Jutro Odnajdę Ciebie

Dominik skrzywił się na dźwięk odgłosów dochodzących z jego mieszkania. Wspaniale! Jego współlokatorzy znowu urządzili sobie imprezę. Jak on tego nienawidził! Wziął głęboki oddech i wszedł do środka. Przepchnął się pomiędzy zajmującymi salon, rozbawionymi osobami. Jakaś dziewczyna chwyciła go za przedramię. Odwrócił się ku niej jeszcze bardziej wkurzony.

– Spróbuj mnie jeszcze raz dotknąć to złamię ci rękę – syknął.

Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, ale natychmiast cofnęła dłoń. Nienawidził, kiedy ktoś go dotykał. Gdyby nie alkohol zapewne nigdy by się na to nie odważyła. Otworzył drzwi swojego pokoju i zamarł w progu. W pokoju panował półmrok i świeciła się tylko jedna, stojąca przy łóżku lampka, na którym obmacywała się jakaś para. Z wściekłości zacisnął pięści tak, że aż zbielały mu kłykcie. Najpierw chłopak, a potem dziewczyna podnieśli na niego wzrok. Zamarli. Nie musiał się odzywać. Błyskawicznie zerwali się z łóżka i uciekli mijając go w drzwiach. Ledwo nad sobą panował. Uważali, że jest dziwny, ale zdawali sobie doskonale sprawę, że równie nieobliczalny i niebezpieczny. Zdarł z łóżka narzutę i rzucił w kąt pokoju. Już sam fakt, że ktoś był na jego łóżku, to profanacja, a co dopiero to, co tam robili. Wzdrygnął się mimowolnie. Chwycił książkę, usiadł i włączył na cały regulator ipoda, żeby nie słyszeć hałasów z zewnątrz i móc się uspokoić. Wyraźnie nie było mu to jednak dane. Już po kwadransie drzwi się otworzyły i wbiegła przez nie jakaś spłoszona dziewczyna. Wyłączył muzykę, patrząc na nią i czekał. Nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi. Cofnęła się w głąb pokoju. Zauważył, że drży, a po jej policzkach spływają łzy. Chwilę później do środka wpadł za nią chłopak. Rozpoznał go. Robert Mierzejewski, przystojny blondyn, który grywał w reklamach odzieży, do tego sportowiec i marzenie niemal każdej dziewczyny w szkole, a w normalnym życiu dupek jakich mało. Dominik go nie cierpiał i przeżyli już nie jedno starcie. Dziewczyna skuliła się pod ścianą, zasłaniając twarz kurtyną z jasnych włosów. Robert brutalnie chwycił ją za ramiona.

– Myślałaś, że mnie oszukasz? – syknął. – Dałem ci już dostatecznie dużo, doskonale wiesz, czego teraz od ciebie oczekuję!

Dominik usłyszał przyspieszony oddech dziewczyny, czuł jej strach. Wstał z łóżka i podszedł odpychając od niej Roberta. Wyglądali na zaskoczonych. Wydawało się, że dopiero teraz go zauważyli.

– Wynoś się z mojego pokoju – syknął do chłopaka.

– Tak, bo co mi zrobisz? – odgryzł się Robert, ale Dominik wyraźnie wyczuwał brak pewności w jego głosie. Nie raz się już przepychali i jeden na jednego, to zawsze on zwyciężał.

– Wynocha! – powtórzył chłodnym tonem rozkaz.

– Jeszcze się policzymy – syknął Robert, ale opuścił pokój.

Dziewczyna podniosła wzrok, a Dominik zobaczył najbardziej niebieskie oczy, jakie do tej pory widział. Miała długie, złote włosy i była drobnej budowy, wydawała się taka krucha.

– Odwieźć cię do domu? – zaproponował, zanim zdążył ugryźć się w język.

Zaczął przeklinać się w duchu za własną głupotę. To nie jego sprawa i nic mu do tego. Chciał przecież tylko, żeby wszyscy zostawili go w spokoju. Dziewczyna przecząco pokręciła głową. Nie znał jej. Nigdy nie widział jej w szkole.

– Czy mogę tu zostać, aż on… – wzdrygnęła się lekko – sobie nie pójdzie? – poprosiła cichym, lekko drżącym głosem.

Dominik chciał zaprotestować, wyrzucić ja stąd, ponownie, wbrew sobie, nie zrobił tego jednak. Niechętnie skinął głową i ignorując ją wrócił do czytania. Coś się w nim zagotowało, kiedy zaczęła przeglądać jego książki. Wybrała sobie jedną. Zauważył, że były to opowiadania Wagnera, jedno z jego ulubionych dzieł. Miał ochotę wyrwać jej tom z ręki i z powrotem odstawić na półkę. Ludzie nie dotykali jego rzeczy! Z trudem nad sobą zapanował, a ona usiadła tuż koło łóżka, tak, żeby światło lampki pozwalało jej czytać. Siedziała na miękkim dywanie, podkulając pod siebie nogi i opierając się plecami o ścianę. Włosy zakrywały jej większość twarzy. Dominik podejrzewał, że jest ładna, bo inaczej Robert nie zaprzątałby sobie nią głowy. To nie miało znaczenia. One wszystkie były takie same. Dochodziła trzecia nad ranem, kiedy odgłosy imprezy zupełnie ucichły. Żadne z nich nie ruszyło się z miejsca. Dziewczyna była w połowie książki. W końcu podniosła znad niej wzrok.

– Pójdę już – oznajmiła wstając, a on odetchnął z ulgą. Wskazała na tom, który ciągle trzymała w dłoniach. – Pożyczę książkę – stwierdziła, jakby było to coś najbardziej naturalnego w świecie.

Za bardzo go zaskoczyła i nie zdążył zaprotestować, a ona szybko, cicha niczym cień, wyśliznęła się za drzwi, znikając z jego życia wraz z ukochanym tomem zawierającym dedykację od samego autora.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Dziewczyny roześmiały się z wrednego żartu, który rzuciła jedna z nich. Ewelina nie zareagowała. Przez cały czas stała wpatrzona w tłum. Asia potrąciła ją łokciem.

– Hej, Eve co z tobą? Strasznie się nad czymś zamyśliłaś.

Dziewczyna zamrugała. Wróciła myślami do swoich nowych koleżanek. Do szkoły chodziła dopiero od dwóch tygodni, ale już należała do najpopularniejszej paczki. Zawdzięczała to głównie swojej niewinnej urodzie, doskonałym zdolnością aktorskim i faktowi, że kłamać umiała jak z nut. Gdyby tylko wiedziały… wtedy zapewne to ona byłaby jednym z obiektów ich drwin.

– Kogo tam szukasz? – Paulina podążyła za jej wzrokiem. Przewróciła oczami widząc, w kogo wpatruje się jej nowa przyjaciółka. Teraz wszystkie trzy patrzyły na ubranego na czarno, wysokiego chłopaka o nieco przydługich, brązowych włosach, które niesfornie opadały mu na czoło. – Nie no! Od razu na wstępie sobie daruj. To Dominik, on jest aspołeczny. Jego nie interesują dziewczyny, a już na pewno nie takie jak my. Jeżeli z jakimiś rozmawia, to są to kujonki z kółka biologicznego. Wyobraź sobie, wczoraj zagroził Iwonce, naszej sarniookiej piękności – zadrwiła – że złamie jej rękę, jeżeli ta go dotknie.

Ewelina z trudem powstrzymała uśmiech. Najwyraźniej w każdej szkole krążyły jakieś niestworzone plotki. Nie mogła się oprzeć pokusie, żeby się przed nimi popisać.

– Ze mną porozmawia – oznajmiła pewnym siebie głosem, ruszając przed siebie korytarzem i zostawiając Asię z Pauliną niedowierzająco wpatrzone w jej plecy.

Doskonale wiedziała, że niczym nie ryzykuje. Nawet jeżeli to była prawda i tak bardzo nie lubił dziewczyn, to przecież weźmie od niej swoją książkę, czyż nie? Po zdarzeniach z sobotniej nocy miała o nim jednak zupełnie odmienne zdanie.

– Cześć – podeszła do niego, kiedy stał przy oknie i przeszukiwał Ipoda. Spojrzał na nią zaskoczony. Uśmiechnęła się niewinnie, wyjmując z plecaka książkę. – Te opowiadania są niezwykłe – stwierdziła podając mu tom. – Pożyczysz mi drugą część? – poprosiła.

Wyraz zdziwienia zniknął z jego twarzy. Stała się teraz nieprzeniknioną maską. Wziął od niej książkę, tak, jakby nie spodziewał się, że jeszcze kiedyś ją odzyska, a na pewno nie tak szybko.

– Zostawię ci jutro u bibliotekarki – odezwał się w końcu zrezygnowany.

Spojrzała na niego lekko zakłopotana. Naprawdę był dziwny.

– Nie. Przyjdę po nią dzisiaj do ciebie – obdarzyła go najmilszym ze swoich uśmiechów. – Wiem, gdzie mieszkasz – mruknęła, a potem odwróciła się i odeszła, nie pozwalając mu na ani jedno słowo protestu.

Paulina miała rację. To nie był chłopak dla niej. Mimo wszystko miło będzie, jeżeli dziewczyny jej trochę pozazdroszczą. Poza tym nie wydawał się zły, a ona naprawdę go polubiła.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Na dźwięk dzwonka Dominik zerwał się z krzesła. Zaczął cicho przeklinać. Co za uparta dziewucha! Tak naprawdę nie wierzył, że ona to zrobi.

– Yyy cześć śliczna – odezwał się lekko zakłopotany Patryk, otwierając drzwi. – Masz do nas jakąś sprawę?

Dziewczyna przecząco pokręciła głową.

– Przyszłam do Dominika – stwierdziła jak gdyby nigdy nic.

Chłopak z satysfakcją zdał sobie sprawę, że jego współlokatora to proste stwierdzenie wbiło w ziemię.

– Ktoś do mnie? – spytał zaspany Michał, przeciągając się leniwie, po zażyciu popołudniowej drzemki.

– Ona mówi, że przyszła do Dominka – stwierdził zakłopotany Patryk.

– Niemożliwe – oznajmił Michał, patrząc na dziewczynę powątpiewająco.

Dominik poczuł mroczną satysfakcję. Może jej przyjście tutaj nie było takie złe. Wysunął się ze swojego pokoju.

– Cześć – zwrócił się do niej, jakby była jednym z jego kolegów – wejdź – zaproponował zaskakując samego siebie.

Minęła zdumionych chłopaków i weszła do jego pokoju, a on zamknął za nią drzwi. Wtedy nie wytrzymał. Zaczął się śmiać, zduszonym śmiechem. Wpatrywała się w niego z zainteresowaniem.

– Przepraszam – mruknął, kiedy się wreszcie uspokoił. – Nigdy chyba nie widziałem u nich takich min.

Uśmiechnęła się do niego promiennie.

– Wygląda na to, że nieczęsto odwiedzają cię dziewczyny… – stwierdziła.

– Ogólnie rzecz biorąc nie miewam gości. – Podał jej leżącą na biurku książkę. Nagle jego dobry humor zniknął tak samo szybko, jak się pojawił. – To wszystko czego ode mnie chciałaś? – spytał.

– Właściwie to nie – mruknęła, spuszczając wzrok. – Chciałam ci podziękować. Za sobotę – wyznała.

Zaskoczyła go.

– Czemu nigdy nie widziałem cię w szkole? – spytał. – Rozumiem, że jesteś z młodszej klasy, ale to prywatne liceum. Nie ma nas zbyt wielu i raczej mijamy się na korytarzach.

– Przeniosłam się dopiero w tym semestrze – przyznała.

Liceum do którego chodzili liczyło sobie niecałe sto pięćdziesiąt osób. Na dodatek wszystkie były bystre i niezwykle uzdolnione w jakiejś dziedzinie. Szkoła pomagała im się rozwijać w zamian za niebotycznie wysokie czesne. Skinął głową.

– Uważam, że to nie fair – stwierdził ni stąd ni zowąd.

– Co takiego? – spytała zaskoczona, odgarniając do tyłu, niewinnym gestem, jasną kaskadę włosów.

– Ty wiesz, jak mam na imię – oznajmił z udawanym wyrzutem.

Uśmiechnęła się.

– Jestem Ewelina. Wszyscy w klasie mówią do mnie Eve.

– Więc Eve – odezwał się starając się zachować pozory uprzejmości, a tak naprawdę marząc jedynie o tym, żeby ją stąd wygonić. Spełniła już swoją rolę. – Muszę wyjść. Może gdzieś cię podwieźć?

Zdziwił się, kiedy przytaknęła i podała mu nazwę ulicy. Niechętnie, wiedząc, że sam się w to wrobił, zabrał ją do swojego sportowego samochodu – obłędnie drogiego auta, które kupił mając nadzieję wywołać tym gniew rodziców, ale oni tylko obojętnie pochwalili jego zakup i zwiększyli mu limit na karcie kredytowej. Nawet tym nie był w stanie zwrócić na siebie ich uwagi. Od kiedy skończył sześć lat, mieszkał w przeróżnych, rozsianych po całej Europie internatach – zupełnie tak, jakby oni nigdy dla niego nie istnieli. Przez całą drogę rozmawiali o opowiadaniach Wagnera, a Dominik czuł się mile zaskoczony, że ona naprawdę przeczytała tą książkę. Właściwie zaczynał ją lubić, a przynajmniej przestał myśleć o niej z pogardą, jak o reszcie społeczeństwa. Był niemal zawiedziony, kiedy zatrzymali się przed wskazaną przez nią, strzeżoną kamienicą – jedną z tych luksusowych, z nowoczesną windą i portierem na każde zawołanie. Kiedy wysiadła, nie zgasił nawet silnika, a ona pomachała mu i pobiegła w stronę domu. Odjechał, kiedy tylko trzasnęła drzwiami. Coś go jednak tknęło i po kilku metrach się zatrzymał. Odwrócił głowę, by zaskoczony spojrzeć, jak dziewczyna omija kamienicę, wchodząc prosto w jakiś boczny zaułek. Jej zachowanie wydało mu się dziwne. Wzruszył tylko ramionami. W końcu to nie była jego sprawa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Eve czuła się bardzo nieswojo siedząc na trybunach, przed szkołą, w obecności Roberta. Zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Wpadła mu w oko już od pierwszego dnia w szkole. Przez dwa tygodnie zachowywał się tak jak według dziewczyny powinien, a potem… potem stwierdził, że dał jej już wystarczająco wiele i chciałby czegoś w zamian. Kiedy odmówiła, natychmiast pozbawił ja złudzeń. Zamierzał siłą wziąć sobie to, co uważał, że mu się należy. Teraz nie miała wyboru. Gdyby chciała go unikać, straciłaby całą paczkę, a to z pewnością utrudniłoby jej nowe życie. Nieszczęśliwa wymknęła się pod pierwszym lepszym pretekstem, jaki wpadł jej do głowy. Mimo wszystko zdziwiła się, gdy poszedł za nią. Dopadł ją w pustym korytarzu. Ewelina poczuła jak szybko bije jej serce. Byli tutaj sami, ponieważ w tak piękny dzień, uczniowie woleli spędzać długą przerwę na dworze. Dziewczyna znalazła się przy ścianie, pomiędzy rękami Roberta. Czuła się osaczona.

– Ostatnio ci się upiekło, ale tym razem nie pójdzie ci tak łatwo – warknął.

– Zostaw mnie! – odezwała się znacznie ciszej niż by chciała. – Już nie jestem twoją dziewczyną!

– Jesteś – oznajmił – i będziesz tak długo, aż ja nie zdecyduję inaczej.

– Daj jej spokój – usłyszała dochodzący zza pleców Roberta, spokojny, znajomy głos.

– Nie wtrącaj się – syknął blondyn – to nie twoja sprawa.

– Skąd wiesz, że nie moja? – Dominik spojrzał na niego z jakąś ponurą zaciętością. – Może Eve jest teraz ze mną?

– Z tobą? – prychnął tamten. – Nie żartuj! Nigdy nie widziałem cię jeszcze w towarzystwie dziewczyny. Sądzę, że jesteś pedziem – zadrwił.

Ewelina korzystając z chwili nieuwagi przemknęła się pod jego ramieniem i schowała za plecami Dominika. Mocno przylgnęła do jego boku, zaskoczona, że chłopak cały sztywnieje pod wpływem jej dotyku. Mimo to, jakby od niechcenia, objął ją ramieniem, udowadniając to, co przed chwilą powiedział.

– Jeszcze się policzymy ty sprzedajna zdziro – warknął do niej blondyn, ale ustąpił, zniesmaczony odchodząc korytarzem.

Dziewczyna wcale nie miała ochoty odsuwać się od Dominika, więc odrobinę drżąca, tylko jeszcze bardziej do niego przylgnęła, on jednak stanowczo ją od siebie odepchnął. Nie zrozumiała. Spojrzała pytająco w jego okolone ciemnymi rzęsami, orzechowe oczy.

– Pomogłeś mi… – odezwała się cicho, dzięki Robertowi straciwszy całą pewność siebie.

Uśmiechnął się do niej. Był to dość ponury uśmiech.

– Jasne – oznajmił – i zrobię to ponownie jeżeli będzie trzeba. Nie przepadam za nim. Tylko proszę – oznajmił patrząc prosto na nią, jakby chciał upewnić się czy zrozumiała – postaraj się mnie więcej nie dotykać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Skonsternowany Dominik próbował skupić się na książce, którą trzymał w ręku. Bezskutecznie. W którym momencie popełnił błąd i jak do tego doszło?! Z salonu dochodziły odgłosy gry.

– Zaraz skopię ci tyłek! – oznajmił stanowczo Patryk.

– Tak? Jeszcze zobaczymy! – prowokowała go Ewelina.

– Daj spokój stary – wtrącił Michał – i tak wiesz, że jest lepsza od ciebie. Bije na łeb na szyję nas obu.

Wesoły śmiech jeszcze bardziej zirytował chłopaka. Ona była wszędzie! W całym jego życiu! Szwędała się za nim jak cholerny szczeniak! Jego współlokatorzy – kumple, z którymi mieszkał z wyboru, a nie z przymusu – stali się jej przyjaciółmi. Kiedy akurat nie grała z nimi w gry na konsole, siedziała cicho w jego pokoju, zazwyczaj coś pisząc lub czytając. I tak było niemal każdego dnia! To nie było normalne. Właściwie to nie przeszkadzała mu. Nie wymagała, żeby się nią w jakikolwiek sposób zajmował. Po prostu była. Jednak sama jej obecność stanowiła piekło nie do zniesienia. Ewelina była jedną z tych słodkich szesnastek – drobna i szczupła, z puklami złotych włosów opadającymi na plecy i dużymi niebieskimi oczami. Zawsze modnie ubrana, z nienagannym makijażem, plotkująca z koleżankami i należąca do popularnej grupy, dla której najlepszą zabawę stanowiło poniżanie innych. Nienawidził takich dziewczyn. Mimo to jej pomógł i przez te kilka minionych tygodni cierpiał w milczeniu, skazany na jej bezustanną obecność. Musiał jednak przyznać, że była bystra i mądra. Nie tylko pieniądze sprawiły, że chodzili do tej samej, bądź co bądź elitarnej szkoły. I to irytowało go jeszcze bardziej. Nie lubił nierozwiązanych zagadek, a ta dziewucha była niestety jedną z nich. W końcu nie wytrzymał. Wstał od biurka i powędrował do salonu. Zabrał pada z rąk Patryka. Bijatyka. Świetnie. Może się obrazi i sobie pójdzie. Cała trójka popatrzyła na niego nieco zaskoczona, ale Ewelina w odpowiedzi jedynie wybrała postać. Wygrał już po dwóch rundach, rzucił pada na kanapę i w milczeniu wrócił do pokoju.

– Zabawopsuj! – zawołał za nim Michał nieco oburzonym głosem.

Odwrócił się w ich kierunku. Uśmiechnął się pod nosem. Osiągnął swój cel i przestali grać. Patryk obejmował Ewelinę ramieniem.

– Nie przejmuj się nim – oznajmił dziewczynie. – To gbur i prostak! Może wybierzesz się z nami na pizzę? Ja stawiam! – zaproponował.

Już po chwili cała trójka wychodziła z domu.

– Nie idziesz? – zaskoczony zobaczył stojącą w drzwiach jego pokoju dziewczynę.

– Nie, dzięki – odburknął. – Wolę święty spokój i warunki, żeby się trochę pouczyć.

Wzruszyła ramionami.

– Jak chcesz, do zobaczenia jutro – weszła, cmoknęła go w policzek i popędziła w ślad za chłopakami.

Patrzył za nią przez dłuższą chwilę. Kiedy zaczęła go całować i dlaczego na to również jej pozwolił? Wrócił do czytania książki, ale pomimo tego, że już ich nie było i tak w żaden sposób nie potrafił się skupić, a jego myśli zaprzątnięte były czymś zupełnie innym.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Ewelina uśmiechnęła się czarująco. Kamil był znacznie lepszym celem niż Robert, bo nie był tak zadufany w sobie, chociaż po tamtej przygodzie nauczyła się być ostrożniejsza. Nie chciała płacić za tą znajomość zbyt wygórowanej ceny. Rzuciła mu się na szyję, wyrażając stosowny zachwyt, kiedy zapłacił za jej zakupy. Potem umówiła się z Pauliną i Asią w restauracji. Tam również potrzebowała go, żeby stawiał. Wyłudzanie od chłopaków drogich prezentów było dziecinnie proste, a tylko dzięki nim mogła utrzymać się w szkolnej, elitarnej paczce. Podobało jej się to, jak bardzo Kamil jest nią oczarowany. Po lunchu zaczął już lekko protestować. Eve wyczuła, że musi się bardziej postarać. Pozwoliła mu przyprzeć się do muru, tuż za rogiem jednej z ładnie odnowionych kamienic z śródmieściu. Nie protestowała nawet, kiedy zaczął przesuwać dłonie z jej pleców, coraz niżej, aż na pupę. Zamruczała cicho. Kątem oka zauważyła czyjąś obecność. Serce podeszło jej do gardła, kiedy rozpoznała wysoką sylwetkę.

– Odczep się od niej! – warknął Dominik, odciągając Kamila w tył.

Chłopak spojrzał na niego zaskoczony. Zaprotestował. Kipiący z wściekłości Dominik uderzył go pięścią. Ewelina jęknęła w duchu. No to tyle by było, jeżeli chodzi o jej randkę. Kamil wyniósł się przeklinając pod nosem. Zostali sami. Dziewczyna poczekała aż jej niedoszły chłopak zniknie za rogiem. Dopiero wtedy naskoczyła na Dominika.

– Co ty sobie do cholery wyobrażasz?!

Ujrzała niepewność w jego orzechowych oczach.

– Napastował cię – stwierdził ponuro.

– Byliśmy na randce! – warknęła na niego.

Wyglądał jakby nie uwierzył. Potem posmutniał. Była zbyt wściekła, żeby zwrócić na to uwagę.

– Więc tak wyglądają twoje randki? – spytał z naganą.

– Odwal się! – warknęła mijając go w wąskiej alejce.

Czuła jak do oczu napływają jej łzy. Wszystkie jej nowe rzeczy zostały w aucie Kamila. Z pewnością już ich nie dostanie, a ona przecież tak cholernie potrzebowała pieniędzy! W tym momencie nie miała nawet na głupi autobus. Na piechotę przeszła przez prawie całe miasto. Po godzinie drogi po różnych bardziej i mniej znajomych uliczkach, w długich, niewygodnych szpilkach upiornie bolały ją nogi. Poza tym teraz zapewne nie będzie mogła już oddać ich do sklepu. Zawsze tak robiła. Chodziła w nowych ubraniach dwa, trzy razy, a potem je zwracała, odzyskując za nie gotówkę. W ten sposób koleżanką wydawała się modna, a sama nic na tym nie traciła. Pieniądze były jej potrzebne na co innego niż ciuchy. Tak naprawdę ze swoich zdobyczy zostawiała sobie niewiele rzeczy. Wreszcie dotarła do strzeżonego apartament owca, minęła budynek z lewej strony i przeszła przez dziurę w płocie. Zagryzła zęby i otarła łzy. Tu była zupełnie inna rzeczywistość.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Dominik dla pewności jeszcze raz przetarł oczy. To co zobaczył nie wydawało mu się możliwe. Na wszelki wypadek śledził Eve od samego śródmieścia. Mimo tego, jak go potraktowała, nie chciał, żeby przytrafiło jej się coś złego. Kiedy zniknęła w dziurze, obszedł budynek na około, by zobaczyć gdzie się znalazła. Zdążył akurat by zobaczyć jak wchodzi do środka.

Dom dziecka nr 2 im. J. Korczaka – głosił napis na czerwonej tabliczce.

Przecież chodziła do jednego z najdroższych w kraju liceów. To było nieprawdopodobne! Chyba, że… Dwa razy do roku szkoła przyznawała stypendium naukowe, wyszukując w szkołach najzdolniejsze dzieciaki. Ze względów społecznych, te osoby nie były ujawniane. Czyżby Eve była jedną z nich? Dominikowi nagle zrobiło się żal dziewczyny. Rozumiał co to znaczy. Jego rodzice co prawda żyli, ale zupełnie tak, jakby w ogóle ich nie było, jedynie pokrywając wydatki jedynaka i od czasu do czasu uzupełniając jego konto bankowe. Na pewno nie zamierzał wydać jej tajemnicy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Ewelina zaczęła unikać Dominika. Wiedziała, że nie może mieć przyjaciół. Nie w tej przeklętej szkole! Wszystko co tu robiła, każdy jej ruch, każdy gest, każde słowo, to była gra. Jedna wielka farsa. Na dodatek sama się w to wpakowała. Gdyby wcześniej wiedziała, że dostanie to pieprzone stypendium… wtedy może wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Jej nowe przyjaciółki bawiło to, w jaki sposób traktuje chłopaków i tylko podsuwały jej kolejne cele. To było odpowiednie w tej chwili towarzystwo. Przemknęła się pustym korytarzem do szatni, chcąc trochę pobyć sama. Zdziwiła się widząc siedzącą na podłodze, opartą o ścianę sylwetkę. Rozpoznała Dominika. Już chciała zawrócić i uciec, ale coś w jego postawie zmusiło ją, żeby zostać. Podeszła do niego powoli. Jego ubranie było podarte i pogniecione, brązowe włosy rozsypały się w nieładzie. Chłopak zawsze był porządny, nienawidził bałaganu. To nie było do niego podobne. Podniósł głowę, spojrzał na nią, a potem szybko spuścił wzrok. Jęknęła, bo dopiero kiedy zobaczyła siną plamę pod jego okiem, dotarło do niej co się stało.

– Nic ci nie jest? – spytała klękając przy nim na kamiennej podłodze.

– Odejdź! – zażądał nieco chrapliwie.

– Nie ma mowy! – warknęła na niego i bezceremonialnie usiadła obok.

Nie zwracając uwagi na to co robi, położyła głowę na jego ramieniu. Nie odezwał się więcej, ale jej wystarczyło po prostu to, że był.

 ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Unikała go przez ponad tydzień, a on mimo, że powinien odczuwać ulgę, jedynie coraz bardziej się złościł. Zdał sobie sprawę, że cholernie za dziewczyną tęskni. To nie było normalne. Dodatkowo miał też inny problem. Robert śledził każdy jego ruch i tylko czekał aż zostanie sam. Dominik zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później będzie musiało dojść do konfrontacji i że zapewne jego prześladowca nie przyjdzie sam. Tego dnia w szatni osaczyli go we trójkę. Od dawna był samotnikiem, a inni uważali o za dziwnego, dlatego nauczył się bronić – jednak nie sam, przeciwko trzem. Zazwyczaj po prostu wystarczyła jego nieprzyjemna, ponura postawa, ale nie tym razem. To była zemsta. Teraz siedział upokorzony, pobity i obolały, a ona akurat musiała tu przyjść. Cudownie! Nie mógł sobie wyobrazić lepszego zwieńczenia koszmarnego dnia. Mimo to nie protestował, nawet jeżeli siedziała zbyt blisko. Dotykała go. Nie lubił, kiedy ludzie go dotykali. Nigdy, nawet jako dziecko, nie był przytulany i od tego czasu udało mu się obrosnąć kolcami. Jego rodzice uważali, że pieniądze zastąpią wszystko. Może rzeczywiście tak było? Jedynymi osobami, które mógł określić mianem przyjaciół byli Patryk i Michał, jednak to też głównie dlatego, że tolerowali jego nietypowe zachowania. Ale ona… wtargnęła  w jego życie w jakiś obcy, dziwnie przyjemny sposób. Nigdy niczego od niego nie chciała, nie oczekiwała. Po prostu tam była. Siedzieli w milczeniu przez ponad godzinę, aż w końcu Ewelina wstała. Wzięła go za rękę i pociągnęła w górę.

– Jutro kończysz dziewiętnaście lat – stwierdziła. – I naprawdę nie chciałabym tego przegapić siedząc tutaj.

– Skąd wiesz? – zdziwił się Dominik.

Uśmiechnęła się promiennie.

– Mam swoje źródła.

Chłopak niechętnie wstał. Zaskoczyła go. Nikt nigdy nie pamiętał o jego urodzinach, najczęściej nawet on sam. Nie dyskutowali o tym, dlaczego się pokłócili. To nie miało sensu. Ważne, że teraz już wszystko było między nimi ok.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Ewelina nie przypominała sobie, żeby miała kiedykolwiek prawdziwych przyjaciół. Zawsze przed wszystkimi grała. Posiadała całą gamę odpowiednich do sytuacji masek. Jednak z Dominikiem było inaczej. Przy nim nie czuła potrzeby udawania. Mogła być sobą. I naprawdę chciała z nim spędzić jego urodziny. Najedli się pizzą, a teraz, siedząc na łóżku, oglądali na laptopie jakiś horror. Obydwoje byli ich pasjonatami. Dziewczyna przysunęła się do niego bliżej. Bawiło ją jego zakłopotanie. Położyła się przed nim na łóżku, na plecach, specjalnie po to, żeby móc spojrzeć w jego orzechowe oczy. W końcu i on się położył. Przysunęła się do niego.

– Wszystkiego najlepszego – mruknęła.

Cmoknęła go w usta. Zaskoczona poczuła jak przyciąga ją do siebie. Zaczyna całować. Nie o to jej chodziło… a jednak, to właśnie ona pozwoliła mu tak pomyśleć. Poddała się nie protestując. W końcu to były jego urodziny, a całowanie go wcale nie było nieprzyjemne. Zresztą jaki mogła mu dać lepszy prezent?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy się obudził, Eve już przy nim nie było. Pamiętał jak zasypiała, wtulona w jego ramiona. Czuł, że pierwszy raz w życiu kogoś naprawdę chciał w nich trzymać. Ona była kimś wyjątkowym. Właściwie to nie mógł doczekać się, kiedy ją znowu zobaczy. Pod szkołą wysiadł z samochodu i zatrzasnął drzwi. Podniósł wzrok i zamarł. Przy odgradzającym parking od zielonego trawnika murku stała całująca się para. Nie mógł uwierzyć, gdy rozpoznał sięgające pasa blond włosy. Zadrżał, widząc znajomą, szczupłą sylwetkę. Rozpoznał również chłopaka, który ją obejmował. Kristian, ciemnowłosy, o rok młodszy od niego, syn jednego z miejscowych polityków. Nie, to nie mogła być ona… nie jego Eve! A jednak… była tam. Stała przy Kristianie. Całowała go. Dominik przestał nad sobą panować. Podszedł tam i rozdzielił ich brutalnie. Chłopak przez chwilę protestował, ale doskonale, jak zresztą wszyscy inni, znał jego reputację, więc odpuścił. Wyraźnie dziewczyna nie była tego warta. Dominika roznosiła furia. Trawiąca go gorączka natychmiast jednak zamieniła się w lód, gdy spojrzał na Ewelinę. Stała tam, nie wypowiedziawszy ani słowa. Jej spojrzenie było zimne i wrogie. Nie stracił jednak rezonu.

– Co to miało być? – warknął na nią.

– A na co wyglądało? – spytała cierpko, a on poczuł, że w ogóle jej to co zrobiła nie rusza. – Nie możesz straszyć wszystkich moich chłopaków! – oznajmiła stanowczo. – Niedługo nikt nie będzie chciał się ze mną umówić!

Oniemiał. Nie spodziewał się tak bezpośredniej przemowy.

– Wczoraj to jeszcze mnie całowałaś – oznajmił z wyrzutem.

– To ty mnie całowałeś – upomniała go. – Ja tylko nie zaprotestowałam.

– Odwzajemniałaś moje pocałunki! – jęknął kompletnie zbity z tropu.

Ewelina westchnęła, jakby uświadamiając sobie własną pomyłkę.

– Chodźmy stąd – poprosiła zakładając leżący na ziemi plecak. – Porozmawiamy gdzieś na spokojnie.

Dominik tylko skinął głową i zabrał ją do samochodu. Coś w środku w nim pękło, a teraz czuł tylko żal i rozgoryczenie. Jak mógł być takim idiotą? Zabrał ją do lasu. Przeszli kawałek w milczeniu, a potem usiedli nad brzegiem wartko płynącej rzeki. To Eve odezwała się pierwsza.

– Jesteś moim przyjacielem – powiedziała cicho. – Czy mogłoby tak zostać? – dodała niemal błagalnie.

Chłopak poczuł, że bolą go ręce. Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, jak mocno zaciska pięści. Nie mógł teraz uwierzyć, że naprawdę nie o to jej chodziło, kiedy prześladowała go niemal każdego dnia. Więc uważała go jedynie za przyjaciela?

– Dlaczego? – wyrwało mu się nieproszone.

Spojrzała na niego ponuro.

– Ja… nie mogłabym być twoją dziewczyną – wyznała.

Roześmiał się gorzko.

– Aż tak ze mną źle?

Przecząco pokręciła głową. Spuściła wzrok.

– Nie, to nie to… – westchnęła. – Proszę, nie zmuszaj mnie, żebym ci mówiła. Nie chcę stracić twojej przyjaźni.

Chłopak przez chwilę wpatrywał się w zielone liście drzew i płynącą przed nimi wodę. Postanowił zaryzykować.

– Wiem, że mieszkasz w domu dziecka i jesteś w naszej szkole na stypendium – oznajmił.

Podskoczyła. Gwałtownie podniosła głowę, wpatrując się  niego intensywnie.

– Skąd to wiesz?

– Śledziłem cię – przyznał. – Jeżeli masz jeszcze jakieś tajemnice, je również odkryję – oznajmił.

– Dlaczego? – zapytała spłoszona.

– Ponieważ jestem twoim pieprzonym przyjacielem – warknął.

Ewelina przez chwilę z czymś się zmagała, a potem zaczerpnęła głęboko powietrza.

– Moje związki nie wyglądają jak z bajki – szepnęła. – Umawiam się z chłopakami, żeby kupowali mi różne rzeczy. Potrzebuję pieniędzy i tylko o to mi chodzi – wyrzuciła z siebie jednym tchem.

Wyglądała na przerażoną tym, co mu właśnie powiedziała. Dominik uśmiechnął się drwiąco.

– Czyli po prostu ich wykorzystujesz? – ni to spytał ni stwierdził. – Fajnie, więc równie dobrze możesz wykorzystywać mnie.

Spojrzała na niego zaskoczona.

– Nie, nie mogłabym. Nie ciebie.

– Dlaczego? – spytał od niechcenia.

Znowu długo milczała.

– Bo mi na tobie zależy – wyznała ledwo dosłyszalnym głosem.

Rozbawiło go to. To był czarny humor. Chciał z nią być. Naprawdę ją lubił, a nawet więcej, bo zdał sobie sprawę, że zdążył się w niej zakochać. Jej również na nim zależało i wydawało mu się, że odwzajemnia jego uczucia. Paradoksalnie, to właśnie był powód, dla którego nie chciała z nim być. Mimo najlepszych wyników w nauce, rozległej wiedzy w różnych dziedzinach i morza przeczytanych książek, zwyczajnie nie potrafił tego zrozumieć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Ewelina przestała unikać Dominika. Wyglądało na to, że chłopak dał spokój i ponownie mogli być przyjaciółmi. Z ulgą przyjęła to, że w żaden sposób jej nie potępiał. Miała wystarczająco wiele innych problemów, zwłaszcza ten, skąd wytrzasnąć na zawołanie dwadzieścia tysięcy. Zatrzymała się przed niepozornymi, obitymi czerwonym materiałem drzwiami, znajdującymi się w bramie kamienicy. Głęboko zaczerpnęła powietrza, a potem niechętnie, pełna obaw, weszła do środka. W klubie o tej porze było jeszcze pusto, w lokalu grała jedynie cicha muzyka. Dziewczyna natychmiast skierowała się na zaplecze. Potężnie zbudowany mężczyzna, z tatuażem przedstawiającym smoka na ramieniu spojrzał na nią, podnosząc głowę znam rozrzuconych dokumentów. Uśmiechnął się, a jego uśmiech jedynie spotęgował przerażenie Eve.

– Skoro przyszłaś, rozumiem, że masz dla mnie pieniądze? – ni to spytał ni stwierdził.

– Chciałam prosić o jeszcze trochę czasu – wydusiła z siebie zlękniona dziewczyna.

– Czasu?! – huknął na nią gwałtownie wstając zza stołu. W dwóch krokach przemierzył dzielącą ich odległość i znalazł się przy niej. Chwycił ją za ramię, brutalnie przyciągając do siebie. – Znam lepszy sposób, żebyś oddała swój dług – oznajmił, przyglądając się jej lubieżnie.

Ewelina czuła jak rozbiera ją wzrokiem. Jego nieświeży oddech przyprawiał ją o mdłości.

– Potrzebuję jeszcze tygodnia – jęknęła błagalnie.

Puścił ją.

– Masz trzy dni, żeby przynieść gotówkę – warknął. – Jeżeli ci się nie uda, zaczniesz u mnie pracować.

Skinęła głową, a potem z szybko bijącym sercem wybiegła z klubu. Zdawała sobie sprawę, że jej się nie uda. Nie miała nawet dokąd uciec, a nawet gdyby, to teraz jeszcze trzymało ją tutaj stypendium. To była jej jedyna szansa na lepszą przyszłość i nie mogła jej zmarnować. Gorączkowo zaczęła myśleć, co może zrobić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Przez cały czas go oszukiwała, a on był na tyle głupi, że dał się oszukać. Teraz zastanawiał się nad swoim własnym rozbawieniem. Właściwie nawet nie wiedział czy jest zły, za to czuł, że rozpada się gdzieś w środku. Obserwował na ekranie telefonu własny pokój. Nawet nie podejrzewała, że mógł zostawić włączoną kamerę w laptopie. Przeszukiwała jego rzeczy. Zabrała pieniądze i kartę kredytową. Miała niejedną okazję, by podejrzeć jego pin. Czy naprawdę była aż tak naiwna, iż myślała, że on nie zauważy? Zauważył jak zbiera się do wyjścia. Nie miał pojęcia, co z nią zrobić. Zacisnął usta tak, że stały się wąską linią. Patryka i Michała nie było w mieszkaniu. To był dobry moment, a w każdym razie lepszego nie znajdzie. Potem, kiedy się z nią rozmówi, więcej już nie chciał widzieć jej na oczy. Kiedy wychodziła z pokoju, chwycił ją za rękę. Spojrzał jej prosto w twarz.

– Pokaż co tam masz! – zażądał wskazując na torbę.

– To nie twoja sprawa! – natychmiast odpowiedziała atakiem.

– Wydaje mi się, że moja – oznajmił chłodno.

Wyrwał jej torbę z ręki, a potem zawartość wysypał na podłogę. Zadrżała. Instynktownie próbowała uciekać, ale on trzymał ją mocno. Wepchnął ją z powrotem do swojego pokoju, a drzwi zamknął na klucz.

– Siadaj! – rozkazał popychając ją na łóżko.

W jej oczach czaił się strach. Dobrze, niech się boi, należy jej się.

– Masz mi coś do powiedzenia? – zapytał ostro.

Skuliła się, ramionami obejmując kolana. Milczała. Z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Nagle poczuł, że ma tego wszystkiego dość. Już nie chciał jej ukarać. Poddał się zrezygnowany.

– Weź to co ukradłaś, a potem nie waż mi się nigdy więcej pokazywać na oczy, skoro tyle znaczy dla ciebie przyjaźń.

Otworzył drzwi. Pieniądze nie miały dla niego żadnego znaczenia. Dziewczyna zerwała się z łóżka i uciekła, po drodze zgarniając zawartość swojej torby. Dominik poczuł jak ogarnia go pusta. Rzucił się na pościel, a potem nie potrafił zdobyć się na nic innego niż leżąc na plecach wpatrywać się w biały sufit.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Ewelina wybiegła z budynku, cała się trzęsąc. Właśnie straciła przyjaciela… nie kogoś więcej! Piekielnie ją bolało. I nawet nie wiedziała, czy ma tyle ile jej potrzeba. Dlaczego on się tak zachował? Czemu pozwolił jej odejść? Czy zaraz wezwie policję? Po głowie pędziły jej setki pytań. Przestała biec. Zatrzymała się, a potem zawróciła. Nie mogła tego zrobić, nie jemu. Teraz było za późno, żeby cofnąć swoją kradzież, za późno, żeby odzyskać jego przyjaźń, a mimo to, wiedziała, że musi tam wrócić. Zadrżała na myśl o tym, co tamten mężczyzna jej zrobi. Prawdopodobnie Niczego więcej teraz nie pragnęła, jak przeprosić i naprawić swój błąd. Potem zniknie z jego życia, tak jak tego od niej zażądał. Kiedy stanęła pod drzwiami mieszkania okazało się, ze są otwarte. Na jej widok zaskoczony Dominik zerwał się z łóżka. Patrzył, jakby zobaczył ducha. Nie wiedziała co powiedzieć. Rzuciła na łóżko torbę z całą zawartością.

– Przepraszam – wyszeptała, a potem znów chciała wyjść, ale nie pozwolił jej na to.

– Wytłumacz się – rozkazał, przytrzymując dziewczynę.

Nie miała odwagi spojrzeć w jego orzechowe oczy.

– Do jutra potrzebne mi jest dwadzieścia tysięcy – wyjaśniła stłumionym łzami głosem.

– Dlaczego? – zapytał siląc się na spokój.

Nienawidziła tego jego „dlaczego?”, a jednak, mimo wszystko, wiedziała, że zasłużył na odpowiedź. Nawet, jeżeli miałby jej nie uwierzyć. Usiadła na podłodze, opierając się plecami o łóżko, a on uklęknął naprzeciwko niej.

– Mój ojciec, zanim uciekł gdzieś za granicę – dodała dość cierpko – miał hazardowe długi, a ci ludzie u których je zaciągnął, uznali, że muszę je spłacić – wyrzucała z siebie szybko słowa, wiedząc, że jeżeli nie zrobi tego od razu, nigdy nie zdobędzie się na to, żeby o tym opowiedzieć. – Przez jakiś czas pracowałam dla nich – wyjaśniła ponuro – kradłam i sprzedawałam narkotyki, a potem dostałam stypendium i już nie chciałam tego robić – mówiła szeptem. – Zrezygnowałam, a oni kazali mi wszystko spłacić. Mam czas do jutra. Gdyby nie to, że nie jestem pełnoletnia, pewnie od razu zmusiliby mnie do pracy w burdelu – przyznała. – Podejrzewam, że i tak to właśnie mnie czeka, jeżeli szybko czegoś nie wymyślę.

Dominik patrzył na nią poważnie. Nie wiedziała czy jej uwierzył, natomiast zdawała sobie sprawę, że nie miał powodu jej ufać.

– Więc jesteś tym ludziom winna jeszcze dwadzieścia tysięcy, a potem dadzą ci spokój? – spytał.

Niepewnie skinęła głową, nie mając pojęcia do czego on zmierza.

– Świetnie. Powiedz mi jak się z nimi skontaktować.

Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.

– Dominik… – zaczęła jeszcze bardziej przerażona.

– Najpierw mi to powiedz, a potem zostaniesz tutaj aż nie wrócę – oznajmił, a ona jeszcze nigdy nie słyszała by mówił tak stanowczym i władczym tonem.

Wyczuła, że jest śmiertelnie poważny. Posłuchała. Kiedy dowiedział się wszystkiego, wyszedł, zostawiając ją samą.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Dominik był zły, że nie powiedziała mu od razu, ale mimo to wiedział, że nie może jej z tym zostawić samej. Bał się i był pewien, że słusznie. Wezwanie policji zapewne tylko pogorszyłoby sprawę, przecież jako dowód miał tylko słowo szesnastoletniej dziewczyny z domu dziecka. To zdecydowanie za mało. Postanowił, że spróbuje po prostu oddać za nią pieniądze. Miał cichą, nieśmiałą nadzieję, że to tym ludziom wystarczy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Ewelina przez prawie całą noc nie spała, ale nie ruszyła się z mieszkania Dominika. Kiedy obudziła się rano, chłopaka dalej nie było. Ogarniał ją coraz większy niepokój. Kiedy drzwi się otworzyły, niemal podskoczyła z ulgi. Natychmiast jednak zdenerwowanie wróciło, gdy przekonała się, że do mieszkania wszedł Patryk. Zaskoczył go jej widok, ale nic nie powiedział. Po godzinie dołączył do nich Michał.

– Nie mam pojęcia co się stało, ale Dominik jest w szpitalu – oznajmił krótko. – Zaraz tam jadę.

– Jedziemy z tobą – oznajmił Patryk, spojrzawszy na drżącą ze strachu i niepokoju Ewelinę.

Już po kwadransie wysiadali z samochodu, a po dwudziestu minutach załamana dziewczyna słuchała o tym, że Dominik został brutalnie pobity. To wszystko przez nią! To była jej wina. Nigdy nie powinna się zgodzić, żeby to on tam szedł, ale stchórzyła. Z trudem powstrzymywała własne łzy. Czuła, że to niesprawiedliwe. Z ulgą przyjmowała kolejne zdania – jest przytomny, obudził się, możecie do niego zajrzeć, byleby nie za długo. Nie miała pojęcia jak spojrzy chłopakowi w oczy. Mimo to, kiedy weszli do pokoju, z trudem powstrzymała się przed zarzuceniem mu rąk na szyję. Miał posiniaczoną twarz, lekarze wspominali o złamanych żebrach, ale kiedy weszli, uśmiechnął się do nich blado.

– Nie musisz się już o nic martwić – szepnął do Eweliny, kiedy znalazła się blisko niego. Patrzył na nią poważnym wzrokiem. – Teraz musisz stąd iść, ktoś czeka na ciebie w Błękitnym Motylu, kawiarni na Starym Rynku. Daj mu szansę.

Była zdziwiona, ale posłuchała go. Teraz zrobiłaby dla niego dosłownie wszystko. Niechętnie opuściła szpital i poszła we wskazane miejsce. Kiedy zobaczyła tą osobę, na nowo obudziła się w niej miłość zmieszana z nienawiścią, ale i nadzieja, która nigdy jej nie opuściła. Nie protestowała, gdy nagle znalazła się w ramionach ojca.

– Byłem pewien, że tu będziesz bezpieczna – szeptał przepraszająco, błagalnie, łamiącym się głosem – znacznie bezpieczniejsza niż ze mną.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Dominik cierpiał, ale nie dlatego, że wszystko go bolało, tylko dlatego, że później już ani razu do niego nie przyszła. To prawda, ściągnął tu jej ojca, szukał go już wtedy, kiedy dowiedział się, że dziewczyna mieszka w domu dziecka, angażując w to prawników i agencję detektywistyczną, z usług których korzystali jego rodzice. Nie podejrzewał jednak, że mogłaby go za to znienawidzić. Kiedy zamiast Eweliny poszedł do klubu, żeby oddać długi jej ojca, omal go nie zabili. Uratowało go to, że przejrzeli jego dokumenty. Ojciec wzięty mecenas, matka sławna, pracująca za granicą aktorka. Zabicie ich syna zdecydowanie wywołałoby zamieszanie. To nie była rzecz, której potrzebowali. Zabrali pieniądze. On przyrzekł im milczenie, oni obiecali zostawić w spokoju Ewelinę i jej ojca. Krótka i ponura historia, ale przynajmniej dla dziewczyny miała dobry koniec. Doszedł do wniosku, że nie jest jej już dłużej potrzebny i zapewne było to ich ostatnie spotkanie. Tego dnia Michał zabrał go z powrotem do mieszkania.

– Masz gościa – uprzedził zaskoczonego chłopaka.

Dominik niezdecydowany stanął w drzwiach własnego pokoju, a potem niechętnie wszedł do środka. Była tam i wydała mu się piękniejsza niż zwykle. Poderwała się na jego widok. Patrzyła na niego zaniepokojonym wzrokiem. Mimo tego, co o niej wiedział, w dalszym ciągu wydawała mu się taka… niewinna. Jeszcze bardziej zabolało go, że nie może jej mieć. Nigdy nikogo nie potrzebował, aż do momentu, kiedy ją spotkał. Stanęła tuż przy nim.

– Dominik, ja przepraszam – odezwała się drżącym głosem. – Nie mam pojęcia, kiedy oddam ci pieniądze. Ja, my… staraliśmy się coś wymyśleć, ale po prostu na razie nie jesteśmy w stanie… – zająknęła się, wyraźnie nie wiedząc co powiedzieć.

Roześmiał się. Nie mógł powstrzymać tego śmiechu.

– Więc chodzi o pieniądze? – spytał. – Dlatego mnie unikasz?

– Przecież to wszystko przeze mnie… Ja myślałam, że nie chcesz mnie widzieć – szepnęła.

Przyciągnął ją do siebie, a kiedy przylgnęła do niego, ulga zalała go ogromną falą.

– Chcę cię widzieć, zawsze, kiedy tylko jest to możliwe – wyznał.

Przez chwilę patrzyła na niego niedowierzająco, a potem ponownie schowała twarz w jego koszulce. Czuł, jak dziewczyna drży od cichego łkania. Usiadł na łóżku, sadzając ją sobie na kolanach.

– Naprawdę ciągle mnie chcesz? – zapytała cichutko.

Uśmiechnął się, odgarniając z jej zapłakanej twarzy, opadające na oczy włosy.

– Zawsze będę cię chciał – oznajmił stanowczo.

Tym razem to ona go pocałowała. Cały jego świat zawirował. Wcześniej, zanim ją poznał, nie sądził, że kiedykolwiek w życiu mógłby być tak naprawdę szczęśliwy. Teraz zdawał sobie sprawę, że to właśnie Eve jest jego szczęściem i wiedział, że całym sercem będzie o to szczęście dbał.

The End


Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

4 komentarze

  1. Odpowiedz

    Tomasz Nawrot

    7 kwietnia 2014

    Piękna historia! Obyś więcej pisała takich miłosnych opowiadań, bo aż chce mi się je czytać…

  2. Odpowiedz

    Liska

    5 stycznia 2016

    Zupełnie inne od twoich wszystkich opowiadań, ale i tak fajne. Kiedy planujesz napisać coś nowego?

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS