odpowiedziałam nawet dla mnie samej obco brzmiącym głosem.

Powoli odwróciłam się i wyszłam na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Z trudem powstrzymywałam łzy, wmawiając sobie, że nie będę płakała. Nie byłam już przecież małą dziewczynką. Przypomniałam sobie po co w ogóle do niego przyszłam. Ponownie ogarnął mnie gniew. Obiecałam sobie w duchu, że nie dopuszczę do tego, by w jakikolwiek sposób skrzywdził Alexa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Tuż przed stołówką wpadłam na stojącą pod drzwiami Sarę. Wyglądała jakby przed chwilą zobaczyła ducha.

– Co się stało? Czemu nie jesteś w środku? – zapytałam, bo sama byłam już nieco spóźniona na śniadanie.

– Nie uwierzysz – jęknęła na mój widok.

Pomyślałam, że nie ma racji. W tym momencie byłabym w stanie uwierzyć we wszystko.

– Zbliża się wielkie tsunami? – spytałam pesymistycznie strzelając.

– Nic z tych rzeczy – odpowiedziała z bladym uśmiechem. – Zobacz kto zajął nasz stolik – szepnęła.

Zajrzałam do środka. Moje serce gwałtownie podskoczyło i poczułam się jakby zrobiło fikołka. Przy naszym stoliku, z sobie tylko znanych powodów, siedział Alex. Nadzieja to paskudna i żądna krwi bestia.

– Och! – wyrwało mi się nieproszone, bo dopiero teraz zrozumiałam zachowanie Sary.

– Co teraz zrobimy? – dopytywała się spanikowana.

Wzruszyłam ramionami, starając się by nie zauważyła, że ja również jestem nieco zdenerwowana.

– Nic, po prostu zjemy śniadanie – stwierdziłam bez dalszych ceregieli wchodząc do środka, a Sara posłusznie podreptała za mną.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy podeszłyśmy do stolika, Alex był zajęty graniem na telefonie w jakąś kosmiczną grę.

– Cześć – odezwałam się pierwsza, siadając ze swoją tacą na przeciwko chłopaka.

Podniósł wzrok znad komórki. W jego niebieskich oczach tańczyły znajome iskierki ironicznego rozbawienia. Byłam przekonana, że świetnie się bawi zaistniałą sytuacją. Cóż… ukrywanie faktu, że się znamy nie miało już i tak większego sensu.

– Nie macie nic przeciwko, że się do was przysiadłem? – zapytał z miną niewiniątka.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, żeby się wypchał, odezwała się Sara.

– Nie, oczywiście, że nie – wyrzuciła z siebie, nie potrafiąc ukryć entuzjazmu.

Zamilkłam, skubiąc powoli kawałki bułki.

– Jak się czujesz, już wszystko dobrze? – spytał nagle poważniejąc.

Byłam przekonana, że patrzy na mnie, ale ponownie odpowiedziała mu Sara, nie odrywając wzroku od swojego talerza.

– Nic mi się nie stało, ale to tylko dzięki tobie – stwierdziła. – Tak bardzo, bardzo dziękuję, że nie pozwoliłeś mi się utopić – niemal szepnęła, a jej twarz zrobiła się zupełnie czerwona. – Jesteś bohaterem.

Poczułam się naprawdę głupio. Zupełnie zapomniałam, że prawie utonęła. Natomiast Alex… chyba rzeczywiście był bohaterem. Z tego co mówił lekarz wychodziło na to, że również mi uratował życie, tylko w przeciwieństwie do Sary ja znalezienie się w niebezpiecznej sytuacji zawdzięczałam wyłącznie własnej głupocie. Podchwyciłam jego spojrzenie. Alex sprawiał wrażenie nieco zmieszanego, najwyraźniej nie takiej odpowiedzi oczekiwał, ale nie wrócił ponownie do tematu, a mnie zrobiło się przykro, że to właśnie o Sarę się martwił i to ją o to pytał. Próbowałam sobie wmówić, że nie jestem najważniejsza, ale mały, buntowniczy głosik w mojej głowie szeptał, że nie tak powinno być. Dla Alexa miałam być najważniejsza. Chciałam taka dla niego być.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Uczucie, które we mnie wzbierało było nie do zniesienia. Tak bardzo, że musiałam wstać. Dopiero teraz w pełni uświadomiłam sobie jak bardzo pragnę Alexa i jeżeli on już mnie nie chciał…

– Zostawiłam książki w szafce – oznajmiłam pierwsze co przyszło mi do głowy – muszę je zabrać przed lekcjami. Na razie!

Nie czekając na czyjąkolwiek reakcję szybko się odwróciłam i wyszłam ze stołówki. Zwolniłam dopiero na szkolnym korytarzu. Znów zbierało mi się na płacz. Poczułam się jak Nel z „W pustyni i w puszczy”, ona też miała „oczy na mokrym miejscu”, chociaż do płaczu miała znacznie lepsze powody. Ku mojemu zaskoczeniu przy szafkach dogonił mnie Alex.

– O co chodzi? – zażądał odpowiedzi, przytrzymując mnie za ramię.

Wbiłam wzrok w podłogę.

– Jeżeli lubisz Sarę, to ja… – zaczęłam niepewnie.

– Sarę? – spytał zaskoczony.

Spojrzałam na niego zbita z tropu.

– Uratowałeś ją przed utonięciem, ryzykując taką karę i…

Roześmiał się. To był mało wesoły, gorzki śmiech.

– Naprawdę sądzisz, że zrobiłem to dla Sary? – spytał. Gdy niepewnie przytaknęłam, na chwilę przymknął oczy i wziął głęboki wdech. – Nie jestem bohaterem i nie zamierzam nim być – stwierdził ostro. – Nie ratuję dziewic w opałach. Prawda jest taka, że pomogłem Sarze, bo widziałem was dwie ciągle razem i pomyślałem sobie, jak byś się poczuła, gdybym pozwolił umrzeć twojej przyjaciółce. Nie zrobiłem tego dla Sary, tylko dla ciebie – wyjaśnił.

Moje oczy chyba nie mogły już być szerzej otwarte. Powinnam się wkurzyć na takie rozumowanie, ale nie potrafiłam. Alex kompletnie zbił mnie z tropu.

– Myślałam, że mnie nienawidzisz – wyznałam.

Ponownie się roześmiał.

– Kiedy zobaczyłem jak całujesz się z tym chłopakiem, byłem naprawdę wściekły – przyznał. – Nie chciałem, żebyś ze mną pogrywała, a tak to wyglądało. Potem jednak zacząłem się nad tym zastanawiać. Obejrzałem nagrania, na których odwiedzasz laboratorium, a potem wpadłem na to, żeby przejrzeć taśmy z testów. Mary Ann nie miała wyjścia i musiała mi opowiedzieć jaki był jej plan.

Coś mi się w tym nie zgadzało…

– Skoro wiedziałeś, to dlaczego unikałeś mnie przez tyle czasu? – spytałam czując zamiast ulgi bolesny ucisk w gardle.

– Pomyślałem, że tak będzie lepiej – przyznał. – Bezpieczniej dla ciebie i dla mnie.

– Więc dlaczego zmieniłeś zdanie? – dociekałam dalej.

– Zmieniłem? Skąd ta pewność? – zapytał, a pytanie zabolało jak wbite w trzewia ostrze noża.

Przeraziły mnie własne uczucia. Prawda była taka, że Alex mógł ze mną zrobić co tylko chciał. Milczałam, wpatrując się w niego niepewnie. W moich oczach znów zalśniły łzy. Westchnął cierpiętniczo, a w jego oczach i tym razem pojawiły się psotne iskierki. Z zaskoczenia przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Odwróciłam głowę, wtulając się w niego, ale nie odwzajemniając pocałunku. Ulga wciąż mieszała się z niepewnością, a to było nie do zniesienia.

– Nie mogłem wytrzymać z daleka od ciebie, głuptasie – mruknął, wtulając podbródek w moje włosy. – Jeszcze trochę i sam bym się złamał, ale ten idiotyzm który zrobiłaś zdecydowanie przeważył szalę. Zwariowałbym, gdyby coś ci się stało – wyznał.

Uniosłam głowę i spojrzałam na niego zmieszana.

– Naprawdę? – zapytałam mało inteligentnie.

Znowu ten błysk rozbawienia, a po nim kolejny pocałunek. Tym razem go odwzajemniłam, obejmując szyję Alexa ramionami. Uniósł mnie do góry, a ja oplotłam go w pasie nogami. Jego dłonie znalazły się na moich opiętych spodniami pośladkach. Przez myśl przemknęło mi, że jako dobrze wychowana dziewczyna powinnam na niego fuknąć, ale nie zrobiłam tego. Grzeczne dziewczynki i tak nie całują się w ten sposób na korytarzach. Zamiast tego ugryzłam go lekko i zostałam wynagrodzona stłumionym jęknięciem, które z pewnością przyniosłoby mi sporo satysfakcji, gdyby nie to, że w tym momencie pojawiła się przy nas Sara.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Alex postawił mnie na podłodze, obejmując ramieniem. Sara wpatrywała się w nas szeroko otwartymi oczami. Nie miałam pojęcia jak zareagować. Gdy wreszcie chciałam coś powiedzieć, ona cofnęła się o krok, odwróciła i uciekła. Zaklęłam cicho.

– Chyba coś mi umknęło… – oznajmił Alex, wpatrując się we mnie pytająco.

Jęknęłam, odsuwając się od niego i opierając plecami o ścianę.

– To moja wina – westchnęłam. – Tak bardzo się skupiłam na sobie i swoich uczuciach, że zupełnie zapomniałam o Sarze.

– Dalej nie rozumiem – powiedział przysuwając się do mnie. – Pokłóciłyście się o coś? Przy śniadaniu wyglądało na to, że jest ok…

– Nie, to nie to – mruknęłam. – Wiedziałam, że się jej podobasz, a sama nie powiedziałam słowa na ten temat. Jestem koszmarną przyjaciółką.

– Podobam? – spytał kpiąco, zbliżając się do mnie, tak, że teraz niemal się stykaliśmy. – Ta dziewczyna prześladuje mnie już chyba drugi rok. To między innymi z jej powodu musiałem znaleźć sobie spokojne miejsce, takie jak nasz ogród – oznajmił rozbawiony.

Bardzo nie spodobała mi się jego odpowiedź.

– Wiedziałeś o tym? – zapytałam.

Wzruszył ramionami.

– Trudno było nie zauważyć…

– Więc czemu nic z tym nie zrobiłeś? – spytałam czując narastającą we mnie irytację.

– Co niby miałem zrobić? Mówiłem ci już, Sara mnie nie interesuje i nigdy nie interesowała – jego ręce oparły się o ścianę, znajdując tuż przy moich ramionach. Pochylił się i pocałował mnie w policzek, potem w szyję, aż w końcu powoli zaczął zbliżać się do ust.

– Alex, przestań! – odepchnęłam go od siebie. – Mogłeś chociaż coś powiedzieć… cokolwiek.

Z nienacka uderzył pięścią w ścianę. Podskoczyłam, zaskoczona. Pokruszony tynk opadł na podłogę.

– Nie zrobiłem nic złego – oznajmił chłodnym tonem. Również jego jeszcze przed chwilą iskrzące się oczy, stały się lodowato-zimne.

Spojrzałam na niego nieco przestraszona tym nagłym wybuchem.

– Alex? – łagodnie wymówiłam jego imię.

Nie patrzył na mnie.

– Zobaczymy się później – rzucił zdawkowo i odszedł, zostawiając mnie samą na korytarzu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Z drżącym sercem zapukałam do drewnianych drzwi. Wszystko układało się po prostu perfekcyjnie. Daniel nie chciał mnie widzieć, Alex był na mnie wkurzony, a teraz nienawidziła mnie również Sara. Nie chciałam wrócić do punktu, w którym nie posiadałam żadnych przyjaciół, nie miałam jednak również pomysłu na to, co mogłabym zrobić. Kiedy nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, po prostu weszłam do środka. Sara podniosła głowę z poduszki, by na mnie spojrzeć. Miała czerwoną, zapłakaną twarz.

– Czego jeszcze ode mnie chcesz? – spytała co zabrzmiało zdecydowanie bardziej żałośnie niż gniewnie.

Podeszłam by usiąść obok niej.

– Przepraszam, że nie powiedziałam… – zaczęłam, ale gwałtownie usiadła, przerywając mi w pół słowa.

– Jesteś taka ładna, możesz mieć każdego chłopaka, jakiego tylko chcesz, dlaczego właśnie Alex? Co ja ci zrobiłam? – wyrzuciła z siebie potok słów.

Jęknęłam w duchu. Czy ona w ten sposób to widziała?

– Sara, to nie tak… my z Alexem… – nie potrafiłam się wysłowić i czułam, że się wściekle rumienię. – To się zaczęło na początku jesieni, kiedy…

– Idź sobie! – rozkazała, kładąc się na łóżku i odwracając do mnie tyłem.

– Sara, proszę, posłuchaj…

– Idź sobie! – wrzasnęła.

Niechętnie wstałam i wyszłam, nie wiedząc co innego mogłabym w tej sytuacji zrobić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Znalazłam się na granicy jawy i snu. Było jeszcze zbyt wcześnie, bym potrafiła podnieść powieki. Powoli jednak zaczynała wracać świadomość, a wraz z nią pojawił się niepokój.

– Emily, obudź się – dotarł do mnie cichy głos Alexa.

Poczułam bliskość chłopaka i otworzyłam oczy. Siedział tuż obok mnie, z ręką na moim ramieniu.

– Co tu robisz? – spytałam zaskoczona. – Która godzina?

– Jeszcze przed świtem. Ubierz się, nie mamy czasu – ponaglił.

Usiadłam.

– Może powiedziałbyś mi o co chodzi? – zażądałam już zupełnie rozbudzona.

– Po drodze – stwierdził, odrzucając moją kołdrę. – Zaufaj mi – dorzucił kpiąco, gdy spojrzałam na niego poirytowana.

Westchnęłam i wstałam by zaszyć się w łazience wraz z moimi ubraniami.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Chwilę później, trzymając się za ręce, biegliśmy pustymi korytarzami szkoły. Po kilku minutach znaleźliśmy się na dworze, ale Alex zwolnił dopiero gdy minęliśmy wysoki mur i zeszliśmy ze wzgórza na którym położona była akademia. Na zewnątrz panowała szarość. Było chłodno i nieprzyjaźnie.

– Co my tu właściwie robimy? – zapytałam łapiąc oddech.

– Zabieram cię w bezpieczne miejsce – stwierdził obojętnie.

– Bezpieczne przed czym? – dopiero teraz dostrzegłam, że jest zdenerwowany, chociaż bardzo próbował to ukryć.

– Moja grupa zaplanowała sobie rebelię – oznajmił ponuro.

– Co masz na myśli? – spytałam wyobrażając sobie kilka różnych scenariuszy.

Wzruszył ramionami.

– Chcieliby uciec z Akademii, uwolnić się od tego wszystkiego.

– A ty nie? – spytałam bez zastanowienia.

Roześmiał się gorzko.

– Na pewno nie w taki sposób. Doskonale wiem jak to się skończy, ale oni nie chcą mnie słuchać – spojrzał na mnie, mimo że ja ledwo widziałam zarysy kształtów w słabym świetle poranka.

– Co chcą zrobić? – zaczynałam czuć coraz większy niepokój.

– Bezsensowne zamieszki – wzruszył ramionami. – Udało im się dojść do tego jak poblokować drzwi w systemie i jakiś czas zajmie wszystkim opuszczenie swoich pokoi. Kiedy jednak wojskowi zorientują się już w tym co się stało, po prostu wpadną tam szturmem i ich powstrzymają. To nie będzie przyjemne, a biorąc pod uwagę broń którą dysponują nigdy nie mieliśmy z nimi szans.

Przeszliśmy spory kawałek, powoli zagłębiając się w las. Alex zatrzymał się w pobliżu jednego ze znajdujących się pomiędzy drzewami schronów, otworzył drzwi i gestem zaprosił mnie do środka. Stanęłam w miejscu.

– Co z Sarą? – spytałam nagle naprawdę przestraszona. Była bezbronna, a niebezpieczeństwo mogło jej grozić z obydwu stron. – Musimy po nią wrócić, jeśli coś jej się stanie…

Alex pokręcił głową.

– Zanim poszedłem po ciebie, wysłałem ją do Mary Ann – oznajmił z irytującą pewnością siebie.

Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jesteśmy tu zupełnie sami. Tylko we dwoje. W lesie. Daleko od Akademii.

– Wszystko sobie zaplanowałeś? – zapytałam z wyrzutem.

– Może troszeczkę – mruknął, wpychając mnie do bunkra i oplatając ramionami.

W budynku zapaliło się światło. Za nami zatrzasnęły się pomalowane na niebiesko, stalowe drzwi.

– Alex, to nie jest śmieszne! – odsunęłam się od niego, z powodu bliskości chłopaka nie mogąc pozbierać myśli. – Nie mogłeś mnie po prostu tam zostawić? – spytałam czując narastającą we mnie irytację. – Sam mówiłeś przecież, że zablokowali drzwi.

– Już nie pamiętasz kim jest twój ojciec? – prychnął. – Byłabyś pierwszym celem. Bałem się, ze ktoś zrobi ci krzywdę.

Poddałam się. Opadłam na wąską, przyczepioną do ściany ławkę.

– Co teraz? – zapytałam ponuro.

Podniósł mnie, a potem usiadł, sadzając mnie sobie na kolanach.

– Myślę, że nie będziemy się nudzić – stwierdził rozpinając nam kurtki.

W jego oczach zatańczyły psotne iskierki. W moim brzuchu kotłowało się wściekłe stado motyli. Nie byłam pewna czy bardziej mam mu ochotę przyłożyć, czy może raczej natychmiast pocałować.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

W ciągu kilku sekund raj zamienił się w piekło. Ogłuszający huk. Fala gorąca. Poczułam na sobie ciężar Alexa. Jego mocno oplatające nie ramiona.

– Nic ci nie jest? – wyszeptał.

– Chyba nie – jęknęłam cicho, nie wiedząc co się stało.

Dopiero gdy powoli wstaliśmy, zorientowałam się, że ktoś wysadził drzwi. W ścianie, gdzie powinny być, ziała wielka, czarna dziura. Po chwili pojawili się w niej ubrani w pełen bojowy rynsztunek żołnierze.

– No proszę, nie tego się spodziewałem – oznajmił jeden z nich, zsuwając maskę.

Rozpoznałam w nim Andre, kolegę Daniela, z drużyny mojego ojca. Skrzywiłam się na myśl o tym, że to on towarzyszył mu w dręczeniu innych. Podszedł i brutalnie odciągnął mnie od Alexa, a potem popchnął w kierunku innych. Gdyby ktoś mnie nie przytrzymał, z pewnością bym się przewróciła. Mimo protestów zostałam zaciągnięta do zaparkowanego obok dżipa. Chwilę później wsiadł do niego również Andre. Pozostali nie zdejmowali masek i nie miałam pojęcia kim są.

– Zostaw mnie! – warknęłam na niego, kiedy już pod szkołą siłą wyciągnął mnie z samochodu.

Chwycił mnie jeszcze mocniej i brutalnie potrząsnął.

– Uważasz, że wszystko ci wolno i wszystko ujdzie ci na sucho?! – syknął. – To nie pałac, a ty nie jesteś księżniczką – oznajmił drwiąco.

Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie miałam pojęcia czego on w ogóle chciał, ale nie zamierzał czekać na moje pytania. Już po chwili, w towarzystwie dwójki innych żołnierzy, szliśmy szkolnym korytarzem. Ku mojemu zaskoczeniu zatrzymaliśmy się przed pokojem Daniela. Andre ponownie, wbrew mojej woli, wepchnął mnie do środka. Daniel siedział przy laptopie, ale kiedy minęliśmy próg wstał. Ponownie spróbowałam się wyrwać, ale Andre ze stoickim spokojem wykręcił mi rękę. Syknęłam z bólu. Błagalnie spojrzałam na Daniela, ale on nie zareagował. Patrzył na nas z kamiennym wyrazem twarzy.

– Przyprowadziliśmy ci prezent – oznajmił pogodnie Andre. – Może jak już wreszcie sobie ulżysz, to wybijesz ją sobie z głowy i zaczniesz logicznie myśleć.

Dopiero po chwili dotarło do mnie znaczenie jego słów. Przestałam się wyrywać i zamarłam. Czy on mówił poważnie? Dopiero teraz poczułam jak przerażenie ściska mi gardło. Daniel nigdy by… spojrzałam w jego zimne oczy i nic nie wyrażającą twarz. Straciłam ostatnie resztki pewności. Ogarnęła mnie panika. Andre pchnął mnie w kierunku Daniela i wyszedł z pokoju, zabierając ze sobą pozostałych. Z korytarza dobiegł mnie ich rubaszny śmiech. Panika wzięła górę nad rozsądkiem i rzuciłam się w kierunku drzwi, ale chłopak zdążył mnie złapać. Jedną ręką chwycił oba moje nadgarstki, a drugą pociągnął mnie za włosy, bez trudu mnie unieruchamiając. To nie działo się naprawdę. Nie mogło się dziać. Nie miałam pojęcia co mogę zrobić, moje myśli wydawały się być mglistą papką. Poczułam jak po moim policzku spływają ciepłe, gorzkie łzy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Mimo narastającego bólu ze wszystkich sił starałam się wyrwać. Kiedy wykręciłam się i ugryzłam go w ramię, warknął na mnie wściekle.

– Przestań do cholery wreszcie ze mną walczyć, idiotko! – rozkazał, ponownie mnie unieruchamiając.

Znajome nuty w tonie jego głosu sprowadziły mnie na Ziemię, przypominając mi, że to jednak Daniel. Zamarłam, wciąż cała spięta. Puścił mnie.

– Siadaj! – wydał polecenie, wskazując łóżko.

W jego głosie pobrzmiewała irytacja, a to wywołało we mnie taką ulgę, że niemal ponownie się rozpłakałam. Posłusznie usiadłam na samym brzegu. Przez chwilę się wahał, ale w końcu usiadł obok mnie. Wtuliłam się w niego, kiedy objął mnie ramieniem.

– Naprawdę myślałaś, że mógłbym cię skrzywdzić? – spytał ponuro.

– Nie wiem – szepnęłam. – Nic już nie wiem.

Przede wszystkim nie miałam pojęcia co się w ogóle w tej cholernej Akademii dzieje i dlaczego ojciec w ogóle mnie tu przysłał.

– Opowiedz mi co się stało. Od początku – tym razem jego głos był łagodny, a słowa nie były poleceniem tylko prośbą.

Przez chwilę milczałam, mając pewność, że to co powiem niespecjalnie mu się spodoba. Najwyraźniej jednak nie miałam wyboru.

– Alex obudził mnie dzisiaj rano, mówiąc, że będą zamieszki. Uznał, że zabierze mnie z dala od szkoły. Potem pojawił się Andre, a resztę już znasz… – opowiedziałam niechętnie.

Daniel skinął głową, a potem westchnął.

– A wspomniał ci przypadkiem, że to oni spowodowali te „zamieszki”? – spytał nieco drwiącym głosem.

– Tak – odpowiedziałam po prostu. – Co się w ogóle wydarzyło?

Wzruszył ramionami.

– To co było do przewidzenia. Bunt nie trwał długo. Co prawda udało im się włamać do systemu, ale nie pomyśleli o tym, że akademia się zabezpieczyła. W pewnym momencie zmienili po prostu barwę światła i było po wszystkim.

– Co z Alexem? – wiedziałam, że Danielowi nie spodoba się to pytanie, ale przecież musiałam zapytać.

– Szczerze nie mam pojęcia – mruknął wstając po leżący na biurku komputer. Usiadł z powrotem, trzymając go na kolanach – ale wiem, że nie dasz mi spokoju, dopóki tego nie sprawdzimy.

Przysunęłam się bliżej, by zobaczyć wyłaniający się na monitorze obraz ze szkolnych kamer.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Przez dłuższą chwilę Daniel przeszukiwał obraz po obrazie. Kiedy już zaczęłam myśleć, że to na nic, w końcu na jednym się zatrzymał. Film przedstawiał jakąś piwnicę.

– To nie wygląda dobrze – mruknął jakby sam do siebie.

– Co się stało? – spytałam z minuty na minutę coraz bardziej zaniepokojona.

– Zostali ukarani – odparł zdawkowo. – Zostań tutaj – rozkazał wstając i odkładając komputer na biurko, uprzednio zamknąwszy klapę. – Niedługo powinienem wrócić.

Gdy tylko Daniel wyszedł ponownie otworzyłam laptopa. Na moje szczęście się nie wylogował. W piwnicy, którą pokazywał obraz z kamery stało coś, co wyglądało niczym sarkofagi w grobowcach. Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Nie musiałam długo namyślać się o co w tym chodzi. Drzwi otworzyły się i do środka weszło dwóch żołnierzy, prowadząc między sobą jakiegoś chłopaka. Otworzyli „wieko” i wepchnęli go do środka. Wewnątrz było coś w rodzaju wanny, dość głębokiej i po brzegi wypełnionej wodą. Co to miało do cholery być? Mężczyźni zamknęli pokrywę, zostawiając chłopaka w środku. Wzdrygnęłam się. Czy w takim czymś znajdował się również Alex?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Daniel kazał mi się zachowywać normalnie, ale ja nie miałam pojęcia jak to niby mam zrobić. Wszystkie „dzieci eksperymentu” zostały ukarane – oczywiście wszystkie oprócz Sary.    Dowiedziałam się tylko, że nie będą dostępni przez kilka najbliższych dni, a to ani odrobinę mnie nie pocieszało. Przed obiadem, na który wcale nie miałam ochoty iść, poszłam do pokoju przyjaciółki. Pomyślałam, że nawet jeśli się na mnie gniewa, to będzie mnie potrzebowała. Tym razem, zamiast wygonić z pokoju, Sara rzuciła mi się na szyję.

– Jak dobrze, że nic ci nie jest – oznajmiła z ulgą.

– Alex powiedział, że zabrał cię do Mary Ann – odezwałam się cicho.

Skinęła głową.

– Tak właśnie było, ale martwiłam się o ciebie – wyznała.

– Naprawdę bardzo cię przepraszam – uznałam, że to odpowiedni moment.

Pokręciła w odpowiedzi głową.

– Wiem, że nie zrobiłaś tego specjalnie, żeby mnie zranić, ale wolałabym o tym nie rozmawiać – oświadczyła ponuro.

– Dobrze – zgodziłam się wcale nie będąc przekonaną, że to dobre rozwiązanie. – Pójdziemy razem na stołówkę? – zapytałam z nadzieją. – Daniel kazał mi się zachowywać jak gdyby nigdy nic, a ja nie wiem czy potrafię to zrobić – wyznałam.

Sara chwyciła mnie za rękę.

– Poradzimy sobie – oznajmiła, wyciągając mnie ze swojego pokoju.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Przez chwilę było spokojnie i miałam cichą nadzieję, że już tak zostanie. Nic z tego. Kiedy zabierałyśmy się do jedzenia, przy naszym stoliku pojawił się Lucas w towarzystwie jeszcze jednego blondyna, który z tego co pamiętałam chyba miał na imię Aron.

– Możemy się dosiąść? – spytali jak gdyby nigdy nic.

Niepewnie skinęłam głową. Nie miałam pojęcia czego mogą od nas chcieć. Usiedli i jak gdyby nigdy nic rozpoczęli konwersację, ku mojemu zdumieniu wciągając w nią Sarę. Lucas miał nieco nieśmiałą naturę, ale Aron był duszą towarzystwa. Nie rozumiałam czemu chcieli z nami usiąść, zwłaszcza gdy zobaczyłam jak nieprzychylnymi spojrzeniami obdarzają ich zajmujący stolik po drugiej stronie stołówki koledzy. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie pojawienie się dwóch kolejnych, znajomych chłopaków.

– Część, jestem Christian, a to Michael – przestawili się Sarze.

Usiedli nawet nie pytając o zgodę. Czułam się coraz bardziej niezręcznie. Lucas chyba zauważył moje zagubienie. Ponieważ siedział obok mnie, trącił mnie lekko łokciem.

– O co chodzi, Emi? – zapytał, co po tym co ostatnio się między nami wydarzyło wydało mi się zdecydowanie zbyt poufałe.

Postanowiłam być szczera.

– Nie rozumiem czemu tu usiedliście – wyznałam.

– Och – wydawał się być zaskoczony – sądziłem, że się domyślisz. – Milczałam, więc po prostu kontynuował. – Jesteśmy po twojej stronie i właśnie to pokazujemy – przyznał wprost.

– Jesteśmy twoimi przyjaciółmi i nie zamierzamy cię zostawić – dodał Aron z radosnym uśmiechem, obejmującym jego jasne oczy.

Byłam zbyt zaskoczona, żeby w jakikolwiek sposób to skomentować. Nie interesowali się mną, a ja prawie ich nie znałam. Czy chodziło im o mojego ojca?

– Masz minę, jakby ktoś cię ugryzł, Emily – stwierdził rzeczowo Christian.

Pozostali się roześmieli. Ku mojemu zaskoczeniu nieśmiały uśmiech pojawił się również na twarzy Sary.

– Już od dawna nie podobało nam się to co robili niektórzy z naszej paczki – odezwał się cicho Lucas. – Uznaliśmy, że czas to zmienić.

Pozostali przytaknęli. W tym momencie zauważyłam Daniela. Stał na środku stołówki, z tacą pełną jedzenia. Patrzył na nas, a ja nawet z tej odległości widziałam, że jest poirytowany. Nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymuję oddech, dopóki nie ruszył w naszym kierunku.

– Nie jesteś tu mile widziany – odezwał się ostrym tonem Christian, kiedy Daniel stanął nad nami.

Pozostali patrzyli na niego wrogo.

– Wypowiedzieliście wojnę – odpowiedział spokojnie chłopak – a ja przyrzekłem, że będę się opiekował Emily i nie zamierzam jej zostawić. Zwłaszcza gdy przez waszą ignorancję coś może jej grozić. Zostaję – stwierdził cichym, ale stanowczym głosem Daniel – i nic nie możecie z tym zrobić.

Postawił na stole tacę, tuż obok mojej, a potem usiadł. Tym razem nikt nie zaprotestował.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Podniosłam głowę znad notatek, nad którymi i tak nie potrafiłam się skupić. Właściwie od trzech dni żyłam nieco jak zombie, myśląc tylko i wyłącznie o Alexie i o tym co się z nim dzieje. Czułam palącą bezradność. Daniel wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.

– Coś się stało? – spytałam obojętnie.

– Wraca Alex i pozostali, pomyślałem, że chciała byś wiedzieć – odezwał się dość ponuro.

Zerwałam się z krzesła. Nie czułam ulgi, tylko jeszcze większy niepokój. Wiedziałam, że jej nie poczuję póki go nie zobaczę – całego i zdrowego.

– Zabierz mnie do niego! – rozkazałam, próbując się przepchnąć obok chłopaka, który jednak stanowczo mnie przytrzymał.

– Nigdzie nie idziesz – oznajmił.

– Dlaczego? – spytałam patrząc na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem.

Spróbowałam się wyrwać, jednak bezskutecznie.

– Ponieważ nie wydaje mi się, żeby chciał cię teraz widzieć – usłyszałam spokojną, nic nie wyjaśniającą odpowiedź.

– Daniel, puść mnie – jęknęłam błagalnie. – Muszę go zobaczyć.

Dlaczego on tego nie rozumiał? Musiał mnie zrozumieć! Daniel jednak przecząco pokręcił głową.

– Zobaczysz go później. Najpierw ja pójdę, przekonam się w jakim jest stanie – stwierdził, jakby to była oczywista oczywistość. – Tak będzie lepiej.

Chciałam zaprotestować, albo po prostu go nie posłuchać, ale gdy wychodził, zobaczyłam że pod moimi drzwiami stanął Aron. Doskonale! Nieoczekiwani sprzymierzeńcy i wszyscy z jakiejś przyczyny przeciwko mnie. Usiadłam na podłodze, plecami opierając się o zimną ścianę. Objęłam ramionami podkulone nogi. Mój pokój stał się więzieniem, a mi nie pozostało nic innego jak tylko w dalszym ciągu czekać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

To była już lekka przesada. Kiedy akurat nie było przy mnie Daniela, Christian, Aron, Lucas i Michael pilnowali mnie na zmianę, praktycznie nie odstępując na krok. Ku mojej wielkiej uldze pozwolili mi jednak wieczorem pójść do pokoju Alexa. Kiedy weszłam do środka, chłopak spał. Na jego zbyt bladej twarzy nie malowała się jednak ani odrobina spokoju. Wiercił się jakby śniło mu się coś złego. Podeszłam bliżej, przysiadając na brzegu łóżka. Dotknęłam jego ramienia.

– Alex? – zapytałam zaniepokojona.

Otworzył oczy, gwałtownie siadając. Jego wzrok zatrzymał się na mojej twarzy.

– Emily – westchnął, z powrotem opadając na poduszkę.

Coś było nie tak, a on wyglądał naprawdę koszmarnie i nie chodziło tylko o jego bladość. Zupełnie jakby był chory.

– Wszystko w porządku? – zapytałam cicho.

– Teraz już tak – mruknął, oplatając mnie ramieniem i zmuszając, żebym się koło niego położyła.

Z ulgą i przyjemnością wtuliłam się w ramiona chłopaka, a on nakrył nas kołdrą.

– To głupie – westchnęłam – odwiedzamy się chyba tylko wtedy, kiedy któreś z nas się z jakiegoś powodu źle czuje.

Bardziej poczułam niż usłyszałam jego cichy śmiech.

– Może należałoby to zmienić – poczułam jego gorący oddech, tuż przy swoim uchu.

Zadrżałam, ale nie miało to nic wspólnego ze strachem. Nareszcie poczułam się przyjemnie rozluźniona. Przymknęłam oczy, wtulając się jeszcze mocniej w ramiona Alexa. Zastanawiałam się jak to się stało. Wszystko toczyło się tak szybko… Jak do tego doszło i jakim cudem w ogóle się w nim zakochałam? Nie miałam pojęcia. To po prostu jakoś się stało.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy weszłam do stołówki, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, siedział przy naszym stoliku. Milczał i nie podnosił wzroku znad talerza, a pozostali go ignorowali, ale nie byli nastawieni wrogo. To sprawiało wrażenie cichej akceptacji. Podeszłam i usiadłam przy nim, nie myśląc nawet o tym, żeby przynieść sobie coś do jedzenia.

– Hej – odezwałam się do chłopaków, Sary jeszcze nie było.

Przywitali się ze mną wyjątkowo pogodnie jak na fakt, że siedział przy nich Alex. On sam tylko skinął głową, ale poczułam na udzie jego ciepłą dłoń. To dodało mi otuchy. W tej szkole rozgrywało się zdecydowanie zbyt wiele gier. Chwilę później dołączyli do nas Sara i Lucas. Przyszli razem, niosąc tace z jedzeniem. Uśmiechali się i rozmawiali przyciszonymi głosami. Usiedli obok siebie tuż na przeciwko nas. Kiedy zdążyli się tak zaprzyjaźnić? Nie byłam pewna czy powinnam się z tego ciszyć czy raczej bać. Po chwili pojawił się również Daniel. Usiadł tuż obok mnie i postawił przede mną pełną tacę. Spojrzałam na niego pytająco.

– Nie wzięłaś jedzenia – stwierdził obojętnie.

– Dzięki – uśmiechnęłam się do niego promiennie i poczułam jak ręka Alexa zaciska się na mojej nodze.

Przypomniałam sobie jak bardzo Alex był zazdrosny o Daniela, na tyle, że śnił o nim koszmary. Położyłam dłoń na jego dłoni i delikatnie przesunęłam po niej palcami. Rozluźnił się nieco, ale chyba wciąż był spięty. Na chwilę przymknęłam oczy. Jeżeli tak teraz miały wyglądać nasze posiłki, nie byłam pewna jak długo to wytrzymam.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Dni toczyły się zupełnie tak, jakby nic się nie stało. Akademia wróciła do normalności i gdyby nie kilkudniowa nieobecność paru uczniów, nikt nie domyśliłby się, że miały w niej miejsce jakiekolwiek, niecodzienne wydarzenia. Z Alexem spotykałam się kiedy tylko mogłam, chociaż zrobiło się zbyt zimno, żebyśmy mieli chodzić do naszego ogrodu. Dopiero teraz, powoli, docierało do mnie, że naprawdę mam chłopaka, a to uczucie napawało mnie szczęściem. Alex był ponury i milczący, ale nie kiedy zostawaliśmy sami. Wtedy był zupełnie inny. Sara wreszcie mi wybaczyła, zbyt zaabsorbowana Lucasem, żeby pamiętać o Alexie. Na Święta Bożego narodzenia mój ojciec wyjechał do Stanów, załatwiać ważne sprawy polityczne, całe ferie zimowe spędziłam więc w szkole i ani trochę mi to nie przeszkadzało, gdy miałam obok siebie Alexa, Daniela i Sarę. Wraz z wczesną wiosną rozpoczęły się ćwiczenia terenowe. Paintball, podchody, walka o zdobywanie flag. Nie były to jednak zabawy, a każda drużyna była zdeterminowana i gotowa na poświęcenia, żeby tylko wygrać i dostać lepszą punktację. Zwłaszcza teraz, gdy po podziale drużyna Daniela nie była już tą najmocniejszą. Mimo upływu miesięcy, chłopcy w dalszym ciągu nie spuszczali mnie z oczu i nigdy nie zostawiali samej, martwiąc się o to, co mógłby mi zrobić Andre. Samotność miałam zapewnioną jedynie we własnym pokoju. Teraz również, mimo że wcale nie było to optymalne rozwiązanie, przez całe ćwiczenia w lesie towarzyszył mi Daniel. Tym razem byliśmy ofiarami i to my mieliśmy uciekać. Zasady były proste. Jeżeli dotrzemy do punktu, zanim zdążą nas złapać, wygraliśmy. Kilometrowe biegi przez las jednak nie były moją mocną stroną.

– Nie dam już rady – szepnęłam zdyszana.

Chłopak skinął głową.

– Od jakiegoś czasu nikogo nie widziałem, chyba możemy odpocząć – stwierdził pogodnie.

Opadliśmy na mech, pod szerokim, zasłaniającym nas choć z jednej strony, pniem drzewa. Daniel otoczył mnie ramieniem. Przyłożył czoło do mojego czoła. Byłam wykończona i cieszyłam się z tej chwili wytchnienia. Radość jednak minęła równie szybko jak się pojawiła. Dwa, może trzy metry dalej, pod drzewem stał Alex. Jego zimne, niebieskie oczy, patrzyły prosto na nas. Na jego twarzy pojawiły się szok, niedowierzanie, a potem wściekłość. Odwrócił się i szybkim krokiem ruszył przed siebie. Zerwałam się z ziemi, wyplątując się z objęć Daniela i pobiegłam za nim, poniewczasie zdając sobie sprawę, z tego, jak to mogło wyglądać.

– Alex, zaczekaj! – odezwałam się błagalnie. Szedł dalej, nie zwracając na mnie uwagi. – Alex, proszę, nie robiliśmy nic złego…

Znaleźliśmy się przy porośniętej trawą ścianie jednego z bunkrów. Zatrzymał się. Odwrócił w moją stronę. Zbliżył się w taki sposób, że zmusił mnie, żebym plecami oparła się o ścianę. Jego ręce znalazły się po obu stronach moich ramion.

– Wy nigdy nie robicie nic złego, prawda?! – warknął. – Przy każdej, możliwej okazji dotyka cię, przytula. Co dzieje się kiedy jesteście sami?!

Wściekłość w jego głosie napełniała mnie strachem. Nigdy jeszcze, aż do tej pory, nie zdarzyło się, żebym bała się Alexa. Nigdy też tak naprawdę nie rozmawialiśmy o Danielu.

– Jesteśmy tylko przyjaciółmi – odpowiedziałam cicho przeklinając się w duchu za to, jak niepewnie brzmią moje słowa. – Nie chcę cię okłamywać – dodałam nieco pewniej. – To mogło być coś więcej, chciałam, żeby było, zanim pojawiłeś się ty – wyznałam.

Jak miałam mu wytłumaczyć, że od kiedy jest ze mną, cały świat przestał istnieć? Nie potrafiłam trzymać się od niego z daleka i na pewno nie zamierzałam tego schrzanić. Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego, że z nadludzką siłą uderzy pięścią w ścianę. Na jego twarzy malowała się przemieszana z bólem wściekłość. Spróbowałam się odsunąć, ale mi na to nie pozwolił. Chwycił mnie za nadgarstki i uniósł je przyciskając nad moją głową do porośniętej mchem ściany. Jego uścisk był stalowy i wiedziałam, że jeżeli sam mnie nie puści, to nie mam szans się uwolnić.

– Alex… – zaczęłam błagalnie, ale nie zamierzał dać mi skończyć.

Jego usta dotknęły moich warg, a on wpił się w nie łapczywie, zachłannie. Jego ręce brutalnie zaciskały się na moich nadgarstkach, sprawiając mi ból. Całował zbyt mocno, zbyt twardo, boleśnie. Kiedy jednak spróbowałam odwrócić głowę, przytrzymał mój podbródek. Żeby unieruchomić moje nadgarstki w górze starczała mu jedna ręka. Przycisnął się do mnie całym ciałem. Jego kolano znalazło się między moimi nogami. Chciałam krzyczeć, błagać żeby przestał, ale skutecznie kneblowały mnie jego usta. Zdesperowana spróbowałam go ugryźć. Nawet tego nie zauważył, chociaż ja sama w ustach wyraźnie poczułam smak jego krwi.

– Odsuń się od niej! – narastającą ciszę przerwał rozkazujący głos Daniela.

Kiedy Alex go zignorował, Daniel spróbował go ode mnie odciągnąć, ale ten odepchnął chłopaka niczym szmacianą lalkę. Błysk zielonego światła. Alex syknął wściekle, odwracając się w stronę napastnika. Kiedy oderwał się od moich ust, z trudem chwytałam powietrze.

– Puść ją! – warknął Daniel, podnosząc się z ziemi.

W spojrzeniu Alexa było coś dzikiego, niebezpiecznego. Przywodził na myśl ranne zwierzę. Kolejny rozbłysk zupełnie zignorował. Po następnym wypuścił moje ręce i rzucił się na Daniela.

– Emi, uciekaj! – wrzasnął chłopak, kiedy Alex doskoczył do niego z pięściami.

Przez chwilę patrzyłam oszołomiona jak na Daniela spada grad ciosów, a potem rzuciłam się przed siebie. W tej chwili wiedziałam tylko jedno – jak najszybciej muszę sprowadzić jakąś pomoc.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

To nie działo się naprawdę. To nie mogło się dziać! Siedziałam na podłodze, na korytarzu, przed skrzydłem szpitalnym. Nie był to szpital publiczny, nie przewidziano więc poczekalni, ani miejsc dla odwiedzających. Daniel był w ciężkim stanie. Operowano go od kilku godzin. Jego życie było zagrożone. Na dodatek to wszystko było winą Alexa. Ja również czułam się winna oraz oczywiście bardzo naiwna i bardzo głupia. Daniel ostrzegał mnie od samego początku, żebym trzymała się od nich z daleka, a ja, ufna idiotka, nigdy go nie słuchałam. Teraz płaciłam za to zdrowiem, a być może nawet i życiem, przyjaciela.

– Emi, nie możesz tu przesiedzieć całej nocy – odezwał się nade mną cichy, błagalny głos Sary.

Zignorowałam go. Owszem, mogłam i zrobię to, jeśli będzie trzeba. Wtedy jednak pojawił się jeden z chirurgów, a ja gwałtownie wstałam.

– Jego stan jest stabilny – wypowiedział upragnione przeze mnie słowa. – Miał uszkodzonych kilka narządów wewnętrznych i połamane żebra, ale wyjdzie z tego.

– Kiedy będzie można go zobaczyć? – spytałam cicho, błagalnie.

– Przyjdź jutro po południu, dzisiaj nie będzie to możliwe – odpowiedział przepraszająco.

Skinęłam głową i podziękowałam, a potem pozwoliłam odciągnąć się Sarze, która zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Czułam się jak zombie. Nie zdejmując ubrania skuliłam się na łóżku i naciągnęłam na głowę kołdrę. Chciałam zasnąć i obudzić się dopiero po południu, ale sen, mimo tego jak bardzo byłam zmęczona, w ogóle nie chciał nadejść.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Mary Ann koniecznie chciała się ze mną widzieć, a ja w ogóle nie byłam w nastroju. Co prawda udało mi się zobaczyć Daniela i nawet zamienić z nim kilka słów, w których zapewniał, że wszystko będzie dobrze, ale w dalszym ciągu czułam się winna. Wszystko wydarzyło się dlatego, że słuchając serca, a może hormonów, zamiast rozumu za bardzo zbliżyłam się do Alexa. Wiedziałam jednak, że muszę iść. Była chora, a ja zbyt wiele jej zawdzięczałam.

– Chciałaś mnie widzieć? – spytałam, gdy w ponurym nastroju wśliznęłam się do laboratorium.

– Nareszcie jesteś! – westchnęła.

Była wyraźnie zdenerwowana.

– Coś się stało? – poczułam się zaniepokojona jej zachowaniem.

– Musisz mi pomóc – poprosiła. – Tylko na ciebie mogę liczyć.

Niezbyt przekonana skinęłam głową.

– Co mogę dla ciebie zrobić?

Wskazała mi stojące na biurku dwie, niewielkie fiolki.

– Twoja karta dostępu wpuszcza cię wszędzie. Wyłączę obraz z kamer. Musisz zejść na poziom więzienny i podmienić je u strażników. Postaram się o to, żeby ich wtedy nie było.

Spojrzałam na nią pytająco, a potem do mnie dotarło.

– Nie ma mowy, nie zrobię tego! – nie zauważyłam nawet kiedy zaczęłam podnosić głos. – Prawie na śmierć pobił mojego przyjaciela! Czemu miałabym mu w jakikolwiek sposób pomagać?!

Odwróciłam się i chciałam wyjść, ale Mary Ann przytrzymała mnie za ramię. Stanowczo zbyt mocno jak na tak wątłą i chorą osobę. Była zdeterminowana.

 – Emi, proszę, musisz to zrobić! – w jej głosie słychać było błaganie. – Inaczej wszystko pójdzie na marne. Całe miesiące moich przygotowań, to co się stało twojemu przyjacielowi… Zajęłam się już następnymi transportami, ale tym nie zdążyłam. Nie miałam pojęcia, że to się stanie.

– Dlaczego miałabym mu pomagać? – spytałam rzeczowo, próbując się uspokoić. To nie na Mary Ann byłam wściekła. – Najpierw mnie napastował, a potem prawie na śmierć skatował Daniela. Jakie masz dla niego usprawiedliwienie? Co w ogóle jest w tych fiolkach?

Uniosła jedną z nich, wysuwając ją ku mnie.

– To właśnie jest jego usprawiedliwienie – oznajmiła ponuro.

– Nie rozumiem – przyznałam.

– Od paru miesięcy Alex dostawał zmniejszoną dawkę narkotyku. Radził sobie z gniewem  i potrafił rozładować agresję. Niedawno odstawiłam mu ją w ogóle, uznałam, że już wystarczająco oczyścił się jego organizm – kontynuowała. – W dalszym ciągu panował nad sobą, na tyle, że pozwoliłam mu się z tobą spotykać. Coś musiało go piekielnie zdenerwować, skoro stracił nad sobą panowanie. Był naprawdę dobry w kontrolowaniu swoich zachowań. Emi, proszę, musisz to zrobić – w jej głosie znów słychać było błaganie.

– Nie dostawał również substancji, po której razi go światło – skrzywiłam się na samo wspomnienie, uznając, że obdarzyłam to uczucie zbyt łagodną nazwą. – Dlaczego? – spytałam, kiedy twierdząco skinęła głową.

– Ponieważ miał uciec i zabrać stąd Sarę – wyznała bardzo cicho.

Poczułam się jakby ktoś przyłożył mi w brzuch. Byliśmy razem. Spędzaliśmy wspólnie każdą, wolną chwilę, a on planował uciec? Ode mnie? Mimo że dalej wmawiałam sobie, że powinnam go nienawidzić, uczucie było nie do zniesienia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Miałam mętlik w głowie. Czułam się zdradzona. Nie tylko przez Alexa, ale również przez Mary Ann i Sarę. Jak mogli mi to zrobić?! Pomyślałam jak bardzo ulotne są chwile szczęścia. Nie chciałam spełniać prośby Mary Ann, ale w głębi serca wiedziałam, że muszę to zrobić. To co się stało nie było tylko i wyłącznie winą Alexa. W głównej mierze chodziło tu o cholernych wojskowych i ich niehumanitarne projekty. Nienawidziłam ich. Alexa nie potrafiłam nienawidzić. Mary Ann miała rację. Moja karta działała również na niższych poziomach. Włożyłam na siebie oficjalny mundur bez żadnych odznaczeń. Szłam pewnym krokiem. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, bo skoro mogłam się tu dostać znaczyło również, że mam prawo tu być. Zgodnie z obietnicą Mary Ann pomieszczenie medyczne było puste. Fiolki poustawiane były na niewielkich, metalowych tacach. Odszukałam tą z numerem Alexa i podmieniłam fiolki, a potem wyszłam przez nikogo nie niepokojona. Liczyłam na to, że obraz z kamer rzeczywiście na dłuższą chwilę się zawiesił, bo jeżeli ktoś mnie na nim rozpozna, to byłam przekonana, że nie tylko ja będę miała przerąbane.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Po tygodniu Daniel wrócił do swojego pokoju. Był posiniaczony i miał problemy z poruszaniem się, ale nic mu nie groziło. Lekarze w Akademii byli znacznie lepiej zaopatrzeni i mieli większe umiejętności niż ci w niejednym, nawet najlepszym szpitalu. Dodatkowo Daniel był silny i sprawny fizycznie, więc szybko dochodził do zdrowia. Mimo to w dalszym ciągu się o niego martwiłam i spędzałam z nim niemal całą, wolną część dnia. Kiedy jednak tym razem weszłam do jego pokoju, chłopaka nie było. Przyzwyczajona do tego, że czasami na niego czekałam włożyłam słuchawki i usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach. Początkowo chciałam po prostu posłuchać muzyki i pogrzebać w sieci, ale coś podkusiło mnie, żeby, skoro mam okazję, obejrzeć obraz z kamer. Od dawna chciałam sprawdzić czy Alexowi nic nie jest. W dalszym ciągu byłam na niego wściekła, ale to nie zmieniało faktu, że się martwiłam. Do tej pory karmiłam się strzępami informacji, które dostarczała mi Mary Ann, teraz jednak miałam okazję zobaczyć go sama. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy znalazłam odpowiednią kamerę, nie tylko zobaczyłam obraz, ale również usłyszałam dźwięk.

– Musisz ją stąd zabrać! – głos Alexa był pewny i stanowczy.

Gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy, nie uwierzyłabym w to kto siedział na betonowej podłodze,  oparty plecami o słup, obok jego celi.

– Nie wierzę Ci! – warknął Daniel. – Nie poświęcą tylu dzieciaków, całej szkoły…

Alex uśmiechnął się drwiąco.

– Jedyne czego nie poświęcą to sprzęt i jak myślisz, dlaczego go wywożą? – spytał patrząc drugiemu chłopakowi w oczy.

Najwyraźniej trafił, ponieważ Daniel odwrócił wzrok. Sprawiał wrażenie jakby intensywnie nad czymś myślał.

– Proszę – powiedział cicho Alex. – Zabierz ją stąd. Masz na to cztery dni.

Daniel wstał i pokręcił przecząco głową.

– Nie wierzę w to. Pułkownik Morrington nigdy nie poświęciłby swoich córek – oznajmił stanowczo, a ja ledwo zwróciłam uwagę na jego dziwne przejęzyczenie.

– Może o niczym nie wie… – zasugerował Alex. – Jakiś czas temu obmyślili plan, żeby wydostać stąd Sarę, po tym jak zarząd próbował ją zabić. Miałem w nim grać główną rolę, bo Mary Ann mi ufa. Zgodziłem się, bo dzięki niemu mógłbym obronić Emi – stanowczo ścisnął kraty. – Teraz nie mogę, więc ty musisz to zrobić.

– Nie zamierzam cię słuchać! – warknął w odpowiedzi Daniel, a potem odwrócił się i odszedł korytarzem, nie zaszczyciwszy już Alexa ani jednym spojrzeniem.

– Więc po co tu przyszedłeś? – odezwał się cicho Alex, puszczając metal i zrezygnowany opadając na ziemię.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wiedziałam, że Daniel niedługo wróci, miałam więc niewiele czasu. Skoro nikt nie mówił mi prawdy, miałam zamiar ją odkryć sama. Przynajmniej tyle, ile wiedział Daniel. Szybko zaczęłam przeszukiwać foldery. Znalazłam te dotyczące eksperymentu, kiedy jednak zajrzałam do środka, nie było tam nic na temat projektu. Zdjęcia, pliki tekstowe i screeny – wszystkie dotyczyły Sary. Tylko dlaczego? Zaczęłam je pospiesznie przeglądać. Skomplikowane wykresy DNA i wzory chemiczne nic mi nie mówiły, później jednak trafiłam na coś w rodzaju ankiety. Dawcą chromosomu Y był Charles Morrington. Nie musiałam nawet patrzeć na dawcę X, by mieć pewność, że znajdę tam nazwisko Mary Ann. Sara, przynajmniej częściowo, była moją siostrą, a jej matka – prawdziwa, biologiczna matka – umierała na raka.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Daniel wszedł do pokoju, gwałtownie otwierając drzwi. Nie wstawałam z łóżka i nawet nie próbowałam ukryć, że grzebałam w jego laptopie.

– Emily – cicho wypowiedział imię, niespecjalnie zaskoczony moją obecnością.

– Hej – rzuciłam próbując sobie wszystko poukładać w głowie.

Rozdzwoniła się jego komórka. Odebrał i przez chwilę komuś posłusznie przytakiwał. Gdy skończył rozmawiać, Daniel z trudem przełknął ślinę.

– Za cztery dni wysyłają mnie, moją drużynę i jeszcze kilkanaście osób na ćwiczenia poza wyspą.

Spojrzałam mu w oczy. Domyśliłam się co to oznacza. Alex mówił prawdę. Jeżeli zostaniemy w tym czasie na wyspie, prawdopodobnie wszyscy zginiemy. Wszyscy, którzy zostaną. Podniosłam wzrok znad komputera i zamknęłam klapę laptopa.

– Słyszałam waszą rozmowę – oznajmiłam poważnie.

– Jaką rozmowę? – zdziwił się Daniel.

– Twoją i Alexa. Tam na dole najwyraźniej działają nie tylko kamery, ale również mikrofony – stwierdziłam.

Chłopak spojrzał na mnie przerażony.

– Czy wiesz co to oznacza? – zapytał. Przecząco pokręciłam głową. – Jeżeli oglądał to również ktoś inny… Jeżeli…

Na korytarzu usłyszeliśmy kroki. Powinniśmy uciekać, ale było już za późno.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Minęły niemal dwadzieścia cztery godziny od momentu, kiedy żołnierze zabrali Daniela, a ja do tej pory nie miałam o nim żadnych wieści. Żaden z chłopaków nie miał. Nie było go również widać na ani jednym obrazie z kamer. Dodatkowo niepokoił mnie fakt, że zostało tak niewiele czasu – niecałe trzy dni. Czułam się jak królewna w opresji, którą trzeba uratować z wieży strzeżonej przez smoka. Tyle, że jeden z moich rycerzy siedział w więzieniu, a drugi zapadł się pod ziemię. Czy sama byłam w stanie cokolwiek zdziałać? Wiedziałam, że muszę. Chodziło nie tylko o moje bezpieczeństwo, ale również o życie Sary, Aleksa i być może Daniela.

– Cześć – zaczęłam otwierając drzwi pokoju Sary.  – Oj… – wymknęło mi się, kiedy z łóżka gwałtownie podniosły się dwie postacie. Sara była cała czerwona, ale niespecjalnie zdziwił mnie widok towarzyszącego jej Lucasa. – Przepraszam… nie chciałam wam przeszkodzić…

– Zaczekaj! – zatrzymał mnie głos Sary, kiedy chciałam po cichu wyjść. – Coś się stało?

Lucas poprawił koszulę. On również wyglądał na zaniepokojonego. Musiałam im powiedzieć. Wiedziałam, że nic nie zdziałam sama. Podeszłam do nich i usiadłam na skraju łóżka. Opowiedziałam wszystko, czego się dowiedziałam. Kwadrans później powtórnie przedstawiałam te same informacje, bo Lucas zawołał Arona, Christiana i Michaela. Wszyscy  zgodnie potwierdzili, że dostali rozkazy i za trzy dni mają wyjechać. Nikt nie wątpił w moje słowa. Pozostawało tylko ułożyć plan działania. Odetchnęłam z ulgą, bo przynajmniej nie byłam już sama.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Obudziły mnie dochodzące z korytarza hałasy. Ktoś siedział na moim łóżku i dotykał mojego ramienia.

– Emily, wstawaj, nie ma czasu – zaskoczona podniosłam wzrok na Mary Ann.

– Co tutaj robisz? – spytałam nieco zachrypniętym po spaniu głosem. – Czy to nie jest dla ciebie niebezpieczne?

Uśmiechnęła się smutno.

– To już nie ma znaczenia. Przyspieszyli całą akcję. Dzisiaj rano zabrali z Akademii kilkanaście oddziałów. Musisz się pospieszyć, masz pół godziny, żeby dotrzeć na plażę. Tam będą czekały na was helikoptery.

Szeroko otworzyłam oczy.

– Nie! Mamy jeszcze czas, jeszcze dwa dni!

Plan, nasz sensowny plan, który miał spore szanse się udać, teraz był na nic!

– Opiekuj się Sarą – poprosiła, gdy zerwałam się z łóżka, pospiesznie wciągając na siebie ubranie i byle jak wiążąc włosy gumką.

– Gdzie Daniel, czy jego też zabrali? – chciałam jak najszybciej uzyskać jak największą liczbę informacji.

Przecząco pokręciła głową.

– Przykro mi. Jest w laboratorium, pilnuje go kilku strażników. – No tak, nie mogli sobie przecież pozwolić na posiadanie niewygodnych świadków… Przestał być ważny potencjał i użyteczność Daniela. Mary Ann, po chwili wahania, podała mi pendrive. – Schowaj go – poleciła – to wyniki naszych badań. Twój ojciec będzie wiedział co z nimi zrobić.

Przyjęłam od niej mini dysk, patrząc pytająco.

– A co z tobą? Nie możesz sama mu go oddać?

Na jej twarzy ponownie zagościł ten smutny, melancholijny uśmiech.

– Emily, ja i tak umieram. Bez laboratorium zostało mi naprawdę niewiele czasu. Nie zamierzam zajmować miejsca w helikopterze osobie, która dzięki temu może przeżyć. – Spojrzała na mnie poważnie. – Nie żałuj mnie. Taka śmierć będzie znacznie bardziej litościwa niż to co zrobiłaby ze mną choroba.

Skinęłam tylko głową, nie zdolna do tego, by jej odpowiedzieć. Byłam już gotowa.

– Ile mamy czasu? – spytałam w głowie układając plan jak dostać się do Aleksa i Daniela.

– Wybuch nastąpi o 6:00 – poinformowała mnie cicho – Sara i reszta czekają przed budynkiem. Razem pobiegniecie na plażę.

Spojrzałam na zegarek. Zaklęłam w myślach. Miałam 27 minut na to, żeby wyciągnąć stąd chłopaków, a potem dobiec z nimi na plażę. Akademia była duża i nawet jeśli nie napotkałabym po drodze żadnych trudności, zadanie było niewykonalne. Czegokolwiek bym nie wymyśliła, jeden z nich będzie musiał zginać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zostawiłam Mary Ann i pobiegłam. Adrenalina szumiała mi w żyłach. W jednej chwili podjęłam decyzję. Jeśli oni umrą, to zginę wraz z nimi. W mojej głowie rodził się desperacki, niewykonalny plan. Pobiegłam do windy, a potem zjechałam nią na poziom więzienia. Tak jak podejrzewałam, pomieszczenia były puste. Wszyscy, którzy cokolwiek znaczyli, zostali gdzieś odesłani. W pokoju kontrolnym znalazłam panel sterowania i, nie mając pojęcia, które drzwi są właściwie, po prostu otworzyłam wszystkie cele. Chciałam znowu biec, ale najwyraźniej nie musiałam. Alex nie marnował czasu i wyglądało na to, że nie tylko on. Przemknęło obok mnie kilka sylwetek, ktoś potrącił mnie łokciem. Alex chwycił mnie za ramię i odciągnął na bok. Nie wyglądał na specjalnie zaskoczonego moim widokiem.

– Wynośmy się stąd, najlepiej schodami – rozkazał.

– Wiedziałeś o tym? – spytałam nie rozumiejąc.

Niechętnie skinął głową.

– Musiałem się przygotować. Nie mogłem pozwolić, żeby coś ci się stało.

Wziął mnie za rękę i pobiegliśmy. Schody były wąskie, kręte i najwyraźniej niezbyt często używane. Na poziomie wyjściowym chroniły je stalowe drzwi. Spojrzałam na zegarek. Zostało 17 minut. To i tak lepiej niż się spodziewałam. Alex pociągnął mnie w kierunku wyjścia.

– Nie! – zaprotestowałam. – W laboratorium jest Daniel – dodałam szybko, gdy spojrzał na mnie jak na wariatkę.

Przecząco pokręcił głową. Sprawiał wrażenie jakby naprawdę było mu przykro.

– Nie zdążymy – oznajmił, wciąż ciągnąc mnie w stronę drzwi.

– Nie zamierzam zdążyć – odpowiedziałam mu cicho, zapierając się nogami. – Nie mogą wysadzić wyspy jednym wybuchem, bo wywołaliby jakąś katastrofę naturalną, tsunami, albo coś jeszcze gorszego. Nawet ja to wiem.

Alex przytaknął.

– To będzie dużo mniejszych wybuchów, rozłożonych w czasie, ale nas już tu nie będzie, żeby je oglądać – dodał.

– W laboratorium jest schron. Przeczekamy w nim pierwszy wybuch i potem wyjdziemy na zewnątrz – oznajmiłam, wyrywając dłoń z jego uścisku.

Natychmiast chwycił mnie ponowne. Cokolwiek ujrzał w moich oczach, wiedziałam, że mu się to nie spodobało. Adrenalina. Determinacja. Nie zamierzałam się poddać.

– Alex, tracimy czas! – warknęłam na niego.

– Powiedz mi gdzie on jest – oznajmił chłodno, przytrzymując moje nadgarstki. – Ja po niego pójdę, a ty w tym czasie znajdziesz się na plaży.

Czy on zwariował? Nie zamierzałam go zostawić!

– Nie ma mowy!

Chłód jego spojrzenia i szczerość w głosie były nie do zniesienia.

– Emily, tracimy czas – powtórzył moje słowa. – Twój plan jest wykonalny – dodał łagodniej – ale jeżeli pójdę sam. Jestem szybszy i silniejszy, a ty będziesz mi przeszkadzała.

Nie chciałam się na to godzić, a jednak posłusznie ruszyłam w stronę drzwi. Miał rację i nawet nie próbowałam się okłamywać, że jej nie ma. Powiedziałam mu gdzie przetrzymują Daniela i oddałam swoją kartę, tuż przed tym jak wypchnął mnie na dwór. Ponownie spojrzałam na wyświetlacz komórki. Przez tą pieprzoną kłótnię zostało nam tylko dwanaście minut.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Nikt na mnie nie czekał, z czego byłam naprawdę zadowolona. Opuściłam budynek szkoły i pobiegłam na plażę. Zatrzymałam się na szczycie wydmy. Na brzegu stało kilka sylwetek. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w dołku. Coś było nie tak, nie wiedziałam jeszcze tylko co. Schowałam się za krzakami, przypadając do ziemi i podczołgałam nieco bliżej. Zobaczyłam Markusa, Andre, Hansa i dwójkę innych chłopaków, których imion nie znałam. Popychali wysokiego, szczupłego chłopaka, w którego sylwetce rozpoznałam przyjaciela Sary, Niko. Ona sama drżała przy jego boku. Miałam ochotę przeklinać. Co oni tu do cholery robili? Wtedy to ujrzałam. Do brzegu płynęła łódź, niewielka motorówka. Z pewnością nie była głębokomorska, ale wystarczyła by dostać się nią na brzeg. Osiem minut. Czego oni chcieli od Niko i Sary? Zepchnęli ich na sam brzeg, tak, że ich buty obmywały najdalsze fale. Andre wyciągnął broń. Odbezpieczył. Celował w Sarę. Łódź była coraz bliżej.

– Nie! – krzyknęłam, zbiegając po stromym zboczu na plażę. To było desperackie i głupie, a jednocześnie nie miałam lepszego pomysłu by w jakikolwiek inny sposób odwrócić ich uwagę.

– No proszę, kogo my tu mamy – uśmiechnął się Andre, gdy znalazłam się bliżej.

Teraz pistolet był wycelowany we mnie. Przez kilka przerażających sekund byłam przekonana, że po prostu do mnie strzeli, ale wtedy usłyszeliśmy warkot helikopterów. Były już widoczne i dopiero teraz uwierzyłam, że naprawdę miały przylecieć. Jednym, płynnym ruchem, Niko rzucił się na Andre, powalając go na piasek. Pistolet wypadł mu z ręki. Sara, ze swoim niesamowitym refleksem, podniosła go i odskoczyła na bok zanim ktokolwiek się zorientował. Łódź była już przy brzegu. Zaniepokojone spojrzenia wędrowały pomiędzy nią a helikopterami. W końcu napastnicy wbiegli do wody i dopadli kołyszącej się na drobnych falach motorówki. Andre wahał się najdłużej, ale ostatecznie on również zrezygnował. Gdy odpływali trzy helikoptery zawisły nad plażą. Wiatr był nie do zniesienia i byłam pewna, że zaraz zwali mnie z nóg. Z jednej maszyny wysunęła się drabina, a po chwili, ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu, na piasek wyskoczył nie kto inny, tylko mój ojciec.

– Szybko, nie mamy czasu – starał się przekrzyczeć ryk silników.

Cała nasza trójka stała jakby ktoś nas zamurował. Potem, z tego samego helikoptera, wysunął się Lucas i Sara bez wahania do niego podbiegła, a za nią Niko. Ja nie ruszyłam się z miejsca. Ojciec zbliżył się do mnie i spróbował chwycić mnie za ramię, ale od niego odskoczyłam. Jak mógł być jednym z tych, którzy zaplanowali zagładę całej wyspy? Śmierć tylu niewinnych osób? Mój ojciec, który stał się dla mnie zupełnie obcą osobą, dał znak ręką i dwa z trzech helikopterów odleciały. Ku mojej uldze jeden z Sarą, Niko i Lucasem na pokładzie. Potem rozległ się strzał, a po nim niosący się po wodzie odgłos wybuchu. Spojrzeliśmy w stronę oceanu. Wzdrygnęłam się. Znajdująca się daleko od brzegu motorówka wybuchła. Czy którykolwiek z chłopaków miał szansę to przeżyć? Mój ojciec zbliżył się ponownie.

– Emily – odezwał się głośno – odpowiem na wszystkie twoje pytania, zdradzę ci każdą tajemnicę, tylko na litość boską wsiądź do tego helikoptera!

Przecząco pokręciłam głową. Chciałam, naprawdę, ale nie mogłam. Byłam przekonana, że kiedy to zrobię, helikopter odleci, zostawiając na wyspie na pewną śmierć Alexa i Daniela.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Tym razem ojciec najwyraźniej zrezygnował z proszenia. Chwycił mnie za ramię, przygotowany na to, że będę próbowała się wyrwać.

– Nie! – warknęłam na niego.

– Pokłócimy się później! – oznajmił nagląco. – Niedługo nic nie zostanie z tej wyspy!

– Daniel i Alex tam są – krzyknęłam, żeby mnie usłyszał. – Musimy poczekać!

Jego twarz nieco poszarzała, ale ku mojemu zdziwieniu skinął głową.

– Poczekamy w helikopterze – rozkazał swoim wojskowym tonem.

– Nie! – ani trochę mu nie ufałam i zamierzałam walczyć o pozostanie na plaży.

Westchnął cierpiętniczo. Nagle rozległo się echo wybuchu. Ojciec rzucił się na mnie, przygniatając do ziemi. Czy to już? Kłóciliśmy się tak długo? Ogłuszający hałas, popiół i fala ciepłego powietrza, ale nic więcej. Wybuch był za daleko. Przerażenie dławiło mnie w gardle. Jakie były szanse na to, że Alexowi się udało? Co jeżeli wysłałam go tam na pewną śmierć?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Minuty ciągnęły się w nieskończoność, a ja nie przestawałam wpatrywać się w zasłaniający Akademię las. Obok czułam obecność ojca, który stał napięty jak struna. Byłam zaskoczona, że nie próbował mnie zaciągnąć do helikoptera siłą, ale naprawdę tego nie zrobił. Wziął mnie natomiast za rękę, a ja spojrzałam na niego oniemiała. Pułkownik Charles Morrington okazywał córce ludzkie uczucia. W pewnym momencie ścisnął moją dłoń mocniej.

– Emily, silnik nie wytrzyma dłużej – oznajmił, a ja tym razem bardziej domyśliłam się znaczenia jego słów niż je usłyszałam.

Przecząco pokręciłam głową. Jeżeli się udało… jeśli przeżyli wybuch… za chwilę powinni już tu być. Nie zamierzałam rezygnować. Nie dopóki pozostała jakakolwiek nadzieja. Wtedy znów rozległ się huk wybuchu. Tym razem tak blisko plaży, że zostałam przez niego ogłuszona. Nie miałam pojęcia jak znalazłam się na ziemi, ale gdy się podniosłam, z dymu i popiołu wyłoniły się dwie, podtrzymujące się nawzajem, przygarbione sylwetki. Moje serce zabiło jak oszalałe. Mój ojciec podniósł się z piasku i podbiegł by im pomóc. Nie wyglądali dobrze, byli poranieni, a ubrania mieli w zwęglonych strzępach, ale żyli, a to było w tej chwili najważniejsze.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

To nie była nasza letnia posiadłość. To było lotnisko. Na dodatek na początku pasa startowego stał prywatny odrzutowiec.

– Lecimy do Stanów – ojciec odpowiedział na moje nieme pytanie, gdy wysiedliśmy z helikoptera.

– Dlaczego? – spojrzałam na niego zaskoczona.

– Ponieważ tu czeka mnie pluton egzekucyjny za złamanie wszelkich, możliwych rozkazów – uśmiechnął się ponuro. – Emily, to co się stało było katastrofą. Gdybym wiedział, miał cokolwiek do powiedzenia… nigdy bym na to nie pozwolił. Wojsko chciało ukryć swoje eksperymenty i pogrzebać tajemnice, ale to… to nie był dobry sposób i nigdy nie będzie. Chcę żebyście były bezpieczne, ty i Sara. Nikt, nigdy nie powinien dowiedzieć się o tym skąd się wzięła.

Z trudem przełknęłam ślinę. W oczach zbierały mi się łzy. Sara… miałam siostrę… a tam, na wyspie, zginęła jej matka. Chciałam znać odpowiedzi na tyle pytań, ale w tym momencie nurtowało mnie tylko jedno.

– Jak to się stało, że ty i Marry Ann? – nie potrafiłam tego lepiej sprecyzować. – Dlaczego nic o niej nie wiedziałam?

Mój ojciec westchnął, ale nie wyglądał na winnego.

– Nie chciałem żebyś się do niej zbliżała – przyznał. – Nie chciałem, żebyś ją pokochała i straciła, tak jak matkę. To ona, twoja matka, namówiła mnie żebym jej pomógł – mówienie wyraźne sprawiało mu ból. Był nieobecny, zapatrzony w przestrzeń. – Przyjaźniły się, były jak siostry, a Mary Ann umierała. Jej największym marzeniem było posiadanie dziecka, ale przez wzgląd na chorobę nie mogła go urodzić. To doprowadziło do powstania Sary. Miała zostać odsunięta od dalszego udziału w eksperymencie, jako zwyczajne dziecko, ale gdzieś w międzyczasie jakiś kretyn stanął nam na drodze i tak się nie stało, a Sara nigdy nie dowiedziała się, że ma rodziców i przez całe życie myślała, że po prostu w jej przypadku coś się nie udało. – Spojrzał na mnie poważnie. – To, że istnieje, że się urodziła nigdy nie miało żadnego romantycznego podłoża. Chciałbym, żebyś wiedziała, że nigdy nic innego poza przyjaźnią nie łączyło mnie z Mary Ann.

Ogarnęło mnie dziwne, ciepłe uczucie. Pomyślałam o Alexie i o tym, że jeszcze nie zdążyłam z nim porozmawiać. Mój ojciec zbyt wiele ukrywał, ale znacząco różnił się od wyobrażenia, które kształtowało się w mojej głowie przez ostatnich kilka lat. Impulsywnie przytuliłam się do niego, opierając głowę o jego bark, a on otoczył mnie ramionami.

– Zaopiekujemy się Sarą – stwierdziłam z przekonaniem, a on obdarzył mnie ciepłym uśmiechem.

Czekały na nas Stany Zjednoczone i nowe życie. Wolny wybór i przyszłość pełna różnobarwnych perspektyw.

Epilog

College! Nie sądziłam, że to takie cudowne miejsce! Najlepsze było to, że mogłam sama zdecydować czego chcę się uczyć. I oczywiście to, że chodziłyśmy tu razem z Sarą! Moja siostra otrzymała nową tożsamość i oficjalnie stała się daleką kuzynką, która po śmierci matki zamieszkała wraz z nami. Alex również miał teraz własne nazwisko i ku mojemu zdumieniu oraz nie mam pojęcia dzięki jakim argumentom, zaczął należeć do prywatnej armii mojego ojca, która mieszkała i odbywała treningi w naszym nowym, prowincjonalnym, amerykańskim domu. Właściwie bardziej pasowałoby tu określenie farma lub gospodarstwo, ale sama musiałam przyznać, że od pierwszej chwili polubiłam to miejsce. Po tym co wydarzyło się w Akademii Daniel i Alex zawarli cichy rozejm, ale wciąż darzyli się sporą dozą niechęci i nieufności. Bałam się, że to ja jestem tego przyczyną, ale nic nie potrafiłam z tym zrobić. Chyba obydwaj potrzebowali nieco więcej czasu. Wtedy właśnie go zobaczyłam. Stał niedbale oparty o podtrzymujący zieloną skarpę murek, tuż przy wejściu na parking. Motyle w brzuchu zawirowały w dzikim tańcu. Podbiegłam radośnie i rzuciłam się mu na szyję. Posadził mnie na murku i pocałował, oplatając ramionami. Mógł odejść, ale jednak został i nie sądziłam, żeby miały z tym cokolwiek wspólnego nawet najlepsze argumenty mojego ojca.

– Jakie mamy plany na weekend? – spytałam gdy wreszcie udało mi się złapać oddech.

Wzruszył ramionami. Pełen samozadowolenia uśmiech nie schodził mu z twarzy.

– Lucas planował zabrać Sarę nad morze, pomyślałem, że może my też się przyłączymy.

Morze… tutejsze morze w niczym nie przypominało wzburzonej, uderzającej o skały wody otaczającej wyspę. Było błękitne i przejrzyste, a plaża pełna była niemalże białego piasku. Poza tym to, że Alex sam proponował wycieczkę w towarzystwie, również stanowiło miłą niespodziankę. Skinęłam głową, uznając, że to naprawdę cudowny pomysł, ale nie dał mi nic powiedzieć, ponownie wracając do łakomego całowania. Może nie zawsze będzie łatwo, ale przynajmniej teraz, tutaj, w Ameryce, wreszcie czułam się wolna, spełniona i naprawdę miałam ochotę by żyć i czekać na to co przyniesie ze sobą nowy dzień.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

107 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Drusilla

    19 października 2014

    Wow! Nowe opowiadanie? Czemu nie reklamujesz?

  2. Odpowiedz

    Vicky

    19 października 2014

    Bo taki mały fragment tylko jest ^^

  3. Odpowiedz

    ooolllaaa

    19 października 2014

    Kiedy bedzie ciąg dalszy? kocham twoje opowiadania xd

  4. Odpowiedz

    Cam

    20 października 2014

    Właśnie, dlaczego nie reklamujesz?? 🙂 czekam na wiecej, mam nadzieje, że wkrótce 🙂

  5. Odpowiedz

    zolza

    23 października 2014

    zapowiada sie ciekawie 🙂 swietny pomysl
    zycze weny 🙂 w nadziei ze dodasz szybko kolejne fragmenty 😉

  6. Odpowiedz

    ika

    25 października 2014

    Pisz dalej…

  7. Odpowiedz

    Vicky

    27 października 2014

    Wróciłam z Krakowskich Targów Książki i mogę pisać dalej ^^

  8. Odpowiedz

    zolza

    27 października 2014

    wszyscy czekamy z niecierpliwoscia 😀

  9. Odpowiedz

    Cam

    28 października 2014

    Zanim zaczniesz pisać to się zrelaksuj po tej nerwówce z tagów 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      28 października 2014

      Dzisiaj odsypiałam do 21:00 🙂 ogarnę portale i spróbuję coś napisać.

  10. Odpowiedz

    Drusilla

    29 października 2014

    Codziennie, pamiętasz? Miałaś pisać co-dzien-nie!

    • Odpowiedz

      Vicky

      1 listopada 2014

      Kolejne fragmenty 🙂

      • Odpowiedz

        ooolllaaa

        1 listopada 2014

        Bardzo fajny 😉 czekam na ciag dalszy xD

  11. Odpowiedz

    Cam

    3 listopada 2014

    Bardzo fajne opowiadanie… Czekam na kolejne czesci 🙂

  12. Odpowiedz

    ola

    4 listopada 2014

    Ja również czekam na kolejne czesci ;D

    • Odpowiedz

      Cam

      4 listopada 2014

      Miejmy nadzieje ze sie beda szybko kolejne czesci pojawiac

  13. Odpowiedz

    wera

    4 listopada 2014

    Czekam na kolejną część, twoje opowiadania są niesamowite.

  14. Odpowiedz

    Cam

    6 listopada 2014

    Super 🙂 wiecej wiecej!!!

    • Odpowiedz

      Vicky

      6 listopada 2014

      Tym razem się dla odmiany staram i dodaję fragmenty nawet po kilka razy dziennie. 😉

      • Odpowiedz

        Cam

        6 listopada 2014

        Widzimy i dziękujemy 🙂 a co z Czarną Magia?? nie bedzie narazie dalszych czesci?

  15. Odpowiedz

    Vicky

    8 listopada 2014

    Będzie, ale nie chciałam kończyć na siłę i byle jak ;/

  16. Odpowiedz

    ola

    8 listopada 2014

    Rozumiem .. a kiedy bedzie kolejny fragment akademi? 😉

    • Odpowiedz

      Vicky

      9 listopada 2014

      Tak jak pisałam wcześniej – codziennie coś nowego tu jest 🙂 czasem udaje mi się nawet dodać po kilka fragmentów dziennie.

      • Odpowiedz

        Cam

        9 listopada 2014

        Bo to wiesz jak jest.. Apetyt rośnie w miarę jedzenia ) już nie mogę się doczekac kolejnej części.. Zaczyna robić się ciekawie 🙂

  17. Odpowiedz

    ola

    9 listopada 2014

    No ja też się nie moge doczekać 😉 cały czas tylko zaglądam czy nie ma nowego fragmentu ;D

  18. Odpowiedz

    ola

    10 listopada 2014

    Mam nadzieje że dzisiaj dodasz kolejne czesci 😉

    • Odpowiedz

      Cam

      10 listopada 2014

      Też na to liczę 🙂

  19. Odpowiedz

    lobuzio

    12 listopada 2014

    Fajne. Czekam na więcej

  20. Odpowiedz

    Cam

    12 listopada 2014

    Ahh, liczylam na jakas akcje.. No ale cóż czekam na dalszy ciag 🙂

  21. Odpowiedz

    Cam

    14 listopada 2014

    No i w końcu się coś dzieje 🙂 Super 🙂

  22. Odpowiedz

    ola

    14 listopada 2014

    Mam nadzieje za Emi bedzie z Alexem 😀

  23. Odpowiedz

    ola

    15 listopada 2014

    Dodasz dzisiaj kolejna czesc ? 😉

    • Odpowiedz

      Vicky

      17 listopada 2014

      Weekend spędzałam w Gdańsku także nastąpiła chwila przerwy – już nadrabiam 🙂

  24. Odpowiedz

    ola

    17 listopada 2014

    Mam nadzieje że wypoczełaś 😉 Czekamy na dalsze czesci hehe ;D

  25. Odpowiedz

    Cam

    18 listopada 2014

    I teraz zaczyna mi się podobać jeszcze bardziej 🙂

  26. Odpowiedz

    ola

    22 listopada 2014

    Ciekawie się zapowiada , mam nadzieję że niedługo dokończysz te opowiadanie 😉

  27. Odpowiedz

    Vicky

    25 listopada 2014

    Co prawda fragment po dniu przerwy, ale za to przynajmniej długi 🙂

  28. Odpowiedz

    ola

    28 listopada 2014

    Naprawde ciekawy ;3 jak zwykle czekam na ciag dalszy ;D

  29. Odpowiedz

    Cam

    29 listopada 2014

    Po przejżeniu komentarzy i stwierdzeniu, że 1/3 ich należy do mnie, stwierdzam, że jestem chyba namolnym czytelnikiem 🙂 i postanawiam nie nękać autorki moimi durnymi komentarzami 🙂

    Ps. Jak zawsze dalszy ciąg zaskakuje i wciąga jeszcze bardziej 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      30 listopada 2014

      I bardzo pozytywnie, bo chociaż mam jakąś motywację, żeby pisać 🙂

  30. Odpowiedz

    ola

    30 listopada 2014

    Przyłaczam się do komentarza Cam , ja chyba też jestem namolna.. a przeciesz nie mozesz caly czas pisac masz swoje życie , różne sprawy itp. Bardzo podobaja mi sie twoje opowiadania , czekam na nowe i na dokończenie innych opowiadan 😉

  31. Odpowiedz

    ola

    30 listopada 2014

    Przecież*

  32. Odpowiedz

    Drusilla

    4 grudnia 2014

    I widzicie? Nikt nie marudzi to Vicky nie ma motywacji do pisania… A fragmenty są za rzadko :/

  33. Odpowiedz

    wera

    8 grudnia 2014

    Była pewna że zakocha się w Lucasie.

  34. Odpowiedz

    Sarah

    8 grudnia 2014

    A ja podejrzewałam, że to będzie Alex. Pikanteria i dramatyzm gwarantowane, czyli dwa z kilku niezbędnych i ulubionych elementów wzbudzających zainteresowanie i wywołujących emocje 🙂

  35. Odpowiedz

    Kamille

    13 grudnia 2014

    Kiedy dodasz cd? Usycham z niemożliwości przeczytania całości tego opowiadania. Błagam bądź tak dobra i dodaj całość!

  36. Odpowiedz

    ola

    14 grudnia 2014

    dołączam się do prośby/komentarza Kamille ;D

  37. Odpowiedz

    niunia

    16 grudnia 2014

    Czy planujesz dodać jakieś opowiadanie w kategorii ‚inne’? Pozdrawiam!

    • Odpowiedz

      Vicky

      18 grudnia 2014

      Co jakiś czas w każdej z kategorii pojawiają się nowe opowiadania, więc zapewne tam także jakieś trafi 😉

      • Odpowiedz

        niunia

        24 grudnia 2014

        No to nie pozostaje mi nic innego jak czekać 🙂

  38. Odpowiedz

    Vicky

    18 grudnia 2014

    Do zakończenia to jeszcze mi się nie spieszy, ale fragmenty znów będą pojawiały się regularnie, każdego dnia 🙂

  39. Odpowiedz

    Cam

    18 grudnia 2014

    I tak trzymać 🙂 Mimo, że akcja dzieje się powoli lubie to opowiadanie i zniecierpliwością czekam na ciąg dalszy 🙂

  40. Odpowiedz

    Vicky

    23 grudnia 2014

    I przez wirusa nie dotrzymałam słowa, ale biorę się do nadrabiania.

  41. Odpowiedz

    ola

    26 grudnia 2014

    Mam nadzieje ze szybko cos dodasz 😉

  42. Odpowiedz

    Kamille

    27 grudnia 2014

    Kiedy w końcu coś się pojawi? 🙂

  43. Odpowiedz

    ola

    31 grudnia 2014

    Kiedy będą nowe czesci ?

  44. Odpowiedz

    zolza

    1 stycznia 2015

    a tutaj nadal cisza..

  45. Odpowiedz

    Vicky

    2 stycznia 2015

    Ciągle ktoś każe mi jeździć przez pół Polski, także nie mogę złapać oddechu. ;/ Żałuję, że nie potrafię pisać w pociągu. Najgorsze jest to, że już mam zupełnie nowy pomysł. 🙂

  46. Odpowiedz

    wera

    2 stycznia 2015

    Niech ci wena sprzyja, oby twój nowy pomysł był zaskakujący :).

  47. Odpowiedz

    Kamille

    2 stycznia 2015

    szkoda, ze nie masz czasu dla swoich czytelników…:)

    • Odpowiedz

      Vicky

      3 stycznia 2015

      Niestety czasu to ja nie mam nawet na pisanie rzeczy za które mi płacą ;/ muszę jakoś ponadrabiać zaległości w czym zdecydowanie pomógłby chociaż miesiąc w jednym mieście…

  48. Odpowiedz

    zolza

    7 stycznia 2015

    szkoda, wielka szkoda 🙁 nie pozostaje nam nic innego jak cierpliwie czekać

  49. Odpowiedz

    ola

    7 stycznia 2015

    Ale czemu nie mozez nic napisac przeciez czasem dodajesz recenzje wiec mogla bys napisac ciag dalszy 😉

    • Odpowiedz

      Vicky

      8 stycznia 2015

      Kolejny fragment dodany. Co do recenzji, to są one zobowiązaniami – wydawnictwa wysyłają mi książki w zamian za to, że wyrażę na ich temat swoją opinię. Z pisania opowiadań nikt mnie rozliczał nie będzie.

  50. Odpowiedz

    ola

    8 stycznia 2015

    Przepraszam jeśli Cie urazłam a raczej Cie uraziłam 🙁

    • Odpowiedz

      Vicky

      8 stycznia 2015

      Nie w tym rzecz 🙂 zapytałaś, to wytłumaczyłam na jakiej zasadzie działa tworzenie recenzji. Opowiadania piszę ponieważ po prostu lubię to robić.

  51. Odpowiedz

    Kamille

    8 stycznia 2015

    Tak mało, że aż bez sensu. Wybacz ale ten fragment nic nie wnosi. Trzeba było poczekać i napisać więcej s dodać kiedyś.

  52. Odpowiedz

    Cam

    8 stycznia 2015

    Jak obiecałam nie spamuje 🙂 No ale z wami marudy się nie da!!! Ja rozumiem fajnie jest jak dodawane są fragmęty regularnie, a jak już co dzień to już w ogóle happy, ale bez jaj.. Autor też ma jakieś życie!! Czasem to poprostu brak czasu, a innym razem tak zwane zmęczenie materiału – brak weny. Gwarantuje wam, że irytowanie i wkurzanie autora na dobre nie wyjdzie 🙂

    Do naszej wspaniałej autorki: z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg, ale ja wolę poczekać żeby był dopracowany, a nie na szybko. Więc najpierw się zrelaksuj dopiero pisz 🙂

  53. Odpowiedz

    Sarah

    10 stycznia 2015

    Dziękuję za kolejny fragment układanki serc 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

  54. Odpowiedz

    zolza

    11 stycznia 2015

    zaskakujące, ciesze się że w końcu coś dodałaś :))
    życze dużo weny:*

  55. Odpowiedz

    Vicky

    13 stycznia 2015

    Ostatnio coś nowego udaje mi się napisać każdego dnia 🙂

  56. Odpowiedz

    ola

    13 stycznia 2015

    *_* jestem taka zadowolona ze co dziennie sie cos pojawia 😉 Dziekuje 😉

  57. Odpowiedz

    Vicky

    16 stycznia 2015

    W małych kawałkach, ale ciągle do przodu ^^

  58. Odpowiedz

    Sarah

    23 stycznia 2015

    Sprawy się komplikują, a atmosfera zagęszcza 😉 Dziękuję za kolejne odsłony 🙂 Pozdrawiam.

  59. Odpowiedz

    Cam

    26 stycznia 2015

    Czekamy Czekamy! Z utęsknieniem:(

    • Odpowiedz

      Cam

      27 stycznia 2015

      Oj nie ładnie ktos sie pode mnie podszywa 🙂

      • Odpowiedz

        CamX

        28 stycznia 2015

        Niee, nie zaglądałam do wyższych komentarzy, a że mam na imię Kamila to często używam takiego zdrobnienia swojego imienia:) czysty przypadek

  60. Odpowiedz

    wera

    28 stycznia 2015

    Daj coś nowego

  61. Odpowiedz

    Vicky

    2 lutego 2015

    Kolejne fragmenty.

  62. Odpowiedz

    Sarah

    2 lutego 2015

    Dziękuję bardzo 🙂 Pozdrawiam!

  63. Odpowiedz

    Wera

    3 lutego 2015

    Ja też!

  64. Odpowiedz

    Wera

    8 lutego 2015

    Proszę, dodaj nowy fragment.

  65. Odpowiedz

    Cam

    16 lutego 2015

    Widze, że zastój z weną 🙂 no cóż bywa… U mnie to samo, jedno wielkie: NIE CHCE MI SIĘ… Ten luty to paskudny jest.. Mam nadzieje, że wkrótce coś wrzucisz 🙂

    Pozdrowionka 🙂

  66. Odpowiedz

    ola

    16 lutego 2015

    Ja również mam nadzieje że niedługo dodasz nastepny fragment ;D Życze weny 😉

  67. Odpowiedz

    camis

    22 lutego 2015

    Smutne to nasze czekanie. Tak długo,znowu. ..;)))

  68. Odpowiedz

    Sarah

    24 lutego 2015

    Malutka korekta: Jego mocno oplatające nie ramiona./Jego mocno oplatające mnie ramiona. 🙂
    Dziękuję za kolejną porcyjkę tego coraz smaczniejszego dania 🙂 Pozdrawiam i życzę weny oraz mocno rozciągliwej doby!

  69. Odpowiedz

    DragonFly

    24 lutego 2015

    Cześć 🙂 od niedawna zaczęłam czytać Twoje opowiadania. Przeczytałam już praktycznie wszystkie. Spodobał mi się Twój styl i na prawdę fajnie się wszystko czyta. Jednakże uważam, że ‚Akademia’ jest jednym z lepszych opowiadań. Na prawdę fabuła jest ciekawa. Mam nadzieje, że im bliżej końca tej historii to nie straci ona na swojej „jakości”. Czekam na kolejne Twoje opowiadania (wierzę, że w przyszłości będzie ich coraz więcej i więcej) Pozdrawiam serdecznie i życzę sporo weny 😉

  70. Odpowiedz

    ola

    5 marca 2015

    Mam nadzieje że dodasz niedługo kolejny fragment 😉

    • Odpowiedz

      Vicky

      6 marca 2015

      Brak komputera niestety boli, a ja odzyskam go dopiero w niedzielę 🙁

  71. Odpowiedz

    camis

    11 marca 2015

    Całkowicie zaniedbany już ten blog, na czele z tym opowiadaniem

  72. Odpowiedz

    Kate

    14 marca 2015

    Jesteś świetna! Uwielbiam twój styl pisania i wgl. awhavfdh <333

  73. Odpowiedz

    mlodad

    15 marca 2015

    Po długiej przerwie wracam na Twój blog. Opowiadanie cudne i czytając je mam stado dzikich motyli 🙂 jest godzina 4.40 poświęcam pół nocy a tu się kończy w takim momencie :/ ja Cię proszę kobieto kochana zrób coś z tym

  74. Odpowiedz

    DragonFly

    22 marca 2015

    Mam pytanko 🙂 czy piszesz to opowiadanie na bieżąco? Czy też masz już materiał w „zapasie”? Aaa a i jeszcze jedno – znasz już zakończenie? Pozdrawiam cieplutko autorkę
    i czekam z Ooogromną niecierpliwością na dalsze losy bohaterów <—- to moje Best of the Best opowiadanie 🙂

  75. Odpowiedz

    Vicky

    24 marca 2015

    Kolejny fragment. Niestety piszę na bieżąco, dlatego właśnie jest tak nieregularnie. Teraz z nowym komputerem fragmenty znowu będą pojawiały się każdego dnia. Zakończenie mniej więcej zaplanowałam, ale nie zawsze tak jest. Często zaskakują mnie moi właśni bohaterowie.

  76. Odpowiedz

    Wera

    24 marca 2015

    Cudownie, dziękuję za kolejny fragment.

  77. Odpowiedz

    Wera

    28 marca 2015

    Kiedy możemy liczyć na kolejny fragment?

  78. Odpowiedz

    Wera

    9 kwietnia 2015

    Szczerze zaczynam coraz bardziej lubić Daniela, a coraz mniej Alexa ale jestem ciekawa co dalej się wydarzy.
    Trzymasz nas w niepewności Vicky!!!:)

  79. Odpowiedz

    ola

    22 kwietnia 2015

    Vicky jak zwykle genialnie napisane 😉 Dzieje się xD Mam nadzieje, że wszyscy wyjdą cało

  80. Odpowiedz

    Vicky

    14 maja 2015

    Po dwóch tygodniach przerwy jestem zdeterminowana by napisać zakończenie 🙂 Potem zajmę się „Słodyczą piekła”.

  81. Odpowiedz

    Nastuchpastuch

    29 maja 2015

    Czytam kolejny raz i nie mogę się doczekać kontynuacji. Do niedawna moim ulubionym opowiadaniem były „Róże w kolorze krwi”. Teraz zdecydowanie ulubionym jest „Akademia”…
    Coś mi się wydaje, że z tego opowiadania – tak samo, jak z „Koloru samotności” – będziesz chciała zrobić coś większego. Jeśli tak, to życzę powodzenia 😉

  82. Odpowiedz

    Vicky

    11 czerwca 2015

    Skończyłam, ale stwierdzam, że nigdy więcej nie będę odkładała opowiadań „na później”. To po prostu w moim przypadku nie działa i tekst przestaje zgadzać się z moim wyobrażeniem i być spójną całością.

    Plan na najbliższą przyszłość – dwa nowe pomysły, jeden fantasy (może erotyka) i jeden z kategorii „inne” oraz skończyć „Słodycz Piekła”, „Czarną magię” i „Shiro Tori” (w tej właśnie kolejności).

  83. Odpowiedz

    ola

    11 czerwca 2015

    Jeju kocham te opowiadanie *_*
    Po prostu jest genialne 😉 Oczywiście czekam na kolejne opowiadania a na dokończenie starych 😉 Pozdrawiam serdecznie i życzę weny ;D

  84. Odpowiedz

    Cam

    14 czerwca 2015

    No niestety ale zakańczenie według mnie wymuszone, odstające od reszty opowiadania. Takie jakieś nijakie.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS