R贸偶e w Kolorze Krwi

Siedzia艂am na drewnianej 艂awie, ko艂o Marka. Sko艅czy艂 w艂a艣nie opowiada膰 jaki艣 dowcip i wszyscy si臋 za艣miali. Jak zwykle by艂 dusz膮 towarzystwa, a mnie w dalszym ci膮gu dziwi艂o, 偶e jeste艣my razem. Byli艣my par膮 od ponad roku. I by艂 to naprawd臋 udany zwi膮zek, mimo, 偶e pochodzili艣my z dw贸ch diametralnie r贸偶nych 艣wiat贸w. On, imprezowicz i student prawa, z milionem znajomych, zami艂owaniem do klub贸w i popu, a ja? Wiecznie zamy艣lona, zaczytana, 偶yj膮ca w swoim w艂asnym 艣wiecie, stroni膮ca od ha艂asu i t艂um贸w. W tym roku sko艅czy艂am liceum, zda艂am matur臋 i teraz czeka艂y mnie najd艂u偶sze wakacje w 偶yciu. Ponad trzy miesi膮ce, kt贸re mia艂am zamiar sp臋dzi膰 w艂a艣nie z nim. Wybierali艣my si臋 na 偶agle, rodzice udost臋pnili Markowi i jego przyjacio艂om jacht. Planowali艣my p艂ywa膰 po Europie. Dla mnie by艂a to wycieczka 偶ycia. Poczu艂am na swoim kolanie r臋k臋 Marka.

– Jagoda?

Spojrza艂am na niego pytaj膮co. Najwyra藕niej m贸wi艂 co艣 do mnie od d艂u偶szego czasu, a ja jak zwykle nie s艂ucha艂am. Westchn膮艂, kiedy wreszcie uda艂o mu si臋 uzyska膰 z mojej strony jak膮艣 reakcj臋. Jego znajomi zawsze byli dla mnie bardzo mili, ale jako艣 nigdy nie czu艂am, 偶eby cokolwiek mnie z nimi 艂膮czy艂o. M贸wi膮c pro艣ciej, najcz臋艣ciej nudzi艂am si臋 w ich towarzystwie, a wychodzi艂am tylko wtedy, kiedy naprawd臋 zale偶a艂o na tym Markowi. W innych wypadkach wola艂am, 偶eby chodzi艂 sam. Rozumia艂 to i stara艂 si臋 w jaki艣 spos贸b r贸wnowa偶y膰 wieczory sp臋dzane w gronie przyjaci贸艂 i te, kt贸re sp臋dza艂 tylko ze mn膮.

– Przepraszam, zamy艣li艂am si臋 鈥 u艣miechn臋艂am si臋 do niego leciutko.

– Nie szkodzi 鈥 podda艂 si臋 bez walki. 鈥 Id臋 po piwo. Przynie艣膰 ci co艣 do picia?

Od rumu z col膮 ju偶 lekko szumia艂o mi w g艂owie, ale poprosi艂am o jeszcze jedn膮 szklank臋. Marek wsta艂, przepraszaj膮c siedz膮c膮 obok, pogr膮偶on膮 w dyskusji z Micha艂em, Monik臋. Kiedy na ni膮 spojrza艂am, jeszcze bardziej zda艂am sobie spraw臋, jak bardzo r贸偶ni艂am si臋 od tych wszystkich dziewczyn z jego 艣rodowiska. W艂a艣ciwie nie mia艂am o czym z nimi rozmawia膰. Nie interesowa艂a mnie moda, nie nosi艂am widocznego makija偶u, a moja bluzka by艂a ozdobiona wizerunkiem ma艂ej karykatury Dartha Vadera. Kiedy przy jakiej艣 okazji jedna z nich oznajmi艂a, 偶e czytanie jest dla niej najgorsz膮 z mo偶liwych kar, ju偶 wiedzia艂am, 偶e nie znajdziemy wielu wsp贸lnych temat贸w do rozm贸w, dlatego wybiera艂am najlepsze z mo偶liwych rozwi膮za艅 鈥 milcza艂am. Z Markiem jednak by艂o zupe艂nie inaczej. Opieku艅czy, troskliwy, zawsze mn膮 zainteresowany, potrafi艂 by膰 dumny z moich osi膮gni臋膰, nawet, je偶eli kompletnie go nie dotyczy艂y. Zawsze by艂 zdolny poprawi膰 mi humor i w jego towarzystwie czu艂am si臋 naprawd臋 znakomicie. By艂 nie tylko moim ch艂opakiem, ale i przyjacielem.

– Cze艣膰 鈥 z zamy艣lenia wyrwa艂 mnie g艂os, jakiego艣 obcego ch艂opaka, kt贸ry g贸rowa艂 nad naszym stolikiem.

Spojrza艂am w jego szmaragdowe oczy, a potem ca艂y m贸j 艣wiat nagle znikn膮艂. Zd膮偶y艂am zauwa偶y膰 jedynie to, 偶e by艂 wysoki i tkwi艂o w nim co艣 dziwnie znajomego. Potem by艂a ju偶 tylko ta zielonkawa, bezdenna g艂臋bia, kt贸ra wci膮gn臋艂a mnie bez reszty. Z powrotem do rzeczywisto艣ci sprowadzi艂 mnie Marek, kt贸ry pojawi艂 si臋 stawiaj膮c przede mn膮 drinka. Obj膮艂 przybysza ramieniem przerywaj膮c ciep艂e powitanie siedz膮cych przy stoliku przyjaci贸艂, kt贸rzy najwyra藕niej ju偶 znali tego ch艂opaka. Siedz膮ce naprzeciwko mnie Kasia i Malwina s艂a艂y mu weso艂e, zalotne u艣miechy. Piotr z Micha艂em u艣cisn臋li mu d艂onie.

– Danielu, znasz ju偶 wszystkich, opr贸cz mojej dziewczyny 鈥 Marek obdarzy艂 go serdecznym u艣miechem. 鈥 Jagoda, poznaj mojego m艂odszego brata 鈥 przedstawi艂 nas uprzejmie.

S艂ysza艂am o nim ju偶 wcze艣niej, nigdy jednak nie by艂o mi dane go pozna膰. Po rozwodzie ich rodzic贸w, na sta艂e mieszka艂 w Portugalii wraz z matk膮 Marka, do tego w艂贸czy艂 si臋 po ca艂ej Europie. Marek kilkakrotnie wspomina艂, 偶e Daniel nigdy nie by艂 w stanie zaakceptowa膰 nowej 偶ony ich ojca. By艂 nieco wy偶szy od brata, do tego naturalnie opalony, ale teraz, kiedy ju偶 wiedzia艂am, rozpozna艂am podobie艅stwo i zda艂am sobie spraw臋, co by艂o w nim takie znajome, cho膰 tyle ich r贸偶ni艂o. W艂osy Daniela by艂y ciemnobr膮zowe i kr贸tko 艣ci臋te, Marka natomiast o ton ja艣niejsze, do tego te oczy, 偶ywo zielone, bez przeb艂ysku szaro艣ci, kt贸ry tak dobrze zna艂am. Usiad艂 naprzeciwko nas, na brzegu 艂awki, tu偶 obok Piotra.

– Jak min臋艂a podr贸偶? Od kiedy tu jeste艣? 鈥 dopytywa艂 si臋 Marek.

– Dzi臋ki, prze偶y艂em 鈥 roze艣mia艂 si臋 Daniel 鈥 i w艂a艣ciwie to od nieca艂ej godziny, postanowi艂em, 偶e najpierw zajrz臋 tutaj 鈥 skrzywi艂 si臋 nieznacznie.

Zda艂am sobie spraw臋, 偶e mimo i偶 ch艂opak odpowiada na pytania brata, to ani na moment nie spuszcza ze mnie wzroku. W normalnej sytuacji zapewne odwr贸ci艂abym si臋 sp艂oszona, ale nie teraz. By艂o w nim co艣 takiego鈥 R贸wnie偶 przypatrywa艂am mu si臋 zaintrygowana. Zawsze wydawa艂o mi si臋, 偶e Marek jest przystojny, ale byli wr臋cz niepor贸wnywalni. Podczas gdy m贸j ch艂opak mia艂 niesfornie kr臋c膮ce si臋 w艂osy i urok 艂obuziaka, Daniel by艂 po prostu boski. Nie mia艂am poj臋cia jak to inaczej uj膮膰. Zreszt膮 to nie o to chodzi艂o. Nie cierpia艂am tego typu facet贸w, zw艂aszcza gdy mieli 艣wiadomo艣膰, jakie wra偶enie wywieraj膮 na dziewczynach, ale od niego zwyczajnie nie potrafi艂am oderwa膰 wzroku. Po prostu musia艂am patrze膰. Zw艂aszcza w te jego niesamowite oczy. Wbi艂am paznokcie w wierzch w艂asnej d艂oni, 偶eby oprzytomnie膰. Duszkiem wychyli艂am drinka, a potem wsta艂am od stolika. Czu艂am, 偶e musz臋 st膮d jak najszybciej uciec, chocia偶 na chwil臋.

– Nied艂ugo wr贸c臋 鈥 szepn臋艂am.

Poca艂owa艂am Marka, w policzek, a potem odesz艂am od stolika. Odsta艂am swoje w kolejce do ciasnej toalety, a potem sp臋dzi艂am w niej odpowiednio d艂ug膮 chwil臋. W lustrze nie poznawa艂am sama siebie. By艂am blada, zupe艂nie jakbym zobaczy艂a ducha. Jasne w艂osy opada艂y mi na oczy, a uczucie, 偶e jestem w d偶insach i tej g艂upiej bluzeczce z Gwiezdnych Wojen, podczas gdy inne dziewczyny przesz艂y same siebie, by na wiecz贸r perfekcyjnie wygl膮da膰, pierwszy raz w 偶yciu zacz臋艂o mi dokucza膰. W ko艅cu wysz艂am na duszny korytarz. Daniel! Sta艂 oparty o 艣cian臋, tu偶 przy zakr臋cie korytarza. Pub sk艂ada艂 si臋 z kilku kameralnych salek i jednej g艂贸wnej, z parkietem do ta艅czenia. Ca艂o艣膰 stanowi艂a istny labirynt. Spr贸bowa艂am si臋 do niego uprzejmie u艣miechn膮膰, z zamiarem by wymin膮膰 go bez s艂owa, ale on z艂apa艂 mnie za r臋k臋 i poci膮gn膮艂 gdzie艣 w bok. Kiedy tylko dotkn膮艂 mojej d艂oni, natychmiast przesta艂am my艣le膰. Ca艂y 艣wiat straci艂 znaczenie. Pchn膮艂 drewniane, w膮skie drzwi i weszli艣my do jakiego艣 pomieszczenia. Wygl膮da艂o na biuro. Panowa艂 tutaj p贸艂mrok. Zamkn膮艂 je za nami, a potem najzwyczajniej w 艣wiecie, jak gdyby nigdy nic, wzi膮艂 mnie w ramiona. Przyci膮gn膮艂 do siebie stanowczo, zaborczym gestem, wpl贸t艂 palce w moje w艂osy i poca艂owa艂. Poca艂unek by艂 d艂ugi i nami臋tny, a ja go odwzajemnia艂am. Nie potrafi艂am, nie chcia艂am przesta膰. W ciszy, wype艂nionej jedynie naszymi w艂asnymi oddechami, us艂ysza艂am sw贸j w艂asny j臋k zawodu, kiedy na chwil臋 si臋 ode mnie odsun膮艂. Moje ucho musn臋艂o ciep艂e, przyjemne powietrze.

– Voc锚 茅 linda. Eu quero que voc锚 鈥 Daniel zamrucza艂 po portugalsku.

Podni贸s艂 mnie i posadzi艂 na pustym biurku. Wr贸ci艂 do ca艂owania, a ja oplot艂am go nogami. To by艂o czyste szale艅stwo. Jak op臋tani zacz臋li艣my nawzajem 艣ci膮ga膰 z siebie ubrania. Czu艂am na sobie jego b艂膮dz膮cy po ca艂ym moim ciele wzrok. Jego poca艂unki parzy艂y. Nawet nie zdawa艂am sobie sprawy, 偶e le偶臋 na biurku, zupe艂nie naga. Poczu艂am w sobie jego palce.

– Cii 鈥 zatka艂 moje usta poca艂unkiem, a ja dopiero wtedy zda艂am sobie spraw臋, 偶e wydaj臋 z siebie coraz to g艂o艣niejsze j臋ki.

Nie potrzebowa艂am wi臋cej. W艂a艣ciwie to chyba nawet tych pieszczot nie potrzebowa艂am. Wszed艂 we mnie, mocno, do samego ko艅ca. By艂 tu偶 nade mn膮. Obj臋艂am go za szyj臋. Nie panowa艂am nad sob膮. Paznokciami przesun臋艂am po jego plecach. Zamrucza艂, poruszaj膮c si臋 szybciej. Dziko艣膰, rz膮dza, nami臋tno艣膰 i te cudowne, szmaragdowe oczy, wpatruj膮ce si臋 we mnie z zachwytem i uwielbieniem. Nic wi臋cej nie istnia艂o. Doszli艣my w tym samym momencie, poruszy艂 si臋 we mnie jeszcze kilka razy, a ja zamiast zm臋czenia, czu艂am ci膮gle narastaj膮c膮 przyjemno艣膰. Usiad艂, sadzaj膮c mnie sobie na kolanach. Zacz膮艂 leniwie ca艂owa膰, d艂o艅mi b艂膮dz膮c po moich ramionach i plecach. Nie min臋艂o nawet kilka minut, kiedy zn贸w si臋 we mnie wsun膮艂. Tym razem delikatnie, powoli. Nie mog艂am zdecydowa膰 si臋, co by艂o bardziej podniecaj膮ce, dziki, nieokie艂znany seks, czy te 艂agodne, subtelne ruchy. Czu艂am delikatn膮 pieszczot臋 poca艂unk贸w, kt贸re zostawia艂 na mojej szyi. Powoli przesuwa艂am d艂o艅mi po jego ramionach i torsie, czuj膮c pod sk贸r膮 napr臋偶one, twarde mi臋艣nie. Nie przestawa艂 mnie obserwowa膰, zupe艂nie tak, jakby chcia艂 zapami臋ta膰 ka偶dy, nawet najdrobniejszy szczeg贸艂. Zn贸w zaton臋li艣my w morzu poca艂unk贸w. Ponownie dosz艂am. On te偶. Dopiero wtedy wsta艂, stawiaj膮c mnie na pod艂odze. Odsun膮艂 si臋 i chaotycznie zacz膮艂 podawa膰 mi ubrania. Nie maj膮c poj臋cia co w艂a艣ciwie robi臋, zacz臋艂am je na siebie wk艂ada膰. Kiedy by艂am gotowa, przyci膮gn膮艂 mnie do siebie, delikatnym gestem poprawiaj膮c rozczochrane w艂osy. Poca艂owa艂. Tym razem szybko, lekko, tak, 偶e a偶 chcia艂am zaprotestowa膰. Obudzi艂y mnie jednak jego s艂owa.

– Id藕 pierwsza 鈥 powiedzia艂 cicho 鈥 ja tu posprz膮tam i zaraz przyjd臋.

Skin臋艂am g艂ow膮, nie zdolna si臋 odezwa膰, a potem pos艂usznie opu艣ci艂am pomieszczenie. Zerkn臋艂am na kom贸rk臋. Nie by艂o mnie jakie艣 dwadzie艣cia minut. Kiedy wesz艂am do sali, w kt贸rej zajmowali艣my stolik, m贸j telefon rozbrz臋cza艂 si臋 nieodebranymi po艂膮czeniami. Napotka艂am zaniepokojone spojrzenie Marka. Dopiero teraz dotar艂o do mnie co w艂a艣nie zrobi艂am. Z trudem prze艂kn臋艂am 艣lin臋. Dupek! Jak on m贸g艂?! Tylko, 偶e ja nie by艂am wcale lepsza. Przecie偶 nie zaprotestowa艂am ani jednym s艂owem! Zakr臋ci艂o mi si臋 w g艂owie, kiedy zda艂am sobie spraw臋, 偶e gdyby zaproponowa艂, zrobi艂abym to jeszcze raz i kolejny… a najch臋tniej to w og贸le nie opuszcza艂abym jego ramion. Nie mog艂am uwierzy膰 we w艂asne my艣li. Przecie偶 kocha艂am Marka i za nic na 艣wiecie nie chcia艂abym go skrzywdzi膰. Jak to si臋 w og贸le mog艂o sta膰?

– Bardzo d艂ugo ci臋 nie by艂o 鈥 westchn膮艂, kiedy usiad艂am obok niego. 鈥 Martwi艂em si臋.

W jego g艂osie nie by艂o nawet cienia podejrzliwo艣ci, a tylko troska.

– Przepraszam, dziwnie si臋 poczu艂am 鈥 w艂a艣ciwie to nawet nie sk艂ama艂am.

Opieku艅czo obj膮艂 mnie ramieniem. Moje serce na chwil臋 zamar艂o, kiedy do艂膮czy艂 do nas Daniel. Zaj膮艂 swoje poprzednie miejsce. Spojrza艂 najpierw na obejmuj膮ce mnie rami臋 Marka, a potem w moj膮 twarz. W jego wzroku by艂o co艣, jakby pretensja, wyrzut. Nie by艂am w stanie ich znie艣膰, wi臋c po prostu zacz臋艂am wpatrywa膰 si臋 w st贸艂, ale mimo to, ci膮gle czu艂am na sobie jego intensywne spojrzenie. Wyszli艣my z pubu ko艂o p贸艂nocy. Mieli艣my wybra膰 si臋 jeszcze na kr臋gle. Marek, najwyra藕niej zaniepokojony o moje samopoczucie, ci膮gle nie przestawa艂 mnie obejmowa膰. Przez ca艂y wiecz贸r dziewczyny zagadywa艂y Daniela, kt贸ry odpowiada艂 zawsze uprzejmie, ale bez cienia entuzjazmu. Teraz jednak otwarcie zainteresowa艂 si臋 Kasi膮. Dziewczyna promienia艂a, gdy jego r臋ka otoczy艂a jej plecy. Co艣 艣cisn臋艂o mnie w 艣rodku. Potwornie zabola艂o. Poczu艂am md艂o艣ci. Z trudem panowa艂am nad zaczynaj膮cymi l艣ni膰 wilgoci膮 oczami. Po艣lizn臋艂am si臋 na zalanym deszczem fragmencie chodnika.

– Uwa偶aj 鈥 u艣miechn膮艂 si臋 do mnie Marek, przytrzymuj膮c mnie mocniej.

– Przepraszam, nie czuj臋 si臋 najlepiej 鈥 mrukn臋艂am. Wiedzia艂am, 偶e nie mog臋 tu zosta膰 ani chwili d艂u偶ej. 鈥 My艣l臋, 偶e wr贸c臋 do domu.

W jego spojrzeniu ujrza艂am zaw贸d. Wiedzia艂am, jak uwielbia艂 kr臋gle, ale czu艂am te偶, 偶e jest gotowy mnie odprowadzi膰. Jak zawsze mo偶na by艂o na niego liczy膰, a moje potrzeby stawia艂 wysoko ponad swoimi. Poczu艂am si臋 jeszcze gorzej. Nie mia艂am poj臋cia, jak mog艂am mu to zrobi膰.

– Nie, dam sobie rad臋 鈥 zaprotestowa艂am s艂abo. 鈥 Prosz臋, nie psuj sobie z mojego powodu wieczoru.

– Ja j膮 odprowadz臋 鈥 zaoferowa艂 si臋 ku zaskoczeniu wszystkich, a chyba mojemu najbardziej, Daniel. 鈥 I tak nienawidz臋 kr臋gli 鈥 oznajmi艂 z drwi膮cym u艣mieszkiem.

– Zrobi艂by艣 to? 鈥 zapyta艂 z nadziej膮, patrz膮cy na mnie z niepokojem Marek.

– Jasne, tylko pami臋taj, 偶e wisisz mi przys艂ug臋 鈥 roze艣mia艂 si臋 ch艂opak, widz膮c ulg臋 na twarzy brata.

– Jag贸dko, nie masz nic przeciwko?

– Nie, oczywi艣cie, 偶e nie 鈥 odpowiedzia艂am, czuj膮c jak moje serce pu艣ci艂o si臋 pe艂nym galopem, a oddech gwa艂townie przyspieszy艂.

Marek poca艂owa艂 mnie na po偶egnanie, a potem rozeszli艣my si臋 w dwie r贸偶ne strony. Daniel milcza艂. Ja te偶 nie mia艂am poj臋cia, co mog艂abym powiedzie膰. W ko艅cu w og贸le go nie zna艂am. A jednak, mimo tego, najch臋tniej rzuci艂abym mu si臋 w ramiona 鈥 tu i teraz, albo gdziekolwiek indziej by sobie za偶yczy艂. Kiedy znowu si臋 potkn臋艂am, z艂apa艂 mnie, spojrza艂 na mnie jakby poirytowanym wzrokiem, a potem nie wypu艣ci艂 ju偶 mojej r臋ki, w dalszym ci膮gu si臋 jednak nie odzywa艂. W ko艅cu, kiedy znale藕li艣my si臋 pod moim domem, to ja nie wytrzyma艂am.

– Na ka偶d膮 dziewczyn臋 tak lecisz? 鈥 zapyta艂am, zdaj膮c sobie spraw臋, jak 偶a艂o艣nie to brzmi. 鈥 Najpierw ja, potem Kasia鈥

Zatrzyma艂 si臋. Obr贸ci艂 mnie twarz膮 ku sobie, przytrzymuj膮c za ramiona. Od domu dzieli艂 ju偶 nas jedynie wysoki p艂ot i rosn膮cy za nim, g臋sty 偶ywop艂ot.

– O nie, kr贸lewno 鈥 oznajmi艂 nieco sarkastycznym tonem 鈥 po prostu chcia艂em, 偶eby艣 cho膰 przez chwil臋 poczu艂a, jak to jest. 呕eby艣 zda艂a sobie spraw臋, co czuj臋.

Oniemia艂am.

– Chcia艂e艣 偶ebym by艂a zazdrosna? 鈥 spyta艂am czuj膮c si臋 jak idiotka, prowadz膮c t膮 nierealn膮 konwersacj臋, z zupe艂nie obcym ch艂opakiem.

– Nie chcia艂em, wiedzia艂em, 偶e b臋dziesz 鈥 wyja艣ni艂 kr贸tko. Kiedy spojrza艂 mi w oczy, poczu艂am si臋 tak, jakby zagl膮da艂 w g艂膮b moje duszy. 鈥 Kiedy z nim zerwiesz? 鈥 zapyta艂 prosto z mostu.

– Co? 鈥 nie potrafi艂am wydusi膰 z siebie 偶adnej sensownej odpowiedzi.

– Nie musisz mu m贸wi膰 co robili艣my 鈥 wyja艣ni艂 cierpliwie 鈥 po prostu go zostaw.

Zaskoczy艂 mnie.

– Nie zamierzam z nim zrywa膰. Kocham go i nie mam poj臋cia, dlaczego go z tob膮 zdradzi艂am. Mog臋 ci jednak obieca膰, 偶e wi臋cej si臋 to nie powt贸rzy. Zamierzasz mu o tym opowiedzie膰?

Daniel wpatrywa艂 si臋 we mnie niedowierzaj膮co. Sta艂 tak przez d艂u偶sz膮 chwil臋, a potem si臋 odsun膮艂. Opar艂 si臋 o heblowane deski p艂otu i si臋 roze艣mia艂. To nie by艂 weso艂y 艣miech. Raczej gorzki i pe艂en b贸lu.

– Nie, nie zamierzam 鈥 odpowiedzia艂 kr贸tko. 鈥 I naprawd臋 nie planujesz ze mn膮 nic wi臋cej robi膰? 鈥 Przecz膮co pokr臋ci艂am g艂ow膮. W jednej chwili znalaz艂 si臋 przy mnie. Bardzo blisko mnie. 鈥 Jeste艣 tego pewna? 鈥 zapyta艂 pochylaj膮c si臋 lekko, jak do poca艂unku, a ja poczu艂am na twarzy jego ciep艂y oddech.

Ju偶 chwil臋 p贸藕niej szepta艂am do niego cicho, 偶eby zdj膮艂 buty i zabra艂 ze sob膮 na g贸r臋, tak, 偶eby moja rodzina nie zauwa偶y艂a jego obecno艣ci. Po nieca艂ych dw贸ch minutach natomiast le偶eli艣my na pi臋trze, nadzy, w moim 艂贸偶ku. Teraz jak nigdy cieszy艂am si臋 z tego, 偶e mieszkamy w domku jednorodzinnym, a nie w bloku. Do tego do swojej dyspozycji mia艂am ca艂e pi臋tro. Moi rodzice zajmowali d贸艂. Robi艂am co艣 szalonego, niedozwolonego, na co nawet w przypadku Marka nigdy nie mia艂am odwagi. Zreszt膮 on nigdy by si臋 na to nie zgodzi艂. By艂 zbyt rozs膮dny, racjonalny. Jednak w obecno艣ci Daniela wszystko nabiera艂o zupe艂nie nowego sensu i kompletnie zmienia艂 si臋 m贸j 艣wiat. Morze poca艂unk贸w, zach艂anny, uzale偶niaj膮cy dotyk. Nie mogli艣my si臋 od siebie oderwa膰. To by艂o irracjonalne. Nigdy w 偶yciu niczego tak bardzo nie pragn臋艂am, jak jego teraz. Kompletnie zawr贸ci艂 mi w g艂owie.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Obudzi艂am si臋 wygodnie wtulona w kogo艣, kto le偶a艂 obok mnie. Zamrucza艂am cicho, nie otwieraj膮c oczu. Daniel! Czy zosta艂 u mnie na noc? Zerwa艂am si臋 niemal gwa艂townie.

– Nie chcia艂em ci臋 przestraszy膰 鈥 roze艣mia艂 si臋 le偶膮cy w ubraniu na mojej po艣cieli Marek 鈥 po prostu tak s艂odko spa艂a艣, 偶e nie mog艂em si臋 powstrzyma膰. Twoja mama mnie wpu艣ci艂a 鈥 doda艂.

Odetchn臋艂am, z powrotem k艂ad膮c si臋 na 艂贸偶ku. Ch艂opak podni贸s艂 si臋 i poca艂owa艂 mnie delikatnie.

– To co? Wstajesz i si臋 pakujemy? 鈥 zaproponowa艂.

By艂a sobota. W ten weekend mia艂 mie膰 dom tylko dla siebie, a ju偶 w poniedzia艂ek mieli艣my wsp贸lnie wyp艂yn膮膰 jachtem. Zaczyna艂y si臋 wakacje. Zmusi艂am si臋 do u艣miechu, zastanawiaj膮c si臋 nad tym, czy kiedykolwiek przestan臋 czu膰 si臋 tak paskudnie. Zawstydzona zda艂am sobie spraw臋, 偶e 艣pi臋 bez ubrania. Zarumieni艂am si臋 na my艣l o tym, co poprzedniej nocy robili艣my z Danielem. Poczu艂am ulg臋 na my艣l o tym, 偶e zd膮偶y艂 si臋 zmy膰 przed pojawieniem si臋 Marka. Zda艂am sobie spraw臋, 偶e jestem cholernie z艂膮 dziewczyn膮! Zerwa艂am z krzes艂a szlafrok i otulona nim uciek艂am do 艂azienki. Wr贸ci艂am dopiero wyk膮pana i w kompletnym ubraniu. Zeszli艣my razem do kuchni na d贸艂 na kaw臋. Moja mama jak zwykle rado艣nie przywita艂a Marka, nadskakuj膮c mu na ka偶dym kroku. By艂a szcz臋艣liwa, 偶e mam takiego mi艂ego i pouk艂adanego ch艂opaka. Zastanowi艂am si臋 co pomy艣la艂aby o Danielu. Dziwne, ale by艂am przekonana, 偶e w og贸le by go nie polubi艂a.

– Robimy przyj臋cie-niespodziank臋 dla mojego brata. Jutro s膮 jego urodziny 鈥 wyrwa艂 mnie z zamy艣lenia g艂os Marka.

Z trudem powstrzyma艂am si臋 od j臋kni臋cia. Mia艂am zamiar, o ile to tylko mo偶liwe, ju偶 nigdy wi臋cej nie ogl膮da膰 go na oczy, a jednak, kiedy tylko o nim pomy艣la艂am, przez ca艂e moje cia艂o przebieg艂 przyjemny dreszcz.

– Dzisiaj b臋dziemy mieli ca艂y dom tylko dla siebie, obiecuj臋 鈥 doda艂, najwyra藕niej widz膮c m贸j skonsternowany wyraz twarzy i rozumiej膮c go zupe艂nie opatrznie. 鈥 Nie masz nic przeciwko temu, 偶e jutro b臋dzie impreza?

Ponownie tego dnia zmusi艂am si臋 do u艣miechu. Co da艂o Danielowi prawo do zrujnowania mojego szcz臋艣cia?! Dupek!

– Oczywi艣cie, 偶e nie, przecie偶 to tw贸j brat – sk艂ama艂am.

Us艂ysza艂am sygna艂 smsa. Jak zwykle, zupe艂nie zapomnia艂am, 偶e w og贸le mam telefon. Zauwa偶y艂am, 偶e ten nie by艂 pierwszy. Dziewi膮ty. Wszystkie od tego samego nadawcy, numeru, kt贸rego wcze艣niej w og贸le tam nie by艂o. Eu te Amo brzmia艂 portugalski podpis przypisany do numeru telefonu. Poczu艂am jak co艣 mnie zmrozi艂o w 艣rodku, kiedy zacz臋艂am przegl膮da膰 wiadomo艣ci. Zadr偶a艂am. Ka偶da z nich zawiera艂a zdj臋cie. Moje zdj臋cie. Odkryta ko艂dra. Moja u艣piona posta膰, wtulona w poduszk臋, bez 偶adnego ubrania. Gdyby Marek to zobaczy艂鈥 ale nie, on nigdy bez pozwolenia nie dotkn膮艂by mojego telefonu. Zawsze szanowa艂 moj膮 prywatno艣膰. Na ostatnim le偶a艂am wtulona w obj臋cia Daniela, z g艂ow膮 na jego torsie i opadaj膮cymi na twarz w艂osami. Skasowa艂am wszystkie pozosta艂e, tego jednego nie potrafi艂am. Zapisa艂am fotografi臋 w pami臋ci telefonu. W tym momencie przyszed艂 kolejny sms. Tym razem zawiera艂 tekst.

鈥濻potkajmy si臋. O 17:00. Na molo. B臋d臋 czeka艂.鈥

Spostrzeg艂am pytaj膮ce spojrzenie Marka. Odruchowo skasowa艂am wiadomo艣膰.

– Jaka艣 reklama 鈥 mrukn臋艂am.

Nie zamierza艂am si臋 z nim spotyka膰. Nigdy wi臋cej, a ju偶 na pewno nie sam na sam. W ci膮gu dnia gn臋bi艂o mnie poczucie winy, nieustannie wierc膮c dziur臋 w brzuchu, ale pod wiecz贸r niemal zupe艂nie zapomnia艂am o istnieniu Daniela. Za wszelk膮 cen臋 chcia艂am jako艣 Markowi wynagrodzi膰, to co zrobi艂am. Zjedli艣my u niego w domu romantyczn膮 kolacj臋, wypili艣my butelk臋 czerwonego wina. Zgodnie z jego obietnic膮 byli艣my zupe艂nie sami. Poca艂owa艂am go, staraj膮c si臋 w艂o偶y膰 w ten poca艂unek wszystkie swoje uczucia. Powoli zacz臋艂am go rozbiera膰. Nawet je偶eli by艂 zdziwiony moj膮 niezwyk艂膮 艣mia艂o艣ci膮, to w 偶aden spos贸b tego nie okaza艂. Zani贸s艂 mnie na kanap臋 w salonie. Nie przestawa艂 ca艂owa膰. Jego pieszczoty i dotyk by艂y delikatne. Zbyt delikatne. Przypomnia艂am sobie to co robili艣my z Danielem. Natychmiast zala艂a mnie fala podniecenia. Zrobi艂am si臋 wilgotna. Marek u艣miechn膮艂 si臋 do mnie. Usiad艂 oparty na kanapie i posadzi艂 mnie na sobie. Nie potrafi艂am przesta膰 my艣le膰 o Danielu. Tylko o nim. Ca艂膮 sob膮 pragn臋艂am, 偶eby to w艂a艣nie on tu by艂. Wyobra偶a艂am sobie jego poca艂unki, jego dotyk. Pragn臋艂am nawet tego drwi膮cego u艣miechu! Nie mia艂am poj臋cia co mnie op臋ta艂o i co on ze mn膮 zrobi艂. Nie potrafi艂am spojrze膰 Markowi w oczy, wi臋c ta pozycja by艂a dla mnie idealna. Siedz膮c okrakiem na jego kolanach, przez uchylone drzwi wpatrywa艂am si臋 w mroczny korytarz. Porusza艂am si臋 na jego cz艂onku rytmicznie, w g贸r臋 i w d贸艂 od czasu do czasu przymykaj膮c oczy i bezwolnie wyobra偶aj膮c sobie, 偶e pode mn膮 jest Daniel. Kiedy je otworzy艂am, on sta艂 w drzwiach. Pojawi艂 si臋 w nich niczym cie艅. Przez chwil臋 nasze spojrzenia si臋 spotka艂y, a ja dostrzeg艂am ten niesamowity, nieludzki b贸l w jego zielonych oczach. Potem wycofa艂 si臋 po cichu, a ja us艂ysza艂am jak otwieraj膮 si臋, a potem zamykaj膮 wej艣ciowe drzwi. Chcia艂am zerwa膰 si臋 i pobiec za nim. Wiedzia艂am jednak, 偶e tego nie zrobi臋. Nie wolno mi. To z Markiem by艂am szcz臋艣liwa, a Daniel w moim 偶yciu by艂 po prostu intruzem. Nieznajomym, kt贸ry odebra艂 mi szcz臋艣cie i ca艂e moje 偶ycie chcia艂 obr贸ci膰 w proch.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Nie by艂am w stanie zasn膮膰. Z oczy, po policzkach p艂yn臋艂y mi 艂zy. Czu艂am na karku spokojny oddech 艣pi膮cego Marka. Obejmowa艂 mnie ramionami. Wypl膮ta艂am si臋 z nich i szybko ubra艂am. Kiedy tylko opu艣ci艂am jego pok贸j, jak najszybciej wybieg艂am z domu. Marek mieszka艂 w du偶ej willi, niedaleko pla偶y. Zda艂am sobie spraw臋, 偶e doskonale wiem, gdzie znajd臋 Daniela. Nie pomyli艂am si臋. Siedzia艂 na samym ko艅cu molo, z nogami spuszczonymi ku wodzie. Nie odwr贸ci艂 si臋 w moj膮 stron臋, kiedy podesz艂am i usiad艂am obok niego.

– Sp贸藕ni艂a艣 si臋 鈥 mrukn膮艂.

By艂o ju偶 po drugiej.

– Tylko jakie艣 dziewi臋膰 godzin 鈥 odezwa艂am si臋 lekko dr偶膮cym g艂osem.

Przez chwil臋 milcza艂, a ja wr臋cz namacalnie wyczu艂am ogarniaj膮c膮 go frustracj臋.

– Nienawidz臋 go 鈥 szepn膮艂. 鈥 Rozumiesz? 鈥 zapyta艂 rozgoryczony. 鈥 Nienawidz臋 w艂asnego brata.

Patrzy艂am na niego w nocnej ciszy. Ciep艂y wiatr delikatnie pie艣ci艂 mi plecy.

– To chyba on ma powody, 偶eby nienawidzi膰 ciebie, nie na odwr贸t 鈥 odpowiedzia艂am ponuro.

– To nie moja wina, 偶e on pozna艂 ci臋 pierwszy 鈥 odpowiedzia艂 gorzko Daniel. Odwr贸ci艂 si臋 ku mnie. 鈥 Zostaw go 鈥 poprosi艂.

– Nie! 鈥 odpowiedzia艂am stanowczo, odwracaj膮c wzrok ku lekko zmarszczonemu morzu.

Nie odezwa艂 si臋 wi臋cej. Siedzieli艣my na molo, obok siebie, nasze d艂onie le偶a艂y obok siebie, wzajemnie si臋 nie dotykaj膮c. Zrobi艂o si臋 zimno. Za naszymi plecami zacz臋艂o wschodzi膰 s艂o艅ce. Us艂ysza艂am ciche kroki. Odwr贸ci艂am si臋. On si臋 nie odwr贸ci艂. W naszym kierunku szed艂 Marek.

– Hej 鈥 usiad艂 przy mnie ziewaj膮c. Okry艂 moje ramiona niesion膮 w d艂oniach kurtk膮. 鈥 Wsz臋dzie ci臋 szuka艂em 鈥 wyja艣ni艂. 鈥 Zaniepokoi艂em si臋, kiedy si臋 obudzi艂em a ciebie nie by艂o. Czy ty w og贸le dzisiaj spa艂e艣? 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do Daniela.

Obj膮艂 mnie ramieniem, a ja wtuli艂am si臋 w jego tors.

– Nie martw si臋 o mnie 鈥 odburkn膮艂 tamten, nie patrz膮c na nas.

Jego d艂o艅 zacisn臋艂a si臋 w pi臋艣膰. Ca艂e jego cia艂o by艂o napi臋te do granic mo偶liwo艣ci. Wydawa艂o si臋, 偶e Marek w og贸le tego nie zauwa偶y艂. Nie wiem co mnie podkusi艂o, ale przesun臋艂am r臋k臋 i dotkn臋艂am delikatnie d艂oni Daniela. Siedzieli艣my tak, 偶e Marek nie m贸g艂 tego zauwa偶y膰. R臋ka ch艂opaka rozlu藕ni艂a si臋 odrobin臋. Rozprostowa艂 palce. Poczu艂am jak delikatnie przesuwa nimi po wierzchu mojej d艂oni. Poczu艂am si臋 okropnie. Jak ostatnia dziwka, a jednocze艣nie nie potrafi艂am cofn膮膰 r臋ki. W poniedzia艂ek wyp艂ywali艣my i wtedy wszystko wr贸ci do normy, a Daniel raz na zawsze zniknie z mojego 偶ycia.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

W domu Marka by艂 t艂um ludzi. Ja sama zna艂am tylko kilka os贸b. W艂a艣ciwie w og贸le nie chcia艂am tu by膰. Mia艂am ochot臋 znale藕膰 si臋 gdziekolwiek indziej 鈥 byleby nie na imprezie urodzinowej Daniela. Nie planowa艂am r贸wnie偶 dawania mu jakiegokolwiek prezentu, a jednak 艣ciska艂am w d艂oniach, t膮 g艂upi膮, opakowan膮 w srebrny papier, koszulk臋 Jacka Danielsa. Kiedy nikt nie zwraca艂 na mnie uwagi, uciek艂am na g贸r臋. Mia艂am nadziej臋 w spokoju posiedzie膰 w pokoju Marka. Us艂ysza艂am za sob膮 kroki na schodach. Odwr贸ci艂am si臋 by napotka膰 spojrzenie zielonych oczu. Ch艂opak wygl膮da艂 na nieco rozbawionego.

– Uciekasz? 鈥 spyta艂.

– Tak 鈥 przyzna艂am cicho.

Spojrza艂 na paczuszk臋, kt贸r膮 trzyma艂am w d艂oniach. Podszed艂 bli偶ej.

– Masz dla mnie prezent? 鈥 k膮ciki jego ust unios艂y si臋 w leciutkim, drwi膮cym u艣mieszku.

Zirytowa艂 mnie, ale nie by艂o sensu zaprzecza膰. Poda艂am mu zawini膮tko.

– Wszystkiego najlepszego 鈥 mrukn臋艂am.

Nie odpowiedzia艂. Pchn膮艂 mnie w g艂膮b zaciemnionego korytarza. Plecami opar艂am si臋 o jakie艣 drzwi. Napar艂 na mnie swoim cia艂em i zacz膮艂 ca艂owa膰. 艁apczywie, nami臋tnie. Potrzebowa艂am tego jak powietrza. Ramionami oplot艂am jego szyj臋. Wyra藕nie czu艂am jego ciep艂e wargi na moich ustach. Jego j臋zyk splata艂 si臋 z moim. Nie zamyka艂 oczu. Wpatrywa艂 si臋 we mnie intensywnie. Nagle odsun膮艂 si臋 odrobin臋. Po艂o偶y艂 mi palec na ustach. Wyszed艂 z wn臋ki zostawiaj膮c mnie sam膮.

– Co tu robisz? 鈥 us艂ysza艂am jego g艂os.

– Znikn膮艂e艣 tak nagle, zacz臋li艣my ciebie szuka膰 鈥 us艂ysza艂am g艂os Kasi.

– Sorry, potrzebowa艂em chwili dla siebie 鈥 wyja艣ni艂 ponuro Daniel. W r臋kach ci膮gle trzyma艂 zawini臋ty w srebrny papier pakunek. 鈥 Wracamy na d贸艂?

Dziewczyna skin臋艂a g艂ow膮 i ju偶 po chwili us艂ysza艂am na schodach ich kroki. Odetchn臋艂am, mimo, 偶e serce zatrzepota艂o mi z zazdro艣ci. Przemkn臋艂am si臋 do sypialni Marka, ale przystan臋艂am pod drzwiami. Zamiast nacisn膮膰 klamk臋, wesz艂am naprzeciwko, do pokoju, kt贸ry z tego co wiedzia艂am, kiedy tu przebywa艂, zajmowa艂 Daniel. Wzi臋艂am z p贸艂ki pierwsz膮 z brzegu ksi膮偶k臋 i po艂o偶y艂am si臋 z ni膮 na pod艂odze, na mi臋kkim dywanie. Sp臋dzi艂am w ten spos贸b przynajmniej trzy kwadranse, kiedy drzwi si臋 uchyli艂y, a potem otworzy艂y na pe艂n膮 szeroko艣膰. Jednak w przej艣ciu zamiast Daniela, tym razem pojawi艂 si臋 Marek.

– Co tu robisz? 鈥 zapyta艂 lekko zaskoczonym tonem.

– Ukrywam si臋 鈥 odpowiedzia艂am patrz膮c na niego z lekkim, zaniepokojonym u艣miechem.

– Nie wchod藕 tutaj wi臋cej 鈥 westchn膮艂 zbli偶aj膮c si臋 do mnie i pomagaj膮c mi wsta膰. 鈥 To pok贸j mojego brata, nie lubi, kiedy kto艣 tu jest.

Zaskoczona skin臋艂am g艂ow膮, a potem pozwoli艂am poprowadzi膰 si臋 na d贸艂, z powrotem w kierunku znienawidzonej imprezy. Zrobi艂o mi si臋 cieplej w 艣rodku, kiedy zobaczy艂am, 偶e Daniel ma na sobie moj膮 koszulk臋. Nie spojrza艂 nawet na mnie, a ja nie pr贸bowa艂am do niego podej艣膰. Za to od Marka odci膮gn臋艂y mnie dziewczyny.

– Farbujemy sobie w艂osy 鈥 oznajmi艂a Malwina, ci膮gn膮c mnie w kierunku du偶ej 艂azienki. 鈥 Tobie te偶 zmienimy kolor. W ko艅cu to wakacje naszego 偶ycia 鈥 mrugn臋艂a do mnie.

Farb jak si臋 okaza艂o dziewczyny mia艂y ca艂膮 gam臋. Ja dla siebie wybra艂am p艂omiennie rudy. Uzna艂am, 偶e przyda mi si臋 jaka艣 odmiana.

– To nie藕le wysz艂o. B臋dzie nas po r贸wno 鈥 oznajmi艂a Monika rozbawionym g艂osem. –聽 I je偶eli niczego w tej sprawie nie zrobisz, przypadnie ci towarzystwo Piotrka, Mali. Ka艣ka ju偶 ostro wzi臋艂a si臋 do dziania, a mu to chyba nawet pasuje.

– O czym w m贸wicie? 鈥 zainteresowa艂am si臋 nagle dziwnie przestraszona.

– Jak to o czym? 鈥 zdziwi艂a si臋 dziewczyna. 鈥 Oczywi艣cie o naszej wycieczce. P艂yniemy w 贸semk臋. Ty masz Marka, ja Micha艂a, do podzia艂u zostali Daniel i Piotrek. No c贸偶鈥 obie wol膮 Daniela 鈥 Monika spojrza艂a na przyjaci贸艂k臋 rozbawiona. 鈥 Mo偶e zrobi膰 si臋 gor膮co.

Z moich ust wydoby艂 si臋 cichy j臋k. Nie potrafi艂am go powstrzyma膰. Przynajmniej tubka z farb膮, kt贸r膮 trzyma艂am nad w艂osami Malwiny, nie wypad艂a mi z r膮k.

– Nie przepadasz za nim co? 鈥 roze艣mia艂a si臋 Monika. 鈥 Zauwa偶y艂am to od pocz膮tku. Wpatrywa艂 si臋 w ciebie, jakby uzna艂, 偶e ukrad艂a艣 mu brata. Nie martw si臋, to dziwny typ, r贸偶nie si臋 zachowywa艂, ale przywykniesz. Naprawd臋 da si臋 go lubi膰.

Zamruga艂am zdziwiona. Wi臋c one tak to odbiera艂y?

– Ale za to jaki przystojny 鈥 zamrucza艂a Malwina. 鈥 Mo偶e si臋 zachowywa膰 jak tylko chce, byleby by艂 m贸j 鈥 oznajmi艂a. 鈥 Mam ochot臋 posmakowa膰 jego ust.

Na sam膮 my艣l o tym, 偶e kto艣 inny m贸g艂by ca艂owa膰 Daniela zrobi艂o mi si臋 niedobrze. Ponad dwa miesi膮ce na jednej, cholernie ma艂ej 艂odzi z nim i z Markiem! Nie mia艂am poj臋cia jak ja to wytrzymam. A je偶eli sobie mnie odpu艣ci? Jak egoistyczne by to nie by艂o, nie mog艂am sobie wyobrazi膰 patrzenia na niego z inn膮 dziewczyn膮. Kocham Marka! Zacz臋艂am powtarza膰 sobie w duchu, jak mantr臋. Tylko dlaczego przed oczami ca艂y czas sta艂a mi drwi膮co u艣miechni臋ta twarz Daniela?

– Co艣 ty zrobi艂a z w艂osami? 鈥 zaatakowa艂 mnie Marek zaraz kiedy sko艅czy艂y艣my. 鈥 Czy to zejdzie?

Rude pukle opada艂y mi na ramiona i plecy. Skr臋ca艂y si臋 w niesforne loki. Dziewczynom si臋 podoba艂y. Podkre艣la艂y blado艣膰 mojej cery, kt贸rej w 偶aden spos贸b nie da艂o si臋 opali膰, no chyba, 偶e na czerwono i niebieski odcie艅 oczu. Ja zreszt膮 te偶 poczu艂am si臋 dobrze w tym kolorze. Natychmiast posmutnia艂am.

– Za jakie艣 dwa miesi膮ce 鈥 wyja艣ni艂a Malwina, gromi膮c go wzrokiem.

Marek westchn膮艂. Spojrza艂 na mnie nieprzychylnym wzrokiem.

– Jasne, co tylko chcecie.

Wysz艂am na taras z widokiem na pla偶臋. Do oczu cisn臋艂y mi si臋 艂zy. Jak ma艂o wystarczy艂o, 偶eby zepsu膰 mi humor! Jednak g艂upia uwaga! Poczu艂am za plecami czyj膮艣 obecno艣膰. Nie musia艂am si臋 odwraca膰, 偶eby wiedzie膰 kto to.

– Mnie si臋 podoba 鈥 mrukn膮艂 cicho. 鈥 B臋dziesz moj膮 ma艂膮 czarownic膮. – Spojrza艂am na niego w sam膮 por臋, by zobaczy膰 jak szczerzy z臋by w szerokim u艣miechu. 鈥 Wygl膮dasz niesamowicie seksownie 鈥 doda艂.

– Nie p艂y艅 jutro z nami 鈥 poprosi艂am cicho.

Jego u艣miech natychmiast znikn膮艂.

– Nie pozb臋dziesz si臋 mnie tak 艂atwo 鈥 warkn膮艂. 鈥 Nie poddam si臋 bez walki!

W moim wn臋trzu rozla艂o si臋 jakie艣 takie przyjemne ciep艂o.

– Nie p艂y艅 鈥 powt贸rzy艂am jeszcze ciszej. 鈥 Nie znios艂abym widoku ciebie z inn膮 dziewczyn膮. Je偶eli czujesz si臋 chocia偶 w po艂owie tak paskudnie, kiedy ja jestem z Markiem, to zrobisz sobie krzywd臋 p艂yn膮c.

Spojrza艂 na mnie z lekkim niedowierzaniem. U艣miechn膮艂 si臋 z przek膮sem.

– Zaryzykuj臋 鈥 stwierdzi艂 ponuro. 鈥 I tak nie zamierza艂em tu zosta膰, kiedy wr贸ci moja rodzina 鈥 niemal wyplu艂 to s艂owo. 鈥 Marek! 鈥 zawo艂a艂 g艂o艣no do wn臋trza domu. 鈥 Ju偶 wiem co chc臋 od ciebie na urodziny 鈥 u艣miechn膮艂 si臋 wrednie, kiedy jego brat wyszed艂 domu.

– Co to takiego? 鈥 westchn膮艂 z udawanym cierpieniem tamten, wyra藕nie ciekawy, co wymy艣li艂 Daniel.

– Chc臋, 偶eby poca艂owa艂a mnie twoja dziewczyna. Zgadzasz si臋?

Marek w pierwszym momencie wytrzeszczy艂 oczy, ale potem wzruszy艂 ramionami.

– Je偶eli ona si臋 zgodzi鈥 Dam ci wszystko co zechcesz, ale uprzedzam, Jagoda nie jest moj膮 w艂asno艣ci膮 i w razie czego potrafi si臋 broni膰.

Niemal wszyscy wyl臋gli ju偶 na dw贸r, wpatruj膮c si臋 w nas z zainteresowaniem. Dostrzeg艂am r贸wnie偶 wrogie spojrzenie Kasi. Prze艂kn臋艂am 艣lin臋.

– Mog臋? 鈥 spyta艂 mnie wyzywaj膮co.

Niepewnie skin臋艂am g艂ow膮. Nie by艂 to taki poca艂unek jak tamte, ale mimo to, do przyjacielskich r贸wnie偶 nie nale偶a艂. Zakr臋ci艂o mi si臋 w g艂owie. Przyjaciele Daniela i Marka zacz臋li wariowa膰 i krzycze膰 鈥瀏orzko, gorzko鈥. Nawet sam Marek nam kibicowa艂. Kasia odesz艂a zniesmaczona. Malwina patrzy艂a odrobin臋 ponuro, ale bez urazy. W ko艅cu ch艂opak oderwa艂 si臋 od moich ust.

– Wspania艂y prezent – podzi臋kowa艂 bratu i znikn膮艂 we wn臋trzu domu.

Marek obj膮艂 mnie ramieniem.

– Nie wiem czy dzi臋kowa膰 ci czy przeprasza膰 鈥 westchn膮艂 przewracaj膮c oczami. 鈥 Daniel czasami tak ma no i jest narwany.

– Nie martw si臋, nic si臋 nie sta艂o 鈥 u艣miechn臋艂am si臋 do niego nie艣mia艂o.

Nie mia艂am poj臋cia w co Daniel pogrywa. Nie by艂am te偶 tak do ko艅ca pewna o co mu tak w艂a艣ciwie chodzi i jakie ma zamiary. W ka偶dym razie tego wieczora ju偶 si臋 przy mnie wi臋cej nie pojawi艂.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Nast臋pnego dnia o 艣wicie wyp艂yn臋li艣my z zatoki. Teraz by艂am ju偶 pewna, 偶e Daniel gra, a jego zabawa by艂a okrutna i bezlitosna. Po pierwsze, przy ka偶dej lepszej okazji, pod byle pretekstem robi艂 mi zdj臋cia 鈥 nie wa偶ne kom贸rk膮 czy aparatem. Po drugie, nie by艂o miejsca, w kt贸rym przypadkiem nie musn膮艂by mnie d艂oni膮, nie otar艂 si臋 o mnie ramieniem, nie pom贸g艂 w czym艣, nie przytrzyma艂 delikatnie, kiedy zako艂ysa艂o jachtem 鈥 a przy tym, tak naprawd臋 nie mog艂abym powiedzie膰, 偶e by艂 nachalny. Nie, wszystko to wygl膮da艂o, jakby robi艂 te rzeczy zupe艂nie naturalnie. Po trzecie i chyba najdziwniejsze, od rana, co jaki艣 czas w swoich rzeczach, pod ubraniami, na 艣piworze, znajdowa艂am kr贸tko 艣ci臋te, burgundowe r贸偶e. Nie mia艂am poj臋cia sk膮d on je bierze na jachcie. Do tego, tak naprawd臋, Daniel w og贸le si臋 do mnie nie odzywa艂. By艂 uprzejmy, zupe艂nie jak dla wszystkich innych, a poza tym, kompletnie ignorowa艂 moj膮 obecno艣膰. Za to wszystko co robi艂 mia艂am ochot臋 go udusi膰. Plan by艂 taki, 偶e w dzie艅 p艂ywali艣my i spali艣my, a pod wiecz贸r zawijali艣my do portu, 偶eby si臋 wyszale膰. W praktyce nast臋pnego dnia na wodzie wi臋kszo艣膰 grupy leczy艂a pot臋偶nego kaca i zastanawia艂a si臋 co robili w nocy. Za wszelk膮 cen臋 stara艂am si臋 unika膰 przebywania sam na sam z Danielem, a jednocze艣nie ci膮gn臋艂o mnie do niego coraz bardziej. Tego dnia nad ranem jako pierwsza pojawi艂am si臋 na jachcie. Wsun臋艂am si臋 do pomieszczenia na rufie, w kt贸rym zostawi艂am sw贸j 艣piw贸r. Przebra艂am si臋 w pi偶am臋 i mimo tego, 偶e by艂o ciep艂o, starannie przykry艂am. S艂ysza艂am szum fal rozbijaj膮cych si臋 o burty i nadbrze偶e. Kto艣 za mn膮 wszed艂 do pomieszczenia. Wola艂am nie otwiera膰 oczu, mimo to, by艂am pewna, 偶e poczu艂am jego obecno艣膰. Po艂o偶y艂 si臋 obok. W 艣rodku by艂o ciasno i nie by艂o tu miejsca na nic poza materacem, wi臋c le偶a艂 bardzo blisko. Mimo to mnie nie dotyka艂. Nie odezwa艂 si臋 r贸wnie偶 ani s艂owem. Powoli uchyli艂am powieki, by napotka膰 spojrzenie wpatrzonych we mnie intensywnie zielonych oczu. Nie mog艂am si臋 powstrzyma膰. Wysun臋艂am d艂o艅 ze 艣piwora i dotkn臋艂am jego policzka. Nie poruszy艂 si臋, ale poczu艂am jak jego oddech przyspieszy艂. W og贸le nie zdawa艂am sobie sprawy z tego co robi臋. Podnios艂am odrobin臋 g艂ow臋 i poca艂owa艂am go. Odwzajemni艂 m贸j poca艂unek, jakby ca艂owanie si臋 ze mn膮 by艂o rodzajem narkotyku, do kt贸rego nie mia艂 dost臋pu przez kilka dni, a od kt贸rego by艂 uzale偶niony. Nagle odsun膮艂 si臋 gwa艂townie. Zerwa艂 si臋 niemal uderzaj膮c g艂ow膮 w niski sufit. Zakl膮艂 cicho i wysun膮艂 si臋 z pomieszczenia. Chwil臋 po nim w 艣rodku pojawi艂 si臋 lekko podchmielony Marek. Po艂o偶y艂 si臋 obok.

– S艂odkich sn贸w, s艂oneczko 鈥 zamrucza艂.

Ziewn膮艂, przytuli艂 si臋 do mnie by ledwie po kilku minutach ju偶 spa膰. Poczu艂am wibracje le偶膮cego pod poduszk膮 telefonu.

鈥濫u te Amo鈥 brzmia艂a tre艣膰 smsa. Wypl膮ta艂am si臋 z ramion 艣pi膮cego Marka i po cichu wymkn臋艂am z pomieszczenia. W pi偶amie wesz艂am na pok艂ad. Wyp艂yn臋li艣my ju偶 z portu i teraz jedna osoba przy sterze w zupe艂no艣ci wystarczy艂a. Ch艂opacy zmieniali si臋 przy tym we czw贸rk臋. Liczy艂am na to, 偶e tym razem jest kolej Daniela. By艂a. Usiad艂am przy nim na drewnianej 艂awce. Kiedy na mnie spojrza艂 u艣miecha艂 si臋 leciutko. Wszyscy inni ju偶 spali. Szaro艣膰 poranka zaczyna艂o rozja艣nia膰 wschodz膮ce s艂o艅ce. Ch艂opak obj膮艂 mnie ramieniem, przyci膮gaj膮c do siebie. To mi wystarczy艂o. Sama nie wiedzia艂am kiedy, usn臋艂am skulona z g艂ow膮 na jego kolanach.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Min臋艂y ju偶 dwa tygodnie, a Daniel w dalszym ci膮gu nie odpuszcza艂, natomiast mnie bez przerwy prze艣ladowa艂y te jego intensywnie zielone oczy. I r贸偶e. Zawsze towarzyszy艂y mi r贸偶e w kolorze krwi. Najgorsze by艂o to, 偶e nie potrafi艂am 偶adnej z nich wyrzuci膰 i teraz mia艂am plecak pe艂en Put Pure. Byli艣my w Hiszpanii. Upa艂 panuj膮cy w tym kraju by艂 niemal nie do zniesienia. Natomiast klub, do kt贸rego si臋 wybrali艣my mia艂 cudown膮 klimatyzacj臋. Siedzieli艣my przy stoliku, w lo偶y, na obitych czarnym materia艂em kanapach. Nie mam poj臋cia jak to si臋 sta艂o, ale znalaz艂am si臋 mi臋dzy Markiem a Danielem. Poczu艂am jak przeszywa mnie dziwny dreszcz. Daniel przesun膮艂 d艂o艅 i po艂o偶y艂 j膮 na moim kolanie. Instynktownie odsun臋艂am si臋, przesuwaj膮c bli偶ej Marka. Obydwaj spojrzeli na mnie pytaj膮co.

– Mam ochot臋 zata艅czy膰 鈥 rzuci艂am pierwsze co mi przysz艂o do g艂owy.

Marek u艣miechn膮艂 si臋 szeroko. Nie s艂ysza艂 tego cz臋sto. W艂a艣ciwie, to taka sugestia z mojej strony zdarzy艂a si臋 pierwszy raz. Wyra藕nie zadowolony zaprowadzi艂 mnie na parkiet. Wtuli艂am si臋 w jego ramiona, ko艂ysz膮c w takt hiszpa艅skiej muzyki. K膮tem oka zobaczy艂am wstaj膮cego od sto艂u Daniela. Mia艂 zaci艣ni臋te pi臋艣ci. Min膮艂 parkiet, bar i wyszed艂 z klubu. Poczu艂am jak co艣 艣ciska mnie w 偶o艂膮dku. Czy to, 偶e zrani臋 Marka by艂o naprawd臋 a偶 tak wa偶ne? Wa偶niejsze od tego jak bardzo rani臋 jego? Poczu艂am d艂awi膮cy w gardle strach. Zwyczajnie ba艂am si臋 z nim zerwa膰. Czu艂am si臋 cholernie nie fair. Ba艂am si臋 zaufa膰 Danielowi. By艂 zbyt idealny. Przez ca艂y czas mia艂am wra偶enie, 偶e on si臋 mn膮 po prostu bawi. Jednak czy to spojrzenie zielonych oczu, ten 偶ar, mog艂y nie by膰 szczere? Nie mog艂am doczeka膰 si臋 kiedy wreszcie sko艅czy si臋 utw贸r. Co ja tu w og贸le robi艂am? Przecie偶 nienawidzi艂am ta艅czy膰! Ju偶 przy ostatnich nutach piosenki przeprosi艂am Marka i wybieg艂am za Danielem na dw贸r. Nigdzie nie mog艂am go znale藕膰. W ko艅cu, zniech臋cona, postanowi艂am, 偶e wr贸c臋 na jacht. Co艣 mnie jednak powstrzyma艂o i przystan臋艂am po drodze. Mija艂am w艂a艣nie niewielkich rozmiar贸w, g臋sty zagajnik. Wydawa艂o mi si臋, 偶e widz臋 gdzie艣 mi臋dzy drzewami smuk艂膮 sylwetk臋. Wystarczy艂o tylko bym min臋艂a pierwsz膮 lini臋 drzew i ju偶, bez 偶adnych w膮tpliwo艣ci, rozpozna艂am Daniela. Sta艂 w ciemno艣ci oparty plecami o gruby pie艅.

– Wyno艣 si臋 鈥 warkn膮艂, kiedy zd膮偶y艂am podej艣膰 jeszcze bli偶ej.

Nie pos艂ucha艂am, mimo, 偶e w jego g艂osie by艂o s艂ycha膰 jakie艣 dziwne ostrze偶enie. Przysun臋艂am si臋 do niego. W r臋ce trzyma艂 n贸偶. Ostre, 偶eglarskie ostrze, do przecinania lin w razie nag艂ych wypadk贸w.

– Daniel鈥 – zacz臋艂am niepewnie, ale p贸藕niej zorientowa艂am si臋 co sobie robi. Zobaczy艂am sp艂ywaj膮c膮 po jego r臋kach krew. 鈥 Ty idioto! 鈥 krzykn臋艂am w ciemno艣ci. 鈥 Co ty wyprawiasz?!

Wyci膮gn臋艂am mu z d艂oni n贸偶. Poczu艂am jak dr偶y, ale pos艂usznie odda艂 mi narz臋dzie. Spojrza艂 na mnie z mieszanin膮 b贸lu i irytacji.

– Potrzebuj臋 tego 鈥 wyja艣ni艂 cicho.

Mia艂am ochot臋 si臋 na niego rzuci膰 z pi臋艣ciami, powiedzie膰 mu co o nim my艣l臋, ale wiedzia艂am, 偶e niewiele by to da艂o.

– Chod藕 鈥 wzi臋艂am go za r臋k臋 i poci膮gn臋艂am za sob膮 na jacht.

Kiedy weszli艣my do jasno o艣wietlonej, niewielkiej kuchni, wyj臋艂am apteczk臋. Ostro偶nie przemy艂am ci臋cia, kt贸re sobie sam zrobi艂, a potem owin臋艂am je banda偶ami. Poszpera艂 w swoich, schowanych pod jedn膮 z 艂aw, rzeczach i na艂o偶y艂 koszul臋 z d艂ugimi r臋kawami, podczas gdy ja od艂o偶y艂am na miejsce apteczk臋.

– Jak mog艂e艣 sobie co艣 takiego zrobi膰, kretynie?! 鈥 nie wytrzyma艂am.

– Tylko to mi pomaga 鈥 westchn膮艂. 鈥 Nie mia艂a艣 tego widzie膰 鈥 stwierdzi艂, jakby to usprawiedliwia艂o wszystko.

– Nie zgadzam si臋! Rozumiesz? 鈥 tym razem napad艂am na niego uderzaj膮c go otwart膮 d艂oni膮 w tors. 鈥 Nie mo偶esz sobie robi膰 krzywdy! A ju偶 na pewno nie z mojego powodu!

Daniel przytrzyma艂 mi r臋ce, nie pozwalaj膮c si臋 dalej bi膰. Spojrza艂 mi w oczy, a potem poca艂owa艂. Wyczuwa艂am w tym poca艂unku tak niesamowit膮 ulg臋, 偶e a偶 zakr臋ci艂o mi si臋 w g艂owie. Jego r臋ce obj臋艂y moje plecy, g艂adzi艂y ramiona. Daniel鈥 Tak bardzo go pragn臋艂am! Zerw臋 z Markiem. Musz臋 to zrobi膰! U艣wiadomi艂am sobie, 偶e nawet je偶eli Daniel si臋 mn膮 bawi, je偶eli nie b臋dziemy razem, a ca艂y ten sen si臋 sko艅czy, to i tak zachowuj臋 si臋 niesprawiedliwie, wobec Marka, bo to nie jego kocham. By艂 moim przyjacielem, w roli ch艂opaka spisywa艂 si臋 doskonale, ale to鈥 to zdecydowanie nas nie 艂膮czy艂o.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Musia艂am przed sam膮 sob膮 przyzna膰, 偶e jestem tch贸rzem. Postanowienie przysz艂o mi znacznie 艂atwiej ni偶 wykonanie. Niemal ca艂y dzie艅 pr贸bowa艂am trzyma膰 si臋 od Marka z daleka, 偶eby unikn膮膰 nieprzyjemnej rozmowy. Natomiast wieczorem, kiedy zatrzymali艣my si臋 w kolejnym porcie, spakowa艂am ksi膮偶k臋, koc i po prostu uciek艂am. Mia艂am ochot臋 poby膰 troch臋 czasu w samotno艣ci, a noc by艂a ciep艂a i jasna. Okryte p艂acht膮 gwiazd niebo dawa艂o przyjemne 艣wiat艂o i nieodparte wra偶enie, 偶e warto 偶y膰 i marzy膰. Zadr偶a艂am na my艣l, 偶e tak膮 noc chcia艂abym sp臋dzi膰 nie sama, a z Danielem. Przez d艂ugi czas siedzia艂am ukryta w cieniu drzew i rozmy艣la艂am. Czu艂am si臋 okropnie, a jednocze艣nie znacznie bli偶ej upragnionej wolno艣ci ni偶 kiedykolwiek. W pewnym momencie dotar艂y do mnie g艂osy, mimo, 偶e by艂y ciche, bardzo dobrze je rozumia艂am. Jeden z nich z pewno艣ci膮 nale偶a艂 do Daniela. Podnios艂am si臋 i podkrad艂am bli偶ej, intuicyjnie czuj膮c, 偶e nie powinien mnie zobaczy膰. Moje serce zamar艂o, kiedy zobaczy艂am, 偶e stoi pod ceglanym murem z Kasi膮. I tym razem poczu艂am md艂o艣ci, na my艣l, 偶e ona mo偶e go dotyka膰, 偶e b臋d膮 cokolwiek ze sob膮 robi膰. Ogarn臋艂a mnie nie tylko fala, ale ca艂y przyp艂yw zazdro艣ci. Mimo, 偶e nie s艂ysza艂am wyra藕nie s艂贸w, a tylko g艂osy, co艣 innego przyci膮gn臋艂o moj膮 uwag臋. Daniel by艂 wyra藕nie rozgniewany. Co艣 mu si臋 nie podoba艂o. Zaci艣ni臋te pi臋艣ci, w膮ska linia ust, p艂on膮ce zielone oczy. Czy ta dziewczyna tego nie widzia艂a? Chwyci艂a go za przegub. Ch艂opak sykn膮艂. Ku konsternacji innych, mimo upa艂u, przez ca艂y dzie艅 chodzi艂 w koszuli z d艂ugimi r臋kawami, tak, 偶eby nikt nie zobaczy艂 banda偶y. To jak go dotkn臋艂a naprawd臋 musia艂o bole膰. W ko艅cu skin膮艂 g艂ow膮, a Kasia si臋 u艣miechn臋艂a. Uczepi艂a si臋 jego ramienia, a on jej nie odtr膮ci艂. Razem poszli w kierunku jachtu. Opad艂am na ci膮gle ciep艂膮 po ca艂odziennym skwarze ziemi臋. 艁zy same zacz臋艂y sp艂ywa膰 po moich policzkach. Najgorsze by艂o uczucie, 偶e cokolwiek by si臋 teraz nie dzia艂o mi臋dzy nimi, to tylko i wy艂膮cznie moja wina. By艂am zdeterminowana. Wsta艂am, zwin臋艂am spod drzewa sw贸j koc i wcisn臋艂am go do plecaka, a potem pobieg艂am za nimi. Zawo艂a艂am, kiedy byli tu偶 przed jachtem. Zatrzymali si臋. Odwr贸cili. Daniel spojrza艂 na mnie ch艂odno i obj膮艂 Kasi臋 ramieniem. Zabola艂o jeszcze bardziej.

– Mo偶emy porozmawia膰? 鈥 spyta艂am cicho.

Spojrza艂 na dziewczyn臋, jakby pyta艂 jej o pozwolenie. Skin臋艂a g艂ow膮, wspinaj膮c si臋 na palce i ca艂uj膮c go w usta. Nie zaprotestowa艂. 呕o艂膮dek podjecha艂 mi a偶 do gard艂a. B贸l by艂 niesamowity. Nie do zniesienia.

– Tylko przyjd藕 do mnie szybko 鈥 zamrucza艂a, znikaj膮c na jachcie.

Spojrza艂am przera偶onym, b艂agalnym wzrokiem na Daniela. Nie potrafi艂am zada膰 偶adnego pytania. Nie musia艂am.

– Mi臋dzy nami koniec 鈥 oznajmi艂 ch艂odno, nie zbli偶aj膮c si臋 do mnie. 鈥 To od pocz膮tku nie mia艂o sensu. Masz racj臋, lepiej b臋dzie, je偶eli zostaniesz z moim bratem. Mi艂ej nocy, Jagoda 鈥 pierwszy raz zwr贸ci艂 si臋 do mnie po imieniu, ale miast upragnionego d藕wi臋ku, by艂o to jak silny cios.

Odwr贸ci艂 si臋 w stron臋 nadbrze偶a i ruszy艂 w jego kierunku szybkim krokiem.

– Daniel! 鈥 dogoni艂am go po chwili, chwytaj膮c za r臋k臋. 鈥 Ja鈥

Wyrwa艂 j膮 z mojej d艂oni.

– Po prostu zapomnij 鈥 sykn膮艂 i poszed艂 dalej, zostawiaj膮c mnie na chodniku zalan膮 艂zami.

Uciek艂am. Przez wi臋ksz膮 cz臋艣膰 nocy p艂aka艂am, skulona mi臋dzy drzewami. Wiedzia艂am, 偶e jestem idiotk膮, 偶e nie powinnam, ale nie potrafi艂am inaczej. Na jacht wr贸ci艂am dopiero nad ranem. Zanim jednak wesz艂am na pok艂ad, kto艣 z ty艂u chwyci艂 mnie za rami臋. Spojrza艂am w zagniewane, zimne oczy Marka. Podsun膮艂 mi telefon, na ekranie kt贸rego by艂o zdj臋cie mnie i Daniela 鈥 razem, w 艂贸偶ku, a do tego bez ubrania.

– Mo偶esz mi to wyja艣ni膰? 鈥 spyta艂 cicho.

Wszystko we mnie zamar艂o. Ca艂y b贸l i rozpacz zastyg艂y, a ja czu艂am jedynie pal膮cy wstyd i przera偶enie. Przecz膮co pokr臋ci艂am g艂ow膮.

– Ja鈥 – zacz臋艂am niepewnie nie wiedz膮c, co mog艂abym powiedzie膰.

– M贸j diabelski braciszek postanowi艂 ci臋 sprawdzi膰 鈥 oznajmi艂 zimnym jak l贸d g艂osem 鈥 i to najwyra藕niej on mia艂 co do ciebie racj臋, a ja si臋 myli艂em. Cholernie mnie zawiod艂a艣, Jagoda. Masz mi co艣 do powiedzenia?

Nie mia艂am. Zupe艂nie nic nie potrafi艂am z siebie wydusi膰. Daniel鈥 On鈥 Przez ca艂y czas鈥 Po moich policzkach ponownie pop艂yn臋艂y 艂zy.

– Tak w艂a艣nie my艣la艂em. Odp艂ywamy – oznajmi艂 puszczaj膮c moje rami臋, ale nie patrz膮c na mnie. 鈥 Ciebie nie chc臋 widzie膰 na pok艂adzie.

– Co? Jak to? 鈥 by艂am pewna, 偶e si臋 przes艂ysza艂am.

– Wyno艣 si臋 鈥 powiedzia艂 jadowitym g艂osem 鈥 zar贸wno z mojego jachtu jak i mojego 偶ycia!

Potem odwr贸ci艂 si臋 i znikn膮艂 na 艂odzi. Zobaczy艂am, 偶e moja torba ju偶 stoi na brzegu, a oni odcumowywali. 呕adne z pozosta艂ych na mnie nie patrzy艂o. Daniela, Micha艂a i Moniki nigdzie nie by艂o wida膰, najwyra藕niej musieli by膰 pod pok艂adem, za to Kasia u艣miecha艂a si臋 tryumfalnie. Nie mog艂am w to uwierzy膰! Zaczyna艂o wschodzi膰 s艂o艅ce, a ja by艂am sama, w Hiszpanii. Jak on m贸g艂 mi to zrobi膰? To by艂o pod艂e! Rozumia艂am, 偶e m贸g艂 mnie teraz nienawidzi膰, ale鈥 Moja sytuacja by艂a beznadziejna. Odp艂ywali, zostawiaj膮c mnie na brzegu. Nie mog艂am na to patrze膰. Uciek艂am, ponownie chowaj膮c si臋 mi臋dzy drzewa. Przep艂aka艂am kolejny kwadrans, u偶alaj膮c si臋 nad w艂asn膮 naiwno艣ci膮 i g艂upot膮. Jak mog艂am uwierzy膰 w mi艂o艣膰?! Tylko, 偶e moje uczucie do Daniela by艂o tak cholernie prawdziwe i tak paskudnie, nieziemsko teraz bola艂o! Poczu艂am jak zaczyna na mnie kapa膰 jaka艣 woda. Deszcz? Cudownie! Jeszcze tego mi brakowa艂o! Podnios艂am g艂ow臋 i zamar艂am. Napotka艂am na wp贸艂 zmartwione, na wp贸艂 ironiczne spojrzenie zielonych oczu. Z jego koszulki i w艂os贸w kapa艂a woda. Zamruga艂am. Ukucn膮艂 przy mnie.

– Daniel? 鈥 zapyta艂am niedowierzaj膮co.

– Ten kretyn, m贸j brat, chcia艂 ci臋 tu zostawia膰 sam膮 鈥 sykn膮艂 w艣ciekle.

– A ty nie chcia艂e艣? – szepn臋艂am. 鈥 My艣la艂am鈥 Ty i Kasia鈥

Skrzywi艂 si臋 nieznacznie.

– Nie s膮dzi艂em, 偶e zostawisz w telefonie to zdj臋cie. Ona grzeba艂a w twojej kom贸rce i je znalaz艂a. Zagrozi艂a, 偶e je偶eli tego nie zrobi臋, to wy艣le zdj臋cie Markowi.

– Najwyra藕niej i tak wys艂a艂a 鈥 odezwa艂am si臋 nie mog膮c powstrzyma膰 oskar偶ycielskiego tonu.

Skin膮艂 g艂ow膮.

– Taak. Nie spodziewa艂em si臋 tego. My艣la艂em, 偶e odpu艣ci, kiedy osi膮gnie cel.

– Dlaczego jeste艣 ca艂y mokry? 鈥 zapyta艂am.

– Spa艂em i obudzi艂em si臋 dopiero, kiedy wyp艂yn臋li艣my z portu. Kiedy zorientowa艂em si臋, 偶e Marek ci臋 zostawi艂, kaza艂em mu zawr贸ci膰. Nie pos艂ucha艂, wi臋c wskoczy艂em do wody.

Moje oczy rozszerzy艂y si臋 ze zdumienia.

– Przyp艂yn膮艂e艣 tu? 鈥 spyta艂am oszo艂omiona.

Przytakn膮艂. Spojrza艂am na jego r臋ce. W kontakcie ze s艂on膮 wod膮, to musia艂o piekielnie bole膰. On r贸wnie偶 na nie spojrza艂. U艣miechn膮艂 si臋 lekko.

– Nie by艂o tak 藕le 鈥 wzruszy艂 ramionami, ale widzia艂am, 偶e krzywi si臋 na samo wspomnienie. Instynktownie przytuli艂am si臋 do niego, nie zwracaj膮c uwagi na mokre ubranie. Wtuli艂 policzek w moje w艂osy, coraz szybciej oddychaj膮c. 鈥 Nie m贸g艂bym ci臋 zostawi膰 鈥 szepn膮艂 niemal niedos艂yszalnie.

– Chcia艂am z nim zerwa膰 鈥 mrukn臋艂am cichutko. Poczu艂am, jak przyci膮ga mnie do siebie jeszcze mocniej. Opieku艅czo otacza ramionami. 鈥 Co zrobimy teraz?

Odsun膮艂 mnie od siebie, ale nie za daleko, tylko na tyle, 偶eby m贸c spojrze膰 mi w oczy. U艣miechn膮艂 si臋 szeroko.

– Oczywi艣cie wycieczk臋 do Portugalii.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Do przebycia mieli艣my tak naprawd臋 kawa艂 drogi, poniewa偶 byli艣my mniej wi臋cej na wysoko艣ci Sevilli, a Daniel mieszka艂 tu偶 pod Lisbon膮. I tak jednak szcz臋艣liwym zbiegiem okoliczno艣ci by艂o to wyj膮tkowo blisko. Gor膮ce, letnie s艂o艅ce Hiszpanii szybko wysuszy艂o ubranie ch艂opaka. Przerzuci艂 sobie przez rami臋 moj膮 torb臋, a ja wzi臋艂am plecak. Jego rzeczy zosta艂y na jachcie. Po艂udnie sp臋dzili艣my w le艣nym zagajniku, poniewa偶 i艣膰 przy takiej temperaturze po prostu si臋 nie da艂o. P贸藕niej w臋drowali艣my wzd艂u偶 szosy, od czasu do czasu 艂api膮c stopa. Mimo zm臋czenia i przykrego uczucia, kt贸re we mnie pozosta艂o, dawno tak dobrze si臋 nie bawi艂am, jak w臋druj膮c rami臋 w rami臋 w towarzystwie Daniela. W dalszym ci膮gu nie mog艂am uwierzy膰 w to, 偶e po mnie wr贸ci艂. Pod wiecz贸r zupe艂nie mnie zaskoczy艂, ci膮gn膮c do jakiego艣 przytulnie wygl膮daj膮cego pensjonatu. Kiedy zwr贸ci艂am mu uwag臋, 偶e mnie na to zapewne nie sta膰, z rozbawieniem wyci膮gn膮艂 z nieco tylko wygniecionych spodni kart臋 kredytow膮.

– Brat dosta艂 od ojca na wszelki wypadek, a mnie si臋 dzisiaj rano spieszy艂o i wzi膮艂em jego spodnie 鈥 wyja艣ni艂 odrobin臋 zak艂opotany.

Spojrza艂am na niego pow膮tpiewaj膮co, ale rozbroi艂 mnie swoim 艂obuzerskim u艣miechem.

– Jeste艣 niedobry! 鈥 oznajmi艂am z ca艂膮 rozbawion膮 stanowczo艣ci膮, na jak膮 by艂o mnie sta膰.

– Z艂o i niedobro to ca艂y ja 鈥 nie zaprzeczy艂.

Ju偶 po kilku minutach weszli艣my do wynaj臋tego w recepcji pokoju. Wygl膮da艂 tak samo przytulnie jak reszta budynku. Drewniane meble, jasne zas艂ony i suszone kwiaty na stole. Natychmiast chwyci艂am le偶膮ce w misce jab艂ka i si臋gn臋艂am po stoj膮c膮 na tacy wod臋 mineraln膮. Umiera艂am z g艂odu i pragnienia.

– Poczekasz? 鈥 zapyta艂 Daniel 鈥 Przynios臋 nam jakie艣 jedzenie i kupi臋 sobie co艣 na zmian臋 do ubrania 鈥 stwierdzi艂 krytycznie patrz膮c na w艂asny str贸j.

U艣miechn臋艂am si臋 do niego lekko przestraszona. Nie chcia艂am zosta膰 sama. Skin臋艂am jednak tylko potakuj膮co g艂ow膮, a ch艂opak wyszed艂 z pokoju. Rozebra艂am si臋 i posz艂am pod prysznic. Daniel wr贸ci艂 po troch臋 ponad kwadransie. Nie zd膮偶y艂am jeszcze sko艅czy膰 k膮pieli. Bez skr臋powania wszed艂 do 艂azienki.

– Mog臋 si臋 przy艂膮czy膰? 鈥 zapyta艂 rozbrajaj膮co, pozbywaj膮c si臋 swojego ubrania.

Natychmiast zaszumia艂o mi w uszach i poczu艂am pragnienie by znale藕膰 si臋 jak najbli偶ej niego. Nawet nie zaczeka艂 na odpowied藕, po prostu wsun膮艂 si臋 do kabiny i stan膮艂 za mn膮. Na r臋kach w dalszym ci膮gu mia艂 nieco przybrudzone banda偶e. Mia艂am ochot臋 znowu nakrzycze膰 na niego za g艂upot臋, ale nie da艂 mi doj艣膰 do s艂owa. Jego usta znalaz艂y si臋 na moich ustach, d艂onie zacz臋艂y w臋drowa膰 od ramion, poprzez piersi a偶 na po艣ladki i uda. Ciep艂a woda sp艂ywa艂a na nas z g贸ry, mocz膮c mi w艂osy i twarz. Daniel delikatnie namydli艂 moje cia艂o. Poczu艂am jak ociera si臋 sztywnym cz艂onkiem o moje plecy. Zadr偶a艂am z trudem nad sob膮 panuj膮c i my艣l膮c jedynie o tym jak bardzo go pragn臋. Dalej to by艂o ju偶 tylko czyste wariactwo. Pami臋ta艂am jak owin膮艂 mnie r臋cznikiem, nie by艂am jednak pewna, w jaki spos贸b znale藕li艣my si臋 w pokoju. 呕ar nami臋tnych poca艂unk贸w zlewa艂 si臋 w jedno z jego dotykiem. Robili艣my sobie nawzajem zdj臋cia. Ukl臋kn膮艂 przede mn膮 z czerwon膮 r贸偶膮 w z臋bach. Wtedy r贸wnie偶 go sfotografowa艂am. Potem rzuci艂 mnie na 艂贸偶ko ci膮gle ca艂uj膮c. Kiedy sko艅czy艂 z ustami, zszed艂 ni偶ej, na dekolt, a potem piersi. Palcami dra偶ni艂 moje sutki. Tym razem mnie nie ucisza艂, kiedy wydawa艂am z siebie mimowolne j臋ki. Po raz pierwszy robili艣my wszystko legalnie, sami, w hotelowym pokoju. Odwr贸ci艂 mnie na brzuch, a ja wypi臋艂am w jego stron臋 pup臋. Jego d艂onie znalaz艂y si臋 mi臋dzy moimi nogami. Niewiele mi by艂o potrzeba, a mimo to on nie posuwa艂 si臋 dalej. W艂o偶y艂 we mnie palce, poruszaj膮c nimi szybko.

– Daniel鈥 – poprosi艂am.

Roze艣mia艂 si臋, mimo, 偶e czu艂am jego podniecenie, s艂ysza艂am mocne bicie serca i przyspieszony oddech. Z ci膮gle wypi臋t膮 pup膮 odwr贸ci艂am si臋 w jego stron臋. Chcia艂am na niego patrze膰. Wszed艂 do 艣rodka, dopiero gdy poczu艂, 偶e doprowadza mnie do orgazmu. Przez chwil臋 my艣la艂am, 偶e zwariuj臋. Nie by艂 delikatny. Od pocz膮tku porusza艂 si臋 mocno i szybko. Jego d艂onie przesun臋艂y si臋 z moich po艣ladk贸w na biodra. Mimowolnie si臋gn臋艂am r臋k膮 do w艂asnej 艂echtaczki, masuj膮c j膮 delikatnie. Daniel przyspieszy艂 jeszcze bardziej. Mimo podniecenia sko艅czy艂 dopiero po jakim艣 kwadransie, a ja ponownie dosz艂am wraz z nim. Opad艂 na poduszki, przyci膮gaj膮c mnie do siebie i ca艂uj膮c leniwie. Wtuli艂am si臋 w jego ramiona.

– Kocham ci臋, Jagoda 鈥 zamrucza艂 w moje w艂osy, przytulaj膮c do nich policzek.

Ca艂a zesztywnia艂am. Tak kr贸tko si臋 znali艣my鈥 To co by艂o mi臋dzy nami by艂o szalone i nieokie艂znane. Dzikie. By艂a to jednak przede wszystkim instynktownie dzia艂aj膮ca chemia. Wiedzia艂am, 偶e jestem w nim zakochana, ale nie potrafi艂am uwierzy膰 w jego mi艂o艣膰. Milcza艂am, najwyra藕niej jednak wcale nie oczekiwa艂 odpowiedzi, bo ju偶 po chwili poczu艂am na karku jego wyr贸wnany, miarowy oddech.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Jak cudownie by艂o si臋 obudzi膰 w ramionach Daniela! Kiedy poczu艂 m贸j ruch, zamrucza艂 i przyci膮gn膮艂 mnie do siebie. Poca艂owa艂am go, z rozbawieniem wy艣lizguj膮c si臋 z jego ramion. Nie chcia艂am go budzi膰. W艂o偶y艂am na siebie te same znoszone szorty co zwykle i czyst膮 koszulk臋, a potem zesz艂am na d贸艂. Po drodze zgarn臋艂am aparat, licz膮c, 偶e automat, kt贸ry widzia艂am w holu poprzedniego dnia nie jest zepsuty. Po prostu musia艂am wydrukowa膰 sobie to zdj臋cie 鈥 Daniela kl臋cz膮cego z r贸偶膮 w z臋bach. Z u艣miechem schowa艂am je do ksi膮偶ki, a potem posz艂am na 艣niadanie. Ch艂opak do艂膮czy艂 do mnie po nieca艂ym kwadransie. Mimo tego, 偶e by艂 wyra藕nie zaspany i tak wygl膮da艂 kusz膮co i jak zwykle sama jego obecno艣膰 na mnie dzia艂a艂a niczym afrodyzjak. Zjedli艣my kontynentalne 艣niadanie, z艂o偶one z du偶ej ilo艣ci przer贸偶nych owoc贸w, pe艂nej gamy p艂atk贸w do wyboru, mocnej kawy, soku pomara艅czowego i mleka, a potem ruszyli艣my w dalsz膮 drog臋. Tym razem dopisa艂o nam szcz臋艣cie. Samotna kobieta, kt贸ra zatrzyma艂a si臋 przy drodze, 偶eby nas zabra膰, przekracza艂a granic臋 Portugalii i potem jecha艂a w kierunku stolicy. Do tego by艂a oczarowana Danielem, wi臋c praktycznie podwioz艂a nad pod same drzwi jego domu. Dwa dni podr贸偶y zamiast zak艂adanego tygodnia. Wszystko posz艂o perfekcyjnie, a mimo to, ja sama, odczuwa艂am coraz wi臋kszy niepok贸j i strach. To by艂 jaki艣 instynkt. Ch艂opak wyj膮艂 z baga偶nika moj膮 torb臋, po偶egnali艣my naszego kierowc臋, a potem stan臋li艣my pod drzwiami skromnego, pomalowanego starannie bia艂膮 farb膮, jednorodzinnego domu. Daniel najwyra藕niej zauwa偶y艂 moje wahanie.

– Nie b贸j si臋 鈥 艣cisn膮艂 mocniej moj膮 r臋k臋. 鈥 Moja mama nale偶y do tych mi艂ych os贸b 鈥 oznajmi艂 mi nieco rozbawiony.

Zadzwoni艂 do drzwi. Po d艂u偶szej chwili otworzy艂a nam szczup艂a kobieta o kasztanowych w艂osach, ubrana w letni膮, kremow膮 sukienk臋. Twarz mia艂a zaczerwienion膮, jakby godzinami p艂aka艂a. Stan臋艂a w drzwiach oniemia艂a, nie mog膮c si臋 poruszy膰. Niedowierzaj膮co wpatrywa艂a si臋 w posta膰 Daniela.

– Mamo? 鈥 zapyta艂 niepewnie wyra藕nie zdziwiony jej zachowaniem.

Kobieta jakby wr贸ci艂a do rzeczywisto艣ci. Z jej ust wydoby艂o si臋 d艂ugie, przeci膮g艂e 鈥瀘ch鈥, a z oczu pop艂yn臋艂y 艂zy. Rzuci艂a si臋 Danielowi na szyj臋. Ch艂opak przytuli艂 j膮 do siebie, a ja widzia艂am jego zaskoczon膮 min臋.

– Mamo, co si臋 sta艂o? 鈥 zapyta艂 odsuwaj膮c j膮 艂agodnie od siebie, wci膮gaj膮c mnie do domu i zamykaj膮c drzwi, najwyra藕niej nie chc膮c robi膰 przedstawienia dla s膮siad贸w.

– My艣la艂am, 偶e nie 偶yjesz 鈥 j臋kn臋艂a rozpaczliwie, wchodz膮c g艂臋biej do domu i opadaj膮c na ratanow膮 kanap臋, jakby ustanie na nogach by艂o dla niej zbyt du偶ym wysi艂kiem.

– Dlaczego? 鈥 spojrza艂 na ni膮 nie rozumiej膮c.

– Och, Danielu 鈥 westchn臋艂a, 艂ami膮cym si臋 g艂osem. Podszed艂 do kanapy, kucaj膮c przy kobiecie, podczas gdy ja niezdecydowana sta艂am w drzwiach. 鈥 By艂 sztorm. Jacht, kt贸rym mieli艣cie p艂yn膮膰 uderzy艂 w tankowiec. Nast膮pi艂 wybuch. Nie wy艂owili jeszcze wszystkich cia艂, ale powiedzieli, 偶e wszyscy, kt贸rzy nim p艂yn臋li nie 偶yj膮. Nie by艂o najmniejszych szans na to, 偶eby鈥 – nagle si臋 o偶ywi艂a. 鈥 A Marek? Co z moim Mareczkiem?

Dopiero po chwili dotar艂 do mnie sens jej s艂贸w. Moje serce zacz臋艂o bi膰 jak oszala艂e. Przesta艂am cokolwiek czu膰. Jak to nie 偶yj膮? Ch艂opak pokr臋ci艂 g艂ow膮. Zobaczy艂am jego poblad艂膮 twarz. Do niego najwyra藕niej r贸wnie偶 wszystko dopiero co dotar艂o i teraz trawi艂 przera偶aj膮ce informacje.

– My si臋 pok艂贸cili艣my 鈥 przyzna艂 cicho. 鈥 Zostawili mnie i Jagod臋 na brzegu 鈥 nieco przekszta艂ci艂 wersj臋 wydarze艅 鈥 a sami pop艂yn臋li dalej.

Nagle co艣 do mnie dotar艂o.

– Moi rodzice! 鈥 krzykn臋艂am. 鈥 Czy oni te偶 my艣l膮, 偶e nie 偶yj臋? 鈥 spojrza艂am na swoj膮 bezu偶yteczn膮 w Portugalii kom贸rk臋. 鈥 Danielu! Ja musz臋 zadzwoni膰!

Kobieta jakby zmuszona do dzia艂ania zerwa艂a si臋 z kanapy, podaj膮c mi stoj膮cy pod 艣cian膮 bezprzewodowy telefon.

– Oczywi艣cie, 偶e musisz i to jak najszybciej 鈥 przyzna艂a gorliwie. 鈥 Je偶eli przezywaj膮 to samo co ja鈥

Wybra艂am numer. Po chwili w s艂uchawce odezwa艂 si臋 apatyczny g艂os mojego ojca i ju偶 wiedzia艂am, 偶e rodzice op艂akuj膮 moj膮 艣mier膰.

– Tato, to ja Jagoda, mnie nie by艂o na tym jachcie! 鈥 wykrzykn臋艂am do s艂uchawki.

Niedowierzanie, p艂acz, wyja艣nienia, ogromna ulga i rado艣膰. W ko艅cu, po godzinie, ze wstydem zako艅czy艂am rozmow臋, zastanawiaj膮c si臋 na jaki rachunek naci膮gn臋艂am Daniela rodzin臋. Znalaz艂am ich w drugim pomieszczeniu 鈥 jasnej, przestronnej kuchni. Siedzieli przy stole, pochyleni, cicho rozmawiaj膮c. Na m贸j widok ch艂opak zerwa艂 si臋 z krzes艂a.

– Mamo, chcia艂em ci oficjalnie przedstawi膰 Jagod臋 鈥 zawaha艂 si臋, a ja wyra藕nie wyczu艂am, 偶e walczy ze sob膮 czy nie powiedzie膰 czego艣 jeszcze.

Kobieta spojrza艂a na mnie przyja藕nie, ale te偶 odrobin臋 podejrzliwie.

– To ty jeste艣鈥 by艂a艣 dziewczyn膮 mojego syna? 鈥 ni to spyta艂a ni stwierdzi艂a fakt. 鈥 Marek wiele dobrego o tobie opowiada艂 鈥 u艣miechn臋艂a si臋 nieco blado. 鈥 M贸w mi Joyce.

Poczu艂am jak p艂on膮 mi policzki. By艂o mi wstyd, jeszcze bardziej ni偶 do tej pory. Zrani艂am go, zdradzi艂am, a teraz on鈥 by艂 martwy. Daniel obj膮艂 mnie ramieniem.

– Bardzo mi mi艂o 鈥 wyduka艂am.

– Jeste艣my zm臋czeni 鈥 stwierdzi艂. 鈥 Obydwoje. I musimy to wszystko przegry藕膰. 鈥 Wyja艣ni艂. 鈥 Poka偶臋 Jagodzie pok贸j.

– Tak, oczywi艣cie 鈥 zgodzi艂a si臋 szybko kobieta.

Kiedy tylko weszli艣my po drewnianych, nieco kr臋tych schodach, na g贸r臋, Daniel natychmiast przyci膮gn膮艂 mnie do siebie. Bez s艂owa przytuli艂. Po艂o偶y艂am g艂ow臋 na jego torsie. Co艣 we mnie p臋k艂o, jaka艣 niewidzialna bariera. 艁zy same sp艂yn臋艂y mi po policzkach. Nawet nie wiedzia艂am kiedy, znale藕li艣my si臋 w jakim艣 pokoju. Le偶a艂am na 艂贸偶ku, wtulona w jego ramiona. Nic nie m贸wi艂, ani s艂owa pocieszenia, czu艂am natomiast jak obejmuje mnie coraz mocniej, jak ca艂uje moje w艂osy. P艂aka艂am tak d艂ugo, a偶 zupe艂nie zabrak艂o mi 艂ez.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Moi rodzice tak bardzo chcieli mnie zobaczy膰 鈥 ca艂膮 i zdrow膮, 偶e nast臋pnego dnia Daniel odwi贸z艂 mnie na lotnisko. Nie by艂 z tego powodu zadowolony. Widzia艂am te偶 jak bardzo jest nieszcz臋艣liwy i przera偶a艂y mnie jego smutne, zielone oczy.

– Dlaczego nie polecisz ze mn膮? 鈥 spyta艂am ponuro.

Westchn膮艂.

– Z tego samego powodu, z kt贸rego ty chcesz polecie膰 鈥 stwierdzi艂, tul膮c mnie do siebie.

– Daniel, ja鈥

– Cii 鈥 przy艂o偶y艂 mi palec do ust. 鈥 Zadzwo艅 jak ju偶 dotrzesz na miejsce 鈥 poprosi艂, odchodz膮c, gdy nadesz艂a moja kolej do przej艣cia przez bramk臋.

Ani razu si臋 nie odwr贸ci艂 by na mnie spojrze膰, po chwili jednak us艂ysza艂am sygna艂 smsa.

鈥濳ocham ci臋. Cokolwiek by si臋 nie sta艂o鈥 brzmia艂a wiadomo艣膰.

Po ca艂ym moim wn臋trzu rozla艂o si臋 przyjemne ciep艂o. Zrobi艂o mi si臋 l偶ej na sercu. Nie zd膮偶y艂am odpisa膰. Wsiad艂am do samolotu, gdzie zgodnie z zasadami bezpiecze艅stwa musia艂am wy艂膮czy膰 telefon.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Na lotnisku czekali na mnie rodzice, ale ku mojemu zdziwieniu 鈥 nie tylko. Towarzyszy艂a im policja. Zaprowadzili nas do s艂u偶bowych pokoi i przez dobr膮 godzin臋 przes艂uchiwali. Podobno wybuch 艂odzi nie by艂 wypadkiem, a ja nie mia艂am poj臋cia jak to mo偶liwe. Najdziwniejsza jednak by艂a zupe艂nie inna rzecz.

– Kto ci towarzyszy艂 kochanie? 鈥 powt贸rzy艂a pytanie policjanta moja matka.

– Daniel, brat Marka 鈥 odpowiedzia艂am po raz kolejny. 鈥 Pok艂贸ci艂am si臋 z Markiem i postanowi艂 zostawi膰 mnie na brzegu, w Hiszpanii, ale Daniel uzna艂, 偶e nie zostawi mnie samej. Zabra艂 mnie do siebie do domu, stamt膮d do was dzwoni艂am 鈥 spojrza艂am na matk臋, bo 艂atwiej by艂o mi z ni膮 rozmawia膰 ni偶 z obcym policjantem.

– Marek Kami艅ski nie mia艂 brata, by艂 jedynakiem 鈥 wyja艣ni艂 po raz kolejny policjant.

Mia艂am ochot臋 na niego warkn膮膰, nie zrobi艂am jednak tego.

– Ich rodzice si臋 rozwiedli i Daniel mieszka艂 w Portugalii wraz z matk膮, Joyce, kt贸ra nie jest Polk膮. Prawdopodobnie nosi艂 jej nazwisko. Nie wiem, nie pyta艂am.

– Joyce Maes mia艂a tylko jednego syna 鈥 wyja艣ni艂 rzeczowo policjant 鈥 i by艂 nim Marek, kt贸ry po rozwodzie rodzic贸w postanowi艂 zosta膰 w ojcem w Polsce. Nie mog艂a艣 jej spotka膰, poniewa偶 zmar艂a w wypadku, kilka dni temu. Mieszka艂a sama, nikt nie zg艂osi艂 jej zagini臋cia. Dopiero przedwczoraj znaleziono jej cia艂o. Nie wierz臋 w takie zbiegi okoliczno艣ci 鈥 oznajmi艂 ch艂odno policjant.

Przez chwil臋 zaniem贸wi艂am. Czy oni uwa偶ali mnie za k艂amczuch臋 czy za wariatk臋? Mo偶e to jaki艣 test?

– Prosz臋 da膰 dziewczynie odpocz膮膰 鈥 wtr膮ci艂 si臋 towarzysz膮cy nam do tej pory w milczeniu policyjny psycholog. 鈥 Jest przem臋czona. Mo偶na do tego wr贸ci膰 jutro. Dzisiaj i tak nic rozs膮dnego nie powie.

Wreszcie dali mi spok贸j, zapowiadaj膮c, 偶e odwiedz膮 nas jutro w domu. Dosta艂am swoje skrz臋tnie przeszukane baga偶e. Pierwsze co zrobi艂am to wyj臋艂am kom贸rk臋. Wybra艂am numer Daniela.

鈥濧bonent czasowo niedost臋pny鈥 odezwa艂 si臋 uprzejmy g艂os w s艂uchawce.

Mia艂am ochot臋 si臋 rozp艂aka膰. Rodzice obserwowali mnie zaniepokojonymi spojrzeniami. W samochodzie postanowi艂am, 偶e zostawi臋 mu przynajmniej smsa. Otworzy艂am folder z wiadomo艣ciami, kt贸re wymieniali艣my i zamar艂am. By艂 pusty. Zacz臋艂am gor膮czkowo przeszukiwa膰 zdj臋cia. W telefonie znalaz艂am r贸偶ne uj臋cia z jachtu, na 偶adnym nie by艂o Daniela. Znikn臋艂a r贸wnie偶 ta pami臋tna fotografia, przez kt贸r膮 Marek dowiedzia艂 si臋, 偶e go zdradzam. Spanikowa艂am. Gor膮czkowo si臋gn臋艂am po aparat. To samo. Ani 艣ladu po naszej hotelowej sesji. Otworzy艂am plecak. Nie by艂o nawet mojego Put Pure z r贸偶, a z wn臋trza nie unosi艂 si臋 ten przyjemny zapach, do kt贸rego ju偶 si臋 tak przyzwyczai艂am! Poczu艂am, 偶e trac臋 zmys艂y. Zacz臋艂am przeszukiwa膰 moje rzeczy. Nie znalaz艂am ani 艣ladu 鈥 najmniejszego dowodu na istnienie Daniela. Kiedy dotarli艣my do domu, zamiast po艂o偶y膰 si臋 spa膰, wzi臋艂am szybki prysznic, przebra艂am si臋 i pobieg艂am do domu Marka. By艂 zamkni臋ty, a w 艣rodku najwyra藕niej nikogo nie by艂o.

– Nikt ci nie otworzy 鈥 wyja艣ni艂 us艂u偶nie wygl膮daj膮cy zza wysokiego p艂otu s膮siad. 鈥 Sprzedali dom, od r臋ki, wiele na tym trac膮c, a potem wyjechali. Prawdopodobnie z powodu 艣mierci syna. Zgin膮艂 na morzu鈥 – zawaha艂 si臋 na moment, zawieszaj膮c na mnie spojrzenie. Potrz膮sn膮艂 siwiej膮c膮 czupryn膮. 鈥 Zaraz czy to nie ty by艂a艣 jego dziewczyn膮? Chyba ci臋 poznaj臋.

– Tak, ja 鈥 odpowiedzia艂am niepewnie.

– Wi臋c mia艂a艣 szcz臋艣cie, ze nie by艂o ci臋 z nimi na 艂odzi 鈥 u艣miechn膮艂 si臋 do mnie smutno.

Odsun臋艂am si臋 od gorliwie naciskanego dzwonka.

– Przepraszam, musz臋 ju偶 i艣膰, dowidzenia 鈥 rzuci艂am i pobieg艂am przed siebie, nie maj膮c poj臋cia przed czym w艂a艣ciwie uciekam.

Tej nocy d艂ugo nie mog艂am zasn膮膰. Nie pami臋ta艂am ile razy wybra艂am numer Daniela. Ile sms贸w wys艂a艂am w pr贸偶ni臋. Dzwoni艂am nawet do pensjonatu, w kt贸rym spali艣my, a kt贸rego numer znalaz艂am w sieci, ale ich angielski by艂 tak samo marny jak m贸j, wi臋c dowiedzia艂am si臋 z grubsza tyle, 偶e nikt o tym nazwisku u nich nie przebywa艂. W ko艅cu, nad ranem usn臋艂am, bezgranicznie zrozpaczona i przem臋czona w艂asn膮 dezorientacj膮.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Przez kilka dni sprawdza艂am wszystkie mo偶liwo艣ci, wypytuj膮c o Daniela znajomych Marka i mimo braku rezultat贸w ci膮gle do niego dzwoni膮c. To by艂 jaki艣 horror. Nikt nie s艂ysza艂 o jego istnieniu, nikt nic nie wiedzia艂. W ko艅cu, po tygodniu, rodzice zabrali mnie do psychologa, a ja tylko zastanawia艂am si臋 czemu nie do psychiatry. Kobieta, z kt贸r膮 rozmawia艂am, stwierdzi艂a, 偶e to szok, kt贸ry spowodowa艂a wiadomo艣膰 o 艣mierci moich przyjaci贸艂 i ch艂opaka kaza艂y mi stworzy膰 sobie towarzysza, kt贸ry wraz ze mn膮 ocala艂 z wypadku. Nie wierzy艂am w to. Ca艂膮 sob膮 wiedzia艂am, 偶e nie wymy艣li艂am sobie Daniela. Zielone oczy, drwi膮cy u艣miech, opalenizna i kr贸tko 艣ci臋te w艂osy 鈥 to wszystko sta艂o mi przed oczami. Zaczyna艂am wariowa膰. Potrzebowa艂am dowodu 鈥 cho膰by najmniejszego 鈥 na to, 偶e on naprawd臋 istnia艂. Tym razem metodycznie, bez zb臋dnego chaosu, zacz臋艂am sprz膮ta膰 pok贸j. Pierwsze rezultaty pojawi艂y si臋 dopiero po godzinie. W jednej z聽 niechlujnie rzuconych reklam贸wek znalaz艂am paragon 鈥 dow贸d na to, 偶e kupowa艂am koszulk臋 Jacka Danielsa. To jednak dalej nie by艂o wystarczaj膮ce. Zm臋czona rzuci艂am si臋 na 艂贸偶ko z ksi膮偶k膮 w r臋ku. Niech臋tnie przewraca艂am strony, w poszukiwaniu fragmentu, na kt贸rym sko艅czy艂am. Co艣 wypad艂o spomi臋dzy stron. Zdj臋cie. Ch艂opak, bez koszulki kl臋cz膮cy z czerwon膮 r贸偶膮 w z臋bach. Daniel! Usiad艂am gwa艂townie. 艁zy ulgi sp艂yn臋艂y po moich policzkach. Dlaczego wszystko inne znikn臋艂o? Czemu nie to? Odpowied藕 by艂a prosta. Nikt inny o tym, 偶e wydrukowa艂am zdj臋cie nie wiedzia艂, nawet on sam. Tylko czemu chcia艂 si臋 mnie tak drastycznie ze swojego 偶ycia pozby膰? Czemu policja chcia艂a, 偶ebym wierzy艂a, 偶e nigdy nie istnia艂? Co艣 by艂o piekielnie nie tak! Skr臋ci艂 mi si臋 偶o艂膮dek na my艣l, 偶e mia艂abym go ju偶 nigdy wi臋cej nie zobaczy膰. Pustka i b贸l otoczy艂y moje serce. Spakowa艂am pospiesznie plecak i po cichu wysz艂am z domu. Musia艂am go odnale藕膰! Nawet je偶eli mia艂oby to oznacza膰 wycieczk臋 do Portugalii.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Mia艂am szcz臋艣cie. Uda艂o mi si臋 z艂apa膰 poranny lot 鈥瀕ast minute鈥. Ko艂o po艂udnia nast臋pnego dnia znalaz艂am si臋 pod domem Daniela. Nikt nie odpowiada艂 na dzwonek, ale drzwi by艂y otwarte, wi臋c wesz艂am do 艣rodka. Rozejrza艂am si臋 po wn臋trzu, nawo艂uj膮c Daniela i Joyce. Dom okaza艂 si臋 pusty. Z telefonu stacjonarnego po raz kolejny wybra艂am numer ch艂opaka. Znowu nic. Z pokoi znikn臋艂y wszystkie rzeczy, nawet meble. Wsz臋dzie by艂o pe艂no kurzu. Wygl膮da艂o to tak, jakby od d艂u偶szego czasu nikt tu nie mieszka艂, a przecie偶 by艂am w tym miejscu zaledwie dwa tygodnie wcze艣niej. Zrezygnowana usiad艂am na gankowych schodkach. Przymkn臋艂am oczy my艣l膮c jak bardzo za nim t臋skni臋. Wyci膮gn臋艂am zdj臋cie, kt贸re na wszelki wypadek zeskanowa艂am i zapisa艂am na dysku, 偶eby i jego nie straci膰. Przyjrza艂am si臋 mu uwa偶nie. Gdzie do cholery by艂? Dlaczego tak nagle znikn膮艂 z mojego 偶ycia? Z zamy艣lenia wyrwa艂 mnie obcy g艂os. Kilka krok贸w ode mnie sta艂 ciemnow艂osy m臋偶czyzna, o orlim nosie. M贸wi艂 po Portugalsku. Nie zrozumia艂am ani s艂owa. Zdezorientowana pokr臋ci艂am g艂ow膮. Przerzuci艂 si臋 p艂ynnie na angielski.

– To prywatna w艂asno艣膰 鈥 oznajmi艂. 鈥 Nie wolno tu przebywa膰.

– Tak, wiem, to dom mojego przyjaciela 鈥 odpowiedzia艂am cicho.

– Przyjaciela? 鈥 zapyta艂 kpi膮co, patrz膮c na zdj臋cie w moim d艂oniach.

– Tak, przyjaciela 鈥 odpar艂am coraz bardziej poirytowana i to chyba by艂 m贸j b艂膮d.

B艂yskawicznie zbli偶y艂 si臋 do mnie. Poczu艂am na ustach tward膮 d艂o艅, z nawil偶onym czym艣 materia艂em. Na podjazd wjecha艂 srebrny samoch贸d z zaciemnianymi szybami, a potem straci艂am 艣wiadomo艣膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Ockn臋艂am si臋 zwi膮zana i odr臋twia艂a. Le偶a艂am na pod艂odze w pustym pokoju. Jaki艣 sznur bole艣nie kr臋powa艂 mi nadgarstki. Zasch艂o mi w ustach. Czu艂am nieprzyjemne zawroty g艂owy. Przez otwarte drzwi zobaczy艂am dw贸ch m臋偶czyzn. Mieli ze sob膮 karabiny. Jeden z nich spojrza艂 na mnie twardym wzrokiem. U艣miechn膮艂 si臋 paskudnie, kiedy dostrzeg艂, 偶e mam otwarte oczy. J臋kn臋艂am kiedy podni贸s艂 mnie do pozycji siedz膮cej. Wszystko mnie bola艂o i potwornie chcia艂o mi si臋 pi膰. Z moich ust wyj膮艂 knebel o nieprzyjemnym smaku, a ja gwa艂townie zacz臋艂am chwyta膰 powietrze.

– Nie zrobimy ci krzywdy 鈥 wyja艣ni艂 powoli, zdziwi艂am si臋, bo m贸wi艂 odrobin臋 kaleczon膮 polszczyzn膮 鈥 je偶eli powiesz nam gdzie on jest. To nie o ciebie tu chodzi.

Spojrza艂am na niego zmieszana. Nie mia艂am poj臋cia co si臋 dzieje i o co mu chodzi.

– Tw贸j ch艂opta艣 – wyja艣ni艂 tamten, pokazuj膮c zdj臋cie Daniela 鈥 chcemy go znale藕膰.

– Nie wiem 鈥 odpowiedzia艂am zachrypni臋tym z pragnienia g艂osem.

Uderzy艂 mnie w twarz. Skuli艂am si臋 na tyle, na ile pozwala艂y mi wi臋zy.

– Zostaw j膮 鈥 wtr膮ci艂 si臋 ten drugi w j臋zyku angielskim 鈥 pewnie i tak niczego nie wie. Je偶eli nie dorwiemy go dzi臋ki niej, to po prostu j膮 zabijemy i po k艂opocie.

– O nie 鈥 kucaj膮cy przede mn膮 m臋偶czyzna wsta艂. 鈥 Zanim to nast膮pi przewiduj臋 d艂ug膮 zabaw臋.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Nie mia艂am poj臋cia ile czasu min臋艂o od kiedy mnie tu przywie藕li. Pomieszczenie nie mia艂o nawet okien, 偶ebym mog艂a zorientowa膰 si臋 w porze dnia. Jedynym wyznacznikiem czasu by艂a wymiana stra偶nik贸w. Przy drzwiach, na zewn膮trz, zawsze sta艂o dw贸ch m臋偶czyzn z karabinami. Stara艂am si臋 my艣le膰, 偶e mam szcz臋艣cie, poniewa偶 nie traktowali mnie 藕le, a po prostu ignorowali 鈥 chocia偶 w dalszym ci膮gu na nadgarstkach i kostkach mia艂am otarcia po sznurze, kt贸rym mnie pierwszego dnia zwi膮zali. Mimo niewygody stara艂am si臋 jak najwi臋cej spa膰. Z jednej z takich apatycznych drzemek kto艣 obudzi艂 mnie ostrym szarpni臋ciem. Postawi艂 na nogi, a potem, nie sil膮c si臋 na delikatno艣膰, wypchn膮艂 za drzwi. Zas艂onili mi oczy i kazali wsi膮艣膰 do samochodu. W trakcie jazdy zdj臋li mi opask臋. Siedzia艂am skulona na tylnej kanapie, pomi臋dzy dwoma ros艂ymi m臋偶czyznami. Srebrny samoch贸d p臋dzi艂 po szosie z niedozwolon膮 pr臋dko艣ci膮. Rozmawiali o czym艣, ale ja nie rozumia艂am ani s艂owa. Wzdrygn臋艂am si臋, kiedy jeden z nich po艂o偶y艂 r臋k臋 na moim udzie. Nie mia艂am nawet dok膮d si臋 odsun膮膰. Obydwaj si臋 roze艣mieli. Wreszcie samoch贸d si臋 zatrzyma艂, a oni wysiedli zabieraj膮c mnie ze sob膮. Byli艣my na jakim艣 placu, za wysokim p艂otem pi臋trzy艂y si臋 g贸ry z艂omu, a nieopodal, za mostem, znajdowa艂a si臋 szosa.

– Przyszed艂 鈥 odezwa艂 si臋 po Polsku jeden z nich, szturchaj膮c mnie w rami臋, z wyra藕n膮 nut膮 rozbawienia w g艂osie. 鈥 Nie wierzy艂em, 偶e przyjdzie, przecie偶 i tak ju偶 jeste艣 martwa 鈥 wyszepta艂, a po moich plecach przesz艂y nieprzyjemne ciarki. Id藕! 鈥 rozkaza艂. 鈥 Tylko powoli, bo ci臋 zastrzel臋.

Dopiero teraz ujrza艂am stoj膮c膮 pod s艂o艅ce smuk艂膮 sylwetk臋. Odezwa艂 si臋 kr贸tkim, portugalskim zdaniem, a potem czeka艂. Przera偶ona ruszy艂am w jego kierunku. Nie mog艂am uwierzy膰, w to co si臋 dzieje i 偶e Daniel tu naprawd臋 jest. Z trudem powstrzyma艂am si臋, 偶eby do niego nie podbiec. Chcia艂am si臋 do niego przytuli膰, zarzuci膰 mu r臋ce na szyj臋, ale on najwyra藕niej to przewiduj膮c, odsun膮艂 si臋 ode mnie.

– Znikaj st膮d 鈥 sykn膮艂. 鈥 Wr贸cisz do domu 鈥 odezwa艂 si臋 cicho 鈥 tylko nie samolotem, bo wtedy od razu znajd膮 ci臋 i zabij膮. Zaraz za mostem czeka taks贸wka.

– Daniel鈥 – by艂am zbyt przera偶ona, 偶eby go pos艂ucha膰.

– Wyno艣 si臋, natychmiast! 鈥 uci膮艂 kr贸tko.

Us艂ysza艂am zniecierpliwiony g艂os jednego z m臋偶czyzn, kt贸rzy mnie tu przywie藕li. Daniel spojrza艂 na mnie b艂agalnie. Zacz臋艂am si臋 wycofywa膰. Kilka metr贸w od mostu ju偶 bieg艂am. Rozleg艂 si臋 wystrza艂. Obejrza艂am si臋 za siebie. Jeden z porywaczy we mnie celowa艂, ale nie z karabinu, a ze zwyk艂ego pistoletu. Strzeli艂 jeszcze raz, ale i tym razem spud艂owa艂. Us艂ysza艂am rozw艣cieczony g艂os Daniela. M臋偶czyzna z pistoletem ponownie wycelowa艂. Nawet z tej odleg艂o艣ci widzia艂am jego pod艂y u艣miech. Za mostem pojawi艂o si臋 dw贸ch kolejnych ludzi. Obydwoje byli uzbrojeni w pistolety.

– Z艂omowisko 鈥 us艂ysza艂am krzyk Daniela.

Gwa艂townie skr臋ci艂am. Zacz臋艂am biec w stron臋 p艂otu. Nie zatrzymuj膮c si臋 znikn臋艂am za naro偶nikiem. S艂ysza艂am za sob膮 wrzaski. Gonili mnie. W pewnym momencie moich plec贸w dopad艂 Daniel.

– Biegnij, szybciej! 鈥 rozkaza艂 zdyszany. 鈥 Ca艂y czas przede mn膮, nie b臋d膮 ryzykowali, 偶e mnie zabij膮.

Pos艂ucha艂am. W pewnym momencie chwyci艂 mnie za brudn膮 koszulk臋, odci膮gaj膮c w ty艂. Gwa艂townie si臋 zatrzyma艂am. Gestem wskaza艂 mi dziur臋 w p艂ocie. Nie by艂a zbyt du偶a, ale wystarczy艂a, 偶ebym si臋 w ni膮 wcisn臋艂a. On poszed艂 zaraz za mn膮. Nie przerywali艣my biegu, lawiruj膮c mi臋dzy sterami metalu i porozbijanych samochod贸w. Nie by艂am w stanie z艂apa膰 tchu. Ze zm臋czenia zacz臋艂am si臋 potyka膰.

– Ju偶 niedaleko 鈥 szepn膮艂 b艂agalnie.

W oddali rozleg艂o si臋 wycie policyjnych syren. Daniel zacz膮艂 przeklina膰. Chwyci艂 mnie za rami臋 i teraz ju偶 ci膮gn膮艂 za sob膮. Wybiegli艣my z drugiej strony przez bram臋. Ch艂opak dopad艂 zaparkowanego przed ni膮 motocykla. B艂yskawicznie za艂o偶y艂 mi kask, a potem usiad艂 zak艂adaj膮c sw贸j. Niepewnie usiad艂am za nim. Natychmiast ruszy艂. Obj臋艂am go w pasie. Zamkn臋艂am oczy. Wszystko by艂o jak w filmie. To nie dzia艂o si臋 naprawd臋. Nie mog艂o si臋 dzia膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Jechali艣my przez d艂u偶szy czas, klucz膮c po mie艣cie. W ko艅cu Daniel najwyra藕niej upewni艂 si臋, 偶e nikt nas nie 艣ciga, poniewa偶 wjecha艂 na podw贸rko jednej z zabytkowych kamienic. Zaparkowa艂, a potem w milczeniu otworzy艂 drzwi budynku i zaprowadzi艂 mnie na g贸r臋, na samo poddasze. Pos艂usznie pod膮偶a艂am za nim. Weszli艣my do niewielkiego mieszkania, kt贸re by艂o niemal puste, poza le偶膮cym na pod艂odze szerokim materacem i nier贸wn膮 stert膮 ksi膮偶ek pod 艣cian膮. Kiedy ch艂opak zamkn膮艂 drzwi, przez chwil臋 wpatrywa艂 si臋 we mnie intensywnie. Dalej nie odezwa艂 si臋 ani s艂owem, a ja nie mia艂am zamiaru przerywa膰 ciszy, za to moje serce zn贸w zacz臋艂o bi膰 jak oszala艂e. W pewnym momencie Daniel przysun膮艂 si臋 do mnie. Pchn膮艂 mnie na 艣cian臋, przywieraj膮c do mnie ca艂ym cia艂em. Wszystko wok贸艂 nas ucich艂o i przesta艂o istnie膰. Na kilka chwil 艣wiat znieruchomia艂. Patrzyli艣my na siebie w milczeniu i wydawa艂o mi si臋, 偶e trwa to ca艂膮 wieczno艣膰. To on przerwa艂 ten zast贸j. Zacz膮艂 ca艂owa膰 鈥 nami臋tnie, gorliwie i z pasj膮 鈥 a ja odwzajemnia艂am jego gor膮ce poca艂unki. W ko艅cu oprzytomnia艂am. Poczu艂am si臋 bardzo g艂upio, brudna i w noszonym przez kilka dni ubraniu. Odepchn臋艂am go od siebie, ale on mi na to nie pozwoli艂. Otoczy艂 mnie ramionami, przyci膮gaj膮c jeszcze bli偶ej.

– Omal ci臋 nie zabili, przeze mnie 鈥 wyszepta艂.

– Jestem zm臋czona i marz臋 o k膮pieli 鈥 powiedzia艂am patrz膮c mu w oczy 鈥 nie mam teraz si艂y na t膮 rozmow臋 鈥 to by艂a pro艣ba.

Ch艂opak jakby oprzytomnia艂. Niech臋tnie si臋 ode mnie odsun膮艂. Pokaza艂 mi 艂azienk臋 i da艂 mi r臋cznik. Chwil臋 p贸藕niej przyni贸s艂 te偶 czyst膮 koszulk臋.

– Nic innego tu nie mam 鈥 usprawiedliwi艂 si臋 przepraszaj膮co.

– Dzi臋ki.

Skin臋艂am g艂ow膮 i zamkn臋艂am drzwi. Przez d艂u偶szy czas bra艂am gor膮cy prysznic, staraj膮c si臋 nie my艣le膰 o tym, co si臋 wydarzy艂o, a potem, jak grom z jasnego nieba, uderzy艂a mnie pewna my艣l. Gard艂o 艣cisn膮艂 mi strach. Co zrobi臋, je偶eli Daniel znowu zniknie? Pospiesznie sko艅czy艂am k膮piel, wci膮gaj膮c na ci膮gle wilgotn膮 sk贸r臋 za d艂ugiego na mnie t-shirta. Niemal wybieg艂am z 艂azienki. Odetchn臋艂am z ulga, dopiero gdy zobaczy艂am, 偶e le偶y w niedba艂ej pozycji, oparty na 艂okciu, na materacu. Spojrza艂 na mnie. W jego wzroku by艂o zach艂anne po偶膮danie. Usiad艂am obok niego, a on natychmiast przyci膮gn膮艂 mnie do siebie, k艂ad膮c na plecach. Teraz pochyla艂 si臋 nade mn膮. Zn贸w zacz膮艂 porywczo ca艂owa膰. Oplot艂am ramionami jego szyj臋, zdaj膮c sobie spraw臋, jak bardzo za nim t臋skni艂am. Jego d艂onie zacz臋艂y b艂膮dzi膰 po moim ciele. Poczu艂am na brzuchu wypuk艂o艣膰, kt贸ra rysowa艂a si臋 w jego spodniach. W pewnej chwili zwolni艂. Z j臋kiem po艂o偶y艂 si臋 obok, na plecach, nie patrz膮c na mnie.

– Przepraszam 鈥 westchn膮艂. Wyra藕nie stara艂 si臋 uspokoi膰 oddech. 鈥 Wiem, 偶e jestem cholernym egoist膮 i to z pewno艣ci膮 nie powinna by膰 pierwsza rzecz, o kt贸rej my艣l臋.

– Teraz to ju偶 troch臋 za p贸藕no 鈥 warkn臋艂am na niego w udawanej z艂o艣ci, bo czu艂am, 偶e tej prawdziwej nie jestem w stanie w sobie wywo艂a膰, nawet, mimo 艣wiadomo艣ci, 偶e powinnam. By艂 blisko mnie, a to by艂o najwa偶niejsze.

Usiad艂am i zacz臋艂am rozpina膰 jego rozporek. Spojrza艂 na mnie podejrzliwie, a potem si臋 u艣miechn膮艂. Jego zielone oczy p艂on臋艂y. Zsun膮艂 spodnie. Posadzi艂 mnie na sobie. By艂am a偶 nazbyt wilgotna. J臋kn膮艂, kiedy w艣lizn臋艂am si臋 na jego cz艂onek. Jego r臋ce pow臋drowa艂y najpierw na moje piersi, a potem biodra. Porusza艂am si臋 rytmicznie, widz膮c z jakim b艂ogim uwielbieniem si臋 we mnie wpatruje. Odgarn膮艂 z policzka moje mokre w艂osy.

– Kocham ci臋 鈥 szepn膮艂.

Przylgn臋艂am do niego, przez ca艂y czas nie przestaj膮c si臋 porusza膰. Obj膮艂 mnie ramionami. Poczu艂am na szyi jego mi臋kkie usta. Dr偶a艂. Zda艂am sobie spraw臋, 偶e Daniel ledwo nad sob膮 panuje. Mia艂 ochot臋 na wi臋cej. W ko艅cu nie wytrzyma艂 i r贸wnie偶 zacz膮艂 si臋 porusza膰. Zag艂臋bia艂 si臋 we mnie coraz mocniej, a ocieranie si臋 o niego, sprawia艂o mi coraz wi臋ksz膮 rozkosz. Moje serce zatrzyma艂o si臋 na moment. Ogarn臋艂a mnie b艂oga przyjemno艣膰. Daniel zauwa偶y艂, 偶e dosz艂am. Przetoczy艂 si臋 tak, 偶e teraz on znalaz艂 si臋 nade mn膮. Przyspieszy艂, ci膮gle patrz膮c mi w oczy. U艣miechn臋艂am si臋 do niego. To co si臋 ostatnio dzia艂o, ca艂y m贸j strach, sta艂y si臋 irracjonalnym snem. Daniel i jego blisko艣膰, to cudowne uczucie spe艂nienia, jedyne one stanowi艂y moj膮 rzeczywisto艣膰. Nic innego nie mia艂o znaczenia.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Usiad艂am na materacu przecieraj膮c zaspane oczy. Nagle ogarn膮艂 mnie dziki strach. Daniela nigdzie nie by艂o! W panice zerwa艂am si臋 na r贸wne nogi. Pobieg艂am do 艂azienki, a potem do drzwi. By艂y zamkni臋te. Zostawi艂 mnie! Znowu mnie zostawi艂! Jak on m贸g艂?! Z powrotem usiad艂am na materacu. Zwin臋艂am si臋 w k艂臋bek, a po policzku zacz臋艂y sp艂ywa膰 mi 艂zy. Drzwi si臋 otworzy艂y. Podnios艂am odrobin臋 g艂ow臋. Daniel stan膮艂 w drzwiach. W r臋ku trzyma艂 reklam贸wki. Spojrza艂 w moje zap艂akane oczy. Upu艣ci艂 wszystko na pod艂og臋, trzasn膮艂 drzwiami i natychmiast znalaz艂 si臋 przy mnie.

– Jagoda, nic ci nie jest? 鈥 zapyta艂 zatroskany, oplataj膮c moj膮 posta膰 ramionami.

Na jego widok ogarn臋艂a mnie tak wielka ulga, 偶e przez chwil臋 nie by艂am z siebie w stanie wydoby膰 ani jednego s艂owa.

– My艣la艂am, 偶e znowu mnie zostawi艂e艣 鈥 szepn臋艂am, wtulona w jego tors.

Ch艂opak przymkn膮艂 oczy. Westchn膮艂.

– Mia艂em nadziej臋, 偶e zd膮偶臋 wr贸ci膰, zanim si臋 obudzisz 鈥 stwierdzi艂 przepraszaj膮cym tonem. 鈥 Przynios艂em nam 艣niadanie 鈥 wymownie spojrza艂 w kierunku porzuconych siatek. 鈥 Mam te偶 dla ciebie co艣, co mo偶esz na siebie w艂o偶y膰 鈥 usprawiedliwi艂 si臋 jeszcze bardziej.

– Wyt艂umacz mi, dlaczego w ten spos贸b znikn膮艂e艣 鈥 poprosi艂am. 鈥 Mi臋li mnie za wariatk臋, kiedy m贸wi艂am im o tobie.

Skrzywi艂 si臋.

– To, 偶e zabili Marka, nie by艂o przypadkiem – mrukn膮艂. 鈥 Mieli艣my szcz臋艣cie, 偶e wtedy zostawi艂 ci臋 w porcie, inaczej te偶 by艣 nie 偶y艂a. Szukali mnie 鈥 westchn膮艂. 鈥 My艣la艂em, 偶e to ju偶 koniec, 偶e mog臋 偶y膰 normalnie. Pr贸bowa艂em. Widzia艂em co艣, czego nie powinienem by艂 nigdy widzie膰 i ukrad艂em pewn膮 rzecz鈥 – przyzna艂 cicho. 鈥 Teraz za to p艂ac臋. Policja stworzy艂a dla mnie i mojej matki zupe艂nie now膮 to偶samo艣膰, ukrywali nas. To co艣, jak system ochrony 艣wiadk贸w. Wszystko przycich艂o 鈥 nie patrzy艂 na mnie. 鈥 To dlatego nasi rodzice si臋 rozwiedli 鈥 przyzna艂 niech臋tnie. 鈥 To moja wina. Kiedy my艣la艂em, 偶e ju偶 wszystko sko艅czone, oni zabili mojego brata i naszych przyjaci贸艂 鈥 zmrozi艂o mnie, jak bardzo jego g艂os wyprany jest z wszelkich emocji. Nie by艂o w nim nawet cienia 偶alu. Tym razem spojrza艂 na mnie. 鈥 Mia艂em nadziej臋, 偶e w Polsce ci臋 nie znajd膮. Policja z Interpolu znowu pomog艂a nam znikn膮膰. Nie przypuszcza艂em, 偶e mog膮 w jakikolwiek spos贸b po艂膮czy膰 cie ze mn膮鈥

Skrzywi艂am si臋 odrobin臋.

– Sama wpakowa艂am si臋 w k艂opoty 鈥 przyzna艂am. 鈥 Nikt nie chcia艂 mi uwierzy膰, kiedy m贸wi艂am, 偶e istniejesz, dlatego przyjecha艂am do Portugalii. Chcia艂am ci臋 znale藕膰.

– To wiele wyja艣nia 鈥 stwierdzi艂 cierpko, tul膮c mnie do siebie mocniej

Nagle co艣 sobie u艣wiadomi艂am.

– Dlaczego wi臋c uciekali艣my przed policj膮? 鈥 spojrza艂am na niego pytaj膮co.

Jego twarz ozdobi艂 smutny u艣miech.

– Poniewa偶 to w艂a艣nie kto艣 z nich musia艂 mnie wyda膰. Nie ma innej mo偶liwo艣ci. To z winy policji zgin膮艂 Marek.

Musia艂am przetrawi膰 to co mi powiedzia艂. Wypl膮ta艂am si臋 z jego ramion, 偶eby wsta膰.

– To co, robimy to 艣niadanie? 鈥 spyta艂am, 偶eby zmieni膰 temat. 鈥 Jestem upiornie g艂odna. Ci ludzie nie karmili mnie najlepiej.

Rozpakowali艣my zakupy. By艂y w艣r贸d nich nowe ubrania, rozmiarem mniej wi臋cej pasuj膮ce na moj膮 osob臋. Nie chcia艂am nawet my艣le膰 o tym, co teraz zrobimy. To wszystko by艂o dla mnie przera偶aj膮ce, a do tego ci膮gle surrealistyczne i nierealne. Daniel zakl膮艂 brzydko.

– Zaraz wr贸c臋 鈥 rzuci艂. 鈥 Zostawi艂em w sklepie na dole jeszcze jedn膮 siatk臋.

Westchn臋艂am.

– Dobrze, wezm臋 w tym czasie prysznic 鈥 stwierdzi艂am niech臋tnie.

Rozebra艂am si臋 i posz艂am do 艂azienki. Ciep艂a woda koi艂a nerwy i pomaga艂a zebra膰 my艣li. U艣miechn臋艂am si臋, gdy zobaczy艂am, 偶e kto艣 wchodzi do 艂azienki. Rozsun膮艂 drzwi kabiny prysznicowej, a ja zamar艂am. To nie by艂 Daniel! Rozpozna艂am jednego z m臋偶czyzn, kt贸rzy pilnowali mnie przez tyle dni. Obla艂am go wod膮 i prze艣lizn臋艂am si臋 obok. Z艂apa艂 mnie w drzwiach 艂azienki. Uderzy艂.

– Ty ma艂a dziwko, tym razem mi si臋 nie wymkniesz 鈥 warkn膮艂 po angielsku.

Serce z przera偶enia bi艂o mi jak oszala艂e. Poczu艂am, jak zapina na moich nadgarstkach kajdanki. Moje pr贸by wyrwania si臋, kopni臋cia, ugryzienia, czegokolwiek, spotyka艂y si臋 z biciem.

– Po偶a艂ujesz nawet tego, 偶e pomoczy艂a艣 mi koszul臋 鈥 sycza艂.

Na pod艂odze w pokoju zobaczy艂am lin臋. Podni贸s艂 j膮 i przeci膮gn膮艂 pod kajdankami, a potem przyczepi艂 do belki pod sufitem. Moje nagie cia艂o wygi臋艂o si臋 w 艂uk. Z trudem sta艂am na palcach, chciwie chwytaj膮c powietrze. Kiedy ju偶 rozprawi艂 si臋 z lin膮 ponownie uderzy艂 mnie w brzuch. W oczach stan臋艂y mi 艂zy. Zach艂ysn臋艂am si臋. Chwyci艂 mnie za w艂osy, a moj膮 g艂ow臋 odci膮gn膮艂 w ty艂.

– B臋dziesz tego bardzo d艂ugo 偶a艂owa艂a, szmato 鈥 zamrucza艂, wyra藕nie rozkoszuj膮c si臋 tymi s艂owami.

Wyci膮gn膮艂 d艂ugi n贸偶. Nigdy jeszcze dot膮d nie czu艂am tak obezw艂adniaj膮cego strachu. Drzwi si臋 otworzy艂y, a moim oczom ukaza艂a si臋 szczup艂a sylwetka Daniela. Zamar艂 w progu. Wypu艣ci艂 z d艂oni ostatni膮 reklam贸wk臋. Us艂ysza艂am brzd臋k t艂uczonego szk艂a. M臋偶czyzna co艣 powiedzia艂, przeje偶d偶aj膮c po mojej wilgotnej sk贸rze no偶em i zostawiaj膮c cienk膮 lini臋, z kt贸rej zacz臋艂a skapywa膰 krew. Daniel wszed艂 do 艣rodka, starannie zamykaj膮c za sob膮 drzwi. Porywacz wyda艂 kolejne polecenie, a ch艂opak pos艂usznie ukl膮k艂 na pod艂odze, splataj膮c za g艂ow膮 r臋ce.

– Kto by pomy艣la艂, zale偶y mu 鈥 szepn膮艂 stoj膮cy za mn膮 m臋偶czyzna, w lekko 艂amanym j臋zyku polskim. 鈥 My艣lisz, 偶e jeste艣 taki sprytny 鈥 roze艣mia艂 si臋, ci膮gle m贸wi膮c po Polsku, najwyra藕niej 偶ycz膮c sobie, 偶ebym ja r贸wnie偶 zrozumia艂a. 鈥 Naprawd臋 uwa偶asz, 偶e nie znali艣my tej kryj贸wki?

– Wypu艣膰 j膮, to nie jej potrzebujesz 鈥 zaryzykowa艂 Daniel.

– Och nie, ale stanowi przyjemn膮 nagrod臋 za prac臋 鈥 oznajmi艂 z rozbawieniem porywacz.

Przesun膮艂 d艂o艅mi po moim ciele, na chwil臋 zatrzyma艂 je na piersiach, a potem zacz膮艂 schodzi膰 ni偶ej, b艂膮dz膮c nimi po po艣ladkach i udach. Z ca艂ej si艂y zacisn臋艂am nogi. Daniel zerwa艂 si臋 z kolan. Jego oczy p艂on臋艂y 偶膮dz膮 mordu.

– Nie radz臋 鈥 oznajmi艂 spokojnie m臋偶czyzna, przystawiaj膮c mi do szyi n贸偶.

Potem wypowiedzia艂 jeszcze kilka s艂贸w w j臋zyku Portugalskim, a ch艂opak z powrotem opad艂 na kolana. Z b贸lem i bezsilno艣ci膮 patrzy艂 na sp艂ywaj膮ce po moich policzkach 艂zy.

– Mo偶e si臋 teraz z ni膮 zabawi臋鈥 – zasugerowa艂 ociekaj膮cym s艂odycz膮 g艂osem porywacz.

Teraz, kiedy sta艂am tak rozci膮gni臋ta na palcach, nie by艂 ode mnie wiele wy偶szy. Jego usta znajdowa艂y si臋 tu偶 przy moim uchu. Mdli艂 mnie jego zapach. Daniel by艂 napi臋ty jak struna. Widzia艂am panik臋 w jego zielonych oczach.

– Powiem ci gdzie to jest 鈥 szepn膮艂 鈥 nawet wi臋cej, zabior臋 ci臋 tam, tylko j膮 wypu艣膰 鈥 poprosi艂.

– Masz mnie za g艂upca? 鈥 roze艣mia艂 si臋 tamten. 鈥 Doskonale wiem, 偶e gdybym na twoich oczach zgwa艂ci艂 twoj膮 matk臋 i tak nic by艣 nie powiedzia艂. Przyniesiesz to tutaj 鈥 rozkaza艂 鈥 a ja w tym czasie zaopiekuj臋 si臋 dziewczyn膮 鈥 swoje s艂owa potwierdzi艂 si艂膮 rozsuwaj膮c mi nogi.

Krzykn臋艂am. Poczu艂am jak opr贸cz koszmarnego strachu, do mojego umys艂u wdziera si臋 r贸wnie偶 histeria. Szarpn臋艂am si臋, a m臋偶czyzna na chwil臋 odsun膮艂 si臋 ode mnie. Wszystko potoczy艂o si臋 b艂yskawicznie. Z niedowierzaniem obserwowa艂am jak Daniel wyci膮ga bro艅, jak strzela do m臋偶czyzny, bezb艂臋dnie trafiaj膮c. Tamten osun膮艂 si臋 na kolana. Ch艂opak podszed艂 i z bliska strzeli艂 jeszcze raz. Z przera偶eniem i niedowierzaniem obserwowa艂am jak bandyta na moich oczach umiera. Daniel uwolni艂 moje d艂onie. Zdawa艂o mi si臋, 偶e chcia艂 mnie przytuli膰, ale to co zobaczy艂 w moich oczach, sprawi艂o, 偶e si臋 cofn膮艂.

– Ubierz si臋, szybko! 鈥 rozkaza艂 ch艂odno.

Pos艂ucha艂am, pospiesznie wci膮gaj膮c na siebie nowe ciuchy i ju偶 po chwili razem wybiegali艣my z domu.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Le偶a艂am skulona wzd艂u偶 niewygodnych siedze艅 w poci膮gu. Nie spa艂am, ale mia艂am zamkni臋te oczy, poniewa偶 nie chcia艂am patrze膰 na Daniela. W艂a艣ciwie w tym momencie marzy艂am jedynie o tym by wr贸ci膰 do domu. To nie by艂o moje miejsce. Wzdrygn臋艂am si臋 mimowolnie, gdy poczu艂am, 偶e dotyka mojego ramienia. Przecie偶 jeszcze tego dnia, na moich oczach, z zimn膮 krwi膮 zabi艂 cz艂owieka! Mo偶e i z艂ego, bandyt臋, ale przecie偶 to go nie usprawiedliwia艂o. Teraz dopiero bole艣nie zda艂am sobie spraw臋, jak niewiele o nim wiem. Czy cokolwiek z tego co s艂ysza艂am by艂o prawd膮?

– Jagoda, obud藕 si臋 鈥 wyszepta艂, pochylaj膮c si臋 nade mn膮. Pos艂usznie usiad艂am. 鈥 Chod藕, s膮 tutaj.

Posz艂am za nim na korytarz. Po raz kolejny obudzi艂 si臋 we mnie strach. Uciekali艣my od kilkunastu godzin, a ja nie mia艂am poj臋cia czy Daniel w og贸le ma jaki艣 plan. Poganiaj膮c ci膮gn膮艂 mnie za sob膮 przez wagony, a偶 doszli艣my na sam koniec poci膮gu. Zobaczy艂am, jak zacz膮艂 mocowa膰 si臋 z 艂a艅cuchem oplataj膮cym drzwi.

– Co robisz? 鈥 spyta艂am skonsternowana.

– Wyskoczymy 鈥 oznajmi艂 spokojnie.

Spojrza艂am na niego niedowierzaj膮co.

– Przecie偶 on p臋dzi co najmniej sto pi臋膰dziesi膮t na godzin臋!

– Nie mamy wyj艣cia 鈥 odpowiedzia艂 spokojnie Daniel. 鈥 Albo to, albo ci臋 zabij膮, a je偶eli dam im to, czego chc膮, to mnie r贸wnie偶. Nie martw si臋 鈥 doda艂 po chwili jeszcze ciszej 鈥 przed wiaduktem zwolni.

Daniel obj膮艂 mnie ramieniem. Drzwi si臋 otworzy艂y i do 艣rodka wpad艂o zimne powietrze. Widzia艂am jedynie zostaj膮ce z ty艂u tory. Moje serce bi艂o jak oszala艂e. Us艂ysza艂am strza艂. Ch艂opak zakl膮艂.

– Za szybko 鈥 mrukn膮艂 zirytowany.

Na korytarzu us艂ysza艂am ci臋偶kie kroki. Biegli. Musieli wiedzie膰, 偶e tu jeste艣my. Poczu艂am jak Daniel przyci膮ga mnie do siebie. Ca艂uje. Patrzy mi w oczy, a potem, jak w najgorszym koszmarze, wypycha z poci膮gu.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Kiedy si臋 obudzi艂am, wsz臋dzie dooko艂a mnie by艂a biel. Mdli艂o mnie. Czu艂am, 偶e kr臋ci mi si臋 w g艂owie.

– Ockn臋艂a si臋 鈥 us艂ysza艂am nad sob膮 profesjonalny g艂os, musieli m贸wi膰 po angielsku, bo wi臋ksz膮 cz臋艣膰 rozmowy rozumia艂am.

Jacy艣 ludzie sprawdzali m贸j puls, t臋tno, otaczaj膮ce mnie urz膮dzenia pika艂y. Ubrana w 艣nie偶ny fartuch kobieta u艣miechn臋艂a si臋 do mnie uprzejmie.

– Nic ci nie b臋dzie 鈥 odezwa艂a si臋 w j臋zyku Polskim. 鈥 Tylko troch臋 si臋 pot艂uk艂a艣. S膮 tutaj twoi rodzice.

Pot艂uk艂am? Wi臋c dlaczego nic mnie nie boli? Przypomnia艂a mi si臋 ucieczka i to, jak Daniel wypchn膮艂 mnie z wagonu. Co z nim? Czy nic mu nie jest? Zobaczy艂am pe艂n膮 ulgi twarz mamy, zatroskan膮 twarz ojca. Piel臋gniarka wysz艂a, zostawiaj膮c nas samych.

– Gdzie Daniel? 鈥 zapyta艂am, bo to musia艂am wiedzie膰 najpierw.

Rodzice popatrzyli po sobie.

– Kochanie, zadzwoni艂a do nas policja, powiedzieli, 偶e jeste艣 w szpitalu. Przylecieli艣my pierwszym samolotem. Od rana odp臋dzamy si臋 od r贸偶nych detektyw贸w i 艣ledczych.

– Dlaczego nic mnie nie boli? 鈥 zada艂am kolejne pytanie.

– Dosta艂a艣 do艣膰 du偶o 艣rodk贸w przeciwb贸lowych 鈥 wyja艣ni艂 m贸j ojciec 鈥 jeste艣 mocno poobijana. Nie chcieli powiedzie膰 nam co ci si臋 sta艂o鈥

Przerwa艂 w po艂owie zdania, poniewa偶 jego uwag臋 odwr贸ci艂 stoj膮cy w drzwiach m臋偶czyzna. Wyci膮gn膮艂 odznak臋. W艂osy mia艂 przypr贸szone siwizn膮, mimo, 偶e wygl膮da艂 jakby jeszcze nie przekroczy艂 czterdziestki. Nie u艣miecha艂 si臋, ale w wyrazie jego twarzy by艂o co艣 takiego, 偶e poczu艂am, i偶 mog臋 mu zaufa膰.

– Pa艅stwo Topolewscy? 鈥 spyta艂.

Rodzice niech臋tnie potwierdzili.

– Nazywam si臋 Sebastian Frej. Chcia艂bym zamieni膰 kilka s艂贸w z wasz膮 c贸rk膮, je偶eli nie macie nic przeciwko temu. Na osobno艣ci 鈥 doda艂, patrz膮c na mnie.

Oci膮gaj膮c si臋 opu艣cili m贸j pok贸j, a policjant przystawi艂 sobie krzes艂o. Przynajmniej by艂 Polakiem鈥 Naprawd臋 nie chcia艂am z nim rozmawia膰, ale mo偶e on powie mi co si臋 sta艂o z Danielem鈥

– O czym chce pan rozmawia膰? 鈥 spyta艂am lekko zachrypni臋tym g艂osem.

– Co ci przysz艂o do g艂owy, 偶eby skoczy膰 z p臋dz膮cego poci膮gu? 鈥 spyta艂 bez ogr贸dek.

Skrzywi艂am si臋.

– Nie skoczy艂am. Zosta艂am wypchni臋ta. Co z Danielem? Nic mu nie jest? 鈥 zada艂am pytanie, na kt贸re po prostu musia艂am jak najszybciej pozna膰 odpowied藕. Niepewno艣膰 by艂a gorsza od wszystkiego innego.

Tym razem do detektyw si臋 skrzywi艂.

– Pos艂uchaj, je偶eli cokolwiek wiesz na jego temat, to powinna艣 mi powiedzie膰. To niebezpieczna 鈥 zawaha艂 si臋 chwil臋, najwyra藕niej szukaj膮c odpowiedniego okre艣lenia 鈥 osoba.

– Nic o nim nie wiem 鈥 przyzna艂am szczerze 鈥 chcia艂abym mie膰 pewno艣膰, 偶e 偶yje. Nie mam poj臋cia co si臋 dzieje dooko艂a mnie 鈥 poskar偶y艂am si臋 detektywowi 鈥 a najwyra藕niej w jaki艣 spos贸b jestem w to wpl膮tana.

– Je偶eli go spotkasz, natychmiast zadzwo艅 pod ten numer 鈥 po艂o偶y艂 na szafce wizyt贸wk臋 鈥 sprawa jest tajna, ale zdradz臋 ci tyle, ile mog臋, zgoda? 鈥 skin臋艂am g艂ow膮, bo to i tak by艂o wi臋cej ni偶 do tej pory ktokolwiek mi oferowa艂. W moich my艣lach panowa艂 jeden, wielki m臋tlik.

– Tw贸j przyjaciel by艂 cz艂onkiem gangu 鈥 wyja艣ni艂 cicho 鈥 ma na swoim koncie tyle, 偶e zebra艂oby mu si臋 na do偶ywocie. Zajmowali si臋 g艂贸wnie przemytem diament贸w z Kolonii Portugalskiej. W zamian za zeznania, rz膮d ofiarowa艂 mu amnesti臋. Ca艂a sprawa utkn臋艂a w martwym punkcie, poniewa偶 we wszystko zamieszani byli czo艂owi politycy. Daniel nie wy艂o偶y艂 od razu wszystkich kart. Z tego co wiem, ukrywa dowody, kt贸re ich pogr膮偶膮. Kr膮偶膮 plotki, 偶e ukry艂 r贸wnie偶 sporo got贸wki. Wiele os贸b chce go dopa艣膰 i mimo tego, 偶e otrzyma艂 now膮 to偶samo艣膰, najwyra藕niej i tak uda艂o im si臋 go znale藕膰.

S艂ucha艂am z zapartym tchem, rewelacji, kt贸re przedstawi艂 mi detektyw. Czu艂am si臋, jakbym gra艂a w filmie sensacyjnym. Nie wiedzia艂am czy 艣mia膰 si臋 czy p艂aka膰.

– Je偶eli go zobaczysz, koniecznie do mnie zadzwo艅 鈥 kontynuowa艂 niewzruszenie policjant. 鈥 Musisz by膰 ostro偶na. Jest naprawd臋 niebezpieczny i nie zawaha si臋 nawet przed tym, 偶eby zabi膰. Podejrzewamy, 偶e to on wysadzi艂 w powietrze jacht, 偶eby zatuszowa膰 swoje znikni臋cie.

Zamruga艂am niedowierzaj膮co.

– S膮dzi pan, 偶e zabi艂 w艂asnego brata?

M臋偶czyzna posmutnia艂, ale jego twarz mia艂a zaci臋ty wyraz.

– Uwierz mi, naprawd臋 jest do tego zdolny.

Nagle zacz臋艂am martwi膰 si臋 o kogo艣 wi臋cej ni偶 tylko o Daniela.

– Co z moimi rodzicami? Nic im nie grozi?

– Przez jaki艣 czas zamieszkacie na wsi 鈥 wyja艣ni艂 rzeczowo. 鈥 Dop贸ki sprawa nie przycichnie. Tak b臋dzie najlepiej. 鈥 Wsta艂 z krzes艂a. 鈥 Je偶eli b臋dziesz mia艂a jakie艣 pytania lub co艣 ci si臋 przypomni, r贸wnie偶 zadzwo艅. Jestem dost臋pny o ka偶dej porze dnia i nocy.

Po偶egna艂 si臋 i wyszed艂, a ja zosta艂am sama z burz膮 czarnych my艣li, co do kt贸rych nie mia艂am poj臋cia, jak je pozbiera膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Moje 偶ycie nagle sta艂o si臋 leniwe i spokojne, a mnie wcale z tym nie by艂o dobrze. T臋skni艂am za Danielem i to w taki spos贸b, 偶e niemal fizycznie czu艂am, 偶e popadam w depresj臋. Nie cieszy艂y mnie zachody s艂o艅ca, ani otaczaj膮cy drewniany domek las. Prawie nic nie jad艂am i przesypia艂am ponad po艂ow臋 doby. Rodzice widzieli, 偶e co艣 jest ze mn膮 nie tak, ale podejrzewali setki innych przyczyn ni偶 nieszcz臋艣liwe zadurzenie. By艂am im wdzi臋czna za to, 偶e zostawili mnie w spokoju. Taki stan trwa艂 ju偶 prawie dwa tygodnie i nie wygl膮da艂o na to, 偶eby cokolwiek mia艂o si臋 zmieni膰. Przynajmniej moje siniaki ju偶 niemal ca艂kowicie si臋 wyleczy艂y. Sz艂am zamy艣lona le艣n膮 艣cie偶k膮, pragn膮c jedynie tego, 偶eby by膰 zupe艂nie gdzie indziej, gdy nagle poczu艂am czyj膮艣 obecno艣膰. Kto艣 znalaz艂 si臋 za mn膮. Chwyci艂 mnie, zas艂aniaj膮c mi d艂oni膮 usta. Pr贸bowa艂am si臋 wyrwa膰 z silnych, otaczaj膮cych mnie ramion, jednak na pr贸偶no.

– Nie walcz ze mn膮, bo zrobi臋 ci krzywd臋 鈥 zagrozi艂 trzymaj膮cy mnie w stalowym u艣cisku ch艂opak.

Odwr贸ci艂am lekko g艂ow臋, by napotka膰 niebieskie oczy postawnego blondyna. Nie m贸g艂 by膰 wiele starszy ode mnie, nie wygl膮da艂 jak jeden z tamtych m臋偶czyzn, ale mimo to zrodzi艂a si臋 we mnie panika.

– Je偶eli krzykniesz lub zrobisz cokolwiek innego, po偶a艂ujesz tego 鈥 ostrzeg艂, a potem ods艂oni艂 mi usta, brutalnie 艣ciskaj膮c jedynie rami臋. 鈥 Teraz grzecznie p贸jdziesz ze mn膮 – oznajmi艂.

– Czego ode mnie chcesz?! 鈥 spyta艂am.

– Dowiesz si臋 na miejscu 鈥 warkn膮艂, wyra藕nie niezadowolony.

Chc膮c nie chc膮c, od czasu do czasu ci膮gni臋ta na si艂臋, niech臋tnie posz艂am za nim przez z ka偶d膮 chwil膮 g臋stniej膮cy las. Z ulg膮 zda艂am sobie spraw臋, 偶e ci膮gle oddalamy si臋 od domu, co mia艂am nadziej臋 znaczy艂o, 偶e przynajmniej moi rodzice s膮 bezpieczni.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Przez las szli艣my prawie trzy godziny, a偶 w ko艅cu, stromymi schodami, wspi臋li艣my si臋 do po艂o偶onego nad jeziorem domu. Dopiero tu ch艂opak mnie pu艣ci艂. W otwartych drzwiach, oparta o futryn臋, sta艂a 艣liczna dziewczyna z burz膮 rudych lok贸w, okalaj膮c膮 jej urodziw膮 twarz.

– To ona? 鈥 spyta艂a patrz膮c na mnie pow膮tpiewaj膮co.

Blondyn z ponur膮 min膮 skin膮艂 g艂ow膮.

– Nie rozumiem czemu tyle o ni膮 zachodu 鈥 warkn膮艂.

– I nie musisz 鈥 us艂ysza艂am znajomy g艂os.

Moje serce zamar艂o. Chwil臋 p贸藕niej w wej艣ciu do domu ukaza艂a si臋 szczup艂a sylwetka Daniela. Spojrza艂am w jego zielone oczy. Serce pu艣ci艂o si臋 dzikim galopem, oddech przyspieszy艂. Nie by艂am w stanie wydusi膰 z siebie ani s艂owa. To nie dzia艂o si臋 naprawd臋! Ch艂opak ju偶 by艂 przy mnie. Patrzy艂 b艂agalnie, jakby prosi艂 o przyzwolenie, tylko nie wiedzia艂am na co. Wyci膮gn臋艂am r臋k臋 by niedowierzaj膮co dotkn膮膰 jego pokrytego kilkudniowym zarostem policzka. To mu najwyra藕niej wystarczy艂o. Przyci膮gn膮艂 mnie do siebie, zamkn膮艂 w swoich ramionach, czu艂am z jak膮 ulg膮 oddycha, jego serce trzepota艂o si臋 w piersi tak samo szybko jak moje. Zniesmaczony blondyn znikn膮艂 we wn臋trzu domu, ale stoj膮ca w drzwiach dziewczyna w dalszym ci膮gu si臋 na nas gapi艂a.

– Kat, potrzebujesz czego艣? 鈥 odwr贸ci艂 si臋 w ko艅cu do niej, nie wypuszczaj膮c mnie jednak z obj臋膰.

– Tak, 偶eby艣 si臋 opami臋ta艂 鈥 odpowiedzia艂a mu drwi膮cym tonem. 鈥 Przez twoje szale艅stwo nas pozabijaj膮.

– Odczep si臋 鈥 odpowiedzia艂 jej warkni臋ciem.

– Pewnie, przecie偶 wszyscy jeste艣my tu dla ciebie, gotowi odda膰 偶ycie za twoje durne pomys艂y 鈥 sykn臋艂a, a potem znikn臋艂a we wn臋trzu domu.

– Czy ty mi wreszcie powiesz o co w tym wszystkim chodzi? 鈥 spyta艂am w艂a艣ciwie specjalnie na to nie licz膮c.

– Wejd藕my do 艣rodka 鈥 poprosi艂 zamiast mi odpowiedzie膰.

Pos艂usznie posz艂am za nim, trzymaj膮c go za r臋k臋. Opr贸cz blondyna i rudej dziewczyny, nazwanej przez Daniela Kat, w pokoju przypominaj膮cym my艣liwski salon, z g艂ow膮 jelenia wisz膮c膮 nad kominkiem, dywanem w kszta艂cie nied藕wiedzia i obci膮gni臋t膮 br膮zow膮 sk贸r膮 kanap膮 siedzia艂 jeszcze jeden ch艂opak. By艂 niski i bardzo szczup艂y. Podczas gdy inni wygl膮dali na r贸wie艣nik贸w Daniela, on m贸g艂 mie膰 najwy偶ej szesna艣cie lat. Na nasz widok natychmiast ucichli. Ch艂opak nie zwr贸ci艂 na to uwagi, ci膮gn膮c mnie za sob膮 na g贸r臋, po drewnianych schodach. Znale藕li艣my si臋 sami w pokoju. Mimowolnie przylgn臋艂am do niego. Zacz膮艂 mnie ca艂owa膰, najpierw powoli, 艂agodnie, jakby upewniaj膮c si臋, 偶e w dalszym ci膮gu tego chc臋, a potem zach艂annie, nami臋tnie i z pasj膮.

– Jak ja za tob膮 t臋skni艂em 鈥 szepn膮艂, gdy na chwil臋 oderwa艂 si臋 od moich ust. 鈥 Jeste艣 dla mnie jak powietrze, potrzebuj臋 ci臋 by 偶y膰.

Nie zd膮偶y艂am mu odpowiedzie膰 w 偶aden spos贸b, poniewa偶 moje usta zn贸w zamkn臋艂y jego poca艂unki. Znowu nie by艂am w stanie my艣le膰. Istnia艂y dla mnie tylko jego usta i oczy. Daniel by艂 centrum mojego wszech艣wiata. W jego ramionach odnajdywa艂am szcz臋艣cie. Mimowolnie si臋gn臋艂am do guzik贸w jego koszuli. Jego d艂onie znalaz艂y si臋 pod moj膮 bluzk膮. Z ekscytacj膮 przesuwa艂 nimi po moich plecach i brzuchu, kiedy j膮 ze mnie zdejmowa艂. Zsun臋艂am mu z ramion rozpi臋t膮 koszul臋. R臋ce po艂o偶y艂am na twardym torsie. Wtedy to zobaczy艂am. Od jego ramion, a偶 po nadgarstki, ci膮gn臋艂y si臋 kr贸tkie, bia艂e, pod艂u偶ne blizny. Widok mnie otrze藕wi艂.

– Co to? 鈥 zapyta艂am wskazuj膮c palcem, jednak nie odsuwaj膮c si臋 od niego.

Skrzywi艂 si臋. Doskonale zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e wiem i nie chcia艂 mnie upewnia膰.

– Nic takiego 鈥 spr贸bowa艂 wymijaj膮cej odpowiedzi 鈥 nie przejmuj si臋 tym.

– Daniel! 鈥 za偶膮da艂am.

Usiad艂 na drewnianym 艂贸偶ku, jedynym meblu w tym pokoju, sadzaj膮c mnie sobie na kolanach.

– Przepraszam 鈥 powiedzia艂 b艂agalnie patrz膮c mi w oczy. 鈥 Nie jestem sobie w stanie poradzi膰 sam ze sob膮, kiedy nie ma ci臋 przy mnie 鈥 wyja艣ni艂 cichym g艂osem.

– Dlatego sam siebie krzywdzisz?! 鈥 niemal krzycza艂am. 鈥 Nie starczy ci, 偶e robi膮 to inni?!

– Nie s膮dzi艂em, 偶e jeszcze kiedy艣 ci臋 zobacz臋 鈥 przyzna艂 szczerze.

– Co?! 鈥 to by艂o dla mnie jak cios. 鈥 Wi臋c czemu tu jestem?

Skrzywi艂 si臋.

– Kto艣 ci臋 odnalaz艂. Nie tylko ja. Musia艂em ci臋 stamt膮d zabra膰 鈥 wyja艣ni艂 艂agodnie.

– Odnalaz艂? A moi rodzice? 鈥 zapyta艂am czuj膮c panik臋.

Ch艂opak westchn膮艂, chcia艂 mnie przytuli膰, ale ja go odepchn臋艂am. Zerwa艂am si臋 z jego kolan.

– Nic im nie grozi 鈥 oznajmi艂 pewnym g艂osem. 鈥 Nie zainteresuj膮 si臋 nimi, nie b臋d膮 chcieli wchodzi膰 w konflikt z policj膮, je艣li ciebie tam nie b臋dzie. Nie warto.

– Jeste艣 tego pewien? 鈥 spyta艂am.

– Przyrzekam, 偶e tak jest 鈥 potwierdzi艂. 鈥 Prosz臋, zaufaj mi, chocia偶 troch臋.

聽Roze艣mia艂am si臋. To by艂o zbyt wiele.

– Niby jak, skoro albo nie m贸wisz mi niczego, albo k艂amiesz?

– Jagoda, prosz臋鈥 – jego zielone oczy patrzy艂y na mnie z tak bezgranicznym smutkiem, 偶e prawie mu uleg艂am. 鈥 Kocham ci臋.

Podnios艂am z pod艂ogi swoj膮 bluzk臋, pospiesznie j膮 na siebie nak艂adaj膮c.

– Chc臋 wyja艣nie艅 鈥 odpar艂am 鈥 czy mo偶esz mi je da膰?

Przecz膮co pokr臋ci艂 g艂ow膮.

– Wi臋c je偶eli chcesz mnie tu zatrzyma膰, b臋dziesz to musia艂 zrobi膰 si艂膮 鈥 powiedzia艂am, bez zb臋dnego zastanawiania si臋 wychodz膮c z pokoju.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Zbieg艂am po schodach jak szalona. W tym momencie nienawidzi艂am go ca艂膮 sob膮, a jednak wiedzia艂am, jak bardzo 藕le post臋puj臋 uciekaj膮c.

– Hej, blondie, dok膮d to? 鈥 Kat stan臋艂a w drzwiach blokuj膮c mi drog臋.

– Nie twoja sprawa 鈥 odwarkn臋艂am jej, ale ona ju偶 patrzy艂a pytaj膮co na schodz膮cego z g贸ry Daniela.

– Pu艣膰 j膮 鈥 powiedzia艂 ch艂opak, nie patrz膮c na mnie.

– Ale鈥 – zaprotestowa艂a dziewczyna.

– Powiedzia艂em, pu艣膰 鈥 odezwa艂 si臋 bardziej stanowczym g艂osem. 鈥 Nie ucieknie i tak nie ma dok膮d p贸j艣膰.

Kat wzruszy艂a ramionami i odsun臋艂a si臋 z drogi. Jeszcze bardziej w艣ciek艂a wysz艂am na dw贸r. Mia艂 racj臋. Nie mia艂am dok膮d i艣膰. To by艂a sytuacja bez wyj艣cia. Cholerne Bory Tucholskie! Ci膮gn臋艂y si臋 w niesko艅czono艣膰, a tak naprawd臋 nic tu nie by艂o. Min臋艂am pierwsze drzewa i zacz臋艂am i艣膰 dalej. Mimowolnie stwierdzi艂am, 偶e to miejsce jest naprawd臋 pi臋kne. Nic dziwnego, 偶e agroturystyka tak kwit艂a. Zatrzyma艂am si臋 nad w膮skim, p艂yn膮cym przez las kana艂em o wartkim nurcie. Czeka艂am a偶 przyjdzie Daniel. By艂am pewna, 偶e za chwil臋 si臋 pojawi. I rzeczywi艣cie, przyszed艂. Stan膮艂 w odleg艂o艣ci kilku metr贸w ode mnie. Milcza艂. Ca艂a moja z艂o艣膰 opad艂a. Teraz by艂o mi przykro. Chcia艂am to wszystko zrozumie膰. Czu艂am potrzeb臋, by znale藕膰 odpowied藕 na pytanie 鈥瀌laczego?鈥.

– Jagoda鈥 – wym贸wi艂 moje imi臋 w taki spos贸b, 偶e poczu艂am w brzuchu stadko w艣ciek艂ych motyli 鈥 przepraszam 鈥 odezwa艂 si臋 cicho. 鈥 Za wszystko. Nigdy nie powinienem pojawia膰 si臋 w twoim 偶yciu. To od pocz膮tku by艂o niew艂a艣ciwie.

– By艂o i jest 鈥 przyzna艂am szczerze, podchodz膮c do niego.

Przytuli艂 mnie do siebie, a ja sta艂am, z g艂ow膮 opart膮 na jego torsie.

– Nie chc臋 ci nic m贸wi膰, poniewa偶 to niebezpieczne 鈥 wyszepta艂. 鈥 Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Prosz臋鈥 – wyszepta艂. 鈥 Kiedy艣 to wszystko si臋 sko艅czy. Musi si臋 sko艅czy膰.

Przypomnia艂am sobie, jak m贸wi艂, 偶e gdyby nie grozi艂o mi niebezpiecze艅stwo, nigdy by po mnie nie wr贸ci艂. Chcia艂 to sko艅czy膰, raz na zawsze. Poczu艂am b贸l i rozpacz.

– Je偶eli naprawd臋 ci na mnie zale偶y, to opowiedz mi, o wszystkim 鈥 powiedzia艂am st艂umionym g艂osem, poniewa偶 twarz w dalszym ci膮gu wtula艂am w jego t-shirta. 鈥 I nigdy, przenigdy, ju偶 mnie nie zostawiaj.

– Opowiem 鈥 obieca艂, tul膮c mnie do siebie, tak, jakby ju偶 nigdy nie chcia艂 wypu艣ci膰 mnie z ramion. 鈥 Tylko jeszcze nie teraz. Daj mi troch臋 czasu.

Westchn臋艂am. Kolejne tajemnice鈥 i numer detektywa Freja w mojej pami臋ci. On, jak do tej pory wyja艣ni艂 mi najwi臋cej. Ile potrzebowa艂 Daniel? Dzie艅? Tydzie艅? Miesi膮c? Przypomnia艂am sobie pistolet w jego d艂oni, to jak strzela艂, p臋dz膮cy poci膮g, z kt贸rego mnie wypchn膮艂. Kocha艂am go w dalszym ci膮gu, tego by艂am pewna. Nie mia艂am tylko poj臋cia, czy w og贸le potrafi臋 mu jeszcze zaufa膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Niezbli偶anie si臋 do Daniela kosztowa艂o mnie naprawd臋 wiele wysi艂ku. Chcia艂am, 偶eby wzi膮艂 mnie w ramiona, chcia艂am na ustach czu膰 jego poca艂unki, a jednak uparcie go ignorowa艂am. Kat przesta艂a by膰 w艣ciek艂a i traktowa艂a mnie z ch艂odn膮 niech臋ci膮. Podczas kilku nast臋pnych dni pozna艂am Jaime鈥檊o, kt贸ry jak s艂usznie oceni艂am mia艂 szesna艣cie lat i jego brata, blondyna, kt贸ry mnie w to miejsce przyprowadzi艂, 聽Tomasa. Ca艂a tr贸jka doskonale m贸wi艂a po polsku i pr贸cz Kat, kt贸ra wydawa艂o mi si臋, robi to z艂o艣liwie, starali si臋 w mojej obecno艣ci u偶ywa膰 tego w艂a艣nie j臋zyka, cho膰 Jaime, kiedy si臋 zapomnia艂, r贸wnie偶 przerzuca艂 si臋 na portugalski, a potem przeprasza艂 zawstydzony, t艂umacz膮c mi to co powiedzia艂. Ja sama zaczyna艂am ju偶 wy艂apywa膰 kilka portugalskich s艂贸w i by艂am z tego powodu bardzo zadowolona. Mimo wszystko, planowa艂am pozna膰 j臋zyk kraju, w kt贸rym mieszka艂 Daniel, nawet je偶eli on mnie ju偶 nie chcia艂. Dowiedzia艂am si臋, 偶e byli przyjaci贸艂mi, 偶e znali si臋 od bardzo dawna i w艂a艣ciwie niewiele wi臋cej. 呕adne z nich nie by艂o zadowolone, z powodu, 偶e ch艂opak mnie tu sprowadzi艂, poza Kat jednak r贸wnie偶 nikt nie zamierza艂 otwarcie protestowa膰. Najwyra藕niej s艂uchali go, nawet gdy uwa偶ali, 偶e post臋puje g艂upio. Potem Daniel znikn膮艂. Nie by艂o go przez ca艂膮 dob臋, a ja zda艂am sobie spraw臋, 偶e to najgorsze dwadzie艣cia cztery godziny moim 偶yciu. Kiedy wreszcie wr贸ci艂, poczu艂am tak膮 ulg臋, 偶e niemal gotowa by艂am mu wszystko wybaczy膰, ale on nie patrz膮c na mnie zarz膮dzi艂 pakowanie. Wkr贸tce potem jechali艣my szos膮 terenowym Mitsubishi, Kat z przodu, przy prowadz膮cym samoch贸d Danielu, a ja z ty艂u, 艣ci艣ni臋ta pomi臋dzy szczup艂ym Jaime鈥檓, a pot臋偶nie zbudowanym Tomasem. Nikt nie zada艂 pytania dok膮d jedziemy, wi臋c i ja nie pyta艂am. Jechali艣my kilka godzin, musia艂am przysn膮膰, bo obudzi艂am si臋 z g艂ow膮 na ramieniu Jaime鈥檊o, kiedy samoch贸d si臋 stan膮艂. Ch艂opak spojrza艂 na mnie lekko zaczerwieniony.

– Przepraszam 鈥 mrukn臋艂am.

Sp艂oni艂 si臋 jeszcze bardziej.

– Nic nie szkodzi 鈥 b膮kn膮艂, powoli ruszaj膮c r臋k膮.

– Przez trzy godziny ba艂 si臋 poruszy膰 鈥 roze艣mia艂 si臋 Tomas, zawstydzaj膮c brata jeszcze bardziej 鈥 偶eby艣 si臋 przypadkiem nie obudzi艂a 鈥 szczerzy艂 z臋by w u艣miechu.

U艣miechn臋艂am si臋 promiennie, odgarniaj膮c z czo艂a ci膮gle rud膮, opadaj膮c膮 na oczy grzywk臋. Daniel wysiad艂 z samochodu, gwa艂townie trzaskaj膮c drzwiami i dopiero to zwr贸ci艂o nasz膮 uwag臋, wdzieraj膮c si臋 brutalnie w og贸ln膮 weso艂o艣膰.

– Nie przejmuj si臋, przejdzie mu 鈥 mrukn膮艂 Tomas, wysiadaj膮c z samochodu i zostawiaj膮c dla mnie otwarte drzwi.

Zatrzymali艣my si臋 pod hotelem, a ja zdumiona pozna艂am gdzie jeste艣my. Du偶y budynek, z rozleg艂ym teren wok贸艂 鈥 hotel Go艂臋biewski w Miko艂ajkach. Co my tu do cholery robili艣my?! Okaza艂o si臋, 偶e mamy zarezerwowane pokoje, przej艣ciowy, pi臋cioosobowy apartament, z dwoma pokojami sypialnymi i mniejszym salonikiem. Kiedy tylko si臋 ulokowali艣my, Daniel znowu znikn膮艂, nie zabroni艂 nam jednak porusza膰 si臋 po hotelu, z czego skwapliwie skorzystali艣my. W ci膮gu pierwszych pi臋ciu minut Jaimie rzuci艂 pomys艂 by i艣膰 na basen. Nie by艂o 偶adnych sprzeciw贸w. Aquapark okaza艂 si臋 wielk膮 wodn膮 hal膮 z wszelkimi mo偶liwymi atrakcjami. Nawet Kat wydawa艂a si臋 odzyska膰 dobry humor i zaniecha艂a drobnych z艂o艣liwo艣ci, po prostu moj膮 obecno艣膰 ignoruj膮c. Natomiast z Tomasem i Jaimie鈥檓 bawili艣my si臋 w najlepsze, jakby艣my przyja藕nili si臋 od dawna. Zm臋czona, jako pierwsza wraca艂am do pokoju. By艂 ju偶 wiecz贸r. Postanowi艂am, 偶e kupi臋 sobie co艣 jeszcze do jedzenie, w hotelu zamawia艂o si臋 wszystko na numer pokoju 鈥 za nic nie trzeba by艂o p艂aci膰 z g贸ry. Przy galerii ekskluzywnych sklep贸w, stan臋艂am zaskoczona. Zobaczy艂am go w barze z longdrinkami. Siedzia艂 z 艂adn膮 kobiet膮. By艂a starsza od niego, musia艂a mie膰 ko艂o trzydziestki. D艂o艅 po艂o偶y艂 na jej udzie. 艢miali si臋. Zemdli艂o mnie. Mia艂am ochot臋 uciec, ale zmusi艂am si臋, 偶eby na to patrze膰. Nachyli艂 si臋 ku niej, bardzo blisko. Co艣 wyszepta艂, skin臋艂a g艂ow膮, a potem obydwoje wstali. Kobieta przylgn臋艂a do jego ramienia i razem wyszli z baru, kieruj膮c si臋 ku windom. Sta艂am jak wmurowana, nie by艂am zdolna zrobi膰 ani kroku. Min臋li mnie. Nasze spojrzenia si臋 spotka艂y, a on mnie kompletnie zignorowa艂. Nawet nie spu艣ci艂 wzroku, po prostu poszed艂 dalej, jakbym by艂a kim艣 obcym. Po chwili znikn臋li w windzie. Rozpacz, kt贸ra mnie ogarn臋艂a by艂a nie do zniesienia. Dupek! Pod艂y dra艅! Jak on m贸g艂?! Nie my艣l膮c o tym co robi臋, wybieg艂am z hotelu, potr膮caj膮c po drodze spaceruj膮cych po g艂贸wnym holu ludzi. Chcia艂am znale藕膰 si臋 gdziekolwiek indziej, byleby jak najdalej st膮d.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Tu偶 nad brzegiem jeziora dopad艂 mnie Tomas. Niejasno zda艂am sobie spraw臋, 偶e wybra艂am idiotyczny kierunek, bo przecie偶 teren by艂 ogrodzony. W mie艣cie mog艂am przynajmniej znikn膮膰, albo mo偶e nawet z艂apa膰 stopa, a tak鈥

– Co si臋 sta艂o? 鈥 spyta艂 rzeczowo, mocno chwytaj膮c moje rami臋.

Przylgn臋艂am do niego, nie wiedz膮c czy jestem w stanie m贸wi膰 i czy to, co mog艂abym powiedzie膰 w og贸le mia艂oby sens. Przecie偶 to ja sama zostawi艂am Daniela鈥 nie by艂 moj膮 w艂asno艣ci膮, niczego mi nie obiecywa艂, mia艂 pe艂ne prawdo do鈥 do tego co robi艂 z t膮 kobiet膮. B贸l w 艣rodku by艂 nie do zniesienia. Tomas niezdarnie obj膮艂 mnie ramieniem. By艂 ode mnie sporo wy偶szy, ale nie tak wysoki jak Daniel. Oplot艂am ramionami jego szyj臋 i zmusi艂am, 偶eby si臋 ku mnie nachyli艂, 偶ebym mog艂a go poca艂owa膰. Jedyne lekarstwo na ten potworny, rozdzieraj膮cy b贸l, jakie przysz艂o mi do g艂owy.

– Jagoda, to nie jest dobry pomys艂 鈥 odezwa艂 si臋 lekko zachrypni臋tym g艂osem, odsuwaj膮c mnie od siebie 艂agodnie.

– Prosz臋 鈥 szepn臋艂am 鈥 potrzebuj臋 tego. Chc臋 blisko艣ci. 鈥 Spojrza艂am mu w oczy z nut膮 desperacji. 鈥 On si臋 nie dowie. Nikt si臋 nie dowie.

Westchn膮艂 ci臋偶ko, ale pozwoli艂 przyci膮gn膮膰 si臋 z powrotem. Tym razem odwzajemni艂 m贸j poca艂unek. Ca艂owa艂 coraz 偶arliwiej, przyciskaj膮c mnie do 艣ciany budynku, w kt贸rym trzymano 艂odzie. Kierowa艂y mn膮 desperacja i potrzeba, pragnienie uwolnienia si臋 od obrazu Daniela i nieznajomej. Poczu艂am jak r臋ce Tomasa w臋druj膮 pod moj膮 kupion膮 w tutejszym sklepie, dresow膮, szar膮 bluz臋. Po艂o偶y艂 d艂onie na ci膮gle wilgotnej po basenie sk贸rze. Przymkn臋艂am oczy, staraj膮c si臋 nie my艣le膰. Czu艂am ciep艂o jego cia艂a, 偶arliwe poca艂unki, tak inne od tych, kt贸re na moich ustach sk艂ada艂 Daniel. Kiedy przysun膮艂 si臋 jeszcze bli偶ej, poczu艂am jego sztywny cz艂onek. To zaczyna艂o wymyka膰 si臋 spod kontroli! Nie tego chcia艂am, a jednak, to ja go sprowokowa艂am. Chcia艂am co艣 powiedzie膰, uwolni膰 si臋, ale trzyma艂 mnie mocno. W ustach czu艂am jego natarczywy j臋zyk. J臋kn臋艂am, a on wzi膮艂 to za przyzwolenie, nie protest. Poczu艂am panik臋, a potem kto艣 Tomasa odci膮gn膮艂 w ty艂. Zobaczy艂am Daniela. Uderzy艂 przyjaciela pi臋艣ci膮, 艂ami膮c mu nos. Pola艂a si臋 krew. Ch艂opak zatoczy艂 si臋 w ty艂. Daniel sta艂, bardzo szybko oddychaj膮c. Nie patrzy艂 na mnie, nie spojrza艂 ani razu.

– Wyno艣 si臋 st膮d i nie pokazuj mi si臋 wi臋cej na oczy 鈥 sykn膮艂 do Tomasa.

Zamruga艂am. To by艂a moja wina. Wr贸ci艂am do rzeczywisto艣ci.

– Zostaw go! 鈥 krzykn臋艂am na Daniela. 鈥 Co on ci zrobi艂?

Zdj臋艂am przez g艂ow臋 swoj膮 bluz臋 i poda艂am Tomasowi, 偶eby zatamowa艂 ni膮 krwawienie. Tym razem spojrza艂 na mnie. Zielone oczy p艂on臋艂y.

– My艣la艂em, 偶e on鈥 – szepn膮艂.

– To 藕le my艣la艂e艣 鈥 odpowiedzia艂am ch艂odno, czuj膮c, jak w oczach staj膮 mi 艂zy.

Twarz Daniela sta艂a si臋 pozbawion膮 wszelkiego wyrazu mask膮. Zignorowa艂 mnie, zwracaj膮c si臋 bezpo艣rednio do Tomasa.

– Je偶eli jeszcze raz jej dotkniesz, nie obchodzi mnie czy b臋dzie tego chcia艂a czy nie 鈥 warkn膮艂 鈥 przestaniesz by膰 jednym z nas.

Potem odwr贸ci艂 si臋 i odszed艂. Spojrza艂am przepraszaj膮co na Tomasa. Wzruszy艂 ramionami, ale wygl膮da艂 na bardzo nieszcz臋艣liwego. No c贸偶, przynajmniej wiedzia艂am, 偶e Daniel nie pieprzy si臋 w tym momencie z nieznajom膮. Chocia偶 po tym, co w艂a艣nie zobaczy艂 pewnie wszystko przede mn膮鈥 Usta same zacisn臋艂y mi si臋 w w膮sk膮 lini臋, a r臋ce w pi臋艣ci. Niesforna grzywka zas艂ania艂a mi oczy, a ja nawet nie mia艂am si艂y, 偶eby j膮 odgarn膮膰. Us艂ysza艂am westchni臋cie Tomasa.

– Lepiej wracajmy 鈥 poprosi艂.

Skin臋艂am g艂ow膮, a ka偶demu mojemu oddechowi towarzyszy艂 t臋py b贸l. Teraz by艂am pewna, 偶e czego Daniel by nie zrobi艂 i tak b臋d臋 go kocha艂a, a to mnie przera偶a艂o. Nie chcia艂am my艣le膰, nie chcia艂am czu膰. U boku ponuro milcz膮cego Tomasa wr贸cili艣my do hotelu, a ja czu艂am jak moje i tak ju偶 paskudne 偶ycie, staje si臋 jeszcze wi臋kszym koszmarem.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

W porcie, w Miko艂ajkach, wsiedli艣my na jacht, a mnie zdecydowanie nie spodoba艂 si臋 ten pomys艂. Mia艂am wystarczaj膮ce powody, by zacz膮膰 ba膰 si臋 艂odzi. Cieszy艂am si臋, 偶e Tomas mnie nie unika, nie dotyka艂 mnie wprawdzie, nawet przelotnie, tak jak mia艂 to w zwyczaju wcze艣niej, ale kr臋ci艂 si臋 w pobli偶u, rzucaj膮c Danielowi wyzywaj膮ce spojrzenia. Jaime natomiast nie mia艂 przed tym opor贸w i najwyra藕niej wyczu艂 m贸j strach, poniewa偶 pokrzepiaj膮co po艂o偶y艂 mi r臋k臋 na ramieniu. U艣miechn臋艂am si臋 do niego nieco blado i pozwoli艂am wepchn膮膰 si臋 do 艣rodka. Gdy wyp艂ywali艣my z portu, czu艂am jak wszystkie moje mi臋艣nie napinaj膮 si臋 do granic mo偶liwo艣ci, by艂am wi臋c wdzi臋czna za ka偶de, nawet najdrobniejsze wsparcie. Jacht nie by艂 du偶y, najwy偶ej sze艣cioosobowy, a jednak w kuchennym pomieszczeniu daliby艣my rad臋 zmie艣ci膰 si臋 wszyscy. Kiedy tam wesz艂am, zamar艂am jednak jeszcze w drzwiach. Ca艂膮 przestrze艅 kuchni zajmowa艂y 艂awki i st贸艂. Od strony butli z gazem, na pod艂odze, siedzia艂a kobieta. Natychmiast j膮 rozpozna艂am, to z ni膮 by艂 wtedy w barze Daniel. By艂a zwi膮zana w niezbyt wygodnej pozycji, jej opi臋ta sukienka by艂a brudna w kilku miejscach, a makija偶 rozmazany od 艂ez, w ustach mia艂a gruby knebel. Nie wydawa艂a mi si臋 ju偶 taka pi臋kna, jak wtedy w hotelu, teraz by艂a wr臋cz 偶a艂osna, a ja nienawidzi艂am go jeszcze bardziej.

聽– Co ona tu robi? 鈥 zapyta艂am Daniela, kt贸ry wszed艂 tu偶 za mn膮, staraj膮c si臋 by m贸j g艂os nie dr偶a艂 zbyt mocno.

Ch艂opak wzruszy艂 ramionami, przepchn膮艂 si臋 obok mnie i usiad艂 na 艂awce. Jego oczy by艂y zimne niczym morska to艅.

– Anna jest c贸rk膮 jednego z parlamentarzyst贸w, zamieszanych w nasz膮 spraw臋, odpowiedzialnych za 艣mier膰 mojego bata 鈥 wyja艣ni艂. 鈥 Przypadkiem dowiedzieli艣my si臋, 偶e przebywa na wakacjach w Polsce. Szcz臋艣liwy zbieg okoliczno艣ci.

Zamruga艂am niedowierzaj膮co.

– Porwa艂e艣 j膮?! 鈥 spyta艂am g艂upio.

U艣miechn膮艂 si臋 drwi膮co.

– Nie by艂o to trudne. Wystarczy艂o kilka dni, 偶eby z w艂asnej woli ze mn膮 posz艂a.

Poczu艂am jak w 艣rodku gotuj臋 si臋 z w艣ciek艂o艣ci. Rzuci艂am si臋 na niego z pi臋艣ciami. Nie potrafi艂am ju偶 d艂u偶ej powstrzyma膰 w艂asnych 艂ez.

– Ty dupku, wykorzysta艂e艣 j膮, a potem porwa艂e艣! Czy ona w og贸le jest czemukolwiek winna?!

Stanowczo przytrzyma艂 moje r臋ce, nie pozwalaj膮c si臋 d艂u偶ej bi膰. Tym razem to na jego twarzy pojawi艂 si臋 grymas z艂o艣ci.

– O nie, moja kr贸lewno. Nie jestem Tob膮! Nigdy bym ci臋 nie zdradzi艂 鈥 oznajmi艂 stanowczo. 鈥 Jestem wierny, jak cholerny pies, a przy niej by艂em d偶entelmenem w ka偶dym calu.

Poczu艂am si臋, jakby mnie uderzy艂. Oszo艂omienie odebra艂o mi g艂os i mog艂am jedynie na niego patrze膰.

– I nie, nie jest niczemu winna 鈥 doda艂, puszczaj膮c moje d艂onie. Ch艂贸d w jego g艂osie mrozi艂 moje wn臋trze. 鈥 Jest tak膮 sam膮 ofiar膮 tego wszystkiego, jak ty.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Le偶a艂am zwini臋ta w k艂臋bek w kabinie na dziobie. 艁zy sp艂ywa艂y mi po policzkach i kompletnie nie wiedzia艂am co ze sob膮 zrobi膰. Uczucia kot艂owa艂y si臋 we mnie jak podczas burzy. Z jednej strony wszystko we mnie 艣piewa艂o na my艣l o tym, 偶e Daniel mnie nie zdradzi艂, z drugiej mia艂am wyrzuty sumienia z powodu tego, 偶e chcia艂am si臋 na nim odegra膰 i ca艂owa艂am si臋 z Tomasem, a najgorsza z tego wszystkiego by艂a ta kobieta. Je偶eli ch艂opak dzia艂a艂 w ten spos贸b, znaczy艂o to, 偶e detektyw Frej mia艂 racj臋 i Daniel zdecydowanie nie jest dobr膮 osob膮 鈥 nie lepsz膮 od moich porywaczy. Dalej jednak nie wierzy艂am, 偶e to on m贸g艂 zabi膰 Marka. Nie potrafi艂am wyobrazi膰 sobie jak si臋 zachowa膰 ani co powinnam zrobi膰. W ko艅cu zdecydowa艂am si臋 wyj艣膰 z kabiny. Chcia艂am go dotkn膮膰. Tak bardzo pragn臋艂am, 偶eby mnie przytuli艂! Nie wierzy艂am w to, 偶e jest z艂y, 偶e m贸g艂by mnie skrzywdzi膰, nie Daniel. Widzia艂am, jak siedz膮ca na pok艂adzie Kat obdarza mnie przeci膮g艂ym, ostrzegawczym spojrzeniem, kiedy kierowa艂am si臋 ku zej艣ciu pod pok艂ad. Zignorowa艂am to. Nied艂ugo mieli艣my stan膮膰 w porcie, a ja musia艂am z nim porozmawia膰, zanim znowu zniknie. Jeszcze zanim otworzy艂am drzwi, us艂ysza艂am ha艂as i portugalskie przekle艅stwa. Rozhisteryzowana kobieta le偶a艂a na pod艂odze w rozdartej sukience, a przy niej sta艂 Tomas. Daniel patrzy艂 na niego w艣ciek艂ym wzrokiem z rogu pokoju. Krzyczeli na siebie nawzajem, a ja nie rozumia艂am 偶adnego s艂owa. Kiedy Tomas j膮 podni贸s艂, ona r贸wnie偶 zacz臋艂a wrzeszcze膰 i szarpa膰 si臋 mimo wi臋z贸w.

– Zamknij si臋! 鈥 warkn膮艂 Daniel podchodz膮c i mocno uderzy艂 j膮 w twarz.

Natychmiast zamilk艂a, teraz tylko cicho pochlipuj膮c. Po cichu si臋 wycofa艂am. Dr偶膮ca usiad艂am na pok艂adzie ko艂o Kat.

– Ostrzega艂am 鈥 mrukn臋艂a dziewczyna, nieco bardziej przyjaznym tonem ni偶 zwykle.

Wyra藕nie by艂o jej przykro. Milcza艂am, bo nie mia艂am poj臋cia, co mog艂abym odpowiedzie膰. Kiedy przybili艣my do portu, podj臋艂am decyzj臋. Mia艂am nadziej臋, 偶e nikt mnie nie pilnuje, zreszt膮 nikt nie podejrzewa艂, 偶e mog艂abym chcie膰 uciec, bo niby dok膮d? Wesz艂am do klubu jachtowego, podesz艂am do mocno wymalowanej barmanki i poprosi艂am, 偶eby po偶yczy艂a mi kom贸rk臋. Ku mojemu zdumieniu zgodzi艂a si臋 prawie natychmiast, jednak ca艂y czas czujnie mnie obserwuj膮c. Wybra艂am zapami臋tany numer. Detektyw odebra艂 ju偶 po pierwszym sygnale. Przedstawi艂am si臋 i powiedzia艂am gdzie jestem. Zacz膮艂 zadawa膰 pytania, opowiedzia艂am mu o porwanej kobiecie i o tym, 偶e jest tutaj Daniel. Powiedzia艂am mu te偶, 偶e ch艂opak zabra艂 mnie dlatego, 偶e kto艣 dowiedzia艂 si臋, gdzie si臋 ukrywam. Uspakaja艂 mnie miarowym g艂osem, jednocze艣nie zapewniaj膮c, 偶e nied艂ugo pojawi si臋 policja, a potem ju偶 wszystko b臋dzie dobrze. Nie wierzy艂am mu ani przez chwil臋, ale chcia艂am, 偶eby pomogli tej kobiecie. Wtedy zobaczy艂am patrz膮cego na mnie szeroko otwartymi oczami Jaimie鈥檊o. Sta艂 zaledwie kilka metr贸w dalej.

– Musz臋 ko艅czy膰 鈥 powiedzia艂am detektywowi, roz艂膮czaj膮c si臋 mimo jego protest贸w.

Prze艂kn臋艂am 艣lin臋. Mimo, 偶e mia艂 szesna艣cie lat i szczup艂膮 sylwetk臋 to jednak by艂 znacznie wy偶szy ode mnie, a podejrzewa艂am, 偶e r贸wnie偶 sporo silniejszy. Je偶eli b臋dzie chcia艂 mi co艣 zrobi膰鈥 on jednak tylko spojrza艂 na mnie ponuro, pokr臋ci艂 g艂ow膮 i wyszed艂 z lokalu. W jednej chwili podj臋艂am decyzj臋 by pobiec za nim.

– Jaimie! 鈥 chwyci艂am go za rami臋.

Odtr膮ci艂 moj膮 d艂o艅.

– Ty nic nie rozumiesz 鈥 powiedzia艂 cichym, ale ostrym tonem. 鈥 To nie jaka艣 g艂upia zabawa. Oni nas po prostu zabij膮!

– Jaimie, dzwoni艂am na policj臋, chcia艂am tylko, 偶eby Daniel鈥 偶eby nic nie sta艂o si臋 Annie 鈥 wyszepta艂am.

Roze艣mia艂 si臋 gorzko. Wzi膮艂 mnie za r臋k臋 i poci膮gn膮艂 ze sob膮 na 艂贸d藕.

– Musimy si臋 st膮d jak najszybciej wynosi膰 鈥 wyja艣ni艂. 鈥 Kiedy tu dotr膮, zabij膮 nas wszystkich. 鈥 Spojrza艂 na mnie powa偶nie. 鈥 Ciebie te偶, Jagoda. Chod藕 鈥 ponagli艂 widz膮c moje wahanie. 鈥 Nawet po tym co zrobi艂a艣, nie s膮dz臋, 偶eby on pozwoli艂 ci臋 skrzywdzi膰. Za bardzo mu na tobie zale偶y.

Zanim sko艅czy艂 m贸wi膰, us艂yszeli艣my wycie policyjnych syren. Z daleka rozleg艂y si臋 strza艂y. Kiedy tylko znale藕li艣my si臋 na pok艂adzie, Jaime odci膮艂 cumy, nie fatyguj膮c si臋 ich rozwi膮zywaniem.

– Jak oni nas do cholery znale藕li?! 鈥 warkn膮艂 Daniel, pojawiaj膮c si臋 na pok艂adzie.

Spu艣ci艂am wzrok.

– Jagoda postanowi艂a ich zaprosi膰 鈥 zadrwi艂 Jaime. 鈥 Dzwoni艂a do jakiego艣 detektywa.

Byli coraz bli偶ej. Strzelali do nas. Daniel zmusi艂 mnie, 偶ebym po艂o偶y艂a si臋 na pok艂adzie.

– Frej? Rozmawia艂a艣 z Sebastianem Frejem? 鈥 zapyta艂 rozw艣cieczony.

Niech臋tnie skin臋艂am g艂ow膮. Ch艂opak rzuci艂 kolejn膮 wi膮zank膮 przekle艅stw. Cicho zawo艂a艂 Kat, a po chwili ona i Tomas pojawili si臋 na pok艂adzie. Poczu艂am na sobie jego pe艂ne zawodu spojrzenie.

– Teraz nas nie wida膰 鈥 ponagli艂 Daniel, kiedy wp艂yn臋li艣my za bram臋 basenu portowego. 鈥 Zsuwacie si臋 do wody i chowacie pod plandek膮 pierwszej z brzegu 艂odzi. Czy to jasne?

Wszyscy skin臋li g艂owami i tylko ja wpatrywa艂am si臋 w niego niedowierzaj膮co.

– Pilnujcie jej 鈥 doda艂 patrz膮c prosto na Jaime鈥檊o.

Ch艂opiec zn贸w przytakn膮艂, a potem wzi膮艂 mnie za r臋k臋 i poci膮gn膮艂, bym zaraz za nim, po cichu wsun臋艂a si臋 do wody. Jacht z Danielem i Ann膮 na pok艂adzie odp艂yn膮艂, a mnie prze艣ladowa艂o jego pe艂ne b贸lu i zawodu spojrzenie.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Le偶eli艣my 艣ci艣ni臋ci na dnie jednej z niewielkich, cumuj膮cych w porcie 艂odzi. By艂 p贸藕ny wiecz贸r i mimo letniej pory zaczyna艂o robi膰 si臋 ch艂odno, a przemoczone ubrania ani troch臋 nie pomaga艂y.

– Sk膮d oni wiedzieli, gdzie jeste艣my? 鈥 westchn臋艂a Kat.

Zdziwi艂o mnie, 偶e tym razem Jaime milcza艂. Zebra艂am si臋 jednak na odwag臋 i sama postanowi艂am si臋 przyzna膰.

– Zadzwoni艂am do znajomego detektywa 鈥 przyzna艂am cicho 鈥 s膮dzi艂am, 偶e policja pomo偶e Annie. Ba艂am si臋, 偶e Daniel j膮 skrzywdzi 鈥 wyja艣ni艂am ponuro.

– Teraz ju偶 wiesz, jak jest 鈥 fukn臋艂a na mnie Kat.

W ciemno艣ci widzia艂am jedynie zarys ich sylwetek, natomiast doskonale s艂ysza艂am nier贸wnomierne oddechy.

– On nie chcia艂 jej skrzywdzi膰 鈥 odezwa艂 si臋 po d艂u偶szej chwili milczenia Tomas. 鈥 Ta sytuacja, kt贸r膮 widzia艂a艣 pod pok艂adem鈥 – zacz膮艂 niepewnie 鈥 to moja wina. My艣la艂em, 偶e co艣 wie i chcia艂em j膮 porz膮dnie nastraszy膰. Daniel mi nie pozwoli艂, dlatego si臋 pok艂贸cili艣my.

Nie odpowiedzia艂am. Poczu艂am jak moje oczy znowu staj膮 si臋 mokre. Po raz kolejny go oceni艂am i znowu niew艂a艣ciwie.

– Wiem, 偶e ta propozycja wam si臋 nie spodoba, dziewczyny 鈥 odezwa艂 si臋 Jaime, chyba te偶 troch臋 po to, 偶eby roz艂adowa膰 napi臋cie 鈥 ale sugeruj臋, 偶eby艣my wszyscy zdj臋li te mokre ciuchy, bo si臋 pochorujemy tutaj, a s膮dz臋, 偶e sp臋dzimy tu ca艂膮 noc.

– Zboczeniec 鈥 warkn臋艂a na niego Kat, ale najwyra藕niej pos艂ucha艂a, bo poczu艂am jak si臋 porusza obok mnie w ciasnej przestrzeni.

Ja r贸wnie偶 zdj臋艂am przemoczon膮 bluz臋 i spodnie, k艂ad膮c je obok adidas贸w, kt贸re zsun臋艂am z n贸g ju偶 wcze艣niej. Jaime w艂o偶y艂 mi pod g艂ow臋 swoje rami臋, przyci膮gaj膮c mocno do siebie. Poczu艂am, 偶e robi mi si臋 odrobin臋 cieplej i wygodniej. Z drugiej strony mia艂am przylegaj膮c膮 do mnie Kat, kt贸ra dr偶膮c wtula艂a si臋 w ramiona Tomasa. Byli przyjaci贸艂mi. Poczu艂am si臋 bardzo 藕le z tym, 偶e to ja ich zdradzi艂am.

– Kiedy spotkamy si臋 z Danielem? 鈥 zapyta艂am. 鈥 Czy macie jakie艣 um贸wione miejsce albo co艣 w tym stylu?

Odpowiedzia艂a mi cisza. W ko艅cu, kiedy ju偶 my艣la艂am, 偶e nikt nic nie powie, odezwa艂a si臋 Kat.

– Nie spotkamy si臋 z nim 鈥 wyja艣ni艂a szeptem. 鈥 Odci膮gnie ich kawa艂ek, a potem da si臋 z艂apa膰, 偶eby dali nam spok贸j.

J臋kn臋艂am cicho, zamykaj膮c oczy.

– Nie martw si臋 鈥 odezwa艂 si臋 Jaime tu偶 do mojego ucha. 鈥 Nie zabij膮 go, dop贸ki nie da im tego, czego chc膮, a w tym momencie nie maj膮 go czym szanta偶owa膰.

Cudowne pocieszenie! W my艣lach b艂aga艂am jedynie, 偶eby nie zrobili mu krzywdy.

– Czy to naprawd臋 by艂a policja? 鈥 zapyta艂am.

– I tak i nie 鈥 odpowiedzia艂a mi Kat. 鈥 Widzisz, Daniel ma dowody pogr膮偶aj膮ce polityk贸w i to nie tylko portugalskich. S膮 zakodowane, to cholerne rz臋dy cyfr, z kt贸rych nie jeste艣my w stanie zrobi膰 偶adnego u偶ytku 鈥 wyja艣ni艂a. 鈥 Oni jednak s膮, dlatego wszyscy chc膮 go dopa艣膰. Na dodatek rozpu艣cili plotk臋, 偶e Daniel ukrad艂 pieni膮dze. W ten spos贸b poluje na niego wi臋cej ludzi. Ci szukaj膮cy skarbu chc膮 go mie膰 偶ywego, tak samo jak portugalski rz膮d, inni jednak woleliby 偶eby zgin膮艂, bo wtedy te dane prawdopodobnie nigdy nie wyjd膮 na jaw.

Us艂ysza艂am ciche warkni臋cie Tomasa.

– Czemu jej to m贸wisz?! 鈥 spyta艂 roze藕lony. 鈥 Przecie偶 to przez ni膮 mamy k艂opoty.

– Mo偶e gdyby wiedzia艂a wcze艣niej, to by tego nie zrobi艂a 鈥 odci臋艂a si臋 Kat. 鈥 Uwa偶am, 偶e to nie fair, 偶e on niczego jej nie powiedzia艂. Niewiedza wcale nie zapewni jej bezpiecze艅stwa. Tkwi w tym tak samo jak my.

– A jak wy si臋 w tym znale藕li艣cie? 鈥 o艣mieli艂am si臋 zapyta膰.

Ponownie odpowiedzia艂o mi milczenie. Tym razem to Jaime zdecydowa艂 si臋 odpowiedzie膰.

– Daniel pracowa艂 dla przemytnik贸w diament贸w. Wozili towar na statkach z portugalskich kolonii w Afryce. 鈥 M贸wi艂 takim tonem, jakby opowiada艂 przygodow膮 histori臋, a ja dopiero teraz zda艂am sobie spraw臋, 偶e Daniel z jakiego艣 powodu jest jego bohaterem. 鈥 Zgarn膮艂 nas do pomocy. Zorganizowa艂 ca艂膮 grup臋. Zanim si臋 nami zaj膮艂, 偶yli艣my na ulicy. By艂o nas oko艂o dwudziestki, ale prze偶yli艣my tylko my.

– Przyszli w 艣rodku nocy i zabili wszystkich na statku 鈥 wtr膮ci艂a si臋 Kat, a ja poczu艂am jak dr偶y. 鈥 Potem okaza艂o si臋, 偶e chodzi o jakie艣 dane z dowodami i list膮. Daniel je wykrad艂, gdyby tego nie zrobi艂, my r贸wnie偶 by艣my nie 偶yli, tak jak i on. To by艂o trzy lata temu 鈥 kontynuowa艂a 鈥 od tego czasu w艂a艣ciwie ci膮gle uciekamy.

Jaime przyci膮gn膮艂 mnie do siebie mocniej.

– Niedawno zabili jego matk臋 鈥 powiedzia艂 bardzo cicho. 鈥 Mimo, 偶e ukrywa艂 j膮 Interpol. Dlatego w艂a艣nie postanowi艂 odnale藕膰 ciebie.

Z trudem prze艂kn臋艂am 艣lin臋. Kolejna ofiara tej dziwnej, chorej gry, dla kt贸rej, jak do tej pory, nie widzia艂am 偶adnego rozwi膮zania. Teraz przesta艂y mnie dziwi膰 szramy na jego r臋kach, ju偶 nie zastanawia艂am si臋, dlaczego chcia艂 znikn膮膰 z mojego 偶ycia i dlaczego tak bardzo 偶a艂owa艂, 偶e si臋 w nim pojawi艂. W dalszym ci膮gu nie mog艂am uwierzy膰, 偶e to moja rzeczywisto艣膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Podr贸偶 do Portugali by艂a niczym sen. Nie mia艂am poj臋cia sk膮d Tomas wzi膮艂 samoch贸d i wola艂am o to nie pyta膰. Kupili艣my r贸wnie偶 nowe ubrania i prowiant. Kat dzwoni艂a do kogo艣. Dowiedzia艂a si臋, 偶e Daniel, oskar偶ony o porwanie Anny, trafi艂 do portugalskiego wi臋zienia i dlatego tam w艂a艣nie jechali艣my. Pozostali wygl膮dali na bardzo przera偶onych tym faktem, a ja mimo strachu nie wiedzia艂am dlaczego. Kiedy dotarli艣my na miejsce, spali艣my pod namiotem na jakim艣 kempingu. Nie by艂am w stanie spa膰 ani je艣膰. Wszystkie moje my艣li kr膮偶y艂y wok贸艂 Daniela i w 偶aden spos贸b nie potrafi艂am si臋 od tego uwolni膰. Sp臋dzili艣my tam dwa tygodnie i w艂a艣nie wtedy stwierdzi艂am, 偶e mam do艣膰. Poczu艂am, 偶e musz臋 co艣 zrobi膰, nie mia艂am tylko poj臋cia co. Nie chcia艂am jednak w 偶aden spos贸b nara偶a膰 pozosta艂ej tr贸jki. Nad ranem wymkn臋艂am si臋 z kempingu i z艂apa艂am jad膮cy do miasta autobus. Kiedy na ko艅cowym przystanku otworzy艂y si臋 drzwi, tu偶 za mn膮 wysiad艂 m臋偶czyzna w czarnym garniturze, zauwa偶y艂am go k膮tem oka, a potem towarzyszy艂a mi tylko ciemno艣膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Ockn臋艂am si臋 obola艂a 聽i przemarzni臋ta od le偶enia na kamiennej pod艂odze. Niejasno wraca艂y do mnie wspomnienia. Znowu zachowa艂am si臋 jak idiotka. W pomieszczeniu z wysoko umieszczonymi oknami panowa艂 p贸艂mrok. Upiornie bola艂a mnie g艂owa, a oczy powoli przyzwyczaja艂y si臋 do kiepskiego 艣wiat艂a. Usiad艂am, pr贸buj膮c skupi膰 si臋 na jednym punkcie. Zakr臋ci艂o mi si臋 w g艂owie. Po chwili otworzy艂y si臋 ci臋偶kie, okute metalem, drzwi. Jaki艣 m臋偶czyzna kogo艣 wepchn膮艂 do 艣rodka, a potem z powrotem je zamkn膮艂. Moje serce na moment zamar艂o, a potem pu艣ci艂o si臋 dzikim galopem. Min臋艂y nieca艂e trzy tygodnie, a on wygl膮da艂 koszmarnie. Nie mia艂 na sobie koszulki i widzia艂am, 偶e sporo schud艂. Jego cia艂o pokrywa艂y siniaki, kontrastuj膮ce z pod艂u偶nymi bliznami na r臋kach, w r贸偶nym stadium gojenia 聽i 艣lady po gaszonych papierosach. W艂osy ch艂opaka mia艂y mo偶e dwa milimetry, co znaczy艂o, 偶e musieli ogoli膰 go na 艂yso. I tylko 偶ywo zielone oczy patrzy艂y wci膮偶 tak samo. Nie mog艂am z艂apa膰 tchu. To by艂a moja wina i doskonale zdawa艂am sobie z tego spraw臋. Podszed艂 do mnie szybkim krokiem, opad艂 przy mnie na kolana, po艂o偶y艂 d艂onie na moich ramionach.

– Jagoda, nic ci nie jest? 鈥 spyta艂 zaniepokojony.

Przecz膮co pokr臋ci艂am g艂ow膮, nie b臋d膮c pewna czy dam rad臋 m贸wi膰. Odetchn膮艂 z ulg膮, przyci膮gn膮艂 mnie do siebie, tul膮c w obj臋ciach.

– Przepraszam 鈥 uda艂o mi si臋 w ko艅cu wyszepta膰. 鈥 Przepraszam.

Pokr臋ci艂 g艂ow膮, obejmuj膮c mnie tylko jeszcze mocniej.

– To moja wina. Namiesza艂em w twoim 偶yciu. Nigdy nie powinienem by艂 si臋 do ciebie zbli偶a膰. Po prostu nie potrafi艂em si臋 powstrzyma膰 鈥 westchn膮艂. 鈥 Wybacz mi.

– Przykro mi z powodu 艣mierci Joyce 鈥 odezwa艂am si臋 cichutko.

– Sk膮d wiesz? – spyta艂 zaskoczony, delikatnie odsuwaj膮c mnie od siebie.

Skrzywi艂am si臋 lekko.

– Rozmawiali艣my, przepraszam.

– Nie, nic si臋 nie sta艂o 鈥 mrukn膮艂, podnosz膮c mnie i prowadz膮c pod 艣cian臋 przy drzwiach. 鈥 Ju偶 dawno powinienem by艂 z tob膮 porozmawia膰. Za wszelk膮 cen臋 chcia艂em ci臋 chroni膰, a tylko wszystko zepsu艂em.

Usiad艂 na pod艂odze, oparty plecami o 艣cian臋, a mnie posadzi艂 tu偶 przy sobie. Wtuli艂am si臋 w niego, a on obj膮艂 mnie mocno.

– Gdzie jeste艣my i jak si臋 tu znalaz艂e艣? 鈥 zapyta艂am.

– Nie mam poj臋cia 鈥 odpowiedzia艂 niech臋tnie. 鈥 Policja zamkn臋艂a mnie do wi臋zienia, a ci ludzie mnie stamt膮d wyci膮gn臋li i zabrali tutaj. Koniec historii. Kiedy to wszystko si臋 sko艅czy, przyrzekam ci, 偶e ju偶 nigdy wi臋cej nie b臋dziesz musia艂a ogl膮da膰 mnie na oczy 鈥 doda艂 po chwili, nie patrz膮c na mnie i zapewne nie zdaj膮c sobie sprawy, 偶e to najgorsze s艂owa, jakie us艂ysza艂am kiedykolwiek w 偶yciu.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Noc sp臋dzi艂am na pod艂odze w obj臋ciach Daniela, troch臋 rozmawiali艣my, ale g艂贸wnie towarzyszy艂o nam milczenie. Nad ranem pojawili si臋 jacy艣 m臋偶czy藕ni. Nie mia艂am poj臋cia kim s膮. Jeden z nich odci膮gn膮艂 mnie od Daniela. Wygl膮da艂 na rozbawionego i bardzo dobrze m贸wi艂 po polsku, czego nie omieszka艂 mi u艣wiadomi膰, rzucaj膮c z艂o艣liwe uwagi i komentarze. Widzia艂am jak kajdankami przykuwaj膮 Daniela do prostego, drewnianego krzes艂a. Zacz臋li go bi膰. Szarpn臋艂am si臋, ale jedyn膮 reakcj膮 na moje starania by si臋 uwolni膰 by艂 艣miech. Wstrzykn臋li mu w 偶y艂臋 jakie艣 艣wi艅stwo. Ch艂opak zadr偶a艂.

– To tiopental 鈥 oznajmi艂 z szyderczym u艣miechem trzymaj膮cy mnie m臋偶czyzna. – Substancja psychoaktywna za pomoc膮 kt贸rej mo偶na uzyska膰 informacje od cz艂owieka, kt贸ry nie chce ich ujawni膰. Tak zwane serum prawdy 鈥 wyja艣ni艂 us艂u偶nie.

Nie potrafi艂am powstrzyma膰 j臋kni臋cia, a on tylko si臋 roze艣mia艂. Pot臋偶nie zbudowany, stoj膮cy nad Danielem m臋偶czyzna zn贸w go uderzy艂. Z rozci臋tej wargi ch艂opaka s膮czy艂a si臋 krew. Wygl膮da艂 na coraz bardziej oszo艂omionego. Wyra藕nie z czym艣 walczy艂. Przestali go bi膰. Zacz臋li z nim rozmawia膰. Zadawali proste, niez艂o偶one pytania, a on na nie odpowiada艂, zupe艂nie tak, jakby stara艂 si臋 przekaza膰 jak najwi臋cej. Kiedy zbacza艂 z tematu, m臋偶czyzna zawraca艂 go z powrotem na w艂a艣ciwie tory. To o co im chodzi艂o, rzeczywi艣cie by艂o rz臋dami cyfr, a na dodatek zapisanymi w zwyk艂ym telefonie kom贸rkowym. Zakodowana lista czo艂owych polityk贸w, kt贸rzy w jaki艣 spos贸b zostali przekupieni. Okaza艂o si臋 jednak, 偶e Daniel go nie mia艂, nie wiedzia艂 r贸wnie偶 gdzie jest, gdy偶 spodziewa艂 si臋 takiej ewentualno艣ci jak ta. Kom贸rk臋 przekaza艂 niczego nie艣wiadomemu Markowi 鈥 jeszcze jak byli艣my w Polsce. Teraz prawdopodobnie le偶a艂a z nim na dnie oceanu. O dziwo m臋偶czy藕ni nie byli niezadowoleni ani rozczarowani. Rozkuli ch艂opaka i pchn臋li na pod艂og臋. Skuli艂 si臋 bardzo szybko oddychaj膮c. Podesz艂am do niego zap艂akana. Po艂o偶y艂am si臋 przy nim. Tuli艂am go do siebie, a on, na wp贸艂przytomny, nie m贸g艂 przesta膰 m贸wi膰. Opowiada艂 mi o swoim dzieci艅stwie, o Marku i o tym jak bardzo mnie kocha.

– Nie chcia艂em tego 鈥 wyzna艂 cicho 鈥 to po prostu samo si臋 sta艂o. Ja nigdy鈥 po prostu nie mog艂em nad sob膮 zapanowa膰. Potem, kiedy powiedzia艂a艣 mi, 偶e nie zerwiesz z moim bratem, to by艂o okropne, jak cios. Chcia艂em ci臋 ukara膰 鈥 wyzna艂 鈥 a jednak tego te偶 nie potrafi艂em. Tak bardzo ci臋 kocham, Jagoda i nawet nie wiem dlaczego, to si臋 po prostu sta艂o. Najpierw mnie tylko cholernie poci膮ga艂a艣, a potem鈥 teraz zrobi艂bym dla ciebie wszystko. Marz臋 o tym, 偶eby艣my uciekli i zamieszkali gdzie艣 razem, nikt inny nie jest mi potrzebny.

– I tak w艂a艣nie zrobimy 鈥 odpowiedzia艂am zdecydowanym tonem, delikatnie dotykaj膮c jego twarzy. 鈥 Ja te偶 ci臋 kocham, cho膰 wola艂abym, 偶eby艣 wyzna艂 mi to w innych okoliczno艣ciach 鈥 mrukn臋艂am u艣miechaj膮c si臋 blado.

Nasze r臋ce splot艂y si臋 ze sob膮, a ch艂opak m贸wi艂 dalej. Le偶eli艣my na zimnej pod艂odze, wtuleni w siebie nawzajem, a偶 w ko艅cu zamilk艂, a jego oddech si臋 wyr贸wna艂. Wpatrywa艂am si臋 za艂zawionymi oczami w ciemno艣膰, zastanawiaj膮c si臋 co z nami teraz b臋dzie.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Nie mia艂am poj臋cia ile czasu min臋艂o, kiedy zn贸w wpadli do 艣rodka. Tym razem gdzie艣 nas ze sob膮 zabrali. Kiedy wepchn臋li nas do jakiego艣 pokoju, Daniel jeszcze bardziej zesztywnia艂. Gdy spojrza艂 na jednego z m臋偶czyzn, najwyra藕niej tego, kt贸ry tu dowodzi艂, w jego zielonych oczach dostrzeg艂am przera偶enie. Postawili nas pod jedn膮 ze 艣cian. Ch艂opak nie puszcza艂 mojej r臋ki, a ja czu艂am jak zaciska j膮 zbyt mocno na mojej d艂oni. Jego przera偶enie mnie sparali偶owa艂o. Sprawi艂o, 偶e nie by艂am w stanie si臋 ruszy膰. Co艣 by艂o cholernie nie tak, jeszcze gorzej ni偶 zanim tu przyszli艣my, a ja nie mia艂am poj臋cia co. P贸藕niej do pomieszczenia wci膮gn臋li kogo艣 jeszcze. Wi臋zie艅 na g艂owie mia艂 czarny worek. Zamar艂am, kiedy go z niego zdj臋li. Nie uwierzy艂am w to co widz臋, bo przed moimi oczami sta艂 duch. Marek! Blady, wychud艂y, ale jednak w dalszym ci膮gu on! W艣ciek艂ym, wzrokiem spojrza艂am na Daniela, my艣l膮c, 偶e zn贸w mnie ok艂ama艂, ale on wpatrywa艂 si臋 w brata tak samo niedowierzaj膮co jak i ja. Przywi膮zali ch艂opaka do sto艂u, tak, 偶e jego g艂owa znajdowa艂a si臋 ni偶ej ni偶 nogi. Usta zatkali mu jak膮艣 szmat膮, a potem zacz臋li wlewa膰 wod臋. Szarpa艂 si臋 i wyrywa艂, na jego twarzy malowa艂o si臋 przera偶enie. Rzuci艂am si臋 w jego stron臋, ale Daniel przytrzyma艂 mnie stanowczo, przyci膮gaj膮c do siebie. Czyta艂am o takich torturach w jakiej艣 gazecie. Jemu si臋 wydawa艂o, 偶e tonie! Sam widok mrozi艂 mnie w 艣rodku, a jednak, Daniel sta艂 tam opanowany i milcza艂.

– Nie pomo偶esz mu 鈥 sykn膮艂, 艣ciskaj膮c moje przedrami臋 鈥 a sobie mo偶esz zaszkodzi膰.

Mia艂 racj臋 i doskonale o tym wiedzia艂am, a mimo to, nie potrafi艂am wybaczy膰 mu tej racjonalno艣ci. Przecie偶 to by艂 jego brat! Na dodatek cudem 偶ywy. To znaczy jeszcze 偶ywy鈥 bo by艂am teraz przekonana, 偶e wszyscy troje tutaj zginiemy. Nie mia艂am poj臋cia ile czasu to si臋 ci膮gn臋艂o, ale trwa艂o zdecydowanie zbyt d艂ugo. W ko艅cu odwi膮zali go i pchn臋li na pod艂og臋. Dr偶a艂 ca艂y, nie podnosz膮c wzroku. Kto艣 wyci膮gn膮艂 po mnie r臋ce. Krzykn臋艂am. Uderzy艂 mnie w twarz. Poczu艂am jak m臋偶czyzna rozdziera brudny materia艂 szarej bluzki, ods艂aniaj膮c m贸j stanik. Daniel ju偶 nie sta艂 tak spokojnie. Rzuci艂 si臋 na trzymaj膮cego mnie faceta. Wcze艣niej mia艂 racj臋. Na to w艂a艣nie czekali. M臋偶czyzna odepchn膮艂 mnie mocno, a ja upad艂am, uderzaj膮c plecami o 艣cian臋. Zacz臋li bi膰 ch艂opaka, a ja 艂ka艂am skulona, staraj膮c si臋 na to nie patrze膰. Przestali dopiero, kiedy straci艂 przytomno艣膰. Odrobin臋 zdyszani, niczym po ci臋偶kiej pracy, rozlu藕niaj膮c ramiona, z zadowolonymi u艣miechami wyszli z celi, zostawiaj膮c nas pogr膮偶onych w kompletnej ciemno艣ci.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

W pomieszczeniu panowa艂a kompletna ciemno艣膰. Nie by艂o tu 偶adnych okien. Nawet z w膮skiej szpary pod drzwiami nie dochodzi艂o 艣wiat艂o. Us艂ysza艂am, 偶e Marek si臋 poruszy艂. Poczu艂am jego ciep艂o, gdy znalaz艂 si臋 bli偶ej.

– Nic mu nie b臋dzie 鈥 szepn膮艂 lekko zachrypni臋ty, jakby nat臋偶enie jego g艂osu mog艂o cokolwiek zmieni膰.

Dotkn膮艂 mojego ramienia. Otuli艂 mnie swoj膮 koszul膮.

– Wiem, 偶e to niewiele 鈥 mrukn膮艂.

Skrzywi艂am si臋 na samo wspomnienie tamtego m臋偶czyzny w pobli偶u mnie, wiedz膮c, 偶e tego nie widzi. W rozdartej, szarej koszulce czu艂am si臋 zupe艂nie naga.

– Dzi臋kuj臋 鈥 powiedzia艂am r贸wnie cicho. Przez chwil臋 milcza艂am, a potem nie by艂am w stanie d艂u偶ej wytrzyma膰. – Jakim cudem 偶yjesz? 鈥 musia艂am zapyta膰. 鈥 Powiedziano mi, 偶e jacht zosta艂 wysadzony w powietrze.

– I tak by艂o, ale oni chcieli mnie 偶ywego.

– Wi臋c jeste艣 tutaj od tego czasu?

– Tak 鈥 przyzna艂 ponuro.

Wzdrygn臋艂am si臋 mimowolnie. Nie potrafi艂am sobie wyobrazi膰 co prze偶y艂 i czu艂. To by艂o jak horror. Obj膮艂 mnie i przyci膮gn膮艂 do siebie, a ja wtuli艂am si臋 w niego.

– Ciesz臋 si臋, 偶e was widz臋 鈥 westchn膮艂 鈥 r贸wnie偶 nie mia艂em poj臋cia czy 偶yjecie. Cho膰 wola艂bym spotka膰 ci臋 w innej sytuacji鈥

– Ja te偶 鈥 mrukn臋艂am opieraj膮c g艂ow臋 o jego tors 鈥 mo偶esz mi wierzy膰, 偶e ja te偶.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Obudzi艂 mnie dotyk d艂oni. Otworzy艂am oczy. Daniel przesuwa艂 palcami po moim policzku. Le偶a艂 naprzeciwko mnie i wpatrywa艂 si臋 we mnie uwa偶nie. Obejmuj膮cy mnie w pasie Marek, z kt贸rego nie艣wiadomie zrobi艂am sobie poduszk臋, w dalszym ci膮gu spa艂. Poczu艂am si臋 bardzo nieswojo, ale nie ruszy艂am si臋 z miejsca, nie chc膮c go obudzi膰.

– Kocham ci臋, Jagoda 鈥 szepn膮艂.

Poczu艂am w brzuchu stado w艣ciek艂ych motyli. M贸wi艂 cicho. Jemu najwyra藕niej te偶 zale偶a艂o na tym, 偶eby nie obudzi膰 brata. Wygl膮da艂 jeszcze gorzej ni偶 wcze艣niej, ale z ulg膮 przyj臋艂am, 偶e najwyra藕niej nic powa偶nego mu si臋 nie sta艂o. Wzi臋艂am go za r臋k臋. U艣miechn膮艂 si臋 do mnie nieco blado.

– Cze艣膰 鈥 us艂ysza艂am za plecami mrukni臋cie Marka, kt贸ry odsun膮艂 si臋 ode mnie.

Powoli usiad艂am. Ba艂am si臋 tego, co nas czeka, co mo偶e si臋 jeszcze wydarzy膰. Do tego w tym momencie czu艂am si臋 bardzo nieswojo. Daniel chcia艂 co艣 powiedzie膰, ale w tym momencie us艂yszeli艣my wybuch. Kto艣 wysadzi艂 w powietrze drzwi. Ch艂opak odruchowo wsta艂, zas艂aniaj膮c mnie sob膮. Stan臋艂am za jego plecami, czuj膮c z boku obecno艣膰 Marka. Do 艣rodka wpadli odziani na czarno m臋偶czy藕ni, byli w maskach i z karabinami. Poczu艂am zaskoczenie, gdy opu艣cili bro艅. Jeden z nich 艣ci膮gn膮艂 nakrycie g艂owy i wyst膮pi艂 do przodu, podczas gdy inni stan臋li w drzwiach. Ku mojemu jeszcze wi臋kszemu zaskoczeniu, Marek stan膮艂 przed nami i u艣cisn膮艂 mu d艂o艅. Z ulgi zakr臋ci艂o mi si臋 w g艂owie. To nie m贸g艂 by膰 z艂y znak.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Byli艣my w hotelu! Prawdziwym! Z prysznicem i restauracj膮. Jedzenie! Kiedy si臋 do niego dorwa艂am, my艣la艂am, 偶e nigdy nie przestan臋 je艣膰. Woda, myd艂o i czyste ubrania by艂y r贸wnie cudown膮 rzecz膮. Nie mia艂am poj臋cia co si臋 w艂a艣ciwie wydarzy艂o, ale ludzie, kt贸rzy nas uratowali, to byli Amerykanie, a Marek w jaki艣 spos贸b z nimi wsp贸艂pracowa艂. Znale藕li nas dzi臋ki temu, 偶e 艣ledzili Daniela. Traktowali nas dobrze i zar贸wno oni, jak i Marek, zapewniali, 偶e teraz nic nam ju偶 nie grozi. Mimo to nie ufa艂am im i wiedzia艂am, 偶e Daniel r贸wnie偶 nie ufa.

Kiedy wysz艂am z 艂azienki, po ponad p贸艂godzinnej k膮pieli, na moim 艂贸偶ku czeka艂 Daniel. Mia艂 po艂amanych kilka 偶eber, ale poza tym nic mu nie dolega艂o. Opatrzono jego wszystkie zadrapania i rany. Porusza艂 si臋 dosy膰 sztywno, ale przynajmniej m贸g艂 chodzi膰. Chcia艂am powiedzie膰 mu tyle rzeczy, o tylu sprawach musieli艣my porozmawia膰, ale nie potrafi艂am zrobi膰 nic innego, jak tylko rzuci膰 mu si臋 w ramiona. Ca艂owa艂 mnie zach艂annie, 艂apczywie i ju偶 po chwili le偶a艂am na 艂贸偶ku. Nawet nie zauwa偶y艂am, kiedy nasze ubrania znalaz艂y si臋 na pod艂odze. Stara艂am si臋 by膰 delikatna, boj膮c si臋, 偶e sprawi臋 mu niepotrzebny b贸l. On si臋 nie stara艂. Jego oczy p艂on臋艂y z po偶膮dania, nawet nie pr贸bowa艂 si臋 powstrzymywa膰. Jego d艂onie by艂y wsz臋dzie. Na moim brzuchu, piersiach, po艣ladkach. Rozkosz rozchodzi艂a si臋 po ca艂ym moim ciele. W ko艅cu, niecierpliwie, posadzi艂 mnie na sobie. Jego d艂onie ani na moment nie przestawa艂y mnie dotyka膰, kiedy rytmicznie porusza艂am si臋, siedz膮c na nim. Wpatrywa艂 si臋 we mnie w z takim cudownym zachwytem! Doszli艣my w tym samym momencie, za bardzo spragnieni siebie nawzajem. Po艂o偶y艂am si臋 obok, a on przyci膮gn膮艂 mnie do siebie zaborczo. Nagle do moich my艣li wkrad艂 si臋 strach. Co, je偶eli to mia艂o by膰 po偶egnanie? Nie chcia艂am, 偶eby Daniel mnie zostawia艂. Nigdy! Za wszelk膮 cen臋 pragn臋艂am by膰 z nim.

– Nie znikniesz? 鈥 zapyta艂am cicho, a on natychmiast w moim g艂osie wyczu艂 obaw臋.

Spojrza艂 na mnie powa偶nie.

– Kocham ci臋. O niczym bardziej nie marze ni偶 bycie z tob膮 鈥 oznajmi艂.

– To nie jest odpowied藕 na moje pytanie 鈥 warkn臋艂am odsuwaj膮c si臋 od niego.

Przyci膮gn膮艂 mnie do siebie z powrotem.

– Je偶eli tylko nie b臋dziesz przez moj膮 obecno艣膰 bardziej nara偶ona na niebezpiecze艅stwo, nie zostawi臋 ci臋. Przenigdy.

Wiedzia艂am, 偶e tym razem to moje oczy p艂on膮 niezdrowym blaskiem.

– Znajd臋 ci臋, nawet je偶eli spr贸bujesz uciec. B臋d臋 szuka艂a tak d艂ugo a偶 znajd臋.

U艣miechn膮艂 si臋, czule g艂aszcz膮c moje w艂osy.

– Licz臋 na to 鈥 zamrucza艂.

Dopiero gdy to powiedzia艂, zrobi艂am si臋 spokojniejsza. Nie zostawi mnie. Nie po tym wszystkim. Nasz 艣miech i przekomarzanie si臋 przerwa艂 wchodz膮cy do pokoju Marek. Gwa艂townie okry艂am si臋 ko艂dr膮. Skrzywi艂 si臋, ale niczego nie skomentowa艂. Obrzuci艂 nas tylko ponurym spojrzeniem.

– Jak ju偶 sko艅czycie 鈥 powiedzia艂 zupe艂nie spokojnie 鈥 to przyjd藕cie do mojego pokoju. Musimy porozmawia膰.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Siedzieli艣my na 艂贸偶ku Marka, podczas gdy on zaj膮艂 jedno ze stoj膮cych przy stoliku krzese艂. Czu艂am si臋 skr臋powana, ale mimo tego, nie potrafi艂am powstrzyma膰 si臋 przed chocia偶by ukradkowym dotykaniem Daniela. On r贸wnie偶 co chwila palcami muska艂 moj膮 d艂o艅. Marek udawa艂, 偶e tego nie widzi.

– Zapewne chcecie wiedzie膰, co si臋 sta艂o? 鈥 zapyta艂 patrz膮c bratu w oczy.

Daniel przytakn膮艂, nie wchodz膮c mu w s艂owo.

– Wiedzia艂em co mi zostawi艂e艣 鈥 wyja艣ni艂 ponuro. 鈥 Kontaktowa艂a si臋 ze mn膮 nasza matka. Chcia艂a, 偶eby艣my byli bezpieczni. Przekaza艂em list臋 jej przyjacielowi, kt贸ry jest jednym z ksi臋偶y Werbist贸w, misjonarzem, a on jakim艣 cudem skontaktowa艂 si臋 z ameryka艅skim rz膮dem. To co dosta艂a portugalska mafia, nie by艂o prawdziwe. Nie zrezygnowa艂em z rejsu, bo wyda艂 mi si臋 idealnym pomys艂em. Ucieczk膮. 鈥 Spu艣ci艂 wzrok. 鈥 Teraz przeze mnie oni wszyscy nie 偶yj膮.

Widzia艂am b贸l na twarzy Daniela.

– Te偶 tak s膮dzi艂em 鈥 mrukn膮艂 niech臋tnie. 鈥 Co si臋 sta艂o z list膮 i dlaczego jeszcze 偶yjemy? 鈥 spyta艂 ponuro.

Wzruszy艂 ramionami.

– Zapewne ma j膮 FBI, kolejna rzecz, kt贸r膮 Amerykanie b臋d膮 mogli szanta偶owa膰 inne kraje.

Daniel skrzywi艂 si臋, ale nie skomentowa艂.

– A co z nami? 鈥 zapyta艂am.

Tym razem to Marek nie wygl膮da艂 na zadowolonego.

– Obiecali nam ochron臋, tyle, 偶e w Stanach. To oznacza rezygnacj臋 ze wszystkiego. Rodzic贸w, przyjaci贸艂, kraju i ca艂ego dotychczasowego 偶ycia. Je偶eli jednak nie chcemy ich nara偶a膰, to chyba nie mamy wyboru.

Nie艣wiadomie 艣cisn臋艂am r臋k臋 Daniela. Nie zwa偶aj膮c na obecno艣膰 brata obj膮艂 mnie ramieniem, przytulaj膮c do siebie.

– Prosz臋, nie r贸bcie tego 鈥 odezwa艂 si臋 Marek, przepe艂nionym 偶alem g艂osem, a my gwa艂townie odskoczyli艣my od siebie. 鈥 Nie przy mnie – westchn膮艂. 鈥 Mia艂em wiele czasu na przemy艣lenia i pogodzi艂em si臋 z tym, 偶e brat ukrad艂 mi dziewczyn臋, ale nie potrafi臋 wam wybaczy膰 鈥 nie patrzy艂 na nas 鈥 jeszcze nie teraz.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾ヂ ~

Siedzia艂am w samolocie, przy oknie i przygl膮da艂am si臋 temu, jak ucieka przed nami ziemia. Na niebie by艂y jedynie niewielkie, bia艂e chmurki, w艣r贸d kt贸rych teraz si臋 unosili艣my. Nie ba艂am si臋 lotu, ani troch臋. Natomiast ba艂am si臋 nowego 偶ycia. Poczu艂am na ramieniu r臋k臋 siedz膮cego obok mnie Marka. U艣miechn膮艂 si臋 do mnie, jednocze艣nie pokrzepiaj膮co i jako艣 tak dziwnie, nie艣mia艂o.

– Boisz si臋, prawda 鈥 odezwa艂 si臋 cicho. Skin臋艂am g艂ow膮, mimo, 偶e by艂o to raczej stwierdzenie ni偶 pytanie. 鈥 Ja te偶 鈥 przyzna艂. Przez chwil臋 milcza艂, ale nie spuszcza艂 ze mnie wzroku. – M贸j brat ci臋 kocha, a ty kochasz jego i nie potrafi臋 was za to wini膰, chocia偶 przyznam, 偶e mam do was 偶al 鈥 tu skrzywi艂 si臋 nieznacznie 鈥 o spos贸b, w kt贸ry to za艂atwili艣cie. Tylko mu o tym nie m贸w, jeszcze nie teraz, dobrze?

U艣miechn臋艂am si臋 do niego ciep艂o. Skin臋艂am g艂ow膮. Nawet teraz, po tym, co zrobi艂am, nie przesta艂 by膰 moim przyjacielem. Kiedy lot si臋 wreszcie ustabilizowa艂, a stewardesa pozwoli艂a odpi膮膰 pasy, Marek wsta艂. My艣la艂am o tym, jak d艂ugo nie b臋d臋 mog艂a zobaczy膰 rodzic贸w. Czy kiedykolwiek b臋d臋 mog艂a bezpiecznie wr贸ci膰 do swojego kraju? Wysy艂ali nas na jaki艣 odleg艂y uniwersytet, po艂o偶ony w stanie Floryda, w obcej, niewielkiej, nadmorskiej miejscowo艣ci. Mieli艣my tam sp臋dzi膰 kilka najbli偶szych lat. Pociesza艂a mnie tylko 艣wiadomo艣膰, 偶e nie b臋d臋 sama. Kat, Tomas i Jaime podobno ju偶 tam byli. Ten ostatni mia艂 ucz臋szcza膰 do pobliskiej szko艂y. Ze mn膮 by艂 Marek i przede wszystkim Daniel鈥 kt贸rego naprawd臋, ka偶d膮 kom贸rk膮 swojego cia艂a kocha艂am. Jak na zawo艂anie zjawi艂 si臋 przy mnie. Opad艂 na mi臋kki fotel. Gdy tylko si臋 zbli偶y艂, motyle w moim brzuchu zacz臋艂y odstawia膰 sw贸j wariacki taniec. By艂 zadowolony, jak kot, kt贸ry opi艂 si臋 艣mietanki. Opar艂am g艂ow臋 na jego ramieniu.

– Tak jak chcia艂a艣 鈥 zamrucza艂 w moje w艂osy, ca艂uj膮c je delikatnie. 鈥 B臋dziemy razem i to tak d艂ugo, 偶e w ko艅cu ci zbrzydn臋.

Razem! Co za cudowne s艂owo.

– Nie ma na to najmniejszych szans 鈥 oznajmi艂am mu, nie potrafi膮c powstrzyma膰 u艣miechu.

The End


Vicky

Troch臋 nie艣mia艂a, zawsze odrobin臋 rozkojarzona i najcz臋艣ciej w czym艣 g艂臋boko zaczytana. Kocha fantastyk臋 i kultur臋 Japonii. Z zami艂owaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczaj膮cych j膮 ludzi. Opr贸cz bloga (przez zupe艂ny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawi膰 swojego linka w komentarzu, 偶ebym r贸wnie偶 mog艂a odwiedzi膰 Twoj膮 stron臋!

45 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Tyna

    20 grudnia 2011

    Suuper!!

  2. Odpowiedz

    Rose

    23 grudnia 2011

    W艂a艣nie takie opowiadania w Twoim wykonaniu lubi臋 najbardziej:)

    • Odpowiedz

      Vicky

      23 grudnia 2011

      W sensie zboczone? 馃檪

      • Odpowiedz

        Rose

        24 grudnia 2011

        Nie koniecznie zboczone ale 'nie fantasy’ 馃槢 chocia偶 te erotyczne w膮tki te偶 s膮 ok bo fajnie je opisujesz 馃檪

  3. Odpowiedz

    Kamm.

    30 grudnia 2011

    Lekki mindfuck. Pisz dalej, bo nie wiem w og贸le co si臋 dzieje.

    • Odpowiedz

      Vicky

      31 grudnia 2011

      Nied艂ugo to sko艅cz臋. W planach mia艂am przed Nowym Rokiem, ale nie jestem pewna czy jutro mi si臋 uda.

      • Odpowiedz

        Kamm.

        31 grudnia 2011

        Mindfuck si臋 powi臋kszy艂. Wi臋cej. :<

  4. Odpowiedz

    czarnaaa

    31 grudnia 2011

    Vicky, Twoje opowiadania s膮 cudowne!!!! za fantasy nie przepadam….. ale te s膮 najlepsze! jestem nowa, ale od pewnego czasu 艣ledze Twoj膮 tw贸rczo艣膰 i jestem pe艂na podziwu bo kiedy艣 sama pr贸bowa艂am ;ppp ale to by艂a pora偶ka… wracaj膮c do Ciebie, pisz dalej, nie tra膰 weny i dawaj nam czytaj膮cym jeszcze wi臋cej przyjemno艣ci. tylko denerwuje mnie to, 偶e rozpoczynasz nowe opowiadania i nie ko艅czysz starych, dopiero po pewnym czasie piszesz dalsze cz臋艣ci. czytaj膮c Twoje opowiadania w mojej g艂owie powsta艂 obraz mojego przysz艂ego ch艂opaka- brunet z zawadiacko opadajac膮 na oczy grzywk膮, wysportowany z aroganckim u艣miechem;) ko艅cz to opowiadanie bo jestem ciekawa gdzie do cholery podzia艂 si臋 Daniel?!

    • Odpowiedz

      Vicky

      1 stycznia 2012

      Dzi臋kuj臋! Nie ko艅cz臋 opowiada艅, jak nie mam na nie weny. Czasami pisa艂am co艣 na si艂臋 i niestety musz臋 przyzna膰 si臋 do pora偶ki. Tak po prostu si臋 nie da. Musz臋 mie膰 wizj臋 czego艣. Je偶eli chodzi o fantasy, to takim najnormalniejszym, jest „Magia Mi艂o艣ci” tj w膮tek fantasy jest tam malutki. 馃檪 Mo偶e jestem pr贸偶na (najwyra藕niej troszeczk臋), ale przyznam, 偶e Tw贸j komentarz wprowadzi艂 mnie w bardzo dobry nastr贸j na Nowy Rok. 馃檪

      • Odpowiedz

        czarnaaa

        1 stycznia 2012

        Niestety(lub stety) 'Magi臋 Mi艂o艣ci’ mia艂am przyjemno艣膰 ju偶 przeczyta膰 na Nastku….;p na szcz臋艣cie odnalaz艂am Twojego bloga i jestem troszk臋 do przodu:) co do pisania na si艂臋 masz racj臋, ale wiesz, 偶e czytelnik bywa cz臋sto krytyczny i niecierpliwy..:)ja naprawd臋 im wi臋cej czytam Twoich opowiada艅, tym bardziej nie mog臋 si臋 doczeka膰 kolejnych i kolejnych…. apetyt na wi臋cej ro艣nie;D jeste艣 wspania艂a! zapewne nie tylko ja Ci to m贸wi臋 bo czytelnik贸w masz mn贸stwo;) i przepraszam, 偶e tak sie rozpisa艂am i nie na temat opowiadania, ale musia艂am gdzie艣 wyrazi膰 m贸j podziw dla Ciebie. wiem, 偶e masz rownie偶 inne zaj臋cia ale pisz w kazdej wolnej chwili i szukaj weny wsz臋dzie;) i czekam na dalsze losy Jagody i Daniela…..;)

  5. Odpowiedz

    kolorowaann

    16 stycznia 2012

    Kiedy beda kolejne czesci ? 馃槈

    • Odpowiedz

      Vicky

      16 stycznia 2012

      Prawdopodobnie dzisiaj co艣 dodam. 馃槈

  6. Odpowiedz

    :):)

    19 stycznia 2012

    prosz臋 dalszy ci膮g:)

  7. Odpowiedz

    Alexisss

    22 stycznia 2012

    Ja tez prosze o ciag dalszy 馃槈 .!

  8. Odpowiedz

    Vicky

    22 stycznia 2012

    Musz臋 sobie przeczyta膰 od pocz膮tku, 偶eby nie pisa膰 bzdur 馃槈 w najbli偶szym czasie powinien pojawi膰 si臋 nowy fragment.

  9. Odpowiedz

    Nana17

    12 lutego 2012

    Czytam Twoje opowiadania ju偶 od jakiego艣 czasu. Bardzo podoba mi si臋 styl w jakim piszesz:) Czekam na ci膮g dalszy:P

    • Odpowiedz

      Vicky

      12 lutego 2012

      Dzi臋kuj臋. Ostatnio mam mniejsz膮 motywacj臋, bo jak kto艣 co艣 chce, to zamiast komentowa膰, na Facebooku si臋 odzywa 馃槈 a kiedy艣 by艂o tak fajnie i wszystko znacznie bardziej 偶y艂o.

  10. Odpowiedz

    Nana17

    14 lutego 2012

    Na pocz膮tku czyta艂am Twoje opowiadania na nastek.pl ale na prywatnej stronce masz to lepiej i przejrzy艣ciej pouk艂adane:) Podoba mi sie tutaj:) Lubie czyta,膰 a Twoje opowiadania bardzo szybko si臋 czyta:) wi臋kszo艣膰 ju偶 przeczyta艂am:) Oby tak dalej, pozdrawiam:)

  11. Odpowiedz

    Ania

    16 lutego 2012

    Mniejsz膮 motywacj臋 ? ;( to ja tutaj czekam z niecierpliwosci膮 na kolejn膮 cz臋艣膰 a tu takie wyznanie. 馃檨 zdecydowanie prosimy o wiecej, jestem pewna, ze nie jestem jedyna tutaj !

  12. Odpowiedz

    marteczka185

    19 lutego 2012

    Kiedy dalszy ci膮g??:

  13. Odpowiedz

    Nana17

    19 lutego 2012

    Kiedy zn贸w zaczniesz pisa膰:P ??

  14. Odpowiedz

    Vicky

    19 lutego 2012

    Ca艂y czas pisz臋. Po prostu chwilowo jest to kontynuacja „Krwi Czarownic”. Je偶eli chodzi o R贸偶e~ to na pewno b臋d膮 przed sobot膮, bo potrzebuj臋 nast臋pnej cz臋艣ci do wrzucenia na nastka. 馃槈

  15. Odpowiedz

    Vicky

    24 lutego 2012

    No dobrze… wracamy tutaj 馃檪

  16. Odpowiedz

    smutna55

    24 lutego 2012

    O ale mi艂o moja imienniczka 馃榾 Sk膮d takie imi臋 jak Jagoda tutaj? 馃槢

  17. Odpowiedz

    Soko

    26 lutego 2012

    prosz臋 o jeszcze 馃槈

  18. Odpowiedz

    Estijana

    1 marca 2012

    Piszesz 艣wietnie, pisz dalej. Zazdroszcz臋 ci, bo sama nieraz zaczyna艂am pisa膰 opowiadania, ksi膮偶ki, ale nie mog艂am sko艅czy膰, wiec nic z tego nie wysz艂o. Przeczyta艂am ju偶 ,,Nowe 偶ycie” i ,,Kropla 艂ez” , a teraz zacz臋艂am to. Mam nadziej臋, 偶e uda mi si臋 przeczyta膰 wszystkie twoje opowiadania, a zacz臋艂o si臋 od czytania twoich recenzji;) Teraz wol臋 twoje historie od ksi膮偶ek, znanych autor贸w;)

  19. Odpowiedz

    Soko

    2 marca 2012

    A ja nie bardzo wiem sk膮d to nag艂e niezbli偶anie si臋 do Daniela. W sensie, 偶e scena poprzednia ko艅czy si臋 przytuleniem, a potem wyskakuje z decyzj膮, by go ignorowa膰. Tzn. jest to zrozumia艂e, ale jak dla mnie za szybko to wprowadzi艂a艣, przyda艂oby si臋 co艣 to rozwin膮膰 – sk膮d, jak, dlaczego 馃檪 jestem rozpieszczona przez Ciebie, 偶e nie musz臋 si臋 domy艣la膰 i sobie dopowiada膰 馃槢

    • Odpowiedz

      Vicky

      2 marca 2012

      Patrz trzy wcze艣niejsze zdania. Uzna艂am, 偶e one to wyja艣niaj膮 ;).

      • Odpowiedz

        Soko

        2 marca 2012

        Przedstawiaj膮 jej w膮tpliwo艣ci co do jego osoby, ale 偶eby zaraz niezbli偶anie si臋.. 馃槈

  20. Odpowiedz

    Soko

    3 marca 2012

    Ale powiem Ci, 偶e jaka艣 przerwa dobrze Ci zrobi艂a.. podoba mi si臋 to bardzo, g艂贸wnie przez kilka zmian w stylu, akcji.. super 馃檪

    • Odpowiedz

      Vicky

      3 marca 2012

      Czasami po prostu na co艣 ko艅czy mi si臋 wena, wtedy odk艂adam to na p贸藕niej, a teraz – o zgrozo – mam kolejny pomys艂.

      Powstaje nowe opowiadanko z dzia艂u inne – nazywa si臋 „W Lustrzanym Odbiciu”. Obiecuj臋 jednak, 偶e R贸偶e~ te偶 b臋d臋 przy okazji ko艅czy艂a. 馃槈

      • Odpowiedz

        Soko

        4 marca 2012

        Ja, gdy co艣 ju偶 od艂o偶臋, to do tego za nic nie mog臋 wr贸ci膰.. 馃檪 wi臋c gdy ko艅czy mi si臋 wena, automatycznie dopisuj臋 dwa zdania zako艅czenia na „odwal si臋” i the end 馃槈

  21. Odpowiedz

    Soko

    4 marca 2012

    Dlaczego nie mo偶na edytowa膰 komentarzy? Ci膮gle nowe musz臋 pisa膰.. 馃槈 zobaczy艂am 偶e recenzujesz w Nowej Czytelni i, poniewa偶 zmagam si臋 ostatnio z nadmiarem wolnego czasu, chcia艂am zapyta膰 czy nie mog艂abym si臋 przy艂膮czy膰? A przede wszystkim, komu mia艂abym wys艂a膰 pr贸bne recenzje i jakie s膮 warunki – o ile s膮 i o ile bierzecie pod uwag臋 przyj臋cie kogo艣 nowego 馃槈

    • Odpowiedz

      Vicky

      4 marca 2012

      NC to portal nale偶膮cy do bardzo mi艂ego pana, ale powiem Ci, 偶e kiedy ja napisa艂am tam z tym samym pytaniem, odpowied藕 by艂a prosta i jednoznaczna – NIE. Dopiero po jakim艣 czasie wysz艂o, 偶e mnie tam przygarn臋li i jestem do tej pory (jakim cudem nie wiem, bo niekt贸re ksi膮偶ki trzymam od 艢wi膮t). 馃槈

      Natomiast recenzent贸w ci膮gle szukaj膮 na stacjakultury.pl (tyle, 偶e najpierw jest miesi膮c wrzucania news贸w – mnie si臋 np. nie chcia艂o), Elizjon.pl (tylko fantastyka) – tutaj mail do osoby odpowiedzialnej – islu@elizjon.pl, nakanapie.pl ma takie akcje, ale trzeba by膰 aktywnym w portalu (mnie si臋 raz na dwa miesi膮ce udaje dosta膰 ksi膮偶k臋) i w sumie to tyle z miejsc, kt贸re znam.

      • Odpowiedz

        Soko

        4 marca 2012

        Eh no c贸偶, ale spr贸bowa膰 napisa膰 do NC nie szkodzi.. ja z fantastyki za ma艂o czytam, by j膮 recenzowa膰 – preferuj臋 co艣 jak Llosa, Saramago 馃檪

  22. Odpowiedz

    Soko

    6 marca 2012

    Ooo jejku 馃榾 niby nic zaskakuj膮cego, rozwi膮zanie cz臋sto spotykane, ale po Tobie nigdy nie wiadomo, co i jak 馃檪

  23. Odpowiedz

    Vicky

    8 marca 2012

    Tylko nie mordujcie za to, 偶e to ju偶 koniec. Pomy艣la艂am, 偶e to dobry moment na zako艅czenie, a jak mnie nawiedzi wena, to u艂o偶臋 drug膮 cz臋艣膰. 馃槈

  24. Odpowiedz

    Soko

    8 marca 2012

    No tak si臋 zastanawiam, czy Ci臋 nie wysadzi膰 w powietrze jako艣..

  25. Odpowiedz

    Paula

    9 marca 2012

    Spodziewa艂am si臋 innego zako艅czenia ale i tak mi si臋 podoba艂o 馃槈

  26. Odpowiedz

    Cam

    9 kwietnia 2014

    Jednym s艂owem super 馃榾 Ch臋tnie b臋d臋 艣ledzi膰 twoj膮 stron臋 馃榾 Powodzenia w tworzeniu 馃榾 taki talent musi kiedy艣 wyda膰 bestseller 馃榾

    • Odpowiedz

      Vicky

      9 kwietnia 2014

      Dzi臋kuj臋! Jak widzisz mia艂am d艂ug膮 przerw臋, a teraz zn贸w wr贸ci艂am do aktywnego pisania i taka motywacja jak Twoja jest bardzo mile widziana 馃檪

  27. Odpowiedz

    katie

    31 stycznia 2015

    nie wiem, ile razy czytalam wszystkie twoje opowiadania. sa cudowne. wlasciwie poza tym nie mam nic do dodania. pisz wiecej 馃檪

  28. Odpowiedz

    nastuchpastuch

    12 lutego 2015

    To by艂o pierwsze opowiadanie Vicky, jakie przeczyta艂am. Wracam do niego co jaki艣 czas i absolutnie mi si臋 nie nudzi, a nawet uwa偶am, 偶e jest jednym z najlepszych Twoich opowiada艅 馃槈

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS