Hyperversum – Cecilia Randall

Date
sty, 14, 2012

Hyperversum to powieść o przyjaźni, miłości, odwadze i utracie nadziei. Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością, a autorka niejednokrotnie potrafi zaskoczyć czytelnika. Mimo, że jest to książka fantasy, a nie historyczna, opowiada o rzeczywistej bitwie, w której 27 lipca 1214 roku pod Bouvines stanęły naprzeciwko siebie Francja i Anglia. Cecilia Randall wiele innych faktów również zaczerpnęła z historycznych źródeł. Jej wizja średniowiecza wydaje się dzięki temu tym bardziej prawdziwa i rzeczywista – jak zresztą cała jej powieść.     

Daniel jest studentem fizyki i zapalonym graczem w gry komputerowe, a zwłaszcza Hyperversum – odtwarzającą historyczne realia Role Playing Game. Ian, jego przyjaciel, a także starszy, przyrodni brat, we Francji pisze pracę doktorancką. Martin to ich 13nastoletni braciszek. Jodie jest studiującą medycynę dziewczyną Daniela. Wraz z dwójką innych przyjaciół, ta nietypowa grupa, postanawia rozegrać partię przygotowanej przez Iana gry, w realiach wczesnego średniowiecza. Coś jednak poszło nie tak i zamiast tylko udawać historyczne postacie, naprawdę się znaleźli w ich ciałach.

Do wszystkich występujących w powieści bohaterów z łatwością można się przywiązać. Wydają się bardzo żywi i realni. Akcja toczy się wartko, a w fabule bez przerwy coś się dzieje. Wydarzenia zmieniają się niczym w kalejdoskopie, a mimo iż podejrzewać możemy przebieg niektórych spraw, to większość jest prawdziwym zaskoczeniem – zwłaszcza wzruszające zakończenie.

Powieść jest na tyle okazała, że czyta się ją jak trylogię – nie jedną książkę. Ma to zarówno swoje zalety jak i wady. Historia jest tak bardzo wciągająca, że długość nie przeszkadza, a nawet chciałoby się poznać dalsze losy bohaterów – w chociażby krótkich opowiadaniach. Natomiast grubość tomu po prostu utrudnia czytanie. Mnie osobiście irytowało, że nie mogę jej nigdzie ze sobą zabrać, a jestem przyzwyczajona, że książki czytam dosłownie wszędzie. Strony powieści miejscami zdobią bardzo udane i ładne grafiki, które dodatkowo wspomagają wyobraźnię.

Oprócz beletrystycznej, wciągającej przygody, książka ma także elementy dydaktyczne. Autorka stara się dokładnie odzwierciedlić przeróżne średniowieczne sytuacje. Co ciekawe – akcja rozgrywa się w czasie, kiedy powinien pojawić się ten prawdziwy, legendarny Robin Hood, walcząc w bitwie u boku króla Francji. Na szczęście bohaterowie sami w sobie są na tyle ciekawymi postaciami, że ani odrobinę mi go nie brakowało. Natomiast ówcześni Anglicy w dalszym ciągu są „tymi złymi” i tutaj nic się nie zmieniło.

Cecilia Randall jest autorką wielu bestsellerowych powieści dla młodzieży, a ja sama chętnie przeczytałabym jeszcze jakieś jej historie. Urodziła się w Modenie i od zawsze kochała książki, ponieważ praktycznie się wśród nich wychowała. Ukończyła studia na wydziale Języków i Literatur obcych, a także studia w dziedzinie Komunikacji i Technologii Informacyjnych na Uniwersytecie w Bolonii. Później zaczęła pracować jako graficzka, projektantka stron internetowych i ilustratorka. Hyperversum było jej debiutancką powieścią, a autorka już zdążyła napisać jego drugą część.

Książkę z czystym sumieniem mogę polecić i to wcale niekoniecznie miłośnikom historii czy gier komputerowych. Znajdzie się w niej wszystko – od bitw i pojedynków, po bezgraniczną, pełną romantyzmu miłość. Jej język jest prosty i przystępny, a zgrabne opisy działają na wyobraźnię. Jestem przekonana, że niewiele osób się na niej zawiedzie.

Książka recenzowana dla portalu http://nastek.pl/. Rewelacyjna powieść!

Vicky

2 komentarze

  1. Odpowiedz

    Thorin

    19 lutego 2012

    Brzmi interesująco, kto wie, może się skuszę. Dziękuje.

  2. Odpowiedz

    Doroty

    7 grudnia 2015

    Książka jest naprawdę niezła, aż byłam zaskoczona!

Leave a comment

Najnowsze Patronaty


  • Wiedźmy Kijowa

Najpopularniejsze Opowiadania


  • Black & White
    Nastały ciężkie czasy. Z powodu globalnego ochłodzenia, które rozpoczęło się około 2030 roku ludzie zaczęli głodować. Na Ziemi...
  • Jak w Bajce
    Stałam przed budynkiem mojej nowej szkoły. Był środek marca, a ja dopiero teraz miałam zacząć drugi semestr. Liceum...
  • Akademia
    Nie miałam ochoty tu być. Nigdy nie chciałam znaleźć się w tej szkole, ale mój ojciec miał na...
  • Kropla Łez
    Siedziałam skulona na podłodze, w rogu pokoju. Plecami opierałam się o zimną ścianę. Czułam się tak cholernie samotna,...
  • Pieśń Księżyca
    Na niebie jasno świeciło słońce. Nie zasnuwały go żadne chmury, dzięki czemu widać było aż pięć z siedmiu księżyców Dareshi. Niewielu śmiałków zapuszczało się tak głęboko w Anduriańską puszczę, ale Emi szła pewnym krokiem przez gęsty las. Czuła się tu jak w domu. Nie było tu nic, co mogłoby chcieć ją skrzywdzić. Tym razem jej cel stanowiła niewielka, urokliwa polana, gęsto pokryta mchem, a o tej porze roku także drobnymi, niebieskimi kwiatkami ardenii. Marzyła o tym, żeby położyć się na miękkim poszyciu i godzinami wpatrywać się w to cudowne, olśniewające niebo.