Tulipanowy wirus – Daniëlle Hermans

tulipanowyDo sięgnięcia po książkę „Tulipanowy wirus” zachęciła mnie intrygująca, tajemnicza okładka. Może szata graficzna nie powinna być kryterium wyboru lektur, ale czasem gdy dużo się czyta, to tak właśnie się dzieje. Czy jednak nie pożałowałam swojej decyzji?

Akcja powieści toczy się w mieście Alkmaar XVII-wiecznej Holandii oraz w czasach współczesnych, w Londynie. Ludzie zwariowali na punkcie rzadkich odmian tulipanów. Ich cebulki osiągały kosmiczne ceny. Kwiaty stały się symbolem bogactwa i luksusu. W pewnym momencie wszystko inne przestało się liczyć. Co ciekawe, tak naprawdę tulipanomiania nigdy się nie skończyła, co potwierdzić może nowożytna historia…

Powieść wydaje mi się napisana zbyt prosto jak na swoją tematykę, ale trzeba przyznać, że wątek historyczny został poprowadzony niezwykle wiarygodnie, a Daniëlle Hermans posiada sporą wiedzę na tematy, które porusza. Niestety to jedna z niewielu mocnych stron powieści. Sama akcja jest dość schematyczna i przewidywalna. Zabrakło jakiegokolwiek elementu zaskoczenia i trudnej do odkrycia tajemnicy. Poza samym kwiatowym motywem fabuła również nie niesie ze sobą niczego szczególnego.

Stwierdzenie jednak, że książka jest nudna byłoby kłamstwem. Wydaje mi się po prostu, że pisarka źle wybrała gatunek w którym chciała stworzyć swoją pierwszą powieść. Historię czyta się niezwykle szybko, jest lekka i niewymagająca. Nie jestem fanką Dana Browna, więc nie będę tutaj niczego porównywała do jego twórczości, sądzę jednak, że napis na okładce jest po prostu kolejnym chwytem marketingowym.

Wydanie książki jest przepiękne. Szata graficzna zachwyca zarówno w środku jak i na zewnątrz. Edycja tekstu i tłumaczenie również są bez zarzutów. Według informacji, jakie dostarcza wydawca, powieść ma wkrótce zostać sfilmowana – jestem niezwykle ciekawa ekranizacji i tego jak sobie poradzi z nią ewentualny producent.

Podsumowując – „Tulipanowy wirus” to całkiem dobry, wciągający kryminał z wątkami historycznymi. Nie jest to może lektura wszech czasów, ale chwil, które spędziłam na czytaniu książki z pewnością nie mogłabym uznać za zmarnowane. Daniëlle Hermans znalazła interesujący temat, wokół którego zbudowała fabułę swojej debiutanckiej powieści. O samej tulipanomanii z chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej, gdyż to niezwykle ciekawe zagadnienie.

Dziękuję!

logo_large

3 listopada 2016

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS