Tytus Groan – Mervyn Peake

Date
mar, 08, 2012

„Tytus Groan” jest pierwszą częścią tetralogii „Gormenghast” autorstwa brytyjskiego pisarza Mervyna Peake’a. Powieść została również zekranizowana w postaci mini serialu. Podobno to gatunek „gotyckiej fantasy”. Dla mnie dzieło byłoby chyba troszkę bliższe klimatycznemu horrorowi.

Ród Groan od wieków włada zamkiem Gormenghast. Nikt nie przypuszcza, że kiedykolwiek mogłoby być inaczej. Tragedia rozpoczyna się w momencie, kiedy Steerpike, podstępny i sprytny młody kuchcik, postanawia osiągnąć w życiu coś więcej. Jest inteligentny i pełen uroku, dzięki czemu pnie się coraz wyżej w hierarchii zamku. W tym czasie dorasta młody hrabia – Tytus Groan. To on w końcu okazuje się najtrudniejszą przeszkodą dla Steerpike’a.

Akcja powieści toczy się wyłącznie na zamku Gormenghast – odrobinę liźnięte są jeszcze otaczające siedzibę wioski, o reszcie świata autor daje czytelnikowi dość mgliste pojęcie. Mervyna Peake był malarzem, co być może wpłynęło na to, jak sprawnie posługuje się barwą słowa. Jego opisy są skrupulatne i szczegółowe, takie, dzięki którym czytelnik widzi dane sceny, a nie jedynie sobie je wyobraża.

Głównym bohaterem powieści, wbrew pozorom, nie jest tytułowy siedemdziesiąty siódmy dziedzic rodu Groan – Tytus. Jest nim Steerpike, który mimo wszystkich okrucieństw, jakich się dopuścił, wydaje się być w zwariowanej historii jedyną normalną osobą – taką przy zdrowych zmysłach. Nie sposób czuć do niego antypatii i choć to bohater zdecydowanie negatywny, to i tak jemu właśnie czytelnik będzie kibicował. Jako jedyny w całej książce wydawał się posiadać jakiekolwiek ludzkie uczucia – choć były to głównie chęć zemsty i nienawiść. Mimo, że inaczej niż w filmie, w książce nawet przez chwilę nie kocha Fuksji – starszej siostry Tytusa – to jednak bez trudu można sobie wyobrazić, że to ten sam bohater. Okrutny, nikczemny i w pewnym momencie już całkowicie wysnuty z sumienia.

Jak już wspomniałam wcześniej, fabuła skupia się tylko i wyłącznie na zamku Gormenghast. Można powiedzieć, że to on jest jej głównym bohaterem. Autor stworzył cudowne, bardzo barwne i szczegółowe opisy tego miejsca. Akcja nie pędzi na łeb na szyję, jest raczej spokojna, a jednak pełna napięcia i grozy. Nie ma tu tak konkretnie zarysowanej fabuły, jak w przypadku filmowej adaptacji, a świat zamku Gormenghast przedstawiony został z punktu widzenia wielu bohaterów, a jednak historia jest logiczna i spójna, natomiast połączenie wszystkich elementów wywołuje niesamowity efekt.

Mini serial jest dość wierną adaptacją przerażającej tetralogii. Kojarzy mi się z filmami w reżyserii Tima Burtona, ponieważ jest tak samo tajemniczy i niesamowity. Książka niewątpliwie jest dziwna, ale również przyjemnie inna, może trochę zagmatwana, ale też irracjonalna i niesamowita, wręcz nie z tego świata! Wywołuje burzę uczuć i wiele przemyśleń. Przede wszystkim powieść jest pełna niespodzianek, oryginalna. Wpływa na zmysły i uczucia. Targa naszymi sercami, wdziera się w głąb duszy. Zmusza do myślenia o ludzkiej naturze.

Poprzednim razem książka została wydana w 2004 roku, a teraz, nareszcie po latach doczekała się swojej nowej, lepszej wersji. Stworzony przez wydawnictwo Literacki tom jest elegancki i ciekawy pod względem grafiki. Posiada moją ulubioną, broszurową okładkę „ze skrzydełkami” i właściwie niewiele jestem mu w stanie zarzucić. Język autora wcale nie jest lekki – z tym niestety trzeba się liczyć. Książka powstawała w 1946 roku i nie ma nic wspólnego z współcześnie pisanymi powieściami. To raczej klasyka. Zarówno przez to, jak i przez swoją nietypowość, niestety nie trafi do każdego. Moim zdaniem jest cudowna i genialna, ale żeby móc spokojnie i płynie ją czytać, to po prostu taki klimat i język trzeba lubić.

Bardzo przepraszam, jeżeli przekręciłam jakieś fakty, ale jestem na bieżąco i z filmem i z książką, a ponieważ niewiele je różni, zmywają się w jedno w moim umyśle. Chyba tą podstawową zmianą był charakter Steerpike’a – w adaptacji serialowej został jakby odrobinę złagodzony, tak, że momentami aż mu się współczuło, to jednak w ogóle nie pojawia się w książce. W niej jest czarnym charakterem od początku do końca, jak zresztą moim zdaniem większość osób, które go otaczają.

Mervyn Peake miał cudowną wyobraźnię i potrafił malować nie tylko pędzlem czy węglem, ale i słowem. Pisał również poezję. Jego powieść ma w sobie tą przyprawiającą o dreszcze, dziwną niezwykłość. Osobiście jestem zafascynowana jego osobą oraz twórczością i z niecierpliwością czekam na kolejną część tetralogii. Wielbicielom groteski, czarnego humoru i absurdu, szczerze polecam.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu oraz portalowi Secretum.


Vicky

Leave a comment