Chabrowa Róża

Położył dziewczynę na kanapie podwijając jej koszulkę wyżej, tak, żeby odsłonić biust. Całował jej szyję i dekolt jednocześnie rozpinając spodnie dziewczyny. Zdjęła jeansy pokazując delikatne, błękitne majteczki. Sam także szybko pozbył się swoich spodni, które zdecydowanie, w tym momencie, za bardzo go uwierały. Chciwym spojrzeniem ogarnął jej ciało. Przestał myśleć logicznie. 

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział I

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Istnieje wiele podobnych do siebie miast, a w każdym z nich można zobaczyć dzielnice pełne starych obdrapanych kamienic, dziurawych ulic i szarych podwórek z samotnymi trzepakami i niechlujnie stojącymi pojemnikami na śmieci. W takim właśnie miejscu dorastała Eliza.

Dziewczyna była ładną, szczupłą blondynką o niebieskich, smutnych oczach. Jej rodzina zajmowała niewielkie trzypokojowe mieszkanie. Nigdy nie było jej dane poznać swojego ojca, a matkę straciła gdy była jeszcze bardzo mała. Na tyle mała, że nawet nie potrafiła odnaleźć jej w swojej pamięci.

Eliza tak naprawdę nie miała przyjaciół. Była bardzo cicha i nieśmiała, a towarzystwo rówieśników ją krępowało. Do tego bardzo się wśród nich wyróżniała.  Nie malowała się, nie było jej stać na „fajne ciuchy”, za to uwielbiała nosić we włosach chabrowo-niebieskie pasemko. Była typową indywidualistką, nigdy nie podążającą za grupą, na każdy temat posiadała własne zdanie. To w połączeniu z nieśmiałością często powodowało, że stawała się obiektem drwin i podłych żartów.

Cieszyła się, że już tak blisko do matury, w tym roku skończy liceum i pójdzie na swoje wymarzone dziennikarskie studia. Gdyby dostała stypendium nareszcie mogłaby wyprowadzić się z domu, z maleńkiego pokoiku, który dzieliła ze swoimi młodszymi kuzynkami Beatą i Dorotą. Przestałaby być ciężarem dla ciotki i wuja. Zawsze zastanawiała się czemu mimo swojej kiepskiej sytuacji materialnej postanowili się nią zaopiekować. Mogli ją przecież oddać do domu dziecka, ale oni traktowali Elizę jak własną córkę. Byli jej jedyną rodziną.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tego wieczoru Eliza była w bardzo dobrym nastroju. Jak co tydzień wybierała się na koncert do Coco Club. Uwielbiała zespół Cuervo, była na ich wszystkich koncertach, ale jeszcze bardziej niż sam zespół i graną przez nich rockową muzykę kochała ich wokalistę – Matta. To nie było już nawet zauroczenie, to była obsesja. Z tygodnia na tydzień żyła jedynie tym, że będzie mogła go zobaczyć. Często wyobrażała sobie jakby to było, gdyby odważyła się do niego odezwać po koncercie. Nie opuściła żadnego od pół roku. Tym razem, jak zwykle stanęła pod sceną, ale odrobinę z boku, żeby móc w spokoju obserwować obiekt swojej adoracji.

Wokalista Cuervo był wysokim, szczupłym w tali i szerszym w ramionach dwudziesto-paroletnim chłopakiem. Miał nieco przydługie ciemne włosy, zawsze układające się w artystyczny nieład, delikatnie opadającą na czoło grzywkę i szare, okolone ciemnymi rzęsami oczy. Był niewątpliwie przystojny. Eliza wiedziała, że nie jest jedyną dziewczyną, która do niego wzdycha. Tylko, że nie zachwycał jej jedynie jego wygląd. Wiedziała, że sam układa słowa piosenek, które szalenie do niej przemawiały. Tak bardzo kochała jego muzykę, że to czasem aż bolało. Stanowiła jej integralną część. Uwielbiała także słuchać jego głosu, a dzięki słowom poznawać myśli chłopaka. Od dawna już wiedziała, że jest w nim zakochana bez pamięci.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Po koncercie Eliza z żalem wyszła z klubu. Jak zwykle czuła w sobie pustkę i tęsknotę. Do domu miała kawałek drogi, a zamiast kurtki ubrana była tylko w rozpinaną cienką bluzeczkę, więc drżała z zimna. To było stanowczo za mało jak na taki chłodny wieczór. Żałowała, że zwiedziona wiosennym ociepleniem nie pomyślała wcześniej o tym, że po koncercie może zrobić się zimniej.

Dziewczyna była przyzwyczajona do chodzenia samotnie po mieście, nawet o tak późnej porze. Zazwyczaj ulice były puste. Teraz spostrzegła jakichś chłopaków stojących w wąskiej uliczce. Otaczające ją z obu stron kamienice skierowane były ku niej ślepymi ścianami. Wychodziły na nią jedynie wysokie, strychowe okna.

Serce Elizy przyspieszyło swój rytm. Chłopacy nie wyglądali specjalnie przyjaźnie, a ona będzie musiała koło nich przejść. Wzięła głęboki oddech i dzielnie ruszyła w ich stronę.

– Hej mała, przyłączysz się do nas? – zapytał wyraźnie wstawiony blondyn.

Zignorowała go i spróbowała wyminąć. Chłopak stojący przy blondynie chwycił ją za ramię. Odwrócił dziewczynę w swoją stronę.

– No laleczko, kolega mówił coś do ciebie. Zostaniesz tu i zabawisz się z nami.

– Puść mnie – syknęła.

Eliza była przerażona. Dzielnica nie należała do najlepszych. Zdawała sobie sprawę, że w razie czego nikt nie zwróci uwagi na jej wrzaski.

Roześmieli się wszyscy trzej. Blondyn przytrzymał ją i przygniótł do ściany jednego z domów. Ten który nazwał ją „laleczką” zaczął rozpinać jej bluzkę. Krzyknęła. Natychmiast poczuła na ustach nieprzyjemną, twardą dłoń. Strach sparaliżował ją zupełnie. Nie była nawet w stanie myśleć o tym, żeby jakoś próbować się bronić.

W pewnym momencie usłyszeli warkot silnika, roznoszący się echem po pustych ulicach. Przez skrzyżowanie przejechał jakiś motocykl. Spojrzeli w tamtym kierunku bez większego zainteresowania. Nie spodziewali się, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie. Silnik jednak zgasł i motocykl zatrzymał się tuż przed wjazdem w wąską uliczkę. Ubrana na czarno postać zdjęła kask i ruszyła alejką w ich stronę. Blondyn trzymał Elizę ciągle zatykając jej dłonią usta, ale pozostała dwójka zwróciła się ku nadchodzącemu mężczyźnie.

– Puść dziewczynę – powiedział przybysz rozkazującym tonem.

Eliza aż za dobrze znała ten głos. Jej serce przyspieszyło jeszcze bardziej.

– Tak? A jak nie, to co nam zrobisz? – zadrwił jeden z chłopaków.

Wyciągnął nóż. Motocyklista spojrzał na niego z politowaniem. Podszedł bliżej. Szybkim, niespodziewanym ruchem kopnął pijanego chłopaka w rękę, tak, że broń upadła na ulicę. Potem padło kilka kolejnych ciosów, przed którymi tamci próbowali się nieporadnie bronić. Po chwili leżeli na asfalcie.

– Puść ją – motocyklista ponownie zwrócił się do blondyna.

Tamten natychmiast wykonał polecenie po czym wycofał się i po kilku krokach rzucił do ucieczki.

– Nic ci nie jest? – spytał przybysz z troską w głosie.

Eliza pokręciła głową. Wpatrywała się w chłopaka jak w marzenie. To był Matt, wokalista zespołu Cuervo. Zamurowało ją zupełnie, nie wiedziała co powiedzieć, mimo, że rozmowę z nim wyobrażała sobie na milion różnych sposobów. Zadrżała z zimna. Szybko zapięła swoją cienką bluzkę. Chłopak najwyraźniej to zauważył, bo bez wahania zdjął z siebie skórzaną, motocyklową kurtkę i podał dziewczynie.

– Włóż to – powiedział nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Jeżeli powiesz mi gdzie mieszkasz, to odwiozę cię do domu.

Otuliła się jego kurtką, nie wierząc w to co się właśnie działo.

– Dziękuję – powiedziała cicho – mieszkam na Wyspiańskiego, przy Grobli.

– Chodź.

Ruszył w stronę motocykla nie oglądając się na nią więcej. Poszła niepewnie za nim. Podał jej kask.

– Zwiń włosy – poradził.

Splotła włosy w luźny warkocz i wepchnęła pod kask. Usiadła za nim żałując, że nie jest w stanie nic sensownego powiedzieć. Kiedy ruszyli, złapała chłopaka w pasie. Nie była przyzwyczajona do jazdy na motorze i bała się przytrzymać uchwytu z tyłu. Przejażdżka jak na gust Elizy skończyła się zbyt szybko. Niechętnie przestała obejmować chłopaka.

– Poradzisz sobie? – spytał kiedy oddała mu kask.

– Tak, dziękuję, za wszystko… – nie wiedząc co jeszcze mogłaby powiedzieć zeszła z motocykla i poszła w stronę domu. Matt poczekał aż otworzy drzwi i dopiero wtedy odjechał. Eliza zdała sobie sprawę, że ciągle ma na sobie jego kurtkę. Będzie musiała ją oddać w przyszłą sobotę. Miała nadzieje, że przy następnym spotkaniu nie zrobi z siebie kompletnej idiotki i będzie w stanie coś sensownego powiedzieć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza przez cały tydzień żyła tym, że w sobotę odda Mattowi kurtkę. W szkole nie była w stanie się na niczym skupić. W domu siedziała cicha, bezwiednie zapatrzona w przestrzeń.

– Kochanie, źle się czujesz? – spytała ciocia Alicja z troską w głosie, zastawszy siostrzenicę skuloną na piętrowym łóżku z zeszytem na kolanach. – Prawie nic nie zjadłaś.

– Nic mi nie jest – powiedziała Eliza starając się przywołać na twarz pogodny uśmiech.

Ciotka wyszła z pokoju z cichym westchnieniem. Miała na głowię naprawdę wiele problemów, ale zawsze najbardziej martwiły ją te dotyczące dzieci, a Elizę traktowała jak własną córkę.

Sobotni koncert minął dziewczynie w pełnym napięcia oczekiwaniu. Czuła się bardzo podekscytowana. Wśliznęła się za kulisy, zdziwiona tym, jak łatwo przepuścił ją ochroniarz, gdy wytłumaczyła mu po co przyszła.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wszyscy członkowie zespołu zmyli się dość szybko. Matt został sam. Był odrobinę rozkojarzony po koncercie. Nie miał ochoty tego dnia imprezować. Wróci do domu, poczyta coś, może obejrzy jakiś film… Był zadowolony, że z zespołem układało się coraz lepiej, mieli coraz liczniejszą, za każdym razem lepiej bawiącą się publiczność.

Rozmyślanie przerwał mu hałas otwierających się drzwi. Zaskoczył go widok dziewczyny, która weszła do pomieszczenia za sceną. Była ładna, drobnej budowy, jej sięgające pasa blond włosy były ozdobione z przodu zabawnym, niebieskim pasemkiem. Podobała mu się taka oryginalność. Pamiętał ją, to jej pomógł w zeszłym tygodniu. Nie spodziewał się szczerze mówiąc, że jeszcze kiedyś ją zobaczy.

– Cześć – zaczęła nieśmiało – przyniosłam twoją kurtkę.

Wyciągnęła ją z plecaka i podała chłopakowi. Spojrzał na nią zaintrygowany. Czyli wtedy pewnie musiała wracać z ich koncertu… ucieszył się, że wiedziała gdzie go znaleźć.

– Dzięki – wziął od niej kurtkę, której tak naprawdę nie spodziewał się kiedykolwiek odzyskać.

Uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Wyglądała uroczo. Tak niewinnie. Zastanawiał się ile może mieć lat. Stała teraz i wpatrywała się w niego niepewnie, jakby nie za bardzo wiedziała, co chce powiedzieć. Przywodziła mu na myśl spłoszoną sarenkę.

– Jeżeli masz czas, to możemy iść wypić jakieś piwo – zaproponował w końcu, nie będąc do końca pewnym czy to rzeczywiście dobry pomysł. Coraz bardziej miał na nią ochotę, a nie miał zamiaru jej wykorzystywać.

– Jasne – uśmiechnęła się do niego jak dziewczynka, która w Boże Narodzenie, rozpakowuje właśnie swoją pierwszą lalkę. Patrzyła na niego ufnie swoimi pięknymi chabrowymi oczami.

Teraz nabrał przekonania, że źle robi, ale nie miał już jak wycofać się z propozycji. Wyszli na zewnątrz, jego motor stał zaparkowany w pobliżu tylnego wyjścia. Z trudem przełknął ślinę, kiedy dziewczyna objęła go w pasie. Mocno postanowił sobie, że pojadą do miasta, ale już przy pierwszej możliwości skrętu, wiedział, że zabierze ją do mieszkania. Nie przypominał sobie, żeby jakaś dziewczyna działała na niego w taki sposób. Podobał się wielu, ale zazwyczaj śmieszyły go próby flirtowania czy nawet to, jak co odważniejsze, otwarcie próbowały zaciągnąć go do łóżka. Był zdecydowanym przeciwnikiem przygodnego seksu, to nie było w jego stylu, ale w przypadku tej małej, po prostu nie potrafił się powstrzymać. Miał cichą nadzieję, że może ona nie będzie chciała.

Zatrzymali się przed ładną, pomalowaną na pistacjowo kamienicą. Całe dolne piętro wypełnione było kolorowymi wystawami wiele obiecujących sklepów. Poprowadził dziewczynę schodami na górę, do przytulnie urządzonego, dwupoziomowego mieszkania pod samym dachem. Było ono jasne i przestronne. Rozejrzała się zaciekawiona.

– Sam tu mieszkasz? – spytała.

– Mam współlokatora, to jego mieszkanie, ale jest teraz w Londynie. Planuje wrócić dopiero po wakacjach.

Zaprowadził dziewczynę do salonu połączonego otwartym łukiem z jadalnią i nowoczesnym aneksem kuchennym. Usiadła na kanapie. Podał jej puszkę piwa z lodówki.

– Nawet nie wiem jak masz na imię – przyznał się. W końcu kiedyś wypadało zapytać.

Policzki dziewczyny zaróżowiły się uroczo.

– Eliza.

– Ja jestem Mateusz, ale wszyscy mówią do mnie Matt. Miło mi cię oficjalnie poznać – uśmiechnął się do niej.

Usiadł po drugiej strony kanapy, nie za blisko dziewczyny. Nie chciał jej krępować.

– Często bywasz na naszych koncertach? – spytał, nie do końca wiedząc jak zacząć rozmowę.

Na jej twarzy znów zagościł rumieniec.

– Właściwie to byłam na każdym.

Najpierw spojrzał na nią z niedowierzaniem, a potem wybuchnął śmiechem. Dziewczyna zawstydziła się jeszcze bardziej.

– Nie wiedziałem, że mamy swoich stałych fanów. Miło to słyszeć.

Rozmawiało się z nią całkiem przyjemnie. Była inteligenta i dowcipna, tylko strasznie nieśmiała. Po dwóch piwach rozluźniła się na tyle, żeby usiąść wygodnie, opierając się o poręcz kanapy. Podobało mu się, jak się śmieje. Sprawiała wrażenie szczerej i sympatycznej osoby.

Zdjęła bluzę, odsłaniając koszulkę na ramiączkach, z nadrukiem z filmu Tima Burtona, spod której nieśmiało wyglądało błękitne ramiączko stanika. Miał na nią coraz większą ochotę. Przysunął się do dziewczyny z laptopem pokazując zabawny film ze studia nagraniowego. Położyła mu głowę na ramieniu, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie.

Kusisz los kociaku, pomyślał.

Kiedy odstawił komputer, przysunęła się do niego jeszcze bliżej. Sam nie wiedząc co robi, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek oplatając ramionami jego szyję. Poczuł się bardzo podniecony, zdecydowanie bardziej niż powinien. Jego członek domagał się uwolnienia z ciasnych jeansów.

Nie, powiedział sobie w myślach.

Dziewczyna coraz bardziej ośmielona usiadła mu na kolanach podwijając jego koszulkę i kładąc mu na plecach drobne dłonie. Czuł, że jeszcze chwila, a nie będzie odwrotu. Przypomniał sobie scenę na ulicy. Nie miał pewności co nią kierowało. Wielkim wysiłkiem woli odsunął ją delikatnie od siebie. Spojrzała na niego pytająco, lekko spłoszonym, sarnim wzrokiem.

– Nie musisz tego robić – powiedział cicho, lekko zachrypniętym z podniecenia głosem – nie jesteś mi nic winna.

Roześmiała się dźwięcznie, jakby uspokojona tym co powiedział. Pocałowała go tuż przy uchu.

– A nie mogę po prostu mieć na to ochoty? – wyszeptała niewinnie.

W stanie, w jakim był obecnie, taka odpowiedź wystarczała mu w zupełności. Wsunął ręce pod koszulkę dziewczyny i rozpiął jej stanik. Zsunęła go z ramion, nie zdejmując przy tym koszulki, on w tym czasie pozbył się swojego t-shirta.

Była taka piękna! Jej złote włosy delikatnie opadały na ramiona i sięgały niemal bioder. Wydawała się bardzo krucha i bezbronna. Z trudem opanował pragnienie, żeby się na nią rzucić.

Przysunęła się jeszcze bliżej, przy każdym poruszeniu drażniąc jego i tak już sztywny członek. Znowu zaczął ją całować. Wsunął ręce pod jej koszulkę przesuwając dłońmi po plecach dziewczyny. Powoli przesunął je na jej drobne piersi. Wyprężyła się jak mały kotek, zamruczała mu do ucha.

Nie dość, że urocza, to jeszcze seksowna, pomyślał. O tak, naprawdę jej pragnął.

Położył dziewczynę na kanapie podwijając jej koszulkę wyżej, tak, żeby odsłonić biust. Całował jej szyję i dekolt jednocześnie rozpinając spodnie dziewczyny. Zdjęła jeansy pokazując delikatne błękitne majteczki. Sam także szybko pozbył się swoich spodni, które zdecydowanie, w tym momencie, za bardzo go uwierały. Chciwym spojrzeniem ogarnął jej ciało. Przestał myśleć logicznie. Położył się obok dziewczyny całując jej piersi. Sutki zachwycały taką samą różowością co usta. Wsunął palce pod materiał bielizny i przesunął nimi delikatnie po jej wilgotnej cipce. Jęknęła cicho. Przylgnęła do niego całym ciałem, oplatając go nogami. Kiedy wsunął w nią palec wygięła się w łuk. Zdjął z niej majteczki. Ujrzał jej śliczną, równiutko ogoloną cipkę. Objął dziewczynę drugą ręką, przytulając ją do siebie. Całowała go w szyję, jej dłoń powędrowała do jego członka. Poczuł się naprawdę przyjemnie. Nie chciał za szybko w nią wchodzić, miał ochotę sprawić jej rozkosz. Wsunął drugi palec w wilgotną szparkę dziewczyny. Była bardzo ciasna. Zauważył, że skrzywiła się lekko. Wyciągnął z niej palce, były delikatnie ubrudzone krwią. Jęknął.

– To twój pierwszy raz? – zapytał z góry znając odpowiedź.

Skinęła głową, ale tylko przytuliła się do niego bardziej. Był tak cholernie podniecony, ale przecież nie mógł tego zrobić…

– Nie powinnaś tu być ze mną, powinnaś to zrobić z kimś kogo kochasz – mówił to do niej, jednocześnie starając się przekonać samego siebie.

Spojrzała mu w oczy.

– Kiedy ja właśnie chcę to zrobić z tobą.

Odsunął się od niej.

– Ubierz się – powiedział cicho, myśląc tylko o zimnym prysznicu. – Odwiozę cię do domu.

– Nie, proszę – powiedziała błagalnym tonem – chcę zostać. Nie podobam ci się?

Znowu jęknął, ta rozmowa nie prowadziła do niczego dobrego.

– Cholernie mi się podobasz – przyznał – ale to nie w porządku.

– Dlaczego?

Przyciągnęła go z powrotem do siebie. Zdziwił się widząc u niej taką stanowczość. Wiedział, że wygrała. Miał tylko nadzieję, że nie będzie tego żałowała.

Pocałował ją, jego palce wróciły do pieszczenia jej łona. Była naprawdę wilgotna. Podniósł się i przesunął tak, że jego głowa znalazła się między nogami dziewczyny. Całował jej uda i miejsca wokół cipki umyślnie potęgując jej podniecenie. Była tam cała śliska i mokra. Pocałował jej szparkę. Eliza zaczęła wić się z rozkoszy kiedy tak lizał i ssał jej łechtaczkę. Zajmował się całą jej cipką, płatkami i guziczkiem. Smakowała wspaniale. Co jakiś czas wkładał palec do środka. Nie trwało to jednak długo gdyż dziewczyna doznała silnego orgazmu, na który czekał. Czuł pulsowanie jej cipki. Widział jak Eliza wije się z rozkoszy, a ręce mocno zaciska na obiciu kanapy. Cichutko jęczała, było jej cudownie. Spojrzał na dziewczynę z satysfakcją.

W końcu uznał, że już dłużej nie wytrzyma. Po krótkiej przerwie uklęknął nad nią i opuścił powoli biodra. Przesunął się tak, żeby być nad dziewczyną. Jego członek już dawno był gotowy do działania. Czuł tak silną żądzę, że erekcja sprawiała mu niemal ból. Stała się istną udręką. Chwilę jeszcze ocierał się główką penisa o jej szparkę. Wreszcie wszedł delikatnie do jej wnętrza. Była taka rozpalona. Przytuliła się do niego mocno. Poruszał się powoli, łagodnymi ruchami. Walczył ze sobą, żeby gwałtownie nie przyspieszyć. Nie chciał zrobić jej krzywdy. W końcu wtargnął w nią głębiej, wsuwając swój członek po same jądra. Eliza jęknęła cicho z całej siły zaciskając dłonie na jego ramionach.

– Mam przestać? – spytał cicho, mimo, że bardzo tego nie chciał.

Dziewczyna przecząco pokręciła głową. Przymknęła oczy. Poruszał się teraz w jej wnętrzu długimi, mocnymi pchnięciami. Było mu niesamowicie dobrze, w jej ciepłej, ciasnej szparce. Poczuł jak dziewczyna dochodzi, rozkosznie pulsowała w środku, zaciskając się dookoła jego członka. Wysunął się z niej i skończył na jej brzuchu i nagich piersiach. Próbował uspokoić swój mocno przyspieszony oddech.

Wytarł ją swoim t-shirtem i przytulił do siebie. Zamruczała jak mały kotek. Zamknęła oczy. Delikatnie gładził ją po plecach. Przykrył ich wiszącym na poręczy kanapy kocem i sam też zamknął oczy starając się nie myśleć o tym czy postąpił właściwie. Było mu naprawdę bardzo dobrze i przyjemnie. Wkrótce obydwoje zasnęli w swoich objęciach.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza obudziła się bardzo zadowolona. Patrzyła z uśmiechem na leżącego obok siebie chłopaka. Delikatnie musnęła dłonią jego policzek. Zamruczał coś przez sen. Przysunęła się do niego i złożyła na jego ustach miękki pocałunek. Obudził się. Nie otwierając oczu zaczął ją namiętnie całować. Poczuła na udzie jego sztywny penis. Otarła się o niego, umyślnie prowokując chłopaka. Jego ręka zawędrowała między jej uda. Przesunęła językiem po jego szyi. Otworzył oczy i spojrzał na nią. Uśmiechnęła się.

– Dzień dobry – powiedziała pogodnie.

Przesunęła się tak, żeby znaleźć się nad nim. Usiadła na chłopaku okrakiem, oplatając go nogami. Gładził jej plecy i pośladki. Położyła się na nim czując jak jej nagie piersi ocierają się o jego klatkę piersiową.

– Oj tak, zdecydowanie dobry – odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech.

Teraz on przejął inicjatywę. Poczuła jego rękę między swoimi udami. Delikatnie dotknął jej łechtaczki, a potem wsunął do środka dwa palce, sprawdzając czy jest odpowiednio mokra. Najwyraźniej usatysfakcjonowany położył dłonie na jej biodrach i nasunął dziewczynę na swój sterczący członek. Jego ręce z powrotem powędrowały ku jej pupie. Eliza zachłysnęła się powietrzem, kiedy się w nią wsunął. W takiej pozycji był zdecydowanie za duży na jej ciasną, jeszcze poprzedniego wieczora dziewiczą szparkę. Czuła jak boleśnie wpija się w jej delikatne wnętrze.

Chłopak podniósł się i przytulił ją do siebie. Teraz kochali się na siedząco. Oplotła go mocniej nogami. Ból minął, zostało tylko podniecenie i rozkosz. Poruszał się w niej delikatnie i powoli. Zapragnęła więcej. Sama zaczęła unosić biodra i poruszać się szybciej. Przesuwała się to w górę, to w dół. Czuła go w sobie, wypełniał ją w całości. Zaczęła namiętnie całować jego usta. Jej myśli wirowały chaotycznie, czuła, że za chwilę zwariuje. Kiedy przerwali pocałunek w pokoju słychać było tylko ich wspólny oddech. Dziewczyna przyspieszyła jeszcze bardziej. Matt trzymał ją za pośladki i unosił delikatnie. Nagle Eliza znalazła się w niebie. Chłopak syknął zsuwając ją gwałtownie ze swojego członka. Poczuła ciepłą spermę na swoich udach i brzuchu. Nachyliła się i pocałowała go w usta. Jego ciepła dłoń przesunęła się po jej plecach.

– Prysznic? – zaproponował, kiedy skończyli namiętny pocałunek.

– Tak, chyba tak – odpowiedziała uśmiechając się zadowolona.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt odwiózł Elizę do domu koło południa, potem wrócił do siebie. Nie mógł przestać myśleć o tej dziewczynie. Miała w sobie coś takiego… Przypominała mu łagodne, płochliwe zwierzątko leśne. Był nią niesamowicie zafascynowany. Przeklinał się w duchu za to, że zapomniał poprosić o jej numer. Znał mniej więcej adres pod którym mieszkała, ale nie chciał naruszać jej prywatności. Czekał więc niecierpliwie do soboty mając nadzieję, że i na tym koncercie się pojawi.

I rzeczywiście, była tam. Tym razem zobaczył ją ze sceny. Stała w kącie przy kolumnie. Uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła jego uśmiech, tak jak zresztą kilka innych dziewczyn, które były pewne, że jest właśnie dla nich. Nie zwrócił na nie większej uwagi.

Po koncercie stanęła przy wejściu za kulisy, razem z innymi fanami, nie próbując nawet wyminąć ochroniarza. Skrzywił się na myśl ,że będzie musiał tam wyjść, jeżeli chce się z nią zobaczyć. Bardzo tego nie lubił. Mimo, że nie miał nic przeciwko występowaniu na scenie, otoczony tłumem fanów czuł się bardzo nieswojo.

– Matt, idziesz? – przerwał jego rozmyślania Majkel, jednocześnie gitarzysta Cuervo i ich prywatny menager.

Jak co tydzień, umówili się w pubie. Tym razem nie miał jak się od tego wykręcić. Był ciekawy, co powiedzą, jeżeli zabierze ją ze sobą. Koledzy z zespołu jeszcze nigdy nie widzieli go z dziewczyną.

– Tak, dołączę do was za chwilę. Muszę coś załatwić.

Szybko zmienił ubranie, gotowy na spotkanie z wyższą koniecznością.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Po koncercie Eliza stanęła przy wejściu za kulisy. Nie próbowała się dostać dalej. W końcu co miałaby mu powiedzieć? Nie była istotą naiwną. Nie spodziewała się, żeby ta noc miała dla Matta jakiekolwiek znaczenie, w końcu sam dał jej to wyraźnie do zrozumienia. Mimo to naiwnie pragnęła ponownie znaleźć się w jego ramionach. Najgorsze było to, że w rzeczywistości okazał się cudowniejszy nawet od jej najśmielszych marzeń. Bała się mieć nadzieję, że cokolwiek jeszcze ma szansę się wydarzyć.

Odczekała chwilę, po czym wyszła na dwór. Było jej smutno, mimo, że przygotowała się na tą sytuację i nie spodziewała niczego więcej. Czuła się bardzo rozczarowana, że nawet się z nią nie przywitał. Starała się powstrzymać napływające do oczu łzy. Usiadła na murku podwijając pod siebie nogi. Siedziała tak dłuższą chwilę. Klub zupełnie opustoszał. Dziewczyna zebrała się w sobie. Zamierzała wracać do domu. Wstała. Usłyszała warkot motocykla. Zatrzymał się tuż przy niej. Chłopak zdjął kask. Patrzyła na niego z lekkim niedowierzaniem. Co on tutaj robił?

– Hej, szukałem cię – odezwał się niepewnie. – Myślałem, że może pójdziesz z nami na piwo, ale jeżeli nie masz ochoty, to chciałem cię chociaż odwieźć do domu.

Eliza impulsywnie podbiegła do niego i zarzuciła mu ręce na szyję. Wyglądał na trochę zmieszanego, ale po chwili objął ją delikatnie.

– To jak, chcesz iść?

– Tak, pewnie – uśmiechnęła się do niego nieśmiało.

Nałożyła kask i wsiadła na motor wtulając się w plecy Matta. Ruszyli.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W Krypcie, pubie na Starym Mieście siedział już cały zespół. Jeden z chłopaków, blondyn o kręconych, długich włosach przytulał jakąś rudą dziewczynę, dwóch pozostałych dyskutowało o czymś żarliwie nad piwem. Lokal znajdował się w piwnicy, na dół prowadziły kręte wąskie schody. Kiedy tylko zeszli, Matt opiekuńczo objął Elizę ramieniem i poprowadził do stolika.

– Hej, sorry, że tak długo – rzucił w stronę kumpli.

– Teraz widzimy czemu tak długo – wyszczerzył się w jego stronę naprawdę postawny brunet o piwnych oczach. Był nie tylko bardzo wysoki, ale na dodatek szeroki, zajmował swoją osobą prawie dwa miejsca. – Jestem Darek, ale mówią mi Seth – uśmiechnął się do Elizy i podał jej rękę.

– Eliza – odpowiedziała nieśmiało.

– To jest Ren, a po Polsku Rafał – wskazał na chłopaka z czerwonym irokezem – Majkel i Julia – Przedstawił przytuloną parę.

Matt posadził Elizę przy stoliku obok Setha, a sam poszedł do baru. Po chwili wrócił niosąc dla dziewczyny piwo, a dla siebie sok porzeczkowy. Nie zamierzał wracać piechotą.

– Skąd się znacie? – zainteresował się Ren.

– Z koncertu – odpowiedział Matt po prostu – mamy swoją fankę – wyszczerzył się w uśmiechu.

– Szkoda, że najbardziej twoją – roześmiał się Seth.

– Czemu to mi się nigdy nic fajnego nie przydarzy? – jęknął ostentacyjnie Ren.

Eliza nie odzywała się odrobinę zakłopotana. Nie bardzo wiedziała, co mogłaby powiedzieć. Siedzieli tak przez prawie dwie godziny. Dziewczynie spodobał się światopogląd Setha, chłopak był zabawny, słuchało się go z przyjemnością. Jeszcze bardziej spodobało jej się to, że Matt obejmował ją od niechcenia ramieniem i bezkarnie mogła się do niego tulić.

Po pewnym czasie pożegnali się ze wszystkimi i wyszli z pubu.

– Masz ochotę się przejść? – zaproponował chłopak.

– Pewnie – ucieszyła się Eliza.

Było już grubo po północy. Wszystko było pięknie oświetlone białym światłem reflektorów. Najlepszy widok przedstawiały sobą katedra i stary przycmentarny kościół obecnie przerobiony na galerię. To w jego podziemiach znajdował się pub.

Spacerowali nad rzeką, ich ręce złączyły się w naturalny sposób. Dziewczyna czuła się jak w bajce. Zatrzymali się na chwilę popatrzeć na wodę. Chłopak pocałował ją delikatnie. Objęła jego szyję ramionami odwzajemniając pocałunek. Stali tak przez dłużą chwilę po prostu tuląc się do siebie, żadne słowa nie były im potrzebne.

Matt odwiózł Elizę do domu dopiero koło drugiej.

– Spotkamy się jutro? – spytał niepewnie.

Serce dziewczyny zatrzepotało. Była zachwycona tym, że chłopak znowu chce się z nią spotkać.

– Chętnie, o której i co będziemy robić? – spytała najbardziej opanowanym tonem, na jaki było ją stać.

– Może poszwędamy się po lesie? Byłbym po ciebie koło południa.

– Fajny pomysł. – Uśmiechnęła się do niego, przytuliła na pożegnanie i delikatnie pocałowała w usta. – Dobranoc.

Eliza zniknęła w budynku starej kamienicy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział II

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Popołudniowe słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie. Pąki na drzewach, zielona trawa i pierwsze kwiaty nastawiały wszystkich pozytywnie do życia. Cały świat budził się z zimowego snu. Eliza nigdy dotąd nie była jeszcze tak szczęśliwa.

– Matt! – dziewczyna podbiegła i rzuciła mu się na szyję.

Roześmiał się przytulając ją do siebie czule. Czekał na nią na parkingu pod szkołą, tak jak miewał to w zwyczaju. Spotykali się już od kilku tygodni i było cudownie. Widywali się niemal codziennie, choćby na krótką chwilę. Kiedy nie pracował, dziewczyna praktycznie mieszkała u niego w mieszkaniu.

Jednak Matt nie był zbyt pewny tego co robił. Bał się. Zaczynało mu zależeć na tej dziewczynie. Nie chciał tego. Nie miał zamiaru się angażować. Od zawsze był sam i mógł polegać jedynie na sobie. Jego ojciec zginął w wypadku na budowie, gdy chłopak skończył pięć lat. Matka umarła przy porodzie. Nigdy nie miał żadnej, prawdziwej rodziny.

Przyzwyczaił się już do przelotnych, nic nie znaczących związków. Jednak Eliza była inna, nie spodziewał się, że to zajdzie aż tak daleko. Niepokoił się tym, że ta bajka po prostu się skończy i to nie będzie happy end. Bał się też, że z łatwością jest w stanie skrzywdzić tą kruchą niewinną dziewczynę. Była dla niego jak pisklak. Wzbudzała w nim potrzebę, żeby ją chronić i opiekować się nią.

– Cześć kociaku – uśmiechnął się do niej ukrywając ponure myśli.

Pojechali razem na pizzę, a potem zabrał ją do mieszkania. Seks w ich związku był cudowny. Pod tym względem pasowali do siebie idealnie. Od ich pierwszego razu dziewczyna praktycznie cały czas miała na to ochotę, do tego pozwalała mu robić ze sobą co tylko chciał. Kiedy ośmielił się na tyle, żeby kupić jej wibrator miała bardzo zadowoloną minę, wyglądała jak kociak, który nielegalnie opił się śmietanki. Potem coraz częściej wymyślali różnego rodzaju erotyczne zabawy.

Tym razem dziewczyna posadziła go na kanapie i włączyła muzykę. Zaczęła erotyczny taniec rozbierając się powoli. Wziął aparat. Nie protestowała. Już dawno miał ochotę porobić jej takie zdjęcia, bo normalne pstrykał przy każdej lepszej okazji. Zrobił jej zdjęcie, potem kilka kolejnych.

– Jesteś śliczna – mruknął.

Roześmiała się wdzięcznie. Zdjęła z siebie bluzę odsłaniając czarny gładki stanik.

– A teraz?

– Mrrrr – chłopak nie przestawał fotografować.

Miał prawdziwy talent do robienia zdjęć i naprawdę uwielbiał to robić. W końcu nie przestając mu pozować zdjęła z siebie także jeansy. Spodobała jej się ta zabawa.

– O, to wrzucę sobie na pulpit – powiedział pokazując jej ekran aparatu.

Zarumieniła się uroczo. Odłożył aparat na stolik i przysunął się do niej. Posadził ją sobie na kolanach. Oplotła go nogami. Przesunął dłońmi po jej plecach. Uśmiechnął się odrobinę złośliwie.

– Mam ochotę na coś innego…

Serce dziewczyny gwałtownie przyspieszyło.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza leżała na jego łóżku. Ręce miała przywiązane do barierki jedwabnym szalem. Na sobie miała jednie białą delikatną koszulkę nocną, tą w której zwykle u niego sypiała. Jej włosy złotą kaskadą rozpływały się po poduszce.

Matt podszedł do niej z drwiącym uśmiechem błąkającym się w kącikach ust. Na sobie miał już tylko ciasne, szare jeansy. Położył coś na pościeli tuż poza zasięgiem wzroku dziewczyny. Uklęknął przy niej kolanem rozsuwając jej nogi. Pochylił się nad nią i wargami otworzył jej usta wsuwając do środka swój język. Po dłuższej chwili zakończył nachalny pocałunek i wyprostował się kładąc ręce na jej biuście uprzednio zsuwając z niej delikatną tkaninę koszulki. Zsunął materiał z jej ramion i piersi, tak, że teraz zakrywał jedynie kawałek jej brzucha. Swobodnie uniósł dłonią jej jędrne piersi, tak by móc je dokładnie obejrzeć.

Podobało mu się to, w jaki sposób na niego patrzyła szeroko otwartymi niewinnymi oczami. Jedynie jej przyspieszony oddech zdradzał podniecenie i lęk.

– Piękna i niewinna – szepnął.

Spojrzała na niego i spłonęła rumieńcem, on zaś pocałował ją ponownie. Dobrze wiedział o czym dziewczyna może myśleć patrząc na niego. Był od niej zaledwie o cztery lata starszy, wysoki i ciemnowłosy, miał smukłe ciało, co czyniło go bardzo gibkim. Do tego jego zamiłowanie do sztuk walki sprawiało, że zawsze był w dobrej formie. Czuł teraz nie tyle dumę, ile niezmierną satysfakcję. Zazwyczaj ignorował wodzące za nim wzrokiem dziewczyny, ale teraz był niezwykle zadowolony z wrażenia jakie wywiera na Elizie.

Zaczął przesuwać palcami po wewnętrznej stronie jej uda, coraz wyżej, wreszcie delikatnie głaszcząc króciutkie, czarne kręcone loczki. Jęknęła cichutko. Zanurzył w niej palec. Uśmiechnął się z satysfakcją.

– Tak szybko jesteś wilgotna? – zapytał z nutką drwiny w głosie.

Nie odpowiedziała. Chłopak sięgnął po to, co odłożył obok. Poczuła jak wsuwa coś dużego i twardego w jej wnętrze. To był naznaczony różnymi wypustkami żelowy wibrator. Poruszył nim kilkakrotnie aż wszedł naprawdę głęboko. Dziewczyna zachłysnęła się powietrzem. Matt włączył wibracje.

Pochylił się podwijając jeszcze bardziej jej koszulkę, tak, że teraz stała się jedynie cienkim jedwabnym paseczkiem. Pocałował dziewczynę w podbrzusze. Potem przesunął się wyżej pieszcząc jej piersi, co jakiś czas dopychając wibrator głębiej. Poczuła jego rękę między pośladkami. Wciągnęła głęboko powietrze unosząc wysoko biodra. W pupę dziewczyny włożył śliski od czegoś palec. Jęknęła. Poruszył nim delikatnie, a potem dołączył do niego drugi.

Wibrator w cipce i jego palce w pupie wypełniały ją całkowicie. Chłopak wyjął z niej palce. Podniósł z pościeli kolejną zabawkę. Było to niewielkie wibrujące jajeczko. Wsunął je głęboko między pośladki dziewczyny. Przymknęła oczy. Czuła wibracje w obu swoich dziurkach. Nie była pewna jak długo to jeszcze wytrzyma.

Matt zsunął spodnie razem z bielizną. Uklęknął przy jej ramieniu. Włożył swojego sztywnego członka do ust dziewczyny. Zaczęła pieścić go językiem. Chłopak poruszał się rytmicznie, niespiesznie wsuwając i wysuwając go z jej ust. Był na tyle duży, że krztusiła się, kiedy wkładał go głębiej niż do połowy. Mimo to starała się ssać go najlepiej jak potrafiła. Wreszcie wyjął go zupełnie.

Przesunął się z powrotem między nogi dziewczyny. Podniósł z szafki nocnej prezerwatywę i wprawnym ruchem założył na swojego penisa. Nie potrafiła powstrzymać jęknięcia kiedy poruszył wibratorem tkwiącym w jej szparce. Wyjął go i zastąpił swoim sztywnym, nabrzmiałym członkiem. Chwycił jej nogi pod kolanami i delikatnie uniósł do góry jej biodra. Objęła go w pasie udami. Poruszał się w niej szybko, długimi, mocnymi pchnięciami. Czuła jak jej mięśnie zaciskają się jednocześnie na jego penisie i tkwiącym w pupie wibrującym jajeczku. Wiła się pod nim i pojękiwała co chwilę. Wchodził w nią tak, żeby każde pchnięcie było silne, wyjątkowe, niezapomniane. Obserwował ją uważnie, chciał widzieć jej podniecenie. Czuł satysfakcję z każdego głośniejszego westchnięcia dziewczyny czy nie powstrzymanego jęku. Doszli prawie jednocześnie. Zalała ich fala rozkoszy. Poruszył się jeszcze kilkakrotnie, potem wyszedł  z niej i wyjął z jej pupy jajeczko kładąc się na boku koło dziewczyny.

– Jesteś tylko moja – szepnął całują ją w szyję i odwiązując jej ręce.

– Jestem, należę do ciebie – powiedziała wtulając się w jego ramiona usatysfakcjonowana i naprawdę szczęśliwa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt lubił się bawić z Elizą na różne sposoby. Cholernie kręciło go to, że pozwalała mu praktycznie na wszystko. Po za tym bardzo podobało mu się, że jest jej pierwszym facetem. Była taka pełna ufności i niewinna. Starał się przy niej hamować swoje zapędy, ale zauważył, że dziewczynie też podobają się tego typu zabawy. Uwielbiała czuć się bezradna, zdana tylko na jego łaskę. To podniecało go jeszcze bardziej. Zdarzało mu się już macać ją w zatłoczonym autobusie czy na ławce w parku. Czasem też zabawiali się na imprezach organizowanych przez jego kumpli z zespołu. Dziewczyna była taka uroczo nieśmiała i bezbronna.

Tego dnia wybierali się na „domówkę” do Majkela. Chłopak mieszkał w dużym domu pod miastem, jego rodzice często wyjeżdżali, miał więc cały dom tylko dla siebie. Urządzali ognisko. Kiedy impreza się rozkręciła i wszyscy byli już trochę podpici odciągnął ją na bok, kawałek za dom. Stanęli pod ładną, gęsto obrośniętą pergolą. Zaczęli się namiętnie całować. Czuł jak dziewczyna wtula się w niego całą swoją drobną osobą. Uwielbiał to uczucie. Po dłuższej chwili odsunął ją od siebie delikatnie. Musiał skorzystać z toalety. Po co pił tyle piwa?

– Zaraz wrócę – powiedział – przyniosę nam po piwie.

– Dobrze – dziewczyna usiadła skromnie na drewnianej ławeczce dyndając nogami.

Kiedy Matt odszedł oparła się o ścianę z cichym westchnieniem.  Już nie mogła doczekać się jego dotyku. Z mroku alejki wyłoniła się jakaś dziewczyna. Zataczała się odrobinę.

– Hej, można? – i nie czekając na odpowiedź usiadła koło Elizy. – Czemu siedzisz tak sama?

– Czekam na kogoś – odpowiedziała zgodnie z prawdą dziewczyna.

– Może na mnie? – uśmiechnęła się tamta i przysunęła do niej bliżej.

Eliza roześmiała się. Dziewczyna wyglądała na naprawdę mocno pijaną. Była zgrabną, przyjemną dla oka istotą. Postrzępione rude włosy kapryśnie opadały na jej policzki i kark.

– Dobrze się bawisz? – kontynuowała zagadywanie.

– Tak, nie narzekam – Eliza znowu się roześmiała, nie miała zbyt wielu koleżanek i zazwyczaj cieszyła się, kiedy ktoś się nią zainteresował.

– Jestem Kate – przedstawiła się nieznajoma.

– Eliza – podały sobie ręce.

– Na kogo czekasz?

– Na chłopaka.

– Chłopaka? Uuu oni są tacy nudni. Nie lepiej pogadać z dziewczyną?

– Czasem pewnie lepiej – przyznała Eliza, mimo że w najmniejszym stopniu nie uważała, żeby Matt był nudny.

Dziewczyna objęła ją przyjacielsko ramieniem.

– No, to rozumiem.

Na ścieżce pojawił się Matt. Zatrzymał się jak wryty w ziemię, kiedy zobaczył je razem.

– Kate, zabieraj łapy – syknął – ona jest ze mną.

– Dobrze, dobrze – dziewczyna wstała niechętnie i oddaliła się w mrok.

Eliza spojrzała na niego pytająco.

– Yhh… ona woli dziewczyny… poczułem się odrobinę zazdrosny – wytłumaczył swój wybuch.

– Dziewczyny? – nie do końca dotarło do Elizy.

– No tak, jest lesbijką – jakoś głupio było mu o tym mówić, po prostu wszyscy się do tego przyzwyczaili, przyjmowali do wiadomości i nikt nie mówił o tym głośno, chyba, ze w rubasznych żartach.

Wcale nie podobało mu się, ze Kate napaliła się na jego dziewczynę. Eliza wstała z ławeczki i przysunęła się do niego wsuwając ręce pod jego koszulkę.

– Jesteś zazdrosny? – uśmiechnęła się uradowana.

– Trochę… – przyznał.

Pochylił się, żeby ją pocałować. Przesunęła dłońmi po jego twardym brzuchu. Postawił ją tak, żeby zasłaniać dziewczynę sobą, przed ewentualnymi niezapowiedzianymi gośćmi. Wsunął rękę pod jej koszulkę. Zaczął pieścić jej piersi. Mruknęła cicho. Włożył rękę w jej spodnie. Objęła go i przesunęła paznokciami pod koszulką po jego plecach. Wsunął palec w jej szparkę jednocześnie pieszcząc ją pozostałymi. Wygięła się w łuk i przylgnęła do niego jeszcze bardziej. Była bardzo podniecona. Chłopak czuł jej ciepłą wilgoć pod palcami. Bawił się tak wsuwając w nią palce i pieszcząc jej łechtaczkę przez kilkanaście minut. Od czasu do czasu ściskał w palcach jej twarde sutki. Dziewczyna czuła się coraz cudowniej. Wręcz rozpływała się pod jego dotykiem. Po chwili przeszył ją rozkoszny dreszcz. Na ścieżce pojawiła się jakaś para. Matt szybko wyciągnął rękę z jej spodni.

– Wracamy – szepnął całując jej ucho.

Minęli się z nimi na ścieżce. Wrócili do ludzi bawiących się przy ognisku. Matt usiadł na służącej za ławkę kłodzie, sadzając sobie dziewczynę na kolanach. Wtuliła się w niego ufnie. Życie było cudowne.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Był jeden z pierwszych, naprawdę ciepłych, wiosennych dni. Matt zabrał Elizę nad morze. Była zachwycona tą wycieczką. Spacerowali razem po skąpanej w świetle zachodzącego słońca plaży. Dziewczyna wtulała się w niego z uczuciem bezgranicznego szczęścia, kiedy otoczył jej ramiona swoim. Nawet nie zauważyła, że odeszli już naprawdę spory kawałek od wejścia na plażę. Chłopak rozłożył koc, który niósł ze sobą przewieszony przez ramię. Usiedli obok siebie. Eliza jak zaczarowana wpatrywała się w spokojne morze. Tam skąd przyszli zachodziło słońce, odbijające się w wodzie promienie współtworzyły z cudowną paletą barw nieba obraz jak z bajki. Na wschodzie widać było duży, na wpół przezroczysty księżyc. Wyglądało to tajemniczo, niesamowicie i cudownie. Dziewczyna czuła się jak w niebie. Siedziała tu teraz, wtulona w ramiona mężczyzny swoich marzeń, czuła jego ciepło i bliskość. Otaczał ich cudowny baśniowy krajobraz. Nie chciała niczego zmieniać.

Wstali dopiero, kiedy słońce zupełnie zniknęło za horyzontem. Zaczynało się ściemniać. Wyszli z plaży innym zejściem, prowadzącym przez las. Matt trzymał Elizę za rękę. Szła posłusznie, zatopiona we własnych myślach. W pewnym momencie się zatrzymał, stając plecami przy drzewie. Przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie.

– Teraz zrobisz mi loda – powiedział przerywając pocałunek.

Spojrzała na niego niepewnie, pytającym wzrokiem.

– Tutaj? – zapytała cicho.

Roześmiał się drwiąco, przywykła już do tego. W kącikach jego ust ciągle błąkał się ironiczny, rozbawiony uśmiech.

– Coś nie tak? – spytał kpiąco.

Pokręciła głową. Już dawno postanowiła sobie, że zrobi wszystko, czego on zażąda, nie ważne co by to było. Za wszelką cenę pragnęła z nim być i nie zamierzała dać mu najmniejszego powodu, żeby mógł ją zostawić.

Dotknęła przez spodnie członka chłopaka, był już sztywny. Rozpięła mu rozporek i odrobinę zsunęła spodnie, tak by móc swobodnie wziąć go do ręki. Uklęknęła przed chłopakiem i zaczęła delikatnie muskać językiem jego przyrodzenie. Postanowiła się z nim odrobinę podrażnić, on jednak tego dnia szybko miał dosyć takiej zabawy.

– Wiem, że stać cię na więcej – zamruczał tym swoim cudownym, aksamitnym głosem.

Chłopak był już bardzo podniecony. Wsunęła sobie jego penisa do ust, nie przestając drażnić go językiem. Jednocześnie przesuwała po nim dłonią. Szybko nabierała wprawy i stawała się w tym coraz lepsza. Mimo jego wielkości potrafiła już bez dławienia się wsunąć sobie do ust sporo ponad połowę jego członka. Zaczęła coraz szybciej poruszać dłonią i ustami. Drugą ręką delikatnie złapała jego jądra. Wiedziała, że w tym stanie chłopak długo tego nie wytrzyma. Obserwowała go uważnie, nauczyła się już rozpoznawać kiedy chłopak był bliski orgazmu. Wreszcie zorientowała się, że zaraz dojdzie. Matt przytrzymał jej głowę przy swoim kroczu. Poczuła w ustach ciepłą, słonawą ciecz. Przełknęła nie chcąc się udławić. Pozwolił jej się odsunąć dopiero, kiedy zupełnie skończył.

– Grzeczny kociak – powiedział stawiając dziewczynę na nogi i przytulając do siebie delikatnie.

Podciągnął spodnie, zapiął rozporek, a potem pocałował ją namiętnie, nie zwracając uwagi na fakt, że przed chwilą miała w ustach jego spermę. Przesunął ją tak, że zamienili się miejscami. Teraz to ona stała w miejscu, w którym mogła swobodnie oprzeć się o pień drzewa. Zsunął z niej jeansy. Włożył jedną rękę pod jej bluzkę i zaczął pieścić piersi dziewczyny. Drugą dłonią sięgnął niżej. Delikatnie przesunął palcami po cipce Elizy. Wsunął je do środka. Jęknęła cicho. Potem uklęknął przed dziewczyną, jednocześnie zsuwając z niej delikatnie koronkowe majteczki. Przysunął się i zaczął lizać jej łechtaczkę. Oddech dziewczyny przyspieszył. Wsunął w nią dwa palce, a jego ręka powędrowała na pupę Elizy. Pieścił jej pośladki nie przerywając lizania i wkładania palców w wilgotną szparkę. Jego dłoń znalazła się między jej pośladkami, rozchylił je leciutko i wsunął palec w pupę dziewczyny. Przymknęła oczy.

Nie minęło dużo czasu kiedy doprowadził ją do orgazmu. Przeszył ją dreszcz rozkoszy. Chłopak wstał z wyrazem satysfakcji na twarzy. Oblizał palce uśmiechając się do niej drwiąco.

– Ubierz się – powiedział – wracamy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tego dnia Matt miał wyjątkowo paskudny humor. W klubie, w którym pracował jako ochroniarz, była bójka, jacyś mężczyźni mieli noże. Adrenalina już opadła, ale do tej pory czuł w sobie agresję. Wszedł do mieszkania wściekle kopiąc buty. Zdjął z siebie kurtkę i poszedł do łazienki. Wziął szybki prysznic próbując się uspokoić. Wszedł do swojego pokoju owinięty ręcznikiem kąpielowym. Dziewczyna spała w jego łóżku. Wyglądała uroczo. Kołdra zsunęła się z jej ramion i biodra. Tuliła się do niej jak do pluszowego misia. Momentalnie poczuł jak jego członek sztywnieje. Była naga, czekała na niego. Wściekłość mieszała się w nim z podnieceniem. Otworzył szufladę i wyciągnął z niej kilka rzeczy. Odsunął kołdrę ze śpiącej dziewczyny. Mruknęła coś przez sen. Wprawnym ruchem przewrócił ją na brzuch.

– Matt? – zapytała cicho, nie do końca rozbudzona.

Złapał jej nadgarstki jedną ręką, wyginając ramiona dziewczyny do tyłu i wiążąc jej ręce na plecach długim szalem. Uniósł do góry jej biodra, wsuwając pod brzuch dziewczyny zrolowaną poduszkę.

– Matt…

Nie zwrócił uwagi na słabe protesty dziewczyny. Kolanem rozsunął jej nogi. Był cholernie podniecony. Zaczął bawić się jej cipką, zrobiła się delikatnie wilgotna. Dobrze… Wsunął się w nią bez ostrzeżenia. Gwałtownie wciągnęła powietrze. Wiedział, że to mu dzisiaj nie wystarczy. Zanurzył palec w oliwce dla dzieci i powoli włożył między jej pośladki rozsuwając drugą dziurkę.

– Matt?! Co robisz? – jęknęła błagalnie nie na żarty przestraszona dziewczyna. Rozbudziła się już zupełnie.

Zignorował ją. Kiedy uznał, że wystarczy, wyszedł z niej wsuwając w jej cipkę mocno wibrujące niewielkie jajeczko, a sam zaczął napierać członkiem na jej pupę. Dziewczyna przestała protestować. Oddychała bardzo szybko i płytko. Wszedł do środka. Zanurzył się najpierw tylko do połowy powoli wchodząc coraz głębiej. Była bardzo ciasna. Sięgnął śliskimi palcami do jej łechtaczki. Zaczął ją pieścić naciskając mocno. Dziewczyna milczała, od czasu do czasu wydobywało się z niej stłumione poduszką jęknięcie. Poruszał się w niej miarowo, wolnymi, długimi pchnięciami. Kiedy poczuł, że dochodzi, wysunął się i skończył na jej pupie i plecach. Nie przestawał pieścić dziewczyny między nogami. Wreszcie, mimo bólu, który jej sprawił ona też doszła. Wyciągnął z niej wibrującą zabawkę i rozwiązał jej ręce. Opadła na łóżko, podwijając pod siebie złączone nogi i kuląc się na boku. Położył się obok przytulając do jej pleców. Po policzkach dziewczyny spływały łzy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza czuła się fatalnie. Kiedy wtulony w jej plecy chłopak zasnął wyśliznęła się z jego objęć i wstała. Od razu ugięły się pod nią nogi. Bolała ją pupa. Tego też nigdy wcześniej nie robiła… a do tej pory Matt owszem wsuwał w nią palce, czasem nawet niewielki wibrator, ale to zdecydowanie nie było to samo. Na nogach jak z waty podreptała do łazienki.

Pokój był całkiem sporym, podłużnym pomieszczeniem wyłożonym niebieskimi kafelkami w przyjemne falujące wzory, znajdowała się tam spora wanna i nowoczesny prysznic. Eliza wybrała wannę. Gorąca woda pomogła się jej rozluźnić.

Czy to źle, że wcale jej się nie podobało? A co, jeżeli chłopak będzie chciał to robić częściej? Wiedziała, że mu na to pozwoli, że nie będzie protestować. Za bardzo się bała, że z niej zrezygnuje. Była gotowa zrobić dla niego wszystko.

Wykąpała się, ubrała szybko i poszła do szkoły.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt obudził się niespecjalnie wypoczęty. Jęknął, kiedy przyszło do niego wspomnienie tego co zrobił rano. Wiedział, że w końcu dojdzie do takiej sytuacji. Płakała przez niego. Czuł się podle. Czas z tym skończyć. Dziewczyna była zbyt niewinna i bezbronna jak dla niego. Miała za łagodny charakter. Nie powinien tego dłużej ciągnąć, tylko dlaczego miał niejasne poczucie, że te ostatnie tygodnie były najlepszymi w jego życiu…

Dochodziła druga. Jeszcze zdąży podejść pod jej szkołę. Zwlókł się z łóżka, szybko ubrał i wyszedł z domu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt czekał na nią na parkingu, jak prawie każdego dnia. Uśmiechnęła się na jego widok, mimo, że chłopak wcale nie wyglądał na zadowolonego. Oplotła jego szyję ramionami delikatnie całując w usta.

– Przejdźmy się – zaproponował dość sztywno reagując na jej przywitanie.

Zaczęła się niepokoić. Co mogła zrobić nie tak? Dlaczego się na nią gniewał? Poszli do pobliskiego parku. Usiedli na jednej z zielonych drewnianych ławek. Milczeli przez dłuższą chwilę. W powietrzu prawie można było wyczuć gęstą, nieprzyjemną atmosferę.

– Posłuchaj – powiedział w końcu – uważam, że nie powinniśmy się dłużej spotykać.

Dziewczyna podniosła na niego swoje piękne niebieskie oczy. Zalśniły w nich łzy.

– Ale dlaczego…? Co zrobiłam źle?

Jak niby miał jej wytłumaczyć o co chodzi?

– To nie twoja wina. Po prostu to był zły pomysł, od samego początku.

Nic gorszego chyba nie mógł powiedzieć. Gwałtownie wstała z ławki i nie zaszczyciwszy go nawet jednym spojrzeniem pobiegła między drzewa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Przebiegła przez niewielki mostek i teraz siedziała skulona na trawie za gęstwiną krzaków. Płakała. Czy naprawdę jest tak bardzo do niczego? Skoro nigdy jej nie chciał, czemu dawał jej złudną nadzieję, że jest coś między nimi? Przez ostatnie tygodnie żyła jak we śnie. Wszystko było takie cudowne, a teraz… teraz znalazła się w koszmarze.

Kochała Matta jeszcze zanim go poznała, potem tylko zakochała się w nim jeszcze bardziej, ale to było dużo gorsze, niż jakby nigdy nie zwrócił na nią uwagi. Naprawdę uważała, że się mu podoba, że ją lubi. Nie chciała uwierzyć w to co powiedział. Była przekonana, że to ona zrobiła coś, co nie spodobało się chłopakowi. Musi to naprawić. Wytarła łzy wierzchem dłoni, zebrała się w sobie i wstała z mocnym postanowieniem, że odzyska chłopaka. Za wszelką cenę.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt do domu wrócił dopiero pod wieczór. Czuł się naprawdę podle. Wypicie kilku piw u Majka wcale mu nie poprawiło nastroju. Ani trochę nie cieszył się, że wszystko się tak paskudnie skończyło. Przeklinał w duchu swoją niesamowitą elokwencję, dzięki której zranił Elizę jeszcze bardziej. Właściwie najchętniej wymazałby ze swojego życia te dwa ostatnie dni. Czuł się pusty w środku, a wiedział, że z upływem czasu będzie tylko gorzej. Sam siebie próbował przekonać, że dobrze zrobił zrywając z dziewczyną, że nie powinna z nim być. Wszedł po schodach na górę. Na widok smętnie wyglądającej postaci siedzącej pod drzwiami jego serce gwałtownie załomotało.

– Co tu robisz? – spytał dziewczyny.

– Musimy porozmawiać – powiedziała cicho nie podnosząc na niego wzroku.

– To może wejdźmy do środka… – zaproponował niechętnie.

Nie spodziewał się jej tutaj. Jej widok sprawił mu jeszcze większy ból. Weszli do mieszkania, usiedli na kanapie w salonie.

– Matt – zaczęła cicho dziewczyna łamiącym się głosem. Wpatrywała się w swoje kolana. – Nie zostawiaj mnie proszę. Wiem, że jestem do niczego, ale zrobię wszystko co tylko zechcesz.

Chłopak poczuł się jeszcze gorzej. Co za bzdury ona wygadywała? Naprawdę uważała, że to jej wina?

– Eliza… to nie o to chodzi… – postanowił zwyczajnie powiedzieć jej prawdę, nie chciał jej jeszcze bardziej ranić. – Widziałaś jak się zachowałem dzisiaj rano, wiesz jakie rzeczy mnie kręcą, to nie jest dla ciebie dobre. Nie chce cię skrzywdzić.

Spojrzała na niego z determinacją.

– Możesz ze mną zrobić co zechcesz, nie obchodzi mnie to. Tylko pozwól mi być przy tobie, proszę.

Zaskoczyła go pewność w głosie dziewczyny, teraz już zupełnie nie wiedział jak się zachować.

– Kociaku… posłuchaj…

– Nie! To ty posłuchaj – przerwała mu stanowczo. – To moje ciało i mogę nim dysponować jak zechcę. Gdyby mi się nie podobało to co ze mną robisz, na pewno bym zaprotestowała w wystarczającym stopniu, żebyś przestał. – Sama zdziwiła się jak gładko przeszło jej to kłamstwo przez usta. – Więc nie wymyślaj sobie powodów dla których mnie nie chcesz, po prostu powiedz mi prawdę.

Teraz pogubił się już do reszty. Nie znał jej od tej strony. Była pewna siebie i stanowcza. Nigdy wcześniej tego u niej nie widział.

– Eliza…

Ku wielkiemu zaskoczeniu Matta uklęknęła przy nim na kanapie i pocałowała go w usta. Mechanicznie odwzajemnił pocałunek. Zaczęła go rozbierać. Pozwolił jej na to. Zdjęła z niego koszulę i spodnie. Potem sama się rozebrała. Seksownie wypięła pupę i zaczęła lizać jego sztywniejący członek. Chłopak patrzył na nią niepewnym wzrokiem. To by było na tyle, jeżeli chodzi o chęć chronienia dziewczyny… Wiedział, że kolejny raz nie będzie potrafił się zmusić, żeby z nią zerwać. Pierwszy raz w życiu uświadomił sobie, że się zakochał.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kilka godzin później leżeli razem na kanapie przykryci kocem. W telewizji leciała „Twierdza”. Eliza wtuliła się w Matta jak mały kotek.

– Nie zostawisz mnie prawda? – zapytała niepewnie dziewczyna.

Chłopak westchnął ciężko.

– Nie, nie zostawię.

– Kocham cię – wyszeptała, splatając palce swojej dłoni z jego i ocierając się o jego ramię policzkiem.

Chłopak spojrzał a nią lekko spłoszonym wzrokiem. Pierwszy raz w życiu usłyszał od kogokolwiek te słowa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Był sobotni poranek. Eliza wstała i zaczęła szykować się do wyjścia. Krzątała się po pokoju w poszukiwaniu swoich porozrzucanych po dywanie rzeczy.

– Nie możesz jeszcze trochę zostać? – spytał nie do końca rozbudzony chłopak.

– Muszę iść do domu, włożyć czyste ubranie i takie tam. Potem do ciebie przyjdę.

– Yhh… po co ty w ogóle chodzisz do domu? Nie moglibyśmy przenieść twoich rzeczy tutaj, a tam byś tylko wpadała czasem z wizytą? Przecież i tak zawsze tutaj nocujesz…

Popatrzyła na niego dziwnie, jakby trochę nie pewnie.

– Czy ty mi proponujesz, żebym z tobą zamieszkała?

– No tak… Jeżeli chcesz zaraz wstanę, wezmę samochód współlokatora i przywieziemy twoje rzeczy – zapalił się do tego pomysłu. Bardzo nie lubił rozstawać się z dziewczyną.

– A on nie będzie miał nic przeciwko?

– Daniel? Na pewno nie. Zresztą i tak wróci pewnie najwcześniej po wakacjach. Teraz spędza czas na zabawie w Londynie.

– No dobrze, niech będzie – uśmiechnęła się do niego uroczo.

Chłopak usiadł na łóżku i przytulił ją do siebie, potem wygrzebał się z pościeli i zaczął pospiesznie ubierać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział III

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza weszła do mieszkania z dziwnym przeczuciem, że coś jest nie tak. Prawie podskoczyła, kiedy w drzwiach salonu stanął jakiś chłopak. Oparł się luzacko o framugę i spojrzał na nią pytająco unosząc brew. Wyglądem przywodził jej na myśl modeli z reklamówek firmy Abercrombie & Fitch. Jego lekko przydługa jasna grzywka rozkosznie opadała chłopakowi na oczy. Eliza była przekonana, że żadna z jej szkolnych koleżanek nie przeszłaby koło niego obojętnie, na dziewczynie jednak nie robił specjalnego wrażenia. Zwyczajnie nie był w jej typie. Nie znała go, a on najwyraźniej czuł się tutaj jak u siebie.

– Taak? – zapytał niezbyt uprzejmie, jakby przyjmował jakiegoś natrętnego, nieumówionego gościa.

Dziewczyna nie pozostawała mu dłużna. Obrzuciła go gniewnym spojrzeniem.

– Kim jesteś i co tu robisz? – spytała wściekłym głosem.

Roześmiał się. Najwyraźniej minęła chwila zaskoczenia i teraz bawiła go zaistniała sytuacja.

– Nazywam się Daniel i mieszkam tutaj, a ty?

Tym razem to dziewczyna się roześmiała. Zdjęła w przedpokoju buty, minęła go bez słowa i usiadła na kanapie.

– Eliza – rzuciła od niechcenia – Matt wspominał o tobie, ale nie spodziewał się, że wrócisz tak szybko. Od kilku tygodni mieszkam z wami.

Chłopak przyjrzał jej się podejrzliwie. Wyglądał na zafascynowanego. Miał niesamowite, zielone oczy.

– Jesteś jego dziewczyną? – spytał jakby odrobinę zaskoczony.

– Aha, coś w tym dziwnego? – spojrzała na niego wrogo, uznając, że się z niej nabija.

– No raczej tak, nigdy tu nawet żadnej nie przyprowadził, a teraz słyszę, że z jakąś mieszka…

Wyszczerzył się do niej w uśmiechu. Eliza spojrzała na niego pytająco. Matt był cholernie przystojny i na pewno nie miał problemów ze znalezieniem dziewczyny. Najwyraźniej nigdy nie było to nic specjalnie poważnego. Bardzo ją to ucieszyło. Daniel usiadł koło niej nieskrępowanie rozwalając się na kanapie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tego dnia Matt był w bardzo dobrym humorze. Wracał do domu naprawdę zadowolony z życia. Kiedy wszedł do mieszkania usłyszał z salonu dziwną rozmowę.

– Buka jest bardziej przerażająca – mówiła ożywionym głosem Eliza wspominając, mrożącego wszystko wokół pragnąc się ogrzać, potwora z „Muminków”. – Strachy z dzieciństwa bardziej działają na wyobraźnię.

– Cthulhu i nie ma dyskusji! Wielcy przedwieczni też są mistrzowsko opisani. Poznajemy ich przez półsłówka, szeptane ostrzeżenia, legendy i to jest sto razy straszniejsze niż ich widok – oponował Daniel. – I są groźni. Naprawdę niebezpieczni i potężni. Buka jest po prostu nieszczęśliwa i nie życzy nikomu źle.

– Ja jakoś „śpiących” mniej się obawiam. Po za tym o ile postać Cthulhu może być różnorako przedstawiona na sesjach, o tyle Buka jest jedna i jest mroczna!

– Ja tam się niczego nie boję oprócz tej takiej dziwnej dziewczynki z „Muminków” – wtrącił Matt wchodząc do pokoju – Buka to przy niej Przytulanka.  Ta jej dziwna twarz, brrry…

Eliza na jego widok zerwała się z kanapy i rzuciła mu na szyję. Przytulił ją do siebie czule.

– Widzę, że już zdążyłaś poznać Daniela? – zaśmiał się złośliwie. – Co ty w ogóle tu robisz? – zwrócił się do chłopaka.

Rozwalony na kanapie Daniel wzruszył ramionami.

– Nudziło mi się, więc wróciłem wcześniej. Też się cieszę, że cię widzę.

Matt spojrzał na niego krzywo. Cieszył się z powrotu przyjaciela, ale jednocześnie oznaczało to pewnie ograniczenia dla ich różnego rodzaju „zabaw”.

– Idziemy na pizzę, idziesz z nami?

– Jasne, przecież nie skończyliśmy naszej dyskusji – wyszczerzył się do Elizy.

Matt jęknął.

– Czy ja jestem w tej rozmowie niezbędny?

– Skoro już się wtrąciłeś… – rzuciła złośliwie Eliza.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

We trójkę mieszkało im się całkiem przyjemnie. Eliza chodziła do szkoły, Matt pracował przez cztery noce w tygodniu, a w sobotę grał koncerty w Coco Club. Miał też dość częste próby zespołu, nie tylko było to ich pasją, ale także wiązali nadzieje na przyszłość z karierą muzyczną. Daniel obijał się całymi dniami, wychodząc jedynie na basen, jogging i spotkania z kumplami w siłowni. Dziewczyna opiekowała się nimi obydwoma, sprzątała, prała, gotowała. Nie podobało jej się, że nie dokłada się do mieszkania, a Matt musi ją karmić, ale po prostu nie miała z czego. Kiedy Daniel zauważył jak się stara, zaczął dziewczynie pomagać. Za pierwszym razem poczuła się bardzo zaskoczona.

– Dam sobie radę – uśmiechnęła się do niego, kiedy pewnego dnia wyjął jej odkurzacz z ręki.

– Nie wątpię, ale to nie w porządku, że zasuwasz za całą trójkę.

– Wam nie przeszkadza bałagan, więc można powiedzieć, że robię to dla siebie – uśmiechnęła się promiennie.

Chłopak roześmiał się.

– Daj spokój. Pomogę ci i już. Nie ma o czym dyskutować.

Od tej pory sama została tylko z gotowaniem, bo tego Daniel wolał nie próbować. Był przekonany, ze potrafi przypalić gotującą się wodę.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel był chłopakiem idealnie w typie Elizy koleżanek z liceum. Wysoki, wysportowany, jego blond grzywka, kiedy nie była postawiona do góry, uroczo opadała mu na oczy. Najczęściej nosił bojówki lub luźne jeansy i nieodłączne bluzy z kapturem.

Nic więc dziwnego, że kiedy Ula z Patrycją zobaczyły niedbale opartego o ścianę chłopaka postanowiły za wszelką cenę zwrócić na siebie jego uwagę. Znajdowali się w sklepie z odzieżą New Yorker, chłopak stał przy przymierzalniach. Były bardzo ciekawe na kogo czeka. Przyglądały mu się z rosnącym zainteresowaniem. W jednej z przymierzalni drzwi się uchyliły i wyjrzała z niej drobnej budowy, blond włosa dziewczyna. Natychmiast do niej podszedł i zaczął komentować przymierzane ubranie.

– Zaraz, to czasem nie Eliza? Chodzi z nami do klasy… – zwróciła się Ulka do Patrycji.

– Yh Eliza? Ta cicha myszka? Z takim facetem? Daj spokój!

– Może to jej brat, albo kuzyn? – zasugerowała Ula.

Patrycji aż się oczy zaświeciły na samą myśl.

– W każdym razie to całkiem sprzyjająca sytuacja, żeby go poznać, nie sądzisz?

– Widzę, że myślimy o tym samym.

Uśmiechnęły się do siebie przebiegle.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy Eliza i Daniel wychodzili ze sklepu podeszły do nich dwie dziewczyny.

– Hej Eliza, miło cię widzieć, co tam u ciebie? – zaczęła przyjaźnie Patrycja.

Była wysoką i szczupła tlenioną blondynką, z krótkimi, modnie przyciętymi włosami. Miała na sobie ostry makijaż i obcisły, czarny sweterek. Dziewczyna popatrzyła na nią zdezorientowana. Nigdy do tej pory się nie zdarzyło, żeby ktoś z jej licealnej klasy podszedł do niej na mieście.

– Może pójdziemy na jakąś kawę, pogadamy? – wtrąciła Ulka. Była prawdziwą pięknością. Naturalnie kręcone czarne włosy upodabniały ją do Diany Barry z „Ani z Zielonego Wzgórza”. Jej bujne piersi i zgrabna sylwetka też nie pozostawiały wiele do życzenia.  – Nie przedstawisz nas swojemu koledze?

Daniel wyglądał na odrobinę rozbawionego sytuacją. Eliza wzruszyła ramionami.

– Daniel, Ula, Patrycja – wymieniła niedbale imiona.

Ciągle nie była pewna o co w tym chodzi. Nigdy nie zdarzyło jej się zamienić z tymi dziewczynami więcej niż dwa słowa. Bez czekania na odpowiedź pociągnęły dziewczynę w stronę Seventh Heaven. Specjalnie wybrały stolik przy którym stały tylko fotel i kanapa. Miały nadzieję, że w ten sposób chłopak będzie zmuszony usiąść w najgorszym wypadku przynajmniej obok jednej z nich. Eliza spojrzała na Daniela szukając w nim wsparcia, ale on najwyraźniej świetnie się bawił zaistniałą sytuacją.

– Pójdę dla nas po kawę – oznajmił Elizie, zostawiając dziewczynę na pastwę koleżanek.

– Idę z tobą – szybko odezwała się Patrycja podążając w ślad za chłopakiem.

Ula chcąc nie chcąc musiała zostać. Postanowiła nie marnować tego czasu. Zajęła miejsce na kanapie. Eliza skuliła się w obszernym fotelu.

– To twój chłopak? Jak go poznałaś? – zaczęła Ula bez zbędnych wstępów.

Eliza roześmiała się cicho. Więc chodzi im o Daniela? Z tym przynajmniej mogła sobie poradzić.

– To mój współlokator, nie jest moim chłopakiem – w sumie odpowiedziała na oba pytania.

Twarz Uli rozjaśniła się w uśmiechu.

– A ma jakąś dziewczynę?

– Z tego co wiem to nie…

Jej uśmiech stał się jeszcze szerszy. Więc Daniel był wolny! Można było rozpocząć polowanie.

Daniel i Patrycja wrócili z kawą. Dziewczyna usiadła na kanapie przy poręczy. Zostawiły między sobą spory kawałek miejsca dla chłopaka. Daniel postawił dwie kawy na stoliku, a sam, ku wielkiemu rozczarowaniu dziewczyn usiadł na poręczy fotela Elizy naturalnie obejmując dziewczynę ramieniem.

– Jesteście parą? – spytała ciągle nie znająca faktów Patrycja.

Daniel najwyraźniej postanowił przejąć inicjatywę.

– Jeszcze nie – wyszczerzył zęby w uśmiechu – ciągle mi się opiera, ale sądzę, że przed końcem lata będzie moja.

Eliza popatrzyła na niego zaskoczona, Patrycji zrzedła mina, Uli też. Dopili kawę raczej  w gęstej atmosferze, mimo, iż dziewczyna zauważyła, że Daniel pokazuje się z jak najlepszej strony. Był uprzejmy, zabawny i zachowywał się jakby naprawdę za wszelką cenę usiłował ją poderwać. Dziewczyny dopiły kawę, pożegnały się i wyszły. Kiedy zniknęły z pola widzenia chłopak wybuchnął śmiechem. Przesiadł się na kanapę. Eliza popatrzyła na niego pytająco. Dalej nie wiedziała co to za gierki.

– Sorry – powiedział hamując śmiech – wkurzają mnie takie laski, a ty też nie wyglądałaś jakbyście się lubiły.

Eliza uśmiechnęła się do niego nieśmiało.

– „Lubiły?” Nie sądziłam w ogóle, że one wiedzą jak mam na imię… Długo musiały sobie pewnie przypominać.

Daniel znów wybuchnął śmiechem.

– Więc nie masz mi za złe?

– Nie, nie mam.

Tym razem jej uśmiech stał się szerszy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel lubił patrzeć na uśmiechniętą Elizę. Strasznie spodobały mu się te zakupy, mimo, że od zawsze nienawidził różnego rodzaju sklepów. Matt zmusił dziewczynę, żeby poszła po coś eleganckiego na maturę, ale sam nie kwapił się, żeby jej towarzyszyć. Dał jej swoją kartę i wysłał do centrum handlowego. Daniel zlitował się nad dziewczyną i poszedł z nią na zakupy. Teraz wcale tego nie żałował, jak zwykle w jej towarzystwie świetnie się bawił. Sam też kupił jej kilka ubrań, po prostu dlatego, że się wtedy cieszyła. Kiedy protestowała ucinał dyskusję po prostu idąc do kasy. Dla niego to nic nie znaczyło, jego rodzice byli naprawdę bogaci, mieli sieć hoteli w całej Europie i wiele innych mniejszych przedsiębiorstw. Gdyby chciał, co tydzień mógłby jeździć nowym samochodem. Nie zależało mu jednak na tym. Właściwie na niezbyt wielu rzeczach mu zależało, a teraz zdał sobie sprawę, że jedną z nich stała się właśnie ona.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza siedziała w fotelu oglądając horror. Przykryła się kocem, ale to nie dodawało jej odwagi. Film był straszny. Prawie podskoczyła gdy do mieszkania wszedł Daniel.

– Rany! Tak się cieszę, że jesteś w domu! Oglądam Cujo.

– Sama?! – zapytał wyraźnie zdziwiony.

– Tak! Co się stało z tym psem?!

– Była już scena jak są uwięzieni w samochodzie… i Cujo rzuca się na przednią szybę? – spytał zdejmując buty i podchodząc do niej, tak, żeby widzieć telewizor.

– Nie! Nie! Poważnie, co się stało temu psu?! – zadała pytanie podnieconym głosem. – Chcesz obejrzeć resztę filmu ze mną? – spojrzała na niego z nadzieją.

– Dobra. Tak.

– Nigdy nie myślałam, że powiem coś takiego o tym filmie, ale naprawdę mam nadzieję, że ten pies zginie.

Daniel usiadł na brzegu kanapy. Spojrzała na niego pytająco.

– Co ty tam robisz? Chodź tu do mnie i mnie chroń.

– Jasne. Czemu nie?

Wstał i przysiadł się do dziewczyny zajmując miejsce na poręczy fotela i obejmując ją ramieniem.

– Dobra, to on! To Cujo! To Cujo! – wtuliła się w niego wczepiając palce w jego rękaw.

– Dobrze, wiem, wiem – przytulił do siebie dziewczynę głaszcząc jej włosy. – Wszystko będzie dobrze.

– O mój Boże. Co on teraz zrobi? Nie mogę patrzeć! – schowała twarz w jego bluzie. – Poważnie, jak możesz to oglądać? Nie boisz się? – spytała go przestraszona.

– Jestem przerażony. – przyznał szczerze chłopak, ale wcale nie miał na myśli filmu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Daniel, oddaj to, to nie twoje! – Eliza wychyliła się prawie kładąc na chłopaku, próbowała odebrać mu zeszyt.

Siedzieli na kanapie w salonie, Daniel przeskakiwał z kanału na kanał, a Eliza pisała. Tak było, do momentu kiedy chłopak obrał za punkt honoru zobaczyć, o czym dziewczyna tak zawzięcie pisze. Teraz rozpętała się mała, prywatna wojna.

– Oddam jak przeczytam – wyszczerzył się do niej w uśmiechu.

– Ej no! Oddawaj!

Widząc, że nic w ten sposób nie zdziała, zaczęła łaskotać chłopaka. Zaczął się zwijać ze śmiechu. Próbował się odsunąć, ale nie był w stanie nad sobą zapanować, trafiła w jego czuły punkt. Nie dawała za wygraną. Upuścił zeszyt na podłogę. Natychmiast rzuciła się w jego kierunku. Daniel przytrzymał dziewczynę i przewrócił ją na plecy. Teraz to on ją łaskotał. Zwinęła się w kłębek śmiejąc niepohamowanie. Usiadł na niej przytrzymując jej nadgarstki jedną ręką, podczas gdy drugą sięgnął po zeszyt.

– Hmm, interesujące – stwierdził czytając – czy zielonooki to ja?

– Oddawaj – pisnęła wyślizgując się z jego uchwytu.

Ugryzła go w rękę. Musiał odłożyć zeszyt, żeby móc ją skuteczniej przytrzymać. Posadził sobie dziewczynę na kolanach.

– Drapieżna z ciebie istota – roześmiał się pokazując jej ślad po ugryzieniu.

– Zasłużyłeś sobie na to! Jesteś paskudny!

– Jestem – zamruczał – zło i niedobro, to cały ja.

Teraz ona się roześmiała. Daniel, jeśli tylko chciał, potrafił być naprawdę rozbrajający.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Leżeli na kanapie, Daniel obejmował Elizę ramieniem. Dziewczyna opierała się o niego plecami. Chłopak czuł się cudownie. Uwielbiał z nią spędzać czas. Bardzo mu na niej zależało. Cierpiał z powodu tego, że nic nie powinno ich łączyć, że była dziewczyną jego najlepszego przyjaciela. Wtulił twarz w jej włosy wdychając ich delikatny, słodki zapach. Oglądali tandetny horror zaśmiewając się wspólnie. Lubili podobne rzeczy, ten sam typ filmów, te same książki, taką samą muzykę. Doskonale się dogadywali i świetnie się razem bawili.

Matt pracował jako ochroniarz w nocnym klubie, miał też częste próby zespołu, więc kiedy go nie było, Daniel z przyjemnością zajmował się Elizą. Na początku był bardzo niezadowolony z powodu nowej współlokatorki, ale kiedy poznał dziewczynę lepiej, uznał, że nic fajniejszego nie mogło mu się przytrafić. Nie była typową panienką z jakimi Daniel miał do czynienia na co dzień. Posiadała swój charakterek, ale zazwyczaj była miłą osobą. Nie miała do niego nigdy żadnych pretensji, przyjmowała go po prostu takim jakim był. Czasem wydawała się taka nieporadna i zagubiona, że miał ochotę się nią opiekować. Przez te kilka tygodni stała się jego dobrą przyjaciółką. Był z tego powodu bardzo szczęśliwy. Po pewnym czasie jednak zaczął sobie zdawać sprawę, że to mu nie wystarcza. Zrobił się chorobliwie zazdrosny o Matta, cierpiał widząc ich razem. Podobała mu się, pociągała go fizycznie, chciał ją mieć tylko dla siebie. Była po prostu idealna. Żałował, że to nie on spotkał ją pierwszy.

Drzwi wejściowe się otworzyły i do mieszkania wszedł Matt. Eliza, ku rozczarowaniu Daniela, zerwała się z kanapy, podbiegła do swojego chłopaka i zarzuciła mu ramiona na szyję całując go w usta na powitanie. Daniela zalała fala zazdrości. Zacisnął pięści w bezsilnym gniewie.

Ona nie jest i nigdy nie była moja, próbował sobie powtarzać w myślach.

Nic to jednak nie dawało. Przez te dwa miesiące wspólnego mieszkania stała się dla niego kimś naprawdę ważnym. Niejasno zdawał sobie sprawę, że ją kocha.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tej nocy rozpętała się burza. Matt pracował do rana. Eliza kuliła się w łóżku naciągając kołdrę na głowę. Lubiła burze, ale teraz , gdy tak leżała całkiem sama, a pokój co jakiś czas oświetlały błyskawice budziły się w niej różnego rodzaju lęki z dzieciństwa. W końcu zebrała się w sobie, wstała, zabrała ze sobą kołdrę i wyszła z sypialni. Chwilę później pukała już do drzwi pokoju Daniela.

– Taak? – usłyszała zaspany głos chłopaka.

– Mogę wejść?

– Jasne…

Otworzyła drzwi i weszła do środka. Daniel zapalił nocną lampkę. Stanęła w progu tuląc do siebie kołdrę.

– Mogę spać u ciebie? – spytała cicho, niepewnym głosem – boję się być sama…

Nie wiedziała, czy chłopak jej nie wyśmieje. Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się głupio i dziecinnie, ale nie potrafiła nic na to poradzić. On jednak nic takiego nie zrobił.

-Yh, możesz, o ile podasz mi z szuflady bokserki… przyzwyczaiłem się sypiać nago…

Jej policzki zaróżowiły się delikatnie. Otworzyła wskazaną szufladę i wyjęła z niej slipki. Rzuciła je chłopakowi, a on wciągnął je na siebie szybko pod kołdrą. Zrobił jej miejsce. Położyła się obok niego otulając własną kołdrą. Zgasił światło.

– Przepraszam, że cię obudziłam – szepnęła.

– Nie szkodzi, przyjemnie jest kiedy się budzisz i widzisz w swoim pokoju ładną dziewczynę.

Zaśmiała się dźwięcznie. Przez chwilę milczeli, a potem znów usłyszeli grzmot, a błyskawica rozświetliła pokój. Eliza zadrżała i skuliła się pod kołdrą. Daniel to zauważył.

– Chodź tutaj – powiedział. Przysunęła się do niego bliżej. Wysunął rękę i położył jej głowę na swoim ramieniu. Przyciągnął ją do siebie otaczając drugą ręką. – Tak lepiej?

– Tak – powiedziała wtulając głowę w jego ramię. Ręce położyła na jego brzuchu.

– To teraz śpij – powiedział nie wypuszczając jej z objęć.

Zamknęła oczy. On sam nie był już w stanie zasnąć. Jego członek nieznośnie próbował się przebić przez bokserki. Cieszył się, że dzieli ich warstwa kołdry i dziewczyna nie ma szans tego zauważyć.

To dziewczyna Matta, powtarzał sobie w myślach. Powinna być dla mnie jak siostra! Tylko czemu musi być taka… taka…

Cholernie jej pragnął. Poczuł wielką gulę w gardle, kiedy uświadomił sobie, że nie może jej mieć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Matt, pojedźmy w sobotę do Aquaparku. Mam na to straszną ochotę.

Siedzieli przy stole, jedli ugotowany przez dziewczynę obiad. Daniel wszedł do pomieszczenia wstawiając swój pusty talerz do zlewu.

– O! Aquaparku? Zgadzam się z tobą w stu procentach. Matt pojedźmy do Aquaparku.

Skierował błagalne spojrzenie w stronę chłopaka. Eliza roześmiała się na ten widok.

– Sorry, odpada, mam w sobotę próbę. Jedźcie sobie sami.

– Zabierzesz mnie? – Eliza zwróciła się tym razem do Daniela.

Chłopak wzruszył ramionami.

– Jasne, z przyjemnością. Sami sobie pojedziemy do Sopotu, on nam do szczęścia nie potrzebny.

– Pewnie, że nie – zachichotała dziewczyna.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W sobotę rano wsiedli do samochodu Daniela i pojechali do Trójmiasta. Chłopak kupił im karnety z nieograniczonym czasem. Założyli, że będą się dobrze bawić. Kiedy dziewczyna wyszła z przebieralni Daniel już na nią czekał. Miał na sobie ciasne granatowe kąpielówki. Uznała, że wygląda całkiem seksownie. Był wysportowany, wiedziała, że dużo pływa lubił też chodzić na siłownię z kumplami. Nigdy by nie przyszło jej do głowy, że polubi tego typu chłopaka, a jednak stało się. Daniel został jej najlepszym przyjacielem. Właściwie to ze smutkiem zdała sobie sprawę, że chyba jedynym przyjacielem. Obrzucił ją uważnym spojrzeniem.

– Yyy, to twój kostium?

Przyjrzała się swojemu jednoczęściowemu strojowi z lekkim zakłopotaniem. Był na nią trochę za duży, a na boku miał lekkie przetarcie, ale nie wyglądał tak najgorzej.

– Coś nie tak?

– Poczekaj tutaj – powiedział.

Włożył koszulkę, klapki i wyszedł z przebieralni. Po chwili wrócił podając jej jakąś siatkę.

– Wracaj tam i przebierz się.

Spojrzała na niego pytająco.

– Noo, idź już, mam ochotę wejść do wody.

Wzruszyła ramionami i weszła z reklamówką do przymierzalni. Wyciągnęła ze środka błękitne bikini Triumpha z przewiązywaną w pasie mini spódniczką a’ la pareo.  Ledwo się powstrzymała, żeby nie pisnąć z radości. Włożyła je szybko i wyszła z przymierzalni. Było cudne. Rzuciła się Danielowi z impetem na szyję prawie go przy tym przewracając.

– No znacznie lepiej – roześmiał się przyglądając się dziewczynie. Długie blond włosy upięła spinką z tyłu głowy, ale one nadal niesfornie próbowały się wydostać, co tylko nadawało jej uroku. Skąpe bikini zasłaniało intymne miejsca dziewczyny, chłopak mógł jednak bezkarnie podziwiać jej gładko ogolone zgrabne nogi, płaski brzuch i szczupłe ramiona.   – Teraz się mogę z tobą publicznie pokazywać. – Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu.

Spędzili razem cudowny dzień. Zjeżdżali na wszystkich możliwych zjeżdżalniach, pływali rwącą rzeką, bawili się na zewnętrznym basenie. Zrobili sobie przerwę na frytki i lody jedzone nad wodą. Eliza bardzo szybko przestała żałować, że nie ma z nimi Matta. Naprawdę uwielbiała spędzać czas z Danielem.

– Chodź, widzę wolne jacuzzi  – chłopak entuzjastycznie pociągnął ją za rękę.

Ze śmiechem pobiegła razem z nim. Zajęli wolną wannę. Woda była naprawdę ciepła i przyjemna. Zmęczona całym dniem na basenie dziewczyna oparła się o niego kładąc mu głowę na ramieniu. Przymknęła oczy. Było jej bardzo przyjemnie. Objął ją delikatnie muskając palcami jej przedramię.

– Ktoś do nas idzie – szepnął po kilku minutach ciszy.

Otworzyła oczy, w ich kierunku szły jakieś dwie starsze panie. O niedoczekanie ich! Wdrapała się Danielowi na kolana oplatając go ramionami. Pocałowała go w usta. Objął ją natychmiast odwzajemniając żarliwie pocałunek. Zerknęła przez ramię. Kobiety zmieniły kierunek. Odsunęła się od chłopaka nie schodząc mu jednak z kolan. Jego oddech przyspieszył, poczuła na udzie coś twardego.

– Daniel? – powiedziała niepewnie, nie wiedząc o co chodzi.

Chłopak przestał myśleć logicznie. Przyciągnął ją z powrotem do siebie i zaczął całować rozchylając jej wargi językiem. Poczuła się bardzo dziwnie. Lubiła jego bliskość, ale nigdy nie myślała o nim w ten sposób… Nie próbowała go powstrzymać, to było bardzo przyjemne doświadczenie. Takie inne, niż z Mattem… Matt!

– Daniel! – odsunęła go od siebie – co ty wyprawiasz?

Spojrzał na nią jakby wymierzyła mu policzek.

– Ja wyprawiam? To ty zaczęłaś.

– Chciałam tylko, żeby sobie poszły. Zadziałało.

– Taaak, aż nazbyt skutecznie – jęknął.

– Daniel, ja mam chłopaka, on jest twoim przyjacielem!

– Wiem – chłopak znowu jęknął. – Ja nie mogłem się powstrzymać. Pragnę cię prawie od samego początku.

Dziewczyna poczuła się bardzo nieprzyjemnie.

– Więc dlatego byłeś dla mnie taki miły? Myślałam, że ci na mnie zależy – syknęła.

Wstała, żeby wyjść z wanny. Chwycił ją za rękę i pociągnął w dół.

– Zależy mi – powiedział cicho, patrząc jej w oczy – każdego dnia żałuję, że to Matt poznał cię pierwszy, a nie ja. Jesteś dla mnie ważniejsza, nawet niż nasza przyjaźń.

– Ja go kocham – powiedziała cicho nie patrząc na niego.

Usiadła obok chłopaka. Delikatnie wziął ją za rękę.

– A ja kocham ciebie. – Chciała coś powiedzieć, ale jej nie pozwolił. – Wiem, że nie mogę cię mieć. Pogodziłem się już z tym. Po prostu mnie nie odtrącaj, dobrze? Chciałbym, żebyś dalej była moją przyjaciółką.

Skinęła głową. Przytuliła twarz do jego ramienia. Objął ją delikatnie. Bała się tego, co usłyszała przed chwilą. Nie tyle tego, że chłopak coś do niej czuł, ale tego, że sama czuła coś do niego.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza poszła z Danielem do pubu. Była z tego powodu bardzo szczęśliwa, nie miała zbyt wielu własnych znajomych, a Matt pracował przez całą noc. Minął już ponad tydzień, a oni ani razu nie wrócili do rozmowy z Aquaparku. Teraz siedzieli sobie beztrosko, rozmawiali, pili piwo. Dziewczyna czuła się zupełnie rozluźniona. Lubiła przebywać w towarzystwie Daniela, a jego znajomi także byli mili. Wszyscy traktowali ją przyjaźnie, przy stoliku toczyła się luźna, zabawna i niezobowiązująca rozmowa.

Tak naprawdę Eliza rzadko spotykała się z taką akceptacją i tolerancją. Najczęściej trzymała się gdzieś na uboczu, różniła się od tych wszystkich mocno umalowanych, modnych dziewczyn. Teraz czuła się naprawdę szczęśliwa. Daniel przyniósł jej kolejne piwo. Objął ją od niechcenia ramieniem. Oparła się o niego, było jej bardzo wygodnie. Mimo, że przedstawił ją na początku jako dziewczynę Matta, którego najwyraźniej wszyscy tutaj dobrze znali, to i tak dziewczyna siedząca po drugiej stronie Daniela i wyraźnie z nim flirtująca poczuła się trochę speszona. Obrzuciła Elizę bardzo wymownym i niechętnym spojrzeniem. Dla niej samej przytulanie się do niego od dawna już było na porządku dziennym, mimo to zrobiło jej się bardzo przykro. Nie chciała od samego początku przysparzać sobie wrogów. Dopiła piwo, przeprosiła grzecznie i wyszła na dwór. Poczuła się bardzo nieprzyjemnie, postanowiła, że zostawi tamtej wolną rękę. Odetchnęła świeżym, wiosennym powietrzem. Zdziwiła się, kiedy chwilę później zobaczyła wychodzącego z pubu Daniela. Przytulił się do jej pleców obejmując od tyłu ramionami. Oparła się o niego z cichym westchnieniem.

– Coś się stało? – spytał lekko zaniepokojonym głosem.

– Nic takiego, za dużo wypiłam – odparła starając się, by zabrzmiało to beztrosko, nawet specjalnie nie kłamała, rzeczywiście dosyć dawno nie zdarzyło jej się wypić tylu piw jednego wieczora.

– Chcesz się przejść? – spytał łagodnie.

– Jasne – odpowiedziała szybko, zadowolona z propozycji.

Poszli nad rzekę. Daniel nie przestawał obejmować jej ramieniem. Zatrzymali się na moście wpatrując się w wodę. Chłopak stanął za jej plecami, a ona oparła się o niego ufnie. Zadrżała kiedy przesunął dłonią po jej brzuchu. Było jej bardzo dobrze, alkohol wpływam na nią rozluźniająco, nie myślała wiele. Odwróciła się do Daniela oplatając jego szyję ramionami. Pocałowała go w usta. Chłopak wyglądał na odrobinę zaskoczonego, ale już po chwili odwzajemniał pocałunek. Przyciągnął ją do siebie bliżej. Gładził dziewczynę po plecach i ramionach. Przesunął rękę na jej pośladki. Otarła się o niego jak kociak. Poczuła jak coś twardego dotyka jej brzucha. Delikatnie przesunęła dłonią po jego rozporku.

– Nie dotykaj – szepnął – tu są kamery.

Uśmiechnęła się do niego i pociągnęła na drugą stronę mostu. Weszli w krzaki, tu byli zupełnie osłonięci. Rozpięła mu spodnie i ciągle całując wzięła do ręki jego członka. Chłopak musiał być bardzo podniecony, bo wytrysnął prawie od razu. Odsunęła się od niego wyraźnie z siebie zadowolona. Daniel wytarł się szybko, zapiął spodnie i zbliżył się do dziewczyny.

– Wracamy? – spytała uśmiechając się ślicznie.

Westchnął. Przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie.

– Niegrzeczna dzisiaj jesteś – szepnął jej do ucha.

– To źle? – zapytała przekornie.

– Jak dla mnie to nawet bardzo dobrze – uśmiechnął się do niej łagodnie.

Roześmiała się. Wrócili razem do lokalu. Wypiła kolejne piwo, a potem jeszcze jedno. Nie do końca wiedziała co się wokół niej dzieje, ani kiedy właściwie wyszli. Żegnali się z nią jacyś ludzie, kogoś nawet przytulała, a potem byli już w domu. W jakiś sposób znalazła się w pokoju Daniela. Wyraźnie czuła bliskość chłopaka, nie miał na sobie koszulki, był bardzo ciepły. Poczuła się naprawdę przyjemnie. Zdjęła z siebie ubranie, była teraz tylko w majtkach i koszulce. Położyła się na łóżku, Daniel położył się obok niej, nakrył ich kołdrą. Czuła jego dłonie błądzące po swoim ciele. Przysunęła się bliżej, wtulając w chłopaka. Sama nie wiedziała kiedy zasnęła.

Obudziła się w środku nocy. Daniel leżał obok niej, obejmował ją ramieniem. Gwałtownie zsunęła się z łóżka i pobiegła do łazienki. Zwymiotowała. Uznała, że piwo to był naprawdę zły pomysł. Bolała ją głowa. Poczuła jak ktoś delikatnie odgarnia jej włosy, kiedy klęczała na podłodze nad miską. Zrobiło jej się strasznie głupio. Chłopak zaplótł jej luźny warkocz i związał gumką. Przytulił ją delikatnie do siebie.

– Dobrze się czujesz? – spytał cicho.

– Trochę lepiej – odparła, w głowie jej się kręciło i była bardzo senna.

Pomógł jej wstać. Umyła się, a potem zaprowadził ją z powrotem do łóżka. Otulił ją kołdrą.

– Śpij – powiedział – posprzątam i zaraz do ciebie przyjdę.

Zasnęła prawie natychmiast. Potem obudziła się na chwilę, kiedy poczuła, że oplatają ją ciepłe, silne ramiona. Po chwili znów zapadła w głęboki, spokojny sen.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza obudziła się w łóżku Daniela. Bolała ją głowa. Chłopak spał spokojnie obejmując ją ramieniem. Przypomniała sobie wydarzenia poprzedniego dnia. Jęknęła cicho. Najpierw mówi mu nie, a potem sama zaczyna… dobrze, że przynajmniej paradoksalnie była zbyt pijana, żeby cokolwiek mogło się między nimi wydarzyć. Zwinnie wyśliznęła się z łóżka i poszła pod prysznic. Wyszła z łazienki owinięta ręcznikiem, planowała się przemknąć do swojego pokoju. W korytarzu stał Matt. Uśmiechnął się, kiedy ją zobaczył.

– Mhmm co za niespodziewany widok z samego rana.

Zarumieniła się ślicznie i uciekła do sypialni. Poszedł za nią. Kiedy wszedł do pokoju leżała pod kołdrą, jej wilgotne włosy rozsypane były po poduszce. Ręcznik, którym wcześniej była owinięta leżał teraz na podłodze. Chłopak zdjął z siebie ubranie i zanurkował w jej pościel. Wtuliła się w niego. Z przyjemnością zauważył, że była zupełnie naga. Jej skóra była jeszcze wilgotna po niedawnym prysznicu.

– Wcześnie dzisiaj wróciłeś – powiedziała nie podnosząc głowy.

– Aha, nie byłem już potrzebny. Widzę, że dobrze się stało.

Delikatnie pocałował jej mokre włosy. Zamruczała ocierając się o niego.

– Na co masz dzisiaj ochotę? – zapytała zalotnie.

– Hmmm jeszcze o tym nie myślałem, sądziłem, że jak wrócę, do domu to pójdę spać.

– Możemy iść spać… – podniosła się nie łokciu i uśmiechnęła do niego filuternie.

– Nie sądzę, żebym teraz dał radę zasnąć.

Przewrócił ją na plecy, a sam znalazł się nad nią. Jedną ręką przytrzymał jej nadgarstki, a drugą położył na piersi dziewczyny. Pieścił ją drażniąc jej sutki. Eliza zaczęła się wić. Kolanem rozsunął jej nogi. Przesunął palcami po jej intymnym miejscu. Zdążyła zrobić się tam bardzo wilgotna. Chłopak trzymał ją mocno. Lubiła się czuć taka bezradna. Pocałował ją namiętnie, z pasją. Poczuła na brzuchu jego sztywny członek. Przesunął się niżej. Wsunął się w nią od razu mocno i głęboko bez żadnych wstępów. Jęknęła cicho.

– Matt… – westchnęła dziewczyna.

– Mmm?

Patrzyła na niego spod półprzymkniętych powiek.

– Nie, nic… chciałam to powiedzieć.

Chłopak uśmiechnął się szeroko. Pchnął mocno, do samego końca. Eliza wciągnęła głośno powietrze, unosząc wysoko biodra. Poruszył się tak jeszcze kilkakrotnie. Potem wchodził w jej ciasną szparkę szybkimi, silnymi ruchami. Dziewczyna czuła narastającą w niej z każdą chwilą przyjemność. Nie trwało to długo. Doszli w tym samym momencie. Matt wykonał jeszcze kilka delikatnych pchnięć i wyszedł z dziewczyny. Wykończony opadł na łóżko. Przyciągnął ją do siebie. Wtuliła się w niego ufnie. Okrył ich kołdrą, która w międzyczasie zsunęła się na podłogę. Kiedy zasnął Eliza ubrała się i wyśliznęła z pokoju.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel siedział w kuchni. Uśmiechnął się na jej widok. Nalał jej szklankę soku pomarańczowego.

– Dobrze się czujesz? – zapytał.

– Koszmarnie, głowa mnie boli. Mam kaca.

Z przyjemnością wypiła sok, mając nadzieję, że może ugasi to straszliwe zżerające ją pragnienie. Chłopak stanął za nią i delikatnie zaczął masować jej ramiona. Mruknęła cicho. Nachylił się i pocałował ją w kark. Odskoczyła od niego gwałtownie. Spojrzał na nią odrobinę speszony.

– Daniel – jęknęła – ja wcale nie zmieniłam zdania. – Spuściła wzrok. – Przepraszam cię za wczoraj… strasznie się spiłam…

– Rozumiem – powiedział cierpkim głosem, ale widać było, że wcale nie rozumie.

Spojrzał na nią wzrokiem zbitego psa, odwrócił się i wyszedł z kuchni.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział IV

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Został tydzień do matury. Eliza nie miała czasu myśleć o niczym innym. Martwiła się o Daniela, ale po ich porannej rozmowie nie wracał już do tego tematu. Zachowywał się zupełnie normalnie. Wyglądało tylko na to, że stara się jej unikać. Miała nadzieję, że mu przejdzie i znów będą przyjaciółmi.

Na maturze zdawała język angielski i wiedzę o społeczeństwie, to co miało jej się najbardziej przydać na dziennikarstwie. Ostatniego dnia po maturze ustnej z angielskiego wyszła całkiem z siebie zadowolona, dostała bardzo dobry. Była teraz zupełnie pewna, że dostanie stypendium nie tylko socjalne, ale też naukowe. Nie będzie musiała dłużej żerować na wujostwie, ani tym bardziej na Mattcie.

Przy drzwiach wyjściowych stały dziewczyny z jej klasy. Szeptały coś do siebie co chwila zerkając w kierunku trybun.

– Jaki słodki, ciekawe na kogo czeka – usłyszała zdanie Moniki.

– Mam nadzieję, że się nie doczeka, wtedy na pewno pójdę go pocieszyć – roześmiała się Karolina.

Eliza zerknęła w tamtą stronę. Jej serce zatrzepotało. Przy boisku stał Matt oparty niedbale o budynek szatni. W ręku trzymał długą niebieską różę. W czarnych jeansach i skórzanej motocyklowej kurtce wyglądał naprawdę seksownie. Jego rozwiewane przez wiatr ciemne włosy opadały nieskładnie na oczy. Miała straszliwą ochotę je odgarnąć. Ledwo się powstrzymywała, żeby do niego nie podbiec. Kiedy tylko zobaczył ją wychodzącą ze szkoły pomachał w jej stronę z uśmiechem. Za plecami usłyszała poruszenie. Pewnie zastanawiały się na kogo czeka, jej w ogóle nie brały pod uwagę. Czuła dziwną mroczną satysfakcję. Szła wolnym krokiem w kierunku chłopaka. Kiedy stanęła przed nim wspięła się na palce i delikatnie pocałowała go w usta. Podał jej różę. Żałowała, że nie widzi min koleżanek.

– To chyba twój ulubiony kolor, mam rację?

– Tak, jak zwykle – uśmiechnęła się do niego szczęśliwa.

– Jak poszło?

– Świetnie, dostałam piątkę. Jakie mamy plany?

– Seth organizuje ognisko, będziemy nocowali w leśniczówce. Masz ochotę?

– Jasne – nie mogła przestać się uśmiechać. Wszystko było takie cudowne! – To będzie nasz pierwszy wakacyjny wyjazd.

– He he, ja wakacji nie mam już od kilku ładnych lat, niestety.

Matt w marcu skończył dwadzieścia trzy lata, z racji zamiłowania do sztuk walki, zaraz po technikum z łatwością dostał pracę jako ochroniarz w nocnym klubie. Dzięki temu miał czas na swoje dwie pozostałe życiowe pasje, zespół muzyczny i fotografię. Teraz doszła mu jeszcze Eliza. Nigdy dotąd jeszcze nie był taki szczęśliwy. Dzieciństwo spędził w różnego rodzaju domach dziecka i rodzinach zastępczych. Pierwszy raz w życiu czuł się naprawdę potrzebny i kochany.

– No, ale lubisz swoją pracę, po za tym całymi dniami i tak jesteś wolny – roześmiała się wesoło – to prawie jak wieczne wakacje.

– Kto ci powiedział, że lubię swoją pracę? Po prostu nie mam na co narzekać… Idziemy na lody, a potem do domu. Jedziemy samochodem Daniela, ja będę prowadził, bo on pewnie jak zwykle się spije i do wieczora nie wytrzeźwieje.

– On też jedzie?

– Pewnie, że tak – odpowiedział z entuzjazmem, nie zauważywszy nutki niepokoju w głosie dziewczyny.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt roześmiał się rozradowany. Bawiła go ta rozmowa. Opowiadał Elizie o Danielu. Poznali się wiele lat temu, chodzili do tej samej szkoły. Matt do trzeciej klasy, Daniel wówczas do pierwszej. Chłopak cholernie działał mu na nerwy, kilkakrotnie nieomal go pobił. Sam już trzeci raz zmieniał szkołę, właśnie przez wdawanie się w różne bójki. Nie był tolerancyjną osobą i wystarczało mu wtedy, że ktoś na niego krzywo spojrzał. Na tej szkole jednak mu wyjątkowo zależało, ponieważ po jej ukończeniu mógł stać się wreszcie niezależny.

Na jednej z wycieczek szkolnych jego koledzy mocno pożarli się z przyjaciółmi Daniela. Jak to często bywa szpanerskie chłopaki z bogatych rodzin interesujące się głównie sportem, samochodami i panienkami contra grupa punków, metali i tego typu mrocznych indywiduum.

Przy nauczycielach, blisko grupy czuli się bezpiecznie wyśmiewając ich i wyzywając od brudasów. Jednak pech chciał, że Matt z dwoma kolegami trafił na Daniela samotnie włóczącego się po korytarzu ośrodka w którym nocowali. Gdyby był sam, być może by mu odpuścił, ale przecież przy kumplach nie mógł. Zabrali go do łazienki i po prostu chamsko pobili. Jego koledzy zmyli się pierwsi, Matt został przypilnować chłopaka, żeby na nich nie doniósł. Ktoś ich jednak widział na korytarzu i naskarżył dyrektorowi. Ten zjawił się niezwłocznie zastając w łazience pobitego Daniela leżącego na kafelkach i stojącego nad nim Matta. Na widok dyrektora chłopak wstał chwiejnie podpierając się o ścianę, Matt przytrzymał go odruchowo.

– Panie Cuttbert, zostaje Pan wydalony ze szkoły, Panie Maes proszę niezwłocznie udać się do pielęgniarki.

Dyrektor wiedział o ich długotrwałej niechęci i teraz nie miał najmniejszych wątpliwości co tutaj zaszło. Daniel obrzucił Matta zagadkowym spojrzeniem.

– Panie dyrektorze… on tu właśnie przyszedł… próbował mi pomóc… nie ma z tym nic wspólnego.

Dyrektor spojrzał na nich z niedowierzaniem.

– W takim razie Panie Cuttbert należą się Panu przeprosiny. Zaprowadzi Pan teraz kolegę do pielęgniarki.

Wyszli na korytarz, gdy tylko zniknęli za zakrętem Matt zatrzymał się gwałtownie. Pchnął Daniela na ścianę. Chłopak z trudem utrzymał równowagę, nie przewrócił się jednak.

– Czemu mu to powiedziałeś? – Matt patrzył na niego wrogo. Nie rozumiał jego motywów, a to go cholernie niepokoiło.

– Odczep się – warknął Daniel. – Nie wystarczy ci jeszcze? Zrobiłem tak jak uważałem.

Matt odpuścił, ale od tej pory traktował Daniela z większym szacunkiem. Kilkakrotnie obronił go przed własnymi kolegami. Coraz częściej rozmawiali. W końcu okazało się, ze chłopak jest dla niego całkiem przyjemnym kompanem. Mieli wiele wspólnego, wbrew pozorom Daniel nie był nadętym bogatym dupkiem. Coraz częściej chodzili razem na piwo, Daniel zawsze stawiał, co Mattowi bardzo odpowiadało, bo nie miał własnych funduszy. Grali w role playing games, w wakacje zwiedzili „na stopa” pół Europy.

Kiedy rodzice Daniela postanowili przeprowadzić się do wiejskiej posiadłości, kupili synowi mieszkanie w mieście, żeby spokojnie skończył szkołę. Właściwie nigdy się nim za bardzo nie przejmowali. On natychmiast zaproponował przyjacielowi, żeby z nim zamieszkał, co dla Matta było niesamowitą okazją, żeby się usamodzielnić.

W jakiś sposób rozmowa zeszła na dziewczyny Daniela. Matt zauważył, że Eliza za punkt honoru obrała znalezienie mu jakiejś. Cieszył się, że się zaprzyjaźnili. Nie musiał się przynajmniej martwić, że będzie siedziała sama, kiedy on jest w pracy lub na próbie.

– Daniel? – roześmiał się Matt – jeszcze żadna go nie usidliła. Jego koleżanki, powiedzmy, są dość dziwne. Nie to, żeby dziewczyny się nim nie interesowały, tylko takie, które się nim interesują, raczej nie są w jego typie. Po za tym jego rodzice są dość zamożni. Często odtrącał dziewczyny uważając, że lecą na ich kasę.

Eliza siedziała na trawie wtulona w Matta. Byli w sadzie należącym do leśniczówki, przy której imprezę urządzał Seth. Chłopak opierał się o szeroki pień drzewa, robiąc jej ze swoich rąk, nóg i klatki piersiowej coś w rodzaju prowizorycznego fotela. Przyjechali tu na urządzane przez kolegów Matta ognisko. Mieli wracać dopiero następnego dnia, więc chłopak czuł się swobodny i rozluźniony. Jeżeli za dużo wypije, po prostu wrócą pod wieczór. Eliza zdała maturę, więc mieli co świętować. Złożyła swoje papiery na dziennikarstwo w Gdańsku. Postanowiła, że będzie tam po prostu dojeżdżać, w końcu nie było to aż tak daleko. Zwłaszcza, że Daniel po roku obijania się uznał dziennikarstwo za całkiem fajny kierunek i postanowił, że będzie studiował razem z nią. Miała nadzieję, że to dalej aktualne. Była z tego powodu naprawdę szczęśliwa. Znacznie lepiej czuła się z myślą, że nie będzie sama wśród zupełnie obcych ludzi.

– Trzeba mu jakąś znaleźć – stwierdziła dobitnie.

To by rozwiązało ich mały problem. Matt roześmiał się wesoło.

– To może nie być łatwe. Jest cholernie wybredny. On dalej jest prawiczkiem. Wyznaczyłaś sobie naprawdę trudne zadanie.

– Prawiczkiem? – dziewczyna była bardzo zaskoczona, chłopak nie był w jej typie, ale widziała przecież jak patrzyły na niego inne dziewczyny, chociażby Ulka czy Patrycja. Ona sama przecież nieomal… ale o tym nie chciała teraz myśleć.

– W sensie nigdy nie spał z żadną dziewczyną – wytłumaczył, jakby uznał, że Eliza nie zrozumiała tego stwierdzenia. – Widzisz, to ciężki przypadek.

– Coś wymyślę – mruknęła ocierając się o Matta jak kociak.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Impreza trwała w najlepsze. Eliza oddaliła się od reszty. Miała wiele rzeczy do przemyślenia. Potrzebowała chwili spokoju. Z tyłu, pod rozłożystym dębem leżały ich rzeczy. Usiadła rozkładając sobie na ziemi kurtkę Matta. Podniosła jego aparat. Od niechcenia zaczęła przeglądać sobie zdjęcia. Chłopak pasjonował się fotografią. Niektóre ujęcia były bardzo ciekawe, inne wręcz wzruszająco piękne. Przeglądała je zauroczona. Nagle na ekranie pojawiła się jakaś dziewczyna. Ubrana była w obcisłą skórzaną mini i krótką czarną bluzeczkę. Eliza zmarszczyła brwi przewijając zdjęcia dalej. Piękna szatynka stała przy niepozornie wyglądającym krześle, teraz była już w samej czerwonej, koronkowej bieliźnie. Eliza poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Na kilku kolejnych ujęciach dziewczyna pokazywała się nago, w różnych erotycznych pozycjach, to unosząc wysoko nogę, aż na oparcie krzesła, to zachęcająco wypinając pupę. Do oczu Elizy napłynęły łzy. Przewijała zdjęcia dalej. Tamta zaczęła robić sobie dobrze wibratorem, potem ujeżdżała go na krzesełku. Eliza przewinęła zdjęcia do końca. Wyłączyła aparat, odłożyła, wstała i odeszła stamtąd szybkim krokiem. Za wszelką cenę starała się powstrzymać wzbierający w niej płacz. Nie da mu tej satysfakcji. Nie patrzyła dokąd idzie.

– Hej kruszynko! Napijesz się z nami? – usłyszała wołanie Setha.

Siedział przy drewnianym stoliku wraz z dwójką innych chłopaków, których znała z widzenia. Mieli ze sobą butelkę Johnniego Walkera. Tak alkohol… tego właśnie potrzebowała… Podeszła do nich i usiadła przy stoliku. Zgodnie zawyli z radości, że dała się namówić. Seth nalał jej pełną szklankę. Zamiast mieszać, dla zabawy, po prostu popijali whisky colą. Dotrzymywała im kroku w piciu. Towarzyszyły temu dzikie wybuchy radości.

– Co to za dziewczyna, wysoka szatynka o migdałowych oczach, mocno opalona, długie nogi, bujne piersi – odważyła się w końcu zapytać. – Widziałam ją, ale chyba jeszcze jej nie znam.

Byli najwyraźniej zbyt pijany, żeby zastanowić się nad jej zainteresowaniem.

– Uuu, mówisz o Selenie? – ucieszył się rudy dryblas, był dość blady, miał piegowatą cerę.

– Ah Selena! Każdy ma na nią ochotę – podchwycił długowłosy blondyn.

– Taak, ale ona leci tylko na Matta – dodał rudy, chyba nie zdając sobie sprawy, że Eliza jest jego dziewczyną.

Seth wybuchnął śmiechem, dziewczynie wcale nie było wesoło. Wypiła z nimi kolejną szklankę. Przyjemnie szumiało jej w głowie. Podziękowała im i odeszła od stolika. Postanowiła odszukać Daniela. Siedział sam na pomoście, machając nogami nad wodą. W dłoni trzymał wypełniony jakimś płynem papierowy kubek. Podeszła do niego, uklęknęła za nim i objęła go od tyłu ramionami. Spojrzał na nią pytająco. Chciał coś powiedzieć.

– Cii – wyszeptała.

Pocałowała go w usta rozsuwając językiem jego wargi. Odetchnął głęboko z pasją odwzajemniając pocałunek.

– Eliza… – wyszeptał, kiedy na chwilę przerwali.

– Mam na ciebie ochotę – zamruczała mu do ucha – chodźmy do twojego pokoju.

– Nie wiem czy to dobry pomysł – powiedział wahając się – znowu jesteś pijana…

– Już mnie nie chcesz? – w uroczy sposób wydęła usteczka.

Przymknął oczy.

– Oczywiście, że cię chcę, zawsze będę cię chciał.

– Więc zróbmy to.

Nie mógł zaprzeczyć jej logice. Tyle, że nigdy nie spał z żadną dziewczyną, a po za tym ona była z Mattem, no i przecież wyraźnie dała mu do zrozumienia, że nic od niego nie chce… ale tak cholernie jej pragnął! Nigdy jeszcze nie czuł niczego takiego. Wstał odrobinę chwiejnie z pomostu. Natychmiast przylgnęła do niego, wślizgując mu się pod ramię. Znów ją pocałował. Razem poszli w stronę leśniczówki w której nocowali.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wrócili razem do leśniczówki. Nie dość, że nigdy wcześniej tego nie robił, to jeszcze Eliza była dziewczyną jego najlepszego przyjaciela. Czemu do cholery zawsze musiał mieć takiego życiowego pecha? Dlaczego musiał zakochać się akurat w niej?

Daniel nie był zbyt pewny siebie, ale dotykanie dziewczyny, było cholernie przyjemne. Nie mógł się powstrzymać. Pocałował ją przy uchu, lekko się schylając. Alkohol robił swoje. Weszli do pokoju. Zamknął drzwi na zamek. Dziewczyna odwróciła się do niego, drapiąc go leciutko paznokciami w talii, pod bluzką. Chłopak uśmiechnął się do niej i schylił, tym razem całując w usta. Dziewczyna żarliwie odpowiedziała na pocałunek, lekko penetrując językiem jego wargi. Ostrożnie pociągnęła go w kierunku łóżka, nie odsuwając się ani na milimetr. Daniel dał się poprowadzić do łóżka, odwzajemniając pocałunek. Miała bardzo miękkie usta. Dziewczyna uniosła jego koszulkę, zdejmując ją z niego i zaczęła powoli przesuwać paznokciami po nagiej skórze, całując go coraz śmielej. Chłopak westchnął cicho, nie do końca pewny, ale przesunął dłoń na jej talię, a po chwili na plecy, rozpinając tył bluzki.

Bardzo go podniecała, nie chciał już dłużej z tym walczyć. Kiedy skończył, odsunęła się odrobinę  i  z szelmowskim uśmiechem ściągnęła top, zostając  w błękitnym, koronkowym staniku. Uśmiechnął się do niej i wsunął dłonie pod biustonosz, całując jej policzek. Odwzajemniła uśmiech, całując go po szyi i dobierając mu się z gracją do rozporka. Daniel wsunął jedną dłoń w jej włosy, a drugą nadal pieścił biust. Mimo zdenerwowania czuł się, jakby cała jego krew spłynęła w dół. Eliza westchnęła cicho, ciągnąc go na łóżko. W międzyczasie zdążyła mu już spuścić spodnie. Chłopak uśmiechnął się do niej. Była taka śliczna. Półleżąc na niej, zaczął rozpinać pospiesznie jej bojówki. Dobrze, że zostawili buty przy wejściu i nie trzeba było się teraz martwić ich ściąganiem. Dziewczyna wzięła głębszy oddech, czując jego rękę na swoim podbrzuszu i poruszyła lekko biodrami, obejmując go. Daniel nie czuł się pewnie. Kiedy zsunął jej spodnie i zobaczył siateczkowe niebieskie majteczki, które owszem były śliczne, ale jakoś nie bardzo wiedział jak się do nich zabrać. Poczuł się jakoś dziwnie, robił coś zakazanego, do czego nigdy nie powinien dopuścić, wiedział jednak, ze nie jest w stanie się powstrzymać, po za tym dziewczyna też tego chciała.

Pocałował namiętnie jej wargi, a palcami przesunął po jej majtkach. Była za nimi lekka wilgoć, a Eliza poruszyła nieznacznie biodrami, ocierając się o jego dłoń. Wsunęła mu rękę w bieliznę. Było mu niesamowicie przyjemnie. Daniel zamruczał, a jego oddech przyspieszył, przesunął rękę na jej pośladki. Jego język penetrował całe usta dziewczyny gwałtownie i namiętnie. Poczuł, jak ujmuje go przy nasadzie i ściska wprawnie, wyciągając się do niego. Wymacał dłonią swoje spodnie i wyciągnął z nich pospiesznie prezerwatywę. Przestało go obchodzić, że nie powinien tego robić. Dziewczyna była śliczna i cholernie go kręciła. Eliza odsunęła się nieco, by ściągnąć z niego bieliznę, lekko popchnęła go na plecy, pochylając się nad jego kroczem i patrząc na niego niemal drapieżnie. Chłopak uśmiechnął się do niej zaskoczony.

– Hm? – mruknęła pytająco, przesuwając powoli rękę w górę jego członka i liżąc lekko jądra chłopaka.

Daniel czuł jak mu z każdą chwilą twardnieje coraz bardziej. Westchnął głośno. Wiedział, że nie wytrzyma tego długo.

– Co piękna? – spojrzał na nią z uśmiechem.

– Jak myślisz?  – zamruczała, przesuwając językiem w górę jego członka i masując lekko jądra.

– Myślę, że leciałaś na mnie od pierwszej sekundy – roześmiał się, wsuwając palce w jej włosy.

– Dobrze myślisz! – przygryzła lekko kawałek luźnej skórki i wzięła żołądź do ust, przesuwając po niej delikatnie językiem.

Daniel jęknął czując jej usta. Po trochu wsuwała go głębiej bawiąc się tak może z pięć minut, by w końcu wypuścić penisa i szybko zsunąć swoje majteczki. Chłopak pospiesznie założył prezerwatywę. Eliza uśmiechnęła się lekko, przygryzając dolną wargę i siadając mu okrakiem na klatce piersiowej. Poczuł jej słodki zapach. Jej cipka była gładziutko wygolona. Chłopak spojrzał na nią niepewnie z dołu. Jego penis dopraszał się o więcej.

– Nie chcesz już…? – przesunął dłoń na jej udo.

Zachichotała ze zdziwieniem.

– Chcę, ale jeszcze nie teraz. – dotknęła kciukiem jego warg.

– To uhm… czego teraz chcesz? – spytał z uśmiechem, trochę zażenowany tym, że pewnie powinien wiedzieć.

– Może mi poliżesz? – zasugerowała, przeciągając się nieznacznie.

Serce Daniela zabiło mocniej. Miał na to straszliwą ochotę. Położył ręce na jej biodrach podciągając ją wyżej. Oparła dłonie na poduszce wyginając się w łuk. Przesunął językiem po jej łechtaczce. Zaczął delikatnie lizać jej szparkę. Był podniecony do granic możliwości. Po kilku minutach ujęła go znowu w rękę, kocim ruchem przesuwając się nad jego członek. Daniel jęknął cicho, wypinając nieco biodra.

– Mm… tak…

Powoli się na niego opuściła, wzdychając cicho. Gdy całkiem usiadła na nim poczuł na skórze lepką wilgoć. Przesunął dłonie na jej uda, wzdychając. Eliza uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Westchnęła, poruszając lekko biodrami, nie unosząc się, ale po prostu przesuwając je poziomo. Daniel jęknął całkiem głośno, zaskoczony, pieszcząc palcami jej uda i pośladki. Dziewczyna zrzuciła stanik i teraz jej niewielkie piersi podrygiwały przy każdym ruchu. Ujeżdżała go coraz szybciej, lekko dotykając się palcami między nogami. Była raczej cicha i jedynymi odgłosami, jakie z siebie wydawała, były przeciągłe westchnięcia. Chłopak przesunął jedną z dłoni na jej biust, poruszając biodrami w jej rytmie. Miał nadzieję, że sprawia jej przyjemność. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała równomiernie. W pewnym momencie jęknęła gardłowo, prężąc się i nieco mocniej drapiąc go paznokciami. Poczuł też nieco więcej wilgoci, ale dziewczyna po chwili jakby wróciła do siebie i znów przyspieszyła swoje ruchy, patrząc na niego namiętnie. Wtedy zaczął dopiero naprawdę czuć rosnące podniecenie. Przełknął ślinę, sam poruszając gwałtownie biodrami. Jeszcze chwilę trwało zanim doszedł z kilkoma głośnymi westchnięciami, przymknął oczy, oddychając ciężko. Eliza zsunęła się z jego członka i położyła na nim, całując lekko jego usta. Chłopak objął ją ramionami, całował powoli i leniwie.

– Jesteś głodny? Bo ja bardzo! – roześmiała się po chwili, cmokając go szybko.

– Mm… zjadłbym coś. – powiedział z uśmiechem.

– To może najpierw szybki prysznic, hm? – była pełna energii, może dziewczyny tak miały…

On właściwie miał ochotę iść spać najlepiej przytulony do niej, ewentualnie mógłby to powtórzyć jeszcze raz… Spojrzał na nią, starając się wykrzesać z siebie trochę energii.

– Mm, pewnie, zaraz…

Roześmiała się głośno.

– To ja zaraz wracam! – Zsunęła się z niego  i nago weszła do łazienki.

Daniel uśmiechnął się, zagapiając się za nią. Boże jak to szybko się potoczyło… przymknął na chwilę oczy. Ani się obejrzał a była z powrotem, cała świeża i w skowronkach.

– Łazienka wolna – powiedziała, zakładając czyste czarne majteczki.

Daniel uśmiechnął się do niej, zwlekając z łóżka i drepcząc do łazienki, przeciągnął się i ziewnął. Miał nadzieję, że pójdą pod prysznic razem, ale uznał, że nie można mieć wszystkiego. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać skąd u niej ta nagła zmiana.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza odrobinę wytrzeźwiała. Wróciły do niej cały ból i rozpacz, ale jednocześnie pojawiła się też nadzieja. Może nic ich nie łączy? Może pożyczył aparat jakiemuś kumplowi? Cała rzeka wątpliwości zalała jej myśli. Szła pod rękę z Danielem praktycznie nie zwracając na niego uwagi. Chłopak też był dziwnie milczący. Czuła, że wykorzystała go podle, ale nie była w stanie o tym teraz myśleć. Wrócili do ekipy bawiącej się przy ognisku. Eliza postanowiła znaleźć Matta. Zobaczyła go już po chwili. Zatrzymała się jak wryta, ścisnęła mocno przedramię Daniela. Matt stał w towarzystwie uroczej szatynki, rozpoznała w niej dziewczynę ze zdjęć. Coś najwyraźniej ich bardzo rozbawiło. Selena wspięła się na palce i cmoknęła chłopaka w policzek. Eliza poczuła w sobie pustkę. Nic już nie miało znaczenia.

– Zabierz mnie stąd, proszę – szepnęła do Daniela.

– Yyy? – najwyraźniej wyrwała chłopaka z zadumy. – Dlaczego?

– Daniel, proszę cię – spojrzała na niego błagalnie.

Tamten tylko westchnął.

– Dobrze, ale po drodze opowiesz mi o co chodzi.

Skinęła głową. Poszli do samochodu. Daniel nie był pewien czy powinien prowadzić, ale tego dnia nie wypił zbyt dużo, najpierw nie był w nastroju, a potem wylądował z Eliza w łóżku. Teraz czuł się już zupełnie trzeźwy. Najwyżej dostanie mandat. Dziewczyna milczała dłuższą chwilę.

– Znasz tą całą Selenę? – zapytała.

– Nie za dobrze, w zeszłym roku dobierała się do Matta, ale dał jej kosza. Czemu pytasz?

– No to chyba nie do końca. Znalazłam u niego w aparacie jej nagie zdjęcia. Były z przedwczoraj… – skuliła się w fotelu, łzy spływały po jej policzkach – takie zdjęcia jakie mi robił – szepnęła, łkając.- Myślałam, że może pożyczył komuś aparat, ale jego kolega, ten rudy powiedział, że ona leci tylko na Matta, Seth nie zaprzeczył… a teraz, kiedy zobaczyłam ich razem – jej głos się załamał.

Daniel wjechał w jakaś leśną drogę. Zatrzymał samochód. Przytulił ją do siebie. Nie obchodziło go w tym momencie, że to z tego powodu się z nim przespała. Po prostu chciał, żeby przestała płakać. Miał ochotę wrócić tam i walnąć Matta, ale bardziej zależało mu na tym, żeby teraz zająć się dziewczyną.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt nigdzie nie mógł znaleźć Elizy. Wiele razy dzwonił na jej telefon, nikt nie odbierał. Zaczął się o nią martwić.

– Gdzie ta twoja niewiasta? – zapytała Selena. – Naprawdę chciałabym ją poznać.

– Też chciałbym to wiedzieć. Może jest z Danielem – przyszło mu do głowy – jego też nigdzie nie ma.

Selena roześmiała się rozbawiona.

– Zostawiasz ją samą z takim ciachem jak on? Nie jesteś o niego zazdrosny?

– O Daniela? – nie zrozumiał. – Dlaczego miałbym być o niego zazdrosny? Jest moim przyjacielem.

– Nie znasz życia Matti, jest słodki i taki niewinny, sama bym się chętnie nim zaopiekowała.

– Z tego co wiem jest wolny, ale chyba CV musisz składać do Elizy, to ona szuka mu dziewczyny.

Odszedł kawałek i wybrał numer Daniela. Chłopak odebrał dopiero po kilku długich sygnałach.

– Tak?

– Jest z tobą Eliza?

– Aha, ale raczej nie chce z tobą rozmawiać.

– Dlaczego? Coś się stało.

– Daj spokój – Daniel mówił rozwścieczonym głosem – jeszcze pytasz?

– Gdzie jesteście?

– Wracamy do domu. Sorry, muszę kończyć.

Matt usłyszał dźwięk zakończonego połączenia. Próbował zadzwonić jeszcze raz, ale wyglądało na to, że tamten wyłączył telefon. Przez cały wieczór szukał kogoś na tyle trzeźwego, żeby prowadzić samochód. Bez skutku. Wściekle uderzył pięścią w drzewo. Był skazany na zostanie tutaj do rana.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza i Daniel weszli do mieszkania. Dziewczyna wyciągnęła torbę i zaczęła pakować swoje rzeczy.

– Przestań – chłopak zabrał jej torbę z ręki – to moje mieszkanie, nie chcę, żebyś się stąd wyprowadzała.

– Zostaw mnie, wracam do domu.

– Eliza… proszę cię, zostań.

– Nie mogę, musze to wszystko przemyśleć.

Nagle wtuliła się w niego jak dziecko i znów zaczęła płakać. Nie bardzo wiedział co zrobić. Delikatnie gładził jej włosy.

– Wszystko będzie dobrze – szepnął. – Zobaczysz, wszystko się ułoży.

Nie próbował jej więcej zatrzymywać. Pomógł jej spakować torbę i odwiózł dziewczynę do rodziny.

– Dziękuję – szepnęła na progu mieszkania.

– Nie chcesz mnie więcej widzieć? – spytał ze smutkiem w oczach.

– Skąd ten pomysł? Oczywiście, że chcę! Po prostu potrzebuję chwili samotności…

Uśmiechnął się wcale nie wesoło.

– Tak, jasne.

– Daniel… może spotkamy się jutro? Zadzwonisz do mnie?

– Ok., tylko włącz telefon…

Przytuliła się do niego mocno, pocałowała go w policzek i weszła do mieszkania.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Jak ty mogłeś jej to zrobić – warknął Daniel, kiedy następnego dnia rano przyjaciel wrócił do domu.

– Jej zrobić co? – Matt nie rozumiał, nie wiedział też w jaki sposób jego życie z pięknej bajki nagle zmieniło się w malowniczy koszmar.

– Jeżeli wolisz Selenę, to trzeba było najpierw ją zostawić! Jeżeli planowałeś tylko ją zdradzić, to mogłeś się z tym przynajmniej lepiej ukrywać! – Daniel był naprawdę wściekły.

– Hmm? Selenę? – Matt się zupełnie pogubił.

– Eliza znalazła jej nagie zdjęcia w twoim aparacie, erotyczne zdjęcia – syknął Daniel. Matt jęknął opadając na kanapę. – Potem porozmawiała z twoimi kolegami, dowiedziała się, że Selena leci na ciebie no a na koniec widziała jak flirtujecie przy ognisku.

– Potem ci wszystko wytłumaczę – rzucił chłopak zrywając się z kanapy – muszę porozmawiać z Seleną – dodał po czym wybiegł z domu.

Daniel powiódł za nim wrogim spojrzeniem. Miał ochotę go walnąć. Jak on mógł w ten sposób potraktować Elizę. Zastanawiał się, co teraz powinien zrobić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Uroczyste rozdanie świadectw skończyło się w szkole koło drugiej. Kiedy Eliza wychodziła z budynku przejechał koło niej sportowy czerwony samochód. Wysiadła z niego piękna szatynka. Dziewczyna natychmiast ją rozpoznała. Patrzyła na nią osłupiała.

– Wsiadaj – usłyszała.

– Hmm? Dlaczego? – spytała zaskoczona.

– Bo cokolwiek ci powiem i tak mi nie uwierzysz, lepiej będzie jak ci pokażę.

– W co niby mam wierzyć?

Eliza nie chciała nigdzie z nią jechać, nie chciała nawet z nią rozmawiać.

– Po prostu wsiądź – westchnęła tamta.

Dziewczyna posłuchała, niechętnie wsiadła do samochodu. Dojechały w milczeniu na Stare Miasto. Selena wysiadła z auta, Eliza też. Szatynka zaprowadziła ją do ładnego, urządzonego w pastelowych kolorach mieszkania. Dziewczyna nie była ciekawa, co tamta chce jej pokazać, właściwie było jej już wszystko jedno. Może chciała się po prostu nad nią pastwić? Co za różnica.

– Siadaj – wskazała jej kremową kanapę przed telewizorem. Eliza niechętnie usiadła na brzegu.

Selena włączyła telewizor. Była do niego podłączona niewielka kamera. Zobaczyła film, był kręcony z jednej perspektywy, jakby kamera stała na jakimś statywie. Było na nim dokładnie to samo co na zdjęciach, więc jednak chciała się nad nią pastwić? Szatynka na filmie wyprężyła się zalotnie.

– Chodź tu do mnie – mruknęła uwodzicielskim tonem – chociaż jednego buziaka.

W tle usłyszała śmiech Matta. Jej wnętrze przeszył sopel lodu.

– Daj spokój – odezwał się jego głos – nic z tych rzeczy. Nigdy z tobą nie spałem i nigdy nie będę.

– No chodź, proszę, nie będziesz żałował.

– Selena, przestań – tym razem ton był ostrzejszy – mojej dziewczynie by się to nie spodobało. Rozmawialiśmy o tym. Wiesz, że nie chciałem się zgodzić na tą sesję.

– Ale… – buzia szatynki wygięła się w uroczą podkówkę.

– Żadnego „ale” – tym razem było to już warknięcie – igrasz z moją cierpliwością.

Szatynka włożyła na siebie czerwony jedwabny szlafroczek i urażona wyszła z pokoju. Kamera zaczęła śnieżyć. Eliza wpatrywała się w dziewczynę, nie bardzo rozumiejąc. Selena westchnęła.

– Miesiącami błagałam go o tą sesję. Bałam się fotografa, który będzie chciał mnie skrzywdzić, a potrzebowałam nowego port folio. W końcu się zgodził, nie wiem dlaczego.

– Jesteś modelką? – spytała głupio.

– Tak, chcę reklamować ubrania i zabawki erotyczne. Sporo za to płacą. Nie chciałam między wami namieszać… Naprawdę lubię Mattiego.

Elizie dalej nie podobało się to, że fotografował Selenę, ale zobaczyła jakiś promyczek nadziei przedostający się przez czarny mur rozpaczy.

– Kazałam mu być na Podzamczu. Daj mu szansę się wytłumaczyć. Potem rób jak uważasz. Jeżeli chcesz mogę cię podwieźć…

– Nie, dzięki – odparła Eliza, odrobinę skołowana. – Pójdę już – rzuciła i wyszła z mieszkania.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt od godziny czekał na Podzamczu. Nie mógł usiedzieć w jednym miejscu. Cholerna Selena! Gdyby nie ona i ta jej durna sesja… Z daleka zobaczył Elizę. Odetchnął z ulga. Dziewczyna podeszła do niego niespiesznie, patrząc w ziemię. Zatrzymała się parę kroków przed nim.

– Eliza…

Spojrzała na niego smutno.

– Wiem, że mnie nie zdradziłeś – powiedziała cicho – ale nie wiem czemu fotografowałeś tą dziewczynę. Nie mam pojęcia co o tym myśleć…

– Dosyć dużo mi za to zapłaciła – powiedział wzdychając.

– Czemu mi o tym nie powiedziałeś? Nie możesz przede mną mieć tego typu tajemnic… Skoro uważasz, że nie robiłeś nic złego to czemu nie powiedziałeś?

– Ja… – chłopak zmieszał się odrobinę.

W końcu sięgnął do plecaka i wyjął z niego podłużną kopertę. Podał dziewczynie. Popatrzyła na niego nie rozumiejąc. Otworzyła kopertę. W środku były dwa bilety lotnicze do Paryża na 14 sierpnia, jeden na nią, drugi na Matta. Jej urodziny! Nogi się prawie pod nią ugięły.

– Matt…

– Przepraszam – szepnął – chciałem, ci zrobić niespodziankę. Nie powinienem był…

Nie dała mu dokończyć. Przytuliła się do niego całą sobą, obejmując go przy tym w pasie. Delikatnie otoczył ją ramionami.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Na pewno już wszystko w porządku? – zapytał Matt po raz setny.

– Kocham cię – powiedziała przytulając się do niego.

Wróciła do mieszkania. Ku radości kuzynek zabrała swoje rzeczy, żeby z powrotem mieszkać z Mattem i Danielem. Przez wakacje będą miały pokój tylko dla siebie.

– Jesteś pewna, że mam iść do pracy?

– Tak, jestem pewna – to też powiedziała tego dnia po raz niewiadomo który.

Chłopak westchnął.

– Dobrze, w razie czego dzwoń do mnie. Bałem się, że cię straciłem na dobre…

Pocałowała go delikatnie w usta. Niechętnie wstał z kanapy, cały czas oglądając się na nią. Bardzo niezadowolony wyszedł z domu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– W bajce znowu wszystko pięknie? Happily Ever After? – usłyszała ironiczny głos Daniela.

Chłopak wyszedł ze swojego pokoju, kiedy Matt zniknął za drzwiami. Stał wpatrując się w nią niechętnym wzrokiem. Teraz dopiero przypomniała sobie o jego istnieniu. To co mu zrobiła, jak go wykorzystała… a do tego zdradziła Matta. Jęknęła cicho.

– Nie jestem już ci potrzebny prawda? – spytał uśmiechając się smuto, w sumie nawet nie oczekiwał od dziewczyny odpowiedzi.

– Danielu! Zawsze jesteś mi potrzebny. Chodź  tutaj – wskazała miejsce obok siebie na kanapie. – Nie zamierzam z tobą dyskutować na stojąco.

Chłopak posłusznie usiadł obok niej. Oparł się i zamknął oczy.

– Wiedziałem, że to zbyt piękne, żeby miało być prawdziwie – wbrew pozorom mówiąc to wcale nie myślał o zerwaniu Elizy z Mattem.

Przytuliła się do niego, sama nie wiedząc co nią kieruje pocałowała go w usta. Spojrzał na nią niepewnie. Delikatnie pogładziła dłonią jego szorstki policzek.

– Daniel, ja nie wiem co mam robić – powiedziała – Kocham go, ale ciebie też kocham… – dodała bardzo cicho.

Przytulił ją do siebie mocno. Dłuższą chwilę milczał.

– Na razie nic nie rób – powiedział w końcu. – Niech będzie tak jak jest.

– To znaczy? – spytała niepewna.

– To znaczy, że będę twoją słodką tajemnicą, a z czasem wszystko się ułoży.

Nie był tego wcale taki pewien, bo jedyne „ułoży” dla niego wiązało się z pozbyciem się Matta. Nie chciał naciskać dziewczyny, po pierwsze miał dosyć patrzenia jak cierpi, a po drugie, był prawie pewien, że gdyby musiała wybierać, nie wybrałaby jego.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział V

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza siedziała z głową opartą na ramieniu Daniela. Popijała miód pitny z kieliszka. Oglądali Więzy Krwi. Serial wydawał się im bardzo zabawny. Chłopak delikatnie położył rękę na jej nodze. Dziewczyna zadrżała. Przesunął dłoń na wewnętrzną stronę jej uda. Poczuła przyjemne ciepło. Podniosła głowę i pocałowała go delikatnie. Natychmiast odwzajemnił jej pocałunek. Objął ją ramieniem. Przesunęła się niżej i zaczęła całować go po brzuchu podwijając jego koszulkę.

– Półtorak był dobrym pomysłem – mruknął, kiedy się podniosła, wstał, żeby nalać im więcej miodu.

Wrócił na kanapę z dwoma pełnymi kieliszkami. Podał jeden dziewczynie. Kiedy usiadł znów się do niego przysunęła. Jego ręka wróciła na wewnętrzną stronę jej uda. Podwinęła mu rękaw przesuwając palcami po jego nadgarstku. Pocałował ją w skroń. Mruknęła cicho przesuwając dłonią po jego nodze. Ponownie objął ją ramieniem wsuwając rękę pod jej bluzę, a później w spodnie, kładąc ją na pośladku dziewczyny. Eliza poczuła podniecenie. Zdawała sobie sprawę, że Daniel też nie był już w stanie skupić się na filmie. Musnął językiem jej policzek. Zaczęli się całować. Daniel odstawił kieliszek. Zdjął z siebie t-shirta. Obejmując dziewczynę jedną ręką, drugą wsunął pod jej bluzę. Sięgnął ku jej piersiom. Zaczął je delikatnie pieścić. Nie miała na sobie stanika. Całowała jego tors.

– Mmmm – wymruczał Daniel.

– Tak? – odrobinę podniosła głowę.

– Podobasz mi się – oznajmił.

– Taaak?

– Aha, jesteś seksy.

Położył rękę na jej policzku głaszcząc go delikatnie. Zaczęła całować wnętrze jego dłoni. Kiedy odsunęła się odrobinę chłopak zdjął spodnie. Teraz miał na sobie tylko obcisłe ciemnozielone bokserki.

– Zrobiło mi się niewygodnie w spodniach, wiesz?  – Powiedział kiedy spojrzała na niego pytająco. – Nie przeszkadza ci to?

Uśmiechnęła się do niego. Pokręciła głową.

– To dobrze, nie chciałbym, żebyś sobie poszła.

Przyciągnął ją do siebie. Wtuliła się w niego. Zaczęła gładzić dłonią wypukłość w jego bokserkach.

– Mhmm…

Zatrzymał film i włączył hentaia. Zaczął przesuwać dłonią po jej udzie w końcu kładąc palce między nogami dziewczyny. Pieścił ją delikatnie. Zdjął bokserki, potem zsunął spodnie dziewczyny wraz z majtkami. Wsunął palec w jej wilgotną szparkę. Usiadła chłopakowi na kolanach, odwrócona do niego plecami, nasuwając się na jego sztywny członek. Delikatnie pieścił jej piersi drażniąc sutki dziewczyny. Poruszała biodrami oglądając animowanego pornosa lecącego na komputerze. Było jej coraz przyjemniej. Chłopak wsunął dłoń między jej nogi, delikatnie pieszcząc łechtaczkę dziewczyny. W końcu poczuła, że już więcej nie wytrzyma. Jej ciało przeszył dreszcz. Dziewczyna znalazła się w niebie. Kiedy Daniel poczuł jak Eliza dochodzi przewrócił ją na plecy. Po kilku mocnych pchnięciach wysunął się z niej i gwałtownie skończył na swoje nogi. Eliza uśmiechnęła się do niego podając mu chusteczki. Ubrała się szybko. Chłopak wytarł się i założył bokserki. Usiadła obok niego. Objął ją ramieniem. Przytuliła się do niego. Daniel ponownie włączył film. Pocałował jej włosy.

– Kocham cię – wyszeptał bardzo cicho.

Wtuliła się w niego mocniej. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Razem z Majkelem, Renem i Sethem z zespołu pojechali do Sopotu. Cuervo grali tam koncert. Matt zabrał ze sobą Elizę i Daniela. Ponieważ zaczęły się już wakacje było tam mnóstwo ludzi. Publiczność na koncercie była wspaniała, kilkakrotnie prosili o bis. Do tego organizatorzy opłacili im hotel tuż przy sopockim deptaku. Żyć, nie umierać.

Eliza i Daniel koncert oglądali z wąskiego balkoniku otaczającego salę. Chłopak nie pozwolił jej iść pod scenę. Bał się puścić ją w taki tłum. W opiekuńczym geście objął ją ramionami, a ona oparła się plecami o jego tors. Dziewczyna czuła się cudownie. Jak zwykle obserwowała Matta, był niesamowity, a piosenka którą śpiewał była… dziewczyna zdała sobie sprawę, że była o niej. Słyszała ją po raz pierwszy. Jej serce zatrzepotało. On naprawdę śpiewał o niej. Daniel musiał przytrzymać dziewczynę, żeby przypadkiem nie wypadła przez barierkę.

Po koncercie poszli do hotelu. Daniel dzielił pokój z Majkelem, Ren z Sethem, a Matt oczywiście z Elizą. Umówili się, że za godzinę pójdą na molo, a potem na imprezę przy plaży.

– Wykąpiemy się? – zamruczał Matt, kiedy weszli do pokoju.

Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła się do niego mocno.

– Co tylko zechcesz – powiedziała promiennie się do niego uśmiechając.

– Tak? Co zechcę? – zapytał lekko rozbawionym tonem.

– Przecież wiesz, że możesz ze mną zrobić na co masz ochotę, należę do ciebie – dziewczyna mówiła całkiem poważnie, zresztą wielokrotnie już tego dowiodła.

– Jesteś tylko moja – wyszeptał jej do ucha przyciągając ją do siebie i całując namiętnie.

Wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki. Rozebrał ją powoli błądząc dłońmi po jej nagim ciele. Zrzucił z siebie ubranie i weszli pod prysznic. Namydlił starannie dziewczynę, na koniec przesuwając dłonią pomiędzy jej nogami. Była tam bardzo śliska i wilgotna. Wyprężyła się w jego stronę.

– O nie, na dzisiaj mam inne plany, nie dam ci skończyć tak łatwo – uśmiechnął się paskudnie.

Dziewczyna jęknęła, ufała Mattowi, ale już mniej więcej wiedziała, co znaczą w jego wykonaniu te „inne plany”. Bała się tych jego zabaw, a jednocześnie kręciły ją tak samo jak jego. Była podniecona do granic możliwości. Chłopak niesamowicie na nią działał, kiedy był taki władczy i dominujący. Otarł się sztywnym członkiem o jej pośladki.

– Za to ty zajmiesz się mną teraz – oznajmił, a w kącikach jego ust błąkał się drwiący uśmieszek.

Uklęknęła i wzięła go do buzi. Ssała go jednocześnie pieszcząc górę językiem. Dłonią delikatnie przesuwała po jądrach chłopaka. Po krótkiej chwili odsunął ją odrobinę kończąc jej na twarzy i piersiach. Teraz stała się jeszcze bardziej podniecona, pragnęła by jej dotknął. Podniósł ją z kolan i umył starannie, potem wyszli spod prysznica. Matt wytarł Elizę i owinął suchym ręcznikiem po czym zajął się sobą. Kiedy prowadził ją do pokoju z twarzy nie schodził mu pełen samozadowolenia uśmieszek. Jej serce zabiło szybciej, kiedy zobaczyła przygotowane na łóżku ubranie. Z trudem przełknęła ślinę. Teraz, gdy już wiedziała co zaplanował bała się jeszcze bardziej. Chciała zaprotestować, a jednocześnie nie mogła doczekać się wyjścia. Chłopak przytulił się do jej pleców.

– Sama powiedziałaś, że wszystko – wymruczał.

– Jestem twoja, możesz ze mną zrobić co zechcesz – powiedziała, bo i tak była przekonana, ze zrobi to, czego on sobie zażyczy.

Pocałował ją w szyję. Przesunął dłońmi po jej ciele schodząc aż na biodra. Zdjął z niej ręcznik. Zanurzył palec w jej wilgotnym wnętrzu. Zadrżała z podniecenia. Podniósł z łóżka fioletowe majteczki z przytwierdzonym do nich niewielkim wibratorem. Rozsunął dziewczynie nogi i delikatnie włożył go w jej wnętrze. Eliza oparła się o niego, bojąc się, że straci równowagę. Jej oddech przyspieszył. Zawiązał sznureczki od majtek tuż nad jej biodrami. Podszedł do wiszących na oparciu krzesła spodni i wyciągnął z nich niewielkiego pilota. Włączył wibracje. Dziewczyna zachłysnęła się powietrzem.

– Ubierz się – powiedział uśmiechając się do niej – musimy wychodzić.

Tak szybko jak była w stanie Eliza włożyła długie podkolanówki w czarno-białe pasy, koronkowy stanik, krótką koszulkę na ramiączkach, czarną, króciutką postrzępioną spódniczkę i delikatny, cienki sweterek. Chłopak przyglądał jej się z zachwytem, sam już dawno kompletnie ubrany. Dziewczyna miała ze sobą długie, czarne glany, które idealnie pasowały do tego zestawu. Rozczesała włosy pozwalając im luźno spływać po lewym ramieniu. Jej niebieskie pasemko odznaczało się wyraźnie na tle jasnej fali. Matt znalazł się za nią. Objął ją w pasie. Pocałował Elizę w szyję, musnął jej ucho językiem.

– Uroczo wyglądasz – wymruczał.

Uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Przywykła do chodzenia w spodniach, w krótkiej spódniczce czuła się nieswojo.

Kiedy wyszli na korytarz zastali Daniela niedbale opartego o ścianę naprzeciwko ich drzwi. Otwarcie zagapił się na Elizę nie wierząc w to co widzi. Zawsze mu się podobała, ale teraz wyglądała niesamowicie, a do tego cholernie seksownie. Poczuł jak jego członek przestaje mieścić się w spodniach. Przeklął się w duchu za włożenie ciasnych jeansów. Z trudem zapanował nad sobą, starając się by jego głos zabrzmiał możliwie normalnie.

– Co tak długo? Reszta czeka na dole.

– Coś nas zatrzymało – Matt wyszczerzył się do niego w uśmiechu.

Daniel stwierdził, że zdecydowanie woli nie wiedzieć co takiego.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Szli sopockim deptakiem przedzierając się przez tłumy ludzi. Matt i Eliza trzymali się za ręce. Daniel przyglądał im się zazdrośnie. Dziewczyna wyglądała na dziwnie spiętą. Może krępowała się tego, że ma na sobie mini? W końcu on sam, nigdy wcześniej nie widział jej w takim stroju.

Spacerowali po molo. Daniel udawał, że słucha tego co mówi Majkel, a w rzeczywistości starał się po prostu nie myśleć o tym, co robią Matt i Eliza. Stali w rogu pomostu tuląc się do siebie i całując namiętnie. Nie zwracali najmniejszej uwagi na to, że znajdują się w miejscu publicznym. W chłopaku obudziła się potworna zazdrość.

Po spacerze poszli do pubu w którym odbywała się impreza. Daniel nawet nie fatygował się wchodzeniem do środka. Udał się bezpośrednio na plażę. Usiadł na piasku pod ścianą baru. Patrzył smutno na spokojne morze i szczęśliwe snujące się przy brzegu pary. Zorientował się, że ktoś do niego podszedł. Podniósł głowę. To była Eliza. Usiadła obok niego kładąc mu głowę na ramieniu. Położyła swoją dłoń na jego leżącej na piasku ręce. Cały jego smutek i frustracja odpłynęły gdzieś w kąt umysłu. Kiedy znalazła się przy nim poczuł się znacznie lepiej.

– Coś się stało? – spytała z troską w głosie – Czemu tu siedzisz?

– Nie, nic. Przyszłaś do mnie?

– Tak, wiesz, że najlepiej bawię się właśnie z tobą – przyznała szczerze.

Uśmiechnął się do niej. Kiedy przyjrzał się jej uważniej zaniepokoił się odrobinę. Zwykle blada miała teraz mocno zaróżowione policzki, a przecież nie zdążyła jeszcze nic wypić.

– Źle się czujesz? – zapytał wprost.

– Nie, tylko… nie ważne.

– Oczywiście, że ważne. Jeżeli zaraz nie powiesz o co chodzi wracamy do hotelu.

– Daniel … to nic takiego.

Spojrzał na nią unosząc brwi.

– Taak?

Westchnęła.

– Nie odpuścisz, prawda?

– Nie, raczej nie.

Wstała ciągnąc go za sobą.

– Chodź, nie tutaj.

Zaprowadziła go do lasu. Stanęła dopiero, kiedy porządnie zagłębili się między drzewa. Upewniła się, że nikogo nie ma w pobliżu. W lasku panował półmrok. Daniel zastanawiał się co jej chodzi po głowie, dlaczego go tu przyprowadziła?

– Mhm? – spytał, kiedy przylgnęła do niego wtulając twarz w jego bluzę.

Wzięła go za rękę, przesuwając ją między swoje nogi. Jego dłoń znalazła się pod spódnicą dziewczyny. Wsunął palce pod jej majtki i wtedy wyczuł coś twardego. Miała w sobie wibrator! Jego członek zaczął pulsować rosnąc coraz bardziej.

– Eliza… – szepnął.

– Cii – przerwała mu rozpinając jego spodnie – pomóż mi proszę. Zwariuję przez to zaraz.

Dziewczyna ciągle opierała się o niego. Przytulił ją mocniej. Zaczął delikatnie pieścić palcami jej łechtaczkę. Pocałował ją w usta. Ochoczo odwzajemniła ten pocałunek. Rozchylił jej wargi językiem, wsuwając go do środka i splatając z językiem dziewczyny. Nie przestawał poruszać palcami między nogami Elizy. Dziewczyna była tak podniecona, że nie potrzebowała długich pieszczot. Doszła po krótkiej chwili. Dreszcz rozkoszy przeszedł przez jej ciało. Wzięła do ręki jego członka. Przesunęła po nim dłonią zaledwie kilka razy. Był na tyle podniecony wibratorem w jej cipce, że wystrzelił prawie natychmiast. Jego sperma skropiła miękkie leśne poszycie. Z cichym westchnieniem zapiął spodnie.

– Dlaczego mu na to pozwalasz? – spytał chwytając ją za ramiona.

– To nie twoja sprawa – odpowiedziała po prostu. – Miałeś się do tego nie wtrącać. Obiecałeś.

– Eliza ja… – nie bardzo wiedział jak ująć w słowa to co chciał powiedzieć.

– Wracamy? – przerwała mu.

– Tak, wracajmy – ustąpił.

Objął ją delikatnie ramieniem, a ona pozwoliła mu na to. Po kilku minutach znaleźli się w pubie. Daniel podsunął jej kartę drinków.

– Wybieraj co chcesz, ja stawiam. Przyda ci się.

Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością. Też była tego zdania. Kiedy chłopak poszedł po drinki podeszła do Matta. Rozmawiał z kimś przy zatłoczonym stoliku. Eliza wśród obcych ludzi rozpoznała jedynie Setha. Matt uśmiechnął się do niej, otoczył dziewczynę w talii ramieniem i posadził sobie na kolanach.

– Niedługo pójdziemy do hotelu – szepnął – wytrzymasz jeszcze trochę?

Skinęła głową tuląc się do niego. Podniosła głowę szukając wzrokiem Daniela. Stał przy barze. Patrzył na nich, jego usta zaciskały się w wąską linię. Westchnęła. Powinna z nim o tym porozmawiać. Była przekonana, że sytuacja między nimi jest jasna, ale najwyraźniej było zupełnie inaczej. Pocałowała delikatnie Matta i wstała z jego kolan.

– Idę do Daniela.

– Baw się dobrze – uśmiechnął się do niej.

Eliza przeszła przez salę i stanęła przy barze. Chłopak odwrócił się do niej uśmiechając krzywo. Drinki były już gotowe, poszli z nimi na taras. Była piękna, ciepła noc.

– Daniel… – zaczęła – co to ma być?

– Przepraszam – wziął ją za rękę – jestem o ciebie po prostu cholernie zazdrosny.

– Nie tak się umawialiśmy. Mieliśmy się dobrze razem bawić.

– Wiem, przepraszam. Dam sobie z tym radę. Nie przejmuj się. Zatańczymy?

Westchnęła odstawiając drinka na poręcz balkonu.

– Żebym tylko tego nie żałowała.

Leciał właśnie jakiś wolny kawałek, którego nie znała. Był całkiem przyjemny. Daniel nie puszczając jej ręki zaprowadził dziewczynę na parkiet. Przytulił ją do siebie, a ona oplotła ramionami jego szyję. Kołysali się delikatnie w takt muzyki.

– W ten sposób przynajmniej mogę cię przytulać publicznie – szepnął jej do ucha.

Elizie jego zachowanie nie podobało się coraz bardziej. Przecież dała mu jasno do zrozumienia, że nic poza przyjaźnią nie może ich łączyć. Nie mogła zaprzeczyć temu, że nawzajem potrzebowali swojego dotyku, ale wydawało jej się to coraz bardziej nie w porządku, zwłaszcza, że Daniel traktował ją w zupełnie inny sposób. Nie chciała go krzywdzić, a wyglądało to tak, jakby się w niej naprawdę zakochał.

Wypili jeszcze kilka drinków, Eliza poczuła się znacznie bardziej rozluźniona. Wibrator nie przeszkadzał jej już tak bardzo, starała się o nim po prostu nie myśleć. Siedziała z Danielem przy niewielkim stoliku w rogu sali. Rozmawiali. Podeszła do nich Jasmin, śliczna wysoka brunetka, którą Eliza znała z kilku imprez na których była z Mattem. Dziewczyna wydawała jej się bardzo miłą osobą.

– Cześć – zwróciła się do Elizy – nie obrazisz się, jeżeli pożyczę twojego przyjaciela na jeden taniec? – Uśmiechnęła się zalotnie do Daniela.

– Jasne – odpowiedziała uprzejmie – jest cały twój.

– Sorry, ja nie tańczę – burknął chłopak, zaprzeczając wyraźnie faktowi, że jeszcze niedawno tańczył z Elizą, obrzucił Jasmin wrogim spojrzeniem.

Dziewczyna zakłopotana odeszła od stolika.

– Daniel?! – syknęła Eliza.

– No co?

– Czemu ją tak potraktowałeś?

– Nie miałem ochoty z nią tańczyć.

– Dlaczego? Jest ładna i miła, mogłeś się poświęcić.

– Sorry, nie mam zamiaru się poświęcać. Nie lubię tańczyć.

– Ze mną tańczyłeś…

– Ale ona nie jest tobą.

Eliza popatrzyła na niego smutno. Teraz już była przekonana, że musi coś z tym zrobić.

– Daniel, my nie jesteśmy parą. Musimy z tym skończyć.

– Nie chcę z tym kończyć.

Chłopak przestraszył się nie na żarty. Wolał, żeby była jego chociaż w ten sposób, niż w ogóle. Nie chciał… nie mógł jej stracić. Dziewczyna dopiła swojego drinka.

– Danielu, on jest dla mnie najważniejszy, zawsze będę stawiała go na pierwszym miejscu. Przykro mi. Najlepiej by było jakbyś znalazł sobie jakąś dziewczynę.

– Nie chcę jakiejś dziewczyny, chcę ciebie. Proszę, Eliza, zostawmy to tak jak jest.

Chłopak cholernie bał się, że ona go odrzuci. Żałował, że dał po sobie poznać co czuje.

– Nie, Daniel. Jesteśmy tylko przyjaciółmi i tak zostanie. Pamiętaj o tym.

Wstała nie dając mu czasu na odpowiedź. Odeszła zostawiając go przy stoliku samego.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy podeszła do Matta chłopak wstał. Objął ją ramieniem. Pożegnali się ze wszystkimi przy stoliku, a potem poszli do hotelu. Dziewczyna tuliła się do niego przez całą drogę. Myślała o Danielu. Było jej przykro, że tak go zostawiła. Nie chciała, żeby przez nią cierpiał. Po za tym kręciło się wokół niego naprawdę wiele ładnych dziewczyn, wystarczyłoby tylko, żeby to zauważył. Zastanawiała się momentami, czy nie wybrał jej tylko dlatego, że akurat jej nie mógł mieć.

Nagle poczuła jak wibrator w jej wnętrzu przyspiesza. Nie była już w stanie martwić się o Daniela, teraz myślała tylko o Mattcie. Chłopak uśmiechnął się do niej przekornie. Nareszcie znaleźli się w hotelu. Weszli do swojego pokoju. Matt przysunął się do niej bardzo blisko. Położył dłonie na jej niczym nie okrytych udach. Zadrżała. Chciała, żeby ją dotykał, żeby wreszcie w nią wszedł. Najwyraźniej on też nie zamierzał tego ciągnąc w nieskończoność, bo zdjął spodnie. Był już bardziej niż gotowy. Usiadł w fotelu. Nie rozebrał jej, rozwiązał jedynie podtrzymujące majteczki paski i wyciągnął z jej wnętrza wibrator. Ciągle była niesamowicie podniecona. Jęknęła, kiedy przesunął palcami po jej cipce. Posadził ją na sobie, poczuła jego sztywny członek napierający na jej szparkę. Nareszcie znalazł się w niej. Oplotła ramionami szyję chłopaka przytulając się mocno do niego. Gładził ją dłonią po plecach, drugą położył na jej pupie. Nie potrzebowali dużo czasu. Prawie w tym samym momencie obydwoje doszli. Dziewczyna znalazła się w niebie. Matt przytulił ją czule. W jego ramionach zawsze czuła się cudownie. Kiedy ją obejmował była bezpieczna i szczęśliwa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel wrócił do hotelu. Był wściekły na siebie i swoje słabości. Był wściekły na Matta, że ma Elizę, na dziewczynę, że go zostawiła, a pod maską złości kryła się bezdenna rozpacz i żal. Nie mógł jej w ten sposób stracić. Nie tak po prostu… W pubie wypił jeszcze kilka wściekłych ,więc był teraz mocno wstawiony. Majkel spotkał jakąś dziewczynę, nie planował wracać na noc do hotelu. Dobrze… Daniel znalazł się w hotelowym pokoju. Pierwsze co planował to prysznic. Wszedł do łazienki zrzucając z siebie po drodze ubrania. Zza ściany usłyszał jakieś głosy. Eliza… i Matt. Czemu do cholery ich łazienka musiała łączyć się ścianą akurat z jego?! Usiadł na podłodze opierając się plecami o zimne kafelki. Zakręcili wodę, teraz ich głosy stały się wyraźniejsze. Usłyszał srebrzysty śmiech Elizy.

– Tutaj też powinienem cię umyć? – odezwał się Matt zalotnie.

– Tak, myślę, że tak – powiedziała dziewczyna próbując zachować powagę.

– Mrrr…

Daniel nie mógł dłużej tego znieść. Wciągnął na siebie spodnie i wypadł z łazienki. Otworzył hotelowy barek i nalał sobie whisky. Pierwsza szklankę praktycznie opróżnił duszkiem. Kiedy wypił drugą, zacisnął na niej rękę tak, że ta pękła zamieniając się w odłamki szkła. Najwyraźniej musiała być bardzo kiepsko wykonana. Daniel przyglądał się urzeczony jak po rozciętej dłoni spływa krew. Po takiej ilości alkoholu nawet nie poczuł, że się skaleczył.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza nie mogła zasnąć. Wyśliznęła się z objęć śpiącego Matta, zabrała ze stolika telefon komórkowy, nałożyła hotelowy szlafrok i wyszła z pokoju. Kiedy znalazła się na korytarzu wybrała znajomy numer. Przez dłuższą chwilę nikt nie odbierał, ale potem usłyszała w słuchawce zachrypnięty głos.

– Co chcesz?

– Jesteś w pokoju?

– Taa…

– Otwórz mi.

Po chwili uchyliły się drzwi przed którymi stała. Dziewczyna weszła do środka. Pokój wyglądał jak istne pobojowisko. Na podłodze walały się odłamki szkła, wszędzie były jakieś skołtunione części garderoby, na stoliku stała prawie pusta butelka po whisky. Chłopak wcale nie prezentował sobą lepszego widoku. Był w samych spodniach, miał zwichrzone włosy, czerwone zapuchnięte oczy, a jego brzuch i ręce umazane były zaschniętą krwią.

– Ty idioto, co ty zrobiłeś? – warknęła na niego.

Wzruszył ramionami.

– Stłukłem szklankę – odpowiedział uznając, że chodzi jej o szkło.

Jęknęła.

– Chodź.

Złapała go za ramię i pociągnęła do łazienki, uważając, żeby po drodze bosymi stopami nie wdepnął w szkło. Rana na jego dłoni ciągle krwawiła. Dziewczyna wyciągnęła z hotelowej apteczki wodę utlenioną i bandaże. Obejrzała jego dłoń, żeby upewnić się, że nie ma w niej odłamków szkła. Przemyła wodą utlenioną jego rękę, przyłożyła do niej gazę i owinęła bandażem. Potem namoczyła w wodzie ręcznik i wymyła chłopaka z krwi. Daniel stał spokojnie, tylko się przyglądając, kiedy poddawała go tym wszystkim zabiegom. Zaprowadziła go z powrotem do pokoju i posadziła na łóżku, a sama zajęła się zbieraniem szkła z podłogi. Kiedy skończyła usiadła koło niego obejmując go w pasie. Wtuliła głowę w jego ramię. Siedzieli tak w milczeniu przez dłuższą chwilę.

– Nie zostawiaj mnie, proszę – powiedział w końcu chłopak przerywając ciszę.

– Nie zostawię – westchnęła dziewczyna.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rano Elizę obudził telefon. Leżała na łóżku wtulona w Daniela jak mały kociak. Chłopak coś tylko mruknął przez sen.

– Słucham – powiedziała zaspanym głosem.

– Gdzie jesteś? – w słuchawce odezwał się głos Matta.

– Z Danielem – odpowiedziała po prostu – strasznie się spił w nocy, pociął się szkłem.

– Co ten kretyn znowu wyprawia?! – ton Matta zmienił się diametralnie, był jednocześnie wściekły i zatroskany.

– Nie martw się, nic mu nie jest. Zaraz przyjdę się przebrać.

– Dobrze, spotkamy się na śniadaniu.

Dziewczyna zostawiła śpiącego Daniela, ubrała się szybko i zeszła do hotelowej restauracji.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel dołączył do nich prawie pół godziny później. Ze szwedzkiego stołu wziął jedynie sok pomarańczowy, męczył go straszny kac. Jak przez mgłę pamiętał wydarzenia poprzedniego dnia i to, że kładł się spać z wtuloną w siebie Elizą. Jego prawa ręka owinięta była bandażem. Bolała jak cholera. Kiedy przysiadł się do wspólnego stolika dziewczyna uśmiechnęła się do niego ciepło, ale Matt obrzucił go zimnym, złowrogim spojrzeniem. To zaniepokoiło Daniela nie na żarty. Przychodził mu do głowy tylko jeden powód dla którego przyjaciel mógłby być na niego wściekły.

Po śniadaniu wrócili do pokoi po swoje rzeczy. Na korytarzu Matt przytrzymał Daniela za ramię czekając aż wszyscy przejdą. Był od niego sporo wyższy, a do tego potrafił się bić, w końcu pracował jako ochroniarz w nocnym klubie. Po za tym hobbystycznie trenował karate. Daniel nie był mięczakiem, ale zdawał sobie sprawę, że z Mattem nie miałby żadnych szans. Kiedy zostali na korytarzu sami, tamten chwycił go za górę bluzy i popchnął na ścianę.

– Co ty do cholery sobie myślisz? Co to za popisy wczoraj?- warknął. Daniel z trudem przełknął ślinę, nie wiedząc co odpowiedzieć. – Moja dziewczyna, zamiast spędzić noc ze mną, połowę przesiedziała u ciebie przez twoje głupie, dziecinne humory.

Chłopaka zalała fala ulgi, a więc tylko o to chodziło.

– Nikt jej o to nie prosił – rzucił – sama przyszła.

– Oczywiście, że przyszła kretynie. Martwiła się o ciebie.

– Nie musi się o mnie martwić, poradzę sobie.

– Ja też się o ciebie martwiłem – przyznał Matt. Daniel był dla niego jak młodszy brat.

– Sorry, więcej tego nie zrobię. To był wypadek. Za dużo wypiłem…

Matt przyjrzał mu się uważnie. W końcu puścił jego bluzę.

– Eliza cię lubi, dobrze się rozumiecie. Nie krzywdź jej w ten sposób.

Za to ty możesz na inne? Pomyślał Daniel, ale nic nie powiedział. Wiedział, że Matt ma rację.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział VI

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel delikatnie położył dziewczynę na łóżku ciągle całując. Jego ręce znalazły się pod jej koszulką. Rozpiął jej stanik, ściągnął go i odrzucił na podłogę. Eliza gładziła dłońmi jego plecy. Przysunęła się bliżej ocierając udem o jego krocze. Był bardzo podniecony, niepokoił się, że za szybko skończy jeżeli tak dalej będzie robiła.

Zaczął całować jej dekolt, szyję, a potem piersi. Rozpiął jej jeansy zsunął z niej i odrzucił na bok. Sam nie miał już na sobie koszulki, szybko pozbył się spodni. Dziewczyna zamruczała całując jego szyję. Przesunęła dłońmi po umięśnionych ramionach chłopaka. Zsunęła z niego majtki. Wyprężył się przysuwając do niej. Zdjął z niej resztę bielizny, wsunął rękę miedzy nogi dziewczyny. Zadrżała.

Zamruczał z rozkoszy, była taka mokra. Wsunął w nią palec, potem dołączył drugi. Jęknęła cicho przytulając się do niego. Przesunął się tak, żeby być nad nią. Objęła jego szyję ramionami. Wsunął się w nią delikatnie i powoli. Pochylił się niżej, żeby móc ją całować. Poczuł przyjemne dreszcze, kiedy przesunęła paznokciami po jego plecach. Zaczął poruszać się szybciej i wchodzić głębiej. Po kilkunastu minutach poczuł jak jej ciasna cipka zaciska się na jego członku, a dziewczyna drży.

Nagle w pokoju zrobiło się jasno. Usłyszał niedowierzające westchnięcie. Doszedł w dziewczynie, zaskoczony, nie zdążył się z niej wysunąć. Ktoś chwycił go brutalnie za kark i pchnął na podłogę.

– Matt… – usłyszał błagalny szept Elizy.

Momentalnie usiadła na łóżku i okryła się kołdrą. Chłopak uderzył Daniela, w jego oczach malowała się furia. Potem nadszedł następny cios i kolejny. Daniel skulił się na podłodze. Nie był w stanie trzeźwo myśleć.

– Matt, nie! – krzyknęła przestraszona dziewczyna.

W jakiś sposób znalazła się miedzy nimi. Daniel zobaczył jego gniewny wzrok. Nie chciał, żeby ściągała na siebie jego uwagę, ale było już za późno.

– Za mało ci ze mną? – syknął do niej.

Pokręciła głową, odsunęła się od niego. Chwycił dziewczynę za rękę, wyginając ją brutalnie.

– Zostaw ją – warknął Daniel, mimo bólu zrywając się z podłogi i rzucając na Matta.

Tamten roześmiał się, nie było w tym śmiechu ani odrobiny wesołości. Pchnął go tak, że chłopak uderzył plecami o ścianę. Puścił dziewczynę i uderzył go pięścią w brzuch.

– Wynoś się stąd – syknął wściekle – zniknij mi z oczu.

Chciał zaprotestować, ale Eliza spojrzała na niego błagalnie.

– Daniel, wyjdź – poprosiła cicho.

Była naprawdę przestraszona. Obydwoje zdawali sobie sprawę, że w bójce z Mattem nie miałby najmniejszych szans. Kiedy tamten go puścił chwiejnie wyszedł z pokoju, patrząc na dziewczynę przepraszająco. Miał tylko nadzieję, że jej nie skrzywdzi w żaden sposób. Czuł się podle, zwłaszcza, że nie miał pojęcia co mógłby zrobić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy tylko Daniel wyszedł z pokoju Matt obrzucił Elizę chłodnym spojrzeniem. Dziewczyna zwinęła się w jeszcze ciaśniejszy kłębek, odsuwając się w róg łóżka.

– Przy nim zachowujesz się jak ostatnia dziwka, a przy mnie się zasłaniasz? – warknął, kiedy zobaczył, że dziewczyna ciągle ściska kurczowo kołdrę.

– Matt… – wyszeptała błagalnie jego imię.

Nagle znalazł się przy niej, wyrwał jej kołdrę z ręki odkrywając dziewczynę i odrzucił ją na podłogę. Odruchowo odsunęła się na skraj łóżka. Przyciągnął ją do siebie brutalnie.

– Jemu dajesz dupy, a ja nie mogę już nawet na ciebie popatrzeć? – spytał drwiącym tonem.

Zmusił ją, żeby uklęknęła, złapał jej nadgarstki jedną ręką i przygniótł do materaca. Kolanem rozsunął jej nogi.

– Nie, proszę – jęknęła.

– Jesteś moja – warknął – zrobię z tobą co zechcę.

Wolną ręką rozpiął spodnie. Jego członek stał już gotowy. Wszedł w nią brutalnie od tyłu, nie sprawdzając nawet czy jest wilgotna. Po policzkach dziewczyny popłynęły łzy. Nie odezwała się więcej. Brał ją ostro i brutalnie. Doszedł sprawiając jej więcej bólu niż przyjemności. Skończył na jej pośladkach i plecach. Przytrzymał ją za włosy i na siłę wepchnął jej swojego penisa do buzi. Jęknęła tylko, była zbyt przestraszona, żeby chociaż próbować się wyrwać. Jej policzki były mokre od łez. Kiedy jego członek ponownie zesztywniał, pchnął dziewczynę na plecy, ciągle przytrzymując jej ręce. Wziął ją ponownie, tym razem kończąc w środku. Wreszcie odsunął się od niej. Skuliła się drżąca. Zapiął spodnie. Usiadł na brzegu łóżka i patrzył na nagą, szlochającą, leżącą w pozycji embrionalnej dziewczynę. Jego lodowato zimna maska opadła. Teraz na twarzy chłopaka zagościły bezgraniczny smutek i rozczarowanie.

– Dlaczego? – zapytał cicho.

Dziewczyna milczała.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Siedział tak dłuższą chwilę, złość opadła z niego zupełnie, nie mógł już dłużej wytrzymać jej łkania. Nie musiała mu odpowiadać na pytanie „dlaczego?”. Kiedy zdał sobie sprawę z tego, co przed chwilą jej zrobił, sam już znał na nie odpowiedź. Coś ścisnęło go w środku. Tak… Daniel zdecydowanie był lepszy od niego, on by jej czegoś takiego nigdy nie zrobił. Matt po raz pierwszy w życiu zdał sobie sprawę, że mu na kimś naprawdę zależy. Westchnął ciężko. Pozwoli jej odejść. Niech będą razem, a on usunie się w cień. Chciał tylko, żeby Eliza była szczęśliwa. Żałował, że już nie może cofnąć tego, co jej zrobił. Naprawdę nie chciał, żeby dziewczyna go znienawidziła.

– Idź do niego – to były najtrudniejsze i najbardziej bolesne słowa, jakie w życiu wypowiedział.

Ta cholerna dziewczyna zawładnęła nim zupełnie. Kochał ją jak nikogo na świecie. Nic poza nią nie miało już znaczenia. Spojrzała na niego pytająco, ocierając łzy wierzchem dłoni. Jej oczy błyszczały, przestała jednak płakać. Zacisnął usta. Nawet zapłakana, z zapuchniętymi oczami wyglądała pięknie.

– Chcesz być z nim, więc idź do niego. – Odetchnął głęboko. Mówienie tego sprawiało mu ból. – Z mojej strony nic wam nie grozi. Jeżeli kochasz Daniela powinnaś być z nim, nie ze mną.

– Matt… – wyszeptała, a chłopaka przeszły ciarki na dźwięk własnego imienia.

Tak błagała go, żeby ją zostawił, a on wziął dziewczynę wbrew jej woli. Czuł się teraz naprawdę podle. Usiadła i przysunęła się do niego bliżej. Patrzyła mu prosto w oczy.

– Tak, kocham Daniela – odpowiedziała szczerze, a Matt poczuł, jak coś lodowatego wbija się w jego serce – ale ciebie też kocham i jeżeli mam wybierać miedzy wami, to zawsze będziesz to ty. Co mam zrobić, żebyś mnie nie zostawiał? – zapytała z błagalną nutą w głosie.

On nie zostawiał jej? Poczuł taką niesamowitą ulgę i lekkość, że chciało mu się wyć z radości. Opanował się i przyciągnął dziewczynę do siebie. Przytulił ją mocno, a ona przylgnęła do niego całym ciałem.

Kocham cię, pomyślał, nigdy nie mógłbym cię zostawić, ale nie potrafił powiedzieć tego na głos.

Teraz, kiedy był pewny, że Eliza jest jego, znowu obudziła się w nim zazdrość.

– Nie odezwiesz się do niego ani słowem – oznajmił cicho – będziesz go traktowała jak powietrze. Chce, żebyś udowodniła, że naprawdę na mnie zależy ci bardziej.

Wiedział, że zachowuje się dziecinnie, a do tego jak ostatni cham, ale po prostu nie był w stanie tych słów powstrzymać.

– Zrobię wszystko co zechcesz, tylko proszę, nie zostawiaj mnie – mówiła cichym, ale zdeterminowanym głosem.

Zdziwiło go, że dziewczyna tak po prostu się na to zgodziła. Wiedział, że nie sprawi to bólu wyłącznie Danielowi, ale jej samej także. Przylgnęła do niego jeszcze mocniej. Teraz był już pewien, że robi coś bardzo, bardzo złego, ale mimo wszystko nie zamierzał się z tego wycofać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel siedział smętnie na podłodze pod ścianą. Kiedy wyszli wstał szybko i podszedł do nich. Matt spojrzał na niego groźnie, ale chłopak nie zwrócił na to uwagi. Za bardzo bał się o dziewczynę.

– Eliza! – delikatnie dotknął jej ramienia, odsunęła się od niego gwałtownie i schowała za Mattem.

– Zostaw ją w spokoju – chłopak wypowiedział te słowa powoli, cedząc każde, jakby mówił do idioty.

Delikatnie pchnął dziewczynę w stronę swojego pokoju i obydwoje zniknęli za drzwiami. Daniel spojrzał za nimi wzrokiem zbitego psa. Nic nie rozumiał. Oparł się o ścianę osuwając na podłogę. Podciągnął zgięte w kolanach nogi i ukrył twarz w dłoniach. Jeszcze nigdy w życiu nie było mu tak cholernie przykro i źle.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt w dalszym ciągu był w podłym humorze. Czuł potrzebę udowodnienia przed samym sobą, że Eliza jest tylko jego. Chciał sprawdzić jak daleko może się posunąć. Siedziała teraz na jego łóżku i wpatrywała się w niego dużymi niebieskimi oczami w których lśniły łzy. Wyciągnął telefon i wybrał numer Rena.

– Hej, plany na dzisiaj aktualne?

– Jasne, zmieniłeś zdanie i postanowiłeś jednak wpaść? – usłyszał w słuchawce standartowo zachrypnięty głos kumpla.

– Można tak powiedzieć, będę z dziewczyną. To do wieczora.

– Na razie.

Matt rozłączył się i schował telefon.

– Wychodzimy – zwrócił się do Elizy.

Dziewczyna posłusznie wstała ze swojego miejsca i stanęła przy drzwiach. Wziął ją za rękę i poprowadził do korytarzyka. Usiadła i zaczęła nakładać glany. W przejściu między pokojami pojawił się Daniel.

– Gdzie idziecie? – spytał cicho, zrezygnowanym głosem.

– Nie twoja sprawa – warknął na niego Matt.

Widok chłopaka uświadomił mu, że jego złość ani trochę nie minęła. Eliza ze wszystkich sił starała się ignorować ich rozmowę.

– Idę z wami – oznajmił tamten i włożył adidasy nie fatygując się schylaniem, żeby je rozwiązać.

Matt zrobił groźną minę, zamierzał odwarknąć mu, że nie ma mowy, ale się rozmyślił. Przyszedł mu do głowy lepszy pomysł. Obrzucił go chłodnym spojrzeniem.

– Właściwie to niech ci będzie. Przyda nam się kierowca.

Eliza gwałtownie wciągnęła powietrze. Wieczór z Danielem… bez możliwości odezwania się do niego, powiedzenia mu, że wszystko w porządku. Zdawała sobie sprawę, że przez cały czas będzie zmuszona ranić chłopaka. Nie była pewna jak ma sobie z tym poradzić, wiedziała tylko, że nie ma innego wyjścia. Kiedy wstała Matt otoczył ją ramieniem przyciągając do siebie. Wtuliła się w niego starając się nie myśleć o niczym.

– Jedziemy do centrum handlowego, jeżeli chcesz z nami iść na imprezę, poczekasz w samochodzie – zwrócił się do Daniela kiedy zeszli przed kamienicę.

Chłopak ze złości zagryzł zęby, ale tylko skinął głową. Matt posadził Elizę na tylnym siedzeniu samochodu, sam siadając obok niej. Rzucił przyjacielowi wyzywający uśmiech, kiedy przytuliła się do niego ufnie. Tamten ciągle milczał. Zatrzymali się na podziemnym parkingu centrum handlowego. Chłopak zabrał dziewczynę do pierwszego lepszego sklepu z ubraniami dla młodzieży. Szybko znalazł to o co mu chodziło. Kupił wybrane rzeczy i zaprowadził Elizę do toalety.

– Przebierz się – powiedział cicho – tylko szybko.

Spojrzała na niego pytająco, nie była nawet do końca pewna co właściwie kupił. Wzięła jednak siatkę i poszła z nią do damskiej łazienki. Jęknęła cicho, kiedy obejrzała rozpakowane rzeczy. Zastanawiała się czemu chłopak jej to robi. Wiedziała jednak, że zwłaszcza teraz, zrobi wszystko, czego Matt od niej zażąda. Nie chciała go stracić. Nie mogła. Tak bardzo się bała.

Usłyszała w komórce sygnał smsa. Wyjęła z kieszeni telefon i odczytała wiadomość. Na ekranie pojawił się sms od Matt „nie wkładaj stanika”. Dziewczyna zadrżała. Zebrała się w sobie i szybko włożyła czarne mocno wycięte stringi. Właściwie przypominały bardziej cieniutki sznurek niż majtki. Potem wciągnęła na siebie czarną mini spódniczkę, która była tak krótka, że ledwo zasłaniała jej biodra i bardzo obcisły czarny top odsłaniający większość brzucha. W tym stroju czuła się bardzo nieswojo. Swój stanik, jeansy i koszulkę szybkimi ruchami wepchnęła do siatki. Z powrotem założyła glany i wzięła głęboki oddech zanim wyszła z toalety na korytarz. Spostrzegła, że w kącikach ust Matta błąka się ponury, drwiący uśmieszek. Wziął od niej reklamówkę. Obrzucił ją spojrzeniem od góry do dołu.

– Może być – stwierdził chłodno – teraz jedziemy coś zjeść, a potem na imprezę.

Dziewczyna z trudem przełknęła ślinę. Było jej już wszystko jedno jak jest ubrana i co będą robili, ale nie chciała, żeby Daniel ją tak zobaczył. Zdawała sobie jednak sprawę, że to nieuniknione.

Chłopak stał niedbale opierając się o maskę samochodu. Nie wiedział co powinien zrobić, nie mógł jednak pozwolić, żeby to wszystko po prostu tak się skończyło. Zamierzał walczyć o Elizę, nie ważne ile miałoby go to kosztować. Kiedy zobaczył zbliżającą się parę po prostu go zatkało. Nie był w stanie wydusić z siebie ani jednego sensownego słowa. Bezmyślnie gapił się na idącą w jego kierunku dziewczynę. Matt jak gdyby nigdy nic otworzył drzwi i wpuścił ją do środka. Odezwał się dopiero kiedy Daniel zajął fotel kierowcy.

– Najpierw jedziemy coś zjeść, myślałem o meksykańskiej, potem do Bowla na imprezę.

Blondyn odwrócił się obrzucając przyjaciela wściekłym spojrzeniem.

– Chyba nie zamierzasz pozwolić jej wyjść tak ubranej? – syknął.

– Dlaczego nie? Uważam, że wygląda całkiem nieźle.

Matt uśmiechnął się prowokacyjnie, przynajmniej częściowo osiągnął zamierzony skutek.

– Bo wygląda jak dziwka – warknął chłopak – naprawdę chcesz, żeby inni oglądali ją w takim stroju?

Eliza skuliła się na tylnym siedzeniu wtulając w ramię Matta. Poczuła się naprawdę okropnie.

– A niby czemu nie? Ty widziałeś ją nago, więc jakie to ma znaczenie w co jest ubrana? – powiedział drwiąco Matt – a inni mogą sobie patrzeć, wiedząc, że to co oglądają należy do mnie i nigdy nie będą tego mieli. Jedziemy czy może się rozmyśliłeś? Dla mnie lepiej…

Daniel nie mówiąc nic więcej odpalił samochód. Kolację zjedli w milczeniu. W powietrzu wyraźnie było czuć nieprzyjemną atmosferę. Do klubu dojechali koło dziewiątej wieczorem. Matt wszedł do środka szukając znajomych. Zajmowali dwie loże w głębi pomieszczenia. Ren popijając piwo grał w bilard z jakąś jasnowłosą ślicznotką. Kiedy podeszli do niego zagapił się niedowierzająco na Elizę.

– Hej, no to jesteśmy – głos Matta wyrwał go z osłupienia.

– Myślałem już, że znowu zmienisz zdanie – stwierdził, z trudem panując nad tonem swojego głosu.

Basista Cuervo wyszczerzył się do nich w uśmiechu. Podali sobie ręce, potem Ren przywitał się też z Danielem. Usiedli przy stoliku. Matt wpuścił dziewczynę pierwszą chcąc mieć pewność, że nie będzie siedziała przy chłopaku.

Eliza czuła się bardzo nieswojo, najgorsze było to, że Daniel co chwila na nią zerkał. Mattowi nie schodził z twarzy drwiący uśmiech. Kiedy spokojnie toczył rozmowę, poczuła jego rękę na swoim udzie. Wsunął dłoń głębiej, pod jej spódniczkę, dotknął cienkiego paseczka stringów. Dziewczyna oblała się rumieńcem, siedziała jednak najspokojniej jak potrafiła. W loży panował przyjemny półmrok. Na podłużnym stoliku paliło się kilka świeczek. Tego wieczora Matt z kolegami pili one-shoty, Eliza przyłączyła się do nich. Czuła straszną potrzebę, żeby się upić i chociaż na chwilę uwolnić myśli od tego całego chaosu. Daniel, wrobiony w bycie kierowcą, w milczeniu popijał sprita.

– Za pięć minut w męskiej toalecie – wyszeptał do dziewczyny Matt wstając od stolika.

Wstała niedługo po nim i poszła we wskazanym kierunku. Daniel ruszył jej śladem przez zatłoczoną salę. Złapał ją za rękę.

– Puść mnie – syknęła cicho.

– Nie – odpowiedział stanowczo. – Najpierw upewnię się, że nic ci nie jest. Co on w ogóle sobie myśli?!

– W przeciwieństwie do ciebie jest moim chłopakiem i może sobie robić i myśleć co chce – warknęła próbując wyrwać rękę z jego uścisku.

Przyciągnął ją do siebie bliżej.

– Nie jesteś jego własnością. Nie może cię tak traktować.

– Właśnie, że może. Zrobię wszystko co będzie chciał, a tobie nic do tego.

– Eliza… proszę… – spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.

– Daj mi spokój. Nic od ciebie nie chcę.

Bolało ją to, że w podły sposób rani chłopaka, który po prostu się o nią martwił, ale Matt był dla niej ważniejszy od wszystkiego. Kochała go i chciała z nim być za wszelką cenę, nawet jeżeli miałoby to spowodować, że Daniel ją znienawidzi.

– Za to ja chcę od ciebie – powiedział cicho, przyciągnął ją jeszcze bliżej, otoczył ramieniem jej talię i pocałował dziewczynę w usta.

Matt który od pewnego już czasu obserwował całą scenę teraz podszedł i odciągnął Daniela od Elizy. Popchnął go tak, że chłopak zatoczył się do tyłu potrącając jakiegoś mężczyznę niosącego piwo.

– Ej! Wy tam! – rzucił w ich stronę jeden z pilnujących klubu i dyskoteki ochroniarzy.

– Sorry – powiedział do niego Matt pojednawczo – przystawiał się do mojej dziewczyny, zresztą my już wychodzimy.

Wziął Elizę za rękę i pociągnął ją w stronę wyjścia. Ostatni raz obejrzała się na Daniela i poszła za swoim chłopakiem. Na dworze zdjął z siebie czarną koszulę i przykrył nią nagie ramiona dziewczyny.

– Przepraszam, za wszystko… – powiedział cicho przytulając ją do siebie – to się już więcej nie powtórzy, obiecuję. Wyprowadzimy się pod koniec miesiąca.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tego wieczoru Matt pierwszy raz zabrał Elizę do klubu w którym pracował. Chłopak nie chciał, żeby spędziła noc sam na sam z Danielem. Bał się tego. Nie miał ochoty kusić losu. Klub Propaganda był eleganckim szykownym lokalem w stylu amerykańskim. Tancerki poruszały się na scenie połączonej z barem, w związku z czym goście mogli je podziwiać sącząc drinki.

Chłopak jak zwykle pracować miał od dwudziestej do piątej rano. Eliza nie była pewna co ma robić przez te dziewięć godzin, ale nie protestowała, kiedy Matt zasugerował jej, że powinna z nim pójść. Weszli tylnym wejściem dla pracowników. Chłopak zaprowadził ją do małego socjalnego pomieszczenia przylegającego do całkiem sporej nowoczesnej kuchni, w końcu klub proponował pełne menu amerykańskiego jedzenia. Posadził ją na miękkiej pluszowej kanapie.

– Poczekaj tu chwilę, zaraz wracam – oznajmił dziewczynie.

Po chwili przyszedł z powrotem prowadząc ze sobą pulchną, przyjemnie wyglądającą brunetkę.

– To jest Basia, zaopiekuje się tobą dzisiaj. Przyjdę jak tylko będę mógł.

Matt pocałował Elizę delikatnie w policzek i wyszedł z pomieszczenia.

– Cześć słonko – brunetka uśmiechnęła się do niej przyjaźnie. Sprawiała wrażenie naprawdę miłej osoby.

– Cześć – przywitała się niepewnie Eliza. – Pracujesz tutaj? – spytała nie bardzo wiedząc jak zacząć rozmowę.

– Tak, jestem jedną z kucharek. Większość nocy mam wolną. W tygodniu nie mamy tutaj zbyt dużego ruchu, a jeżeli nawet to klienci nie przychodzą jeść. Bardzo cieszę się, że tu jesteś. Damian jest naprawdę miłym facetem, ale rozmawianie z nim za często robi się nużące i szczerze mówiąc szybko zaczynam się nudzić.

Eliza nie bardzo wiedziała kto to ten cały Damian, ale dziewczyna rozgadała się już na dobre, nie chciała więc jej przerywać. Właściwie to nawet czuła się dość zadowolona, że sama nie musi się odzywać zbyt wiele. Dowiedziała się najświeższy plotek o osobach których nie znała oraz tego, że Basi skończył się dzisiaj różowy lakier do paznokci, ostatnio kupiła śliczną przecenioną bluzeczkę, a na śniadanie jadła kanapkę z indykiem, która jej wyraźnie nie smakowała. Na pewno dowiedziałaby się znacznie więcej gdyby do pokoju nie zaczęły schodzić się dziewczęta. Wszystkie były wystrojone w kraciaste mini spódniczki lub obcisłe króciutkie spodenki, miały na sobie wysokie kowbojskie buty. Większość niosła ze sobą także kapelusze.

– Wieczór country – prychnęła smukła blondynka z włosami zaplecionymi w dwa grube warkocze – też mi pomysł.

– O – zdziwiła się pofarbowana na rudo dziewczyna w wyzywającym, półprzezroczystym, białym topie – jesteś tu nowa? – Swoje słowa kierowała wyraźnie do siedzącej na kanapie Elizy.

– Daj spokój, to dziewczyna Matta – usłyszała słodki głos Seleny – z jakiegoś powodu zabrał ją dzisiaj ze sobą.

– Naprawdę? On ma dziewczynę? – wtrąciła inna robiąc smutną minkę. – Jaka szkoda…

– Ma i nie sądzę, żeby szybko planował z niej zrezygnować. Po za tym ta dziewczyna siedzi przed tobą, więc uważaj na słowa. – Ucięła dosyć ostro Selena, za co Eliza mimo wszystko poczuła do niej odrobinę sympatii.

Kiedy wreszcie cała czwórka opuściła niewielkie pomieszczenie Basia odetchnęła z ulgą.

– Miałaś właśnie to nieszczęście spotkać Lunę, Aurorę i Dianę, jak widzę Selenę znałaś już wcześniej. Wredne z nich suki. Wszystkie co do jednej uważają, że świat należy do nich. Chociażby to, że wszystkie przybrały sobie imiona mitologicznych bogiń świadczy o tym najlepiej. O, a teraz poznasz też Damiana – uśmiechnęła się na widok smukłego, opalonego chłopaka o latynoskiej urodzie, który właśnie wszedł do pokoju.

– Witam miłe panie – ukłonił się przed nimi dwornie. – Ominęło mnie spotkanie z panteonem?

– Cześć misiu – Basia podniosła się z kanapy i cmoknęła go w policzek – właśnie sobie poszły. Poznaj Elizę, to dziewczyna Matta.

– Miło mi, jestem Damian – uśmiechnął się do niej przyjaźnie, ale mina odrobinę mu zrzedła.

– Jest zazdrosny – szepnęła Basia konspiracyjnie, czyli tak, że jej słowa usłyszałyby pewnie nawet osoby stojące za drzwiami, gdyby tam jakieś były – sam ma na niego ochotę. Miał pewne związane z nim nadzieje, bo tak dzielnie opierał się boginią – mrugnęła do niej – a teraz właśnie jego teoria upadła.

Najwyraźniej Basia plotkować lubiła nie tylko za plecami różnych osób. Damian zarumienił się wściekle. Jednak dziewczyna nie zwróciła na to najmniejszej uwagi i ciągnęła swój wywód w najlepsze. Chłopak odchrząknął, żeby zwrócić jej uwagę.

– Zostawimy cię na chwile – zwrócił się do Elizy – musimy przygotować kuchnię.

– Poradzisz sobie? – zmartwiła się odrobinę Basia.

– Jasne – dziewczyna uśmiechnęła się do niej, mimo, że wcale nie miała ochoty zostawać tu sama.

Kiedy obydwoje zniknęli wyciągnęła z torby telefon. Wyciszyła go wcześniej, żeby nie denerwować Matta. Na ekranie wyświetliło się kilkadziesiąt nieodebranych połączeń, a skrzynka zapełniona była smsami. Westchnęła. Było jej bardzo żal Daniela, martwiła się o niego, ale nie mogła stracić Matta. To było dla niej najważniejsze. Skasowała wszystkie wiadomości nie czytając żadnej. Będzie musiał jakoś sobie poradzić bez niej, zwłaszcza, że mieli się od niego wyprowadzić z końcem miesiąca.

Jej uwagę przyciągnął jakiś hałas. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł jakiś mężczyzna po pięćdziesiątce. Był ubrany w elegancki markowy garnitur. Przyjrzał jej się uważnie.

– Hmm, wstań, żebym mógł cię lepiej obejrzeć… Piersi trochę małe, ale myślę, że się nadasz… – powiedział jakby oceniając jakiś okaz. – Płacę sto złotych za godzinę, plus napiwki które sama zarobisz oczywiście. Rozumiem, że potrafisz tańczyć?

Eliza poczuła się bardzo zmieszana.

Kim jest ten facet i o czym on do mnie mówi?

Patrzyła na niego niepewnie, pytającym wzrokiem. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. W drzwiach kuchni pojawił się Damian. Wyglądał na rozbawionego.

– Dzień dobry szefie. Nie spodziewaliśmy się tu Pana dzisiaj. To moja kuzynka – skłamał gładko, najwyraźniej, żeby nie wpakować Matta w jakieś kłopoty – przyszła tu dzisiaj ze mną bo chciałem jej pokazać gdzie pracuję… mam nadzieję, że to nie jest problem?

Mężczyzna nie wyglądał na ani trochę zmieszanego.

– Oh… jaka szkoda. – Wyciągnął do dziewczyny wizytówkę, a ta wzięła ją odruchowo. – Gdybyś jednak szukała pracy, zadzwoń do mnie. Na pewno znajdzie się dla ciebie miejsce.

Dystyngowanym krokiem wyszedł z pomieszczenia. Eliza patrzyła za nim szeroko otwartymi oczami.

– No, no – roześmiał się Damian – właśnie dostałaś propozycję wstąpienia do panteonu. – Skorzystasz? – uśmiechnął się do dziewczyny przekornie.

– Raczej nie – odparła otrząsnąwszy się z szoku.

Skrzywiła się lekko chowając wizytówkę do torby. Chłopak nie skomentował. Po dłuższym czasie pojawił się Matt w towarzystwie jakiegoś postawnego blondyna. Eliza postanowiła przemilczeć spotkanie z jego szefem. Usiadł koło dziewczyny obejmując ją ramieniem.

– Wiktor, Eliza – przedstawił ich pobieżnie – Basia jesteśmy głodni – jęknął wychylając się przez oparcie kanapy.

– Już, chwilkę – dobiegło ich wołanie z kuchni. – Eliza, lubisz tortillę?

– Pewnie – odpowiedziała entuzjastycznie, mimo, że nie była przekonana czy ma ochotę na jedzenie.

Po kilku minutach Basia wyszła z kuchni niosąc trzy duże talerze, na których leżały tortille z kurczakiem, sałata i jakiś biały sos. Wyglądało to naprawdę smacznie. Dziewczyna zastanawiała się jak tamtej udaje się nie upuścić tego wszystkiego.

– Smacznego – uśmiechnęła się brunetka zostawiając talerze po czym wróciła do kuchni.

Wiktor i Matt zajadali z apetytem, Eliza od niechcenia skubała swoją porcję. Jedzenie było naprawdę dobre, ale ona ani trochę nie była głodna. Przyjrzała się uważnie swojemu chłopakowi. Miał na sobie czarne jeansy i obcisłą czarną koszulkę bez rękawów. Lubiła go w tym „służbowym stroju”. Damian wyszedł z kuchni i przypatrywał się jedzącym mężczyzną bez skrępowania. Wiktor obrzucił go wrogim spojrzeniem.

– To ja już pójdę – powiedział i odstawiając pusty talerz wyszedł z pokoju.

Matt wzruszył ramionami.

– Będziesz to jadła? – spytał Elizy wskazując na jej prawie nietkniętą porcję.

– Nie, częstuj się – uśmiechnęła się do niego podając mu swój półmisek.

Chłopak zaczął jeść także jej porcję. Damian przysiadł się do nich na kanapę.

– Długo jesteście razem? – spytał od niechcenia.

– Niedługo minie pół roku – powiedział Matt przełykając to co miał w buzi.

– O, a my dopiero teraz o tobie słyszymy? – zwrócił się do Elizy. – Planujecie coś romantycznego?

– Tak – uśmiechnęła się dziewczyna – wycieczkę do Paryża.

– Słodko – chłopak wyglądał na naprawdę zachwyconego – nie wiedziałem, że on jest romantykiem.

– Bo nie jestem – odparł Matt z pełnym przekonaniem. – Też już muszę lecieć.

Odstawił talerz, delikatnie pocałował Elize i zniknął za drzwiami.

– Lubisz go prawda? – spytała cicho dziewczyna.

– Tak – odparł szczerze Damian – jako jedyny nie traktuje mnie jakbym był trędowaty tylko dlatego, że jestem homo… Fajnego masz chłopaka – wyszczerzył się do niej w uśmiechu. Jaki jest w łóżku? – zażartował.

Eliza roześmiała się wesoło. Porozmawiali jeszcze przez chwilę, potem Damian musiał wracać do pracy, a ona zwinęła się w kłębek na kanapie i zasnęła.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matta obudził w nocy nieprzyjemny odgłos kaszlu. Zapalił nocną lampkę. Eliza siedziała na łóżku i próbowała odkrztusić. Chłopak podał jej wodę. Pokręciła głową. Zwymiotowała na podłogę. Podsunął jej pudełko chusteczek.

– Przyniosę ci miskę.

Wstał z łóżka i wyszedł na korytarz. Zapalił światło. Zobaczył Daniela, który wyszedł właśnie ze swojego pokoju.

– Co jest? – zapytał tamten.

– Nie wiem… Eliza źle się czuje.

– Mogę? – spytał wyraźnie zaniepokojony patrząc w stronę ich sypialni.

Matt skinął głową. Nie bardzo wiedział co powinien zrobić.

– Przyniosę miskę.

Daniel wszedł do pokoju. Eliza leżała skulona na kołdrze. Chłopak usiadł koło niej. Dotknął dłonią jej czoła. Była rozpalona. Matt wrócił z miską i ręcznikiem papierowym. Posprzątał podłogę. Daniel wstał.

– Ma gorączkę, zaraz wrócę. – Wyszedł, by po chwili pojawić się znowu przynosząc pyralginę.  – Jak się czujesz? – zwrócił się do Elizy.

– Nie dobrze mi – jęknęła.

Matt przysunął jej miskę. Czuł się zagubiony. Natychmiast znowu zwymiotowała. Daniel pomógł jej się wytrzeć, a potem napić wody i połknąć tabletkę. Trzęsła się cała.

– Rano zadzwonimy po lekarza, a teraz spróbuj zasnąć – powiedział łagodnie okrywając ją kołdrą.

Dziewczyna drżała z zimna. Chwyciła go za rękę.

– Nie idź – poprosiła cicho.

Daniel spojrzał pytająco na Matta. Tamten wzruszył ramionami. Położył się z tyłu za dziewczyną. Wtuliła się w niego plecami. Nie przestawała się trząść.

– Zaraz przyjdę, przyniosę ci drugą kołdrę – wyswobodził rękę z jej uchwytu.

Po chwili wrócił ze swoją kołdrą. Nakrył nią starannie dziewczynę, a sam usiadł na podłodze przy łóżku.

To była długa nieprzyjemna noc. Dziewczyna była bardzo osłabiona. Nie była w stanie nawet sama dojść do łazienki. Wszystko co wypiła prawie natychmiast zwracała. Rano przyszedł lekarz. Stwierdził, że to pewnie coś w rodzaju grypy żołądkowej i przejdzie za kilka dni. Wypisał jakąś receptę, pożegnał się i wyszedł. Elizie na przemian było to zimno to gorąco. Spała niespokojnie budząc się co chwilę. Woleli nie zostawiać jej samej. Matta zaczęła dręczyć obecność Daniela, ale nic nie mówił, za bardzo martwił się o dziewczynę. Siedzieli przy niej na zmianę. Gorączka nie spadała. Obudziła się i rozejrzała spłoszonym wzrokiem po pokoju. Daniel siedział oparty o ścianę czytając jakąś książkę. Spojrzała na niego.

– Daniel… – zaczęła cicho.

– Tak? – chłopak podniósł wzrok znad książki.

– Przytulisz mnie? – poprosiła.

– Jasne – położył się obok dziewczyny.

– Widziałam jak wieża się na mnie przewraca, paskudny sen – przylgnęła do niego drżąca.

Delikatnie objął ją ramionami. Z powrotem zasnęła. Przymknął oczy. Tak strasznie za nią tęsknił! Wyczerpany po nieprzespanej nocy zasnął z Elizą wtuloną w swoje ramiona.

Matt wszedł do sypialni. Na widok Daniela leżącego koło dziewczyny jego ręce same zacisnęły się w pięści. Ledwo nad sobą zapanował. Wyszedł z pokoju tłumiąc złość, pospiesznie włożył buty i wybiegł z mieszkania.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt siedział na kanapie w mieszkaniu Seleny. Nic lepszego nie przyszło mu do głowy, nie wiedział co ze sobą zrobić, ani gdzie pójść.

– Miałaś rację co do Daniela – powiedział smutno. – Chciałem cię prosić o przysługę…

– W czym miałam rację Matti? Zalecał się do niej?

– Przespała się z nim.

– A to dziwka – wyrwało się Selenie.

Chłopak poczuł przypływ adrenaliny. Miał ochotę ją uderzyć. Gwałtownie wstał.

– Zapomnij – powiedział kierując się do drzwi wyjściowych, nagle przyjście tutaj wydało mu się cholernie złym pomysłem.

– Matti, zaczekaj – dziewczyna wstała i próbowała go zatrzymać kładąc mu dłoń na ramieniu. – Przepraszam, wyrwało mi się. Powiedz o co chodzi.

Odsunął się od niej, ale z powrotem usiadł na kanapie.

– Wspominałaś, że Daniel jest w twoim typie… poderwij go. Chcę, żeby przestał myśleć w ten sposób o Elizie.

– On chyba za mną nie przepada… – powiedziała dziewczyna wzdychając.

– Zmienimy to – uśmiechnął się do niej niewinnie.

– Skoro tak, to jestem za – powiedziała z niekłamanym entuzjazmem, naprawdę spodobał jej się pomysł uwiedzenia Daniela.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział VII

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel długo nie wracał do domu. Eliza zaczynała się martwić. Po jej chorobie sytuacja między nimi się odrobinę poprawiła, a w każdym razie Matt nie chciał się już wyprowadzać z mieszkania. Mimo wszystko dziewczyna unikała zostawania sam na sam z Danielem. Nie chciała krzywdzić Matta. Nie potrafiła się jednak powstrzymać od ukradkowych spojrzeń, muśnięć dłoni i tego typu niewinnych gestów. Obydwoje nie potrafili. Najbardziej chciała się do niego zwyczajnie przytulić, ale tego też się bała. Chwilami zastanawiała się czy rzeczywiście nie lepiej byłoby się wyprowadzić.

Matt szykował się do pracy. Nagle rozległ się dzwonek w jego komórce, po nim nastąpiła krótka rozmowa. Chłopak wyszedł z sypialni pobladły na twarzy.

– Dzwonili ze szpitala… coś się stało Danielowi… jest nieprzytomny… miał mnie wpisanego w telefonie jako kontakt w razie nagłych wypadków. Ubierz się, pojedziemy tam.

Dziewczyna wpatrywała się w niego przerażona. Chwyciła bluzę i zaczęła wkładać buty. Wyszli z domu.

– Zadzwonię do pracy powiedzieć, że nie przyjdę – stwierdził, kiedy znaleźli się pod szpitalem.

– Nie będziesz miał przez to problemów?

– Pewnie będę…

– Więc jedź, dam sobie radę, przyjdziesz tu rano.

Westchnął.

– Pewnie masz rację – przytulił ją delikatnie. – W razie czego dzwoń do mnie.

Odjechał, kiedy zniknęła w drzwiach szpitala.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W dyżurce na OIOM’ie siedziała mocno znudzona pielęgniarka. Było już po dwudziestej, więc pewnie miała spędzić tu całą noc.

– Informacji możemy udzielać tylko rodzinie, czy jest pani rodziną?

– Jestem jego narzeczoną – wymyśliła na poczekaniu Eliza – czy to się liczy? Co mu jest?

– Pan Maes musiał przejść operację i zostanie w szpitalu przez kilka dni. Szczegółów udzieli lekarz. – Powiedziała kobieta, obojętnym tonem, wskazując dziewczynie drzwi.

– Dziękuję – odpowiedziała po prostu i poszła we wskazanym kierunku.

Na rozmowę z lekarzem czekała dłuższą chwilę. Dowiedziała się, że Daniel został pobity. W wyniku pobicia doznał licznych obrażeń wewnętrznych. Jego stan lekarz określił jako ciężki. Chłopak znalazł się na stole operacyjnym. Teraz spał. Prosto z gabinetu lekarskiego udała się do sali po zabiegowej. Pielęgniarka wpuściła ją tylko na krótką chwilę, obiecując, że jak tylko się obudzi przeniosą go do normalnego pokoju, gdzie będzie mogła siedzieć ile chce. Zabrała ze sobą plecak chłopaka i usiadła na korytarzu podwijając pod siebie nogi.  Ukryła twarz w dłoniach. Czemu wszystko musiało się tak psuć? Po dłuższej chwili zadzwoniła do Matta. Powiedziała mu co się stało. Chłopak się wyraźnie zaniepokoił. Obiecał, że przyjedzie do niej rano.

Eliza z nudów otworzyła plecak Daniela. Miała nadzieję, że znajdzie tam jakąś książkę. W środku był jego telefon. Uznała, że dobrym pomysłem byłoby zadzwonić do jego rodziców. Wybrała numer mamy Daniela. Przedstawiła się grzecznie i opowiedziała co się stało. Kobieta oznajmiła, że będą w szpitalu tak szybko, jak się da.

Po około dwóch godzinach Eliza zobaczyła elegancko ubraną kobietę i na oko może szesnastoletnią dziewczynę. Obydwie wyglądały na dość zaaferowane. Dama natychmiast zaczęła doniosłym głosem wykłócać się o coś z pielęgniarką. Dziewczyna podeszłą do siedzącej w poczekalni Elizy. Była szczupła i bardzo blada, co jeszcze bardziej podkreślały jej proste pofarbowane na czarno włosy. Miała niesamowite zielone oczy, upodabniało ją to odrobinę do niesfornego kociaka.

– Hej – zagadnęła – to ty jesteś dziewczyną mojego brata?

Eliza nie była pewna co odpowiedzieć, w końcu tak nakłamała pielęgniarką, a nie chciała zostać stąd wyrzucona.

– Mieszkam z nim – odpowiedziała zgodnie z prawdą.

– Eliza, prawda? – dziewczyna entuzjastycznie rzuciła się jej na szyję, co odrobinę zdumiało Elizę. – Daniel opowiadał mi o tobie. Jestem Ola.

Czemu miałby komuś o niej opowiadać? Zwłaszcza rodzinie… nie zdążyła się jednak nad tym głębiej zastanowić bo elegancka kobieta podeszła do nich dystyngowanym krokiem.

– Mamo, to jest Eliza, dziewczyna Daniela – przedstawiła ją Ola.

– Ja właściwie… – zaczęła Eliza.

– Och miło mi cię wreszcie poznać – zaszczebiotała tamta przerywając dziewczynie, w jej głośnie brzmiał wyraźny zarzut. – Jestem Nikola Maes.

Eliza niepewnie uścisnęła jej rękę. Kobieta wyglądała jakby bardzo siliła się na to, żeby być uprzejmą. Zabrała córkę i pojechały do hotelu. Dziewczyna znów została sama.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel leżał na szpitalnym łóżku. Był w osobnej sali, najwyraźniej jego matka działała skutecznie. Chłopak był podłączony do kroplówki, w oczy rzucało się to, że miał zszywaną brew, jednak po za tym nie wyglądał najgorzej. Eliza uśmiechnęła się do niego i usiadła bez skrępowania na brzegu łóżka. O nic nie pytała, wiedziała, że jeżeli będzie chciał jej powiedzieć, po prostu to zrobi.

– Cześć – powiedział do niej lekko przymulonym głosem.

– Mam twój plecak – oznajmiła – i przyniosłam ci wodę.

Postawiła butelkę na nocnej szafce. Uśmiechnął się do niej blado.

– Dzięki.

– Martwiłam się o ciebie.

– Tak? Nie było widać, myślałem, że bawi cię ignorowanie mnie.

– Przestań – powiedziała cicho – wiesz, że to nie prawda.

– Taak, po prostu on jest dla ciebie ważniejszy – powiedział z sarkazmem w głosie.

– Daniel, proszę…

– Nie ważne, przepraszam. Cieszę się, że przyszłaś do mnie.

Położyła się obok niego przytulając się do boku chłopaka. Objął ją ramieniem.

– Nie wiem co robić – wyszeptała cicho. – Wszystko jest nie tak.

Westchnął.

– Teraz jest dobrze. Przynajmniej dopóki sobie nie pójdziesz.

Uśmiechnęła się do niego delikatnie i cmoknęła chłopaka w policzek.

– Przykryć cię kocem? – zapytała. – Jest cholernie gorąco, a ty pod tą kołdrą.

– Byłbym wdzięczny.

Wstała i podniosła z krzesła koc. Odsunęła kołdrę, okrywającą Daniela, składając ją starannie w nogach łóżka. Chłopak był posiniaczony, a na boku miał spory opatrunek. Nie miał na sobie ubrania. Nie mogła powstrzymać śmiechu, kiedy zobaczyła, że jego członek zesztywniał.

– No co? – zapytał.

– Czy ty zawsze i wszędzie możesz?

– Yhh właściwie to tak, przynajmniej kiedy jesteś przy mnie.

Dziewczyna zerknęła na drzwi, były zamknięte. Uznała, ze w razie czego zdąży go przykryć, gdyby ktoś miał wejść. Położyła się przy nim ponownie, nie okrywając go jednak. Koc odłożyła obok. Przesunęła rękę na jego sterczący penis. Mruknął cicho. Jego członek we wzwodzie był bardzo imponującej wielkości. Szeroki, a nad nim znajdowała się spora kępka jasnych włosów. Eliza schodziła coraz niżej zostawiając po sobie ślady ukąszeń i wilgotnych pocałunków. Daniel drgnął, kiedy poczuł na swoich jądrach szczupłe dłonie Elizy. Ostrożnie zebrała jego krocze dłonią, lekko je uciskając, a sama zanurkowała pomiędzy jego nogi i zaczęła całować wewnętrzną stronę ud chłopaka. Daniel jęknął przymykając oczy i odchylając głowę. O tak, było mu bardzo dobrze. Usta dziewczyny wydawały się coraz bardziej niecierpliwe. Eliza ostrożnie lizała mosznę, jednocześnie co jakiś czas przesuwając dłoń w górę i w dół jego członka. Nagle wzięła jedno z jego jąder do ust i zaczęła je delikatnie ssać. Chłopak aż podskoczył. Kiedy dziewczyna podniosła głowę miała na ustach pełen satysfakcji uśmiech.

– Patrz na mnie… – powiedziała.

Nie spuszczając z niego wzroku, polizała jego męskość od samej nasady aż po czubek, który zaczęła pieścić okrężnymi ruchami języka. Blondyn zagapił się na nią jak zahipnotyzowany. Usta Elizy przy jego penisie niesamowicie go podniecały. Znowu kilka razy gwałtownie poruszyła ręką, a potem zaczęła go całować, raz za razem w absolutnie przypadkowych miejscach. W końcu Eliza uniosła się, zagarnęła włosy za uszy i wpatrując się Danielowi w oczy zaczęła powoli opuszczać twarz, wsuwając sobie jego członek w usta, z racji jego grubości powoli, centymetr po centymetrze. Daniel mógł wyraźnie wyczuć, jak jego żołądź prześlizguje się po podniebieniu dziewczyny, a potem zanurza się głębiej. Niemal krzyknął głośno od tego niesamowitego wrażenia, a jego klatka piersiowa momentalnie zaczęła się szybciej poruszać.

– O boże, tak! – nie przestawał się gapić, próbując sięgnąć dłonią do włosów Elizy.

Zachęcona tym entuzjazmem dziewczyna kilkakrotnie poruszyła głową, by potem wygiąć mocno szyję i wsunąć go jeszcze bardziej w siebie. W pewnym momencie omal się nie udławiła, ale nie przestawała zadowolona z tego, jak reaguje Daniel. Chłopak nie był w stanie tego wytrzymać dużo dłużej. Było mu tak dobrze. Doszedł z przeciągłym jękiem, wyginając nieświadomie biodra. Skończył dziewczynie w ustach. Oddychał ciężko. Eliza zlizała z mięknącego członka resztę spermy, wyjęła z ust włosek, który w międzyczasie się tam zaplątał i przytuliła policzek do brzucha wycieńczonego Daniela. Chłopak nadal oddychał ciężko. Wsunął palce we włosy Elizy, głaszcząc ją delikatnie. Nie miał siły otworzyć oczu.

– Podobało się? – spytała nieśmiało.

– O tak… – wyrzucił z siebie z wydechem, uśmiechając się szeroko z pełną satysfakcją. – Chodź wyżej – zamruczał.

Spojrzała na niego niepewnie.

– Mm? – Pociągnął ją delikatnie za ramię.

Eliza podsunęła się wyżej, przytulając do niego. Daniel objął ją ramieniem. Przykryła go kocem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Chwilę później w drzwiach stanęła Pani Maes wraz z Olą. Eliza gwałtownie usiadła speszona ich przyjściem. Poczuła, że się rumieni. Kobieta udała, że niczego nie zauważyła. Dziewczyna chciała wyjść, ale Daniel chwycił ją za rękę.

– Zostań, proszę – powiedział ledwo dosłyszalnym szeptem.

Eliza przesiadła się z łóżka na jedno z krzeseł. Czuła się nieswojo, chciała się schować jak najbardziej w kącie. Pocieszała się tym, że niedługo przyjdzie Matt, który wpadł do szpitala rano, wmusił w nią śniadanie i wrócił do domu odsypiać nocną pracę. Kiedy tak o nim myślała chłopak właśnie pojawił się w drzwiach. Matka Daniela wytrzeszczyła na niego oczy.

– Co on tu robi? – syknęła nieprzyjaźnie. – Wyraźnie powiedziałam ci, że nie życzę sobie żebyś zadawał się z takimi ludźmi! – zwróciła się do syna.

Matt zorientowawszy się w sytuacji skinął tylko głową Danielowi i wyszedł na korytarz. Eliza przeprosiła i wymknęła się za nim. Stał z boku oparty o ścianę. Dziewczyna natychmiast przytuliła się do niego całą sobą. Schowała twarz w jego koszuli. Objął ją delikatnie.

– Wszystko w porządku? – spytał.

– Nie wiem – odpowiedziała szczerze – właściwie to ostatnio wszystko jest nie tak. Czemu jego matka tak cię nie lubi?

– Właściwie to nie wiem do końca. Kiedyś u niego byłem, nie spodobało im się to, że mieszkamy razem. Pewnie myśli, że na nim żeruję. Taka niechęć od pierwszego wejrzenia. – Uśmiechnął się do niej łagodnie odsuwając od siebie odrobinę, ale nie przestając jej obejmować. – W ogóle czemu podałaś się za jego narzeczoną?

– Nie chcieli mnie wpuścić, powiedzieli, że informacji udzielają tylko rodzinie.

Roześmiał się.

– No tak. Głupie przepisy.

– Najgorzej, że jego rodzina myśli teraz, że jestem jego dziewczyną, a on wcale nie chce ich wyprowadzać z błędu – westchnęła.

– Nie dziwię mu się. Też bym nie chciał. No, ale póki co moją jedyną rodziną jesteście ty i Daniel – zażartował, ale Elizie wcale nie wydało się to szczególnie zabawne.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza nie pytała co dokładnie stało się Danielowi, słyszała jak rozmawiał o tym z Mattem, ale kiedy tylko weszła natychmiast umilkli. Najwyraźniej nie chcieli, żeby była w to zamieszana, a ona nie zamierzała się dopytywać. Była teraz znacznie spokojniejsza, lekarz powiedział, że z chłopakiem będzie wszystko w porządku i tylko ma się przez kilka tygodni za bardzo nie nadwyrężać. W szpitalu Daniel spędził prawie tydzień. Cała trójka odetchnęła z ulgą po wyjeździe jego matki. Jedno tylko tak naprawdę pocieszało Elizę, przyjaciele znów ze sobą normalnie rozmawiali, a ona, przynajmniej jak na razie nie musiała ignorować Daniela. Nie wiedziała co będzie dalej, ale rodziła się  w niej coraz większa nadzieja, że jakoś to wszystko się ułoży.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział VIII

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Po wyjściu ze szpitala między Mattem a Danielem zapanował niepisany rozejm. Nie unikali się nawzajem, ale nie przyjaźnili się też jak wcześniej. Za wszelką cenę starali się nie wchodzić sobie w drogę. Matt nie zmuszał więcej Elizy do ignorowania chłopaka, ale ciągle czuł się bardzo nieprzyjemnie, kiedy przebywali razem, zwłaszcza pod jego nieobecność. Nie ufał już ani jemu ani dziewczynie. Najbardziej bał się, że Eliza po prostu go zostawi decydując się na bycie z Danielem. Kiedy szedł do pracy coś go podkusiło i zostawił w kieszeni wiszącej w salonie bluzy włączony dyktafon. Miał nadzieję, że przynajmniej w ten sposób dowie się na czym stoi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza siedziała w salonie zwinięta w kłębek na kanapie, oglądała lecący w telewizji film. Daniel wyszedł ze swojego pokoju i usiadł koło niej.

– Co oglądasz? – spytał przysuwając się bliżej do dziewczyny.

– Kolejny odcinek Poirot’a. Nudzę się. – Chłopak objął ją ramieniem. – Daniel przestań – odsunęła się od niego.

– Dlaczego?

– Nie będziemy tego więcej robić. Ani teraz ani nigdy.

Chłopak spojrzał na nią poważnym wzrokiem.

– Niby czemu? Przecież tego chcesz.

– To nie ma znaczenia. Nie zamierzam go więcej ranić.

– A mnie? Ja nic dla ciebie nie znaczę?

– Nie mów tak – powiedziała twardo dziewczyna.

– Eliza… kocham cię, nic innego mnie nie obchodzi. Ty nic do mnie nie czujesz?

Ponownie spróbował się do niej przysunąć. Dziewczyna gwałtownie wstała z kanapy. W jej oczach zalśniły łzy.

– Tak kocham cię – powiedziała nieszczęśliwym głosem w którym brzmiała mieszanina gniewu i rozpaczy – tak bardzo zależało ci, żeby to usłyszeć? To i tak nic nie zmienia, bo to zawsze będzie on, a nie ty! Kiedy to wreszcie zrozumiesz?

Chłopak wpatrywał się w nią przez chwilę, po czym wstał z kanapy, odwrócił się bez słowa i wyszedł z domu. Eliza usiadła skulona wtulając twarz w kolana. Nie była już w stanie powstrzymać łez. Zaczęła cicho płakać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt odsłuchał nagranie następnego dnia. Sam już nie wiedział co powinien zrobić. Chciał, żeby wszystko się samo ułożyło, ale zdawał sobie sprawę, że to nie jest możliwe. Eliza stała się dla niego najważniejsza na świecie, a wszystkie opcje które mu przychodziły do głowy wiązały się z ranieniem dziewczyny. Cały dzień zastanawiał się nad ewentualnymi możliwościami i w końcu podjął decyzję. Przynajmniej na jakiś czas wydawała mu się jedynym sensownym rozwiązaniem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wieczorem Eliza wróciła do mieszkania, większość dnia spędziła z rodziną. Matt i tak musiał odespać nocną pracę, a z Danielem nie miała ochoty się widzieć. Weszła do pokoju, który dzieliła z Mattem. Zdumiona zatrzymała się w progu. Wieczorny półmrok rozświetlały światełka setek poustawianych wszędzie świeczek. Łóżko nakryte było białą atłasową narzutą, a na niej rozsypane były płatki szkarłatnych róż. Poczuła jak ktoś obejmuje ją od tyłu. Matt delikatnie pocałował szyję dziewczyny. Podał jej kieliszek czerwonego, półsłodkiego wina.

– Podoba Ci się? – spytał szepcząc do jej ucha.

Odwróciła się do niego i pocałowała go w usta. Nie wiedziała co powiedzieć. Kiedy skończyli pocałunek uśmiechnął się do niej delikatnie. Miał na sobie rozpiętą czarną koszulę. Eliza zamruczała z radości i podniecenia. Przesunęła dłonią po jego odsłoniętym torsie. Matt zbliżył się do Elizy. Chwilę patrzyli sobie w oczy, aż w końcu tym razem on ją pocałował. Odwzajemniła pocałunek. Przerwali na chwilę. Eliza spojrzała na niego, oplotła ramionami jego szyję i ponownie utonęli w morzu pocałunków, szybkich i namiętnych. Pomału przesuwali się w stronę obsypanego płatkami róż łóżka, nie przestawali się całować. Po drodze zrzucili ubrania. Wziął ją na ręce i położył na atłasowej narzucie. Zobaczył przed sobą smukłe, piękne ciało. Całował dziewczynę po szyi, potem dekolcie. Rozpiął jej czarny biustonosz. Pojawiły się przed nim piękne, jędrne piersi. Zaczął je delikatnie całować. Eliza czuła się cudownie. Wypełniała ją rozkosz. Matt ssał jej sutki, delikatnie przygryzał, gładził jej ciało. Całował brzuch dziewczyny. Zaczął pieścić językiem wewnętrzną stronę jej ud. Eliza wiła się z rozkoszy. Jej ciało domagało się więcej. Ściągnął jej czarne koronkowe majteczki. Spojrzał z podziwem na wypielęgnowaną, gładko wygoloną cipkę. Nie zapomniał o najczulszych częściach jej rozgrzanego ciała. Pieścił łechtaczkę i wilgotne wargi. Lizał, ssał, kąsał, dotykał. W pewnym momencie delikatnie wszedł w jej wnętrze. Eliza wydała z siebie cichy jęk. Poczuła przyjemny dreszcz na całym ciele. Czuła ciepło i ucisk na wrażliwe miejsce w pochwie. On także czuł błogość, niesamowity, subtelny dotyk na każdym milimetrze penisa. Pasowali do siebie idealnie. Zaczął poruszać się rytmicznie, wchodził coraz mocniej i głębiej. Potem kochali się na siedząco. Matt pieścił piersi Elizy. Ich ruchy były zsynchronizowane. Dziewczyna popchnęła chłopaka na plecy. Usiadła na nim. Była teraz na górze. Zaczęła się wolno poruszać, a potem coraz szybciej i szybciej. Matt nie potrafił leżeć spokojnie, zaczął unosić biodra i wsuwać się w dziewczynę w rytm jej ruchów. W końcu ich uniesienie sięgnęło zenitu. Opadli na łóżko. Byli spoceni, zmęczeni, ale szczęśliwi. Leżeli tak koło siebie w milczeniu. Eliza była zadowolona, czuła się naprawdę cudownie. Otaczała ich delikatna woń różanych płatków. Światło świec przyjemnie rozjaśniało pokój. Po chwili odpoczynku dziewczyna obróciła się do chłopaka bokiem. Wyciągnęła rękę i pogładziła jego podbrzusze. Dotknęła jego członka. Zaczęła delikatnie drażnić jego żołądź. Czuła jak rośnie. Położyła się na Mattcie. Zaczęła ocierać swoje ciało o jego. Chłopak pieścił dłonią jej łechtaczkę. Schodziła coraz niżej i niżej. Subtelnie całowała go po podbrzuszu. Czuła i słyszała jego podniecenie. Pieściła językiem czułe miejsca. Weszła na niego niespiesznie, spokojnie. Poczuła przyjemny impuls przebiegający po jej ciele… Nie miała jeszcze dosyć. Matt też nie miał. Przetoczył się tak, że znów leżała pod nim. Wszedł w nią do samego końca. Eliza całą sobą czuła jego członek. Oplotła chłopaka nogami. Wchodził w nią głęboko, prawie się nie wysuwając. Chciał sprawić dziewczynie jak największą przyjemność. Przyspieszył ruchy dopiero gdy poczuł jak jej szparka zaciska się dookoła jego penisa. Było to niesamowite uczucie. Dziewczyna przesunęła dłońmi po jego uniesionych plecach. Pocałowała jego tors. Wreszcie doszedł kończąc w dziewczynie. Poczuła w sobie rozlewające się ciepło. Opadł na łóżko przyciągając ją do siebie.

– Kociaku… – powiedział przytulając do siebie dziewczynę.

– Tak? – spytała rozanielonym głosem.

– Kocham cię – powiedział cicho, jakby wypowiedzenie tych słów sprawiało mu dużą trudność.

Przylgnęła do niego mocniej. Nigdy wcześniej jej tego nie mówił. Wiedziała, że Matt nie należy do osób uzewnętrzniających swoje uczucia. To co jej powiedział było naprawdę wyjątkowe. W tym momencie czuła się niesamowicie szczęśliwa. Chciała coś powiedzieć, ale uciszył ją delikatnym gestem.

– Jesteś dla mnie najważniejszą istotą na świecie – kontynuował. – Wiem, że jesteśmy w cholernie dziwnej sytuacji, ale nie chcę, żebyś cierpiała. – Dziewczyna uniosła się na łokciu patrząc na niego pytająco, tysiące myśli biegało jej po głowie, bała się tego, co może za chwilę usłyszeć. – Nie chcę już, żebyś trzymała się od niego z daleka. To sprawia ci ból. Możesz z nim robić co chcesz – dodał cicho.

Eliza spodziewała się wszystkiego, ale na pewno nie tego.

– Matt, o czym ty mówisz?

Spojrzał jej w oczy.

– O Danielu. Dopóki jesteś moja to nie ma znaczenia. Po prostu nie chcę nic o tym wiedzieć.

– Matt… kocham cię, nigdy nie chciałam cię zranić… to zwyczajnie się stało, a potem nie potrafiliśmy przestać.

Uśmiechnął się do niej smutno.

– Ale jego też kochasz, prawda?

Niepewnie skinęła głową.

– Tylko, że ile razy bym nie miała wybierać, zawsze wybiorę ciebie, nie ważne co by się działo.

– Na razie to mi wystarczy – powiedział przyciągając dziewczynę z powrotem do siebie. – Nie chcę stracić ani ciebie ani Daniela, a w tej sytuacji widzę tylko takie rozwiązanie. Żeby było inaczej musiałby zniknąć z naszego życia, a tego żadne z nas nie chce, prawda?

– Kocham cię Matt – powiedziała układając wygodnie głowę na jego piersi i zamykając oczy, w głowie miała zupełny chaos.

– Ja ciebie też kociaku – odpowiedział pewnym, zdecydowanym głosem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel wszedł do swojego pokoju. Zdziwił się ujrzawszy leżącą na łóżku Elizę. Dziewczyna spała. Podszedł do niej i delikatnie okrył kocem. Obudziła się, spojrzała na niego zaspanym wzrokiem.

– O, hej! Czekałam na ciebie – uśmiechnęła się sennie do chłopaka.

– Na mnie? – spojrzał na nią pytająco.

No tak, a niby na kogo skoro była w jego pokoju? Jednak po tym jak unikała go przez kilka ostatnich dni pomysł ten wydał mu się czymś absurdalnym i nierealnym.

– Musimy porozmawiać – powiedziała cicho.

Przyjrzał jej się uważnie.

– Chyba ostatnim razem wyłożyłaś mi wszystko dostatecznie jasno…

Tak naprawdę nie chciał być niemiły, miał ochotę ją do siebie przytulić, ale bał się ponownego odrzucenia.

– Ciągle się na mnie gniewasz? – spytała smutno.

Westchnął. Usiadł na brzegu łóżka.

– Nie gniewam się i nigdy nie gniewałem. Po prostu bardzo mi ciebie brakuje… Naprawdę uważasz, że nie mogę cię chociaż od czasu do czasu przytulić?

Obrzucił dziewczynę błagalnym spojrzeniem. Uśmiechnęła się do niego nieśmiało.

– Właśnie o tym chciałam porozmawiać… Dopóki nie znajdziesz sobie jakiejś dziewczyny to możesz.

Daniel miał niedowierzający wyraz twarzy. Nie spodziewał się tego typu odpowiedzi. Eliza usiadła i przysunęła się do niego bliżej. Dotknęła dłonią jego policzka. Patrzył na nią szeroko otwartymi zielonymi oczami. Niesforna blond grzywka opadała mu na oczy. Dziewczyna odgarnęła pasmo włosów z jego czoła. Pocałowała go delikatnie. Nie wiedział jak się zachować. Tak bardzo jej pragnął! Nie chciał jednak dziewczyny do niczego zmuszać, zwłaszcza teraz, kiedy sama postanowiła się do niego zbliżyć. Usiadła mu na kolanach. Przytulił ją do siebie czułym gestem.

– Skąd ta nagła zmiana? – spytał niepewnie.

– Potrzebuję cię przy sobie, jesteś najbliższą mi osobą, nawet z Mattem nie czuję się tak dobrze jak przy tobie – przyznała szczerze dziewczyna. – Nie zrezygnuje jednak z niego dla ciebie. Za bardzo mi na nim zależy… – wbiła wzrok w swoje kolana – a on… powiedział, że nie obchodzi go co będę z tobą robiła.

Chłopak nie wiedział co powiedzieć. Przełknął ślinę i objął dziewczynę mocniej ramionami, jakby chciał ją schować przed całym światem.

– Chciałbym, żebyś była tylko moja – powiedział cicho. – Kocham cię. Gdybym miał jakikolwiek wybór, nigdy bym się tobą z nikim nie podzielił.

– Daniel… ja po prostu nie potrafię trzymać się  od ciebie z daleka.

Roześmiał się.

– Więc masz zupełnie tak samo jak ja. Czy teraz wszystko między nami będzie w porządku?

Skinęła głową i uśmiechnęła się do niego delikatnie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział IX

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tego dnia Eliza była w bardzo dobrym humorze. Dostała list informujący o przyjęciu jej na uczelnię. Planowała studia zaoczne, ale Daniel namówił ją, żeby złożyła dokumenty także na dzienne i bez problemu zakwalifikowała się z konkursu świadectw. Chłopak także się dostał, więc od października mieli studiować razem. Postanowili, że mieszkać będą tu gdzie teraz. Na uczelnię mieli, co prawda, trochę ponad godzinę drogi, to jednak dla Daniela nie stanowiło najmniejszego problemu. Dziewczyna była wniebowzięta. Wreszcie przestała się bać początku roku akademickiego.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Była piękna, słoneczna niedziela. Dzisiaj obchodzili urodziny Elizy, ponieważ we wtorek, kiedy wypadały jechała z Mattem na wycieczkę do Paryża.  Rodzina dziewczyny postanowiła urządzić leśny piknik. Ciotka Elizy rozłożyła na trawie koc, jej córki uwijały się dookoła wypakowując przygotowane jedzenie.

– Już jest! Już jest! – zaczęli krzyczeć dwaj mali chłopcy wbiegając na polanę.

Marek i Jarek byli młodszymi kuzynami Elizy. Jeden miał osiem, drugi dziesięć lat. Mieli też dwie starsze siostry, czternastoletnią Beatę i piętnastoletnią Dorotę. Wszyscy bardzo kochali swoją kuzynkę i tęsknili za nią odkąd się wyprowadziła, żeby zamieszkać z chłopakiem.

– Dobrze, możecie ją tu przyprowadzić – odezwała się z uśmiechem układająca rzeczy na kocu kobieta.

– Pomóc ci w czymś  kochanie? – spytał szczupły mężczyzna, który właśnie skończył rozstawiać grilla.

Podszedł do klęczącej na kocu żony, usiadł za nią i objął ją ramionami.

– Nie, już kończymy. – Pogłaskała go czule po policzku. – Dziewczynki macie swoje prezenty?

Obie wyszczerzyły do matki zęby w uśmiechu. Już od rana nie mogły doczekać się, kiedy dadzą je swojej przyszywanej siostrze.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Jesteś pewna, że chcesz, żebym tam był? – spytał po raz setny Matt. – To przecież twoja rodzinna uroczystość.

Dziewczyna przewróciła oczami.

– No i? Po za tym Daniel też tam będzie, może dzięki temu nie będziesz czuł się tak źle.

– Nie o to chodzi, że będę czuł się źle, tylko…

– Właśnie, co tylko? Naprawdę tak bardzo nie chcesz poznać mojej rodziny?

– Oczywiście, że chce ich poznać, nie jestem tylko pewien czy oni chcą poznać mnie…

Eliza westchnęła zrezygnowana.

– Idziesz czy nie?

– Skoro ci na tym zależy to pójdę.

Do pokoju wszedł Daniel. Miał na sobie sportową koszulkę Nike i zielone bojówki. Przez jedno ramię miał przewieszony plecak.

– Jeszcze nie gotowi? Znowu się kłócicie?

– Nie, już skończyliśmy – Matt prawie warknął.

– Świetnie – Daniel zignorował go uśmiechając się do Elizy – więc może chodźmy?

Cała trójka wyszła przed dom. Wsiedli do sportowego samochodu Daniela. Dziewczyna była w bardzo dobrym nastroju i nawet zły humor Matta nie mógł popsuć jej tego dnia. Miała na sobie błękitną, delikatną sukienkę na ramiączkach, którą dostała niedawno od Daniela. Mimo, że nie podobało jej się to, że chłopak ciągle robi jej jakieś prezenty, to jednak bardzo cieszyła się, że ją ma. Była idealna na taki gorący letni dzień, a do tego bardzo jej się podobała. Matt jak zwykle miał na sobie czarne jeansy i koszulkę. Nie był zachwycony pomysłem spędzenia popołudnia z rodziną Elizy. Do tej pory był u niej w domu może ze dwa razy i to tylko wtedy kiedy naprawdę nie miał innego wyjścia, w sytuacjach takich jak przewiezienie jej rzeczy do mieszkania. Teraz niepokoiła go perspektywa poznania jej ciotki i kuzynostwa.

Droga do lasu zabrała im jakieś pół godziny, a później kolejne piętnaście minut dojście na polanę, na której zaplanowany był piknik. Jeszcze w lesie zobaczyła Marka i Jarka, swoich młodszych kuzynów. Pomachała do nich wesoło, a oni rzucili się z piskiem z powrotem w kierunku polany. Daniel uśmiechnął się do dziewczyny i puścił pędem za nimi. Eliza stanowczo wzięła milczącego Matta za rękę i niespiesznie ruszyła ich śladem.

Kiedy doszli na polanę, Daniel stał pod drzewem, a Beata i Dorota skakały dookoła niego jak opętane.

– Przyniosłeś? – zapytała podekscytowana młodsza dziewczynka.

Coś wyjął z kieszeni i jej podał a ona chwyciła szybko i obie odbiegły na bok szepcząc o czymś między sobą. Uśmiechnięta Eliza podeszła do Daniela i we trójkę już spotkali się z ciotką Alicją i jej mężem Krzysztofem. Kobieta wstała lekko, a jej gruby brązowy, przewiązany czerwoną wstążką warkocz podskoczył na plecach jak u małej dziewczynki. Podbiegła do Elizy i uściskała ją na powitanie, potem pocałowała w policzek Daniela jakby byli starymi przyjaciółmi, a on objął ją serdecznie.

– Ciociu, to jest Matt – przedstawiła swojego chłopaka Eliza – chyba jeszcze nie mieliście okazji poznać się oficjalnie.

– Bardzo mi miło – kobieta uśmiechnęła się do niego podając mu rękę.

Uścisnął ją nieco niepewnie.

– No maleńka, dzieciaki już nie mogły się na ciebie doczekać. – Wuj Krzysztof podszedł do niej i przytulił siostrzenicę delikatnie, potem poklepał Daniela po plecach – na ciebie z jakiegoś powodu czekały jeszcze bardziej.

Kiedy witał się z Mattem obrzucił go nieco chłodnym, zdawkowym spojrzeniem, ale nic nie powiedział. Chłopak czuł się tu zupełnie nie na miejscu. Zastanawiało go też, jak często Daniel przebywał z rodziną Elizy. Zazdrość, z którą ciągle walczył, budziła się w nim na nowo.

– Prezenty! – wyrwało się podskakującemu niecierpliwie od jakiegoś czasu obok nich Jarkowi.

– Dobrze, dobrze. Usiądźmy najpierw. – Wszyscy usiedli na kocu, oprócz wuja, który wrócił pilnować grilla. – Po kolei chłopcy – zganiła ich Alicja, kiedy zaczęli przepychać się jeden koło drugiego, żeby podać Elizie swoje paczuszki. – Jarek, ty pierwszy.

Rozradowany blondynek podał dziewczynie odrobinę wygniecioną laurkę, na okładce której był wazonik pełen niebieskich kwiatów i napis „DLA ELIZY”. Kiedy otworzyła kartkę, w środku znalazła drugi obrazek. Było na nim osiem postaci, a każda miała, według pomysłu Jarka, jakąś charakteryzującą ją cechę.

– Pokaż mi kto jest kto – poprosiła dziewczyna swojego młodszego braciszka.

– Tu jesteś ty – wskazał na postać ze słoneczkiem –  to mama i tata – pokazał dalej dwie stojące przed pomarańczowym domkiem i trzymające się za ręce – tutaj jest Beatka z Dorotką – jego palec znalazł się przy dziewczynkach zbierających kwiatki – a to ja i Marek gramy z Danielem w piłkę.

Matt poczuł się jeszcze bardziej nieswojo, z powodu, że Daniel znalazł się nawet na obrazku kuzyna Elizy. Dziewczyna pocałowała blondynka w czoło.

– Jest bardzo ładny Jareczku. Dziękuję.

Chłopiec cały się rozpromienił. Później odpakowała malutkiego drewnianego konika z cepelii, prezent od Marka, książkę z opowiadaniami od Krzysztofa i długi błękitny szal od Alicji. Dziewczyna była bardzo szczęśliwa. Właściwie to niczego więcej nie pragnęła. Były tu wszystkie drogie jej osoby i pojawiły się specjalnie dla niej.

Przyszła pora na prezent od kuzynek. Dziewczynki z dumą podały jej kwieciste pudełeczko. W środku była bransoletka z czarnego rzemyka ze srebrny zapięciem, a na niej nawleczony był niebieski motylek z modeliny, Eliza natychmiast domyśliła się, że został wykonany przez Beatkę, bo dziewczynka miała do tego prawdziwy talent, srebrne serduszko ozdobione różami i misterny srebrny kwiatek. Dorota natychmiast założyła dziewczynie bransoletkę.

– To od nas i od Daniela, ale od niego prawdziwy prezent dostaniesz później, pomagałyśmy mu wybierać, będziesz zachwycona.

Wymieniły porozumiewawcze spojrzenia z Beatą.

– Aha – wtrąciła młodsza dziewczynka – bo jakbyś dostała go teraz to byś nie chciała już nigdzie jechać, bo byś wolała z prezentem zostać!

Eliza obrzuciła Daniela ponurym spojrzeniem, ale chłopak tylko wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu. Przysunął się bliżej i wyjął niebieską wstążkę ze srebrnym zapięciem na której wisiała śliczna róża z szafirowymi płatkami. Zapiął ją dziewczynie na szyi.

– A to ode mnie, żeby pasowało do bransoletki.

Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Dziewczyna była lekko poirytowana, ale mimo to nie potrafiła ukryć uśmiechu. Wiedziała, że specjalnie uknuł to z jej kuzynkami, żeby nie mogła bronić się przed przyjęciem prezentu. Wolała nie wiedzieć ile kosztował. Pocałowała Daniela w policzek.

– Dziękuję – powiedziała po prostu. – Jesteś niemożliwy.

Patrzył na nią uradowany. W ich kierunku poleciała piłka. Daniel złapał ją w locie.

– Grasz z nami? – zawołał do niego Krzysztof.

– Jasne.

Chłopak poderwał się z koca. Uradowani chłopcy machali do niego niecierpliwie.

– Matt? – zwrócił się do przyjaciela.

– Nie, dzięki, ja odpadam – odparł tamten.

Nie czuł się mile widziany przez rodzinę Elizy. Był przekonany, ze po prostu tutaj nie pasował. Daniel wzruszył ramionami i pobiegł rzucając Markowi piłkę. Alicja zabrała ze sobą córki i poszły do samochodu przynieść tort. Dziewczyna przysunęła się bliżej do Matta. Położyła mu głowę na ramieniu. Splotła swoją dłoń z jego dłonią.

– Głupio mi, że nie wziąłem ze sobą prezentu dla ciebie – powiedział cicho.

Spojrzała na niego niepewnie.

– Myślałam, że dajesz mi w prezencie tydzień w Paryżu…

– To też, ale nie tylko – uśmiechnął się do niej przekornie.

– Niedobry jesteś! Teraz będę się ciągle zastanawiała co to! – spojrzała na niego oczami kota ze Shreka.

– Zobaczysz w domu – pocałował ją delikatnie. – Często bywałaś z Danielem u rodziny?

– Właściwie to tak, chodził ze mną prawie za każdym razem kiedy ich odwiedzałam. Ty nigdy nie chciałeś – spojrzała na niego z wyrzutem.

Wzruszył ramionami.

– To teraz mam za swoje.

– Jak to? – nie zrozumiała dziewczyna, ale nie zdążył jej odpowiedzieć bo wróciła Alicja i dziewczynki z pokrytym bitą śmietaną tortem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt wracał ze spaceru, poszedł się przejść by choć trochę odgrodzić się od świetnie bawiącej się na pikniku rodziny. Usłyszał jakieś przyciszone głosy. Zatrzymał się przy drzewie, nie chciał przeszkadzać.

– Nie zaczynaj znowu, to jej decyzja nie twoja! Po za tym nic nie wiesz o tym chłopaku, czemu od razu go przekreślasz? – powiedziała gniewnie przyciszonym głosem Alicja.

– Sama też bardzo lubisz Daniela – odparował jej mąż – nie uważasz, że byłby dla niej lepszy?

– To co ja uważam nie ma najmniejszego znaczenia – powiedziała cicho ciocia Elizy, nie zaprzeczając słowom męża. – Ważne jest to czego ona chce. To jej własne wybory.

– Ale…

– Żadnego „ale” Krzysztofie, nie będę jej do niczego namawiała i ty też nie powinieneś.

Ręce Matta same zacisnęły się w pięści. Zdecydowanie będzie musiał coś z tym zrobić. Zazdrość o przyjaciela i kłębiące się w nim przekonanie, ze tamci mają rację były dla niego nie do zniesienia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział X

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rano, czternastego sierpnia, Daniel podwiózł Elizę i Matta na lotnisko. Aż skręcało go w środku na myśl, że będą przez tydzień sami w najbardziej romantycznym mieście Europy, ale na zewnątrz starał się uśmiechać i tylko życzył im udanej podróży. Poprzedniego wieczora odciągnął Matta na bok wciskając mu swoją Visę, żeby mógł kupić Elizie, na co tylko dziewczyna będzie miała ochotę. Matt przyjął kartę tylko ze względu na nią. Obydwoje chcieli, żeby miała wspaniałe wakacje. Była to jedna z nielicznych rzeczy co do których zgadzali się w stu procentach.

W Paryżu zwiedzili katedrę Notre Dame, wyspę La Cite i muzeum w Luwrze. Widzieli również centrum Pompidou, dzielnicę Montmartre i La Defense. Podziwiali panoramę miasta z wieży Eiffla. Matt zabrał Elizę również do Parku Asterixa, czym dziewczyna była naprawdę zachwycona. Jedli kasztany, pili szampana i bawili się naprawdę znakomicie. Mieszkali w trzy gwiazdkowym hotelu ze śniadaniem kontynentalnym, na które składały się głównie owoce i różnego rodzaju płatki, czym dziewczyna poczuła się naprawdę zaskoczona. Najbardziej jednak zdziwiło ją to, że chłopak wręcz namawia ją do różnego rodzaju zakupów.

– Matt to jest drogie, nie jestem pewna czy nas na to stać… – powiedziała cicho przymierzając delikatną białą sukienkę w czarne kwiaty.

– To nie mój pomysł – uśmiechnął się do niej. – Daniel uparł się, że mam cię ubrać w Paryżu, a ja jestem za. Wyglądasz w tym naprawdę ślicznie.

No tak Daniel … Sama mogła się tego domyślić. Pokręciła głową skonsternowana.

– Obydwoje jesteście niemożliwi!

– Ale sukienkę bierzemy, prawda?

Uśmiechnął się do niej łobuzersko. Westchnęła zrezygnowana i zniknęła na powrót w przymierzalni.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Było późne popołudnie. Matt i Eliza szli Avenue Montaigne oglądając bajeczne sklepowe wystawy. Dziewczyna czuła się tu odrobinę nie na miejscu w niebieskich jeansach i szarym topie z wieżą Eiffla i napisem „I love Paris”, ale mimo to bawiła się świetnie oglądając świat mody i płynącą rzekę przeróżnych turystów.

– Chcesz gdzieś wejść? – spytał chłopak widząc jej zachwycone spojrzenie.

– Nie, raczej nie widzę sensu, we wchodzeniu do sklepów w których mnie na nic nie stać – uśmiechnęła się do niego wesoło.

– Kto powiedział, że nie stać? – spojrzał na nią przekornie.

– Daj spokój, Daniel i tak już postawił na swoim. Jak na mój gust starczy.

– Skoro tak uważasz. Jestem głodny, myślisz, że wypada w Paryżu jeść włoską kuchnię? –spytał wskazując szyld po drugiej stronie ulicy z napisem Pizza Del Arte.

– Jasne czemu nie? Dobra pizza nigdy nie jest zła.

Weszli do eleganckiej pizzerii, usiedli i złożyli zamówienie.

– Poczekaj, zaraz przyjdę – powiedział Matt wstając od stolika.

Dziewczyna skinęła głową. Wyjęła telefon i wysłała Danielowi mmsa z sobą na tle szklanej piramidy i Luwr, co już dawno chciała zrobić. Matt nie kazał na siebie długo czekać, a wkrótce po nim pojawiła się pizza. Chłopak usiadł i wyciągnął z plecaka reklamówkę, podał ja Elizie.

– To dla odmiany tylko ode mnie – uśmiechnął się do niej przysuwając bliżej do dziewczyny.

Rozpakowała długi niebieski szal, któremu z żalem przyglądała się tego dnia na wystawie, była pewna, że nie zauważył.

– Matt – powiedziała cicho wyrażając tym cały swój zachwyt i wzruszenie, oplotła ramionami szyję chłopaka wtulając się w niego całą sobą.

– Czyli miałem rację, że ci się spodobał? – uśmiechnął się do niej przekornie.

– Jest cudowny – dziewczyna promieniała – dziękuję.

Przytulił ją do siebie delikatnie.

– Jest jeszcze druga – powiedział wskazując mniejszą reklamówkę w środku tamtej – ale może tej nie wyjmuj na wierzch.

Roześmiała się wesoło i zajrzała do środka. Znalazła tam koronkowe czarne majteczki i taki sam czarny stanik. Z zadowoleniem zamruczała chłopakowi do ucha. Zabrali się do jedzenia stygnącej już pizzy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Cudowny, romantyczny tydzień dobiegł końca zdecydowanie zbyt szybko. Eliza i Matt wrócili do domu. Daniel przez cały tydzień żył jak we śnie zadręczając się ciągle tym, że dziewczyna jest w towarzystwie jego przyjaciela, a nie z nim. Nie potrafił nic poradzić na zalewające go fale zazdrości. Zastanawiał się, jak Matt sobie z tym radzi. Czekał na nich na lotnisku. Kiedy uradowana Eliza rzuciła mu się na szyję, zobaczył przelotny grymas bólu na twarzy przyjaciela. Zdał sobie wtedy sprawę, że Matt nie radzi sobie z tą sytuacją ani odrobinę lepiej od niego samego. Wiedział, że prędzej czy później coś będą musieli z tym zrobić i cholernie bał się, że to właśnie on zostanie sam. Póki co postanowił jednak cieszyć się tym, co ma. Przywitał się z Mattem i zabrał obydwoje na pizzę. Bawili się tak, jakby nic złego się nigdy między nimi nie wydarzyło.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wieczorem szykowała się impreza z okazji urodzin Elizy. Dziewczyna nie miała specjalnie wielu znajomych, a do grona przyjaciół zaliczała jedynie Daniela i Matta. Obydwaj się jednak uparli, że powinna mieć swoje przyjęcie. Gości zaprosili na ognisko do domu Majkela, menadżera zespołu Matta, który jak zwykle nie miał nic przeciwko dobrej imprezie.

Eliza była odrobinę zdziwiona kiedy okazało się, że zna prawie wszystkich gości. Był oczywiście Majkel z jak zwykle nową dziewczyną, Seth, którego zdążyła polubić za jego szczery i przyjazny charakter oraz Ren, tym razem z zielonym irokezem, za którym niespecjalnie przepadała, ale nie miała nic przeciwko niemu. Na imprezie pojawiła się też Jasmin, przyjaciółka Setha, którą Eliza naprawdę zdążyła polubić, dziewczyna była tak miłą i przyjazną osobą, że po prostu nie dało się inaczej. Bardzo ucieszyła się na widok pulchniutkiej gadatliwej Basi, którą poznała u Matta w pracy oraz jej przyjaciela Damiana, obydwoje byli kucharzami w klubie Propaganda. Zdziwił ją jednak widok Seleny, nie była pewna na jakiej podstawie Matt ją zaprosił. Dziewczyna wyglądała jednak jakoś inaczej niż zwykle. Z trudem można było rozpoznać w niej boginię z Panteonu tancerek z klubu. Ubrana była w zwiewną, delikatną białą sukienkę, na nogach miała zwyczajne japonki, brązowe włosy luźno opadały jej na ramiona, na twarzy miała jedynie delikatny, podkreślający migdałowe oczy makijaż. Eliza stwierdziła, że teraz tamta wygląda naprawdę pięknie.

– Co ona tu robi? – spytała cicho Matta.

– Chciała cię przeprosić i pogodzić się z tobą – skłamał gładko chłopak – nie gniewasz się, że ją tu zaprosiłem?

– Ech, właściwie to nie, jestem tym po prostu bardzo zaskoczona…

– Chyba przestałaś być o nią zazdrosna, prawda?

Eliza uśmiechnęła się do niego smutno.

– Po tym co się stało raczej nie mam prawa być o cokolwiek zazdrosna.

– Nie kociaku – zaprzeczył chłopak – cokolwiek by się nie stało, nie masz powodu do bycia zazdrosną, prawo zawsze masz.

Przytuliła się do niego mocno.

– Kocham cię – powiedziała cicho.

– Ja ciebie też – odpowiedział bez wahania, delikatnie oplatając ją ramionami.

Ognisko należało do wyjątkowo udanych. Wszyscy się na nim dobrze bawili. Właściwie to prawie wszyscy. Daniel stał z boku, pochmurnym spojrzeniem omiatając otoczenie. Dla niego jedynym powodem do radości był fakt, że za dwa dni zabierze Elizę do swojego domu i tam spędzą resztę wakacji. Przynajmniej przez tydzień będzie miał dziewczynę tylko dla siebie. Niestety po tygodniu, kiedy wyjadą jego rodzice dołączy do nich Matt. Smuciło go, że właściwie to Eliza nie chciała jechać i zgodziła się jedynie za namową Matta, który twierdził, że przesz tydzień jakoś sobie sam poradzi. Daniela zastanawiało co kierowało jego przyjacielem, że nie tylko zgodził się na ich wspólny wyjazd, ale jeszcze namawiał na niego dziewczynę. Miał w stosunku do przyjaciela bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony znali się od wielu lat i zawsze mogli na sobie polegać, a po za tym to przecież nie była jego wina, że Daniel zakochał się w jego dziewczynie na dodatek z wzajemnością… z drugiej jednak chłopak był cholernie zazdrosny o Elizę, jego największym pragnieniem było, żeby dziewczyna olała Matta i była tylko jego. Cały czas gorączkowo myślał jak do takiej sytuacji doprowadzić. Nie mógł uwierzyć, kiedy dowiedział się, że przyjaciel godzi się na coś w rodzaju trójkąta. On sam, gdyby miał jakikolwiek wybór, nigdy by na taką sytuacje nie przystał. Było to jednak lepsze, od zupełnego braku dziewczyny. Była dla niego jak narkotyk, potrzebował jej, czuł się od niej uzależniony. Z zadumy wyrwał go dziewczęcy głos.

– Hej, nudzisz się? – spytała delikatnym, słodkim głosem.

– Właściwie to nie – odparł jak zwykle arogancko – rozmyślam.

Dziewczyny to jednak w najmniejszym stopniu nie zraziło.

– Jesteś Daniel prawda? – chłopak skinął głową odrobinę zaskoczony, nie przypominał sobie, żeby widział ją kiedykolwiek wcześniej. Był przekonany, że po prostu przyszła z kimś do towarzystwa. – Ja nazywam się Maja Brun, ale wszyscy mówią na mnie Selena.

Tym razem spojrzał na nią z odrobinę większym zainteresowaniem. Można powiedzieć, że to właściwie dzięki niej cokolwiek zaczęło się dziać między nim, a Elizą. Nie poznał jej, ponieważ osoba z którą kojarzył ten pseudonim jego zdaniem nosiła się jak ekskluzywna dziwka, a ta dziewczyna wyglądała na całkiem miłą i zupełnie zwyczajną.

– W takim razie miło cię poznać Maju – uśmiechnął się do niej siląc się na beztroskę. Zaczynał być ciekawy co dziewczyna ma mu do powiedzenia.

– Właściwie to mam do ciebie prośbę – powiedziała skromnie spuszczając wzrok.

– Więc słucham – zachęcił ją coraz bardziej zaciekawi chłopak.

– Widzisz, ja naprawdę bardzo lubię Elizę i zachowałam się bardzo nieładnie wobec niej… słyszałam, że się z nią przyjaźnisz… chciałabym ją przeprosić… miałam nadzieję, że może mi w tym pomożesz… nie jestem pewna czy w ogóle będzie chciała z mną rozmawiać… – mówiąc to dziewczyna przez cały czas patrzyła w swoje buty.

– Uh, jasne, czemu nie – odpowiedział odrobinę zmieszany, co jak co, ale tego na pewno się po niej nie spodziewał.

Razem poszli poszukać Elizy. Daniel przeprosił grzecznie Setha z którym właśnie rozmawiała i zabrał ją kawałek dalej, do ustronnej, zarośniętej krzewami pnącej róży altanki. Kiedy weszli do środka, Selena wstała z ławki i nieśmiało stanęła obok chłopaka.

– Cześć – zaczęła nieśmiało – wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

– Dzięki – odpowiedziała dosyć chłodno Eliza. – Coś jeszcze? Chcę wracać do reszty.

– Daj spokój – wtrącił się Daniel – ona tylko chciała cię przeprosić.

Dziewczyna spojrzała na niego niedowierzająco. Nie zdziwiła się słysząc te słowa od Matta, ale w ustach Daniela brzmiały dość niespodziewanie.

– Wiesz, zazwyczaj wygląda na bardziej rozgadaną, nie sądzę, żeby do przeprosin potrzebowała adwokata.

Eliza rzuciła mu wyzywające spojrzenie. Chłopak spojrzał na nią twardo.

– Masz rację – wtrąciła się szybko Selena, ostatnie czego potrzebowała to kłótnia między nimi, zwłaszcza teraz, kiedy wyglądało na to, że przedstawiony przez Matta plan przyniesie jednak jakieś efekty – to sprawa między nami. Przepraszam cię – powiedziała cicho, patrząc dziewczynie w oczy. – Nigdy nie powinnam przystawiać się do twojego chłopaka. Naprawdę bardzo go lubię, ale teraz on nawet nie chce, żebym była jego przyjaciółką. Mam nadzieję, że chociaż ty dasz mi jeszcze jedną szansę.

Dziewczyna spojrzała na nią badawczo. Wzruszyła ramionami. Nie była pewna co naprawdę powoduje Seleną, ale Matt najwyraźniej jej ufał skoro przyprowadził ją tutaj.

– Jasne, było minęło – odparła z odrobinę wymuszonym uśmiechem. – Teraz jeżeli pozwolicie wrócę do Setha… przerwaliście nam w połowie zdania.

Daniel popatrzył z żalem na odchodzącą dziewczynę.

– Dziękuję – powiedziała cicho Selena.

– Nie ma za co – uśmiechnął się do niej, tym razem naprawdę szczerze – pewnie wszystko jakoś się ułoży. Zawsze tak jest.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XI

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel zabrał Elizę do swoich rodziców na wieś. Mieszkali w dużej nowoczesnej willi z olbrzymim terenem wokół, który ciężko byłoby określić mianem ogrodu. Matt miał dołączyć do nich tydzień później, kiedy rodzice Daniela pojadą na Cypr. Z jakiegoś powodu nie trawili chłopaka, dlatego nie mógł przyjechać razem z nimi. Uważali, że ma na ich syna zły wpływ. Eliza nie chciała go zostawiać, ale w końcu dała się im obydwu namówić na przyjazd tu tylko z Danielem.

Chłopak wjechał przez bramę i zaparkował samochód na podjeździe. Eliza rozglądała się zaciekawiona. Nigdy jeszcze nie była w takim miejscu. Z daleka widziała korty tenisowe i spory odkryty basen. Przed domem był staw z tak przejrzystą wodą, że pod powierzchnią było widać małe pomarańczowe rybki. Na ogrodzonej łące pasło się niewielkie stado różnego umaszczenia koni. Daniel podchwycił jej spojrzenie.

– To hobby ojca, skupuje konie z rzeźni, kilka też dostał za długi. Jeżeli będziesz chciała to później możemy pojeździć.

Eliza uśmiechnęła się wesoło. Uwielbiała jeździć konno, a ponieważ był to dość drogi sport, rzadko ku temu miała okazję. Chłopak wyjął ich bagaże i poprowadził dziewczynę w stronę domu. W drzwiach powitała ich starsza, pulchna kobieta. Miała na sobie fartuszek w kwiaty. Uściskała Daniela na powitanie, potem uściskała też Elizę.

– Jak dobrze cię widzieć! A do tego w towarzystwie takiej ładnej i miłej dziewczyny – przywitała ich wylewnie kobieta – chodź kochanie, nie stój tak w progu – zwróciła się do Elizy.

– To Pani Janeczka, nasza gosposia – przedstawił ją Daniel – jest członkiem rodziny.

– Miło mi Panią poznać – uśmiechnęła się szczerze dziewczyna.

– Twoi rodzice wrócą późno w nocy, Aleksandra nocuje u koleżanki, macie więc trochę czasu dla siebie. Rozpakujcie się, odpocznijcie, a ja niedługo podam obiad.

Daniel zaprowadził dziewczynę schodami na górę. Weszli na drugie piętro.

– Nie masz nic przeciwko spaniu w moim pokoju? – wyszczerzył się do niej w uśmiechu.

Otworzył drzwi i wpuścił ją do środka. Znaleźli się w przestronnym pomieszczeniu. Na środku stała skórzana kanapa, na jednej ze ścian wisiał plazmowy telewizor. W rogu stał stolik i dwa duże miękkie fotele. Pod oknem był stół bilardowy. Daniel wziął dziewczynę za rękę i poprowadził dalej. Weszli do drugiego pokoju. Był mniejszy, cały wyłożony drewnem. Pod ścianą stało biurko, a przy nim szafa, na środku natomiast znajdowało się wielkie mahoniowe łóżko.

– Trochę tu pusto, bo wszystkie rzeczy mam w naszych mieszkaniu – uśmiechnął się do niej chłopak.

Otworzył kolejne drzwi pokazując jej ładnie urządzoną łazienkę, z dużą wanną na środku pomieszczenia i prysznicem w rogu. Kiedy zaglądała do środka stanął za nią oplatając dziewczynę ramionami. Pocałował ją w szyję. Wsunął dłonie pod jej koszulkę i zaczął gładzić brzuch dziewczyny. Potem przesunął ręce na jej piersi. Oparła się na nim wygodnie, sięgając ręką do tyłu i głaszcząc jego bok.

– Mmm, tego mi brakowało – mruknął. Odwrócił ją do siebie i pocałował w usta. – masz ochotę na kąpiel?

– Może w wannie? – zasugerowała nieśmiało.

– Tak, wanna to cudowny pomysł.

Wszedł do łazienki i odkręcił wodę. Zaczął powoli rozbierać dziewczynę.

– O, to coś nowego, nie widziałem tego jeszcze – powiedział odsłaniając czarny koronkowy stanik i tego samego typu mocno wcięte majteczki.

– Matt mi kupił w Paryżu – dziewczyna zarumieniła się uroczo.

Ręka na ciele dziewczyny zatrzymała się na chwilę, chłopak zesztywniał, ale otrząsnął się szybko i wrócił do gładzenia jej brzucha.

– Ładne – mruknął – ale myślę, że lepiej prezentowałyby się na podłodze.

Wsunął dłonie pod materiał i delikatnie zdjął majteczki z dziewczyny. Potem rozpiął jej stanik i dorzucił na rosnącą stertę ubrań. Szybko pozbył się tego co miał na sobie. Wziął dziewczynę za rękę i razem weszli do wanny. Była naprawdę duża. Eliza, gdyby chciała, mogłaby się po prostu położyć na dnie.

Daniel usiadł opierając się o brzeg, a dziewczynę posadził plecami do siebie, tak, że przytulała się do niego a on otaczał ją nogami. Poczuła na plecach jego sztywny członek. Siedzieli głęboko zanurzeni w ciepłej, przyjemnej wodzie. Objął ją ramionami i położył dłonie na jej piersiach. Zaczął je ściskać delikatnie unosząc do góry, potem między palcami pieścił jej sutki. Dziewczyna otarła się o niego coraz bardziej podniecona. Przesunął językiem po jej karku. Leciutko przygryzł płatek jej ucha. Przeszył ją przyjemny dreszcz. Jego ręka powędrowała niżej po jej brzuchu, na uda, a potem między nogi dziewczyny. Odchyliła głowę opierając się o niego mocniej. Przesuwał dłonią po cipce dziewczyny, potem wsunął w nią palec. Drugą rękę ciągle trzymał na jej piersi. Niezbyt mocno ścisnął sutek dziewczyny.

– Na co masz ochotę? – zamruczał jej do ucha.

– Wejdź we mnie – powiedziała cicho, w tym momencie cholernie go pragnęła.

Z nim było zupełnie inaczej niż z Mattem, który zawsze był władczy i stanowczy. Przy Danielu czuła się znacznie pewniej, nawet jeżeli to on przejmował inicjatywę.

– Ale tak w wannie? – droczył się z nią chłopak nie przestając pieścić jej szparki.

– Daniel! – jęknęła.

– No dobrze, możemy to zrobić tutaj – wyszczerzył się do niej w uśmiechu.

Eliza odwróciła się do niego przodem. Oparła się plecami o przeciwległy brzeg wanny. Chłopak uklęknął, pochylił się i pocałował ją namiętnie wsuwając swój język do jej ust i splatając go z językiem dziewczyny. Uniosła nogi rozsuwając je i opierając na brzegach wanny. Ostatni raz musnął jej krocze palcami, po czym wsunął w nią swój od dawna już sztywny członek. Poruszał się w niej powoli delikatnie mącąc wodę. Dziewczyna przesunęła paznokciami po jego plecach.

-Mmmm – wydał z siebie zadowolony pomruk.

Uniosła biodra w górę i zaczęła poruszać się razem z nim.

– O tak, jak ja za tym tęskniłem.

Przyspieszył nieznacznie wchodząc w nią coraz mocniejszymi pchnięciami. Eliza przesunęła dłońmi po jego umięśnionych ramionach. Uniosła się jeszcze wyżej zaciskając mięśnie na jego członku. Gwałtownie wciągnął powietrze. Dziewczyna poczuła satysfakcję, zrobiła to jeszcze raz. Uśmiechnęła się drapieżnie wplatając palce w jego włosy. Zaczął poruszać się jeszcze szybciej. Poczuła, że niedługo skończy.

– Nie przestawaj – jęknęła.

Chłopak znowu przyspieszył, woda wychlapywała się z wanny na podłogę. Elizę przeszył przyjemny dreszcz. Jej cipka zaczęła pulsować zaciskając się na członku Daniela. Wyszedł z niej gwałtownie kończąc do wody. Oddychał bardzo szybko. Spojrzał z zadowoleniem na dziewczynę. Wierzchem dłoni dotknął jej policzka.

– Jesteś taka piękna – powiedział z uczuciem – kocham cię.

– Ja ciebie też – uśmiechnęła się do niego delikatnie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel zaprowadził Elizę do stajni. Dziewczyna poczuła się tam absolutnie szczęśliwa. Spodobał jej się zwłaszcza pięknie umaszczony srokaty wałach. Według tabliczki miał na imię Dallas.

– Ładny, prawda? – odezwał się do niej wysoki chłopak o ciemnej karnacji i krótko ściętych kasztanowych włosach. Stał tuż za nią. Była tak zafascynowana koniem, że nie zauważyła kiedy przyszedł. – Przed kontuzją biodra chodził WKKW, teraz nie nadaje się do skoków, ale dalej pięknie galopuje, jest też całkiem niezły na czworoboku. – Uśmiechnął się do niej promiennie.

– Piękny – przyznała mu rację, nie wiedziała kim jest, ale spodobało jej się w jaki sposób mówi o koniach.

– O, Adam! Tutaj jesteś – zwrócił się do niego Daniel, który właśnie wszedł do stajni. – Osiodłaj dla nas Denvera i Szarotkę.

– Dobrze, proszę pana – odpowiedział chłopak, którego mina natychmiast zrzedła na widok Daniela.

Eliza zastanawiała się, czemu mówi do niego „per” pan. Wyglądali raczej na rówieśników.

– Pomogę ci – zaoferowała się natychmiast dziewczyna.

– Nie musisz – odpowiedział za niego Daniel – to jego praca, za to mu płacą. – W jego głosie słychać było nutkę pogardy.

– Może i nie muszę, ale chcę. Lubię to robić – odgryzła mu się natychmiast.

Nie wiedziała co jest między nimi, ale nie zamierzała w tym uczestniczyć. Daniel tylko wzruszył ramionami.

– Jak sobie chcesz – oznajmił odrobinę obrażony, po czym wyszedł na zewnątrz.

– Jest pani jego gościem? – Bardziej stwierdził niż zapytał Adam. W jego głosie słychać było cień zawodu.

– Tak, zaprosił mnie na wakacje. Na imię mam Eliza – uśmiechnęła się do niego przyjaźnie – a per „pani” tytułować będziesz mnie mógł za jakieś dziesięć lat. To mnie postarza – jęknęła ostentacyjnie.

Na jego twarz powrócił uśmiech.

– Nie jesteś taka jak oni – stwierdził.

– Jacy oni?

– Nie ważne. To co, zabieramy się za te konie?

– Z miłą chęcią – uśmiechnęła się do niego wesoło.

Poszli do siodlarni po szczotki. Zabrali ze sobą siodła, czapraki i tranzelki. Eliza poczuła się mile zaskoczona widząc przy nich delikatne, przyjemne dla koni wędzidła. Po kwadransie wyszli na dwór prowadząc ze sobą olbrzymiego karego ogiera i smukłą siwą klacz. Daniel chwycił wodze Denvera i z gracją wskoczył na siodło. Był wyraźnie niezadowolony. Eliza postanowiła się tym nie przejmować.

– Podsadzisz mnie? – poprosiła Adama, sama nie miała takiej wprawy jak Daniel.

– Jasne – chłopak pomógł jej wsiąść na konia.

– Dzięki.

Usadowiła się wygodnie i podjechała do Daniela.

– To gdzie jedziemy?

– Poradzisz sobie w terenie? – spytał. – Szarotka jest spokojna.

– Nie jeżdżę najlepiej, ale aż tak źle ze mną nie jest- uśmiechnęła się do niego.

Kiedy oddalili się od stajni i Adama chłopakowi wrócił dobry humor. Klacz szła miękko i płynnie. Eliza czuła się cudownie, zwłaszcza, kiedy galopowali po zielonej łące.

– Tutaj się zatrzymamy – stwierdził Daniel, kiedy znaleźli się nad niewielkim, urokliwym jeziorkiem.

Wyciągnął z plecaka powróz i uwiązał konie przy brzegu. Rozluźnił ich popręgi.

Więc jednak sam też umie coś zrobić, przyszła Elizie do głowy złośliwa myśl, szybko jednak wygnała ją stamtąd, ciesząc się przyjemnym popołudniem i urokiem tego miejsca.

Chłopak rozłożył koc i podał jej puszkę Redd’sa. Uśmiechnął się do niej szelmowsko. Usiedli na kocu wpatrując się w zachodzące nad jeziorem słońce. Dziewczyna położyła głowę na ramieniu Daniela. Przyciągnął ją do siebie. Milczeli przez dłuższą chwilę.

– Chciałbym, żeby tak było zawsze – powiedział w końcu chłopak. – Bez Matta, bez moich wkurzających rodziców, bez całej reszty świata, tylko my.

Eliza delikatnie dotknęła jego policzka.

– Szybko byś się mną znudził – uśmiechnęła się do niego.

– Tobą nie da się znudzić – stwierdził z przekonaniem.

Pocałował ją w usta. Dziewczyna odstawiła swoje piwo. Objęła ramionami jego szyję, odwzajemniając namiętny pocałunek.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Czy mogę w czymś pani pomóc, Pani Janeczko? – spytała Eliza wchodząc do kuchni.

Nudziła się, Daniel ćwiczył na siłowni, a ona lubiła się czuć potrzebna.

– Jakie dobre z ciebie dziecko – gospodyni uśmiechnęła się do niej ciepło. – Jeżeli chcesz pomóc to tam stoi koszyk. Zanieś go temu chłopakowi ze stajni. Jeszcze nie jadł dzisiaj obiadu.

– Dobrze, chętnie zaniosę.

Eliza wzięła koszyk i poszła odwiedzić Adama.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Dziewczyna znalazła Adama w stajni. Siedział w pustym boksie, wygodnie oparty o kamienną ścianę i czytał książkę.

– „Wspomnienia z domu umarłych” – przeczytała na głos okładkę. Dopiero wtedy ją zauważył. – Widzę, że czytasz Dostojewskiego. Ambitna lektura.

Uśmiechnął się do niej podnosząc wzrok znad książki.

– Średnio przyjemna w każdym razie, ale takie rzeczy też trzeba znać.

– Przyniosłam ci obiad – pokazała mu koszyk.

– O, super. Jestem głodny jak wilk. – Wziął od niej koszyk. – Wejdziesz do mnie? – zapytał niezbyt pewnie.

– Jeżeli nie będę ci przeszkadzała – odpowiedziała nieśmiało.

Zaprowadził ją do niewielkiego pokoju gościnnego nad stajnią. Był schludny, czysty i bardzo przyjemny. Postawił koszyk na stoliku.

– Witam w moich skromnych progach – uśmiechnął się do niej.

W pokoju znajdowało się wąskie łóżko, szafa oraz kilka zastawionych książkami półek. Pod oknem stał drewniany stolik i dwa krzesełka. Eliza zajęła jedno z nich.

– Co się stało Dallasowi? – nie bardzo wiedziała jak zacząć rozmowę, a ten temat i tak ją interesował.

Chłopaka najwyraźniej też, bo natychmiast zaczął opowiadać podnieconym głosem.

– Nadwyrężył mięśnie podczas krosu, weterynarze nie dawali mu nadziei, ledwo chodził. Pan Maes senior odkupił go od właścicieli, którzy chcieli go uśpić. No i jak widać miał rację, bo Dallas doszedł do siebie. Musisz kiedyś na niego wsiąść, on po prostu pływa w powietrzu – rozmarzył się Adam.

– Bardzo chętnie – powiedziała entuzjastycznie dziewczyna – jest wspaniały, po za tym wydał mi się całkiem przyjazny.

– Acha, to koń marzenie, zero problemów wychowawczych – wyszczerzył się do niej w uśmiechu. – Jeżeli masz ochotę możesz jutro rano ze mną pojechać w teren. Mam do jeżdżenia cztery konie. Z tobą byłoby dwa razy szybciej.

Eliza cała się rozpromieniła. Uwielbiała jeździć konno.

– Bardzo chętnie. O której?

– Koło ósmej.

– Dobrze będę.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu. Adam przeżuwał swój obiad. Najwyraźniej coś go dręczyło.

– Co ty w ogóle tu robisz – wypalił wreszcie. – Nie zrozum mnie źle, ale zupełnie tutaj nie pasujesz, zwłaszcza do Daniela i jego przyjaciół.

– Hmm? Dlaczego do nich nie pasuję? – nie zrozumiała dziewczyna.

Chłopak westchnął.

– To banda nadętych snobów. Ty taka nie jesteś.

– Mylisz się co do Daniela, on jest zupełnie inny niż myślisz – powiedziała twardo – a jego przyjaciół nie zdarzyło mi się poznać.

– W takim razie pewnie znamy dwie różne osoby – powiedział wlepiając wzrok w swojego kurczaka.

– A ty? Dlaczego tutaj pracujesz?

– Dwa lata temu pokłóciłem się z ojcem, to było jedyne miejsce, do którego mogłem uciec… mieszkanie, wyżywienie… no i pracy nie wyobrażam sobie innej niż przy koniach.

Elizę zdziwiło tak szczere wyznanie. Coraz bardziej ciekawiło ją co zaszło między nim a Danielem. Może pożarli się o jakąś dziewczynę? W końcu pożegnała się z chłopakiem i wyszła, obiecując, że rano spotkają się w stajni.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Gdzie byłaś? – warknął na nią Daniel, który czekał na dziewczynę przed domem.

– Nie twoja sprawa – odcięła się natychmiast reagując na jego gniewny ton.

– Właśnie, że moja. Wszędzie cię szukałem.

– Najwyraźniej nie wystarczająco dokładnie, skoro mnie nie znalazłeś.

Weszła do domu zamykając za sobą drzwi. Była wściekła. Zaczynała sądzić, że to ona myliła się co do chłopaka, a Adam miał rację. W ogóle go nie poznawała. Dogonił ją zanim weszła do pokoju. Chwycił dziewczynę za ramię.

– Eliza, przepraszam… martwiłem się o ciebie.

Uśmiechnęła się do niego.

– Przecież się nie zgubię, ten teren jest ogrodzony.

Roześmiał się. Przyciągnął ją do siebie i otoczył ramionami. Wtuliła się w niego ufnie. Między nimi znów wszystko było w porządku. Odegnała nieprzyjemne myśli. Zamknęła oczy. Tak było dobrze.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Mam coś dla ciebie – uśmiechnął się do dziewczyny Daniel.

Spojrzała na niego odrobinę niechętnym wzrokiem.

– Tyle razy ci mówiłam…

– Poczekaj zanim zaczniesz protestować – uśmiechnął się do niej.

Wręczył dziewczynie reklamówkę. Były w niej bryczesy, toczek i czapsy.

– To stary komplet Oli, chętnie kupiłbym ci nowe, ale wiedziałem, że byś się na mnie pogniewała.

Zarzuciła mu ręce na szyję, całując go w usta.

– Super, dziękuję.

Przytulił ją do siebie.

– Nie ma za co.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza rano zjawiła się w stajni. Adam już tam był.

– Cześć – uśmiechnęła się do niego wesoło.

– O, jesteś – wyglądał na odrobinę zdziwionego, ale jednocześnie bardzo zadowolonego. – Twój chłopak pozwolił ci przyjść?

– Daniel śpi i nie pytałam go o zdanie, po za tym nie do końca jest moim chłopakiem.

Spojrzał na nią dziwnie, ale nie skomentował tego stwierdzenia.

– Dobrze, osiodłaj Dallasa, jak wrócimy weźmiesz Beltaine, ja pojadę na Jokerze, a później wezmę Denvera.

– Super – jak zwykle przy koniach była niesamowicie podniecona i szczęśliwa.

Osiodłała wierzchowca i wyprowadziła przed stajnię. Dallas był ślicznym wałachem w biało – brązowe łatki. Dosiadła go z prawdziwą przyjemnością. Kiedy dołączył do niej Adam pojechali do lasu. W niczym nie przypominało to łatwego spaceru z danielem. Galopowali, przedzierali się przez krzaki i rowy. Eliza była wykończona i niebotycznie szczęśliwa.

– Co on tu robi? – syknął Adam kiedy dwie godziny później wracali do stajni.

– Nie mam pojęcia – odpowiedziała szczerze, zobaczywszy siedzącego na ławce przed stajnią Daniela.

– Tak myślałem, że cię tu znajdę – stwierdził, kiedy podjechali bliżej. – Skończyłaś?

– Nie, pomagam Adamowi. Bierzemy jeszcze dwa konie.

– Jakie? – zainteresował się Daniel.

– Denvera i Beltaine – odparł tamten niechętnie.

– Świetnie, pojadę zamiast ciebie, zrobisz sobie przerwę.

Eliza obrzuciła go pytającym spojrzeniem. Adam wyglądał na wkurzonego.

– Dobrze, proszę pana – odpowiedział tylko i poszedł siodłać Denvera.

Teren z Danielem wyglądał zupełnie inaczej, a po wycieczce z Adamem jeżdżenie po drogach i łąkach Elizie wydawało się odrobinę nudne, nie narzekała jednak ciesząc się z towarzystwa chłopaka. Odrobinę tylko żałowała, że ominęło ją to, co mógł jej pokazać Adam.

– Dzisiaj wieczorem będzie ognisko, poznasz moich znajomych – odezwał się po dłuższej chwili milczenia Daniel.

Najwyraźniej przestał już być na nią obrażony. Jakoś nie potrafił się długo na dziewczynę gniewać.

– Fajnie – uśmiechnęła się do niego z entuzjazmem. – Uwielbiam picie przy ognisku.

Roześmiał się już zupełnie rozluźniony. Kiedy wrócili do stajni Eliza jak zwykle chciała się sama zająć swoim koniem. Daniel wzruszył na to ramionami, oddał wodze Denvera Adamowi i stwierdził, że poczeka na nią w domu.

– Idziesz na dzisiejsze ognisko? – spytała chłopaka.

Prychnął.

– Nie sądzę, żebym był zaproszony.

– Więc ja cię zapraszam, przyjdziesz?

– To nie jest dobry pomysł.

– Proszę, przyjdź. Nie będę chociaż siedziała sama.

Westchnął.

– Dobrze, przyjdę, ale na twoją odpowiedzialność.

Uśmiechnęła się do niego wesoło impulsywnie cmokając chłopaka w policzek.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Co on tu robi? – spytał gniewnie Daniel patrząc na stojącego pod drzewem Adama.

Chłopak zamiast bryczesów miał na sobie proste szare jeansy i zwyczajną, ciemnozieloną koszulkę z jakimś ledwo widocznym napisem.

– Zaprosiłam go, nie chciał przyjść, ale go namówiłam. To jakiś problem?

Daniel spojrzał na nią z wyrzutem.

– Naprawdę musiałaś? Nie jest tutaj mile widziany.

– Musiałam – ucięła dyskusję dziewczyna.

Podeszła do Adama i uściskała go serdecznie. We trójkę weszli na polanę, gdzie grupka ludzi bawiła się przy ognisku. Przywitali się wylewnie z Danielem, który przedstawił wszystkim Elizę zupełnie ignorując obecność Adama. Po pół godzinie, kiedy dziewczyna nie była już w stanie znieść chwalących się nowymi samochodami chłopaków i mizdrzących się do nich, dziewczyn, usiadła pod drzewem przy Adamie.

– Już wiem czemu ich nie lubisz. Mam dość.

– No widzisz – wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu – albo bogate gnojki, albo ich głupiutkie, lecące na kasę panienki, tak tu jest na co dzień. – Spuścił wzrok wbijając go w ziemię. – Myślałem, że ty też taka jesteś, ale ty naprawdę go lubisz prawda? Kompletnie nie wiem za co.

– On normalnie jest zupełnie inny niż tutaj, nie wiem czemu mu tak odwala.

– Jakoś nie chce mi się w to wierzyć…

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Niezłą laskę sobie wyrwałeś. Na co poleciała? – spytał Robert, jeden z kumpli Daniela jeszcze z dzieciństwa.

Kiedy zrodziła się moda na wiejskie posiadłości, bardzo wielu jego znajomych, przeprowadziło się właśnie w te okolice. Daniel uśmiechnął się szczerząc zęby.

– Ona do takich nie należy.

– Jasne, jasne.

– Nie, serio. Nie leci na kasę moich rodziców. Poznałem ją przez współlokatora. Nic o mnie nie wiedziała, kiedy coś się między nami zaczęło. – Powiedział nie wspominając, że właściwie to Eliza jest dziewczyną przyjaciela, a nie jego własną. – No, a kiedy chcę jej coś kupić obraża się na mnie. Ma bardzo interesującą osobowość.

– W takim razie masz fart stary, że taka dziewczyna jest z tobą.

Chciałbym, pomyślał Daniel, ale tylko uśmiechnął się w odpowiedzi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza niosła ze sobą dwie butelki Heinekena. Jedną podała Adamowi, a drugą zaczęła pić sama.

– Dzięki – uśmiechnął się do niej chłopak.

Usiadła obok niego.

– Dobrze, że przyszedłeś, umarła bym tutaj sama.

– Masz przecież Daniela – powiedział patrząc w stronę rozgadanej grupki.

– Jak widać jest teraz zajęty, nie specjalnie zwraca na mnie uwagę.

Wzruszyła ramionami. Właściwie wcale jej to nie przeszkadzało, zazwyczaj Daniel nie odstępował jej na krok, kiedy gdzieś razem wychodzili. Podszedł do nich jakiś chłopak w białej koszulce polo Calvina Kleina.

– Hej – zwrócił się do Adama – kończy nam się drewno, przyniesiesz więcej? – Nie brzmiało to jak pytanie, było raczej czymś w rodzaju polecenia.

– Sam nie możesz? – wtrąciła się Eliza.

– Pewnie bym mógł – uśmiechnął się uroczo – ale nie chcę się pobrudzić, a on jest do tego bardziej odpowiednio ubrany.

Dziewczyna prychnęła, chciała coś powiedzieć, ale Adam położył jej rękę na ramieniu.

– Spoko, przyniosę – odpowiedział spokojnie i wstał.

Eliza obrzuciła wściekłym spojrzeniem ubranego w polo chłopaka i poszła za Adamem.

– Czemu się zgodziłeś?

– Nie chcę stracić pracy, a tym mi to właśnie groziło.

– Jak to? Przecież teraz nie pracujesz.

– To nie ma większego znaczenia. Wolę się po prostu trzymać od nich z daleka. Uważają się za lepszych od całej reszty świata.

Chwilę później dogonił ich Daniel.

– Dokąd idziecie? – spytał obejmując ramieniem Elizę.

– Jeden z twoich kumpli kazał Adamowi przynieść drewna – odpowiedziała dziewczyna najspokojniejszym tonem na jaki było ją stać.

– W takim razie pomogę mu – odparł wzruszając ramionami.

Adam obrzucił go pytającym spojrzeniem. Eliza wtuliła się w jego ramię. Tak właśnie zachowywał się „jej” Daniel.

– Poczekaj tutaj – zwrócił się do dziewczyny, kiedy dotarli do szopy w której ułożone było drewno.

– Dobrze – odpowiedziała sadowiąc się na szerokim ogradzającym teren murku.

Gdy tylko znaleźli się w środku Daniel popchnął Adama na ścianę.

– Nie zbliżaj się do niej – warknął. – Jeżeli chcesz tu dalej pracować to przestaniesz za nią łazić.

– To ona mnie zaprosiła – syknął Adam obrzucając Daniela wściekłym wzrokiem.

– Nie obchodzi mnie to, pewnie zrobiła to z litości. Masz się po prostu od niej odczepić. Teraz zaniesiesz to do ogniska – powiedział wskazując kloce drewna – i zmyjesz się do domu, albo od jutra szukaj sobie innej roboty.

Chłopak zrobił się zupełnie blady. Spojrzał na niego spod przymrużonych powiek, ale wykonał polecenie Daniela. Obydwoje wyszli na zewnątrz. Eliza spojrzała pytająco, kiedy zobaczyła Daniela wychodzącego z pustymi rękami.

– Chodź – powiedział do niej – chcę ci coś pokazać.

Wstała. Spojrzała zaniepokojona na Adama. Nie chciała go zostawiać.

– Poradzisz sobie? – spytała zmartwiona.

Skinął głową. Nie patrzył na nią. Daniel wziął ją za rękę i pociągnął w stronę domu.

– O co chodzi? – spytała niezadowolona z obrotu sytuacji.

– Nie wiem czy pamiętasz, ale mówiłem ci, że swój prezent urodzinowy dostaniesz później. Inaczej pewnie nie chciała byś jechać do Paryża. – Uśmiechnął się do niej. – Więc właśnie dostaniesz go dzisiaj.

– Skoro uważasz, że wolałabym zostać z prezentem zamiast zwiedzać Francję, jestem bardzo ciekawa co to może być.

Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu. Nic więcej nie powiedział. W przedpokoju czekał przewiązany czerwoną kokardą koszyk. Pisnęła z zachwytu na widok małej białej kulki w środku. Natychmiast uklęknęła na podłodze głaszcząc małego, ciekawie obwąchującego ją psiaka. Chłopak ukucnął przy niej.

– I jak?

– Miałeś rację, byłabym naprawdę rozdarta między wycieczką a zostaniem przy nim. Jak duży będzie?

Puchata kulka znalazła się już na kolanach zachwyconej dziewczyny.

– Trochę urośnie. Będzie cię bronił. To Owczarek Szwajcarski. Wyglądem przypomina trochę niemieckiego, tyle że zostanie biały.

– Jest cudowny! Możemy go trzymać w mieszkaniu? – zaniepokoiła się dziewczyna.

– Jasne, czemu nie? I tak rano biegam, więc jeden spacer ci odpadnie, chyba, że zaczniesz wychodzić ze mną – uśmiechnął się do niej wesoło.

Eliza oparła głowę na ramieniu Daniela patrząc na psiaka z uwielbieniem w oczach. Zupełnie zapomniała o niemiłej sytuacji z Adamem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XII

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Zbliżał się koniec sierpnia. Słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie. Eliza wracała ze stajni. Próbowała znaleźć Adama, ale z jakiejś przyczyny chłopak najwyraźniej jej unikał. Mała biała kulka dreptała tuż przy niej. Nazwała psiaka Snowy, mimo, że w metryce miał wpisane Hocus-pocus. Uznała, że to dobre imię dla takiego puszka jak on.

Z daleka zobaczyła nadjeżdżający czarny motocykl. Kiedy stanął podbiegła do niego, a maluch deptał jej po piętach. Matt wstał zdejmując kask. Rzuciła mu się w ramiona. Przytulił ją czule.

– Tęskniłam za tobą – szepnęła nie odsuwając się od chłopaka ani na milimetr.

– Ja za tobą też – roześmiał się. – A to kto? – wskazał głową psiaka.

– Poznaj Snowy’ego. Będzie z nami mieszkał. Jest moim prezentem urodzinowym od Daniela.

– Więc to nowy współlokator? Miło poznać – pochylił się i pogłaskał łaszącego się do nich szczeniaka.

Eliza roześmiała się zachwycona. Tak bardzo tęskniła za Mattem. Nigdy jeszcze, od kiedy zaczęli ze sobą chodzić, nie rozstawała się z nim na dłużej niż na dwadzieścia cztery godziny. Dopiero teraz mogła być naprawdę szczęśliwa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza i Matt grali w bilard popijając od czasu do czasu gin z tonikiem. Daniel się znudził i wyszedł popływać.

– Dobrze ci idzie – pochwalił ją chłopak.

Rozpromieniła się cała. Dawała z siebie wszystko, a i tak ciągle przegrywała. Mimo to cieszyła się, że zauważył jej starania.

– Jesteś znacznie lepszy – poskarżyła się.

– Jasne, bo zdecydowanie dłużej w to gram. Chodź, pokażę ci jak trzymać kij, kiedy rozbijasz bile. – Stanął za nią, oparła się o niego wypinając pupę. – Hej, w ten sposób nic ci nie pokażę – roześmiał się – chyba, że to jak bardzo mam na ciebie ochotę.

– Taak? – zapytała prowokacyjnie kręcąc pupą.

Podszedł do niej i wziął ją na ręce. Roześmiała się radośnie kiedy ją podniósł. Zabrał ją do sypialni Daniela i położył na jego wielkim łóżku.

– Matt, nie tutaj… – szepnęła cicho, siadając.

– Niby dlaczego nie? – położył ją z powrotem i nie pozwolił więcej wstać, przytrzymał jej nadgarstki przy kołdrze i zaczął namiętnie całować.

Kiedy był pewien, że dziewczyna nie będzie więcej protestowała uklęknął przy niej i zaczął macać jej piersi przez delikatny materiał koszulki. Nie miała na sobie stanika. Potem przesunął rękę między jej nogi. Rozsunął je odrobinę, kładąc dłoń na jej cipce. Rozpiął jej jeansy i zdjął je z Elizy odrzucając na podłogę. Przewrócił ją na brzuch podsuwając jej pod biodra złożoną na pół poduszkę. Zmusił dziewczynę, żeby uniosła je wypinając pupę. Jedną ręką zaczął ściskać jej pośladki, drugą przesuwał między jej nogami po koronkowych majteczkach. Potem je także z niej zsunął.

– Matt, proszę, nie w jego łóżku…

Usłyszała śmiech chłopaka. Zanurzył w niej palec. Jęknęła cicho. Dołączył drugi, a potem trzeci. Zaczął nimi poruszać w jej wnętrzu. Rozsunęła szerzej nogi. Drugą ręką sięgnął ku jej piersiom. Pochylił się nad nią całując w kark i plecy. Przesunął językiem po jej szyi. Wysunął jeden palec z jej cipki i zanurzył go w pupie dziewczyny. Jęknęła unosząc biodra jeszcze wyżej. Wyjął spod niej poduszkę i znów przewrócił dziewczynę na plecy. Uśmiechnął się do niej szelmowsko. Rozłożył jej nogi, a sam położył się na brzuchu, tak by mieć głowę między nimi. Przesunął językiem dookoła jej pępka. Zaczął całować jej podbrzusze. Po chwili zsunął się niżej drażniąc ustami jej gładko wygoloną cipkę. Najpierw wsunął język do środka, a potem szybkimi ruchami lizał jej łechtaczkę. Eliza wiła się na łóżku wypinając biodra w jego stronę. Znów zanurzył w niej palce. Posuwał ją nimi, jednocześnie nie przestając ani na moment lizać. Nie była w stanie wytrzymać tego dłużej. Znalazła się w niebie. Doszła z głośnym jęknięciem. Chłopak nie wyjmował z niej palców. Podniecenie nie przechodziło. Wciąż pragnęła go w sobie. On jednak chwilowo miał inne plany. Na podłodze przy łóżku stała jej torba, była otwarta. Matt uklęknął nie pozwalając dziewczynie na złączenie nóg. Wyciągnął z torby dezodorant. Rozsunął palcami jej szparkę i powoli zaczął wkładać go do środka.

– Co robisz? – jęknęła.

– Jak zwykle, to na co mam ochotę – uśmiechnął się drwiąco.

Zacisnęła pięści na kołdrze. To co w nią wkładał było chłodne i naprawdę twarde, a do tego cholernie duże. Włożył go do połowy. Dziewczyna oddychała bardzo szybko. Czuła, że jej cipka jest całkowicie wypełniona. Zaczął nim poruszać, jednocześnie przesuwając palcami dookoła jej łechtaczki. Ścisnął ją lekko, potem zaczął delikatnie masować. Wepchnął go odrobinę głębiej. Pisnęła cicho.

W tym momencie drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Daniel. Miał na sobie tylko kąpielówki. Otworzył szeroko oczy, nie był w stanie zrobić kroku ani w jedną, ani w drugą stronę. Wpatrywał się otępiały w leżącą na jego łóżku dziewczynę i klęczącego przy niej chłopaka. Jego członek podniósł się, co  wyraźnie było widać w ciasnych majtkach.

– Daniel… – wyszeptała cicho Eliza.

Miała ochotę złączyć nogi, ale nie mogła, bo między nimi tkwił dezodorant. Matt wstał i zamknął drzwi za plecami Daniela. Pchnął go w stronę łóżka.

– Skoro już przyszedłeś to równie dobrze możesz tu zostać – tamten niedowierzająco wytrzeszczył na niego oczy. – Nie patrz tak na mnie i tak nie uwierzę, że nic nie robiliście kiedy mnie nie było. Ja z niej nie zrezygnuję, ty najwyraźniej też nie, a ona nie potrafi wybrać. – Eliza nie była pewna czy jest zły czy rozbawiony.

– Ale… – zaczął niepewnie Daniel pożądliwym wzrokiem wpatrując się w leżącą z rozłożonymi nogami dziewczynę.

– Co jest z tobą? Nie masz ochoty spełnić jej marzenia – zadrwił Matt.

Daniel głośno przełknął ślinę. Był rozdarty wewnętrznie. Nie wiedział czy wyjść czy zostać. Najchętniej z pokoju wywaliłby Matta, ale wiedział, że taka opcja nie wchodzi w grę. W końcu podjął decyzję. Usiadł na łóżku obok dziewczyny. Spojrzała na niego niepewnie. Wyglądała na lekko przestraszoną. Przestało go obchodzić, że nie są sami. Położył się przy niej na boku. Pochylił się nad nią i delikatnie pocałował jej usta. W międzyczasie Matt wrócił do swojej wcześniejszej pozycji. Klęczał teraz przy Elizie muskając palcami jej łechtaczkę. Znów poruszył dezodorantem. Dziewczyna była niesamowicie podniecona. Przez chwile myślała, że zwariuje. Wpiła się w usta Daniela namiętnie, z pasją, żeby mieć jakieś zajęcie i choć przez chwilę nie skupiać się na narastającym pragnieniu. Słyszała jak bardzo jego serce przyspieszyło swój rytm. Kiedy przerwali pocałunek Matt odsunął ją delikatnie od chłopaka. Tamten jęknął protestując. Matt nic sobie z tego nie robił. Wysunął z niej dezodorant, butelka była teraz wilgotna i śliska. Odłożył ją na bok. Posadził dziewczynę na klęczkach obok siebie.

– Zajmij się nim – szepnął jej do ucha, całując szyję dziewczyny

Położył jej ręce na poduszce, tak, że teraz klęczała podparta na nich z wypiętą pupa. Rozpiął spodnie, wyciągnął na wierzch swój sztywny członek. Otarł się nim kilkakrotnie o jej pośladki, a potem wszedł do środka. Jęknęła cicho. Przesunęła się nieznacznie, tak żeby móc sięgnąć do kąpielówek Daniela. Zsunęła jego spodenki. Wyciągnęła jego nabrzmiałego penisa. Czuła jak Matt się w niej porusza. Posuwał ją miarowo i rytmicznie, nie przyspieszał. Przejechała językiem po czubku męskości Daniela. Powoli wsunęła go do ust. Zaczęła delikatnie poruszać głową. Chłopak był za bardzo podniecony. Wygiął się w łuk odsuwając ją od siebie. Nie zdążył. Doszedł częściowo kończąc w ustach dziewczyny, a częściowo na jej twarzy. Matt przyspieszył. Wchodził teraz do samego końca, mocnymi, gwałtownymi pchnięciami. Dziewczyna doszła do orgazmu. Szczytowała. Wysunął się z niej kończąc na jej plecach i pupie. Opadła wycieńczona na łóżko.

Matt zapiął spodnie i wstał. Poszedł do łazienki, zaczął nalewać wodę do wanny. Daniel przytulił się do pleców zwiniętej w kłębek Elizy.

– Przepraszam – szepnął.

Nie była pewna czy chodzi mu o przyjście tutaj, o wspólny seks czy po prostu o to, ze skończył jej na twarzy. Zresztą, może chodziło o wszystko naraz. Matt wrócił do pokoju. Był teraz w samych majtkach. Wziął dziewczynę na ręce wyswobadzając ją z objęć Daniela i zaniósł do łazienki. Posadził ją w wannie. Sam rozebrał i usiadł za nią. Oparła się o niego. Objął ją ramionami. Zamknęła oczy. Nie wiedziała co powinna myśleć o tym całym zajściu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Ola spędziła bardzo miły dzień. Cieszyła się, że rodzicie nie zmuszali jej do pojechania z nimi na Cyrp. Mogła zostać w domu i cieszyć się wakacjami, jedynie pod opieką i tak nie zwracającego na nią specjalnej uwagi brata. Szalała, chodziła na imprezy, cieszyła się życiem. Teraz siedziała u Sandry, popijały long drinki i plotkowały w najlepsze.

– Mówię ci, jest boski, sama zobaczysz jak wpadniesz do nas na party.

– Jesteś zauroczona, kochasz się w nim od kilku lat… na pewno nie może być aż takim ciachem.

– Po prostu musisz go poznać. Po za tym mam dla ciebie przykrą wiadomość, mój kochany braciszek znalazł sobie panienkę, już nie jest wolny – oznajmiła z zadowoleniem Ola.

– To coś poważnego? – zmartwiła się Sandra.

– Raczej tak, nigdy jeszcze nie przedstawiał dziewczyny rodzicom…

– Jest chociaż ładna?

– Całkiem, całkiem i do tego wyjątkowo miła. Myślę, że dobrze trafił, życzę im jak najlepiej.

Sandra westchnęła ciężko.

– Szkoda, że nie dopadłam go pierwsza.

Pożegnały się dopiero kiedy słońce chyliło się ku zachodowi. Ola w bardzo dobrym humorze wracała do domu. Z oddali zobaczyła jakąś obściskującą się między drzewami parę. Jej serce zabiło szybciej. W odwróconym bokiem chłopaku rozpoznała przyjaciela Daniela, Matta. Więc jednak nie był wolny… Dziewczyna poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku. Podkradła się bliżej, byli zbyt zajęci sobą, żeby ją zauważyć, a musiała dowiedzieć się kto to. Stanęła na tyle blisko, że mogła zobaczyć ich twarze. Obserwowała ich schowana w krzakach. Matt roześmiał się trzymając dziewczynę w ramionach, pocałował ją. Odwróciła głowę strzepując z twarzy długie blond włosy. Ola zamarła rozpoznając dziewczynę. To była Eliza. Nie mogła w to uwierzyć. Jak ona powie o tym bratu? Jak w ogóle można komuś powiedzieć, że jego dziewczyna zdradza go z najlepszym przyjacielem?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza siedziała z Danielem w dużym zewnętrznym jacuzzi. Woda była przyjemnie ciepła, tak jak i cudowny sierpniowy wieczór. Jacuzzi od basenu i reszty ogrodu oddzielone było parkanem, pokrytym gęstym bluszczem, mała altanka w której się znajdowało miała też daszek, dzięki czemu można tam było siedzieć nawet podczas deszczu. Chłopak podsunął jej kieliszek szampana obejmując ją ramieniem. Pocałowała go delikatnie w usta.

W pewnym momencie do altanki wszedł Matt, miał na sobie czarne kąpielówki. Daniel spojrzał na niego niechętnie.

– O, jesteś – dziewczyna uśmiechnęła się radośnie.

Ku wielkiemu niezadowoleniu Daniela wyswobodziła się z jego objęć i podpłynęła bliżej wejścia. Kiedy Matt zanurzył się w wodzie oplotła go ramionami i nogami.

– Mhm kociaku, aż tak się za mną stęskniłaś?

Pocałował ją namiętnie jednocześnie kładąc ręce na jej mokrych pośladkach. Nic sobie nie robili z groźnej, rozczarowanej miny Daniela. W końcu usiadła w jacuzzi pomiędzy nimi. Oparła się plecami o bok Matta, a nogi położyła na kolanach Daniela.

– Teraz mi dobrze – stwierdziła uśmiechając się wesoło. – Lubię mieć was obydwu przy sobie.

– Takk? – spytał Matt nachylając się i całując szyję dziewczyny.

Daniel postanowił podjąć grę. Przysunął się do Elizy i pocałował ją w usta. Zaskoczona otworzyła szerzej oczy. Poczuła rękę Matta na swoim brzuchu. Potem przesunął ją wyżej na pierś dziewczyny. Zamknęła oczy.

– Nie o to mi chodziło – jęknęła.

Daniel zamknął jej usta pocałunkiem.

– Przecież ci się podoba – wyszeptał do jej ucha Matt.

O tak, podobało jej się i to bardzo. Po za tym przynajmniej w ten sposób nie skakali sobie do gardeł. Odwzajemniła pocałunek chłopaka. Matt rozpiął stanik od jej błękitnego bikini, zdjął go z dziewczyny i położył na brzegu. Objął ją kładąc ręce na jej nagich piersiach. Zaczął je delikatnie pieścić co jakiś czas ściskając między palcami jej sztywne sutki. Daniel nie przestawał całować. Poczuła jego rękę na swoim udzie. Jej ciało przeszył przyjemny dreszcz. Chłopak przesunął palcami po jej niebieskich majteczkach. Jego dłoń zawędrowała pod nie. Drugą ręką sięgnął do trzymających je sznureczków. Odwiązał je i zdjął z dziewczyny dół kostiumu. Teraz siedziała z nimi w jacuzzi zupełnie naga. Czuła dłonie Matta na swoich piersiach, ciągle opierała się plecami o jego tors. Daniel delikatnie rozsunął jej nogi. Palcami przejechał po jej starannie wygolonej cipce. Teraz Matt obrócił jej głowę w swoją stronę i pocałował wsuwając do jej ust swój język. W tym samym momencie poczuła palce Daniela wsuwające się w jej szparkę. Odruchowo wygięła się odrobinę wypinając do przodu biodra. Pieścili ją tak dłuższą chwilę. W końcu Matt wstał i podciągnął się, siadając wygodnie na brzegu wanny. Zdjął z siebie kąpielówki. Jego duży członek stał wyprostowany.

– Chodź do mnie kociaku – rozkazał dziewczynie.

Przesunęła się tak, że teraz klęczała w wodzie między nogami chłopaka. Pogładził ją po policzku. Zadziornie polizała grzbiet jego dłoni.

– Zrobię dla ciebie wszystko, Matt – wyszeptała Eliza, obydwoje wiedzieli, że nie są to tylko puste słowa.

– Wiesz czego teraz od ciebie chcę – powiedział stanowczo.

Przysunęła się jeszcze bliżej i zaczęła całować jego jądra. Przejechała językiem po całej długości jego członka, a potem zabrała się za całowanie samego czubka. Daniel w tym czasie uklęknął w wodzie za dziewczyną. Poczuła na swoich pośladkach jego sztywnego penisa, który wyraźnie próbował wydostać się z majtek. Chłopak ostrożnie rozsunął jej nogi i włożył między nie rękę. Zaczął powoli wsuwać palce w jej wilgotną cipkę. Eliza objęła członka Matta ustami, a dłońmi pieściła jego jądra od czasu do czasu je liżąc. Kiedy poczuła w sobie palce Daniela przyspieszyła. Szybko i głęboko połykała męskość Matta. On od czasu do czasu wyrównywał tempo trzymając ją za głowę. W końcu odsunął od siebie dziewczynę i wskoczył z powrotem do wanny. Usiadł na zanurzonej w wodzie ławeczce w jacuzzi, a Elizę posadził sobie na kolanach rozsuwając jej nogi swoimi. Jej cipka wystawała tuż nad powierzchnią wody. Daniel uklęknął w wodzie przed nimi. Zarzucił sobie uda dziewczyny na barki. Rozchylił wargi jej cipki najmocniej jak się dało, a jego język zaczął pieścić jej łechtaczkę. Eliza nie mogła powstrzymać cichych jęków. Matt delikatnie pieścił jej piersi, przygryzł płatek jej ucha, a potem zaczął całować szyję dziewczyny. Daniel wsunął dwa palce w mokrą szparkę Elizy. Nie mogła się powstrzymać, zaczęła miarowo poruszać biodrami gdy tak ją pieścił, ciągle liżąc jej łechtaczkę. Nawet nie zorientowała się, kiedy jego palec wsunął się w jej tyłeczek. Była tak podniecona, że jedyną rzeczą jaką mogła zrobić było mocniejsze napieranie biodrami i pupa na jego dłoń. Daniel przyspieszył swoje ruchy, dziewczynę przeszył dreszcz rozkoszy.

– Chce się z tobą kochać, teraz – usłyszała szept Matta przy swoim uchu.

Chłopak polizał ją jeszcze kilka razy po czym odsunął się odrobinę, przyglądając się pulsującej cipce. Eliza wstała i podeszła do lewego brzegu jacuzzi, tam gdzie nie było ławeczek. Stanęła tyłem do brzegu i oparła się o niego dłońmi. Ciągle czuła się niesamowicie podniecona. Matt podszedł do niej i uniósł ją odrobinę. Oplotła nogami jego biodra. Wszedł w nią, a właściwie wpłynął. Kochał się z nią powoli tylko trochę przyspieszając po pierwszych ruchach. Dziewczyna wiedziała, że się z nią specjalnie drażni.

– Błagam, zerżnij mnie mocno – jęknęła – chcę poczuć cię głębiej.

Matt uśmiechnął się zadowolony. Przelotnie zobaczyła szeroko otwarte ze zdumienia oczy Daniela, który wpatrywał się w nich jak zahipnotyzowany. Chłopak chwycił ją mocno za pośladki i napierał z całych sił na jej cipkę swoim sporym kutasem. Czuła go każdym mięśniem wewnątrz. Orgazm do dziewczyny przyszedł szybko od tak głębokiej penetracji. Jej pojękiwania i westchnienia podczas orgazmu przyspieszyły jego kończenie. Ostatnie parę razy wchodził w nią bardzo szybko i mocno, w końcu zalał wnętrze jej cipki swoją ciepłą spermą. Kiedy wreszcie z niej wyszedł przytulił ją do siebie czule. Eliza pocałowała go delikatnie i podeszła do oniemiałego Daniela. Ujęła jego twarz w dłonie i całowała jego usta, wkładając do środka język, palcami przesunęła po jego szyi. Nie był w stanie jej się oprzeć, wcale nie chciał. Matt przyglądał im się z zainteresowaniem. Usiadł wygodnie zanurzając się w ciepłej, pełnej bąbelków wodzie. Dziewczyna przysunęła się do Daniela, przylgnęła do niego piersiami przesuwając dłońmi po jego klatce piersiowej. Odchylił ją do tyłu, a jego wargi znalazły się przy twardych sutkach dziewczyny. Zaczął lizać jej piersi, lekko zębami chwycił jedną z brodawek, a drugą pocierał palcami. Jęknęła cicho, a on mocniej złapał ją za pierś i pieścił językiem sutek drugiej. Zdjęła z niego kąpielówki, położyła dłoń na jego naprężonym członku. Zsunęła napletek i zacisnęła lekko palce na jego jądrach. Chłopak jęknął. Błądził dłońmi po jej ciele, dotykał pośladków, ud, głaskał po piersiach. Wzięła go za rękę i poprowadziła do schodków od jacuzzi.

– Usiądź tutaj – powiedziała.

Posłuchał pożądliwie przyglądając się dziewczynie. Uklęknęła przed nim. Dłonią dotknęła jego klatki piersiowej, gładziła go schodząc coraz niżej, w dół brzucha. Nachyliła się i polizała jego pępek. Drugą dłonią dotknęła jego członka. Zaczęła przesuwać nią w górę i w dół. Bąbelki wody pieściły jego jądra, a ona nachyliła się i gorącym językiem podrażniła główkę jego penisa, wciąż pomagając sobie ręką. W końcu nasunęła się ustami na jego członka. Daniel głośno westchnął. Ssała go bez opamiętania, czasami lekko przygryzając lub liżąc językiem. Widziała jak jego dłonie kurczowo zaciskają się na poręczy schodków, mimo hałasu wody słyszała jego przyspieszony oddech. Poruszała się coraz szybciej, poczuła, że dochodzi. Kiedy zbliżał się orgazm czuła jak przez jego pieszczone bąbelkami jądra do jego sztywnego penisa dopływa ciepła sperma. Daniel chciał wycofać członka z jej ust, ale przytrzymała rękoma jego biodra. Patrząc mu prosto w oczy spiła całą spermę z jego drgającego penisa. Demonstracyjnie oblizała wargi językiem, połykając wszystko do ostatniej kropli.

– Przecież nie chciałeś zabrudzić wody – uśmiechnęła się do niego uroczo.

Chłopak nie był w stanie odpowiedzieć, oddychał bardzo szybko, wyglądał na wykończonego. Mimo to jednym ruchem przyciągnął ją do siebie i chwycił w dłonie jej piersi, ugniatał je lekko i namiętnie, ściskając brodawki palcami. Podsunęła mu swoje sutki do ust, a on je leciutko gryzł i ssał. Usiadła na nim okrakiem. Kiedy tak zabawiał się jej piersiami, powoli zaczęła ocierać się cipką o jego udo. Dłońmi chwycił ją mocno za pośladki. Pod wpływem tych ruchów i jego pieszczot jej cipka już nie posuwała się tylko ślizgała po jego udzie. Raz po raz podnosiła się lekko by zahaczyć łechtaczką o główkę znowu rosnącego penisa. Daniel uniósł dziewczynę i kiedy opadła ponownie nadziała się na jego palce. Jęknęła głośno. Poruszał nimi w jej rozpalonej, mokrej cipce, liżąc jej piersi i cicho mrucząc jak bardzo go podnieca. Oddech Elizy stał się szybszy, nie była w stanie powstrzymać cichych jęków i westchnień, jego palce zaczęły poruszać się w niej szybciej. Kiedy poczuła, że zaraz dojdzie, on natychmiast przestał. Położył ją na brzegu, rozchylił jej uda i zaczął lizać nabrzmiałą z rozkoszy łechtaczkę. Doprowadzał dziewczynę do szaleństwa. Kiedy wreszcie była w stanie otworzyć pełne spełnienia oczy zobaczyła stojącego nad sobą Matta.

– Na co masz jeszcze ochotę? – spytał cicho.

Nie czekając na odpowiedź podniósł dziewczynę i położył się na trawie sadzając ją na sobie okrakiem. Obejrzała się na Daniela, który klęczał przy nich. Wypięła w jego stronę pupę. Prowokująco poruszyła biodrami jakby tańcząc. Ciągle było jej mało, chciała jeszcze. Chłopak przysunął się do niej i złapał za jej talię. Szybkim ruchem wcisnął się w cipkę dziewczyny.

– Zaczekaj – powiedział Matt cofając jej biodra. – Spróbujesz w drugą dziurkę, tylko delikatnie.

Eliza spojrzała na niego przestraszona, ale jak zwykle nie protestowała. Matt uśmiechnął się do niej i wilgotnym płynem z jej cipki zaczął smarować pupę dziewczyny. Powoli włożył palec w jej drugą dziurkę i zaczął nim poruszać. Dziewczyna zdziwiła się, gdy po paru ruchach zapragnęła czegoś więcej. Matt nasunął jej wilgotną cipkę na swojego członka, przyciągając dziewczynę do siebie, tak, że leżała na nim z wypiętą w kierunku Daniela pupą. Chłopak delikatnie zaczął napierać swoim członkiem na jej tyłeczek. Wchodził powoli, ale bez problemów. Była tak podniecona, że nie czuła żadnego bólu. Poruszał się delikatnie, bez pośpiechu dostosowując jej ciasną dziurkę do swojego członka. Matt zaczął unosić biodra poruszając się w jej cipce. Nigdy jeszcze nie była tak ściśle wypełniona. Było jej cudownie, czuła ich całą sobą, każdy najmniejszy ruch wprowadzał jej ciało w spazmy. Obydwoje zaczęli przyspieszać. Eliza zamknęła oczy. Jęczała coraz głośniej. Bardzo szybko oddychała. Kiedy jej jęki zaczęły być głośniejsze Matt przyspieszył, wchodził w dziewczynę szybko i mocno. Daniel powstrzymywał się resztkami siły woli przed zrobieniem tego samego. Eliza czuła, że zbliża się do finału. Wydała z siebie cichy okrzyk, a jej dziurki zaczęły pulsować zaciskając się dookoła ich członków. Poczuła jak jej cipkę zalewa ciepła sperma. Daniel wysunął się z niej delikatnie i skończył na trawie. Matt usiadł podnosząc ze sobą dziewczynę. Zaniósł ją z powrotem do jacuzzi. Przytulił do siebie.

– Nic cię nie boli? – spytał troskliwie.

Pokręciła głową, tym razem było naprawdę dobrze. Po chwili dołączył do nich Daniel. Usiadł w wodzie, przyciągnął dziewczynę do siebie i lekko pocałował w usta.

– Jesteście niemożliwi – szepnęła wykończona.

Zobaczyła promienny uśmiech równie zmęczonego Daniela. Oparła się plecami o Matta wtulając w jego ramiona. Daniel położył jej głowę na ramieniu. Wplotła palce w jego blond włosy głaszcząc go delikatnie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Siedzieli tak rozleniwieni w ciepłej wodzie. W pewnym momencie usłyszeli z zewnątrz altanki czyjeś kroki. Matt szybko sięgnął po leżący na brzegu kostium Elizy. Na wszelki wypadek wstał i zasłonił dziewczynę sobą, żeby spokojnie mogła się ubrać. On i Daniel szybko wciągnęli na siebie kąpielówki. Chwilę później w wąskim, porośniętym bluszczem przejściu pojawiły się Ola i Sandra, obie w kostiumach kąpielowych.

– O cześć – odezwała się Ola odrobinę zdziwiona tym, że ich tutaj zastała, zwłaszcza całą trójkę.

– Hej – przywitał się z nią brat, który dalej nie mógł pozbyć się z twarzy błogiego uśmiechu spełnienia.

Kiedy wszyscy usiedli Daniel objął Elizę ramieniem, zadowolony, że dzięki tej niespodziewanej wizycie, chociaż przez chwilę będzie ją miał tylko dla siebie. Matt natomiast zdecydowanie na zadowolonego nie wyglądał. Coraz bardziej nie podobało mu się to całe udawanie przed rodziną Daniela. Miał nadzieję, że dość szybko uda mu się tą całą sytuację w taki czy inny sposób rozwiązać. Jednego był pewien – nie zamierzał rezygnować z Elizy. Nawet teraz, mimo niechcianej publiczności, przysunął się bliżej do dziewczyny i od niechcenia położył jej rękę na udzie. Mimo, iż pod bąbelkami nie było nic widać, Eliza i tak zarumieniła się uroczo.

– Słuchajcie w Mikołajkach, jak co roku będzie duże przyjęcie na statku – odezwała się Ola, kiedy obie dziewczyny usiadły wygodnie. – Daniel, pojedziemy tam prawda? – spojrzała na brata błagalnym wzrokiem. – Spędzilibyśmy weekend w hotelu…

– No nie wiem… – odpowiedział chłopak, który właściwie na żadne przyjęcia nie miał ochoty, ale nie chciał rozczarować młodszej siostry, po za tym dwa dni w Aquaparku z Elizą były dla niego kuszącą propozycją.

– Mikołajki mówisz? – wtrącił się Matt – jak dla mnie to się nawet dobrze składa, w sobotę mam odebrać w Olsztynie nowy motor.

– Eliza, chcesz jechać? – zwrócił się do niej Daniel i tak opinia dziewczyny była dla niego najważniejsza.

– Jasne, czemu nie – uśmiechnęła się do niego promiennie. – Matt, będę mogła wracać z tobą? – zapytała z nadzieją w głosie, co natychmiast zgasiło entuzjazm Daniela.

Ola z Sandrą wymieniły znaczące spojrzenia. Przyjaciółki już zdążyły przygotować cały plan działania, postanowiły spiskować jedynie przeciwko Elizie, ciągle mając nadzieję, że może Sandrze dostanie się Daniel, a Oli Matt.

– Pewnie, pod warunkiem, że nie będzie padało. Wtedy wracasz samochodem.

– Dobrze – uśmiechnęła się do niego wesoło.

Daniel w myślach zaczął błagać o naprawdę deszczowy koniec lata.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza podniosła swój ręcznik kąpielowy. Chodził po nim naprawdę duży czarny pająk. Ola obserwowała dziewczynę ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Daniel podszedł do Elizy. Zobaczył pająka.

– Uch, paskudztwo – wzdrygnął się chłopak.

Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami. Wzięła pająka do ręki z zamiarem położenia go na jakimś krzaku. Daniel gwałtownie się od niej odsunął.

– Daj go – odezwał się zupełnie spokojnie Matt.

Wziął od niej stworzonko i wyniósł na trawę za ogrodzeniem basenu. Mina Oli wyglądała na mocno zawiedzioną.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza zeszła na śniadanie w swojej najładniejszej letniej sukience, kremowej w różowo – czerwone kwiatki, rozszerzanej ku dołowi, z delikatnymi bufkami na rękawach. Daniel rozpromienił się na jej widok.

– Ślicznie wyglądasz – powiedział cicho, stając za nią.

Obdarzyła go jednym ze swoich najładniejszych uśmiechów. Ola już siedziała przy stoliku na tarasie i kończyła jeść śniadanie, przyzwyczajony do nocnej pracy Matt jeszcze spał. Eliza usiadła koło dziewczyny. Ola wstając, niby niechcący, potrąciła szklankę z sokiem porzeczkowym rozlewając jej zawartość na śliczną sukienkę Elizy. Dziewczyna gwałtownie zerwała się od stolika.

– Oh! Tak strasznie przepraszam! Nie chciałam! – zaczęła wylewnie przepraszać Ola.

– Nic się nie stało, to nie twoja wina – powiedziała spokojnie Eliza, uśmiechając się łagodnie, mimo, że było jej bardzo przykro z powodu zniszczonej sukienki.

Daniel był jednak innego zdania.

– Olka ty fajtłapo! Uważaj bardziej na przyszłość! – ofuknął siostrę.

– Daniel, daj spokój, to nie jej wina – dziewczyna podeszła do niego uspakajająco kładąc mu rękę na ramieniu.

– Właśnie, że jej. Przebierz się szybko, zjemy na mieście – zwrócił się już spokojniej do Elizy.

Dziewczyna pocałowała go w policzek i pobiegła na górę postanawiając, że to przykre wydarzenie nie popsuje jej całego dnia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza przebrała się w jeansowe szorty i niebieską koszulkę na ramiączkach. Nie posiadała drugiej letniej sukienki. Kiedy wróciła na dół Daniel wsadził ją do samochodu i pojechali do miasta. Chłopak zabrał ją na pizzę, a potem do centrum handlowego. Objął ją ramieniem prowadząc przez galerie handlową.

– Chcę ci kupić nową sukienkę, a najlepiej kilka – wyszczerzył do dziewczyny zęby w uśmiechu.

– Nie musisz mi nic kupować, zwłaszcza, że to nie ty ją zniszczyłeś.

– Może i nie, ale naprawdę chcę to zrobić, pozwól mi proszę, niech chociaż raz niezdarność mojej siostrzyczki na coś się przyda.

Zaprowadził ją do jednego z butików. Eliza wybrała niebieską sukienkę na ramiączkach zdobioną białymi, urokliwymi kwiatkami. Chłopak dorzucił jeszcze kilka rzeczy, potem zaciągnął ją do paru kolejnych, znajdujących się w pobliżu sklepów z ubraniami. Zadowolony zrobił się dopiero kiedy zanieśli do samochodu pięć wypchanych reklamówek. Wypili jeszcze mrożoną kawę, a potem wrócili do domu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt już dawno nie spał. Eliza znalazła go za domem bawiącego się ze szczeniakiem.

– Snowy! Przynieś!

Piesek biegł po rzucony mu patyk, ale za każdym razem po drodze coś rozpraszało jego uwagę i wracał z niczym, zadowolony, merdając ogonem. Eliza uklęknęła na trawie obok Matta zarzucając chłopakowi ramiona na szyję.

– Długo was nie było – poskarżył się Matt całując delikatnie dłoń dziewczyny, potem przeniósł się wyżej, idąc od nadgarstka poprzez łokieć i przedramię w końcu przykładając usta do szyi Elizy. Otarł się szorstkim policzkiem o ramię dziewczyny. Zachichotała uroczo.

– Ola rano oblała moją sukienkę sokiem. Daniel, za punkt honoru, obrał sobie odkupienie mi jej razem z pięćdziesięcioma innymi rzeczami.

Przytuliła się do chłopaka mocniej, siadając na trawie. Objął ją ramionami.

– I dobrze, sprawiłaś mu tym chociaż trochę przyjemności.

Uśmiechnął się do niej łagodnie w duchu zazdroszcząc przyjacielowi, że może coś takiego zrobić. Żałował, że jego samego nie stać na sprawianie Elizie tego typu prezentów. Dziewczyna westchnęła.

– Wolałabym mimo wszystko, żeby nie robił tego typu rzeczy. Głupio się z tym czuję.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza wracała do domu po wyczerpującym spacerze z psem. Matt został pobawić się z nim jeszcze trochę. Zatrzymała się, żeby zawiązać sznurówkę. Zza rogu domu doszły do niej strzępy cichej rozmowy, rozpoznała głos rozmawiającej przez telefon Oli.

– Nie rozumiem jak ona może, ciągle jest taka miła… Dwulicowa dziwka! Nie wiem co mój brat w niej widzi. Zresztą sama ją naprawdę lubiłam. Dzisiaj znowu widziałam jak się z nim obściskiwała, zdradza go z jego najlepszym przyjacielem…

Eliza śmiało wyszła zza rogu domu. Ola rozłączyła się wpatrując się zaskoczonym wzrokiem w nadchodzącą dziewczynę.

– Cześć – odezwała się cicho Eliza.

– Słyszałaś? – spytała niepewnie Ola.

– Częściowo…

– I co, nie masz nic na ten temat do powiedzenia?

– Mam, ale myślę, że lepiej będzie jak zrobi to twój brat.

Ola spojrzała na nią nic nie rozumiejącym wzrokiem. Eliza pociągnęła ją ze sobą do wnętrza domu. Daniela znalazły pływającego na basenie.

– Hej – uśmiechnął się na ich widok – szukałyście mnie?

Płynnym ruchem podciągnął się na rękach na brzeg basenu. Stanął przed nimi ociekając wodą.

– Tak, Ola widziała jak całuję się z Mattem. Chyba mnie z tego powodu nie lubi. – Eliza spojrzała mu w oczy. – Sam się z tego tłumacz, to twój pomysł.

Jego siostra patrzyła na nich zmieszanym, nic nie pojmującym wzrokiem. Daniel wbił spojrzenie w niebieskie kafelki, udając, że pilnie je studiuje.

– Okłamywałem was – zdecydował się w końcu przyznać cicho – to znaczy całą rodzinę, Eliza nie jest moją dziewczyną, mimo, że bardzo bym chciał. Chodzi z Mattem.

– To ja już pójdę – Eliza pocałowała Daniela w policzek. – Powodzenia – szepnęła mu do ucha i szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XIII

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W czwartek po południu w piątkę wsiedli do samochodu Daniela. Wszystkie trzy dziewczyny bez problemu wcisnęły się na siedzenie z tyłu. Półtorej godziny drogi minęło im bardzo szybko w zatłoczonym samochodzie. Wynajęli apartament składający się z dwóch sypialni i przestronnego salonu. Eliza była zachwycona perspektywą spędzenia w nim weekendu. Od rozmowy Oli z Danielem jej relacje z dziewczynami ponownie układały się bardzo dobrze, a nawet lepiej bo przepełniona poczuciem winy młodsza siostra Daniela skakała dookoła niej jak mały psiak. Matt był zadowolony, że wreszcie odbierze swój długo wyczekiwany motocykl. Daniel miał nadzieję, na długie godziny w Aquaparku sam na sam z Eliza, dziewczyny natomiast po prostu nie mogły doczekać się przyjęcia. Dla wszystkich zapowiadał się wspaniały weekend.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt i Daniel przechadzali się po rozległych terenach hotelu. Był ciepły, słoneczny poranek. Mijali właśnie korty tenisowe.

– Masz ochotę zagrać? – spytał Daniel.

– Jasne, o co tym razem?

– Może o Elizę? – blondyn wyszczerzył zęby w uśmiechu.

Matt natychmiast spoważniał.

– Zwariowałeś? – obrzucił przyjaciela wściekłym spojrzeniem.

– Źle się wyraziłem – wycofał się szybko tamten. – Chodziło mi o zakład w stylu dzień z Elizą sam na sam dla zwycięscy.

– Będziemy potrzebowali sędziego… – stwierdził Matt zdecydowanie już mniej groźnym tonem.

Daniel niezauważalnie, z ulga wypuścił powietrze z płuc. Nie chciał ponownie wszczynać wojny z przyjacielem.

– To da się załatwić.

Kilka minut później byli już na korcie z wypożyczonym sprzętem i chłopakiem, któremu przerwali jogging, w charakterze sędziego. Grali naprawdę ostro, obydwoje byli zdania, ze nagroda jest tego warta. Po pewnym czasie przy siatce stało już kilkanaście obserwujących mecz osób. Gra była bardzo wyrównana. Daniel miał znacznie większe doświadczenie, ale Matt nadrabiał siłą i refleksem. Wreszcie minimalną przewagą punktów wygrał Daniel. Matt pogratulował mu niechętnie.

– Świetna gra! – wtrąciła się Eliza, która najwyraźniej musiała stać z innymi gapiami już od jakiegoś czasu. Obydwaj byli zbyt pochłonięci grą, żeby ją zauważyć. – O co graliście? Strasznie wam obydwojgu zależało, żeby wygrać.

– O ciebie – uśmiechnął się Daniel otaczając ją ramieniem i przyciągając do siebie. – Teraz jesteś moja.

Dziewczyna lekko zmieszana posłała Mattowi pytające spojrzenie.

– Tylko na dzisiaj – uspokoił ją szybko – ale tak, to prawda.

Wzruszyła ramionami zupełnie się tym nie przejmując.

– Co tylko chcecie – oznajmiła wspinając się na palce i delikatnie całując Daniela w usta, potem wzięła go za rękę. – Idziemy na śniadanie?

Matt niechętnie skinął głową, starając się jak najlepiej mógł ukryć swoją irytację i niezadowolenie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel zaplanował cały dzień. Po śniadaniu wybrali się do Aquaparku, co zresztą obydwoje uwielbiali. Mimo tłumów w basenach bardzo przyjemnie spędzili czas. Po obiedzie wypożyczyli żaglówkę, żeby popływać po jeziorze. Jednak koło piątej po południu Daniel oznajmił, że to koniec zabawy. Zostawił Elizę u fryzjera, a sam zniknął po sukienkę dla niej. Stwierdził, że to jego dzień, będą robili to co on chce i nie zamierza wysłuchiwać żadnych protestów.

Przygotowania u fryzjera i kosmetyczki trwały aż do zachodu słońca. Mimo, że Eliza z trudem znalazła cierpliwość na całą długotrwałą i skomplikowaną procedurę sam efekt bardzo przypadł jej do gustu. Po raz kolejny przejrzała się w lustrze. Miała delikatny makijaż w chłodnej tonacji, jej złote włosy spływały w lokach kaskadą po lewym ramieniu, a błękitna suknia którą wybrał dla niej Daniel była po prostu przepiękna. Gotowa do wyjścia stanęła przed drzwiami apartamentu, odetchnęła głęboko i weszła do środka.

Przyjaciele właśnie o czymś dyskutowali, ale na jej widok obydwaj zamilkli. Daniel uśmiechnął się szeroko bardzo zadowolony z siebie. Miał na sobie elegancki garnitur i błękitną koszulę, pod kolor jej sukienki. Jednak to reakcja Matta wprawiła dziewczynę niemalże w euforię. Po prostu stanął i gapił się na nią, zupełnie jakby nie mógł uwierzyć, że to ona. W jego oczach widziała zachwyt i pożądanie. Była przekonana, że gdyby miał taką możliwość, wziąłby ją najchętniej tu i teraz. Uśmiechnęła się do nich swoim najpiękniejszym uśmiechem.

– Idziemy? – zapytała słodko.

Daniel podszedł do niej i objął ją ramieniem. Matt oprzytomniał.

– Ja nie idę – oznajmił spokojnie.

– Właśnie, że idziesz – stwierdziła stanowczo Eliza, przyjrzała się jego poszarpanym jeansom – przebieraj się.

Chłopak westchnął i zniknął w łazience.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza uznała, ze Matt wygląda niesamowicie. Ubrany był w czarną marynarkę, pod spodem miał grafitową koszulę. Nawet bez krawata prezentował się nadzwyczaj elegancko. Dziewczyna nigdy jeszcze nie widziała go w garniturze. Uśmiechnęła się do niego promiennie.

– Jesteście pewni, ze muszę tam iść? – zapytał cierpiętniczo. – W końcu przecież przegrałem ten cholerny mecz…

– Musisz, inaczej nie byłoby zabawy – stwierdził Daniel z diabelskim uśmieszkiem.

– Po za tym obiecałeś towarzyszyć Oli, pamiętasz? – zwróciła mu uwagę Eliza.

Matt westchnął ciężko.

– Niech wam będzie. Pójdę z wami na to cholerne przyjęcie i postaram się nikogo nie wyrzucić za burtę.

Dziewczyna leciutko wspięła się na palce i pocałowała go w policzek.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W pięknej błękitnej sukience Eliza czuła się jak bogini. Podobały jej się też spływające kaskadą po lewym ramieniu złote loki. Dalej czuła posmak triumfu na myśl o tym, jaką minę zrobił Matt na jej widok. Lubiła go zaskakiwać. Coraz bardziej cieszyła się z tego, że to właśnie Daniel wygrał mecz.

Wspólnie weszli po szerokim trapie na pięknie oświetlony i udekorowany statek. Był ogromny. Elizę ciekawiło ile osób może być na takim przyjęciu. Przeszli trzymając się pod rękę po elegancko ozdobionym korytarzu. Dziewczyna spostrzegła dwie plotkujące dziewczyny rzucające jej zazdrosne spojrzenia. Daniel uśmiechnął się do nich uwodzicielsko.

– One gapią się na ciebie czy tylko na twój tyłek? – spytała żartobliwie.

– Oczywiście, że na mnie. W końcu jestem przystojny i czarujący, a niby dlaczego ze mną jesteś?

– Bo wygrałeś mnie w tenisa – uśmiechnęła się do niego uroczo.

– Więc nie uważasz, że jestem seksowny i pociągający? – nie przestawał się z nią droczyć.

– Sama nie wiem… myślę, że to tobie powinny mnie zazdrościć, a nie na odwrót. Jestem od ciebie zdecydowanie ładniejsza.

– Ach tak? Bo ja uważam, że stanowimy idealnie dobraną parę.

– To może kolejny zakład? Dobrze ci dzisiaj z nimi idzie.

– Co masz na myśli?

– Wygra ten kto poderwie do północy więcej osób.

– Ha ha, a jak to sprawdzimy?

– Tam stoi twoja siostra z Sandrą. Wtajemniczymy je w to, będą robiły zdjęcia. Hm.. – dziewczyna zastanowiła się chwilę – niech będzie, że pocałunku.

Popatrzył na nią przez chwile lekko zirytowany, ale w końcu skinął głową.

– Dobra, niech będzie. O co gramy?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza stała naprzeciwko opierającego się o reling szczupłego bruneta. Uśmiechała się do niego uroczo.

– Więc nazywasz się Dawid? To takie niespotykane imię. Bardzo mi się podoba.

– Tak jak twoje – uśmiechnął się do niej szeroko, najwyraźniej był zachwycony jej towarzystwem.

Przysunęła się do chłopaka odrobinę bliżej. Włożyła mu do butonierki kwiatek, który wcześniej obracała w palcach.

– Myślę, że będzie tutaj pasował.

– Mhm, widzę, że masz dobry gust – mruknął.

Położył ręce na jej talii, dotknęła dłonią jego policzka. Pochylił się w stronę dziewczyny. Pocałował ją, a ona odwzajemniła jego pocałunek. Kątem oka zobaczyła uśmiechniętą Olę pstrykającą fotkę komórką. Tak jak przy kilku ostatnich razach chciała odsunąć się od chłopaka i znaleźć jakąś niewinną wymówkę. Nie zdążyła jednak w żaden sposób zareagować. Czyjeś silne ręce chwyciły ją w pasie i odciągnęły od Dawida. Chwilę później chłopak leżał na podłodze z zakrwawionym nosem, a Matt szykował się do kolejnego ciosu. Złapała go za rękę.

– Matt! Przestań! To nie jego wina!

Spojrzał na nią groźnie. W tym momencie pojawili się Daniel i Sandra.

– Znikaj stąd – warknął blondyn do leżącego na deskach chłopaka, pomagając mu jednocześnie wstać.

Tamtemu nie trzeba było dwa razy powtarzać.

– Czekam na wyjaśnienia… – syknął Matt, starając się panować nad tonem głosu.

Eliza i Daniel popatrzyli po sobie w milczeniu, a potem zaczęli mówić jednocześnie. Ola stanęła między nimi kładąc im dłonie na ustach. Zamilkli oboje.

– Dajcie mi wytłumaczyć – zwróciła się do nich spokojnie. – Widzisz – zwróciła się do Matta – założyli się, które z nich lepiej podrywa. Dowodami były zdjęcia pocałunków.

Matt spojrzał na nich unosząc pytająco brew.

– Wy? Podrywanie? Chłopak, który jeszcze nigdy naprawdę nie był w żadnym związku i dziewczyna, która biegała za mną ponad pół roku, a ja nawet nie wiedziałem o jej istnieniu?

Obydwoje patrzyli w podłogę.

– Kiedy kończy się ta gra? – westchnął. – I jakie są wyniki?

– O północy – wtrąciła Sandra – czyli dokładnie za pięć minut i Daniel zaliczył dziesięć – podzieliła się tą informacją z nutką podziwu w głosie.

Matt spojrzał na niego niedowierzająco. Ola zamrugała.

– Eliza też, więc mamy remis? – wyglądała na rozczarowaną.

Matt uśmiechnął się tajemniczo przyciągając Elizę do siebie i pocałował ją namiętnie. Ola szybko zrobiła zdjęcie. Wybiła północ. Daniel wyglądał na bardzo niezadowolonego.

– O co był zakład? – spytał Matt zaciekawiony.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Był piękny letni wieczór. Gwiazdy świeciły jasno na niebie. Daniel nie był zadowolony z tego, że przegrał zakład i to na dodatek w tak głupi sposób, cieszył się jednak, że jego dzień z Elizą nie dobiegł jeszcze końca.

Koło drugiej nad ranem statek przycumował z powrotem w porcie. Kiedy zeszli z trapu, Eliza wtuliła się w ramię Daniela. Uśmiechnął się do niej ciepło. To właśnie lubił. Objął dziewczynę, całując delikatnie w skroń. Oznajmił reszcie, że planują się jeszcze przespacerować i zniknęli im z oczu idąc ładnie oświetloną promenadą.

– To jeszcze nie koniec twoich planów? – spytała zaciekawiona dziewczyna.

Roześmiał się.

– Nie, jeszcze mam jedną czy dwie niespodzianki.

– Naprawdę? – obdarzyła go jednym ze swoich najładniejszych uśmiechów, zatrzepotała rzęsami.

Daniel nie wytrzymał. Wziął dziewczynę w ramiona stanowczo przyciągając do siebie i pocałował namiętnie.

– Zobaczysz – powiedział, kiedy wreszcie zdobył się na to, żeby oderwać się od jej ust.

Zabrał Elizę do wesołego miasteczka. Widniały nad nim naprawdę niesamowite iluminacje świetlne. Wybrał kilka najszybszych i najbardziej dzikich karuzel oraz wysoką, krętą kolejkę górską. Dziewczyna po prostu piszczała z zachwytu. Daniel tego właśnie się spodziewał. Lubili praktycznie te same rzeczy. Później zabrał ją na diabelski młyn. Kiedy byli wysoko w górze, w powietrze wystrzeliły przepiękne fajerwerki. Eliza położyła mu głowę na ramieniu. Patrzyła w niebo zachwyconym wzrokiem.

– Kocham cię – wyszeptał jej do ucha tuląc ją do siebie czule. – Podobało ci się dzisiaj?

– Żartujesz? – zapytała cicho mrucząc. – To jeden z najcudowniejszych dni mojego życia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wrócili do hotelu dopiero nad ranem. Eliza, mimo tylu wrażeń prawie wcale nie czuła się zmęczona. Daniel zaskoczył ją po raz kolejny. Zamiast do apartamentu, w który mieszkali poprowadził ją do zupełnie innego pokoju.

Był on urządzony zupełnie jak apartament dla nowożeńców. Składał się z dwóch pokoi – jednego typowo dziennego i sypialni. Salonik był urządzony przytulnie, w jasnym, pastelowych barwach, za to sypialnia zupełnie zaskakiwała. Na środku stało duże, okryte jedwabną narzutą łoże, dookoła którego stały pełne czerwonych róż wazony. Pokój zalany był delikatnym, stłumionym, białym światłem. Przy oknie i pod sufitem podwieszone były białe, tiulowe firanki. Przez otwarte drzwi widać było dużą łazienkę, w której znajdowała się wanna – jacuzzi. Na niskiej szafeczce stało wypełnione lodem wiadro z butelką szampana w środku i mały koszyczek truskawek.

– Może być? – spytał Daniel obejmując dziewczynę od tyłu ramionami.

Oszołomiona skinęła głową. Chłopak naprawdę sobie wszystko dokładnie zaplanował. Nie wiedziała co powiedzieć. Wyjął z wazonu jedną ze zdobiących pokój róż.

– Piękno dla piękności – powiedział podając ją Elizie.

Jej policzki zaróżowiły się uroczo. Uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Nigdy dotąd się tak jeszcze nie czuła w obecności Daniela.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XIV

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tego dnia Matt był w bardzo kiepskim humorze. Nie cieszył się nawet z tego, że za chwilę odbierze swoją wymarzoną Hondę Blackbird. Coraz boleśniej uświadamiał sobie jak dobrze rozumieją się i pasują do siebie Eliza i Daniel. On sam nawet nie wiedział czy będzie w stanie zapewnić dziewczynie jakąś sensowną przyszłość, bo aż tak daleko sięgały jego dotyczące Elizy plany. Był natomiast przekonany, że z Danielem nigdy niczego jej nie zabraknie. Nawet rodzina dziewczyny traktowała go jakby od zawsze był jej członkiem.

Podły nastrój przeszedł chłopakowi dopiero, kiedy wsiadł na nowy motocykl. Miał nadzieję, że Eliza już się obudziła, bo naprawdę chciał ją zabrać na przejażdżkę, zwłaszcza, że wrzesień w tym roku był nadzwyczaj ładny. Ku jego zaskoczeniu i radości, zauważył ją już kiedy wjechał na hotelowy parking. Siedziała na osłoniętej drewnianą pergolą ławce. Czytała jakąś książkę. Gdy tylko usłyszała warkot silnika, natychmiast podniosła głowę. Na jej twarzy zagościł pogodny, zachwycony uśmiech. Zerwała się z ławki i podbiegła do chłopaka. Matt podał jej zapasowy kask. Usiadła za nim, obejmując go w pasie.

– I jak się sprawuje twoja nowa maszyna? – zapytała wesoło.

– Zaraz się przekonasz – roześmiał się chłopak.

Ruszyli. Matt przyspieszył, dopiero kiedy opuścili bajeczne, turystyczne miasteczko. Nie zamierzał jednak wypróbowywać wszystkich możliwości swojego nowego motocykla. Nie chciał szarżować, nie kiedy jechała z nim Eliza. Za bardzo troszczył się o dziewczynę. Wrócili pod hotel dopiero po dobrych dwóch godzinach. Ola i Sandra opalały się, korzystając z resztek letniego słońca. Podeszły do nich, z zainteresowaniem oglądając nową Hondę Matta.

– Nas też przewieziesz? – zapytała z nadzieją Ola.

Chłopak chciał zaprotestować, niespecjalnie zachwycony tym pomysłem, ale ubiegła go Eliza.

– Pewnie, że was przewiezie. Jest super – oznajmiła entuzjastycznie podając Oli kask.

Zachwycona siostra Daniela, zajęła miejsce pasażera. Matt przeklął się w duchu, za zbyt wolną reakcję, teraz już jednak zwyczajnie nie miał wyjścia. I tyle by było z cudownych planów, spędzenia całego dnia z ukochaną. Odpalił motocykl i niechętnie ruszył spod hotelu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

To była dla Daniela cudowna, niezapomniana noc. Zapragnął, żeby każda tak właśnie wyglądała. Przyzwyczajony do wczesnego wstawania, wyśliznął się cicho z łóżka, nie budząc śpiącej obok dziewczyny. Miał zamiar jakiś czas popływać, a na potem, jak Eliza już się wyśpi, ułożył znacznie ciekawsze plany. Kiedy wrócił do pokoju, dziewczyny już jednak nie było. Teraz stał przed hotelem, zachmurzony jak gradowe niebo i patrzył jak Eliza zsiada z motocykla, a potem jak gdyby nigdy nic całuje Matta. Bolało, jak zwykle cholernie bolało. Daniel nie był pewien czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczai. W jego głowie już od pewnego czasu powstawał plan. Nie liczyło się to, co będzie musiał poświęcić.

Mile zaskoczyło go, to, że Matt odjechał z Olą, zostawiając Elizę i Sandrę same. Natychmiast podszedł do dziewczyn, przywołując na twarz wesoły uśmiech. Stanął za Elizą i objął ją od tyłu ramionami.

– Wyspałaś się? – spytał pogodnym tonem.

– Aha – odpowiedziała wesoło. – Nawet bardzo. Wiesz, że przegrałeś zakład? – zapytała.

Odwróciła się do niego. Wspięła się na palce i pocałowała go delikatnie w policzek. To też Daniela zabolało. Wolałby o wiele, wiele więcej.

– Pamiętam – jęknął cierpiętniczo. – Kiedy zamierzasz odebrać nagrodę?

Dziewczyna udała, że się nad tym zastanawia.

– Sądzę, że u ciebie w domu – odpowiedziała po krótkiej chwili. – Nie zamierzam zmarnować ani chwili z tak ciekawie zapowiadającego się dnia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Niedziela była ładnym, słonecznym dniem. Tylko chłodne powietrze przypominało o schyłku lata i zbliżającej się jesieni. Eliza uwielbiała jeździć z Mattem na motorze. Było to dla niej tak samo pasjonujące i cudowne przeżycie jak jazda konna. Kiedy zatrzymali się na ogrodzonym terenie wiejskiej posiadłości rodziców Daniela, była absolutnie szczęśliwa. Gdy tylko zwinnie zsunęła się na ziemię, zaraz podbiegła do niej biała, puchata kulka.

– Snowy! – zawołała radośnie. – Tęskniłeś za mną?

Piesek skakał na nią, merdając wesoło ogonem. Ukucnęła przy nim, głaszcząc go i drapiąc za uszami. Gdy Matt ukucnął przy dziewczynie, szczeniak niemal oszalał z radości.

– No ba, pewnie, że tęsknił. Sam też bym za tobą tęsknił – odezwał się rozbawiony chłopak, przewracając psiaka na plecy i drapiąc go po brzuchu.

– Mam nadzieję, że byś tęsknił – odpowiedziała wesoło Eliza.

Przysunęła się bliżej do Matta. Oplotła ramionami jego szyję. Pocałowała go w usta. Chłopak stracił równowagę i przewrócił się, na ciągle jeszcze zieloną trawę, ozdobnego ogródka. Pociągnął za sobą dziewczynę. Znalazła się nad nim. Znów go pocałowała. Przyciągnął ją do siebie. Zaborczo objął ramionami, jakby nigdy nie planował jej wypuścić z uścisku. Mruknęła cicho. Położyła głowę na jego torsie. Tak było dobrze. Cudownie. Wspaniale.

– Kocham cię, kociaku – powiedział Matt, przyglądając jej się zachwyconym wzrokiem.

– Ja ciebie też – odpowiedziała jeszcze bardziej zadowolona.

Leżeli tak wtuleni w siebie przez dłuższą chwilę. Biały wilczek zaczepiał ich co chwilę, to liżąc któreś po twarzy, to szarpiąc za ubranie. Potem odbiegał odrobinę, by uszczęśliwionym wrócić z jakimś nowym trofeum w swoich małych, szczenięcych kiełkach.

– Kociaku… – zaczął rozmowę Matt. – Dręczy mnie jedna rzecz…

– Mhm? – zapytała Eliza. – Co takiego?

– Może mi wreszcie powiesz, o co założyliście się z Danielem?

Policzki dziewczyny zaróżowiły się uroczo.

– Kiedy to głupi zakład – powiedziała dziewczyna, chowając twarz w jego skórzanej kurtce.

Odwrócił się na bok, żeby móc na nią spojrzeć.

– I tak się dowiem, prawda? Więc może lepiej by było gdybyś mnie z góry uprzedziła…

Eliza westchnęła.

– Pewnie masz rację. Przez jeden dzień będzie moim niewolnikiem – powiedziała zawstydzona.

Matt pokręcił głową. Uśmiechnął się do niej ponuro.

– I to samo czekało by ciebie? – zapytał. Dziewczyna niepewnie przytaknęła. – W takim razie naprawdę się cieszę, że pomogłem ci wygrać ten wasz idiotyczny zakład. No nic to, mam nadzieję, że dzięki temu będziemy mieli przynajmniej dobrą zabawę.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Siedzieli we czworo w altance, w przepięknie urządzonym ogrodzie państwa Maes. Ola zaprosiła Sandrę, żeby wraz z przyjaciółką napawać się nieszczęściem swojego brata. Eliza nie zamierzała odpuszczać Danielowi. Tego dnia robił za dobrego, gotowego na wszystko lokaja.

– Daniel, skończyły się nam drinki – zawołała z lubością Olka, kiedy jej brat przyszedł z zamówionym wcześniej przez dziewczyny sokiem.

Chłopak zmierzył ją wściekłym spojrzeniem zielonych oczu. Nie przeszkadzało mu to, że Eliza nim rozporządza, ale żeby wszyscy mogli, to była już zdecydowana przesada.

– Coś kiepsko ci idzie – odezwała się Eliza, przekornie przekrzywiając głowę na bok.

– Miałem usługiwać tobie, nie wszystkim dookoła – jęknął chłopak.

Dziewczyna roześmiała się wesoło.

– Ty przegrałeś, ona wygrała – odezwał się Matt rozbawionym głosem. – Jeżeli dobrze zrozumiałem zasady, robisz to co ci powie.

Daniel spojrzał groźnie na przyjaciela, ale miał swój honor i nie zamierzał się wycofywać z zakładu. Z ponurym wyrazem twarzy wyszedł z altanki, żeby przynieść zamówione przez dziewczyny drinki.

– Nie przesadzamy trochę? – zaniepokoiła się Eliza, kiedy zniknął im z pola widzenia.

– Należy mu się – roześmiała się Ola. – Całe życie jemu ktoś usługuje, niech zobaczy jak to fajnie.

Eliza westchnęła, podciągając nogi na drewnianą ławkę i plecami opierając się o bok Matta.

– Ja tylko nie chciałabym przegiąć. Nie chcę, żeby się obraził.

– E tam, przesadzasz – wtrąciła się Sandra. – W końcu to on przegrał zakład. Uważasz, że tobie by odpuścił?

Eliza wzruszyła ramionami. Nie miała pojęcia co wykombinowałby Daniel.

– Na pewno nie – powiedziała zupełnie poważnie Olka. – Znam swojego brata. Miałabyś znacznie gorzej niż on teraz.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Przez cały dzień ganiali Daniela na posyłki. Wszyscy poza samym chłopakiem bawili się znakomicie. Za namową dziewczyn, Eliza kazała mu przygotować dla nich, w porze obiadowej piknik, a wieczorem ognisko. Daniel wykonywał polecenia sumiennie, jedynie od czasu do czasu marudząc coś pod nosem. Ola i Sandra przerzucały się coraz to nowymi pomysłami na to, jak pognębić chłopaka, Eliza jednak hamowała ich zapędy. Przegrał zakład i musiał ponieść tego konsekwencje, ale dziewczyna nie chciała go za nic karać. W zupełności wystarczało jej to, że się dobrze bawią.

Matt nie potrafił wysiedzieć zbyt długo bezczynnie i po krótkiej chwili nabijania się z przyjaciela, zaczął mu aktywnie pomagać w rozpalaniu ogniska. Lekko zawstydzone Ola i Sandra zniknęły w kuchni z zamiarem zdobycia prowiantu. Eliza natomiast, której nie opuszczał dobry humor, zajęła się swoim szczeniakiem, który cierpliwie i z upodobaniem plątał się wszystkim pod nogami, przez cały, długi dzień.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Słońce zbliżało się ku zachodowi. Eliza bawiła się rzucając Snowy’emu piłeczkę. W jej polu widzenia pojawiła się jakaś sylwetka. Już z daleka rozpoznała Adama. Nie widziała chłopaka od czasu ostatniego ogniska, mimo, że często zaglądała do stajni. Wyraźnie jej z jakiegoś powodu unikał. Poczuła się odrobinę zaskoczona, kiedy sam do niej podszedł.

– Cześć – zaczął, kiedy znalazł się przy dziewczynie.

Spojrzała na niego pytająco. Nie miała pojęcia skąd te nagłe zmiany w zachowaniu chłopaka. Bardzo go zdążyła polubić i raniło ją to, że jej unikał.

– Cześć… – odpowiedziała niepewnie.

– Chciałem cię przeprosić za moje zachowanie – powiedział patrząc jej w oczy. – Daniel zagroził mi, że jeżeli będę z tobą dalej rozmawiał, stracę pracę. Teraz to już nie ma znaczenia.

Eliza popatrzyła na niego zaskoczona. Nie mogła uwierzyć, w to co przed chwilą powiedział. Chłopak jednak miał zupełnie poważną i dosyć smutną minę. Wyraźnie było mu przykro, że jej to mówi.

– Jak to? – zapytała głupio, bo nic lepszego nie przyszło jej do głowy.

– Bardzo mi pomogłaś i dzięki tobie podjąłem ważną decyzję – odpowiedział dziewczynie. – Pogodziłem się z ojcem. Wracam do domu. Lubię moją pracę tutaj, ale nie chcę być uzależniony od humoru głupich dzieciaków, które uważają, że im wszystko wolno. Tu masz mój numer i maila – podał dziewczynie starannie złożoną kartkę – odezwij się jakbyś kiedyś była w Poznaniu.

Eliza skinęła głową. Impulsywnie zarzuciła chłopakowi ramiona na szyję i pocałowała w policzek. Wiedziała, że czeka ją długa i nieprzyjemna rozmowa z Danielem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza wróciła do domu naprawdę rozżalona. Nie miała ochoty dalej się bawić. To co powiedział jej Adam, zupełnie zepsuło dziewczynie humor. Bez słowa minęła w drzwiach Daniela i wbiegła po schodach na górę. Usiadła na podłodze w tymczasowym pokoju Matta. Podwinęła pod siebie nogi i wtuliła twarz w kolana. W jej oczach zalśniły łzy. Jakaś cząstka dziewczyny próbowała krzyczeć, że to nie możliwe, że Daniel wcale nie był taki, wiedziała jednak, że Adam nie miał najmniejszego powodu, żeby ją okłamywać. Daniel był jednym, z tych nadętych, snobistycznych dzieciaków, które wszystkich dookoła uważały za gorszych od siebie. Tak wyglądała bolesna rzeczywistość.

Eliza usłyszała cichy zgrzyt, otwierających się drzwi. Podniosła głowę. W progu stanął Daniel. Patrzył na nią. Podszedł do dziewczyny i ukucnął przy niej.

– O co chodzi? – spytał wyraźnie zaniepokojonym głosem.

– Nie ważne – powiedziała cierpko.

Nie miała ochoty na tą rozmowę. Ani teraz, ani nigdy.

– Eliza… jestem twoim przyjacielem – powiedział cicho, siadając obok dziewczyny. – Możesz mi powiedzieć, cokolwiek by to nie było.

Dziewczyna obrzuciła go niechętnym spojrzeniem.

– Chcesz wiedzieć o co chodzi? – warknęła na chłopaka, wyzwalając całą swoją frustrację i zawód. – O to, że jesteś potwornym dupkiem, Daniel!

Popatrzył na nią wzrokiem zbitego psa.

– Co znowu zrobiłem źle? – westchnął.

– Czemu zabroniłeś Adamowi się do mnie odzywać? – zapytała odrobinę spokojniej, w jej głosie nie było już gniewu, zostały w nim tylko zawód i smutek.

– Więc o to chodzi – powiedział odrobinę uspokojony. – A jak ci się wydaje, czemu to zrobiłem?

– Bo jesteś cholernym kretynem? – zapytała ironicznie.

– Nie, bo jestem o ciebie potwornie zazdrosny. Jak na mój gust, za bardzo się z nim zaprzyjaźniłaś – powiedział z sarkazmem, kładąc nacisk na ostatnie słowo.

– Zachowałeś się jak ostatnia świnia – stwierdziła dziewczyna cicho.

– Wiem – przyznał szczerze Daniel – ale co niby miałem twoim zdaniem zrobić? Nie wystarczy ci, że bawisz się nami dwoma? Postanowiłaś sobie znaleźć kolejną ofiarę?

Eliza gwałtownie wstała. Słowa Daniela zabolały ją do żywego. Wiedziała, że chłopak ma rację i sama tylko się oszukuje, przedłużając tą sytuację w nieskończoność. Mimo to nigdy nie sądziła, że któryś z nich w ten sposób jej to wygarnie.

– Masz rację – powiedziała cicho, nie patrząc na niego. – Nie możemy tego tak dłużej ciągnąć. Przykro mi, że tak bardzo cię ranie, Daniel – rzuciła łamiącym się głosem, a potem wybiegła z pokoju.

– Eliza, ja nie to miałem na myśli! – krzyknął za nią nagle przestraszony chłopak, ale dziewczyna nie miała już szans go usłyszeć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel był cholernie zły na siebie, że też zawsze musiał coś takiego palnąć. Na dodatek za późno pobiegł za Elizą i teraz nigdzie nie mógł jej znaleźć. Otworzył barek w gabinecie ojca i wyciągnął butelkę whisky. Miał wszystkiego serdecznie dość. Nalał sobie pełną szklankę i wypił ją praktycznie duszkiem. Nie pozwoli jej odejść. Do tej pory miał jakieś skrupuły, ale teraz, kiedy znowu stała przed nim możliwość utraty dziewczyny, stwierdził, że jest gotowy na wszystkie konsekwencje. Zrobi to co będzie musiał, byleby tylko Eliza była jego. Nic więcej nie miało znaczenia.

Chłopak nalał sobie kolejną szklankę. Usiadł pod przeszkloną gablotą. Po głowie snuły mu się ponure myśli. Miał plan i z tą właśnie chwilą, zdecydował się wprowadzić go w życie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel podszedł uśmiechnięty do Elizy. Był wyraźnie pijany. Poderwał dziewczynę z podłogi. Wziął ją na ręce i przytulił do siebie.

– Co robisz? – spytała odrobinę przestraszona.

– Nic – powiedział z szerokim uśmiechem. – Zwyczajnie mam na ciebie ochotę.

Zaniósł ją do swojego pokoju, nie położył jednak dziewczyny na łóżku. Postawił ją na podłodze i zaczął powoli rozbierać, cicho przy tym mrucząc. Ponieważ wieczór był chłodny, miała na sobie niebieskie jeansy i kraciastą koszulę w podobnym kolorze.

– Daniel… – wyszeptała cicho.

Próbowała się wyrwać. Nie do końca rozumiała swój strach, ale wiedziała, że z chłopakiem jest coś nie w porządku.

– Cii – powiedział rozpinając jej koszulę. Przytrzymał jej ręce. – Lubisz być poniżana i zmuszana do różnych rzeczy, prawda?

– Przestań – jęknęła. – Puść mnie! – to był już prawie krzyk.

Roześmiał się.

– O nie – powiedział. – Skoro jemu wolno, to mnie też.

Strach w Elizie narastał z każdą chwilą. Co on sobie myślał? Przy Mattcie czuła się spokojna, ufała mu. Daniel był pijany i nieobliczalny. Przerażał ją.

Rozebrał ją już do bielizny. Z lubością, powoli zdjął z niej stanik. Brutalnie pocałował broniącą się dziewczynę. Wargami miażdżył jej usta. Na siłę wpychał swój język do środka. Pochylił się i wziął do ust jeden z jej sterczących, twardych sutków. Przygryzł go lekko. Jęknęła.

– Daniel, proszę – wyszeptała.

Znowu się roześmiał.

– Prosić zaraz będziesz – powiedział aksamitnym głosem, całując szyję dziewczyny – o więcej.

Teraz Eliza była w samych majtkach. Miała na sobie czarne, jednolite stringi. Daniel dał jej lekkiego klapsa na gołą pupę. Pisnęła. Chłopak zamruczał zadowolony. Z szuflady szafki nocnej wyciągnął wyłożone czarnym futerkiem kajdanki. Oddech Elizy przyspieszył. Owszem, lubiła się czuć bezradna, ale nie wtedy kiedy tak się bała.

– Daniel, błagam cię, nie rób tego – spróbowała jeszcze raz.

Chłopak uderzył ją ponownie. Tym razem mocniej.

– Za każde następne słowo, które wypowiesz, dostaniesz pasem – wymruczał jej do ucha. – Wolno ci wymawiać tylko moje imię.

Oczy Elizy rozszerzyły się ze zdumienia i strachu. W ogóle nie poznawała Daniela. Z każdą mijającą minutą coraz bardziej się go bała.

Chłopak zaprowadził dziewczynę do niewielkiego, drewnianego biurka. Otworzył kajdanki i przykuł ją do wystającej po drugiej stronie belki, tak, że musiała się położyć, wypinając pupę. Rozebrał się. Otarł się o jej pośladki swoim sterczącym penisem.

– Teraz jesteś tylko moja – powiedział rozmarzony. –  Nie masz jak mi uciec.

Eliza zagryzła zęby. Jej umysł ogarniała panika. Chłopak poszedł po coś jeszcze. Kiedy odwróciła głowę, żeby zobaczyć, co robi Daniel, jej włosy, złota falą, opadły na oczy.

Zadrżała. Chłopak niósł ze sobą dwa niebieskie wibratory. Wyglądały na żelowe. Obydwa miały kształty delfinków, jeden był mały i cienki, drugi grubszy, na baterie, z możliwością wibracji. Chciała gwałtownie zaprotestować, bała się jednak odezwać, więc tylko złączyła nogi.

Daniel podszedł do niej. Położył ręce na jej pośladkach. Ścisnął lekko. Potem przesunął opuszkami palców po wyprężonych plecach dziewczyny.

– Coraz bardziej mi się podobasz – zamruczał. – Nawet nie wiesz jaką mam na ciebie ochotę.

W oczach Elizy zalśniły łzy, spowodowane strachem i bezradnością. Chłopak włożył rękę między jej uda. Palcami dotknął łechtaczki. Dwa wsunął do środka, ruszając nimi delikatnie. Szeroko rozsunął nogi dziewczyny. Włączył większy wibrator. Przesunął nim po pośladkach dziewczyny. Pochylił się nad nią i jedną ręką zaczął ściskać lewą pierś dziewczyny. Potem przyłożył do jej sutka wibrującego delfinka. Jęknęła cichutko. Przesunął językiem po jej karku. Kiedy znów włożył rękę między nogi dziewczyny, jej cipka była zdecydowanie bardziej mokra.

Znów włożył w nią palce i zaczął nimi szybko posuwać dziewczynę. Oddychała coraz szybciej. Po jej policzkach spływały łzy. Po dłuższej chwili wyjął z niej palce, a zamiast nich włożył w cipkę Elizy wibrator. Wsuwał go po trochu, coraz głębiej, aż wreszcie wszedł prawie cały. Zaczął nim delikatnie poruszać. Znów dał dziewczynie klapsa. Wyraźnie mu się to spodobało. Teraz jego palec powędrował do drugiej dziurki. Udem przytrzymywał wibrator, żeby się nie wysunął ze szparki dziewczyny. Posuwał ją zarówno w cipkę jak i pupę. Eliza nie potrafiła powstrzymać westchnień i cichych jęków.

Daniel sięgnął po żel do zabaw intymnych, który postawił na szafeczce obok. Zanurzył w nim mniejszego delfinka. Wyjął z dziewczyny palec i do jej pupy przysunął mniejszy wibrator.

– Nie! – krzyknęła przestraszona.

– Ostrzegałem – oznajmił z nutką satysfakcji w głosie.

Podniósł leżący na podłodze pasek. Szeroko otwarte oczy Elizy były pełne łez.

– Daniel… błagam… przestań… – szepnęła przez łzy. – Zrobię co zechcesz.

– Owszem, zrobisz – powiedział dosyć ostro – a teraz chcę, żebyś była cicho, kiedy będę wymierzał ci stosowną karę.

Dziewczyna otwarcie płakała. Coraz silniejsze uderzenia spadały na jej wypiętą pupę. Jej pośladki stały się zupełnie czerwone. Chłopak co jakiś czas poruszał wibratorem w jej wnętrzu. Po kilkunastu razach odłożył pasek i ponownie wziął delfinka. Powoli zaczął go wsuwać w ciasną dziurkę łkającej dziewczyny. Poruszał w niej teraz dwoma wibratorami. Swoim członkiem ocierał się o jej uda.

– Którą dziurkę mam wybrać? – zapytał lubieżnie. – Nie mogę się już doczekać – mruknął.

Eliza bała się odezwać. Zamknęła oczy mocno zaciskając powieki. Miała nadzieję, że skończy i da jej spokój, nie była tego jednak pewna. Daniel wysunął delfinka z jej pupy. Nasmarował żelem swojego członka. Powoli zaczął napierać na jej ciasną dziurkę. Ręce położył na wypiętych, piekących pośladkach dziewczyny. Znów dał jej klapsa. Sprawiało mu to ogromną przyjemność. Wsunął się w nią głębiej, a potem zaczął się powoli poruszać w dziewczynie.

W pewnym momencie do pokoju wszedł Matt.

– Szukałem… – zaczął, a potem zamarł.

Spojrzał na zapłakane, błagalnie patrzące na niego, spod burzy jasnych włosów, chabrowe oczy dziewczyny. Na jej czerwone, piekące pośladki. Zareagował natychmiast. Brutalnie odepchnął Daniela od dziewczyny, co nie było trudne, bo chłopak był naprawdę mocno pijany. Zatoczył się w tył i upadł na łóżko. Matt rzucił się, żeby uwolnić Elizę. Kiedy zdjął kajdanki, dziewczyna się natychmiast wyprostowała. Przylgnęła do niego łkając. Kurczowo zacisnęła ręce na jego koszuli. Sięgnął ręką między jej nogi i wysunął wystający z cipki wibrator. Odłożył go na stolik. Wziął dziewczynę na ręce i wyniósł z pokoju.

Zaniósł Elizę do pierwszej lepszej sypialni. Włączył światło. Postawił ją na ziemi i obejrzał dokładnie. Wściekłość na głupotę Daniela rosła w nim z każdą chwilą.

– Nic ci nie jest kociaku? – zapytał.

Dziewczyna pokręciła głową. Drżała. Przytulił ją do siebie, a ona wtuliła się w niego jak mała dziewczynka.

– Powinienem cię lepiej pilnować – szepnął kładąc ją na łóżku. Przykrył Elizę kołdrą. – Nie miałem pojęcia, że ten kretyn… – zabrakło mu słów. – Przepraszam – powiedział cicho. – Cholernie cię przepraszam.

Matt tulił dziewczynę do siebie głaszcząc jej włosy. W końcu, zmęczona łkaniem, zasnęła w jego ramionach.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy Eliza zasnęła, Matt poleżał przy niej jeszcze chwilę. Chciał mieć pewność, że dziewczyna się nie obudzi. Potem wstał i wyszedł z pokoju. W dalszym ciągu buzowała w nim wściekłość. Chwilę później stał już w drzwiach pokoju Daniela. Chłopak siedział pod ścianą z butelką whisky.

– Co ci odwaliło? – zapytał Matt cichym, groźnym głosem.

– Odpierdol się ode mnie – powiedział Daniel upijając jeszcze trochę zawartości butelki.

– Mogłeś zrobić jej krzywdę! – warknął Matt. – Nic cię to nie obchodzi?

– Ja mogłem, a ty nie? – prychnął Daniel. – Za każdym razem tak ją traktujesz. Uznałem, że ona po prostu to lubi, skoro ciągle jest z tobą.

– Ja wiem co robię, idioto! Nie zauważyłeś, że to co robimy, sprawia Elizie przyjemność? Czy ty widziałeś, jak się czuła dzisiaj z tobą?

Daniel wzruszył ramionami.

– Jeżeli jej się nie podobało, to dlaczego była mokra?

Matt z niedowierzaniem spojrzał na przyjaciela.

– Czy ty naprawdę jesteś aż tak głupi? – zapytał. – Cofam nasz układ – powiedział cicho. – Nigdy więcej nie waż się jej dotykać – oznajmił cichym, groźnym tonem, a potem wyszedł z pokoju.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza obudziła się odrobinę zdezorientowana. Leżała w dużym łóżku przykryta białą, atłasową kołdrą. Rozejrzała się po pokoju. Obok niej, podparty na łokciu, leżał Matt. Był w ubraniu. Wpatrywał się w dziewczynę uważnie.

– Dzień Dobry – powiedział, kiedy zauważył, że się obudziła.

Ziewnęła przeciągając się jak mały kotek. Przysunęła się bliżej do chłopaka. Przytulił ją do siebie.

– Dobrze się czujesz? – spytał z troską w głosie.

– Myślę, że tak – powiedziała nie odsuwając twarzy od jego czarnej koszuli.

– Wrócimy dzisiaj do domu – powiedział cicho. – Dobrze?

– Mhm, będę jechała z tobą na motorze? – spytała niepewnie.

Chłopak uśmiechnął się. Spojrzał na nią z czułością. Delikatnie pogładził jej włosy.

– Co tylko zechcesz – powiedział.

Eliza mruknęła zadowolona. Odsunęła się odrobinę od chłopaka i pocałowała go w usta.

– W takim razie idę się ubrać – oznajmiła wesoło.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wyruszyli od razu gdy tylko Eliza była gotowa. Żadne z nich nie miało ochoty na spotkanie z Danielem. Dziewczyna nie rozumiała, co tak bardzo go zmieniło. Miała nadzieję, że zwyczajnie mu przejdzie.

Październik i rozpoczęcie roku akademickiego zbliżały się dużymi krokami. Ani Eliza ani Matt nie rozmawiali z Danielem. Wspólne mieszkanie w takiej atmosferze  było istną udręką. Dziewczyna niepokoiła się jak będą wyglądały jej studia, skoro miała być z chłopakiem na jednym roku. Znów zaczynała się bać.

Kilkakrotnie rozmawiała z Mattem o przeprowadzce. Obydwoje tego chcieli, nie mieli jednak wystarczającej ilości pieniędzy, żeby utrzymać się we własnym mieszkaniu. Nic nie układało się po ich myśli.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XV

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Frombork jest urokliwym, niewielkim, historycznym miasteczkiem położonym tuż nad Zalewem Wiślanym. Na Mierzeję, do Krynicy Morskiej, można stamtąd dopłynąć statkiem w niecałą godzinę. W centrum Fromborka znajduje się średniowieczne Wzgórze Katedralne, u podnóża otoczone barwną tęczą najróżniejszych kramów i straganów, których nie omijają pojawiający się tam tłumnie turyści. Jest też herbarium, planetarium, wieże widokowe i muzeum Mikołaja Kopernika. Ponieważ nie było to zbyt daleko, tam właśnie postanowili wybrać się przyjaciele Matta. Chłopak dał się namówić na wycieczkę i oczywiście zabrał ze sobą Elizę. Dziewczyna była bardzo zadowolona. Mimo, że Frombork leżał stosunkowo blisko, nigdy jeszcze tam nie była. Zresztą po prostu uwielbiała podróżować. Jej humor odrobinę się pogorszył, kiedy zobaczyła, że razem z nimi jadą Selena i jej koleżanki, ale szybko udało jej się przegonić ponure myśli. Postanowiła wykorzystać każdą możliwą chwilę na dobrą zabawę i spędzanie czasu z Mattem. Kiedy skończyli zwiedzać miasto, wybrali się na piwo. Usiedli przy drewnianym stoliku, pod zielonym parasolem Lecha. Eliza zauważyła, że zarówno Ren jak i Seth z pełną gorliwością nadskakują Selenie i jej koleżanką. Dziewczyny natomiast wyglądały na wyjątkowo znudzone.

– Idziemy się przejść na molo – rzuciła Afrodyta.

Wszystkie trzy zwinnie wstały od stolika. Rzeczywiście swoim wyglądem i prowokacyjnym zachowaniem bez trudu przywodziły na myśl greckie boginki.

– Eliza, idziesz z nami, prawda? – zapytała Selena. – Nie będziesz siedziała sama tylko z chłopakami, zanudzisz się na śmierć.

Jej słowom zawtórował dźwięczny śmiech koleżanek. Trzecia z nich, Diana, uśmiechnęła się przyjaźnie do Elizy.

– Pewnie, że idzie. Czemu miałaby nie iść? – oznajmiła zdecydowanie.

Eliza niepewnie spojrzała na Selenę, a potem na Matta.

– Idź, jeżeli chcesz – powiedział chłopak, jednocześnie patrząc na Selenę z groźbą w oczach. – Jakoś przeżyję tę chwilę bez ciebie. Nie twierdzę jednak, że nie zdążę się stęsknić.

Uśmiechnął się ciepło do dziewczyny. Pocałowała go delikatnie w usta, a potem wstała i przyłączyła się do roześmianych boginek. Wszystkie cztery poszły lekkim, wesołym krokiem nad zalew. Eliza nie miała takiej idealnej figury jak one, dorównywała im jednak urodą i wdziękiem. Kiedy Diana wzięła ją pod rękę i zaczęła wesołą paplaninę, Eliza ze zdziwieniem zdała sobie sprawę, że nie czuje się między nimi ani odrobinę wyobcowana. Usiadły rządkiem na molo, spuszczając z pomostu nogi. Nieopodal stały przycumowane jachty, motorówki i łódź straży przybrzeżnej, na której krzątali się jacyś mężczyźni.

– O widać stad Krynicę Morską – oznajmiła Afrodyta.

– Ładna pogoda, to i dobra widoczność – stwierdziła Selena.

– Fajnie by było popłynąć nad morze – rozmarzyła się Diana. – Szkoda, że nic stąd sensownego nie kursuje, przecież to niecała godzina drogi wodą…

Na łodzi straży przybrzeżnej powstało jakieś poruszenie. Młodo wyglądający mężczyzna zeskoczył na brzeg. Raźnym krokiem przebył dzielące go od siedzących na molo dziewczyn kilka metrów.

– Przepraszam – zaczął uśmiechając się przyjaźnie – niechcący podsłuchaliśmy waszą rozmowę – oznajmił. – My właśnie płyniemy do Krynicy, może macie ochotę się z nami zabrać? Będziemy tam dwie godziny, a potem wracamy do Elbląga. Możemy was tutaj podrzucić, jeżeli chcecie.

Dziewczyny popatrzyły po sobie.

– Właściwie to do Elbląga bardziej by nam pasowało – stwierdziła Selena wstając. – Chętnie się z wami zabierzemy.

Diana i Afrodyta przytaknęły. Eliza spojrzała niepewnie na Selenę.

– Ja chyba odpadam – stwierdziła.

Migdałowooka piękność pokręciła głową.

– Daj spokój Eliza, rozluźnij się trochę. Niech Matt ma okazję popić z kumplami. Płyniesz z nami. Obiecuję, że będziesz się dobrze bawiła.

– Ale… – spłoszyła się dziewczyna.

– Żadnego „ale” – oznajmiła Diana. – Płyniesz i już.

Eliza stwierdziła, że właściwie to czemu nie. Lubiła przygody. Skinęła głową, a dziewczyny obdarzyły ją pełnymi aprobaty uśmiechami. Wsiadły do motorówki. Trzej pozostali mężczyźni przywitali je ciepło. Mieli zachwycone miny. Młodzieniec, który je zaprosił, odwiązał cumy i zwinnie wskoczył za nimi do łódki. Ruszyli. Selena wyciągnęła telefon. Wybrała numer.

– Hej, Matti. Porywamy Elizę i płyniemy do Krynicy Morskiej. Sama wróci do domu. – Powiedziała ciągle rozbawionym głosem. – Na razie – pożegnała się i nie czekając na odpowiedź wyłączyła telefon. – No to załatwione – uśmiechnęła się do Elizy.

Dziewczyna przez chwilę żałowała, że nie wzięła swojego telefonu, ale zaraz, nakręcana przez Dianę, wciągnęła się w wir rozmów i wesołego śmiechu. Pracujący w straży granicznej młodzieńcy okazali się nadzwyczaj miłymi kompanami. Do tego byli wyraźnie zachwyceni z towarzystwa dziewczyn. Selena, Afrodyta i Diana bezwstydnie z nimi flirtowały, więc i Eliza postanowiła nie zostawać w tyle. Dawno tak dobrze się nie bawiła.

W Krynicy spędziły dwie godziny spacerując po plaży. Eliza naprawdę zdążyła polubić otwartą i serdeczną Dianę, poczuła nawet większą nutkę sympatii do Seleny, a przynajmniej przestała odczuwać w stosunku do niej niechęć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Była sobota. Eliza siedziała na kanapie oglądając niezbyt interesujący film. Matt wyszedł na próbę zespołu, Daniela unikała jak ognia. Chłopak wielokrotnie próbował ją przeprosić, ale dziewczyna nigdy nawet nie dała mu dojść do słowa. Zbyt wstrząsnęło nią to co jej powiedział, jak potraktował Adama, a potem, jak potraktował ją samą. Nie była do końca pewna czy chce, żeby Daniel był w dalszym ciągu nawet jej przyjacielem. Musiała jednak szczerze przed samą sobą przyznać się do tego, że tęskniła za nim.

Z ponurej zadumy wyrwał ją dzwonek telefonu. Zaskoczona spojrzała na wyświetlacz. Nie znała tego numeru.

– Hej piękna – odezwał się ze słuchawki znajomy głos Diany, kiedy Eliza zdecydowała się odebrać telefon. – Idziesz z nami do miasta? Zaplanowałyśmy na dzisiaj zakupy.

Dziewczyna zamrugała ze zdumienia. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy spodziewać się takiej propozycji. Właściwie, dlaczego by nie, pomyślała.

– Jasne, z przyjemnością – odpowiedziała starając się, by jej głos nie ujawnił zaskoczenia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza coraz częściej spędzała czas z boginkami z panteonu Propagandy. Zdziwiła się, zdając sobie sprawę, że polubiła nawet wiecznie nadętą i rzucającą kąśliwe uwagi Afrodytę. Selena też okazała się być całkiem znośną osobą, zwłaszcza, że dziewczyna traktowała Elizę jak młodszą siostrę.

Siedziały w kawiarni, rozmawiając wesoło. Co jakiś czas rzucały od niechcenia zalotne uśmieszki w kierunku przechodzących obok mężczyzn. Prowokacyjne zachowanie po prostu bawiło dziewczyny, które świetnie wiedziały o swojej niecodziennej urodzie.

– Wiecie co – odezwała się Diana – właśnie sobie uświadomiłam, że Eliza nie ma jeszcze greckiego imienia.

Selena spojrzała zaskoczona, jakby wcześniej nie przyszło jej to w ogóle do głowy, a teraz wydało się cudownym pomysłem. Afrodyta uśmiechnęła się złośliwie.

– To może Atena? – zapytała pogodnie. – Będziemy miały chociaż jedną mądrą w naszym gronie.

– Nie – odpowiedziała zdecydowanie Selena, przyglądając się z zainteresowaniem Elizie. – To imię do niej  nie pasuje.

– A co powiecie na Hekate? – zasugerowała Diana ze śmiechem.

– To może od razu Morrigan… – zawtórowała jej Afrodyta. – Nasza siostrzyczka nie może być wiedźmą!

– Kochana, Morrigan to nawet z Grecji nie była – roześmiała się Diana. – Chociaż tu muszę się zgodzić. Mogłoby do niej pasować.

Eliza przysłuchiwała się, odrobinę speszona, dziwacznej rozmowie dziewczyn. Zżerała ją jednak ciekawość jakie wynajdą dla niej imię. Już od jakiegoś czasu zastanawiała się co one właściwie o niej sądzą. Selena milczała przez dłuższą chwilę. Potem uśmiechnęła się z triumfem.

– Mam! – oznajmiła. – Eliza to taka cicha woda, wygląda tak niewinnie, a w rezultacie, jak co do czego przyjdzie to potrafi pokazać pazurki. Do tego zwariowało na jej punkcie dwóch naprawdę szałowych facetów – kontynuowała zadowolona. – Idealnym imieniem dla Elizy będzie Eris, bogini niezgody. Co wy na to?

Wszystkim trzem imię przypadło do gustu, a i Eliza nie miała nic przeciwko.

– Niech będzie Eris – ucieszyła się Diana.

– Tak, Eris jest odpowiednia – przytaknęła zadowolona z wyboru Afrodyta.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tego dnia Matt nie był w najlepszym nastroju. Żałował, że musi pojawić się w pracy. Wolałby zostać w domu i spędzić wieczór z Elizą, zwłaszcza, że ostatnio dziewczyna zachowywała się jakoś dziwnie. Wyraźnie była przygnębiona sytuacją z Danielem. Niestety miał swoje obowiązki. Przebrał się w swoje służbowe ubranie i zniknął w prowadzących do klubu drzwiach. To była jego kolej na pilnowanie porządku w środku.

Stanął z boku przyglądając się uważnie gościom. Zobaczył Selenę. Zastanawiał się jak to się stało, że udało jej się zaprzyjaźnić z Elizą, a przynajmniej sprawiały takie wrażenie, jakby się polubiły. Matt nie wiedział czy to dobrze czy źle. Właściwie w ogóle nie miał pojęcia co o tym sądzić.

Dziewczyny, w wiktoriańskich, podnoszących piersi gorsetach zaczęły wychodzić na scenę. Seksownie wyprężały giętkie ciała. Matt zauważył, że są wśród nich dwie nowe. W pewnym momencie otworzył szerzej oczy z niedowierzania. Nie, to nie było możliwe. Zamrugał. Na scenę wyszła delikatna blondynka. Miała na sobie granatowo-czarny gorset i mocno wycięte stringi. Chłopak przełknął ślinę. Dziewczyna odrzuciła głowę w tył odsłaniając twarz i smukłą szyję. Matt nie mógł w to uwierzyć, nie chciał w to wierzyć. Jeden z siedzących pod sceną mężczyzn wychylił się, żeby wsunąć dziewczynie za majtki pieniądze. Matt już tam był. Uderzył mężczyznę z całej siły. Zwinnie wskoczył na scenę. W klubie zapanowało zamieszanie. Zdziwieni goście zaczęli protestować. Pracownicy patrzyli oniemiali. Chłopak wziął zaskoczoną dziewczynę na ręce i zniknął z nią na zapleczu.

– Czyś ty zwariowała? – warknął stawiając ją na podłodze. Trzymał ją za nadgarstki, żeby nie mogła się odsunąć.

– Puść mnie – syknęła Eliza. – O co ci chodzi?

Spojrzał na nią niedowierzającym wzrokiem.

– Co ty w ogóle tu robisz? Jak to się stało? Dlaczego?

Dziewczyna westchnęła. Pokręciła głową.

– Potrzebujemy pieniędzy, twój szef zaproponował mi pracę. Zgodziłam się – stwierdziła. – W czym rzecz?

– Chyba oszalałaś! – warknął. – Nie będziesz tu pracowała! Nie możesz!

– Dlaczego nie? – spytała starając się wyrwać z silnego uchwytu chłopaka.

Do pomieszczenia wszedł Aleks, drugi z ochroniarzy pracujących w środku w klubie.

– Matt… – zaczął niepewnie.

Chłopak syknął. Podszedł do stojącego pod ścianą wieszaka, zdjął z niego swoją czarną koszulę i okrył nią Elizę.

– Czego chcesz? – spytał niezbyt uprzejmie Aleksa.

– Sądzę, że masz kłopoty. Szef zaraz tu będzie… jeżeli ten mężczyzna wniesie oskarżenie, to prawdopodobnie z policją…

Matt skinął głową.  Wyciągnął telefon i szybko wybrał numer.

– Pod Propagandą jak najszybciej możesz, nawet sobie nie wyobrażasz, co ta idiotka tym razem zrobiła. Czekam – dodał, po czym odłożył słuchawkę. – Aleks, zaraz tu wrócę – powiedział do stojącego w drzwiach postawnego blondyna, a potem pociągnął Elizę za sobą do tylnego wyjścia.

Aleks skinął głową.

– Tylko na pewno wróć, bo inaczej ja też będę miał przez ciebie kłopoty – powiedział ponurym, poważnym głosem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Telefon Matta wyrwał Daniela z ponurej zadumy. Chłopak leżał na łóżku rozmyślając, czemu wszystko jest tak bardzo do dupy. Zdziwił się patrząc na wyświetlacz komórki. Potem odebrał. Teraz siedział w samochodzie zastanawiając się, co właściwie się mogło stać, na tyle poważnego, że przyjaciel zdecydował się na zawieszenie broni.

Zatrzymał się pod tylnym wejściem klubu Propaganda. Wysiadł z samochodu. Matt i Eliza stali na dworze. Nie odzywali się do siebie. Wyglądało na to, że dziewczyna wcale nie chce tam być. Podszedł do nich zaniepokojony.

– Co jest? – spytał.

– Brak mi słów, na głupotę tej dziewczyny – warknął Matt. – Niech ci sama opowie. Po prostu zabierz ją do domu i pilnuj, żeby się stamtąd nie ruszała. Porozmawiam z nią później, teraz muszę wracać. – Matt pchnął Elizę w stronę samochodu. – Wsiadaj – warknął do niej.

Dziewczyna niechętnie posłuchała. Nie odezwała się ani słowem. Daniel spojrzał pytająco na Matta. Chłopak tylko wzruszył ramionami i wszedł do klubu. Daniel dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak Eliza jest dziwnie ubrana. Miała na sobie za dużą, czarną koszulę, wysokie buty na szpilkach i najwyraźniej nic więcej. Wsiadł do samochodu. Milczał przez całą drogę, zastanawiając się nad dziwną sytuacją. Kiedy weszli do domu posadził dziewczynę na kanapie, sam usiadł tuż obok niej. Zapowiadała się ciekawa rozmowa.

– Co się stało? – zapytał przyglądając się dziewczynie z zainteresowaniem.

– Nie rozmawiam z tobą – odpowiedziała. – Pamiętasz?

– Eliza… daj wreszcie spokój, błagam – westchnął. – Ile razy mam cię jeszcze przepraszać? Naprawdę cholernie się spiłem i nie panowałem nad swoim kretyńskim zachowaniem. Wybaczysz mi kiedyś?

Uśmiechnęła się do niego smutno. Potem przysunęła do chłopaka i oplotła ramionami jego szyję. Położyła mu głowę na ramieniu. Z trudem przełknął ślinę. Tak bardzo za tym tęsknił!

– Kiedyś pewnie tak – wyszeptała.

– Więc co się stało? – zapytał ponownie.

Wstała, zaczęła rozpinać koszulę. Spojrzał na nią pytająco. Wzruszyła ramionami. Kiedy zdjęła z siebie okrycie, oczom Daniela ukazał się jej niecodzienny kostium, granatowy, wiązany gorset, w wiktoriańskim stylu i ciasne, czarne stringi.

– To się stało – odpowiedziała ze smutnym uśmiechem.

– Co ty… – nagle dotarło do chłopaka. – Chciałaś zostać striptizerką?! – zapytał zdumiony.

– Coś w tym stylu – odparła znowu siadając obok niego.

Nie założyła z powrotem koszuli. Daniel jęknął.

– Dlaczego?

Wzruszyła ramionami.

– Chcieliśmy się od ciebie wyprowadzić, potrzebowaliśmy pieniędzy, a tam się nieźle zarabia.

Chłopak zazgrzytał zębami.

– Jeżeli kiedykolwiek będziesz potrzebowała kasy to zgłoś się do mnie – powiedział poważnie. – Nie dziwię się już czemu Matt był taki wściekły.

– Ty też się na mnie gniewasz? – spytała cicho.

Przecząco pokręcił głową. Przytulił ją do siebie.

– Po prostu nie rób tego nigdy więcej.

– Potrzebuję pieniędzy, a nie chcę rezygnować ze studiów, żeby podjąć dzienną pracę… – powiedziała cicho. – Daniel, zależy mi.

Delikatnie pocałował włosy dziewczyny.

– I koniecznie chcesz robić coś bardzo niedobrego? – spytał rozbawiony. Spojrzała na niego zdziwiona. – W takim razie mam dla ciebie propozycję. Ja ci będę płacił. Za seks i nie tylko. Zostanę twoim sponsorem.

– Daniel nie wygłupiaj się – roześmiała się dziewczyna wtulając twarz w jego ramię.

– Mówię całkiem poważnie – oznajmił. – Nie chcesz, żebym był twoim chłopakiem, nie chcesz też dostawać pieniędzy za nic, a ja mam na ciebie cholerną ochotę. Przemyśl to. I tak ze mną sypiasz od czasu do czasu, więc co ci zależy… – uśmiechnął się do niej pogodnie. – Obiecaj, że się nad tym zastanowisz.

Z dezaprobatą pokręciła głową. Wiedziała, że chłopak mówi poważnie.

– Dobrze, obiecuję jeżeli ci na tym tak zależy – odpowiedziała cicho siadając mu na kolanach i wtulając się w niego bardziej. – Ja też za tobą tęskniłam – szepnęła mu na ucho, delikatnie całując Daniela w kark.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XVI

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Mieszkanie Seleny było bardzo przytulnie urządzonym miejscem. Pastelowe kolory uspakajały i pozwalały wypocząć. Stylowe meble świadczyły o klasie i wyczuciu lokatorki. Eliza była tu dopiero drugi raz, a za pierwszym nie myślała o tym, żeby się rozglądać, a jedynie jakby stąd uciec. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

Niedługo po incydencie w klubie, nowa przyjaciółka zadzwoniła do Elizy, zapytać czy wszystko u niej w porządku. Potem, dowiedziawszy się, że dziewczyna nie chce widzieć się z Mattem, zaproponowała, żeby Eliza pomieszkała przez jakiś czas u niej. Ta, z braku lepszego rozwiązania, chętnie przystała na propozycję Seleny. Kiedy tylko bogini skończyła pracę, Daniel zawiózł Elizę do znajdującego się na Starym Mieście mieszkania Seleny. Tam, niechętnie, zostawił ją pod opieką nowej przyjaciółki.

Teraz Eliza siedziała na kremowej kanapie, w dalszym ciągu zbyt przejęta nocnymi wydarzeniami, żeby móc, tak po prostu, iść spać.

– To nie twoja wina – powtórzyła ostro Selena kolejny raz. – Nie powinien się wtrącać! W końcu to twoje własne decyzje, a nie jego!

– Tak, ale… – odpowiedziała niepewnie Eliza, która to właśnie za namową Seleny i reszty nowych przyjaciółek postanowiła przyjąć propozycję pracy w Propagandzie.

– Żadnego „ale” – przerwała jej stanowczo dziewczyna, w jej migdałowych oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. – Chciałaś dobrze, nie tylko dla siebie, ale też dla tego idioty! Potrzebowałaś tej pracy. Naprawdę uważam, że nie powinnaś rezygnować.

Eliza obrzuciła Selenę smutnym spojrzeniem niebieskich oczu. Była w niej jakaś dziwna stanowczość i pewność siebie.

– Już i tak wystarczająco wiele razy go raniłam, nie chcę tego więcej robić. Przyjęłam tą pracę, bo nie spodziewałam się, że tak ostro zareaguje. Nie zrobię tego więcej.

Selena skinęła głową. Postanowiła odpuścić.

– To twoja decyzja, mała – odpowiedziała pojednawczo. – Prześpij się, jutro zobaczysz to wszystko w jaśniejszych barwach.

Eliza uśmiechnęła się smutno.

– Dziękuję, że zaprosiłaś mnie do siebie – powiedziała cicho.

– Nie ma sprawy, w końcu od czegoś są przyjaciółki, prawda?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Zaczynało już świtać, kiedy Matt wrócił do domu. Jego sytuacja nie wyglądała dobrze, wiedział jednak, że mogło być znacznie gorzej. Został dyscyplinarnie zwolniony z pracy, ale przynajmniej mężczyzna, którego uderzył nie wniósł oskarżenia i chłopak nie wylądował w areszcie. Dalej nie mógł uwierzyć, w to co się stało. Co ona sobie w ogóle myślała?! Musiał poważnie porozmawiać z tą cholerną dziewczyną!

Kiedy wszedł do pokoju, zobaczył nietknięte łóżko. No tak, pewnie śpi z Danielem, przyszła do niego nieprzyjemna, bolesna myśl. Szybkim krokiem skierował się do sypialni przyjaciela. Kiedy otworzył drzwi, blondyn, gwałtownie przebudzony usiadł na łóżku.

– Co jest? – spytał Matta, lekko zachrypniętym, zaspanym głosem.

– Gdzie Eliza? – odpowiedział tamten pytaniem na pytanie.

Daniel opadł z powrotem na poduszki. Ziewnął przeciągle.

– Zawiozłem ją do Seleny, nie miała ochoty się z tobą widzieć – odpowiedział ziewając.

– Pojadę po nią – stwierdził Matt i nie czekając na odpowiedź wyszedł z pokoju.

Kiedy do Daniela dotarł cały sens rozmowy, wybiegł z pokoju doganiając przyjaciela tuż przed drzwiami wyjściowymi.

– Zaczekaj – powiedział spokojnie. – Daj jej trochę czasu, przeprosisz ją jutro.

– Przeproszę?! – warknął Matt, który w tym momencie miał ochotę zrobić Elizie burzliwą awanturę.

Daniel skinął głową.

– A zamierzałeś zrobić coś innego? – spytał wpatrując się intensywnie w przyjaciela.

– Zamierzałem – odpowiedział Matt wrogo.

– Aha, świetnie, w takim razie możesz przy okazji zabrać resztę jej rzeczy, bo na pewno już tutaj nie wróci – powiedział wzruszając ramionami Daniel. – Kiedy stąd wychodziła, była na ciebie naprawdę zła.

Danielowi nie specjalnie zależało na tym, żeby ta dwójka żyła w zgodzie, ale wiedział, że jeżeli rozstaną się w taki sposób, będzie to dla niego równoznaczne z utratą Elizy, a tego zdecydowanie nie chciał.

– Ona? Zła na mnie? – spytał głupio chłopak.

– Może lepiej ochłoń trochę – zasugerował Daniel – a potem zastanowisz się co powinieneś zrobić dalej…

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Na szklanym blacie stołu, stała opróżniona butelka po białym, półsłodkim, owocowym winie. Były tam też dwa puste kieliszki. Telefon Elizy zadzwonił po raz kolejny. Dziewczyna nawet nie patrząc na ekran odrzuciła połączenie.

– Słusznie i naukowo – powiedziała Selena wchodząc do pokoju z kolejną butelką, tym razem różowego trunku. – Ile już razy próbował?

– 117 – powiedziała ponuro Eliza, ciągle gniewała się na Matta, ale zaczęła się coraz poważniej zastanawiać, czy nie powinna odpuścić, zaczynała się bać, że go w ten sposób zwyczajnie straci.

– I dobrze, niech wie, że źle zrobił! – powiedziała stanowczo szatynka. Nalała do kieliszków wina, ze świeżo otwartej butelki. Ledwo zdążyła skończyć, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. – Otworzę – powiedziała z diabelskim uśmieszkiem na ustach.

Eliza obrzuciła Selenę ponurym spojrzeniem, ale nie protestowała. Zdziwiła się, kiedy po chwili bogini wróciła do pokoju, prowadząc ze sobą Daniela.

– Napijesz się z nami? – spytała chłopaka Selena.

– Pewnie – oznajmił tamten z szerokim uśmiechem.

– W takim razie przyniosę trzeci kieliszek – oznajmiła znikając w kuchni.

– Nie odbierasz telefonów – powiedział spokojnie chłopak, siadając na kanapie, tuż obok Elizy.

Dziewczyna zarumieniła się lekko.

– Przepraszam… planowałam nie odbierać telefonów od Matta, ale potem już przestałam patrzeć kto dzwoni – spojrzała na niego lekko zawstydzona.

– Nie szkodzi – powiedział uśmiechając się do niej wesoło. – Przynajmniej miałem powód, żeby was odwiedzić.

Eliza przysunęła się bliżej do chłopaka, kładąc mu głowę na ramieniu.

– Nie wiem co ze sobą zrobić – przyznała cicho – jednocześnie chcę go ukarać i boję się, że da sobie ze mną spokój.

– Nie zostawi cię – odpowiedział niechętnie Daniel, delikatnie obejmując dziewczynę. – Nie ma takiej opcji.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wiał silny, porywisty wiatr. Kolorowe, jesienne liście przestały się trzymać gałęzi drzew i spływały na ziemię zataczając w powietrzu serię skomplikowanych piruetów. Matt po raz kolejny, rzucił młodemu wilczkowi, czerwoną piłkę. Psiak miał już cztery miesiące i całkiem sporo urósł od ich pierwszego spotkania. Mimo, że to Eliza oficjalnie była jego właścicielką, nikogo nie darzył tak czystą miłością i przywiązaniem co Matta. Chłopak karmił go, uczył różnych rzeczy i wyprowadzał na długie, kilkugodzinne spacery. Najczęściej Eliza chodziła razem z nimi, ale zdarzało się, że znikali w lesie jedynie we dwójkę. Mattowi taki układ zupełnie odpowiadał. Zyskał wiernego towarzysza w szukaniu coraz to nowych inspiracji do robienia zdjęć. Zresztą biały wilk sam w sobie był całkiem niezłym modelem.

Chłopak po raz kolejny wyciągnął z kieszeni telefon. Wybrał numer Elizy. Po raz kolejny rozłączyła się prawie natychmiast. Matt westchnął. Naprawdę był wdzięczny Danielowi, że tamten powstrzymał go przed zrobieniem dziewczynie awantury. Coraz bardziej zaczynał się bać, że może ją stracić, a na to zwyczajnie nie mógł sobie pozwolić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Selena roześmiała się srebrzyście. Picie z Danielem było znacznie zabawniejsze. Wspólnie udało im się opróżnić już czwartą butelkę wina. Bogini przyjrzała się uważniej chłopakowi. Już dawno miała na Daniela ochotę. Jej zdaniem było z niego prawdziwe ciacho. Był wysoki, wysportowany i niewątpliwie przystojny. Jego postrzępione blond włosy i niespotykanie zielone oczy, dodawały mu chłopięcego uroku. O tak, z pewnością był warty zachodu. Była przekonana, że jeżeli otwarcie zacznie przystawiać się do chłopaka, tamten zwyczajnie ją zignoruje. Lubiła zdobywać, a Daniel, tak jak i Matt, stanowili dla niej prawdziwe wyzwanie. No cóż, po kolei… Najpierw zając trzeba się jednym, potem będzie spokojnie mogła pomyśleć o drugim… Kiedy chłopak wyszedł do toalety, Selena przysunęła się bliżej Elizy. Wiedziała, że jej nowa przyjaciółka jest bardzo podatna, na różnego rodzaju sugestie i zamierzała z tego teraz właśnie skorzystać.

– Myślałaś kiedyś o trójkąciku? – spytała bez skrępowania dziewczyny.

Eliza spojrzała na nią lekko spłoszonym wzrokiem.

– Co masz na myśli?

– Cholernie podoba mi się Daniel – powiedziała bez owijania w bawełnę – mam na niego prawdziwą ochotę… Może mogłabyś mi pomóc?

– Ja? – zapytała niepewnie Eliza.

– Wiem, że z nim spałaś… leci na ciebie… no nie bądź taka… zrobisz to dla mnie? Chyba nie odstręcza cię myśl, że mogłabyś się znaleźć w łóżku z dziewczyną?

Eliza przecząco pokręciła głową. Alkohol białą mgiełką zasnuwał jej myśli. Przyjemnie szumiało jej w głowie.

– Co mam zrobić? – spytała cicho Seleny.

– Coś, co mam nadzieję bardzo spodoba się Danielowi – powiedziała Selena z kocim uśmiechem, a potem przysunęła się do Elizy jeszcze bliżej.

Dziewczyny usłyszały otwierające się drzwi od łazienki. Szatynka uśmiechnęła się jak prawdziwa diablica. Koniuszkiem języka zwilżyła wargi i pocałowała Elizę w usta.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel stanął w drzwiach, szeroko otwierając oczy. Selena całowała Elizę, a tamta wcale nie pozostawała dłużna. To nie był jakiś przyjacielski całus, to był namiętny, gorący pocałunek. Dziewczyny odsunęły się od siebie dopiero po dłuższej chwili. Selena wyciągnęła ręce i zdjęła z Elizy czarny top, który dziewczyna miała na sobie tego wieczora. Oczom Daniela ukazał się seksowny, koronkowy stanik. Dziewczyny wróciły do całowania. Potem Eliza zaczęła powoli rozbierać Selenę. Po chwili i tamta pokazała burgundowy, gładki biustonosz, podtrzymujący jej bujne, pełne piersi. Daniel stał jak wryty. Nie był w stanie zrobić ani jednego kroku. Eliza oderwała się od Seleny. Obie spojrzały na niego, jakby wcześniej nie zdawały sobie sprawy, że tam stoi. Poczuł jak twarz pali go żywym ogniem. Jego zupełnie już sztywny członek domagał się natychmiastowego uwolnienia z ciasnych spodni.

– Zamierzasz spędzić w progu cały wieczór? – zapytała uszczypliwie Eliza, uśmiechając się do niego zalotnie.

Chłopak z trudem przełknął ślinę, pokręcił przecząco głową.

– Świetnie, to może przyłączysz się do nas? – zaproponowała Selena głosem godnym piekielnej kusicielki.

Odsunęły się, robiąc mu miejsce na kanapie między sobą. Usiadł przy nich, nie do końca wiedząc, czego się może spodziewać. Eliza pocałowała go w usta, potem pocałowała go Selena. Dziewczyny rozpięły jego sportową bluzę, ich dłonie zaczęły błądzić przy jego spodniach. Uniósł się odrobinę, umożliwiając im zsunięcie ich razem z bielizną. Selena aż mruknęła z zadowolenia, kiedy zobaczyła jego sporej wielkości, już dawno gotowe do akcji, przyrodzenie. Ręce dziewczyn zaczęły błądzić po jego płaskim, umięśnionym brzuchu, potem zeszły niżej.

Daniel przymknął oczy, nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje, kiedy dwie szczupłe dłonie spoczęły na jego sterczącym członku. Gdy je na powrót otworzył, dziewczyny znów całowały się, tym razem pochylone nad jego kolanami. Eliza rozpięła trzymającą jej włosy spinkę. Wyprostowała się, odrzucając do tyłu głowę. Jej loki spłynęły na ramiona, złotą kaskadą. Powoli zsunęła ramiączka stanika. Rozpięła biustonosz, odsłaniając jędrne, ładne piersi. Selena nie pozostawała w tyle. Kiedy Daniel spojrzał na nią, ona także nie miała już na sobie stanika. Ciemno brązowe, prawie czarne, sięgające do połowy pleców włosy, opadały luźno na jej bujny, kształtny biust.

Dziewczyny podniosły się z kanapy. Stanęły przed nim, dotykając nawzajem swoich piersi. Jedna, drugiej powoli rozpinała spodnie. Zsuwały je z siebie z gracją, rzucając Danielowi drapieżne, kuszące spojrzenia. Ledwo powstrzymał jęknięcie, kiedy wróciły do niego na kanapę, już teraz każda, jedynie w mocno wyciętych, niewiele zasłaniających majteczkach. Bielizna Seleny była ciemnoczerwona i zdecydowanie wyzywająca, Elizy czarna, koronkowa i delikatna. Daniel mógł myśleć jedynie o tym, że bardzo chciałby zobaczyć obie pary stringów, leżące na podłodze obok kanapy. Eliza wzięła jego dłoń i położyła na piersi Seleny. Chłopak zaczął powoli pieścić, wspaniały, kształtny biust szatynki. Migdałowooka piękność mruknęła z zadowolenia, niespiesznie zsuwając z siebie seksowne majtki. Podniosła ze stołu napełniony do połowy, czerwonym winem kieliszek. Pełnym gracji, kocim ruchem, uroniła kilka kropel na odsłonięty tors Daniela. Mrugnęła do Elizy. Obie przysunęły się do chłopaka i zaczęły powoli, z lubością zlizywać wino z jego ciała.

Chłopak nie mógł już dłużej wytrzymać. Nie chciał. Przesunął dłonią po wyprężonych plecach Elizy. W końcu jego ręka dotknęła delikatnego materiału bielizny. Wsunął palce pod podtrzymującą czarne stringi gumkę, a potem jednym, szybkim ruchem zdjął je z dziewczyny.

Eliza przesunęła się wyżej, drażniąc językiem jego szyję. Delikatnie przygryzła płatek ucha chłopaka. Zamruczała cichutko, kiedy wsunął w nią palec. Była taka wilgotna! Selena zsunęła się jeszcze niżej. Wypięła zgrabną pupę. Ułożyła się tak, żeby jędrnymi piersiami objąć jego członka. Zaczęła przesuwać językiem po główce dużego, sterczącego penisa chłopaka.

Daniel opadł na oparcie kanapy. Na chwilę jego ręka zamarła, między nogami Elizy, potem pewnym gestem, przyciągnął do siebie dziewczynę. Zaczął ją namiętnie całować, splatając swój język z jej językiem. Chłopak za wszelką cenę starał się przypomnieć sobie coś co go nie podnieca. Nie chciał się ośmieszyć zbyt szybko kończąc. W tym jednak momencie zwyczajnie nie potrafił znaleźć takiej rzeczy.

Selena, z wyraźną wprawą, wsunęła do ust sztywny członek chłopaka. Zaczęła pieścić go poruszając się w górę i w dół, jednocześnie drażniąc językiem jego wrażliwsze części. Robiła to coraz szybciej, brała go do buzi coraz głębiej. Trwało to kilka upojnych minut, po których Daniel zwyczajnie nie był w stanie dłużej wytrzymać. Wytrysnął dziewczynie do ust ciepłą spermą. Selena zlizała nasienie z jego członka. Podniosła się niespiesznie.

– Koniec? – spytała z wyraźną nutką zawodu w głosie.

Daniel cały płonął. Zrobiło mu się potwornie głupio. Eliza roześmiała się wesoło.

– Jasne, że nie – odpowiedziała lekko rozbawiona. – On już tak ma, za chwilę będzie mógł znowu.

Okrakiem usiadła na kolanach Daniela, ocierając się o niego swoim nagim ciałem. Wplotła palce w jego jasne włosy i zaczęła namiętnie całować. Selena z przyjemnością zauważyła, że członek chłopaka ponownie wstaje. Ona także przysunęła się bliżej. Przylgnęła swoim pełnym biustem do jego boku.

– Bardzo jestem ciekawa, na co cię jeszcze stać – rozkosznie mruknęła chłopakowi do ucha.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt siedział w samochodzie już dłuższą chwilę. Nie mógł się zdecydować, czy powinien z niego wysiąść. Biały wilk siedział na tylnej kanapie, starannie przypięty szelkami. Z pełną uwagą, cierpliwie wpatrywał się w chłopaka, jakby czekając na jego decyzję. W głowie Matta kłębiły się setki chaotycznych myśli. W końcu chłopak otworzył drzwi i wyszedł w chłodne, jesienne powietrze.

– Zostań tu – rzucił stanowczo w kierunku Snowy’ego – zaraz wrócę.

Mam nadzieję, że nie sam, dodał w myślach po czym niechętnie udał się w kierunku mieszkania Seleny. Nie zamierzał dawać dziewczynom możliwości zbycia go. Kiedy wszedł na drugie piętro i stanął przed brązowymi drzwiami po prostu otworzył je i wszedł do środka. Po chwili stał już w drzwiach dobrze znanego, jasnego salonu.

Chłopak poczuł nieprzyjemny ucisk w gardle, gdy zobaczył rozgrywającą się na kanapie scenę. Przez jego twarz przebiegł grymas bólu, zignorował jednak nieprzyjemne, kłębiące się w nim uczucia. Na kremowej kanapie leżał Daniel. Nie miał na sobie ubrania. Na jego lędźwiach siedziała zupełnie naga Selena, ujeżdżając go niczym w rodeo. Na twarzy chłopaka siedziała również pozbawiona ubrań Eliza, jego Eliza, zdał sobie boleśnie sprawę. Trudno, tyle już przeżył, zniesie i to. Dziewczyny nawzajem dotykały swoich piersi. Selena wydawała z siebie głośne jęki i cichsze, zadowolone pomruki, poruszając się coraz szybciej na sterczącym członku chłopaka.

– Cześć – zmusił się Matt do wypowiedzenia tego, jakże banalnego słowa, zwracając na siebie uwagę całej trójki.

Spojrzeli na niego zaskoczeni. Potem Selena uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko.

– O, Matti! Może się do nas przyłączysz? – zapytała słodko. – Całkiem nieźle się bawimy.

– Nie, dzięki, nie skorzystam – odpowiedział z trudem powstrzymując złość. – Przyszedłem do Elizy – powiedział wpatrując się w nagie ciało swojej dziewczyny, zupełnie ignorując pozostałą dwójkę. – Porozmawiasz wreszcie ze mną? – zapytał cicho, nie spuszczając z niej ani na moment wzroku.

Eliza znała Matta znacznie lepiej niż Selena i kiedy to mówił stała już przy rogu kanapy z wzrokiem wbitym w jasnobrązowy, jednolity dywanik. W odpowiedzi niepewnie skinęła głową. Zebrała z podłogi swoje ubrania i wyszła do niego na korytarz. Zamknęli za sobą drzwi, zostawiając Selenę i Daniela samym sobie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kwadrans później siedzieli w samochodzie, nie odzywając się do siebie ani słowem. Eliza rozejrzała się zdziwiona po okolicy. Matt zaparkował na jakimś nowym osiedlu położonym na obrzeżach miasta. Uznała, że wybrał sobie dziwne miejsce, na to, żeby w spokoju porozmawiać, nie miała jednak zamiaru protestować.

– Wysiądziesz ze mną? – spytał chłopak, nie patrząc na nią.

– Dobrze – odpowiedziała cicho.

Miała serdecznie dosyć tego wszystkiego. Nie chciała już więcej milczenia między nimi, nie zależało jej też na przeprosinach chłopaka, na które tak bardzo nalegała Selena. Jej zdaniem postąpił tak jak uważał za słuszne i nie powinien przepraszać za coś, co bez mrugnięcia pewnie powtórzyłby ponownie. Wysiadła z samochodu, ale nie ruszyła się z miejsca. Matt wypuścił psa, potem podszedł do dziewczyny. Zdawało jej się, że chłopak toczy jakąś wewnętrzną walkę. Nie potrafiła tego dłużej znieść, nie chciała. Przysunęła się bliżej do Matta, a potem najzwyczajniej w świecie się do niego przytuliła. Chłopak odetchnął, z wyraźną ulgą. Objął ją ramionami, przyciągając bliżej do siebie. Przylgnęła do niego jeszcze bardziej. Nigdy, przenigdy więcej nie chciała się z nim kłócić.

– Kocham cię – powiedział cicho, wtulając policzek w jasne włosy dziewczyny. – Nic innego nie ma znaczenia. Mogę ci coś pokazać? – zapytał spokojnym, pełnym nadziei głosem.

Skinęła głową. Niechętnie odsunęła się od chłopaka. Wziął ją za rękę. Weszli wspólnie do jednego, z niskich, nowych bloków. Chłopak zaprowadził ją na czwarte, ostatnie piętro. Otworzył drzwi jednego z mieszkań. Eliza rozejrzała się po pomieszczeniu. Była to przestronna kawalerka, w środku nie było żadnych mebli, jedynie prosty, klasyczny aneks kuchenny. Na jasnych panelach podłogi leżał dmuchany materac, na nim poduszka i śpiwór. Dziewczyna spojrzała na Matta pytająco.

– Czemu tu jesteśmy? – spytała zaciekawiona.

– Ponieważ to nasze mieszkanie – uśmiechnął się do niej ponuro chłopak. – Chciałem, żebyśmy wreszcie byli niezależni od kogokolwiek innego.

– Jak to nasze? – nie zrozumiała dziewczyna.

– Zwyczajnie – odpowiedział prowadząc ją za sobą do środka. Wilk wbiegł za nimi, od razu układając się zadowolony przy materacu. – Wziąłem kredyt i kupiłem mieszkanie. Może nie ma tu takich luksusów jak u Daniela, ale da się żyć…

Eliza nie dała mu skończyć. Oplotła ramionami szyję chłopaka. Pocałowała go w usta. Poderwał ją delikatnie z podłogi. Wziął na ręce i zaniósł na leżący pod ścianą materac. Ostrożnie ułożył dziewczynę na śpiworze, a sam położył się przy niej. Tym razem to on rozpoczął pocałunek. Był długi, pełen namiętności i pasji. Eliza nie chciała niczego więcej, pragnęła tylko jego. Cały otaczający ich świat mógłby w jednej chwili przestać istnieć, a ona nawet nie byłaby w stanie tego zauważyć, tak pochłaniała ją obecność chłopaka.

Ręce Matta wsunęły się pod czarny top Elizy. Zabłądziły ku kształtnym piersiom dziewczyny. Zaczął ją powoli rozbierać, jednocześnie nie przestając całować. Oddech Elizy przyspieszył, czuła, niemal widziała, drobne iskierki przebiegające po jej własnym ciele. To właśnie jego dotyku tak bardzo pragnęła. To jego obecności tak bardzo potrzebowała.

Zsunęła z jego ramion motocyklową, skórzaną kurtkę. Pospiesznie zaczęła zdejmować jego czarnego t-shirta. Tak bardzo pragnęła jego bliskości! Spojrzała w szare oczy chłopaka. Uśmiechnął się do niej delikatnie. Kiedy na nią patrzył, jego wzrok był pełen miłości, zachwytu, oddania i czystego, niczym nie skażonego uwielbienia.

Po chwili leżeli obok siebie zupełnie nadzy. Eliza oplotła nogą biodro chłopaka, chcąc być tak blisko niego, jak to tylko możliwe. Jedną ręką przytulał ją do siebie, drugą zaczął gładzić jej plecy, potem biodra i uda. Żadne słowa nie były im potrzebne. Elizie w zupełności wystarczało to jego cudowne spojrzenie. Przesunęła dłońmi po odsłoniętych plecak chłopaka. Mruknął, kiedy zaczęła go delikatnie drapać. Jego ręka znalazła się między nogami dziewczyny. Z jej ust wyrwał się cichy, rozkoszny jęk. Mimowolnie poruszyła biodrami. Otarła się brzuchem o jego sztywny, pokaźny, gotowy do akcji członek.

Chłopak przewrócił ją na plecy. W jednej chwili znalazł się nad nią. Rozsunęła nogi. Tak bardzo chciała go poczuć w sobie! Matt widocznie nie zamierzał jednak jeszcze wchodzić w dziewczynę. Usiadł. Położył dłonie na jej piersiach. Zaczął delikatnie pieścić jej sutki. Podniecał ją coraz bardziej. Dziewczyna zaczęła się wić pod jego dotykiem. Pochylił się i znów ją pocałował, nie przerywając jednak pieszczot. Potem jego ręka zjechała niżej, na brzuch dziewczyny, by w końcu dotknąć łechtaczki. Jego palce zagłębiły się w jej wilgotną, ciasną szparkę. Eliza przymknęła oczy. Jej ręce zacisnęły się na jego ramionach. Przez chwilę myślała, że zwariuje.

Chłopak otarł się swoim sztywnym członkiem, o podbrzusze dziewczyny. Potem przesunął się odrobinę niżej i wszedł w jej wilgotne wnętrze. Eliza nie potrafiła uspokoić oddechu. Nogami oplotła pas chłopaka. Ramionami otoczyła jego plecy, przyciągając go jak najbliżej siebie. Wchodził w nią głęboko, długimi, mocnymi pchnięciami. Kiedy otworzyła oczy, zorientowała się, że patrzy na nią. Uśmiechnął się, kiedy jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem jego szarych oczu. Uniosła delikatnie biodra, żeby umożliwić mu jeszcze głębszą penetrację. Wplotła palce w jego ciemnobrązowe, rozwichrzone włosy. Błagała go w myślach, żeby nie przestawał. Chciała, żeby to cudowne uczucie trwało jak najdłużej. Zdała sobie sprawę, że cokolwiek powie, nigdy nie będzie w stanie wyrazić tego, jak bardzo jej na nim zależy, jaki jest dla niej ważny, jak szalenie go kocha. Przylgnęła do niego najmocniej jak potrafiła. Oddech Matta przyspieszył jeszcze bardziej. Pchnięcia chłopaka stały się jeszcze silniejsze. Eliza poczuła jak przez jej ciało przechodzi cudowny dreszcz rozkoszy. Po całym jej wnętrzu rozlało się przyjemne uczucie ciepła. Jej ciasna szparka zaczęła pulsować i zaciskać się na sztywnym, wypełniającym ją członku chłopaka. Matt doszedł z cichym westchnieniem. Wykonał jeszcze kilka mocnych pchnięć, po czym niespiesznie wysunął się z dziewczyny.

Położył się obok, oplatając ją ramionami. Przyciągnął ją do siebie czułym, stanowczym gestem. Położyła głowę na jego ramieniu. Wtuliła się w chłopaka rozkoszując się chwilą absolutnego, niczym nie zmąconego szczęścia.

– Kocham cię Matt – powiedziała cicho.

– Ja ciebie też kocham, kociaku – odpowiedział łagodnie.

Leżeli tak przez dłuższą chwilę. Żadne z nich nie miało ochoty odsunąć się od drugiego.

– „Wszystko określają trzy podstawowe pozycje: mężczyzna na kobiecie, kobieta na mężczyźnie albo to, co teraz: kobieta i mężczyzna przedzieleni światłem.” – Matt zanucił cicho piosenkę Świetlików.

Eliza, która do tej pory leżała wtulając się plecami w ramiona chłopaka, odwróciła się do niego przodem. Spojrzała mu w oczy.

– Matt… – zaczęła cicho.

– Tak? – zapytał z czułością w głosie

– Przepraszam cię, za wszystko – powiedziała wtulając twarz w jego tors.

– Ja też przepraszam, zareagowałem zbyt gwałtownie… jak zwykle zresztą – dodał cierpko.

Dziewczyna przypomniała sobie po co w ogóle tu są. Znów poczuła ekscytację.

– Matt… naprawdę będziemy tu razem mieszkać? – spytała pełnym radości głosem.

– Jeżeli tylko zechcesz – uśmiechnął się do niej z czułością.

– Tylko my dwoje?

– Aha – odpowiedział zadowolony.

Eliza pisnęła radośnie. Usiadła na materacu, rozglądając się dookoła. Na dworze zdążyło się już ściemnić. Wciągnęła na siebie ubranie i zapaliła światło. Chłopak przyglądał się rozbawiony, jak dziewczyna z zadowoloną miną zwiedza ich własne mieszkanie. Wstał dopiero, kiedy wyszła na balkon. Wciągnął na siebie spodnie i poszedł za dziewczyną. Oplótł ją od tyłu ramionami.

– Cudowny widok – powiedziała opierając się o niego.

Pod nimi znajdowały się wypełnione jesiennymi kwiatami, oświetlone światłem gęsto poustawianych latarni, ogródki. Balkon znajdował się po wschodniej stronie budynku. Widok z niego rozciągał się na rozległą łąkę i ciemną, o tej porze dnia, ścianę lasu. W pobliżu było też niewielkie, gospodarcze jezioro. Ponieważ mieszkali na depresji, teren dookoła był górzysty i przyjemnie pofałdowany, co tylko dodawało uroku nowo powstałym przedmieściom.

– Tak naprawdę wszystko mi jedno, gdzie będę – stwierdził chłopak – bylebym mógł tam być z tobą.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy Eliza zniknęła za drzwiami, Daniel poczuł ogromny żal i wściekłość. Do tej pory wspaniały dzień, zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w paskudny, nieprzyjemny koszmar. Chłopak zauważył, że Selena, tak jak on, z nienawiścią patrzy w kierunku drzwi. Zdjął z siebie dziewczynę i posadził ją obok, potem sam też usiadł. Chwyciła wiszącą na poręczy kanapy narzutę i okryła nią nagie ciało. Daniel prychnął. Spojrzała na niego spod długich, ciemnych rzęs. W jej spojrzeniu widać było wyraźną groźbę.

– Nie odpuściłaś, prawda? W dalszym ciągu chcesz go zdobyć? – bardziej stwierdził fakt niż zapytał chłopak.

– A ty niby odpuściłeś? – odcięła się warknięciem dziewczyna. – Cały czas zależy ci tylko na niej! Co wy w ogóle takiego w niej widzicie? – kontynuowała nieszczęśliwym, pełnym napięcia tonem Selena. – Nie jest w końcu jakimś cudem! Co ona takiego ma w sobie, że wariujecie na jej punkcie?! Czego ja nie mam? – jęknęła cicho.

Daniel doskonale wiedział, czego nie ma Selena. Była jedną z tych dziewczyn, które zwyczajnie mógłby kupić, nawet gdyby nie była specjalnie zainteresowana nim samym. Eliza taka nie była. O Elizę musiał walczyć, musiał ją zdobywać, ale nie mógł tego powiedzieć Selenie, nie jeżeli chciał mieć w niej sprzymierzeńca. Poza tym wiedział, że Elizie naprawdę na nim zależy, że się o niego troszczy i martwi, że naprawdę go kocha. Była krucha i delikatna, trzeba było się nią opiekować na każdym kroku, a jednocześnie pokazywała swój upór i niesamowity, skomplikowany charakter. To była gra, Eliza była w niej główną, wspaniałą nagrodą, a on, Daniel Maes nigdy nie przegrywał. Przywołał na usta ironiczny, pogardliwy uśmieszek.

– Ależ Maju, to nie ty stanowisz problem, tylko ona – Selena spojrzała na niego zaskoczona, że pamiętał jej prawdziwe imię, to którym nikt nie zwracał się do niej od kiedy skończyła szesnaście lat – dopóki nie pojawiła się w jego życiu bardzo często o tobie mówił – skłamał gładko Daniel. – Zraniłaś go i potrzebował czasu, żeby ci wybaczyć, ale prędzej czy później by mu przeszło… Był w tobie naprawdę zakochany – ciągnął bez mrugnięcia swoje kłamstwo Daniel.

– Naprawdę? – spytała cicho Selena przysuwając się bliżej do chłopaka.

Daniel objął ją jedną ręką, przytulił do siebie wyobrażając sobie, że to nie Selenę trzyma w ramionach.

– Ja chcę mieć dla siebie Elizę, ty chcesz Matta – powiedział spokojnie, delikatnie gładząc włosy dziewczyny. – Myślę, że zajmie nam to trochę czasu, ale w końcu dopniemy swego, zwłaszcza jeżeli mi w tym pomożesz.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XVII

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Nadszedł październik, a wraz z nim początek roku akademickiego. Przez ostatnie dni września Eliza mieszkała razem z Mattem w nowym mieszkaniu i wspólnie urządzali je znakomicie się przy tym bawiąc. Zupełnie już wyprowadzili się od Daniela, obydwoje bardzo z tego powodu szczęśliwi. Mimo, że Matt martwił się finansami i chwilowym brakiem pracy, po prostu nie mógł być w tym momencie bardziej szczęśliwy obserwując niekłamany entuzjazm dziewczyny. Wszędzie było jej pełno, sprzątała, przestawiała rzeczy, pomagała mu kończyć remont. Właściwie, planował jej powiedzieć o mieszkaniu dopiero na święta, teraz jednak cieszył się, że zrobił to wcześniej. Spędzali razem naprawdę cudowne chwile.

Stosunki Elizy i Daniela wróciły do normy. Byli sobie teraz bliżsi niż kiedykolwiek dotąd. Dziewczyna cieszyła się, że chłopak nie porusza drażliwych tematów i stara się po prostu być jej przyjacielem. Codziennie rano Daniel zabierał Elizę na uczelnię. Wspólnie zwiedzali uniwersytet, poznawali nowych ludzi i rozpoczynali fascynujące, studenckie życie.

Eliza miała teraz więcej koleżanek, niż kiedykolwiek dotąd, bo kiedy tylko dziewczyny dowiedziały się, że przyjaźni się z Danielem i nie stanowi dla nich konkurencji, zaczęły uważać, że jest najłatwiejszą drogą do zdobycia względów chłopaka. Kiedy niektóre z otaczających ich wianuszkiem dziewczyn poznały Elizę lepiej, uznały też, że warto się z nią przyjaźnić dla niej samej. Życie Elizy stało się pełne tęczowych barw, optymizmu i nadziei na cudowną przyszłość.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Na dworze mżyło. Daniel szedł szybkim krokiem. Mimo panującego na zewnątrz, jesiennego chłodu, miał na sobie jedynie szarą, sportową bluzę z kapturem. Nie zwracał uwagi na przemoczone adidasy i klejące się do nóg bojówki khaki. To nie miało znaczenia. Nic nie miało znaczenia. Miesiące mijały mu jak we śnie, niezrozumiałym, zamglonym koszmarze. W duchu pocieszał się tym, że nowy rok zapowiadał się zupełnie inaczej, ale teraz musiał to wszystko po prostu jakoś wytrzymać.

Nie pukając wszedł do znajdującego się na Starym Mieście mieszkania. Z rozmachem otworzył wejściowe drzwi, z hukiem zamykając je za sobą. Zdjął buty, nawet nie fatygując się, żeby je rozwiązać. Ściągnął z siebie przemoczoną bluzę, niedbale rzucając ją na oparcie kanapy. Po chwili stał w drzwiach klasycznie i elegancko urządzonej sypialni. Na łóżku leżała oparta na łokciu dziewczyna, miała na sobie cieniutką, jedwabną halkę w kolorze wytrawnego wina. Była naprawdę piękna. Pełne czerwone usta, ciemne, sięgające do połowy pleców, proste włosy, migdałowe oczy, sylwetka modelki z okładki playboya. Czekała na niego. Daniel nie myślał o niej, nie potrafił. Wszystkie jego myśli skupiały się wokół drobnej, cichej blondynki. Przez ostatnie miesiące ze wszystkich sił walczył o to, żeby nie pokazać jej swoich słabości. Wspólnie spędzane dnie, przypadkowe muśnięcia dłoni, przyjacielskie gesty, tulenie jej do siebie, wszystko to było dla chłopaka po prostu torturą. Tak bardzo pragnął czegoś więcej! Wiedział jednak, że wtedy jego cały misterny, długo przygotowywany plan, legnie w gruzach. Musiał jeszcze trochę wytrzymać…

Szybkim ruchem rozpiął spodnie i zsunął z siebie zostawiając je na podłodze przy łóżku. Położył się na pościeli obok dziewczyny. Przewrócił ją na plecy. Oplotła ramionami jego szyję. Nie całował jej w usta, nie chciał. Od razu zszedł niżej, ku jej odsłoniętej szyi, zdjął przezroczystą halkę z jej gładkich, opalonych ramion. Dotknął ustami jej jędrnych, kształtnych piersi. Zaczął je pieścić i całować. Dziewczyna jęknęła z rozkoszy. Kiedy schodził niżej, całując jej brzuch, później uda, aż wreszcie jego usta i język znalazły się między jej nogami, dziewczyna wydawała z siebie coraz głośniejsze jęki i westchnienia. To także nie podobało się Danielowi. Zamknął oczy. Eliza była taka cicha, zawsze wpatrywała się w niego swoimi cudownymi, chabrowymi oczami…

Chłopak wsunął dwa palce w jej wilgotną szparkę, językiem przesunął po łechtaczce dziewczyny. Oddychała coraz szybciej. Jęczała.

– Daniel – usłyszał swoje imię wymówione seksownym, uwodzicielskim głosem – chcę cię poczuć w środku! Teraz! Proszę!

Kiedy chłopak przesunął się wyżej, ponętna szatynka trzymała w ręku rozpakowaną prezerwatywę. Zsunęła się tak, żeby być twarzą przy jego brzuchu. Dłonią dotknęła jego członka. Potem zaczęła przesuwać po nim językiem, najpierw od czubka aż do nasady, później powoli, pieszcząc jedynie samą górę. W końcu wsunęła go do ust i zaczęła wykonywać głową rytmiczne ruchy. Wreszcie nałożyła prezerwatywę na już gotowy, stojący członek Daniela. Usiadła na chłopaku, nadziewając się na niego z głośnym jękiem. Zaczęła poruszać biodrami, najpierw wolno, rytmicznie, potem coraz szybciej. Położył dłonie na jej wspaniałych piersiach. Zaczął je pieścić, nie delikatnie jak robił to z Elizą, a stanowczo, mocnymi, pewnymi ruchami. Westchnęła, kiedy złapał między dwa palce jeden z jej sutków. Ścisnął go odrobinę zbyt mocno, ona jednak nie zaprotestowała. Położyła się na chłopaku, jedynie bardziej przyspieszając ruchy. Przewrócił ją na plecy. Chciał to jak najszybciej skończyć. Przymknął oczy, znowu wyobrażając sobie, że to Eliza leży z nim teraz na łóżku. Przypomniał sobie cudowny zapach jej włosów, jej jasną, niemal śnieżnobiałą cerę, jej drżące różowe usta. Przyspieszył swoje ruchy, wchodząc w dziewczynę coraz mocniej i głębiej. Po kilkunastu minutach skończył z cichym westchnieniem.

Wyszedł z jej ciągle wilgotnej szparki. Zdjął z siebie pełną prezerwatywę i zawiązał na niej supeł. Pospiesznie założył spodnie. Nie przejmował się tym, czy zaspokoił swoją partnerkę. Spojrzała na niego dziwnym, ni to smutnym, ni to poważnym wzrokiem.

– Nie zostaniesz? – spytała, pytała za każdym razem i za każdym razem słyszała tą samą odpowiedź.

– Nie dzisiaj, Maju – odpowiedział, wychodząc z sypialni.

Podniósł z kanapy swoją przemoczoną bluzę, wciągnął ją na siebie, włożył równie mokre adidasy i wyszedł z mieszkania.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy chłopak zniknął za drzwiami, z Seleny opadło całe napięcie. Po raz kolejny chciało jej się wyć, a przecież to wszystko działo się na jej własne, idiotyczne życzenie. Sięgnęła do szuflady szafki nocnej. Wyjęła różowy, twardy wibrator, potem odwróciła się na plecy. Lekko rozsunęła nogi. Wsunęła urządzenie w swoje ciągle wilgotne, gorące wnętrze. Włączyła wibracje. Drugą ręką dotknęła łechtaczki. Zaczęła ją delikatnie masować, wsuwając i wysuwając wibrator. Ona, królowa, bogini, ona, która mogła mieć każdego faceta leżała we własnej sypialni zaspakajając się sama. Wyobraziła sobie, że Daniel zostaje, że obejmuje ją czułym gestem, tak jak setki razy widziała jak robił to z Elizą. Pomyślała o tym, że palcami delikatnie dotyka jej łechtaczki. Niemal poczuła jego usta na swoich ustach, jego dłonie gładzące jej włosy.

Jęknęła przyspieszając ruchy ręki. Wsuwała w siebie wibrator coraz szybciej, coraz głębiej. Palcami drugiej ręki pieściła swoje łono coraz mocniej i gwałtowniej. W końcu doszła cicho pojękując. Wyjęła z siebie różowe urządzenie i odłożyła na szafkę nocną. Położyła się na boku, zwijając w jak najciaśniejszy kłębek. Z jej oczu popłynęły łzy. Szalały w niej złość i zawiść. Co ta cholerna smarkula takiego w sobie ma?! Zabrała jej Matta, a teraz… Co oni takiego w niej widzą?! Niedoczekanie! Jeżeli nie może mieć dla siebie Daniela, to zdecydowana była przynajmniej odzyskać Matta.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Zbliżał się grudzień, a wraz z nim wielkimi krokami zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Matt nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek w życiu tak naprawdę na nie czekał. Zawsze były dla niego wydarzeniem przykrym i niezbyt miłym. Teraz było inaczej. Cały jego świat wyglądał zupełnie inaczej. Teraz w jego życiu pojawił się ktoś, komu chciał sprawić radość na święta, nie tylko te nadchodzące, ale każde kolejne, najlepiej do końca życia.

Matt wszedł do domu w dość dobrym nastroju. Od kiedy mieszkał we własnym mieszkaniu, sam na sam z ukochaną dziewczyną właściwie prawie zawsze miał dobry humor. Martwiło go wiele rzeczy. Pracował teraz na stacji benzynowej, gdzie zarabiał znacznie mniej niż jako ochroniarz w Propagandzie. Przez zwolnienie dyscyplinarne, miał spore problemy z dostaniem pracy, więc z ulgą przyjął nawet taką. Był też w dalszym ciągu zazdrosny o Daniela, ale próbował się nie przejmować tym, że chłopak widuje się z Elizą niemal każdego dnia. Sam przyjaciela spotykał teraz bardzo okazjonalnie, jedynie na jakichś większych imprezach lub coraz rzadszych, wspólnych wyjściach we trójkę. To wszystko jednak traciło znaczenie, kiedy wchodził do własnego mieszkania, witany radośnie przez białego wilka. Potem na szyję rzucała mu się Eliza, zawsze wesoła jak skowronek. Szykowała im wspólną kolację, wychodzili na wieczorny spacer, wracali by zasypiać wtuleni w swoje objęcia. Tak, takie właśnie życie sprawiało, że Matt był najzwyczajniej w świecie szczęśliwy.

Chłopak zdjął buty i kurtkę. Usłyszał wesołe szczekanie i już po chwili skakał na niego, merdając ogonem, olbrzymi, śnieżnobiały pies.

– Snowy, przestań – roześmiał się Matt. – Wystarczy już.

Wilk radośnie wystawił język, po czym usiadł u stóp swojego pana. Chłopak podrapał go za uszami. Zaskoczony podniósł wzrok, kiedy w drzwiach pokoju, zamiast wesoło uśmiechniętej Elizy, pojawił się Daniel.

– Cześć – przywitał go blondyn, luzacko opierając się o framugę.

– Hej – odpowiedział Matt, odczuwając dziwny niepokój, jakby za chwilę miało stać się coś niemiłego. – Gdzie Eliza?

– Poszła na zakupy z Seleną, niedługo wróci – oznajmił tamten. – Przyszedłem bo chcę z tobą porozmawiać…

– Pewnie – stwierdził Matt pełen coraz gorszych przeczuć. – Obydwaj usiedli na kanapie. Wilk położył się, kładąc głowę na kolanach swojego pana. – O czym chcesz ze mną rozmawiać?

– Jest kilka takich rzeczy – stwierdził Daniel uśmiechając się gorzko. – Po pierwsze wiem, że macie problemy finansowe – chłopak spojrzał przyjacielowi w oczy. – Nie zarabiasz zbyt dużo, a jeszcze musisz spłacać kredyt, do tego utrzymywać siebie i Elizę… jak coś, to chętnie pożyczę ci jakąś gotówkę, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć.

– Dzięki, ale nie – powiedział Matt, z całym sił hamując napływającą złość, zdawał sobie sprawę, że Daniel nie chciał go obrazić, ale to po prostu kłóciło się z jego własną dumą i poczuciem godności. – Dajemy sobie radę i o pomoc zwrócę się tylko wtedy, jeżeli będzie naprawdę źle.

Zdawał sobie doskonale sprawę, że Daniel ma rację, finansowo wcale nie układało im się dobrze. Żeby na wszystko wystarczyło, zdążył już sprzedać swoją wymarzoną Hondę i zastanawiał się nad sprzedażą lustrzanki. Odczuwał żal, to jednak nie miało znaczenia. Miał teraz coś innego, co było znacznie ważniejsze.

– Jak sobie chcesz – wzruszył ramionami Daniel. – To była tylko propozycja. Teraz mam do ciebie jeszcze prośbę. Nie musisz od razu odpowiadać, zastanów się przez jakiś czas. – Powiedział nie spuszczając wzroku z oczu przyjaciela. – Jedziemy na Święta i Nowy Rok z rodziną na Florydę. Chciałbym zabrać ze sobą Elizę, a ciebie chciałbym prosić, żebyś ją na ten wyjazd namówił.

Matt spojrzał na Daniela zaskoczony. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał.

– Zaproponowałeś jej i się nie zgodziła? – spytał nie potrafiąc ukryć nutki nadziei w głosie.

– Nie – zaprzeczył Daniel. – Nic jej na ten temat nie wspominałem. Najpierw chciałem zapytać ciebie. Posłuchaj – kontynuował – wiem, że to wasze pierwsze wspólne święta, ale nie prosił bym o to, gdyby mi tak na niej nie zależało. To dla niej wielka szansa. Ma, być może jedyną w życiu – powiedział z naciskiem – szansę zwiedzić kawałek świata, dodatkowo dostanie ciekawy temat na napisanie pracy semestralnej. Sam zresztą wiesz, jak ona uwielbia różnego rodzaju podróże, zwiedzanie i poznawanie nowych miejsc. Pomożesz mi ją namówić na ten wyjazd?

Matt jęknął w duchu. W tym momencie nienawidził Daniela jak nigdy dotąd. Wiedział, że przyjaciel zwyczajnie postawił go pod ścianą. Całym sobą nie chciał się na to zgodzić, a Daniela jak najszybciej chciał wywalić ze swojego domu. Eliza była jednak ważniejsza nawet od jego własnych uczuć.

– Porozmawiam z nią – powiedział cicho, cierpkim tonem, nie patrząc na przyjaciela.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wieczorem, we trójkę, siedzieli w pubie. Rozmawiali. Daniel był bardzo zadowolony z siebie, co chwilę zamawiał Elizie nowego long drinka. Nie przeszkadzało mu już nawet tak bardzo, że dziewczyna siedzi wtulona w ramię Matta. Potrzebował już tylko jej zgody, żeby swój, dopracowywany miesiącami, plan wprowadzić w życie.

– Eliza… – zaczął zwracając się do dziewczyny. Spojrzała na niego chabrowymi oczami, a Daniela aż coś ścisnęło w środku. Tak bardzo chciał ją mieć tylko dla siebie! – Chciałem ci zaproponować, żebyś spędziła ze mną trzy tygodnie na Florydzie. Jedziemy całą rodziną.

Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zdumienia. Daniel uwielbiał ją zaskakiwać. Sprawiało mu to prawdziwą przyjemność.

– Mówisz poważnie? – zapytała.

Chłopak uśmiechnął się do niej szeroko.

– Jak najbardziej. To co, pojedziesz ze mną?

– Kiedy? – zapytała ciągle zaskoczona Eliza.

– W drugiej połowie grudnia. Zostaniemy tam jeszcze przez pierwszy tydzień stycznia. – Powiedział, zdając sobie sprawę, że będzie to najtrudniejszy fragment rozmowy.

Dziewczyna spojrzała na niego rozczarowana.

– To w takim razie ja nie będę mogła – oznajmiła cicho. – Zaplanowaliśmy z Mattem na święta zupełnie co innego.

– Myślę, że powinnaś pojechać – westchnął przytulający ją do siebie chłopak. – Ja i tak będę pracował w czasie świąt, nie dało się w żaden sposób przestawić grafiku – skłamał Matt.

– Ale… – zaczęła Eliza, w jej oczach zalśniły łzy, przerwała, wstając od stolika. – Przepraszam – powiedziała tylko – muszę na chwilę wyjść.

Odwróciła się od nich i ruszyła w stronę drzwi. Matt natychmiast zerwał się z miejsca, zamierzając iść za oddalającą się dziewczyną. Daniel położył mu rękę na ramieniu.

– Ja z nią porozmawiam, pozwól mi – poprosił.

Matt niechętnie skinął głową, z powrotem siadając. Daniel chwycił kurtkę i wybiegł na dwór za Elizą. Stała w znajdującej się nieopodal bramie kamienicy. Płakała cicho. Podszedł do niej szybkim krokiem.

– Zwariowałaś?! – zapytał narzucając jej na ramiona kurtkę. – Jest zima! Nie możesz biegać po dworze w samym swetrze!

Spojrzała na niego pełnymi łez oczami. Potem przysunęła się bliżej, kładąc głowę na torsie chłopaka. Przytulił ją do siebie delikatnie.

– Dlaczego on nie chce ze mną spędzić świąt? – zapytała cicho, stłumionym od łkania głosem.

Daniel ukrył cisnący mu się na usta uśmiech. Było lepiej niż przypuszczał.

– To nie to, że nie chce – odpowiedział spokojnie. – Matt się bardzo stara, ale ma problemy z kasą. Porobiły mu się straszne długi, a przez ten, mhm, incydent w klubie, nie ma ich z czego spłacać.

Eliza przylgnęła do chłopaka jeszcze bardziej.

– Czemu mi nic nie powiedział? – zapytała cicho.

– Pewnie nie chciał cię martwić. Nie przejmuj się tym. Na pewno sobie poradzi – powiedział delikatnie głaszcząc włosy dziewczyny. – Pojedziesz ze mną? Jemu to też wyjdzie na dobre, nie będzie musiał się o ciebie martwić i zaoszczędzi pieniądze, które na pewno by wydał, żebyś miała przyjemniejsze święta.

Dziewczyna spojrzała ciągle mokrymi od łez oczami, w zielone, pełne troski oczy Daniela.

– Dobrze, pojadę – odpowiedziała cicho – skoro obydwoje na to nalegacie.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tej nocy Matt długo nie mógł zasnąć. Tulił do siebie śpiącą przy nim dziewczynę. Do tej pory wszystko wyglądało tak pięknie, a teraz, jak zwykle musiało się schrzanić. Jutro wieczorem, Eliza wyjedzie, a on zostanie całkiem sam. Wiedział jednak, że i z tym sobie poradzi. Ze wszystkim zawsze sobie radził, więc i teraz mu się uda. Z żalem myślał o tym co zaplanował na święta dla dziewczyny. Trudno, nie te, to następne spędzą razem, widocznie tak już musiało być. W końcu, znużony, zapadł w lekki, niespokojny sen.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XVIII

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Była noc. Lecieli samolotem. Załatwienie wszystkich niezbędnych dokumentów dla dziewczyny, zajęło Danielowi niespełna tydzień. Siedzieli w pierwszej klasie. Eliza leżała, z głową na kolanach Daniela, zwinięta na obszernym fotelu, jak mały kotek. Myślała o Mattcie. Tak bardzo nie chciała zostawiać go samego! Nawet, mimo tego, że pracował, wolałaby spędzać przy nim chociaż te krótkie godziny, które przebywał w domu. Zamknęła oczy. Trudno, może rzeczywiście tak właśnie będzie lepiej.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt żył jak we mgle. Dni były dla niego szare i ponure. Rozświetlane jedynie jasnymi promyczkami, przychodzących od Elizy smsów.

„Dolecieliśmy bezpiecznie, kocham cię, bardzo za tobą tęsknię.”

Każdego dnia wstawał rano i w ponurym nastroju szedł do pracy. Pracowali zmianowo, po dwanaście godzin, a robota była na tyle zajmująca, że zwyczajnie nie miał kiedy się nudzić, wtedy najłatwiej było mu odegnać ponure myśli.

„Pogoda jest cudowna, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę Święta Bożego Narodzenia obchodziła w lecie.”

Gorsze były dni, kiedy przepracowywał noce, a potem cały dzień miał wolne. Nawet wilk nie przynosił mu zbyt wielkiej pociechy. Zresztą pies wyczuwał nastrój swojego pana i w domu, przypominał raczej biały dywanik, niż radosne, ruchliwe stworzenie, którym był jeszcze niespełna tydzień temu.

„Daniel zabrał mnie do ogrodu z muszli, wiesz ile tutaj rośnie niebieskich kwiatów? Czuję się jak w raju.”

Nadeszła wigilia Bożego Narodzenia. Matt wracał z pracy. Zima w tym roku była wyjątkowo mroźna. Padał śnieg. Wszyscy siedzieli w domach, rozkoszując się smakiem wigilijnych potraw, pachnącą choinką i różnobarwnymi prezentami. Wszyscy, tylko nie on.

„Zostawiłam dla ciebie prezent, jest na górnej półce w szafie, tam gdzie leżą moje bluzki. Wesołych Świąt kochanie.”

Matt siedział na podłodze pod oknem, trzymał w rękach grafitowy, długi, wełniany szalik. Snowy leżał tuż przy nim. Chłopak mechanicznie podrapał go za uszami. Psiak nie ruszając się z miejsca zamerdał ogonem. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Matt podniósł się zaskoczony. Poszedł otworzyć. W drzwiach stała Selena. Miała ze sobą wiklinowy koszyk.

– Cześć, można? – spytała pogodnym, przyjaznym tonem.

– Co tu robisz? – zapytał zdziwiony chłopak, odsuwając się od drzwi, żeby mogła wejść do środka.

– Przyniosłam ci kolację – oznajmiła. – Chyba nie sądziłeś, że będziesz siedział w wigilię sam?

– Sądziłem – odpowiedział ponuro.

Dziewczyna nic nie robiąc sobie z jego ponurego nastroju, zdjęła wysokie buty i poszła prosto do kuchni. Postawiła na stole koszyk i zaczęła rozpakowywać nucąc przy tym wesoło kolędy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie. Eliza stała na balkonie, zapatrzona w błękitny ocean. Rozmyślała. Daniel podszedł do dziewczyny oplatając ją od tyłu ramionami.

– Czemu się smucisz? – zapytał wdychając cudowny zapach jej złocistych włosów.

– Martwię się – powiedziała cicho. – Jest wigilia, a on siedzi zupełnie sam.

– Wiesz co? – powiedział Daniel z wesołym uśmiechem. – Może weźmiesz mój telefon i do niego zadzwonisz?

– Naprawdę mogę? – spytała wpatrując się w chłopaka zachwyconym wzrokiem.

Skinął głową.

– Jeżeli tylko poprawi ci to humor – uśmiechnął się do niej.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Selena przygotowała kolację. Nie potrafiła gotować, więc zwyczajnie zamówiła wszystko wcześniej w restauracji, ale przecież nikt nie musiał się o tym dowiedzieć. Matt wyszedł na dwór wyprowadzić wilka. Na to właśnie czekała dziewczyna. Wyciągnęła telefon i wysłała smsa. Chwilę później usłyszała, leżący na blacie, dzwoniący telefon Matta. Chłopak nawet nie zauważył, kiedy mu go wyciągnęła z kieszeni. Natychmiast odebrała.

– Halo? – odezwała się słodkim głosem.

– Kto mówi? – zdziwił się głos po drugiej stronie. – Chciałam rozmawiać z Mattem…

– O, Eliza! Jak tam się bawisz na Florydzie? Tu Selena, spędzamy z Mattim wspólnie wigilię, chyba nie masz nic przeciwko? – odezwała się wesoło. – On teraz nie może podejść…

– Powiedz mu, żeby odezwał się jak będzie mógł dobrze? – poprosiła rozczarowana Eliza.

– Jasne, wesołych świąt i pozdrów ode mnie Daniela. Buziaczki. – Powiedziała do słuchawki Selena po czym się po prostu rozłączyła.

Dziewczyna wydęła usta. Wyłączyła telefon Matta. Na wszelki wypadek wyjęła kartę sim i schowała do kieszeni, a sam aparat podrzuciła, rozłożony na kilka części na znajdujące się pod stołem, posłanie psa. Póki co wszystko szło zgodnie z planem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Przynajmniej nie spędza wigilii sam – westchnęła Eliza, siadając na łóżku obok Daniela.

Chłopak od niechcenia objął ją ramieniem.

– Nic mu nie będzie – powiedział z przekonaniem.

Eliza przylgnęła do boku Daniela, jak mała dziewczynka.

– Pewnie masz rację – przyznała cichutko.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt wrócił do mieszkania przemarznięty i w kiepskim humorze. Nie miał w tym momencie ochoty na towarzystwo, ale nie chciał urazić Seleny, która bądź co bądź postarała się specjalnie dla niego. Zjedli wspólnie kolację wigilijną, a potem włączyli lecący w telewizji film. Chłopakowi było wszystko jedno. Na dodatek nie mógł znaleźć telefonu, co zdołowało go tylko jeszcze bardziej. Tak straszliwie tęsknił za Elizą!

Selena przysunęła się bliżej, do siedzącego na kanapie chłopaka. Położyła rękę na jego czarnym t-shircie, próbując podwinąć go do góry. Matt gwałtownie wstał. Spojrzał z urazą na dziewczynę.

– Selena! Tyle razy ci mówiłem! – warknął wściekle. – Czy to do ciebie dalej nie dociera? Jesteśmy przyjaciółmi, niczym więcej – dodał odrobinę spokojniej.

Dziewczyna spuściła wzrok. Skuliła się na kanapie.

– Przepraszam – powiedziała cicho – ja tylko myślałam, że skoro Eliza robi to z Danielem, to może ty też byś chciał…

– To, że pojechała na święta z Danielem, wcale nie znaczy, że to robią – stwierdził Matt, starając się zapanować nad własnym głosem. – A już na pewno nie znaczy, że ja zamierzam.

– Jaki ty jesteś czasem naiwny, Matti – westchnęła Selena, odzyskując swój zwykły rezon. – Przecież Daniel ją kocha, a z tego co się orientuję, ona jego też. – Dziewczyna wstała z kanapy, podchodząc bliżej do chłopaka. – Co ty jej możesz dać, czego on nie ma? – zapytała złośliwie. – Sam świetnie to wiesz, że Daniel byłby dla niej znacznie lepszy niż ty.

Chłopak spojrzał na nią wrogo.

– Wolałbym, żebyś już poszła – syknął.

Selena wzruszyła ramionami. Zebrała swoje rzeczy.

– Jak chcesz – powiedziała tylko – ale nie wiń posłańca, za złe wiadomości. Daj znać, jeżeli zmienisz zdanie.

Kiedy dziewczyna zniknęła za drzwiami, Matt opadł na kanapę. Ponure myśli, zasnuwały jego umysł czarną mgłą. Czuł strach. Bał się, że Selena ma rację.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Zamiast rodzinnej wigilii, w hotelu na Florydzie wyprawiono huczny bal. Eliza czuła się jak prawdziwa księżniczka w Paryskiej sukni, którą w gwiazdkowym prezencie dostała od pani Maes. Kreacja była prosta, klasyczna i elegancka, a jednocześnie oryginalna w swej prostocie. Na dziewczynie srebrnoszara, zamiatająca ziemię delikatnym trenem, suknia wywarła piorunujące wrażenie. Dodatkowo przez pół dnia Ola ciągała Elizę po fryzjerach i salonach kosmetycznych, także w końcowym rezultacie obie wyglądały jak aktorki filmowe. Dziewczynie, jako potwierdzenie tego, że warto się starać, w zupełności wystarczył zachwyt na twarzy czekającego na nią w hotelowym holu, Daniela.

Mimo zachwycającego przyjęcia, Eliza nie mogła się powstrzymać i co chwila zerkała na telefon w oczekiwaniu na jakąkolwiek wiadomość. Nic jednak nie przychodziło.

– Daj spokój – powiedział Daniel – mamy siedem godzin różnicy czasu… na pewno już śpi. Zadzwonisz do niego jutro. Dzisiaj ja ci muszę wystarczyć – oznajmił z szerokim uśmiechem.

Eliza schowała telefon do niewielkiej, ozdobnej torebki. Spojrzała na Daniela, uśmiechając się smutno.

– Dobrze – powiedziała cicho – po prostu się martwię, to wszystko.

– Nie przejmuj się nim, pewnie dobrze się bawił z Seleną, a potem poszedł spać. Na pewno odezwie się jutro. Masz ochotę ze mną zatańczyć? – spytał podając jej ramię.

Dziewczyna skinęła głową. Wsunęła swoją szczupłą dłoń pod ramię chłopaka i razem poszli w kierunku parkietu, na którym tańczyły różnobarwne pary.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza leżała na brzuchu, oglądając nowego iphona, którego dostała w prezencie gwiazdkowym od Daniela. Już trzeci dzień nie miała żadnej wiadomości od Matta, mimo, że sama wysyłała mu po kilka smsów dziennie. Niepokoiła się coraz bardziej.

Daniel wszedł do pokoju dziewczyny. Usiadł przy niej na łóżku. Odwróciła się na bok, opierając głowę na łokciu, żeby móc swobodnie na niego spojrzeć.

– Podoba ci się prezent? – uśmiechnął się złośliwie, zadając pytanie, bo wiedział, jak zdenerwował i speszył nim dziewczynę.

– Taaak – odpowiedziała z westchnieniem – strasznie jesteś z siebie zadowolony, że mi go dałeś, chyba głównie dlatego, ponieważ wiesz, że nie powinieneś.

– To też – roześmiał się chłopak.

– Co ty w ogóle dostałeś od rodziców? – zainteresowała się dziewczyna.

– A nic takiego – Daniel zbył pytanie wzruszeniem ramionami. – Poprosiłem o Jubileuszowego Goldwinga Hondy, mam ochotę pojeździć na motorze. Znudziły mnie sportowe samochody.

Eliza spojrzała z niedowierzaniem na chłopaka. Odkąd zaczęła być z Mattem, motocykle stały się także jej wielką pasją.

– Mówisz poważnie? – ucieszyła się dziewczyna. – Zabierzesz mnie nim gdzieś?

Daniel roześmiał się wesoło.

– Jasne, pewnie, że tak. Co tylko zechcesz – odpowiedział mrugając do niej. – Wiesz przecież.

– Super! – oznajmiła dziewczyna, znowu jednak zerkając na telefon.

– Dalej się nie odzywa? – spytał chłopak.

Eliza przecząco pokręciła głową.

– To już kolejny dzień – westchnęła.

– Wiesz co, jeżeli chcesz mogę zapytać Mai, żyjemy raczej w dobrych stosunkach – oznajmił chłopak – niech sprawdzi co u niego.

– Naprawdę mógłbyś? – dziewczyna spojrzała na niego z wdzięcznością.

Daniel wyciągnął telefon. Położył się na brzuchu obok Elizy i zaczął pisać smsa.

„Cześć Maju, co tam u was? Jak spędziliście wigilię? Czemu Matt nie daje znaku życia?”

Odpowiedź przyszła już po krótkiej chwili.

„Nie mów jej tego, ale Matt się boi do niej odezwać. Spałam z nim, Daniel, ja przepraszam… nie mogłam się powstrzymać, ja go ciągle kocham i… i on mnie też. Wymyśl coś na użytek Elizy, proszę. On nie chciał z nią zrywać przez smsy czy telefon.”

Eliza wydała z siebie stłumiony jęk, czytając Danielowi przez ramię. Chłopak natychmiast odłożył telefon, na szafkę nocną. Przyciągnął do siebie dziewczynę, która była teraz zbyt zszokowana, żeby w jakikolwiek sposób zaprotestować.

– Przepraszam – powiedział cicho, tuląc ją do siebie mocno i zaborczo. – Nigdy w życiu bym czegoś takiego nie podejrzewał…

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza leżała na łóżku zwinięta w pozycji embrionalnej. Nie płakała, nie miała już czym płakać. Miała za sobą już całe morze wylanych łez. Dlaczego nie chciał z nią nawet porozmawiać? Jak to możliwe? Jak to się w ogóle stało?

– Daniel… – zwróciła się cichutko, do siedzącego na brzegu łóżka chłopaka. – Co w ogóle łączyło Matta i Selenę? To znaczy wcześniej…

Chłopak wzruszył ramionami. Nie widział powodu, żeby ją w tej kwestii okłamywać.

– Trochę mieli się ku sobie, ale to było jeszcze zanim cię poznał. Chociaż zawsze myślałem, że to bardziej Maja leciała na Matta, niż on na nią… – powiedział cierpkim tonem. – W każdym razie do niczego między nimi nie doszło, bo Selena uznała, że najlepszym sposobem na poderwanie Matta będzie wzbudzenie z nim zazdrości. Urządziła to wszystko tak, żeby zobaczył jak całuje się z Aleksem. Osiągnęła tym przeciwny skutek niż zamierzała. Matt stracił całe zainteresowanie jej osobą i to by było na tyle.

– Wyraźnie jednak nie do końca – stwierdziła Eliza niechętnie.

– Na jego miejscu nigdy, przenigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił – oznajmił Daniel wpatrując się w dziewczynę intensywnym spojrzeniem zielonych oczu. – Zresztą Selena w niczym się do ciebie nie umywa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Zima pokazała swoje piękno w całej okazałości. Świat wyglądał zupełnie tak, jak w baśni o Królowej Śniegu. Rankiem, pierwszego dnia po świętach, z radio-budzika słychać było piosenkę Turnaua: „Na północy ściął mróz, z nieba spadł wielki wóz, przykrył drogi, pola i lasy. Myśli zmarzły na lód, dobre sny zmorzył głód, lecz przynajmniej się można przestraszyć…”. Matt, zaspany, sięgnął ręką, żeby wyłączyć natrętny budzik. Chciał jeszcze chwilę poleżeć, przytulony do Elizy, zanim pójdzie do pracy. Odwrócił się, żeby przysunąć się do dziewczyny, obok niego było jednak tylko puste miejsce. Westchnął, przypomniawszy sobie, że przecież Eliza poleciała na święta do Ameryki. Niechętnie zwlekł się z łóżka. Zamierzał wyjść wcześniej, z nadzieją, że może uda mu się kupić jakiś telefon. W święta nie było to możliwe, a jego własny, mały upiór w postaci białego wilka, postanowił sobie przywłaszczyć i rozłożyć na części pierwsze. Tak bardzo tęsknił za Elizą, a teraz nawet nie mógł napisać do niej zwykłego smsa!

Wziął szybki prysznic i włożył na siebie czyste, codzienne ubranie. Był już niemalże gotowy do wyjścia, kiedy zaskoczył go dzwonek do drzwi. Zdziwiony otworzył. W progu stało dwóch policjantów. Mieli przy sobie broń.

– Dzień dobry – powiedział oschłym, rutynowym tonem jeden z nich. – Pan Cuttbert? – spytany chłopak niepewnie skinął głową. – Jest pan aresztowany pod zarzutem napadu i pobicia – kontynuował tamten niewzruszonym tonem. – Lepiej będzie dla pana, jeżeli pójdzie pan z nami dobrowolnie… – oznajmił z wyraźną groźbą w głosie mężczyzna.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rozdział XIX

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Święta przeminęły z wielkim hukiem i szybkimi krokami zbliżał się Sylwester. Eliza nie cieszyła się, że spędzi go na Florydzie. Właściwie, to ostatnimi dniami nie cieszyła się z kompletnie niczego. Chodziła zamyślona i apatyczna. Na nic nie miała ochoty. Po głowie snuła się jej jedna, ciągle ta sama myśl – musi wrócić do domu i z nim porozmawiać. Nawet jeżeli jej powie, że kocha Selenę, że to koniec, po prostu wiedziała, że musi usłyszeć to bezpośrednio od niego. Nic innego w tej chwili nie miało znaczenia.

Daniel wodził za dziewczyną smutnym wzrokiem. Jej różowe usta bez przerwy drżały, w jej chabrowych oczach ciągle lśniły łzy. Nie tego się spodziewał. Liczył na zawiść ze strony Elizy, chęć zemsty, ale nie to… Trudno, będzie musiał jeszcze trochę poczekać… Grunt, że druga cześć planu, ta o której nie powiedział nawet Selenie, ta z którą najbardziej gryzło się jego sumienie, działała bez zarzutów. Tak czy owak, dziewczyna będzie jego.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Krzysztof, szczupły mężczyzna w średnim wieku, do późna pracował w kancelarii adwokackiej. Zajmował się przychodzącą korespondencją. Miał masę roboty, a im więcej czasu spędzał w pracy, tym więcej zarabiał. Miał na utrzymaniu żonę i czworo dorastających dzieci. Dla jego rodziny liczył się każdy grosz.

Za oknem było już zupełnie ciemno, prószył gęsty, lepki śnieg. Krzysztof wrócił do swojego zawalonego papierami biurka, z kubkiem czarnej, mocnej kawy. Od niechcenia przerzucał kolejne papiery. Nagle coś rzuciło mu się w oczy. Znajome nazwisko… Mateusz Cuttbert…

Zaraz, chwilę, czy to przypadkiem nie chłopak jego ukochanej siostrzenicy?

Mężczyzna wziął do ręki, spięty razem, plik dokumentów. Zaczął uważnie czytać. Coraz bardziej zdumiony przeskakiwał z akapitu na akapit. Potem przestudiował dokument od góry do dołu jeszcze raz, a nie wierząc własnym oczom także i kolejny.

Napad, pobicie… Zatrzymany twierdzi, że interweniował, gdy zobaczył jak jego konkubina, tu Krzysztof skrzywił się czytając napisane w policyjnym żargonie słowo, zaczyna rozbierać się na scenie…

Wcześniejsze wykroczenia: pięć lat w zawieszeniu za handel narkotykami… W co ten cholerny smarkacz się właściwie wpakował? Mężczyzna nigdy nie pałał sympatią do tego chłopaka. Czy to chodziło o JEGO zawsze grzeczną, miłą i spokojną Elizę?

Krzysztof wyciągnął z kieszeni spodni telefon komórkowy. Wybrał numer do swojego pracodawcy. Jak dobrze, że Dariusz Nawrocki, prowadzący urzędową kancelarię adwokat z wieloletnim stażem, był jego dobrym przyjacielem. Znali się jeszcze ze szkolnych czasów.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Matt zamknął oczy. Nie miał pojęcia, jak to się stało, że wszystko toczyło się tak cholernie źle. Jak można spaść na samo dno, tylko po to, żeby potem okazało się, że pod spodem jest jeszcze sześć stóp mułu… Nie miał pojęcia dlaczego, po ponad trzech miesiącach, mężczyzna, którego uderzył w klubie jednak zdecydował się wnieść przeciwko niemu oskarżenie. Gdyby chociaż nie ten wyrok w zawieszeniu, za sprawę, w którą się bezsensownie wplątał przed kilku laty… Do tego jeszcze chłopak wiedział, że prawdopodobnie straci mieszkanie, bo w jakiś sposób wyszło na wierzch, że został zwolniony. Nic nie układało się dobrze. Najbardziej jednak cierpiał, ponieważ w żaden sposób nie mógł skontaktować się z Elizą. Zresztą, nawet gdyby miał szansę, to nie miał pojęcia, co mógłby jej w tym momencie powiedzieć. Teraz jeszcze, na domiar złego, czekało go spotkanie z przydzielonym z urzędu adwokatem. Wiedział, że jemu też nie ma nic do powiedzenia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Pokój, do którego zaprowadzono Matta, był niewielkim, prawie pustym, pomieszczeniem. Na przeciwległej do drzwi ścianie znajdowało się niewielkie, zakratowane okno. Mniej więcej na środku stał stół, a przy nim cztery drewniane krzesła. Chłopak niechętnie usiadł na jednym z nich. Chciał mieć to wszystko jak najszybciej za sobą. Gdy tylko usiadł, dwaj znudzeni policjanci, którzy go tu przyprowadzili, opuścili pokój. Matt został sam na sam ze swoimi ponurymi, jak gradowa chmura myślami.

Po kwadransie drzwi się ponownie otworzyły. Do środka weszło dwóch, odzianych w garnitury mężczyzn w średnim wieku. Matt zamarł na widok jednego z nich. Teraz dopiero nabrał pewności, że wszystko zrzekło się przeciwko niemu. W szczupłym, brązowowłosym mężczyźnie rozpoznał Krzysztofa, wuja Elizy. Niejasno przypomniał sobie, że tamten pracował w kancelarii adwokackiej, Matt jednak do tej pory żył w przeświadczeniu, że Krzysztof bynajmniej nie był prawnikiem.

– Dzień dobry – przywitał się ten drugi, tęgi blondyn o rumianych policzkach i poważnym spojrzeniu. – Nazywam się Dariusz Nawrocki, będę pana reprezentował w sądzie. Z tego co zrozumiałem, mojego przyjaciela już Pan zna.

Matt niepewnie skinął głową. Spojrzał pytająco na Krzysztofa. Nie miał pojęcia o co tu może chodzić. Mężczyźni usiedli naprzeciwko chłopaka. Wuj Elizy spojrzał na Matta niechętnym wzrokiem.

– Posłuchaj – powiedział poważnie – zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ci jakoś pomóc, ale najpierw chcę się od ciebie dowiedzieć, co się dokładnie stało i to ze wszystkimi szczegółami.

Chłopak westchnął. Nie miał ochoty opowiadać co się stało, najchętniej w ogóle by z nimi nie rozmawiał, podejrzewał jednak, że i tak nie ma wyjścia. Odważnie spojrzał mężczyźnie w oczy.

– Mieliśmy z Elizą problemy, finansowe – powiedział cicho. – Uznała, że nie będzie siedziała bezczynnie i, prawdopodobnie za namową moich koleżanek z byłej pracy, postanowiła zacząć zarabiać. Zupełnie mnie zaskoczyła i zareagowałem impulsywnie. Zwyczajnie ją stamtąd zabrałem. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, pod rękę nawinął się ten facet. Chciał jej wsunąć pieniądze za majtki, więc go uderzyłem. Zostałem zwolniony, dyscyplinarnie, ale nikt nie wniósł oskarżenia. Nie mam pojęcia dlaczego zmienił zdanie.

Krzysztof wyglądał jakby nad czymś rozmyślał. Nie skomentował, skinął tylko głowa.

– A wcześniej? – zapytał. – Handel narkotykami? Praktycznie zostałbyś oczyszczony z zarzutów, ale sam przyznałeś się do winy…

– Czy to ma jakikolwiek związek z tą sprawą? – westchnął Matt.

– Nie – odpowiedział ponuro mężczyzna – ale ma związek z tobą, a za czym idzie z moją siostrzenicą i chcę o tym wiedzieć. Nic co na ten temat powiesz, nie będzie miało znaczenia w tej sprawie. Wszystko zostanie między nami.

Matt przez chwilę walczył ze sobą, ale w końcu postanowił i na to pytanie odpowiedzieć.

– Kryłem przyjaciela – przyznał zrezygnowany. – Miał o wiele więcej do stracenia niż ja.

– To przy Danielu znaleziono narkotyki, prawda? – westchnął Krzysztof. – Ty tylko nawinąłeś się pod rękę przebywając akurat razem z nim…

– To nie ma znaczenia – powiedział twardo Matt nie spuszczając wzroku z mężczyzny. – Ta sprawa jest zamknięta.

– Jeżeli zdecydowałby się pan zeznać to w sądzie – wtrącił się Dariusz – można by złożyć apelację…

– Nie – odpowiedział stanowczo Matt. – Ta sprawa jest zamknięta – powiedział z naciskiem – i nie ma związku z tą.

– To, że uderzyłeś tego mężczyznę, to błahostka – powiedział cicho Krzysztof – na twoim miejscu pewnie zrobiłbym to samo… ale jeżeli przegrasz proces i zostaniesz uznany za winnego – kontynuował brunet – to automatycznie zostaniesz skazany na pięć lat, za poprzednie wykroczenie… Mateusz, to nie ma sensu. Naprawdę sądzisz, że warto?

– Nie będziemy wracać do tamtej sprawy – oznajmił twardo chłopak – i zdania nie zmienię, nawet jeżeli będę musiał ponieść tego konsekwencje.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Grudzień w tym roku był wyjątkowo ciepły, nawet jak na klimat Florydy. Sylwestrowa zabawa urządzana była w motywach Hawajskich. Eliza pokazała się na niej jedynie dlatego, że Daniel naprawdę mocno nalegał. Nie chciała sprawiać mu przykrości. Tak naprawdę w ogóle nie miała ochoty tu być. Ciągle miała w pamięci słowa rozmowy, którą przeprowadziła poprzedniego wieczora z wujem.

„Mateusz ma pewne problemy, nie może się z tobą skontaktować, nie martw się tym. (…) Prosił, żeby ci przekazać, że musiał sprzedać mieszkanie, jak wrócisz z Florydy to przyjedź do nas, dziewczynki się ucieszą, albo niech Daniel się tobą przez jakiś czas zaopiekuje, jeżeli tak wolisz. (…) Twój wilczek jest u nas. Dzieciaki są nim zachwycone.”

Dlaczego nie miał nawet na tyle przyzwoitości, żeby sam z nią porozmawiać? Teraz była pewna, że to koniec… sprzedał mieszkanie… nawet Snowy’ego zawiózł do jej rodziny… Eliza nie mogła w to uwierzyć. Za każdym razem, kiedy tylko o tym pomyślała, w jej oczach lśniły łzy. To nie działo się naprawdę! „Wczoraj zdechł złoty ptak moich marzeń, nie mógł wyżywić się już okruchami zwykłej codzienności” przyszedł jej na myśl cytat dnia z kalendarza, bo tak właśnie się teraz czuła.

Nieszczęśliwa usiadła w najdalszym kącie sali. Pragnęła ukryć się przed całym światem. Wszystko przestało mieć jakikolwiek sens.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Sylwestrowa, balowa sala udekorowana była barwnymi kwiatami. Wszyscy uczestnicy zabawy mieli na sobie kolorowe, hawajskie stroje, a na szyjach wieńce. Daniel, kiedy tylko wszedł do pomieszczenia, natychmiast wypatrzył wyróżniającą się z tłumu Elizę. Miała na sobie niebieskie jeansy i prostą, białą koszulkę z szarym kotkiem. Coś chłopaka ścisnęło w środku, kiedy na nią spojrzał. Była taka smutna… Podszedł do dziewczyny i usiadł przy niej na ławce, obejmując ją ramieniem. Przylgnęła do niego ufnie, nie odzywając się ani słowem.

Chłopak wiedział, że Eliza rozmawiała z wujkiem, obawiał się, że wyda się przez to plan, który uknuli wspólnie z Seleną, tak się jednak nie stało. O dziwo dziewczyna nabrała jeszcze głębszego przekonania, że Matt zwyczajnie ją olał. Krzysztof wyraźnie za chłopakiem Elizy nie przepadał. I dobrze! To działało tylko i wyłącznie na korzyść Daniela.

– Hej piękna! Rozchmurz się trochę! – powiedział pogodnym tonem do dziewczyny. – Mamy Nowy Rok. Nie możesz siedzieć taka smutna.

– Daniel… – odezwała się cichutko dziewczyna – ja naprawdę nie chcę ci psuć zabawy – powiedziała smętnie. – Dam sobie radę, nie musisz się mną zajmować.

– Owszem, muszę i będę – oznajmił stanowczo chłopak. – Proszę cię, zapomnij o nim, chociaż na chwilę. Zachował się jak dupek, nie warto psuć sobie przez niego Sylwestra.

Eliza spojrzała na niego smutno mokrymi od łez oczami.

– Przepraszam – powiedziała smutno. – Nie potrafię się teraz bawić. Naprawdę sobie sama poradzę.

Daniel westchnął ciężko. Nie tego oczekiwał. Miał tylko nadzieję, że niedługo dziewczynie przejdzie, chociaż trochę…

– Jeżeli chcesz, to możemy wrócić do hotelu – zaproponował Elizie. – Spędzimy Sylwestra tylko we dwoje. Chciałabyś?

Dziewczyna otarła wierzchem dłoni spływające po policzkach łzy. Skinęła głową.

– Dziękuję – wyszeptała, wtulając się jeszcze bardziej pod ramię chłopaka.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Był trzydziesty pierwszy grudnia, ostatni dzień w roku. Matt podniósł wzrok. Z nadzieją spojrzał na siedzącego przy stole, naprzeciwko niego mężczyznę.

– Rozmawiałeś z nią? – spytał.

Krzysztof skinął głową.

– Tak, przekazałem jej, żeby się nie martwiła i, że nie masz jak się z nią skontaktować. – Obrzucił chłopaka zagadkowym spojrzeniem. – Jesteś przekonany, że nie chcesz jej powiedzieć gdzie jesteś i dlaczego? Nie jestem pewien czy to dobrze, że przed nią ten ‘drobny szczegół’ – powiedział ironicznie – ukrywasz…

– To nie tak – uśmiechnął się ponuro Matt. – Za dobrze ją znam. Jeżeli się dowie, uzna, że to przez nią. Będzie uważała, że to jej wina. Powiem jej, kiedy już będzie coś wiadomo.

– Rozumiem – przyznał niechętnie Krzysztof. – Niech więc będzie jak sobie życzysz. – Przez dłuższą chwilę panowała niezręczna cisza, aż w końcu brunet odezwał się ponownie. – Mateusz, czy ty masz jakichś wrogów? Kogoś kto chciałby ci zaszkodzić? Podejrzewamy, ze ktoś zapłacił temu mężczyźnie, żeby wniósł przeciwko tobie oskarżenie.

Matt przecząco pokręcił głową. Nikt taki nie przychodził mu na myśl.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy wrócili do Polski, Daniel zabrał Elizę z powrotem do siebie. Zaczynał się poważnie niepokoić, ponieważ dziewczyna zamiast się uspokoić, popadała tylko w coraz większą depresję. Prawie w ogóle przestała jeść. Nic nie było w stanie wywołać uśmiechu na jej twarzy. Przez większość dnia siedziała zwinięta w jak najciaśniejszy kłębek i wpatrywała się w nicość. Chłopak starał się ze wszystkim sił w jakiś sposób do niej dotrzeć, ale nic nie przynosiło rezultatów. Daniel nie miał pojęcia co powinien zrobić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Nie, to nie możliwe – powiedział ostro Matt, gwałtownie wstając z krzesła. – Nigdy by tego nie zrobił!

Do środka wbiegli czekający na zewnątrz policjanci, zaalarmowani gwałtownym zachowaniem chłopaka. Siedzący naprzeciwko niego mężczyźni także wstali.

– Panowie, spokojnie – rzucił Dariusz do policjantów. – Nic się nie stało. Mamy tutaj jedynie ożywioną dyskusję.

Tamci spojrzeli powątpiewająco, ale posłusznie opuścili pokój.

– Usiądziemy? – zasugerował nieznoszącym sprzeciwu tonem Krzysztof.

Matt skinął głową i zajął swoje miejsce. Mężczyźni także usiedli, uspokojeni.

– Fakty są takie – powiedział ponuro Dariusz – że zapłacił mu wysportowany blondyn, w markowym ubraniu. Niestety w żaden sposób nie jesteśmy tego w stanie udowodnić w sądzie.

– Mateusz, zastanów się. Czy Daniel nie miał żadnego powodu, żeby cię wrobić? – zapytał Krzysztof. – Wiesz, że naprawdę go lubię… czego zresztą nigdy nie ukrywałem – przyznał z nutką pokory w głosie mężczyzna – i też cholernie ciężko mi w to uwierzyć…

– Nie zrobiłby tego – powiedział twardo Matt.

– Nawet jeżeli chodziłoby o Elizę? – spytał delikatnie Krzysztof. – Z obserwacji moich i mojej żony wynika, że zawsze był w niej bardzo zakochany…

– Nawet wtedy – obstawał przy swoim chłopak, pewnym głosem.

– Więc nie będziesz zeznawał przeciwko niemu w sądzie, chodźmy nie wiem co? – spytał Dariusz ponuro.

– Nie będę – potwierdził stanowczo Matt.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

To było jak jakiś koszmarny sen. Nawet teraz, kiedy była w Polsce, on nie chciał się do niej odezwać. A ona, zwyczajnie nie wyobrażała sobie świata bez niego. Czy aż tak niewiele dla niego znaczyła? Podbudowana przez miesiące życia u boku Matta samoocena dziewczyny legła w gruzach. Była do niczego. Czuła się niepotrzebna i niechciana. Nie winiła Seleny, nie winiła Matta, winiła tylko i wyłącznie samą siebie.

Snuła się po domu jak w amoku, nigdy nie przestawała być apatyczna i zamyślona. Nie była nawet w stanie dostrzec starań Daniela. Ogarnęła ją depresja i beznadzieja. Zwyczajnie miała wszystkiego dość. Dla wszystkich stanowiła jedynie problem. Dla rodziny, która i tak nie należała do najbogatszych, a musiała jeszcze dodatkowo zajmować się Elizą, dla Daniela, który opiekował się dziewczyną jak tylko potrafił najlepiej no i oczywiście dla Matta, który wreszcie jednak postanowił się jej pozbyć. Wszystko straciło sens, nic już nie miało znaczenia.

Aż w końcu, na bladej twarzy dziewczyny, pojawił się nikły uśmiech. Podjęła już decyzję, nieodwołaną, nieodwracalną, ale rozwiązującą wszystko. Podeszła do siedzącego na kanapie Daniela. Chłopak czytał jakąś książkę. Przytuliła się do jego boku. Natychmiast odłożył lekturę i objął ją ramieniem.

– Daniel… – zaczęła cichutko.

– Mhm? – zapytał chłopak, zdziwiony, że sama się do niego odezwała.

– Dziękuję ci, za wszystko – wyszeptała tuląc się do niego jeszcze bardziej.

– Kocham cię, słoneczko – powiedział do niej chłopak łagodnym, ciepłym głosem. – Czujesz się troszkę lepiej?

– Tak – odparła – myślę, że tak.

– Zjadłabyś coś może? – zapytał nie tracąc nadziei.

– Dobrze – odpowiedziała cichutko.

– Na co masz ochotę?

– Nie wiem, może jakieś owoce…

Daniel wstał zostawiając dziewczynę na kanapie.

– Dobrze, niedługo wrócę. Poradzisz sobie sama?

– Tak, wezmę kąpiel – powiedziała uśmiechając się blado.

Daniel ubrał się i wyszedł z domu. Eiza zsunęła z siebie błękitną piżamę, zostawiając ubranie na podłodze. Odkręciła wodę w wannie. Leciała coraz cieplejsza. Dziewczyna weszła do środka, kładąc się i opierając plecami o brzeg. Zamknęła oczy. Tak było dobrze, lepiej, znacznie lepiej. To rozwiąże wszystko. Eliza wyciągnęła ramię. Sięgnęła po ostry nożyk, niemalże skalpel, który wcześniej położyła na szklanej, znajdującej się nad wanną półce. Nie było łatwo zadawać sobie ból, dziewczyna jednak była zdeterminowana. Otworzyła wzdłuż żyłę na zgięciu ręki. Do wody trysnęła krew. Eliza patrzyła zaintrygowana, jak przezroczysty płyn przybiera czerwoną barwę. Zamknęła oczy. Ciepła woda uśmierzała ból i przyspieszała przepływ krwi. Po krótkiej chwili dziewczyna nie mogła złapać tchu. Zaczęła się dusić. Chaotyczne myśli błąkały się po jej głowie. Kocham cię Matt, powtarzała sobie uparcie w myślach, życie bez ciebie nie ma sensu i nic innego nie ma znaczenia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Daniel przeklinał się w duchu za to, że zapomniał zabrać portfela. Było lepiej, Eliza wreszcie chciała coś zjeść, a on zamiast się pospieszyć, pokazywał swoje gapiostwo. Niemalże wbiegł z powrotem do domu. Słyszał szum lejącej się do wanny wody. Potknął się o rzuconą na podłogę piżamę. To nie było podobne do Elizy, ale ostatnio nic nie było do niej podobne. Daniel zajrzał do łazienki, sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Kiedy stanął w drzwiach z jego krtani wydarł się jęk zgrozy.

– Eliza! – krzyknął.

Nieprzytomna dziewczyna leżała w, wypełnionej wodą zmieszaną z krwią, wannie. Przypadł do niej w jednej chwili. Wyciągnął ją ze sprawiającej upiorne wrażenie cieczy. Była taka blada! Położył dziewczynę na podłodze. Wyciągnął z kieszeni telefon i starając się zachować zimną krew wybrał numer pogotowia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

– Jesteś skończonym dupkiem! – wrzasnęła Selena okładając Daniela wściekle pięściami. – Ty debilu! Kretynie! Jak mogłeś mu to zrobić?!

Chłopak chwycił nadgarstki dziewczyny i obrzucił ją ponurym spojrzeniem. Nie miał teraz na to czasu. W jego oczach nie było żalu, nie chciał się bronić, nie zamierzał nikogo przepraszać. W tym momencie kierowała nim jedynie zimna determinacja.

– Prawda – przyznał niewzruszenie chłopak. – Jestem dupkiem i nie rozumiem słowa przyjaźń, ale to nie ma teraz najmniejszego znaczenia. Pojedziesz do niej?

– Pojadę – warknęła Selena – ale potem nigdy więcej nie chcę oglądać cię na oczy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Ponure myśli nie opuszczały Matta. Tak bardzo za nią tęsknił! Miał jednak naprawdę wiele czasu na zastanowienie i podjął już decyzje. Jedyną, która wydawała mu się słuszna. Wiedział, że będzie ciężko, że będzie upiornie bolało, ale był pewien, że warto poświęcić się dla dobra Elizy. Ona powinna być z Danielem, będzie miała znacznie lepsze, łatwiejsze życie, a on sam usunie się w cień. Nawet jeżeli to co sugerował Krzysztof było prawdą, w co Matt jednak dalej nie mógł uwierzyć, to i tak świadczyło tylko o tym jak bardzo Danielowi na niej zależy. Był po prostu gotowy zapłacić każdą cenę.

Do niewielkiego, ponurego pomieszczenia, o ścianach pomalowanych na paskudny żółty kolor, w którym przebywał chłopak, wszedł wysoki mężczyzna.

– Przyjaciel wpłacił za pana kaucję, panie Cuttbert – powiedział beznamiętnym tonem. – Może pan iść do domu.

Matt spojrzał na niego zaskoczony, podziękował jednak i udał się za mężczyzną. Przed wejściem na komisariat czekał na niego Daniel. W ponurym milczeniu wsiedli razem do sportowego samochodu.

– Dokąd jedziemy? – przerwał nieprzyjemną ciszę Matt, kiedy zorientował się, że Daniel nie jedzie do swojego mieszkania.

– Powiem ci – westchnął Daniel zatrzymując się na jakimś zatłoczonym parkingu. – Ale za chwilę, bo potem nie będziesz już chciał mnie słuchać.

Matt obrzucił go ponurym spojrzeniem szarych oczu.

– Wygrałeś – powiedział. – Zrezygnuję z niej, a wtedy ty będziesz mógł ją pocieszyć. Wiem, że cię kocha. Nic nie mogę jej dać. Ty możesz wszystko.

– Nie kocha – zaprzeczył cicho Daniel. – I dzisiaj rano mi to udowodniła. Kocha ciebie, dlatego nie waż się nawet tak mówić. Za to ja nie jestem twoim przyjacielem – przyznał szczerze. – To przeze mnie wylądowałeś w więzieniu, zapłaciłem temu mężczyźnie, żeby wniósł oskarżenie.

Matt nie ruszył się z miejsca.

– Wiem – powiedział cicho – prawnik mi powiedział.

– I mimo to nie chciałeś mnie wydać? – spytał zaskoczony Daniel

– Nie musiałem cię wydawać, oni sami wszystko wiedzieli. Powiedziałem, że nie będę zeznawał, skończyliśmy rozmowę na temat apelacji – powiedział ponuro. – Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć? Bo jeżeli nie to naprawdę chciałbym zobaczyć się z Elizą. Muszę się z nią pożegnać…

– Czy ty w ogóle mnie słuchasz? – zapytał coraz bardziej niezadowolony Daniel. – Zresztą nie ważne. Jest coś jeszcze. Selena napisała Elizie, że z nią spałeś.

Matt wytrzeszczył ze zdumienia oczy.

– Napisała, że co?!

– Ja jej kazałem. Ale to nie wszystko, daj mi skończyć – ciągnął niestrudzenie Daniel. – Dodatkowo zepsuła twój telefon, żebyś nie mógł się skontaktować z Elizą i powiedziała jej, że kochasz ją i jesteście razem. Tak więc Eliza myśli, że zostawiłeś ją dla Seleny. Byłeś w więzieniu, więc nie odzywałeś się do niej w dalszym ciągu… Nie wiem co sobie ubzdurała, ale dzisiaj rano próbowała się zabić. Teraz jest w szpitalu, dlatego właśnie tu przyjechaliśmy…

Panika w oczach Matta zmusiła Daniela do przerwania wypowiedzi. Spodziewał się, ze tamten go za chwilę uderzy, zrobi cokolwiek… ale nie. Matt po prostu wysiadł z samochodu, nie zaszczyciwszy Daniela nawet jednym spojrzeniem, a potem jak najszybciej mógł pobiegł w stronę szpitala.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza leżała na szpitalnym łóżku. Była sama w dwuosobowym pokoju. Jej blada twarz niewiele różniła się odcieniem od białej pościeli. Powiedzieli jej, że wystarczyłoby jeszcze tylko kilka minut… nawet gdyby nie umarła, to przynajmniej zostałaby roślinką i nie musiała już nic czuć… Z góry, do jej żył spływała jasnoczerwona krew. Lewą rękę miała obwiniętą bandażami. Czemu zwyczajnie nie mogli zostawić jej w spokoju?

– Wyjdź stąd – powiedziała cicho do stojącej ciągle przy jej łóżku Seleny.

To co próbowała jej wmówić dziewczyna, było jakąś dziwną i pokręconą bajką.

– Eliza, nie mogę stąd iść! Wiem, że mi nie wierzysz, ale mnie i Matta naprawdę nic nie łączy. On nie chciał mi na nic pozwolić… Proszę! Przecież go znasz… – Drzwi do pokoju się otworzyły i Selena przerwała w pół słowa.

– Wynoś się stąd – rozkazał Matt wchodząc do pokoju, w jego głosie słychać było wyraźną groźbę.

Selena nie patrząc ani na niego, ani na Elizę zabrała swoją torebkę i pospiesznie wyszła z pokoju. Matt przez chwilę patrzył na bladą, leżącą na łóżku dziewczynę, która szeroko otwartymi, pełnymi łez oczami wpatrywała się w niego. Potem podszedł do niej i tak jak stał, nie zdejmując nawet butów, położył się przy niej przygarniając ją do siebie. Przylgnęła do niego całą sobą. Miał zamiar ukryć ją przed całym światem i już nigdy, przenigdy nie wypuścić z objęć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W kancelarii adwokackiej tego dnia panowało straszne zamieszanie, tak jak to bywa w urzędach po świątecznym okresie. Krzysztof odbierał telefon po telefonie. Jednak po jednym z nich, natychmiast udał się do biura szefa.

– Mężczyzna z klubu wycofał oskarżenie, tak samo nagle jak je wniósł, po prostu je wycofał – oznajmił niespodziewaną nowinę przyjacielowi.

Dariusz uśmiechnął się do przyjaciela pogodnie. Na jego pyzatej twarzy jak zwykle pojawiły się żywe rumieńce.

– Cieszę się razem z tobą – powiedział zadowolonym głosem – zdążyłem naprawdę polubić tego chłopaka. Nie chciało mi się wierzyć, kiedy oznajmił, że nie wyda przyjaciela, nawet po to, żeby ratować własną skórę. To chyba ktoś w rodzaju twojego przyszłego zięcia, mam rację?

Krzysztof skinął głową.

– Mam nadzieję, że dobrze mu się ułoży z moją Elizą. Mateusz to porządny chłopak.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Selena obrzuciła Daniela wściekłym wzrokiem. Nie chciała go widzieć, powiedziała mu to, a on tu po prostu, jak gdyby nigdy nic, znowu przyszedł. Do tego jeszcze oznajmił jej, najzwyczajniej w świecie, że wyjeżdżają. Nie chciała nigdzie jechać! Tylko dlaczego w takim razie stała już w korytarzu ze starannie spakowaną walizką? Miała jedynie nadzieję, że nie popełnia po raz kolejny błędu, bo ostatnio, w swoim życiu, zbyt wiele ich popełniła.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza była bardzo osłabiona, ale czuła się już całkiem dobrze. Matt przez cały czas opiekuńczo obejmował ją ramieniem. Nie chciała wierzyć Danielowi, nie uwierzyła Selenie, ale wystarczyło jedno spojrzenie chłopaka, żeby wiedziała, że to co się wydarzyło było jednym, wielkim, koszmarnym snem. Ciągle słyszała w myślach, niczym śpiew serafinów słowa, które chłopak wyszeptał do niej w szpitalu, tuląc ją w swoich ramionach: „Kocham cię, kociaku. Jesteś dla mnie całym światem.”. Nie mieli mieszkania, Matt nie miał pracy, a Eliza narobiła sobie zaległości na studiach, na które zresztą pewnie i tak nie będzie jej stać, to jednak było pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Dziewczyna czuła się szczęśliwa, nawet jeżeli mieliby spać na karimacie w mieszkaniu jej ciotki, do jej życia wróciła wreszcie cała gama tęczowych barw.

Weszli do mieszkania Daniela, żeby zabrać stamtąd rzeczy Elizy. Drzwi były otwarte. W środku jednak nie było zupełnie niczego. Pomieszczenie ziało dziwną, przytłaczającą pustką. Rozejrzeli się po mieszkaniu zaskoczeni. Na środku salonu, na podłodze, leżała duża, gruba, biała koperta. Nie było na niej żadnego podpisu.

Eliza usiadła na podłodze, a tuż przy niej ukucnął Matt. Nie zamierzał się od niej oddalać ani na milimetr, nie teraz, kiedy prawie ją stracił, a później udało mu się ją odzyskać. Oplótł dziewczynę ramionami. Oparła się o niego ufnie. Otworzyli kopertę. Na wierzchu była zwykła biała kartka, z naniesionym dużymi, drukowanymi literami, krótkim napisem: „ wiem, że wszystko zniszczyłem, możecie mnie nienawidzić, ale pozwólcie mi to naprawić”. Pod kartką były jakieś dokumenty. Eliza przejrzała je zaskoczona. Znalazła zapisany na Matta akt własności mieszkania w Gdyni i dowód rejestracyjny Hondy Goldwinga, także przepisany na chłopaka. Zdziwieni popatrzyli po sobie. Żadne z nich nie było w stanie zrozumieć Daniela.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Była piękna, gwiaździsta, zimowa noc. Niezmącony niczym spokój i cisza otaczały wszystko dookoła. Gdzieś tam, na niewielkiej, spokojnej uliczce, w mieszkaniu na drugim piętrze, paliło się jeszcze żółte, stłumione światło nocnej lampki.

– Jesteś taka piękna – wyszeptał Matt, czule przytulając do siebie Elizę.

Dziewczyna mruknęła, wtuliła się w niego bardziej. Chłopak delikatnie gładził jej złote włosy. Wszystkie ich problemy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mieli swoje własne mieszkanie, położone w zacisznej alejce, blisko centrum Gdyni, Eliza nadrobiła zaległości na uczelni, a Matt dostał, przy drobnej pomocy Dariusza, całkiem niezłą pracę w trójmieście.

– Kocham cię – powiedziała dziewczyna cichym, sennym głosem.

– Ja też cię bardzo kocham, kociaku – odpowiedział pewnym głosem, całując skroń Elizy.

Dziewczyna zasnęła snem spokojnym, absolutnie szczęśliwa w objęciach ukochanego mężczyzny. Matt jeszcze długo patrzył na swoją śpiącą królewnę, a potem i on zatopił się w marzeniach, o tym, jak cudowny może być każdy kolejny dzień.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Był mroźny, ale pogodny dzień. Daniel zatrzymał samochód na pokrytym śniegiem wzgórzu. Z oddali było widać stary, zbudowany jeszcze w XIX wieku dom. Selena usiadła na tylnym siedzeniu przeciągając się. Spała przez ostatnich kilka godzin.

– Gdzie my jesteśmy? – zapytała ciągle zaspanym głosem.

Daniel uśmiechnął się do niej i rzucił jej kurtkę. Wysiedli z samochodu. Gdy dziewczyna zobaczyła dom, szeroko otworzyła oczy ze zdumienia.

– Jesteśmy we Francji, Maju – stwierdził lekko rozbawionym tonem chłopak.

– Skąd wiedziałeś? – spytała niepewnie Selena. – To przecież mój dom! Tutaj spędziłam całe swoje dzieciństwo!

Do oczy dziewczyny napłynęły łzy. Przypomniało jej się całe jej wcześniejsze, szczęśliwe życie. Daniel objął ją ramieniem, a ona przytuliła się do niego mocno. Tym razem nie myślał już o Elizie. Wiedział, że ona nigdy go nie kochała, nie w taki sposób jak by chciał.

– Teraz to nasz dom – stwierdził delikatnie całując wzruszoną dziewczynę.

THE END

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

22 komentarze

  1. Odpowiedz

    Paula

    30 maja 2011

    Hmm, przed VIII rozdziałem „lekaż”? ;P

    Najwyraźniej nie chcieli, żeby była w to zamieszana, a ona nie zamierzała się dopytywać. Była teraz znacznie spokojniejsza, lekaż powiedział, że z chłopakiem będzie wszystko w porządku i tylko ma się przez kilka tygodni za bardzo nie nadwyrężać.

    • Odpowiedz

      Paula

      30 maja 2011

      Rozdział VI „Chomo”

      – Tak – odparł szczerze Damian – jako jedyny nie traktuje mnie jakbym był trędowaty tylko dlatego, że jestem Chomo… Fajnego masz chłopaka – wyszczerzył się do niej w uśmiechu. Jaki jest w łóżku? – zażartował.

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      Ojejku! Taki stary tekst, a tu proszę, ktoś jeszcze nie przeczytał! *smile* Dzięki!

      Tego co działo się w „Chabrowej Róży”, to szczerze już nie pamiętam… Ale Damian był postacią mocno poboczną… No mniejsza z tym. Nie czuję się winna, z powodu wstawiania wątków yaoi!

  2. Odpowiedz

    Paula

    30 maja 2011

    Przeczytałam to kiedyś na nastolatku ale teraz z nudów jakoś 😉

    • Odpowiedz

      Miye

      30 maja 2011

      I dzięki temu, jest tu jakiś komentarz. Jupi! W każdym razie cieszę się bardzo!

  3. Odpowiedz

    Rose

    6 czerwca 2011

    Też czytałam to opowiadanie dawno na nastku, ale nabrałam ochoty żeby przeczytać je jeszcze raz i mimo że czytałam drugi raz to nie mogłam sie od niego oderwać : ) zaczełam wczoraj i czytałam w każdej wolnej chwili, właśnie skończyłam, JEST NIESAMOWITE! : )

  4. Odpowiedz

    Martyna

    15 października 2011

    Właśnie przeczytałam Twoje opowiadanie, jest na prawdę świetne. Masz talent, a błędów jest porównywalnie bardzo mało.

  5. Odpowiedz

    Ania .;)

    3 marca 2012

    To opowiadanie było nieprawdopodobne , nie ma sie co czepiać błędów typu np ‚chomo’ jak ktoś jest w transie czytania to tego typu błędów sie nie zauwaza , ten kto to napisał ma ogromny talent i potencjał . Pozdrawiam Ania .

    • Odpowiedz

      Vicky

      3 marca 2012

      Dziękuję. Opowiadanie jest oczywiście moje – tak jak wszystkie na blogu (w dziale „inspiracje” są wyjątkowo cudze opowiadania – każde jednak podpisane). 😉

      Jeżeli natomiast chodzi o błędy, to czasami mi się zdarzają jak szybko piszę i wówczas lubię jak mi je wytknąć, bo mogę poprawić coś, czego sama nie zauważyłam ;).

  6. Odpowiedz

    kaśka.

    31 marca 2012

    Piękne, cudowne, boskie. Nie mam po prostu słów na opisanie Twojego talentu. Pod koniec płakałam niesamowicie, szczególnie w momencie, kiedy Eliza z Mattem zobaczyli kopertę od Daniela. Na samą myśl do oczu cisną mi się łzy.
    Trafiłam tutaj ze strony z opowiadaniami quku.org, więc jest to pierwsze Twoje opowiadanie, jakie przeczytałam, ale na pewno nie ostatnie. Pozdrawiam, Kaśka.

  7. Odpowiedz

    sejw

    5 lipca 2012

    czytam Twoje opowiadania nawet kilka razy każde 🙂 są niesamowite. Denerwują mnie tylko te , które nie są skończone, a ich pierwsze części wciągają ! Bardzo wciągają 🙂

    Świetny talent 🙂 może kiedyś książka ? 😉

  8. Odpowiedz

    Twoja oddana (nietylkonastkowa) fanka :)

    18 października 2012

    Teraz już nie wiem, czy to wcześniej czytałam. Ale dzisiaj przeczytałam. Genialne opowiadanie. Nic więcej do dodania.

    • Odpowiedz

      Vicky

      18 października 2012

      To było jedno z pierwszych, nastkowych opowiadań, którego teraz oczywiście bardzo się wstydzę, ale co tam 😉

  9. Odpowiedz

    Patrycja

    12 marca 2014

    Z miłą chęcią chciałabym kupić i przeczytać w przyszłości twoją książkę 🙂
    Twoje opowiadania strasznie wciągają. Gratuluje talentu i nie porzucaj pisania 😉

    • Odpowiedz

      Katie

      15 marca 2014

      Popieram w całej rozciągłości 🙂

      • Odpowiedz

        ilo

        23 kwietnia 2014

        Ja także ! Czytałam już kilka twoich opowiadań i od żadnego nie mogę się oderwać ! czekam z niecierpliwością 🙂

  10. Odpowiedz

    Vicky

    24 kwietnia 2014

    Dziękuję, ale póki co tworzę dalej tutaj. W tym momencie opowiadanie, które piszę nosi tytuł Deja Vu 🙂 Miło by było usłyszeć o nim jakieś opinie.

  11. Odpowiedz

    Nattie

    19 czerwca 2014

    Nie myślałaś nad wydaniem książki? Pytam poważnie. Przeczytałam wszystkie Twoje opowiadanie i każde jest moim ulubionym. Podziwiam Cię za doskonały warsztat, wyobraźnię no i wytrwałość. Zazwyczaj ludzie zaczynają coś pisać, by za chwilę porzucić historię z braku cierpliwości. Chciałabym się od Ciebie uczyć 😉

    • Odpowiedz

      Vicky

      20 czerwca 2014

      Cierpliwości mi nie brakuje gdyż po prostu lubię pisać, ostatnio jednak jest strasznie marnie z czasem. Staram się skończyć Deja Vu.

  12. Odpowiedz

    Julka

    28 grudnia 2015

    Nie mogę uwierzyć, że to tak się skończyło ;/ Piękne!

  13. Odpowiedz

    słowik

    22 maja 2017

    Masz talent do wymyślania toksycznych, destrukcyjnych, niedojrzałych psychicznie bohaterek-nimfomanek i wyjątkowo ciamajdowatych facetów bez godności.
    Ale tu przeszłaś samą siebie. Bohaterka była niemiłosiernie irytująca, ale widać czytelniczkom się to podoba. Najważniejsze to trafić w target.
    Ciekawe czy w prawdziwym życiu wytrzymałyby 5 minut z taką egocentryczką jak Eliza 🙂 Selena była o wiele bardziej sympatyczna.

    W każdym razie mam dwie uwagi.
    1. Ortografia! Masz z tym poważny problem, zwłaszcza z prawidłowymi końcówkami odmienianych rzeczowników przez osoby.
    Przykład: „podobał się kobietą” a powinno być „podobał się kobietom”
    2. Pomyłki w narracji – czasem w jednym akapicie piszesz w trzeciej osobie a zaraz w pierwszej.

    Prawdziwy facet jest jak Franz w „Psach”:
    „Franz: Pierdolisz.
    Olo: Nie, przysięgam ci, mówię prawdę, Franz.
    Franz: Pierdolisz moją kobietę.
    Olo: Dlaczego?
    Franz: W imię zasad, skurwysynu!”
    Ale do tego się dojrzewa z wiekiem, nastolatka nie doceni.

    • Odpowiedz

      Vicky

      22 maja 2017

      Dziękuję za krytykę. Jak widzisz, opowiadanie powstało siedem lat temu. Poprawione (pod względem ortografii i interpunkcji) znaleźć można na stronie nastek.pl Wydaje mi się, że w pisaniu zrobiłam przez ten czas dość spore postępy.

      Wielu tekstów już nie publikuję w Internecie, ale to, co ostatnio tworzymy dla zabawy z chłopakiem można znaleźć tutaj http://miye.eu/broken-visions/

      Chabrowa Róża miała dość spore grono fanów, co zresztą widać po tym w jak wielu miejscach pojawiła się w Internecie w różnych przeróbkach, ale przyznaję, że kiedy parę miesięcy temu do niej wróciłam (tym razem jako czytelniczka) przy wielu fragmentach miałam niezły ubaw.

      Natomiast takiej bohaterki w dalszym ciągu bym się trzymała. Nie lubię dziewczyn, które chcą za wszelką cenę ratować świat (najlepiej swoim kosztem). Dlatego na przykład Sayuri z BV jest dobra, ale tylko wówczas, gdy nie jest to sprzeczne z jej własnym interesem.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS