Krew Czarownic

Nienawidziła swojej krwi i pochodzenia. Nie potrafiła pogodzić się z narzuconym z góry losem, a mimo to wiedziała, że musi wypełnić swoje obowiązki – jakkolwiek przerażające i niesprawiedliwe by nie były. Może łatwiej by jej było wszystko zaakceptować, gdyby nie to, że urodziła się i wychowała w normalnym świecie, a nie w tym magicznym jak wszyscy jej krewni. Przez dziewiętnaście lat żyła po prostu jak normalny człowiek. Zastępcza rodzina, która nie miała pojęcia o istnieniu magii, zwykła szkoła, koleżanki, problemy dorastania. To wszystko jej dotyczyło, nie znała natomiast swojego dziedzictwa, nie interesował jej świat, w którym była nosicielką krwi czarownic. Chciała tylko, żeby zostawili ją w spokoju. Kiedy jednak zaprotestowała, postawiła się kobietom w czarnych szatach, jasno dały jej do zrozumienia, że to nie do niej należy wybór. Wytłumaczyły jej spokojnie, surowym tonem kim jest i, że jeżeli nie spełni swoich obowiązków, to ją po prostu do tego zmuszą, za pomocą magii lub innych środków, a ukarana zostanie jej przybrana rodzina. Najgorsza była ta bezradność i wiedza, że nic nie może zrobić.

Teraz posłusznie, w niebieskiej, sięgającej do ziemi sukni, siedziała przed lustrem i pozwalała by służąca szczotkowała jej ciemne włosy. Dziewczyna musiała być w jej wieku, może nawet młodsza, ale zwracała się do niej „pani”, a przy każdej próbie nawiązania kontaktu Neva widziała przerażenie w jej oczach. To był zupełnie inny świat – miejsce w którym nigdy nie chciałaby żyć. I choć jej życie nigdy już nie będzie zwyczajne, na to jedno uparła się stanowczo i całą sobą – cokolwiek by się nie stało, ona wróci do normalności.

– Gotowa? – zapytała srogo wyglądająco kobieta, z włosami tak mocno związanymi z tyłu, że wydawało się jakby naciągały skórę jej twarzy.

Gotowa?! Neva była pewna, że nigdy nie mogłaby być przygotowana na to, co ją tej nocy czeka. Wzdrygnęła się, ale posłusznie wstała, gdy służąca skończyła układać jej włosy. Podążyła za kobietą szerokim, jasno oświetlonym korytarzem zamku. Kiedy mijały gobelin z wyszytą na nim krwawą bitwą, zatrzymała je kobieta w ciemnozielonej, aksamitnej sukni.

– Dziękuję Sofia – odezwała się chłodnym tonem, odprawiając kobietę – teraz ja zajmę się naszym gościem.

Kiedy tylko zniknęła, chwyciła Nevę za łokieć, zmuszając dziewczynę, by spojrzała prosto na nią. Neva była pewna, że kojarzy tę twarz. Lady Agatha, jedna z arystokratek obecnych na sali, gdzie dziewczyna po raz pierwszy wyraziła swój głośny protest. Pamiętała ją, ponieważ była jedną z tych, które głosowały za jej uwięzieniem i zmuszeniem siłą do wypełnienia obowiązków.

– Zostaw mnie! – syknęła.

– Jesteś upierdliwym bachorem – sapnęła kobieta wrogim tonem. – To co cię spotkało jest zaszczytem, a ty traktujesz to jakby było karą! Nie rozumiesz jak ważne jest by rodziły się dzieci czystej krwi?!

Neva, mimo, że obiecała sobie spokój i chłodną obojętność, zwyczajnie nie potrafiła się powstrzymać.

– Zaszczytem?! – niemal się roześmiała. – To, że jakieś kobiety postanowiły uczynić mnie klaczą rozpłodową ma być dla mnie honorem?!

Lady Agatha i tak już czerwona na twarzy spurpurowiała jeszcze bardziej.

– Tylko to gwarantuje nam bezpieczeństwo i magiczną równowagę! – przestała się pilnować i jej głos stawał się coraz bardziej donośny. – Czarownice są coraz mniej płodne, rodzi się coraz mniej dzieci, czemu nie jesteś w stanie tego zrozumieć? Bez nich ten świat umrze!

– Co mnie obchodzi wasz świat? – warknęła Neva. – To jak żyjecie to nie mój problem! Nie rozumiesz, że jedyne czego pragnę to wrócić do domu?!

– I wrócisz – oznajmiła patrząc wrogo na dziewczynę – kiedy urodzisz dla nas córkę, będziesz mogła zrobić co tylko będziesz chciała.

Neva nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ na korytarzu, w zasięgu ich wzroku, zaczęli pojawiać się inni goście. Lady Agatha puściła ją natychmiast, pospiesznie wygładzając suknię. Skinęła jej głową i ruszyła przed siebie korytarzem, a dziewczyna chcąc nie chcąc podążyła za nią. Na środku wielkiej komnaty stał suto zastawiony stół. Za nim rozstawili się muzycy. Pozostała część pomieszczenia przeznaczona była do tańczenia. Złote i ciemnoczerwone draperie na ścianach sprawiały, że czuła się nie jak na przyjęciu, a raczej jak w kościele. Zresztą to przecież był jej pogrzeb. Usiadła na wskazanym przez Lady Agathę rzeźbionym krześle. Nie rozglądała się dookoła. Z całych sił walczyła z własną bezradnością i paniką – a wiedziała, że kiedy będzie zmuszona wreszcie ich zobaczyć, będzie jeszcze tylko gorzej. Znienawidzona krew czarownic po matce i błękitna krew w żyłach po ojcu, mieszanka wybuchowa, która sprowadziła na nią te wszystkie kłopoty. Najgorsze było to, że tak naprawdę, Neva nigdy swoich rodziców nie poznała. Przez całe swoje życie wychowywała się w rodzinie zastępczej i to Isabelle oraz Thomas byli jej prawdziwymi rodzicami, a nie postacie rodem z dawno zapomnianej baśni. Bardziej poczuła niż zobaczyła, jak ktoś się ku niej pochyla.

– Będzie dobrze – powiedział cicho siedzący przy niej mężczyzna.

Spojrzała na jego poznaczoną zmarszczkami, pełną współczucia twarz. Wydał się jej pierwszą osobą, która okazała jej w tym świecie choć odrobinę sympatii. Mimo to przecząco pokręciła głową.

– Nic nie będzie dobrze – szepnęła.

Uśmiechnął się łagodnie, uspakajająco, niczym ukochany dziadek.

– Nazywam się Lucas Brendt – przedstawił się uprzejmie. – Uwierz mi, też kiedyś byłem młody i wiem co przeżywasz. Moją żonę, Magdalen, również poznałem w ten sposób, przy uroczystej kolacji, dzień przed ślubem. Zajęło nam to kilka lat, ale zaprzyjaźniliśmy się, a potem naprawdę pokochaliśmy.

Dziewczyna wzdrygnęła się w środku na samą myśl. Współczuła teraz również i jemu, a nie tylko sobie. Nagle zapragnęła się przed nim otworzyć, wyżalić.

– W moim świecie to nie jest normalne – westchnęła. – Poza tym moja sytuacja jest inna. One nie chcą mnie wydać za mąż. Czarownice chcą, żebym urodziła dla nich dziecko i oddają mnie jak zabawkę obcym mężczyznom.

To nie do końca była prawda i doskonale o tym wiedziała. Sabat chciał wydać ją za mąż. Po prostu przedstawił jej dwóch kandydatów, a kwestią rozstrzygającą miało być to, który pierwszy pocznie z nią dziecko. Czuła się jak w chorej grze. Jednak grożąc tym, że popełni samobójstwo, wywalczyła sobie przynajmniej tyle, że zanim to się stanie, będzie mogła przebywać w swoim własnym świecie, chodzić do szkoły i być z rodziną. Jedynym mankamentem miał być nowy aspekt w jej życiu, a mianowicie stale obecny seks. Nie wiedziała czy śmiać się czy płakać, kiedy oznajmiły jej, że czarownice są bardzo mało płodne i zajście w ciążę może jej zająć nawet kilka lat.

– Nevo – to że znał jej imię ani trochę dziewczyny nie zdziwiło, chyba wszyscy tutaj wiedzieli kim jest – nie miej im tego za złe. Sabat jedynie chce ratować swój świat. Zastanów się również czy nie warto odpuścić tym chłopcom, nie musisz być przecież dla nich utrapieniem. Oni o niczym nie decydowali. Zupełnie tak jak ty. Ich los został przesądzony z góry, tylko z powodu rodzin, w których się urodzili.

Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona. W ten sposób nigdy o tym nie myślała. Pieprzona polityka baśniowego świata, który nie powinien istnieć! A już z pewnością nie w jej życiu!

– Nie znam ich! – z trudem powstrzymała się od warknięcia na staruszka.

– Oni ciebie też nie – oznajmił ze spokojem. – Natomiast o tym co będą musieli zrobić wiedzieli przez całe życie. Ty przynajmniej spędziłaś wiele lat wolna od tej świadomości.

Neva przymknęła oczy. W sali pojawiało się coraz więcej osób. Niechętnie spojrzała w kierunku, którego do tej pory tak bardzo unikała. Staruszek podążył za jej wzrokiem.

– Niewiele o nich wiesz, prawda?

Niechętnie przytaknęła. Znała imiona i nazwiska. Właściwie nawet nie wiedziała który jest który, nie była też pewna czy w ogóle są ludźmi. W tym świecie to nie miało znaczenia. Siedzieli po przeciwległej stronie stołu. Rozmawiali przyciszonymi głosami. Przyjaźnili się? To ją zaskoczyło.

– Blondyn – wskazał na chłopaka w błękitnej liberii – to najmłodszy syn króla Dareshii, książę David Michael De’vree. Jest twoim rówieśnikiem.

Musiała przyznać, że rzeczywiście wyglądał jak książę z bajki. Mimo, że nie widziała tego z tej odległości, mogła się założyć, że ma błękitne oczy. Jego sylwetka była szczupła, ale nie wątła. Złote, lekko kręcone włosy nosił splecione na karku w skomplikowany, myśliwski warkocz. Wyglądał dosyć miło i… bardzo, bardzo smutno. Nevie nie umknęło spojrzenie dziewczyny, która od czasu do czasu na niego zerkała. Szczupła, kasztanowowłosa ślicznotka, w słonecznie żółtej sukni. Patrzyła na księcia z prawdziwą rozpaczą i tęsknotą. Dziewczyna z całej siły zacisnęła pięści. Ten świat był okrutny i bezlitosny, jak ci wszyscy ludzie mogli w nim żyć?

– Szatyn natomiast – kontynuował zostawiając jej chwilę na przemyślenia – jest wychowankiem władcy północnych krain. Nazywa się Matthew Cuttbert, urodziłaś się kiedy skończył pięć lat i już w tym momencie postanowiono powiązać jego losy z twoimi.

Ciemne, nieco przydługie włosy niesfornie opadały chłopakowi na czoło. Ubrany był na czarno, jego tunika miała jedynie srebrne obramowanie. Neva nie miała pojęcia dlaczego gdy na niego patrzy przeszywa ją jakiś dziwny chłód, a jednocześnie po jej ciele rozlewa się przyjemne uczucie ciepła.

– Czy oni są ludźmi? – odważyła się zapytać.

– Nie do końca – przyznał Lucas. – Gdyby nie byli nadzwyczajni, czarownice nigdy by ich nie wybrały. W rodzie Davida płynie krew elfów, książę wywodzi się z bardzo starej, królewskiej linii. Natomiast o Matthew krążą plotki, że w jego żyłach jest smocza krew przemieszana z krwią demonów. Ile jest w tym prawdy nikt nie wie, ale coś w tym musi być, skoro sabat wybrał właśnie jego. Niewątpliwie jest niebezpieczny, ale tobie z jego strony nic nie grozi. Łączy was silna więź. Niedługo po tym jak się urodziłaś został odprawiony magiczny rytuał, posmakował twojej krwi i teraz moce silniejsze od niego zmuszają go, żeby cię za wszelką cenę chronić.

Neva znowu była pod wrażeniem sprytu czarownic. Sabat wszystkich wykorzystywał do swojej polityki. Bardzo wygodne. Strażnik i kochanek w jednym. Na dodatek taki, który z pewnością nie zawiedzie, bo nie dano mu żadnego wyboru. Coraz bardziej nienawidziła tego świata. Wreszcie, po długim oczekiwaniu, pojawił się pan tego zamku. U jego boku szła drobna, uroczo uśmiechnięta kobieta. Uczta się rozpoczęła. Parkiet zajęły barwne, wirujące w tańcu pary. Neva siedziała jak na szpilkach. Jednocześnie pragnęła by skończyły się te tortury, a z drugiej strony wcale nie chciała by przyjęcie dobiegło końca, ponieważ to oznaczało tylko jedno… rzecz, z którą nie chciała się pogodzić.

– Zatańczysz pani? – usłyszała nad sobą aksamitny głos, chylącego się we wdzięcznym ukłonie Davida.

Dziewczyna zamrugała zaskoczona. Wzięła sobie do serca słowa Lucasa i ze wszystkich sił starała się by na niego nie warknąć. Przecież to nie była jego wina.

– Nie umiem tańczyć – oznajmiła chłodnym tonem.

Z jego twarzy nie znikał przyjazny uśmiech.

– Ja potrafię i zapewniam cię pani, że to wystarczy za nas obydwoje.

Może rzeczywiście lepiej będzie, jeżeli pozna go teraz, niż kiedy znajdą się w łóżku? Może dzięki temu łatwiej będzie jej to wszystko znieść… Niezbyt przekonana wstała od stołu, a on poprowadził ją na przeznaczony do tańca parkiet. Rzeczywiście nie kłamał. Prowadził tak, że ani razu nie ośmieszyła się myląc skomplikowane kroki dziwacznego walca. Czuła się jakby płynęła, kiedy trzymał ją blisko siebie. Nie odezwał się ani słowem, ale przyglądał jej się z zainteresowaniem, zupełnie jakby próbował odgadnąć jej myśli. Gdy muzyka przestała grać podziękował, ukłonił się i odszedł, zostawiając ją samą. Neva, nieco oszołomiona, wymknęła się na prowadzący ku ogrodom taras. Sama, w nocnej ciemności, rozjaśnionej jedynie blaskiem dochodzącego z komnaty magicznego światła i bladą poświatą migoczących w ogrodzie lamp, poczuła nową falę panicznego strachu. Nie zastanawiając się nad tym co robi, zbiegła po schodach i popędziła przed siebie odgrodzonymi zielonym bluszczem alejkami. Zdyszana zatrzymała się w różanym ogrodzie. Przymknęła oczy rozkoszując się zapachem i ciszą. Pod powiekami pojawiły się jej nieproszone łzy. Usłyszała czyjeś goniące ją kroki i zdyszany oddech. Stanęła przed nią potężnie zbudowana Lady Agatha. W półmroku z trudem dostrzegała jej purpurową, wykrzywioną gniewem twarz.

– Nawet nie próbuj uciekać głupia smarkulo! – warknęła kobieta wściekłym głosem.

Czy takie zachowanie przystoiło damie? Neva szczerze w to wątpiła.

– To co robię nie jest twoją sprawą – odgryzła się natychmiast.

Zaskoczona poczuła jak kobieta wymierza jej mocny policzek. Nawet nie widziała, kiedy tamta uniosła dłoń. W porównaniu do Lady Agathy czuła się mała i bezbronna. Cofnęła się o krok, by tym razem zobaczyć, jak tamta unosi dłoń. Zamknęła oczy. Cios tym razem jednak nie nadszedł. Po chwili uchyliła powieki, by zobaczyć co się stało. Nad nimi górowała ciemna sylwetka. Chłopak trzymał nadgarstek pobladłej kobiety. Puścił go patrząc na nią wrogo.

– Jak śmiesz?! – jego głos był cichy i zimny niczym lód.

– Wybacz panie – jęknęła, a Neva nigdy nie podejrzewała, że Lady Agatha potrafi się tak przed kimś płaszczyć.

Dygnęła, choć w jej wykonaniu wyglądało to bardziej śmiesznie niż wdzięcznie, a potem oddaliła się pospiesznie by jak najszybciej zniknąć w ciemności. Neva ze wszystkim sił próbowała uspokoić rozszalały oddech. Na próżno, a obecność Matthew ani trochę nie pomagała. Chłopak odczekał dłuższą chwilę, by nabrać pewności, że kobieta nie usłyszy, co ma do powiedzenia. Dziewczyna poczuła na sobie jego pełne pogardy spojrzenie.

– Myślisz, że jesteś spełnieniem moich marzeń? – warknął na nią. Neva cofnęła się aż pod sam żywopłot. – Sądzisz, że zabijamy się z Davidem o miejsce przy twoim boku? – kontynuował rozgniewany. – Otóż wyobraź sobie, że nie. Zmuszono nas do tej farsy tak samo jak ciebie, ale tylko ty myślisz, że jesteś niewiadomo kim. Uważasz, że jesteś lepsza od innych.

Neva przecząco pokręciła głową, nawet nie wiedząc czy w tej ciemności to zauważy. Najchętniej odsunęłaby się jeszcze dalej, ale nie miała już gdzie się cofać. Teraz łzy już otwarcie spływały po jej policzkach.

– Zastanów się nad sobą, dziewczynko – syknął, a potem odszedł zostawiając ją sama w ciemnościach.

Dziewczyna przez dłuższą chwilę nie potrafiła powstrzymać własnych łez i drżenia. Jego słowa zabolały ją do żywego. Poruszyły coś głęboko w środku. W końcu zebrała się w sobie na tyle, by wrócić do zamku. Tam natychmiast została oddana w ręce służących. Kąpały ją i zaplatały jej włosy. Jej ciało namaszczały wonnymi olejkami. Przerażona i niechętna poddawała się tym zabiegom. Na koniec nałożyły na nią coś, co z trudem można było nazwać koszulą nocną – był to raczej strzępek przezroczystej tkaniny. Sofia, z kamiennym wyrazem twarzy, poprowadziła ją ciemnym korytarzem pod jedne z  drewnianych drzwi gościnnych komnat. Neva czuła, że jej serce zaraz wyskoczy z piersi. Obezwładniał ją strach.

– Który będzie pierwszy? – odważyła się zadać pytanie, w myślach błagając, żeby był to David.

Pusta twarz Sofii nie wyrażała niczego, choć dziewczyna mogłaby przysiąc, że przemknął po niej przez chwilę cień współczucia.

– Obydwaj naraz, rozumiesz, względy polityczne – wyjaśniła wysnutym z uczuć głosem. – Późniejsze spotkania ustalicie już sami.

Zanim Neva zdążyła choćby pomyśleć, otworzyła drzwi i wepchnęła ją do środka, zamykając je za nią z hukiem i zostawiając dziewczynę uwięzioną w pułapce. Bardzo szybko oddychając stanęła przy samej ścianie. Byli tam. Rozebrani od pasa w górę, leżeli na szerokim łożu. Matthew, podparty na łokciu wpatrywał się w nią zimnym wzrokiem. Nigdy nie spodziewałaby się, że oczy w kolorze czekolady mogą tak mrozić swoim spojrzeniem. David usiadł zaraz po tym jak weszła.

– No, no – odezwał się z drwiną Matthew – patrz jak przygotowali naszą czarownicę.

Ku zdziwieniu Nevy, blondyn spojrzał na niego wściekłym wzrokiem.

– Zamknij się kretynie! – rozkazał wstając. – Nie widzisz, że jest przerażona?

Podszedł do dziewczyny, po drodze zgarniając z bogato zdobionego fotela leżącą na nim niedbale koszulę. Neva wpatrywała się w niego ciągle oszołomiona, kiedy otulał ją cienkim materiałem. Ubrał ją niczym małą dziewczynkę, a potem starannie zapiął wszystkie guziki. Koszula sięgała jej aż do ud, zakrywając biodra. Potem posadził ją na krześle, zamoczył w stojącej na komodzie porcelanowej misie biały ręcznik i delikatnie zaczął zmywać z twarzy dziewczyny ostry, niemal wulgarny makijaż. Poddawała się temu procesowi biernie, aż w końcu cały ręcznik był szaro-brudny, za to jej blada twarz zupełnie czysta. David wziął ją za rękę i poprowadził w stronę łóżka. Już nie potrafiła powstrzymać napływających do oczu łez. Posadził ją w pościeli, delikatnie okrywając kołdrą, a sam usiadł obok niej.

– Ja mam jej powiedzieć, czy wolisz sam to zrobić? – odezwał się Matthew, jakby rozbawiony całą sytuacją.

Blondyn ponownie zgromił go wzrokiem, objął Nevę ramieniem, a ona wtuliła się w niego, jakby szukając w nim ochrony.

– Posłuchaj maleńka – zaczął spokojnie, cichym głosem David, gdy dziewczyna podniosła na niego wzrok. – Nie musimy tego robić, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Żadne z nad tego nie chce, wystarczy więc, że będziemy współpracować – jego głos był prawie błagalny.

Neva spojrzała na chłopaka zaskoczonym, pełnym nadziei wzrokiem.

– Jak to? – spytała Davida starając się całkowicie ignorować obecność Matthew. – Myślałam, że sabat ma swoje sposoby, żeby to sprawdzić…

Chłopak uśmiechnął się przyjaźnie.

– Nic, na co nie potrafilibyśmy zaradzić, przynajmniej dopóki nie zrobią się podejrzliwe – wyjaśnił.

Ulga, która zalała dziewczynę była nie do opisania.

– W jaki sposób? – spytała rzeczowo, odsuwając się od Davida.

– Prosty – odpowiedział zamiast niego Matthew. – Spędzimy noc w jednym łóżku, a wtedy przesiąkniesz naszym zapachem. To im chwilowo wystarczy.

Wzdrygnęła się na myśl, że będzie musiała go dotknąć, ale nie odpowiedziała. Nawet nie marzyła o tym, że jednak nie będzie to musiał być seks.

– Zgadzasz się? – upewnił się David.

Neva gorliwie przytaknęła. Chłopak odsunął kołdrę. Wśliznęła się pod nią, starając się przy tym nie dotknąć Matthew. Na próżno. Gdy tylko się położyła, szatyn przyciągnął ją do siebie stanowczo. Objął dziewczynę ramionami. Mimo koszuli, na plecach czuła ciepło jego ciała. Serce znów zaczęło w niej łomotać. Oddech niebezpiecznie przyspieszył.

– Mam nadzieję, że jesteś dobrą aktorką – na karku poczuła ciepło jego oddechu. – Najlepiej, jeżeli będziesz płakała – oznajmił, a ona cieszyła się, że odwrócona plecami, nie widzi jego drwiącego uśmiechu – tego właśnie się po mnie spodziewają, że będę dla ciebie niemiły i brutalny, a płacz masz już opanowany do perfekcji.

– Nie możesz mnie skrzywdzić – zaprotestowała natychmiast. – Magia ci nie pozwala!

Wyczuła jego zaskoczenie.

– Skąd wiesz? – zadał pytanie niebezpiecznie cichym głosem.

– To nie ma znaczenia – ucięła krótko, błagając by nie musieć już dłużej czuć tak blisko ciepła jego ciała – przynajmniej dopóki jesteśmy po tej samej stronie.

– Dajcie spokój – westchnął David, również kładąc się tuż obok niej, tak, że poczuła się uwięziona między nimi. – Nie martw się Nevo – szepnął odgarniając z jej policzka kosmyk jasnych włosów – żaden z nas nie zamierza cię skrzywdzić. Spróbuj zasnąć, maleńka.

Potem żaden z nich więcej się nie odezwał. Zamknęła oczy, starając się przestać myśleć, ale rozpraszała ją ich bliskość. Było jej wygodnie i ciepło, w ramionach Matthew. David wtulał policzek w jej czarne włosy, natomiast ręką obejmował ją w talii. Przez chwilę próbowała z tym walczyć, ale szybko się poddała i pozwoliła by błogość, którą odczuwała, porwała ją w ciepły, miękki sen. Postanowiła, że później będzie się martwiła o to, co zrobią dalej.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Neva niespokojnie wierciła się w ostatniej ławce. Jej życie ostatnio tak bardzo się skomplikowało! I właśnie teraz musiała dostać zaproszenie na imprezę! To była okrutna niesprawiedliwość. Mimo, że wywalczyła sobie z powrotem swoje normalne życie, to jednak postanowienia sabatu nakładały na nią pewne ograniczenia i swój czas musiała dzielić między to co chce robić, a dwóch chłopaków, z którymi wbrew własnej woli miała spędzać czas. Lekcja angielskiego ciągnęła się w nieskończoność. Profesor Benneth tłumaczył coś monotonnym głosem. W pewnym momencie drzwi do klasy się otworzyły i wszyscy uczniowie, niczym jeden organizm, zwrócili wzrok w tamtym kierunku. Do pomieszczenia weszła pani dyrektor, a za nią, posłusznie jasnowłosy chłopak. Neva zamarła, natychmiast rozpoznając młodzieńca. David?! Co on tu do cholery robił? Zaskoczyły ją również zmiany w jego wyglądzie. Włosy miał teraz krótko ścięte, nosił sportową bluzę i wytarte, niebieskie dżinsy, na nogach miał adidasy. Sprawiał wrażenie normalnego chłopaka… i Neva musiała przyznać w duchu, że był nieziemsko wręcz przystojny. Ani razu nie spojrzał bezpośrednio na nią. Jego bystre, niebieskie oczy ciekawie i bez strachu rozglądały się po klasie. Dziewczyny kierowały ku niemu swoje najładniejsze uśmiechy, chłopacy patrzyli jednak odrobinę wrogo.

– To David De’Vree – przedstawiła go dyrektorka, wyraźnie w dobrym humorze – przeniósł się do nas aż z Francji. Mam nadzieję, że zaopiekujecie się nowym kolegą.

Na usta Nevy cisnęły się setki pytań. Z trudem zachowywała obojętność. Loren wychyliła się w jej kierunku.

– Jaki słodziak – szepnęła zachwycona.

Dziewczyna zdała sobie sprawę, że gdyby nie wiedziała kim on jest, zapewne również podzielałaby zachwyt przyjaciółki. Profesor Benneth wskazał Davidowi wolną ławkę, przy której spokojnie usiadł, ale uczniowie i tak nie byli w stanie uspokoić się przez resztę lekcji. Neva robiła się coraz bardziej zirytowana. Wyszli z klasy, a chłopak nie poświęcił jej nawet cienia uwagi, zupełnie jakby jej w ogóle nie znał. Za to uprzejmie uśmiechając się, rozmawiał z jej koleżankami, które niemal na niego napadły. David szybko zjednywał sobie nowych przyjaciół. Chłopacy również przestali patrzeć na niego podejrzliwie, w momencie kiedy zapytał o możliwość wstąpienia do drużyny koszykarskiej. Natychmiast zapisali go na próbny trening. Dopiero pod sam koniec dnia Neva miała możliwość odezwania się do niego bez świadków. Stał na korytarzu, czytając tablicę ogłoszeń.

– Co tu robisz i dlaczego udajesz, że mnie nie znasz? – syknęła do niego.

Uśmiechnął się do niej, ale nie tak ciepło jak do innych.

– Pilnuję cię – wyjaśnił przepraszająco. – Ja będę to robił w szkole, a Matthew popołudniami.

– Co?! – spytałam czując, jak narasta we mnie złość. – Zamierzacie mnie śledzić?

Zignorował moje pytanie.

– Nie odzywałem się do ciebie, bo nie byłem pewien czy chcesz się do mnie przyznawać – wyjaśnił swobodnie.

– Zwariowaliście! Obaj!

Zrobiło mi się zimno na myśl o wspólnych wieczorach z Matthew. Czy oni zamierzali odebrać mi całe moje życie?

– Neva, bądź rozsądna – powiedział politycznym tonem David. – Przecież nie robimy tego dla zabawy.

– Boisz się, że ucieknę? – prychnęła poprawiając przewieszoną przez ramię torbę.

Spojrzał na nią zaskoczony.

– Nie, maleńka. Nie jesteś już bezpieczna – wyjaśnił. – I pewnie jeszcze długo nie będziesz. Stałaś się zbyt ważna. Spróbuj tego nie utrudniać. Sama wybrałaś ten świat.

Odwróciła się od niego i odeszła. Nie chciała mieć w nim wroga, a na usta cisnęły się jej jedynie wściekłe, pełne nienawiści słowa. To nie jego wina. Nie miała pojęcia co może poradzić na to, że zabierali jej życie.

– Neva, poczekaj – poczuła na ramieniu jego dłoń. Odwróciła się ku niemu patrząc pytająco. – Obiecuję, że nie będę się wtrącał w twoje sprawy – tym razem jego uśmiech był szczery. – Po prostu przyjemnie jest chociaż poudawać, że można tak żyć. Chyba jeszcze nigdy nie miałem tyle wolności – westchnął.

Nagle zaczęła mu współczuć. Powoli poznawała tamten znienawidzony świat i mogła domyślić się jak wyglądało życie Davida.

– Ok. – mruknęła w końcu. – Rób sobie co chcesz, ale nie traktuj mnie jak powietrze. To dzisiaj irytowało mnie przez cały dzień!

Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Przyjaciele? – zapytał.

Skinęła głową. Ku jej zaskoczeniu na chwilę przyciągnął ją do siebie, tuląc delikatnie w swoich ramionach. Potem odsunął się, odgarniając jej z twarzy włosy.

– Mam teraz sprawdzian czy nadaję się do drużyny – oznajmił zadowolony, niczym mały chłopiec. – Przyjdź popatrzeć, to potem odwiozę cię do domu!

Patrzyła jak znika w zatłoczonym korytarzu. Westchnęła. Przecież nie mogła zabronić mu żyć. Już miała iść w stronę Sali gimnastycznej, by zająć miejsce na trybunach, kiedy zaatakowała ją Loren. Najwyraźniej widziała cała scenę z Davidem.

– Mów skąd go znasz! – rozkazała. – Błagam, żeby to był twój dawno zaginiony kuzyn – jęknęła cicho.

– To tylko przyjaciel – skłamała Neva walcząc z lekkim poczuciem winy. – Wybieram się popatrzeć jak gra. Idziesz ze mną?

Loren uśmiechnęła się szeroko, pokazując dołeczki w lekko zaróżowionych policzkach.

– Jeszcze pytasz – mruknęła niczym zadowolony kociak.

Razem poszły do sali gimnastycznej. Na trybunach siedziało wyjątkowo dużo osób, głównie dziewczyny z ich klasy. Wpatrywały się rozmarzone w ubranego w sportowy strój Davida. Chłopak grał niemal jak zawodowiec. Po treningu tryumfalnie znalazł się w drużynie. Przyjął gratulacje od nowych kolegów, a potem podszedł bezpośrednio ku Nevie i Loren. Natychmiast skierowały się na nie zawistne, wrogie spojrzenia. David przedstawił się uprzejmie przyjaciółce dziewczyny, a potem poprosił, żeby na niego poczekały. Wyraźnie było widać, że jest zachwycony nieznanym mu, szkolnym życiem. No cóż, Neva miała nadzieję, że może przynajmniej zrozumie, czemu nie chciała i nie potrafiła z tego świata zrezygnować.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Po szkole nie miała najmniejszego zamiaru wracać do domu, przede wszystkim dlatego, że nie zamierzała spędzać swojego czasu w towarzystwie Matthew. Opiekunowie przestali wyznaczać jej jakiekolwiek granice, w momencie kiedy ukończyła osiemnaście lat, jednak mimo to, zadzwoniła poinformować ich, że zostaje u Loren na noc – ot tak ponieważ wiedziała, że jeśli nie da znać, będą się o nią martwić i denerwować. Wiosna, nowy semestr szkolny i oczywiście nieunikniona, rozpoczynająca go impreza. Wieczorem na plaży rozpalili ognisko. Zapowiadała się stosunkowo ciepła jak na tą porę roku, bezwietrzna noc. Neva uśmiechnęła się do Loren. Miały na sobie kaszmirowe, krótkie sweterki, o takim samym kroju, a jedynie różnych kolorach. Ten Nevy był granatowy, natomiast jej przyjaciółki ciemnoczerwony. Ten odcień cudownie pasował do jej poskręcanych, kasztanowych włosów. Natomiast czarnowłosej Nevie, o bladej cerze i odrobinę azjatyckiej urodzie, zawsze najlepiej było w ciemnoniebieskim. Ta barwa podkreślała jej niezwykłe, fiołkowe oczy. Wesoło rozmawiając pokazały się na plaży, gdzie ludzie z ich szkoły bawili się już w najlepsze. Zaskoczona dziewczyna przystanęła, kiedy zobaczyła wśród nich Davida. On również się dobrze bawił. Uśmiechnął się szeroko na ich widok i pomachał przyjaźnie. Dziewczyna w dalszym ciągu była pod wrażeniem, jak szybko się przystosował. Na sobie miał już nawet kurtkę w zielonych barwach drużyny. Pasowała do niego. Zdała sobie sprawę, że Loren wpatruje się w niego jak w obrazek, więc chcąc nie chcąc do niego podeszła. Zaczęli rozmawiać i w pewnym momencie Neva poczuła się kompletnie wykluczona z tej rozmowy. Obudziła się w niej głupia, bezsensowna zazdrość i poczuła, że jeżeli zaraz nie wstanie, to zrobi coś głupiego, jak choćby przytuli się do Davida. Była przekonana, że chłopak by jej nie odtrącił, za to Loren taka zdrada złamałaby serce. Przeprosiła przyjaciół i wstała, samotnie idąc w kierunku brzegu plaży. Oddaliła się spory kawałek, żeby poukładać własne myśli. Kiedy zaczęło robić się chłodniej, zamiast plażą, postanowiła spacerować skrajem lasu. W oddali widziała strzelające w niebo płomienie ogniska. To nie miało sensu. Kiedy zaczęła uważać Davida za swoją własność? Zmusili ich do bycia razem, to przecież nie był ani jej wybór, ani jego. Do tego zdawała sobie sprawę, że nic do niego nie czuje, oczywiście poza tą cholerną zazdrością. Coś było nie w porządku. Doszła do wniosku, że będzie musiała bardzo się pilnować, żeby zarówno Loren jak i David w dalszym ciągu zostali jej przyjaciółmi. Nie znała go długo, ale mimo wszystko tak właśnie zaczęła o nim myśleć, jak o przyjacielu. Znienacka ktoś położył jej rękę na ramieniu. Podskoczyła przestraszona. W jednej chwili znalazła się przy drzewie. Patrzyła w płonące złością, czekoladowe oczy. Szarpnęła się, ale trzymał ją mocno. Sprawiał jej ból.

– Coś ty sobie myślała?! – warknął na nią. – Idiotka! Nawet nie wyobrażasz sobie, co ci może grozić!

– Puść mnie! – syknęła na niego.

– Puszczę – oznajmił chłodno – jak będziesz bezpiecznie siedziała w domu.

– Nigdzie nie idę!

Spróbowała się wyrwać, ale bez problemu chwycił jej nadgarstki w jedną rękę i mocno przycisnął do szorstkiej kory drzewa.

– Czy ty nie rozumiesz co do ciebie mówię? – rozgniewał się jeszcze bardziej. – Uważasz, że co nas spotka, jeżeli ktoś cię zabije? To my będziemy za to odpowiadać, a ty uciekasz jak głupia smarkula. Nie wolno ci nigdzie chodzić samej – warknął jeszcze ostrzej.

Neva przestała czuć strach, a jego miejsce zastąpiły wzbierające fale złości. Nikomu nie pozwoli decydować o swoim życiu!

– Jest ze mną David – odwarknęła. – Tak bardzo źle ci z tym, że nie uwzględniliśmy ciebie w planach?

 Puścił ją. W jego postawie coś się zmieniło, ale nie potrafiła dostrzec co.

– Więc gdzie jest teraz? – spytał chłodno.

– Na imprezie, z moją przyjaciółką. Ja chciałam się przejść, sama – oznajmiła wyzywająco.

Nagle usłyszeli głośne zawodzenie. Coś wydarło się z krzaków. Matthew zaklął. Pchnął ją na ziemię. Tuż nad nimi przeleciał sporych rozmiarów, szary kształt. Neva zerknęła w tamtym kierunku. W przedwieczornej szarości słabo było cokolwiek widać, ale to co zobaczyła, wyglądało jak wielka jaszczurka, z której powoli zaczęła obłazić skóra. Miało wielkie zęby i wydzielało upiorny, gnijący zapach. Z lasu wyskoczył kolejny kształt i następny. Wybrzeże zaroiło się od szarości. Chłopak pociągnął ją, siłą zmuszając by wstała.

– Biegnij – warknął, wskazując kierunek.

Posłuchała. Potknęła się już po kilku metrach. Był tam, żeby ją przytrzymać. Pociągnął dziewczynę w stronę morza. Stworzenia były coraz bliżej. Pluły zgniłozielonym, parującym w powietrzu jadem.

– Do wody! – rozkazał chłopak.

Neva zadrżała z zimna na samą myśl, ale mniej bała się lodowatego morza niż goniących ich bestii. Z rozpędu zanurzyła się aż po pas, ochlapywana jeszcze wyżej przez delikatne fale. Matthew wszedł za nią, ale nie tak głęboko. Ogromne jaszczurki zatrzymały upiornie zawodząc, wyglądało na to, że w ten sposób się nawołują. Syczały i pluły.

– Czego one chcą? – zapytała dziewczyna szczękając z zimna zębami.

Spojrzał na nią jak na idiotkę.

– A jak ci się zdaje? – zadrwił.

Na brzegu zebrało się ich już ze trzydzieści, a kolejne ciągle wyłaniały się z lasu. Zaczęły zbliżać się do wody, nieśmiało zanurzając błoniaste łapy. Chłopak zaczął przeklinać.

– Pieprzone mirfoje – rzucił w stronę potworów – ktoś musiał je zaczarować, z własnej woli w życiu nie zbliżyłyby się do wody.

– Więc wiesz co to jest? Doskonale – mruknęła Neva. – W takim razie, może też wiesz, jak się tego pozbyć?

Wzruszył ramionami.

– Najlepiej by było pociąć mieczem na kawałki. Masz jakiś pod ręką?

Pierwsza jaszczurka powoli zaczęła się zanurzać. Neva poczuła jak inna chlapnęła w jej stronę zielonym, paskudnym płynem. Trafiła. Sweter dziewczyny zaczął się dymić.

– Zdejmij go – rozkazał Matthew – bo przeżre ci skórę.

Spojrzała na niego zażenowana i przestraszona. Plama zaczęła robić się coraz większa. Dziewczyna poczuła ból, w miejscu w którym płyn zetknął się z ciałem. Natychmiast ściągnęła przez głowę sweter, odsłaniając czarny, gładki stanik.

– Daj! – rozkazał.

Rzuciła go chłopakowi, a on odrzucił go w kierunku plaży. Przez chwilę stworzenia skupiły się wokół kaszmiru. Wtedy Matthew wypowiedział jakieś słowa. Zaczęły zawodzić. Im dłużej mówił, tym ich jęki stawały się głośniejsze. W końcu uciekły w stronę lasu, znikając mniej więcej w połowie plaży, jakby nigdy nie istniały.

– Płoń! – rozkazał wskazując w stronę leżącego na piasku swetra, a ten natychmiast stanął w płomieniach by po chwili zostać jedynie pieszczoną przez wiatry kupką popiołu.

Neva szczękała zębami, ale nie ruszyła się ani na krok. Nigdy jeszcze tak bardzo się nie bała. Zarówno jaszczurek, jak i jego. Podobno sama była czarownicą, a pierwszy raz w życiu widziała jakąkolwiek magię. Matthew podszedł do niej i ciągnąc za rękę, wyprowadził dziewczynę z wody. Podwinął nogawki czarnych spodni, bo tylko to zanurzył w wodzie, a potem spojrzał na jej przemoczone dżinsy.

– Ściągaj to! – znów wydał polecenie.

Fiołkowe oczy Nevy rozszerzyły się z niedowierzania i zdumienia.

– Żartujesz, prawda? – spytała zażenowana.

– Nie, nie żartuję – odwarknął, ale zdjął przez głowę swoją czarną bluzę. – Trzymaj – rzucił ją dziewczynie.

Wciąż drżąca włożyła ją na siebie pospiesznie. Ponieważ Matthew był znacznie wyższy od niej, materiał zakrywał jej biodra. Bez dalszych dyskusji zdjęła przemoczone spodnie.

– Chodź, wracamy – odwrócił się do niej tyłem, a ona zamarła.

Po jego plecach przebiegały pod różnym kątem białe, cienkie blizny. Było ich tak wiele, że zakrywały niemal całą powierzchnię skóry. Wcześniej ich nie zauważyła, bo jeden, jedyny raz, kiedy widziała go bez koszulki, nie odwracał się do niej tyłem. Nie pytała. Była pewna, że on i tak jej nie odpowie. Za to coraz bardziej zastanawiały ją tatuaże otaczające jego przedramiona. Czarnym tuszem zapisane były jakieś skomplikowane symbole. Zaczęło ją ciekawić czy z tym właśnie wiązała się magia. Potem na całej długości jego rąk pojawiły się węże. Wiły się od ramion aż do nadgarstków. Mogła przysiąc, że jeszcze przed chwilą ich tam nie było. Wyglądały niemal jak prawdziwe. Odwrócił się, kiedy zobaczył, że za nim nie idzie.

– Chodź! – ponaglił. – Nie możemy tu zostać. Nie wiem czy nie wrócą.

Wzdrygnęła się. Jaszczurki zdecydowanie były gorszym towarzystwem, nawet od niego. Dogoniła chłopaka. Ruszyli w kierunku ogniska. Ledwo je było widać w oddali. Nie zdawała sobie wcześniej sprawy z tego, jak daleko odeszła. Po kilku metrach chłopak zgiął się w pół. Opadł na piasek. Jęknął.

– Co ci jest? – stanęła przy nim zaniepokojona.

– Nic – mówienie przychodziło mu z trudem. – Przejdzie.

Znów zgiął się w pół. Podparł się dłońmi, klęcząc na piasku. Gwałtownie wciągał powietrze. Instynktownie dotknęła jego ramienia.

– Zostaw mnie – syknął.

Odsunęła się posłusznie, obserwując go przerażonym wzrokiem. Trwało to kilka minut, które dla Nevy były jednak jak wieczność. Potem wstał i bez słowa poszedł dalej. Prawie biegła, żeby dotrzymać mu kroku. Zanim dotarli w krąg światła, które dawało ognisko, węże z jego rąk zniknęły, tak po prostu. Nie było po nich ani śladu. Swoim przyjściem nie wywołali specjalnego poruszenia. O tej porze na imprezie nie tylko oni byli półnadzy. Matthew bezbłędnie ruszył w kierunku Davida. Blondyn siedział na piasku, w dalszym ciągu rozmawiając z rozmarzoną Loren. W dłoniach trzymali drinki. Kiedy podeszli, obydwoje podnieśli na nich pytający wzrok. David nie zdążył w żaden sposób zareagować, kiedy Matthew chwycił go i podniósł z ziemi. Chwilę potem, chłopak znalazł się tam z powrotem, po silnym ciosie który otrzymał. Loren krzyknęła. David uspokoił ją gestem.

– Za co to? – zapytał ponuro.

Dopiero po chwili dostrzegł drżącą z zimna Nevę.

– Co się stało? – chciał wiedzieć, natychmiast zdejmując z ramion kurtkę i otaczając nią dziewczynę.

Przyciągnął ją do siebie, przytulił, a ona przylgnęła do niego mocno, tym razem nie zwracając uwagi na patrzącą szeroko otwartymi oczami przyjaciółkę. Matthew zachwiał się. Neva zdała sobie sprawę, jak napiął wszystkie mięśnie.

– Mam samochód – odezwał się David niespokojnie – chodźmy stąd.

Matthew skinął głową. Ruszyli we trójkę w stronę parkingu.

– Zaczekajcie – zawołała za nimi zaniepokojonym głosem Loren. – David, nasze plany dalej aktualne? – spytała błagalnie.

Chłopak niepewnie skinął głową.

– Do zobaczenia jutro w szkole, Loren – rzucił.

Neva spojrzała przepraszająco na przyjaciółkę. David ani na moment nie przestał jej obejmować. W końcu znaleźli się przy samochodzie. Matthew ciężko opadł na tylną kanapę. Jego twarz była wykrzywiona bólem. Blondyn zajął miejsce za kierownicą, wyraźnie niechętnie wypuszczając Nevę z objęć.

– Co mu jest? – zapytała dziewczyna, siadając obok fotela kierowcy.

– Użył magii, teraz za to płaci – wyjaśnił rzeczowo David, ruszając. – Przejdzie mu.

Zaparkowali pod domem, a Neva wcześniej nie patrzyła na drogę i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to jej dom. Nie chciała wracać. Kiedy jednak zaczęła protestować, David uciszył ją wskazując białą wille obok.

– Tu chwilowo mieszkamy – wyjaśnił – żeby być blisko ciebie.

Poprowadził ją do środka, a Matthew niechętnie ruszył za nimi. W jego czekoladowych oczach ból mieszał się z wciekłością. Gdy tylko weszli natychmiast napadł na Davida.

– Czemu zostawiłeś ją samą?! – warknął wściekle. – Zaatakowały nas mirfoje. Były ich dziesiątki.

Blondyn spochmurniał.

– Więc ktoś już na nią poluje? – spytał zmartwiony. – Tak szybko… nie spodziewałem się… Poza tym nie zostawiłem jej – oznajmił – to była twoja kolej.

Matthew groźnie zmrużył oczy.

– A widziałeś, żebym był tam gdzieś w pobliżu? – spytał.

David wzruszył ramionami.

– Myślałem, że obserwujesz ją z ukrycia, jak zawsze – przyznał spokojnie.

Neva zamrugała powoli przetrawiając informacje.

– Zawsze? – zapytała, mając nadzieję, że się przesłyszała.

Matthew lodowatym wzrokiem spojrzał na Davida. Nie odpowiedział.

– Nie pojawiła się dzisiaj w domu. Kiedy zapytałem dlaczego ucieka, odpowiedziała, że nie uciekała, tylko była z tobą.

– Nie była, spotkaliśmy się na imprezie – wyjaśnił chłopak, obrzucając ją podejrzliwym spojrzeniem.

– Hej! – zirytowała się Neva – nie mówcie o mnie, jakby mnie tu nie było! Mam tego dość! Poza tym ciągle jest mi zimno! – poskarżyła się naburmuszona.

David westchnął, ale uśmiechnął się do niej.

– Spróbuj nie robić nam kłopotów – mruknął prowadząc ją schodami na górę i zostawiając przed drzwiami łazienki. – Naprawdę nie chcemy, żeby coś ci się stało.

Wzdrygnęła się.

– Nie miałam pojęcia co mi grozi – przyznała.

– Przyniosę ci twoje ubranie – oznajmił nie komentując tego wyznania – w szafce są czyste ręczniki.

Kiedy Neva skończyła brać prysznic, czekał na nią jej własny, popielaty dres, w którym lubiła chodzić po domu. Włożyła go na siebie pospiesznie. Zeszła na dół. David czekał na nią na kanapie. Matthew nigdzie nie było. Usiadła przy chłopaku, a on przygarnął ją do siebie naturalnym gestem. Była mu za to wdzięczna.

– Czy wszystkie czary mają takie konsekwencje? – zadała dręczące ją pytanie.

David przecząco pokręcił głową.

– Jemu nie wolno używać magii – wyjaśnił. – Czarownice uznały, że może być niebezpieczny i nałożyły na jego moc ograniczenie. Nauczył się je omijać, ale taka właśnie jest za to cena.

Neva poczuła się bardzo głupio.

– Gdyby tego nie zrobił, to coś by nas pewnie zabiło – mruknęła.

– Dobrze, że był z tobą – westchnął David, przyciągając dziewczynę do siebie jeszcze mocniej. – Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało – wyznał i brzmiało to zupełnie szczerze.

Nagle coś jej się przypomniało. Uczucie zazdrości zakiełkowało na nowo.

– Jakie plany macie z Loren? – zapytała zmieniając temat.

Wyszczerzył do niej żeby w uśmiechu.

– Zaprosiłem ją na studniówkę – wyznał. – Bardzo jestem tego balu ciekaw.

Cieszył się niczym mały chłopiec. Twarz Nevy nieco poszarzała. Zauważył to.

– Coś nie tak? – spytał.

– Nie, nie – odpowiedziała szybko, spuszczając wzrok. – Po prostu ja sama nie mam z kim pójść i jakoś tak naturalnie uznałam, że pójdziesz tam ze mną.

– Och – posmutniał. – Przepraszam, nie wiedziałem. Odwołam to, jeżeli chcesz…

– Nie, nie – zaprotestowała natychmiast, mimo, że jego słowa sprawiły jej perfidną przyjemność. – Nie mogłabym tego zrobić Loren – zmusiła się do bladego uśmiechu, czując, że mimo tej całej dziwnej sytuacji, w dalszym ciągu są tylko nastolatkami zarówno ona jak i, co bardzo ją zaskoczyło, David.

– Przepraszam maleńka – mruknął – taka śliczna dziewczyna jak ty na pewno szybko znajdzie sobie odpowiedniego partnera – mrugnął do niej.

Położyła mu głowę na ramieniu. Oby, pomyślała, bo bal maturalny, jak głupią rzeczą by nie był, należał do jej normalnego świata i zdała sobie sprawę, że jest dla niej naprawdę bardzo ważny. Odsunął ją od siebie odrobinę.

– Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, to chciałbym, żebyś spała dzisiaj z Matthew – powiedział. – Mojego zapachu masz na sobie dostatecznie dużo – uśmiechnął się, ale poznała, że tym razem jest to wymuszony uśmiech.

Posłusznie skinęła głową. Poczuła się, jakby ją uderzył. Tak piekielnie bolało, że tylko dlatego ją do siebie przytulał. Jednak czego innego mogła się spodziewać? Przypomniała sobie jak patrzą na niego dziewczyny. W myślach natychmiast ujrzała twarz ślicznej brunetki, którą zostawili w tamtym świecie. David po prostu nie miał wyboru. Był dla niej miły, bo to leżało w jego naturze. Podobnie traktował wszystkich. Zagryzła zęby, słuchając jak kieruje ją do pokoju Matthew. Niechętnie weszła na górę. Bezbłędnie trafiła do ciemnej sypialni. Nie zapaliła światła, po prostu weszła i położyła się na skraju łóżka. Instynktownie wiedziała, że chłopak nie śpi, mimo, że leżał na boku, skulony i bez ruchu. Nie zamierzała się pierwsza odzywać, a ponieważ on milczał, nie powiedziała ani słowa. Nakryła się leżącą w nogach łóżka kołdrą. Odwróciła do niego plecami. Zamknęła oczy, starając się zasnąć. Poczuła, jak chłopak się przesuwa. Teraz leżał tuż za nią. Kiedy dotknął jej ramion i przyciągnął do siebie, tak, że wtulała się w niego plecami, poczuła przyjemny, niepokojący dreszcz. Twarz wtulił w jej włosy, czuła jego ciepły oddech. Mimo, że ręce Matthew leżały spokojnie na materiale jej popielatego dresu, to Nevę ogarniała coraz większa panika. Starała się sobie wmówić, że to koniecznie, inaczej byłoby dużo gorzej… Musiała by… Nawet nie chciała o tym myśleć. Zamknęła oczy, bezwiednie wtulając się w niego bardziej. Pasowali do siebie. Idealnie. Dwie splecione sylwetki. Wreszcie było jej ciepło. Powoli zaczęła odpływać w dający odpoczynek, spokojny sen.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Kiedy obudziła się rano, zdała sobie sprawę, że ciągle leży w jego ramionach. Spróbowała wstać, ale on tylko mruknął coś i przyciągnął ją do siebie mocniej. Mimochodem zdała sobie sprawę, że na jego rękach znów pojawiły się wężowe tatuaże, co znaczyło, że poprzedniego wieczora jej się nie przywidziały. Najwyraźniej po prostu z jakiejś przyczyny na co dzień je ukrywał. Zaczęła zastanawiać się dlaczego. Bezwiednie przesunęła palcami po jednym z nich. Był gładki i aksamitny w dotyku, zupełnie nie jak ludzkie ciało. Zaskoczona cofnęła dłoń. Zauważyła, że leżący obok Matthew otworzył oczy. Puścił ją i odsunął się.

– Nie dotykaj! – powiedział zimno . – Nigdy nie wolno ci ich dotykać!

Zobaczyła jak tatuaże blakną, a potem zupełnie znikają, jakby ich wcale tam nie było. Nie odpowiedziała. Ześliznęła się z łóżka i uciekła z pokoju. Coś  w jego tonie… coś w jego wzroku… nagle zapragnęła znaleźć się jak najdalej od niego. Chwyciła swoje ubranie i zbiegła na dół. Przed wejściowymi drzwiami wpadła na Davida.

 – Hej, spokojnie maleńka – uśmiechnął się do niej.

– Czemu on mnie tak bardzo nienawidzi? – wyrzuciła z siebie pod wpływem emocji nie do końca zdając sobie sprawę, że pyta o to na głos.

David natychmiast spoważniał. Neva mocno zacisnęła usta. Więc miała rację. Przez chwilę łudziła się, że chłopak zaprzeczy, ale on szybko rozwiał jej wątpliwości.

– Może zapytaj go sama – westchnął. – Nie jestem pewien czy wolno mi o tym mówić.

– Dzięki, nie zamierzam – z trudem powstrzymała się przed warknięciem.

Przygarnął ją do siebie i znów wydało jej się to tak bardzo naturalnym gestem…

– Ubierz się – poprosił – odwiozę cię do szkoły, musimy o czymś porozmawiać.

Niechętnie skinęła głową, ale posłuchała, po drodze odwiedzając swój własny dom. Zdziwiło ją, że kiedy jechali samochodem, David uporczywie milczał. Odezwał się dopiero, gdy zatrzymali się na szkolnym parkingu.

– Musisz się nauczyć ukrywać swoje myśli – stwierdził ponuro.

– Co?! – zapytała Neva zaskoczona.

Nie patrzył na nią.

– Czytam w myślach – przyznał cicho. – A twoje do mnie naprawdę krzyczą. Jeżeli tak dalej będzie, to w żaden sposób nie uda nam się oszukać sabatu.

– Czytasz w myślach? – niemal jęknęła, błagając, żeby nie było to prawdą.

– Niestety tak – odpowiedział ponuro.

Zaczerwieniła się mimowolnie, zastanawiając się ile razy myślała o tym, jak bardzo jest czarujący i przystojny. Więc doskonale wiedział, jak cholernie była o niego zazdrosna… To by jednak wyjaśniało jego niesamowitą intuicję… Nagle przeraziło ją coś jeszcze. Czy Matthew też… Tym razem David spojrzał na nią.

– Nie, on nie – oznajmił stanowczo.

– Cholera! – westchnęła przerażona. – Nie mógłbyś przestać tego robić? – poprosiła nieśmiało.

Przecząco pokręcił głową.

– To nie zależy ode mnie – wyjaśnił. – Niektórzy ludzie ukrywają swoje myśli, inni nie. Twoje do mnie naprawdę głośno krzyczą. Nauczę cię jak się przed tym chronić – obiecał.

– Oby jak najszybciej – mruknęła błagalnie.

Obdarzył ją ciepłym uśmiechem. Poczuła jak się rozpływa, by po chwili znów zacząć przeklinać się w myślach. Śmiał się. Tym razem szczerze i otwarcie. Uderzyła go w ramię. Jęknął ostentacyjnie. Kiedy wysiedli, objął ją ramieniem.

– Zdradziłem ci swoją tajemnicę, maleńka. Sądzę, że teraz jesteśmy kwita.

– Moje myśli, za twoje słowa? Cudownie!

Obrzuciła go ponurym spojrzeniem, ale tak naprawdę nie miała mu niczego za złe. Wiedziała, że to nie jego wina i cieszyła się, że zdecydował się jej o tym powiedzieć.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Teraz, kiedy wiedziała, za wszelką cenę starała się nie myśleć o nadchodzącym balu maturalnym. Pilnowała się również w innych sprawach, a David codziennie ćwiczył z nią po kilka godzin ukrywanie własnych myśli. Właściwie spędzała z nim niemal całe dnie, ponieważ Matthew unikał jej jak mógł. Czasami sypiała w jego łóżku, ale wówczas nie odzywali się do siebie ani słowem. Kiedy jednak zdarzyło przebywać się im razem, przerażał ją jego lodowaty wzrok. Nigdy nie zdarzyło się również by był dla niej choć odrobinę miły.  W nauce dziewczyna czyniła bardzo duże postępy i już po dwóch tygodniach, David widział jej myśli jedynie wtedy, gdy odczuwała naprawdę silne emocje.  Niestety te najgłośniejsze dotyczyły właśnie studniówki.

– Przykro mi – powiedział, kiedy siedzieli wieczorem na kanapie oglądając razem film. – Naprawdę bardzo cię przepraszam. Gdybym wiedział, że nie masz z kim iść…

Zmusiła się do uśmiechu.

– Cieszę się, że przynajmniej Loren ma parę – oznajmiła zupełnie szczerze i mimo zazdrości naprawdę się z tego cieszyła.

Westchnął.

– Dziewczyny są takie głośne – mruknął. – Cała w środku krzyczała coś w stylu „zrobię wszystko, żeby mnie zaprosił na bal, błagam, błagam, błagam”, nie potrafiłem jej odmówić.

Neva nie wiedziała, czy David żartuje, podejrzewała zresztą, że tak mogło być naprawdę. W każdym razie tym co powiedział znacznie poprawił jej humor. Teraz tym bardziej uważała, że dobrze zrobił, zapraszając jej przyjaciółkę, nawet, jeżeli ona z tego powodu miała nie iść. Następnego dnia już z mniejszą niechęcią wybrała się z nią na zakupy. Loren była ostatnią osobą, którą mogłaby winić za to, że nie ma z kim iść. Neva nie czuła się brzydka, właściwie wiedziała, że jest całkiem ładna. Natomiast zachowywała się inaczej od rówieśniczek i w szkole uznawana była za osobę dziwną, poza Loren nie miała tam żadnych przyjaciół, dlatego wcale nie była zaskoczona, że nikt jej nie zaprosił. Mimo to czuła się naprawdę nieswojo. Właściwie Neva nie była wściekła. Lepszym słowem byłoby zrozpaczona. Z zazdrością patrzyła na Loren obracającą się przed lustrem w liliowej sukience. Nie mogła tam iść, spaliłaby się ze wstydu, gdyby pokazała się na balu sama. Poza tym zapewne David czułby się zobowiązany dzielić swoją osobę między nią, a Loren i obydwojgu popsułaby całą zabawę. Kiedy skończyły i wreszcie mogła zostać sama, poczuła prawdziwą ulgę. Nie mogła już dłużej wytrzymać zachwytu przyjaciółki. Milcząca i ponura wróciła do domu. Zrobiło się późno. Zabawa już z pewnością się zaczęła. Westchnęła, rzucając się na łóżko. Życie było niesprawiedliwe. Myślała o ostatnim, szkolnym balu, o pięknie udekorowanej sali. Dlaczego jej tam nie było?

– Neva, ktoś do ciebie – usłyszała z dołu wołanie Isabelle.

Zaskoczona dziewczyna wstała z materaca. Kto to mógł być? Przecież wszyscy jej znajomi bawili się teraz w najlepsze na szkolnej uroczystości… Niechętnie zeszła na dół. W holu stał Matthew i jak gdyby nigdy nic, rozmawiał z jej opiekunką, która uśmiechała się do niego z aprobatą. Wyglądało na to, że jest nim zauroczona. Neva z trudem powstrzymała się przed prychnięciem.

– Cześć – przywitała się właściwie tylko po to, żeby zakomunikować swoją obecność.

– Zeszłaś wreszcie – ucieszyła się Isabelle. – W takim razie zostawiam was samych. Miło było cię poznać, Matthew.

– Wzajemnie Isabelle – odpowiedział uprzejmie.

Neva zamrugała, zdumiona tym faktem, ale postanowiła go zignorować. To był kolejny problem, a ona nie chciała go teraz roztrząsać.

– Czego chcesz? – warknęła.

– Potrzebuję cię na chwilę – odpowiedział bez cienia uprzejmości, jaką okazywał jeszcze przed chwilą jej opiekunce. – Chodź.

Dziewczyna westchnęła. Nie miała siły się kłócić. Zrezygnowana wyszła za nim przed dom. Zaprowadził ją do willi, w której mieszkali z Davidem.

– Przebierz się – rozkazał wpychając ją do pokoju.

– Co? – spytała zdumiona.

Zerknęła na łóżko, na którym leżała niebieska suknia, ta sama, którą nosiła w pałacu czarownic. Cudownie! Jeszcze tego jej brakowało. Nie tylko nie będzie balu, ale czeka ją spotkanie z sabatem. Czy w życiu mogło układać się gorzej? Niechętnie włożyła na siebie sukienkę. Była piękna. Nagle zapragnęła znaleźć się w niej na studniówce. Rozpuściła włosy i przyjrzała się swojemu odbiciu, w przyklejonym do wewnętrznych drzwi szafy lustrze. Tak, suknia zdecydowanie była przepiękna, a na dodatek idealnie dopasowana do jej figury. Gotowa zeszła na dół. Zaskoczona zauważyła Matthew. Nie miał na sobie szat rodem z dawnej epoki, a idealnie skrojony, czarny garnitur. Spod marynarki wyglądała niebieska, kolorystycznie dopasowana do jej sukni koszula. Spojrzała na niego pytająco, nieufnie.

– Możemy iść? – zapytał wyraźnie rozbawiony jej miną.

– Dokąd? – zadała najgłupsze pytanie, jakie przyszło jej do głowy.

Przewrócił oczami. Kąciki jego ust uniosły się w drwiącym uśmiechu.

– Zabieram cię na bal – wyjaśnił z ironiczną uprzejmością.

– Dlaczego?

– Bo naprawdę bardzo zależy ci, żeby tam iść, a twój problem polegał na tym, że nie miałaś z kim.

Nie uwierzyła. Nie miała powodu, żeby mu ufać. Poza tym pod pozorną uprzejmością wyczuwała, że chłopak toczy jakąś grę, której reguł nie pojmowała.

– Dlaczego chcesz iść ze mną? – powtórzyła pytanie. – Co na tym zyskasz?

Drwinę w jego zachowaniu zastąpiła teraz arogancja.

– Czy to ma jakieś znaczenie? – zapytał. – Ty chcesz tam iść, a ja cię tam zabiorę.

– Matthew – syknęła ostrzegawczo – jestem zmęczona i mam zły humor. Przejdź do rzeczy.

Doskonale wiedziała, że muszą współpracować. Mogli sobie nawzajem tak samo pomóc jak i zaszkodzić. Jednak mimo wszystko nie obowiązywały ich jakiekolwiek towarzyskie konwenanse czy uprzejmości. Nie byli przyjaciółmi i tak naprawdę ledwo się wzajemnie tolerowali. Roześmiał się.

– David będzie mi winny przysługę, a jego długi to rzecz cenna. Chcesz tam iść, czy nie? – zapytał zniecierpliwiony. Uśmiechnął się do niej niewinnie, kiedy spojrzała na niego lekko przerażona. – Obiecuję, że będę najlepszą randką świata – zamruczał. – Zapewne zamordowałby mnie na miejscu, gdyby było inaczej – wyraźnie go to bawiło. – Ma strasznie wyrzuty sumienia, że to nie ciebie zaprosił.

Neva skinęła głową. Niewiele silnych emocji potrafiła ukryć przed Davidem, który bądź co bądź czytał w myślach, choć dzięki niemu nieujawnianie się szło jej coraz lepiej. Miał rację, cholernie chciała iść na bal i co gorsza, chciała iść właśnie z nim. Zdążyli się zaprzyjaźnić. Miał powody do wyrzutów sumienia. Tak bardzo chciała tam być… Nie była tylko pewna, czy będzie w stanie wytrzymać obecność Matthew… Wyszli przed dom, David najwyraźniej zostawił im swój samochód. Matthew szarmancko otworzył przed nią drzwi od strony pasażera, a potem wsiadł za kierownicę i podjechali pod budynek szkoły. Dostała od niego pięknie pachnący bukiecik niebieskich kwiatów, których nazwy nie znała, prawdopodobnie w ogóle takie nie rosły w ich świecie. Zazdrosne spojrzenia dziewczyn kierowały się w ich stronę. Neva wiedziała, że nie wierzyły, że była w stanie poderwać takiego chłopaka. Matthew był typowym złym chłopcem, wzbudzał respekt i jednocześnie podziw. Grzywa ciemnych włosów opadała mu niemal na niezwykłe, czekoladowe oczy. Szczupły pas i szerokie ramiona świadczyły o tym, ze z pewnością uprawia jakiś sport. Nevę cieszyła fala spojrzeń, które przyciągali, a jednocześnie czuła rosnący niepokój. Arogancki, leniwy uśmiech, towarzyszył Matthew przez cały wieczór. Był szarmancki i miły, ani razu nie zareagował na jej zwyczajowe zaczepki, po których normalnie rozpętałaby się między nimi kłótnia. Naprawdę zależało mu na tym, by zadowolić Davida. Neva była przekonana, że chłopak musiał mu obiecać coś jeszcze. Mimo to, ku własnemu zdziwieniu, naprawdę dobrze się bawiła. Tańczyli. Z głośników leciała miła, wolna muzyka. Niemal płynęła, wtulona w jego ramiona. Trzymał ją mocno, stanowczo, blisko przy sobie, a jednocześnie tak jakoś delikatnie. Nigdy nie podejrzewała, że wieczór z Matthew może być taki przyjemny. Spojrzała w stronę tańczącego z Loren Davida. Ze zdumieniem zdała sobie sprawę, że nie jest już ani odrobinę zazdrosna. Chłopak podążył za jej spojrzeniem. Jego uścisk się rozluźnił. Zesztywniał. Nie! Chciała, żeby wrócił, żeby znowu było tak jak przed chwilą! Muzyka ucichła. Matthew odsunął się od niej, skłonił płytko, a potem zniknął w tłumie. Została sama. Z szybko bijącym sercem uciekła z parkietu. Niejasno zdała sobie sprawę, że oblała jakiś test, nie bardzo tylko wiedziała jaki… Kiedy stała pod ścianą, podszedł do niej David. Wyglądał olśniewająco. Jak książę z bajki. Uśmiechnął się swoim czarującym uśmiechem. Przyciągnął ją do siebie naturalnym gestem.

– Mogę prosić do tańca? – zapytał aksamitnym głosem.

Skinęła głową. To było dziwne uczucie. Przez niemal cały wieczór marzyła o tym, żeby ją poprosił, a teraz, kiedy to zrobił, wolałaby tańczyć z kimś zupełnie inny. Wziął ją w ramiona. Sunęli lekko po parkiecie wśród różnobarwnych par.

– Jesteś piękna – wyszeptał, delikatnie unosząc jej podbródek i całując ją w usta.

Natychmiast odwróciła głowę. Nie on! Nie z nim! Dotarło do niej jasno, jak nigdy wcześniej, że był tylko przyjacielem i nigdy nie będzie nikim więcej.

– Och! – wyrwało mu się, kiedy usłyszał jej myśli. – Neva, nie możesz – szepnął. – To bardzo, bardzo zły pomysł.

– Niby dlaczego?! – warknęła na niego, zła, że znowu to robił, a ona w żaden sposób nie potrafiła się obronić.

Była również wściekła na swoje własne myśli, które w tym momencie bardzo starannie ukryła.

– Maleńka, on nie jest dla ciebie i nigdy nie będzie – westchnął.

Spojrzała na niego zaskoczona.

– Sabat uważa inaczej – prychnęła.

David przecząco pokręcił głową. Przytulił ją do siebie, tak, że jej twarz znalazła się w jego koszuli.

– To nieprawda – szepnął. – To tylko oficjalna wersja. On jest dla nich zbyt niebezpieczny, ale też wyjątkowo ważny. Cała ta historia została ukartowana po to, żeby dał im dziecko i przestał być potrzebny – powiedział. – Twoim mężem tak czy owak zostanę ja – wyjaśnił przepraszająco. – One się go boją. Mimo ograniczeń, które na niego nałożyły. Rozumiesz? Neva, proszę…

Odsunęła się od niego.

– Kiedy zamierzaliście mi to powiedzieć? – spytała cierpko.

– On nie wie – szepnął chłopak. – I nie powinien się dowiedzieć.

Dziewczyna zamrugała zaskoczona.

– Dlaczego?

– Po prostu mi zaufaj – poprosił. – Jesteście moimi przyjaciółmi. Obydwoje. Będę dla ciebie dobrym mężem – obiecał.

Nevę wmurowało w ziemię. Sytuacja wydała jej się teraz naprawdę absurdalna. Nawet David nie dawał jej teraz żadnego wyboru. Czemu wszyscy dookoła chcieli rządzić jej życiem?

– Masz rację – oznajmiła chłodno. – Jesteśmy przyjaciółmi. Nie kochasz mnie i nigdy nie pokochasz. Nie w ten sposób. Nie chcę, żebyśmy byli skazani na siebie do końca życia.

– Neva… – odezwał się cicho. – Uważasz, że on byłby w stanie cię kochać? Gdyby nie magia, która powstrzymuje go przed zrobieniem ci krzywdy, już byś nie żyła. Myślałem, że to dobre rozwiązanie. Nie sądziłem, że jego pójście z tobą na bal, to aż taki zły pomysł.

I o to właśnie chodziło. Matthew był czymś niebezpiecznym, niedostępnym, dlatego właśnie ją pociągał, jak bardzo by jej nie irytował. Dlatego właśnie za wszelką cenę postanowiła dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo jej nienawidzi. W momencie, kiedy te myśli przeszły przez jej głowę, zdała sobie sprawę, że wcale nie były jej. Coś było bardzo nie tak… Dopiero teraz zauważyła, że patrzy na nich Loren. Dziewczyna pobladła, jej twarz wykrzywiona była wściekłością.

– Wróć do niej i to napraw – zażądała od Davida, wskazując w jej stronę. – Nie chcę przez ciebie stracić przyjaciółki! Proszę… – dodała, kiedy nie ruszył się z miejsca.

Westchnął.

– Jak sobie życzysz, maleńka.

Odwrócił się i zobaczyła, jak jego plecy znikają w tłumie. Odetchnęła. Przestała czuć magię. Nie miała pojęcia, dlaczego im o niej nie powiedziała. To był jakiś dziwny, silny, wewnętrzny nakaz. Irracjonalna zazdrość, o chłopaka, który owszem, był przystojny, ale nigdy nie była nim naprawdę zainteresowana. Walczyła z tym i wygrała. Teraz nadeszła kolej na Matthew. O nim również musi przestać myśleć w ten sposób. Nikomu nie pozwoli rządzić swoim życiem! Zwłaszcza cholernemu sabatowi czarownic!

Przepchnęła się przez tłum i wybiegła na zewnątrz. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć? Uczucia do Davida nie były jej uczuciami! Były sztuczne i nieprawdziwe. Ktoś próbował ją zmusić, żeby się w nim zakochała… i musiała przyznać, że całkiem nieźle mu szło. David nie był jednak jedynym problemem. Wzdrygnęła się na wspomnienie tego, co myślała o Matthew. Co prawda trwało to tylko krótką chwilę, ale na samą myśl o tym poczuła przerażenie. Gdyby naprawdę się w nim zakochała, gdyby to były jej własne uczucia, byłoby to prawdopodobnie najgorszą rzeczą, jaka mogłaby ją spotkać w życiu. David nie kłamał. Wiedziała to. Byłby dla niej dobrym mężem, a przynajmniej bardzo by się starał. Mógłby nawet udawać, że cokolwiek do niej czuje, ale Matthew… wzdrygnęła się na samą myśl. Nie! To byłby koszmar. Na dworze zrobiło się chłodno, a niebieska suknia była zbyt cienka. Zadrżała z zimna, przyspieszając kroku. Nagle poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciła się gwałtownie. Pochwyciły ją jakieś ręce, szorstka dłoń zatkała jej usta. Szarpnęła się. Bezskutecznie.

– Szybko! Wynośmy się stąd! – rozkazał szorstki głos.

Ktoś ją podniósł. Szamotała się, ale nie zwrócił na to uwagi. Zobaczyła rozbłysk światła. Zniknęły domy, samochody, ulica. Mężczyzna rzucił ją na piaszczystą drogę. Dwóch innych kłóciło się o coś podniesionymi głosami. Nie rozumiała co mówią. Byli uzbrojeni, ale nie w broń palną, a w miecze… W końcu najwyraźniej doszli do porozumienia, bo przestali się kłócić. Ten, który ją wcześniej niósł uśmiechnął się i nie był to miły uśmiech. Brutalnie podniósł ją z ziemi. Krzyknęła, kiedy rozdarł jej przód sukienki. Uderzył ją w twarz.

– Zamknij się suko – warknął.

Pchnął ją, ale nie upadła, zamiast tego czując na sobie dłonie innego z mężczyzn. Czuła paraliżujący ją strach. Nie, to nie mogło dziać się naprawdę! Poczuła jak mocniej rozdzierają niebieski materiał. Bolało ją ramię, które jeden z nich wykręcał do tyłu. Nagle usłyszała rozdzierający wrzask. Uchwyt zelżał, a po chwili trzymający ją mężczyzna osunął się na ziemię. Dwóch pozostałych leżało już martwych, w kałuży własnej krwi. Podniosła wzrok w samą porę by zobaczyć ogarniętego zimną furią Matthew. Chłopak zdążył się przebrać. Miał na sobie grafitowe dżinsy – teraz trochę przybrudzone krwią – i czarną bluzę z kapturem.

– Wynośmy się stąd – warknął. – Zaraz będzie ich tutaj więcej.

Pociągnął ją za rękę. Ani na moment nie przestała się bać, ale posłusznie pobiegła za nim, w stronę widniejących na horyzoncie drzew. Zgiął się w pół zanim pokonali choćby połowę drogi. Zaczął przeklinać.

– Dasz radę? – spytała zaniepokojona, dotykając jego ramienia.

Skinął głową.

– Musimy dotrzeć przynajmniej do lasu, a potem gdzieś się ukryć – odezwał się cichym, ledwie słyszalnym głosem. – Potem możemy liczyć jedynie na szczęście.

Dalej już nie bieli, ponieważ Matthew z trudem szedł, wkrótce jednak pokonali linię drzew. Szli przez jakiś kwadrans, aż wreszcie na wpół przytomny z bólu chłopak opadł na ziemię.

– Będą nas szukać? – spytała.

Skinął głową. Kawałek dalej Neva wypatrzyła dziwne drzewa iglaste, nie podobne do żadnych, które znała. Ich gałęzie sięgały samej ziemi, okrywając pień nieprzezroczystą płachtą.

– Tam – wskazała chłopakowi.

Przytaknął. Chwiejnie wstał. Wczołgali się pod gęsto rosnące drzewa. Matthew skulił się z trudem łapiąc oddech. Neva spróbowała osłonić dekolt strzępami podartej sukni. Zadrżała z zimna. Powietrze było chłodne, a teraz, gdy leżała na leśnej ściółce, zrobiło się jeszcze gorzej.

– Chodź tu bliżej – rozkazał cichym, ale stanowczym głosem patrząc prosto na nią.

Posłuchała przysuwając się do niego. Przygarnął ją do siebie zaborczym gestem. Biło od niego dziwne, przyjemne ciepło. Położyła głowę na jego ramieniu, wtuliła się w tors chłopaka. Nagle zdała sobie sprawę, że dalej używa magii.

– Przestań! – rozkazała.

Spojrzał na nią ponuro.

– To bez znaczenia – wyjaśnił. – I tak muszę nas jakoś ukryć, dopóki stąd nie odjadą.

Wzdrygnęła się, ale więcej nie protestowała. Po chwili usłyszeli tętent kopyt. Przejechało koło nich przynajmniej dziesięciu jeźdźców, potem pojawili się kolejni, aż wreszcie, po kwadransie napiętego oczekiwania, nastała cisza. Matthew odczekał jeszcze chwilę, a potem się poruszył. Zdjął bluzę i okrył nią Nevę. Spojrzała na niego pytająco.

– Nie dam rady używać magii przez całą noc, a sądzę, że lepiej będzie, jeżeli tu zostaniemy – wyjaśnił ponuro. – Nie mam pojęcia dlaczego tak im na tobie zależy, ale niestety doskonale wiem, kim są. Rano pomyślimy co zrobić dalej.

Dziewczyna nie protestowała. Otuliła się szczelnie czarnym materiałem, z powrotem wtulając się w chłopaka. Zamknęła oczy. Zaczęła zastanawiać się, co czuje Matthew, kiedy używa magii. Nagle poczuła, że się unosi, że nie jest już w swoim ciele, a potem ogarnął ją mrok. Nie była w stanie myśleć, nie była w stanie się poruszyć. Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Ból był wszędzie. Oszałamiał. Rozrywał na strzępy. Nie potrafiła oddychać. Czuła jak się rozpada. Umiera. Odpłynęła w ciemność.

– Neva – poczuła na twarzy czuły dotyk. – Neva, obudź się proszę… – powtarzał jej imię desperacko, z jakąś dziwną nutą w głosie. Odetchnął dopiero, kiedy otworzyła oczy. – Coś ty zrobiła wariatko?! – warknął na nią rozeźlony.

Przez chwilę nie była w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. W końcu przylgnęła do niego całą sobą.

– Ty naprawdę to czujesz, po tym jak użyjesz magii?

– Nigdy więcej tego nie rób – warknął. – Co ci przyszło do głowy?!

Zamknęła oczy. Drżała.

– Ja nic nie zrobiłam – szepnęła. – To była jedna myśl – wyjaśniła jeszcze ciszej.

Poczuła jak przyciąga ją do siebie jeszcze bardziej. Wtulił policzek w jej rozwichrzone włosy.

– Jedna myśl – westchnął. – Tyle właśnie wystarczy do użycia magii.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Nic nie układało się tak jak powinno. Mogło przecież do licha przynajmniej świecić słońce, ale nie! Mżyło od rana, kiedy niewyspani wysunęli się spod drzew. Neva w podłym humorze szła przy boku milczącego Matthew. Chłopak najwyraźniej wiedział gdzie są i miał jakiś plan, więc się nie wtrącała. Po prostu podążała za nim. Zaniepokoiła się jednak, kiedy wyszli na otwarte pole i zaczęli iść normalnym traktem. W oddali na dodatek było widać zarys warownego zamku. Z trudem powstrzymywała się od zadawania pytań. W pewnym momencie zauważyła również zbliżającą się ku nim grupę jeźdźców. Twarz Matthew była nieprzeniknioną maską, kiedy jednak zaczęli jechać bezpośrednio ku nim, chłopak szarpnął ją za ramię.

– Nie waż się odzywać, chyba, że ktoś cię o coś bezpośrednio zapyta – warknął rozkazująco – wtedy mów jak najmniej.

Niechętnie skinęła głową, doskonale zdając sobie sprawę, że wcale nie zna tych ludzi ani ich zwyczajów. Jeźdźcy zatrzymali się przy nich. Byli uzbrojeni i nosili się w jednej barwie.

– Dlaczego znaleźliście się na ziemiach jego wysokości, hrabiego von Roisen? – odezwał się gromkim głosem jeden z nich.

– Jesteśmy podróżnikami – odpowiedział spokojnie Matthew – zmierzamy w stronę Asken.

Twarz żołnierza poczerwieniała z gniewu.

– Jak śmiesz do mnie mówić tym tonem, włóczęgo?! – oburzył się, wykonując przy tym zamaszysty, nic nie mówiący gest.

Neva zdała sobie sprawę, że rzeczywiście ich ubrania nie wyglądały najlepiej po nocy spędzonej w lesie, a na dodatek, były zupełnie nie z tej epoki. Czy to jednak miało aż takie znaczenie? Matthew nie poprawił się w żaden sposób.

– Jesteśmy podróżnikami – powtórzył.

Uderzenie nadeszło znienacka. Chłopak nawet nie próbował się bronić. Powoli, nie spuszczając wzroku z przeciwnika, dźwignął się z błota, w które upadł.

– Spędzicie kilka tygodni w lochach – wysyczał coraz bardziej zirytowany tym żołnierz. – Może to nauczy cię dobrych manier! Zabierzcie ich! – rozkazał pozostałym.

Przestraszona dziewczyna błagalnie spojrzała na Matthew, ale on uparcie milczał. Jeden z żołnierzy posadził ją przed sobą na koniu. Chłopakowi związano ręce i rozkazano dosiąść luzaka. Ruszyli w stronę zamku. Na dziedzińcu zsiedli z koni. Matthew jakimś cudem, zapewne przy pomocy magii, wyswobodził się z więzów. Zza pasa najbliższego z żołnierzy wyciągnął nóż i jak gdyby nigdy nic, przyłożył do gardła zdezorientowanego kapitana.

– Chcę się widzieć z hrabią – oznajmił zimnym, niczym lód, głosem. – Natychmiast! – rozkazująco zwrócił się do najbliższego z żołnierzy.

– Zawiśniesz łotrze! – wychrypiał trzymany przez chłopaka oficer.

Matthew mocniej przycisnął do jego gardła nóż. Popłynęły stróżki krwi.

– Wątpię – zamruczał ledwo dosłyszalnym szeptem.

Neva przyglądała się tej scenie, jakby była we śnie. Nie miała bladego pojęcia co chłopak chce w ten sposób osiągnąć. Po chwili od strony mieszkalnych zabudowań nadszedł wzburzony, czerwony na twarzy, potężnie zbudowany mężczyzna. Towarzyszyło mu troje bogato odzianych ludzi.

– Co to ma znaczyć… – spytał, przerywając wpół słowa. Jego twarz pobladła. Niedowierzająco spojrzał na Matthew. – Panie, wybacz mym ludziom, że cię nie rozpoznali – jęknął, opadając przed chłopakiem na jedno kolano.

Pozostali podążyli jego śladem.

– Hrabio – skinął głową Matthew, odpychając od siebie kapitana.

Jego ton był chłodny, wyczekujący.

– Straże! – zawołał mężczyzna wstając. – Tym ludziom należy się publiczna chłosta – oznajmił głośno. Nie rozpoznali dziedzica Północnych Ziem. Każdemu po pięć batów – zarządził – kapitanowi Thomsonowi, dwadzieścia.

– Dziesięć – oznajmił spokojnie Matthew – oficerowi należy się śmierć.

O ile to tylko było możliwe, mężczyzna pobladł jeszcze bardziej. Skłonił się jednak nisko.

– Jak każesz, panie – wydusił.

Neva niedowierzająco wpatrywała się w zimne oblicze chłopaka i próbowała zrozumieć, co właśnie się wydarzyło.

– Komnaty – ponaglił ostro – zostaniemy tu przez kilka dni. Chcę, żeby pokoje moje i mojej towarzyszki były połączone wewnętrznymi drzwiami.

– Oczywiście, panie – zgodził się natychmiast, wzywając służbę i wydając odpowiednie rozkazy.

Matthew mocno, stanowczo chwycił ją za ramię i pociągnął ku budynkowi, w stronę którego prowadził ich niemal drżący z przerażenia, odziany w ciemnozieloną liberię, służący.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Neva miała tego już serdecznie dość. Służące przemykały się przez jej pokój niczym cienie, starając się jak najmniej rzucać w oczy. Czy jej też się bały? To było niedorzeczne! Matthew nie uraczył jej nawet słowem wyjaśnienia. Dlaczego to kim jest budziło taki popłoch? Wyszła z pokoju, tym chętniej po jego rozkazujących słowach „nie ruszaj się stąd na krok”. Miała dość uczucia, jakby znalazła się w więzieniu. Poza tym, wbrew zachowaniu tych wszystkich ludzi, miała ochotę mu się w jakiś sposób postawić. Przeszła zaledwie kilka kroków, gdy z jego pokoju wybiegła rozhisteryzowana dziewczyna. Służąca miała może szesnaście lat. Neva szybkim krokiem ruszyła za nią. Złapała ją w wąskim przejściu dla służby. Cieszyła się teraz, że ma na sobie najskromniejszą ze znalezionych w szafie sukni, bo może dziewczyna jej nie rozpozna i nie ucieknie.

– Co się stało? – spytała. – Coś ci zrobił?

Spojrzała na nią ładna, zapłakana buzia. Dziewczyna gwałtownie zaprzeczyła.

– Więc o co chodzi?

– Ja… ja… – zaczęła cichutko, a potem spłoniła się i uciekła.

Neva westchnęła. No cóż, przynajmniej nie rozpoznała kim jest, bo wtedy z pewnością bałaby się od niej odejść bez pozwolenia.

– To Lina, nie przejmuj się nią – usłyszała rozbawiony, męski głos. Chwilę później jej oczom ukazał się szczupły chłopak, mniej więcej w jej wieku. – Uważa się za niewiadomo co i próbuje wkraść się do łóżka niemal każdego z gości pana hrabiego. Sądzi, że coś na tym zyska. Marzy jej się książę na białym koniu. U kogo próbowała szczęścia tym razem?

Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się kim właściwie dla tych ludzi był Matthew. W końcu zaryzykowała przedstawienie go tak, jak jej samej go przedstawiono.

– U księcia Cuttberta, to stamtąd wybiegła zapłakana – wyjaśniła niepewnie.

Chłopak pobladł.

– Ciemności zlituj się! – zawołał. – Dziwi mnie w takim razie, że ta mała idiotka jeszcze żyje. – Po chwili opanował się i ocenił wzrokiem ubiór Nevy. – Jesteś nową guwernantką? – zapytał zaciekawiony.

– Nie – westchnęła dziewczyna, zastanawiając się, czy przestanie z nią rozmawiać, kiedy powie mu prawdę. Tak bardzo potrzebowała kogoś do rozmowy! – Jestem tu gościnnie – wyjaśniła niechętnie. – Masz może chwilę? – spytała niemal błagalnie. – Chciałabym zobaczyć ogród.

Uśmiechnął się, jego uśmiech był jednak wyjątkowo smutny, wymuszony. Mimo to Neva dostrzegła, że wcale nie z jej powodu.

– Tak, oczywiście – odparł uprzejmie. – Dzisiejszy dzień cały będę miał wolny. I szczerze wolałbym nie spędzać go w samotności – dodał z prośbą w głosie. – Nazywam się Ranon – przedstawił się uprzejmie.

Świetnie. Zawarli więc cichą umowę.

– Neva – uśmiechnęła się do niego zachęcająco.

Zaprowadził ją do rozległych, zamkowych ogrodów. Wszędzie dookoła kwitły róże. Dzień był słoneczny i piękny. Przez chwilę przechadzali się w milczeniu otoczonymi kwieciem alejkami.

– Przepraszam, nie jestem dzisiejszego dnia najlepszym towarzyszem – mruknął w końcu skrępowany ciszą Ranon.

– Nic nie szkodzi – odpowiedziała zgodnie z prawdą.

– O wschodzie słońca powieszą mojego brata – wyrzucił z siebie jednym tchem, a wściekłość płonęła w jego oczach. – I to tylko dlatego, że takiej kary zażyczył sobie cholerny szlachcic, za nierozpoznanie jego osoby. Mój brat nie należy do najlepszych ludzi – westchnął – ale mimo wszystko jest moim bratem i nie mogę spokojnie czekać na jego śmierć.

Neva przyjrzała mu się uważniej. Niewiele podobieństwa łączyło go z kapitanem Thomsonem, a jednak to właśnie o nim musiał mówić…

– Nazywasz się Ranon Thomson? – zapytała.

– Więc słyszałaś? – zapytał ponuro.

– Tak – przyznała. – Groził Mattew więzieniem i szubienicą – wyjaśniła – pewnie dlatego tak się wkurzył. Myślałam jednak, że mu przejdzie. Naprawdę zabiją twojego brata?

Neva poczuła się jak idiotka. Ani przez chwilę o tym nie pomyślała. Czy jednak nie o tym świadczyły pobladłe twarze ludzi? Teraz i Ranon zbladł.

– To ty jesteś towarzyszką dziedzica Północnych Krain? – szepnął lekko zachrypniętym głosem. – Wybacz mi pani – pochylił głowę, opadając przed nią na kolana.

– Zwariowałeś? – warknęła na niego. – Natychmiast wstawaj, bo pobrudzę sobie sukienkę, klękając przy tobie na ścieżce!

W panice rozejrzała się czy nikt tego nie widział. Ranon najwyraźniej poważnie przyjął jej oświadczenie, bo gwałtownie wstał.

– Pani, daruj mi, ja…

– Och, zamknij się! – niewytrzymała Neva. – Byłeś milczy, kiedy uznałeś mnie za guwernantkę. Jestem tutaj nikim, nawet nie należę do waszego świata, rozumiesz?

Chłopak spojrzał na nią zaniepokojony.

– Więc to ty jesteś czarownicą, którą sabat ostatnio postanowił wydać za mąż? – zapytał z trudem siląc się na normalny ton.

– Czarownicą, która nie umie czarować – uściśliła Neva.

Roześmiał się. Potem znowu spoważniał.

– Przykro mi – powiedział z prawdziwym żalem. – To znaczy, że musisz z nim… – nagle jego oczy zalśniły. – Czy mogłabyś… czy mógłbym cię błagać – ponownie chciał opaść na kolana, ale chwyciła go za ramiona.

– Po prostu wyduś to z siebie, na stojąco – dodała stanowczo.

Przez chwilę patrzył zaskoczony na jej dłonie, leżące na jego koszuli. Potem skinął głową.

– Chciałbym cię prosić, żebyś wstawiła się za moim bratem – odezwał się cicho, niemal szeptem.

Uśmiechnęła się do niego ciepło. Nie wierzyła, żeby Matthew z zimną krwią skazał na śmierć człowieka. Nie był taki. Teraz, kiedy emocje opadły, na pewno przemyśli sprawę.

– Zobaczymy, co da się zrobić – obiecała ciągle uśmiechnięta.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Stała w komnacie, wpatrując się w niego uporczywie. Obrzucił ją wściekłym wzrokiem, a potem odwrócił się w stronę okna.

– Nie wtrącaj się w sprawy, które ciebie nie dotyczą – oznajmił chłodno, zapewne licząc, że tymi słowami zakończy dyskusję.

– Jesteś skończonym draniem – warknęła na niego. – Nie możesz tego zrobić!

Odwrócił się ku niej.

– Tak? A kto mi zabroni? – zapytał z drwiną w głosie.

Ramiona Nevy zadrżały z tłumionego gniewu. Nie wierzyła, nie potrafiła w to uwierzyć! Miała zamiar go uderzyć, ale chwycił jej rękę.

– Czemu tak ci na tym zależy? W tym świecie giną ludzie tak samo jak w twoim. Co znaczy życie jednego człowieka?

Patrzył jej w oczy. Czekał. Chciała skłamać. Powiedzieć mu jakie to ważne, jak bardzo źle postępuje i mimo, że było to prawdą sama doskonale wiedziała, że nie to nią kieruje.

– Rozmawiałam z jego bratem – przyznała cicho.

Puścił ją. Jego twarz stała się nie wyrażającą żadnych uczuć maską.

– Przyślij go do mnie – oznajmił. – Załatwię to z nim.

– Nie skrzywdzisz go? – upewniła się na wszelki wypadek.

Uśmiechnął się drwiąco.

– Nic mu nie zrobię, możesz być spokojna – powiedział zimnym głosem. – To czy nie zmienię zdania zależy jednak wyłącznie od ciebie. Dopóki jesteśmy w moim świecie, masz zachowywać się tak, jak ci każę.

Neva wzdrygnęła się. Nie chodziło tylko o znaczenie słów, ale też o ton jakim je wypowiedział. Doskonale! Jeżeli musi, będzie grała w jego grę, aż będzie miał dość i sam się podda. Jego oczy otworzyły się szerzej, kiedy dygnęła przed nim z gracją.

– Jak każesz, panie – powiedziała potulnie, spuszczając wzrok, a potem nie czekając na jego reakcję uciekła z pokoju.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

W gościnie u hrabiego von Roisen spędzili jeszcze kilka dni, a Nevę przez cały ten czas martwiło, że ani razu w ciągu tego czasu nie spotkała Ranona. Natomiast wiedziała, że Matthew dotrzymał słowa. Kapitana Thomsona zdegradowano do najniższej rangi żołnierza i odesłano do pilnowania granic hrabstwa. Więcej o nim nie słyszała. Zamek opuścili wraz ze wschodem słońca. Dostali najlepsze konie i prowiant na drogę. Ich bagaże były wyjątkowo duże, choć chłopak oznajmił jej, że nie będą jechali dłużej niż trzy dni. Zastanawiała się co mieści się w środku, nie zamierzała jednak zadawać mu pytań. Całą sobą wyczuwała, że jej milcząca obecność irytuje go znacznie bardziej niż ich zwyczajowe kłótnie. Postanowiła go dalej ignorować i rozkoszowała się jazdą na smukłej kasztance. Jeździła jako dziecko, ale z niejaką satysfakcją zdała sobie sprawę, że w dalszym ciągu potrafi utrzymać się w siodle. Po dwóch godzinach jednak jazda zupełnie jej zbrzydła. Bolały ją wszystkie mięśnie, a przede wszystkim poobijane od siodła pośladki. Zastanawiała się czy do tego można się przyzwyczaić, w każdym razie Matthew w ogóle nie wyglądał na wyczerpanego. Pod wieczór zatrzymali się w rzadkim zagajniku. Miała ochotę zapytać czemu nie nocują w zajeździe lub po prostu w czyimś domu, skoro i tak w ten sposób wykorzystywał swoją pozycję, postanowiła jednak uparcie milczeć. Nie spodziewała się, że przyniesie to jakiegokolwiek rezultaty, miała jednak nadzieję, że przynajmniej skutecznie popsuje mu humor. Zdziwiła się, kiedy okazało się, że naprawdę go to obchodzi.

– Daj już spokój! – warknął na nią, kiedy posłusznie zsiadała z konia.

– Ależ o co chodzi, panie? – spytała tonem, jaki słyszała u służących na zamku hrabiego.

– Przestań się tak zachowywać! – odezwał się zirytowany, a ona uśmiechnęła się z satysfakcją.

– Czy nie taki zawarliśmy układ? – spytała niewinnie.

Westchnął. Stanął tuż obok niej. Niemal boleśnie poczuła jego bliskość. Z trudem powstrzymywała się przed dotknięciem go, wmawiając sobie, że tak działa magia sabatu – zupełnie jak z Davidem. Skoro w jego przypadku udało się złamać zaklęcie to i z Matthew się uda. On jednak jej dotknął. Chwycił dziewczynę za ramiona, zmuszając by na niego spojrzała.

– Neva, nie mam zamiaru tobą rządzić – oznajmił, ku jej wielkiemu zdumieniu. – Po prostu jeżeli będziesz się zachowywała tak jak zwykle, sprowadzisz na nas kłopoty, a ja nie wiem z jak wieloma sprawami będę sobie w stanie poradzić – wyjaśnił ponuro. – Więc proszę cię po prostu, żebyś mi zaufała, nie odzywała się do nikogo niepytana i odpowiadała jak najkrócej, najlepiej ograniczając się do „tak” lub „nie” jeżeli ktoś o coś zapyta. Mój dom – niemal wypluł to słowo – nie jest przyjaznym miejscem.

– Więc po co tam jedziemy? – zapytała bez zastanowienia.

Skrzywił się lekko.

– Bo tam znajduje się najbliższa brama, o której wiem – wyjaśnił cicho. – Dotrzemy do niej i wrócimy do twojego świata. Być może również uda się załatwić jakąś dodatkową ochronę, skoro już zaczęli cię atakować, to mogę przypuszczać, że będzie tylko gorzej.

Nie skomentowała. To nie miało znaczenia. Wiedziała, że Matthew nie chce jej skrzywdzić, a już kilkakrotnie udowodnił, że jeżeli zajdzie taka potrzeba, to będzie jej bronił.

– Co zrobiłeś Ranonowi? – zamiast tego zadała kolejne pytanie.

Puścił ją. Odsunął się.

– Nic. – Spojrzała na niego pytająco. Westchnął. – Zawarliśmy układ. W zamian za życie jego brata, będzie służył u mnie przez rok. To magiczna więź. Nic specjalnego na tych ziemiach.

Dupek! Neva miała ochotę go uderzyć. Tym razem też się jednak powstrzymała. Pomyślała o domu. Mścić się na nim i wrzucać mu może równie dobrze, kiedy wróci do domu. Teraz nie miało to i tak najmniejszego znaczenia.

– Gdzie jest teraz? – zapytała zaniepokojona.

– Wysłałem go przodem, żeby zaanonsował nasze przybycie – wyjaśnił jeszcze bardziej ponurym głosem. – Uznałem, że tak będzie lepiej.

Dziewczyna nie potrafiła ukryć westchnienia ulgi. Polubiła Ranona i nie chciała, żeby stała mu się jakakolwiek krzywda, zwłaszcza, że zapewne częściowo byłaby to także jej własna wina.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Do południa jechali przez las, na którego skaju Matthew zarządził przerwę. Słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie. To był naprawdę piękny, ciepły dzień. Neva, która mimo bliskości ogniska, zdążyła nad ranem zmarznąć, rozkoszowała się teraz gorącymi promieniami. Leniwie rozciągnięta na trawie obserwowała jak chłopak wypakowuje jakieś rzeczy. Kiedy zobaczyła, że to zimowe ubrania, usiadła zaskoczona.

– Po co nam to? – zapytała.

– Zobaczysz – mruknął, wyraźnie w złym humorze.

Podał jej podbity futrem płaszcz, ciepłe, skórzane buty, czapkę, rękawiczki i jakiś szal. To był ubiór niczym na Syberię.

– Włóż to – rozkazał.

– Zwariowałeś! – oznajmiła przyglądając się rzeczom.

Westchnął.

– Co muszę zrobić, żebyś przynajmniej raz posłuchała mnie bez gadania? – zapytał wyraźnie zrezygnowany.

– Nic! Nie zamierzam się ugotować!

Podszedł do niej. Przyciągnął dziewczynę do siebie. Spojrzał w jej fiołkowe oczy. Bliskość fizyczna, jego dotyk… znowu były dla Nevy nie do zniesienia. Pochylił się nad nią, jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Blisko – zbyt blisko. Zadrżała.

– Jeżeli tego nie zrobisz – zamruczał miękko, aksamitnym głosem – to piekielnie zmarzniesz.

Puścił ją, a ona odskoczyła jak najdalej. Dostrzegła jego drwiący uśmiech. Bawił się nią! Rozeźlona chwyciła brązowe buty z miękkiej skóry. Usiadła na trawie niechętnie je na siebie wciągając. Matthew ubrał się w ciepły, myśliwski strój w czarnych barwach. Otulił się wełnianym, ciemnym płaszczem bez rękawów i naciągnął na głowę kaptur. Czekał na nią w siodle. Zirytowana i już bardzo zgrzana dosiadła swojej kasztanki, którą ku jej zdziwieniu chłopak uprzednio nakrył derką. Przejechali kilka metrów i nagle las się zmienił. Neva poczuła na skórze dotyk mrozu. Wszędzie dookoła leżał śnieg. Obejrzała się za siebie. Nie było widać ani śladu lata! Konie wierciły się niezadowolone z tak gwałtownej zmiany temperatur.

– Wytłumacz – zażądała.

Wzruszył ramionami tłumiąc rozbawienie.

– Tu zawsze tak jest – wyjaśnił. – Kraina wiecznej zimy.

– I nigdy nie ma Bożego Narodzenia? – spytała niechętnie Neva, cytując zdanie z Kronik Narnii.

– Nigdy – przyznał spokojnie.

Nienawidziła zimy! Jechała w ponurym milczeniu dalej. Zaskoczył ją, przysuwając się do niej tak, że niemal stykali się kolanami.

– Ja też nie lubię tego miejsca – wyznał cicho – dlatego nie utrudniaj tego i jak najszybciej się stąd wynieśmy – poprosił.

Skinęła głową. W tej chwili marzyła tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do domu.

 ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Neva nie wierzyła w to co widzi. Mijali coraz to biedniejsze wioski, dzieci po śniegu biegały na bosaka. Wszędzie dookoła unosił się smród. Wyraźnie widać było, że ludzie głodują. Na dodatek wszyscy wyglądali na przerażonych, uciekając jak najszybciej z drogi jeźdźcom. Matthew jechał zamyślony, nie zwracając uwagi na otoczenie.

– Wszędzie tak jest? – nie wytrzymała dziewczyna.

Spojrzał na nią zmieszany.

– Co masz na myśli? – spytał.

– Nędzę – odezwała się ostrzejszym tonem niż zamierzała, tylko jeszcze bardziej zirytowana i zniesmaczona faktem, że on tego nie widzi.

Wzruszył ramionami.

– Tak, właściwie tak, choć w mieście powinno być znacznie lepiej – powiedział obojętnie. – Nie martw się, gospoda, w której się zatrzymamy jest całkiem przyzwoita.

Idiota! Czy on myślał, że o to jej właśnie chodzi?! Zagryzła zęby z trudem powstrzymując się przed warknięciem.

– Dlaczego nikt nic z tym nie zrobi? – spytała siląc się na spokój.

– Zima nigdy się nie kończy, nie ma plonów, a ponieważ nad krajem wisi widmo wojny, wymiana handlowa jest bardzo utrudniona. Północne Ziemie to kraina wojowników, a jedyne co produkujemy, to broń. Zawsze wymienialiśmy odpowiednią jej ilość na inne produkty. Teraz jest to niemożliwe. Gdyby nie taka sytuacja – wyjaśnił ponuro – walczylibyśmy również z sabatem. – Uśmiechnął się krzywo. – I istnieje duże prawdopodobieństwo, że byśmy wygrali.

Zanim dotarli do gospody zauważyła w Matthew wyraźną zmianę. Jego czekoladowe oczy znów zadziwiały ją swoim chłodem. Na jego twarzy, w jego pozie, malowały się okrucieństwo i arogancja. Fizycznie się nie zmienił, a jednak, podczas jazdy, stał się kimś zupełnie innym, obcym. Kiedy zatrzymali się przed gospodą, zapanowało tam wielkie poruszenie. Matthew zeskoczył z konia, podając wodze kłaniającemu się do samej ziemi stajennemu. Gdy tylko Neva stanęła obok chłopaka, ten gestem zaprosił ją do środka. Weszli do pełnej drewnianych stołów sali. W dużym palenisku wesoło buzował ogień. Ktoś od razu zabrał ich płaszcze. Wszelkie rozmowy natychmiast ucichły. Ludzie wstawali z miejsc, kłaniając się głęboko. Matthew ignorował ich obecność, tak samo jak krzątaninę służących. Wyraźnie zdenerwowany karczmarz zaprowadził ich do osobnego pomieszczenia. Usiedli przy długim, drewnianym stole, na wyłożonych futrami, solidnych ławach. Po chwili zaczęły pojawiać się przed nimi sery, owoce i wyszukane potrawy. Chłopak zachowywał się arogancko i zimno, a Neva czuła, że nie cierpi go jeszcze bardziej niż zwykle. Po kolacji weszli na górę. Zajęli kilka pokoi, które stanowiły w gospodzie apartament. Dziewczyna zdążyła już rozgrzać się i najeść, a teraz właściwie najbardziej chciała spać.

– Łaźnie są w piwnicach – oznajmił Matthew i na jej liście życzeń od razu pojawiła się również kąpiel. – Będą zamknięte specjalnie dla nas – dodał zachęcająco.

Teraz, kiedy byli sami, na jego twarz powrócił drwiący uśmiech, a z oczu zniknął chłód. Znów czuła, że jest osobą, z którą może kłócić się i droczyć bez żadnych konsekwencji. Nie był żadnym wyniosłym szlachcicem, ani tym bardziej zimnokrwistym mordercą. W piwnicach nie stały wanny, ale raczej trzy niezbyt duże baseny z wodą o różnej temperaturze. Woda była krystalicznie czysta, a w powietrzu unosił się przyjemny, lawendowy zapach. Neva z przyjemnością, powoli, zaczęła zanurzać się w jednym z nich.

– Hej! – krzyknęła, czując na odsłoniętych plecach zimne krople.

Na brzegu stał Matthew, śmiał się z niej. Spróbowała go ochlapać, ale on zwinnie wsunął się do wody.

– Przyjemny widok – oznajmił, stając tuż obok.

Mimowolnie poczuła jak płoną jej policzki. Biała, bieliźniana koszulka, którą miała na sobie, wilgotna przylegała do ciała, właściwie więcej odsłaniając niż zakrywając. Spróbowała ukryć się za falą czarnych, już nieco wilgotnych włosów.

– Nagle się mnie wstydzisz? – ciągle był rozbawiony. – Interesujące.

Czuła, że powinna na niego warknąć, nie zrobiła tego jednak. Stała w wodzie, wpatrując się jak urzeczona w białe, cienkie blizny, zdobiące jego ciało. Na jego rękach tym razem nie było widać żadnych tatuaży. Przysunął się jeszcze bliżej. Poczuła jak przeszywa ją przyjemny dreszcz. Czymś chłodnym dotknął jej skóry, miało przyjemny zapach. Gąbka, mydło… co on robi? Oprzytomniała.

– Sama potrafię się umyć! – syknęła, sięgając, żeby zabrać mu z ręki kawałek miękkiej, białej tkaniny.

Schował gąbkę za plecami.

– Nie wątpię – uśmiechał się tak jak wtedy, gdy zabrał ją na bal.

Poddała się. Była zbyt zmęczona by walczyć z czymś, na co miała ochotę, nawet jeżeli to tylko skutek działania czarów. Posadził ją sobie na kolanach, zanurzając się razem z dziewczyną w ciepłej wodzie. Przymknęła oczy, starając się nie myśleć o niczym innym niż jego silne ramiona.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Matthew opuścił łaźnię pierwszy, nie potrzebował tyle czasu co ona, żeby się ubrać. Dalej była lekko oszołomiona ich bliskością. Szła lekko tylko oświetlonym korytarzem, zastanawiając się jak ma się zachować. Czuła, że jest w nim zakochana, pragnęła go, a jednocześnie wiedziała, że jest to tylko skutek magii sabatu. Przypomniała sobie zazdrością, którą czuła o Davida. Udało jej się przełamać tamto zaklęcie, więc i to się uda. Matthew irytował ją, momentami go nienawidziła i z całych sił miała zamiar się tego trzymać, tylko czemu było jej tak ciężko? Przystanęła. Przed otwartymi drzwiami ich apartamentu ktoś był. Schowała się w cieniu schodów, obserwując. To był impuls. Wiedziała, że nawet jeżeli przejdą obok, to jej nie zauważą. Stali tam karczmarz i dwie kobiety! Właściwie młode dziewczyny. Nie byłoby to niczym dziwnym, gdyby nie fakt, że nie miały na sobie ubrań. Neva wpatrywała się zaskoczona. Chłodny wzrok Matthew oceniał nagie dziewczęta. Obie były całkiem ładne. Stały, z lekko zaczerwienionymi policzkami, spuszczając wzrok. Jedna mogła mieć może z szesnaście lat i była szczupła, jeszcze tą dziecięcą chudością, w drugiej Neva ujrzała swoją rówieśnicę, o wąskiej talii, ale szerokich biodrach i bujnych piersiach. Zdała sobie sprawę, że z trudem oddycha. Zrobiło się jej niedobrze. Zazdrość, bezsensowna i źle ulokowana paliła ją żywym ogniem. Mimo to, nie potrafiła jej od siebie odgonić, jak udało jej się to w przypadku Davida i Loren. Czy Matthew zawsze tak robił? Czy on sobie ich zażyczył? Czy może karczmarz przyprowadził je by dogodzić we wszystkich zachciankach ważnego gościa?

– Czy zamierzasz je wypróbować osobiście, panie? – spytał mężczyzna, głęboko się kłaniając.

Usłyszawszy te słowa, Neva chciała uciec, nieważne dokąd, byle dalej stąd, od tego koszmaru. Matthew jednak przecząco pokręcił głową. Zobaczyła jego spojrzenie i obok zazdrości pojawiła się wściekłość. On na nie patrzył, jakby oglądał bydło na targu! Chłodno i bez śladu pożądania.

– Starsza się nada – oznajmił bezbarwnym głosem – możesz ja wysłać do zamku. Z młodszej nie będzie żadnego pożytku. Od razu możesz odesłać ją do roli służącej, chyba, że uda ci się wydać ją szybko za mąż – w jego głosie była okrutna kpina.

Karczmarz skinął na nie i dziewczęta odeszły. Kiedy ją mijały, Neva zobaczyła, że po policzkach młodszej spływają łzy.

– Dziękuję, panie – mężczyzna skłonił się przed Matthew i również odszedł.

Dopiero wtedy Neva ośmieliła się wyjść z ukrycia.

– Co to było? – spytała wchodząc do pokoju.

– Chciał, żebym ocenił czy nadają się do służby na zamku – wyjaśnił chłodno.

Znowu wyniosłość, arogancja. Jakby należał do dwóch różnych światów. Stanęła przy oknie, wyglądając na śnieżny krajobraz.

– Często to robisz? – spytała nie potrafiąc powstrzymać się od zadania pytania.

– Zdarza się – odpowiedział bezbarwnie. – Ludzie często starają się pozbyć swoich córek.

– I zawsze proponują ci ich – przez chwilę szukała odpowiedniego słowa – usługi?

Stanął za nią. Czuła jego bliskość, ale nie odwróciła się od okna.

– Zawsze – odpowiedział zdawkowo.

– Często z nich korzystasz? – zapytała, czując jak pod powiekami palą ją z trudem powstrzymywane łzy.

– Dlaczego uważasz, że to twoja sprawa? – odpowiedział pytaniem, na pytanie.

Objął ją w pasie. Poczuła oplatające ją, silne ramiona. Przez chwilę opierała się plecami o jego tors. Było jej tak cudownie, ale ten ból… on był nie do zniesienia!

– Masz rację – odparła najchłodniejszym tonem, na jaki potrafiła się zdobyć – nie moja.

Wywinęła się z jego objęć, a potem wyszła z pokoju, starając się ze wszystkich sił, by nie trzasnąć ze złości i rozpaczy drzwiami. Dopiero kiedy znalazła się w swoim pokoju, pozwoliła, by po jej policzkach spłynęły łzy. Ogarnęła ją pustka i beznadzieja i nie chciały odejść, jak bardzo nie próbowałaby sobie wmówić, że to co czuje jest jedynie działaniem magii. Płakała przez kilka godzin, aż w końcu, tuż przed świtem, usnęła zmęczona własnym łkaniem.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Myślała o domu, a właściwie starała się myśleć o wszystkim innym, byle tylko nie o nim. Matthew znów zachowywał się wyniośle i arogancko, a ona starała się go po prostu ignorować, jak trudne by to nie było. Teraz przynajmniej była pewna jednego – nienawidziła go ze wszystkich sił. Kiedy po trzech dniach drogi dotarli na zamek, wcale nie było jej lżej. Cierpiała patrząc na panującą w tym kraju biedę, bolało ją jeszcze bardziej to, że nie jest w stanie nic na to poradzić. Najgorsi jednak byli opływający w dostatek wielmoże. Po drodze zatrzymywali się w dwóch rezydencjach i w żadnej z nich niczego nie brakowało, a dosłownie tuż pod strzeżoną przez kilku gwardzistów bramą z zimna i głodu umierali ludzie. Humor poprawił się jej odrobinę dopiero, gdy zobaczyła Ranona. Odetchnęła z ulgą. Chłopak był cały i zdrowy, a to więcej niż oczekiwała. Matthew zaraz po dotarciu na miejsce zostawił ją samą, wszyscy jednak najwyraźniej wiedzieli kim jest. Służba zaprowadziła ją do gościnnych komnat. Kiedy tylko zostawili ją samą, natychmiast udała się znaleźć Ranona. Proste, brązowe włosy, ubiór pozbawiony niepotrzebnych ekstrawagancji, szczupła sylwetka to wszystko wydało jej się tak znajome, że poczuła jak po jej wnętrzu rozlewa się przyjemne ciepło. Impulsywnie rzuciła mu się na szyję. Przytulił ją do siebie wyraźnie zmieszany.

– Przykro mi – odezwała się cicho – nie wiedziałam co zaplanował.

Chłopak uśmiechnął się gorzko.

– Nie przejmuj się, rok służby to niska cena za życie brata – odpowiedział miękko.

Przez kilka dni pobytu w zamku Neva właściwie nie widywała Matthew, za to bez przerwy towarzyszył jej Ranon. Bez trudu przełamał wszystkie konwenanse i zachowywał się jak ktoś z jej świata. W krótkim czasie jego obecność stała się tak naturalna, że była jak powietrze. Łączyła ich również wspólna niechęć do okrutnego, pełnego w ich oczach barbarzyńskich zwyczajów kraju. Dziewczyna w dalszym ciągu marzyła tylko o tym, żeby wrócić do domu. Teraz jednak przynajmniej, kiedy miała przyjaciela, wreszcie nie czuła się taka samotna.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Neva roześmiała się wesoło. Tak bardzo cieszyła się z tego, że chłopak zaczął się z nią przekomarzać! Nie traktował jej już jakby była jakąś księżniczką. Rozmawiali jak przyjaciele, a dzięki temu przynajmniej potrafiła czasami zapomnieć o Matthew. Ranon posuwał się coraz dalej. Już nie dziwił go zaistniały między nimi kontakt fizyczny, wydawał się rozumieć fakt, że dziewczyna czasami po prostu potrzebuje, żeby ją przytulić, a trzymanie w ramionach Nevy i jemu sprawiało niekłamaną przyjemność. Teraz jednak było inaczej. Poczuła jakieś dziwne napięcie. Żartowali, a teraz on przysunął się do niej. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Pocałował ją, a ona mechanicznie, bez zastanowienia odwzajemniła jego pocałunek. Przyciągnął ją do siebie, mrucząc z zadowolenia. Dostrzegła kątem oka cień, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Matthew odciągnął od niej Ranona, uderzył go z taką siłą, że chłopak upadł na podłogę. Czekoladowe oczy płonęły furią. Co on tu w ogóle robił? Ranon podniósł się z podłogi. Matthew chciał go znowu uderzyć, ale chwyciła jego rękę. Wściekłe spojrzenie przeniosło się na nią.

„Nie może mi zrobić krzywdy” powtarzała sobie w duchu, instynktownie czując, że to nie do końca prawda.

– Wynoś się! Natychmiast! – syknął Matthew do chłopaka.

Ranon popatrzył niepewnie na Nevę. W jego oczach zobaczyła strach. Wiedziała, że boi się o nią. Swój los uważał za przesądzony.

– Ranon, wyjdź – odezwała się cicho, błagalnie.

Jego wargi zmieniły się w wąską linię, pięści zaciskał tak, że aż pobielały mu kłykcie, skłonił się jednak i posłuchał. Była przekonana, że Matthew na nią nawrzeszczy, powie co o niej myśli, może uderzy… ale tego co zrobił nie spodziewała się w najgorszych koszmarach. Z całej siły pchnął ją na łóżko. Bez słowa. Wściekłość w jego czekoladowych oczach przerażała. Leżała na plecach, bojąc się poruszyć. Podszedł do niej. Poczuła jak rozrywa materiał skrojonej na średniowieczną modę sukni. Nie, on nie mógł…

– Matthew… – szepnęła coraz bardziej przerażona.

– Zamknij się – warknął.

Spróbowała się odsunąć, ale ją przytrzymał. Do końca zdarł z niej suknię. Leżała naga, w strzępach ubrania, a po policzkach spływały jej łzy. Jego dłoń znalazła się na jej brzuchu, kolanem rozsuwał jej nogi. Poczuła na ustach jego wargi. Pocałunek był mocny, niemal brutalny. Nie zamierzała poddać się bez walki. Spróbowała go kopnąć. Przytrzymał jej nogę, naciskając na nią kolanem. Wyciągnęła rękę i drapnęła go w twarz. Próbowała się wyrwać. Bezskutecznie. Odwrócił ją na brzuch, żeby nie mogła go ugryźć. Boleśnie wykręcał do tyłu jej ręce. Zdała sobie sprawę, że nie da rady się wyrwać. Zaczęła histerycznie szlochać, to były łzy pełne bezradnej złości. Nie mogła krzyczeć, bała się, że gdyby zaczęła, usłyszałby ją Ranon i próbował jej pomóc… a próbę walki z Matthew zapewne przypłaciłby życiem.

– Nienawidzę cię, dupku! – syknęła

Roześmiał się. W jego śmiechu nie było ani odrobiny wesołości. Puścił ją i wstał. Natychmiast okryła się leżącą na łóżku narzutą. Zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie wydała właśnie na Ranona wyrok śmierci. Matthew ruszył w kierunku drzwi. Gwałtownie wstała. Odrzuciła materiał, odsłaniając nagie ciało. Spojrzał na nią zaskoczony.

– Zrób ze mną co zechcesz – wypowiedziała twardo słowa, które z trudem przechodziły jej przez gardło – tylko daruj mu życie.

Z jego oczu zniknął gniew. Pojawiły się tam ból i nienawiść. Potem jego twarz stała się bezwyrazową maską.

– Nie potrzebuję cię do tego – oznajmił miękko, aksamitnym głosem. – Jest wiele innych, ładniejszych i znacznie bardziej chętnych niż ty.

– Więc co to było? – spytała z trudem panując nad oddechem.

W kącikach jego ust zagościł pełen drwiny, ironiczny uśmieszek.

– Chciałem cię ukarać. To wszystko. I możesz być pewna, że jeszcze nie skończyłem – oznajmił znikając za drzwiami.

Dopiero wtedy Neva pozwoliła sobie na kolejną falę łez. Jego zachowanie ją raniło, słowa bolały i mimo, że czuła do niego nienawiść, to jednocześnie nie mogła mu wybaczyć, że tak jest. Bezsilnie opadła na miękki dywan. Nie mogła uwierzyć – nie chciała wierzyć – w to, jaki on naprawdę jest.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Drżała. Trzymał jej ramię z taką siłą, że czuła iż pojawią się na nim siniaki. Krzyki przywiązanego do pręgierza Ranona wżynały się w jej umysł. Ukarał go i kazał jej na to patrzeć. Bili go tak długo, aż chłopak z bólu stracił przytomność.

– Zostawcie go tam! – rozkazał Matthew, kiedy skończyli.

Neva z całej siły starała się powstrzymać łzy. Nie da mu tej satysfakcji! Zaprowadził ją do jej komnaty i tam zostawił. Przez chwilę stała nieruchomo, próbując złapać oddech. To nie mogło się dziać naprawdę! Kiedy była pewna, że odszedł, po cichu wyszła z pokoju, by chwilę potem zbiegać schodami dla służby na dziedziniec zamku. Ranon odzyskał przytomność. Całe jego plecy pokryte były krwią. Oddychał płytko i chrapliwie.

– Ranon – szepnęła, podbiegając do niego.

– Idź stąd – odezwał się błagalnie.

– Ja przepraszam, tak bardzo cię przepraszam – szukała odpowiednich słów – nigdy nie powinnam…

Uśmiechnął się blado.

– To nie twoja wina – westchnął – sam powinienem pomyśleć w co się pakuję. Sądziłem, że skoro on interesuje się księżniczką Fioną, to tak naprawdę nie zwraca na ciebie większej uwagi.

– Kim? – spytała Neva, czując jak mimo tego wszystkiego co się działo, jej serce podskakuje do gardła.

Czy dlatego spędzali tu tyle czasu? Przez jakąś dziewczynę? Z tego powodu nie zabrał jej jeszcze do domu? Ból i zazdrość mieszały się z nienawiścią i żalem. Ranon skrzywił się jeszcze bardziej. Przymknął oczy.

– Proszę cię, odejdź stąd.

Było już jednak za późno. Podeszła do nich odziana w skórzany strój dziewczyna. Przy pasie nosiła długi bat. Brązowe włosy splecione miała na karku w luźny warkocz.

– Co tu robisz?! – warknęła.

– Nie twoja sprawa – natychmiast odgryzła się Neva.

Dziewczyna zmrużyła karmelowe oczy, w których malowała się wściekłość.

– Jak śmiesz się w ten sposób do mnie zwracać?!

Wyciągnęła bat. Neva cofnęła się podświadomie. Mimowolnie odetchnęła z ulga, kiedy na placu pojawił się Matthew. Poniewczasie zdała sobie sprawę, że chłopak nie zamierza jej bronić. Objął dziewczynę w skórzanym stroju ramieniem. Była naprawdę wysoka, musiała mieć z metr osiemdziesiąt, ponieważ głową sięgała mu odrobinę za ramię.

– Kazałem ci zostać w komnacie! – warknął do Nevy.

Twarz dziewczyny natychmiast skamieniała. Pojawiła się na niej czysta nienawiść. Szybko jednak udało jej się ukryć uczucia.

– Och, wiec to jest ta twoja czarownica? – zamruczała do Matthew niczym kotka. – Nic dziwnego, że nie zna dobrych manier.

Dziewczyna stała lekko oszołomiona. Nawet dziecko zauważyłoby co jest grane. Tu nawet nie chodziło o zazdrość. Jak ona miała się w takiej sytuacji dostać do domu? Czekoladowe oczy z chłodem odwróciły się w kierunku Nevy.

– To jej wysokość księżniczka Fiona – przedstawił zimnym tonem – i tak masz się do niej zwracać. Zrozumiałaś?

Neva odwróciła się z zamiarem ucieczki. Nie miała zamiaru płaszczyć się przed tą dziewuchą! Brutalnie chwycił ją za ramię, nie pozwalając odejść. Spojrzał w jej przerażone oczy.

– Zrozumiałaś?! – powtórzył ostrzej.

Niechętnie skinęła głową. Dopiero wtedy ją puścił. Uciekła, odprowadzana pełnym satysfakcji spojrzeniem towarzyszki Matthew.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Neva już od kilku godzin zwiedzała zamek. Wreszcie znalazła to czego chciała. Wieża. Zamknięta. Strzeżona przez kilku strażników. Brama po prostu nie mogła być nigdzie indziej! Musiała uciec i nie mogła zostawić w tym horrorze Ranona! Na pomoc Matthew nie miała co liczyć. Dla niego to była okazja – on chciał w tym miejscu zostać. Przez trzy doby Ranona trawiła gorączka. Dopiero tego ranka chłopakowi udało się wstać o własnych siłach. Spojrzał na nią jak na wariatkę, kiedy przedstawiła mu swój plan. Skrzywił się.

– Więc proponujesz mi pewną śmierć? – zapytał.

Niechętnie skinęła głową.

– Śmierć, albo wolność, jeżeli mam rację – odpowiedziała nie patrząc na niego.

Przez chwilę wpatrywał się w nią obojętnie.

– Twój świat jest aż taki wspaniały? – spytał wreszcie.

Uśmiechnęła się promiennie.

– O niebo lepszy od tego.

W jednej chwili przyciągnął ją do siebie. Ponownie pocałował. Tym razem nikt im nie przerywał.

– Nie ważne – szepnął. – Dla ciebie jestem gotowy nawet umrzeć.

Wieczorem znaleźli się pod wieżą. Ich plan był prosty. Portal lub śmierć. Neva pocieszała się myślą, że jeżeli umrze, to Sabat nie daruje tego Matthew. W tym momencie to była dla niej jedyna dobra strona tego koszmaru. Wyszkolony w walce Ranon bez trudu poradził sobie z dwójką pilnujących drzwi strażników. Wiedzieli, że w środku będzie gorzej – jeżeli się nie pomylili i miejsce było właściwe, tam czekała na nich magia. Chciała iść przodem, ale jej nie pozwolił. Pchnął ciężkie, dębowe drzwi zaglądając do pustego, okrągłego, oświetlonego dziwną poświatą pomieszczenia, a potem niechętnie wszedł do środka. Neva weszła za nim.

– Co teraz? – spytał kryjąc niepokój.

W konacie nic nie było. Obeszli ją kilka razy dookoła, ale niczego nie znaleźli. Więc jednak się pomyliła… ale to nie możliwe! Przecież to czuła! Zamknęła oczy i już wiedziała gdzie iść.

– Zaufaj mi – poprosiła.

Wzięła go za rękę i pociągnęła za sobą po niewidzialnych schodach w górę. Czuła jak chłopak się waha, kiedy zrobiła pierwszy krok w powietrzu.

– Zamknij oczy – szepnęła.

Najwyraźniej posłuchał, bo trochę pewniej zaczął iść za nią. Po kwadransie tej dziwnej wędrówki znaleźli się na ostatnim piętrze. Neva nie puszczała ręki chłopaka. Zauważyła niebieską poświatę. To musiało być to! On też ją widział.

– Pójdę pierwszy – mruknął.

Niechętnie na to przystała. Zrobił zaledwie kilka kroków w stronę poświaty, nim upadł na podłogę. Wyglądało na to, że nie może złapać tchu.

– Ranon! – krzyknęła, instynktownie podbiegając do chłopaka.

To był błąd. Ból powalił ją na kamienną posadzkę. Świat zaczął szarzeć. Poczuła mdłości. Coś rozrywało jej ciało. Nie była w stanie się ruszyć. Była przekonana, że umiera.

– Przeklęta idiotka! – usłyszała nad sobą czyjś głos.

Ujrzała rozmazaną sylwetkę. Matthew wziął ją na ręce. Zaskoczona zdała sobie sprawę, że niesie ją w kierunku światła, a nie ku schodom.

– Ranon – powiedziała cicho, a jego imię było błaganiem.

Skinął głową, ale nie odpowiedział. Odpłynęła w ciemność.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Ocknęła się w salonie białej willi, stojącej w sąsiedztwie jej domu. Leżała, a raczej półsiedziała, wtulona w ramiona Davida. Spojrzała w jego zaniepokojone, niebieskie oczy.

– Nic mi nie jest – uśmiechnęła się wiedząc, że martwi się o nią.

– Zamorduję go – stwierdził ponuro, nie przestając jej tulić do siebie.

Na jego twarzy jednak malowała się wyraźna ulga.

– Też mam na to ochotę – mruknęła.

Chwilę później w pokoju znikąd pojawił się Matthew i słaniający się na nogach Ranon. Neva zerwała się z kanapy. Zakręciło jej się w głowie i gdyby David jej nie złapał, zapewne by upadła. Posłusznie usiadła z powrotem.

– Zajmę się nim, jeżeli pozwolisz, dobrze?

Skinęła głową, a David objął Ranona w pasie i zabrał go na górę. Została sam na sam z Matthew i ani odrobinę jej się to nie podobało. Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez słowa, a potem on się od niej odwrócił. W pewnym momencie w pokoju rozbłysło niebieskie światło, a tuż po nim pojawiła się Fiona. Neva zaczęła w duchu przeklinać. Czy naprawdę musiał ją zabierać tutaj ze sobą?! Ta dziewczyna była ostatnią osobą, którą miała ochotę oglądać. Matthew wyglądał jednak na równie zdziwionego jej pojawieniem się, co ona. Karmelowe oczy płonęły nienawiścią. Ładną twarz dziewczyny oszpecił gniewny grymas. Podeszła do kanapy.

– Ty głupia wiedźmo, zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłaś?! – warknęła rozeźlona.

Fiona chwyciła ramię Nevy i szarpnęła dziewczyną. Ku zdumieniu ich obu, Matthew zareagował natychmiast. Uderzył Fionę z taką siłą, że upadła, plecami uderzając o niską, stojącą przy kawowym stoliku pufę. Stanął zasłaniając sobą Nevę.

– Jeżeli jeszcze raz jej dotkniesz, ty zimna suko, to połamię ci ręce! – warknął.

Dziewczyna patrzyła niedowierzająco.

– Ale przecież… – zaczęła patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.

– Nie mam pojęcia, czemu tu przyszłaś, ale zasady się zmieniły – odezwał się chłodno, odwracając się do niej tyłem i wyprowadzając Nevę z pokoju.

Dziewczyna była zbyt oszołomiona, żeby zaprotestować. Co mu się nagle stało? Wyszarpnęła się dopiero, kiedy zaprowadził ją do swojego pokoju. Podniosła wzrok, by zobaczyć udrękę w jego czekoladowych oczach.

– Mogłaś zginąć – powiedział cicho, oskarżycielsko.

Prychnęła niczym kotka.

– Wtedy byłbyś szczęśliwy – stwierdziła, jednak nie była tego aż tak pewna, jak jeszcze przed chwilą.

Nie odpowiedział, ale widziała, jak mocno zaciska pięści.

– Powinnaś się przespać – stwierdził, a potem zostawił ją samą w pokoju.

Neva miała ochotę czymś rzucić w zamykające się za chłopakiem drzwi. Wiedziała jednak, że w jednym miał rację. Po tym co zrobiła z nią magia, najbardziej na świecie potrzebowała teraz snu. Zwinęła się w kłębek na jego łóżku i nakryła kołdrą. Upragniony odpoczynek jednak nie chciał nadejść. Chwilę później pojawił się David. Położył się koło niej, a ona ufnie wtuliła się w chłopaka.

– Co z Ranonem? – zapytała.

– Nic mu nie jest, śpi – odpowiedział uspakajająco. – Rozmawiałem z Matthew – spojrzał na nią z prośbą – myślę, że powinnaś mu trochę odpuścić.

Zamrugała niedowierzająco.

– Ja?! Jemu?! To on w stosunku do mnie zachowywał się jak dupek! On jest sadystycznym draniem! – zabrakło jej słów, żeby wyrazić to co myślała, wiedziała jednak, że David i tak to usłyszał.

– Wcale nie – przyciągnął ją do siebie bliżej. – Próbował cię chronić… na swój sposób – wyjaśnił ponuro. – Jego świat wygląda inaczej niż nasze.

– Żartujesz, prawda? – spytała retorycznie. – Nikt w życiu mnie tak nie skrzywdził, jak udało się to jemu – oznajmiła. – Ma tutaj swoją księżniczkę Fionę, więc niech trzyma się ode mnie z daleka.

David westchnął, ale nie skomentował. Przytulił Nevę, która z ulga schowała się w jego ramionach, by wreszcie móc zapaść w spokojny sen, którego tak bardzo teraz potrzebowała.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Pamiętała, że obudził ją jakiś hałas. Otworzyła oczy. Był już ranek. Przez okno wpadało słoneczne światło. Zobaczyła Matthew. Stał w samych spodniach przed otwartą szafą. No tak… przecież to jego sypialnia! Nagle z jej ust wydobyło się ciche westchnienie. Jego plecy, na których do tej pory układał się wzór z białych, cienkich blizn, teraz poznaczone były nowymi, świeżymi ranami. Na ramionach, układając się w kierunku łopatek, pojawiły się nowe tatuaże – zawiłe symbole. Usłyszał ją, odwrócił się do niej.

– Dzień dobry – mruknął ponuro.

– Kto ci to zrobił? – zapytała mimowolnie.

Brązowe oczy spojrzały na nią poważnie, ale w kącikach ust pojawił się drwiący uśmiech.

– Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? – spytał obojętnie.

Neva poczuła, że znów zaczyna być na niego wściekła. Odwrócił się i chciał wyjść.

– Co się stało? – zapytała zatrzymując go w miejscu. – Erotyczne zabawy z twoją dziewczyną?

Dopiero kiedy wypowiedziała te słowa, zdała sobie sprawę, jak okrutnie brzmią. Tym razem w czekoladowych oczach również pojawiła się wściekłość. W jednej chwili znalazł się przy niej. Jęknęła, kiedy mocno chwycił ją za nadgarstki. Przyciągnął ja do siebie, zmuszając, żeby patrzyła mu w oczy.

– Fiona nic dla mnie nie znaczy, nie sypiam z nią – warknął.

– Wyglądało to trochę inaczej – odpowiedziała mu z przekąsem.

– Nawet przez tydzień nie byłaś mi w stanie zaufać! – syknął na nią.

Roześmiała się gorzko.

– Zaufać?! Tobie? Jesteś potworem! – oznajmiła z premedytacją.

Zauważyła, że z trudem nad sobą panuje, hamując własną wściekłość.

– Zrobiłem co musiałem i zrobiłbym znacznie więcej, żeby cię chronić – odpowiedział.

Neva zamrugała. Nie tego się spodziewała.

– Chronić? Dla mnie to wyglądało na coś zupełnie innego, ale proszę, chętnie poznam twoją wersję wydarzeń – oznajmiła nie spuszczając wzroku z jego twarzy.

Tym razem to on przestał na nią patrzeć. Puścił dziewczynę, która natychmiast się od niego odsunęła.

– Przepraszam – powiedział ponuro. – Musieli uwierzyć w to, że cię nienawidzę. To było konieczne. Inaczej chcieliby cię skrzywdzić, tylko po to, żeby mnie zranić.

Blizny na jego plecach, ból w oczach, przymus, który wyczuwała w jego ruchach i zachowaniu. Pełna arogancji maska. To wiele by tłumaczyło. Nie wierzyła.

– Więc czemu mnie po prostu stamtąd nie zabrałeś? – spytała.

– To nie takie proste. Nie puściliby nas ot tak, a jak wiesz, ja nie mogę używać magii, żeby się im przeciwstawić. Musiałem czekać. Nie sądziłem, że wpadniesz na pomysł, żeby uciec sama… mogłaś zginąć – jego ostatnie słowa były ciche niczym szept.

– A Fiona? – nie potrafiła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.

Wzruszył ramionami.

– Zawsze mnie lubiła – przyznał. – To po prostu kolejna rzecz, która odciągnęła ich uwagę od ciebie. Stałaś się nieważna, a nawet więcej. Byłaś czymś, co mnie dręczy. Sadrick był zadowolony. Nie sądziłem, że ona za mną pójdzie… – dodał po chwili.

– Kim jest Sadrick? – spytała.

Uśmiechnął się krzywo.

– Zapominam, że przez cały ten czas żyłaś w innym świecie. To Władca Północnych Ziem – wyjaśnił.

– Twój przybrany ojciec?

Skrzywił się, ale przytaknął.

– Można tak powiedzieć.

Nie rozumiała. Miała w głowie tylko większy mętlik. Jakkolwiek dziwne nie byłoby to co mówił, musiała przyznać, że przyniosło jej ulgę. Wreszcie przestało ją skręcać w środku. Opadła z powrotem na łóżko. Kim do cholery był Matthew?

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

W przeciągu kilku dni jej życie znów się uporządkowało. Zaczęła znowu chodzić do szkoły i przygotowywać się do egzaminów na uniwersytet. Większość czasu spędzała z Loren, Davidem i Ranonem. Właściwie nawet umawiali się na coś, co przypominało podwójne randki. Dzięki pomocy Davida, Ranon szybko przystosował się do nowego świata. Matthew unikał jej jak tylko mógł, zresztą tak jak wszystkich innych. Fiona chodziła wściekła jak osa i złorzeczyła na swoją sytuację. Przy każdej możliwej sposobności szukała też konfrontacji z Nevą.

– On jest mój – zawarczała, popychając dziewczynę na ścianę, kiedy przyszła rano po Davida. – Zabiję cię, jeżeli go dotkniesz! – oświadczyła lodowatym tonem.

To był jej świat. Neva nie miała zamiaru dać się zastraszyć. Z pokoju wyszedł zaspany Ranon, przecierając oczy.

– Coś się stało? – spytał zaniepokojony, widząc dwie patrzące na siebie z nienawiścią dziewczyny.

Neva przecząco pokręciła głową. Odsunęła się od kipiącej złością brunetki.

– A bierz go sobie – odpowiedziała drwiąco, podchodząc do Ranona i na pokaz całując chłopaka na dzień dobry. – Tylko wiesz co? Chyba nie jest zainteresowany, bo jakoś go tu dawno nie widziałam – odpowiedziała grając rozbawienie. Wśliznęła się chłopakowi pod ramię, mając nadzieję, że choć trochę zmniejszy to furię tamtej. – Poza tym ja jestem już zajęta.

Fiona jeszcze raz obrzuciła przytuloną parę wściekłym spojrzeniem, a potem dumnie wymaszerowała z pokoju. Ranon spojrzał pytająco na Nevę.

– Przepraszam – mruknęła zawstydzona. – Chcę tylko, żeby się ode mnie odczepiła.

Chłopak obdarzył ją ciepłym uśmiechem. Skłonił się dwornie.

– Do usług – odpowiedział rozbawiony.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Ostatni dzień szkoły. Lato. Wakacje. Neva nie miała pojęcia, jak potem będzie wyglądało jej życie, ale cieszyła się tym co ma. Siedziała na kocu pod drzewem, cierpliwie czekając na przyjaciółkę. Zaskoczona podniosła głowę, gdy zamiast Loren pojawił się David. Wyglądał na zaniepokojonego.

– Coś się stało? – spytała nieufnie.

– Sabat chce nas widzieć – wyjaśnił ponuro. Usiadł obok dziewczyny na kocu. – Musimy zaczekać aż pojawi się Matthew.

– Nie widziałam go od przynajmniej tygodnia – przyznała.

– To nie znaczy, że on nie widział ciebie – roześmiał się David.

– Co masz na myśli?

Chłopak wzruszył ramionami.

– Przez lata pilnował cię z ukrycia i nigdy go nie widziałaś.

Nevie zakręciło się w głowie od tej rewelacji, która do tej pory była dla niej jedynie cichym, niedopuszczanym do świadomości pomrukiem.

– Chcesz powiedzieć, że mnie szpiegował? – zapytała zirytowana.

David przecząco pokręcił głową, przeczesując palcami jasne włosy.

– Nie. Raczej użyłbym słowa opiekował się tobą. Nie mógł dopuścić, żeby coś ci się stało.

Dziewczyna skrzywiła się mimowolnie. Jak na jej gust, to w dalszym ciągu było szpiegowanie, jak ładnie by tego nie nazwać, a mimo to gdzieś w środku na samą myśl, że on już wtedy był częścią jej życia, rozlało się w niej przyjemne ciepło. David miał rację. Matthew pojawił się jakiś kwadrans później. Miał nieodgadniony, obojętny wyraz twarzy. We trójkę poszli do parku, skąd tak po prostu, jakby spacerowali alejkami z jednej części ogrodu, do drugiej, przenieśli się do znienawidzonego przez Nevę świata.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Dziewczyna nie wierzyła w to co słyszy. Znajdowała się w wielkiej, wyłożonej marmurem sali. Stała przed Radą czarownic, odziana w piękną, ciemnozieloną suknię, a u jej boku znajdował się David. Niemal fizycznie wyczuwała jego zdenerwowanie. Przynajmniej miała pewność, że to co mówiły, było rewelacją również dla niego. Układ był nieważny, a oni mieli się pobrać. Za tydzień.

– Dziewczyna w dalszym ciągu jest dziewicą – oznajmiła chłodno jedna z odzianych na czarno kobiet. – Usiłowali nas oszukać.

Neva nie miała pojęcia, skąd ona mogła to wiedzieć. Nie zamierzała być ich marionetką, ale nie miała pojęcia, co może zrobić. Inna, o niezdradzającej wieku twarzy skinęła głową.

– Dzisiejszej nocy to naprawimy. Dopilnujcie, by książę Matthew dostał odpowiednią dawkę ziół – zamruczała. – Na tyle, żeby nie mógł się w żaden sposób oprzeć dziewczynie.

Zamrugała niedowierzająco. Kim były te kobiety? Twarze bez wyrazu i śladu wieku. Czarne szaty i naciągnięte na twarze kaptury. Chłodne głosy, a w nich okrucieństwo. Co one zrobiły Matthew? Chciała powiedzieć, co o nich sądzi, ale poczuła na ramieniu rękę Davida. Chłopak spojrzał na nią błagalnie i niezauważalnie pokręcił głową. Skłonił się przed kobietami, a potem wyprowadził ją z komnaty.

– To koniec – powiedział cicho. – Wygrały.

– Chyba żartujesz?! – z całej siły starała się nie krzyczeć. – Godzisz się na ich warunki?

– Neva, mogło być dużo gorzej – wyszeptał. – To wcale nie jest zły układ. Wrócimy do twojego świata i po prostu będziemy żyć razem. Dadzą nam spokój.

Nie wierzyła w to co mówił.

– Davidzie, nie chcę być z tobą – oznajmiła poważnie, z trudem siląc się na to by zachować spokój. – A już na pewno nie zamierzam oddawać im mojego dziecka, jeżeli jakieś będę miała!

– Wiem – wyszeptał. – Neva, wiem. Czy będziesz się jednak z założonymi rękami przyglądała jak mordują twoją rodzinę? Bo ja nie zamierzam.

– One podały coś Matthew! Chcą, żeby mnie zgwałcił! – jęknęła.

David nie patrzył na nią. Unikał jej wzroku.

– Nie skrzywdzi cię – powiedział cicho.

Miała ochotę go walnąć! Więc tak po prostu na wszystko się godził? Tylko co niby miała zrobić. Bez słowa odwróciła się i odeszła sprawiającym wrażenie nieprzyjemnego, ciemnym, zimnym korytarzem.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Weszła do pokoju. Czuła się dziwnie, okryta jedynie cienkim, jedwabnym szlafrokiem. Nie pozwoliły jej zostać w ubraniu. To byłoby za mało prowokujące. Jak mantrę powtarzała sobie w myślach, że Matthew jej nie skrzywdzi. Tak bardzo chciała w to wierzyć! Strach ściskał jej gardło. Najgorsze jednak było to, że on już tam był. Siedział skulony pod ścianą. Drżał. Zaskoczona zrobiła krok w jego stronę.

– Nie podchodź do mnie – warknął, zasłaniając głowę rękami.

– Matthew… – szepnęła zrobiwszy kolejny krok.

– Nie podchodź! – rozkazał ostrzej. – Ledwo nad sobą panuję – dodał nieco ciszej.

Więc naprawdę podały mu narkotyki i były pewne, że po środkach pobudzających, on po prostu ją zgwałci. Podeszła jeszcze bliżej.

– Nie skrzywdzisz mnie – oznajmiła stanowczo.

Ciemne włosy niesfornie opadały mu na oczy. Podniósł na nią wzrok. Była w nim rozpacz i panika.

– Neva, nie wiem… – przyznał.

– Ale ja wiem! – przerwała mu wpół słowa. – Czegokolwiek ci nie podały, nie zrobisz mi krzywdy i wcale nie chodzi tu o żaden pieprzony rytuał – dodała.

Uśmiechnął się blado. W jego czekoladowych oczach pojawiła się jakaś dziwna iskierka. Wstał, a ona nie mogła nie zauważyć wypukłości rysującej się w jego spodniach. Widziała malującą się na jego twarzy udrękę. Wzięła go za rękę i zaprowadziła na przygotowane dla nich łóżko. Popchnęła go delikatnie, chcąc, żeby się położył.

– Nie kuś losu – westchnął błagalnie. – Jestem na skraju wytrzymałości.

– Dlatego myślę, jak mogę ci pomóc – odpowiedziała lekko się rumieniąc.

Opadł na poduszki. Jego oddech był bardzo przyspieszony. Położyła się obok. Nakryła ich kołdrą. Jej głowa znalazła się na ramieniu chłopaka. Przytulił ja do siebie mocno, jakby już nigdy nie chciał wypuszczać jej z objęć.

– Gdybym tylko mógł bez ograniczeń korzystać ze swojej magii – westchnął. – Sabat nie miałby nad nami żadnej władzy.

– Jak możesz ją odzyskać? – zainteresowała się dziewczyna.

– Nie mam pojęcia – przyznał nieszczęśliwy, a ona czuła jego drżenie. – Jeżeli w ogóle istnieje jakikolwiek sposób, oprócz czarownic znają go pewnie tylko smoki.

– Smoki – westchnęła. – Więc one istnieją naprawdę?

– Tak – wyszeptał rozmarzonym głosem.

– Opowiesz mi o nich? – poprosiła, wtulając się w niego jeszcze bardziej.

Uznała, że to dobry temat. W sam raz na odwrócenie jego uwagi. Poza tym była naprawdę ciekawa. W ten sposób spędzili resztę nocy. Ona słuchała, a on opowiadał.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

David wyglądał na zaskoczonego. Właściwie zaskoczony, to mało powiedziane. Był w szoku. Neva poczuła, że jego zdziwienie sprawia jej ból. Naprawdę zostawił ją tam, wiedząc co zrobi jej Matthew i nie dając żadnych szans na inny przebieg zdarzeń.

– Nie wierzę! – oznajmił. – Podały mu sirun, to cholernie silny środek. Nie jestem w stanie uwierzyć, że po nim do niczego między wami nie doszło! Jakim cudem on się opanował?

Matthew wszedł do pokoju i obrzucił przyjaciela złym wzrokiem. Musiał słyszeć przynajmniej ostatnie zdanie. Włosy miał mokre po porannym prysznicu, a na sobie jedynie spodnie. Od jego ramion przez dłonie znów wędrowały zawiłe tatuaże, tym razem jednak wyglądały tak, jakby chciały uwięzić wijące się od jego ramion aż do nadgarstków węże. Nie, nie węże – smoki, poprzedniej nocy pokazał jej czym były. To one były źródłem jego magii. Natomiast czarne wzory, symbole i runy, nakładały na nią ograniczenia. Tak samo zresztą jak ona sama i związany z nią rytuał. Matthew był więźniem magii i nie dziwiła się już czemu tak bardzo jej nienawidził. Na stwierdzenie Davida jedynie wzruszyła ramionami. Nikłe światełko nadziei, jak wybrnąć z tej sytuacji, paliło się tuż przed nią. Nie była tylko pewna czy będzie potrafiła tak bardzo mu zaufać. Jeśli jednak nie, to co z tego? Nawet jeżeli ją zabije, będzie to lepsze niż życie na łasce sabatu czarownic.

– Dziękuję – mruknęła przechodząc obok Matthew, na tyle cicho, żeby tylko on ją usłyszał.

Starannie ukrywała swoje myśli, wiedząc, że jeżeli David się zorientuje co planowała, będzie się starał ją powstrzymać. W końcu te plany dotyczyły również i jego. Nie zamierzała zostać jego żoną, ani za tydzień, ani nigdy. I jak niebezpieczny nie byłby jej pomysł, to zamierzała zrealizować go za wszelką cenę.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Ranon jęknął słysząc jej pytanie. Sprawiał wrażenie bardzo nieszczęśliwego. Neva usiadła przy nim, kładąc głowę na ramieniu chłopaka.

– Powiedz mi, masz jakiś pomysł? – spytała błagalnie. – To bardzo ważne.

– To samobójstwo – stwierdził zamiast odpowiedzieć.

– Ranon, proszę… to moja jedyna szansa, żeby uwolnić się od Sabatu.

– Jezioro – westchnął w końcu, po długiej chwili milczenia. – Musi mieć czarną i gładką powierzchnię. Nie znam tego świata, ale jeżeli tu są to i coś takiego musi być.

Neva zamrugała. Czy to mogło być aż tak proste?

– Czarny Staw? – spytała powątpiewająco. – To dwie godziny drogi samochodem.

Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Woda tam była zbyt zimna, żeby ktokolwiek próbował zamoczyć w niej choć nogi, a do tego oczywiście był to górski rezerwat… Idealne miejsce, żeby coś ukryć. Na przykład inny wymiar…

– Zawiozę cię – skapitulował już zupełnie – ale pod jednym warunkiem. Weźmiemy ze sobą Fionę.

– Co?!

Jego słowa wydały się jej najbardziej niedorzecznym ze wszystkich możliwych roszczeń. Uśmiechnął się, a ona wyczuła, że to odrobinę wredny uśmiech.

– Nie musisz jej lubić, ale ona umie walczyć i jest po naszej stronie. Zresztą wcale nie jest taka zła – stwierdził rozmarzony.

„Po naszej” było stwierdzeniem mocno na wyrost. Może była po stronie Ranona, ale Neva była przekonana, że z pewnością nie po jej stronie. Niechętnie jednak skinęła głową. Jeżeli tam umrze, to przynajmniej Fionie sprawi tym radość.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Wyruszyli następnego dnia przed wschodem słońca, tak, żeby o ich wyjeździe nie dowiedzieli się ani Matthew ani David. Po dwóch godzinach wspinali się już po stronnych, kamiennych stopniach, ku podnóżom gór. Wspinaczka zajęła im ponad czterdzieści minut. Nevę ogarnął strach, dopiero, kiedy dotarli nad brzeg stawu. Jego odmęty były czarne i nieprzejrzyste. Ranon i Fiona nie weszli nawet na plażę. Obserwowali ją z daleka, a ona była pewna, że sądzą iż chce popełnić samobójstwo. Powoli zdjęła buty. O świcie powietrze było chłodne mimo letniej pory. Nawet nie próbowała sobie wyobrażać, jak zimna będzie woda. W końcu postanowiła rozebrać się do samej bielizny. Powoli zaczęła zanurzać się w czarnej toni. Najpierw jej ciało przeszył lodowaty chłód, a potem zdała sobie sprawę, że jest odrętwiała i właściwie nie czuje już nic. Im głębiej wchodziła tym było gorzej. Z całej siły walczyła z gwałtowną potrzebą, żeby wyjść. Podniosła wzrok by podziwiać piękne, górujące nad stawem, ośnieżone na wysokości szczytów, góry. To na nich skupiła swoje myśli.

– Proszę, wpuśćcie mnie – szepnęła.

 W końcu zanurzyła się aż po szyję. Wtedy zanurkowała. Co jeśli pomyliła miejsca? Czy w ogóle ją wpuszczą? Natychmiast odgoniła wątpliwości. Musiała uwierzyć, że jest tu gdzie trzeba, a smoki uznają ją za gościa, a nie za intruza. Zaczynało jej brakować powietrza. W pewnym momencie dotknęła dna. Nie mogła oddychać. Już miała wypłynąć na powierzchnię, ale wydało się jej jednak aksamitne w dotyku, jakby było kurtyną. Naparła na nie odrobinę, by chwilę później przeniknąć przez zasłonę. Stała na czarnej skale. Bosa i przemoczona. Zadrżała z zimna. To był jakiś tunel. Oświetlała go dziwna, zielonkawa poświata.

„CZEGO TU SZUKASZ?!” rozległ się w jej umyślach gromki głos.

Jego siła była tak wielka, że upadła na kolana. Przenikał jej duszę, niszczył umysł.

„Nie, proszę” nie była pewna czy mówi to głośno, czy jedynie we własnej głowie. „Potrzebuję pomocy, potrzebuję was.”

Dotarł do niej śmiech, który prawie ją zabił. Czuła jakby zabijał ją milion razy, za każdym niemiłosiernie wskrzeszając od nowa. Skuliła się na skale. Zaczęła myśleć o Matthew. Przed oczami stanęły jej przedstawiające smoki tatuaże. Nie pomoże ani mu ani sobie. Urok, który rzuciły czarownice się nie przełamał. W dalszym ciągu czuła, jak bardzo go kocha. Smutno jej było, że nigdy więcej go nie zobaczy. Brakowało jej nawet tego drwiącego uśmiechu, którego tak bardzo nienawidziła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie ryzykowała dla siebie. Przyszła tu dla niego. Żeby przynajmniej on mógł odzyskać wolność. Niepotrzebnie i nadaremno. Śmiech ucichł.

„JESTEŚ DZIECKIEM CZARONIWC” oznajmił oskarżycielsko głos, tym razem jednak trochę ciszej.

Neva nie zaprotestowała. Z trudem ponownie łapała oddech. Nie miała pojęcia ile tak leżała, ale dla niej trwało to całą wieczność. W końcu wstała. Nie mogła już się wycofać. Za nią, tam gdzie wcześniej było dno jeziora, znajdowała się lita skała. Jedyną możliwością było ruszyć naprzód. Minęła zakręt, a potem kolejny i jeszcze jeden. Ciągnęły się w nieskończoność. To był istny labirynt, ona jednak starała się podążać za niezwykłą poświatą. W końcu dotarła do rozległej groty. Było w niej bardzo ciepło, wręcz parno. Dopiero teraz przestała drżeć. Z mroku wyłoniły się purpurowe ślepia. Ogromne. Zdziwiła się jednak, że tylko jedna para.

– Nie mieszkamy w stadach – usłyszała rozbawiony głos, nie była jednak pewna czy mówi w jej myślach czy w rzeczywistości. – W ludzkim języku zwą mnie Suriel. Potrzeba wielkiej odwagi, żeby tu przybyć, córko czarownic.

– Nie nazywaj mnie tak – zaprotestowała odruchowo. – Mam na imię Neva.

Czuła jego rozbawienie. Weszła głębiej do groty. Dopiero teraz go zobaczyła. Był ogromny, cały pokryty lśniącymi czarno-srebrnymi łuskami. Purpurowe oczy patrzyły prosto na nią. Odniosła wrażenie, że był stary. Bardzo stary, nawet jak na niemal wieczne życie smoków.

– Masz rację – odpowiedział ani odrobinę nie speszony. – Zostałem tutaj, ponieważ nadchodzi mój czas. Wiedziałem, że będę prędzej czy później potrzebny.

Czytał w jej myślach, mimo, że próbowała ze wszystkich sił postawić zasłonę. Czego się jednak spodziewała? W końcu był smokiem…

– Zwolnij – poprosił. – W twojej głowie kłębią się setki pytań. Mamy mnóstwo czasu.

Neva zarumieniła się zawstydzona. Podeszła do niego bliżej, bojąc się, ale wyczuwając, że tego właśnie sobie życzył. Przyjrzał się jej uważnie. Zastanawiała się jak one się porozumiewają, skoro Surion był tutaj sam. Przecież to nie jego słyszała gdy wyłoniła sięz wody…

– Myśli – powiedział. Spojrzała na niego pytająco. – Mamy wspólne myśli. To one nas łączą. Dzielimy wszystkie wspomnienia, doświadczenia, przeżycia. Jesteśmy osobnymi jednostkami, a jednak istniejemy razem. Rozmawiając ze mną, rozmawiasz z nami wszystkimi.

Dziewczyna czuła się zaintrygowana, a on traktował ją jak dziecko i wszystko cierpliwie opowiadał. Nie była jednak w stanie nie zadawać w myślach pytań Nie potrafiła także ukryć czegoś jeszcze. Nawet nie próbował ukryć swojego rozbawienia.

– Inne samice? Naprawdę tylko o to chodzi czarownico? – spytał rozbawiony.

Neva niepewnie skinęła głową, czując, że się rumieni. Nie miała pojęcia, dlaczego nawet teraz nie potrafiła przestać myśleć o Matthew. O jego cieple, dotyku, o tym, że jej nie skrzywdził.

– W takim razie mogę cię uspokoić, czarownico – wyczuła jak się z niej śmieje. To nie było miłe, ale on był smokiem, więc co miała zrobić? – On nigdy nie był z żadną z nich. Nie mógłby, fizycznie, nawet gdyby chciał. Rytuał, który was połączył, to nie tylko magia sabatu. To również obietnica smoków. Jest twój czarownico, tylko twój, pod każdym względem. Żyje dla ciebie.

Zaskoczona dziewczyna przez dłuższą chwilę wpatrywała się w ogromne, purpurowe, głębokie niczym bezdenna otchłań ślepia, zupełnie zapominając po co tu w ogóle przyszła. Nagle poczuła się jeszcze gorzej. Nawet gdyby ją chciał… on nie miał żadnego innego wyboru! Nigdy, przenigdy jej nie pokocha!

– Naprawdę tak myślisz czarownico? Sądzisz, że nie miał na to wpływu? To była jego świadoma decyzja. Od kiedy cię ujrzał, przestał dla niego istnieć świat. Nigdy nie zgodzilibyśmy się na to, gdyby sam tego nie chciał.

 – Przecież miał tylko pięć lat! – jęknęła niedowierzająco Neva.

Smok wydał dźwięk, który przypominał głośny, gardłowy śmiech. Tym razem jednak był inny. Nie sprawił jej bólu.

– On nie jest człowiekiem, czarownico. Jest jednym z nas. Żył w naszych myślach na długo przed tym nim się narodził. To on dokonał wyboru, nikt inny.

– Więc zapewne już zdążył zmienić zdanie i żałuje tego, na co się zgodził – szepnęła.

Znowu się śmiał.

– Jasnowłosy miał rację, kiedy ci mówił, że on nie jest zdolny do żadnych uczuć. Nie jest czarownico, bo wszystko w nim należy do ciebie. Jego umysł, jego dusza, jego serce. To wszystko jest twoje i jedynie od ciebie zależy czy przyjmiesz to czy zniszczysz, ale ty już zdecydowałaś, prawda? To nie magia cię do niego pcha, czarownico. To twoje własne serce.

Neva poczuła jakby ktoś ją uderzył. Dopiero teraz zrozumiała, że Surion ma rację. To jej własne uczucia. To przez nie będzie już zawsze cierpiała, nawet jeżeli jakimś cudem przeżyje. Ta historia nie miała mieć szczęśliwego zakończenia.

– Przyszłaś tu by mnie zabić – spoważniał smok. – To była samobójcza misja, córko czarownic. Nigdy nie dałabyś rady.

Przysunął ogromną, pełną ostrych zębów paszczę, tuż do jej twarzy. Blisko siebie ujrzała wielkie oko. Nie cofnęła się. Słuchała. Przynajmniej teraz smoki wiedziały co się dzieje, a ona byłą gotowa na śmierć.

– Ja jednak nie szukam zemsty – oznajmił. – Ofiaruję ci swoje życie dobrowolnie.

Co? Nie mogła w to uwierzyć. Poza tym teraz, kiedy go poznała i widziała jego wspaniałość, nie mogła tego zażądać. Spojrzał na nią ze smutkiem.

– Nevo, ja i tak niedługo umrę. To twoja decyzja czy dalej tego chcesz. Wiedz jednak, że moja krew przemieszana z twoją, moje ostatnie tchnienie, uwolni go nie tylko od więzów i klątwy czarownic. Będzie wolny również od magii rytuału.

Dziewczyna zagryzła zęby. Chciała móc się oszukiwać, że to nie miało znaczenia. Miało. Matthew jej nienawidził i jeżeli będzie miał wybór…

– Chcę to zrobić – powiedziała stanowczo. Spuściła wzrok, by potem znowu go podnieść. Z szacunkiem patrzyła na smoka. – Tak bardzo mi przykro – odezwała się cicho.

– Nic na to nie poradzisz, taka jest kolej rzeczy – westchnął filozoficznie.

Dopiero teraz zauważyła, że niczego poza łbem nie podniósł z ziemi. Nie dlatego, że nie chciał. On już nie mógł się ruszać. Miał rację. Zostało mu niewiele czasu. Umierał. A jednak, to właśnie ona go zabije.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Gdy wyłoniła się z wody w ogóle nie czuła zimna. Na dworze było zupełnie ciemno. Nie spodziewała się, że jeszcze kogokolwiek tu zastanie, a jednak… Widok Davida zupełnie ją zaskoczył. Chłopak stał na plaży i patrzył w wodę. Gdy ją zobaczył podbiegł do brzegu. Poczuła, jak otula ją suchym, miękkim materiałem ręcznika. Potem ją do siebie przytulił.

– Nie mam pojęcia jakim cudem jeszcze żyjesz – szepnął.

Uśmiechnęła się do niego blado, dopiero teraz czując na skórze chłodne powietrze. Nie mogła mu powiedzieć, nawet jemu, ale wiedziała, że kiedy to się stanie i tak się domyśli. Liczyła na to, że chociaż David nie będzie jej miał tego za złe.

– Wracajmy do domu – poprosiła. – Najwyższy czas, żeby uczcić nasze zaręczyny – dodała z nutką drwiącego sarkazmu.

Roześmiał się, otaczając ją ramieniem.

– Myliłem się Neva – oznajmił – sądzę, że jednak będę potrafił cię pokochać.

Kiedy zatrzymali się po drodze, a ona kazała kupić mu różowego szampana, uznał to po prostu za dziewczęcą fanaberię. Na szczęście. Miała nadzieję, że Matthew również tak właśnie będzie sądził i że będzie czuł się w obowiązku wznieść toast. Wrócili do domu, a Neva z ulgą włożyła na siebie suche ubrania. Nawet twarz Fiony wyrażała jakąś dziwną ulgę, kiedy zobaczyli ją całą i zdrową.

– Przepraszam – mruknął Ranon – nie miałem pojęcia, że on czyta w myślach.

– Nic nie szkodzi – odpowiedziała mimo zdenerwowania siląc się na uśmiech. – Cieszę się, że tam był.

– Nie sądziłem, że wrócisz, dlatego nie czekaliśmy – ponownie przeprosił.

– Nie przejmuj się tym, to już nieważne. Teraz będziemy świętować zaręczyny moje i Davida – wyjaśniła, starając się mówić beztrosko i pogodnie.

Kiedy wypowiadała te słowa, wcale nie kierowała ich do Ranona. W drzwiach pokoju stał Matthew. To właśnie on miał je usłyszeć. Twarz chłopaka była blada, a Neva poczuła nieznośny ból. Co jeżeli nie miała racji, a teraz wszystko straci? Odgoniła od siebie natrętne myśli. Nie, ona tak naprawdę nic nigdy nie miała i wiedziała, że musi to zrobić. Nie miała wyboru. Kiedy chciał się odwrócić i najwyraźniej wyjść, sytuację ku zaskoczeniu dziewczyny uratował David.

– Chodź – zawołał wesoło do Matthew – masz obowiązek wypić za moje zdrowie.

Chłopak skrzywił się, ale posłuchał. David nie znał dokładnie jej planów, ale poczuła ulgę, że choć trochę jej ufał. Rozlała do kieliszków różowego szampana. Teraz wystarczyła jedynie kropla jej krwi. Wznieśli toast. Oczy Matthew rozszerzyły się, gdy wychylił zawartość kieliszka. Ścisnął go w dłoni, tak, że pokruszyło się szkło. Czekoladowe oczy patrzyły na nią z prawdziwą nienawiścią. Potwierdziły się jej najgorsze obawy. Wiedział – dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, co musiała zrobić. Dopiero teraz ogarnęła ją panika. Stał zbyt blisko niej. Przecież on ją za to zabije…

– Ty podła suko – warknął do niej.

Poczuła na policzku siłę uderzenia, które jej wymierzył, ku jej zaskoczeniu zrobił to jednak otwartą dłonią. Wszyscy stali jak wmurowani, patrząc zaskoczonymi spojrzeniami na rozgrywającą się scenę. Z trudem powstrzymała napływające do oczu łzy. Była pewna, że to nie koniec, ale on odwrócił się i wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Pierwszy otrząsnął się David. Podszedł do niej, delikatnie przytulając do swojego torsu zaczerwieniony policzek dziewczyny.

– Uwolniłaś go? – spytał cicho.

– Tak – szepnęła niemal niedosłyszalnie.

Domyślał się. Była przekonana, że słyszał urywki jej i jego myśli. Chciał zrozumieć.

– Czyja śmierć była tego ceną? – zapytał ponuro.

Nie patrzyła mu w oczy. Bała się, że on również ją znienawidzi, a jednocześnie wiedziała, że David tego nie zrobi. On zrozumie.

– Smoka – odpowiedziała, pozwalając by łzy pociekły wartkim strumieniem, mocząc mu koszulkę, kiedy bez słowa przytulił ją do siebie.

Ranon chciał podejść, coś powiedzieć, ale Fiona wyciągnęła go z pokoju, zostawiając Nevę sam na sam z Davidem. Dziewczyna pomyślała, że to banalne, ale czuła, że teraz, kiedy ma pewność, że on jej nienawidzi, równie dobrze mogłoby skończyć się jej całe życie. Nic już nie miało znaczenia.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Tydzień minął zbyt szybko, a ona nie widziała go ani razu. Podejrzewała, że już nigdy go nie zobaczy. Miała poślubić Davida i nikt nie dał jej żadnego wyboru. Dziwiła się sama sobie, że nie czuje kompletnie niczego. Ogarnęło ją otępienie i pustka. Nienawidził jej i nic innego nie miało znaczenia. Już następnego dnia mieli ponownie stanąć przed sabatem, a na pojutrze zaplanowany był ich ślub.

– Zastanawiam się co one mi zrobią, za to, że go uwolniłam – mruknęła Neva do siedzącego obok niej Davida.

– Nie wiem, maleńka – przyznał chłopak – ale na pewno im się to nie spodoba.

Nie to planowała mu powiedzieć, jednak to co chciała z siebie wydusić było zbyt krępujące. Musiała się jednak przemóc.

– Davidzie – szepnęła – nie wiem co zaplanują dla mnie czarownice, ale jestem pewna, że nie będzie to miłe. Jeżeli mają mnie znów do czegoś zmusić, to chciałabym… – wydusiła z siebie – chciałabym z tobą przeżyć mój pierwszy raz.

Uśmiechnął się do niej ciepło. Przytulił do siebie.

– Co tylko sobie życzysz, maleńka.

Tego wieczoru leżała wtulona w ramiona Davida. Plecami opierała się o jego tors. Chłopak przesuwał dłońmi po jej ciele. Najpierw nogach, potem ramionach, brzuchu. W końcu zdjął z niej również stanik. Czuła się skrępowana, kiedy jego ciepłe dłonie błądziły po jej nagiej skórze. Kiedy znalazły się na piersiach, zamknęła oczy, wyobrażając sobie, że to Matthew leży przy niej. Jej pierwszy raz… to nie z Davidem chciała go przeżyć. Chłopak pocałował jej szyję. Powoli budziło się w niej podniecenie. Jego dłoń dotknęła cienkiego materiału jej majteczek. Neva zesztywniała. Z trudem powstrzymała chęć by się odsunąć. To jednak David przestał. Gwałtownie usiadł.

– Co tu robisz? – warknął.

Neva podążyła za jego wzrokiem. Matthew stał w drzwiach. Nie widziała go od tygodnia. Miał na sobie koszulkę bez rękawów, odsłaniającą biegnące przez jego ręce tatuaże w kształcie smoków. Tym razem nie było wokół nich żadnych czarnych symboli. Przypatrywał się im z pełnym bólu, a zarazem wściekłym wyrazem twarzy. Natychmiast naciągnęła na siebie kołdrę, zakrywając odsłonięte piersi.

– Oszukałeś nie tylko mnie, ale i ją – powiedział cichym, lodowato-zimnym głosem chłopak.

Ręce Davida zacisnęły się w pięści.

– Masz to czego chciałeś – odpowiedział wściekłym głosem. – Wynoś się stąd!

– Nigdy nie wiedziałeś, czego tak naprawdę chce – oznajmił tamten, wchodząc do środka.

Dziewczyna zauważyła, że specjalnie unika jej wzrokiem.

– To teraz bez znaczenia. Czemu nie potrafisz po prostu z godnością odejść?!

Neva jeszcze nigdy nie widziała, żeby David był taki wściekły. Jego słowa były pełne złości. Twarz Matthew pozostawała bez wyrazu, ale dziewczyna znała go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że on również jest zły, a nawet więcej – ogarnęła go zimna furia.

– Zniknę z waszego życia – oznajmił zwodniczo spokojnym tonem – ale najpierw Neva wysłucha co mam jej do powiedzenia.

Dziewczyna wzdrygnęła się. Teraz, kiedy go ponownie zobaczyła, znów poczuła rozrywający ból. Była przekonana, że jego słowa nie będą miłe i dotkną ją do żywego jeszcze bardziej rozdzierając serce.

– Nikt nie ma ochoty cię słuchać – odwarknął mu na to David.

– Neva – odezwał się, ignorując kompletnie Davida. Tym razem patrzył jej prosto w oczy. – Nie rób tego – poprosił. – Nie z nim.

– Dlaczego? – zapytała obserwując jego czekoladowe oczy.

– Ponieważ David cię wykorzystuje, żeby dzięki tobie zdobyć pozycję. To polityka. Nie kocha cię.

Roześmiała się. Czy tak chciał ją ukarać?

– Nigdy nie twierdził, że mnie kocha – odpowiedziała mu siląc się na obojętność. – Nikt nigdy nie twierdził, że mnie kocha – dodała.

W jego postawie coś się zmieniło. Pierwszy raz w jego oczach zobaczyła strach, była w nich jednak również jakaś dziwna determinacja.

– Ja cię kocham – oznajmił stanowczo, pewnym siebie głosem. – I proszę, chodź ze mną. Ochronię cię przed sabatem i każdym innym, kto będzie chciał cię skrzywdzić.

Dziewczynie zakręciło się w głowie. Nie rozumiała. Przecież jej nienawidził. Czy był aż tak podły, żeby jej to zrobić?

– Neva… – wypowiedział jej imię cicho, niemal błagalnie, a ona przypomniała sobie jak to jest znajdować się w jego ramionach.

David, który przez chwilę wyglądał na zbitego z tropu odzyskał rezon.

– Doskonale – zakpił – powiedziałeś to co miałeś do powiedzenia, a teraz przyjmij do wiadomości, że ona cię tu nie chce. Ja też nie, więc lepiej już idź.

Matthew najwyraźniej mu uwierzył. Jego twarz była blada i pełna bólu. Nie starał się ukrywać swoich uczuć.

– Kocham cię Neva – powtórzył. – Od zawsze cię kochałem i będę cię kochał – oznajmił, już odwrócony tyłem.

Minął drzwi. Dziewczyna zerwała się z łóżka. David chwycił ją i przytrzymał w miejscu.

– Puszczaj! – krzyknęła.

Matthew się odwrócił. Wyrwał ją z uścisku blondyna. Minęła go i uciekła, zasłaniając nagie piersi. Dogonił ją w swoim starym pokoju. Bez słowa podał jej wyjętą z szafy bluzę. Włożyła ją na siebie. Była dla dziewczyny niczym krótka sukienka. Z jej oczu płynęły łzy.

– Nie musisz mnie kochać ani chcieć – odezwał się cicho, bojąc się do niej zbliżyć. – Wystarczy, że pozwolisz się chronić, tak jak pilnowałem cię do tej pory. David to wszystko zaplanował. Chciał być jedyny. Jest najmłodszym z braci. Jako mąż i kochanek czarownicy wiele by zyskał. To on podsunął Ranonowi wiadomości na temat smoków. Zrobił to tak sprytnie, że tamten nawet się nie zorientował, że nie są to jego własne myśli i wiedza. Teraz jestem wolny, tak jak chciał – dodał, kiedy podniosła na niego zapłakane oczy. – Myślał, że odejdę. Nie przewidział tylko, że znacznie bardziej zależy mi na tobie niż na wolności.

– Zabiłam go – powiedziała cicho dziewczyna – ale on i tak już umierał. Pozwolił mi to zrobić – szepnęła przepraszająco i błagalnie zarazem, tak bardzo chciała, żeby jej wybaczył.

– Wiem – odpowiedział po prostu. – Poniosło mnie wtedy – przyznał. – Byłem wściekły, ale nie tylko z powodu śmierci Suriona. Gdyby smoki cię nie wspierały… nie zaakceptowały… gdyby coś poszło nie tak byłabyś teraz martwa. Nie mogłem znieść tej świadomości. Myśli, że mało brakowało, żebym cię stracił. Z początku winiłem Davida, ale to nie on ci o nich powiedział, on tylko podchwycił pomysł. To ja ci o nich opowiedziałem. To ja naraziłem cię na niebezpieczeństwo.

Czy on naprawdę w ten sposób to widział? Zadrżała. Podeszła do niego bliżej. Bez słowa przylgnęła do chłopaka. Otoczył ją ramionami. Przyciągnął do siebie. Poczuła tę przyjemną, cudowną błogość. Już zawsze chciałaby przy nim zostać. W pewnym momencie instynktownie wyczuła niebezpieczeństwo. Matthew pchnął ją na podłogę, zasłaniając sobą. Ziemia zadrżała. Z okien posypało się szkło. Poczuła jak ciało chłopaka robi się bezwładne.

– Zabierzcie go! – usłyszała damski, rozkazujący głos.

Spojrzała ku drzwiom. Stała w nich kobieta, po której nie było widać wieku – sama przewodnicząca Sabatu – Lady Annaela Dermott, a tuż obok niej nieco pobladły na twarzy David. Do środka weszli gwardziści, odziani w czerwono-złote liberie z godłem gryfa. Podnieśli leżącego bezwładnie Matthew i bezceremonialnie wywlekli go z pokoju. Rozpacz i bezradność, które ogarnęły Nevę były nie do zniesienia. Obdarzyła Davida nienawistnym spojrzeniem, ale milczała. To było najlepsze, co teraz mogła zrobić.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Pozwoliły jej go zobaczyć dopiero w dzień ślubu i to tylko dlatego, żeby łatwiej było jej grozić. Stała na niewielkim balkonie i obserwowała sporej wielkości komnatę. Matthew był w opłakanym stanie. Metody czarownic należały do niekonwencjonalnych. Chłopak znajdował się w pomalowanym na biało pokoju, którego ściany były wygłuszone grubymi materacami. Na środku stała kolumna, a on był do niej przywiązany. Wiedźmy zasłoniły mu oczy. W ustach chłopaka tkwił knebel. Od czasu do czasu słup żarzył się jasnym światłem, Neva nigdy czegoś takiego nie widziała, ale po wyrazie twarzy Matthew szybko zorientowała się jak działa.

– Wystarczy odrobina magii, żeby zadać mu ból – zamruczała Fiona, mijając pilnowane przez strażników drzwi. Dziewczyna podeszła bliżej. Kolumna zapłonęła. Chłopak jęknął, bo knebel skutecznie tłumił krzyk. – Jak ci się podoba? – zadrwiła.

Neva zacisnęła pięści. Zniknęły wszelkie cieplejsze uczucia, jakie zaczynała do niej żywić. Wróciła nienawiść.

– Co tu w ogóle robisz? – warknęła.

– Och, zażądałam prawa zemsty, a sabat się zgodził. – Uśmiechnęła się słodko. – Powinnaś wiedzieć, że to jedno z najstarszych praw, a on mnie zdradził.

Nie, to nie działo się naprawdę! To nie mogło się dziać! Wiedziała jaki ból znosił chłopak, używając magii, niechcący skosztowała go na własnej skórze. Więc co musiał czuć teraz, żeby tak bardzo wyniszczyło?

– Przestań! – rozkazała Fionie, ale dziewczyna zbyła ją śmiechem.

Przymknęła oczy. Nie była w stanie dłużej tego obserwować. Najgorsza była bezradność – to, że nie miała pojęcia co zrobić. Wkrótce przyszli po nią strażnicy. Służba zmusiła ją do włożenia wytwornej sukni. Jej czarne włosy zostały upięte wysoko i ozdobione drobnymi kwiatami. Wyglądała jak księżniczka, a czuła się, jakby umierała. Kiedy wreszcie wypuścili ją z komnaty, nikt jej nie pilnował. Nie musiał. Zbyt wiele miała do stracenia gdyby uciekła. Szła pustym, słabo oświetlonym korytarzem. Podskoczyła, kiedy poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Ktoś wciągnął ją w pustą wnękę. Fiona! Co do cholery?

– Chodź! – rozkazała dziewczyna.

We wnęce, tuż za jednym z gobelinów, w ścianie otworzyło się wąskie przejście, jednocześnie tak niskie, że Fiona musiała się schylić.

– Nigdzie z tobą nie pójdę! – odwarknęła jej Neva.

– Musisz mi zaufać, nie masz wyjścia – stwierdziła tamta z determinacją.

Neva chciała się roześmiać, ale nie potrafiła.

– Dlaczego bym miała? – spytała zamiast tego.

Ponaglająco pociągnęła Nevę w stronę przejścia.

– Pospiesz się, bo nas złapią, a wtedy on rozpęta wojnę, która pochłonie ze sobą tysiące ofiar.

– On? – spytała niepewnie dziewczyna, nie chcąc dopuścić do siebie nawet strzępków nadziei.

– To, że mnie nie kocha, nie znaczy, że mi również przestało zależeć – odpowiedziała z determinacją Fiona i właśnie to brzmienie jej głosu zmusiło Nevę do wejścia w ciemności.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Niechętnie, pełna obaw, szła ciemnym korytarzem, który ku zdziwieniu dziewczyny wyprowadził ją z zamku. Piękna suknia była teraz cała w kurzu i pajęczynach. Fiona zostawiła ją w połowie rogi, mówiąc, że musi wrócić po Ranona, więc teraz Neva była jeszcze bardziej pełna obaw. Wyglądało jej to po prostu na pułapkę, a jednak, nie potrafiła się oprzeć jakiejkolwiek możliwości na to, by uniknąć własnego ślubu. Poza tym jedyne czego teraz pragnęła, to zobaczyć Matthew – całego i zdrowego. Kiedy wyszła z ciemności, oślepiło ją jasne słońce. Zamarła. Jej serce zaczęło pędzić dzikim galopem. On naprawdę tam był! Czekał na nią. Po prostu nie mogła uwierzyć, że go widzi. Miał na sobie lekko przybrudzone, dżinsowe spodnie i nic więcej. Tatuaże, pokrywające jego ręce, wyglądały jak żywe. Spojrzał na nią. Czekoladowe oczy zalśniły, ujrzała w nich ciepło… i niepokój. Pierwszy raz od kiedy go poznała wyglądał niepewnie. Jakby nie wiedział, co zrobić z rękami. Nie zamierzała mu dawać czasu do namysłu. Rzuciła się na niego, oplatając szyję chłopaka ramionami. Odetchnął z ulgą. Przytulił ją do siebie.

– Ślicznie wyglądasz w tej sukni – zamruczał tuż do jej ucha.

Ogarnęła ją ogromna ulga, że nic mu nie jest. Drżała, wtulona w jego tors. Nie była w stanie wydusić z siebie ani słowa. Odsunął ją od siebie odrobinę.

– Chodźmy stąd – poprosił. Wyraz jego twarzy się zmienił, stał się zimny i nieprzenikniony. – Mogę z nimi walczyć, ale dopiero kiedy będziesz bezpieczna.

Posłusznie biegła za nim przez las.

– Nie chcę, żebyś z kimkolwiek walczył – powiedziała z trudem łapiąc oddech po forsownym biegu.

Zatrzymał się tuż przed końcem linii drzew. Poprzez gęste krzaki widniało tu wyjście na rozłożystą polanę.

– Inaczej nie zostawią nas w spokoju – wyszeptał, obejmując ją ramieniem.

Teraz szli powoli. Ani na moment nie przestawał jej do siebie przytulać. Na środku polany stały trzy sylwetki, wyglądały na zniecierpliwione. Neva natychmiast rozpoznała Ranona i Fionę oraz ku jej kompletnemu zaskoczeniu, również Davida.

– Co on tu robi?! – warknął Matthew do dziewczyny, najwyraźniej tak samo zdzwiony jak Neva.

Chciała mu odpowiedzieć, ale to David zareagował pierwszy, stając naprzeciwko wtulonej w siebie pary.

– Szukałem Nevy – wyjaśnił. – Trafiłem na Fionę. Poszedłem z nią. Myślałeś, że naprawdę chcę tam zostać?

Czekoladowe oczy Matthew płonęły. Dziewczyna poczuła jak sztywnieją jego mięśnie.

– Zdradziłeś nas! – syknął wściekle.

Teraz to David wyglądał na zdumionego.

– Naprawdę myślisz, że wydałem cię czarownicą? – spytał.

Neva dotknęła dłoni Matthew. Splotła ją razem ze swoją.

– Chodźmy stąd – poprosiła. – Wyjaśnimy to potem.

Niechętnie skinął głową, by chwilę potem, śladem pozostałych, pociągnąć ją za sobą w stronę magicznego przejścia.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠  ~

Nie mogła tego znieść. Siedziała na plaży. Wymknęła się tutaj sama. Byli w jakimś domku nad brzegiem morza. Nie miała pojęcia skąd oni go wytrzasnęli, ale był i najwyraźniej należał właśnie do nich. Zarówno David, Ranon jak i Fiona planowali tu zostać. Jedyne czego chcieli, to zamieszkać w tym świecie. Matthew rozumiał znacznie więcej. Wiedział, że jeżeli nic nie zrobi, to Sabat zrówna ich kraje z ziemią. Neva była przekonana, że bez ochrony, jej przybrani rodzice długo nie pożyją. Poczuła jego obecność. Znalazł się przy niej. Nie usłyszała jego kroków. Usiadł na piasku, tuż obok dziewczyny. Miała złe przeczucia. Delikatnym gestem dotknął jej dłoni. Zdawała sobie sprawę, że to pożegnanie. Przez chwilę po prostu się w nią wpatrywał, jakby chciał zapamiętać każdy, najdrobniejszy szczegół, a potem po prostu odszedł. Bez słowa. Nie mógł obiecać, że wróci, a ona niczego innego nie chciała usłyszeć.

Epilog

To były najdłuższe wakacje jej życia, bo właściwie nie robiła nic. Powiedział, że ją kocha. Tylko raz. Wtedy, kiedy była z Davidem. Nigdy jej nawet nie pocałował, a ona i tak nie potrafiła się od niego uwolnić. Rozpoczął się rok akademicki i studia. Nie miała pojęcia jakim cudem dostała się na uniwersytet. Fionę i Ranona łączyły coraz cieplejsze uczucia. David rozstał się z Loren i odgrywał ulubieńca dziewczyn na uniwersytecie. Dookoła toczyło się życie, zupełnie jakby nigdy nic. Świat stał się normlany, zniknęły czarownice, żadne z nich nie było w stanie wyczuć przejść. Byli bezpieczni i wolni. Fiona troszczyła się o Nevę, jakby była jej starszą siostrą. Razem z Loren próbowały wciągnąć ją w swoje bujne, towarzyskie życie. Dziewczynie było wszystko jedno. Posłusznie robiła co jej każą, jednocześnie w ogóle o tym nie myśląc. Stała się milcząca i apatyczna, nie miała apetytu, a do jedzenia musiała się zmuszać. Wiedziała, że gdyby pozwoliła sobie na jakiekolwiek uczucia, zawaliłby się świat. Wieczorem, całymi godzinami, przesiadywała na plaży, wpatrzona w gwiazdy. Tego dnia było tak samo. Wzdrygnęła się, kiedy widok przesłoniły jakieś cienie. Nie było widać gwiazd, a jednak, jeszcze przed chwilą niebo było bezchmurne. Coś zbliżało się w kierunku morza z ogromną prędkością. Olbrzymi kształt. Wylądował rozchlapując dookoła wodę, a potem równie szybko wzbił się w powietrze. Ujrzała ciemną sylwetkę. Mężczyzna szedł po wodzie. Jej serce zabiło jak oszalałe. Nie śmiała dopuścić do siebie nadziei. Był coraz bliżej. Stanął przed nią. Cienie zniknęły, jakby rozpłynęły się w mroku nocy. Znów było widać gwiazdy. Poczuła w sercu ból. Wiedziała, że smoki już nigdy nie wrócą do tego świata. Nie było już czego pilnować. Czuła, jak zamyka się ostatnie przejście w granicy między zwykłym światem, a tym magicznym. Dlaczego nie podchodzi? Czemu nie weźmie jej w ramiona? Nie powie jak bardzo tęsknił, nie wyzna jak bardzo ją kocha? Czekoladowe oczy patrzyły na nią pytająco, błagalnie. I wtedy zrozumiała, jakie znalazł rozwiązanie. Przejścia zostaną zamknięte, nie będzie możliwości przemieszczania się miedzy światami. Zniknie cała magia, a w tym i on. Dawał jej wybór, a jednocześnie bał się, że Neva z niego skorzysta. Jego sylwetka stała się niewyraźna. Zaczęła się rozmazywać. Widziała smutek i ból w jego oczach, a jednak się wahała. Chciała zostać. To był jej świat, tu było jej życie. A jednocześnie mdliło ją na samą myśl, że mogłaby je spędzić bez niego. W jednej chwili podjęła decyzję. Rzuciła się w ramiona Matthew.

– Nie zostawiaj mnie – szepnęła błagalnie.

Uśmiechnął się pełnym ulgi uśmiechem. Przytulił ją do siebie czule.

– Nie zostawię.

Zdążyła w ostatniej chwili. Stali teraz na porośniętym zieloną trawą wzgórzu, w dole rozciągał się widok na przepiękną, żyzną dolinę. Przy drewnianych domach biegały dzieci. Słychać było śmiech.

– Gdzie my jesteśmy? – spytała nie wierząc własnym zmysłom.

– To północne ziemie – powiedział cicho – mój kraj. Smoki zmieniły wszystko. Nie będzie więcej wojen. Wystarczy sama ich obecność. Odegnały zimę. Zabiły Sadricka. Nie wszystko jest jeszcze tak, jak powinno być, ale dołożą wszelkich starań, żeby naprawić ten świat.

– Czemu nie zrobiły tego wcześniej? – spytała wtulając się w niego, z dłońmi kurczowo wczepionymi w czarną koszulę chłopaka, jakby ciągle nie wierząc, że tu był. Wydawało jej się, że w każdej chwili może zniknąć.

– Nie mogły. Były uwięzione. Uwalniając mnie, uwolniłaś także i smoki. Od zawsze były strażnikami tego świata i będą nimi nadal.

„Żył w naszych myślach na długo przed tym nim się narodził. Jest jednym z nas.” – Neva przypomniała sobie słowa Suriona. Zakręciło jej się w głowie.

– Słyszysz je! Zawsze je słyszałeś! Ty draniu!

Roześmiał się. O wszystkim wiedział. Słyszał rozmowę, którą przeprowadziła z Surionem. Poczuła jak płoną jej policzki. Chciała się wyrwać z jego objęć, ale jej nie wypuścił.

– Więc czemu grałeś? – warknęła na niego.

Spoważniał.

– Nie grałem – odpowiedział ponuro. – Naprawdę się bałem. Nie wierzyły, że to ty nas uwolnisz. Widziały w tobie swojego wroga, czarownicę. Naprawdę chciały cię zabić, a ja nie potrafiłem przekonać ich, by tego nie robiły. Do momentu, kiedy stanęłaś przed Surionem. Wtedy zrozumiały – spojrzał na nią z powagą w czekoladowych oczach. Niesforne kosmyki jego ciemnych włosów rozwiewał wiatr. Poczuła jak szybko bije jej własne serce. –  Kocham cię – oznajmił stanowczym, pełnym determinacji głosem. – Nie wiem co bym zrobił, gdybyś tam została.

Pochylił się i ją pocałował. Gorąco, namiętnie, zachłannie, a jednocześnie czule i delikanie. Przylgnęła do niego całą sobą, żarliwie odwzajemniając jego pocałunek. Nie żałowała niczego. Jej świat był bezpieczny. Tu było tak pięknie… Zresztą nie ważne gdzieby się znalazła, byleby on tam był. To z nim chciała spędzić życie.

The End


Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

18 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Alexisss

    25 stycznia 2012

    Czekam na kolejne fragmenty ;).

    • Odpowiedz

      Vicky

      27 stycznia 2012

      Na razie dosyć sprawnie idzie mi pisanie 😉

  2. Odpowiedz

    Alexisss

    27 stycznia 2012

    Piszesz jak burza ., widze ze wena ci dopisuje o by tak dalej ;D .

  3. Odpowiedz

    Sosn

    5 lutego 2012

    Już nie wiem który raz to czytam… <3, czekam na kolejne frag. ;p

    • Odpowiedz

      Vicky

      8 lutego 2012

      Ostatnio mam jakoś tak strasznie mało czasu, ale bardzo się staram codziennie coś wrzucać 🙂

  4. Odpowiedz

    smutna55

    20 lutego 2012

    Łał nie spodziewałam się… Świetne to =D Skąd Ty masz taką wiedzę o tym wszystkim? =D

    • Odpowiedz

      Vicky

      23 lutego 2012

      Nadmiar czytania przeróżnych książek. 😉 Dziękuję.

      • Odpowiedz

        smutna55

        23 lutego 2012

        Dużo jeszcze „krwi czarownic” do końca planujesz? 😀

  5. Odpowiedz

    Vicky

    24 lutego 2012

    Właściwie to już skończyłam. Wracam do pisania Róż 😉

  6. Odpowiedz

    Alexisss

    24 lutego 2012

    Nie wierze ze to koniec ;( , to jedno z moich ulub.opowiadan hah 😉

  7. Odpowiedz

    smutna55

    24 lutego 2012

    Właśnie opłakuje, że to już koniec 🙁 hehe no cóż trzeba się pozbierać i czytać np Róże 😀

  8. Odpowiedz

    Tyna

    24 lutego 2012

    Nie wiem czemu, ale od początku opowiadania jakoś czułam, że oni będą razem ;d
    Opowiadanie świetne jak dla mnie.

  9. Odpowiedz

    Vicky

    25 lutego 2012

    O! A jak to pisałam, to w ogóle nie było widać, czy ktoś to czyta. 🙂 Dobrze wiedzieć, że komuś się spodobało. Dzięki!

  10. Odpowiedz

    Tyna

    25 lutego 2012

    Masz swoich stałych fanów 😉

  11. Odpowiedz

    Soko

    27 lutego 2012

    Naprawdę myślisz, że wydałem cię czarownicą? – spytał.
    *czarownicom 😉

    Genialnie przedstawiłaś Davida. Nie mogłam uwierzyć że jest tym złym, ale po chwili już się nawet zaczęłam przekonywać i nagle znowu zwrot 🙂 świetne.
    Od początku też wiedziałam, że będzie z Mattem, zdaje się że wszystkie Twoje bohaterki gdy mają wybierać między X a M wybierają M 😀

  12. Odpowiedz

    inka144

    7 listopada 2012

    Ciekawe 🙂 Bardzo mi się podoba 🙂

  13. Odpowiedz

    Mommo

    18 stycznia 2013

    heh no jak zwykle zajebiste .! Haha też wiedziałam, że będzie z Matthew

  14. Odpowiedz

    Arkadiusz

    7 grudnia 2013

    A może to wszystko to jeden wielki test? W zasadzie cel został osiągnięty.Neva i Matthew są razem i oczywiste jest że będą mieć swoje potomstwo.Z miłości a nie pod przymusem.Jednak magia nie przestaje działać.Trwa i czeka na wybudzenie. Tedy pewnego dnia czarownice upomną się o dzieci Nevy…
    Jeśli jeszcze nie ma dalszej części to po prostu musi powstać.
    Dziękuję bardzo.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS