Żółte Kwiaty

Bieszczady z końcem lata robią się naprawdę piękne. Zresztą wspaniałe są pewnie o każdej porze roku. W sierpniu różnobarwne kwiaty i zioła zdobiły pola i łąki. Trawa i drzewa zieleniły się na zboczach gór. Było to wymarzone miejsce do pisania, a to właśnie planowała robić Julia. Była szczęśliwa, że jej siostra postanowiła właśnie tam wybudować domek, a ona mogła w nim spędzać wakacje. Była to niewielka drewniana chatka położona na zboczu góry. Nad nią znajdowała się szeroka łąka, a wyżej gęsty las. W pobliżu nie było innych domków. Najbliżsi sąsiedzi mieszkali po obu stronach żwirowej alejki, oddaleni o kilka minut drogi piechotą. Mieszkała zupełnie sama, aż do końca września. Nic cudowniejszego nie mogło jej spotkać.

Bystre było niewielką wsią położoną tuż przy Baligrodzie. Julia nie miała samochodu, chodziła więc wszędzie piechotą. Do najbliższego sklepu miała kilka kilometrów, ale nie przeszkadzało jej to w najmniejszym stopniu. Jadła niewiele,  a w domku i tak miała wszystko co jej potrzebne. W ciągu tygodnia zwiedziła wszystkie okoliczne szlaki. Wakacje były wspaniałą rzeczą. Cisza, spokój, piękne krajobrazy i cudowne góry.

Wszystko toczyło się wręcz idealnie, aż do pewnego feralnego, deszczowego wieczora. Rozpętała się burza. Z nieba spływały strugi wody. Julia wyszła tylko po to, żeby zdjąć wiszące przed domem pranie, a do środka wróciła cała przemoczona. Wytarła się ręcznikiem i przebrała w suche ubranie. Zrobiło się ciemno, a w domku wysiadł prąd. Korki umieszczone były na zewnątrz, a ona nie miała ochoty znowu zmoknąć, więc w jednej z szuflad starej, jesionowej komody znalazła latarkę. Zapaliła poustawiane na kominku świeczki. Uznała, że tyle światła jej wystarczy. Tak było dobrze.

Dziewczyna wyszła na zadaszony balkon popatrzeć na błyskawice. Uwielbiała ich widok. Nigdy nie należała do osób, które mogłyby bać się piorunów. Wpatrywała się w ponury, mroczny krajobraz. Las na wzgórzu tonął w strugach deszczu. W oddali usłyszała wycie stapiające się w jedno z szumem spadającej wody. Zastanawiała się czy to może wilk czy po prostu jakiś zabłąkany pies. Dźwięk stawał się coraz bliższy i wyraźniejszy. Julia wytężyła wzrok, żeby dostrzec cokolwiek w otaczającej domek ciemności. W oddali zobaczyła świecące żółte oczy. Najpierw jedne, a potem kolejne. Robiło się ich coraz więcej. Serce dziewczyny ścisnął strach. Poczuła w gardle wielką, nieprzyjemną gulę. Teraz dopiero naprawdę zdała sobie sprawę, że jest zupełnie sama. Jednocześnie logika podpowiadała jej, że wyobraźnia płata jej figle, a nawet, jeżeli są to jakieś leśne stworzenia to i tak w żaden sposób nie dostaną się do zamkniętego na klucz domku. Żółte ślepia płonęły jednak w mroku coraz bardziej. Z każdą chwilą były coraz bliżej. Dodatkowo wydawało się, że są na różnym poziomie, jakby pod dom podchodziły zarówno małe jak i duże stworzenia. Julia wbiegła do środka domku. Przebiegła przez oba piętra, sprawdzając czy na pewno dobrze pozamykała wszystkie okna. Po raz kolejny sprawdziła drzwi. Zaciągnęła na oknach wszystkie zasłony. Dopiero potem, odrobinę uspokojona, wróciła na balkon, z nadzieją, że niczego tam nie będzie. Łudziła się, że to po prostu wyobraźnia płata jej figle. Jednak oczy w dalszym ciągu tam były. Stworzenia teraz jednak zupełnie minęły linię drzew i podchodziły po pochyłej łące prawie pod sam dom.

Dziewczynę ogarnęło przerażenie. Oblał ją zimny pot. Zastanawiała się czy tak właśnie wygląda panika. Na barierce balkonu przycupnął jakiś przemoczony ptak. Wyglądał na wielkiego kruka. Miał drapieżne, żółte oczy. Julia tyłem, nie spuszczając wzroku z dziwnego stworzenia, podeszła do balkonowych drzwi. Wpadła przez nie do domu. Starannie je za sobą zamknęła. Wbiegła szybko do pokoju z najmniejszym oknem. Usiadła w kącie, w niewielkiej wnęce, otulając się kołdrą. Wpatrywała się w ciemność. Czekała. Z każdą chwilą ogarniał ją coraz większy strach. Bała się, że tutaj, wewnątrz domu, zobaczy te dziwaczne, świecące w mroku, żółte oczy. Siedziała tak drżąc przez dłuższy czas. W końcu, zmęczona własnym strachem, wtulona w ciepłą, miękką kołdrę, usnęła.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Po deszczowej, chłodnej nocy nastąpił pogodny, słoneczny poranek. Julia obudziła się wypoczęta. Zapomniała o koszmarze poprzedniego wieczora. Uznała, że żółte oczy były jedynie chorym wytworem jej wyobraźni. Wyszła na balkon i rozejrzała się dookoła. Nad zieloną trawą latały barwne motyle. Od strony łąki i lasu nadlatywały upojne, ziołowe zapachy. Powietrze było czyste i rześkie. Nigdzie nie było widać żadnych upiornych stworzeń. Dziewczyna spokojnie zjadła śniadanie i postanowiła wybrać się na wycieczkę niebieskim szlakiem. Za dnia już nic nie było takie straszne jak w ciemną, burzliwą noc.

Julia wyszła z domu w zupełnie dobrym humorze. Przeszła kawałek szosą do pomnika żołnierzy poległych w walce z Ukraińską Powstańczą Armią i wspięła się stromą, kamienistą ścieżką na niebieski szlak. Wędrowała zadowolona z życia podziwiając piękno Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

Po dwóch godzinach mozolnej, ale jakże satysfakcjonującej wędrówki postanowiła zrobić chwilę przerwy. Usiadła w cieniu, pod drzewem, na zielonej trawie. Dookoła unosił się aromatyczny zapach polnych ziół. Po prawej stronie drogi rozpościerał się majestatyczny las, po lewej natomiast znajdował się wąski kanion, a nieco dalej płynęła bystra rzeczka. Julia wyciągnęła przed siebie nogi, sadowiąc się wygodnie na miękkiej darni. Rozglądała się dookoła myśląc, że czasem jest naprawdę dobrze pobyć trochę w samotności. Z dala od znajomych i miejskiego zgiełku. Nigdzie jej się nie spieszyło, nie miała żadnych obowiązków, mogła po prostu żyć.

Nagle jej uwagę przyciągnęło jakieś poruszenie w dzielących ją od lasu, gęstych krzakach. Dziewczyna wzdrygnęła się mimowolnie. Na tle mrocznych drzew ujrzała parę żółtych, świecących oczu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Po drodze do domu, Julia zaczęła się powoli uspakajać. Wmawiała sobie, że ponieważ jest tu sama, umysł płata jej paskudne figle. Zawsze miała bardzo bujną wyobraźnię. Uśmiechnęła się na myśl o potworach czających się pod jej dziecinnym łóżkiem. Przypomniała sobie komórkę za łazienką, która miała prowadzić do innego świata. Tak, te przerażające, żółte ślepia, to na pewno tylko jej wybujała wyobraźnia.

Kiedy była już pod samym domem, zza węgła wysunął się jakiś podłużny cień. Błysnęły złociste ślepia. Dziewczyna prawie podskoczyła. Szybko otworzyła drzwi i pędem wbiegła do domu, zamykając je za sobą starannie. Jej serce łomotało jak oszalałe. Z trudem uspokoiła się na tyle, żeby wyjrzeć przez okno. Piaszczyste podwórko było puste. Niczego, ani nikogo tam nie było. Dziewczyna opadła na miękką, zdobioną kremowymi poduszkami, kanapę. Westchnęła. Czyżby zaczynała wariować?

W końcu, po długich, wlokących się w nieskończoność minutach, zebrała w sobie całą odwagę na jaką było ją w tym momencie stać i postanowiła wyjść na zewnątrz. Powietrze było wilgotne i gorące. Zapowiadała się kolejna burza. Świat pogrążony był w nienaturalnej ciszy. Julia wyszła na ganek. Rozejrzała się dookoła z obawą, że gdzieś zobaczy niesamowite, żółte oczy. Zza rogu domu wybiegł niewielki pies. Przypominał kremowego mopsa. Zaczął szczekać, charkając od czasu do czasu. Podskakiwał na swoich krótkich łapkach, ale nie zbliżał się do dziewczyny. Ukucnęła.

– Zgubiłeś się? – zapytała. Pokazała mu pustą rękę. – Chodź do mnie – powiedziała.

Piesek podszedł nieufnie do Juli. Podniósł głowę przyglądając się jej z uwagą. Dopiero teraz zauważyła, że jego oczy nie są, tak jak powinny być, czarne, ale połyskują złotawym światłem. Źrenice miał podłużne, zupełnie jak u kota. Zerwała się przestraszona. Gwałtownie otworzyła drzwi i wbiegła do wnętrza domu, zamykając je przed nosem małemu, stojącemu na ganku, upiornemu mopsowi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wieczorem rozpętała się burza. Julia nie chciała myśleć, o tym co czekało na zewnątrz. Zakopała się w stercie kołder i poduszek ze wszystkich sił starając się zasnąć. Bała się, ale jednocześnie nie chciała zrezygnować ze swoich wymarzonych wakacji. Co miałaby niby powiedzieć rodzinie? Wróciła ponieważ ma bujną wyobraźnię i bała się być sama? Nie pozwalała jej na to własna duma i upór. O nie, sama musi rozwiązać swój problem. Powtarzała sobie cichutko fragment Desideraty: „Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.”.

Rano obudziła się pełna otuchy. Wzięła długi, odprężający prysznic, ubrała się i zjadła śniadanie. Uznała, ze najwyższy czas wybrać się do sklepu, ponieważ skończyły jej się wszystkie podstawowe produkty. Niewiele jadła, ale nie potrafiła egzystować bez kawy i świeżego mleka. Raźnym krokiem wyszła na roziskrzony w porannym słońcu żwir podjazdu. Okolica była cicha i spokojna. Z upodobaniem wsłuchiwała się w poranny śpiew ptaków. Westchnęła z ulgi, gdy nie ujrzała nawet najmniejszego, nietypowego cienia. Zadowolona i zupełnie już spokojna ruszyła dziarsko do znajdującego się kilka kilometrów dalej miasteczka. Uznała, że być może brakowało jej kontaktu z jakimikolwiek ludźmi i stąd zrodziły się jej dziwne wyobrażenia i obawy.

Po przyjemnym spacerze i zakupach, zadowolona wracała do domu. Kiedy zbliżyła się do wysypanego żwirem i piaskiem podwórka, usłyszała cichy skowyt i zawodzenie. Stanęła niepewnie na podjeździe. Poczuła ściskający za gardło strach. Błagała w duchu, żeby znów nie ujrzeć przerażających, żółtych oczu.

Kiedy wreszcie odważyła się podejść pod dom, ponownie ujrzała małego psa. Mops siedział pod drzwiami skowycząc. Dziewczyna zauważyła, że zwierzę porozrzucało leżące przy wejściu do domku niewielkie kawałki drewna, służące do palenia w kominku. Pies sprawiał wrażenie bardzo nieszczęśliwego. Julia zaczęła się zastanawiać czy może te dziwne oczy były tylko zwykłym złudzeniem? Jakąś dziwaczną grą światła. Podeszła bliżej do zwierzęcia. Było jej żal stworzenia. Miała ochotę mu pomóc.

– Cześć – powiedziała, żeby oznajmić mu swoją obecność.

Mops odwrócił się w jej stronę. Przestał zawodzić. Podniósł na dziewczynę łeb. Błysnęły złote tęczówki. Julia odsunęła się o krok. Jej serce zatrzepotało, oddech przyspieszył. Pies zaciekawiony podszedł w stronę dziewczyny. Jego łapa musnęła leżący na drodze klocek drewna i… przeszła przez niego na wylot. Dziewczyna wytrzeszczyła ze zdumienia oczy. Co to do cholery było? Stworzenie ciągle szło w jej kierunku. Spanikowana Julia ominęła je szerokim łukiem i podbiegła pod drzwi domku. Szampański mops rzucił się za nią. Dziewczyna w panice wyciągnęła klucz. Szybko otworzyła drzwi i wbiegła do środka. Upiorny pies został na zewnątrz.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia przez cały dzień bała się wyjrzeć z domu. Kiedy zebrała się wreszcie na odwagę, słońce zachodziło już za horyzont. Uchyliła ciężką zasłonę i wyjrzała na ganek. Pies ciągle tam był. Leżał pod drzwiami, na deskach tarasu. Dyszał z wywalonym na wierzch językiem. Wyglądał całkiem zwyczajnie, przynajmniej do czasu, aż nie zorientował się, że ktoś mu się przygląda. Odwrócił głowę i wlepił w dziewczynę żółte, upiorne ślepia. Wstał zwinnie i wesoło zamerdał ogonem. Julia przyglądała mu się uważnie. Niczym nie różnił się od zwyczajnego mopsa. Kiedy dziewczyna zasłoniła okno, pies znowu zaczął rozpaczliwie ujadać.

W końcu nie mogła tego już dłużej znieść. Nalała do plastikowej, jednorazowej miski wody i wystawiła na ganek uchylając drzwi jedynie na kilka centymetrów. Potem szybko je zamknęła. Podeszła do okna. Pies uważnie obwąchał jednorazowe naczynie, a potem zwyczajnie zaczął pić wodę, rozchlapując ją na boki szerokim jęzorem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tej nocy Julię dręczyły koszmary. Śniła o zbliżającym się pod dom morzu żółtych oczu. Zobaczyła cienie, kształty różnych zwierząt. Nie wszystkie wyglądały zwyczajnie. Były tam stworzenia, o których przeczytać można jedynie w mitologii i legendach. Przez sen słyszała wycie wilków. Coś rzuciło się na nią, chwyciło dziewczynę za gardło. Obudziła się. Stała na balkonie. Pod dom podchodziły stworzenia. W mroku było widać jedynie różnej wielkości sylwetki, czarne cienie oraz przerażające, świecące w ciemności, złote ślepia.

Dziewczyna wbiegła do domu, starannie zamykając za sobą balkonowe drzwi. Wiszący na ścianie zegar wskazywał trzecią nad ranem. Julia na wszystkich oknach pozaciągała zasłony. Pozapalała wszystkie światła. Pospiesznie zaczęła pakować swoje rzeczy do dużego plecaka ze stelażem. Nagle lampy zadrżały. Żarówki zaczęły migać powoli tracąc swój blask, potem po prostu zgasły. Dziewczyna po omacku zeszła na dół. Znalazła komodę i zaczęła szukać latarki, która powinna być gdzieś w górnej szufladzie. Kiedy ją wreszcie znalazła, odetchnęła z ulgą. Włączyła urządzenie, a ukryte w mroku pomieszczenie oświetlił promień jasnego światła. Julia, z szybko bijącym sercem, skończyła się pakować.

Odważyła się wyjrzeć na zewnątrz dopiero, kiedy zaczynało świtać. Przed domem panował półmrok. Wyżej, na łące, niczym dym unosiła się gęsta, biała mgła. Znikały w niej, jakby rozpływając się, ciemne sylwetki stworzeń. Dziewczyna z trudem przełknęła ślinę. Czy to możliwe, że wszystko działo się naprawdę?

Wyszła na zewnątrz dopiero, gdy wszystko skąpane było w jasnych promieniach słońca. Wyciągnęła za sobą ciężki plecak. Trudno, niech myślą o niej co chcą, ona po prostu nie była w stanie tu zostać. Z żalem zamknęła drewniane drzwi domku. Nałożyła plecak i zaczęła schodzić ku szosie. Prowadzący w dół podjazd był stromą, wysypaną żwirem i piaskiem ścieżką. W pewnym momencie z zza krzaków wybiegł znajomy mops. Podciął dziewczynie nogi, prawie ją przewracając. Biegał dookoła niej merdając ogonem i radośnie ujadając. Spojrzał na nią żółtymi, kocimi oczami. Julia miała na sobie krótkie szorty. Kiedy piesek skoczył, poczuła na skórze dotyk jego futrzanych łapek. Zwierzak dotknął ją zimnym, wilgotnym nosem, polizał miękkim językiem. Dziewczyna przykucnęła zdziwiona. Odruchowo pogłaskała łepek psa. Jej ręka przeszła na wylot przez ciało stworzenia. Odskoczyła jak oparzona. Psiak nie dawał jednak za wygraną. Merdając ogonem ustawił się w proszącej pozycji, przysiadając na tylnych łapach.

– Co ja mam z tobą zrobić? – jęknęła.

Zaczęła się zastanawiać, czy mops jest jedynie wytworem jej chorej wyobraźni czy też może inni ludzie również go zobaczą. Do tej pory nie wykazywał żadnej agresji, zachowywał się jak zwykły, zagubiony psiak. Była ciekawa czy zwierzę pójdzie za nią. Ruszyła dalej w dół stromej drogi. Mops wesoło plątał się jej pod nogami. W pewnym momencie przystanął. Zaczął nieprzyjemnie warczeć. Julia poczuła na plecach ciarki. Psiak nie warczał na nią. Coś było przed nimi na drodze. Na otoczonym gęstymi krzakami zakręcie, pomiędzy dziewczyną a szosą, siedział ogromny czarny wilk. Ociekające śliną kły wyszczerzył w groźnym grymasie. Jego czarna, skołtuniona sierść stała zjeżona na grzbiecie. Miał niesamowite, złowieszcze, żółte oczy.

Dziewczyna cofnęła się o krok. Wilk powoli, ciągle warcząc, ruszył w jej kierunku. Zatrzymał się dopiero, kiedy przerażona Julia zeszła z drogi wchodząc na porośnięte bujną trawą zbocze. Nie była pewna czy powinna uciekać czy cofać się powoli. Może w jakiś sposób uda jej się obejść siedzącego na drodze wilka? Jedno wiedziała na pewno – nie miała zamiaru wracać do samotnie stojącego na wzgórzu domu z bali.

Nagle mops zaszczekał. Dziewczyna odwróciła się w samą porę by zobaczyć zbliżającą się do niej postać. Poczuła pęd powietrza. Coś przewróciło ją na ziemię. Upadła na plecy. Nie wiedziała co się dzieje. Na chwilę ją zamroczyło, kiedy otworzyła oczy ujrzała nad sobą czyjąś twarz. Spróbowała usiąść. Postać gwałtownie odskoczyła złowrogo mrużąc złociste, kocie oczy z podłużnymi źrenicami. Julia podniosła się odrobinę. To był chłopak, wydawał się być niewiele starszy od niej samej. Gdyby nie posklejane błotem, opadające brudnymi strąkami na ramiona włosy i dziki, zwierzęcy wyraz twarzy, wyglądałby zupełnie jak… człowiek. Na sobie miał jedynie wytartą, zniszczoną przepaskę biodrową. Jego smukłe, opalone ciało lśniło w słońcu.

Dziewczyna spróbowała wstać. Gibka, zwinna postać doskoczyła do niej w jednej chwili. W jakiś sposób chłopak popchnął ja przewracając z powrotem na ziemię. Julia nie poczuła żadnego dotyku, a jedynie porywisty podmuch wiatru. Spróbowała chwycić nadgarstek chłopaka. Jej ręka przeszła przez niego na wylot. Spojrzał na nią złowrogo. Z jego krtani wydobyło się wściekłe warknięcie. Spanikowana dziewczyna znowu uniosła się na łokciach. Spróbowała cofnąć się na leżąco. Syknął wściekle, mrużąc swoje niesamowite, złote oczy. Julia zerwała się z ziemi. Pobiegła przed siebie poprzez gęste zarośla. Nie patrzyła dokąd idzie. Adrenalina buzowała we krwi dziewczyny. Pędziła gnana przerażeniem. Jej serce biło jak oszalałe. Przyspieszony oddech powodował, że z trudem nabierała powietrza do płuc.

Nagle poczuła uderzenie, coś podcięło jej nogi. Znowu leżała w miękkiej, bujnej trawie. Tym razem, upadła jednak na brzuch. Na twarzy poczuła ostry dotyk polnych ostów. Gwałtownie się odwróciła. Pragnęła znaleźć się jak najdalej stąd. Zobaczyła nad sobą żółte oczy i drwiący uśmiech chłopaka. Zadrżała z przerażenia. Spróbowała wstać. Ponownie pchnął ją na trawę. Podjęła jeszcze kilka desperackich prób, ale wszystko na nic. Nie mogła go w żaden sposób dotknąć, a on w jakiś sposób potrafił ją zatrzymać. Całe jej ciało było obolałe od mocnych pchnięć i upadków. Oprócz strachu, obudził się w dziewczynie gniew. Podjęła kolejną beznadziejną próbę. Poczuła uderzenie silniejsze niż poprzednie. Drwiący uśmiech na twarzy chłopaka zamienił się w złowrogi grymas.

– Natychmiast przestań, Aleksandrze! – wrzasnęła dziewczyna, nie zastanawiając się nad tym co właśnie powiedziała.

To były pierwsze słowa, które przyszły jej na myśl. Nie miała pojęcia skąd zna imię chłopaka, ale już kiedy je wypowiadała, wiedziała, że należy właśnie do niego. Spojrzał na nią uważnie. Przez jego twarz przemknął grymas zaskoczenia i niedowierzania. Z wściekłym warknięciem rzucił się na leżącą w trawie Julię.

Przygniótł sobą jej ciało do ziemi. Poczuła jego ciężar. Próbowała go od siebie odepchnąć, ale był od niej zdecydowanie większy i silniejszy. Jego ręce znalazły się na jej szyi. Zdążyła wydać z siebie jedynie cichy jęk, kiedy chłopak zaczął ją dusić. Juli brakowało powietrza. Ze wszystkich sił zaczęła okładać go zwiniętymi w pięści dłońmi. Wyraźnie czuła jego twarde ciało. Przestał być jakimś eterycznym bytem. Nie zwracał najmniejszej uwagi na jej uderzenia. Patrzył w błękitne oczy dziewczyny. Na jego twarzy malowała się wściekłość.

Julia powoli zaczynała tracić przytomność. Niejasno zdała sobie sprawę, że jego oczy stały się normalne. Nabrały głębszej, bardziej realnej, bursztynowej barwy. Źrenice przestały być podłużne jak u kota. Były delikatnie rozszerzone, ale okrągłe i zupełnie ludzkie. Zamknęła powieki. Przestała się bronić. Wszystko przestało istnieć. Czuła jedynie ogromny, piekący ból w klatce piersiowej. Potem była już tylko ciemność.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Do Juli powoli zaczęła wracać świadomość. Czuła się cała obolała. Miała wrażenie, że coś nieprzyjemnie zgniata jej płuca. Dotknęła ręką bolącej szyi. Jęknęła cicho. Natychmiast usłyszała jakieś poruszenie. Z trudem otworzyła oczy. Leżała na kanapie, w salonie górskiego domku z bali. Na blacie stołu przysiadł chłopak o bursztynowych oczach. Jego mięśnie były napięte, w każdej chwili gotowy był do działania. Patrzył na nią złowrogo.

– Zanim cię zabiję, powiesz mi, dlaczego to zrobiłaś – oznajmił cichym, groźnym głosem.

Spojrzała na niego przestraszona i zdezorientowana.

– Zrobiłam co? – jęknęła, poniewczasie zdając sobie sprawę, że mówienie sprawia jej jeszcze większy ból.

– Nie udawaj idiotki – syknął. – Przywołałaś mnie tutaj. Po co?

– Nikogo nie wołałam – szepnęła, żeby nie nadwyrężać obolałego gardła – a już na pewno nie ciebie, a nawet byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś stąd zniknął.

Przestała się zastanawiać nad dziwaczną sytuacją, z jakiejś przyczyny minął jej też strach. Została tylko konsternacja i wściekłość. Chciała już tylko, żeby dał jej spokój. Miała dosyć tego koszmarnego tygodnia. Zapragnęła znaleźć się w domu.

– Znałaś moje imię – stwierdził groźnie. – Przywołałaś mnie do tego świata. Skąd je znałaś? Jak to zrobiłaś?

– Mam to gdzieś – szepnęła zamykając oczy.

W jednej chwili przyskoczył do niej. Brutalnie podniósł dziewczynę z kanapy i postawił na nogi. Jedną ręką chwycił jej nadgarstek i wykręcił do tyłu. Złapał dziewczynę za włosy i przekręcił, tak że musiała na niego spojrzeć. Kiedy stała, głową sięgała mu ledwo do ramienia, a wcale nie należała do niskich osób.

– Czego ode mnie chcesz? – jęknęła.

– Powiedz mi to co chcę wiedzieć – warknął mocniej wykręcając rękę dziewczyny.

Pisnęła z bólu, w oczach stanęły jej łzy. Wiedziała, że nie ma najmniejszych szans się obronić.

– Kiedy ja do cholery nic nie wiem! Nie mam nawet pojęcia czym ty do licha jesteś! – krzyknęła przypłacając to jeszcze większym bólem gardła.

Chłopak przyciągnął ją do siebie szarpiąc mocno za włosy.

– Kłamiesz – oznajmił groźnym, lodowatym tonem.

– A żebyś sczezł, cholerny upiorze – warknęła, próbując się wyrwać z jego uścisku i marząc jedynie o tym, by to on zwijał się z bólu.

W pewnym momencie uścisk zelżał. Chłopak puścił ją. Odsunął się od niej. Opadł na kolana. Zgiął się w pół. Ramionami objął brzuch. Jęknął z bólu. Zwymiotował.

– Coś ty mi zrobiła? – wyszeptał.

Julia odsunęła się od niego. Patrzyła przerażonym wzrokiem. Potem ominęła klęczącego na podłodze chłopaka i pobiegła prosto do drzwi. Otworzyła je na oścież z zamiarem wybiegnięcia na dwór. Był już wieczór, zaczynało się ściemniać. W ciemnym, odciętym od świata grubymi zasłonami pokoju, nie mogła się zorientować jaka jest pora dnia. Pod domem kłębiło się morze czarnych cieni. Wpatrywały się w nią setki żółtych oczu. Gwałtownie zatrzasnęła drzwi cofając się do środka. Po schodach wbiegła na górę. Drżąc z przerażenia usiadła w kącie na stercie kołder i poduszek, na których spała. Gorące, słone łzy bezradności i strachu spływały po jej bladych policzkach.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia nie była pewna ile upłynęło czasu. Kiedy największe poczucie bezradności minęło, zdała sobie sprawę, że nie może tak bezczynnie siedzieć. Musiała coś zrobić. Cokolwiek. Najciszej jak potrafiła wyszła z pokoju. Na palcach zeszła po schodach na pół piętro. Zerknęła na dół. Chłopak siedział skulony, opierając się plecami o drewnianą ścianę. Miał pobladłą, wykrzywioną bólem twarz. Z trudem podniósł przytuloną do ramienia głowę. Spojrzał na dziewczynę.

– Pomórz mi, proszę – wyszeptał.

Mówienie wyraźnie sprawiało mu problem. W jego bursztynowych oczach widziała cierpienie. Powoli zeszła na dół, została jednak przy schodach. Zrobiło jej się żal chłopaka, pamiętała jednak, że jeszcze przed chwilą, chłodnym tonem mówił o tym, że chce ją zabić.

– Co to za stworzenia? – zapytała. – Czemu ciągle tu przychodzą? Są jak duchy, nie mogę ich dotknąć, ale one mogą mnie skrzywdzić – spojrzała na niego uważnie – tak jak ty mogłeś.

Niepewnie pokręcił głową.

– To nie duchy – szepnął. – I niewielu potrafi więcej niż pokazać swój cień w tym świecie.

– Ty potrafiłeś – ni to stwierdziła ni spytała dziewczyna.

Przytaknął.

– Jako jeden z nielicznych – przymknął oczy. – Pomóż mi – poprosił ponownie. – Przyrzekam, że odpowiem na wszystkie twoje pytania.

– A potem mnie zabijesz? – zapytała spokojnym głosem. – Zapomnij. Poza tym nawet gdybym chciała, to nie mam pojęcia jak.

– Masz nade mną władzę. Po tym jak wymówiłaś moje prawdziwe imię stałaś się moją panią. Wystarczy, że odwołasz to co powiedziałaś – oznajmił. Spojrzał na nią poważnym wzrokiem. – Dlatego właśnie powinienem był cię zabić na samym początku, kiedy nie byłaś w stanie się odezwać. Byłbym wolny. Popełniłem niewybaczalny błąd. Płacę za cholerną ciekawość – jęknął.

Julia wahała się dłuższą chwilę. Pomyślała, że najlepiej by było, gdyby chłopak umarł z bólu. Zdawała sobie sprawę, że był cholernie niebezpieczny i podejrzewała, że wykorzysta każdą możliwą okazję, żeby się jej pozbyć. Aleksander jęknął. Położył się na ziemi zwinięty w pozycji embrionalnej. Rękoma osłaniał brzuch.

– Błagam – wyszeptał z trudem.

Dziewczyna zamrugała. Czy to co powiedział, było prawdą? Rzeczywiście mogła go skrzywdzić jedną myślą? Nagle zdała sobie sprawę, ze swojego życzenia. Nie! zaprotestowała gwałtownie. Nie chciała go zabijać i nie miała zamiaru tego robić. Zapragnęła, żeby atakujący chłopaka ból minął. Aleksander łapczywie chwytał powietrze. Usiadł z trudem. Popatrzył na nią z mieszaniną niedowierzania i podziwu.

– Jak to zrobiłaś? – wyszeptał.

– Przecież sam mi powiedziałeś jak… – nie zrozumiała dziewczyna.

Pokręcił głową.

– Nie wypowiedziałaś ani jednego słowa.

– Pomyślałam o tym.

Chłopak zamrugał niedowierzająco oczami.

– To nie wystarczy.

Wzruszyła ramionami.

– Widocznie ty też nie wiesz wszystkiego.

Usiadła na schodach. Aleksander nie ruszył się z podłogi. Patrzył na nią z zainteresowaniem.

– Co jeszcze chcesz wiedzieć? – zapytał zrezygnowanym głosem.

– Dalej nie odpowiedziałeś mi na pytanie co to za stworzenia – stwierdziła. – Czym ty w ogóle do cholery jesteś?

Roześmiał się ponuro.

– Teraz, przez ciebie, jestem człowiekiem. Tak mi się przynajmniej zdaje. Byłem natomiast wyklętym. Częścią granicy między światem żywych i zmarłych.

– Czemu te wszystkie stworzenia są tutaj? Po co tu przyszedłeś.

Wzruszył ramionami.

– Nie wiem. Zazwyczaj nic nas nie łączy z tym światem. Tutaj coś nas wyraźnie przyciągało, więc po prostu byliśmy. Tam nic nie ma – spojrzał na nią poważnie. – Po prostu nic. Żadnych uczuć. Wszystko jest martwe. Nie płynie tam czas, nic się nigdy nie zmienia, nie ma barw, nie ma dźwięków. Zupełnie jakby nic nie istniało. Czasem obserwujemy świat ludzi, ale beznamiętnie bez żadnych emocji. Ot tak po prostu.

Julia nie do końca rozumiała o czym on mówi, uznała jednak, że nie ma to większego znaczenia. Działo się coś dziwnego, co jej w żaden sposób nie dotyczyło. Ona tylko musiała stąd jakoś uciec.

– Dlaczego więc nie pozwoliłeś mi odejść, kiedy próbowałam? Czemu mnie zatrzymywałeś?

Chłopak ponownie wzruszył ramionami.

– Nie wiem. Nie pamiętam. Niewiele pamiętam z tamtego świata. Tylko niewielkie urywki.

Westchnęła.

– A reszta? Czy oni też będą próbowali mnie zatrzymać?

Spojrzał na nią jakby uważał ją za kompletną idiotkę.

– Przecież mówiłem ci, że nie potrafią. To tylko cienie.

– Świetnie, w takim razie wracam do domu – oznajmiła Julia stanowczo. – Jak mogę cię tam z powrotem odesłać? – zapytała wstając ze schodów.

Chłopak zerwał się z podłogi. W jednej chwili znalazł się tuż przy niej. Przygniótł ją sobą do ściany. Chwycił nadgarstki dziewczyny przyciskając je nad jej głową do drewnianych desek. Spojrzał na nią pełnym nienawiści wzrokiem. Jego twarz była tuż przy jej twarzy.

– To już lepiej mnie zabij – syknął.

– Puść mnie – jęknęła cicho. Chłopak posłuchał. – O co ci chodzi?

– Czy ty mnie w ogóle słuchałaś kiedy mówiłem co to za miejsce? – zapytał gniewnie.

Niepewnie skinęła głową.

– Więc chcesz tu zostać?

Przytaknął.

– Świetnie. W takim razie zostań – stwierdziła. – Mam nadzieję, że sobie poradzisz – powiedziała całkiem szczerze. – Ja w każdym razie wracam do domu.

– Ty mnie tu rzeczywiście przywołałaś przypadkiem? – westchnął zrezygnowany. – Nie masz o niczym pojęcia, prawda?

– Co znowu? – jęknęła wyraźnie już zniecierpliwiona.

Chciała wrócić do swojego normalnego, zwyczajnego życia bez żadnych istot rodem z kiepskich horrorów.

– Przywołałaś mnie tu rozkazem, a nie jedynie nadając mi imię. Łączy nas coś w rodzaju magicznej pępowiny. – W głosie chłopaka pobrzmiewała gorycz. – Nie mogę od ciebie odejść. Przykro mi. Jesteśmy na siebie skazani.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Poranek zapowiadał się chłodny. Na dworze mżyło. Julia siedziała skulona na brązowej kanapie przed wygaszonym kominkiem. Aleksander rozsiadł się na drewnianych schodach. Przyjrzał się uważnie dziewczynie. Długie, jasne włosy miała splecione w dobierany warkocz. Głębokie, niebieskie oczy patrzyły bystro przed siebie. Zauważył, że były pełne determinacji. Chłopak czekał niecierpliwie na decyzję dziewczyny. Jedno wiedział na pewno. Nigdy więcej nie chciał tam wracać. Jeżeli będzie musiał, to ją zabije, chociaż teraz wiedział, że wcale nie będzie to takie łatwe. Sam nie miał pojęcia co go tknęło, żeby oszczędzić ją wtedy na polanie. Może była to zwykła głupia ciekawość. Cały gniew opadł z niego, kiedy tylko przestała się bronić. Zwyczajnie nie potrafił jej zabić. W myślach przeklinał się za tę beznadziejną ludzką słabość. Wszystko schrzanił. Pozostawało mu jedynie mieć nadzieję, że dziewczyna mówi prawdę. Gdyby jednak była wiedźmą i przywołała go specjalnie, po co niby miałaby kłamać? Postanowił więc zaryzykować.

– I co, doszłaś do jakichś wniosków, mała? – zapytał w końcu zniecierpliwiony czekaniem, umyślnie prowokując dziewczynę.

– Nie nazywaj mnie tak – warknęła obrzucając go gniewnym spojrzeniem. – Mam imię, wiesz?

– Świetnie – oznajmił – tyle, że go do tej pory nie poznałem.

– Jestem Julia – powiedziała.

Teraz znacznie mocniej poczuł łączącą ich więź. Uśmiechnął się szeroko.

– Jesteś również idiotką Julio – powiedział powoli podchodząc do niej. Spojrzała na niego pytająco, spłoszonym sarnim wzrokiem. – Nigdy, przenigdy nie przedstawiaj się nikomu swoim prawdziwym imieniem – oznajmił cicho. – Teraz nie tylko ty masz nade mną władzę. Należymy do siebie – powiedział, a w kącikach jego ust pojawił się drwiący uśmieszek.

Zdziwił się, kiedy dziewczyna zbyła go wzruszając ramionami.

– Nie chcę żadnej władzy – stwierdziła zwyczajnym, spokojnym tonem. – Mam to wszystko gdzieś. Dopóki nie próbujesz mnie zabić, jest w porządku.

Aleks był pewien, że dziewczyna mówi zupełnie poważnie. W ogóle nie przejęła się tym, co jej powiedział. Zwyczajnie przyjęła to do wiadomości. Nie potrafił zrozumieć jej toku myślenia.

– Więc co zrobimy? – spytał wzdychając cierpiętniczo.

– Na początek weźmiesz prysznic – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem – potem znajdziemy ci jakieś ubrania. Nie możesz przecież tak chodzić. A jeszcze potem się stąd wyniesiemy. Wracam do domu.

– Nie – stwierdził chłopak.

– Co nie? – westchnęła. – Nie planujesz się umyć czy ubrać?

Obrzucił ją ponurym spojrzeniem. Z jego twarzy zniknął drwiący uśmieszek.

– To akurat planuję – oznajmił. – Tyle, że zostajemy tutaj, przynajmniej przez jakiś czas. Nic tu nie ma, więc zdążę się nauczyć wszystkiego co potrzebne. Jak długo planowałaś tu być?

– Do końca września, czyli jeszcze jakieś półtora miesiąca. Co masz namyśli mówiąc „nauczyć”? – zapytała dziewczyna.

– Nie jestem pewien czy wiem wszystko co muszę o tym świecie. Nie chcę rzucać się w oczy już na samym początku. Wiem, że tu wcale nie jest bezpiecznie.

– Czego chcesz się uczyć? – spytała zrezygnowana.

– Wszystkiego – oznajmił z szerokim uśmiechem.

– A co z cieniami? Nie zostanę tu w ich obecności. Przerażają mnie.

– Zostaw to mnie – stwierdził wzruszając ramionami.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks wyszedł spod prysznica, owinięty białym ręcznikiem. Długie, sięgające do ramion, ciemne włosy chłopaka, czyste prezentowały się o niebo lepiej. Julia w międzyczasie wyszukała dla niego w szafie jakieś ubrania. Obawiała się, że to, co zostawił tutaj mąż jej siostry, ani trochę nie będzie pasowało na Aleksa. Wskazała mu wiszące na poręczy fotela bojówki khaki i czarną koszulkę. Wziął je ze sobą i przebrał się w łazience. Spodnie były zdecydowanie za szerokie i za krótkie, dlatego chłopak podwinął nogawki i zawiązał je nad kolanami, koszulka mimo, że szeroka, prezentowała się znacznie lepiej.

– Zadowolona? – spytał wychodząc.

– Musimy ci kupić jakieś ubranie – stwierdziła wzruszając ramionami. – No i mógłbyś się ogolić, ale nie myśl, że się stąd ruszę dopóki one tam są – wzdrygnęła się dziewczyna.

Aleks westchnął. Podrapał się po zarośniętym policzku. Tam skąd pochodził nic się nigdy nie zmieniało, a więc i rosnące włosy były dla niego nowością. Znał ludzki świat, jedynie z obserwacji i jakiejś dziwnej, zakorzenionej w nim wiedzy. Był na przykład pewien, że potrafi prowadzić samochód, wiedział też co go interesuje i czego chciałby spróbować, miał jednak pewność, że nigdy dotąd tego nie robił. Sam nie bardzo zdawał sobie sprawę na czym to polega, więc nie miał ochoty tłumaczyć tego dziewczynie. Postanowił to przemilczeć.

– Dobrze, załatwmy to, ale najpierw mam do ciebie prośbę. Zanim je przegonimy, sprowadź tu mojego wilka – wyłożył Juli nurtującą go sprawę.

– Twojego co? – zapytała głupio dziewczyna.

Chłopak popatrzył na nią jak na idiotkę.

– W I L K A – powiedział wolno literując słowo.

– Nie ma mowy – dziewczyna pokręciła głową. – Zapomnij.

Aleks spochmurniał. W jednej chwili znalazł się przy Juli. Zdawał sobie sprawę, że w dalszym ciągu jest szybszy od jakiegokolwiek człowieka, był też przekonany, że jest znacznie silniejszy. Odsunęła się od niego aż pod same okno. Znowu do niej podszedł.

– Zrobisz to – wycedził – albo naprawdę nie będzie przyjemnie.

Jej spojrzenie zmieniło się natychmiast. Nie wyglądała już jak przestraszona sarenka. W jej oczach pojawiły się groźne błyski. Zobaczył w nich gniew.

– Sam go sobie sprowadź dupku – warknęła. – I tylko spróbuj mnie dotknąć, a to ty będziesz żałował.

Aleks w jednej chwili zrozumiał, że przyjął złą taktykę. Naburmuszony odsunął się od dziewczyny. Julia minęła go bez słowa i wyszła na dwór, w słoneczny, rześki poranek. Chłopak chcąc nie chcąc smętnie powlókł się za nią.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Na dworze jasno świeciło słońce. Wiał delikatny, chłodny wietrzyk. Julia stała na ganku rozglądając się po podwórku. Aleks niedbale oparł się o framugę drzwi. Od niechcenia spoglądał na dziewczynę.

– Długo tak jeszcze będziemy czekać? – zapytał niecierpliwie.

– Tyle ile będzie trzeba – odpowiedziała.

– Coś ty w ogóle wymyśliła? – mruknął ponuro.

– Zobaczysz.

Zza węgła domu posapując wybiegł mały, kremowy piesek. Radośnie zaczął merdać ogonem. Julia przykucnęła.

– Spike – zawołała wyciągając do niego ręce.

Mops natychmiast podbiegł do niej. Polizał jej dłonie. Przednimi łapkami wspiął się na kolana. Spojrzał na dziewczynę czarnymi, jak węgielki oczami. Nagle poczuła na sobie czyjeś ręce. Ktoś podniósł ją do góry z desek na których klęczała. Teraz patrzyła prosto w rozwścieczoną twarz pochylającego się nad nią Aleksa.

– Masz więcej szczęścia niż rozumu, kretynko! – warknął. – Nigdy więcej tego nie rób.

– O co ci chodzi? – zapytała próbując go od siebie odepchnąć.

Tym razem jednak nie odpuścił.

– Nie masz pojęcia o istotach żyjących w tamtym świecie – syknął. – Ślepo wkraczasz w coś, czego zupełnie nie znasz i nie rozumiesz. Biały, niepozorny króliczek z łatwością może ci przegryźć gardło, nie mówiąc już o groźniejszych demonach. Czy ty kiedykolwiek zastanawiasz się nad tym co robisz?

Julia przełknęła ślinę. Wiedziała, że chłopak ma rację, nie miała jednak zamiaru pozwolić mu na rozstawianie jej po kątach. Wzruszyła ramionami.

– To tylko psiak – powiedziała spokojnie.

Spojrzał na nią groźnie.

– Nie lekceważ tego, co ci mówię – warknął mocniej ściskając ramiona dziewczyny.

– Puść mnie – krzyknęła natychmiast, a kręcący się u ich nóg Spike warknął ostrzegawczo.

Aleks odsunął się odrobinę. Julia ukucnęła, żeby uspokoić mopsa.

– Skoro to „tylko pies” – powiedział powoli chłopak – to przywołaj tu mojego „tylko wilka”.

Spojrzała na niego odrobinę niepewnie.

– Sam przed chwilą powiedziałeś, że to nie jest bezpieczne i nie było dobrym pomysłem.

Skinął głową.

– To jest cholernie niebezpieczne, jeżeli nie masz pojęcia co tu przywołujesz. Ja wiem, czym on jest. Wystarczy, że nadasz mu imię.

Dziewczyna wstała. Pokręciła głową.

– Nie Aleks, nie zrobię tego.

Zrezygnowany chłopak opuścił ramiona.

– Proszę – powiedział cicho, nie patrząc na Julię. – To moja przyjaciółka. Nie mogę jej tam zostawić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks szedł boso poboczem żwirowej drogi. Julia smętnie dreptała obok. Ciągle bolały ją siniaki, które zostały na jej ciele po beznadziejnej walce z chłopakiem. Nie miała pojęcia czemu ustąpiła Aleksowi. Uważała, że to naprawdę zły pomysł. Bała się. Jednak zdała sobie sprawę, że już przy pierwszym spotkaniu z wilkiem, a raczej wilczycą, znała imię zwierzęcia. Przypomniała sobie wszystko o czym opowiadał jej w nocy Aleks. W głowie kiełkował jej prostu, podstępny plan.

Zeszli na sam dół drogi, aż do szosy. Chłopak rozejrzał się zaniepokojony. Ciemne kosmyki opadały mu niesfornie na twarz, zakrywając bursztynowe oczy.

– Powinna gdzieś tu być – stwierdził – kazałem pilnować jej drogi.

– Super – powiedziała sarkastycznie dziewczyna schodząc jeszcze odrobinę niżej.

Z krzaków wyłoniła się ciemna sylwetka. Złowrogo błysnęły złote oczy. Julia usłyszała ciche, gardłowe warknięcie.

– O jest – Aleks uśmiechnął się szeroko. – Grzeczna dziewczynka, czeka tam, gdzie ją zostawiłem.

Julia skonsternowana pokręciła głową. Wilk jako zwierzątko domowe wydawał jej się rzeczą zwyczajnie absurdalną, zresztą jak wszystkie inne wydarzenia ostatniego tygodnia.

– Mara, chodź do mnie – zawołała pewnym głosem.

Wilczyca przez chwilę stała zaskoczona. Dziewczyna spojrzała w jej szare, groźne oczy. Zwierze skoczyło. Jednym susem pokonało dzielącą ich odległość. Przewróciło stojącego w pobliżu Aleksa, na ziemię. Julia cofnęła się przestraszona. Nagle usłyszała wydobywający się spod zmierzwionego futra zduszony śmiech.

– Przestań już – wydusił z siebie chłopak – wystarczy.

Wilczyca posłusznie zeszła z Aleksa, nie przestając jednak lizać go po twarzy dopóki nie usiadł. Potem, na tylnych łapach, przysiadła tuż obok niego, dopiero teraz z zainteresowaniem przyglądając się Juli.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wieczór był mżysty i chłodny. Zapowiadała się deszczowa, zimna noc. Julia i Aleks stali na balkonie drewnianego domku. Słońce znikało za horyzontem. Powoli zaczynało się ściemniać. Dziewczyna wzdrygnęła się mimowolnie, kiedy ujrzała wyłaniające się z lasu, ciemne sylwetki. Co jakiś czas w mroku ukazywały się świecące, żółte oczy.

Stworzenia podchodziły coraz bliżej. Było ich coraz więcej. Aleks stanął tuż za dziewczyną. Prawie podskoczyła gdy do niej podszedł. Roześmiał się, rozbawiony jej strachem.

– Czego się boisz, mała? – spytał. – Przecież to tylko cienie.

– Ładne mi cienie – powiedziała patrząc na niego z niechęcią – jeden mnie omal co nie udusił. W dalszym ciągu nie mam pewności, czy przy pierwszej, lepszej okazji nie spróbuje mnie zabić. Poza tym miałeś mnie tak nie nazywać – burknęła.

Aleks uśmiechnął się do niej przekornie.

– Uznałem, że możesz mi się jeszcze przydać – stwierdził ignorując jej uszczypliwość. – Pamiętasz co masz zrobić?

Upiorne postacie podchodziły coraz bliżej. Teraz były już prawie pod samym domem. Dziewczyna niepewnie skinęła głową. Stanęła dumnie wyprostowana. Nie chciała jeszcze bardziej pokazywać przy Aleksie swojego strachu. Skupiła się na nadchodzących upiorach. Tak jak kazał jej chłopak, myślała tylko o nich i o tym, żeby zniknęły.

– Wynoście się z mojego domu – powiedziała pewnym, stanowczym tonem, pragnąc tego z całego serca.

Cienie zadrżały. Od domu, w ich kierunku popłynęło coś przypominającego falę drgającego powietrza, zupełnie taką, jaka tworzy się nad ogniskiem, w miejscu gdzie żar styka się z chłodem. Julia poczuła zawroty głowy. Zrobiło jej się słabo. Powoli zaczęła osuwać się na ziemię. Aleks nie pozwolił jej upaść. Chwycił dziewczynę w ramiona. Ostatni raz spojrzała na jego zadowoloną, pełną satysfakcji minę, po czym osunęła się w ciemność.

Chłopak roześmiał się, wyraźnie z czegoś zadowolony. Z niedowierzaniem pokręcił głową. Wziął Julię na ręce.

– Idiotka – mruknął. – Masz głuptasie więcej szczęścia niż rozumu – powiedział cicho, zwracając się do nieprzytomnej dziewczyny. – Gdyby na moim miejscu był ktoś inny, już dawno byś nie żyła. Mała, przepełniona ufnością dziewczynka – westchnął. – Będzie się trzeba tobą dobrze zaopiekować, bo sama sobie na pewno nie poradzisz.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Minęło już południe, gdy Julia się wreszcie obudziła. Mimo to, w ogóle nie czuła się wypoczęta. Bolały ją wszystkie mięśnie i całe posiniaczone ciało, a do tego jeszcze czuła się wykończona psychicznie, jej umysł zasnuwała dziwna, biała mgiełka. Zaraz po przebudzeniu, miała nadzieję, że wszystko to było po prostu jakimś koszmarnym snem, ale ból prawie natychmiast sprowadził ją do rzeczywistości.

Niewiele pamiętała z wydarzeń poprzedniego wieczora. Nie była pewna w jaki sposób znalazła się na swoim własnym materacu, na którym zwykła sypiać ostatnimi tygodniami. Niejasno kojarzyła co się stało. Jedyne co zostało jej w pamięci, to pełen satysfakcji, koci uśmiech Aleksa.

Zdała sobie sprawę, że spała w ubraniu. Zabrała ze sobą czyste rzeczy i poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, mając nadzieję, że woda pomoże jej odpędzić to paskudne, ciążące jej zmęczenie. Nic to jednak nie dało. Ruszała się powoli i niepewnie. Przytępione zmysły nie pozwalały jej się skupić. Ubrała się i zerknęła do lustra. Mokre włosy opadały jej na plecy jasną kaskadą. Szyję szpeciły paskudne, fioletowe siniaki. Przyjrzała im się, z trudem przełykając ślinę. Zdawała sobie sprawę, że poprzedniego dnia otarła się o śmierć. Ciągle zastanawiała się nad tym z jakiego powodu chłopak postanowił jej nie zabijać. Wiedziała też, że w dalszym ciągu grozi jej niebezpieczeństwo.

W pewnym momencie do jej własnego odbicia w lustrze dołączyło odbicie Aleksa. Nie usłyszała najcichszego szmeru, informującego o tym, że chłopak wchodzi do łazienki. Popatrzyła na niego zaniepokojona. Spojrzał na nią, a w jego oczach było widać szczery smutek. Delikatnie, opuszkami palców, dotknął posiniaczonej szyi Juli.

– Przepraszam za to – mruknął smętnie, a w jego głosie słychać było prawdziwą skruchę.

Dziewczyna niepewnie skinęła głową. Milczała, bo nie miała pojęcia, co powinna mu odpowiedzieć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Juli kręciło się w głowie. Była tak osłabiona, że bała się zejść po schodach. Aleks przeklinał się w duchu, za to, że chyba jednak odrobinę przesadził. Przyrzekł sobie w myślach, że nie będzie na niej więcej eksperymentował. Wiedział jednak, że to nie do końca jego wina. W najśmielszych marzeniach nie spodziewał się, że dziewczyna dysponuje tak wielką mocą. Cieszył się, że nie zdaje sobie z tego sprawy, bo w takim wypadku mogłaby być niebezpieczna również dla niego. Niestety im większa moc, tym większe osłabienie organizmu i zmęczenie po jej użyciu.

W pewnym momencie dziewczyna potknęła się o własne nogi i niechybnie byłaby spadła ze schodów, gdyby Aleks błyskawicznie nie złapał jej w pasie. Poczucie winy ukrył pod ironicznym uśmiechem.

– Uważaj jak chodzisz – powiedział rozbawiony.

– Przepraszam – odparła – paskudnie się dzisiaj czuję.

Sprowadził Julię na dół, cały czas stanowczo obejmując dziewczynę ramieniem. Posadził ją na kanapie w salonie, a sam zniknął w niewielkiej kuchni. Po chwili pojawił się z parującym kubkiem w dłoni.

– Wypij to – rozkazał nieznoszącym sprzeciwu tonem, podając jej napój.

Julia spojrzała nieufnie na pachnącą ziołami ciecz.

– Co to takiego? – spytała niepewnie.

Westchnął teatralnie.

– Czy musisz zadawać tyle pytań? Po prostu to wypij.

Dziewczyna wzruszyła ramionami. Usiadła wygodnie i małymi łyczkami zaczęła sączyć słodkawą, gorącą ciecz. Zdziwiła się, gdy dosłownie po kilku łykach poczuła się znacznie lepiej. Obrzuciła Aleksa zaskoczonym spojrzeniem. Uśmiechnął się do niej przekornie.

– Czasem będziesz musiała mi zaufać – oznajmił. – Zjesz coś? Bo ja umieram z głodu.

– Nie wiem czy coś jadalnego jest w domu – stwierdziła cicho, odrobinę zawstydzona. – Pewnie będą musiały nam wystarczyć płatki. I tak powinniśmy ci kupić jakieś ubranie, przede wszystkim buty – powiedziała patrząc na bose stopy chłopaka –  więc przy okazji zajmiemy się zaopatrzeniem lodówki.

– Mogą być płatki – powiedział rozbawiony i zniknął w kuchni.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wycieczka do sklepu była, delikatnie mówiąc, dziwnym przeżyciem. Aleks uparł się, że pójdzie z Julią, a dziewczyna nie miała siły protestować. Chłopak z zainteresowaniem przyglądał się nie tylko całej okolicy i mijanym budynkom, ale także i ludziom. Były to spojrzenia bezpośrednie i obcesowe. Purpurowi na twarzach turyści odwracali wzrok przechodząc obok nich szybkim krokiem. Sam swoją osobą też nie wywoływał najlepszego wrażenia, przywodził na myśl dziwnego hipisa. Za szerokie i zbyt krótkie ubranie, sięgające ramion ciemne, rozpuszczone włosy i przede wszystkim bose stopy chłopaka przyciągały do nich zdumione, niechętne spojrzenia, a kilkakrotnie powodowały nawet, że mijający ich ludzie uciekali na drugą stronę ulicy. Julię zamiast denerwować, sytuacja ta zaczynała coraz bardziej bawić. W końcu Aleks nie wytrzymał.

– Z czego tak się cieszysz? – spytał ponuro.

– Rzeczywiście musisz się sporo nauczyć o tym świecie – stwierdziła jedynie zagadkowo.

Wspólnie weszli do wielobranżowego sklepu. Aleksowi było wszystko jedno, co będzie miał na sobie, byleby było to wygodne. W końcu stanęło na bojówkach khaki, tym razem jednak we właściwym rozmiarze, kilku bawełnianych koszulkach, skarpetkach i vansach. Chłopak zdziwił się jedynie w momencie, kiedy związała mu frotką włosy. Nie mógł zrozumieć po co to robi, a ona nie potrafiła mu wytłumaczyć, dlaczego tak będzie lepiej. W końcu jednak niechętnie ustąpił. Julia kupiła też trochę produktów spożywczych i jedzenie dla psów, a raczej jednego psa i wilka. Aleks spojrzał na nią lekko zaskoczony, gdy wręczyła mu do niesienia dwie ciężkie reklamówki, nie protestował jednak. Krętą szosą, z małego miasteczka, ruszyli do domu.

Zna przeciwka, od strony pola namiotowego, do którego prowadził żółty szlak, nadchodziła grupa ludzi. Mimo wczesnej pory byli już wyraźnie wstawieni. Kiedy ich mijali, w stronę Juli posypały się niedwuznaczne komentarze. Dziewczyna zignorowała to chcąc iść dalej. Bursztynowe oczy Aleksa pociemniały. Zatrzymał się, stając na drodze podpitym chłopakom. Grupa liczyła sobie czterech postawnych młodzieńców i dwie dziewczyny w kusych spódniczkach, które odsunęły się na bok, wyraźnie zadowolone z tego, że coś się będzie działo. Obrzuciły Julię pogardliwymi spojrzeniami, chociaż na Aleksa patrzyły z pewnym podziwem i zainteresowaniem.

– Powtórz to co powiedziałeś – odezwał się Aleks lodowato zimnym tonem do barczystego blondyna, który wyglądał na największego awanturnika w grupie.

– Podoba mi się twoja laska – odpowiedział tamten hardo, mając za sobą jeszcze trzech kumpli – i najwyraźniej się z tobą nudzi. Ma całkiem zgrabny tyłek.

Aleks nie zamierzał z nim dyskutować. Cios spadł na blondyna z niesamowitą szybkością i precyzją, rozkwaszając mu nos. Tamten, zszokowany i lekko ogłuszony, zatoczył się do tyłu na własnych kumpli. Julia patrzyła zatrwożonym wzrokiem. Nie bała się o Aleksa, tylko tego, co chłopak mógł zrobić tamtym. Ponieważ stała tuż za nim, złapała go z tyłu za łokieć. Odwrócił się zaskoczony w jej stronę. Spojrzała mu w oczy.

– Aleks, chodźmy stąd – poprosiła cicho. – Teraz – dodała odrobinę ostrzejszym tonem.

Chłopak obdarzył ją ponurą miną, ale posłuchał. Wzruszył ramionami i bez słowa wyminął zaskoczoną grupę. Dwie, obserwujące go dziewczyny, patrzyły teraz z niekłamanym zachwytem uśmiechając się do Aleksa zalotnie. Julia, nie patrząc na nie, poszła za chłopakiem błagając w duchu, żeby tamci nie otrząsnęli się i nie ruszyli za nimi. Aleks milczał przez całą drogę. Odezwał się dopiero przed samym domem.

– Dlaczego nie pozwoliłaś mi się nimi zająć? Nie wyglądali na takich, którzy mogliby mieć pokojowe zamiary – powiedział nieprzyjaznym tonem, wyraźnie zły na dziewczynę. – Uważasz, że nie dałbym rady? – spytał kpiąco.

Nie zostawiając dziewczynie czasu na odpowiedź wszedł do drewnianego domku trzaskając drzwiami. Julia westchnęła ciężko. Mimo, że znała Aleksa bardzo krótki czas, z jakiegoś powodu spodziewała się, że tak właśnie będzie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Po południu Julia usiadła przed domem, na drewnianych schodkach ganku. Karmiła Spika posmarowanym smalcem chlebem. Z zadowoleniem przyglądała się jak mops radośnie czeka na każdy kolejny kawałek. Zauważyła wilczycę nieufnie czającą się przy drzwiach. Niepewnie wyciągnęła rękę i położyła jedną z takich porcji jak najdalej od siebie. Mara podeszła, nie spuszczając ani na moment wzroku z dziewczyny. Chwyciła przeznaczony dla niej kawałek chleba i natychmiast wróciła z nim na poprzednie miejsce. Kiedy zjadła, Julia podsunęła jej następny, tym razem kładąc go odrobinę bliżej siebie. Powtórzyła tą czynność jeszcze kilkakrotnie, aż w końcu osiągnęła zamierzony efekt. Wilczyca podeszła na tyle blisko, żeby wziąć chleb bezpośrednio z ręki dziewczyny.

– Polubisz mnie, prawda? – zapytała Mary.

W odpowiedzi zwierzę odwróciło się do niej zadem i wróciło na swoje miejsce pod drzwiami. Julia westchnęła. Nie zamierzała się tak łatwo poddawać. Z drugiej strony domu rozległ się jakiś hałas. Dziewczyna, zaciekawiona, poszła sprawdzić co się dzieje. Zastała niecodzienny widok. Aleks, bez koszulki, za to z siekierą w dłoniach rąbał drewno. Jego opalone ciało lśniło w słońcu. Wyrobione, twarde mięśnie pracowały pod skórą. Julia przez chwilę zagapiła się na niego, nie mogąc wyksztusić z siebie ani słowa, potem jednak ocknęła się, napominając się w duchu kim on jest i jak bardzo jej działa na nerwy.

– Po co to robisz? – spytała zaciekawiona.

Obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem. W dalszym ciągu był na nią wściekły.

– Dzisiaj mi jeszcze za to podziękujesz – odpowiedział tylko nic nie wyjaśniając.

– Aleks… mamy sierpień… ugotujemy się, jeżeli rozpalimy w kominku – powiedziała Julia z lekką nutką rozbawienia w głosie.

Chłopak tylko wzruszył ramionami i pokręcił z politowaniem głową. Wyraźnie nie zamierzał nic więcej powiedzieć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wieczorem znowu rozpętała się burza. Tym razem była to istna nawałnica. Woda strumieniami spływała po stromym zboczu góry, na którym postawiony był domek. Julia siedziała w rozciągniętej bluzie z kapturem, jedynej ciepłej rzeczy jaką ze sobą zabrała. Przykryła się kocem, a mimo to i tak drżała z zimna. Nie mogła uwierzyć, że w sierpniu na dworze może być aż tak chłodno, a przecież dzień był gorący i parny. Jedynym jasnym punkcikiem było to, że pod domkiem nie pojawiły się cienie. Od poprzedniego wieczora nie widziała ani jednej pary żółtych, kocich oczu.

– Może rozpalić w kominku? – zadrwił Aleks wchodząc do pokoju z naręczem drewna.

Zaraz za chłopakiem dreptała wilczyca i co zdziwiło dziewczynę, również Spike. Julia przyjrzała się uważnie Aleksowi.

– Skąd wiedziałeś, że będzie tak zimno? – spytała zaciekawiona.

– Już ci mówiłem mała, że czasem będziesz musiała mi po prostu zaufać – odparł rozbawiony.

– Ty mi też – odgryzła się natychmiast.

– A niby to w jakiej sprawie? – spytał układając drewno w kominku.

– Dalej jesteś na mnie obrażony za to, że nie pozwoliłam ci się dzisiaj bić, prawda?

Skinął głową.

– Owszem, jestem.

– Gdybyś przypadkiem zabił któregoś z tych chłopaków, Aleks, pojawiłaby się policja. Oni mają broń. Nie ważne jak szybki i silny jesteś i tak nie mógłbyś ze wszystkimi walczyć.

Odwrócił się w jej stronę. Uśmiechnął się do dziewczyny. Tym razem jednak jego uśmiech nie był drwiący.

– Więc nie uznałaś, że nie dam rady? – spytał.

Julia przecząco pokręciła głową. Aleks rozpalił w kominku i podszedł do dziewczyny. Usiadł przy niej na kanapie, a dziwnie dobrana para psów położyła się u jego stóp. Chłopak wsunął się pod dzielący ich koc i objął dziewczynę ramieniem.

– Nie gniewasz się już? – spytała odrobinę zaskoczona Julia.

– Nie – odpowiedział patrząc na nią bystrym spojrzeniem niezwykłych, bursztynowych oczu.

Jego ręka powędrowała niżej, wsuwając się pod bluzę dziewczyny. Dłonią przesunął po jej plecach. Julia gwałtownie zerwała się z kanapy. Spojrzał na nią pytająco.

– Pójdę nam zrobić herbaty – odpowiedziała tylko i chwilę później zniknęła w niewielkiej kuchni.

Dziewczyna oparła się dłońmi o kuchenny blat. Jej serce biło jak oszalałe. Co on sobie do diabła myśli?! Za wszelką cenę próbowała się uspokoić. Gdyby chociaż tak jej nie pociągał! Musiała przyznać przed samą sobą, że Aleks wywiera na niej piorunujące wrażenie.

– Czemu przede mną uciekasz? – zapytał chłopak stając w drzwiach.

Na jego twarz powrócił irytujący Julię, drwiący uśmieszek. Kiedy nic nie odpowiedziała, podszedł do niej i objął ją od tyłu ramionami. Odgarnął na bok jasne, długie włosy i pocałował jej szyję. Z jego gardła wydobyło się cichutkie, kocie mruknięcie.

– Zostaw mnie – jęknęła dziewczyna, z trudem zmuszając się do wydobycia z siebie głosu.

– Nie – wyszeptał jej do ucha, miękkim, aksamitnym głosem.

Przytrzymał ją przy sobie stanowczo, kiedy chciała się od niego odsunąć. Wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem na kanapę. Delikatnie położył dziewczynę, a chwilę później znalazł się nad nią. Próbowała wstać. Nie pozwolił jej na to.

– Aleks, puść mnie – wyszeptała rozpaczliwie.

– Nie – odpowiedział wyraźnie coraz bardziej rozbawiony.

Pocałował ją w usta.

– Czemu to robisz? – spytała cicho, kiedy oderwał się od niej na chwilę.

– Mówiłem ci już przecież – zdziwił się chłopak. – Należymy do siebie. Poza tym tego chcesz, czyż nie? – Julia przecząco pokręciła głową. – Tak? – zapytał drwiącym głosem. – W takim razie po prostu każ mi przestać. Widziałaś już na własne oczy, że nie mogę cię nie posłuchać. Aha, tylko pamiętaj, że musisz naprawdę tak myśleć – uśmiechnął się cierpko. – Inaczej nie zadziała.

Znów ją pocałował.

– Aleks… – wyszeptała błagalnie.

Chłopak roześmiał się. Z politowaniem pokręcił głową. Wstał.

– Nie możesz mi rozkazać, prawda? – spytał z drwiną w głosie. – Dobranoc maleńka.

Odwrócił się z ciągle rozbawioną miną i zniknął na prowadzących w górę schodach. Psy leniwie wstały z podłogi i podreptały jego śladem. Julia leżała próbując uspokoić oddech. Jej serce trzepotało się w piersi jak oszalałe. Przymknęła oczy zastanawiając się nad tym, co się właściwie przed chwilą stało.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Następnego dnia Aleks zachowywał się zupełnie normalnie, tak, jakby poprzedniego wieczora nic między nim, a Julią nie zaszło. Dziewczynę natomiast drażnił sam widok chłopaka. Niespokojnie kręciła się po domu, nie bardzo wiedząc co ze sobą począć. W końcu usiadła na materacu, w swojej sypialni, z zamiarem poczytania czegoś. Pierwszą stronę książki musiała przeczytać kilkakrotnie, żeby jej treść do niej dotarła. Zła na siebie, a jeszcze bardziej na Aleksa rzuciła książkę na materac i wyszła z pokoju. Zeszła na dół zrobić sobie coś do jedzenia. Od rana padało, więc nie było mowy o żadnym spacerze, czego dziewczyna bardzo żałowała. W kuchni zastała klęczącego przed lodówką chłopaka.

– Czemu tu nie ma nic do jedzenia? – jęknął, kiedy weszła do kuchni.

Julia wzruszyła ramionami.

– Jak jesteś głodny, to zrób sobie kanapkę – odparła po prostu.

– Kiedy nie ma z czym… – odpowiedział głosem cierpiętnika. – Czemu nie kupiliśmy żadnego mięsa?

– Aleks i tak ledwo nam starczy na jedzenie do końca września, a ty wcale mało nie jesz. Dlatego kupuję to co jest najtańsze, to znaczy w tym wypadku są to płatki, warzywa i serek topiony.

Chłopak zamrugał zaskoczony, wyglądało na to, że ten problem w ogóle nie przyszedł mu do głowy.

– To niech już będzie ten serek – westchnął teatralnie w odpowiedzi wyjmując go z lodówki i kładąc na kuchennym blacie.

Julia tylko pokręciła głową, pokroiła chleb i sprawnie zaczęła smarować kanapki. Wyglądało na to, że życie w pobliżu Aleksa nie będzie usłane różami, a wręcz przeciwnie, zapowiadało się być istną udręką.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy Julia obudziła się rano, dom był zupełnie pusty. Nie było Aleksa, brakowało też Mary, a nawet Spika. Zdziwiła się, jak bardzo w ciągu tygodnia przyzwyczaiła się do ich stałej obecności. Ponieważ na dworze wreszcie pokazało się słońce uznała, że cała trójka musiała wyjść na spacer. Nie przejęła się tym za bardzo. Wreszcie miała czas, który mogła poświęcić na pisanie, a teraz zdecydowanie tematów miała pod dostatkiem.

Aleks, z dwoma psami, wrócił dopiero późnym popołudniem. Był czymś koszmarnie umazany, ale jak zwykle, bardzo zadowolony z siebie. Nie opowiedział dziewczynie co robił, a ona nie miała zamiaru pytać.

Następnego dnia znowu zniknął, ale tym razem zostawił psy. Julia postanowiła wykorzystać okazję i ze wszystkich sił starała się oswoić wilczycę, a to przekupując jakimś smakołykiem, a to bawiąc się z obydwoma psami. Już po pierwszej godzinie zauważyła, że Mara stała się w stosunku do niej bardziej przyjazna i ufna. Kiedy, zadowolona, zdała sobie sprawę, że jej praca nie idzie na marne, zdwoiła wysiłki próbując coraz gorliwiej zaprzyjaźnić się z wilczycą.

Kiedy Aleks wrócił do domu z niedowierzaniem wytrzeszczył oczy. Julia siedziała na kanapie, a tuż u jej boku, z głową na kolanach dziewczyny leżała Mara. Wilczyca, gdy go zobaczyła, podniosła jedynie łeb, zamerdała ogonem i wróciła na swoją poprzednią pozycję.

– Jak tyś to zrobiła? – spytał chłopak niedowierzająco.

Julia jedynie uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi. Jego zaskoczona mina była warta całego zachodu, jaki włożyła w oswajanie wilczycy. Mimo, że w dalszym ciągu była obrażona na Aleksa, kiedy chłopak śmiał się i żartował, zwyczajnie nie potrafiła się na niego gniewać.

Chłopak znikał gdzieś przez cały kolejny tydzień. Nie było go całymi dniami, wieczory jednak spędzali wspólnie. Julia naprawdę dobrze się bawiła w towarzystwie Aleksa. Zdziwiła się, kiedy zdała sobie sprawę, że codziennie z tęsknotą wyczekuje powrotu chłopaka. Coraz bardziej zaczęło zastanawiać ją gdzie on właściwie tak całymi dniami znika, zwłaszcza, że nie brał ze sobą wilczycy.

Wrzesień rozpoczął się ciepło i słonecznie. Julia żałowała odchodzącego lata. Martwiła się, co zrobi z Aleksem, kiedy przyjdzie czas powrotu do domu. Była studentką dziennikarstwa na drugim roku, mieszkała w wynajętym mieszkaniu, miała kilkoro współlokatorów. Nie chciała, żeby chłopak przewrócił jej życie do góry nogami. I tak, w ciągu tych wakacji, stało się już wyjątkowo nienormalne.

Teraz jednak potrafiła myśleć tylko o jednym – co takiego właściwie robi całymi dniami Aleks. To, kiedy w Juli nad zdrowym rozsądkiem, zwycięży ciekawość, było tylko kwestią czasu.

– Mara, gdzie twój pan? Gdzie Aleks? – spytała w piątek koło południa wilczycy.

Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że groźnie wyglądające zwierze jest nadzwyczaj inteligentnym stworzeniem. Mara zerwała się z ziemi, wesoło merdając ogonem. Wyszła na dwór, co chwila oglądając się czy Julia na pewno idzie za nią. Dziewczyna, nie mogąc powstrzymać ciekawości, ruszyła za wilczycą.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy Julia dobitnie uświadomiła Aleksa, że to właśnie ona ich utrzymuje, chłopakowi zrobiło się strasznie głupio, ale nie dał nic po sobie poznać. Był na to zbyt dumny. Całą noc myślał nad tym, co powinien zrobić. Świat, w którym przebywał, był mu zupełnie obcy i nieznany. Nie wiedział o istnieniu różnych rzeczy, dopóki ich nie zobaczył lub przez przypadek nie pomyślał o nich. Tak naprawdę nie miał pojęcia, w jaki sposób podziałała na niego magia, gdy został przywołany przez dziewczynę. Następnego dnia zabrał ze sobą psy i wyszedł z domu z samego rana, z mocnym postanowieniem, że nie wróci dopóki nie rozwiąże dręczącego go problemu.

Przez dłuższy czas bez celu snuł się po niewielkim mieście. Krętą szosą zawędrował do oddalonej kilka kilometrów od Baligrodu stacji benzynowej. Tam dopiero go olśniło. Uśmiechnął się szeroko. Magia była zabawną rzeczą. Aleks zdał sobie sprawę w czym tak naprawdę jest dobry i co go interesuje, dopiero, kiedy to zobaczył.

Zachęcony własnym entuzjazmem, dumnie wyprostowany, z dziarską miną ruszył przed siebie. Teraz znał swoje umiejętności, wiedział co potrafi robić i w jaki sposób, w tym obcym, nowym dla niego świecie, może zarobić na utrzymanie swoje i dziewczyny.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Pierwsze co rzuciło się Aleksowi w oczy, kiedy stanął w drzwiach warsztatu, to stojący w kącie, praktycznie rozłożony na części pierwsze, bordowy motocykl. Wyraźnie widać było, że jest po wypadku. Chłopakowi natychmiast przyszło do głowy, że to cud, a nie maszyna. Podszedł bliżej. Przyjrzał jej się uważniej. Pomyślał, jak wspaniale byłoby na takim motocyklu jeździć. Już po chwili wiedział też dokładnie, co zrobić, żeby maszynę uzdatnić do jazdy. Mimo swoich niezwykle wyczulonych zmysłów, nie zauważył nawet, kiedy pojawił się przy nim starszy, potężnie zbudowany mężczyzna, z jowialną czerwoną twarzą i sterczącym brzuszkiem piwnym. Miał na sobie kombinezon roboczy. Uśmiechnął się lekko rozmarzony.

– Podoba ci się moja Honda? – spytał nie przejmując się formalnościami.

Aleks skinął głową, nie odwracając wzroku od maszyny.

– CBR 1100 XX Super Blackbird RR, z 2001 prawda? Uważam, że to najlepszy seryjny motocykl, jaki wyprodukowano.

Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Maszyna do zapier… to znaczy szybkiej jazdy turystycznej – poprawił się szybko. – Nic tylko lać paliwo i zmieniać opony – oświadczył. – Szkoda tylko, że ta tutaj nie jeździ i już raczej nie będzie – powiedział natychmiast smutniejąc.

Chłopak podszedł jeszcze bliżej motocykla ze skupionym wyrazem twarzy. Pogrzebał przy nim chwilę.

– Daj mi tydzień i potrzebne części, to go naprawię – powiedział poważnie.

– Tydzień? – roześmiał się mężczyzna, uznając to co powiedział Aleks za niezły żart. – Męczę się z nim od dwóch miesięcy. On nie będzie jeździł, trzeba by go chyba skręcić od nowa.

Chłopak, pełnym entuzjazmu wzrokiem spojrzał na odzianego w kombinezon mechanika.

– Chcesz się założyć? – zapytał poważnym tonem.

– Jaką stawkę proponujesz? – zainteresował się mężczyzna.

– Potrzebuję pracy, na cały wrzesień. Zatrudnisz mnie tutaj, jeżeli go naprawię. Jeżeli nie, przez miesiąc będziesz miał darmową pomoc.

Mechanik z politowaniem pokręcił głowa.

– Jak cię zwą? – zapytał.

– Jestem Aleks.

– Nazywam się Kamil, ale wychodzi na to, że od dzisiaj możesz do mnie mówić „szefie”. Przyda mi się pomoc – stwierdził pewny wygranej. – Powiem ci coś więcej chłopcze. Jeżeli ci się uda, nie tylko zatrudnię cię na miesiąc, ale dodatkowo motocykl będzie twój. Przyjmujesz wyzwanie?

Mężczyzna wyciągnął do niego rękę. Oczy Aleksa zapłonęły żywym ogniem.

– Przyjmuję – odpowiedział zadowolony i uścisnął podaną mu, stwardniałą od ciężkiej pracy, dłoń.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Codziennie rano Aleks pojawiał się w warsztacie. Ciężko pracował, nie tylko przy motocyklu, ale także przy samochodach, które na górskich drogach wyraźnie wyjątkowo często się psuły, zwłaszcza turystom. Właściciel warsztatu nie mógł wyjść z podziwu, uważał, że naprawdę miał szczęście trafiając na takiego pomocnika, nawet jeżeli miało to oznaczać wygraną Aleksa w zakładzie. Właściwie to Kamil wreszcie doczekał się wymarzonego odpoczynku, ponieważ chłopak robił za niego dosłownie wszystko.

Wreszcie nadszedł długo wyczekiwany piątek. Aleks siedział w warsztacie już od piątej rano. Uruchomienie motocykla nie zajęło mu wiele czasu. Kiedy jego szef pojawił się w pracy, z niedowierzania wytrzeszczył oczy, Pierwszy raz od tygodnia zobaczył swoją Hondę. Wyglądała zupełnie jak nowa, jakby nigdy nic się z nią nie stało. Aleks z zadowoloną miną wzruszył ramionami, odpowiadając na jego pytający wzrok. Uruchomił silnik. Kamil otworzył oczy jeszcze szerzej.

– Zgodnie z umową motocykl jest twój – wydukał z trudem. Po chwili się jednak otrząsnął. – Dostaniesz dwadzieścia pięć procent tego co zarobimy na czysto, pasuje ci taki układ?

Aleks uśmiechnął się jeszcze szerzej. Skinął głową.

– Tak jest, szefie – odpowiedział zadowolony.

Chłopak nie mógł się już doczekać swojej pierwszej przejażdżki. Całym sobą wiedział, że to po prostu pokocha. Właściciel warsztatu wbrew pozorom też wcale nie był niezadowolony. Dzięki Aleksowi, nie musiał odsyłać swoich klientów do innych, oddalonych od Baligrodu warsztatów, przyjmował znacznie więcej samochodów, a przy pomocy młodego asystenta zlecenia wykonywane były znacznie lepiej i szybciej niż kiedykolwiek dotąd. Był przekonany, że finansowo nic na tym nie straci, za to ma sporą szansę zyskać. Poczuł się jednak w ojcowskim obowiązku ostrzec chłopaka, poza tym przez tydzień wspólnej pracy zdążył polubić Aleksa.

– Tylko, żebyś mi nie szarżował na tej maszynie – powiedział groźnym tonem. – Dostałem ją, ponieważ mój siostrzeniec się na niej zabił, siostra oddała mi motocykl, nie chcąc go nigdy więcej widzieć.

Chłopak poważnie skinął głową.

– Znam swoje możliwości – powiedział spokojnie.

Kamil przyjął tą odpowiedź za dobrą monetę. Wypłacił Aleksowi jego tygodniówkę i wspólnie wrócili do pracy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Patrycja wraz z koleżankami nocowała w studenckiej bazie namiotowej w Rabe. Od prawie tygodnia, wraz ze swoją przyjaciółką, Anią, każdego dnia szukały wymówki, żeby zajść do Baligrodu. Powód był jeden – pracujący w warsztacie samochodowym, przy szosie numer osiemset dziewięćdziesiąt trzy, chłopak. Nie był to jednak zwykły facet, jakich wszędzie pełno. Młodzieniec przywodził dziewczynom na myśl modela, z serii tych, którymi posługują się markowe firmy, produkujące sportowe ubrania. Na oko mógł mieć może dwadzieścia cztery lata, był opalony i dobrze zbudowany, ciemnobrązowe, sięgające ramion włosy nosił splecione na karku. Był po prostu nieziemski i zdecydowanie wart tego, żeby przynajmniej spróbować go poderwać.

– Patrycja, ja już dłużej nie wytrzymam – jęknęła Ania. – Po prostu musimy się zebrać na odwagę i do niego podejść. Może zaprośmy go na dzisiejsze ognisko?

Patrycja była naprawdę piękną dziewczyną. Zgrabna, wysoka o długich nogach i bujnych piersiach. Włosy miała długie i ciemne, a brązowe oczy pełne kuszącego, uwodzicielskiego blasku. Ania natomiast była jej kompletnym przeciwieństwem. Niewysoka, ruda i gapowata. Potrafiła na prostej drodze potknąć się o własne nogi. Być może właśnie dlatego Patrycja lubiła się z nią przyjaźnić, na tle tej niezbyt urodziwej, niezdarnej dziewczyny wypadała zawsze jak prawdziwa gwiazda.

– Masz rację – oznajmiła Patrycja. – Chodźmy do niego – powiedziała przybierając swoją najbardziej kuszącą, a jednocześnie słodką i niewinną minę.

Ruszyła w kierunku warsztatu, który obie obserwowały już od jakiegoś czasu, a Ania, jak zawsze zadowolona z życia, pobiegła za nią.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks jak zwykle był bez koszulki. Nie miał zbyt wielu ubrań i nie zamierzał ich za każdym razem brudzić. Wysunął się właśnie spod starego opla którego skończył naprawiać. Przed wejściem do warsztatu stały dwie dziewczyny. Szeptały coś między sobą. Chłopak rozejrzał się w poszukiwaniu Kamila, mężczyzny jednak nigdzie w pobliżu nie było. Aleks jęknął w duchu, nie miał ochoty na przyjmowanie klientów. Właściwie, w tym momencie, tak naprawdę miał ochotę jedynie na to, by pochwalić się przed Julią swoją nową Hondą. Był pewien, że w ten sposób zaimponuje dziewczynie, a na tym mu właśnie zależało.

– W czym mogę pomóc? – zapytał niechętnie, wychodząc przed niewielki budynek.

– Cześć – odezwała się do niego niższa z wesołym uśmiechem na twarzy. Widać było, że się rumieni. – Właściwie to mamy do ciebie taką sprawę… jesteś tutejszy, prawda? Chciałyśmy się dowiedzieć czy nie ma tu w pobliżu jakiegoś fajnego lokalu – powiedziała zgodnie z tym, co wcześniej ustaliły z koleżanką.

– Przykro mi, że was rozczaruję – odparł lekceważąco Aleks – ale niestety nie jestem stąd. Będę tu tylko do końca miesiąca.

– Oh… – zmartwiła się ruda.

– W takim razie, może wpadniesz dziś wieczorem do Rabe na ognisko? – przejęła inicjatywę wyższa brunetka. – Taka studencka impreza – powiedziała zachęcająco.

Chłopak wzruszył ramionami. Właściwie, czemu miałby nie pójść?

– A wy tam będziecie? – spytał drocząc się z nimi dla zabawy.

Z zapałem skinęły głowami.

– Przyjdziesz? – spytała niższa.

– O której to będzie? – zapytał całkiem zadowolony z wrażenia, jakie wywierał na tych panienkach. – Tak, w ogóle, to mam na imię Aleks.

– Ja jestem Patrycja – oznajmiła ciemnowłosa piękność – a moja przyjaciółka to Ania. Zwykle zaczynamy koło dwudziestej. W razie czego pytaj o nas.

– Jasne – uśmiechnął się do nich uprzejmie.

Właściwie w tym momencie, miał jedynie ochotę je stąd przegonić i wypróbować swoją nieziemską maszynę. Odetchnął z prawdziwą ulgą, kiedy po tej krótkiej wymianie zdań pożegnały się i sobie poszły. Z korytarza połączonego z warsztatem domu wyszedł Kamil. Uśmiechnął się szeroko do Aleksa.

– Widzę, że masz powodzenie u dziewczyn – powiedział rozbawiony.

Aleks tylko wzruszył ramionami.

– Niespecjalnie mi na tym zależy – przyznał szczerze. – Jest tylko jedna istota, dla której warto się starać.

– O! to widzę, że jesteś zakochany chłopie! – ucieszył się Kamil. – W takim razie mam nadzieję, że uda mi się ją kiedyś poznać.

– Jestem o tym przekonany – wyszczerzył do niego zęby w uśmiechu Aleks.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia już z daleka zobaczyła Aleksa. Zatrzymała się zaskoczona. Wilczyca odwróciła się w jej stronę i spojrzała na nią pytająco. Chłopak stał przed warsztatem samochodowym, rozmawiał z jakimiś dziewczynami. Julia sama nie wiedziała czemu, ale poczuła ukłucie zazdrości. Przecież Aleks nie był właściwie nawet jej przyjacielem, a raczej kimś, kogo należałoby określić mianem ‘zło konieczne’. Podejść odważyła się dopiero, kiedy rozmówczynie chłopaka odeszły. Na jej widok, Aleks uśmiechnął się szeroko.

– Cześć mała – odezwał się wesoło – ciekawość w końcu zwyciężyła? Tak się zastanawiałem, kiedy zdecydujesz się mnie poszukać.

Julia zarumieniła się uroczo.

– Nie nazywaj mnie ‘mała’ skoro już i tak znasz moje imię – powiedziała udając złość, żeby ukryć swoje zmieszanie.

Aleks roześmiał się. Wyraźnie było widać, że jest w dobrym humorze.

– Kiedy ja lubię tak do ciebie mówić. Naprawdę tak bardzo ci to przeszkadza? – zapytał szczerząc zęby.

Dziewczyna westchnęła.

– Właściwie to nie – odpowiedziała wzruszając ramionami. – Mów sobie jak chcesz. Co ty tutaj w ogóle robisz?

– Założyłem się – odpowiedział pełnym dumy głosem. – Wygrałem motocykl. Poza tym tu pracuję.

– Pracujesz? – zdziwiła się dziewczyna.

– Tak – potwierdził. – Mówiłaś kiedyś, że nie stać cię, żeby mnie utrzymywać, a ja naprawdę lubię jeść mięso – zażartował – więc postanowiłem znaleźć sobie jakąś robotę. Chyba ci to nie przeszkadza?

Julia była naprawdę zaskoczona. Tego się po nim nie spodziewała. Spojrzała na chłopaka z całkiem innej perspektywy. Jej wzrok był pełen uznania i jakby dumy.

– O której kończysz? – zapytała rzeczowo.

– Właściwie to już – odpowiedział jeszcze bardziej rozpromieniony.

Wyprowadził z warsztatu swoją Hondę. Podał dziewczynie kask.

– Naprawdę umiesz tym jeździć? – spytała z powątpiewaniem.

– Zaufaj mi – odpowiedział wsiadając na motor.

Julia westchnęła.

– Jak ja nienawidzę, kiedy tak mówisz.

Mimo wszystko jednak posłusznie usiadła za chłopakiem. Ruszyli. Aleks najwyraźniej postanowił sprawdzić wszystkie możliwości motocykla, ponieważ już chwilę później pędzili szosą z zawrotną prędkością. Dziewczyna, coraz bardziej przestraszona, wtuliła się w plecy chłopaka. Kilka minut później zatrzymali się przed drewnianym domkiem, w którym od jakiegoś już czasu wspólnie mieszkali. Aleks zdjął kask i roześmiał się wesoło. Julia jęknęła w duchu, zgrabnie schodząc z maszyny.

– Jesteś wariat – skwitowała szybką, niebezpieczną jazdę.

Chłopak objął ją ramieniem.

– Przepraszam – po raz kolejny wyszczerzył się do niej w uśmiechu. – Po prostu musiałem sprawdzić, co on potrafi. Następnym razem nie będę tak szarżował, obiecuję.

– Następnym razem, to ja na pewno z tobą nie pojadę – warknęła dziewczyna odsuwając się od niego na bezpieczną odległość.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy wieczorem Aleks zaproponował wspólne wyjście na ognisko, Julia zgodziła się z miłą chęcią. Mimo, że lubiła samotność, to brakowało jej wesołego towarzystwa rówieśników. Poza tym odczuwała coraz silniejszą potrzebę zbliżenia się do Aleksa, a tego po prostu, najzwyczajniej w świecie się bała. Uznała, że wieczór w towarzystwie innych ludzi dobrze im obydwojgu zrobi. Mimo tego, co mówiła wcześniej, z prawdziwą przyjemnością wsiadła na motocykl. Uwielbiała mocne wrażenia i przypływ adrenaliny.

W studenckiej bazie namiotowym w Rabe znaleźli się koło godziny dwudziestej pierwszej. Zaczynało zmierzchać. Impreza trwała już w najlepsze. Niektórzy siedzieli dookoła ogniska, inni spacerowali pod ścianą lasu, ktoś grał na gitarze bluesowe melodie. Aleks chciał objąć dziewczynę ramieniem, ale odsunęła się od niego gwałtownie. Julia poczuła na sobie czyjś wzrok. Jakieś studentki patrzyły na nią nie kryjąc wrogości. Pełna niewesołych myśli dziewczyna odwróciła od nich wzrok. Jeszcze tylko tego jej brakowało. Wcale nie miała zamiaru robić sobie kolejnych wrogów.

Usiedli razem przy ognisku. Mimo wyraźnej dezaprobaty Juli, Aleksa ciągle nie opuszczał dobry nastrój. Posiedzieli chwilę razem praktycznie nie odzywając się do siebie, a potem chłopak wstał.

– Niedługo wrócę – szepnął dziewczynie, a ona tylko skinęła głową.

Julia siedziała przy ognisku czując się bardzo niepewnie. Była samotna i zagubiona. Nie trwało to jednak długo. Kiedy Aleks zniknął za linią ponurych drzew, do Juli podeszła niewysoka, ruda dziewczyna.

– Hej, jestem Ania – przedstawiła się bez skrępowania siadając przy niej.

– Julia – chcąc nie chcąc odpowiedziała tamta posępnie.

– Przyjechałaś tu z chłopakiem na wakacje? – spytała rudowłosa uważnie przyglądając się Juli.

Ta sugestia w obliczu ostatnich wydarzeń wydała jej się tak niedorzeczna, że dziewczyna nie wytrzymała i wybuchła śmiechem.

– Masz na myśli Aleksa? – spytała starając się opanować.

Ania skinęła głową nie bardzo wiedząc o co tamtej chodzi.

– Przystojniak z niego – zauważyła.

– Zapewniam cię, że nie jest moim chłopakiem i ty też byś nie chciała, żeby był twoim. To dupek, jakich mało. Zwyczajny cham. I uwierz mi, wcale nie staje się lepszy przy bliższym poznaniu. Owszem jest zabawny i czarujący, ale nie nazwałabym go nawet przyjacielem.

– To nie ja jestem zainteresowana, tylko moja przyjaciółka – odpowiedziała tamta z uśmiechem.

Potem zaczęła opowiadać o wakacjach i co tutaj robią, ale Julia już jej nie słuchała. Dzięki jakiejś dziwnej, magicznej więzi lub może instynktowi, zdała sobie sprawę, że Aleks stał za nią. Wiedziała, że chłopak słyszał każde jej nieprzyjemne słowo. Kiedy odwróciła głowę, z zaciśniętymi pięściami, szybkim krokiem odchodził w stronę, pogrążonego w mroku nocy, lasu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks zagłębił się między drzewa. Był wściekły. Szalała w nim burza uczuć, a jednocześnie czuł w sobie nieprzyjemną pustkę i rozczarowanie. Kopnął jakąś gałąź. Co ta cholerna dziewucha sobie myśli?! Nieprzyjemnie brzmiały mu w głowie słowa Juli. „To dupek jakich mało. Zwyczajny cham.” Zaciśnięte w pięści dłonie drżały. Chłopak nie pamiętał, żeby kiedykolwiek zalała go taka fala uczuć. Nie przypominał sobie, żeby w ogóle, kiedykolwiek miał jakieś uczucia. Nie wiedział, dlaczego Julia działa na niego w taki, a nie inny sposób. Niejasno zdawał sobie sprawę, że od początku powinien żywić do niej nienawiść, on natomiast wahał się jedynie między tym, czy najpierw ją przytulić czy przełożyć przez kolano i dać jej w tyłek. Jedyne czego tak naprawdę chciał, to trzymać dziewczynę w swoich ramionach, nawet teraz, kiedy już wiedział co ona o nim sądzi. Nagle przypomniał sobie grupę, która zaczepiała ich tydzień temu. Uświadomił sobie, ze po prostu nie może zostawić Juli samej, jakkolwiek nie byłby na nią wściekły. Poczuł się za dziewczynę odpowiedzialny, poza tym nigdy nie chciał, żeby stała się jej jakakolwiek krzywda. Z premedytacją zdeptał jeszcze jakąś kępę paproci i ruszył z powrotem przez las, ku bawiącym się ludziom.

Kiedy wyszedł spomiędzy drzew, zaczepiła go jakaś dziewczyna. Skojarzył, że to ona, wraz z koleżanką zaprosiła go na ognisko, nie pamiętał jedynie jak miała na imię. Coś do niego mówiła. Dla Aleksa, który poważnie zaczął martwić się o Julię, jej słowa były jak natrętne brzęczenie muchy. Za wszelką cenę chciał się od niej uwolnić, ta jednak nie dawała za wygraną.

– Przewieziesz mnie na swoim motocyklu? – trajkotała robiąc słodką, uwodzicielską minkę.

Jak ona miała na imię? – Myślał intensywnie Aleks, zdecydowany pozbyć się dziewczyny. –  Paulina? Agata? Niech ona chociaż na chwilę przestanie gadać… Niejasno zdał sobie sprawę, że chyba zadała jakieś pytanie. To jednak przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. W pewnym momencie zobaczył idącą w ich kierunku Julię. Chłopak poczuł nagły przypływ adrenaliny. Znów obudziła się w nim wściekłość. Chciał teraz zrobić wszystko, żeby w jakiś sposób ukarać Julię. W jednej chwili przyciągnął do siebie czekającą na odpowiedź dziewczynę. Pocałował ją w usta. Tamta szybko ukryła zaskoczenie i gorliwie zaczęła odwzajemniać pocałunek. Aleks spojrzał w stronę Juli. Może i zewnętrznie przypominał człowieka, ale w ciemnościach widział równie dobrze co kot. Dziewczyna pobladła na twarzy. Potem odwróciła się i uciekła. Aleks przez chwilę czuł tylko ponurą satysfakcję, szybko jednak oprzytomniał. Odepchnął od siebie namolną brunetkę i popędził za Julią.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia uciekała nie patrząc dokąd biegnie. Nagle zrobiło się jej wszystko jedno. Kiedy zobaczyła Aleksa całującego się ze śliczną brunetką, coś jakby w niej pękło. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo jej na chłopaku zależało. Przez niecałe dwa tygodnie stał się nie tylko jej przyjacielem, ale kimś znacznie więcej.

W pewnym momencie na coś wpadła. Podniosła głowę i zorientowała się, że to ktoś, a nie coś stanął jej na drodze. Wybąkała jakieś przeprosiny i chciała się stamtąd ulotnić, ale chłopak, którego potrąciła biegnąc przytrzymał ją za ramię.

– Czy ja cię skądś nie znam laleczko? – zapytał. Wyraźnie czuć było od niego alkohol. – Dokąd tak się spieszysz.

Po plecach Juli przeszły ciarki. Nie chciała żadnych kłopotów.

– Idę do domu – odpowiedziała powoli, spokojnym głosem. – Puść mnie proszę.

– Dom ci nie ucieknie – roześmiał się pijany chłopak.

Dziewczyna poczuła jak jego palce coraz mocniej zaciskają się na jej ramieniu. Rozejrzała się. Dookoła nie było żywej duszy.

– Puść mnie – powtórzyła tym razem głośniej i bardziej stanowczo.

Roześmiał się tylko i przyciągnął dziewczynę bliżej do siebie. Julia krzyknęła. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Znikąd pojawił się Aleks. Uderzył tamtego z taką siłą, że pijany chłopak poleciał kilka metrów do tyłu jakby był szmacianą lalką. Aleks natychmiast znalazł się nad nim, nie dając tamtemu podnieść się z ziemi.

– Aleks, nie! – jęknęła Julia chwytając chłopaka za rękaw.

Spojrzał na nią wściekłym wzrokiem. Jego oczy płonęły. Natychmiast jednak oprzytomniał.

– Nic ci nie zrobił? – zapytał tylko.

Dziewczyna przecząco pokręciła głową.

– Zabierz mnie stąd – poprosiła cicho.

Aleks objął ją ramieniem. Tym razem się nie odsunęła. Przylgnęła do niego przestraszona. Wrócili do miejsca, w którym chłopak zostawił motocykl. Chłopak zabrał Julię do domu. Niechętnie zsiadła z maszyny.

– Dziękuję – powiedziała szczerze. – Teraz już sobie dam radę. Lepiej wracaj do swojej nowej przyjaciółki.

Aleks spojrzał na nią zdezorientowany. Załapał dopiero po chwili. Roześmiał się.

– Przepraszam – powiedział cicho. – Chciałem cię zdenerwować, dlatego pocałowałem tą dziewczynę.

– No to ci się udało – odparła nie do końca wierząc chłopakowi.

– Juli – zwrócił się do niej zdrobniale – ja nawet nie wiem jak ona miała na imię. Mam ją w głębokim poważaniu. Chodźmy do domu.

Dziewczyna skinęła głową. Niechętnie dała się zaprowadzić Aleksowi do salonu. Psy spały wyciągnięte na drewnianej podłodze w korytarzu. Na ich widok podniosły głowy i zamerdały ogonami, nie miały jednak zamiaru wstawać. Chłopak posadził Julię na kanapie. Usiadł przy niej.

– Aleks… – zaczęła niepewnie dziewczyna.

– Cii… nic nie mówi – powiedział nie patrząc na nią. – Słyszałem już co o mnie myślisz. Wystarczy mi.

– Ty mnie naprawdę lubisz? – spytała zaskoczona tym odkryciem.

Chłopak niechętnie skinął głową. Dalej nie była pewna nawet tego, czy Aleks tak do końca jest istotą ludzką. To jednak w tym momencie nie miało najmniejszego znaczenia. Przysunęła się bliżej i położyła głowę na ramieniu chłopaka. Wzięła go za rękę. Tym razem spojrzał na nią.

– Więcej niż lubię Juli – powiedział pewnym głosem. – Mówiłem ci już kilkakrotnie. Należymy do siebie.

Położył ją na kanapie, a ona nie protestowała. Znalazł się nad nią. Pocałował dziewczynę w usta, delikatnie i powoli, a jednocześnie tak, jakby od tego zależało jego życie – namiętnie i z pasją. Poczuł niesamowitą ulgę, kiedy Julia odwzajemniła jego pocałunek. Oplotła ramionami jego szyję. Odsunął się odrobinę, żeby móc na nią spojrzeć. Uśmiechnęła się do niego leciutko. Przyciągnęła Aleksa z powrotem do siebie. Czuli potrzebę swojej bliskości, pragnienie. Zaczęli się namiętnie całować. Obydwoje odnieśli dziwne wrażenie, że właśnie stało się to, co się musiało stać. Rzecz, już dawno zaplanowana z góry, na którą żadne z nich nie miało najmniejszego nawet wpływu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W sobotę rano Julia obudziła się wypoczęta i w dobrym humorze. Poczuła nagły przypływ szczęścia, kiedy zdała sobie sprawę, że całą noc spała w objęciach Aleksa. Chłopak otworzył oczy. Spojrzał na nią. Uśmiechnął się.

– Dzień dobry – przywitała się z nim wesoło.

– Cześć mała – odpowiedział, ale tym razem dziewczyny nie zdenerwowało to ani odrobinę. – Na co masz dzisiaj ochotę? – spytał Juli.

– Skoro mamy czym, to może przejedziemy się zobaczyć tamę na Solinie? – zapytała po chwili zastanowienia.

– O, czyli w plany wliczona jest przejażdżka moją Hondą? W takim razie już mi się podoba!- wyszczerzył do dziewczyny zęby w uśmiechu.

Julia po prostu nie mogła się nie roześmiać. Wspólnie pojechali nad jezioro Solińskie. Bawili się naprawdę znakomicie. Chłopak, za swoją tygodniówkę, kupił sobie nowe ubrania, co bardzo ucieszyło dziewczynę, ponieważ uznała, że wreszcie porządnie wygląda. Zdziwiła się jednak kiedy w sklepie wypatrzył dla niej sukienkę. Powiedział Juli, że będzie w niej ślicznie wyglądała i dlatego ją dostanie. Dziewczyna nie pamiętała, kiedy ostatnio tak bardzo się zarumieniła.

Spędzili wspólnie cudowny dzień. Byli w wesołym miasteczku, pływali rowerem wodnym, żartowali i przekomarzali się co chwila. Kiedy usiedli odpocząć, Aleks posadził sobie Julię na kolanach. Dziewczynie przyszła do głowy myśl, że chłopak traktuje ją, jakby byli parą. Zdała sobie jednak sprawę, że nie przeszkadza jej to ani odrobinę. Nie chciała myśleć o tym, co będzie po wakacjach. Uznała, że tu i teraz jest zbyt cudowne, żeby się tym martwić.

Cały miesiąc upłynął jak w bajce. Aleks w dalszym ciągu pracował w warsztacie, a Julia, czekając na niego włóczyła się z psami po szlakach albo pisała swoją książkę. Kiedy jednak byli razem, cały świat przestawał dla nich istnieć. Tonęli w morzach pocałunków, tulili się nawzajem w swoich objęciach, albo po prostu rozmawiali. Nic więcej nie było potrzebne im do szczęścia.

Wrzesień jednak dobiegał końca. Musieli zacząć rozmawiać o poważnych sprawach, takich, jak własna przyszłość. W końcu postanowili zostawić większość rzeczy w domku i do Szczecina, miasta w którym mieszkała Julia, wrócić motorem. Ustalili, że wynajmą wspólnie mieszkanie, a Aleks znajdzie tam pracę. Ponieważ był naprawdę dobrym mechanikiem, nie wydawało się to być specjalnym wyzwaniem dla chłopaka. Pozostawał jednak jeden poważny problem – co zrobić z psami. W końcu i na to znaleźli rozwiązanie. Julia ubłagała siostrę, która przyjeżdżała na kilka dni do swojego domku, żeby zajęła się nimi przez tydzień, a potem miała je odwieźć do Szczecina. Wszystko więc było załatwione i mogli ruszać w drogę.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Mimo obaw Juli, o brak jakichkolwiek dokumentów Aleksa, podróż minęła bez żadnych przygód. Chłopakowi podobała się adrenalina, jaką wywoływała szybka jazda na motorze, a jeszcze bardziej cieszył się z tego, że siedzi za nim jego Julia. Przez miesiąc Aleks tak przywiązał się do dziewczyny, że nie wyobrażał sobie życia bez niej. Wiedział, że łącząca ich magiczna więź z czasem osłabnie, nie przejmował się tym jednak za bardzo. Razem było im po prostu cudownie i on sam nie zamierzał nigdzie odchodzić. To, że Julia go kocha i chce z nim być przyjmował za rzecz oczywistą. Należeli do siebie, a ona po prostu była jego i nic nie mogło tego zmienić.

Aleks pracę znalazł praktycznie od ręki. Ponieważ i tak nie miał żadnych dokumentów z miłą chęcią zgodził się pracować na czarno. Julia była w szoku, kiedy usłyszała jak duże pieniądze chłopak będzie zarabiał i to od samego początku. Mieszkanie, które wynajęli składało się z maleńkiej sypialni i przestronnego salonu połączonego z aneksem kuchennym. Aleks zauważył, że Julia, od kiedy znaleźli się w Szczecinie chodzi markotna i niezbyt pewna siebie, uznał jednak, że to dlatego, że nie ma żadnych konkretnych planów, na temat tego, co będzie dalej i nie przejmował się tym za bardzo.

Chłopak siedział wygodnie wyciągnięty na kanapie. Oglądał film akcji. Telewizja wywarła na Aleksie duże wrażenie. Była dla niego rzeczą dziwną i niesamowitą. Do tego film z dużą ilością efektów specjalnych i mordobiciem także przypadł mu do gustu. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Chłopak wstał otworzyć. Niechętnym spojrzeniem obrzucił stojącego w drzwiach młodzieńca. Prawie dorównywał Aleksowi wzrostem, był jednak chudy i blady, jakby naprawdę niewiele czasu spędzał na słońcu. Miał jasne, krótko ścięte włosy i zwyczajne, szaroniebieskie oczy.

– Tak? – zapytał niezbyt uprzejmym tonem.

– Ja do Juli – odpowiedział tamten uważnie przyglądając się Aleksowi.

Chłopak wzruszył ramionami.

– Juli, ktoś do ciebie – zawołał, nie wpuszczając jednak do środka stojącego w progu młodzieńca.

Dziewczyna wyszła z sypialni. Wyglądała jak marzenie. Złote włosy, spływały na jej plecy i ramiona, jedwabistą kaskadą. Miała na sobie obcisłą koszulkę na ramiączkach i postrzępione, opinające się na pupie jeansy. Aleks zapragnął, żeby nieproszony gość się jak najszybciej wyniósł z ich mieszkania. Chciał mieć Julię tylko dla siebie.

– O cześć Bartek – powiedziała, jakby odrobinę zmieszana. – Co u ciebie?

– Co u mnie? – zapytał przybysz mocno niezadowolonym głosem. – Nie odzywasz się do mnie od miesiąca! Musiałem się dowiedzieć od twojej siostry, że zmieniłaś mieszkanie. Widzę też, że masz już współlokatora – dodał obrzucając Aleksa równie niechętnym spojrzeniem, jak wcześniej tamten jego.

– Przecież wiesz, że pisałam książkę – odpowiedziała spokojnie Julia, Aleks jednak poznał ją już na tyle, żeby wiedzieć, że pod pozorną maską spokoju, dziewczyna czuje się czymś naprawdę zdenerwowana. – Takie było właśnie założenie moich wakacji.

Bartek skinął głową.

– Tak, ale teraz już wróciłaś. Mogłaś mnie zaszczycić chociaż jednym telefonem – powiedział z naganą.

– Nie było kiedy. Przeprowadzałam się do nowego mieszkania i w ogóle… – usprawiedliwiła się dziewczyna.

– Przecież bym ci pomógł… – odpowiedział tamten wpatrując się w dziewczynę, jakby szukał jakiejkolwiek oznaki, że coś jest nie tak.

– Ja jej pomogłem – wtrącił się Aleks, niczego na świecie w tej chwili bardziej nie pragnąc, niż tego, żeby ten cholerny nieznajomy się wreszcie wyniósł. Coraz bardziej mu się to nie podobało.

– Kto to właściwie jest? – spytał Bartek uporczywie wpatrując się w dziewczynę.

Julia zarumieniła się delikatnie.

– To mój przyjaciel, Aleks – powiedziała, kładąc wyraźny nacisk na słowo „przyjaciel”. – Aleks, poznaj Bartka, mojego chłopaka.

Aleks nie mógł uwierzyć, w to co właśnie usłyszał. Jakiego cholernego chłopaka? Przecież Julia była JEGO! Gniewnie zacisnął pięści. Dziewczyna najwyraźniej przewidując co się szykuje, stanęła między nimi.

– Bartuś, teraz jestem zajęta – powiedziała słodkim głosem. – Zobaczymy się wieczorem. Może być o dziewiętnastej w Galaxy?

Tamten niepewnie skinął głową. Dziewczyna cmoknęła go w policzek i zamknęła mu przed nosem drzwi, jednocześnie wpychając Aleksa do środka.

– Chłopak?! – warknął tamten natychmiast.

Julia poczuła jak w gardle staje jej wielka gula. Przy Aleksie zupełnie zapomniała o istnieniu Bartka. Teraz nie miała pojęcia jak rozwiązać zaistniałą sytuację.

– Aleks… – powiedziała cicho. – Chyba musimy porozmawiać…

– Zdecydowanie musimy – odwarknął w odpowiedzi chłopak.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia siedziała w kawiarni, w centrum handlowym Galaxy. Czekała na Bartka. Myślała o nieprzyjemnej rozmowie, jaką odbyła tego dnia z Aleksem. Doskonale wiedziała, że zachowała się nie fair w stosunku do chłopaka, a jednocześnie jak zwykle ją zdenerwował i to do tego stopnia, że zamiast powiedzieć mu, że wszystko naprawi zrywając z Bartkiem, stwierdziła, że to nie jego sprawa i wyszła z domu trzaskając drzwiami. Westchnęła. W całym jej dwudziestoletnim życiu nikt nigdy nie potrafił jej zdenerwować w takim stopniu, w jakim robił to Aleks. Kiedy tak siedziała zamyślona, do jej stolika podszedł Bartek.

– Cześć – powiedział niezbyt pewnym, pełnym napięcia głosem. – Mogę postawić ci kawę, czy chcesz się gdzieś przejść?

Julia wstała i przytuliła chłopaka na powitanie. Z przyzwyczajenia cmoknęła go delikatnie w usta. Bartek natychmiast się rozluźnił.

– Możemy posiedzieć tutaj – stwierdziła dziewczyna.

Skinął głową. Zniknął na chwilę, poczym wrócił niosąc ze sobą dwie kawy. Usiadł naprzeciwko Juli.

– Gniewasz się na mnie o coś? – spytał. – W ogóle nie dawałaś znaków życia…

– Nie, Bartuś – przerwała mu dziewczyna. – Po prostu, tak jakoś wyszło. Moje wakacje nie wyglądały tak, jak sobie to zaplanowałam i wymarzyłam.

Chłopak skinął głową. Uśmiechnął się do niej blado.

– Moje też nie. Staż w kancelarii był okropny. Wynudziłem się za wszystkie czasy, a do tego nie miałem ani chwili wolnej dla siebie. Ogólnie paskudne trzy miesiące, a do tego olewa mnie moja dziewczyna.

Julia zarumieniła się delikatnie. Jak niby miała mu powiedzieć, że prześladowały ją wyłaniające się z mroku, żółte oczy? Jak miała wytłumaczyć kim jest Aleks? Sama nie chciała wierzyć we wszystko to, co się wydarzyło podczas trzymiesięcznych wakacji. Nagle Bartek w tym wszystkim wydał jej się taki zwyczajny i normalny. Nic nie wiedział o żadnej magii i koszmarach. Pierwszy raz dostrzegła go w innym świetle, jako koło ratunkowe, linę, łącząca ją z rzeczywistym, realnym światem. Uświadomiła sobie, że po prostu nie potrafi spławić chłopaka.

– Przepraszam – powiedziała tylko, mimo, że w głowie, jak wicher, szumiały jej zupełnie inne słowa: „Nie możemy być razem, przykro mi, kocham kogoś innego. Mam nadzieję, że dalej będziemy się przyjaźnić.”– Bardzo się na mnie gniewasz? – zapytała.

Bartek westchnął.

– Nie, właściwie to nie. Po prostu zrobiło mi się bardzo przykro, a kiedy zobaczyłem twojego współlokatora, to już w ogóle wszystko się we mnie zagotowało – powiedział cicho. – Wiesz, że nigdy nie byłem zazdrosny, ani nic z tych rzeczy… ale cóż… ludzie się zmieniają i teraz jestem i to naprawdę bardzo. Kim właściwie jest ten facet? Skąd się znacie?

Julia zarumieniła się jeszcze bardziej. Co niby miała mu odpowiedzieć? „Poznałam Aleksa w te wakacje, jest z jakiegoś ponurego, magicznego świata. Na początku próbował mnie udusić, ale teraz jesteśmy przyjaciółmi, a właściwie to jestem w nim zakochana.” Westchnęła. Tak bardzo nie lubiła kłamać.

– Spędziliśmy razem wakacje, w domku u mojej siostry. Przyjechał akurat wtedy, kiedy ja. Wiesz, to dosyć spory domek… w każdym razie zaprzyjaźniliśmy się. Dobrze się nam mieszkało razem, więc postanowiliśmy coś wspólnie wynająć. Aleks pracuje jako mechanik samochodowy. Z tego co wiem jest całkiem niezły.

Bartek skinął głową.

– Co nie zmienia faktu, że jestem o niego zazdrosny – westchnął. – Podejrzewam jednak, że jakoś będę musiał z tym żyć.

Julia uśmiechnęła się do chłopaka łagodnie. Po raz pierwszy doceniła to, że jest nudny i taki po prostu zwyczajny. W porównaniu do Aleksa, wydawał się być taki bezpieczny. Przypomniała sobie szybką jazdę na motorze, wieczne przekomarzanie się, kąpiel w górskim jeziorze, wesołe miasteczko i inne szalone rzeczy, które wspólnie z Aleksem przeżyła. Uświadomiła sobie, że to między innymi dlatego się w nim zakochała. Ją też ciągnęło do pełnego przygód, awanturniczego życia. Poczuła dreszcz na samo wspomnienie tego, jak tulił ją w swoich ramionach. Szybko zdusiła w sobie tego typu myśli.

– To co dzisiaj robimy? – zapytała najweselszym tonem, na jaki potrafiła się zdobyć.

– Może kino? Dawno tam nie byłem.

– Jasne, czemu nie – uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi, ukrywając swoje rozczarowanie.

Kiedy wstali, Bartek wziął ją za rękę. Dziewczyna nie protestowała. W końcu tak działo się od zawsze i niech lepiej tak właśnie zostanie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks był wściekły. Wszystko się w nim gotowało. Jak ONA mogła mu to zrobić? Przecież to była JEGO, tylko i wyłącznie JEGO, Julia. Teraz, kiedy zobaczył, jak trzyma za rękę tamtego chłopaka pożałował, że postanowił pójść za dziewczyną. Obudziło się w nim kolejne, zupełnie nowe uczucie – zazdrość, i kompletnie nie wiedział jak sobie z nim poradzić. Miał ochotę po prostu przyłożyć natarczywemu typowi, ale wiedział, że to wcale nie rozwiąże sprawy, a tylko oddali go jeszcze bardziej od Juli.

Nie miał ochoty już dłużej na nich patrzeć. Postanowił wrócić do mieszkania, które wspólnie z dziewczyną wynajmowali. Chodził niespokojnie po domu, nie do końca wiedząc co właściwie ze sobą zrobić. W końcu od niechcenia włączył komputer, zaintrygowany kolejną, nowa maszyną. Coraz bardziej podobał mu się natłok nowych informacji, które ot tak pojawiały się w jego głowie.

Dochodziła północ, kiedy Julia wróciła do mieszkania. Aleks obrzucił ją ponurym spojrzeniem i z powrotem skierował wzrok na ekran komputera.

– Cześć, co robisz? – spytała nieśmiało dziewczyna.

– Nie twoja sprawa – odpowiedział drwiącym, ironicznym tonem.

Julia westchnęła. Podeszła do chłopaka stając za nim. Położyła mu rękę na ramieniu.

– Aleks… ja nie chciałam… to nie miało tak być… przepraszam…

Gwałtownie strącił jej dłoń.

– Nie waż się mnie dotykać – syknął. – Nie dopóki cokolwiek łączy cię z tym typem.

– Skąd wiesz, co nas łączy? – spytała niepewnie zaskoczona dziewczyna.

Spojrzał na nią wrogo.

– Poszedłem za tobą, widziałem was dzisiaj. Nie powiedziałaś mu o mnie prawda?

– Nie – potwierdziła cicho Julia, nie będąc pewną, jakiej reakcji spodziewać się po Aleksie.

– A planujesz? – spytał wprost.

– Nie wiem, Aleks… – odpowiedziała jeszcze ciszej. – Naprawdę nie wiem. Dość niespodziewanie wtargnąłeś w moje życie… Nie mam pojęcia co powinnam zrobić. Czuję się cholernie zagubiona.

Chłopak tylko pokręcił głową. Wstał od komputera i nie patrząc na dziewczynę wyszedł z pokoju.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia siedziała zwinięta w kłębek, w pluszowym, ciemnozielonym fotelu. Po głowie dziewczyny snuły się ponure myśli. Nie wiedziała co powinna ze sobą zrobić. Pojęcia nie miała jak rozwiązać zawikłaną sytuację w której się znalazła. Całą sobą pragnęła być z Aleksem, chłopak jednak mimo upływu czasu, w dalszym ciągu wydawał się być czymś zupełnie nierzeczywistym, zupełnie nie mającym racji bytu. W głowie dziewczyny zwyczajnie nie było miejsca na ten cały, nowy świat, który się przed nią otworzył.

Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk otwierających się drzwi. Zaskoczona podniosła głowę. W prowadzących do przedsionka drzwiach pojawił się Aleks. U jego boku stała śliczna, rudowłosa dziewczyna, kurczowo trzymając się ramienia chłopaka. Obydwoje weszli do pokoju. Humor Juli pogorszył się jeszcze bardziej. Gniew w dziewczynie mieszał się z zazdrością tworząc razem mieszankę iście wybuchową. Czy tak właśnie czuł się Aleks? – Po niewczasie przyszło dziewczynie do głowy. Zdała sobie boleśnie sprawę, jak bardzo zraniła chłopaka. Zdziwiła się jeszcze bardziej, kiedy Aleks posadził spłoszoną, towarzyszącą mu dziewczynę, na kanapie. Sam podszedł do Juli stając przy poręczy jej fotela. Spojrzała na niego pytająco.

– To jest Dafne – przedstawił wskazując rudowłosą. – Ma do ciebie prośbę – oznajmił krótko, rzeczowym tonem.

– Do mnie? – zdziwiła się Julia odczuwając jednocześnie jakąś dziwną ulgę, że dziewczyna nie jest nową zdobyczą Aleksa.

– Tak, do ciebie – westchnął ironicznie chłopak, jakby tłumaczył coś głupiutkiemu dziecku. – Mów Dafne – zachęcił rudowłosą łagodnym tonem. – Nikt cię nie zamierza skrzywdzić.

Siedząca na kanapie dziewczyna spojrzała na Julię spłoszonym, sarnim wzrokiem. Głęboko zaczerpnęła powietrza.

– Czy sprowadzisz do tego świata moją siostrę? – poprosiła cicho, niepewnym głosem. – Mam pieniądze, zapłacę…

Julia obrzuciła Aleksa wściekłym spojrzeniem. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to jej, nie jego boi się rudowłosa.

– Najpierw zabraniasz mi przywoływać czegokolwiek z twojego świata, a teraz sam ją do mnie przyprowadzasz? – warknęła. – Nie mieszajcie mnie do tego, nie chce mieć nic wspólnego z żadną magią i innymi tego typu rzeczami.

Gwałtownie wstała z fotela, zamierzając zniknąć w sypialni. Aleks przytrzymał ją za ramię, uniemożliwiając jej pójście dokądkolwiek.

– Tym razem to zrobisz – syknął jej do ucha. – Ona ci zapłaci i to całkiem sporo, a jej siostra, nie jest ani odrobinę niebezpieczna. Nie widzisz, że to pół-nimfa?

– Pół-co? – zapytała zirytowana Julia. – Czemu nagle zrobiłeś się taki uczynny? Dla pieniędzy czy może chcesz poderwać sobie w ten sposób ładną dziewczynę? Daj mi spokój!

– Ani jedno, ani drugie – odpowiedział jej gniewnie chłopak. – Wiem jak tam jest, nikomu nie życzę takiego losu, a dziewczyna nie stanowi najmniejszego zagrożenia. Zresztą, co ci szkodzi? – zapytał.

– Proszę – wtrąciła cichutko Dafne wstając z kanapy. – Nawet nie wyobrażasz sobie jak tam jest… to po prostu koszmar… – Opadła na podłogę przed nogami Juli, twarzą niemal dotykając ziemi. – Błagam cię, ocal moją siostrę – szepnęła.

– Nawet gdybym chciała to zrobić – odezwała się Julia znacznie mniej pewnym głosem – to nie mam pojęcia gdzie jej szukać, ani jak się do tego zabrać.

Aleks puścił jej ramię. Miał ponurą, ale zdeterminowaną minę.

– Sama do ciebie przyjdzie, wystarczy, że zdecydujesz się ją przywołać – oznajmił. – Potem będziesz mogła nadać jej imię.

– I jesteś pewien, że nie spróbuje mnie od razu zabić? – zapytała z rezygnacją. – Tak jak ty próbowałeś…

Uśmiechnął się do niej smutno.

– Nie bój się, nie pozwolę im cię skrzywdzić – powiedział pewnym, stanowczym głosem. – Zrobisz to?

– Zrobię – westchnęła pełnym rezygnacji tonem dziewczyna.

Kiedy tylko wyraziła zgodę, zobaczyła, że w kącie pokoju czai się jakaś niewyraźna, zamazana postać. Siedziała tam skulona dziewczyna, w podartej, jasnej sukience. Podniosła okoloną długimi, tłustymi włosami twarz. Spod ich kaskady wyjrzały żółte, kocie oczy. Julia mimowolnie cofnęła się o krok, wpadając na Aleksa.

– Nie bój się – powiedział ciągle nie puszczając jej ramienia, rozluźnił jednak uchwyt i teraz był on bardziej pokrzepiający niż przytrzymujący dziewczynę w miejscu.

Julia poczuła, że nie ma wyjścia. Po raz kolejny musiała zaufać Aleksowi.

– Janna – niechętnie wymówiła imię dziewczyny, której oczy z żółtych, zrobiły się niemal trawiaście zielone.

Dafne zerwała się z podłogi i pobiegła w kierunku odzyskanej siostry. Dziewczyny utonęły w morzu uścisków i łez szczęścia. Julia obserwowała je, czując się jeszcze bardziej nieswojo w zaistniałej sytuacji. Czemu ten cholerny chłopak nie mógł z nią najpierw o tym porozmawiać? W jakiś sposób jej uprzedzić?

– Dziękuję – usłyszała cichy szept Aleksa.

Gwałtownym ruchem odsunęła się od chłopaka i nie zaszczyciwszy go nawet jednym spojrzeniem zniknęła za drzwiami sypialni.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Codziennie w mieszkaniu Juli pokazywały się nowe postacie, a ona, niechętnie, nadawała im imiona, żeby pojawiły się w rzeczywistym, realnym świecie. Bardzo rzadko zdarzało się, że Aleks zabraniał dziewczynie przywoływać dane stworzenie, twierdząc, że jest ono niebezpieczne. W takich przypadkach słuchała go jednak bez zastrzeżeń.

Julia i Aleks w dalszym ciągu byli na siebie obrażeni, poza sytuacją, kiedy dziewczyna zajmowała się mającymi żółte, kocie oczy, istotami, praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Julia kategorycznie odmówiła brania pieniędzy za nadawanie cieniom imion, sama właściwie nie wiedziała dlaczego im pomaga, w głębi duszy była jednak przekonana, że to co robi jest jak najbardziej słuszne. Martwiła ją tylko zaistniała między nią, a chłopakiem sytuacja. Naprawdę całą sobą pragnęła zwyczajnie przytulić się do Aleksa, nie chciała się jednak przyznać, że nie zerwała z Bartkiem, ponieważ zwyczajnie stchórzyła. Nie była też przekonana czy to w tym momencie rozwiąże nieprzyjemną sytuację, dlatego nie robiła nic, trwając w tym dziwnym, nieprzyjemnym zawieszeniu, oszukując zarówno siebie jak i obydwu chłopaków.

Tego dnia Julia znowu umówiła się z Bartkiem. Ignorując Aleksa, jak to ostatnio miała w zwyczaju, zabrała ze sobą wyjściowe ubrania i niechętnie zniknęła za drzwiami łazienki, żeby się przygotować na swoją wieczorną randkę. Cholernie źle czuła się z tym co robiła, nie miała jednak zielonego pojęcia jak zerwać z chłopakiem, który, mimo, że go nie kochała, był jej wieloletnim przyjacielem i jedną z nielicznych osób, na których w życiu mogła polegać. Poza tym bała się. Czuła strach, że Aleks zniknie z jej życia tak samo nagle, jak się w nim pojawił.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks leżał rozwalony na kanapie. Na nic nie miał ochoty. W chłopaku szalała zimna furia. Nienawidził Julii za to co z nim robiła, za to jaki miała na niego wpływ. Tak bardzo zależało mu na tej głupiej dziewczynie! Był przekonany, że jest w nim zakochana, przyjmował to za rzecz oczywistą. Teraz czuł w środku jedynie bolesną pustkę. Jak mógł tak bardzo się pomylić?

Ponure rozważania przerwał mu dzwonek do drzwi. Nie chciało mu się wstawać, ale natarczywy dźwięk powtarzał się co kilkanaście sekund. W końcu, zrezygnowany, zwlekł się z zielonej kanapy i z ponurą miną ruszył w kierunku drzwi.

Kiedy otworzy mina zrzedła mu jeszcze bardziej. W drzwiach stał nie kto inny tylko Bartek. W jednej ręce trzymał czarną parasolkę, w drugiej długą, czerwoną różę.

– Cześć, jest Julia? – spytał krzywiąc się nieznacznie na widok Aleksa.

– Nie ma – odwarknął nieprzyjemnie chłopak, ale tamten już, niezaproszony, zdążył wepchnąć się do środka.

Dalszą drogę zagrodziła mu szara wilczyca, szczerząc kły i warcząc groźnie. Bartek cofnął się pod ścianę, unosząc parasol, jakby chciał się nim obronić przed rozwścieczonym psem. W kącikach ust Aleksa pojawił się wredny uśmieszek. Może właśnie tak należało się pozbyć konkurencji? Przecież był silniejszy, a do tej pory przemoc jeszcze nigdy go nie zawiodła… Jego ciągle opaloną przez górskie słońce twarz ozdobił ponury uśmiech. Tak, to by mogło pomóc…

Z łazienki wyszła Julia. Miała na sobie obcisłe czarne spodnie i ciemnozieloną lekką tunikę, delikatny makijaż podkreślał jej jasne oczy. Aleks przez chwilę zagapił się na nią. Dla niego zawsze była piękna, ale teraz wyglądała jak leśna boginka. Tak bardzo pragnął wziąć ją w ramiona!

Dziewczyna natychmiast zorientowała się w nieprzyjemnej sytuacji. Szybkim krokiem podeszła do warczącego wilka.

– Mara, zostaw go! – rozkazała. – To nasz gość, nie zwierzyna łowna! – ofuknęła wilczycę, ale na jej twarzy gościł pogodny uśmiech. Już dawno zdążyła pokochać zarówno Marę jak i Spika całym swoim sercem.

– Może lepiej już chodźmy? – poprosił niepewnie Bartek, cofając się ku drzwiom.

Wodził ponurym, niechętnym spojrzeniem od Aleksa ku wilczycy i z powrotem. Nie chciał wiedzieć jakie jeszcze niespodzianki mogły na niego tego dnia czekać. Julia skinęła głową. Wciągnęła na nogi wysokie, skórzane buty, chwyciła z wieszaka kurtkę i zupełnie ignorując obecność współlokatora, wyszła z mieszkania ciągnąc za sobą Bartka.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tawerna była jednym z przyjemniejszych, Szczecińskich pubów. Na zewnątrz było chłodno, zaczynała się jesień i nawet słoneczne dni nie potrafiły oszukać nadchodzącego mrozu. Julia siedziała w rogu sali, powoli sącząc grzane piwo z miodem. Bartek opowiadał o swojej pracy. Dziewczyna nie słuchała. Zdała sobie sprawę, że nie potrafi go słuchać. Był taki nudny, przewidywalny, zwłaszcza w porównaniu do Aleksa. Nie tego chciała w życiu. Nie chciała krzywdzić przyjaciela, ale wiedziała, że jeżeli nic z tym teraz nie zrobi, prędzej czy później zrani go tylko jeszcze bardziej.

– Bartuś… – zaczęła, kiedy tamten na chwilę przerwał swoje opowiadanie – nasz związek nie ma sensu – powiedziała cicho, od razu przechodząc do sedna sprawy. Uznała, że tak będzie najlepiej. Chłopak spojrzał na nią smutnym wzrokiem, nie wyglądał na zaskoczonego. – Jesteś moim przyjacielem, jedynym, najlepszym, ale nie kocham cię w taki sposób w jaki powinnam.

– Czyli prościej mówiąc ze mną zrywasz? – zapytał, a ona skinęła głowa. – To przez niego prawda? To ten mięśniak tak na ciebie wpłynął?

Julia miała już przygotowywaną odpowiedź, ale kiedy padły pytania Bartka, po prostu zaniemówiła. Chciał całą winę zrzucić na Aleksa, a ona doskonale widziała, że to wcale nie była jego wina. Ich związek nigdy nie był specjalnie płomienny, to co czuła do przyjaciela, w najlepszym razie można było określić jako przywiązanie. Poza tym mięśniak? Aleks raczej był szczupły… ale fakt, że zwłaszcza w porównaniu do Bartka musiał być wyjątkowo dobrze zbudowany. W końcu tam, skąd tutaj przybył, był myśliwym. Musiał polować, żeby przeżyć. Julia wzdrygnęła się na samą myśl o świecie cieni i żółtych, wiecznie przerażających ją oczach.

– Nie Bartuś – powiedziała cicho – to sprawa między mną, a tobą. Przepraszam.

– I nie ma to nic wspólnego z tym, że się w nim zadurzyłaś? – zapytał oskarżycielsko. – To z nim chcesz z nim być, prawda?

– Nie wiem – przyznała szczerze Julia – jest zbyt wiele rzeczy, których nie rozumiem, których się boję, ale masz rację. Myślę, że go kocham…

– Dosyć! – krzyknął Bartek gwałtownie zrywając się od stolika. To nie było do niego podobne. – Nie chcę tego słuchać – syknął odrobinę ciszej, zdając sobie sprawę, że gapi się teraz na niego niemal połowa ludzi w pubie.

Julia chciała coś powiedzieć, uspokoić go jakoś, ale nie zdążyła. Chłopak porwał z wieszaka swój czarny płaszcz i wyszedł na dwór, zostawiając ją samą przy stoliku. Dziewczyna westchnęła smętnie. Pociągnęła przez słomkę kolejny łyk ciepłego piwa. Nie tak miało to wyglądać. Błagała teraz w duchu o to, żeby w ten sposób nie umarła jej wieloletnia przyjaźń z Bartkiem. Nie chciała go na zawsze już stracić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia dokończyła piwo i zaczęła zbierać się do wyjścia. Było jej przykro, ale wiedziała, że postąpiła w jedyny słuszny sposób. Okłamywanie przyjaciela, udawanie przed nim, że wszystko gra, nie było w porządku. Kiedy wstała dostrzegła w pubie mężczyznę, nie zwróciłaby na niego uwagi, gdyby nie to, że patrzył prosto na nią. Zaczęła się zastanawiać czy może skądś go zna, ale nie wydawało jej się to możliwe. Po pierwsze był posągowo wręcz przystojny. Przywodził na myśl modela lub hollywoodzkiego aktora. Miał grecki profil, bardzo jasne włosy i chłodne, niebieskie oczy. Na pewno by go zapamiętała. Po drugie wyglądał na sporo starszego od niej, a ona nie miała zbyt wielu, niemal dobiegających trzydziestki znajomych. Nie, musiał mieć jakiś inny powód, żeby się w nią wpatrywać. Miała teraz jednak własne problemy, więc postanowiła go zignorować. Włożyła kurtkę i wyszła z pubu. Zdziwiła się, kiedy blondyn poszedł za nią.

– Hej, zaczekaj! – zawołał za dziewczyną.

– O co chodzi? – spytała zatrzymując się i odwracając ku niemu.

Podszedł bliżej. Uśmiechnął się lekko. Wykonał dłonią drobny gest. Julia poczuła senność. Ugięły się pod nią nogi.

– Właściwie to o nic, mała dziewczynko – usłyszała jego mruknięcie, a potem osunęła się w ciemność.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks był wściekły. Niespokojnie chodził po pokoju. Miał ochotę coś zniszczyć, roznieść w pył. Z trudem powstrzymał się, żeby nie wybiec z mieszkania za Julią. Zazdrość mieszała się w nim z gniewem i żalem. Czuł się, jakby wszystko w nim rozpadało się na kawałki. Dlaczego ta dziewczynka musiała być taka głupia?! Czemu nie widziała tego co on?! Byli dla siebie stworzeni! Należeli do siebie. Aleks boleśnie zdał sobie sprawę, z tego, że ją kocha. Nigdy wcześniej nie znał takiego uczucia, nie przypominał go sobie, ale wiedział czym jest. Świadomość ta sprawiała mu tylko jeszcze większy ból. Zyskał nowe życie, w świecie o niebo lepszym od krainy śmierci w której żył, życie, które jednak nie miało sensu bez niej.

Nagle drzwi do mieszkania otworzyły się z wielkim hukiem. Do środka wpadła smukła, rudowłosa dziewczyna. Była zdyszana, a jej policzki rumieniły się od sporego wysiłku. Aleks spojrzał na nią obojętnie.

– O co chodzi, Dafne? – zapytał nie próbując się nawet silić na spokojny ton.

Rusałka spojrzała na niego nieco szklistym, spłoszonym wzrokiem. Głęboko zaczerpnęła powietrza.

– Dowiedzieli się o niej, nie wiem jak, nie wiem kto im powiedział, ale dowiedzieli się, co ona potrafi. Złapali ją Aleks! – wyrzuciła z siebie potok nerwowych słów.

Chłopak podszedł do niej, stanął górując nad drobną postacią.

– Uspokój się Dafne i powiedz powoli o co ci chodzi – westchnął, kładąc jej ręce na ramionach.

Nimfa przełknęła ślinę. W jej oczach zalśniły łzy.

– Nie rozumiesz? – zapytała nie patrząc na niego. – Polują na nas od dłuższego czasu. Od kiedy tylko dowiedzieli się o naszym istnieniu… Porwali Julię, dlatego, że nam pomagała.

– Co?! – w oczach Aleksa zapłonął ogień.

Gwałtownie odsunął się od spanikowanej dziewczyny. Jeżeli coś stanie się Julii, jeżeli ktoś zrobi jej krzywdę… Nie, Aleks nawet nie mógł o tym myśleć. Zrobi wszystko, żeby jej pomóc.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia ocknęła się w niewielkim pomieszczeniu. Siedziała na podłodze. Zdała sobie sprawę, że ma związane ręce. Były przywiązane do jakiegoś mebla. Lina boleśnie wbijała się w jej nadgarstki. Bolała ją głowa. Jęknęła. Podniosła wzrok, by rozejrzeć się po pokoju. Ściany były pokryte drewnem i kończyły się skosami, więc musiała znajdować się na jakimś poddaszu. Pokoik był praktycznie umeblowany. Stało w nim łóżko, stolik, szafa i komoda, przy której siedziała dziewczyna. Nie było tu żadnych zbędnych ozdób, a jedyną dekorację stanowił niewielki, wystający spod łóżka dywanik.

Dopiero po chwili spostrzegła stojącego przy jednym z dwóch połaciowych okien mężczyznę. To jego widziała w pubie. Co on jej zrobił? Czego od niej chciał? Dlaczego się tu znalazła? Odwrócił się w jej stronę. Jego twarz zdobił leciutki, arogancki uśmieszek. Patrzył na nią z pogardą.

– Obudziłaś się – stwierdził oczywisty fakt. – Doskonale.

– Dlaczego tu jestem? – spytała cichym głosem Julia. Była przerażona. – Czego ode mnie chcesz?

– Po kolei, wszystko w swoim czasie – powiedział jakby rozbawiony. – Chcę, żebyś coś dla mnie zrobiła.

Podszedł do niej. Ukucnął przed nią. Dopiero teraz zauważyła, że blondyn trzyma w rękach złożoną na cztery kartkę. Rozłożył ją i podsunął jej pod nos. To był rysunek. Przedstawiał przypominającego małpę człowieka. Julia spojrzała pytająco na mężczyznę. Czy on zwariował? Może to jakiś psychopata. Serce przyspieszyło jej na myśl, że poderżnie jej gardło, a potem zakopie w piwnicy.

– Przywołaj go! – rozkazał ostro, wstając.

Julia zamrugała. W rogu pokoju zobaczyła skulony kształt. Postać do złudzenia przypominała tą ze szkicu. Żółte oczy wpatrywały się w nią ze złowróżbną dzikością. Poczuła jeszcze większy strach. Mimo to, kiedy tylko pomyślała o małpoludzie, gdy go ujrzała, natychmiast poznała jego prawdziwe imię.

– Nie! – stanowczo zaprotestowała dziewczyna.

Mężczyzna uśmiechnął się, jego oczy jednak wciąż pozostały zimne.

– Sądzę, że nie rozumiesz swojego położenia – oznajmił zwodniczo łagodnym tonem. – Ty będziesz robiła, to co ci każę, a ja w zamian nie zmienię twojego życia w piekło. Takie panują tu zasady.

– Nie mogę… – zaczęła.

Blondyn niedbałym gestem uderzył ją w twarz. Julia zaniemówiła. Patrzyła na niego przestraszona. Na jej policzku pojawił się czerwony ślad. Rozległo się pukanie do drzwi.

– O co chodzi? – warknął nieprzyjaźnie stojący nad Julią mężczyzna.

– Szefie, mamy tu pewien kłopot – odezwał się gruby głos, po drugiej stronie drzwi.

– Wejdź – pozwolił blondyn.

Do pokoiku weszło dwóch mężczyzn. Wyglądali na prawdziwych zakapiorów. Muskularni, o nieprzyjemnych spojrzeniach. Odsłonięte ramiona, pokryte mieli czarnymi tatuażami. Gdyby Julia spotkała takich na ulicy, odruchowo przeszłaby na drugą stronę. Teraz zrobiło się w pomieszczeniu naprawdę tłoczno. Ciasnota była wręcz namacalna.

Mężczyźni wlekli coś między sobą. Rzucili to na podłogę. Tobołek jęknął. Julia szerzej otworzyła oczy. To był Aleks! Serce podeszło jej do gardła. Chłopak miał rozcięte czoło, po jego twarzy spływała krew. Natychmiast zerwał się z podłogi, spojrzał na nią z mieszaniną ulgi i strachu. Jego bursztynowe oczy płonęły żywym ogniem. Mężczyźni nie pozwolili mu wstać. Z powrotem przewrócili go na drewniany parkiet. Blondyn chwycił Aleksa za włosy. Zmusił chłopaka, żeby spojrzał mu w oczy.

– Po co tu przyszedłeś? – zapytał cicho.

– Jestem ci potrzebny – odezwał się spokojnie Aleks. – To dzięki mnie dziewczyna ich widzi – skłamał gładko. – Jestem czymś w rodzaju katalizatora.

– Kłamiesz – oznajmił mężczyzna puszczając jego włosy.

– Sprawdź mnie –  powiedział chłopak patrząc mu wyzywająco w oczy.

– Świetnie, chcę, żeby przywołała trolla – rozkazał tamten.

Aleks pokręcił głową.

– To nie najlepszy pomysł – stwierdził poważnym tonem. – W realnym świecie jego rozmiary będą monstrualne. Nie zmieści się w tym pokoju.

– W takim razie wymyśl coś innego – warknął mężczyzna, wyraźnie tracił już cierpliwość.

Aleks wstał. Tym razem nie zatrzymywany przez nikogo podszedł do miejsca, w którym siedziała Julia. Usiadł przy niej na podłodze. Uspakajającym gestem położył rękę na jej nodze.

– Widziałaś może kruka? – zapytał. Dziewczyna niepewnie skinęła głową. Zobaczyła siedzącego na parapecie, czarnego jak noc ptaka. Miał niesamowite, złowieszcze, żółte oczy. – Przywołaj go tutaj – poprosił.

– Marcus – powiedziała cicho dziewczyna, nie mając pojęcia, do czego dąży Aleks.

Blondyn otworzył okno. Do środka wleciał hebanowo czarny ptak. Zakrakał złowieszczo szamocząc się po pomieszczeniu. Twarz mężczyzny ozdobił ponury, ale pełen satysfakcji uśmiech. Skinął głową odprawiając opryszków. Kruk przysiadł na oparciu drewnianego krzesła. Przyglądał się im z uwagą czarnymi, wyłupiastymi oczkami.

– Doskonale – oznajmił zadowolonym głosem blondyn. – Czas zacząć zabawę.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Przez kolejną godzinę Julia nadawała imiona różnym postaciom ze świata cieni. Aleks rozwiązał jej ręce, a blondyn nie zaprotestował. Chłopak objął ją ramieniem. Wtuliła się w niego przestraszona. Nie miała pojęcia co Aleks zamierza, ale zdała sobie sprawę, że ufa mu bezgranicznie. Za każdym razem przed nadaniem jakiejś istocie imienia, dziewczyna pytająco patrzyła na Aleksa. Chłopak najczęściej jej przytakiwał, ale zdarzało się, że przecząco, ledwo zauważalnym gestem kręcił głową, wówczas Julia mówiła, że nie potrafi. Tą cichą spółką doprowadzali blondyna do zimnej furii.

– Na razie wystarczy – stwierdził w końcu, po oddaniu w ręce swoich towarzyszy kolejnej, przypominającej dużego jeża z ludzką twarzą, istoty ze świata cienia. – Wrócimy do tego później.

Otworzył drzwi, wpuszczając do pomieszczenia czekających za nimi mężczyzn. Z okrutnymi wyrazami twarzy podeszli do Aleksa, podnosząc go z podłogi.

– Nie rozdzielajcie nas! – wyrwało się rozpaczliwie, przerażonej Julii.

– Masz mnie za głupca? – roześmiał się blondyn. – Doskonale wiem, czym jest twój przyjaciel. Możesz pomarzyć o tym, ze zostaniecie razem.

Aleks nie protestował. Spojrzał na dziewczynę. Uśmiechnął się leciutko, a ona była pewna, że ma jakiś plan.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks siedział w ciasnej piwnicy. Było tu duszno i nieprzyjemnie. Do tej pory miał nadzieję, że może uda się to załatwić jakoś inaczej, ale teraz nabrał pewności, że to jedyne możliwe rozwiązanie. Z żalem pomyślał o tym, że ostatnie co zobaczy, to ta pieprzona piwnica. Ten świat, góry, zieleń traw i drzew, wszystko tu było takie piękne. Julia była piękna. Uczucia były czymś niesamowitym. Tam skąd pochodził, była tylko pustka. Teraz jednak przynajmniej z grubsza wiedział, dlaczego go to spotkało i godził się z tym. Kochał ją i był gotowy zrobić dla niej wszystko.

~ ~ ~ ~ ~

– Nie możesz tam iść! – krzyknęła spanikowana Dafne.

Aleks spojrzał na nią ponuro.

– Mogę i pójdę – oznajmił.

– Zrobisz to i zginiesz razem z Julią? – spytała dziewczyna wpatrując się w niego intensywnie.

– A masz lepszy pomysł? – zapytał właściwie nie oczekując odpowiedzi.

Zdziwił się jednak, kiedy na jego pytanie padła prosta, zwięzła odpowiedź.

– Mam – oznajmiła już zupełnie spokojnym tonem Dafne.

~ ~ ~ ~ ~

Chłopak zamknął oczy. Musi poczekać na dobry moment. Nie może zawieść. Wiedział, że nie zapomni. Był tego pewien. O wszystkim innym, ale nie o niej. Podniósł się do pozycji siedzącej, kiedy do pomieszczenia weszli mężczyźni. Wyciągnęli go na korytarz. Tam czekał na nich blondyn. Uśmiechnął się drwiąco na widok Aleksa. Chłopakowi nie spodobał się ten uśmiech. Był przekonany, że wróży coś bardzo złego. Jeden z mężczyzn uderzył go pięścią w brzuch. Aleks sapnął, kuląc się mimowolnie.

– Zastanawiam się – powiedział zadumanym głosem blondyn – czy dziewczyna jest do ciebie tak samo przywiązana jak ty do niej. Ciekawe czy przemyśli jeszcze raz przywołanie dla mnie kilku stworzeń, które pominęliśmy, na przykład, w zamian za twoje życie…

~ ~ ~ ~ ~

Ciarki przechodziły Aleksa na sam wydźwięk słowa „czarownica”. Nic nie budziło w nim takiego obrzydzenia i niechęci jak te kobiety. Uważał, że nie ma na świecie nic gorszego od nich, a Dafne proponowała mu skorzystać z pomocy właśnie jednej z nich. Tylko czy miał jakiś wybór? Gdyby miał, nie stałby teraz przed pomalowanymi na brązowo drzwiami. Nie czekałby z przyspieszonym oddechem i szybko bijącym sercem na to, czy kobieta go wpuści. Tu chodziło o Julię, jego Julię! I nie mógł pozwolić, żeby ktokolwiek ją skrzywdził. Nie ważne jaką cenę będzie musiał za to zapłacić, a zdawał sobie sprawę, że na pewno będzie wysoka.

~ ~ ~ ~ ~

Mężczyźni zabrali Aleksa do większego pomieszczenia. Na drogę zasłonili mu oczy czarną przepaską, żeby nie widział dokąd idą. Kiedy ją zdjęli chłopak przestał oddychać. Pod sufitem, na środku dużego pokoju znajdowała się drewniana belka, do której przyczepiona była długa lina. Jej koniec oplatał nadgarstki Julii, trzymając ją mocno w górze, tak, że dziewczyna ledwo stała na palcach. Z trudem chwytała powietrze. Aleks rzucił się w jej kierunku. Już nie udawał, że jest człowiekiem. Wykorzystał całą swoją prędkość i siłę, żeby wyrwać się trzymającym go mężczyzną. Zanim jednak doskoczył do dziewczyny, powstrzymała go niewidzialna bariera. Chłopak spojrzał na drwiąco uśmiechniętego blondyna.

– Ach tak, odrobinę znam się na magii, zapomniałem ci o tym wspomnieć? – spytał od niechcenia, próbującego dostać się do dziewczyny Aleksa.

~ ~ ~ ~ ~

Drzwi otworzyła starsza kobieta. Miała na sobie wytartą tunikę, noszącą ślady wielorazowego prania. Zarówno kobieta jak i jej strój, kiedyś musiały być naprawdę piękne, ale mijające lata postanowiły ich nie oszczędzać. Przyjrzała się uważnie wyczekującemu niecierpliwie chłopakowi. Jej obojętny wzrok stał się zimny i wrogi.

– Czego tu szukasz, przeklęty? – warknęła na niego.

– Chcę twojej pomocy – powiedział spokojnie Aleks, walcząc z obrzydzeniem i niechęcią.

Uśmiechnęła się do niego. Jej uśmiech nie był ani miły, ani przyjazny.

– Jeżeli wejdziesz do środka, masz marne szanse, na to, że wyjdziesz z mojego domu żywy – powiedziała cicho.

– Zaryzykuję – mruknął Aleks.

Kobieta zaprosiła go gestem do środka. Chłopak wszedł. Znalazł się w ciemnym korytarzu, a potem w zagraconym, długo nie wietrzonym salonie. Śmierdziało w nim kotami. Dafne uprzedzała go, że Adelajda Morgendorffer jest nie tylko czarownicą, ale i wariatką. Była też jednak jego jedyną nadzieją.

~ ~ ~ ~ ~

Niewidzialny bat przeciął powietrze. Julia krzyknęła. Z gardła Aleksa wydobył się niemal zwierzęcy warkot. Rzucił się na spokojnie stojącego blondyna. Jakaś dziwna siła odrzuciła go w tył. Przeleciał łukiem przez pokój i uderzył plecami w drewnianą ścianę. Usłyszał swoje imię. Dostrzegł pełen bólu, przerażony wzrok Julii. Po policzkach dziewczyny spływały  łzy.

– Zrobię co zechcesz, przywołam co sobie zażyczysz, tylko zostaw go w spokoju – jęknęła. – Proszę…

– O tak, zrobisz co zechcę – powiedział drwiąco blondyn. – A ja w tym czasie zastanowię się, jak szybko umrze twój przyjaciel.

Aleks widział zapłakaną twarz Julii. Nie wstawał z podłogi. Zamknął oczy. Zaczął mieć wątpliwości. Co jeżeli czarownica miała rację? Co jeżeli nie będzie pamiętał? Będzie! Musiał! Zresztą i tak nie mógł zrobić nic innego. Przegryzł trzymaną w ustach pestkę. Poczuł jej gorzki smak, a potem osunął się w ciemność.

~ ~ ~ ~ ~

Siedzieli przy niewielkim, okrągłym stole, w dusznym, nieprzyjemnym salonie. Aleks zastanawiał się czy ta kobieta kiedykolwiek otwiera okna. Szczerze w to powątpiewał. Kiedy przedstawił jej swoją prośbę, roześmiała się jak wariatka.

– Nie rozumiem – powiedziała, kiedy wreszcie zdołała się uspokoić. – Chcesz tam wrócić. Pragniesz umrzeć. Dlaczego?

– Wcale tego nie chcę – z trudem powstrzymał się, żeby nie warczeć na nią. Musiał zachować spokój. Powrót do krainy cienia był niemal ostatnią rzeczą, jakiej w życiu pragnął. – Mówi ci coś nazwisko Meltroy? Dawid Meltroy – dodał ponuro.

Kobietę zamurowało. Spojrzała na niego skonsternowana.

– To potężny czarownik. Uciekasz przed nim? – spróbowała odgadnąć.

Aleks przecząco pokręcił głową. Odgarnął z oczu niesforny, brązowy kosmyk.

– Nie – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Chcę go zabić.

– Sam umierając? – zapytała niedowierzająco.

– Jeżeli będę musiał – oznajmił chłodno chłopak.

– Ale dlaczego? – kobieta zamrugała patrząc na niego. To co mówił, najwyraźniej nie mieściło się jej w głowie. – Nie bez powodu zostałeś przeklęty. Nie wątpię, że nasz świat będzie lepszy, bez jego osoby, ale dlaczego chcesz go zabić własnym kosztem?

Chłopak nie wytrzymał. Ta kobieta, czarownica, miała go za potwora. Zresztą było mu wszystko jedno, ale jak mogła uważać, że Dafne jest potworem? Jak mogła myśleć, że jest nim Mara? Czarownice wieki temu odnalazły krainę śmierci, od zawsze wysyłały tam tych, których chciały ukarać. Aleks szczerze wątpił jednak, żeby zawsze postępowały słusznie, nie kierując się egoistycznymi pobudkami. Były przynajmniej tak samo złe, jak istoty, które z takim zaangażowaniem starały się zwalczać.

– Nic o nas nie wiesz! – warknął uderzając pięścią w stół. – Dlaczego z góry próbujesz mnie osądzać?

Spojrzała na niego zimno. W jej oczach malowała się ponura satysfakcja.

– Więc powiedz mi dlaczego się tam znalazłeś – zasugerowała cierpko.

Aleks uśmiechnął się ponuro. Pokręcił głową.

– Możesz mi wierzyć lub nie, ale zwyczajnie nie pamiętam – powiedział cicho, patrząc jej w oczy. – Żadne z nas nie pamięta niczego, co zdarzyło się przed krainą cieni. Nie wiemy nic o swoim poprzednim życiu. Tak jak teraz, niewiele pamiętam z tego mrocznego świata. Wiem tylko, że to naprawdę paskudne miejsce i dałbym naprawdę wiele, żeby nie musieć tam wracać. Nie widzę jednak innego wyjścia.

– Dalej nie odpowiedziałeś mi na pytanie „dlaczego” – stwierdziła odrobinę mniej pewnie Adelajda, zgniatając w dłoni rękaw swojej wyblakłej tuniki.

– Ponieważ Dawid Meltroy porwał osobę, która mnie tu przywołała, a ja za nic na świecie, nie pozwolę, żeby ją skrzywdził – odpowiedział Aleks, wyzywająco patrząc w mętne oczy czarownicy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

To było jak sen. Wiecznie powracający koszmar, z którego Aleks nareszcie się obudził. Dookoła niego była tylko szarość. Nic nie czuł. O niczym nie myślał. Otworzył oczy pozwalając działać instynktowi. Rozejrzał się dookoła. Jego świat, kraina cieni, ziemie na których mieszkała tylko śmierć, zlewały się w jedno z czymś innym. Czymś nowym, czego nie znał. Był w jakimś pomieszczeniu. Widział zamazane sylwetki ludzi. Jak przez mgłę docierały do niego stłumione głosy. Rozpaczliwy krzyk, dziewczęcy szloch, groźne warknięcia. To nie miało znaczenia. Chciał stąd odejść, ale coś go przyciągało. Nie był pewien, czy czuł już to kiedyś wcześniej. Dlaczego tutaj był? Czemu ten rozmazany, obcy świat nie może dać mu spokoju? Zaczął rozpaczliwie walczyć, żeby się uwolnić od niego. Chciał wrócić do siebie. Czuł rządzę krwi. Był głodny. Chciał polować. Na chwilę zamknął oczy, żółte, kocie źrenice. Miał nadzieję, ze kiedy je otworzy to dziwne miejsce zniknie, a on będzie na szarej, pogrążonej w wiecznym półmroku sawannie. Oczyma wyobraźni widział pasące się na nieistniejącej trawie, stłoczone blisko siebie, stado antylop. Podniósł powieki. Westchnął. Ten świat dalej tu był. Nie chciał odejść. Nie pozwalał mu się zatopić w instynkcie i błogiej nieświadomości.

~ ~ ~ ~ ~

Kobieta wstała od stolika. Otworzyła drewniany, zabytkowy kredens. Wyciągnęła z niego szkatułkę. Podała mu. Kiedy podniósł wieko, w środku zobaczył zwitek materiału. Rozwinął go. Na miękkich szmatkach leżało niewielkich rozmiarów nasienie.

– To alkadis – wyjaśniła czarownica przyglądając się uważnie Aleksowi. – Silna trucizna. Umrzesz praktycznie natychmiast, kiedy tylko dostanie się do twojego organizmu. Jest także zaklęta. Twoja dusza, zamiast w piekle, znajdzie się w krainie śmierci – zadrwiła. – Twoje ciało jednak tym razem zostanie tutaj. Martwe. Nikt, nigdy nie będzie już w stanie cię przywołać.

– Dziękuję – powiedział po prostu Aleks, wstając.

Zawinął z powrotem w materiał pestkę i zacisnął na niej pięść.

– Wiesz, że to nie ma sensu? – zapytała czarownica, odprowadzając go do drzwi. – Kiedy tylko twoja dusza opuści ciało, nie będziesz pamiętał niczego z tego świata. Wszystko przestanie mieć znaczenie.

Aleks uśmiechnął się do niej z przekąsem. Pokręcił głową.

– Nie zapomnę – powiedział pewnym, odrobinę oddalonym, głosem. – Jej nigdy już nie zapomnę. Gdziekolwiek bym był.

~ ~ ~ ~ ~

Aleks chodził po pokoju. Był cieniem, duchem. Nikt go nie widział, nikt nie zwracał na niego uwagi. Nagle się zatrzymał. Ktoś leżał w rogu pomieszczenia. Osoba, tak samo rozmazana jak inne, świeciła bladą, niebieską poświatą. Nie oddychała, była martwa. Chłopak nie miał pojęcia dlaczego go zainteresowała. Podszedł bliżej, ukucnął przy niej. Zaciekawiony przyjrzał się jej twarzy. To był on sam! Leżał tam nieżywy. W krainie śmierci nie było uczuć. Była jednak ciekawość, która w tym momencie zwyciężyła z instynktem i ostrożnością. Aleks wstał. Rozejrzał się po pokoju. Przyjrzał się z bliska warczącemu coś wściekle mężczyźnie. Podszedł do płaczącej dziewczyny. Była związana. Ramiona miała wygięte w łuk, tak że przewieszony przez stropową belkę sznur, musiał zadawać jej ból. Obszedł ja dookoła. Stanął przed nią. Nagle jej oczy się rozszerzyły. Spojrzała prosto na niego. Nie! To nie było możliwe! Ona nie powinna go widzieć! Nie mogła!

– Aleksander – wyszeptała przez łzy.

Chłopak odskoczył. To było jego imię, Był tego pewien. Skąd ona je znała? Jak? Nagle coś powaliło go na podłogę. Przytłoczyło swoim ciężarem. Wszystko w nim krzyczało. Wracały do niego wspomnienia. Julia! Szybko jak błyskawica zerwał się z kolan. Musiał działać, nim znowu zapomni. Nim jego powrót tutaj, do krainy cieni, pójdzie na marne.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Ciało Aleksa leżało pod ścianą. Chłopak wyglądał na martwego. Julia krzyknęła. Ogarnęła ją przytłaczająca pustka. Wszystko w niej krzyczało. Błagała, żeby to był tylko zły sen. Potem zobaczyła stojący przed nią cień. Ujrzała przerażające, żółte oczy. Były tak bardzo znajome… Tym razem zamiast strachu poczuła nadzieję. Wymówiła imię chłopaka. Tak bardzo pragnęła, żeby tu wrócił! Ciemna sylwetka zniknęła. Zniknęły także żółte oczy. Każdym swoim nerwem czuła ból naprężonego ciała. Poczuła podmuch wiatru. Lina pękła. Osunęła się na kolana. Usłyszała krzyki mężczyzn. Obydwaj upadli na podłogę. Podniosła wzrok. Leżeli w kałuży własnej krwi. Blondyn cofnął się pod ścianę.

– To nie możliwe – mówił gorączkowo. – To nie mogło się wydarzyć.

Potknął się o coś idąc tyłem. To było martwe ciało Aleksa. Przewrócił się na podłogę. Niewidzialna ręka wyjęła coś z ust martwego chłopaka. Druga dłoń sięgnęła ku cofającemu się na leżąco mężczyźnie.

– Chodź do mnie Meltroy – uniósł się w powietrzu chłodny głos. – W krainie śmierci nie tylko ja na ciebie czekam.

Julia widziała, jak w pokoju pojawiają się ciemne sylwetki. Wszystkie miały żółte, kocie oczy. Wszystkie patrzyły wyczekująco na śmiertelnie przerażonego blondyna. Niewidzialna dłoń coś wepchnęła mu do ust. Oczy mężczyzny się zamknęły. W pomieszczeniu pojawił się kolejny ciemny kształt, natychmiast wciągnięty przez morze innych cieni. Sylwetki zniknęły, jakby rozwiane przez wiatr. W pokoju została tylko jedna. Kocie oczy patrzyły na Julię smutnym wzrokiem. Z trudem wstała z podłogi. Podeszła do ciemnej postaci Aleksa. Spróbowała go dotknąć. Jej ręka przeszła na wylot. Chłopak uśmiechnął się smutno. Musnął dłonią jej policzek. Poczuła podmuch wiatru.

– „Było warto” – usłyszała unoszące się w powietrzu słowa, a potem jego sylwetka zniknęła, zupełnie jak mgła rozwiana przez podmuch jesiennego wiatru.

– Aleks! Aleksander! – krzyknęła za nim, ale odpowiedziała jej tylko cisza. Przypadła do martwego ciała, które ciągle leżało na podłodze. – Aleks, co ty zrobiłeś?

Łzy płynęły po policzkach dziewczyny słonymi strumieniami. Jej zmęczone, bolące ramiona drżały. Siedziała tak kilkanaście minut, aż czyjeś ręce odciągnęły ją od martwego ciała. Na miejscu pojawiła się policja, przyjechało pogotowie. Julia rozpoznała rudowłosą dziewczynę. To była Dafne, której siostrę przywołała z krainy cienia. Rusałka podeszła do niej. Objęła ją ramieniem.

– Chodź – powiedziała cicho – zabiorę cię do domu.

Julia nie protestowała. Cały otaczający ją świat przestał istnieć. Zdała sobie sprawę, że bez Aleksa, nic już dla niej nie ma znaczenia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Nastał kolejny, jesienny dzień, tak samo pochmurny i ponury jak wszystkie poprzednie. Julia po przebudzeniu nie otworzyła oczu. Najchętniej nigdy by ich już nie otwierała. Czuła w sobie wszechogarniającą pustkę. Aleks… nawet nie zdążyła mu powiedzieć, że go kocha. Co on najlepszego zrobił… Łzy popłynęły spod zaciśniętych powiek dziewczyny, spływając po jej twarzy i mocząc białą poduszkę. Rozległ się dzwonek do drzwi. Julia nie wstawała, ignorując natrętne dzwonienie. Niech sobie wszyscy pójdą, niech dadzą jej święty spokój! Dzwoniący jednak nie rezygnował. W końcu dźwięk stał się tak natarczywy, że dziewczyna niechętnie wstała. Otworzyła drzwi, wpuszczając do środka Bartka. Szara wilczyca, otępiała i apatyczna przez kilka poprzednich dni, uniosła się teraz na przednich łapach i warknęła ostrzegawczo. Julia usiadła przy niej na dywanie, dotykając dłonią głowy zwierzęcia.

– Spokojnie – poprosiła cicho, drapiąc ją za uszami.

Wilczyca położyła dziewczynie głowę na kolanach, nieufnie przyglądając się Bartkowi. Spika zabrała do siebie na jakiś czas Dafne, Mara jednak nie chciała z nikim iść. Postanowiła zostać, a Julia nie potrafiła jej tej przysługi odmówić. W końcu nie była zwykłym psem, a przyjaciółką Aleksa. Rozumiały się bez słów. Wilczyca była też jedynym powodem, dla którego dziewczyna w ogóle wstawała z łóżka.

– Julcia – zaczął Bartek, siadając na brzegu kanapy – chciałem cię przeprosić. Zachowałem się jak idiota. Myślę, że potrzebujesz teraz przyjaciela. Czy możemy nadal być przyjaciółmi? – w głosie chłopaka słychać było rozpacz i błaganie.

Julia zmusiła się do bladego uśmiechu.

– Pewnie, że możemy, ale musisz dać mi trochę czasu… – powiedziała cicho. – Teraz potrzebuję samotności.

Bartek znał oficjalną wersję wydarzeń, tak jak wszyscy inni. Wiedział jednak, że chłopak, którego kochała, zginął dlatego, żeby ją uratować. Potrafił zrozumieć jej ból.

– Jeżeli tylko byś czegoś potrzebowała daj mi znać – poprosił wstając z kanapy.

Julia skinęła głową. Stanęła na nogi i przytuliła się na moment do przyjaciela.

– Dziękuję, że przyszedłeś – szepnęła kiedy wychodził, bo nic więcej nie potrafiła mu w tym momencie dać.

Chłopak uśmiechnął się smutno. Pocałował Julię delikatnie w czoło, a potem wyszedł, zostawiając ją w upragnionej samotności. Dziewczyna opadła na podłogę. Podwinęła pod siebie nogi, oplatając je ramionami. Słone łzy ponownie zaczęły strumieniami płynąć po jej zaczerwienionych policzkach.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Aleks zdziwił się, jak koszmarnie jest nie móc o wszystkim zapomnieć. Do tej pory zawsze myślał, że to brak wiedzy jest złą rzeczą. Teraz, kiedy nie potrafił przestać myśleć o życiu w świecie uczuć, o swojej Julii, zdał sobie boleśnie sprawę, jak bardzo się mylił. O ile łatwiej by było, gdyby niczego nie pamiętał. Jedyną pociechę w bezmiernej pustce i szarości, dawało mu to, że jego plan się powiódł. Udało mu się uratować dziewczynę, mimo tego, że zrobił to kosztem własnego życia. Wiedział też, że gdyby miał drugi raz wybierać, zrobiły dokładnie to samo co przedtem. Poświęcił dla niej życie i ani trochę tego nie żałował.

Świat cieni, co jakiś czas mieszał się przed oczami chłopaka z realnym światem. Przypominał sobie coraz więcej. Znał szczegóły ze swojego poprzedniego życia, wiedział już dlaczego został do tego koszmarnego wymiaru wysłany. Wieki temu prowadził wielką armię. Został ogłoszony królem, a nawet bogiem. Podbił Egipt, Persję, Azję Mniejszą. Legenda głosiła, że kto rozwiąże Węzeł Gordyjski, zostanie panem świata, a on przeciął go mieczem. Aż nazbyt dobrze pamiętał swój porywczy charakter. Przed oczami wciąż stało mu, jak w chwili gniewu zabija przyjaciela. Jednak jego największym błędem była wyprawa by podbić Indie, kraj czarownic i magii, demonów i złych duchów. Nie wierzył w ich istnienie. Jego armia się zbuntowała. Odmówiła dalszego marszu i musiał zawrócić. Hinduscy czarownicy zesłali na niego chorobę. Umarł, ale jego dusza nie była wolna. Przy pomocy czarnej magii został uwięziony w tym pustym, pozbawionym barw i ciepła świecie. Egipscy kapłani wysłali wraz z nim Marę – ducha opiekuńczego. Wiedział już dlaczego wtedy w górach odszukał Julię. Była jego jedyną szansą, jedyną nadzieją, na to, żeby się od tego koszmaru uwolnić. Teraz umarł po raz drugi, ale tym razem przynajmniej naprawdę był dumny ze swojego życia.

Rozejrzał się dookoła. Ze światem szarości i cieni zlewał się zamazany obraz rzeczywistości. To było mieszkanie Julii, ich mieszkanie. Sam nie wiedział jak i dlaczego się tu znalazł. Przecież tym razem nie mogła mu pomóc. Nie była w stanie go ponownie przywołać. Czuł jednak silną potrzebę, żeby ją zobaczyć. Chociaż na krótką chwilę, nie ważne jak wielki sprawi mu to ból.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Dziewczyna poczuła czyjąś obecność. Rozejrzała się po pokoju. Poczuła we włosach delikatny podmuch wiatru. Spojrzała na okno. Było zamknięte.

– Aleksander! – krzyknęła z rozpaczliwą nadzieją. – Aleks, czy to ty?

Odpowiedziała jej cisza, przerwana jedynie cichym, bolesnym skowytem Mary. Nie zobaczyła ciemnej sylwetki, nigdzie nie było żółtych, kocich oczu. Nic nie wskazywało na obecność chłopaka, ale ona wiedziała. Całą sobą czuła, że to on, że jest gdzieś w pobliżu.

– Aleks, pokaż mi się, proszę – szepnęła w pustkę.

Przez chwilę nic się nie działo, a potem tuż przed dziewczyną zaczął kształtować się szarawy cień. W końcu ciemna sylwetka przybrała postać Aleksa. Niesamowite żółte oczy patrzyły smutno w dal. W błękitnych oczach Julii pojawiła się determinacja. Dafne opowiedziała jej co się stało, wytłumaczyła zasady trucizny. Dziewczyna wiedziała, że nie może przywołać Aleksa z krainy cienia, nie tym razem. Nie zamierzała jednak poddawać się, dopóki nie spróbuje. Powzięła już decyzję. Włożyła rękę do kieszeni jeansów. Wymacała zawiniętą w chustkę pestkę, którą wyjęła z ust martwego czarownika. Nie chciała żyć bez Aleksa. Jeżeli nie uda jej się go tutaj przywołać, sama pójdzie do niego.

W kocich oczach chłopaka dostrzegła błysk zrozumienia. Silny podmuch wiatru powalił ją na podłogę. „Nie!” rozległo się głośne i chaotyczne, całą katatonią różnych dźwięków.

– Więc wróć do mnie Aleksandrze! – krzyknęła poprzez łzy.

Nie odpowiedział, patrzył na nią. Wszystkie swoje myśli, całą siłę woli skupiła na nim. Każdą, nawet najmniejszą komórką swojego ciała błagała, żeby tu był. Poczuła zmęczenie, ogarnęła ją senność, z którą nie była w stanie walczyć. Powieki same opadły, zakrywając jej jasne oczy.

– Kocham cię, Aleks – powiedziała cicho, a potem osunęła się w nicość.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Chłopak poczuł jakieś dziwne przyciąganie. Krzyknął, kiedy Julia zamknęła oczy. W świecie ciszy, po raz pierwszy od wieków, w przestrzeni rozbrzmiał jakiś dźwięk. Aleks tak bardzo zapragnął być tam, przy niej. Tutaj, w krainie cieni, w domenie śmierci, nic nie mógł zrobić, w żaden sposób jej pomóc. „Kocham cię” te słowa kołatały się w jego głowie, przelatywały niczym huragan przez myśli chłopaka. Były jak miód doprawiony piołunem. Cokolwiek by się nie działo, wiedział, że nie może pozwolić na to, żeby się tutaj znalazła. Niczego bardziej nie pragnął, niż tego, by trzymać ją z dala od tej martwej, jałowej krainy. Przyciąganie stało się silniejsze, niemal bolesne. Ukucnął przy ciele Julii. Z ulgą zdał sobie sprawę, że dziewczyna nie umarła, a jedynie zasnęła. Nie potrafił tylko znaleźć odpowiedzi na pytanie dlaczego. Potem poczuł ból. Zaczerpnął powietrza. Oślepiło go jasne światło. Na chwilę stracił przytomność. Kiedy znów ją odzyskał, zdał sobie sprawę, że leży na jakiejś dziwnej, zielonej macie. Zielonej! Mata miała barwę! Rozejrzał się po pomieszczeniu. Pokryty zieloną ceratą materac znajdował się na łóżku, w jakieś pustej białej sali. Od jego ciała odchodziły dziwne kable. W dłoń miał wbity welflon, przez który sączyła się do jego żył kroplówka. Bolała go głowa. Z trudem usiadł. Poczuł jak cały świat wiruje.

– Spokojnie – usłyszał miękki, rozbawiony głos. – To ciało przez kilka dni było prawie martwe, nawet nie wiesz ile mocy zużyłam, żeby utrzymać je w nadającym się do życia stanie.

Aleks zamrugał. Z parującym kubkiem w dłoni pochylała się nad nim Adelajda. Podała mu dziwnie pachnący napój.

 – Wypij to – powiedziała. – Szybko, zanim zorientują się, że się obudziłeś.

– Ale jak? – zaczął zachrypniętym głosem chłopak.

Czarownica uciszyła go gestem dłoni, niecierpliwie wciskając mu w ręce kubek.

– Pij! – rozkazała.

Chłopak posłuchał. Napój smakował paskudnie, ale Aleks był tak spragniony, że było mu wszystko jedno. Spojrzał pytająco na czarownicę.

– Widzisz, Aleksandrze, miałeś rację – powiedziała smutnym głosem. – Czarownice nie zawsze działają dla ogólnego dobra, czasami zdarza nam się nadużywać mocy również z egoistycznych pobudek. Nie wszystkie istoty, przebywające w krainie cieni zasłużyły na to, żeby tam być.

– Ja zasłużyłem – westchnął Aleks, z powrotem opadając na poduszki. – Teraz pamiętam kim byłem – powiedział cicho.

– Nie liczy się kim kiedyś byłeś – uśmiechnęła się lekko staruszka. – Ważne, kim jesteś teraz. Poświęciłeś życie dla osoby, którą kochasz, a ona była gotowa poświęcić je dla ciebie. Dlatego nie pozwoliła ci umrzeć, Aleksandrze. Ta dziewczyna ma moc i wykorzystała całą, żeby cię tutaj z powrotem przywołać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Do niewielkiego, szpitalnego pokoju weszła pielęgniarka. Wyglądała na zaskoczoną, widokiem rozbudzonego Aleksa. Czarownica gdzieś zniknęła, jakby nigdy jej tam nie było. Chwilę później przyszedł lekarz. Rozpoczęły się badania. Chłopak słyszał pełne niedowierzania szepty. Mimo, że jego ciało żyło, nikt tak naprawdę nie wierzył, że jeszcze się kiedyś obudzi. Teraz jednak był tutaj i całym sobą chłonął cudowny, pełen dźwięków i przeróżnych barw świat. Mimo, że jego ciało było zupełnie zdrowe, lekarze postanowili zatrzymać go przez kolejny dzień na obserwacji. Aleks przestał protestować, kiedy usłyszał od Dafne, że z Julią wszystko w porządku. Był głodny i spragniony. I pomimo tego, że najbardziej na świecie pragnął ją teraz zobaczyć, był w stanie na to jeszcze trochę poczekać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Julia otworzyła oczy. Spała już drugi dzień. Kiedy się budziła, widziała siedzącą przy jej łóżku Dafne. Po mieszkaniu krzątała się jej zielonooka siostra, Janna. Julia była zbyt słaba, żeby wstać. Otwierała oczy, tylko po to, by za chwilę, znowu je zamknąć. Gdy spała, śniła o domku w górach, o wakacjach spędzonych z Aleksem, o tym co było spełnieniem jej marzeń, a nigdy już miało do niej nie wrócić.

Dziewczyna rozejrzała się po pokoju. To był jej pokój. Leżała w swoim własnym łóżku. Nagle zamrugała. Otworzyła szerzej oczy.

– Aleks! – szepnęła cicho, pełnym niedowierzania głosem.

Chłopak uśmiechnął się delikatnie. Cicho, niczym polujący kot, wstał z krzesła na którym siedział i podszedł do łóżka. Usiadł przy dziewczynie. Wyciągnęła rękę. Dotknęła jego twarzy. Odgarnęła mu z czoła niesforny, brązowy kosmyk.

– Czy to sen? – zapytała cicho.

– Nie – odpowiedział. – Jestem tutaj naprawdę. Obydwoje jesteśmy.

Położył się przy niej, a ona przysunęła się bliżej, by zasnąć ponownie, tym razem spokojnym, pokrzepiającym snem, bezpiecznie wtulona w jego ramiona.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Epilog

Aleks lubił swoją pracę. Pasjonował się mechaniką. Z żalem i bólem w sercu na zimę schował swój motocykl. Zmęczony wrócił do domu. Julia siedziała przy stole. Jego Julia! Pisała. Cicho, jak przystało na wprawionego myśliwego podszedł do dziewczyny. Pochylił się nad nią, całując ją w kark. Pisnęła zaskoczona. Podskoczyła na krześle. Uwielbiał ją w ten sposób drażnić.

– Dzieciak! – mruknęła, kiedy podniósł ją z krzesła, oplatając ramionami.

Pocałowała go w usta. Gorąco, namiętnie odwzajemnił pocałunek.

– Kocham cię – powiedział cicho, tuż do jej ucha. – Nie wierzyłaś, kiedy mówiłem ci, że należymy do siebie.

– Teraz wierzę – roześmiała się dźwięcznie dziewczyna.

Aleks poderwał ją z ziemi. Zaniósł na kanapę, zganiając z niej rozciągniętą na całą długość mebla wilczycę. Mara popatrzyła na nich urażonym wzrokiem i poczłapała w kąt, położyć się obok drzemiącego mopsa – Spika.

– Co dzisiaj robiłaś? – spytał chłopak w przerwach pomiędzy pocałunkami.

Usiadł tak, że Julia znalazła się na jego kolanach. Oplatała go ramionami, pragnąc być jak najbliżej.

– Byłam z Dafne na zakupach – powiedziała wzruszając ramionami. – Naprawdę dobra z niej przyjaciółka, ale wolałabym, żeby przestała już okazywać swoją wdzięczność, za sprowadzenie tutaj jej siostry. Nie musi przecież spędzać ze mną każdej, wolnej minuty.

Aleks roześmiał się. Pokręcił głową.

– Nie przyszło ci do głowy, mała, że ona po prostu cię lubi? Daj jej szansę.

Julia wzruszyła ramionami.

– Cieszę się, że tak uważasz, bo oznajmiła, że jedzie z nami w grudniu w góry. Chce zabrać, ze sobą Bartka… Chyba jego też polubiła. Bardzo – oznajmiła podkreślając ostatnie słowo.

Chłopak jęknął cierpiętniczo.

– Czy my już nigdzie nie możemy być sami? – zapytał z pretensją w szczerym, niemal chłopięcym głosie.

– Chyba znam jedno takie miejsce – mruknęła Julia, ponownie całując Aleksa w usta.

Kiedy się od niego na chwilę odsunęła, na jego twarzy pojawił się zadowolony, szelmowski uśmiech. Zaborczym gestem przyciągnął ją do siebie z powrotem, tym razem dużo dłużej nie pozwalając się jej odsunąć.

The End


Słowniczek:

* Rusałka – w wolnym tłumaczeniu nimfa wodna, tak jak driada to nimfa leśna (stąd używam tego słowa jako synonimu).

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

17 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Kamm.

    22 grudnia 2010

    Kiedy będzie kontynuacja?

    • Odpowiedz

      Miye

      22 grudnia 2010

      Teraz trochę wolnego, więc pewnie niedługo. Zostało mi to, Córka Demona i Czarna Magia do skończenia. Tyle, że w międzyczasie przychodzą nowe pomysły, których szkoda nie wykorzystać!

      • Odpowiedz

        Kamm.

        23 grudnia 2010

        A kiedy już te skończysz, rozpoczniesz coś nowego? Twoje opowiadania są ge-nia-lne!

  2. Odpowiedz

    Miye

    24 grudnia 2010

    Co chwilę powstaje coś nowego ;). Lubię tworzyć, pisać i eksperymentować!

    • Odpowiedz

      Kamm.

      26 grudnia 2010

      Skoro powstaje, to gdzie to? T^T

      • Odpowiedz

        Miye

        28 grudnia 2010

        Hehe, aż tyle czasu, żeby codziennie wrzucać coś nowego to ja nie mam niestety. Jednak nowe kawałki pojawiają się mimo wszystko dość często. Widziałam Twojego bloga Kamm, robisz bardzo ciekawe zdjęcia, uwielbiam zwłaszcza takie z rozmyciem w tle.

  3. Odpowiedz

    Kamm.

    28 grudnia 2010

    Naprawdę szkoda, po uwielbiam czytać to, co tworzysz. Dosyć często? Znalazłam tego bloga, a właściwie Ciebie na nastku, długo przed świętami… I nadal nie ma tu nic nowego. T^T
    Cóż, bardzo dziękuję. Jeśli chcesz poczytać coś mojego, w nowej nocie jest link do bloga, na którym ja zaczęłam pisać.

    • Odpowiedz

      Miye

      28 grudnia 2010

      Ostatnie co skończyłam to Kropla Łez – 12 grudnia, co jakiś czas dochodzi mały rozdział Córki Demona, a teraz wpadłam na dwa nowe pomysły, początek jednego już jest, drugie będzie krótkie, więc wrzucę jako całość.

      Co do bloga, chętnie zajrzę i poczytam.

      • Odpowiedz

        Kamm.

        5 stycznia 2011

        Kiedy następnee? :<

  4. Odpowiedz

    mlodad

    28 marca 2011

    to opowiadanie jest cudneeee!!!!
    kurcze, że ja dopiero teraz na nie trafiłam:)
    kiedy ciąg dalszy??:) błagam dokończ mi to opowiadanko…:*

  5. Odpowiedz

    Miye

    11 kwietnia 2011

    Żółte Kwiaty doczekały się swojej kontynuacji, a w niedługim czasie doczekają się także zakończenia. Rys już w każdym razie powstał.

  6. Odpowiedz

    Rose

    11 kwietnia 2011

    nareszcie 🙂 tylko szkoda że tak malutko.

  7. Odpowiedz

    Rose

    15 kwietnia 2011

    cuuudne 🙂

  8. Odpowiedz

    Lola

    19 grudnia 2012

    Ale to fajne 🙂

  9. Odpowiedz

    Cam

    1 maja 2014

    Powiem tak.. Zaczelam to czytac prze 3 w nocy… Nie malego starchu sobie narobilam czytajac poczatek 🙂 ale bylo warto 🙂

  10. Odpowiedz

    ren

    11 września 2015

    To było coś niezwykłego. Nie przeczytałam wszyskich twoich opowiadań, ale to mi się podobało jak narazie najbardziej. Nadaje się na scenariusz do filmu, który ze stuprocentową pewnością obejrzałabym. Świetny pomysł. Wszysto genialnie napisane i nie przesadzone. Naprawdę myśle że z tego by powsało coś super. Jestem zachwycona. Może mój komentarz nabierze innych barw gdy dodam, że bardzo rzadko coś komentuje, a jeszcze rzadziej (bo poraz pierwszy) o tym wspominam. Pozdrawiam z całego serca. I prosze nie rób z tego ciągu dalszego. Jest great takie jakie jest to opowiadanie.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS