Kropla Łez

Siedziałam skulona na podłodze, w rogu pokoju. Plecami opierałam się o zimną ścianę. Czułam się tak cholernie samotna, jak nigdy dotąd. Przez całe swoje życie wierzyłam w magię, a dziś… to wszystko było tylko głupim snem! Dotknęłam dłonią piekącego po silnym uderzeniu policzka. Dlaczego? Czy nic, już nigdy, nie będzie dobrze?

Ten dzień rozpoczął się jak prawdziwy koszmar, a ja, mimo zachodu słońca, dalej w nim trwałam. Od ponad roku mieszkam tylko z bratem, jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. Ojciec opuścił nas, gdy byłam jeszcze mała, mama długo chorowała, a młodsza siostra, Julka przez prawie cały czas przebywa w szpitalu. Marek, mój brat, nie jest złym chłopakiem, zwyczajnie sobie nie radzi z tym wszystkim. Musiał rzucić szkołę i podjąć się pierwszej lepszej pracy, żeby nas utrzymać po śmierci mamy. Żebym ja mogła spokojnie skończyć liceum. Nie dał rady, popadł w długi, zaczął pić. Wciągnęły go narkotykowe zabawy. Teraz często wraca do domu w takim stanie jak dzisiaj. Wściekły, gotowy pod byle pretekstem zrobić nieprzyjemną awanturę lub nawet, co zdarza się ostatnio coraz częściej, uderzyć mnie. Dzisiaj wcale nie było inaczej.

– Ty głupia szmato! – wrzasnął Marek, ledwie przekroczywszy próg naszego niewielkiego mieszkania. Jego oczy były rozszerzone od jakiegoś świństwa, które znowu postanowił wziąć. – Znowu nic nie robisz! Przez ciebie stracimy to pieprzone mieszkanie!

Nawet nie próbowałam się odezwać. Dobrze wiedziałam, że nie ma to najmniejszego sensu. Tak bardzo pragnęłam stąd wyjść, ale zwyczajnie nie miałam dokąd, poza tym byłam pewna, że i tak by mi na to, w takim stanie, nie pozwolił. Skuliłam się z szybko bijącym sercem w rogu pokoju. Marek wszedł, nie fatygując się nawet, żeby zdjąć buty. Odrzucił byle jak kurtkę na jedno ze zniszczonych, drewnianych krzeseł.

– Co jest do jedzenia? – warknął nie patrząc na mnie.

– Nic nie ma – odpowiedziała cicho, coraz bardziej przestraszona.

Przemierzył dzielącą nas przestrzeń zaledwie w kilku susach. Brutalnie chwycił mnie za ramię. W jego oddechu czuć było alkohol.

– Jak to nic nie ma?! – krzyknął wściekle.

– Nie miałam za co kupić – odpowiedziałam niepewnie, wiedząc, że ignorowanie jego pytań, kiedy jest w takim stanie to duży błąd.

Wtedy mnie właśnie uderzył. W oczach stanęły mi łzy, kiedy wymierzył mi silny policzek.

– Jesteś nic nie wartą dziwką – syknął. – Jeżeli jeszcze raz się to powtórzy to mnie popamiętasz – warknął gniewnie, potem odsunął się ode mnie, zabrał z krzesła swoją sportową kurtkę i trzaskając drzwiami wyszedł z domu, a ja znów zostałam sama.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Rano obudziłam się bardzo niewyspana. Przez prawie całą noc nie mogłam zmrużyć oka, myśląc jedynie o Marku, na przemian to gniewając się na niego, to zamartwiając się, że nie wrócił na noc do domu. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i wstałam z leżącego pod ścianą materaca. Nasze mieszkanie było naprawdę małe. Jeden pokój zajmujący dosłownie kilka metrów kwadratowych, przy drzwiach niewielka prowizoryczna kuchnia i odgrodzona kartonowo-gipsową ścianą miniaturowa łazienka. To wszystko czym dysponowaliśmy.

Zerknęłam na stojący na szafce zegarek. Zaczęłam przeklinać. Cholerne urządzenie znowu stanęło, a ja z pewnością byłam już spóźniona do szkoły. Najszybciej jak potrafiłam wciągnęłam na siebie poprzecierane jeansy, niebieską koszulę w kratę i mój popielaty, jesienny płaszcz, który odziedziczyłam jeszcze po mamie. Chwyciłam granatowy plecak i pędem wypadłam ze starej kamienicy, w chłodne, wczesnojesienne powietrze.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Nasza szkoła, liceum ekonomiczne imienia Mikołaja Kopernika, było zupełnie zwyczajną, niczym nie wyróżniającą się budowlą z szarego kamienia. Korytarze miała chłodne, wąskie i mało przytulne. To jednak nikomu nie przeszkadzało w toczeniu ożywionych rozmów pod salami lekcyjnymi. Gwar i śmiechy uczniów zagłuszały nie tylko moje własne słowa, ale i myśli.

– Znowu nie byłaś na polskim – niemal krzyknęła Marta, żeby dotarły do mnie jej słowa. – Co się stało?

Pociągnęłam przyjaciółkę za rękę do damskiej łazienki. Tu było znacznie ciszej.

– Marek dalej coś bierze, całą noc nie spałam – opowiedziałam przyciszonym głosem Marcie. Była moją jedyną, za to niezawodną przyjaciółką. Jej mogłam powiedzieć wszystko. – Do tego chcą nas wyrzucić z mieszkania, bo zalegamy z czynszem za trzy miesiące.

– Paskudnie – odpowiedziała tylko – wiesz, że w razie czego zawsze możesz zatrzymać się u mnie… Moja matka nie będzie miała nic przeciwko.

Uśmiechnęłam się do niej pogodnie.

– Ja tak, ale Marek nie – westchnęłam cicho.

– Ehh, no na to nie ma szans – przyznała szczerze. – Wpadasz dzisiaj do mnie na noc? Jest piątek… trzeba chociaż trochę się rozerwać. Może coś razem wymyślimy?

– Dobrze – uśmiechnęłam się do niej, kryjąc pod tym uśmiechem wszystkie moje zmartwienia. – Dzięki za zaproszenie. To co było na tym polskim?

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kiedy po szkole wróciłam do domu, Marek siedział na krześle. Miał przygarbione ramiona i ogólnie wyglądał jak ktoś, na kogo spadło naprawdę wiele nieszczęść. Na mój widok podniósł głowę. Wstał z krzesła. Jego twarz była bardzo blada. Wyraźnie rysowały się na niej duże, szare oczy.

– Emilka – wypowiedział moje imię czułym, przepełnionym smutkiem głosem. – Przepraszam za wczoraj, ja nie…

Jak zwykle nie dałam mu skończyć. Przylgnęłam do niego, oplatając go w pasie ramionami. Objął mnie delikatnie.

– Przepraszam siostrzyczko – powtórzył cicho, tuląc mnie do siebie czułym gestem.

Nie chciałam, żeby cokolwiek mówił. Nie chciałam od niego obietnic, których i tak nie dotrzyma. Dopóki był sobą, to i tak nie miało znaczenia. Odsunęłam się od niego niechętnie, rzucając w kąt mój granatowy plecak.

– Idę do szpitala, pójdziesz ze mną? – zapytałam zmieniając temat.

Chodziłam tam niemal codziennie, Marek tylko wtedy, kiedy nic nie brał, a ostatnio zdarzało mu się to coraz rzadziej.

– Jasne, że pójdę – oznajmił z bladym uśmiechem. – Musimy przecież odwiedzić naszą małą Julkę.

Pół godziny później staliśmy pod drzwiami dyżurki na oddziale chorób przewlekłych. Moja młodsza siostra miała szesnaście lat, chorowała na białaczkę. Na przemian, w zależności od jej stanu, zajmował się nią to szpital, to hospicjum. Rzadko kiedy czuła się na tyle dobrze, żeby normalnie chodzić do szkoły, a leczenie, które mogłoby cokolwiek zmienić, polegające w tym wypadku na przeszczepie szpiku kostnego, jak wszystko inne, wymagało pieniędzy. Tego, czego akurat nie mieliśmy.

– Jak to nie możemy wejść? – zdenerwował się Marek. – To przecież nasza siostra!

– Dzisiaj nie czuje się najlepiej – odpowiedziała spokojnie, obojętnym głosem pielęgniarka. – Teraz śpi. Jest po zabiegu. Możecie przyjść jutro.

Marek nie miał jeszcze dwudziestu lat, a ja wiosną skończyłam osiemnaście. Tak naprawdę, nigdy nikt nie traktował nas poważnie. Widziałam, że mój brat zamierza się kłócić. To nie miało sensu, a jedynie nastawi do nas nieprzychylnie pielęgniarki. Położyłam mu rękę na ramieniu.

– Wrócimy jutro – powiedziałam cicho. – Proszę jej przekazać, że byliśmy.

Kobieta obdarzyła mnie zdawkowym, służbowym uśmiechem.

– Oczywiście skarbie, przekażę jej – odpowiedziała, na powrót zagłębiając się w lekturze kolorowego pisma dla pań.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Wieczorem znalazłam się u Marty. Siedziałyśmy na jej łóżku zajadając krakersy i popijając je sokiem żurawinowym produkcji jej mamy. Zawsze zazdrościłam przyjaciółce kompletnej rodziny, to jednak nigdy, w żaden sposób, nie wpływało na nasze stosunki.

– Więc potrzebujesz jakiejś pracy! – stwierdziła dobitnie Marta.

Jak zwykle rozmawiałyśmy o moich problemach, ona chyba tak naprawdę nie miała żadnych. Nawet kiedy podobał jej się jakiś chłopak, zawsze miała w sobie dość odwagi, żeby się tym sama zająć. Nie potrzebowała mojego wsparcia, natomiast dla mnie przyjaciółka była czymś w rodzaju liny ratunkowej.

– Gdyby to było takie łatwe! – westchnęłam. – Wszędzie próbowałam… nigdzie mnie nie zatrudnią, dopóki chodzę do szkoły, a nie mogę zrezygnować z tego cholernego liceum, bo zabiorą nam opiekę nad Julką i stypendium socjalne. Marek po raz kolejny stracił pracę, wszystko wygląda beznadziejnie.

– Jak bardzo jesteś zdeterminowana? – zapytała mnie Marta, a w jej oczach pojawiły się niebezpieczne błyski, jak zawsze wtedy, kiedy miała zamiar zdradzić cudzą tajemnicę.

– Doskonale wiesz, jak bardzo – jęknęłam.

– Wiesz jak zarabia na te wszystkie ciuchy i kosmetyki Kinga? – zapytała konspiracyjnym szeptem. – Przecież jej rodzina jest bardzo uboga…

Pokręciłam głową, nie miałam pojęcia.

– Znalazła sobie wujka z ameryki? – spytałam żartobliwie.

– Coś w tym stylu… – uśmiechnęła się pogodnie Marta. – Ma sponsora, faceta, który płaci jej za seks.

Spojrzałam na przyjaciółkę niedowierzająco, wyglądała zupełnie jakby właśnie oznajmiła mi prawdę objawioną.

– Żartujesz, prawda? – zapytałam niedowierzająco. – Sugerujesz mi, że powinnam zostać dziwką?

Marta skrzywiła się na te słowa.

– Nie zupełnie… to nie to samo… – powiedziała nie patrząc na mnie. – Chodzi o znalezienie faceta, albo dwóch, którzy będą ci płacili za to, że z nimi sypiasz od czasu do czasu, a nie oddawanie się każdemu kto jest gotowy zapłacić.

– Ty sobie naprawdę ze mnie jaja robisz – powiedziałam kręcąc głowa. Poczułam się bardzo nieprzyjemnie. – Nie wracajmy już do tego tematu.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

W sobotę rano wróciłam do domu. Marka nie było, za to kiedy tylko weszłam usłyszałam mocne, właściwie nie pukanie, a walenie do drzwi. Niechętnie otworzyłam. W progu stał właściciel budynku. Łysawy facet w średnim wieku, z wyraźnie zarysowanym brzuszkiem piwnym. No tak, ten cholerny czynsz…

– Jesteście mi winni pieniądze za trzy miesiące – zaczął bez zbędnych wstępów. – Jeżeli nie macie, to równie dobrze możecie się wynieść już teraz.

Popatrzyłam na niego nieugiętym wzrokiem.

– Zapłacimy pod koniec przyszłego tygodnia – oznajmiłam pewnym głosem, nie wierząc jednak za bardzo we własne słowa.

On też mi nie uwierzył.

– W następną niedzielę ma was tu nie być, gdyby nie moja żona, wyrzuciłbym was natychmiast, jej możecie podziękować – warknął i zniknął w ponurym, szarym korytarzu kamienicy.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Przez cały dzień snułam się po dworze. Chłodne jesienne powietrze działało na mnie orzeźwiająco, w żaden jednak sposób nie pomagało na moje problemy. Dzięki temu, że śniadanie jadłam u Marty, nie czułam się przynajmniej głodna, cieszyłam się też, że w mieszkaniu, na kuchennym blacie zostawiłam kanapki dla Marka. Westchnęłam. Coś w końcu kiedyś musi zacząć się pomyślnie układać.

Coraz poważniej zaczęłam zastanawiać się nad sugestią Marty. Nie byłam jakąś niesamowitą pięknością, ale nie należałam też do brzydkich dziewczyn. Nie jeden raz jakiś chłopak zachłannie wodził za mną wzrokiem. Mam metr siedemdziesiąt, długie blond włosy sięgają mi niemal do pasa, a moje szaro-niebieskie oczy są duże i mają ładny kształt. Jestem szczupła, nawet miejscami za bardzo, przez to, że zdarzało mi się naprawdę źle odżywiać, mimo to nigdy nie narzekałam na swój wygląd. Najczęściej był mi po prostu obojętny.

Koło siedemnastej znów stałam w drzwiach mieszkania Marty. Przyjaciółka przywitała mnie, jak zwykle, bardzo ciepło, wyglądała jednak na odrobinę zdziwioną, że znowu się u niej pojawiłam.

– Marta, jak to się robi? – zapytałam, gdy tylko znalazłyśmy się u niej w pokoju.

– Robi się co? – nie zrozumiała dziewczyna.

– Szuka tego całego sponsora – odpowiedziałam lekko nachmurzona.

– Zmieniłaś zdanie? – spytała niepewnie.

– Tak, zmieniłam – odparłam z ciężkim westchnieniem.

Chwilę później siedziałyśmy przed komputerem czytając różnego rodzaju ogłoszenia na towarzyskich portalach. Marta zasugerowała, żebym umieściła tam własne, ja jednak wolałam na razie skorzystać z już istniejących. Wybrałyśmy kilkanaście sensownie napisanych, a potem moja przyjaciółka powysyłała do ogłoszeniodawców maile.

Przez cały kolejny tydzień w szkole opowiadała mi treść różnego rodzaju, głównie wulgarnych maili na które odpisywała. W końcu jednak, w czwartek, oznajmiła mi, że umówiła mnie na spotkanie z jakimś całkiem sensownym i kulturalnym gościem. Miałam przyjść do niej zaraz po szkole, przygotować się, a potem iść na spotkanie. Planował być z kolegą. Marta zaproponowała, że pójdzie ze mną, ja jednak nie chciałam. Wolałam stawić temu czoła sama.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Bardzo denerwowałam się czekającym mnie spotkaniem. Przez całą drogę próbowałam sobie wmówić, że to nic takiego, ale wiedziała, że wcale tak nie jest. Chciałam zrobić coś paskudnego, coś zupełnie amoralnego, a jednak, nie widziałam nigdzie innego wyjścia. Dzięki temu los Juli, los Marka, mój los miały sporą szansę się poprawić. Byłam zdeterminowana i gotowa na wszystko. Martwiło mnie teraz jedynie moje zniszczone codziennie ubranie i brak jakiegokolwiek makijażu. Głupia polonistka, że też akurat dzisiaj, kiedy byłam umówiona na to nieszczęsne spotkanie, musiała mnie zatrzymać po lekcjach! Nie zdążyłam zajść do Marty, żeby się przygotować, jak planowałyśmy poprzedniego dnia. Niezbyt pewna siebie otworzyłam przeszklone drzwi kawiarni, w której miało odbyć się nasze spotkanie.

Przy stole w rogu, na wyblakłej, czerwonej kanapie siedziało dwóch mężczyzn. Rozmawiali przyciszonymi głosami. Zdziwiło mnie to, że byli tacy młodzi, żaden z nich na pewno nie dotarł jeszcze do trzydziestki, ale idealnie pasowali do podanego opisu. Pierwszy z nich był blondynem, z typu tych, którzy całe dnie spędzają na siłowni i solarium. Miał na sobie markowe, sportowe ubranie, a na jego twarzy gościł rozbawiony uśmiech. Wyraźnie nie czuł się ani trochę skrępowany zaistniałą sytuacją. Drugi miał kasztanowe, delikatnie przydługie włosy i sceptyczny, ponury wyraz twarzy. Jego usta zaciśnięte były w wąską kreskę. Na sobie miał koszulę w kolorze wytrawnego wina i modnie skrojoną marynarkę.

Podeszłam do nich ukrywając wstyd i zmieszanie pod maską uprzejmego uśmiechu. W duchu przeklinałam swoje wytarte jeansy i kraciastą koszulę. Pierwszy raz w życiu miałam za złe swoim włosom, że zawsze tak niesfornie wyplatają się z gumki. Przywitałam się grzecznie, przedstawiłam, zdjęłam popielaty płaszcz i usiadłam. Oni także podali swoje imiona, ten elegancko ubrany nazywał się Sebastian, drugi natomiast przedstawił się jako Rafał.

Blondyn rzucił mi spojrzenie okraszone drwiącym uśmieszkiem, które bez trudu odczytałam jako słowa, których jednak nie wypowiedział „Czego ty tu właściwie szukasz smarkulo? To nie piaskownica. Jesteś dokładnym przeciwieństwem tego, o co nam chodziło.”. Czekoladowe oczy bruneta pozostały lodowato zimne, a twarz nie wyrażała niczego. Kiedy spojrzał bezpośrednio na mnie, jakby oceniając moją osobę wzrokiem, poczułam dziwny, irracjonalny strach. Było w nim coś złowieszczego. Szybko otrząsnęłam się z tych dziwnych myśli, starając się skupić całą uwagę na luźno rzucanych przez blondyna pytaniach.

– Więc jesteś pełnoletnia? – zapytał jakby odrobinę rozbawiony.

– Tak, skończyłam osiemnaście lat w marcu – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Po jego twarzy widziałam, że mi nie uwierzył. Przeklęta polonistka! Dlaczego musiała sobie wybrać na zatrzymanie mnie po lekcjach akurat dzisiejszy dzień?

– Robiłaś to już kiedyś? – zadał kolejne pytanie.

– Masz na myśli seks czy seks za pieniądze? – spytałam coraz bardziej zirytowana jego postawą, zapominając o tym, że powinnam wobec niego być miła i uprzejma.

Teraz otwarcie się roześmiał.

– I jedno i drugie – powiedział nie kryjąc drwiącego uśmiechu.

– Nie jestem dziewicą – powiedziałam patrząc na niego wyzywająco – ale nigdy nie zarabiałam w ten sposób.

Pytań było jeszcze kilka. Brunet przez cały czas milczał jedynie przyglądając mi się uważnie. W końcu blondyn podziękował i oznajmił, że dadzą mi znać. Jego spojrzenie znów mówiło „nie licz na to, mała”. Pożegnałam się, wstałam od stolika naciągając na ramiona płaszcz i wyszłam z kawiarni w chłodne, wieczorne powietrze. W gardle czułam nieprzyjemny ucisk. Nie sądziłam, że nasza rozmowa będzie wyglądała w taki sposób, ale niby czego innego mogłam się spodziewać?

Byłam już prawie na przystanku, kiedy dogonił mnie blondyn. Miał bardzo ponurą minę. Obrzucił mnie jednocześnie pogardliwym i niedowierzającym spojrzeniem. Do ręki wcisnął mi jakąś wizytówkę.

– Jeżeli jesteś zainteresowana – powiedział złowrogo – to bądź pod tym adresem jutro o dziewiętnastej. Miłej nocy – rzucił odwracając się i odchodząc z powrotem w stronę zatłoczonej kawiarni.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Z drżącym sercem minęłam bramę strzeżonego osiedla. Tym razem przynajmniej wyglądałam w miarę sensownie. Miałam na sobie pożyczoną od Marty granatową tunikę, cienkie rajstopy, wysokie buty i delikatny, chłodny makijaż. Mimo to, w dalszym ciągu, czułam się cholernie niepewnie. Ze wszystkich sił starałam się uspokoić oddech wjeżdżając windą na czwarte piętro nowo wybudowanego bloku. Kiedy stanęłam pod drzwiami przymknęłam oczy, starając się nie myśleć o tym po co i dlaczego w ogóle tu przyszłam.

Z wnętrza mieszkania usłyszałam głosy. Jeden z nich mówił z wyraźnym wyrzutem, niezbyt miłym, niezadowolonym tonem. Rozpoznałam dźwięczny głos Rafała.

– Dlaczego akurat ona? Z pośród dwudziestu naprawdę ładnych dziewczyn wybrałeś akurat tą, która wyglądała jakby dopiero co z podstawówki wyszła! Nie jestem przekonany czy ona kiedykolwiek słyszała takie słowo jak „moda”- powiedział rozżalony.

Potem do moich uszu dotarł głęboki, ale wcale  nie wesoły śmiech.

– Wybrałem ją, ponieważ widziałem jak ci się nie podoba – powiedział ironicznie, drwiącym tonem drugi głos. – Czasami po prostu nie potrafię się powstrzymać przed zrobieniem ci na złość. Dla mnie to nie miało najmniejszego znaczenia, która to będzie.

– Jestem ciekaw czy przyjdzie – burknął w odpowiedzi głos Rafała. – Nie wyglądała na zbyt pewną tego co robi.

– Przyjdzie – odpowiedział z całą stanowczością Sebastian – widziałem to w jej oczach. Była zdecydowana. Jak się pojawi, przyślij ją do mnie.

Potem głosy umilkły, a ja nie byłam w stanie się nawet poruszyć. Zaciskałam w pięści drżące dłonie. W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do drzwi. Rafał otworzył mi prawie natychmiast. Spoczął na mnie jego lekko niedowierzający wzrok.

– Wyglądasz o niebo lepiej niż wczoraj – stwierdził beznamiętnie, a potem wpuścił mnie do środka.

– Dzięki – bąknęłam nie będąc pewną jak się w stosunku do niego zachować.

Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mieszkanie było przestronne i ładne. Urządzone w dość surowym, ale jednocześnie nie odpychającym stylu. Czarne, skórzane meble idealnie współgrały ze szklanymi blatami stołu i barku. Na ścianach wisiały nowoczesne, oprawione w anty-ramy obrazy. Z miejsca nie przypadły mi do gustu, nigdy takich nie lubiłam. Dla mnie sztuka powinna przedstawiać coś pięknego, a nie jakieś nic nie wyrażające kreski. Rafał zabrał ode mnie płaszcz, a potem zaprowadził mnie pod drzwi jednego z trzech pokoi. Chciał mnie pod nimi zostawić, ale chwyciłam go za rękę. Szybko odsunęłam się od mężczyzny, kiedy tylko zorientowałam się co zrobiłam.

– Co znowu? – spytał zrezygnowany.

– Czego ode mnie oczekujecie? – spytałam niepewnie.

Blondyn przewrócił oczami.

– Po prostu rób to, czego on od ciebie chce, ni mniej ni więcej – westchnął. – Dasz sobie radę – powiedział odrobinę łagodniejszym głosem.

Potem otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka, zamykając je za mną, jakby odcinał ostatnią drogę ucieczki. Stanęłam w progu sporej sypialni, urządzonej w różnych odcieniach szarości. Na środku stało spore łóżko, w rogu była szafa z pomalowanego na czarno drewna, a po drugiej stronie pokoju okno i otwarte, prowadzące na balkon drzwi. Podeszłam tam i wyjrzałam przez nie. Sebastian stał na balkonie paląc papierosa. Miał na sobie grafitowe jeansy i czarną koszulkę bez rękawów. Wyglądał naprawdę nieźle. Coraz bardziej zaczęło mnie zastanawiać dlaczego taki facet chce płacić za seks. Wiedziałam jednak, że zadawanie pytań i zaspakajanie własnej ciekawości nie należy do moich praw.

– Dobry wieczór – przywitałam się nieśmiało, kiedy odwrócił się w moją stronę.

– Cześć – odpowiedział spokojnie paląc dalej.

W milczeniu czekałam aż skończy, wpatrując się w kolorowe światła miasta. Mieszkanie, w którym przebywaliśmy znajdowało się w ścisłym centrum Krakowa. Okolica była jasno oświetlona i naprawdę ładna. Wreszcie Sebastian zgasił niedopałek w stojącej na parapecie popielniczce i wszedł do środka, zamykając za sobą balkonowe drzwi. Spojrzał teraz prosto na mnie, a ja znów poczułam irracjonalny strach. Sama tego chciałaś, zgodziłaś się na to, powtarzałam sobie w myślach, starając się nie pokazać mu swoich uczuć.

– Rozbierz się – rozkazał, tak po prostu bez żadnych wstępów. – Chcę cię zobaczyć.

Z trudem przełknęłam ślinę. Mówił całkiem poważnie. Lekko drżącymi dłońmi sięgnęłam do sznurowanego zapięcia tuniki. Starałam się myśleć o czymkolwiek innym, ale rozpraszało mnie natarczywe spojrzenie chłopaka. Czułam wstyd. Całą siłą woli walczyłam z pojawiającymi się na mojej twarzy bladymi rumieńcami. W końcu zrezygnowałam z prób myślenia o czym innym, zwyczajnie nie byłam w stanie. Przyjrzałam się Sebastianowi. Ile mógł mieć lat? Może dwadzieścia siedem? Wiedziałam dlaczego ja znalazłam się w tej sytuacji, ale dlaczego on? Coraz silniej nie dawało mi to spokoju, mimo, że próbowałam sobie wmówić, że to nie moja sprawa. Powoli zdejmowałam z siebie ubranie, aż w końcu zostałam w samej, koronkowej bieliźnie. Jeszcze bardziej zawstydziłam się na myśl, że nawet to musiałam pożyczyć od Marty.

– Podejdź tu – powiedział, a ja natychmiast posłuchałam.

Rozpiął mój stanik, odrzucając go na podłogę, na stertę reszty moich ubrań. Jego twarz w dalszym ciągu była nieprzeniknioną maską, oczy błyszczały jednak z podniecenia. Położył dłoń na mojej delikatnej piersi. Ścisnął ją niezbyt mocno, kciukiem przesuwając po sterczącym sutku. Mimo, że w pokoju nie było zimno, zadrżałam.

– Rozepnij mi spodnie – rozkazał lekko zachrypniętym z podniecenia głosem.

Posłuchałam. Rozpięłam mu rozporek, uwalniając sterczącego, gotowego do akcji członka. Przestraszyłam się jeszcze bardziej widząc jego wielkość. Nie miałam w tych sprawach zbyt dużego doświadczenia. Miałam już za sobą tę pierwszą, jedyną w życiu noc, ale właściwie nic więcej. Chłopak, z którym straciłam dziewictwo, mimo zapewnień o wielkiej, dozgonnej miłości, kiedy tylko dostał to czego chciał, więcej się do mnie nie odezwał.

– Zrób mi loda – usłyszałam kolejne polecenie Sebastiana.

W pierwszym odruchu, chciałam mu odpowiedzieć, że nie chcę. Potem jednak sama siebie upomniałam, gdzie jestem i co właściwie tutaj robię. Nikt nie obiecywał, że będzie jak w bajce. Uklęknęłam przed mężczyzną biorąc do ręki jego męskość. Nigdy tego jeszcze nie robiłam, starałam się jednak jak najlepiej umiałam. Najpierw zaczęłam lizać samą główkę, potem przesuwałam językiem od nasady aż po czubek. Wreszcie wsunęłam go sobie do ust. Wszedł niemal do połowy. Zaczęłam poruszać głową, jednocześnie pieszcząc czubek językiem. Jedyną oznaką podniecenia Sebastiana był jego przyspieszony oddech. To jednak wystarczyło mi za wskazówkę, że robię to tak, jak powinnam. Zaskoczyło mnie, kiedy w pewnym momencie, przytrzymał moją głowę przy swoich lędźwiach. Poczułam w ustach słodkawo-słony smak. Przełknęłam niechętnie płyn, żeby się nie udławić. Mężczyzna odsunął się ode mnie dopiero po chwili. Schował ciągle jeszcze sterczący członek i zapiął spodnie.

– Na dzisiaj wystarczy – stwierdził – drzwi po lewej to łazienka, na stole leży koperta, to jest zaliczka. Rafał wezwie dla ciebie taksówkę – oznajmił beznamiętnym tonem, po czym jak gdyby nigdy nic wyszedł z pokoju.

Zostałam sama. Opadłam na popielaty dywan. W oczach stanęły mi łzy. Nie płakałam jednak. Nigdy nie płakałam, już dawno zapomniałam jak to się robi. Jaki zresztą sens mają łzy, gdy nie ma przy tobie nikogo, kto mógłby cię pocieszyć? Musiałam być silna. Pozbierałam porozrzucane po podłodze ubrania i wciągnęłam je na siebie najszybciej jak potrafiłam. Nie skorzystałam z łazienki, nie obchodziło mnie jak wyglądam. Jak najszybciej chciałam znaleźć się w domu.

Kiedy weszłam do salonu, blondyn leżał rozwalony na skórzanej kanapie. Głową wskazał leżącą na stole kopertę. Wzięłam ją nie zaglądając do środka. W tym momencie było mi wszystko jedno.

– Zostaw mi swój numer – powiedział Rafał patrząc na mnie z niechęcią.

Zmieszałam się odrobinę.

– Nie mam… – odpowiedziałam cicho.

– Yhh? Jak to nie masz? – zdziwił się chłopak.

– Po prostu, nie używam telefonu komórkowego – odpowiedziałam zawstydzona.

Nie potrzebne mi dodatkowe wydatki, dodałam w myślach.  Blondyn spojrzał na mnie jak na przybysza z kosmosu.

– Dobra – stwierdził w końcu. – Jutro o dziewiętnastej tutaj. Pasuje? – Skinęłam głową. – Zadzwonić po taksówkę? – zapytał.

– Nie – odpowiedziałam – poradzę sobie. Dobranoc.

Zdjęłam z wieszaka swój popielaty płaszcz i wyszłam z mieszkania.

– Do jutra – rzucił za mną Rafał nie ruszając się z kanapy.

Prawie wybiegłam z budynku. Czułam się naprawdę paskudnie. Gniewne słowa mojego brata nabrały nowego znaczenia. Teraz naprawdę byłam dziwką. Do koperty zajrzałam dopiero stojąc na pustym przystanku autobusowym. Oczy rozszerzyły mi się ze zdumienia. W środku był tysiąc złotych, w pięciu banknotach po dwieście. Tyle mi zapłacił za głupiego loda?!  Mówił, że to zaliczka… ale przecież mogłam do niego nie wrócić… wiedziałam, że wrócę. Dzięki tej cholernej kopercie zapłacę zaległy czynsz za mieszkanie, a może jeszcze nawet coś zostanie. Zadrżałam z zimna. Poczułam w sobie determinację. Zrobię wszystko co będzie trzeba, żeby pomóc Markowi i Julce. Wreszcie podjechał autobus, a ja wsiadłam do niego z nadzieją na nowe, lepsze życie.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kiedy wróciłam do domu dochodziła jedenasta. Marka nie było. Na kuchennym blacie znalazłam wydartą z zeszytu kartkę.

„Możesz jutro spać u Marty? Potrzebuję mieszkania na noc. Z góry dzięki.” – głosił pospiesznie nabazgrany napis.

U Marty, nie u Marty, co za różnica, pomyślałam, grunt, że mnie nie będzie. Obok kartki znalazłam foliową reklamówkę z zupkami chińskimi. Zaburczało mi w brzuchu. Uśmiechnęłam się na myśl, że jednak mój kochany braciszek czasami myślał też o mnie. Zjadłam jedną z zupek, wykąpałam się i położyłam spać. Mimo zmęczenia długo nie mogłam zasnąć. Coraz bardziej martwiła mnie sobota i kolejny wieczór, który miałam spędzić w towarzystwie Sebastiana.

Rano, nie do końca wyspana, spakowałam pożyczone od przyjaciółki ubrania i poszłam zapłacić zarządcy kamienicy czynsz. Ucieszyłam się, kiedy drzwi otworzyła jego żona. Była pulchną, zawsze uśmiechniętą kobietą po pięćdziesiątce. Przywitała mnie z odrobinę zakłopotaną miną, ale zaprosiła do środka. Już po chwili siedziałam w jej jasnej kuchni jedząc kanapki z zielonym ogórkiem i popijając malinową herbatą. Kiedy podałam jej kopertę, smutny uśmiech na jej twarzy zastąpiło początkowo niedowierzanie, a potem prawdziwa ulga. Wszyscy uważali mojego brata za hultaja i nieudacznika i chyba tak naprawdę nikt nie wierzył, że uda nam się spłacić długi. Grzecznie podziękowałam za gościnę i pożegnałam się z gospodynią. Zostało mi jeszcze trochę gotówki i mimo, że wydawało się to w mojej sytuacji absurdalną rzeczą, wiedziałam, co z tymi pieniędzmi zrobię.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Koło południa weszłam do pomalowanej na biało, sprawiającej niemal sterylne wrażenie, szpitalnej sali. Julka miała na sobie flanelową, rozpinaną piżamę w żółte, drobne kwiatki. Wyglądała bardzo blado i smętnie, w moich oczach z każdym dniem coraz gorzej. Siedziała na łóżku i czytała książkę. Kiedy zorientowała się, że ktoś przyszedł podniosła znad niej głowę. Uśmiechnęła się do mnie łagodnie.

– Jak się czujesz słoneczko? – zapytałam wesoło podchodząc do niej.

Nie była ode mnie dużo młodsza, a jednak od zawsze się nią opiekowałam, a ona przyjmowała to z uśmiechem, jak prawdziwy dar niebios. Ogólnie zawsze była bardzo pogodna i wesoła, zdecydowanie bardziej niż ja kiedykolwiek potrafiłabym być.

– Dobrze – powiedziała swoim cichym, słabym głosem. – Bardzo chciałabym wrócić do domu.

– Niedługo – powiedziałam jak zwykle okłamując  siostrę. – A teraz mam coś dla ciebie.

Rozpięłam swój granatowy, wysłużony plecak i wyjęłam z niego blok rysunkowy w twardej oprawie i suche pastele. Oczy Julki rozbłysły. Zatańczyły w nich wesołe iskierki. Na policzki wpełzł delikatny rumieniec. Zawsze uwielbiała malować. Uśmiechnęłam się do niej pogodnie, a ona odpowiedziała mi pełnym entuzjazmu i dziecięcej radości uśmiechem. Resztę popołudnia spędziłyśmy na wspólnym malowaniu, a ja nie potrafiłam wyobrazić sobie przyjemniej płynących chwil.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Po szesnastej znalazłam się w mieszkaniu Marty. Przyjaciółka natychmiast zaczęła mnie o wszystko wypytywać, a ja nie miałam najmniejszej ochoty o tym rozmawiać. Usiadłyśmy u niej w pokoju, a ona zaczęła przetrząsać swoją szafę.

– Poczekaj Emila! Zaraz znajdę coś idealnego dla ciebie – oznajmiła entuzjastycznie skacząc dookoła mnie jak mały króliczek.

Przyglądałam się jej siedząc na łóżku, jak wyciąga coraz to nowe ubrania z szafy powiększając jedynie rosnącą na fotelu bezładną stertę.

– Wiesz Martuś, nie sądzę, żeby ich tak naprawdę obchodziło w co jestem ubrana… – powiedziałam delikatnie, nie chcąc urazić przyjaciółki.

Odwróciła się do mnie gwałtownie. Na jej twarzy malowało się przerażenie.

– Ich?! – zapytała. – Robisz to więcej niż z jednym?!

Roześmiałam się, tak absurdalnie to dla mnie zabrzmiało. Zresztą, co za różnica…

– Nie Martuś, robię to z jednym, a właściwie jeszcze tego z nim nie robiłam, zapłacił mi za zrobienie sobie laski…

– Więc czemu mówiłaś w liczbie mnogiej? – zapytała wracając do przekopywania szafy.

– Bo jest ich dwóch – westchnęłam – tyle, że ten drugi najwyraźniej załatwia za Sebastiana wszystkie interesy.

– Sebastian? – zapytała zamyślona. – Ładne imię – stwierdziła. – Jest chociaż trochę przystojny?

– Ujdzie – powiedziałam wymuszając na swojej twarzy uśmiech.

Przed oczami natychmiast stanęły mi jego lodowato zimne, złowieszcze, czekoladowe oczy.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kilka minut przed dziewiętnastą stałam pod drzwiami mieszkania w centrum Krakowa. Tym razem ze środka przywitała mnie jedynie głucha cisza. Zadzwoniłam do drzwi. Po dłuższej chwili otworzył mi wyraźnie zaspany Rafał.

– Shit! Już tak późno? – niemal jęknął. – Sebastiana jeszcze nie ma, wejdź – powiedział odsuwając się, żebym mogła wejść do środka.

Odrobinę skrępowana zdjęłam popielaty płaszcz i usiadłam na samym brzegu skórzanej kanapy. Blondyn przyjrzał mi się uważnie. Tym razem miałam na sobie białą, krótką sukienkę w drobne czarne kwiaty, kabaretki i delikatny makijaż wyraźnie podkreślający oczy. Wysoko upięte włosy spływały kaskadą po moim lewym ramieniu. W takim stroju czułam się znacznie bardziej pewna siebie.

– Z każdym dniem lepiej wyglądasz – stwierdził z ponurym wyrazem twarzy. – Znowu to on miał rację, a ja się myliłem. Nawet nie wiesz, jak bardzo tego nienawidzę.

– Dzięki, jeżeli to miał być komplement – mruknęłam w odpowiedzi.

Uśmiechnął się do mnie bezczelnie.

– Owszem, miał – odpowiedział – a jednocześnie chciałem ponarzekać na mój los idioty – stwierdził sarkastycznie.

Roześmiałam się. Zdziwiło mnie, jak swobodnie czułam się w towarzystwie Rafała. Ogromnie mnie irytował, ale jednocześnie nie potrafiłam nie odpowiedzieć uśmiechem na jego szeroki uśmiech. Rozsiadł się wygodnie na jednym z towarzyszących kanapie wysokich, czarnych foteli.

– Posłuchaj, jest taka sprawa – powiedział przyglądając mi się uważnie. – On chciałby, żebyś została na dłużej… powiedział, że się zgodzisz… nie wiem skąd wysnuł takie wnioski, ale jeszcze nie widziałem, żeby się kiedyś pomylił.

Skinęłam głową.

– Miał rację – powiedziałam cicho, nie zastanawiając się nad tym specjalnie. – Zostanę.

– Tyle, że jest kilka „ale” – oznajmił jakby niepewnie. – Po pierwsze on chce mieć cię na wyłączność, dopóki będzie twoim sponsorem, nie będziesz miała żadnych innych, nazwijmy to, zobowiązań.

Wzruszyłam ramionami, nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby coś takiego planować. Dopóki będzie mi płacił, nie miało to zresztą większego znaczenia.

– Masz na myśli partnerów do seksu? – spytałam uszczypliwie. – Nie planowałam żadnych innych.

– Świetnie – odparł ponuro – uznaję, że to zgoda na ten warunek. Po drugie, jakichkolwiek przekonań byś nie miała – kontynuował – dostaniesz telefon komórkowy i zaczniesz go używać. Pasuje?

Skinęłam głową. To był kolejny nieistotny szczegół.

– Po trzecie – ciągnął dalej – ale za to najważniejsze, Sebastian potrzebuje dziewczyny nie tylko do seksu… Będziesz musiała uczestniczyć w jego życiu towarzyskim, oczywiście o ile się nadasz – dodał cierpko. – Czy to stanowi dla ciebie jakiś problem?

– Nie, nie stanowi – odpowiedziałam nie do końca zastanawiając się nad tym, co Rafał powiedział.

Chciał dodać coś jeszcze, ale w słowo wszedł mu głośny dzwonek telefonu. Usłyszałam znajome słowa piosenki Nirvany. Zaskoczona spojrzałam na blondyna, który szybkim ruchem sięgnął po leżący na stole telefon. Odebrał. Rozmawiał przez krótką chwilę. Właściwie to najwyraźniej słuchał dzwoniącej osoby, bo jedynie od czasu do czasu coś potwierdzał lub przytakiwał. Odetchnął jakby z ulgą, kiedy zakończył toczoną rozmowę. Niedbale odrzucił telefon na stół.

– Dzwonił Sebastian, będzie za kilkanaście minut – oznajmił. Odwrócił ode mnie wzrok. Wyglądał na lekko zawstydzonego. – Chciał żebyś poszła do niego do sypialni i czekała rozebrana na łóżku.

– Jasne – odpowiedziałam wstając z gracją z kanapy – w końcu to jego życzenia mam spełniać.

Rzuciłam Rafałowi przelotny uśmiech i zniknęłam za drzwiami, poznanej ostatnio, sypialni.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Leżałam naga na srebrnoszarej narzucie łóżka. Bałam się. Oczekiwanie na to co nieuniknione jedynie wzmagało mój strach. Nie chciałam żeby przychodził, a jednocześnie całą sobą błagałam żeby się nareszcie pojawił i żeby było już po wszystkim.

Kiedy wreszcie stanął w drzwiach serce biło mi jak oszalałe. Mimo całego wysiłku woli na jaki byłam w stanie się zdobyć nie potrafiłam uspokoić przyspieszonego oddechu. Mężczyzna przyjrzał mi się uważnie. W kącikach jego ust błąkał się ironiczny uśmieszek. Wyglądał niesamowicie. Był gładko ogolony, miał na sobie grafitowe jeansy i czarną, klasyczną koszulę. Gdyby nie ten drwiący uśmiech i lodowato zimne oczy, uznałabym, że jest nieziemsko przystojny.

Sebastian zapalił nocną lampkę, zgasił górne światło i wolnym krokiem podszedł do łóżka na                                   którym leżałam. Usiadł na brzegu, łakomie wpatrując się w moje ciało. Podniosłam się na łokciu.

– Nie wstawaj – powiedział cicho, jednak w tonie jego głosu słyszałam wyraźny rozkaz.

Nie zamierzałam protestować. Spojrzał mi w oczy, a ja znów poczułam niewyjaśniony, irracjonalny lęk. Jakim sposobem oczy w kolorze czekolady mogły być aż tak zimne? Twardą, ciepłą dłonią przesunął po moim udzie. Nie potrafiłam powstrzymać drżenia. Nie zwrócił na to uwagi. Jego ręka powędrowała na mój naprężony ze zdenerwowania brzuch, a potem piersi. Zdjął z siebie koszulę i spodnie.

– Odwróć się na brzuch – rozkazał zupełnie wypranym z wszelkich emocji tonem.

Posłuchałam. Uklękłam na łóżku, podpierając się na rękach. Głowę położyłam na przykrytej srebrnoszarą tkaniną poduszce. Sebastian znalazł się za mną. Poczułam na swoich pośladkach jego sztywny członek. Nie przestawał mnie dotykać. Rozsunął mi nogi. Jego palce zaczęły się przesuwać po moim intymnym miejscu. Przymknęłam oczy walcząc ze sobą, żeby się od niego nie odsunąć. Miałam ochotę zaprotestować, nie pozwolić mu na to. Jego dłoń stawała się coraz bardziej natarczywa. Wsunął we mnie palec, potem dołączył do niego drugi. Moje ciało reagowało na jego dotyk, mimo ponurych myśli stawałam się coraz bardziej wilgotna.

W końcu przerwał na chwilę, podniósł z podłogi spodnie i wyciągnął z nich zafoliowaną paczkę prezerwatyw. Naciągnął jedną z nich na swój naprężony, sterczący członek. Uklęknął za mną, podciągając mnie odrobinę wyżej. Wtuliłam twarz w poduszkę. Zamiast się rozluźnić, tak jak powinnam to zrobić, spięłam się tylko jeszcze bardziej. Wszystko we mnie krzyczało w głośnym proteście. Mężczyzna ostatni raz przesunął palcami po moim łonie, a potem zaczął napierać członkiem na moją ciasną szparkę. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, kiedy wszedł do środka. Zaczął się we mnie poruszać. W dole brzucha poczułam ostry, kujący ból. Zagryzłam zęby. Dłonie Sebastiana błądziły po moich wyprężonych w łuk plecach i napiętych pośladkach. Wchodził we mnie coraz głębiej, za każdym razem szybszymi i mocniejszymi pchnięciami. Podniecenie i przyjemność mieszały się w moim umyśle z bólem i upokorzeniem. Nie tak wyobrażałam sobie moje życie seksualne. Nikt jednak nie okłamywał mnie, że marzenia się spełniają.

Coraz boleśniej odczuwałam jego niegasnące podniecenie. Całą sobą błagałam, żeby wreszcie skończył. Dopiero po kilkunastu minutach poczułam jak jego męskość zaczyna prężyć się i pulsować. Wyszedł ze mnie po kilku stanowczych, końcowych pchnięciach. Zdjął wypełnioną białą cieczą prezerwatywę, zawiązał na supeł i odrzucił na podłogę, potem, zmęczony, opadł obok mnie na łóżko. Usiadłam czekając na to, co będzie dalej.

– To wszystko – powiedział nie patrząc na mnie. – Możesz już iść.

Poczułam się bardzo nieprzyjemnie, jakbym była jakąś zabawką. Zabrałam ze stojącego pod szafą krzesła swoje ubrania i przemknęłam się do znajdującej się za sąsiednimi drzwiami łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Chciałam się stąd wynieść, najlepiej natychmiast, ale po prostu po tym co się stało, nie mogłam się nie wykąpać. Czułam się naprawdę paskudnie. Wyszłam spod prysznica na wiśniowe kafelki podłogi. Oparłam się o zimną ścianę. Za wszelką cenę starałam się powstrzymać napływające do oczu łzy. W końcu wytarłam się jednym z leżących na szafce, złożonych w równą kostkę, białych ręczników. Pospiesznie włożyłam na siebie ubranie i otworzyłam drzwi z jedną przewodnią myślą w głowie – byle tylko znaleźć się jak najdalej stąd.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Zegar w salonie pokazywał godzinę drugą. Jęknęłam w duchu. Marek miał randkę, a o tej porze nie będę przecież dobijała się do Marty. Musiałam coś zrobić ze sobą przez resztę nocy. Na dworze było naprawdę chłodno, a nocne spacery nigdy nie należały do moich ulubionych zajęć. Włożyłam swoje długie buty i sięgnęłam po popielaty płaszcz. Kiedy wychodziłam, w drzwiach zatrzymał mnie Rafał.

– Poczekaj, wezwę ci taksówkę – powiedział wciskając mi do ręki stuzłotowy banknot.

– Dzięki – odpowiedziałam ponuro, w tym momencie nie potrafiąc się zdobyć nawet na lekki uśmiech – poradzę sobie.

Schowałam pieniądze do kieszeni i wyszłam z mieszkania. Noc była chłodna, a ja nie wzięłam nawet głupiego szalika. Stanęłam na przystanku, chowając się przed porywistym wiatrem, w przeszklonej wiacie. Zastanawiałam się dokąd mogłabym pojechać. Był sobotni wieczór, a właściwie to już niedzielny ranek, a ja nie miałam żadnego pomysłu co mogłabym ze sobą zrobić. Usłyszałam czyjeś szybkie kroki. Nie podniosłam nawet głowy, dopóki nie usłyszałam wkurzonego głosu.

– Co ty do cholery robisz na przystanku?! – warknął stojący nade mną Rafał. – Miałaś wsiąść w taksówkę i jechać do domu!

Spojrzałam na niego zaskoczona. Czy on za mną wyszedł? Po co? Dlaczego? Nie miałam najmniejszej ochoty mu się tłumaczyć.

– To nie twoja sprawa co robię w wolnym czasie – prychnęłam. – To mój prywatny wybór.

– Właśnie, że moja – warknął. – Wyszłaś od nas i czuję się za ciebie odpowiedzialny. Pomyśl co mogłoby ci się stać!

Rozbawił mnie jego komentarz. Prychnęłam.

– Poradzę sobie – odpowiedziałam jednak tylko gorzkim tonem.

– Świetnie – odparł. – Odprowadzę cię na taksówkę, a potem radź sobie dowoli.

– Czekam na autobus – oznajmiłam coraz bardziej zirytowana.

Spojrzał na mnie spode łba.

– Ok. Super. Dokąd jedziemy? – zapytał ironicznie.

– Nie mam zielonego pojęcia – odparłam już zupełnie zrezygnowana.

– Yyy, jak to? – obrzucił mnie pytającym spojrzeniem.

– Normalnie – odpowiedziałam wzdychając – mój brat ma dzisiaj randkę, więc w domu mogę pokazać się najwcześniej o dziesiątej. Nie przejmuj się mną, poradzę sobie. Zawsze sobie jakoś radzę.

– Zauważyłem – mruknął, a ja nie miałam pojęcia co to stwierdzenie miało właściwie oznaczać. – Chodź, pogadamy gdzieś, gdzie jest ciepło. Jestem upiornie głodny. Ja stawiam – dodał uprzedzając jakiekolwiek protesty z mojej strony.

Niechętnie powlekłam się za chłopakiem w kierunku ciągle tętniącego życiem, rozświetlonego setkami ulicznych latarni, centrum miasta.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kwadrans później siedzieliśmy w otwartym przez całą dobę Mc Donaldzie. Rafał zostawił mnie na chwilę samą przy stoliku, a potem wrócił z kawą i jakimiś dużymi zestawami. Nie wiedziałam dlaczego tu ze mną przyszedł, ale było to o niebo lepsze od samotnego, nocnego spaceru, po jesiennym, ponurym Krakowie. Miałam tylko szczerą nadzieję, że chłopak niczego nie oczekuje „w zamian”. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo nie jest mi wszystko jedno.

Burczało mi w brzuchu. Uświadomiłam sobie, że właściwie jadłam tego dnia jedynie kanapki, którymi rano poczęstowała mnie sąsiadka, ale to była moja norma. Niemal rzuciłam się na frytki, które wyciągnęłam ze swojej papierowej torby. Rafał obrzucił mnie rozbawionym spojrzeniem, ale wyglądało na to, że jest przynajmniej równie głodny co ja.

Przez restaurację przewijało się sporo, najwyraźniej imprezujących w sobotnią noc, grup i par. Właściwie to z zewnątrz w żaden sposób nie różniliśmy się od innych. Sytuacja wydała mi się tak abstrakcyjna i absurdalna, że wybuchłam śmiechem.

– Co cię tak rozbawiło? – spytał blondyn kończąc przeżuwać swojego hamburgera.

– Nic, nic – odpowiedziałam próbując stłumić swoją wesołość.

Rafał tylko wzruszył ramionami.

– Jak sobie chcesz – powiedział obojętnie. – Mieszkasz tylko z bratem? – zapytał.

Skinęłam głową.

– Zazwyczaj kiedy się umawia z dziewczynami śpię u przyjaciółki, nie włóczę się nocami po mieście – odpowiedziałam.

– Nie mogłaś nic powiedzieć? – zapytał z lekkim wyrzutem.

– A niby po co? – prychnęłam. – Twój przyjaciel nie płaci mi za narzekanie.

– Ja nie płacę ci za nic – oznajmił obrzucając mnie zagadkowym spojrzeniem. – Za to tak długo jak u nas przebywasz, jestem za ciebie odpowiedzialny, tyczy się to też bezpiecznego powrotu do domu. Następnym razem wolałbym wiedzieć, ok.?

– Jak chcesz – odpowiedziałam wpatrując się w swoją kawę.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Przesiedzieliśmy w restauracji prawie godzinę, a potem Rafał uparł się, że nie zostawi mnie samej. Razem wyszliśmy w chłodne, jesienne powietrze. Chłopak miał na sobie trekkingową, ocieplaną polarem kurtkę, ale ja w swoim starym, znoszonym płaszczu zwyczajnie drżałam zimna.

– Gdzie chcesz iść? – zapytał.

Wzruszyłam ramionami. Nie miałam pojęcia. Po prostu poszłam przed siebie, a on, z malującą się na twarzy konsternacją, poszedł za mną.

– Posłuchaj Rafał – powiedziałam zatrzymując się i odwracając się w jego stronę. – Dziękuję za kolację, śniadanie czy co to tam było, ale naprawdę sobie poradzę. Nie musisz za mną chodzić.

Teraz znów zaczął wyglądać na rozbawionego całą sytuacją.

– Spoko – odpowiedział – i tak chwilowo nie mam nic lepszego do roboty. Tyle, że włóczenie się po nocy chyba nie jest dobrą opcją. Zmarzniesz. Jeżeli chcesz, pokażę ci miejsce, do którego zawsze uciekam. To niedaleko.

Popatrzyłam niepewnie na chłopaka, a potem westchnęłam zrezygnowana. Było mi naprawdę cholernie zimno.

– Jasne, prowadź – odpowiedziałam  mu, po chwili wahania.

Szybkim krokiem minęliśmy planty i skręciliśmy w jedną z otaczających je, wąskich uliczek. Mniej więcej kwadrans później Rafał zatrzymał się przed jedną z zakratowanych, sklepowych wystaw. Z wewnętrznej kieszeni kurtki wyciągnął klucz, otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. Nie zapalając światła popchnął mnie w kierunku drzwi na zaplecze. Dopiero tam włączył dającą nikłe światło, podwieszoną pod sufitem żarówkę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to swoistego rodzaju, niewielki magazyn. Znajdowało się w nim pełno sportowego sprzętu. Na podłodze pod jedną ze ścian leżały gąbkowe materace.

– Nic wielkiego – powiedział blondyn – ale przynajmniej nie jest tu zimno. – Siadaj – powiedział wskazując zielony materac, a sam zabrał się za uruchamianie olejnego grzejnika.

Zdjęłam z siebie płaszcz i usiadłam pod ścianą nakrywając nim nogi. Chłopak rzucił mi koc, po czym sam usiadł pod przeciwległą ścianą niewielkiego pomieszczenia. Przykryłam się, otulając starannie polarową tkaniną.

– Zaraz zrobi się ciepło – oznajmił wesoło.

– Cieszę się – odpowiedziałam. – Zamarzam.

Uśmiechnął się do mnie szelmowsko.

– No widzisz, a chciałaś się całą noc włóczyć po Krakowie – powiedział z naganą. – Teraz możesz mi podziękować, za to, że cię uratowałem.

Westchnęłam teatralnie.

– Dobrze, niech ci będzie: dziękuję! – oznajmiłam dobitnie. – Jesteś moim księciem na białym koniu czy kimkolwiek tam chcesz być.

– Właśnie, tak ma być – roześmiał się wesoło.

Wyciągnął rękę i sięgnął do niewielkich rozmiarów turystycznej lodówki. Wyjął z niej dwa butelkowe piwa. Otworzył jedno, wstał i mi podał, potem z drugim wrócił na swoje miejsce. Spojrzałam na niego lekko zaskoczona, ale nie protestowałam. Mimo, że rzadko piłam, teraz byłam przekonana, że alkohol zdecydowanie mi się przyda.

– Rafał, co to za miejsce? – zapytałam po dłuższej chwili ciszy.

Chłopak znów się roześmiał. Spodobało mi się to, że jego oczy śmieją się wraz z nim.

– Sklep mojego dziadka – odpowiedział wesoło. – Kiedyś często tu przychodziłem, przestałem, kiedy zacząłem pracować dla Sebastiana. Mam teraz znacznie mniej wolnego czasu. Za to przynajmniej kasy mi nie brakuje.

– Myślałam, że to twój przyjaciel – odpowiedziałam zaskoczona. – Co właściwie dla niego robisz?

– On nie ma przyjaciół – odpowiedział ciągle rozbawiony. – Załatwiam za niego różne sprawy. Na przykład ciebie. – Skrzywiłam się nieznacznie. Nie zabrzmiało to miło. Rafał zauważył moją konsternację. – Przepraszam, nie chciałem cię urazić – powiedział patrząc mi w oczy. – Po prostu starałem się wyjaśnić co robię dla Sebastiana.

– Jasne, nie ma sprawy – odpowiedziałam przyglądając się jego żywo niebieskim oczom. Zafascynowały mnie. Były autentycznie niebieskie, a nie takie szaro-nijakie jak u mnie czy mojego brata. – Coś jeszcze robisz poza tym? – zapytałam, żeby podtrzymać rozmowę.

– Studiuję na AWF-ie – odpowiedział, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. – No co? – zapytał.

– Nie, nic – uśmiechnęłam się do niego – myślałam, że jesteś trochę starszy.

Znowu się roześmiał, zdążyłam polubić jego szczery śmiech.

– No to pewnie cię zaskoczę, mówiąc, że w tym roku zdaję licencjat? – zapytał wesoło.

Przytaknęłam. Nie mogłam uwierzyć, że Rafał ma dwadzieścia jeden lat, wyglądał znacznie poważniej od mojego brata. Przynajmniej ten AWF tłumaczył jego sylwetkę sportowca, a sklep dziadka markowe ciuchy. Wypiliśmy po jeszcze jednym piwie, a potem poczułam się zbyt zmęczona na dalszą rozmowę. Co drugie słowo podkreślałam ziewnięciem. Położyłam się na materacu przykrywając kocem. Było mi ciepło i wygodnie. Z całych sił starałam się nie zamykać oczu.

– Idź spać – powiedział chłopak, sam również układając się wygodnie, na swoim materacu. – Jutro niedziela, możemy tu zostać do której chcemy.

Zamknęłam oczy i wtuliłam twarz w płaszcz, z którego zrobiłam sobie poduszkę.

– Rafał… – zaczęłam cichutko.

– Mhm? – mruknął sennie.

– Dziękuję…

– Spoko, nie ma za co – odpowiedział jakby speszony.

Wystarczyła chwila ciszy, żebym pogrążyła się w spokojnym, pokrzepiającym śnie.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Rankiem obudziła mnie piosenka Nirvany. Usłyszałam znajome słowa, które rozbrzmiewały teraz w całym pomieszczeniu: ”Load up on guns and bring your friends. It’s fun to lose and to pretend. She’s over bored and self assured. Oh no, I know a dirty word.” Dopiero po chwili zorientowałam się gdzie ja właściwie jestem i, że muzyka wydobywa się z telefonu komórkowego śpiącego obok Rafała. Chłopak spał w najlepsze. Podniosłam się ze swojego materaca i ukucnęłam przy nim potrząsając go za ramię. Otworzył oczy, spojrzał na mnie, a potem jakby oprzytomniał. Błyskawicznie sięgnął po leżący przy materacu telefon, który dzwonił już drugi raz. Natychmiast odebrał. Po krótkiej, wyraźnie niezbyt miłej rozmowie, odłożył komórkę i zaczął przeklinać. Usiadł na materacu. Popatrzył na mnie wzrokiem zbitego psa.

– Emilko, muszę cię przeprosić – powiedział smętnym, zaspanym głosem. – Dzwonił Sebastian, jest zły, że mnie nie ma. Jest już po dziewiątej, poradzisz sobie?

Uśmiechnęłam się do niego ciepło, byłam mu naprawdę wdzięczna, za to, że się mną zaopiekował poprzedniej nocy.

– Oczywiście, że sobie poradzę, zawsze sobie radzę, zapomniałeś? – zapytałam wesoło.

Rafał odwzajemnił mój szczery uśmiech. Pozbieraliśmy się szybko i odprowadził mnie na przystanek autobusowy. Pogoda była w dalszym ciągu paskudna. Świat opanowała szaruga, w twarz co chwilę uderzały mnie porywiste podmuchy wiatru.

– Emilko, możesz być jutro o siedemnastej w Galerii Krakowskiej? – spytał mnie chłopak, jakby nagle z czegoś zdał sobie sprawę. – Sebastiana nie będzie, ale we wtorek czeka cię „sprawdzian” – oznajmił niechętnie – i musisz mieć jakieś lepsze ubranie…

– Przecież potrafię się ubrać elegancko – zaprotestowałam.

– Nie aż tak elegancko – roześmiał się Rafał. – Poza tym musimy rozwiązać kwestię telefonu. Przyjdziesz?

– Skoro nie będzie Sebastiana, to mogę zabrać przyjaciółkę? – zapytałam nieśmiało, byłam pewna, że Marta będzie zachwycona, chociażby dla samej satysfakcji zaspokojenia swojej próżnej ciekawości.

– Pewnie – uśmiechnął się zawadiacko – a ładna ta przyjaciółka? – zapytał szczerząc zęby.

– A idź ty – roześmiałam się wsiadając do autobusu, który właśnie podjechał na przystanek.

– Do zobaczenia jutro – zawołał za mną, zanim zamknęły się przeszklone drzwi pojazdu.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kiedy wysiadłam z autobusu zaczynało padać. Bardzo nie lubiłam takiej wietrznej, mżystej pogody. Szybkim krokiem weszłam do naszej kamienicy. Kiedy stanęłam pod drzwiami niewielkiego mieszkania usłyszałam rozwścieczony głos Marka. Z jakiegoś powodu krzyczał na swoją dziewczynę, a ona histerycznie płakała. Przez chwilę zastanawiałam się czy wejść do środka, ale po namyśle zrezygnowałam. Po chwili znowu znalazłam się na zewnątrz, a zimny, jesienny wiatr targał moimi włosami i płaszczem. Padało coraz mocniej. Wielkie krople deszczu uderzały o puste ulicy, rozbryzgując się na wszystkie strony. Uśmiechnęłam się do siebie, jak wariatka. Przyszło mi do głowy, że lubię deszcz, bo w deszczu nie widać łez.

Dwadzieścia minut później suszyłam się w pokoju Marty. Moja przyjaciółka przecierała dłońmi zaspane oczy. Miała na sobie wyciągniętą różową piżamę z niebieskim króliczkiem. Jej krótko ścięte kasztanowe włosy sterczały na wszystkie strony jak u stracha na wróble. Taka zaspana i rozczochrana wyglądała przeuroczo. Jej mama powiesiła na kaloryferze mój mokry płaszcz, a potem przyniosła gorącej herbaty z miodem i malinami. Ścisnęło mnie w gardle na wspomnienie tego, jak robiła to moja własna mama. Wiedziałam, że nie będę płakać, nigdy nie płakałam. Marek miał mi ciągle za złe, że nie uroniłam ani jednej łzy na jej pogrzebie, a ja po prostu nie potrafiłam. Gdybym się wtedy rozpłakała, nie przestałabym już chyba nigdy.

Szybko przebrałam się w swoje własne ubranie, podarte jeansy i spraną flanelową koszulę. Opowiedziałam jej pokrótce historię wczorajszych wydarzeń i zapytałam czy pójdzie ze mną jutro do centrum, a ona wcale nie zaskoczyła mnie zadając tylko jedno pytanie.

– Przystojny ten cały Rafał? – zapytała uśmiechając się nerwowo jak dziecko, które oczekuje na gwiazdkowe prezenty

– On zadał dokładnie to samo pytanie – roześmiałam się – kiedy spytałam czy możesz przyjść usłyszałam tylko „a ładna ta twoja przyjaciółka?”.

Marta wybuchła śmiechem.

– Widzisz, w takim razie idealnie do siebie pasujemy! – oznajmiła dobitnie. – Zapowiada się ciekawy poniedziałek.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

W poniedziałek lekcje kończyłyśmy o szesnastej, więc do Galerii Krakowskiej poszłyśmy od razu po szkole. Usiadłyśmy na ławce przy roztańczonej fontannie. Rafał spóźnił się o ponad kwadrans.

– Cześć, przepraszam, że tak późno – rzucił podchodząc do nas – odwoziłem Sebastiana na lotnisko i po drodze były korki… Jestem Rafał – przedstawił się uśmiechając zawadiacko do mojej przyjaciółki.

– Marta – powiedziała wesoło, podając mu rękę, kiedy obie wstałyśmy z ławki.

W jej oczach zobaczyłam te niepokojące iskierki. Byłam przekonana, że wybrała chłopaka na nowy cel swoich licznych podbojów. Marta była naprawdę ładną i przebojową dziewczyną. Bez najmniejszego wysiłku potrafiła zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Miała w zwyczaju zakochiwać się przynajmniej raz w miesiącu. Wybierała zawsze tych najprzystojniejszych chłopaków, a potem, kiedy już rozkochała w sobie takiego delikwenta, zostawiała go ze złamanym sercem, najczęściej w rękach jakiejś innej pocieszycielki, bo dziewczyny jak sępy polowały na odrzucone zdobycze Marty. Zawsze jednak powtarzała, że kiedy naprawdę się zakocha, będzie zupełnie inaczej.

Na twarzy Rafała i tym razem gościł pogodny uśmiech. Wyglądał tak, jakby z jakiegoś powodu odczuwał wyraźną ulgę. Zastanawiałam się czy może spowodował to, chwilowy, wyjazd jego szefa. W sumie teraz chyba „naszego szefa”, pomyślałam niechętnie.

– Jesteście prosto ze szkoły, dziewczyny? – zapytał. – Może chcecie zostawić kurtki i plecaki w samochodzie?

Dopiero teraz zauważyłam, że on sam był tylko w szarej, dresowej bluzie.

– W sumie to chętnie – powiedziałam podnosząc z ziemi swój wyładowany zeszytami plecak.

Rafał pokręcił głową i zabrał mi go z ręki, a potem schylił się po drugi, stojący koło Marty. Chwilę później chodziliśmy już labiryntem podziemnego parkingu Galerii. Blondyn zatrzymał się przy czarnym Volvo z przyciemnianymi szybami. Wrzucił do bagażnika nasze ciężkie plecaki. Podałyśmy mu kurtki.

– To samochód Sebastiana – odpowiedział na moje pytające spojrzenie, uśmiechając się ponuro. – Jeżdżę nim czasem, kiedy on chce wypić, albo jak go nie ma.

Ułożył nasze płaszcze na tylnym siedzeniu, a potem starannie zamknął auto. Wróciliśmy do barwnego, wypełnionego oglądającymi wystawy ludźmi centrum handlowego.

– Bogaty ten twój facet – szepnęła do mnie konspiracyjnie Marta, kiedy mijałyśmy zawiły labirynt podziemnego parkingu.

Popatrzyłam na nią wrogo, ale nic na to nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że nigdy nie mogłabym pomyśleć o Sebastianie w kategoriach „mój facet”. Wątpiłam nawet, czy kiedykolwiek byłabym w stanie go polubić. Przypomniało mi się, co dwa dni wcześniej powiedział mi Rafał. „On nie ma przyjaciół” brzmiały słowa chłopaka, a ja ani odrobinę nie byłam zdziwiona dlaczego. W każdym razie tak długo, jak długo zamierzał mi płacić, mogłam go uważać po prostu za swojego szefa i wcale nie musiałam go przy tym lubić. Za to czułam coraz większą sympatię to wiecznie uśmiechniętego Rafała.

Najpierw poszliśmy po telefon. Blondyn bez mrugnięcia zapłacił za zestaw startowy na kartę, co zdziwiło mnie najbardziej, wcale nie wybrał najtańszego. Potem zaczął się raj dla Marty. Rafał nieprecyzyjnie wytłumaczył, że szukamy ubrań na kolację w restauracji, więcej nie potrafił powiedzieć. Zwiedziliśmy przynajmniej dwadzieścia różnych sklepów, a ja wybór pozostawiłam całkowicie w rękach Marty. Wreszcie, po prawie trzech godzinach, skończyliśmy z długą tuniką w brązowo-kremową kratę, ciemnobrązowym jesiennym płaszczem, wysokimi, skórzanymi oficerkami, zamszową torebką i delikatną, jasną bielizną w złociste wzory. Blondyn był wyraźnie usatysfakcjonowany, a ja bałam się spojrzeć nawet na ceny ubrań, biorąc pod uwagę sklepy, w których robiliśmy zakupy. Mimo bardzo zadowolonej miny Rafała i wręcz oczarowanej Marty, czułam się nieprzyjemnie i nieswojo. Nie potrafiłam zapomnieć w jakim celu kupujemy te wszystkie rzeczy.

Po skończonych zakupach chłopak zaprosił nas na kawę. Atmosfera była naprawdę wesoła i przyjazna. Rafał okazał się być bardzo miłym, zwyczajnym chłopakiem. Żartował i śmiał się razem z nami. Pożałowałam, że to nie on jest na miejscu Sebastiana.

Kiedy tak siedzieliśmy nad gorącymi kubkami z kawą, blondyn rozpakował telefon, włożył do niego kartę i wpisał mi numer do siebie i swojego szefa, potem spisał sobie mój i dopiero wtedy wręczył mi telefon, mówić, że mogę z nim robić co chcę. Potem Marta, niby to w żartach, wyciągnęła numer do niego. Bawiłam się coraz lepiej, zupełnie zapominając dlaczego się tu znalazłam.

Było koło dziewiątej, kiedy Rafał zaproponował, że odwiezie nas do domu. Z jakiejś przyczyny poczułam, że nie chcę, żeby wiedział gdzie mieszkam.

– Martuś, mogę dzisiaj zostać u ciebie? – zapytałam niemal błagalnie.

– Jasne, nie ma sprawy – uśmiechnęła się do mnie przyjaciółka. – Jaśminowa czternaście – oznajmiła chłopakowi wesoło.

– Ok. – stwierdził tylko prowadząc nas podziemnym parkingiem do samochodu – skąd cię jutro odebrać Emilko? – zapytał. – Kolacja jest na dziewiętnastą, Sebastian będzie jechał prosto z lotniska, ale żebyśmy się wyrobili to najpierw przyjadę po ciebie, tak o osiemnastej. Wiem, że masz szkołę, ale koło południa umówiłem cię z fryzjerem… Poradzisz sobie?

Spojrzałam na niego zaskoczona. Jakim do licha fryzjerem? Nie chciałam opuszczać zajęć, ale zdarzało mi się to już niejednokrotnie wcześniej. Westchnęłam. Moje nowe życie było chyba ważniejsze.

– Niech będzie, ale nie rób tego więcej – poprosiłam.

– Obiecuję – obdarzył mnie pogodnym uśmiechem – to wyjątkowa sytuacja. Przyrzekam, że się nie powtórzy.

– Będę u Marty – powiedziałam nie chcąc rozmawiać więcej o opuszczaniu szkoły.

Rafał odwiózł nas pod dom mojej przyjaciółki. Wyciągnął z bagażnika nasze zakupy, pożegnał się z nami uprzejmie i odjechał. Podekscytowana Marta mówiła o nim przez prawie pół nocy, a ja tylko słuchałam uprzejmie, starając się nie myśleć o tym, co czeka mnie następnego dnia.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Po wizycie u fryzjerki, kosmetyczki i w nowych, markowych ubraniach, sama siebie nie byłam w stanie rozpoznać. Włosy skręcały mi się w drobne loki, niesfornie opadając na ramiona. Moją twarz zdobił  delikatny makijaż w odcieniach ciepłych zieleni i brązów. Moje duże, szaro-niebieskie oczy teraz wydawało się jeszcze większe, a ich wyraz zdecydowanie bardziej głęboki i jakby uwodzicielski. Gdyby nie szybko bijące serce i ogarniający mnie paniczny strach, mogłabym się poczuć jak gwiazda filmowa.

Tym razem Rafał przyjechał punktualnie. Kiedy wysiadł z czarnego volvo zobaczyłam jego szeroko otwarte ze zdumienia oczy. Przez chwilę poruszał wargami, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu zrezygnował. Otworzył mi tylne drzwi samochodu zapraszając do środka. Usiadłam na miękkiej, skórzanej kanapie. Spodobało mi się wrażenie, jakie wywarłam na chłopaku.

– Emilko, muszę cię o coś prosić – powiedział. – Wiem, że może ci się to wydać głupie, ale w razie czego będziesz mówiła ludziom, że masz dwadzieścia jeden lat, dobrze? Zresztą w ten sposób ubrana i tak wyglądasz na więcej.

Kłamstwo ma być dla mnie problemem? Uśmiechnęłam się do siebie ironicznie. I tak nic nie przebije seksu za pieniądze.

– Nie ma sprawy – odparłam obojętnie. – Ile lat ma Sebastian, że potrzebna mu dziewczyna akurat w takim wieku?

– Skończył w sierpniu dwadzieścia pięć i uważa za niestosowne pokazywać się z młodszą – westchnął Rafał. – Pewnie ma rację, to on się na zna na tym całym savoir vivre, nie ja. Gdybyś nie była pełnoletnia, w ogóle nie brałby cię pod uwagę.

– Gdybyś nie patrzył na mnie takim niechętnym wzrokiem, pewnie też nie – powiedziałam odrobinę rozbawiona.

Moralność Sebastiana wydała mi się dziwną rzeczą, seks za pieniądze – tak, stosunek z małolatą – nie. Sama przestałam już dostrzegać tą granicę.

– Skąd wiesz? – speszył się odrobinę Rafał.

– Kiedy stałam pod drzwiami słyszałam waszą rozmowę, dokładnie wiem co o mnie myśli. To nie ma najmniejszego znaczenia – westchnęłam. – Cholernie potrzebuję pieniędzy, a on mi płaci. Tylko tyle się liczy.

Blondyn skinął głową.

– Tak, to zupełnie jak w moim przypadku.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kiedy dotarliśmy na lotnisko, Rafał zostawił mnie w samochodzie, a sam poszedł po swojego szefa. Nie trwało to długo. Kiedy wrócili, Sebastian zajął miejsce obok mnie na tylnej kanapie volvo. Wyglądał jeszcze lepiej niż zapamiętałam. Zanim wsiadł do samochodu zdjął długi, czarny płaszcz i gruby, wełniany szalik. Został w dobrze skrojonej, czarnej marynarce i jednolitej, grafitowej koszuli. Wyglądał elegancko, a jednocześnie delikatnie przydługie, brązowe włosy nadawały mu jakiś taki buntowniczy i zawadiacki wygląd. To sprawiło, że poczułam tylko jeszcze większy lęk. Na krótką chwilę zatopiłam spojrzenie w jego głębokich, czekoladowych oczach, ale kiedy spojrzał bezpośrednio na mnie, natychmiast odwróciłam wzrok.

– Ujdzie – oznajmił, nie przyglądając mi się dłużej.

Zarówno w jego oczach, jak i głosie był tylko lód. Serce biło mi tak szybko, jakby miało zamiar wyskoczyć z piesi. Czułam coraz większy, niemal paniczny lęk. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Rafał otworzył mi drzwi, a ja z samochodu wysiadłam na miękkich nogach. Byliśmy pod pięciogwiazdkowym hotelem w centrum miasta. Sebastian podał mi ramię i razem poszliśmy w kierunku restauracji, zostawiając Rafała przy volvo.

– Teraz zobaczymy twoją grę aktorską – szepnął do mnie mężczyzna, kiedy szliśmy szerokim, jasnym korytarzem.

Z trudem przełknęłam ślinę. Nie byłam pewna, czego on właściwie ode mnie oczekuje, ale wiedziałam jedno – nie mogłam dać plamy. Sebastian zostawił nasze płaszcze w szatni i poszliśmy dalej.

W restauracji minęliśmy główną salę i weszliśmy do mniejszego, bardziej kameralnego pomieszczenia. Przy zastawionym na dziesięć osób stole siedzieli pogrążeni w dyskusji ludzie. Mężczyźni wstali na widok Sebastiana, witając się uprzejmie.

– To moja towarzyszka, Emilia Sadowska – przedstawił mnie przywołując na usta polityczny uśmiech.

Potem usiedliśmy, najwyraźniej czekając na brakujących gości. Po krótkiej chwili, w moim kieliszku, jako aperitif znalazło się czerwone wino o ziołowym zapachu i dosyć cierpkim, słodkawym smaku. Moja mama przez długie lata pracowała w eleganckiej firmie cateringowej, więc potrafiłam zachować się w towarzystwie. Byłam ciekawa czy zdziwi to w jakikolwiek sposób Sebastiana. Mężczyzna zachowywał się swobodnie, jakby cały świat należał do niego. Zastanawiałam się czy w razie jakichkolwiek skierowanych do mnie pytań, powinnam przyjąć taktykę słodkiej idiotki, czy może wymyślić coś bardziej oryginalnego. Postanowiłam w samą porę, bo już po chwili zwrócił się do mnie siedzący po mojej lewej stronie, starszy mężczyzna.

– Pani się jeszcze uczy pani Emilio? – zapytał uprzejmym, ciepłym głosem. – Wygląda pani tak młodo.

– Tak, uczę się – odpowiedziałam postanawiając trochę nagiąć rzeczywistość. – Studiuję ekonomię na drugim roku – skłamałam wybierając dobrze mi znany kierunek mojego byłego chłopaka.

Poczułam, że siedzący obok mnie Sebastian sztywnieje i zaczęłam się zastanawiać czy popełniłam błąd, nie zamierzałam jednak psuć wszystkiego wycofując się teraz z rozmowy.

– Oh, ekonomię, powiada pani? – uśmiechnął się do mnie z radosnym błyskiem w oczach. – Jestem bardzo ciekawy opinii młodszego pokolenia na temat Inbound Marketingu – powiedział wyraźnie mając nadzieję na ciekawą dyskusję.

Uśmiechnęłam się do mężczyzny swoim najbardziej czarującym uśmiechem. Nie miałam zamiaru go rozczarować. Mimo, że jeszcze nie skończyłam liceum, ekonomia od zawsze była moją pasją.

– Uważam, że Internet daje teraz firmą naprawdę duże możliwości. Ludzie czują wstręt do wpychania im reklam na siłę i wymuszani na nich zgody do ich otrzymywania, a dzięki temu systemowi, to klient sam szuka potrzebnej mu firmy. Poza tym – kontynuowałam swój wywód – taka reklama jest zdecydowanie bardziej ekologiczna. Nie niszczy się w ten sposób milionów drzew, nie zaśmieca ulic.

Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej. Teraz dopiero zaczął się rozkręcać. Nawet nie zauważyłam, kiedy zapełniły się wszystkie miejsca przy stole, a kelnerzy przynieśli przystawki. Staruszek przeprosił i wstał od stołu, wycofując się dyskretnie. Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy na swoim udzie poczułam ciepłą dłoń Sebastiana, chłopak jednak nawet nie przerwał prowadzonej z jakąś damą w średnim wieku rozmowy. Zaczęłam się uważniej przysłuchiwać o czym rozmawiają ci ludzie. Tematów było sporo, wszystkie jednak dotyczyły prawa i ekonomii. Po kwadransie nie byłam pewna czy jestem w stanie powstrzymać ziewnięcia. Przeprosiłam grzecznie i wstałam od stołu. Wzięłam swoją zamszową torebkę i udałam się prosto do hotelowej toalety.

Niezdecydowana stanęłam przed lustrem, poprawiając nieznacznie niesforne włosy. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała tam wrócić. Ciągle czułam na sobie dotyk ciepłej dłoni Sebastiana, a po głowie snuły mi się jedynie ponure myśli.

– O pani Emilia! – zaczepiła mnie szczupła kobieta w średnim wieku. Wyciągnęła z torby kosmetyczkę i zaczęła przed lustrem poprawiać i tak perfekcyjnie wyglądający makijaż. – Z tymi mężczyznami można się zanudzić! Nie sądzi pani?

Uśmiechnęłam się do niej uprzejmie, zastanawiając się co powiedzieć, ale ona z przyjemnością pozbawiła mnie tego problemu. Buzia jej się nie zamykała. Zaczęła opowiadać o swoim mężu Arturze, o synu Damianie, salonach piękności i bieżącej modzie. Pochwaliła moje ubrania z najnowszych, jesiennych kolekcji, a potem weszła na temat Sebastiana, wypytując mnie gdzie się poznaliśmy, jak długo razem jesteśmy i co wspólnie planujemy. Nie miałam na te pytania żadnych odpowiedzi, ale wyobraźnia jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Zaczęłam opowiadać, jakim Sebastian jest cudownym mężczyzną, jaki z niego dżentelmen, jak się mną zaopiekował, kiedy tego potrzebowałam. Mówiłam o nim jak o tęczy, a kobieta wręcz promieniała, z zachwytem słuchając nowych plotek.

– Tak, Sebastian znowu odżył – skwitowała moją wypowiedź. – Dawno go takiego nie widziałam – oznajmiła. – Nie od czasu tego okropnego incydentu! – Skinęłam tylko głową, nie mając pojęcia o czym mówi ta kobieta, a ona kontynuowała dalej nieprzerwany potok słów. – Ale czasem nikt nie jest w stanie zrozumieć jego zachowania. Na przykład jak wtedy, kiedy zajął się tym chłopakiem… nikt się tego nie spodziewał. Pobił z innymi chuliganami komorników, kiedy przyszli z powodu długów zlicytować sklep jego dziadka, słusznie wsadzili go do więzienia. No, a Sebastian, zamiast zająć się swoją pracą, wpłacił za tego dzieciaka kaucję, pożyczył im pieniądze i zatrudnił go u siebie, żeby miał mu z czego spłacić dług. Nie do pomyślenia! – oznajmiła dobitnie.

W odpowiedzi skinęłam tylko głową ze sztucznym uśmiechem na ustach, rozmyślając nad sensem słów kobiety. Ona jednak uznała to za udział w jej świętym oburzeniu i zaczęła rozprawiać o tym, jak trzeba sobie wychowywać mężczyzn. Tym razem z prawdziwą ulgą wróciłam do restauracyjnej sali.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Reszta wieczora upłynęła całkiem przyjemnie. Specjalnie najadłam się wcześniej u Marty, żeby przypadkiem podczas kolacji nie burczało mi w brzuchu i to zdało idealnie egzamin. Posiłek umilał mi staruszek, który zdążył już zająć swoje miejsce, zapewne na długo przede mną. Naprawdę miło mi się z nim rozmawiało. Nawet nie zauważyłam, kiedy wypiłam czwarty, a potem piąty kieliszek czerwonego wina. Przyjemnie szumiało mi w głowie. Zdałam sobie sprawę, że z dziecięcym zachwytem uśmiecham się do deseru, który właśnie podali kelnerzy. Były to ozdobione egzotycznymi owocami i dużą ilością bakalii, płonące lody. Staruszek zauważył mój entuzjazm i zaczął wychwalać pod niebiosa tego typu rzeczy. Żartowałam wraz z nim, jedząc powoli swój deser. Potem w dyskusję wciągnął go siedzący po drugiej stronie sąsiad, a ja znów zamilkłam jedynie przysłuchując się rozmowom.

Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Sebastian przypatrywał mi się dość dziwnie. W jego oczach, oprócz zwyczajowego chłodu, dostrzegłam mieszankę jakiejś dziwnej, mrocznej satysfakcji.

Kiedy skończyłam jeść swoje lody, ludzie zaczynali się żegnać. Sebastian wstał od stolika, podając mi ramię. Przylgnęłam do niego, nie będąc pewna czy po takiej ilości wina uda mi się samej prosto chodzić. Wiedziałam, że to był mój błąd, ale tak się zagadałam, że nie zwracałam uwagi, na to, że kelner wciąż dolewa mi trunku. Następnym razem będę pamiętała, że jestem tu w pracy, a nie dla zabawy, o ile w ogóle będzie następny raz, pomyślałam.

– Wynająłem tu pokój – wyszeptał mi cicho do ucha – zostaniemy na noc.

Skinęłam głową w odpowiedzi i pozwoliłam mu się prowadzić. Wjechaliśmy windą na samą górę. Weszliśmy do luksusowo urządzonego apartamentu. Ledwo zamknęły się za nami drzwi, a Sebastian objął mnie od tyłu ramionami. Jego usta znalazły się przy mojej szyi. Całował mój kark i ramiona, jednocześnie zsuwając ze mnie tunikę. Wino szumiało mi w głowie przytępiając strach, który czułam w jego obecności. Odwróciłam się do niego i oplotłam ramionami jego szyję. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale nie zaprotestował. Po chwili jakby wahania, pocałował mnie w usta. Był to przyjemny pocałunek, miękki i ciepły.

Ręce Sebastiana błądziły po moim ciele, rozpinając ubranie. Ośmielona alkoholem postanowiłam nie pozostawać mu dłużna. Zsunęłam z jego ramion marynarkę, potem zaczęłam powoli rozpinać guziki grafitowej koszuli. Wyglądał na zadowolonego. Powoli pomagał mi zdejmować ubranie, aż w końcu zostałam w samej, jasnokremowej bieliźnie.

Pisnęłam, kiedy poderwał mnie z ziemi i zaniósł na szerokie, hotelowo łóżko. Wyglądał na rozbawionego. Znowu mnie pocałował, a ja odwzajemniłam jego namiętny pocałunek. Zsunął spodnie, zostając jedynie w czarnych, ciasno opiętych bokserkach. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo. Poczułam na udzie jego sztywny członek.

Wplotłam palce w jego brązowe włosy, okazały się być nadzwyczaj miękkie i delikatne. Drugą dłonią przesunęłam po jego plecach, delikatnie drapiąc ciało chłopaka. Mruknął z zadowolenia. Rozpiął mój stanik, wyswobadzając spod niego moje jędrne piersi. Sutki natychmiast zareagowały na dotyk jego ciepłej, twardej dłoni.

Sebastian zsunął się niżej. Rękoma znów zaczął błądzić po moim ciele, ustami całował szyję, piersi, a potem brzuch. Kiedy zdjął ze mnie majtki i musnął palcami znajdującą się pod nimi kępkę włosów, nie mogłam powstrzymać cichego jęku.

Zdjął własne majtki, a potem położył się na plecach. Posadził mnie na sobie, oplatając ramionami i przyciągając bardzo blisko. Zaczął mnie namiętnie całować, a moje ciało reagowało na jego dotyk i pocałunki. Stawałam się coraz bardziej wilgotna i podniecona.

Jedna jego ręka znów znalazła się między moimi nogami, drugą poczułam na swoich piersiach. Poruszyłam się nieznacznie, niechcący ocierając się o jego sztywny członek.

– Załóż mi prezerwatywę – mruknął cicho, zachrypniętym z podniecenia głosem. – Jest w kieszeni marynarki.

Wstałam  zwinnie, wyjmując zaczętą już, niebieską paczkę. Otworzyłam jedną z pozostałych prezerwatyw i nasunęłam na jego sztywno stojącego penisa. Sebastian położył ręce na moich biodrach, sadzając mnie na sobie. Mimo szumiącego mi w głowie alkoholu poczułam bolesne kłucie w brzuchu, kiedy we mnie wchodził. Tym razem, chyba jakimś sposobem zauważył grymas bólu na mojej twarzy, bo otoczył mnie ramionami i przyciągnął do siebie.

– Wszystko w porządku? – zapytał cicho.

– Tak – odpowiedziałam całując go tuż przy uchu.

Przytulił mnie mocno, przyciągając jeszcze bliżej, tak, że teraz bezpośrednio na nim leżałam. Ostry ból minął, a ja poczułam rozlewającą się po moim ciele przyjemność. Całowałam Sebastiana, po szyi, od czasu do czasu delikatnie przygryzając płatek jego ucha. Jego dłonie dotykały moich piersi, a potem przeniosły się na plecy i pośladki. Poruszałam biodrami w rytm jego ruchów.

W pewnym momencie, przez całe moje ciało, przeszedł cudowny dreszcz nieopisanej rozkoszy. Moje mięśnie zaczęły się samodzielnie zaciskać, na wypełniającym mnie członku. Czułam błogie spełnienie. Sebastian poruszył jeszcze kilka razy biodrami, a potem zsunął mnie z siebie ostrożnie. Pozbył się zużytej prezerwatywy, a potem na powrót mnie do siebie przyciągnął. Zaskoczona położyłam głowę w zagłębieniu jego ramienia. Poczułam jak jego klatka piersiowa chaotycznie unosi się i opada. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jego ciało drży od hamowanego z trudem śmiechu. Ciągle ośmielona alkoholem uniosłam się lekko na łokciu i spojrzałam pytająco na rozbawioną twarz chłopaka.

– Nawet nie wiesz, jak byłem na ciebie wściekły, kiedy powiedziałaś mu, że studiujesz ekonomię. Wiesz, kto to był? – zapytał nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. – Profesor Jagodziński – odpowiedział, kiedy przecząco pokręciłam głową. – Znany specjalista w dziedzinie handlu i dystrybucji. Wykładał u mnie na studiach prawo handlowe. A dzisiaj zagięła go licealistka – teraz już śmiał się otwarcie. – I to nie jeden raz. Ledwo zdołałem powstrzymać się od śmiechu. Dawno tak dobrze się nie bawiłem na tych nudnych spotkaniach. – Chodź, idziemy pod prysznic – powiedział po kolejnym ataku śmiechu.

Kiedy stanęłam przy nim na podłodze, znów wziął mnie na ręce i zaniósł do sporej, luksusowej łazienki. Odkręcił ciepłą wodę i zamknął nas razem w kabinie. Pożądliwie spojrzał na moje wilgotne, lśniące od spływającej po nim wody ciało. Jego członek zesztywniał, znowu gotowy do akcji.

Sebastian namydlił mnie, powoli i delikatnie przesuwając dłońmi po całym moim ciele. Potem skierował na mnie strumień ciepłej wody z wiszącego wysoko prysznica i sam zaczął się myć. Moja ciekawość jak zwykle zwyciężyła nad rozsądkiem.

– Kim była ta dama ze sznurami korali na szyi? – zapytałam niepewnie. – Rozmawiała ze mną w toalecie – dodałam, kiedy spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony pytaniem, które zadałam.

– To już wiem, skąd te komentarze, że jestem dla ciebie jak słońce i świata poza mną nie widzisz – roześmiał się chłopak, a ja z ulgą przyjęłam taką reakcję. – To Mariola Dębińska, żona komendanta policji. Nie potrafi niczego co usłyszy zachować dla siebie. Co jej powiedziałaś?

Opowiedziałam Sebastianowi wymyśloną na poczekaniu historię, którą uraczyłam panią Dębińską, a on znów zaniósł się śmiechem.

– Nie wiedziałem, że taki ze mnie romantyk – powiedział, kiedy wreszcie przestał się śmiać. – Tylko teraz już trzymaj się tej wersji, dobrze?

Skinęłam głową. Czy to znaczyło, że jednak będzie następny raz? Chłopak spłukał z siebie mydliny i wyszedł z kabiny prysznicowej. Zadrżałam z zimna, kiedy rozsunął szerokie, przeszklone drzwi. Otulił mnie dużym, białym ręcznikiem, a potem wytarł się pospiesznie. Z zimna jego członek znowu opadł. Po raz kolejny tego wieczora poderwał mnie z podłogi i zaniósł na łóżko. Przykrył nas atłasową, białą kołdrą. Spojrzał na mnie zagadkowo, a potem zgasił świecącą przy łóżku lampkę. Położył się na boku, przyciągając mnie do siebie, tak, że leżałam oparta o niego plecami. Dalej byłam przemarznięta po wyjściu spod prysznica, ale on był już na powrót ciepły, ogrzewało mnie całe jego ciało.

– Dobranoc – wyszeptał w moje wilgotne włosy, a po kilku minutach słyszałam już tylko jego równy, miarowy oddech.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Otworzyłam oczy. Ziewnęłam. Leżałam sama w wielkim, hotelowym łóżku. Przeciągnęłam się, usiadłam i rozejrzałam dookoła. Mgliście napływały do mnie wspomnienia z poprzedniej nocy. Bolała mnie głowa. Wstałam z łóżka rozglądając się po pokoju. Z leżącej na podłodze przy drzwiach torby wyjęłam swój nowy telefon. Jęknęłam. Była prawie dziesiąta. Mieliśmy środek tygodnia, a ja znów opuszczałam szkołę!

Umyłam się szybko i ubrałam. Starannie zmyłam resztki makijażu. Przyjrzałam się sobie w nowych ubraniach. Czy mogę tak iść do szkoły? Stracę przez to kolejną lekcję, ale chyba warto było się przebrać, nie narażając się na niepotrzebne pytania, które musiałabym zostawić bez odpowiedzi.

Kiedy wyszłam z sypialni do niewielkiego salonu, moją uwagę przyciągnęła leżąca na stole, biała koperta. Ładnym charakterem pisma było na niej naniesione jedno słowo, moje imię – Emilia. Nie zaglądając do środka wrzuciłam ją do torby i wyszłam z hotelowego pokoju.

W połowie korytarza zatrzymałam się zaskoczona. Na zielonym fotelu, zaczytany w jakimś kolorowym piśnie siedział Rafał. Podeszłam bliżej, żeby przekonać się, że tak wciągnął chłopaka „Przegląd Sportowy”.

– Cześć – odezwałam się do niego pogodnie, kryjąc swoje zdziwienie.

– O, obudziłaś się wreszcie – uśmiechnął się do mnie odkładając gazetę. – To świetnie, bo umieram z głodu. Idziemy na śniadanie.

Chwilę później siedzieliśmy na parterze, w hotelowej restauracji. Blondyn nałożył sobie wszystko, co tylko się dało z suto zastawionego, szwedzkiego stołu. Ja zadowoliłam się płatkami, twarożkiem i kilkoma plastrami żółtego sera. Z zainteresowaniem przyglądałam się jedzącemu chłopakowi. Wczoraj poznałam jego tajemnicę, wiedziałam już czemu pracuje dla Sebastiana. Byłam ciekawa czy w głębi duszy jest z tego tytułu bardziej zły czy zadowolony. Wolałam jednak nie zadawać mu krępujących pytań. Będzie kiedyś chciał, to sam mi o tym opowie.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Nowe ubrania zostawiłam u Marty i następnego dnia do szkoły poszłam w swoich zwyczajowych poprzecieranych jeansach i wyciągniętym, szarym swetrze. Nauczyciele jak zwykle, krzywo patrzyli zarówno na mój strój jak i nieusprawiedliwione nieobecności. Kolejny raz musiałam zostać po lekcjach na długiej, nieprzyjemnej rozmowie z wychowawczynią. Kobieta wyglądała na zatroskaną, ale jednocześnie wyraźnie niezadowoloną, że w tym wypadku nie może rozwiązać zaistniałego problemu, po prostu wzywając do szkoły moich rodziców.

Kiedy wychodziłam, poczułam w kieszeni wibracje przychodzącego smsa. Zaskoczona wyjęłam telefon, mój numer mieli tylko Sebastian i Rafał, nikomu nie zamierzałam chwalić się telefonem.

„Jak daleko pozwolisz mi się posunąć?” – brzmiała treść wysłanej przez Sebastiana wiadomości.

Przez moje ciało przeszedł bardzo nieprzyjemny, zimny dreszcz. Poczułam strach.

„Co masz na myśli?” – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

„Co mogę z tobą zrobić?” – inaczej sformował zdanie.

Z trudem przełknęłam ślinę, ale z góry wiedziałam co mu odpowiem.

„Wszystko, wszystko co zechcesz.”

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kiedy wieczorem znalazłam się na osiedlu w centrum Krakowa czułam jedynie zimny strach. Nie miałam pojęcia co chodzi Sebastianowi po głowie, ale bardzo się tego bałam. Z szybko bijącym sercem wsiadłam do windy. Wjechałam na czwarte piętro i stanęłam przed znajomymi drzwiami, żeby uspokoić oddech. W końcu zebrałam się w sobie i zadzwoniłam do drzwi. Spodziewałam się Rafała, zdziwiłam się bardzo kiedy otworzył mi Sebastian. Miał na sobie szare jeansy i ciemnoczerwoną, niedopiętą koszulę.

– Wejdź – powiedział uprzejmie, wpuszczając mnie do środka.

Odwiesiłam swój płaszcz i torbę na znajdujący się przy drzwiach wieszak. Moje zaskoczenie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy zamiast do sypialni, zaprowadził mnie do salonu. Usiadłam na skórzanej, czarnej kanapie. Strach narastał we mnie z każdą chwilą. Podświadomie czułam, że coś jest nie tak. Mężczyzna wziął dwa kieliszki, podszedł do barku i nalał do nich czerwonego wina. Usiadł koło mnie na kanapie, podając mi jeden z nich.

– Napij się – powiedział – chcę, żebyś się rozluźniła przed tym co będziemy robić.

Spojrzałam na niego spłoszonym, sarnim wzrokiem. Bałam się zapytać, co takiego zaplanował. Nie chciałam wiedzieć, ale byłam przekonana, że i tak wkrótce się dowiem. Przyglądał mi się w milczeniu, kiedy piliśmy wino. Uświadomiłam sobie boleśnie jak wielki niepokój i strach wzbudza we mnie Sebastian.

Kiedy opróżniłam mój kieliszek, natychmiast nalał mi następny. Przyszło mi do głowy, że doskonale wyczuwa mój niepokój i z premedytacją się ze mną drażni. W końcu przysunął się do mnie bliżej, a ja nie mogłam zapanować nad swoim przyspieszonym oddechem. Jego twarz zbliżyła się do mojej twarzy, usta delikatnie dotknęły moich ust. Jego palce wplotły się w moje rozpuszczone włosy, a on przyciągnął mnie do siebie bliżej. Wargi Sebastiana znalazły się tuż przy moim uchu.

– Rozepnij mi koszulę – wyszeptał polecenie.

Drżącymi dłońmi sięgnęłam ku wiśniowo czerwonej tkaninie. Powoli zaczęłam odpinać guziki. Znowu mnie pocałował. Zaczął zdejmować ze mnie rozpinany sweterek Marty, potem zajął się bluzką. Kiedy zostałam w samym koronkowym staniku i spodniach, wyciągnął zza kanapy jakąś torbę. Wyjął z niej długi, ciemny szal. Odsunął mnie od siebie łagodnie, a potem zawiązał mi nim oczy. Ogarnęła mnie panika. Mój i tak szybki i płytki oddech nienaturalnie przyspieszył. Mimo, że tkanina była stosunkowo cienka i tak nic przez nią nie widziałam. Nie potrafiłam logicznie myśleć. Moje ciało drżało, kiedy wiązał mi ręce nad głową. Po chwili leżałam na kanapie, mocno do czegoś przywiązana, na tyle skutecznie, że nie byłam w stanie się sama uwolnić.

Sebastian rozpiął mój stanik, odpinając od niego ramiączka i zdejmując go ze mnie. Ciepłymi, twardymi dłońmi zaczął dotykać moich sterczących piersi. Z premedytacją drażnił sztywne już sutki. Mimowolnie, z mojej krtani, wydobywały się ciche jęki. Poczułam na swoim ciele jego wilgotne usta. Całował mnie i dotykał, a mnie ogarniała coraz większa panika. Czułam się bezradna, zdana jedynie na jego łaskę. Bałam się co może ze mną zrobić, ale jeszcze bardziej przerażało mnie samo oczekiwanie na jego niecodzienne kaprysy.

Mężczyźnie wyraźnie nigdzie się nie spieszyło. Jego usta błądziły po moim nagim ciele. Jego dłonie natarczywie drażniły piersi. Wreszcie, po ciągnących się w nieskończoność minutach, przesunął dłoń na moje udo, potem położył ją między nogami. Rozpiął moje sztruksy i zsunął je ze mnie powoli. Mruknął cicho, wsuwając palce pod delikatną tkaninę majtek. Czułam własną wilgoć, mimo, że nie miałam pojęcia skąd się tam wzięła. Jęknęłam, kiedy zdjął ze mnie majtki i zagłębił palec w mojej ciasnej szparce. Na chwilę przerwał pieszczoty, a potem poczułam jak wsuwa mi między nogi coś naprawdę twardego. Przez chwilę drażnił się, napierając przedmiotem na moje łono, a potem wsunął go do środka.

Pochylił się nade mną i zaczął całować moje usta, jednocześnie wpychając twardą rzecz coraz głębiej. To coś we mnie było naprawdę duże. Czułam się całkowicie wypełniona, a on tym bez przerwy poruszał. W pewnym momencie przedmiot zaczął drżeć. Namiętnie zaczęłam odwzajemniać pocałunki Sebastiana, żeby choć na chwilę przestać myśleć.

Mężczyzna oderwał usta od moich ust, nie przestając poruszać tkwiącym w moim wnętrzu wibratorem. Jego pocałunki zeszły teraz niżej, na szyję, potem piersi i brzuch. Jego ciepły, miękki język lizał moje gładko ogolone podbrzusze. Sebastian zszedł jeszcze niżej. Pieścił językiem moją łechtaczkę, od czasu do czasu przerywając i całując wewnętrzną stronę ud.

W pewnym momencie poczułam jego dłoń na swoich pośladkach. Mężczyzna przestał poruszać tkwiącym we mnie wibratorem, wpychając go niemalże do końca. Z moich ust wydobył się stłumiony jęk. Sebastian przesunął ręką po mojej pupie. Ciągle liżąc moje łono, wsunął w nią palec. Gwałtownie wciągnęłam powietrze. Czułam jego dotyk na delikatnych ściankach mojej ciasnej szparki. Myślałam, że zaraz zwariuję. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłam, nie zdawałam sobie sprawy, że można coś takiego w ogóle czuć. Moim ciałem zaczęły wstrząsać gwałtowne dreszcze. Mój umysł wariował. Całą mnie zalewały fale ciepła i błogości.

Sebastian zabrał palec, jednocześnie rozsuwając szerzej moje nogi. Wyjął ze mnie wibrator i zastąpił go swoim członkiem. Czułam go całą sobą. Pochylił się nade mną, delikatnie całując przy uchu.

– Uwielbiam twoje ciało i to jak na mnie reaguje – mruknął. – Chcę, żebyś na mnie patrzyła.

Zsunął prowizoryczną przepaskę z mojej twarzy. Moje migdałowe, szare oczy spotkały się z jego niesamowitymi, czekoladowymi oczami. Widziałam w nich podniecenie, rządzę i chęć posiadania.

Jęknęłam, kiedy Sebastian przyspieszył. W pewnym momencie wszedł we mnie najmocniej jak potrafił, a ja znów poczułam tę niesamowitą błogość. Wszystkie moje mięśnie spazmatycznie zaciskały się na jego tkwiącym we mnie, twardym członku, który po chwili również zaczął drżeć. Mężczyzna został jednak we mnie, poruszając się teraz łagodnie i delikatnie. Dopiero po kilku minutach wysunął się ze środka i opadł na kanapę tuż obok mnie. Leżał tak przez dłuższą chwilę, błądząc dłońmi po moim chaotycznie unoszącym się brzuchu i piersiach.

Potem wstał, nie rozwiązując mi jednak rąk. Znów powróciła panika. Sebastian usiadł na kanapie, tak, żeby znaleźć się między moimi nogami. Rozłożył je delikatnym, ale stanowczym gestem.

– Jeszcze nie skończyliśmy – powiedział uśmiechając się drwiąco.

Pokazał mi niebieski, żelowy wibrator w kształcie delfina. Był naprawdę duży. Ponownie wsunął go w moje wnętrze. Jęknęłam. Czego on jeszcze ode mnie chce? Byłam wykończona i miałam już naprawdę dosyć. W jego dłoni, jakby znikąd, pojawił się drugi, znacznie mniejszy wibrator. Po chwili poczułam jak Sebastian napiera nim na moją pupę. Żelowy członek, gładko wszedł do środka, sporą częścią wystając na zewnątrz.

Potem, z przerażeniem obserwowałam, jak mężczyzna ubiera się pospiesznie. Nowa fala paniki ogarniała mój umysł. Co mu chodzi po głowie? Czy jeszcze mu na dzisiaj nie wystarczyło?

– Poczekasz tu na mnie – powiedział zachłannie pożerając mnie wzrokiem. – Nie złączaj nóg, chcę, żeby przywitał mnie właśnie taki widok.

Obrzucił mnie jeszcze ostatnim, tęsknym spojrzeniem, po czym wyszedł z mieszkania, a ja z szybko bijącym sercem i bardzo niespokojnym oddechem zostałam zupełnie sama.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Leżałam tak przez dłuższą chwilę, nie mogąc zebrać myśli. Wibratory w moich dziurkach pulsowały, na nowo budząc podniecenie. Po co poszedł? Czemu mnie zostawił? Ściskający za gardło strach nie dawał mi spokoju. Z całą stanowczością usiłowałam sobie przypomnieć powód, dla którego to wszystko robię. Przymknęłam oczy. Spróbowałam wyswobodzić ręce, jednak bezskutecznie. Przy każdym ruchu, wibratory drażniły mnie coraz bardziej, postanowiłam więc leżeć spokojnie. Zaraz wróci, powtarzałam sobie w myślach, a w duchu błagałam, żeby to była prawda.

Po ciągnących się w nieskończoność minutach usłyszałam przekręcany w zamku klucz. Poczułam jednocześnie niesamowitą ulgę i niepewność. Do pokoju jednak, zamiast drwiąco uśmiechniętego Sebastiana wszedł Rafał. Spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony, szeroko otwierając usta. Gapił się nie mogąc zrobić kroku ani w jedną, ani drugą stronę. Dopiero teraz naprawdę zdałam sobie sprawę ze swojej nagości i położenia. Poczułam bezradność i upokorzenie. Odwróciłam od blondyna wzrok, on jednak ani drgnął.

Po chwili do mieszkania, jak burza wpadł Sebastian. Jego przystojną twarz wykrzywił grymas gniewu. Jednym, sprawnym ruchem wypchnął Rafała z pokoju, zamykając za nim drzwi. Usłyszałam odgłos uderzenia.

– Czy ty do kurwy nędzy nie rozumiesz co znaczy „nie przychodź dzisiaj”?! – warknął gniewny głos Sebastiana.

– Ja… – zaczął w odpowiedzi Rafał, ale nie powiedział nic więcej.

Usłyszałam jak frontowe drzwi otwierają się, a później zamykają. Po chwili do pokoju wrócił Sebastian. Rzucił na stół nową paczkę prezerwatyw. Sprawnie rozwiązał mi ręce i wyjął ze mnie wibratory. Potem posadził mnie obok siebie, otulił wiszącym na oparciu kanapy kocem i przytulił do siebie mocno. Czułam się paskudnie. Wtuliłam się bardziej w ramiona znienawidzonego mężczyzny. Po policzku spłynęła mi ciepła, słona kropla łez.

– Przepraszam – wyszeptał w moje włosy – cholernie cię przepraszam.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Sama nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Zmęczenie najwyraźniej jednak zwyciężyło nad rozżaleniem i upokorzeniem. Obudziłam się otulona śnieżnobiałą, atłasową kołdrą. Rozejrzałam się po utrzymanej w szarej tonacji sypialni. Leżałam sama w wielkim łóżku Sebastiana, a jego samego nigdzie w pobliżu nie było. Zerknęłam na stojący przy łóżku budzik. Dochodziła ósma. Jęknęłam. Znowu spóźnię się do szkoły! Wstałam szybko, wzrokiem szukając swoich ubrań. Leżały poskładane na krześle. Przyjrzałam się brązowym sztruksom. Uznałam, że tak mogę pokazać się w szkole, więc nie muszę zahaczać o dom, jeżeli się pospieszę, ominę tylko pierwszą lekcję. Czemu każdy pieprzony dzień musiał zaczynać się językiem Polskim?!

Pospiesznie włożyłam na siebie ubranie i przemknęłam się do łazienki. Spięłam włosy spinką na czubku głowy, tak, że niesfornie się spod niej wymykały, ale na nic lepszego nie miałam w tej chwili czasu. Starannie zmyłam z twarzy ciepły, utrzymany w wiosennych barwach, makijaż. Nie miałam ze sobą plecaka, ale lepsze były pretensje nauczycieli o brak zeszytów niż całkowita nieobecność.

Chciałam jak najszybciej wyjść z mieszkania, ale zatrzymałam się zaskoczona na widok siedzącego przy kuchennym blacie Sebastiana.

– Dzień dobry – przywitałam się najpogodniejszym głosem, na jaki potrafiłam się zdobyć.

– Część – odezwał się jak zwykle chłodnym i beznamiętnym tonem. – Podwieźć cię gdzieś?

Tym pytaniem zupełnie mnie zaskoczył. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Szybko jednak oprzytomniałam i przecząco pokręciłam głową.

– Dziękuję – odparłam grzecznie. – Dam sobie radę. Nie chcę ci robić problemu.

Uśmiechnął się do mnie ponuro.

– I tak jadę do pracy – oznajmił tylko. – Chodź.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Chwilę później siedziałam na przednim siedzeniu czarnego volvo. Sebastian podwiózł mnie na parking pod szkołą. Przez całą drogę nie odezwał się do mnie ani słowem. Odpowiadało mi to, ani trochę nie miałam ochoty na rozmowę, a już na pewno nie z nim. Kiedy wysiadłam z samochodu, rzucił jedynie chłodne „na razie” i prawie natychmiast odjechał. Odetchnęłam z ulgą. Zadrżałam na wspomnienie wczorajszego, koszmarnego wieczoru.

Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam przypatrujące mi się ciekawie koleżanki z klasy. Stały pod płotem paląc papierosy. Wyglądały na zafascynowane. Zagryzłam ze złości zęby. Wiedziałam, że stanę się tematem dzisiejszych plotek, a jeżeli do nich nie podejdę z jakąś ciekawą bajeczką, będzie tylko jeszcze gorzej.

– Cześć – rzuciłam niedbale, podchodząc do rozszczebiotanego grona.

Jedna z nich poczęstowała mnie papierosem. Jak zwykle odmówiłam. Nie zamierzałam palić, tylko dlatego, że inni tak robią. Nigdy nic nie robiłam tylko z tego powodu.

– To twój facet Emily? – zapytała ożywionym głosem Karolina, wysoka i szczupła blondynka, jedna z największych plotkarek w szkole. – Niezłe ciacho z niego, tylko chyba trochę od nas starszy?

– Przyjaciel – odpowiedziałam pewnym tonem. Wiedziałam, że nie mogę dać się jej podpuścić. – I nie tak znowu wiele starszy. W lecie skończył dwadzieścia pięć lat – powtórzyłam słowa Rafała.

Karolina wyglądała na wyraźnie zawiedzioną, ale już po chwili wesoło plotkowała o kłótni między Darią, a Szymonem, naszą klasową idealną parą. Kiedy szłyśmy wspólnie do szkoły, na bok odciągnęła mnie Kinga. Była jedną z tych dziewczyn, które sponsoring traktują jako sposób na dodatkowe kieszonkowe, żeby kupić sobie nowe spodnie czy kosmetyki. Wcale nie ukrywała tego, że sypia z mężczyznami za prezenty i pieniądze. Ja się tego zwyczajnie wstydziłam.

– Emily – odezwała się do mnie wesoło, przekształcając moje imię, jak robili to wszyscy w szkole – nie wierzę, w to co powiedziałaś. Przyznaj się, nie chcesz się nim podzielić! Takie ciacho! Też bym nie chciała! Dużo ci płaci?

Wiedziałam, że nie ma sensu dalej brnąć w moją nietrzymającą się kupy historyjkę. Zresztą Kinga nie była Karoliną.

– Kinguś, nie chcę o tym mówić – odezwałam się delikatnie, nie mając zamiaru ranić jej uczuć. Diametralnie różniło się nasze postrzeganie świata, ale poza tym całkiem się lubiłyśmy. – Nie jestem tobą. To dla mnie krępujące.

Dziewczyna westchnęła teatralnie.

– Jasne, jasne – uśmiechnęła się z przekąsem. – Rozumiem. Nikomu nie powiem – oznajmiła lekkim tonem, ale ja wiedziałam, że mówi prawdę. – Mam jednak nadzieję, że jak do tego dojrzejesz, to porozmawiamy o tym – uśmiechnęła się do mnie wesoło i wzięła mnie pod rękę.

Razem poszłyśmy w kierunku szkoły, zmieniając temat o sto osiemdziesiąt stopni.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Wieczorem przyszedł do mnie sms od Rafała. Długo wpatrywałam się w ekran telefonu, zanim odważyłam się go przeczytać.

„Jest mi strasznie głupio, możemy o tym po prostu zapomnieć? Sebastian kazał ci kupić trochę normalnych ubrań. Masz czas się jutro spotkać?” – brzmiała jego treść.

Westchnęłam. Ostatnią rzeczą, na jaką miałam teraz ochotę było spotkanie się z Rafałem. Nie mogłam jednak stchórzyć. Co za różnica ilu facetów ogląda mnie nago? W tak cholernie krępującej i jednoznacznej sytuacji, musiały dodać moje nieproszone myśli. Wiedziałam też, że czy ogląda mnie tylko Sebastian czy jeszcze ktoś inny stanowi, z jakiegoś powodu, OGROMNĄ różnicę.

„Ok. jutro o siedemnastej? Tylko błagam nie rozmawiajmy o tym! NIGDY!” – odpisałam na smsa Rafała.

„Umowa stoi” – odpisał błyskawicznie chłopak.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Następnego dnia, po szkole, spotkałam się z Rafałem w centrum handlowym. Chłopak miał opuchnięty, siny ślad pod okiem. Starał się omijać mnie wzrokiem. Ja jednak postanowiłam wziąć się w garść i nie psuć naszych stosunków tą głupią, nieprzyjemną wpadką.

– Co ci się stało? – zapytałam zdziwiona.

– Sebastian – odpowiedział ponuro. – Kiedyś nauczę się dokładnie słuchać poleceń.

Więc to słyszałam wtedy w korytarzu. Zadrżałam na tamto wspomnienie. Odegnałam od siebie ponure, nieprzyjemne myśli. Blondyn w dalszym ciągu omijał mnie wzrokiem.

– Rafał, przestań! – powiedziałam stanowczo. Spojrzał na mnie zaskoczony, pytającym wzrokiem. – Stało się, nic na to nie poradzisz – odezwałam się spokojnie – ale jeżeli mamy razem „pracować” – powiedziałam z przekąsem – to nie możesz mnie zacząć unikać, a ja nie chcę między nami takiej dziwnej atmosfery.

– Masz rację – westchnął chłopak – po prostu zjada mnie poczucie winy. Mogę ci chociaż postawić kawę na przeprosiny?

Uśmiechnął się do mnie niepewnie, a ja skinęłam głową.

– Chodźmy na tą kawę – stwierdziłam pogodnie.

Siedzieliśmy wygodnie na kanapie w Coffee Haven popijając jesienną mieszankę kaw z papierowych kubeczków. Atmosfera między nami się rozluźniła. Rafał w końcu doszedł do siebie i śmiał się wesoło, zupełnie jak wcześniej. Po kawie zrobiliśmy największe w moim życiu zakupy. Poczułam jednocześnie ukłucie strachu i ulgę na myśl, że Sebastian wyraźnie planował ze mną jakąś dłuższą współpracę.

Kiedy szliśmy w kierunku podziemnego parkingu, usłyszałam za sobą czyjeś wołanie. Odwróciłam się, żeby stanąć twarzą w twarz z rozanieloną Karoliną i jej dystyngowanie wyglądającą mamą. Niechętnie przedstawiłam im obładowanego zakupami Rafała. Po krótkiej, jednak dla mnie ciągnącej się w nieskończoność, rozmowie kontynuowaliśmy naszą wędrówkę do samochodu. Tym razem nie wsiedliśmy do czarnego volvo, a do wysłużonego, zielonego opla. Blondyn uśmiechnął się do mnie wesoło, wyraźnie dumny ze swojego samochodu, a ja po raz kolejny stwierdziłam, że naprawdę lubię jego uśmiech. Z ulgą zdałam sobie sprawę, że mimo tego co się stało, w dalszym ciągu potrafię czuć się swobodnie w towarzystwie Rafała.

Chłopak podwiózł mnie pod dom Marty, pomógł wypakować zakupy, pożegnał się ciepło i odjechał. Nie chciałam dawać Markowi powodów do jakiejkolwiek podejrzliwości, dlatego postanowiłam nie trzymać nowych rzeczy w domu. Zostawiłam wszystko u przyjaciółki i poszłam odwiedzić Julkę. Moja młodsza siostra była zdziwiona tym, że za każdą wizytą przynoszę jej jakieś drobne prezenty, a to czekoladę, a to pomarańczę, czasem jakiegoś miśka czy ubranie, ale przyjmowała wszystko ze słonecznym uśmiechem i oczami pełnymi szczęścia. Nie zadawała żadnych pytań, a ja sama nie miałam ochoty jej niczym martwić. Miała dość własnych problemów. Chociaż dzięki tym krótkim chwilą obie mogłyśmy być szczęśliwe.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Z Sebastianem spotykałam się trzy – cztery razy w tygodniu. Coraz częściej zabierał mnie na różnego rodzaju towarzyskie spotkania i przedstawiał wszystkim jako swoją dziewczynę, a ja starałam się wywrzeć na tych poważnych, elegancko ubranych ludziach jak najlepsze wrażenie. Zauważyłam, że chłopak doskonale się bawi, jakby kpiąc z nich wszystkich, przy użyciu mojej osoby. Zawsze po takich spotkaniach miał wyśmienity humor, jednak kiedy w jego niesamowitych, czekoladowych oczach nie było pożądania, widziałam w nich tylko lód.

Wydawało mi się, że Sebastian planuje spełnić ze mną wszystkie swoje erotyczne fantazje. Czasami był czułym i niesamowitym kochankiem, innym razem traktował mnie jak lalkę. Zawsze jednak to on przejmował inicjatywę, mówiąc mi co mam dla niego zrobić. Nienawidziłam tych spotkań całą sobą, a jednocześnie zawsze nie mogłam doczekać się następnego. Było w nim coś dziwnego, coś co mnie do niego przyciągało.

Tak upłynął mi koniec października i cały listopad. Z nadejściem grudnia jednak czekały mnie zupełnie nowe, niekoniecznie przyjemne niespodzianki. Był chłodny, grudniowy wieczór, kiedy po wizycie w szpitalu, stanęłam pod domem Marty. Kiedy zadzwoniłam do drzwi, otworzyła mi jej matka, ale zamiast uprzejmie zaprosić mnie do środka, spojrzała na mnie pełnym chłodu i niechęci wzrokiem.

– Nie przychodź tu więcej – powiedziała zimnym tonem. – Nie chcę, żeby moja córka zadawała się z takimi jak ty! – oznajmiła stanowczo, po czym zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.

Wróciłam do domu z lśniącymi od powstrzymywanych łez oczami. Marka jak zwykle nie było. Zwinięta w kłębek położyłam się na swoim wytartym materacu. Przytuliłam do siebie miśka, którego dostałam na osiemnaste urodziny od Marty. Czy naprawdę tak ogromna część mojego świata legła dzisiaj w gruzach?

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Nazajutrz w szkole, Marta dopadła mnie jeszcze przed lekcjami. Rzuciła mi się na szyję niemal mnie przewracając.

– Emily! Tak strasznie cię przepraszam! Naprawdę bardzo! – wykrzyczała, a połowa idących po korytarzu ludzi odwróciła się w naszą stronę. – To wszystko moja wina! Stchórzyłam! Mama zabroniła mi się z tobą przyjaźnić, ale mam to gdzieś! Poza tym jestem pełnoletnia i nie obchodzi mnie jej zdanie!

– Martuś, spokojnie – odezwałam się do przyjaciółki, odciągając ją na pustą i zupełnie spokojną klatkę schodową. – Co się właściwie stało?

W duchu czułam jednak niesamowitą ulgę, że nie straciłam najlepszej przyjaciółki. Marta głęboko zaczerpnęła powietrza.

– Moja matka, jak się okazuje nie jest taka głupia – powiedziała już znacznie ciszej dziewczyna. – Widziała jak Rafał podjeżdża po ciebie tym czarnym volvo, albo cię nim odwozi do mnie, zobaczyła ile nowych ciuchów i kosmetyków mam w pokoju i uznała, że się obie puszczamy, a ja jej powiedziałam, że to twoje i nie masz gdzie tego trzymać – niemalże jęknęła wypowiadając ostatnie słowa. – Emily! Tak bardzo cię przepraszam!

Uśmiechnęłam się do niej ponuro.

– Nie martw się, jakoś przeżyję, pod warunkiem, że dalej będziemy się przyjaźnić – stwierdziłam stanowczo.

– Oczywiście, że będziemy! – znów wykrzyknęła Marta. – Nie mogłabym inaczej!

Mimo nieprzyjemnej sytuacji, humor mi się znacznie poprawił. Po raz kolejny Marta dowiodła, że nie sposób się na niej zawieść. Zadzwonił dzwonek. Trzymając się za ręce, zupełnie jak pierwszoklasistki, poszłyśmy razem, przez zatłoczony korytarz, w kierunku lekcyjnej sali.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

W piątek wieczorem po raz kolejny pojawiłam się w luksusowym mieszkaniu Sebastiana. Moje serce jak zwykle pędziło w pełnym galopie, a ja za każdym razem miałam nadzieję, że w końcu się do tych spotkań przyzwyczaję. Nie potrafiłam jednak i nie byłam przekonana czy kiedykolwiek będę w stanie.

Rafał otworzył drzwi witając mnie przyjaznym uśmiechem. Zabrał ode mnie płaszcz i zaproponował, że zrobi coś do picia.

– Sebastian jest zajęty, wypełnia jakieś dokumenty – oznajmił. – Da znać, jak skończy, a tymczasem ja się tobą zajmę, jeżeli nie masz nic przeciwko.

Nie miałam, a wręcz odetchnęłam z ulga, że przynajmniej trochę odwlecze się nieuniknione. Rozmawialiśmy, jak zwykle bez skrępowania. Przez ten czas, zaczęłam go traktować jak przyjaciela, a nie zło konieczne jak w wypadku Sebastiana. Opowiedziałam mu to, co wydarzyło się w domu Marty, a on patrzył na mnie przepraszająco, swoimi cudownymi błękitnymi oczami. Chciał coś powiedzieć, ale przerwał w pół słowa. Mój wzrok powędrował w tę samą stronę co jego i spostrzegłam stojącego w drzwiach Sebastiana. Opierał się o framugę, słuchając naszej rozmowy, wyraźnie nie zamierzając nam przerywać. Zaczerwieniłam się wściekle. Wcale nie planowałam mu o tym opowiadać.

Kiedy się jednak odezwał, mówił na zupełnie inny temat, co przyjęłam z prawdziwą ulgą, która jednak w błyskawicznym tempie przerodziła się w kompletne zakłopotanie.

– Potrzebuję cię na cały weekend, Emilko – powiedział poważnym tonem. – Moi rodzice się już tyle o tobie nasłuchali, że muszę cię im w końcu przedstawić. Jedziemy jutro rano.

Zdębiałam. Zamrugałam z niedowierzania. Co on znowu wymyślił? Jacy rodzice?

– Jak to? – spytałam głupio.

– Nie przejmuj się – powiedział, źle odczytując moje zaskoczenie. – Mój ojciec jest sędzią, matka sekretarką na emeryturze, to dla ciebie żadne towarzyskie wyzwanie.

– Dokąd jedziemy? – spytałam zrezygnowana, dalej nie mając pojęcia dlaczego chce mnie przedstawiać sowim rodzicom.

– Lipnik, taka niewielka wieś pod Krakowem – odpowiedział z drwiną w głosie. – Moi rodzice mają tam dom.

Niepewnie skinęłam głową. Jak zwykle nie potrafiłam nadążyć za jego tokiem myślenia. Rafał wstał z kanapy. Pożegnał się i wyszedł z mieszkania. Od czasu, kiedy zobaczył mnie nagą w erotycznej pozycji, unikał jak ognia przebywania w tym samym miejscu co ja i Sebastian, podczas naszych spotkań.

Wstałam z kanapy i podeszłam do ciągle stojącego w drzwiach mężczyzny. Oplotłam ramionami jego szyję, a on stanowczym gestem przyciągnął mnie do siebie. Lubił, kiedy przychodziłam do niego sama. Uwielbiał też pokazywać, że jest silniejszy. Natarczywie i dziko pocałował mnie w usta, a ja, podniecona z powodu samej jego bliskości, odwzajemniłam jego namiętny, długi pocałunek.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

W sobotę rano wsiedliśmy do czarnego volvo i wyjechaliśmy za granicę miasta. Cieszyłam się, że część swoich rzeczy trzymam u Sebastiana, bo przynajmniej nie musiałam odwiedzać swojego mieszkania. Marek i tak nie zwróci uwagi, że mnie nie ma. Nigdy go specjalnie nie obchodziło co właściwie robię. Nawet nie zdziwiło go to, że od jakiegoś czasu nie brakuje nam jedzenia, a czynsz za mieszkanie płacony jest regularnie. Nie miałam jednak zamiaru z nim o tym dyskutować.

Po godzinie zatrzymaliśmy się pod dużą, pomalowaną na biało willą. Dom był otoczony sadem, który ośnieżony przedstawiał sobą cudowny wręcz widok. Sebastian wyciągnął z bagażnika nasze rzeczy i bez pukania weszliśmy do środka. Z zainteresowaniem rozejrzałam się po domu. Był przytulnie urządzony i bardzo czysty. Przez myśl przeszło mi natrętnie, skąd Sebastian bierze pieniądze, bo taki dom, do osób ubogich raczej nie należał, ale na pewno nie był też domem milionerów.

W korytarzu przywitała nas szczupła, wyjątkowo ruchliwa kobieta. Miała siwe, splecione w dobierany warkocz włosy. Nosiła zabawny, granatowy fartuch kuchenny, z napisem „Kiss the Cook”. Uśmiechała się pogodnie i sprawiała sobą bardzo przyjazne wrażenie. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie matkę Sebastiana.

Kobieta uściskała mnie na powitanie jakbym była jej własną córką, a jej twarz promieniowała szczęściem. Potem zaprowadziła nas do przestronnej, ładnie urządzonej kuchni. Sebastian zniknął na chwilę z naszymi rzeczami, a potem wrócił i usiadł obok mnie na drewnianej, kuchennej ławie. Od niechcenia objął mnie ramieniem.

Siedzieliśmy i piliśmy ciepłą herbatę, kiedy do pomieszczenia wszedł wysoki, potężnie zbudowany, starszy mężczyzna. Przywitał się ze mną serdecznie, a potem uściskał Sebastiana. Nie tak wyobrażałam sobie jego ojca. Po kim on do cholery odziedziczył ten drwiący, pogardliwy sposób bycia i to lodowato zimne spojrzenie?

Rodzice Sebastiana okazali się być najmilszymi ludźmi na świecie. Przerzucali się drobnymi złośliwościami, ale widać było, że bawi to ich obydwoje. Sprawiali wrażenie zachwyconych moją skromną osobą i tym, że ich syn „wreszcie” przyprowadził do domu jakąś dziewczynę. Mimo, że kłóciło się to z moją moralnością i porządkiem świata, nareszcie zrozumiałam, dlaczego Sebastian postanowił mnie tu ze sobą przywieźć.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Wieczorem usiedliśmy wspólnie do kolacji. Mimo, że to wszystko było jedną wielką farsą, cieszyłam się z rodzinnej atmosfery, której tak bardzo brakowało mi w moim własnym, dość ponurym życiu. Ojciec Sebastiana co chwilę opowiadał jakieś dowcipy, natomiast jego matka zasypywała mnie dosłownie gradem różnych pytań.

– Powiedz mi, gdzie studiujesz, Emilko? – zapytała pogodnie kobieta, od początku mówiła do mnie „na ty”, co przyjęłam z prawdziwą ulga.

Chciałam powiedzieć, to co mówiłam wszystkim znajomym Sebastiana, chłopak jednak nie pozwolił mi dojść do słowa.

– Emila kończy liceum – odpowiedział patrząc kobiecie w oczy – w marcu skończy dziewiętnaście lat.

Zaskoczyło mnie, że powiedział matce prawdę, ale jeszcze bardziej zdziwiona byłam faktem, że pamiętał, kiedy mam urodziny. Kobieta przełknęła to jednak gładko, z pogodnym uśmiechem na twarzy.

– Dobry wiek, sześć lat różnicy to nie taka znowu przepaść – roześmiał się tubalnie ojciec Sebastiana. – Moja Ewunia, jest ode mnie młodsza o osiem, a patrzcie jak się dobrze dogadujemy.

– To dlatego, że mężczyźni się znacznie wolniej rozwijają psychicznie – docięła im obu matka Sebastiana.

Roześmiali się obydwoje, a ja na twarzy siedzącego przy mnie chłopaka zauważyłam blady, ponury uśmiech. Potem kobieta zaczęła wypytywać mnie o moje zainteresowania i rodzinę. Tu miałam większy problem, ale skoro Sebastian zaczął od mówienia im przynajmniej większości prawdy, ja postanowiłam zrobić to samo. Opowiedziałam im o śmierci matki, chorobie mojej siostry i opiekującym się mną bracie. Mimo, że opisywałam wszystko w jak najweselszych barwach, wyglądali na odrobinę zmieszanych, jednak nie wydawali się być zaskoczeni. W końcu powiedzieliśmy sobie dobranoc. Sebastian wziął mnie za rękę i zaprowadził do przytulnego, położonego na drugim piętrze pokoju.

– Wymyśliłaś bardzo barwną historyjkę – mruknął, kiedy wchodziliśmy po schodach. – Nie uważasz, że trochę przesadziłaś? – spytał.

– Niczego nie wymyślałam – odpowiedziałam gniewnym głosem, bo z jakiejś przyczyny to, że mi nie uwierzył naprawdę mnie zabolało.

Prychnął. Uśmiechnął się swoim kocim, drwiącym uśmiechem. Potem jednak odrobinę spoważniał.

– Na co choruje twoja siostra? – spytał cicho.

Nie chciałam mu odpowiadać. Miałam ogromną ochotę powiedzieć mu, żeby się odwalił, nie zrobiłam tego jednak.

– Ma białaczkę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Skinął tylko głową, nie zadając więcej pytań. Tej nocy nie uprawialiśmy seksu. Kiedy znaleźliśmy się w łóżku, Sebastian władczo przyciągnął mnie do siebie, mocno oplatając ramionami. Było mi przyjemnie. Czułam ciepło jego ciała. Miałam ochotę wtulić się  w niego najbardziej jak się da. Z całych sił walczyłam z ogarniającym mnie uczuciem, wpatrując się w zalewającą pokój ciemność grudniowej nocy.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

W poniedziałek na pierwszej lekcji Marta siedziała jak na szpilkach. Koniecznie chciała mi coś powiedzieć. Roznosiło ją. Kiedy wreszcie wyszłyśmy z sali, natychmiast odciągnęła mnie do kąta.

– Nie uwierzysz co się stało! – powiedziała pełnym entuzjazmu głosem. – W sobotę był u mnie Rafał! Nawet nie wiesz, w jakim szoku byłam, kiedy stanął w moich drzwiach!

– Rafał? – spytałam zaskoczona. – Czego on od ciebie chciał?

Marta posmutniała odrobinę, ale po krótkiej chwili na jej twarzy na powrót zagościł rozanielony uśmiech.

– Nie ode mnie chciał! Poprosił o możliwość rozmowy z moją mamą! – oznajmiła podekscytowana. – Nie miałam pojęcia o co mu chodzi, byłam strasznie zdziwiona! A on przedstawił się mojej mamie grzecznie, powiedział, że jest studentem AWF’u, pokazał jej nawet legitymację… a potem oznajmił, że jest twoim chłopakiem i może nie jest zbyt bogaty, a jak przyjeżdża volvo, to tylko dlatego, że szef mu pożyczył, ale ponieważ pracuje dorywczo to kupuje ci czasem prezenty, bo to mu sprawia przyjemność! Powiedział, że pochodzisz z nie za bogatej rodziny i ciebie samej nie byłoby na to stać, a on lubi patrzeć jak się uśmiechasz! Potem zapytał mojej mamy, czy naprawdę widzi w tym coś złego! – mówiła bardzo szybko, robiąc przerwy jedynie na to, żeby nabrać tchu. – Nawet nie wiesz, jakiego buraka puściła moja matka! Musisz dzisiaj do mnie przyjść! On chce cię sama oficjalnie przeprosić!

Nie mogłam uwierzyć w to co mówiła Marta. Brzmiało tak bardzo zaskakująco i surrealistycznie! Skąd Rafałowi przyszedł do głowy ten pomysł? Pomyślałam także o czymś innym.

– Martuś, to wszystko pięknie, ale ja nie mogę – westchnęłam. – Przecież doskonale wiesz, że twoja matka miała rację…

– Bzdury gadasz! To ja cię do tego namówiłam, to był mój pomysł! – oznajmiła pewnym głosem. – Więc to, że to robisz to tak jakby moja wina. Poza tym znam cię Emilko! Ty masz w głębokim poważaniu, to że dostałaś nowe ubrania, dla ciebie ważne jest to, że masz z czego utrzymać siostrę i brata. Mam rację?

– Masz – odpowiedziałam cicho, dalej nie będąc przekonaną, czy powinnam się pokazywać jej mamie na oczy.

– Poza tym on się w tobie buja! – oznajmiła stanowczo.

– Kto? – zapytałam zaskoczona zmianą tematu.

– No jak to kto? Rafał oczywiście! – powiedziała z pełnym przekonaniem. – Inaczej czemu miałby się zdobyć na coś takiego?

Uśmiechnęłam się do niej wesoło. Moja przyjaciółka zawsze miała zbyt bujną wyobraźnię.

– Martuś, pragnę ci przypomnieć, że sypiam z jego szefem – powiedziałam ironicznym tonem. – To wyklucza jakiekolwiek uczucia między nami. Kiedykolwiek.

– Jak sobie chcesz – oznajmiła spokojnie Marta, ale w jej oczach widziałam, że nie zamierza odpuścić, w myślach z pewnością zaplanowała nam już ślub, a potem biały domek z ogródkiem, żółtego labradora i całą gromadkę rozbrykanych dzieci.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

.           Zaczynała się druga połowa grudnia. Stałam zupełnie naga, z potarganymi włosami i nienawistnym wzrokiem patrzyłam na Sebastiana. To był pierwszy raz, kiedy postanowiłam mu się otwarcie sprzeciwić. Jeżeli nie będzie chciał mnie więcej widzieć, trudno! Święta były dla mnie zbyt ważne.

– Nigdzie nie pojadę! – powiedziałam po raz trzeci tego ranka. – Nie w czasie Bożego Narodzenia!

Chłopak w dalszym ciągu wyglądał na ogromnie zaskoczonego moim sprzeciwem. Uważał, że przedstawił mi naprawdę niezłą ofertę. Mieliśmy polecieć samolotem do Włoch na prawie dwa tygodnie. Wigilia, Boże Narodzenie, a potem Sylwester.

– Dlaczego nie chcesz jechać? – zapytał. – Przecież to tylko głupie Święta! Czemu tak bardzo ci zależy?

– Boże Narodzenie się spędza z rodziną! – niemal krzyknęłam, nie potrafiąc powstrzymać swojego rozgoryczenia i irytacji. To mogły być ostatnie Święta Julki, każdy kolejny rok mógł być dla niej ostatnim. – Z osobami, które się kocha!

Sebastian spochmurniał. Spojrzał na mnie wyzywająco. Chciał coś powiedzieć, ale potem jakby zmienił zdanie.

– Ok. porozmawiamy o tym później – oznajmił pełnym goryczy głosem. – Zmywaj się do szkoły.

Pozbierałam porozrzucane po podłodze ubrania i ciągle zdenerwowana wymknęłam się do łazienki. Byłam przekonana, że Sebastian wcale nie odpuścił.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Wieczorem siedziałam z Rafałem w ozdobionym świątecznymi dekoracjami centrum handlowym. Piliśmy kawę z cynamonem. Chłopak nalegał na spotkanie. Powiedział, że to ważna i pilna sprawa, a ja, mimo, że wiedziałam dokładnie o co chodzi, spotkałam się z nim niechętnie, nie chcąc mu narobić dodatkowych kłopotów.

– Sebastianowi zależy na tym wyjeździe – powiedział cicho blondyn, nie patrząc na mnie. – Kazał mi cię przekonać.

– Skoro mu tak zależy, to niech jedzie sam! – starałam się mówić spokojnie, pamiętając, że przecież rozmawiam z niczego nie winnym Rafałem, a nie, sprawcą wszelkiego zła na świecie, Sebastianem.

– Nie wiem o co chodzi – przyznał szczerze chłopak – ale naprawdę mu zależy, żebyś tam z nim była.

– Niech on do cholery zrozumie, że mam rodzinę, z którą planuję spędzić święta! – syknęłam. – Dlaczego to do niego nie może dotrzeć? Jeżeli nie rozumie to trudno, zawsze może przestać mi płacić i ma mnie z głowy.

– Problem w tym – powiedział cicho Rafał – że on nie chce się ciebie pozbywać. Pasujesz mu – oznajmił. – Dlatego, mam ci przedstawić pewną ofertę, która pewnie będzie dla ciebie nie do odrzucenia – westchnął odwracając ode mnie wzrok.

Poczułam jak przechodzą mnie ciarki. Ani odrobinę nie spodobały mi się słowa Rafała i wcale nie chciałam wiedzieć, co wykombinował Sebastian, żeby dopiąć swego.

– Słucham – powiedziałam niechętnie.

Chłopak podniósł z podłogi skórzaną teczkę. Wyciągnął z niej jakieś dokumenty, a potem niechętnie przesunął je do mnie po blacie stołu. Spojrzałam na niego zaskoczona. Wzięłam do ręki spięte razem kartki. Przeleciałam dokument wzrokiem, a potem zaczęłam czytać. Była to lista jakiejś fundacji. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens wyczytanych słów. To była fundacja, finansująca leczenie dzieci chorych na raka. Na liście, na pierwszym miejscu do przeszczepu szpiku, widniało imię: Julia Sadowska.

Zadrżały mi dłonie. Do oczu napłynęły łzy. Nie rozpłakałam się jednak. Nadzieję i radość, wypchnęły z moich myśli gniew i nienawiść. To był zwyczajny szantaż! Spojrzałam pytająco na Rafała. Czekałam na potwierdzenie moich domysłów.

– Jeżeli z nim pojedziesz – powiedział cicho chłopak – fundacja zajmie się leczeniem twojej siostry. Sfinansują całość.

– A co jeżeli nie pojadę? – spytałam gorzko.

Rafał ze spuszczoną głową wpatrywał się w swoje dłonie. Milczał. Gwałtownie zerwałam się od stolika. Nie wiedziałam co zrobić z całą swoją złością i żalem. Chłopak także wstał. Podszedł do mnie i objął ramionami. Przytulił mnie do siebie czule. Wtuliłam twarz w jego sportową bluzę. Delikatnie gładził moje włosy.

– Będzie dobrze – powiedział cicho.

– Nienawidzę go! Podły szantażysta! – szepnęłam stłumionym głosem. – Tak bardzo go nienawidzę!

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Marek był niezadowolony, że nie spędzę wigilii z nim i z Julką, ale przyjął moje mętne  tłumaczenie, że chcę ją spędzić z chłopakiem. Moja siostra jednak zareagowała na to znacznie gorzej. Nie robiła mi wyrzutów, nie protestowała, po prostu zaczęła płakać. Kiedy ze ściśniętym sercem wychodziłam z jej szpitalnego pokoju, w oczach w dalszym ciągu miała łzy.

W czwartek, dwudziestego trzeciego grudnia, Rafał odwiózł nas na lotnisko. Za każdym razem kiedy widziałam Sebastiana, ręce same zaciskały mi się w pięści, w bezsilnym gniewie. Nie sądziłam, że będę kiedykolwiek w stanie tak bardzo nienawidzić drugiego człowieka. On tylko patrzył na mnie niechętnie, pochmurnym wzrokiem, od czasu do czasu uśmiechając się drwiąco, jakbym to ja zrobiła coś złego. W samolocie nie odezwał się do mnie ani słowem, a ja byłam mu za to naprawdę wdzięczna.

Z lotniska pod Wenecją odebrał nas kierowca. Dalej jechaliśmy luksusowym samochodem. Po niecałej godzinie, znaleźliśmy się w pięciogwiazdkowym hotelu. Sebastian zaprowadził mnie do pokoju, a potem nie powiedziawszy ani słowa, zostawił samą. Odetchnęłam z ulgą. Rozpakowałam swoje rzeczy, wzięłam długi, gorący prysznic i przebrałam się w świeże, czyste ubranie.

Nie zamierzałam spędzić całego dnia zwiedzając hotelowy pokój. Wzięłam ze stolika służącą do otwierania drzwi kartę magnetyczną i wyszłam na korytarz. Zostawiłam ją w recepcji i wymknęłam się z hotelu, w popołudniowe, zimowe powietrze. Podczas gdy w Polsce zalegały tony śniegu, tutaj temperatura była dodatnia, a na błękitnym niebie nie było ani jednej chmury. Z hotelu udałam się na plac Świętego Marka, a potem oglądałam świątecznie ozdobione wystawy sklepów. Gdyby nie podła sytuacja w jakiej się znalazłam, z pewnością wzbudziłyby mój niekłamany zachwyt. Kiedy wracałam do hotelu było już naprawdę ciemno. Idąc spacerowym krokiem podziwiałam poumieszczane na mostach i latarniach dekoracje świąteczne pływającego miasta.

Kiedy wróciłam do naszego pokoju, Sebastian już tam czekał. Spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem.

– Gdzieś ty do cholery była? – warknął.

– Zwiedzałam miasto – odpowiedziałam spokojnie mimo strachu jaki odczuwałam przed tym mężczyzną.

Bardzo nie spodobał mi się jego ton.

– Nie jesteś tu na wycieczce – oznajmił patrząc na mnie z pogardą. – Chyba wystarczająco dużo zapłaciłem ci za ten wyjazd?

Spojrzałam w jego lodowato zimne, czekoladowe oczy.

– O tak, aż nadto – odpowiedziałam ponuro.

– W takim razie, skoro się zgadzamy, bądź tak dobra i, zgodnie z umową, poudawaj zakochaną we mnie dziewczynkę – odezwał się drwiąco, tym razem w jego głosie nie było jednak wściekłości, a raczej coś przypominającego rozczarowanie.

– Nie martw się o to – powiedziałam cicho – w udawaniu, że cię lubię jestem naprawdę dobra.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Cały wieczór spędziliśmy w hotelowym pokoju. Sebastian położył się na łóżku. włączył telewizor i oglądał jakiś włoski program, z którego nic nie rozumiałam. Sama usiadłam na fotelu i wyciągnęłam szkicownik. Nie miałam takiego talentu, jak moja siostra, ale był to całkiem niezły sposób na zabicie czasu. Rysowałam, słuchając włoskiego speakera. Po głowie snuły mi się jedynie ponure myśli. Czy tak miały wyglądać całe moje święta?

Po jakimś czasie zaczęłam ziewać. Złożyłam szkicownik i zniknęłam za drzwiami łazienki. Kiedy wróciłam, umyta i przebrana w kusą nocną koszulkę, zastałam Sebastiana bawiącego się moim telefonem. Poczułam jak na policzki wpełzają mi gniewne rumieńce. Dlaczego ten przeklęty facet naruszał moją prywatność? Mężczyzna spojrzał na mnie bez skrępowania. Odłożył telefon na nocną szafkę.

– Czemu masz tylko trzy numery? – spytał z zainteresowaniem.

Nie widziałam potrzeby wpisywać kogoś więcej niż jego, Rafała i Martę. Wcześniej doskonale radziłam sobie bez telefonu i wcale nie paliło mi się do tego, żeby to zmieniać.

– To przecież „służbowy” telefon – odparłam chłodno – po co miałabym mieć więcej?

– Jak chcesz  – niedbale wzruszył ramionami. – To twoja sprawa.

Przezwyciężając swoją niechęć położyłam się na brzegu szerokiego łóżka, które zajmował Sebastian. Wsunęłam się pod miękką kołdrę. Mężczyzna wstał, wyłączył telewizor i zniknął w łazience. Zamknęłam oczy i skuliłam się na boku.

Po krótkiej chwili Sebastian wrócił, zgasił światło i położył się za moimi plecami, wślizgując pod kołdrę. Przysunął się bardzo blisko, zbyt blisko! Czułam ciepło jego nagiego ciała. Jego sztywny członek ocierał się o moje pośladki. Zadrżałam. Myślałam, że chociaż dzisiaj, kiedy jest na mnie taki wściekły, odpuści. On widocznie jednak myślał zupełnie inaczej.

Ręce mężczyzny błądziły po moim, ciągle wilgotnym, po niedawnym prysznicu ciele. Wsunęły się pod moją nocną koszulę, dotykając piersi. Potem zjechały niżej, podważając delikatną tkaninę majtek. Nie zdejmował ich ze mnie, tylko podciągnął tak, że dolny pasek wpił się w moją szparkę. Jęknęłam. Zamknęłam oczy. Poczułam na szyi jego nachalne pocałunki.

Kiedy uznał, że jestem wystarczająco wilgotna, odwrócił mnie na plecy, rozsunął mi nogi i po prostu we mnie wszedł. Prezerwatywę musiał nałożyć jeszcze w łazience, bo teraz nie zrobił ani chwili przerwy. Czułam się paskudnie. Bawił się mną, jakbym była lalką. Ale przecież taki był i tylko do tego mnie potrzebował, a ja o tym doskonale wiedziałam od samego początku, więc dlaczego wszystko w moim środku chciało wyć? Czemu ciągle spodziewałam się po nim czegoś zupełnie innego?

Tym razem nie obchodziło go, żeby mi sprawić przyjemność. Kiedy skończył, po prostu ze mnie wyszedł. Zdjął z lekko opadającego już członka pełną prezerwatywę, zawiązał ją w supeł i odrzucił na podłogę, potem wciągnął na siebie czarne bokserki, rozwinął leżący w nogach łóżka koc i nakrył się nim zostawiając mi kołdrę. Przynajmniej dłużej nie musiałam go dotykać. Dopiero teraz, gdy było już po wszystkim, w oczach stanęły mi łzy. Moje życie wydawało się stawać coraz bardziej ponure i paskudne.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

W wigilię Sebastian zostawił mnie na cały dzień samą, wysyłając do hotelowego salonu piękności. Przecierpiałam ten czas nudząc się w samotności. Nie znałam włoskiego i nie byłam nawet w stanie porozmawiać z zajmującymi się mną kobietami. Pod wieczór do pokoju hotelowego przyniesiono mi suknię. Była naprawdę piękna. Miała prosty krój i sięgała niemal do ziemi, mieniła się odcieniami srebra i szarości.

Sebastian przyszedł po mnie tuż przed dziewiętnastą. Zapiął mi na szyi delikatny, srebrny naszyjnik, ozdobiony kwiatami, które miały drobniutkie, szafirowe płatki. Owinęłam ramiona cienkim, srebrzystym szalem i wspólnie zeszliśmy na dół, do ozdobionej zimowymi motywami, balowej sali.

Na szczęście przynajmniej tutaj większość gości mówiła w języku Polskim. Szłam wtulona w ramię Sebastiana uśmiechając się uprzejmie do każdego kto na mnie spojrzał. Nie starałam się nawet zapamiętać nazwisk przedstawianych mi ludzi. Rozmyślałam o Julce i Marku, którzy zostali w domu. Zastanawiałam się nad tym, jak spędzają wigilię i czy bardzo im mnie brakuje. Moje własne serce płakało z tęsknoty za nimi. Nie mogłam się pogodzić z tą cholerną niesprawiedliwością. Przecież były święta!

W pewnym momencie poczułam, że po prostu musze się wyrwać z atmosfery otaczającego mnie splendoru i wesołości. Chciałam znaleźć się gdziekolwiek indziej, chociaż na krótką chwilę. Przeprosiłam Sebastiana, wymówiwszy się toaletą. Poszłam tam, mając nadzieję, że tym razem nie spotkam jakiejś zawodowej plotkary. Stałam przed lustrem, próbując uspokoić mój skręcający się w supeł żołądek. Marzyłam o tym, żeby przestać czuć targające mną gniew i rozpacz. Chciałam się uspokoić i stać zupełnie martwa w środku.

Do toalety weszły dwie, młodo wyglądające, rozchichotane dziewczyny. Popatrzyły na mnie z wyższością, a potem jedna z nich, mocno opalona szatynka zatrzymała się bezpośrednio przede mną.

– Skąd to masz? – spytała oskarżycielsko, pełnym zawiści tonem, wskazując na zdobiący moją szyję wisiorek.

O co tej dziewczynie chodziło? Nie miałam zamiaru robić sobie kolejnych, bezsensownych wrogów.

– Dostałam od Sebastiana – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wcale nie będąc pewna czy taka odpowiedź usatysfakcjonuje szatynkę.

Dziewczyna zgrzytnęła zębami, a w jej oczach zapłonął ogień.

– Jesteś partnerką Sebastiana Blake’a? – zapytała przyglądająca się nam z boku, blond włosa dziewczyna.

– Tak – odpowiedziałam po prostu – a konkretniej jego dziewczyną – dodałam tak jak kazał mi mówić.

Szatynka prychnęła, mrużąc nieprzyjaźnie oczy.

– To miało należeć do mnie – powiedziała niemal z gadzim sykiem.

Świetnie, chętnie bym jej oddała naszyjnik i wszystko inne, byleby tylko się ode mnie odczepiła, nie sądziłam jednak, żeby tak naprawdę stanowił moją własność.

– Andżelika jest narzeczoną Sebastiana – powiedziała nieprzyjemnym głosem blondynka.

– Chyba ex-narzeczoną – prychnęłam zarówno wkurzona jak i odrobinę rozbawiona sytuacją. – Mieszkam z nim prawie od pół roku i jakoś nigdy nawet o niej nie wspomniał.

Ogólnie niewiele rozmawialiśmy. Uprawialiśmy seks, za który na dodatek mi płacił, a do tego jedynym uczuciem jakie do niego żywiłam, była nienawiść w czystej postaci, ale tego przecież Andżelika nie musiała wiedzieć. Wyminęłam obie, wpatrujące się we mnie z wrogością dziewczyny i wyszłam z toalety.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kiedy znalazłam Sebastiana, rozmawiał z jakimiś ludźmi. Podeszłam do niego, a on przyciągnął mnie do siebie obejmując ramieniem. Przedstawił mnie wszystkim, a potem przeprosił i odeszliśmy na bok.

– Gdzie zniknęłaś na tak długo? – spytał z naganą w głosie.

– Spotkałam Andżelikę – odpowiedziałam z niejaką satysfakcją.

Oczy Sebastiana pociemniały. Po chwili jednak uśmiechnął się kocim uśmiechem.

– Co ci ciekawego powiedziała? – zapytał.

– Oznajmiły mi, ona i jej przyjaciółka, że Andżelika to twoja narzeczona – odpowiedziałam zrezygnowana.

– A co ty na to? – zainteresował się Sebastian.

– Odpowiedziałam im, że jestem twoją dziewczyną, mieszkam z tobą od pół roku i nigdy nawet o niej nie wspominałeś – westchnęłam. – A potem sobie poszłam.

Uśmiech na twarzy mężczyzny stał się jeszcze szerszy. Jego oczy jednak jak zwykle pozostały zimne.

– Dobrze zrobiłaś – stwierdził.

– Po to chciałeś, żebym tu przyjechała? – spytałam nie potrafiąc ukryć goryczy. – Dlatego mi dałeś ten naszyjnik? Chciałeś, żeby była zazdrosna?

– Tak – odpowiedział po prostu Sebastian, pełnym satysfakcji głosem.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Staliśmy przy suto zastawionym szwedzkim stole, a ja z minuty na minutę coraz bardziej musiałam ze sobą walczyć, żeby się nie odsunąć od obejmującego mnie ramieniem Sebastiana. Ten mężczyzna był skończonym, wyrafinowanym dupkiem! Czułam do niego nienawiść i pogardę, czułam je też do siebie samej. To się musiało skończyć! I skończy się, powtarzałam sobie w myślach, jak tylko Julka będzie zdrowa.

Zdziwiłam się, kiedy podeszły do nas Andżelika z przyjaciółką. Szatynka uśmiechała się zalotnie. Zaczęło mnie zastanawiać co właściwie zaszło między nią, a Sebastianem. Miałam szczerą nadzieję, że się pogodzą. Obydwoje byli siebie warci.

– Sebastian, kochanie, mogę cię na chwilę prosić? – zaczęła mówić słodkim głosem.

Nie czekając na odpowiedź chłopaka, wzięła go pod rękę i odciągnęła na bok, a ja zostałam sam na sam z blondynką. Andżelika uśmiechała się zalotnie coś szepcząc do Sebastiana. Wpatrywał się w nią w milczeniu. W końcu wsunęła mu do kieszeni marynarki kartę magnetyczną i dalej do niego mówiła z coraz szerszym uśmiechem na ustach.

– Wiesz dziewczynko, żal mi ciebie – powiedziała rozbawionym, ociekającym samozadowoleniem tonem blondynka. – Twój „chłopak” jest bez pamięci zakochany w Andżelice. Od zawsze tak było, a ona postanowiła go odzyskać.  Sądzę, że pójdzie dzisiaj do niej w nocy, a ty zostaniesz zupełnie sama.

Twarz Sebastiana ozdobił szeroki uśmiech. Powiedział coś do Andżeliki równie cicho, co wcześniej ona do niego. Policzki szatynki stały się niemal purpurowe. Zatrzepotała zalotnie długimi rzęsami. Potem Sebastian podszedł do mnie i rozpiął wiszący na mojej szyi wisiorek. Teraz ja poczułam, jak moje policzki zaczynają płonąć żywym ogniem.

– Ani słowa – wyszeptał mi do ucha.

Wrócił do Andżeliki i założył jej naszyjnik. Z jego twarzy ani na chwilę nie schodził zadowolony, koci uśmiech. Wyszeptał do szatynki kilka słów, a ona spłoniła się jeszcze bardziej. Podeszła do blondynki, która co chwilę patrzyła ku Sebastianowi zadowolonym wzrokiem, wzięła ją pod ramię i razem wyszły z pełnej bawiących się gości sali. Kiedy chłopak wrócił do mnie, z jego twarzy ani na chwilę nie znikał pełen samozadowolenia, koci uśmiech. Upokorzenie paliło mnie żywym ogniem. Żołądek miałam ściśnięty w mocny supeł. Jak niewiele o sobie wiem! Naprawdę nie sądziłam, że będę w stanie go jeszcze bardziej nienawidzić! To była najgorsza wigilia w moim życiu, nigdy jeszcze nie przeżyłam większego koszmaru.

– Zmywamy się stąd – oznajmił cicho. – To wszystko co tu chciałem załatwić.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Kiedy tylko wróciliśmy do hotelowego pokoju, on prawie natychmiast z niego wyszedł, zostawiając mnie samą. Szybko przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Mimo całej mojej nienawiści do Sebastiana, nie mogłam uwierzyć, że tak po prostu mnie tu zostawił. Długo w nocy nie mogłam zasnąć, a on ciągle nie wracał. Z jakiejś przyczyny zbierało mi się na mdłości na myśl o nim i Andżelice. Dotykał jej tak jak mnie, całował i z pewnością nie traktował tej dziewczyny jak jakiejś zabawki. Nie, tak jak powiedziała blondynka, był w niej zakochany i tylko to miało dla niego znaczenie. Wiedziałam, że to koniec naszej znajomości, ale zamiast ulgi, którą powinnam poczuć, odczuwałam jedynie ból, rozgoryczenie i żal. Kiedy tylko pomyślałam o zadowolonej z siebie, patrzącej na mnie z pogardą Andżelice, zalała mnie niewytłumaczalna, monstrualna fala zazdrości.

Zasnęłam dopiero nad ranem, a kiedy się obudziłam jego w dalszym ciągu nie było. Umyłam się, ubrałam i usiadłam na łóżku bez zainteresowania oglądając jakąś włoską bajkę w telewizji.

Sebastian wrócił dopiero koło dziesiątej. Nie miał na sobie marynarki, jego koszula była wymięta i pachniało od niego alkoholem, ale na jego twarzy, mimo wyraźnego zmęczenia, w dalszym ciągu gościł ten paskudny, koci uśmiech samozadowolenia.

– Możesz robić co chcesz – powiedział zamykając za sobą drzwi. – Bylebyś wracała na noc. Nie martw się, mnie i tak tu nie będzie – oznajmił zmęczonym głosem, po czym zniknął za drzwiami łazienki.

Do oczu napłynęły mi łzy. Nie miałam zamiaru czekać aż wyjdzie. Chwyciłam swoją torbę i wymknęłam się cicho z hotelowego pokoju.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Dni spędzałam samotnie snując się po Wenecji, a nieprzespane noce wpatrując się w sufit. To były dla mnie naprawdę smutne święta. Sebastiana nie widywałam wcale. Pojawił się dopiero ostatniego dnia grudnia. Było koło siedemnastej, kiedy wszedł do pokoju. Siedziałam na łóżku i przeglądałam jakieś kolorowe, włoskie czasopismo. Syknął na mój widok.

– Czemu jesteś jeszcze nie gotowa? – niemalże warknął.

Spojrzałam na niego pytająco.

– Gotowa na co? – zapytałam cicho.

– Przecież idziemy na sylwestra! – oznajmił zdenerwowanym głosem. – Miała po ciebie przyjść stylistka.

– Nie było mnie tutaj – powiedziałam. – Od rana chodziłam po Wenecji, wróciłam dopiero przed chwilą. Po co mam iść tam z tobą?

– Bo nie mogę się tam pokazać sam! – warknął teraz już naprawdę rozwścieczony. – Niewystarczająco ci za to zapłaciłem? Kiedy wrócimy do Polski, możesz sobie robić co chcesz, ale dopóki jeszcze jesteśmy tutaj, ciągle pracujesz dla mnie!

Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem. Nie zostało już we mnie ani odrobiny wcześniejszego gniewu. Teraz czułam w sobie jedynie upragnioną pustkę.

– Tak, zapłaciłeś wystarczająco – odpowiedziałam cicho i wyszłam z pokoju, żeby poszukać zaginionej stylistki.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Bal sylwestrowy był organizowany za miastem, w domu przypominającym raczej pałac niż willę. Rozległe tereny wokół ozdobione były barwnymi lampionami. Na stołach stało wino, a na kryształowych paterach leżały wszystkie rodzaje egzotycznych owoców jakie tylko mogłam sobie wymarzyć.

Twarz trzymającego mnie pod ramię Sebastiana była nieprzeniknioną maską. Z zainteresowaniem rozglądałam się dookoła, ale wśród tłumu gości, nigdzie nie dostrzegłam ciemnych włosów Andżeliki. Czyżby jej tu w ogóle nie było? Może miała jakieś inne plany i dlatego Sebastian musiał zabrać mnie? Nie chciałam się tym dłużej zadręczać. Odrętwiała w środku, nie czując już właściwie niczego, towarzyszyłam Sebastianowi na wystawnym, sylwestrowym balu, uśmiechając się sztucznym, wypracowanym uśmiechem.

Następnego dnia mieliśmy wracać do Polski, a tam mój koszmar miał się wreszcie skończyć. Nie rozumiałam jedynie dlaczego, mimo wszystko, na myśl o tym, że już nigdy więcej nie zobaczę Sebastiana, na nowo w moim sercu rodził się ból.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Następnego dnia wróciliśmy do domu. W Polsce prószył biały, lepki śnieg. Kiedy wysiedliśmy z samolotu, na Krakowskim lotnisku, Rafał już na nas czekał. Sebastian kazał mu odwieść mnie do domu, a sam został w bagażowej hali.

– Jak było? – zapytał ponuro uśmiechnięty Rafał, kiedy znaleźliśmy się w czarnym samochodzie.

– Nie pytaj – westchnęłam cicho.

– Aż tak źle? Przykro mi Emilko… – powiedział cicho.

Zdziwiłam się, kiedy zamiast pojechać prosto do domu, zatrzymał samochód na jakimś położonym na uboczu parkingu.

– O co chodzi? – zapytałam cicho.

– Emilko, chciałem z tobą porozmawiać… – wyszeptał. – Nie musisz już dla niego pracować. Proszę, nie rób tego więcej.

Zdziwiły mnie słowa Rafała. Nie miałam pojęcia, dlaczego chłopak to mówił. Nie zamierzałam dłużej mieć nic wspólnego z Sebastianem, ale co miało to wspólnego z Rafałem?

– Dlaczego? – zapytałam nie rozumiejąc.

– Przez cały czas, kiedy cię nie było coś zżerało mnie od środka – westchnął chłopak. – Nie mogłem znieść myśli o tobie i o nim razem. Niemal od początku tego nie wytrzymywałem. Kocham cię, Emilko – wyszeptał, a kiedy nic mu nie odpowiedziałam, jedynie patrząc szeroko rozwartymi ze zdumienia oczami, pochylił się ku mnie i pocałował mnie w usta.

Odepchnęłam go od siebie gwałtownie. Spojrzał na mnie zaskoczony. Potem w jego oczach zobaczyłam zawód.

– Rafał… stałeś się moim przyjacielem – powiedziałam cicho. – Naprawdę bardzo cię lubię, ale nic takiego do ciebie nie czuję. Przepraszam…

– Rozumiem – westchnął cicho chłopak, odwracając wzrok.

– Jeżeli cię to pocieszy – powiedziałam patrząc w zaśnieżone okno – nie będę już dla niego pracowała. Nigdy więcej nie będę.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Rafał odwiózł mnie do domu, odprowadzając smutnym wzrokiem. Nie pozwoliłam mu się odprowadzić pod drzwi, mimo, że bardzo na to nalegał. Moja torba nie była zbyt ciężka, więc bez problemu zaniosłam ją do mieszkania. Kiedy weszłam do środka, mój brat siedział przy kuchennym blacie. Wdychał do nosa jakiś biały proszek.

– Marek, miałeś z tym skończyć! – krzyknęłam od wejścia.

Mój brat gwałtownie wstał. W jednej chwili znalazł się przy mnie. W jego nienaturalnie rozszerzonych źrenicach widziałam wściekłość.

– Tak? Jak miałem skończyć z narkotykami, jak ty się zaczęłaś puszczać za pieniądze dziwko! – warknął.

– Marek, ja… – zaczęłam odrobinę mniej pewnie.

Uderzył mnie w twarz. Odepchnęłam go od siebie. Przytrzymał mnie za ręce. Uderzył drugi raz, tak, że tym razem upadłam na podłogę.

– Skąd wziąłeś na to pieniądze? – zapytałam cicho, ale z góry znałam już na to pytanie odpowiedź.

– Były schowane pod twoim materacem. Domyśliłem się skąd je masz – warknął.

– Ty draniu! – krzyknęłam. – To były pieniądze na czynsz i jedzenie! Odkładałam je na powrót Julki! Jak mogłeś je wydać na to świństwo?!

– Julka do nas nie wróci, nie rozumiesz, że ona nie wyzdrowieje? – syknął.

– Wyzdrowieje – odpowiedziałam cicho – zajmie się nią fundacja. W połowie stycznia będzie miała przeszczep.

– Co? – spojrzał na mnie szeroko otartymi oczami, jakby nie do końca dotarło do niego to co powiedziałam.

– To, cholerny kretynie, że nie mam pojęcia z czego teraz będziemy żyć! – wrzasnęłam ze łzami w oczach.

Marek wyminął mnie i wyszedł z mieszkania, wściekle trzaskając drzwiami.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Siedziałam na podłodze, chowając twarz w dłoniach. W moich oczach lśniły z trudem powstrzymywane łzy. Czemu nigdy nic nie mogło pójść dobrze? Wstałam i podeszłam do kuchennego blatu, na którym ciągle leżał woreczek z białym proszkiem. Zamknęłam go szczelnie i wzięłam do ręki. Od września udało mi się odłożyć ponad osiem tysięcy, a on to wszystko wydał na ten głupi mały woreczek? A może gdzieś było tego więcej? Stałam wpatrując się w niego z niedowierzaniem.

Potem okazało się, że jednak może być jeszcze gorzej. Gwałtownie otwierając drzwi, do mojego mieszkania wpadła policja. Mężczyzna w rękawiczkach wyjął mi z ręki woreczek. Policjanci skuli mi ręce kajdankami.

– Gdzie jest Marek Sadowski? – zapytał jeden z nich.

– Nie wiem – odpowiedziałam patrząc na nich przerażona.

Zaprowadzili mnie do samochodu i odwieźli na komisariat. Ze spuszczoną głową siedziałam na drewnianym, twardym krześle. Dookoła mnie chodzili jacyś ludzie. Zadawali pytania, na które nie znałam odpowiedzi.

– To znaleziono przy niej – usłyszałam dochodzący z korytarza beznamiętny głos.

Do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn. Kiedy podniosłam głowę, całe moje ciało przeszyła lodowata, nieprzyjemna błyskawica. Jednym z nich był człowiek, w rękawiczkach, który odebrał ode mnie woreczek, a drugim… drugim był Sebastian! Wpatrywał się we mnie zaskoczonym wzrokiem. Spojrzałam na niego błagalnie, zupełnie jakbym wierzyła, że może mi jakoś w tej sytuacji pomóc. Wyglądał jakby nad czymś rozmyślał. Obrzucił mnie jednocześnie pogardliwym i gniewnym wzrokiem, a potem jego ponury wyraz twarzy zmienił się w zacięty i stanowczy. Znałam go już na tyle, żeby wiedzieć, że właśnie powziął jakąś nieodwołalną, ostateczną decyzję.

Sebastian wyjął z ręki drugiego mężczyzny przezroczysty worek, w którym znajdował się trzymany wcześniej przeze mnie woreczek z białym proszkiem. Otworzył go i wyjął ten mały ze środka, potem przesypał substancję do większego i oddał go drugiemu mężczyźnie. Tamten patrzył na niego szeroko rozwartymi ze zdumienia oczami, jednak zachował milczenie. Sebastian, z kieszeni spodni wyciągnął zapalniczkę. Podszedł do znajdującego się w rogu pomieszczenia niewielkiego zlewu. Położył w nim woreczek, a potem podpalił go zapalniczką. Plastik zaczął się gwałtownie topić, aż została z niego jedynie ciemna, brzydka smuga. Potem brutalnie chwycił mnie za ramię, podnosząc z krzesła, a ja oszołomiona stanęłam przy nim.

– Tej dziewczyny tu nigdy nie było – powiedział cicho, do stojącego z głupią miną mężczyzny. – Dopilnuj, żeby jej nazwisko nie widniało w żadnych dokumentach. Odwdzięczę się jakoś za to.

Ten w rękawiczkach niepewnie skinął głową, a Sebastian popchnął mnie w kierunku drzwi. Wyszliśmy przed komisariat przez nikogo nie zatrzymywani. Zobaczyłam na parkingu czarne volvo Sebastiana. Zatrzymał się tuż przy nim. Otworzył drzwi. Uśmiechnął się smutno. W jego oczach widziałam ból i tęsknotę. Potem obrzucił mnie takim spojrzeniem, jakbym była kompletnie nic nie warta. Poczułam się gorzej, niż gdyby mnie uderzył. Pokręcił głową, jakby odganiając od siebie jakieś ponure myśli.

– Naprawdę mnie rozczarowałaś. Wyciągnęłaś ode mnie dziesięć tysięcy za głupi wyjazd i postanowiłaś to wydać na prochy? Sprawiałaś wrażenie, że bardziej zależy ci na rodzeństwie, a ja się jak głupi dałem na to nabrać – powiedział spokojnie, pełnym zawodu głosem. – To prezent od mojego ojca na święta – westchnął, podając mi złożoną na cztery części kartkę. – Nie przychodź do mnie nigdy więcej – oznajmił poważnie, a w jego oczach nie było już smutku ani tęsknoty. Tak jak wcześniej, widziałam w nich tylko lód.

Sebastian nie czekając na żadną odpowiedź wsiadł do samochodu i natychmiast odjechał. Stałam tak oniemiała wpatrując się w znikające w oddali volvo, a w rękach trzymałam rozłożoną kartkę. To była ta głupia lista z fundacji, z nazwiskiem mojej siostry na pierwszym miejscu.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Wróciłam do domu, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić, nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Oczami wyobraźni ciągle widziałam to pogardliwe spojrzenie Sebastiana. Jakie cholerne dziesięć tysięcy? Czemu on tak źle o mnie myślał? Zaczynało do mnie powoli docierać, że to wszystko było na marne, że przez mojego głupiego brata znowu nie mamy żadnych pieniędzy. Do tego najwyraźniej ścigała go policja. Było gorzej niż na początku! Położyłam się na materacu, zwinięta w ciasny kłębek. To się po prostu nie mogło naprawdę dziać!

Następnego dnia rano postanowiłam iść prosto do Marty. Musiałam się komuś wyżalić, inaczej to wszystko zwyczajnie rozsadziłoby mnie od środka. Kiedy szłam przez pokryty bielą park, usłyszałam, jak ktoś wołał moje imię. Zaskoczona podeszłam do odzianej w futro kobiety, która trzymała na smyczy małego, ubranego w czerwony, wełniany sweterek pieska.

– Oh, pani Emilko, jak miło znów panią widzieć! – zaszczebiotała kobieta, a ja rozpoznałam w niej żonę komendanta policji, którą poznałam na swojej pierwszej kolacji w towarzystwie Sebastiana. – Całe Włochy mówią tylko o pani!

– Jak to? – spytałam nie rozumiejąc o co jej chodzi.

– Stała się pani sensacją! Niech nie będzie pani taka skromna, pani Emilko! Musi pani być jakąś czarodziejką, bo Sebastian jest wyraźnie pod wpływem pani osoby! – szczebiotała dalej nie zwracając uwagi na moje zmieszanie. – No i ta okropna Andżelika Davies! Wreszcie dostało jej się za swoje! Tylko kto by pomyślał, że on śmie obrazić ją publicznie i to w taki sposób!

O czym do licha mówiła ta kobieta? Czy ona nasłuchała się o tej samej Wenecji w której ja byłam?

– Nie rozumiem… – powiedziałam niepewnym głosem.

Uśmiechnęła się do mnie szeroko.

– Ach co za skromność! Pani Emilko! Wszyscy przecież tam byli i to widzieli! – kontynuowała zadowolona swój wywód. – Składała jakieś niemoralne propozycje naszemu cudownemu Sebastianowi, mimo, że wyraźnie widziała, że przecież jest z panią i już ani odrobinę się nią nie interesuje! A on, zapytał ją czy dalej jej się podoba, ten szmaragdowy naszyjnik, który pani miała na sobie. Kiedy stwierdziła ochoczo, że owszem, Sebastian podszedł do pani, zabrał go pani i założył jej, mówiąc, że pani go nie potrzebuje, bo jest pani najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu spotkał, natomiast jej samej z pewnością się przyda! Przynajmniej dziesięć osób to słyszało! Potem oznajmił, że on sam nigdy więcej nie chce mieć z nią nic wspólnego. Toć to dla niej towarzyski skandal! – ciągnęła nieprzerwanym potokiem słów. – Andżelika Davies, która do tej pory uważała się za miss uniwersum, jest towarzysko skończona. Wyjechała jeszcze tego samego dnia. Och pani Emilko! Wszyscy są panią zachwyceni! Nikt nie mógł się tego spodziewać. Ludzie nie darzyli jej sympatia, a szeptali jedynie za jej plecami. Teraz wszystko się zmieniło – roześmiała się w głos kobieta.

Nie do końca docierało do mnie to co mi powiedziała, ale byłam pewna, że może opowiadać znacznie dłużej. Jej mały piesek zaszczekał, a ja wykorzystałam ten moment, żeby ją grzecznie przeprosić i po prostu stamtąd uciec.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Rozmowa z żoną komendanta dała mi naprawdę wiele do myślenia. Miałam mętlik w głowie. Zupełnie już nie wiedziałam, co sądzić na temat Sebastiana. Zdałam sobie natomiast sprawę z tego, jak bardzo za nim tęskniłam. Wiedziałam jednak, co on myśli o mnie i to mnie przerażało. Minęłam ostatnie drzewa parku i znalazłam się pod domem Marty. O tej porze jej mamy już nie było w domu, my jednak do lekcji miałyśmy jeszcze ponad dwie godziny.

To był dzień, w którym chyba wszystko miało mnie zaskakiwać. Przyjaciółka otworzyła drzwi i zaprosiła mnie do środka. Na kanapie, w niewielkim saloniku siedział Rafał. Oczy miał czerwone i zapuchnięte. Na mój widok niemal wyskoczył w powietrze.

– Rafał ma ci coś do powiedzenia – oznajmiła pewnym głosem Marta, patrząc na blondyna karcącym wzrokiem, a ja wcale nie byłam pewna czy chcę to usłyszeć.

Rafał opowiedział krótką historię, o tym, jak ukradł dziesięć tysięcy Sebastianowi, wrabiając w to mnie. Usprawiedliwiał się mówiąc, że miał nadzieję, na to, że znienawidzę mężczyznę na tyle, że przestanę się z nim widywać. Teraz sam nie wiedział co ma ze sobą zrobić.

– Oddaj mu te pieniądze – wypowiedziałam cicho swoje zdanie.

– Przyniosłem je – westchnął blondyn – ale nie chcę mu ich oddawać. Myślę, że ty powinnaś je zatrzymać. W końcu tyle ci właśnie zapłacił.

– Nie! – odpowiedziałam stanowczo. – Nawet za tyle bym z nim wtedy nie pojechała – szepnęłam. – Chodziło o życie mojej siostry. Jak mogłeś mi to zrobić Rafał? Przez cały czas myślałam, że on… – z cichym jękiem opadłam na kanapę, podkulając pod siebie nogi.

– Emilko, przepraszam… – zaczął po raz kolejny Rafał.

– Oddaj mu je, jeżeli chcesz mnie przeprosić! – oznajmiłam stanowczo.

– Nie mogę – w oczach chłopaka pojawiła się prawdziwa panika. – Jeżeli się dowie, że je ukradłem, pójdę siedzieć.

– Dobrze – westchnęłam – przyjedź po mnie o trzeciej, wtedy kończę lekcje. Ja sama mu je oddam, nie mówiąc, że to był twój pomysł.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

W szkole na długiej przerwie zaczepiła mnie Kinga. Zaciągnęła mnie do damskiej łazienki. Wyciągnęła z przewieszonej przez ramię torby kolorowe pismo. Na okładce zobaczyłam zdjęcie Sebastiana. Gazeta była z zeszłego roku. Spojrzałam pytająco na koleżankę.

– Wiedziałam, że go skądś znam! – niemal wykrzyknęła tamta. – Takich jak on się nie zapomina! Emily, ty to masz naprawdę farta! Mnie nigdy nie trafiła się taka szansa.

Otworzyła pismo na środkowych stronach i podsunęła mi je pod nos. Były tam kolorowe zdjęcia Sebastiana i jego rodziców.

„Odziedziczył fortunę, przekazał ją fundacjom leczącym dzieci.” – głosił nagłówek artykułu.

Usiadłam na kafelkach w łazience i zaczęłam czytać. Z pisma dowiedziałam się tyle, że Sebastian odziedziczył po wuju z Ameryki całkiem sporo pieniędzy. Większą ich cześć oddał fundacjom, między innymi tej, która dawała szansę dzieciom chorym na raka. Jej założycielem był kilkanaście lat wcześniej ojciec chłopaka. Nie chciałam nawet myśleć, jak pokaźne jest jego konto w banku. Co dla Sebastiana znaczyło te dziesięć tysięcy? Potem jednak przypomniałam sobie jego pogardliwie spojrzenie, to jak się wtedy czułam i wiedziałam, że jestem zdecydowana oddać mu te pieniądze, nawet jeżeli to Rafał je ukradł.  Oddam je, chociażbym miała tego żałować do końca życia! W artykule rozbawił mnie jeden, drobny szczegół. Sebastian skończył studia prawnicze i od ponad roku, był policyjnym prokuratorem.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Po lekcjach Rafał zawiózł mnie pod mieszkanie Sebastiana. Przez całą drogę, bał się spojrzeć mi w oczy. Kiedy zatrzymał się na strzeżonym osiedlu, w centrum Krakowa, wysiadłam z samochodu.

– Wiesz – zaczął cicho, zanim zdążyłam zatrzasnąć drzwi – nienawidzę go całym sobą, zawsze go nienawidziłem. On jest taki… Do tej pory nie rozumiem, czemu właściwie mi pomógł. Nie wiem też, czemu pomógł tobie. Potrzebował dziewczyny, ale nie chciał się z żadną wiązać, więc namówiłem go, żeby został sponsorem. Ale on nie zachowywał się normalnie, musiał być sobą. Kiedy zorientował się, że nie pozwoliłaś mi zamówić taksówki, natychmiast kazał mi za tobą lecieć i dopilnować, żebyś bezpiecznie wróciła do domu. – Popatrzył na mnie ponuro. – To on kazał mi iść porozmawiać z mamą Marty, ja sam bym w życiu na to nie wpadł. Byłem o ciebie tak cholernie zazdrosny! Cały czas pozwalałem ci myśleć o nim jako o skończonym dupku. Przepraszam, Emilko…

Obdarzyłam go delikatnym uśmiechem. Było mi już wszystko jedno. Straciłam już Sebastiana, nie chciałam stracić Rafała. Wiedziałam, że czegokolwiek w przeszłości nie zrobił, w dalszym ciągu był moim przyjacielem. Cieszyło mnie, że przyznawał się do swoich błędów i starał się je za wszelką cenę naprawiać.

– Nie martw się, wszystko się jakoś ułoży – odpowiedziałam po prostu, po czym zamknęłam drzwi samochodu.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Wjechałam windą na czwarte piętro i niepewnie stanęłam pod drzwiami dobrze znanego mieszkania. Przez całe moje ciało przechodziły nieprzyjemne ciarki. Serce biło mi jak oszalałe, ale byłam zdeterminowana. Spojrzałam zaskoczona, kiedy otworzyła mi jakaś owinięta w biały ręcznik kąpielowy kobieta.

– Czy jest Sebastian? – zapytałam cicho.

– Bierze prysznic – odpowiedziała uprzejmie. – Chcesz na niego poczekać?

Przecząco pokręciłam głową. Nie chciałam.

– Czy mogłaby mu pani to oddać? – poprosiłam grzecznie, podając kobiecie czarną teczkę.

Uprzejmie skinęła głową, wzięła ode mnie teczkę, a kiedy jej podziękowałam, pożegnała się i zamknęła drzwi. Pobiegłam do windy, a potem z bloku do samochodu czekającego w napięciu Rafała. To był naprawdę koniec.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Następnego dnia w szkole rozmawiałam z Kingą. Obiecała mi znaleźć jakiegoś innego sponsora. Po całym dniu smsowania, oznajmiła tryumfalnie, że umówiła mnie z kimś na wieczór. Mężczyzna nie płacił tyle, co Sebastian, ale gdybym sypiała z kilkoma takimi, bez problemu mogłabym utrzymać siebie i Julkę.

Punktualnie o siedemnastej stanęłam przed drzwiami mieszkania mojego przyszłego sponsora. Ogarnęła mnie jeszcze większa panika niż przy spotkaniach z Sebastianem. Na nie zresztą najczęściej oczekiwałam z drżeniem w sercu, a tutaj czułam jedynie odrazę do samej siebie i szalony, dziki strach. Drżącą dłonią nacisnęłam na przycisk znajdującego się przy drzwiach dzwonka.

Otworzył mi szczupły, nieogolony mężczyzna. Był przeciętnej urody, ale miał łagodny wyraz twarzy. Zaprosił mnie do środka i zaproponował coś do picia. Siedzieliśmy na kanapie, pijąc herbatę i rozmawialiśmy o szalejącej na zewnątrz zamieci. Mężczyzna był wyraźnie speszony, chyba nie robił tego zbyt często. W końcu, po ciągnących się w nieskończoność minutach, ośmielił się na tyle, żeby usiąść tuż przy mnie. Położył rękę na moim udzie, a ja po prostu nie wytrzymałam. Gwałtownie zerwałam się z kanapy.

– Przepraszam! – rzuciłam tylko, chwytając swój stary płaszcz i wybiegając z mieszkania w chłodne, zimowe powietrze.

Włóczyłam się bez celu po dworze. Śnieg wpadał mi za kołnierz i do nieprzystosowanych na tą porę roku butów. Drżałam z zimna. Nie wiedziałam jak utrzymam siebie i Julkę która już w lutym miała wrócić do domu, ale po prostu nie mogłam tego zrobić. To nie był Sebastian, który fascynował mnie od samego początku. Ten mężczyzna nie wywoływał we mnie żadnych emocji, poza odrazą i obrzydzeniem do samej siebie. Marek nie pojawił się w mieszkaniu od tego dnia, w którym zatrzymała mnie policja. W dalszym ciągu trwałam w tym paskudnym, nie kończącym się koszmarze. Nie miałam pojęcia czy to się w ogóle kiedykolwiek zmieni.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Rankiem nie byłam w stanie zwlec się z łóżka. Miałam wysoką gorączkę, wstrząsały mną dreszcze. Zadzwonił telefon. Nie miałam siły odebrać. Męczyłam się tak to budząc się, to zasypiając. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Powtarzał się natarczywie, a ja nie mogłam wstać, żeby otworzyć. Wreszcie udało mi się podnieść, z materaca, ale kiedy przeszłam kilka kroków, z powrotem osunęłam się na podłogę. Potem chyba musiałam stracić przytomność.

Zobaczyłam nad sobą twarz Rafała. Chłopak podniósł mnie z podłogi. Przytuliłam się do niego ufnie.

– Wszystko będzie dobrze – wyszeptał – wszystko się jakoś ułoży.

Po tych słowach znowu osunęłam się w nicość.

Obudziłam się w urządzonej w odcieniach szarości sypialni Sebastiana. Gorączka wyraźnie spadła, ponieważ świat już nie był taki rozmazany, ale wiedziałam, że w dalszym ciągu trawi mój organizm. Z sąsiedniego pomieszczenia dochodziły jakieś podniesione głosy. Rozpoznałam je. Rafał i Sebastian kłócili się o coś zażarcie. Wstałam odrobinę chwiejnie, wychodząc niepewnie z pokoju.

– Jak mogłeś mi to zrobić?! – warknął wściekle Sebastian. – Jak mogłeś jej to zrobić?! Co ty sobie w ogóle myślałeś?! Po co ci były te cholerne pieniądze?! Za mało ci płacę?!

– Nie chodziło o pieniądze – syknął Rafał. – Widziałem jak ją traktujesz! Nie byłem już w stanie na to patrzeć! Co ona ci złego zrobiła?

– Nic, nic mi złego nie zrobiła, byłem przekonany, że to druga Andżelika – wyszeptał cicho Sebastian.

Nie mogłam już dłużej ustać na nogach. Przewróciłam się. Dopiero wtedy spostrzegli moją obecność. Obydwaj rzucili się w moją stronę. Sebastian był jednak pierwszy. Delikatnie wziął mnie na ręce.

– Nie powinnaś wstawać – oznajmił cicho. Zaniósł mnie do sypialni, zamykając Rafałowi drzwi przed nosem. – Dostałaś lek przeciwgorączkowy, ale miałam naprawdę wysoką temperaturę, twój organizm jest bardzo osłabiony. Pewnie nic nie jadłaś ostatnio – westchnął.

Miał rację, nie jadłam. Nie byłam w stanie o tym myśleć, nie było na to ani czasu ani pieniędzy. Położył mnie delikatnie na łóżku.

– Zimno mi – wyszeptałam.

Uśmiechnął się do mnie niepewnie. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby miał taki zatroskany i łagodny wyraz twarzy. Otulił mnie kołdrą, a potem sam położył się obok mnie, obejmując ramionami moje ciało. Wtuliłam się  w niego jak mała dziewczynka.

– Przepraszam cię, za wszystko – westchnął. – Nie powinienem nigdy zgadzać się na propozycję tego idioty. Naprawdę myślałaś, że mógłbym cię szantażować zdrowiem twojej siostry?

Nie patrzyłam na niego, skinęłam jednak głową.

– Za to ty naprawdę myślałeś, że wzięłam od ciebie dziesięć tysięcy, a potem wszystko wydałam na prochy… – szepnęłam. – Dlaczego mimo to mi pomogłeś?

Roześmiał się. Przytulił mnie mocniej do siebie.

– Zawsze bym ci pomógł – oznajmił łagodnie. – Cokolwiek by się nie stało. Gdyby nie moja głupia kuzynka, która zapomniała powiedzieć, że ktoś zostawił dla mnie teczkę, wszystko rozwiązałoby się znacznie wcześniej – westchnął.

– Więc to była twoja kuzynką? – zapytałam głupio, a mój żołądek gwałtownie podskoczył aż do gardła.

– Tak – odpowiedział cicho. – Masz jeszcze jakieś pytania?

Ton jego głosu wskazywał na to, że na wszystkie mi dzisiaj odpowie.

– Mam – musiałam zaspokoić swoją ciekawość. Tym razem spojrzałam mu w oczy. – Co się stało między tobą, a Andżeliką?

Sebastian skrzywił się nieznacznie.

– Nic specjalnego. Byłem nią zauroczony przez jakieś pół roku. Nawet zdążyłem się jej oświadczyć – westchnął. – Potem zdarzyło się, chyba dość szczęśliwie dla mnie, że podsłuchałem jej rozmowę z kochankiem. Mówili o tym, że będzie cudownie jak Andżelika zostanie moją żoną, a potem będzie mogła mnie oskubać z pieniędzy. Opuściłem Włochy, nawet nie zrywając z nią zaręczyn. Wszyscy myśleli, że mi odbiło, a ja nikogo nie chciałem wyprowadzać z błędu. Dopiero ty pomogłaś mi się z tym uporać.

– Więc gdzie znikałeś na całe dnie i noce, skoro nie byłeś u niej? – nie potrafiłam powstrzymać się od tego pytania.

Roześmiał się.

– Ciebie też wtedy nie chciałem widzieć. Myślałem, że jesteś taka sama jak ona – westchnął. – Całe dnie przesypiałem u kuzynki, a nocami piłem w barach. Miałem wszystkiego dość.

– Jestem gorsza od Andżeliki – wydusiłam z siebie, chowając twarz w jego czarnej, eleganckiej koszuli. – Mnie płaciłeś za wszystko.

– To nie ma znaczenia – roześmiał się Sebastian. – Najmniejszego znaczenia. – Przez jakiś czas tulił mnie do siebie w milczeniu. Potem odsunął mnie delikatnie, na tyle tylko, żeby móc spojrzeć mi w oczy. – Emilko – zaczął cicho – twój brat jest na odwyku, w prywatnym ośrodku do walki z uzależnieniami. To czy wyzdrowieje, czy raczej wyląduje w więzieniu, zależy tylko i wyłącznie od niego…

– Poradzi sobie, wierzę w niego – oznajmiłam cichutko, stłumionym głosem. – Dziękuję, za to co dla nas zrobiłeś.

W odpowiedzi jedynie skinął głową. Czułam się teraz cudownie. Większość dręczących mnie rzeczy rozpłynęła się w przestrzeni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sebastian delikatnie gładził moje włosy. Leżałam chłonąc ciepło jego ciała, a potem zasnęłam wtulona w jego ramiona. Ramionach mężczyzny, którego od samego początku, kochałam.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Śnił mi się cudowny sen. Biegałyśmy z Julką, po łące pełnej białych kwiatów. Wszędzie dookoła unosił się cudowny, słodki zapach. Otworzyłam oczy. Zamrugałam. Czy to wszystko dalej mi się śniło? Pokój w którym leżałam, zalewało jasne światło. Na dużym oknie nie było zasłony i wpadały przez nie odbite od śniegu promienie słońca. Jednak nie to tak mnie zaskoczyło. Cały pokój wypełniony był białymi liliami. W powietrzu unosił się cudowny, słodki zapach. Na brzegu łóżka siedział Sebastian, wpatrywał się we mnie.

– Wreszcie się obudziłaś – uśmiechnął się do mnie swoim kocim uśmiechem.

Usiadłam, odrzucając na bok białą kołdrę. Przetarłam dłońmi oczy.

– Skąd te wszystkie kwiaty? – zapytałam.

Przysunął się do mnie bliżej. Ciepłą, twardą dłonią dotknął mojego policzka.

– Mam do ciebie sprawę i chciałem cię trochę przekupić, a tylko to przyszło mi do głowy.

Uśmiechnęłam się do niego z zachwytem. Odwzajemnił mój uśmiech. W jego zazwyczaj lodowato zimnych, czekoladowych oczach, teraz tańczyły wesołe iskierki.

– Mów – powiedziałam.

– Emila, nigdy nie sądziłem, że tak się stanie, ale zakochałem się w osiemnastolatce! – jęknął teatralnie.

– Prawie dziewiętnastolatce – poprawiłam go z uśmiechem, a moje serce zatrzepotało.

Jedyne czego w tym momencie pragnęłam, to znaleźć się na powrót w jego ramionach. Chciałam całować, jego miękkie usta i czuć ciepły dotyk jego dłoni.

– Zamieszkajcie ze mną – powiedział cicho – ty i twoja siostra, kiedy wyjdzie ze szpitala. Kupię dom, na obrzeżach miasta, kupię co tylko będziesz chciała.

– Niczego nie chcę – oznajmiłam klękając przy nim.

Oplotłam ramionami jego szyję i wtuliłam twarz w jego ramię. Wyraźnie źle zrozumiał moją odpowiedź.

– Kocham cię, Emilko, ale do niczego nie będę cię zmuszał – powiedział pewnym głosem. – Jeżeli chcesz, mogę zatrudnić cię na takiej samej zasadzie jak pracuje u mnie Rafał. To co robiłem, było złe. Nie zamierzam cię więcej wykorzystywać. I naprawdę potrzebuję zaufanych ludzi, do załatwiania różnych spraw.

Pocałowałam go, przewracając przy tym na łóżko. Przez chwilę nie reagował, wyraźnie zaskoczony, a potem zaczął odwzajemniać, mój gorący, pełen ulgi i nadziei pocałunek.

– Kocham cię, Sebastianie – wyszeptałam odrywając swoje usta od jego spragnionych moich pocałunków ust. – Od początku nie wiedziałam tylko, czy bardziej cię kocham czy nienawidzę. Za każdym razem, kiedy się rozstawaliśmy, nie chciałam tu już nigdy wracać, a jednocześnie nie mogłam się doczekać kiedy cię wreszcie zobaczę.

Położył się na boku oplatając mnie ramionami. Mocno, zachłannie do siebie przyciągnął. Wtuliłam się w niego wczepiając palce w jego czarna koszulę.

– Więc zamieszkacie ze mną? – spytał z nadzieją.

– Zamieszkamy – odpowiedziałam z uśmiechem, ponownie całując go w usta.

Powietrze przesycone było cudownym, upojnym zapachem. Kochaliśmy się w pełnej kwiatów lilii sypialni, a ja nie mogłam oderwać wzroku, od niesamowitych czekoladowych oczu Sebastiana. Były teraz zupełnie inne. Mężczyzna patrzył na mnie z czułością i troską. Jego oczy były pełne miłości, a ja widziałam w nich nadzieję, na lepszą przyszłość.

THE END


Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

21 komentarzy

  1. Odpowiedz

    IRRESA

    11 grudnia 2010

    Hmm… Ciekawe, ciekawe… 🙂 Nie mogę się doczekać dalszych części! Mam nadzieję, że szybko je opublikujesz. Życzę Ci abyś dokończyła tą opowieść, bez najmniejszych problemów!!! 😉

  2. Odpowiedz

    IRRESA

    11 grudnia 2010

    WOW… Zarąbiste opowiadanie… 🙂 Ale mimo wszystkiego czuję to samo co Emilka. Nienawidzę tego cholernego Sebastiana!!!! Ach…

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    13 grudnia 2010

    Teraz się troszkę rozpiszę Vicky… 😉 No to zaczynam mój nuuudny wywód na temat Twojego opowiadania! 🙂 A więc tak. Po pierwsze : chciałabym Ci zwrócić uwagę na to, że wyraz j. polski pisze się z małej litery, a wyraz Wigilia z dużej! O tym zawsze pamiętaj :-). Po drugie : moim skromnym zdaniem ostatnia „część” wyszła ci jakby „na siłę”! Przynajmniej ja odno9szę takie wrażenie. Po trzecie : jak mam być szczera to NIENAWIDZĘ opowiadań o sponsoringu! ;( Ta historii a wywołała we mnie dużo negatywnych emocji, ale i przyniosła ulgę. Bo w końcu fajnie się skończyła i wyszło całkiem nieźle… ( napisałam całkiem ;)) To tyle… Pamiętaj o tym. Pozdrawiam Cię i życzę sukcesów w pisaniu!!! 😉

    • Odpowiedz

      Miye

      13 grudnia 2010

      Dobrze, że wreszcie coś Ci się nie spodobało. Ile można słuchać mało konstruktywnych pochwał? Na orty nie zwracaj uwagi. Ja to czytam jak trochę poleży, żeby wyrzucić to z głowy i wtedy dopiero wszystko poprawiam.

      To opowiadanie, to mój eksperyment – przede wszystkim pisanie w pierwszej osobie, nigdy dotąd tego nie robiłam. Tematyka też jest dla mnie nowa – smutna i przykra jak tu ujęłaś. Wreszcie coś nie koniecznie tylko pogodnego i błahego. Tyle, że nie mogłam się powstrzymać przed happy endem! Świat jest wystarczająco ponury, nie trzeba mu szarości twórczością własną dodawać!

  4. Odpowiedz

    lilijka:)

    21 grudnia 2010

    Vikka przeczytalam calosc za jednym zamachem i nie moge uwierzyc w jaki stan mnie wprowadzasz swoimi fabułami. Naprawde malo jest takich ksiazek przy ktorych zaluje ze widze koniec a u Ciebie ciagle spotykam sie z odczuciem tesknoty, zarowno za dalszymi wydarzeniami jak i za postaciami ktore maja to co lubie. Wiesz ze tworzysz facetow o charakterze mojego zyciowego idealu. Co ja bym dala zeby takiego Matta albo Sebastiana spotkac w swoim zyciu :p . Fakt w jednym miejscu popelnilas blad osobowy- zamiast napisac w 1 osobie ujelas to w 3 … ale nie ma rzeczy idealnych a wrecz lepiej unikac idealow. Apeluje zebys wyslala ktores swoje opowiadanie do wydawnictwa, bo naprawde kolokwialnie to ujmujac robisz dobra robote 🙂

    • Odpowiedz

      Miye

      21 grudnia 2010

      Gdzie błąd? Jeżeli mi powiesz, to poprawię. Ja po raz pierwszy pisałam coś w pierwszej osobie, a nie jako narrator wszechwiedzący. Taki eksperyment. Bardzo dziwnie mi się pisało. Może napiszę w ten sposób coś jeszcze…

      Ogólnie dzięki za krytykę, zarówno tą pozytywną jak i negatywną! Jeżeli chodzi o Sebastiana to mnie irytował, tak bardzo jak tylko fikcyjna postać może działać na nerwy, no ale oczywiście masz rację, to taka inna wersja Matta, jak zwykle zresztą. Jestem ciekawa co w takim razie sądzisz na temat Błękitnego Marzenia, bo tam był z kolei taki mój ideał.

  5. Odpowiedz

    lilijka:)

    21 grudnia 2010

    – Nic nie ma – odpowiedziała cicho, coraz bardziej przestraszona – tutaj jest bład jesli dobrze mi sie wydaje patrzac na calosc opowiadania powinno byc – powiedziałam cicho.

    Hmm Błekitne Marzenia, Twoim ideałem byl Emil, czy Gabryjel ? Bo jesli Gabryjel, to moge mowic tylko w superlatywach. Zdystansowany, majacy swoj swiat, niesmialy- skryty w sobie ale wiedzacy czego chce, artysta jezdzacy na motorze co jest plusem, ale niestety nie przepadam za dlugimi wlosami – o mam jeden minus 🙂 To taki typ przyjaciela, bratniej duszy. A ja wlasnie lubie twardych tajemniczych facetow ktorzy rzadko pokazuja swoje uczucia, ale ktorzy je maja i daja sie do siebie przytulic, poczuc sie bezpiecznie. Ogolnie tworzysz postacie albo ponure i aroganckie, albo zamkniete w sobie i wyobcowane, ale za kazdym razem spod tej skorupy wychodzi prawdziwa, naturalna troska i milosc w czystej postaci. Nie ma pieprzonych, komercyjnych kaplementow, infantylnych gierek, nadskakiwania dziewczynie zeby tylko w jakis sposob sie do niej zblizyc. U Ciebie wszystko wychodzi tak naturalnie, jak by taka byla kolej rzeczy i to strasznie lubie. Sa wyraznie role delikatnej a zarazem twardej dziewczyny i twardego, meskiego, ale kiedy potrzeba czulego faceta. Tworzysz taki lepszy swiat do ktorego uwielbiam wchodzic i gdzie kazdy, nawet najwiekszy potwor ma szanse na szczescie. A po za tym wszystkim, fabula trzyma w niepewnosci zawsze prawie do konca, i pomimo ze czytelnik sie domysla konca to az do slow „the end” nie jest pewny czy ma racje.

    • Odpowiedz

      Miye

      21 grudnia 2010

      Gabriela oczywiście. Tamto opowiadanie jest odrobinę na faktach oparte. Naprawdę uważasz, że on nieśmiały tam wyszedł? Bo jeżeli tak, to to ani odrobinę nie było zamierzone! Raczej miał być tajemniczy i wysoko cenić sobie przyjaźń.

      Przez to, że piszemy tutaj brakuje mi waszych komentarz na nastku 😉 (mogę czuć się pokrzywdzona?). Irresa czytała opowiadanie w trakcie pisania stąd takie niekompletne komentarze.

      „A po za tym wszystkim, fabula trzyma w niepewnosci zawsze prawie do konca, i pomimo ze czytelnik sie domysla konca to az do slow „the end” nie jest pewny czy ma racje.” – za to zdanie naprawdę bardzo dziękuję. Zawsze się boję, czy to, że lubię happy endy nie stanie się po prostu nudne w międzyczasie.

      • Odpowiedz

        lilijka:)

        21 grudnia 2010

        wiesz czytalam Błekitne Marzenia dosyc dawno i idealnie w 100% nie pamietam kazdej linijki, ale na tyle ile sobie przypomnialam calosc wydaje mi sie ze tak, czasami przenikala przez niego nutka niesmialosci- oczywiscie nie w pelnym tego slowa znaczeniu, Tzn wiesz tak teraz o tym mysle i moze to ja nie mam racji i myle ” posiadanie wlasnego swiata” i ta tajemniczosc z niesmialoscia.

        Jasne ze mozesz i powiem ci ze z pierwszym komentarzem zastanawialam sie gdzie go umiescic. Czy tutaj czy na nastku, ale z racji tego ze tu przeczytalam calosc a moja wypowiedz odnosila sie wlasnie do calosci zdecydowalam sie napisac tutaj, gdyz nie chcialam mieszac innym swoja wypowiedzia, albo bron boze zdradzac konca przed ukazaniem 3 czesc. Nie ma nic gorszego jak opowiedzenia zakonczenia kiedy czyta sie poczatek :p chociaz czasami nie moge wytrzymac i czytam ostatnia strone
        Nie ma za co i nie boj sie o to na przyszlosc, nawet jak ostatni akapit bedzie za oczywisty, przewidywalny czy nudny ( kwestia gustu ) to i tak liczy sie calosc, a jak sama widzisz zarówno tu czy na nastku ludzie ubóstwiają Ciebie i Twoje opowiadania 😀

  6. Odpowiedz

    .:FEMINA:.

    27 grudnia 2010

    przybywam z forum na twa prośbę autorko opowiadania ! dobrego opowiadania !
    muszę powiedzieć, iż pomimo dalekiej memu sercu tematyki, tekst mnie wciagnął na tyle, abym czytała go przy akompaniamencie kocich jęków domagających się natychmiastowego wypuszczenia. całę pół godziny ! swoimi utworami czynisz ze mnie istotę okrutną ! 🙂
    niesamowicie wciagająca i jakże zakręcona fabuła jest świetna, ale twój styl pisarski …
    mniam dla smakoszy. prosiłaś o obiektywną opinię i głupio mi tak ciągle zachwalać, ale nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń – nawet te niezrozumiałości, o których ci opowiadłam na gg, rozwiały się. piszesz na prawdę dobrze, chociaż zastanawiam się nad tym co cie inspirowało w tym opowiadaniu, bo te wszystkie problemy dziewczyny, wydają mi sie przesadą, jak na jedna bohaterkę i w opowiadaniu erotycznym rodzi sie dość silna ckliwość i współczucie, oraz jak wywnioskowałam z komentarzy, nienawiść do innych postaci. poza tym, co z Rafałem ? jakis finał wątku by sie przydał.
    ponoć nie miałam zastrzezeń 🙂
    podsumowując : wciąga czytelnika, ciekawe, oryginalne i sceny erotyczne sprawiają, że sie rumienię. świetnie ! ale pracuj i szlifuj i, jak powiada mój mentor, walcz mysiu – pysiu !
    pisz, pisz, pisz – jak najwięcej !

  7. Odpowiedz

    CórkaDemona

    1 lutego 2011

    Kiedy nowe opowiadania typu Kropla łez czy Mroczna natura ??
    Twoje historie są zajebiste ;D
    Czekam na nowe
    Pozdrawiam

    • Odpowiedz

      Miye

      25 maja 2011

      Teraz będzie się powolutku pojawiało „Zrodzony z Ognia” i „Muzyka Duszy” chociaż szczerze, czy to w tym typie to się okaże *smile* (jeżeli jednak miałaś na myśli erotykę, a nie same postacie Sebastiana i Iana, to tak, zdecydowanie w tym…).

  8. Odpowiedz

    Nadia

    25 maja 2011

    Witam!

    Z tej strony Nadia z PWN-u. Ja Cię – owszem – mogę wziąć do kolejki, ale czuj się ostrzeżona, że przy moim tempie ocena może się pojawić i za dwa lata ^^’.

    Pozdrawiam,
    Nadia

    • Odpowiedz

      Miye

      25 maja 2011

      Poczekam, nigdzie mi się nie spieszy *smile*. Za to ja zabrałam się za czytanie Twoich tekstów. Szkoda, że najwyraźniej przez brak czasu, się urywają…

      Ps. Byłaś niedobra i gdzieś rozrabiałaś, ponieważ „akismet” uznał Cię za spam! *smile*

  9. Odpowiedz

    J.

    19 lutego 2012

    Poza tytułem podoba mi się w tym wszystko. Najlepsze opowiadanie erotyczne, jakie widziałam w sieci, serio. Gratuluję wyczucia 🙂

  10. Odpowiedz

    Rosalind

    10 lipca 2012

    To jest piękne!!! naprawde wyszło ci to geialnie. Oby tak dalej

  11. Odpowiedz

    Mommo

    18 kwietnia 2013

    heh to opowiadanie mi się chyba nie znudzi 😀 jest po prostu boskie .! czytałam go już chyba 5 razy i zapewne przeczytam jeszcze kilka razy 🙂

  12. Odpowiedz

    Cam

    23 kwietnia 2014

    Genialne 😉 może nawet lepsze od Graya xD

  13. Odpowiedz

    Julia

    3 maja 2016

    Opowiadanie przecudowne, nadal nie mogę wyjść z podziwu. Aż przeszedł mnie dreszcz gdy zobaczyłam „Julia Sadowska” , ponieważ nazywam się tak samo. Dziwne uczucie 😀

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS