Miłość Kąsa – Lynsay Sands

Date
lst., 20, 2012

O wampirach w literaturze było już wszystko. Tylko czy na pewno? Stworzenia nocy, które znamy z legend, są żądne krwi, a odstrasza je czosnek oraz symbole religijne. Zabić wampira można jedynie przez dekapitację, spalenie lub w  najbardziej znany sposób – wbijając osikowy kołek prosto w serce. Co jednak, jeżeli to spojrzenie jest zupełnie błędne?

Dawno temu istniał starożytny naród. Cywilizacja niezwykle rozwinięta – zarówno kulturowo jak i technologicznie. Wyspa, na której mieszkali, nosiła nazwę: Atlantyda. To właśnie stamtąd pochodzą wampiry, tyle, że wcale nie są nieumarłymi… To żywi ludzie. Osoby, które przeżyły po upadku tej niesamowitej społeczności. Do ich krwi wstrzyknięte zostały maleńkie nanoboty, które pracowicie naprawiają każdą uszkodzoną komórkę ich ciała. Dlatego właśnie wybrańców nie dotykają żadne choroby, są silniejsi, szybsi i sprawniejsi od normalnego człowieka. Do tego żyją naprawdę bardzo długo – setki lat. Jedynym mankamentem ich istnienia jest fakt, że nanoboty do pracy potrzebują krwi, dlatego ta, z biegiem lat, stała się ich jedynym pożywieniem. Na szczęście, by ją zdobyć, Atlantyjczycy nie muszą nikogo zabijać. W końcu i w naszym świecie technika idzie naprzód i już dawno temu, by sprawniej ratować ludzkie życie, powstały w szpitalach banki krwi.

By spowolnić rozmnażanie i nie przerosnąć liczebnie żywicieli, wampiry wprowadziły ograniczenie – dzieci w rodzinach mogą pojawiać się jedynie co sto lat, a przemienić śmiertelnika w wampira można tylko i wyłącznie raz w życiu. Kiedy jednak Etienne kilkakrotnie o włos uniknął śmierci z rąk oszalałego pogromcy wampirów, by w końcu, po wybuchu podłożonej w jego samochodzie bomby, trafić do kostnicy, a przed marnym końcem ratuje go śliczna pani koroner, ani chwili nie waha się by odwdzięczyć się jej życiem za życie. W tym momencie nie miało znaczenia czy na zawsze pogrzebie swoją szansę na miłość. Gdy Rachel budzi się jako nowonarodzony wampir, okazuje się, że nie jest mu za uratowanie życia ani odrobinę wdzięczna. Na dodatek, niezrażony niepowodzeniem, łowca wampirów, bezustannie depcze Etienne po piętach.

„Miłość kąsa” to już drugi tom przezabawnych przygód rodziny wampirów z Atlantydy. „Saga Rodu Argeneau” to cykl romantycznych opowieści o tym, jak samotne przez setki lat osoby, wreszcie znajdują swoją miłość. Nie są to jednak książki mdławe, ckliwe i bez ikry. To raczej pomysłowe komedie, przy których nie sposób się nudzić. Perypetie bohaterów wywołują fale śmiechu, a sympatycznej rodzinki, przypominającej odrobinę filmową „Rodzinę Adamsów”, nie sposób nie pokochać. W powieści znajdzie się również nutka erotyki, nie ma w niej jednak nic, co można by było uznać za wulgarne lub niesmaczne (no może poza jedną, małą, wampirzą niespodzianką, po przeczytaniu której nie mogłam się przestać śmiać).

Rachel ma niskie poczucia własnej atrakcyjności i stąd bierze się wiele nieporozumień, pojawiających się między nią a Etienne. Poza tym jednak jest kobietą zdecydowaną i pewną siebie. Zupełnie inną od bohaterki poprzedniego tomu – Lisanny. Wiele razy pokaże pazurki i udowodni, że wcale nie będzie łatwo z nią wytrzymać – zwłaszcza przez całą wieczność. Mimo to, z początku jedynie zafascynowany wampir, z biegiem czasu darzy kobietę coraz silniejszym uczuciem, by w końcu nabrać pewności, że to właśnie ona jest tą jedyną, szczególną osobą. Tylko czy Rachel będzie tego samego zdania? Bohaterowie zostali skonstruowani w cudowny sposób. Jednocześnie czuje się do nich sympatię i wyśmiewa z ich dziecinnego zachowania i wzajemnych podchodów oraz niedomówień. Najzabawniejsze jest jednak to, że nie tylko fikcyjne postacie mają tego typu problemy. Tu jednak obserwujemy je w postaci wyolbrzymionej i rozdmuchanej, by dokładniej zdać sobie sprawę, jak czasami osoby zakochane kompletnie przestają racjonalnie myśleć. Lynsay Sands opisała to w sposób wyraźny i doskonały.

Styl autorki jest prosty, lekki i przyjemny – taki do zakochania. Cieszy mnie również to, że używa narracji trzecioosobowej, dzięki czemu poznajemy w książce różne punkty widzenia. Pomysł na stworzenie wampirów z Atlantydy miała naprawdę niezwykle ciekawy. Cała reszta fabuły jest dość infantylna i oklepana, nie odbiera to jej jednak atrakcyjności. Powieść czyta się dobrze i z ciekawością, oraz nieodłącznym śmiechem. To czysto rozrywkowa książka, od której nikt nie oczekuje, że będzie wysokich lotów. Po prostu poznawanie losów rodziny Argeneau dostarcza wiele przyjemności.

Wydanie jest również udane, mimo że pojawiają się błędy korektorskie. Na wewnętrznych stronach okładki mamy zapowiedź trzeciego tomu. Grafika w sepii bardzo pasuje do klimatu, jaki roztacza wokół siebie długowieczny ród. Wygodny podział na krótkie rozdziały ułatwia czytanie, a w tłumaczeniu nie zauważyłam żadnych zgrzytów. To tomik idealny do tego, by postawić go na półce i w chwilach złego nastroju wracać do ulubionych, poprawiających humor, fragmentów.

„Sagę Rodu Argeneau” polecam wszystkim tym, którzy lubią dobre komedie i nie wzgardzą historią miłosną. „Miłość kąsa” to niegrzeczna książka z ikrą, zdecydowanie nie dla panienek z dobrego domu. Powieść dostarcza kilka godzin dobrej zabawy i pomaga zapomnieć o problemach i troskach zwykłej codzienności. Łatwo dzięki niej pobudzić wyobraźnię i przypomnieć sobie własne, nawet te zupełnie nierealne, marzenia.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję portalowi Nowaczytelnia

O autorce słów kilka

Lynsay Sands stworzyła ponad trzydzieści powieści i jest zdobywczynią wielu nagród literackich. Szczególnie doceniana za specyficzne poczucie humoru, którego nie brakuje w jej książkach. Pisze przede wszystkim romanse historyczne oraz paranormalne, ma słabość do wampirów. Kolejne tomy „Sagi Rodu Argeneau” wielokrotnie gościły na liście bestselletów „New York Timesa”.

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

5 komentarzy

  1. Odpowiedz

    miqaisonfire

    20 listopada 2012

    Czytałam pierwszy tom i powiem szczerze, że byłam totalnie zauroczona. Przeczytanie książki zajęło mi dwa dni (pewnie przeczytałabym ją w jeden, ale musiałam czas dzielić na czytanie i jeżdżenie na desce, bo były ferie :D). Zazdroszczę Ci, że już czytałaś drugi tom.

  2. Odpowiedz

    inka144

    20 listopada 2012

    Nie słyszałam o tej książce, ale teraz z całą pewnością będę chciała po nią sięgnąć 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      20 listopada 2012

      Oj Inko, Tobie to się nazbiera 😉 chyba częściej musisz zacząć brać udział w konkursach…

  3. Odpowiedz

    Kamila

    20 listopada 2012

    Jak wreszcie do mnie dotrze, to przeczytam z przyjemnością, bo „Ukąszenie” jakoś tak mnie zauroczyło. W powodzi historii o wampirach, udało jej się całkiem zgrabnie wypłynąć na powierzchnię 😉 Mam nadzieję, że drugi tom będzie równie dobry i myślę, że po Twojej recenzji moja nadzieja jest jak najbardziej uzasadniona i prawdopodobna do spełnienia się 😉

  4. Odpowiedz

    Tala

    21 listopada 2012

    Niestety nie czytałam jeszcze tomu pierwszego, więc najpierw muszę nadrobić zaległości, aby móc dobrać się to tego tomu 😛

Leave a comment

Moje Patronaty

  • Wiedzmy-Kijowa
  • lonely-heart
  • nastepca-tronu

Najnowsze Recenzje

  • Ogromne okno