Przyjęcie Urodzinowe #02

Siedemnaście lat. Jej urodziny. Tego dnia, Amy kończyła dokładnie siedemnaście lat. Siedem lat koszmarnego dzieciństwa i dziesięć lat wspaniałej zabawy u boku Gadriela. Tak właśnie wyglądało jej całe, obecnie nastoletnie życie. W lekko podpięte włosy, wsunęła kwiat, odrobinę przypominający storczyka. Ponieważ był środek sierpnia, a lato należało do tych upalnych, na sobie miała jedynie białą, krótką sukienkę z cienkiego materiału. I tak było jej zbyt gorąco. Jeszcze raz przejrzała się w lustrze. Długie, lekko podkreślone czarnym tuszem rzęsy, sprawiały, że jej czekoladowe oczy stały się kuszące i tajemnicze. Delikatnie pomalowane usta wykrzywiała w uroczym, drwiącym uśmieszku. Musiała przyznać przed samą sobą, że wygląda doskonale. Uwielbiała grę aktorską. Niesamowitą radość sprawiało jej odgrywanie różnych ról, udawanie barwnych charakterów, od grzecznej dziewczynki i wzorowej uczennicy, po nieznośną, kapryśną królewnę. Życie było cudowne. Podniosła z łóżka obszytą drobnymi koralikami, plecioną torebkę i zadowolona z efektów przygotowań wyszła z pokoju. W drzwiach, niemal przewróciła się, potykając o czarnego kota, który, jakby z premedytacją, wszedł jej pod nogi.

– Puck! Złaź mi z drogi, bo kiedyś utopię cię w wannie – warknęła na niego. Kocur spojrzał na nią z wyrzutem. Amy westchnęła. Przykucnęła przy zwierzęciu i podrapała je w podgardle. Uwielbiał to. Zamruczał usatysfakcjonowany. – I tak cię nie lubię – odpowiedziała dziewczyna na jego zadowolenie.

Wstała z podłogi. Czarny kocur zadarł do góry ogon i ruszył przed siebie ignorując jej dalszą obecność. Amy cieszyła się, że mają kota. Nawet takiego zbója jakim był Puck. Kiedyś marzyła o psie i była bardzo nieszczęśliwa, kiedy Gadriel się nie zgodził. On jednak, zamiast się z nią kłócić, po prostu pokazał jej dlaczego. Wszystkie psy, zaczynały wariować na sam jego widok. Wściekłe ujadanie roznosiło się po okolicy, przez samą jego obecność. Gadriel zdecydowanie unikał psów, a one unikały jego. Koty jednak były zupełnie inną sprawą… Te lgnęły do chłopaka, jakby święcie wierząc, że za każdym razem przyniesie im pyszną śmietankę. Zwłaszcza dachowce tak na niego reagowały. Amy była tym faktem zachwycona.

Mieszkali na poddaszu starej, czynszowej kamienicy. Mieli dwie sypialnie, kuchnię, łazienkę i salon. To w zupełności im wystarczało. Zwłaszcza, że ich mieszkanie posiadało bardzo specyficzny wystrój. Nie było urządzone w żadnym konkretnym stylu, ot po prostu wszędzie stały jakieś meble, a każdy z innej epoki. Mimo to wspólnie tworzyły idealną, harmonijną całość. Piękno chaosu, jak uwielbiała określać to Amy. Kiedy weszła do salonu siedzący na kanapie chłopak spojrzał na nią z nadzieją.

– Mogę iść z tobą? – zapytał od niechcenia, w jego głosie jednak słychać było napięcie.

Amy wiedziała, że jeżeli mu nie pozwoli, to Gadriel po prostu nie pójdzie. Nie mogła mu jednak tego zrobić. Uwielbiał jej towarzyskie imprezy, a właściwie, to pasjonowało go doszczętne ich niszczenie. Był przyczyną wszelakich kłótni, rozstań długoletnich par, wzajemnych oskarżeń, zerwanych przyjaźni i początkiem nienawiści. Destrukcja była jego pasją. Jeżeli jednak ona powie mu, żeby został, Gadriel niechętnie, ale zostanie, rezygnując z własnej przyjemności. Co to jednak byłaby za impreza urodzinowa, gdyby zabrakło na niej Gadriela? Amy była przekonana, że zanudziłaby się tam na śmierć.

– No nie wiem – odpowiedziała uśmiechając się przekornie. – To zależy od tego, co będziemy robili potem.

– Myślałem, że zaplanowałaś przyjęcie na całą noc – odpowiedział lekko naburmuszony.

Roześmiała się.

– Całą noc? Z tobą? Daj spokój! Rozwalisz je kompletnie już po dwóch pierwszych godzinach – oznajmiła zadziornie. – Zostaną tylko zgliszcza. To moje urodziny – wyjaśniła – i chcę się dobrze bawić. Jaką alternatywę mi proponujesz?

Chłopak namyślał się przez chwilę. Wiedział, że to nie może być byle co.

– Wezmę motocykl, to pojedziemy do lunaparku w Niemczech – oznajmił ostatecznie. – Obiecuję nie popsuć niczego, na czym będziesz miała ochotę się przejechać. Umowa stoi?

– Stoi – uśmiechnęła się zadowolona Amy.

Gadriel wstał z kanapy wyciągając spod poduszki owiniętą w srebrny papier paczuszkę. Podał ją dziewczynie.

– Wszystkiego najlepszego – mruknął.

Zaciekawiona Amy natychmiast otworzyła. W środku znajdował się podręczny zestaw Voodoo oraz książka wyglądająca zupełnie jak szkolny podręcznik. Napis na jej okładce głosił „Afrykańska Magia Voodoo od A do Z”. W środku były rysunki, a przy nich dokładne opisy zaklęć i rytuałów.

– I to naprawdę działa? – spytała podnosząc wzrok, na wpatrującego się w nią z rozbawieniem chłopaka.

– Sama się przekonaj – odpowiedział z drwiącym uśmieszkiem.

– Żebyś wiedział, że to zrobię! – oznajmiła entuzjastycznie.

Zerwała się z kanapy, by z impetem rzucić mu się na szyję. Mimo swojej niewielkiej masy niemal go przy tym przewracając. To był zdecydowanie najlepszy prezent urodzinowy jaki mogła sobie wymarzyć.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Znajomi Amy już na nią czekali. Rozpalili na leśnej polanie niewielkie ognisko. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie, zsiadając z czarnego, klasycznego motocykla. Już z oddali zauważyła poruszenie wśród szkolnych koleżanek. Pojawienie się Gadriela zawsze wywoływało wśród nich niekontrolowany wybuch euforii. Musiała przyznać, że chłopak według przyjętych standardów, wygląda naprawdę nieźle. Lekko poprzecierane na kolanach, ciasne grafitowe dżinsy nadawały mu odrobinę łobuzerski image, czarny bezrękawnik pozwalał podziwiać dziewczynom jego umięśnione ramiona, ciemne oczy sprawiały, że wyczuwało się w nim jakąś głęboko skrywaną tajemnicę, przystrzyżone na kilka milimetrów, brązowe włosy, podkreślały jego przystojną twarz. Tak, Gadriela zdecydowanie można było zaliczyć do kategorii tych przystojnych. Gdyby jednak, zachwycające się na jego widok dziewczyny, wiedziały to co ona wie… Z pewnością żadna by się do niego nie zbliżyła, a raczej, co bardziej prawdopodobne, wylądowałyby w szpitalu psychiatrycznym. Tak. Amy potrafiła to sobie wyobrazić.

– Amy, Gabriel, jak dobrze, że jesteście! – zawołała Paulina, jedna z „tak zwanych” najlepszych przyjaciółek dziewczyny, czyli po prostu kolejna wiedźma z piekła rodem, w skórze modnie ubranej nastolatki.

Gadriel skrzywił się na dźwięk imienia, którym go przedstawiała. Zrobiła to specjalnie, ponieważ rzadko kiedy miała okazję być bardziej złośliwą istotą niż on. Poza tym przecież, nie mogła przedstawić go jako Gadriela… a tak jedna litera w tą czy w tą… Jaka to różnica?

– Pięknie wyglądasz, Amy – oznajmił postawny blondyn podchodząc do niej z uśmiechem. Niechętnym spojrzeniem obrzucił stojącego przy motocyklu chłopaka, ale nie powiedział nic na ten temat. – Wszystkiego najlepszego.

Dziewczyna uśmiechnęła się czarująco.

– Dzięki, Maciek – odpowiedziała wspinając się na palce i całując go delikatnie w policzek.

Uwielbiała chłopaków, którzy byli gotowi zrobić dla niej wszystko. Sprawdzanie granic ich wytrzymałości dawało jej prawdziwą satysfakcję. Maciek objął ją ramieniem, uśmiechnęła się jeszcze zadziornie do Gadriela, który już zaczął z leniwym, aroganckim uśmieszkiem flirtować z Pauliną i pozwoliła poprowadzić się w stronę ogniska.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Nie doceniła Gadriela. Starczyła mu równo godzina. Amy siedziała na kłodzie drewna, obserwując otaczający ją, przepiękny chaos. Zapłakana Paulina siedziała w cieniu pod drzewem, Robert wywrzaskiwał niecenzuralne słowa pod adresem swojej, chyba już w tym momencie byłej dziewczyny. Natalia zawzięcie kłóciła się o jakąś bzdurę z Magdą, a Monika wylała na Łukasza całą puszką coli. Damian z Mateuszem okładali się w trawie pięściami. Maćka sama zdążyła wysłać po maliny, na które nagle obudziła w sobie niewysłowioną ochotę. Oznajmiła mu, że wszystko między nimi skończone jeżeli ich nie dostanie, a on jak kretyn, natychmiast po nie poleciał. Amy nabrała przekonania, że jeżeli kiedyś spotka chłopaka, który będzie większym dupkiem niż ona sama, z pewnością z miejsca się w nim zakocha. Nie trawiła pantoflarzy. Była bardzo ciekawa, czy Maciek w ogóle gdzieś w okolicy znajdzie te jej „wymarzone” maliny, o ile oczywiście jakiś sklep jeszcze będzie otwarty. Natomiast w centrum tego wszystkiego stał oparty o pień drzewa Gadriel. Uśmiechał się usatysfakcjonowany. Imprezę można było zaliczyć do  udanych.

Amy wstała ze swojego miejsca, leniwie się przeciągając. Słońce zdążyło już zajść i zrobiło się chłodno. Podeszła do stojącego pod drzewem chłopaka.

– Zmywamy się? – zapytała. – Nudzi mi się.

– Cierpliwości – powiedział patrząc wyczekująco gdzieś ponad jej głową.

Dziewczyna również spojrzała w tamtą stronę. Przez chwilę nie działo się nic, a ona drżała od wieczornego chłodu. Oparła się o Gadriela, szukając u niego ciepła. Cokolwiek by się nie działo, nawet przy dwudziestostopniowym mrozie, on zawsze był ciepły. Chłopak mechanicznie, nie myśląc o tym co robi, objął ją ramionami. Westchnęła.

– Jak długo jeszcze będziemy tu sterczeć? – zapytała. – I właściwie to na co czekamy?

– Jeszcze chwilę – odpowiedział zagadkowo.

Na szarym niebie pojawiły się kolorowe światła. Dziewczyna usłyszała wystrzały. Tak mogła wyobrazić sobie jedynie powstawanie gwiazdy. Na wieczornym niebie widać było fajerwerki. Setki, tysiące! Zamiast pojedynczo, wszystkie wzleciały naraz tworząc różnobarwną girlandę.

– Takiego czegoś jeszcze nie widziałam – stwierdziła Amy zachwyconym głosem.

– Teraz już możemy jechać – oznajmił spokojnie Gadriel.

– Teraz to ja zostaję – powiedziała dziewczyna, nie odrywając wzroku od kolorowych świateł. – Chcę to zobaczyć do końca!

– Zaraz tu będzie straż pożarna i ogólnie duże zamieszanie – wyjaśnił cierpliwie chłopak.

– Nie obchodzi mnie to – mruknęła Amy w dalszym ciągu wpatrując się w rozjaśnione niebo.

Gadriel wzruszył ramionami. Podniósł ją z ziemi przewieszając sobie przez ramię. Pisnęła, zaczęła sie wyrywać. Nie zwracając na to najmniejszej uwagi chłopak zaniósł ją do miejsca,  w którym zostawił motocykl. Spojrzała na niego z wyrzutem kiedy postawił ją na miękkiej trawie. Zignorował to, podając jej szarą, zdecydowanie za dużą na dziewczynę bluzę.

– Wkładaj i jedziemy – rozkazał stanowczo.

Naburmuszona Amy posłuchała. Usiadła za nim na motorze. W tym momencie na polanie pojawił się Maciek. Niósł ze sobą reklamówkę z kobiałką malin. Spojrzał pytająco na dziewczynę. Uśmiechnęła się do niego uroczo.

– Zmywamy się. Zrobiło się nudno. Do zobaczenia w poniedziałek w szkole – powiedziała, zakładając kask i machając mu na pożegnanie.

Gadriel ruszył, nie czekając na jego reakcję. W oddali ciągle widać było rozjaśniające niebo światła, tym razem jednak wyglądały jak ognista łuna. Myśli Amy już krążyły jednak zupełnie gdzieindziej. Lunapark… tam zabawa zdecydowanie powinna być jeszcze ciekawsza.

 The End

Słowniczek:

Puck –  (ze świata Celtów) znany także jako Robin Goodfellow, co można przetłumaczyć jako Robin Dobry Duch lub Robin Przyjazny. Jest złośliwym chochlikiem, który lubuje się w psikusach i kawałach. Jest zarozumiały i niedojrzały. Puck jest angielską wersją irlandzkiego imienia Puca i walijskiego Pwcca, które nadawano celtyckim hobgoblinom o podobnych cechach charakteru.

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

7 komentarzy

  1. Odpowiedz

    IRRESA

    10 czerwca 2011

    Jest ciekawie, jest krótko, prosto i do rzeczy. xD Ale te opowiadania o Amy straciły całą swoją głębię. Nie to co było w „Świcie Zmierzchu” A może tylko ja to tak odbieram?!

    • Odpowiedz

      Miye

      10 czerwca 2011

      Będą różne i głębsze i płytsze *smile*. W planach mam ich całkiem dużo.

  2. Odpowiedz

    Marina.

    10 czerwca 2011

    yyy….dziwne ;>

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    11 czerwca 2011

    Te są teraz takie… no nie wiem. Jakby krótkie opowiastki o niczym. ;> Styl pisania jest świetny, właściwy Tobie, ale fabułę taką to chyba każdy by potrafił wymyślić… Choć przyznaję, że trochę świeżości to na Twój blog wprowadziło. *uśmiech*

  4. Odpowiedz

    Rozprówacz

    17 czerwca 2011

    zdajesz sobie sprawę, iż voodoo wymaga części ciała osoby na, którą ma działać?

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS