Czarna Magia

Wczoraj zdechł złoty ptak moich marzeń, nie mógł wyżywić się już okruchami zwykłej codzienności.

1.

Było upalne lato. Zamyślona, odziana w białą, zwiewną sukienkę Fiona, siedziała z książką na zielonej trawie Regent’s Parku. To było jej ulubione miejsce – najpiękniejsze w całym mieście. Właśnie tutaj, z Primrose Hill, rozciągał się cudowny widok na panoramę Londynu. Tego dnia jednak miała go już serdecznie dość.

Nienawidziła swojego życia i nie miała zamiaru już dłużej temu zaprzeczać. Nie chciała już też oglądać tego zatłoczonego miasta, w którym ludzie wiecznie za czymś gonili. Pragnęła swobody i wolności, możliwości podejmowania własnych decyzji. Los bywał jednak kapryśny, a Fiona doskonale zdawała sobie sprawę, że niejedna dziewczyna oddałaby wszystko by znaleźć się na jej miejscu.

Odwróciła się i niechętnym spojrzeniem obrzuciła stojących nieopodal ochroniarzy. Odziani w garnitury mężczyźni chodzili za nią jak cienie. Towarzyszyli jej właściwie od zawsze i to wcale nie dlatego, że była kimkolwiek ważnym. Ona sama nie miała żadnego znaczenia, za to miał je jej wuj – Nataniel Duncan, który po śmierci swojej siostry został prawnym opiekunem Fiony. Prowadził dużą firmę, zajmującą się wykupywaniem upadających przedsiębiorstw, a potem sprzedawaniem ich w niewielkich kawałkach. Był również właścicielem sieci luksusowych hoteli porozsiewanych po całej Europie.

To właśnie on uznał, że jego siostrzenicy potrzebna jest ochrona. Fiona nie była tylko do końca pewna czy zadaniem tych mężczyzn jest rzeczywiście bronienie jej przed jakimś niebezpieczeństwem z zewnątrz czy też może pilnowanie, żeby nie uciekła, co już zresztą kilkakrotnie jej się udało. Oczywiście nie na długo. Nataniel, dzięki swoim rozlicznym kontaktom, zawsze dość szybko ją znajdował.

Rodzice Fiony zginęli w wypadku samochodowym, kiedy była jeszcze zupełnie mała, a wuj nie był osobą, którą można by było darzyć jakimikolwiek uczuciami – nie ważne negatywnymi czy pozytywnymi. Dziewczyna zawsze zastanawiała się czemu się nią zaopiekował, była jednak pewna, że miał w tym jakiś interes. Zdawała sobie sprawę, że gdyby był to jedynie obowiązek, znalazłby sposób, żeby się od niego wymigać.

girlTeraz, kiedy skończyła dziewiętnaście lat, jej marzenia mogły przemienić się w rzeczywistość. Pragnęła stać się samodzielna, nawet gdyby to miało oznaczać rezygnację z college i pracę w jakimś przydrożnym barze. Było jej wszystko jedno.

Niechętnym spojrzeniem obrzuciła London Eye, olbrzymi diabelski młyn, stanowiący jedną z największych turystycznych atrakcji miasta. Zastanawiała się, czy gdyby żyli jej rodzice mogłaby być szczęśliwa – tak po prostu, lekko i niewymuszenie. Wstała z wyuczoną gracją otrzepując z trawy delikatną, białą tkaninę. Przeciągnęła się jak niesforny kociak. Podeszła wolnym krokiem do swoich więziennych strażników.

– Chcę jechać do domu – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem.

– Oczywiście, panienko – odpowiedział natychmiast jeden z ochroniarzy kierując się w stronę czarnego Subaru.

Drugi poszedł za nią, uważnie obserwując jej kroki. Otworzył przed nią drzwi. Nie pamiętała nawet ich imion. Lucas, prawa ręka jej wuja, pilnował, żeby ochroniarze zmieniali się każdego miesiąca. Ta rotacja zaczęła się po tym jak zaprzyjaźniła się z jednym z nich. Nie wolno jej było rozmawiać z pracownikami, z pewnością nie o prywatnych sprawach. Mogła jedynie wydawać polecenia.

Chwilę później samochód przedzierał się przez zatłoczone ulice Londynu. Minęło dobre pół godziny, zanim zatrzymali się w ścisłym centrum. Przy jednej z bocznych ulic znajdował się luksusowy, pięciogwiazdkowy, Royal Wings Hotel, jedna z zabawek Nataniela. Aktualnie dziewczyna właśnie tutaj miała swój pokój. Kiedy wysiadła z samochodu, mężczyźni w garniturach podążyli za nią jak cienie. Zatrzymali się dopiero przed wejściem do jej apartamentu. Stanęli po obu stronach drzwi. Weszła do środka w jeszcze gorszym humorze. Za każdym razem rzeczywistość coraz boleśniej uświadamiała jej brak wpływu na własne życie.

2.

Lucas niedawno skończył dwadzieścia cztery lata i wszystkich dziwiła jego wysoka pozycja. Pracę u boku Nataniela zaczynał jednak jeszcze jako dzieciak i nikt nawet nie próbował zadawać pytań. Był wysoki, szczupły w talii i szeroki w ramionach. Jasne włosy nosił przycięte po wojskowemu, przy samej skórze. Jego stalowoszare oczy zawsze przeszywały ludzi zimnym, wyrachowanym wzrokiem. Gdyby nie to spojrzenie i nieodłącznie towarzyszący mu gniewny wyraz twarzy, mógłby uchodzić za niezwykle przystojnego mężczyznę. To jednak właśnie one zawsze stwarzały dystans między nim, a innymi ludźmi, a wszyscy zachowywali się dokładnie tak jak tego po nich oczekiwał. No może prawie wszyscy… Istniała jedna osoba, z którą musiał negocjować, a te negocjacje bywały niekiedy niezwykle zabawne.

Siedział teraz w hotelowym barze powoli sącząc whisky z lodem. W kącikach jego ust pojawił się cień aroganckiego uśmiechu, kiedy zobaczył wchodzącą do środka dziewczynę. Liczył na to, że spotkanie będzie conajmniej inspirujące.

Fiona była naprawdę śliczna. Miała sięgającą pasa, płomiennie rudą burzę loków i bystre, zielone jak wiosenna trawa, oczy. Była szczupła, zgrabna i niezbyt wysoka, nie należała też jednak do niskich osób. Taka po prostu idealnie w sam raz. Patrzył na nią bez skrępowania, pożerając ją wzrokiem. Te niewielkie gry, które między sobą toczyli, to była w jego życiu jedyna, prawdziwa rozrywka.

– Cześć ślicznotko – przywitał się, kiedy podeszła bliżej. – Napijesz się czegoś?

– Nie mam ochoty na twoje gierki – syknęła, w jej oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. – Mam do ciebie sprawę. Chcesz usłyszeć czego dotyczy czy nie?

– Jasne, dla ciebie wszystko, Fii – zadrwił nieco zawiedziony, ale równie mocno zainteresowany. Nie zwracałaby się do niego z byle czym. – Mów.

– Mam już dosyć tych typów – wskazała na dwóch odzianych w czarne garnitury mężczyzn, którzy zaraz za nią weszli do baru. – Chodzą za mną jak cienie. Możesz coś z nimi zrobić?

– Ok. – odpowiedział uśmiechając się przekornie.

To była sprawa, którą i tak sam zamierzał poruszyć. Miała idealne wyczucie czasu. Teraz to ona będzie mu winna przysługę, a był przekonany, że wie jak takie długi wykorzystać. Spojrzała na niego skonsternowana.

– Tak po prostu? – spytała niedowierzająco.

Roześmiał się. W jego śmiechu nie było cienia wesołości.

– Oczywiście, że nie. Nie bądź naiwna. Jak zwykle, coś za coś.

Zbyt dobrze ją znał. Nawet, gdyby nie chciał niczego w zamian, nigdy nie uwierzyłaby w jego dobre intencje.

– Czego tym razem chcesz? – westchnęła zrezygnowana.

Zielone oczy wpatrywały się w niego intensywnie, ale też z jakąś niepokojącą obojętnością. Ani trochę mu się to nie spodobało. Zaryzykował, wybierając z całej listy pomysłów rzecz, która najbardziej ją wkurzy.

– Podpiszesz umowę, którą przysłało Victoria’s Secret. Zostaniesz ich modelką.

Fiona prychnęła.

– Żartujesz sobie, prawda?

Lucas pokręcił głową.

– W najmniejszym stopniu. Chodzi tylko o dwa miesiące współpracy, a nawet nie wyobrażasz sobie jakie korzyści osiągnie dzięki temu Nataniel. Chcesz czy nie, zostałaś twarzą tej firmy. Poza tym – dodał po chwili teatralnej przerwy – chętnie obejrzę sobie twoje zdjęcia w bieliźnie – oznajmił z drwiącym uśmieszkiem.

Dziewczyna przymknęła oczy. Ku jego zdumieniu naprawdę rozważała tą propozycję. Czyżby aż tak bardzo jej zależało?

– I obiecujesz, że oni znikną z mojego życia, a na ich miejscu nie pojawią się nowi?

– Masz moje słowo – odpowiedział patrząc jej w oczy.

Dlaczego jednak tym razem zwycięstwo miało tak gorzki smak?

3.

Wolnym krokiem wszedł do starej kamienicy na obrzeżach miasta. Budynek wyglądał na opuszczony. We wnętrzu panował półmrok. Okna i drzwi były pozabijane deskami, żeby nie wchodzili do środka nieproszeni goście. Z sufitu posypał się tynk. Mężczyzna niedbałym gestem strzepnął go z ramienia drogiej marynarki. Otworzył krzywo przytwierdzone drzwi, za którymi ukazały się prowadzące w dół schody. Niespiesznie zszedł do piwnicy. Tam kolejnych pomieszczeń pilnował uzbrojony w automatyczny karabin strażnik. Skinął Lucasowi głową, podczas gdy ten, nie zwracając na niego uwagi, poszedł dalej.

W niskim, dość dużym pomieszczeniu stał drewniany, okrągły stół. Przy nim, na pociemniałych ze starości skrzyniach i obdrapanych krzesłach, siedzieli kolejni mężczyźni. Grali w karty. Byli uzbrojeni, ale wyglądali dość niechlujnie. Ich broń natomiast sprawiała wrażenie nielegalnej. Na widok zbliżającego się Lucasa natychmiast zerwali się z miejsc. W ich oczach pojawił się strach.

– Szefie! Nie spodziewaliśmy się pana tak wcześnie! – odezwał się potężnie zbudowany drab o nieco kaprawych oczach.

Lucas obrzucił ich niechętnym spojrzeniem.

– Zaszły pewne okoliczności – powiedział z leniwym, aroganckim uśmiechem, który zagościł na przystojnej twarzy. – Odrobinę zmieniłem plany. Chcę zabrać stąd więźnia.

Zerknął w głąb pomieszczenia, gdzie znajdowały się potężne, metalowe drzwi. Jeden z graczy natychmiast rzucił się do nich z kluczami. Otworzyły się z upiornym zgrzytem. Do mrocznego pomieszczenia wpadła odrobina światła. Nie było tam żadnych okien. Ze środka dochodził bardzo nieprzyjemny zapach. W rogu, pod samą ścianą, leżała skulona postać. Mężczyzna, który przed chwilą otworzył drzwi, z wyraźną niechęcią wszedł do środka. Kopnął leżącego w brzuch.

– Wstawaj! – warknął.

Chłopak chwiejnie podniósł się na kolana. Ręce miał związane za plecami, tak mocno, że sznur poranił mu nadgarstki aż do krwi.

– Wyprowadź go – powiedział obojętnym tonem Lucas.

– Słyszałeś? – syknął tamten. – Na nogi!

Więzień z trudem wstał, podpierając się o ścianę, ale zaraz z powrotem osunął się na kolana. Drab kopnął go kolanem w szczękę. Chłopak upadł na podłogę. Najwyraźniej przyzwyczajony do razów, zwinął się tak, żeby chronić przed ciosami brzuch i głowę.

– Starczy! – powiedział Lucas nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Jest mi potrzebny w jednym kawałku. – Skinął na osiłka, którego twarz zdobiła gęsta, ciemna szczecina. – Pomóż mu go tu przyprowadzić.

Mężczyzna, mimo malującej się na twarzy niechęci, natychmiast posłuchał. We dwójkę wywlekli chłopaka z celi. Rzucili go na podłogę przed swoim szefem. Lucas spojrzał na niego z pogardą.

– Niech na mnie patrzy, kiedy do niego mówię – cierpkim tonem wyraził swoje życzenie.

Jeden z mężczyzn chwycił chłopaka za włosy i zmusił, żeby tamten uklęknął. Więzień splunął Lucasowi pod nogi. Jego ślina zmieszana była z krwią. Natychmiast dostał w twarz od trzymającego go osiłka.

– Pożałujesz! – warknął drab.

Chłopak go zignorował.

– Czego chcesz Gisborne? – spytał cichym, zachrypniętym głosem.

– Mam dla ciebie pewną propozycję – powiedział Lucas spokojnym, niemalże przyjaznym tonem – mimo, że w ogóle na nią nie zasługujesz, śmieciu.

4. 

Raven stał pod ścianą luksusowo urządzonego gabinetu. Z wściekłością zaciskał pięści. Czuł się bezradny i nienawidził tego uczucia. Po obu jego bokach znajdowali się postawni mężczyźni w eleganckich garniturach. Obydwaj trzymali w każdej chwili gotową do strzału broń. To, że się go bali sprawiało mu nieco satysfakcji. Co prawda, rozwiązali mu ręce, pozwolili się umyć i dali czyste spodnie, ale dalej nie spuszczali go z oczu. Ravena bolało wszystko w środku, do tego nieznośnie piekły go rany po sznurach przez zdecydowanie zbyt długi czas krępujących mu nadgarstki. Mimo tego, że nie miał na sobie żadnej koszulki, było mu upiornie gorąco. Przynajmniej pierwszy raz od kilku dni pozwolili mu się napić do syta. Nie miał pojęcia jakim cudem się w ogóle w to wszystko wpakował.

Drzwi gabinetu stanęły otworem. Do środka weszło dwóch, elegancko ubranych ochroniarzy. Za nimi kroczył dumnie starszy mężczyzna. Po nim w drzwiach pojawił się Lucas, prowadząc ze sobą zgrabną, rudowłosą dziewczynę.

– Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł, Lucasie? – spytał z powątpiewaniem mężczyzna.

– Tak, Natanielu – odpowiedział poważnym głosem tamten. – Zresztą, jeżeli się jej nie spodoba, będzie się go mogła łatwo pozbyć.

Rudowłosa obrzuciła Lucasa lodowatym spojrzeniem. Tamten uśmiechnął się drwiąco w odpowiedzi.

– Dobrze, w takim razie zaczynajmy – ponaglił zniecierpliwiony, głosem Nataniel. – Nie mam zamiaru tu spędzić całego dnia. Poza tym chętnie przekonam się jak to w rzeczywistości działa.

Podszedł do umieszczonego w głębi przestronnego gabinetu sejfu. Otworzył go i wyjął z niego podłużne opakowanie. Podał je Lucasowi. Tamten wyciągnął z niego coś, co przypominało cieniutki, biały promień światła. Mężczyzna podszedł do rudowłosej i chwycił jej łokieć.

– Co robisz? – syknęła próbując się wyrwać.

– Stój spokojnie, królewno – nakazał z drwiną w głosie. – Sama się na to zgodziłaś, pamiętasz?

– Na nic się nie godziłam! – warknęła. – Ty podstępny draniu! Oszukałeś mnie!

Raven zauważył, że starszy mężczyzna obserwuje ich z niejakim rozbawieniem. To zdenerwowało go jeszcze bardziej. Tu chodziło o jego życie, a dla nich była to po prostu nic nie znacząca zabawa.

Lucas chwycił świetlisty pręcik, jakby ten był ołówkiem i zaczął malować na przedramieniu dziewczyny zawile, skomplikowane symbole. Kiedy skończył na skórze rudowłosej widniał delikatny, srebrny wzór. Skinął na jednego z ochroniarzy. Tamten podał mu kolejne pudełko. Były w nim dwie skórzane obręcze, ozdobione takimi samymi symbolami, jak te wymalowane na skórze dziewczyny. Znaki wyglądały, jakby zostały na nich wypalone. Mężczyzna rzucił obręcze Ravenowi. Chłopak bez problemu złapał je w locie. Obrzucił Lucasa nienawistnym spojrzeniem. Blondyn uśmiechnął się paskudnie.

– Załóż to – powiedział nieznoszącym sprzeciwu głosem.

Raven niechętnie wykonał polecenie, naciągając obręcze na przedramiona. Kiedy skończył, Lucas spojrzał na niego rozbawiony. Niespodziewanie, bez żadnego ostrzeżenia, chłopak poczuł rozdzierający ból. Ugięły się pod nim kolana. Stojący po bokach ochroniarze podtrzymali go brutalnie. Zagryzł z całej siły zęby, żeby nie krzyczeć. Skórzane bransolety zaczęły wtapiać się w jego ciało. Przeszywał go palący, rozdzierający ból. Oczy zaszły mu ciemną mgłą. Starał się nie odpłynąć. Nie mógł pozwolić sobie na utratę przytomności, nie teraz, nie tutaj. Gdy udało mu się skupić wzrok zobaczył pociemniałą z gniewu twarz rudowłosej.

– Co mu zrobiłeś?! – warknęła na Lucasa.

– Niestety nic, ale uwierz mi, zasłużył sobie na wszystko – odpowiedział spokojnie tamten.

Ból minął równie nagle jak się pojawił. Raven z trudem oddychał. Obręcze całkowicie wtopiły się w jego ciało. Na skórze zostały jedynie cienkie, czarne pasy ozdobione zawiłym, wypalonym na nich wzorem. Wyglądały jak precyzyjnie wykonane tatuaże. Starszy mężczyzna przyjrzał się mu zaciekawiony, jakby kontemplował jakiś rzadki okaz owada.

– Więc to naprawdę działa? Mogę liczyć na jakąś małą demonstrację? – zapytał nagle ożywiony.

– Oczywiście – z twarzy Lucasa nie schodził paskudny uśmiech. – Fi, pomyśl o czymś co sprawia ból. Wymyśl cokolwiek – zażyczył sobie.

– Zwariowałeś? – spojrzała na mężczyznę jakby był niespełna rozumu.

Uśmiechnął się do niej. Podszedł bliżej. Objął ją w tali i przyciągnął do siebie. Spróbowała go odepchnąć, był jednak silniejszy. W pewnym momencie Raven jęknął. Upadł na podłogę. Podwinął pod siebie nogi. Rękoma otoczył brzuch.

– Widzisz jakie to proste? – szepnął Lucas puszczając zszokowaną dziewczynę. – O czym pomyślałaś?

– Chciałam cię kopnąć w… – rudowłosa zamilkła.

Wolała nie kończyć zdania. Nie chciała krzywdzić nieznajomego chłopaka. Słyszała, że Lucas para się czarną magią, ale tak naprawdę nigdy w to nie wierzyła. Nataniel zaczął bić brawo. Jego twarz rozjaśniła się odrobinę, ale dalej nie wyrażała zbyt wielu uczuć.

– Pięknie – powiedział. – Jesteś jednak pewny, że to wystarczy, żeby zmusić go do współpracy? – zwrócił się do Lucasa.

– Och, Raven współpracuje z nami z zupełnie innych powodów – odparł tamten. – To wyłącznie dodatkowe środki ostrożności. Nie chciałbym, żeby przez moje niedopatrzenie miał szansę skrzywdzić naszą śliczną Fionę. Uwierz mi Natanielu, w razie potrzeby odda za nią życie. Nie znajdziesz lepszego strażnika.

5. 

Wściekłość, gniew i własna bezsilność kotłowały się w Fionie istną nawałnicą. Kiedy tylko  zamknęły się za nią drzwi pokoju zaczęła siarczyście przeklinać. Wiedziała, że nie powinna ufać Lucasowi. Jak zwykle pozwoliła, żeby ją oszukał. Zrobiła to co chciał, a on znalazł sobie świetny sposób, żeby obejść ich układ. Spojrzała na stojącego przy drzwiach chłopaka. Przyglądał się jej z zainteresowaniem.

– Na co się gapisz? – warknęła.

Prychnął.

– Na pewno nie na ciebie – odpowiedział groźnie mrużąc oczy.

– Wynoś się stąd! – rozkazała.

– Uwierz mi, to ostatnie miejsce w którym chciałbym być – warknął. – Tyle, że nie mogę. Jeżeli masz z tym problem, to wiesz do kogo się udać.

Fiona znów zaczęła przeklinać. Czuła, że poniosła porażkę i z całego serca nienawidziła tego uczucia. Równie mocno nienawidziła też Lucasa, który był wszystkiemu winny. Kiedy się trochę uspokoiła, spojrzała ponuro na chłopaka.

– Jak masz na imię? – spytała.

– Bo co? – warknął nieuprzejmie.

– Jak sobie chcesz – wzruszyła ramionami. – Równie dobrze mogę się do ciebie zwracać per „chłopcze”.

Zachichotała, a on spojrzał na nią jak na wariatkę. Właściwie podobał jej się ten zwrot, był niczym żywcem wyjęty z klasyki angielskiej literatury. Chłopak zmierzył ją chłodnym wzrokiem.

– Raven – zdecydował się w końcu przedstawić.

– Nie mogę powiedzieć, żeby było mi miło – westchnęła, opadając na szerokie łóżko. – Ja jestem Fiona – odparła z przekąsem. Spojrzała na jego obnażony tors. – Może mógłbyś się ubrać, skoro planujesz tu zostać?

Dopiero teraz uważniej przyjrzała się chłopakowi. Musiała przyznać, że był całkiem niezły, chociaż zupełnie nie w jej typie. Nie dorównywał wzrostem Lucasowi, ale był od niego szerszy w ramionach i zdecydowanie wyższy od niej. Mięśnie też miał niczego sobie. Do tego wyróżniały go intrygujące, fioletowe oczy, ciemne, mocno zarysowane brwi i hebanowo czarne, delikatnie przydługie włosy. Ich kosmyki niesfornie opadały mu na oczy.

– Zrobiłbym to, gdybym miał w co – odparł chłodno, przerywając jej kontemplację.

Na hotelowy apartament składały się przyjemnie wyglądające, złączone ze sobą, dwa pokoje. Jeden służył jako dzienny salon, drugi natomiast jako sypialnia, z której można było wejść do całkiem sporej, komfortowej łazienki. Pod ścianą większego pokoju stała kremowa kanapa, duża szafa i komoda, ozdobiona wazonem po brzegi wypełnionym bladoróżowymi kwiatami. Na środku znajdował się stolik, przy którym stały dwa wygodne fotele. Na ścianie wisiał plazmowy telewizor.

Dziewczyna niechętnie podniosła się z łóżka i podeszła do masywnej, rozsuwanej szafy. Z jednej z półek wyciągnęła dużą, czarną koszulkę z logiem rockowego zespołu.

– Masz – powiedziała podając ją chłopakowi.

Spojrzał na nią zaskoczony. Nie zaszczycił jej jednak ani słowem komentarza. Wzruszył ramionami i wciągnął na siebie koszulkę.

– Lepiej? – zapytał sarkastycznie.

– Znacznie – przytaknęła wciąż nieco rozbawiona. – Skoro nie masz swoich ubrań, to pewnie będzie ci trzeba jakieś kupić – stwierdziła obojętnie.

Chłopak nie zaprotestował. Chyba było mu wszystko jedno. Tak samo jak ona po prostu nie miał innego wyboru.

6.

Londyn w nocy wyglądał naprawdę pięknie. Fiona uwielbiała wieczorne spacery po pełnym tradycji i cudów mieście. Stała teraz nad brzegiem Tamizy i przyglądała się Tower Bridge. Czułaby się wspaniałe, gdyby nie irytująca obecność Ravena. Chłopak od samego początku działał na nią jak czerwona płachta na byka. Sama jego obecność powodowała, że aż gotowała się w środku z wściekłości. Do tego jeszcze dochodziła frustracja z powodu, że dała się tak łatwo oszukać Lucasowi… Następnego dnia miała jechać do Paryża, na sesję zdjęciową. Ani trochę nie miała na nią ochoty. Podpisała jednak umowę i musiała się tam zjawić. Westchnęła cicho. Wyobrażała sobie, że jest uwięzionym w klatce ptakiem, to nic, że klatka była ze złota. Dla ptaka i tak nie miałoby to żadnego znaczenia. Wolałby na wolności rozwinąć skrzydła.

Raven stał oparty o kamienny murek i przyglądał się jej bez większego zainteresowania. Usilnie starała się go ignorować. Zdawała sobie sprawę, że to nie jego wina, ostateczne nie był tu z własnej woli i zapewne również wolałby być zupełnie gdzie indziej… doszła jednak do wniosku, że chyba wolała jednak obecność bezimiennych ochroniarzy w czarnych garniturach. Nie zaszczyciwszy chłopaka nawet jednym spojrzeniem, zaczęła spokojnym krokiem iść wzdłuż rzeki. Miała ochotę obejrzeć nową wystawę zdjęć, która zawsze umieszczana była na jednym z deptaków prestiżowego South Bank, nad brzegiem Tamizy. Raven zareagował błyskawicznie. Chwycił dziewczynę za łokieć, nie pozwalając jej się oddalić.

– Najpierw powiesz mi dokąd idziemy – warknął przez zęby.

Frustracja Fiony wzrosła osiągając niebezpieczne granice. Zawodowi ochroniarze przynajmniej nie traktowali jej w ten sposób. Nie dotykali jej. Nigdy, przenigdy. On natomiast nic sobie nie robił nawet z prywatności dziewczyny. Nie istniały dla niego zasady dobrego wychowania ani pojęcie strefy osobistego komfortu.

– Jak śmiesz mnie dotykać?! – spytała ze złością.

Uśmiechnął się drwiąco.

– Mam dbać o twoje bezpieczeństwo. Nic innego mnie nie obchodzi – powiedział lekko rozbawiony. – Nawet, jeżeli to oznacza, że będę cię do czegoś miał zmusić siłą.

Fiona nie miała pojęcia czemu jakiś młody chłopak miałby jej lepiej pilnować niż dwóch zawodowych, świetnie wyszkolonych ochroniarzy. Nie sprawiał wrażenia starszego od niej. Do tego był chamski i zupełnie brakowało mu ogłady. Rozmawiała już o zachowaniu Ravena z Lucasem. Tamten jednak najzwyczajniej w świecie stwierdził, że jak chłopak jej zdaniem przesadzi, może go ukarać zadając mu ból. Mówił całkiem poważnie. Oznajmił jej również, że jeżeli miałaby ochotę, to może w ten sposób nawet go zabić, ale wówczas na swoje miejsce wrócą starzy ochroniarze. Najgorsze było to, że nie żartował. Fiona znała go na tyle dobrze by wiedzieć, że Lucas mówił śmiertelnie poważnie. Za to nienawidziła go jeszcze bardziej i oczywiście nie zamierzała tego sprawdzać w praktyce. Bardzo pilnowała się, żeby nawet przez przypadek nie skrzywdzić Ravena. Chciała tylko, żeby zostawił ją w spokoju.

– Chcę obejrzeć zdjęcia – syknęła cicho.

Puścił ją.

– Nie można było tak od razu? – zapytał z nutką drwiny w głosie. – Prowadź.

Fiona westchnęła smętnie i już z o wiele mniejszym entuzjazmem poszła w stronę porozstawianych na stelażach, czarno-białych zdjęć. Raven ruszył za nią zwinnie i bezszelestnie niczym cień.

7. 

Mimo że ledwo wzeszło słońce, zapowiadał się naprawdę upalny dzień. Do Paryża wyruszyli z samego rana. Przejechali przez łączący Dover z Kale tunel i bez żadnych przygód znaleźli się we Francji. Raven nigdy dotąd nie był w Paryżu. Gdy przejeżdżali przez miasto rozglądał się z zaciekawieniem. Studio fotograficzne do którego zmierzali znajdowało się niedaleko Avenue Montaigne, znanej w całej Europie ulicy pełnej najmodniejszych butików. Kiedy się przed nim zatrzymali Fiona z wyraźną niechęcią wysiadła z samochodu. Zaskoczyło go to ponieważ sprawiała wrażenie dziewczyny, która lubi być w centrum uwagi. Raven za nią nie przepadał, a jak do tej pory nie zrobiła nic by to zmienić. Tak naprawdę to uważał, że Fiona jest egoistyczną, zapatrzoną w siebie smarkulą, ale w sumie nie życzył jej źle. Była mu obojętna. Może nawet by jej współczuł, gdyby nie miał nadmiaru własnych problemów.

Studio mieściło się w starym, stylowym budynku z dużymi szybami. Na dole znajdowała się przestronna recepcja i kilka markowych butików. Fiona oznajmiła kierowcy, że po sesji ma zamiar pospacerować po paryskich uliczkach i zadzwoni po niego jak skończy. Raven z trudem powstrzymał prychnięcie. Oczywiście jego nie zamierzała pytać o zdanie.

Weszli do środka. W recepcji otrzymali czekające na nich identyfikatory i bez przeszkód wjechali windą na czwarte piętro. Pulchna, kasztanowłosa kobieta wylewnie przywitała Fionę i natychmiast zaprowadziła pod opiekę wizażystek oraz ciągle narzekającego fotografa. Jego  samego na szczęście zupełnie zignorowała. Kiedy Fiona weszła do przebieralni, chłopak stanął w korytarzu, zrezygnowany opierając się o ścianę. Nie miał najmniejszej ochoty tu być. Z pochmurną miną wodził wzrokiem za szczupłymi ciałami modelek. To nie był typ dziewczyn, które mogłyby przyciągnąć jego uwagę. Wolał nieco bardziej okrągłe kształty – przynajmniej w odpowiednich miejscach. Gdy jednak Fiona wyszła z przymierzalni z wrażenia aż zaparło mu dech. W jakiś magiczny sposób stała się zupełnie inną dziewczyną. Miała na sobie błękitne bikini z kusą, niewiele skrywającą, trójkątną spódniczką a’la pareo. Jej delikatnie opalona skóra połyskiwała migotliwymi drobinkami. Burzę rudych włosów miała upiętą wysoko, a po jej lewym ramieniu luźno spływało pasmo mocno skręconych loków. Wyglądała zachwycająco. Niewiarygodnie. Zupełnie jak bogini. Raven z trudem przełknął ślinę, odpędzając od siebie tego typu myśli. Dziewczyna obrzuciła go sfrustrowanym spojrzeniem i ruszyła korytarzem do studia fotograficznego. Przed wejściem zatrzymał ją dystyngowanie wyglądający mężczyzna w średnim wieku. Fiona musiała go rozpoznać, gdyż nieznacznie skrzywiła się na jego widok.

– Widzę, że raczyłaś się pojawić, księżniczko – zadrwił cichym, bynajmniej nie uprzejmym tonem.

– Odczep się – syknęła próbując przejść obok niego.

Mężczyzna poczerwieniał na twarzy.

– Zawsze były z tobą jakieś problemy – powiedział oskarżycielsko, jakby była winna całemu złu świata. W pewnym momencie złapał ją za rękę. – Co to? – spytał ostro wskazując na srebrzysty, delikatny tatuaż na jej przedramieniu.

– Nie twoja sprawa,  Malaparte – warknęła.

– Właśnie, że moja. Tego nie było w umowie! To popsuje nam zdjęcia ty głupi dzieciaku! – prawie wrzasnął na dziewczynę, zupełnie czerwony na twarzy.

– Vaffanculo – warknęła, wiedząc, że mężczyzna jest rodowitym Włochem.

Raven zobaczył jak tamten unosi dłoń chcąc uderzyć dziewczynę i poczuł radosne podniecenie. Nareszcie coś się działo. W jednej chwili znalazł się pomiędzy nimi. Złapał rękę mężczyzny, zanim ta dosięgła policzka Fiony. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. Wiedział dlaczego. To nie wydawało się jej możliwe – nikt nie mógł poruszać się z taką prędkością. On jednak mógł i bardzo mu to odpowiadało.

– Jeszcze raz ją dotkniesz – warknął – to złamię ci rękę. Czy to jasne? – spytał cichym, groźnym tonem, wykręcając do tyłu ramię mężczyzny.

Tamten niepewnie skinął głową. W jego oczach czaił się strach. Nie spodziewał się, że ktoś mógłby wstawić się za dziewczyną. Raven był pewien, że mimo nadmiaru wody kolońskiej, wyczułby go teraz na kilometr. Puścił go dopiero kiedy Fiona zniknęła za drzwiami studia fotograficznego.

8.

Sesja zdjęciowa trwała długie godziny i zakończyła się dopiero pod wieczór. Fiona czuła się wykończona zarówno fizycznie jak i psychicznie, ale nadal miała ochotę pospacerować po Paryżu. Szczerze lubiła to miasto. Doceniała jego urok i wdzięk.

– Dlaczego to robisz? – spytał Raven, kiedy szli wąskimi, otoczonymi przez stare budynki uliczkami miasta.

Na jego twarzy widziała konsternację i niezrozumienie. Emocje chłopaka było aż nazbyt łatwo odczytać. Nie do końca była jednak pewna o co ją pyta.

– Masz na myśli sesję?

– Tak – potwierdził. – Przecież widzę, że wcale ci się tam nie podobało.

– Masz rację – przyznała. – Podpisałam z nimi umowę, bo chciałam dobić targu z Lucasem. Tylko, że on mnie wystawił.

– A co on ci oferował w zamian? – spytał ostrożnie chłopak.

– Obiecał, że pozbędzie się moich ochroniarzy. Tyle, że zamiast nich dostałam ciebie – przyznała cicho.

Raven wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Milczał. Fionę to ucieszyło, bo sama również nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy. Zjedli późny obiad w jednej z zacisznych, paryskich restauracji, chwilę pozwiedzali miasto, po czym niechętnie wrócili do rzeczywistości. Powrót do Londynu w najmniejszym stopniu nie cieszył ani Fiony, ani Ravena.

9.

W galerii przy Jubilee Gardens, jak każdego miesiąca, odbywał się wystawny wernisaż. Tym razem zaprezentowane zostały dzieła młodego, dobrze zapowiadającego się artysty – Andrew Donna, malującego pod pseudonimem „Trochilidae”. Jego prace były nadzwyczaj barwnymi, pozytywnie nastawiającymi do życia, olejnymi obrazami na płótnie. Widniały na nich baśniowe stworzenia z mitologii celtyckiej, barwne kwiaty i przepiękne krajobrazy. Fiona od dawna nie była niczym tak bardzo zafascynowana. Widziała jednak, że dystyngowani goście kręcą nosem na dzieła Andrew. Słyszała ich komentarze. Nie potrafiła sobie wyobrazić, dlaczego ci ludzie wolą dzieła artystycznego szału takich malarzy jak Santiago Osario, którzy jej zdaniem zwyczajnie chlapali farbą na płótna, twierdząc, że ich prace mają jakiś doniosły sens i znaczenie. Może po prostu ludzie lubią postrzegać świat po swojemu i sztuka podoba im się jedynie wtedy, gdy mogą ją interpretować zgodnie z własnymi upodobaniami.

Dziewczyna chwyciła kieliszek szampana z tacy przechodzącego obok kelnera. Był to francuski Vallée de la Marne, bardzo go lubiła. Miał delikatny smak, a jego bukiet był owocowy i łagodny. Jedna z nielicznych zalet życia pod skrzydłami wuja. Postanowiła, że tego wieczoru nie będzie sobie niczego odmawiała. Z każdym następnym kieliszkiem bawiła się coraz lepiej. Nawet obecność ponuro milczącego Ravena przestała jej działać na nerwy. Musiała przyznać, że chłopak, w czarnej marynarce i koszuli w kolorze wytrawnego wina prezentował się całkiem nieźle. Nawet pomimo tego, że nie pozwolił sobie założyć krawata.

Fiona śmiała się, bawiła i wesoło rozmawiała z każdym, kto znalazł się w pobliżu jej osoby. Czuła się pewnie. Była na swoim, doskonale znanym jej terenie. Mimo to, w towarzystwie ludzi, do których nie pasowała sercem i duszą, okropnie doskwierała jej samotność.

Kiedy zaczął z nią flirtować Oliwer Denison, syn jednego z partnerów handlowych jej wuja, brunet w modnym, grafitowym garniturze, nie miała nic przeciwko. Uśmiechała się do niego, jak to miała w zwyczaju, udając słodką idiotkę. Schowali się za łukowatym przejście prowadzącym do mniejszej, nie oświetlonej sali. Chłopak objął ją w talii. Przysunął się do niej tak blisko, że na karku czuła jego oddech. On również pachniał drogim szampanem. Jego ręce zsunęły się z pasa na pośladki dziewczyny. Nachylił się, żeby ją pocałować. Nagle czyjeś ręce odciągnęły go w tył. Szybki i silny prawy sierpowy uderzył go w nos, tak, że zaskoczony zatoczył się pod przeciwległą ścianę. Raven chwycił go za kołnierz i pchnął na ceglany mur. Fiolet jego tęczówek stał się głębszy, bardziej intensywny.

– Nigdy więcej jej nie dotykaj – syknął patrząc mu prosto w oczy.

– Raven… – szepnęła Fiona, która nie miała pojęcia jak się zachować.

Nigdy nic takiego jeszcze w jej życiu nie miało miejsca. Sytuacja była wręcz surrealistyczna. Chłopak tylko pokręcił głową. Wyraźnie już odzyskał nad sobą kontrolę. Jego oczy wróciły do normalnej barwy. Puścił Oliwera. Wziął Fionę za rękę i wyciągnął z pomieszczenia.

– Wychodzimy – oznajmił stanowczo.

Nie protestowała. Właściwie nie do końca była pewna co się przed chwilą wydarzyło. Jeszcze nigdy, żaden z ochroniarzy nie wtrącał się w jej prywatne sprawy.

10.

Raven zaprowadził ją do znajdującego się nieopodal parku Jubilee Gardens. Posadził na drewnianej ławce tuż nad wodą. Nie przyszło jej do głowy by zastanowić się dlaczego o tak późnej porze brama parku była jeszcze otwarta. Czuła się pijana. Było jej tak niesamowicie lekko i miała delikatne zawroty głowy. Spojrzała na przepięknie oświetlone London Eye. Chłopak ukucnął przed nią.

– Dobrze się czujesz? – zapytał łagodnie.

Ku jej zaskoczeniu w jego głosie pobrzmiewała szczera troska.

– Chyba tak – odpowiedziała niezbyt przekonana.

– Chcesz wrócić do domu?

Przecząco pokręciła głową.

– Tu jest dobrze – powiedziała cicho.

– Ok.

Usiadł przy niej na ławce. Przysunęła się do niego. Położyła mu głowę na ramieniu. Otarła się o niego policzkiem. Skoro przegonił jej randkę… Może miał w tym jakiś cel? W sumie, sam nie był najgorszą alternatywą…

– Fiona, przestań – szepnął odrobinę zachrypniętym głosem.

– Dlaczego? – zapytała klękając obok niego na ławce. – Czy nie o to ci chodziło?

Zbliżyła twarz do jego twarzy, usta do jego ust. Odsunął ją od siebie stanowczo, zanim zdążyła go pocałować. Gwałtownie wstał. Fiona poczuła się jakby ją uderzył. Pierwszy raz ktoś ją odtrącił. Wiedziała, że jest ładna, nawet więcej, naprawdę śliczna. To o nią zabiegali mężczyźni, nie na odwrót. Co z nim do licha było nie tak? Spojrzała na Ravena zdezorientowanym wzrokiem.

– Nie, nie o to – odpowiedział zdecydowanym tonem. – Poza tym jesteś pijana, a ja jestem tutaj, żeby cię pilnować.

– Nie podobam ci się? – zapytała wstając i kompletnie ignorując słowa chłopaka.

Uśmiechnął się do niej ponuro.

– Jesteś naprawdę piękną dziewczyną, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Nie kocham cię, nawet nie jestem do końca przekonany czy cię lubię.

Spojrzała na niego jakby oznajmił, że śnieg ma kolor fioletowy. Miłość? A jakie to miało znaczenie? Czy on pochodził z innej epoki? Poczuła jak ogarnia ją wściekłość i frustracja. Zamachnęła się gwałtownie. Uderzyła go z całej siły w twarz. Pozwolił jej na to, mimo, że bez najmniejszego problemu mógł ją powstrzymać.

– Nienawidzę cię – syknęła i pobiegła z powrotem, w kierunku galerii.

11.

Wrócili do hotelu. Fiona wyniośle milczała przez całą drogę. Raven starał się ignorować dziewczynę. Nie potrafił. Co jakiś czas zerkał na nią ponurym wzrokiem. Sam nie wiedział dlaczego, ale bardzo zraniły go ostatnie słowa, które padły z jej ust. Przez cały czas rozbrzmiewały w jego głowie. Zdziwił się też, że skoro chciała mu zadać ból, to dlaczego nie użyła do tego magii. Na pewno sprawdziłaby się o niebo lepiej niż wymierzony z wściekłością policzek. Jedno natomiast wiedział na pewno. Nie był w stanie rozgryźć tej dziewczyny.

Gdy wreszcie dojechali na miejsce Raven z prawdziwą ulgą wysiadł z samochodu. Z trudem znosił panującą w aucie gęstą, nieprzyjemną atmosferę. Weszli do hotelowego gmachu. Fiona, nie czekając na chłopaka, natychmiast zniknęła w windzie. Raven zagapił się na tyle, że mimo jego niesamowitej szybkości, drzwi zatrzasnęły się zanim zdążył do nich dobiec. Zaklął wściekle i pobiegł schodami. Kiedy znalazł się na górze, pokój dziewczyny był już zamknięty. Postarała się o to, żeby nie wszedł do środka. Warknął wściekle. Znał swoją siłę, wiedział, że bez problemu mógłby wywarzyć te cholerne drzwi, nie był tylko pewien czy mu się za to nie oberwie. Osunął się na podłogę, opierając plecami o ścianę. Co za idiotka! Nigdy dotąd, w całym swoim dwudziestoletnim życiu, jeszcze nie spotkał tak głupiej, nielogicznie myślącej dziewczyny.

Kiedy rano Raven wszedł wraz z pokojówką do środka, Fiona jeszcze spała. Całą noc wolał spędzić przed drzwiami, niż w ich prywatną kłótnię angażować Lucasa. Poza tym, jak bardzo nie podobałoby mu się bycie ochroniarzem dziewczyny, nie zamierzał przyznawać, że z czymś sobie nie radzi. Wziął szybki prysznic i przebrał się w nowe ubranie, których teraz miał już pod dostatkiem. Kiedy wrócił do pokoju Fiona siedziała na łóżku, zaspana przecierając oczy. Raven prawie jęknął, kiedy przeciągnęła się niczym kociak. Musiał przyznać przed samym sobą, że dziewczyna robiła wrażenie i naprawdę mu się podobała. Na jego widok uśmiechnęła się sennie.

– Dzień dobry – odezwała się cichutko.

– Cześć – odpowiedział niepewnie, zaskoczony, że już się na niego nie złości.

– Przepraszam za wczoraj – powiedziała odrzucając kołdrę i wstając z łóżka. Miała na sobie cienką, delikatną i bardzo krótką koszulkę nocną. Zdecydowanie zbyt krótką jak na jego gust. – I dzięki, że mnie pilnowałeś. Naprawdę.

Zniknęła w łazience. Raven gapił się na nią, dopóki nie zamknęła drzwi. Była po prostu oszałamiająca. Potrząsnął czupryną ciemnych włosów, starając się opamiętać. To nie byłoby właściwe, poza tym miał zbyt wiele innych problemów na głowie. Poszedł do pokoju, służącego za salon i rozparł się wygodnie w wysokim, miękkim fotelu. Zdecydowanie miał o czym myśleć.

12.

Fiona, dla odmiany, postanowiła zjeść śniadanie w hotelowej restauracji. Tego dnia zupełnie nie miała ochoty siedzieć w pokoju. Na przekór wszelkim zasadom mody wciągnęła na siebie niebieskie, postrzępione jeansy i białą koszulkę na ramiączkach, z wieżą Eiffla i napisem „I Love Paris”. Miała ochotę wyglądać po prostu jak zwyczajna nastolatka. Uznała jednak, że Raven stwarza swoją osobą jeszcze dziwniejszy, w takim miejscu jak luksusowy, znajdujący się w centrum Londynu hotel, widok. Miał na sobie bojówki khaki, czarną koszulkę i vansy. Kiedy szli długim, jasnym korytarzem, na drodze stanął im Lucas. Zatrzymał się tak, żeby uniemożliwić jej przejście.

– Słyszałem, że wczoraj rozrabiałaś – powiedział ironicznie. – Syn jednego z naszych wspólników ma złamany nos. Jakieś nieudane podboje? – spytał na pozór spokojnym tonem, ale Fiona znała go na tyle dobrze, by w jego głosie wyczuwać wyraźne napięcie.

– Nie twoja sprawa – warknęła, próbując go ominąć.

Chwycił ją za nadgarstki. Przesunął tak, że chcąc nie chcąc musiała się oprzeć plecami o bogato zdobioną, stylizowaną na wiktoriańską, tapetę. Szarpnęła się wściekle. Raven zbliżył się, wyraźnie mając zamiar ją obronić. Lucas obrzucił go zirytowanym spojrzeniem, jakby tamten był natrętną muchą.

– Nawet nie próbuj – powiedział z wyraźną groźbą w głosie.

Chłopak zatrzymał się w pół kroku. Lucas zbliżył swoją twarz do twarzy Fiony. Był zdecydowanie zbyt blisko. Mężczyzna złapał nadgarstki wyrywającej się dziewczyny jedną ręką, przyciskając je do ściany, tuż nad jej głową. Drugą dłonią delikatnie odgarnął włosy z jej policzka. Zamarła. To już nie była gra. On nigdy tak się nie zachowywał. Poczuła, jak jej serce trzepocze się w piersi, niczym oszalały ptaszek. Owszem, niejednokrotnie była na niego wkurzona, ale nigdy… przenigdy… nie musiała się go bać.

– Do reszty ci odbiło Gisborne? – syknęła.

– Po prostu chcę ci uświadomić, że jesteś moja – powiedział cicho. Jego usta były tuż przy jej uchu. – Zawsze byłaś i zawsze będziesz. Pogódź się z tym.

Ręka, która przed chwilą dotykała twarzy Fiony zsunęła się niżej. Najpierw na jej nagie ramię, potem na talię dziewczyny. Lucas podwinął jej koszulkę i położył dłoń na jej odsłoniętych plecach. Dziewczyna szeroko otworzyła zielone oczy, nie wierząc w to co on właśnie robił. Poczuła nieprzyjemne ukłucie strachu. Lucas zawsze działał jej na nerwy, wiedziała do czego jest zdolny, ale to nie ona musiała się bać. Był w jej życiu jedną z niewielu stałych. Czymś pewnym, niezachwianym, to do niego zwracała się ze swoimi problemami. Mimo kłótni, zaczepek, krążących między nimi erotycznych, złośliwych podtekstów, nigdy jeszcze w jego obecności nie czuła lęku. Irytację, złość – owszem – ale nie strach.

– Raven – jęknęła – pomóż mi, proszę.

Chłopak zawahał się. Przez jego twarz przebiegł cień cierpienia. Toczył jakąś wewnętrzną walkę z samym sobą, wystarczyło jednak jedno spojrzenie Lucasa, żeby stanął sztywno pod ścianą. Milczał. Twarz mężczyzny znalazła się jeszcze bliżej. Dziewczyna przymknęła oczy. Jej oddech przyspieszył. W pewnym momencie Lucas po prostu ją puścił. Spojrzała na niego spłoszonym wzrokiem, nie będąc pewna co się przed chwilą stało.

– Naprawdę myślałaś, że coś ci zrobię? – spytał nie kryjąc rozbawienia. – Owszem, mam na ciebie ochotę – powiedział z leniwym, aroganckim i pełnym drwiny uśmieszkiem – ale poczekam aż przyjdziesz do mnie sama. Tak poza tym, to bardzo ładnie wyszłaś na tych zdjęciach w bikini – dodał. – Miłego dnia dzieciaki – rzucił obraźliwie i zniknął za zakrętem korytarza.

Fiona poczekała aż uspokoi się jej oddech. Więc to był kolejny żart, zaczepka, a może próba? Lucasowi naprawdę udało się ją wystraszyć. Była wściekła na Ravena, że się nie ruszył, a jednocześnie czuła z tego powodu jakiś ściskający w środku żal. Powoli zaczynała ufać chłopakowi. Przez te kilka tygodni, które spędzili razem zaczęła po prostu wierzyć, że zawsze będzie mogła na niego liczyć. Czuła się bardzo zawiedziona. Nie zaszczyciwszy go nawet jednym spojrzeniem ruszyła przed siebie korytarzem.

13.

Był późny wieczór. Raven szedł mrocznym korytarzem napięty jak struna. Jego serce waliło jak oszalałe. Nie mógł pozbierać bezładnych myśli. Dłonie zacisnął w pięści. Wreszcie stanął przed solidnymi, dębowymi drzwiami, przed którymi czekał na niego Lucas. Mężczyzna uśmiechnął się drwiąco. Otworzył drzwi.

– Zgodnie z naszą umową – odezwał się ironicznie.

Raven obrzucił go nienawistnym spojrzeniem. Ostrożnie wszedł do wnętrza ciemnego pomieszczenia. Nijakie światło, wpadające z korytarza niewiele pomagało. Chłopak z trudem pokonał strome schody. W głębi pokoju usłyszał przyspieszony oddech. Pod przeciwległą ścianą pomieszczenia kuliła się drobna postać. Drżała.

– Emmy? – zapytał cicho, nie chcąc jeszcze bardziej przestraszyć dziewczynki.

– Raven? – usłyszał cichutki, słaby, ale pełen nadziei głosik.

– Emmy! – wykrzyknął i przypadł do drobnej sylwetki. Ulga jaką poczuł słysząc jej głos prawie zwaliła chłopaka z nóg. Dziewczynka wtuliła się w niego ufnie wczepiając się palcami w jego koszulę. W dalszym ciągu oddychała bardzo szybko. Jej szczupłymi ramionami wstrząsało łkanie. – Maleńka, nic ci nie jest? – zapytał łagodnie.

– Tak się bałam – szepnęła poprzez łzy.

Raven podniósł drobną postać z podłogi. Wziął ją na ręce i przytulił do siebie. Oplotła jego szyję ramionami. Położyła głowę na jego piersi.

– Jestem przy tobie – powiedział cicho. – Wszystko będzie dobrze.

Wyniósł dziewczynkę z ciemnego pomieszczenia na pogrążony w półmroku korytarz. Na widok Lucasa, jej duże, brązowe oczy zrobiły się jeszcze większe. Nie mogła mieć więcej niż dwanaście lat. Splątane i brudne, czarne włosy opadały jej na twarz. Była bardzo blada, drobna i chorobliwie wręcz szczupła. Raven w ogóle nie czuł na rękach jej ciężaru. Nie wypuszczając dziewczynki z objęć, powoli, tłumiąc w sobie złość, poszedł za Lucasem poprzez mroczny, sprawiający nieprzyjazne wrażenie korytarz.

14. 

Emma leżała skulona na łóżku. Ten pokój, czystość i białe ściany, były o niebo lepsze od ciemności, ale jednak, niemalże tak samo nie do zniesienia. Były jej więzieniem i dopuszczała do siebie możliwość, że staną się jej grobowcem.

– Pobawisz się ze mną? – zapytał z nadzieją stojący przy łóżku kilkuletni chłopiec.

Dziewczynka mocniej zacisnęła powieki. Nie chciała się odwracać. Nie mogła na niego patrzeć. Zbyt wiele razy widziała już sine ślady na szyi dziecka w miejscu, gdzie dusił go ojciec, ze wszystkich sił, trzymając jego małą główkę pod wodą.

– Daj mi spokój! – niemalże krzyknęła i dziecko zamilkło.

Wiedziała jednak, że kiedy on odejdzie, przyjdą inni. Nigdy nie dadzą jej spokoju. Angelica, która skoczyła z mostu, gdy jej ukochany poślubił inną, dziewczynka, której imienia nie znała, którą mama we śnie udusiła poduszką, a potem sama popełniła samobójstwo, Jay, młody, angielski żołnierz, który zginął na froncie i wielu, wielu innych. Oni jednak nie byli tacy straszni. Nie mogli jej skrzywdzić, a nawet gdyby, to nigdy nie próbowali. Chcieli zrozumienia, towarzystwa. Najgorszy był Jichou, duch, który towarzyszył Ravenowi. I mężczyzna, mężczyzna o jasnych włosach, który jednak nie był duchem.

15.

Fiona niechętnym wzrokiem wpatrywała się w prezentowane jej suknie. Bale, sezon debiutancki i angielska arystokracja Kogo to wszystko obchodziło? No tak, jej wuja… Dla niej samej to była jedna wielka nuda i cała masa męczącej gry aktorskiej.

– To jak, zdecydowałaś się? – zapytał z chłodną drwiną Lucas, którego wyraźnie bawiła jej niechęć.

Spojrzała na niego z wściekłością. Dla niego to była świetna rozrywka, a właściwie podstawą jego rozrywki było znęcanie się nad nią. Postanowiła nie dawać mu więcej satysfakcji. Obdarzyła go uroczym, niewinnym uśmiechem.

– Właściwie to pomyślałam, że może ty wybierzesz dla mnie coś odpowiedniego.

Błysk w jego oczach wydawał się niebezpieczny, ale najwyraźniej Lucas postanowił podjąć wyzwanie.

– Oczywiście, jak sobie życzysz – odpowiedział bezwstydnie mierząc ją wzrokiem.

Fiona odetchnęła z ulga, kiedy wreszcie wyszła z olbrzymiej, pełnej krawcowych, projektantów mody i prezentujących jej suknie modelek, sali. Ku jej zdumieniu Raven nie czekał nigdzie w pobliżu. Postanowiła się nad tym nie zastanawiać i wykorzystać okazję, która szybko może się nie powtórzyć. Wsiadła do pierwszej z brzegu windy i wjechała na dwunaste piętro, a potem wąskimi schodami wspięła się na dach. Mimo upalnej pogody, na tej wysokości wiatr niemal ścinał ją z nóg. Widok jednak był tego wart. Kiedy zmarzła na tyle, żeby zdecydować się zejść, czuła wypełniającą ją satysfakcję. Te nieliczne chwile samotności, to było to, czego właśnie najbardziej pragnęła. Już miała wrócić do windy, kiedy coś ją powstrzymało. Przeczucie. Dlaczego na dwunastym piętrze, najbardziej luksusowym ze wszystkich, z apartamentami i penthousem, nikogo nie było? To właśnie tutaj zatrzymywali się najważniejszy goście, więc i tutaj kręciła się hotelowa obsługa, będąc zawsze pod ręką. Ona sama, mimo pełnej gamy wyboru, zajmowała pokój na czwartym piętrze, w bocznym skrzydle, właśnie po to, żeby mieć z nimi jak najrzadszy kontakt. Jakaś podświadoma siła skierowała ją ku najdalszym drzwiom. Były zamknięte. Wyjęła swoją kartę, którą już dawno temu ukradła jednemu z menadżerów, ponieważ otwierała wszystkie pokoje i przyłożyła ją do migającego na czerwono zamka. Drzwi zareagowały cichym trzaskiem, stając przed dziewczyną otworem.

16.

Ktoś był w jej pokoju. Emmę ogarnął strach. Duchów nie bała się tak bardzo jak ludzi. Odetchnęła z ulgą, kiedy zdała sobie sprawę, że to tylko nieco starsza od niej dziewczyna. Taki ktoś nie mógł się tutaj znaleźć, znaczyło to więc, że była martwa.

– Jak umarłaś? – zapytała z grzeczności.

Dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona. Och, więc to jedna z tych, które jeszcze nie zdają sobie sprawy z własnej śmierci.

– Kim jesteś? – zapytała ignorując pytanie.

– Mam na imię Emma, a ty?

– Fiona – rzuciła od niechcenia. – Chodziło mi raczej o to co tutaj robisz, dlaczego tu jesteś?

– Och – odpowiedziała Emma niepewnie. Zazwyczaj duchy zastanawiały się raczej nad tym co one same tu robią. Nie wypytywały o nią. – To długa historia, niezbyt przyjemna i chyba nie chcesz jej słyszeć – westchnęła. – Może porozmawiamy o czymś innym? – zapytała z nadzieją.

Dziewczyna była bardzo ładna. Miała rude, związane w wysokiego kitka włosy i wiosennie zielone oczy. Do tego ubrana była również bardzo fajnie. W obcisłe dżinsy-rurki i czarny bezrękawnik bez nadruku. Emma natychmiast poczuła się skrępowana tym, że jedynym dostępnym jej strojem, była nasuwająca na myśl szpitalną, kraciasta piżama. No cóż… przynajmniej była czysta w przeciwieństwie do jej poprzedniego ubrania…

Nagle drzwi znowu stanęły otworem. Z hukiem uderzyły o ścianę. Emma cofnęła się przerażona. Mężczyzna. Mężczyzna z jasnymi włosami.

– Co tu robisz?! – warknął na Fionę, ku wielkiej uldze Emmy, ją samą zupełnie ignorując.

– Nie twoja sprawa – odpowiedziała mu tym samym.

Emma była pod wrażeniem odwagi tej dziewczyny, która chyba jednak nie była duchem.

– Jak się tu dostałaś? – zignorował jej wrogi ton. – Ten korytarz jest zamknięty, a winda tu nie jeździ. Chyba, że… Skąd do cholery wytrzasnęłaś kartę?!

Nie odpowiedziała. Chwycił ją za ramię i wyprowadził z pokoju, a ona, posłusznie, ale bez cienia strachu, wyszła za nim na korytarz. Dziewczynka ponownie została sama.

17.

Lucas przeciągnął Fionę przez cały hotel, nie puszczając jej ręki. Początkowo zaskoczona dziewczyna szła posłusznie, ale na swoim piętrze zaczęła już stawiać opór.

– Puść mnie do cholery! Odbiło ci?! – warknęła.

– Zamknij się! – rozkazał tak chłodnym tonem, że Fiona natychmiast, wbrew swojej naturze, zamilkła.

Wepchnął ją przez drzwi do jej pokoju, gdzie zastali zaniepokojonego Ravena. Lucas zmierzył go nienawistnym wzrokiem.

– Co ona tam do cholery robiła?! – zapytał ledwo panując nad wściekłością.

Chłopak spojrzał na niego pytająco. Fiona jednak już zdążyła odzyskać rezon.

– To mój pokój i nie masz prawa tu być! – wrzasnęła. – Wynoś się stąd!

Lucas spojrzał na nią ponuro, ale najwyraźniej zdążył już ochłonąć.

– Porozmawiamy o tym później – syknął złowieszczo i wyszedł na korytarz, a dziewczyna z hukiem zatrzasnęła za nim drzwi.

– Gdzie byłaś?! – tym razem naskoczył na nią Raven.

Zignorowała go. Podeszła do kanapy, opadając na nią z westchnieniem.

 – Nie mam pojęcia – mruknęła w końcu, nie znajdując powodu by mu nie opowiedzieć co się stało. – To było zagmatwane… Czasami wymykam się na dach, ale tym razem ostatnie piętro było puste. Weszłam do jednego z pokoi, a tam była jakaś dziwna dziewczynka. Chyba wariatka. W każdym razie bredziła od rzeczy… a potem pojawił się Lucas, wściekły jak osa, i mnie stamtąd zabrał.

Fiołkowe oczy Ravena zrobiły się wielkie. Czaił się w nich strach i niepokój.

– Widziałaś Emmę? Nic jej nie jest?

– Kto to Emma? – zainteresowała się dziewczyna.

Chłopak usiadł na podłodze, opierając się plecami o kanapę. Specjalnie tak, żeby nie musieć jej patrzeć w oczy.

– Moja siostra – przyznał cicho. – Gisborne porwał ją i uwięził.

Fiona cicho westchnęła. Przymknęła oczy.

– To wyjaśnia dlaczego dla niego pracujesz – stwierdziła, a w jej głosie pojawiła się nutka współczucia. – Jeżeli to była ona, to wyglądała całkiem w porządku… – dodała niezbyt przekonana. – W każdym razie nic jej nie jest.

– Zrobię wszystko, byleby jej nie skrzywdził – wyznał w nagłym przypływie szczerości Raven – i on o tym doskonale wie.

18.

Przemyślała wszystko bardzo dokładnie. Miała na to całą bezsenną noc. Lucas nie zabrał jej karty. Może zapomniał? Teraz, kiedy miała u boku Ravena, bez obaw mogłaby rozpocząć nowe życie. Wiedziała, że chłopak chciałby się stąd wynieść równie mocno co ona. Zdawała sobie jednak również sprawę, że nie odejdzie bez Emmy, dlatego to ona stanowiła podstawę jej plany. Zabiorą ją i znikną. Z jego umiejętnościami i z magią, którą Fiona już zdążyła zaakceptować w swoim świecie, nie mogą sobie nie poradzić. Wstała z łóżka i podeszła do kanapy, na której sypiał chłopak.

– Raven – dotknęła jego ramienia, a on natychmiast otworzył oczy.

– Coś się stało? – zapytał ziewając, wyraźnie uspokojony jej widokiem.

– Tak, musimy porozmawiać, chodźmy na spacer – zaproponowała, dając mu tym samym znać, że tutaj nie czuje się na tyle bezpiecznie, żeby szczerze rozmawiać.

– Która jest godzina? – jęknął, zerkając na wyświetlacz telefonu komórkowego. – Nie ma jeszcze piątej – stwierdził – miej nade mną litość, dziewczyno!

Uśmiechnęła się do niego uroczo.

– Więc to idealna pora na to, żeby pobiegać – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem, a Raven, chcąc nie chcąc, musiał otrząsnąć się ze snu i pójść za nią.

Ostatecznie, po długiej dyskusji, chłopak zgodził się na jej plan. Z oporami, ale rozumiał tak samo jak i ona, że nie ma innego wyjścia – na dłuższą metę nie mogli w ten sposób żyć. Nie Emma… Jeżeli chciał uwolnić siostrę…

Ustalili, że Fiona pójdzie po nią popołudniu, żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń. On sam miał czekać na dole. Potem wyjdą, po prostu, jak gdyby nigdy nic. I już nigdy nie wrócą. Przynajmniej ona sama na pewno nie zamierzała wracać. Windą wjechała na ostatnie piętro bez żadnego problemu. Korytarz również był pusty, jednak w pokoju, w którym wcześniej przebywała Emma, spotkała ją niemiła niespodzianka. Dwóch, rosłych ochroniarzy, których nie znała. I… najwyraźniej… czekali na nią.

– Szef miał rację, że przyjdzie – oznajmił z podziwem jeden.

– On nigdy się nie myli – wzruszył ramionami drugi, jednocześnie blokując dziewczynie przejście.

– Panienka pójdzie z nami – odezwał się uprzejmie ten pierwszy. – Wuj życzy sobie spotkania z panienką.

Fiona zadrżała. Nie było sensu uciekać. Spotkanie z wujem i tak było nieuchronne. Czego jednak mógłby od niej chcieć? Nie miała pojęcia. Posłusznie, uwięziona między potężnymi ciałami ochroniarzy, udała się z nimi do luksusowego gabinetu. Ku wielkiemu zdumieniu dziewczyny, wuj nie był na nią wściekły. Uśmiechał się. Nieszczerze. Przywodził jej na myśl kota, który osaczył swoją ofiarę.

– Cieszę się, że przyszłaś – oznajmił niemalże radośnie. – Przydasz mi się dzisiejszej nocy. Mam dla ciebie zadanie.

– Co masz na myśli? – spytała, ale w tym momencie poczuła, jak jeden z ochroniarzy przytrzymuje ją stanowczo, a drugi podwinął rękaw jej bluzy.

Zobaczyła strzykawkę, która po chwili wbiła się w jej ramię. Poczuła jak kręci się jej w głowie.

– Och, nic takiego, to bardzo proste i być może również przyjemne zadanie – usłyszała jeszcze dochodzący jakby z oddali głos Nataniela.

19.

Lucas otworzył drzwi do swojego pokoju i zamarł zaskoczony. Na jego łóżku siedziała Fiona, na której widok poczuł bolesny skurcz w żołądku. Burza rudych loków niesfornie opadała na jej plecy. Miała na sobie kusą, czarną, jedwabną koszulkę nocną, której ramiączko niedbale zsuwało się z alabastrowego ramienia dziewczyny. Wyglądała tak piekielnie pociągająco, że miał ochotę rzucić się na nią. Kiedyś jednak coś sobie obiecał i zamierzał dotrzymać tej obietnicy. Nie ważne ilu wyrzeczeń by to nie wymagało.

– Co tu robisz? – spytał, ogromnym wysiłkiem woli zdobywając się na chłodny ton.

Uśmiechnęła się do niego, wstając. Podeszła blisko, poczuł, że zdecydowanie zbyt blisko, kiedy za bardzo zaczęły uwierać go spodnie.

– Przyszłam do ciebie – uśmiechnęła się uwodzicielsko, ramionami oplatając jego szyję.

– Fii, zwariowałaś? – spytał, próbując odsunąć ją od siebie, ale ona tylko przywarła do niego mocniej.

Ustami zaczęła przesuwać po jego szczęce. Językiem dotknęła szyi. Lucas z trudem oddychał. To było dla niego zbyt wiele. Za bardzo jej pragnął, zbyt długo czekał. Przymknął oczy, a kiedy dziewczyna go pocałowała, namiętnie odwzajemnił jej pocałunek.

Tyle razy wmawiał jej, że sama do niego przyjdzie, ale nigdy tak naprawdę nie oczekiwał, że to zrobi. To była gra, droczenie się… tylko, że… on naprawdę jej pragnął. Od zawsze należał do niej. To właśnie ze względu na nią w ogóle tu był.

Miał dziesięć lat, kiedy jego brat zaczął pracować dla państwa Duncan. To wtedy poznał płochliwą, pięcioletnią dziewczynkę, która uwielbiała uciekać i wspinać się na drzewa. Już pierwszego dnia zaczęła chodzić za nim krok w krok. Mimo jego początkowej niechęci i irytacji smarkulą, szybko zostali przyjaciółmi. Cztery lata później, kiedy rodzice Fiony zginęli w wypadku samochodowym, a ją zabrał do siebie wuj, Lucas był gotowy na wszystko, byleby dostać u niego pracę, żeby móc opiekować się przyjaciółką. To nie było łatwe zadanie, ale  czternastoletni wówczas chłopiec znał swoją wartość i potrafił zaprezentować się od najlepszej strony. Jeszcze trudniejsze okazało się utrzymanie posady i jakikolwiek awans, ale i z tym sobie poradził. Kiedy uwierzył w rzeczy niemożliwe, a one okazały się rzeczywistością, stał się niezastąpiony. Został prawą ręką Nataniela. Był blisko Fiony, tylko, że ona była od niego coraz dalej. To właśnie ta praca i Nataniel Duncan sprawiły, że stał się chłodny i wyrachowany, a przez to kim się stał, ta mała dziewczynka o wiosennie zielonych oczach, go znienawidziła. Natomiast kiedy dorosła i stała się naprawdę śliczną dziewczyną, oprócz przyjaźni, Lucas zaczął czuć coś zupełnie innego i z tym, już kompletnie nie potrafił sobie poradzić. Teraz natomiast przyszła do niego, sama, z własnej woli, a on na pewno nie zamierzał przejść obojętnie obok takiej okazji.

Pocałunki stawały się gorętsze, bardziej namiętne. Jego dłonie błądziły po jej ciele, a ona mruczała jak kotka. Nie zaprotestowała również, kiedy pchnął ją na łóżko, a nawet więcej, zaczęła go rozbierać.

– Fii… – szepnął jej imię, chcąc zapytać, czy jest pewna, że chce to zrobić.

– Cii – zamruczała – przecież wiesz, że od zawsze tego pragnęłam.

Lucas poczuł niemal euforię. Teraz już zupełnie poddał się fali pożądania. Kiedy przesunęła dłońmi po jego naprężonych mięśniach, nie wahał się dłużej i jego ręce, język i usta, zaczęły pieścić jej perfekcyjne ciało.

20. 

Obudziła się z bólem głowy. Kiedy otworzyła oczy, oślepiło ją zbyt jasne światło poranka. Nie wiedziała gdzie jest ani co się wydarzyło. Poczuła, że otacza ją czyjeś ramię. Gdy się poruszyła, leżący za jej plecami mężczyzna przyciągnął ją do siebie bliżej. Gwałtownie usiadła, odsuwając się od niego. Szare oczy spojrzały na nią pożądliwie, a ona dopiero wtedy uświadomiła sobie, że jest zupełnie naga. Natychmiast naciągnęła na siebie kołdrę.

– Co mi zrobiłeś?! – spytała gniewnie, z trudem powstrzymując łzy.

Spojrzenie stało się pytające, zdezorientowane.

– Ja? Przecież to ty przyszłaś do mnie. I naprawdę do niczego nie musiałem cię nawet zachęcać – dodał ironicznie.

Wzdrygnęła się słysząc jego chłodny ton. Nie! To nie mogło dziać się naprawdę!

– Czy ty… czy my… – zaczęła niepewnie.

Uśmiechnął się aroganckim, leniwym uśmiechem.

– O tak – zamruczał – i to zdecydowanie nie raz.

Spróbował ją ponownie do siebie przyciągnąć, ale z całej siły uderzyła go w twarz. Wyglądał na zaskoczonego. Chyba nigdy dotąd nie widziała, żeby był tak zmieszany. Zerwała się z łóżka, szczelnie otulając nagie ciało kołdrą.

– Fii? – wypowiedział jej imię niczym pytanie.

Teraz już otwarcie płakała.

– Jak mogłeś mi to zrobić?! Jesteś pieprzonym dupkiem! – wrzasnęła na niego. – Nie wiem co mi podaliście, ani dlaczego to zaplanowałeś, ale to było podłe! Może nie zawsze się zgadzaliśmy, ale ufałam ci do cholery! Nawet nie wiesz jak bardzo cię nienawidzę!

Patrzył na nią zaniepokojony, zmieszany. Chciał wstać i podejść do niej, ale w tym momencie otworzyły się drzwi, a w progu stanął Raven. Całe jego ciało było ukryte pod czarną bluzą i grafitowymi spodniami, ale na twarzy chłopaka wyraźnie było widać świeże zadrapania i siniaki. Fiona podeszła do niego zapłakana, a on wyciągnął ręce i zamknął ją w swoich ramionach.

– Zabierz mnie stąd – szepnęła błagalnie, poprzez łzy.

Chłopak jedynie skinął głową, obrzucił Lucasa ponurym, nienawistnym spojrzeniem i ciągle obejmując dziewczynę, wyprowadził ją z pokoju, z hukiem zamykając za sobą drzwi.

21.

Lucas z trudem panował nad własnym gniewem. Nie miał pojęcia co się rzeczywiście wydarzyło, wiedział jednak na pewno, że mu się to cholernie nie podobało. Nie lubił, kiedy ktoś robił sobie z niego zabawkę. Tak naprawdę jednak furia ogarniała go na myśl, że ktoś mógłby skrzywdzić Fionę. Zamaszystym pchnięciem otworzył drzwi i wszedł do elegancko urządzonego gabinetu.

– Dobrze, że jesteś, właśnie miałem po ciebie posłać – odezwał się stojący przy oknie Nataniel. – Jak podobał ci się mój prezent? – spytał zadowolony z siebie mężczyzna.

– Prezent? – Lucas nie zdążył ukryć zdziwienia.

Lodowato-zimne oczy mężczyzny pociemniały.

– Chyba nie sądziłeś, że oddam moją siostrzenicę byle komu? – zapytał. – I nie udawaj – dodał widząc zawziętą minę Lucasa – myślisz, że nie widzę, jak ślinisz się na jej widok?

Wściekłość przemieniła się w zimną furię, a Lucas poczuł, że chyba jeszcze nigdy w życiu nie był aż tak opanowany.

– Co jej podałeś, że się zachowywała w ten sposób? – zapytał cicho.

Nataniel uśmiechnął się. W jego uśmiechu nie było nawet cienia wesołości.

– Nie myślałeś, że po tym co mi pokazałeś, pozostanę obojętny na istnienie rzeczy nadprzyrodzonych, prawda? – zadrwił. – To stara hinduska receptura, której wcale nie było łatwo zdobyć. Jednak jak widzę było warto, bo działa bez zarzutów.

Lucas z trudem powstrzymał się by nie zacisnąć rąk na jego gardle. Wiedział jednak, że byłby bez szans. Nataniel nie był głupi i z pewnością nie pozostawał bez ochrony. Gra pozorów była ważna – zbyt ważna. Musiał kontynuować ją dalej.

– Co chciałeś w ten sposób osiągnąć? Bo nie sądzę, żebyś tak trudził się ze względu na mnie.

– Masz rację – przytaknął mu mężczyzna. – To był nie tylko prezent, ale i test. Wkrótce moja siostrzenica poślubi indyjskiego księcia, syna mojego najważniejszego wspólnika. To będzie genialny, taktyczny układ, a po tym co jej podam, dziewczyna będzie do tego bardziej niż chętna. Przynajmniej przez jakiś czas… – uzupełnił.

Lucas poczuł jak nieprzyjemnie kurczy mu się żołądek. Nataniel spojrzał na niego pytająco.

– Chyba osiągnąłeś już swój cel? Nie wiązałeś z Fioną żadnych poważniejszych planów, prawda?

Wyczuł, że jego słowa są rozkazem, nie pytaniem. Z trudem przełknął ślinę.

– Czy to wszystko, czego ode mnie chciałeś Natanielu? – spytał z wystudiowanym spokojem.

– Tak, resztę planowania zostawimy na popołudnie. Teraz dostaniesz trochę czasu, żeby napawać się swoim sukcesem – sprawiał wrażenie naprawdę zadowolonego.

Lucas skinął jedynie głową, nie ufając sobie na tyle, by ponownie się odezwać. Jak gdyby nigdy nic, opuścił gabinet Nataniela Duncana. Mimo burzy, która rozpętała się w środku, na zewnątrz nosił chłodną, opanowaną maskę, a jego pokerowa twarz nie wyrażała kompletnie niczego.

22.

Fiona wyszła z basenu i owinęła się ręcznikiem. Na brzegu Raven rozmawiał z kimś przez telefon, a raczej nie rozmawiał tylko słuchał. Kiedy się rozłączył, spojrzał na nią błagalnie.

– Gisborne chce się z nami spotkać przy Primrose Hill. Kazał mi cię zmusić, żebyś tam przyszła. Fiona, ja wiem, że – zaczął przepraszająco, ale ona przerwała mu kręcąc głową.

– Nie przejmuj się. Pójdę – oznajmiła stanowczo. – Teraz, kiedy poznałam twoją motywację, nie zamierzam stwarzać ci problemów.

Na jego twarzy odmalowała się wyraźna ulga. Fiona nie chciała, żeby znów ktoś go pobił, a już na pewno nie miała zamiaru dopuścić, żeby zrobili krzywdę jego siostrze. Zniknęła w przebieralni by ubrać się i wysuszyć włosy. Teraz kiedy nie była już roztrzęsiona została jej tylko wściekłość, chłodna i wyrachowana. Była pewna, że znajdzie jakiś sposób na to, żeby policzyć się z Lucasem. Myślała, że jest jej przyjacielem, że może na nim polegać, a on… Zapłaci za to, co jej zrobił. Pół godziny później stali już przy zaparkowanym nieopodal Regent’s Parku, czarnym, sportowym Subaru z przyciemnianymi szybami.

– Wsiadajcie – rozkazał opierający się o maskę samochodu Lucas – ty z przodu – zwrócił się do dziewczyny.

Chciała zaprotestować, wygarnąć mu co o nim myśli, ale zaniemówiła, kiedy zobaczyła przez otwarte drzwi zwiniętą na tylnej kanapie dziewczynkę. Posłusznie wykonała polecenie, zastanawiając się, co zaplanował Lucas i co wydarzy się dalej.

23.

Cisza, która panowała w samochodzie wydawała się być wręcz namacalna. Fiona miała ochotę zrobić awanturę, ale milczała. Nie miała pojęcia dokąd Lucas ich zabierał i przede wszystkim dlaczego? Natomiast znała go na tyle dobrze, żeby widzieć, że jest zdenerwowany. Bardzo zdenerwowany. Coś było nie tak. Obserwowała go, kiedy w szczelnie zamkniętym wagonie pokonywali dno kanału La Manche.

– Dokąd jedziemy? – zdecydowała się zapytać, kiedy wysiedli z samochodu, rozprostować nogi.

Spojrzał na nią ponurym wzrokiem.

– Jak najdalej stąd – oznajmił cicho.

Chciała żeby jej wyjaśnił, ale wówczas rozległy się strzały. Lucas zaklął. Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zdumienia.

– Co się dzieje? – zapytał Raven, również wysiadając z auta i obejmując ramieniem starającą się schować za nim siostrę.

– Wynośmy się stąd – rozkazał Lucas, ignorując pytanie.

Chwycił rękę Fiony i pociągnął ją w stronę włazu. Posłusznie poszła za nim, nie mogąc jednak powstrzymać gonitwy myśli.

– Zaraz, zaraz, przed kim my uciekamy? Kto strzela?

Spojrzał na nią jak na idiotkę.

– A jak ci się zdaje?! – warknął.

– Nie, ty nie… – zaczęła i znowu nie skończyła.

Pociąg stanął. Byli w pułapce. W tunelu, pod wodą. Uwięzieni na dnie kanału. Lucas zaklął. Zaczęli biec przez wagony, potrącając po drodze zaskoczonych ludzi, którzy powysiadali ze swoich aut. W pewnym momencie Raven się zatrzymał. Wskazał stojącą pomiędzy innymi samochodami ciężarówkę.

– Tutaj – oznajmił bez trudu wyłamując zamknięte drzwi.– Schowajcie się, a ja znajdę jakiś sposób, żeby stąd wyjść. – Pchnął zalęknioną Emmę w objęcia Fiony, a potem zniknął w korytarzu.

Żadne z nich nie protestowało, nawet Lucas. Nikt nie miał lepszego pomysłu. Siedzieli z tyłu, skuleni za starymi meblami, poprzywiązywanymi do siebie grubą taśmą. Dziewczyna czuła przy sobie drżącą Emmę, z drugiej strony natomiast miała Lucasa, a on był zdecydowanie zbyt blisko. Przypomniała sobie, jak bardzo czuła się zdezorientowana, budząc się w jego ramionach.

– Ja naprawdę nie miałem z tym nic wspólnego – szepnął, jakby odgadując jej myśli. – To nie był mój pomysł. O niczym nie wiedziałem, a ty…

– Cicho – przerwała mu, zirytowana. – Lepiej mi powiedz dlaczego w ogóle uciekamy.

Spojrzała w półmroku na jego twarz i wiedziała już, że nie chciał powiedzieć. Nie chciał, ale to zrobi.

– Dzisiaj rano dowiedziałem się, że to był test. Sprawdzali jak działa narkotyk, który ci podali… I najwyraźniej działał za dobrze – mruknął nieszczęśliwy. – Przy jego pomocy planują wydać cię za mąż za syna jednego ze wspólników Nataniela.

– A ty się nie zgadzasz, bo chcesz mieć mnie tylko dla siebie? – zakpiła, nie mając pojęcia, że wcale nie mija się z prawdą.

Odpowiedziało jej milczenie. Cisza, po której znów usłyszeli odgłos wystrzałów.

24.

Coś było nie tak. Zbyt wiele strzałów. Poruszenie. Fiona wyrwała się Lucasowi i wybiegła na zewnątrz. Przecież jej nie zastrzelą… a jeśli? Gdy zeskoczyła z paki, chlupnęła w wodę. Mała powódź zalała jej buty, sięgając kostek. Zaklęła pod nosem. Kolejne wystrzały. Podniosła wzrok, tylko po to, by zobaczyć Ravena, a raczej nie Ravena, a rozmazaną smugę, którą tworzył. Po chwili ludzie z pistoletami leżeli w wodzie, nie dając znaków życia. Przez głośniki dochodziły uspakajające instrukcje załogi, zapewniającej, że sytuacja jest pod kontrolą. Raven podszedł do dziewczyny. Powoli. Normalnie.

– Jak to robiłeś? – zapytała bardziej zaciekawiona niż przestraszona.

Chyba zdążyła się już przyzwyczaić do niezwykłych rzeczy.

– Nie teraz – oznajmił Lucas cichym, ale pełnym mocy głosem, stając za plecami dziewczyny. Tuż za nim pojawiła się Emma. – Znalazłeś wyjście?

Raven skinął głową.

– Wynosimy się stąd.

W ślad za nim ruszyli długim, wąskim korytarzem, by pokonać niezwykłą, podwodną konstrukcję. Chłopak wyprowadził ich z pociągu i znaleźli się w szerszym tunelu. Fiona poczuła jak w jej rękę wsuwa się drobna dłoń Emmy. Dziewczynka drżała ze strachu. Do tunelu, wąskimi szczelinami, wpływała woda. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że jeżeli jeszcze ich tu nie ma, niedługo pojawi się francuskie i brytyjskie wojsko. Ich samych jednak nie powinno już wtedy tam być.

– Ty pierwsza – Fiona usłyszała poważny głos Ravena.

Spojrzała na niego zaskoczona, ale nie zdążyła nic powiedzieć. Objął ją, a ona natychmiast straciła grunt pod nogami. Czuła wilgoć i ogromne ciśnienie, kręciło jej się w głowie, ale przede wszystkim wyczuwała niesamowitą prędkość. Chwilę później, cała przemoczona, siedziała na skalistej plaży, a Raven ponownie zniknął w wodzie by powrócić kolejno najpierw z drżącą Emmą, a potem z Lucasem.

Mimo że było dość ciepło, Fiona z ulgą włożyła na siebie suche ubranie. Uciekli. Zrobili to, czego pragnęła od wielu lat. I to wszystko zorganizował Lucas… Do tego nie byli już na Wyspach, a tu, na kontynencie, znacznie trudniej będzie ich wytropić. Teraz, w niewielkim, przydrożnym motelu, zastanawiali się co dalej. Ona sama natomiast miała zbyt wiele pytań, takich pozostawionych zupełnie bez odpowiedzi… Włączony telewizor pokazywał zdjęcia kanału. Ewakuowani ludzie wysiadali z podziemnego pociągu. Ktoś uszkodził śluzy i dlatego w tunelu pojawiła się woda. Dziewczyna zauważyła kilka znajomych twarzy wśród członków ekipy ewakuacyjnej. Ludzie jej wuja… sprawdzali każdego, kto opuszczał tunel. Nie miała pojęcia, że aż tak bardzo zależy mu na tym, żeby ich schwytać. Wkładał w to wiele wysiłku. Pytanie tylko dlaczego i po co?

25.

Emma czuła się nieswojo. Bardzo nieswojo. Z jednej strony nie była już nigdzie uwięziona, a z drugiej… Znajdowanie się w jednym pokoju z mężczyzną o jasnych włosach i towarzyszącym Ravenowi duchem, to było dla niej zbyt wiele. Zdecydowanie zbyt wiele! Jichou co jakiś czas zanosił się złowieszczym śmiechem. Dzisiaj jej brat nadużył jego zdolności. Dzięki temu dał mu siłę. Zbyt wiele siły. Teraz, niekontrolowany, wpadłby w szał, a Raven, z zimną krwią, mordowałby ludzi. Ukradkiem spojrzała na Fionę. To ona miała nad nim kontrolę, choć pewnie nawet nie rozumiała co się z tym wiąże. Dziewczyna siedziała na łóżku, rozczesując burzę rudych loków. Nie wyglądała na przejętą ani przestraszoną. Emma naprawdę jej zazdrościła. Ona nigdy nie potrafiłaby być tak bardzo spokojna. Fiona spojrzała badawczo na swoich towarzyszy. Jej wzrok na dłużej zatrzymał się na Emmie.

– Myślę, że powinniśmy się rozdzielić – oznajmiła. – Raven musi zabrać siostrę w bezpieczne miejsce, a przy nas raczej takiego nie znajdzie.

Lucas przecząco pokręcił głowa.

– To niemożliwe – odpowiedział stanowczo.

Ku zaskoczeniu dziewczyny, Raven mu przytaknął.

– Dlaczego? O czym mi nie mówicie? – chciała wiedzieć dziewczyna.

– To przez Jichou – odezwała się cicho Emma, ale zamilkła speszona, gdy zwróciły się na nią wszystkie spojrzenia.

– Jichou? – dopytywała się Fiona wstając i podchodząc do niej bliżej.

Na bladej twarzy Emmy pojawił się rumieniec.

– To duch – wyjaśniła jeszcze ciszej – od urodzenia jest z Ravenem. Potrzebuje pana, który by mu rozkazywał. Kiedy jest na wolności, dzieją się złe rzeczy.

Fiona obrzuciła pytającym spojrzeniem obydwu mężczyzn. Emma zdawała sobie sprawę z tego, że to co powiedziała, było prawdopodobnie nie do uwierzenia.

26.

Był wściekły i zdecydowanie nie potrafił poradzić sobie z zazdrością. Fii, jego Fii! już drugą godzinę siedziała na tarasie, przyciszonym głosem rozmawiając z Ravenem. Problem polegał jedynie na tym, że ona wcale nie była jego. A Raven… no cóż, kiedy wpadł na ten genialny pomysł, za który teraz przeklinał się w duchu, nie wziął pod uwagę, że chłopak wygląda nieźle, jest w jej wieku i może się jej zwyczajnie spodobać. Za bardzo spodobać…

W końcu, zrezygnowany, wyłączył telewizor, wziął szybki prysznic i wśliznął się pod kołdrę. W pokoju słychać było jedynie cichy, miarowy oddech śpiącej Emmy. Nagle do głowy przyszła mu jeszcze inna myśl. Obawa. Powoli zamknął oczy. To Fiona miała teraz kontrolę nad mroczną stroną Ravena, nie on. Jeżeli postanowią go zostawić, nic nie stanie im na przeszkodzie. Ten chłopak zamordował już w życiu setki osób i dopiero on znalazł sposób jak go ujarzmić. Tyle, że była to niezbyt udana, pełna nienawiści współpraca. Lucas miał wiele pomysłów w jaki sposób wykorzystywać jego zdolności i większość z nich nie przypadła Ravenowi do gustu. Tak bardzo, że żeby utrzymać go w ryzach, musiał uwięzić jego siostrę. Aż ostatecznie znalazł rozwiązanie idealne i uczynił go ochroniarzem Fiony. To był naprawdę świetny pomysł. Do czasu…

Usłyszał otwierające się balkonowe drzwi. Wstrzymał oddech, kiedy weszli do środka. Łazienka, lejąca się woda. Bał się otworzyć oczy, by przypadkiem nie zobaczyć zbyt wiele. To nie jego sprawa… w najmniejszym stopniu… – próbował przekonać sam siebie. Woda przestała szumieć. Po chwili ktoś wyszedł z łazienki. Ponownie zamarł, wstrzymując oddech. W pokoju panowała cisza. W pewnym momencie zaskoczony poczuł jak ktoś odsuwa jego kołdrę. Dotyk mokrych włosów na swoim ramieniu. Jego oddech przyspieszył, serce puściło się w dzikim galopie.

– Śpisz? – usłyszał ciche pytanie tuż przy swoim uchu.

– Nie – odpowiedział z trudem wydobywając z siebie głos.

Fiona położyła się przy nim, opierając się o jego plecy. Zaskoczenie mieszało się z dziką radością, podejrzliwością i strachem jednocześnie. Czegoś od niego chciała. Musiała chcieć. Bał się poruszyć, żeby sobie nie poszła… Najgorszą myślą była jednak ta, że to pożegnanie, że jednak postanowili odejść.

– Masz jakiś plan? – zapytała ufnie.

– Już się przestałaś na mnie gniewać? – odpowiedział pytaniem na pytanie, nie potrafiąc się powstrzymać od zwyczajowego w ich rozmowach, drwiącego tonu.

– Nie gniewam się na ciebie – mruknęła – to nie to.

– Więc co? – coś w jej tonie spowodowało, że z trudem przełknął ślinę.

– Jestem wściekła, bo nic nie pamiętam – przyznała cicho. – Nie ważne – mruknęła, odsuwając się od niego, ale nie wstając z łóżka.

Przewrócił się na drugi bok. Teraz to ona leżała plecami do niego. Przysunął się i objął ją ramieniem. Nie zaprotestowała. Po chwili niepewności, wtuliła się w niego, a jej oddech się uspokoił. Zasnęła. Lucas jeszcze długo nie mógł zasnąć. Wściekły na siebie, a jednocześnie szczęśliwy jak nigdy dotąd.

27.

Uciekli i co dalej? Azja? Australia? Ameryka? Gdzie Nataniel Duncan nie miał swoich wpływów? Fiona powinna studiować, Emma chodzić do szkoły… Nie było dobrego rozwiązania, a przynajmniej on go nie znał. Lucas najwyraźniej także, a przynajmniej do tej pory nie podzielił się z nimi żadnym odkrywczym planem. Raven namawiał dziewczynę, żeby się go pozbyli, ale ona nie chciała o tym słyszeć. Wbrew wszelkiej logice i zdrowemu rozsądkowi wydawała się darzyć mężczyznę zaufaniem. On jednak zdawał sobie sprawę, że tamten jest zimnokrwistym potworem, który nie zawaha się przed niczym by osiągnąć swój cel. Zresztą czy on sam również taki nie był? Nie, Raven wiedział, że taki nie jest. Taki jednak był towarzyszący mu bezustannie Jichou, któremu niejednokrotnie zdarzyło się już przejąć nad nim kontrolę.

– Kupujemy czy kradniemy samochód? – zapytała jak zawsze rzeczowo Fiona, a Raven nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.

– Kradniemy – oznajmił stanowczo – z zakupem będzie zbyt duży problem. Dokumenty i wszystko inne… zbyt łatwo nas przez to wyśledzą. Nawet jeśli mamy na taki zakup pieniądze.

– O to się nie martw – mruknął Lucas, który sprawiał wrażenie jakby nad czymś się głęboko zastanawiał. – Myślę jednak, że póki co lepszy będzie pociąg. Szybszy i bezpieczniejszy.

Raven wzruszył ramionami. Przywykł już do niekwestionowania cudzych decyzji, zwłaszcza gdy wydawały się rozsądne.

– Dokąd w takim razie jedziemy? – zapytał.

– Póki co myślę, że Włochy – odpowiedział mu wciąż nieco rozkojarzony Lucas.

Po niecałej godzinie, w nowych ubraniach i z niewielkim bagażem podręcznym, wsiedli bezpiecznie do pociągu. Emma usiadła przy oknie, podnosząc od niechcenia leżące na stoliku, kolorowe czasopismo, które ktoś tam musiał zostawić. Przeglądała powoli strony.

– Patrzcie – wysunęła magazyn w stronę Ravena.

Na stronie, a właściwie kilku, widniały kolorowe zdjęcia. Była na nich Fiona, pozująca w kostiumie kąpielowym. Zaczął przeklinać, a Lucas mu zawtórował.

– Jestem kretynem! Że też o tym nie pomyślałem, kiedy zmusiłem ją do podpisania tej umowy – warknął.

– Ej, ja tu jestem, pamiętasz? – natychmiast odgryzła się Fiona.

Nie mógł uwierzyć w to jak na niego działała. Kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Uwielbiał jej charakterek. Mieli jednak teraz poważny problem. Połowa napotkanych kobiet, i możliwe, że nie tylko, zapewne ją rozpozna. Jeżeli Nataniel rozpocznie oficjalne poszukiwania, będą mieli niezwykle poważny problem. A dlaczego miałby tego nie zrobić, skoro mógł… Reszta podróży upłynęła im w napiętym oczekiwaniu na coś, co w końcu nieuchronnie musi się wydarzyć.

28.

Szli plątaniną wąskich uliczek. Fiona zwinęła włosy pod chustą, ale i tak była pełna obaw. Wiedziała, że włoskie miasteczka nie są dobrym wyborem, zbyt wiele osób mogłoby zwrócić na nią uwagę. Zbyt wiele pochodzących stąd osób współpracowało z jej wujem. Tylko, że argumenty Lucasa również do niej przemawiały. Przede wszystkim ten o znalezieniu bezpiecznego miejsca, w którym mogliby zostawić Emmę. Nie było sensu narażać dziewczynki. W pewnym momencie stanęła jak wryta. Na budynku pobliskiego minimarketu wisiał bilbord prezentujący zdjęcie na którym leżała na piasku w stroju kąpielowym. Cholera! W tej właśnie chwili pod sklepem zatrzymał się samochód. Wysiedli z niego odziani na czarno mężczyźni, a Fiona mogłaby przysiąc, że rozpoznała przynajmniej jednego z nich. Odwrócił się i spojrzał na nią badawczo. Raven chwycił ją za ramię i wciągnął w boczną uliczkę. Jęknęła cicho.

– To tylko kwestia czasu, kiedy mnie rozpoznają.

– Nie rozpoznają, ponieważ nie zwrócą na nas uwagi – Raven uśmiechnął się z przekąsem i przyciągnął ją do siebie.

Przyparł ją do ściany, jego usta znalazły się na jej ustach. Zaskoczenie ustąpiło miejsca zrozumieniu. Posłusznie zarzuciła mu ręce na szyję, odwzajemniając głęboki pocałunek. Mężczyźni zajrzeli w zaułek i ignorując ich przeszli dalej. Raven jej jednak nie puścił.

– Jeszcze chwila – szepnął.

Kiedy oderwała usta od jego ust, ujrzała Lucasa. Przez chwilę wpatrywał się w nich ponuro, a potem odwrócił się i zniknął za rogiem. Fiona zerwała się, żeby za nim pobiec, wytłumaczyć. Z jakiejś nieznanej sobie przyczyny czuła przemożną potrzebę, żeby mu wszystko wyjaśnić. Raven znów złapał ją za rękę.

– Nie idź za nim – poprosił.

– Co? Dlaczego?

Zamiast odpowiedzieć chłopak ponownie wziął ją w ramiona i nie pozwolił wypowiedzieć żadnego więcej słowa, zamykając jej usta kolejnymi, tym razem prawdziwymi, pocałunkami.

29.

Emma była bezpieczna i Fiona miała nadzieję, że nikt nawet nie będzie jej szukał. To nie o nią tu chodziło i Nataniel nie powinien zwrócić na nią uwagi. Przez myśl jej przeszło, że powinna się bać, może obmyślać jakiś plan… a ona w tym momencie martwiła się tylko i wyłącznie o to, że odepchnęła od siebie Ravena, a on od tej pory się do niej nie odzywał, natomiast Lucas w ogóle gdzieś zniknął. Po prostu pięknie! Do tej pory nie miewała takich problemów i uznała, że mogłaby dalej z tym żyć. Zniechęcona wróciła do hotelowego pokoju i zwinęła się w kłębek na łóżku jednocześnie smutna i zirytowana, że zostawili ją samą.

Nawet nie zauważyła kiedy udało jej się przysnąć, ale kiedy się obudziła było już po zachodzie słońca. Zaburczało jej w brzuchu. Wciąż rozdrażniona doprowadziła się do porządku i zeszła do hotelowej restauracji. Z wnętrza dochodziła głośna muzyka, a kiedy weszła do środka okazało się, że o tej porze otwarta jest jedynie część z barem, lożami dla VIP’ów i parkietem do tańczenia, na którym kłębiło się sporo roznegliżowanych, ludzkich ciał. Fiona westchnęła i zmusiła się, żeby wejść do środka. Powoli, starając się na nikogo nie wpaść zaczęła torować sobie drogę do baru. W pewnym momencie zobaczyła znajomą postać. Zatrzymała się zaskoczona. Ktoś wpadł na nią z boku, ale nie zwróciła na to uwagi.  Lucas był z kobietą. Piękną kobietą. Tańczyli na parkiecie, ocierając się o siebie. Fiona poczuła jak jej żołądek zwija się boleśnie w ciasną kulkę. Nigdy nie sądziła, że jej uczucia mogą być aż tak silne i aż tak oczywiste. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę i dziewczyna zupełnie przestała być głodna. Odwróciła się i kompletnie nie zwracając uwagi na kogo wpada, wybiegła z restauracji. Kiedy wciąż nieco roztrzęsiona wróciła do pokoju, okazało się, że tym razem nie jest już sama. Chłopak spojrzał na nią wrogo, a ona z trudem powstrzymała się, żeby się nie roześmiać. Obraził się na nią, ale jej nie zostawił, a to w jakiś sposób przyniosło jej ulgę. Emocje opadły, a przynajmniej jej udało się zepchnąć je na dalszy plan.

– Raven?

– Mhm?

– Zmieniłam zdanie – oznajmiła, popychając go na łóżko.

Obdarzył ją czarującym uśmiechem, kiedy usiadła na nim okrakiem. Nachyliła się by go pocałować. Jego dłonie zaczęły błądzić po jej ciele, po chwili zsuwając z niej ciasną koszulkę. Podobało jej się, że przynajmniej na chwilę może zupełnie przestać myśleć.

30.

Z twarzy Ravena nie schodził uśmieszek samozadowolenia. Wreszcie po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu wszystko zaczynało się powoli układać. Jego siostra była bezpieczna, on zemścił się na Lucasie, a jednocześnie zdobył całkiem przyjemną nagrodę niespodziankę, jaką była Fiona. Owszem już dawno mógł ją mieć i dziewczyna była naprawdę piękna, ale dopiero teraz, dzięki temu, że poznał uczucia Lucasa, zyskała prawdziwą wartość. Poza tym nabierał coraz większego przekonania, że mógłby się w niej zakochać. To nie miał być przelotny romans. Jeżeli dobrze to rozegra, naprawdę mogliby być razem. Nagle poczuł na plecach zimny dreszcz. Ktoś go obserwował. Powoli skręcił za róg i ukrył się w cieniu. U wylotu uliczki pojawił się elegancko odziany mężczyzna. Nie sprawiał wrażenia wojownika, ale Raven, nauczony doświadczeniem, zamierzał zachować ostrożność. Pozwolił nieznajomemu wyminąć miejsce w którym się ukrywał, tylko po to by po chwili błyskawicznym ruchem przyprzeć go do ściany.

– Dlaczego mnie śledzisz? – zapytał wrogo.

– Mam ci przekazać wiadomość – odparł mężczyzna z pełnią powagi, odrobinę tylko drżącym głosem.

Wiedział więc z kim ma do czynienia, a to w jakiś egocentryczny sposób ucieszyło Ravena.

– Mów – rozkazał.

– Pan Duncan chciałby się osobiście z tobą spotkać. Ma dla ciebie propozycję.

Chłopak roześmiał się gorzko.

– Poważnie, tak po prostu?

Jednocześnie rozbawiony i zniesmaczony chwycił mężczyznę za gardło, zastanawiając się czy lepiej go udusić czy może skręcić mu kark.

– Powiedzieli mi, że nie odmówisz – wycharczał tamten, powoli siniejąc na twarzy.

– Niby dlaczego? – zainteresował się chłopak.

– Z powodu kamiennych aniołów.

Nieznajomy wyraźnie nie wiedział o czym mówi, ale Raven owszem. Nieznacznie pobladł na twarzy. Nataniel znał miejsce pobytu jego siostry. Wypuścił mężczyznę, który spazmatycznie zaczął chwytać powietrze.

31.

Ręce Lucasa były skute w nadgarstkach i podczepione do wiszącego na belce haka. Mężczyzna ledwo stał na palcach. Każdy oddech stwarzał mu problem. Raven obrzucił go obojętnym spojrzeniem. Podobało mu się to co zobaczył. Po krótkiej wymianie zdań posłaniec Duncana zawiózł go do opuszczonego magazynu na obrzeżach miasta. Nie spodziewał się jednak, że będzie tam Lucas, ani że wuj Fiony przywita go osobiście.

– Jak widzisz mam w swoich szeregach wolne miejsce – oznajmił Nataniel – i chcę, żebyś to ty je zajął.

– Chcesz, żebym dla ciebie pracował? – upewnił się Raven.

Wciąż nie mógł uwierzyć w to jak bardzo zmieniła się sytuacja.

– Pomyśl o tym. Nigdy niczego ci nie zabraknie. Będziesz bezpieczny i ty i twoja siostra.

– Chyba o czymś zapomniałeś – Raven zmrużył oczy. – Co z magią, która wiąże mnie z Fioną?

Nataniel się roześmiał.

– Usunięcie tatuaży to w dzisiejszych czasach żaden problem. Co najwyżej mojej siostrzenicy zostaną brzydkie blizny. – Uśmiechnął się paskudnie. – Jej uroda i tak na nic mi się już nie przyda.

– Nie zrobisz jej krzywdy? – upewnił się Raven.

– Tak jak wspomniałem, nie jest mi już potrzebna. Możesz z nią zrobić co tylko zechcesz. Już pokazałeś na co cię stać. Oni za ciebie, myślę, że to bardzo opłacalna wymiana.

– I naprawdę nie zamierzasz mścić się na Fionie?

– Po co miałbym to robić? – Nataniel wyglądał na zdziwionego. – To nie ona mnie zdradziła. Sprawy między nami były jasne od samego początku. Nigdy nie udawała, że jest wobec mnie lojalna, albo chociażby, że darzy mnie sympatią. Ten tutaj – wskazał na Lucasa – to zupełnie inna sprawa. I przekona się jaka jest cena zdrady.

Raven zmrużył oczy. Przez chwilę rozmyślał nad swoją sytuacją. Nataniel właściwie nie pozostawił mu żadnego wyboru. Emma i Fiona były bezpieczne…

– Czego ode mnie oczekujesz?

– Och, naprawdę niewiele. Na początek pozwolę ci dokonać zemsty.

Jego ludzie odsunęli się, by jeszcze lepiej odsłonić przed nim unieruchomionego Lucasa. Jakiekolwiek wyrzuty sumienia, wrażenie, że coś jest nie tak, zostały wypchnięte z umysłu Ravena uczuciem czystej, nieokiełznanej nienawiści.

– Wchodzisz w to?  – upewnił się mężczyzna.

Raven skinął głowa. Nie zastanawiał się dłużej. Nie było nad czym się zastanawiać. Uśmiechnął się. Chwycił w dłonie giętki pręt i uderzył.

32.

Obudziło ją pukanie do drzwi. Ravena nigdzie nie było. Znów została sama. Ziewnęła. Kiedy pukanie nie ustawało, zaspana wstała, żeby otworzyć. Uchyliła drzwi i zamarła. Na progu stała śliczna dziewczyna, elegancko ubrana i pachnąca drogimi perfumami. Nie to jednak wyprowadziło Fionę z równowagi. Rozpoznała ją. Wszędzie by ją rozpoznała. To z nią poprzedniego wieczoru tańczył Lucas.

– Jesteś Fiona, prawda? – spytała tamta zadziwiająco niepewnym i nieco przestraszonym głosem.

– A ty kim jesteś? – spytała dziewczyna jednocześnie ciekawa i niezwykle wkurzona.

Jak Lucas mógł ją tutaj przysłać?!

– Posłuchaj, mogę wejść do środka? To naprawdę ważne…

– Proszę.

Fiona niechętnie odsunęła się by wpuścić do pokoju nieznajomą. Tamta jednak zamiast jakiegokolwiek wytłumaczenia wyciągnęła z torby teczkę.

– To dla ciebie – oznajmiła, podając ją dziewczynie. – To wizy – wyjaśniła widząc nic nie rozumiejące spojrzenie Fiony. – Miałam dzisiaj przekazać je Lucasowi, ale nie pojawił się na miejscu spotkania. Zostałam poinstruowana, żeby w takim wypadku kontaktować się z jego narzeczoną.

Fiona musiała wyglądać tak głupio jak się poczuła, ponieważ dziewczyna pośpieszyła z wyjaśnieniami.

– Przepraszam, jestem Daphne. Daphne Dante. Mój ojciec był winien Lucasowi przysługę i teraz miał okazję się mu odwdzięczyć. Czy dobrze trafiłam? – zapytała z obawą w głosie.

Dziewczyna wyglądała na coraz bardziej zdenerwowaną, więc Fiona uspakajająco skinęła głową.

– Tak, dziękuję. Po prostu zaskoczyło mnie, że tu przyszłaś.

Daphne uśmiechnęła się z ulgą.

– Przekaż proszę Lucasowi pozdrowienia od mojego ojca – odezwała się jeszcze zanim opuściła pokój. – I życzę wam powodzenia – dodała już z przyjaznym, pełnym ulgi uśmiechem.

Fiona zamknęła za nią drzwi i zaczęła się pospiesznie ubierać. Popełniła wiele błędów, ale one nie miały w tym momencie najmniejszego znaczenia. Ważne było teraz tylko to, że Lucas gdzieś zniknął, a ponieważ nie było też Ravena nie miała złudzeń do tego, co mogło się między nimi wydarzyć.

33.

Nie musiała długo szukać. Właściwie to w ogóle nie musiała tego robić. Pod hotelem czekali na nią ludzie Nataniela. Dokładnie wiedzieli gdzie czekać. Byli zadziwiająco uprzejmi, kiedy zmusili ją, żeby wsiadła do samochodu. Spodziewała się różnych możliwości, ale z pewnością nie tego, że w środku czekało będzie na nią dziwne, szare urządzenie. Jeden z mężczyzn przytrzymał ją, zsuwając z ramion dziewczyny bluzę. Fiona szarpnęła się odruchowo.

– Spokojnie, nie zrobimy ci krzywdy – odezwał się jeden z ochroniarzy. – To potrwa tylko chwilę i nie będzie bolało.

Drugi z nich włączył urządzenie i przystawił do jej ramienia. Zapiekło nieprzyjemnie. Dopiero teraz domyśliła się co to jest – laser do usuwania tatuaży. Zagryzła zęby i siedziała cierpliwie, pozwalając im skończyć. To było lepsze niż zrobienie z siebie skomlącej idiotki. Kiedy było po wszystkim wcisnęli jej do ręki paczkę chusteczek dezynfekujących i zostawili w spokoju. Ruszyli. Po parunastu minutach samochód zatrzymał się w dzielnicy magazynów. Mężczyźni zatrzymali się przed jednym z nich i zaprosili ją do środka. Pierwszym co zobaczyła był Raven, który przyciszonym głosem rozmawiał z jej wujem. Stał tam i rozmawiał, jak gdyby nigdy nic… Teraz wszystko zaczęło nabierać sensu. Wzrokiem poszukała Lucasa, a kiedy go znalazła, jęknęła z przerażenia. Leżał na betonowej podłodze skąpany w kałuży własnej krwi. Nikt jej nie zatrzymywał, kiedy rzuciła się w jego stronę. Opadła przy nim na kolana. Oddychał. W duchu próbowała sobie wmawiać, że to najważniejsze. Nie mogła uwierzyć w to co się wydarzyło. Jak to się stało? Jak Raven mógł na to pozwolić?! Kiedy weszła przerwał rozmowę, a teraz podszedł do nich i przyglądał się jej z zaciekawieniem.

– Ty dupku! – warknęła, zrywając się z podłogi i rzucając w stronę stojącego nad nią chłopaka.

Gdyby miała nad nim jakąkolwiek władzę z pewnością zwijałby się teraz z bólu. Nie miała. Nataniel odebrał jej wszystko.

– Spokojnie – Raven chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie, nie pozwalając by go uderzyła. – Wszystko jest w porządku, nikt cię nie skrzywdzi – wyszeptał tuż do jej ucha.

Zaniemówiła. W porządku? Jego zdaniem naprawdę wszystko było w porządku? Jeszcze bardziej wściekła i zdeterminowana wyrwała się z jego objęć, a on tym razem jej na to pozwolił.

34.

Siedziała na podłodze, tuż obok Lucasa. Delikatnie gładziła jego włosy, bojąc się, że jeżeli dotknie go gdziekolwiek indziej, to sprawi mu tylko jeszcze większy ból. Nie mogła uwierzyć w to jak podły był jej wuj.

– Czemu ci to zrobił? Czemu nas po prostu nie zabił? – szepnęła.

– To nie on – mruknął cicho Lucas. Mówienie sprawiało mu wyraźny ból i Fiona od razu pożałowała, że zadała pytanie. – To Raven.

– Co?! – wyznanie Lucasa kompletnie ją zszokowało.

– Nataniel nie ma pojęcia z czym igra. W końcu Raven nie zapanuje nad sobą i pozabija ich wszystkich…

To co usłyszała nasunęło jej pewien pomysł.

– Więc twierdzisz, że wystarczy go wkurzyć?

– Nie, Fii! – Lucas spróbował się podnieść, ale nie był w stanie tego zrobić. – Proszę, to bardzo głupi pomysł…

Wzruszyła ramionami i podniosła się z podłogi. Przynajmniej może zrobić coś, w czym jest naprawdę dobra.

– Ostatecznie i tak nie mamy już nic do stracenia…

35.

Raven wpatrywał się w dziewczynę coraz bardziej poirytowany. Czy nie widziała, że to koniec? To była najlepsza droga, najlepszy sposób również i dla niej… Nie chciał, żeby urządzała scenę. Nie na oczach ludzi, z którymi miał odtąd współpracować.

– Wyjdźmy stąd – syknął, jeszcze mocniej ściskając jej ramię i ciągnąc ją za sobą.

Spróbowała się wyrwać, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Ugryzła go z premedytacją, a on skonsternowany wreszcie ją wypuścił.

– Jesteś skończonym dupkiem! Palantem! – wrzasnęła jeszcze głośniej niż przedtem.

Z rogu pomieszczenia dobiegł go śmiech. Zacisnął szczękę. Był pewien, że jeżeli ktoś się wtrąci, to długo nie pożyje. Musieli stąd wyjść.

– Taki mały problem, a już cię przerasta? – odezwał się jeden z mężczyzn, nie kryjąc rozbawienia.

Raven poczuł jak wszystko się w nim gotuje, jak traci nad sobą kontrolę. Pierwszy raz od dawna nikt nad nim nie panował. Zanim jednak zdążył zaatakować dowcipnisia, do magazynu wszedł Nataniel. Rękę trzymał na ramieniu Emmy, a do jej głowy przystawiony był pistolet.

– Cóż… tak sądziłem, że lepiej się ubezpieczyć. Czy jesteś szybszy od kuli? – zapytał swobodnym tonem.

Nagle rozległ się huk wystrzału, ale to nie mężczyzna w garniturze wystrzelił.

36.

Lucas nie mógł uwierzyć w głupotę Nataniela i tego jak kiepsko pojmował całą sytuację. Ta dziewczynka… Emma powinna być ostatnią osobą, którą mógłby się posłużyć. On sam był znacznie bardziej ostrożny. Kiedy nie groziło jej bezpośrednie niebezpieczeństwo nie miało to żadnego znaczenia, ale teraz, gdy otwarcie oznajmił, że ją zabije? Smuga dymu wyrwała się z piersi Ravena, który nieprzytomny osunął się na podłogę. Dziewczynka odepchnęła od siebie Nataniela, jednocześnie wyrywając mu pistolet, a potem strzeliła mu w głowę. Upuściła pistolet i zanim ktokolwiek inny zdążył wystrzelić rozpętało się piekło. Lucas podniósł się z trudem, szukając wzrokiem Fiony. Nieuchwytna dla ludzkiego oka siła uderzyła ją w klatkę piersiową i wbiła w ścianę. Potem usłyszał przeraźliwy krzyk. Emma odzyskała kontrolę nad własnym ciałem i była przerażona tym co się wydarzyło. Coś, jakaś niematerialna istotna uciekła z jej ciała, a dziewczynka, śladem brata, osunęła się na podłogę. Cień zaczął powoli płynąć w stronę Ravena. Jichou. Widział go w zupełnie inny sposób niż Emma. Jako coś ulotnego, mgłę albo smugę dymu. Tym razem to nie był genialny pomysł ani tym bardziej żaden starannie obmyślony plan. To była jedna, luźna myśl. Idea, której się uczepił i postanowił kurczowo trzymać.

– Zaczekaj – rozkazał mu cicho.

Czerwone oczy wpatrywały się w Lucasa czujnie, z niedowierzaniem, jakby chciały przekazać pytanie w stylu „serio? mówisz do mnie?”. Lucas odważył się zbliżyć o krok. Tak jak mówiła wcześniej Fiona, nie mieli już nic do stracenia.

– Są słabi – oznajmił powoli, wskazując na Ravena, a potem na Emmę – nie chcesz towarzyszyć żadnemu z nich. Nie chcesz też być sam – kontynuował. – Jesteś niematerialny i nic nie możesz z tym zrobić. Chyba, że… – zawiesił głos.

W pomieszczeniu rozległ się okropny, zachrypnięty śmiech, a potem Lucas poczuł uderzenie, które z powrotem powaliło go na podłogę. W jego głowie rozległ się cichy, kojący szept. Jichou przyjął jego ofertę i nic już nigdy nie będzie takie samo.

37.

Fiona chwiejnie stanęła na nogach. Wszystko wkoło było czerwone od krwi, nie była to jednak jej krew.

– Lucas? – spytała cicho, zbliżając się do stojącego na środku pomieszczenia mężczyzny.

Wyglądał teraz lepiej. Znacznie lepiej. Miał ściągniętą bólem twarz, ale bez trudu trzymał się na nogach.

– Lucas? – spytała ponownie, ale on wciąż ją ignorował.

Zdecydowała, że nie będzie rozglądać się wokół. Pochyliła się nad ciałem nieprzytomnego Ravena zastanawiając się jak go stąd zabrać.

– Zaczekaj – Lucas położył jej rękę na ramieniu. Z trudem powstrzymała łzy widząc jak wiele bólu sprawia mu zwykłe stanie. – Zostawimy go tutaj. Nie jest nam potrzebny.

– Nie?

Lucas przecząco pokręcił głową.

– Bez Jichou jest nikim. Kiedy się obudzi może zabrać siostrę i zrobić co zechce.

Fiona spojrzała na niego ze zdumieniem. Dalej tak do końca nie rozumiała kim był Raven ani co właściwie się stało. Nie była jednak pewna czy chce to wiedzieć. Za to zaskoczyło ją coś zupełnie innego.

– Nie zamierzasz się w żaden sposób na nim mścić?

Mężczyzna ponownie zaprzeczył.

– Miał powody, żeby mnie nienawidzić. To przeze mnie znalazł się w takiej sytuacji. Po prostu go tutaj zostawmy i sami wynieśmy się z tego miejsca, ok?

Fiona, która zazwyczaj prędzej reagowała na wszystko złością niż płaczem, poczuła jak znów coś ściska ją w gardle. Teraz, z pełnią świadomości zdała sobie sprawę jak bardzo kocha Lucasa i jak długo źle go oceniała. Odwróciła się od leżącego na podłodze Ravena i wcisnęła pod ramię Lucasa, żeby mógł się o nią oprzeć. Miał rację. To będzie najlepsze rozwiązanie.

Pięć lat później

Skłamałaby gdyby stwierdziła, że nigdy nie żałowała swojej decyzji o przejęciu imperium. Tylko wówczas, gdy cały świat ją przytłaczał, przypominała sobie czemu to zrobiła. Dla tych wszystkich ludzi, którym mogła pomóc, zaoferować pracę, rozwiązać ich problemy. Dla mniejszego zła, którym była ona zamiast tyrana, który wcisnąłby się na puste miejsce, uprzednio zajmowane przez jej wuja. No i dla Lucasa, który wśród biznesmenów czuł się jak ryba w wodzie. Nie było to jednak złe życie, a z pewnością nie nudne. Zwłaszcza teraz, gdy planowała tak długo odkładany ślub. Jej rozmyślania przerwał lekki podmuch wiatru, spowodowany otwarciem drzwi. Nie musiała się odwracać od okna. żeby wiedzieć, że to Lucas. Uśmiechnęła się lekko. Tylko on nie zwykł pukać. Odwróciła się, kiedy dotarł do niej cudowny zapach bzu.

– Tęskniłaś? – spytał mężczyzna, odstawiając na jej biurko wazon pełen fioletowo-białych kwiatów.

– Zawsze tęsknię – oznajmiła rozbawiona, rzucając mu się na szyję.

Przytulił ją do siebie czule.

– Więc może powinnaś brać udział w spotkaniach? Chociaż raz na jakiś czas? – zakpił.

Fiona jęknęła ostentacyjnie.

– Kiedy są takie nudne!

– Może następne nie będzie? – mruknął i nie brzmiało to jak pytanie, a raczej jak bardzo kusząca, cudowna obietnica.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

57 komentarzy

  1. Odpowiedz

    lilijka:)

    22 grudnia 2010

    Viicky kiedy planujesz dołaczyc ciag dalszy ? masz juz go ” na papierze” czy dopiero układa sie w całosc w Twojej glowie 🙂 ?

    • Odpowiedz

      Miye

      22 grudnia 2010

      Czeka w kolejce, najpierw będzie Córka Demona, potem Żółte Kwiaty, a dopiero na końcu to… Jeżeli chcesz coś gotowego z tych nowszych to Samhain jest w całości.

  2. Odpowiedz

    lilijka:)

    23 grudnia 2010

    Samhain’a juz przeczytalam, ogolnie mowiac przeczytalam juz wszystko co napisalas 😀 i to niektore nawet 2 razy, ale nic uzbroje sie w cierpliwosc 🙂

  3. Odpowiedz

    Kamm.

    30 stycznia 2011

    Bu, bu, buuu… Nie ma nic nowego… :<

    • Odpowiedz

      Miye

      1 lutego 2011

      Kiedyś muszę się za dokończenie tego zabrać, ale chwilowo wciągnęły mnie te „Pamiętniki” i książka pani Joanny Bator „Japoński Wachlarz”.

  4. Odpowiedz

    anuleczkav

    9 lutego 2011

    Fajnie… 😉

  5. Odpowiedz

    CórkaDemona

    10 lutego 2011

    To już koniec czy będzie cd ??
    Nie mogę się doczekać ;D
    Wszystkie opowiadania już przeczytałam i czekam na cd twojej niesamowitej twórczości ;D

    • Odpowiedz

      Miye

      11 lutego 2011

      Jak coś jest skończone ma pod spodem napisane „The End” tak po Disney’owsku dla niepoznaki. To właściwie dopiero początek. Kiedyś się do tego zabiorę wreszcie.

  6. Odpowiedz

    Wika ;]

    9 sierpnia 2011

    Vickyy, a co z tym opowiadaniem. Podoba mi sie ona alee nie widzę c.d. ! Musisz coś z tym zrobić ;dd

  7. Odpowiedz

    Anne

    17 września 2011

    Cd, proszę..! 🙂 Każda Twoja twórczość, którą przeczytam, jest niesamowita, cudowna, pięknie napisana. ^^ Pozdrawiam

    • Odpowiedz

      Miye

      17 września 2011

      Obiecuję, że nie wszystkie są niedokończone…

  8. Odpowiedz

    Vicky

    16 lipca 2012

    Postanowiłam kontynuować to opowiadanie, a ponieważ przez dwa lata mój styl pisania nieco się zmienił, dokonałam również paru poprawek, stąd mogą pojawiać się ewentualnie niezręczności (choć i tak twierdzę, że jest nieco lepiej niż było).

  9. Odpowiedz

    iiiinka

    18 lipca 2012

    czekam na dalszy ciąg:-)

  10. Odpowiedz

    magda

    22 lipca 2012

    jestem ciekawa co będzie dalej

    • Odpowiedz

      Vicky

      22 lipca 2012

      Ja troszkę też, ponieważ jeszcze nie wiem 😉

  11. Odpowiedz

    agnieszka

    21 sierpnia 2012

    ja chcę dalej !!!

    proszem, proszem, proszem

  12. Odpowiedz

    Ever

    22 sierpnia 2012

    Mam nadzieje że w najbliższej przyszłości masz zamiar tutaj również coś dodać 😀

  13. Odpowiedz

    Rozali

    28 sierpnia 2012

    Czy jest szansa że poznamy dalszą część ?

  14. Odpowiedz

    Drasch

    1 września 2012

    można liczyć na ciąg dalszy ?

    • Odpowiedz

      Vicky

      2 października 2012

      Teraz już będę pisała tutaj. 😉

  15. Odpowiedz

    iiiinka

    2 października 2012

    Mam nadzieje ze dodasz cos tutaj szybko

  16. Odpowiedz

    iiiinka

    9 października 2012

    kiedy znowu cos dodasz?

  17. Odpowiedz

    Vicky

    14 października 2012

    Przepraszam, znowu była przerwa, ale już jest. I pomysł mam na całe opowiadanie, więc powinno pójść dość szybko. 🙂

  18. Odpowiedz

    Misia

    16 października 2012

    Ta krótka historia Lucasa jest bardzo zaskakująca i nieoczekiwana :D. On dobry?!

  19. Odpowiedz

    Ever

    16 października 2012

    Ja chcę więcej 😀
    Twoje opowiadania są niesamowite…
    I ta historia Lucasa była w ogóle nieoczekiwana jak napisała Misia…

  20. Odpowiedz

    Lidia

    17 października 2012

    My chcemy więcej !!!
    A propos twoje opowiadania są … są … tak wspaniałe że aż nie umię ich opisać.
    Czekamy na ciąg dalsz 😀 Buźaczki i powodzenia ♥

  21. Odpowiedz

    Vicky

    18 października 2012

    Dziękuję 😉 I tutaj staram się coś dopisywać codziennie.

  22. Odpowiedz

    anna

    18 października 2012

    Podaliście, a nie podałeś ???
    A tak przy okazji świetne opowiadanie (:

    • Odpowiedz

      Vicky

      18 października 2012

      Mhm, on, jej wuj i ochroniarze, więc w liczbie mnogiej 😉

  23. Odpowiedz

    iiiinka

    29 października 2012

    hej:)narascie cos nowego:)ale jak zaczelam czytac to ty przestalas dodawac a jak ostatnio przestalam i tu nie zagladalam to zaczelas dodawac:P

    • Odpowiedz

      Vicky

      29 października 2012

      Dopiero dzisiaj rano wróciłam z Krakowa 😉 Będę dodawała znowu.

  24. Odpowiedz

    Lidia

    30 października 2012

    My chcemy dalej !!!

  25. Odpowiedz

    mloda

    3 listopada 2012

    Dłuuuugi weekend rządzi się swoimi prawami;D

  26. Odpowiedz

    Vicky

    5 listopada 2012

    Wiem, wiem… po prostu odwiedził mnie straszny, przeokropny potwór i na deser zjadł cały mój czas. Sama jestem ciekawa jak to się skończy, więc od jutra zacznę pisać dalej. I potem Shiro Tori i to nowe ‚coś’, na które już mam pomysł.

  27. Odpowiedz

    iiiinka

    5 listopada 2012

    super ze znowu cos dodalas:)dawaj wiecej wiecej:)

  28. Odpowiedz

    Agnieszka

    11 listopada 2012

    błagam, nie męcz nas tak i dodaj kolejny fragment :):)

  29. Odpowiedz

    iiiinka

    17 listopada 2012

    kiedy bedzie nastepny fragment??

  30. Odpowiedz

    ps

    26 listopada 2012

    NIe poganiać,nie poganiać spookojnie.Zbyt wiele w necie jest byleczego,a zbyt mało tak dobrych kawałków jak te.Każdy dzień za krótko pisania zbytniego pośpiechu t może być kg. lub gram gorszy tekst,a nie warto nic nasiłę.Ale pisz pisz,bez pracy nie ma kołaczy.To pewna sztuka nie przegiąć w tego typu czy w innych opowiadaniach z dosadnością języka lub w drugą stronę z przesłodzeniem,niestety w necie często jest albo w tę albo w tamtą,ale nie tu,tak więc życzę dalszej weny,powodzenia byle się chciało i bez pośpiechu.Pozdr.

  31. Odpowiedz

    Agnieszka

    8 grudnia 2012

    już nie mogę doczekać się kolejnego fragmentu 🙂 mam nadzieje, że już dodasz całość 🙂

  32. Odpowiedz

    Mommo

    24 grudnia 2012

    heh…. No cóż, mi się bardzo podoba i przeczytałam już wszystkie twoje opowiadania… Jesteś jedną z nielicznych osób, które piszą tak zajebiście, że po prostu nie mg przerwać czytania w połowie opowiadania 😀 hahaha ostatnio tak mi się spodobał twój utwór, że czytałam go do 4 rano 🙂 oczywiście mam nadzieję, że szybko dodasz dalszą część, bo naprawdę już się nie mg doczekać 😀

  33. Odpowiedz

    Lola

    15 stycznia 2013

    Kiedy dodasz nowy fragment ?!

  34. Odpowiedz

    Vicky

    10 kwietnia 2014

    Teraz kontynuuję pisanie tego opowiadania. Stopniowo, mam nadzieję, że wreszcie wszystkie zaczęte dokończę.

  35. Odpowiedz

    Vicky

    13 października 2014

    Kolejny fragment pojawił się tutaj – choć szczerze przyznam, nie jestem zadowolona z tego opowiadania. Jest to jeden z pierwszych tekstów i widzę, że nawet głupie opisy tworzyłam niekiedy na siłę, jakbym musiała koniecznie wytłumaczyć każdą oczywistą-oczywistość. I to jednak wypada jakoś zakończyć 🙂 Poza tym przypomniało mi jak bardzo tęsknię za Londynem… :/

  36. Odpowiedz

    Cam

    14 października 2014

    Lubie to opowiadanie.. Cieszy mnie to, że postanowiłaś je dokończyć, ale mam nie odparte wrażenie, że chcesz je szybko skończyć 🙂

  37. Odpowiedz

    Vicky

    29 czerwca 2016

    Opowiadanie oczywiście kompletnie przepisane na nowo i będzie pojawiało się w kolejnych fragmentach (tym razem z zakończeniem). Wydarzenia, fabuła i bohaterowie nieco odbiegają od swojej pierwotnej postaci 🙂

  38. Odpowiedz

    Mala

    1 lipca 2016

    O matko jak dawno zaczęło to powstawać,nc dziwnego,że je trochę zmieniasz 🙂 chociaż dziwnie się czyta z tymi imionami bohaterów

    • Odpowiedz

      Vicky

      1 lipca 2016

      Wiem, ale myślę, że zmiana była uzasadniona 🙂

  39. Odpowiedz

    Iga7771

    6 lipca 2016

    Swietne opowiadanie,mam nadzieje ze niedlugo bedzie ciag dalszy 🙂 Czy tylko mi sie wydaje, czy do napisania tego opowiadania zainspirowalo cie Hakushaku to Yousei?:-D

    • Odpowiedz

      Vicky

      6 lipca 2016

      Tak, dokładnie! Większość moich opowiadań jest inspirowana mangą / anime 🙂

      Kusiło mnie też, żeby napisać coś o Kelpie.

      Jeśli chodzi o ciąg dalszy, to codziennie jest coś nowego.

  40. Odpowiedz

    Mala

    29 lipca 2016

    Miło znowu coś przeczytać. Ale zaskakujący fragment 🙂

  41. Odpowiedz

    Mala

    4 października 2016

    czyżby jakieś nowe opowiadanie się szykowało,bo długo karzesz czekać na kolejny fragment 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      4 października 2016

      Tym razem przez chwilę w ogóle nie miałam możliwości zaglądania na bloga, ale już nadrabiam. Tylko recenzje idą w pierwszej kolejności, bo jakby nie patrzeć książki dostaję nie „za darmo” a właśnie za napisanie o nich swojej opinii.

      Czarna Magia już ma swoje zakończenie, tylko muszę je jakoś opracować (niestety nie lubię tego opowiadania, chcę je skończyć bo tak i już, ale nie jestem z niego w 100% zadowolona).

      Nowe opowiadanie też będzie, ale to projekt inny niż wszystkie bo tworzy się przy współpracy z BrokenVision – w wielu rzeczach się zgadzamy, ale w równie wielu przypadkach ma odmienny punkt widzenia na różne sprawy.

  42. Odpowiedz

    Ekanta

    12 października 2016

    Niesamowite opowiadania 😀 przeczytałam już wszystkie i nie mogę doczekać się kolejnych ^^

  43. Odpowiedz

    Vicky

    14 listopada 2016

    Kolejne fragmenty, a niebawem zakończenie.

  44. Odpowiedz

    Vicky

    9 stycznia 2017

    Zaczęłam to opowiadanie sześć lat temu… i kompletnie nie miałam ochoty go kończyć. Po lekkich przeróbkach podoba mi się nieco bardziej, ale i tak potraktowałam je nieco po macoszemu za co najmocniej przepraszam wszystkich tych, którym brakuje mojej twórczości. Postaram się nie skrzywdzić w ten sposób „Shiro Tori” i „Słodyczy Piekła”, a w ciągu kilku najbliższych dni nareszcie będziecie mieli okazję poznać Rayne i jej nieco mangową osobowość oraz niecodzienne przygody.

  45. Odpowiedz

    Drusilla

    9 stycznia 2017

    Mnie tam się całkiem podobało 🙂 Wciągające!

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS