Błękitny Płomień

Niebieskie płomienie o zimnym kolorze spalają najprędzej, niech spalą na proch 
A ze mną myśl gorzką żem dłużna ci może
Choć dałeś kwiat groszku a ja ci łez groch 

Magda Umer

I

Wierzchem dłoni łagodnie dotknął mojego policzka. Jego oczy i tak już ciemne w świetle wpadającego przez okno księżyca i gwiazd, jeszcze bardziej pociemniały z podniecenia. Mój umysł okryty był słodką mgłą snu. Nie czułam strachu, a jedynie lekki niepokój. Zdjął z siebie bluzę i położył się obok mnie, wsuwając pod kołdrę. Chciałam zaprotestować, ale nie potrafiłam. Wsunął dłoń pod moją piżamę, łagodnie gładząc nagą skórę. Przyjrzałam się jego twarzy. Uśmiechnął się leciutko, kiedy zdał sobie sprawę, że na niego patrzę. Drugą rękę włożył mi pod głowę i przyciągnął do siebie. Chcąc nie chcąc, wtuliłam się w jego ramiona. Poczułam przyjemne mrowienie i ciepło. Od jego dotyku stawałam się coraz bardziej podniecona. Pocałował moje włosy.

– Nie bój się, nie skrzywdzę cię – wymruczał tuż do mojego ucha, a ja poczułam jego ciepły, lekko słodkawy oddech. – Jesteś moja i będę się tobą opiekował – zapewnił.

Jego słowa brzmiały tak nierzeczywiście. W dalszym ciągu byłam przekonana, że to jedynie sen, bo inaczej jak to wytłumaczyć? Na brzuchu poczułam twardą wypukłość w jego spodniach. Czułam coraz większy strach, zapragnęłam się odsunąć, ale mój umysł nie współpracował z resztą ciała. Jęknęłam, kiedy jego dłoń zaczęła powolnymi ruchami zsuwać ze mnie, niebieskie piżamowe spodnie.

– Cii – uspokoił mnie rozbawiony – chyba nie chcesz, żeby ktoś cię usłyszał…

Miał rację. Nie chciałam. Gdyby to nie był sen, właściciele domu, w którym wynajmowałam pokój, z pewnością by mnie z niego wyrzucili, za sprowadzanie na noc chłopaka. Teraz zupełnie już zdjął ze mnie spodnie i odrzucił je na podłogę. Jego twarda dłoń wróciła na mój brzuch, a potem piersi. W dalszym ciągu nie byłam się w stanie samowolnie poruszyć, a mój umysł, mimo, że pobudzany coraz to nowymi bodźcami, ciągle spał. Zachłysnęłam się powietrzem, a moje ciało mimowolnie wygięło się w łuk, kiedy znowu przesunął rękę w dół. Zamruczał z zadowolenia, czując wilgoć na swoich palcach. Znowu jęknęłam, kiedy wsunął je powoli do środka. Uciszył mnie pocałunkiem, długim i namiętnym. Zakręciło mi się w głowie. Nie musiał mnie długo pieścić. W ciągu zaledwie kilku minut doprowadził mnie do szczytowania. Zamknęłam oczy oddychając zbyt szybko. Ponownie odpłynęłam w krainę marzeń, a gdy obudziłam się rano, jego oczywiście przy mnie nie było, choć mój jednocześnie przerażony i podekscytowany umysł, podpowiadał mi, że to wszystko było zbyt realne. Nie możliwe, żeby nie istniał.

II

Nienawidziłam tego typu klubów. Było w nich tłoczno i duszno. Moje przyjaciółki jednak je uwielbiały. To było dla nich doskonałe miejsce na podryw. Ich związki były krótkie i burzliwe, więc praktycznie zawsze szukały nowych chłopaków. To i tak lepiej niż w moim przypadku, ponieważ moje doświadczenie w tych sprawach było tak naprawdę żadne. Karoline kołysała się na krześle w takt muzyki, tęsknie patrząc na dopiero co wypełniający się ludźmi parkiet. Ana pochyliła się w moją stronę nad lakierowanym stolikiem, a jej jasne kosmyki niesfornie opadły na czoło, uwodzicielsko zasłaniając oczy.

– Miya, przy stoliku w rogu siedzi jakiś facet – zwróciła się do mnie cicho – cały czas się na ciebie gapi. Przystojniak z niego – mruknęła. – Znasz go może?

Dyskretnie zerknęłam we wskazanym kierunku, a potem zamarłam. Wszędzie rozpoznałabym tą twarz. Brązowe, o ton ciemniejsze od moich włosy, opadały mu niesfornie na szarozielone oczy. Moje serce mocniej zabiło na widok jego zgrabnej sylwetki. Usta chłopaka wyginały się w drwiącym uśmiechu. Patrzył prosto na mnie. Spłoszona odwróciłam wzrok. To nie było możliwe! Wczorajsza noc była tylko snem. On nie mógł istnieć w rzeczywistości! Zaczęłam sobie wmawiać, że jestem idiotką. Z pewnością już go kiedyś wcześniej widziałam i dlatego mi się śnił. Był niesamowity, pociągający, cholernie przystojny i tego nie mogłam mu odmówić, a mimo to, nie miałam najmniejszej ochoty się do niego zbliżać. Niemal fizycznie czułam otaczającą go mroczną aurę. Nie znałam go, a już wiedziałam, że z pewnością go nie polubię. Do tego ten ironiczny uśmiech i oczy, które w jakiś sposób z szarozielonych stawały się wyjątkowo ciemne i mroczne. Zdecydowanie nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, nawet jeżeli nawiedzał moje senne marzenia.

– Nie znam go – odpowiedziałam koleżance. – I nie jestem nim zainteresowana.

Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, ale już chwilę potem na pokrytej wyrafinowanym makijażem twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

– Więc rozumiem, że mogę go sobie wziąć? – zapytała mrugając.

Skinęłam głową. Nie obchodziło mnie to. Ana z szerokim uśmiechem wstała od stolika i poszła wolnym krokiem w kierunku chłopaka. Zawsze zazdrościłam jej tej odwagi i pewności siebie. Do tego była naprawdę piękną dziewczyną. Jasne, krótko ścięte włosy, długie, zawsze opalone nogi i seksowne, pełne usta. Mnie samej kasztanowe włosy skręcały się zawsze w niesforne loki, skórę miałam bladą i odrobinę piegowatą, piersi małe, a sylwetkę zbyt chudą. Na dodatek brakowało mi śmiałości i pewności siebie, przynajmniej jeżeli chodziło o chłopaków, ponieważ w życiu o swoje już dawno nauczyłam się walczyć. Nawet nie zauważyłam, kiedy Karoline podeszła do mnie z dwoma chłopakami.

– Miya, to jest Chris i Adam – przedstawiła mi obu – idziemy tańczyć oznajmiła rozkazująco.

Jęknęłam w duchu, ale posłusznie wstałam od stolika. Jej życiowym celem wydawało się znalezienie dla mnie pary i zawsze, przy każdej okazji, bezskutecznie próbowała mnie swatać. Tylko, że ja żyłam w innym świecie niż one i właściwie nie miałam pojęcia jakim cudem udało nam się zaprzyjaźnić. To nie miało żadnego sensu, a jednak – obie były moimi przyjaciółkami. Leciała właśnie jakaś wolna muzyka. Chris objął mnie w talii. Spojrzałam w jego niebieskie oczy. Uśmiechał się. Położyłam dłonie na jego ramionach. Zdziwiłam się, kiedy przyciągnął mnie do siebie bliżej, ale nie protestowałam. Jego dłonie przesunęły się z mojej talii na pupę. Nie zdążyłam w żaden sposób zareagować, bo już po chwili czyjeś silne ramiona odciągnęły mnie w tył. Chris leżał na parkiecie jęcząc, a nad nim stał tajemniczy chłopak. Coś nieprzyjemnego pojawiło się w jego oczach – chłodny, błękitny płomień.

 – Nigdy więcej nie próbuj jej dotykać – syknął.

Dookoła nich zebrał się tłum gapiów. Ktoś odepchnął mnie w tył. Zdążyłam tylko zobaczyć, że Chris ma rękę wygiętą pod nienaturalnym kątem. Po chwili pojawili się ochroniarze.

– Co tu się dzieje? – zapytał ostro jeden z potężnie zbudowanych mężczyzn.

– Nic się nie stało – odezwał się ciągle stojący nad zwijającym się z bólu Chrisem chłopak. Jego oczy ponownie zalśniły. Odrobinę pociemniały. Nie miałam pojęcia jakim cudem dostrzegam to w stłumionym świetle klubu. – To nieporozumienie.

– Aha, ok. – odburknął tamten i tak po prostu odszedł.

Nagle ludzie stracili całą sprawą zainteresowanie. Chris leżał pośród tańczących par i wyglądało to tak, jakby ludzie go nie widzieli lub omijali jak jakąś przeszkodę. Po całym moim ciele rozlał się nieprzyjemny chłód. To nie miało sensu, a jednak moje gardło ścisnął strach. Przecież sobie tego nie wyobraziłam! Szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Zabrałam z szatni swój płaszcz i wyszłam z klubu. Potem puściłam się pędem przez marnie oświetlone ulice, łapiąc oddech dopiero gdy dobiegłam do nocnego przystanku, na którym czekało już kilka młodych, zapewne, tak jak ja, wracających z klubów osób.

III

Wiał silny, porywisty wiatr, a ja do domu miałam jeszcze kawał drogi. Ciaśniej owinęłam się płaszczem. Miałam nadzieję, że koleżanki nie będą się o mnie martwiły. Powoli się uspakajałam. Nagle na plecach poczułam czyjś wzrok. Przyspieszyłam kroku. Pojawił się przede mną. Znikąd, cicho jak kot. Ulica była pusta. Zresztą, po tym co widziałam w klubie, tłum ludzi zapewne i tak nic by nie dał. Czy ja zaczynałam wariować? Chwycił mnie za ramię i wciągnął w jakąś alejkę. Nie protestowałam, nie byłam w stanie. W jednej chwili znalazłam się przy murze. Oparł mnie o niego plecami, pochylił się i zachłannie pocałował. Kiedy się odrobinę odsunął, nie mogłam złapać tchu. Spojrzałam w jego zagniewane oczy.

– Czy do ciebie jeszcze nie dotarło, że jesteś tylko moja? – spytał ze złością.

– Czego ode mnie chcesz? – z trudem wydusiłam z siebie pytanie.

Roześmiał się.

– Nie chcę niczego od ciebie, chcę ciebie jako taką – wyjaśnił usłużnie.

– Dlaczego? – szepnęłam.

Spojrzał mi prosto w oczy, a ja przeraziłam się głęboką czernią jego tęczówek i przyspieszonym oddechem chłopaka.

– Bo jesteś moja, należysz do mnie – wymruczał, znowu przesuwając się bliżej.

Powoli rozpiął mój płaszcz, a ja nie potrafiłam się poruszyć. Zaczął łapczywie całować, przesuwając dłońmi po moim ciele. Zaczęłam drżeć z zimna, strachu i upokorzenia. Jego dłonie zamarły na moim ciele. Wysunął jedną spod bluzki i dotknął mojego przemarzniętego policzka.

– Zmarzłaś – stwierdził oskarżycielsko. – Jest ci zimno? – zadał idiotyczne pytanie.

Skinęłam głową, nie mając pojęcia co to zmienia. Chłopak zaklął brzydko.

– Chodź – rozkazał, starannie zapinając mój płaszcz i biorąc mnie za rękę.

Oszołomiona poszłam za nim. Wsadził mnie do zaparkowanego nieopodal, czarnego, sportowego samochodu. Zamknął drzwi od strony pasażera, a potem sam wsiadł za kierownicę. Czy on podał mi jakieś narkotyki? Czułam się zdezorientowana i zagubiona.

– Dokąd jedziemy? – odważyłam się zapytać.

– Do mnie – oznajmił obojętnie.

Minęliśmy kilka ulic i zatrzymaliśmy się w centrum miasta, na jednym z nowych, strzeżonych osiedli. Kiedy wysiadł spojrzałam mu w oczy. Nie były już czarne tylko na powrót szarozielone. Zaprowadził mnie do jednego z luksusowych apartamentowców. Wjechaliśmy windą na samą górę. Zaprosił mnie do przestronnego mieszkania z dużymi oknami i widokiem na panoramę miasta. Posłusznie zdjęłam w przedsionku buty i płaszcz. On również się rozebrał, a potem bez słowa poprowadził mnie dalej, po schodach, na drugi poziom mieszkania. Znaleźliśmy się w dużej, ekskluzywnie urządzonej łazience. Nacisnął przycisk i do sporej wanny zaczęła lać się woda. Słyszałam o tego typu technice, ale nigdy jeszcze nie widziałam jej na własne oczy. Zdjął z siebie bluzę, a potem podszedł do mnie i zaczął rozbierać. Cofnęłam się, gwałtownie zachłystując powietrzem. Spojrzał na mnie. Jego oczy znów pociemniały, a ja nie mogłam się ruszyć. Mój, jeszcze przed chwilą jasny, umysł zasnuła dziwna, lekka mgiełka. Chłopak zdjął ze mnie top, a potem spodnie, aż w końcu zostałam w samej bieliźnie. Przyciągnął mnie do siebie mrucząc, jak zadowolony kocur. Delikatnie pocałował.

– Miya – melodyjnym głosem wymówił moje imię, a ja nie miałam pojęcia skąd je zna.

Powoli zdjął moją bieliznę, podniósł mnie z podłogi i ostrożnie włożył do wanny z ciepłą wodą. Sam też rozebrał się do końca, by po chwili usiąść za moimi plecami. Przyciągnął mnie do siebie, a ja oparłam się o niego mimowolnie.

– Przecież mówiłem, że będę o ciebie dbał – szepnął mi do ucha, całując leciutko w kark.

Poczułam jak przez całe moje ciało przechodzą dreszcze. Pragnęłam go i na jego pieszczoty reagowałam całą sobą. Byłam przekonana, że widzi to i jest z tego zadowolony. Strach zastąpiła złość, ale w dalszym ciągu nie mogłam nic zrobić. Zupełnie jakby moje ciało należało nie do mnie, a do niego. To on mu rozkazywał. Po kwadransie błogiego rozleniwienia poczułam jego dłoń przesuwającą się po mojej skórze. Odsunął mnie łagodnie od siebie i zaczął myć. Później wyjął mnie z wanny i owinął dużym, białym ręcznikiem. Wytarł się i podniósł mnie z podłogi, przytulając do siebie. W ten sposób zaniósł mnie do prosto urządzonej sypialni. Na środku stało duże łóżko, na którym łagodnie mnie ułożył. Oprócz niego było tu tylko zasłonięte grubą kotarą okno i drewniana, nocna szafka. Kiedy zadrżałam, położył się obok i przykrył nas kołdrą. Przytulił się do moich pleców. Poczułam jak spina się całe moje ciało. Strach mieszał się z bezsilnym gniewem, bezradnością i rozpaczą. Poczułam napływające do oczu łzy. Chyba coś zauważył.

– Nie bój się mnie – szepnął cicho. – Naprawdę nie planuję ci zrobić krzywdy.

Miałam ochotę krzyczeć, wyrwać się, uciec, nie potrafiłam się jednak nawet poruszyć. Zamknęłam oczy, a on pozwolił mi zapaść w pełen zapomnienia i nieświadomości sen.

IV

Otworzyłam oczy. Zamrugałam z niedowierzania. Byłam w swoim własnym łóżku! Doskonale pamiętałam ten jakże barwny sen! Ile ja musiałam wypić, żeby zdarzyło mi się coś takiego? Jak ja się tu znalazłam? Usiadłam gwałtownie. Była już dziewiąta! Spóźniłam się do mojej koszmarnej pracy! Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Za oknem lało. Cały świat przesłaniały szare strugi jesiennego deszczu. Ubrałam się, otworzyłam parasol i wyszłam z domu. W dzień studiowałam, a wieczorami i w weekendy musiałam pracować. Wielkie, korporacyjne kino i moje własne, prywatne piekło. Właściwie praca, sama w sobie, nie była taka zła. Znacznie gorsi byli ludzie. Zarówno pracownicy, jak i rozwydrzeni klienci, a na czele kampanii walczącej o to, by pogorszyć moją marną egzystencję, stał zadufany w sobie kierownik, który zawsze wyglądał jakby połknął kij od szczotki.

– Spóźniłaś się! – to były jego pierwsze oskarżycielskie słowa.

– Przepraszam – wybąkałam, idąc się przebrać.

– Potrącę ci to z wypłaty – krzyknął za mną.

Zapowiadał się naprawdę paskudny dzień. Podczas gdy ludzie nie cierpią poniedziałków, ja osobiście nienawidziłam sobót i niedziel. Nie miałam czasu zaprzątać sobie głowy jakimś wymyślonym chłopakiem, który rujnował moje życie. Zaczynałam czuć się niczym wariatka. Po dwunastu godzinach na nogach, wróciłam do domu, marząc tylko o tym, by położyć się do łóżka. Wiedziałam, że następnego dnia czeka mnie dokładnie to samo. Cała moja marna egzystencja wydawała się teraz tak bardzo pozbawiona sensu… W środku nocy obudził mnie czuły dotyk. Chłopak leżał koło mnie. We wpadającym przez okno świetle latarni ujrzałam jego szarozielone oczy. Kiedy spostrzegł, że już nie śpię, uśmiechnął się do mnie leniwie, zupełnie niespeszony, nie zabierając dłoni z mojego odsłoniętego uda. Jęknęłam. Dlaczego moja własna wyobraźnia musiała się ze mną tak podle bawić? Zresztą, czy to miało znaczenie? Naprawdę go pragnęłam. Przysunęłam się bliżej. Z własnej woli pocałowałam go w usta. Zamruczał zadowolony. Zaborczo przyciągnął mnie do siebie.

– Tak mi się znacznie bardziej podoba – oznajmił lekko zachrypniętym z podniecenia, ale ciągle aksamitnym głosem.

Jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, a ja po prostu poddałam się delikatnym pieszczotom. Jego usta i ręce były dosłownie wszędzie. Powoli zdjął ze mnie piżamę, odrzucając ją na podłogę. Oplotłam go ramionami. Całowałam z równą pasją i gorliwością, z jaką on mnie całował. Szybko pozbył się spodni, w których do tej pory leżał. Poczułam na brzuchu jego sztywny członek. Wilgoć między moimi nogami zdecydowanie nie była wytworem wyobraźni. Jego usta znalazły się na moich piersiach. Delikatnie dotykał twardych sutków. Przesunął dłoń na moje łono, jakby sprawdzając czy jestem wilgotna. Przesunął się tak, żeby być nade mną. W stłumionym świetle widziałam jego błyszczące oczy. W jednej chwili zapomniałam o błękitnym płomieniu, o całym strachu, jaki się z nim wiązał. Byłam tylko ja i on. Palił nas ogień.

– Jesteś piękna – wymruczał mi do ucha, powoli wsuwając się do środka.

Oplotłam go nogami. Przymknęłam oczy, żeby nie czuć zażenowania, patrząc na niego. Przyglądał mi się z takim niesamowitym, niekłamanym zachwytem! Zaczął poruszać się coraz szybciej. Drżałam, znajdując się pod nim. Mimowolnie wbiłam paznokcie w jego muskularne ramiona. Nie zwrócił na to uwagi, ani na moment nie zwolnił. Wchodził coraz głębiej, silnymi, mocnymi pchnięciami, a ja czułam coraz większą rozkosz. Nigdy wcześniej moje ciało tak na nikogo nie reagowało. Do tej pory nie spotkałam się z tak silnymi odczuciami, z takim kompletnym zatraceniem. Nie byłam w stanie myśleć. Istniał tylko on i ja. Eteryczne twory. I wtedy rozlało się po moim ciele to ciepłe uczucie, a świat się na chwilę zatrzymał. On jednak nie przestawał. Chciał więcej. Otworzyłam oczy i napotkałam jego zachłanny wzrok. Z trudem powstrzymywałam się od coraz głośniejszych jęków. Poczułam jak ciało chłopaka drży, jak z trudem łapie oddech. W końcu położył się obok, przyciągając stanowczo do siebie moje nagie ciało. Leżałam w jego ramionach wsłuchana w nasze przyspieszone bicie serc. Poczułam silne ukucie żalu, że to tylko dziwny, zagmatwany sen. Przymknęłam oczy.

– Nawet nie wiem jak się nazywasz – poskarżyłam się cicho, z pretensją w głosie.

Usłyszałam jego cichy, przyjemny śmiech.

– Aron, mam na imię Aron – odpowiedział, całując moje włosy.

Przez chwilę walczyłam sama ze sobą, jednak potem, wykończona, mimowolnie ponownie zapadłam w sen. Czułam się zbyt dobrze i bezpiecznie, kiedy on tulił mnie w swoich ramionach.

V

Koszmar! Drugi dzień pod rząd spóźniłam się do pracy. Znowu zaspałam, co do tej pory nigdy mi się nie przytrafiało. Czy naprawdę byłam aż tak przemęczona? A może to tylko te dziwne sny… Przejrzałam się w łazienkowym lustrze. Moje cera była znacznie bardziej blada niż zwykle, a po orzechowych oczach widać było zmęczenie. Poprawiłam związaną wysoko kitkę. Uporałam się ze sprzątaniem pomieszczenia i wymknęłam się by zniknąć, nim skończy się seans. Zbliżał się wieczór, a ja miałam już naprawdę serdecznie dość. Tego dnia miałam prawdziwego pecha, ponieważ jedna z dziewczyn pomyliła się przy zliczaniu zawartości kasy i wszyscy musieliśmy zostać pół godziny dłużej, a ja marzyłam jedynie o gorącej kąpieli i pójściu spać. W końcu następnego dnia rano czekała mnie szkoła… Kiedy wychodziłam, jeszcze pod budynkiem kina, zaczął zaczepiać mnie jakiś pijany dryblas. Próbowałam przejść obok, ignorując jego obecność. Nic to jednak nie dało. Chwycił mnie za ramię, a ja spróbowałam się wyrwać.

– Hej laska, dokąd tak się spieszysz? – spytał stojący nieopodal chłopak, najwyraźniej jego kumpel.

Zgasił papierosa i podszedł do nas. Przerażenie odebrało mi zdolność racjonalnego myślenia. Ponownie się szarpnęłam, a on wzmocnił uchwyt i zaczął mnie ciągnąć w mrok nieoświetlonego zaułka. Wionący od nich odór alkoholu sprawiał, że zbierało mi się na wymioty. Z całej siły kopnęłam go w piszczel. Ugryzłam trzymającą mnie rękę. Puścił mnie zaskoczony, sycząc z bólu. Niemal udało mi się uciec, ale złapał mnie drugi chłopak. Wykręcił moją rękę. Poczułam mocne, brutalne, uderzenie w brzuch. Zgięłam się w pół. Po chwili, kiedy znów mogłam złapać oddech, ponownie się szarpnęłam. Chwycił moje włosy.

– Już ja ci pokażę, mała suko – warknął.

Moje serce tłukło się w piersi jak oszalałe. Kiedy znów się szarpnęłam, uderzył mnie w twarz. Sama nie wiedziałam w jaki sposób, ale znalazłam się na ziemi. Poczułam mocne uderzenie, a potem kolejne. Zamknęłam oczy. Ból był nieznośny.

– Gliny, zmywamy się – odezwał się ponaglająco ten drugi.

Jego kumpel przeklął, a potem usłyszałam szybko oddalający się tupot. Z trudem podniosłam się z brudnego chodnika. Zachwiałam się na nogach. Minął mnie policyjny radiowóz, w ogóle nie zwróciwszy na mnie uwagi. Powoli powlekłam się do domu, a każdy krok sprawiał mi dodatkowy ból. Na nic nie miałam siły. Weszłam do pokoju, zdjęłam buty i płaszcz, a potem po prostu rzuciłam się na łóżko. Wtuliłam twarz w poduszkę, by usnąć, cicho łkając.

VI

Na uczelni, ciągle zaspana, z kubkiem kawy z automatu, podeszłam do dyskutujących z ożywieniem koleżanek.

– Hej – przywitałam się raczej ponuro.

– Słyszałaś o tym morderstwie? – spytała podniecona Karoline.

Przecząco pokręciłam głową.

– To było wczoraj – dodała Ana – w pobliżu twojej pracy.

Spojrzałam na nią pytająco, a ona podsunęła mi komórkę, na której ekranie widać było aktualności z Facebooka. Spojrzałam na amatorskie zdjęcie i natychmiast ogarnął mnie odruch wymiotny. W zaułku, przy śmietnikach, leżały rozszarpane na kawałki ciała. Niewyjaśniona śmierć Toma S. i Dina K. głosił nagłówek. Nagle naszło mnie olśnienie. Rozpoznałam twarz jednej z oddzielonych od ciała, leżących na ulicy głów. To właśnie oni napastowali mnie poprzedniego dnia. Zbladłam.

– Przepraszam – wyszeptałam, wciskając swoją kawę do ręki koleżanki i pędem pognałam do najbliższej łazienki.

Kiedy wreszcie wyszłam z toalety, byłam już spóźniona na zajęcia. Weszłam bocznymi drzwiami, ale i tak profesor spiorunował mnie wzrokiem. Wśliznęłam się w ostatnią ławkę, tuż przy koleżankach.

– Co robimy dzisiaj po basenie? – zapytała szeptem Ana.

Wzdrygnęłam się. Nie czułam się na siłach, żeby iść tego dnia na basen. Zresztą byłam przekonana, że zaczną dopytywać się o siniaki, które mam na ramionach, a w najmniejszym stopniu nie chciałam o tym rozmawiać. Zwłaszcza nie teraz, kiedy dowiedziałam się o śmierci tych głupich chłopaków…

– Ja nie idę – mruknęłam cicho.

– Jak to nie? Dlaczego? Przecież uwielbiasz pływać! – nie dawała za wygraną moja przyjaciółka.

– Odpuść mi dzisiaj – poprosiłam słabym głosem, ale ona najwyraźniej nie miała takiego zamiaru.

Po zajęciach spróbowałam się wymknąć, żeby mnie więcej nie dręczyły. Wyłączyłam komórkę i zniknęłam za rogiem korytarza. Tam puściłam się pędem, by zniknąć w tłumie ludzi. Z impetem na kogoś wpadłam. Kartki z notatkami rozsypały się po podłodze.

– Przepraszam – bąknęłam, natychmiast schylając się by je pozbierać.

Kiedy podniosłam wzrok, spotkał się on z nieco rozbawionym spojrzeniem błękitnych oczu.

– Nie ma za co – odezwał się przystojny chłopak, którego jasna grzywka niesfornie opadała niemal na oczy.

Ukucnął przy mnie i razem, w milczeniu, przez chwilę składaliśmy kartki. Kiedy skończyliśmy, wstałam z takim impetem, że znów się o niego uderzyłam.

– Przepraszam – powtórzyłam spuszczając wzrok.

Tym razem otwarcie się roześmiał.

– Uważaj, żebyś nie zrobiła sobie krzywdy – ostrzegł łagodnie – najwyraźniej masz dzisiaj kiepski dzień.

Byłam przekonana, że się rumienię, dlatego nie ośmieliłam się podnieść wzroku. Skinęłam tylko głową.

– No to na razie – pożegnał się ciągle rozbawiony i zniknął w coraz bardziej zaludnionym korytarzu.

Poczułam, jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Zaschło mi w gardle, ale gdy odwróciłam głowę, zobaczyłam zainteresowaną minę Karoline.

– Rozmawiałaś z Chrisem?

– Z kim? – zamyślona, ciągle w swoim świecie, nie zrozumiałam pytania.

– Z Christopherem Jordanem – wyjaśniła usłużnie Ana – najprzystojniejszym chłopakiem na całej uczelni. Czy ty o niczym nie wiesz?

Jakoś mi to umknęło. Zazwyczaj doskonaliłam się w ignorowaniu ich zachwytów nad chłopakami. Przyzwyczaiłam się już do tego, że jestem sama.

– Niechcący na niego wpadłam – wyjaśniłam niechętnie.

Karoline przewróciła oczami. Ana westchnęła rozmarzona.

– Ty to masz szczęście, żeby akurat na niego wpaść – oznajmiła, wyraźnie akcentując słowo „niego”.

Wzruszyłam ramionami. Moich myśli w żadnym stopniu nie zajmował teraz żaden Chris, a jedynie to brutalne, zagadkowe morderstwo.

VII

Zbiegałam po schodach w dół. Pędziłam na łeb na szyję. Byłam pewna, że spóźnię się do pracy. Pośliznęłam się na mokrych liściach. Poczułam, jak grunt usuwa się spod moich stóp. W momencie, kiedy byłam pewna, że spadam, ktoś nagle objął mnie w pasie, przyciągając do siebie. Usłyszałam czyjś miękki, przyjemny śmiech.

– O! Moja ulubiona niezdara – zażartował Chris.

Na chwilę znalazłam się jego ramionach, a potem odskoczyłam gwałtownie, rumieniąc się. Nie miałam pojęcia dlaczego on tak na mnie działał. Zazwyczaj potrafiłam się sensowniej zachowywać…

– Dzięki – mruknęłam cicho.

– Nie ma za co – odpowiedział wesoło. – Dokąd idziesz? – zapytał. – Może na wszelki wypadek cię odprowadzić?

– Spieszę się do pracy – westchnęłam nie będąc pewna czy chcę jego towarzystwa.

– Gdzie pracujesz? – zainteresował się chłopak, przyglądając mi się uważnie.

– W kinie – odparłam niechętnie.

– O! Super! Właśnie tam idę. – Jego pogodny uśmiech stał się jeszcze szerszy. – W takim razie postanowione.

Ruszyliśmy razem w stronę kinowego kompleksu. Ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Bałam się choćby spojrzeć w jego stronę.

– Mam na imię Christian, przyjaciele mówią do mnie Chris – przedstawił się uprzejmie. – Ty jesteś Miya, prawda?

Skinęłam głową, zastanawiając się skąd zna moje imię. To nie miało jednak znaczenia. Nareszcie dotarliśmy pod budynek kina.

– Dzięki za odprowadzenie, na razie – rzuciłam i uciekłam, by po chwili zniknąć w szatni z tabliczką na drzwiach „tylko dla pracowników”.

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jakie emocje wywołuje we mnie Christian. Nie chodziło o to, że jest obłędnie wręcz przystojny, nie zadurzyłam się w nim po uszy, w jego obecności, w jakiś niewytłumaczalny sposób, ogarniał mnie zimny, niekontrolowany strach.

VIII

Wróciłam z uczelni do wynajmowanego pokoju. Robiło się późno. Musiałam coś zjeść i pędzić do pracy. Kiedy weszłam do środka, drzwi same się za mną zatrzasnęły. Podskoczyłam, odrobinę wystraszona. Potem moje serce zamarło. Na łóżku, wygodnie rozparty, siedział Aron, bohater moich dziwacznych snów. Na mój widok uśmiechnął się tym swoim leniwym, aroganckim uśmieszkiem, który nigdy nie odsłaniał zębów. Wstał, a ja nie byłam w stanie się poruszyć. Podszedł do mnie. Przestałam racjonalnie myśleć. Mój umysł ogarnęła dziwna, srebrzysta mgła. Objął mnie od tyłu ramionami, przyciągając do siebie moje ciało.

– Tęskniłem – zamruczał, schylając się, by wtulić policzek w moje kasztanowe włosy.

Był wysoki. Nie sięgałam mu nawet do ramienia. Kiedy odwrócił mnie ku sobie, spokojnie mogłam wtulić twarz w jego tors. Tylko tego teraz pragnęłam. Poczułam przyjemny zapach jego świeżo wypranej, czarnej koszuli. Obudź się! – rozkazałam sobie w duchu, ale to nic nie dawało. Poddawałam mu się bez żadnej walki. Mógł ze mną zrobić co zechce. Gdyby planował skręcić mi kark, ja stałabym tam i posłusznie czekała na egzekucję. Co on ze mną zrobił?! Wziął mnie na ręce i zaniósł na wąskie, sosnowe łóżko. Żebyśmy mogli swobodnie leżeć obok siebie, musiałam się wtulić w jego dobrze zbudowane ramiona. Dłonią przesuwał po moich barkach, potem po udzie. Czułam przyjemne mrowienie. Był cudowny, przystojny, oszałamiający, te jego szarozielone oczy, szczupła sylwetka, wspaniale wyrzeźbiony tors, silne ramiona, zawadiacka, opadająca na oczy grzywka, tak, był idealny… Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że te myśli nie są moje. Poczułam się, jakby ktoś na siłę wpychał mi je do głowy. Obudziłam w sobie cały gniew i determinację, walcząc by móc wypowiedzieć swoje własne słowa.

– Przestań natychmiast to robić! – krzyknęłam niemal histerycznie.

Chłopak zesztywniał. Odsunęłam się od niego by zobaczyć jego twarz. Malował się na niej wyraz zaskoczenia. Szybko jednak zastąpił go drwiący uśmieszek.

– Zuch dziewczyna – zamruczał. – Nie spodziewałem się, że będziesz taka silna.

Pocałował mnie w usta, a ja ponownie nie potrafiłam zaprotestować. Czy ja przypadkiem nie miałam iść do pracy? Przesunął mnie tak, żebym była nad nim. Teraz patrzyłam na niego z góry. Jego palce znalazły się w moich włosach. Jego usta znów całowały moje usta. Namiętnie. Zachłannie. Tak bardzo go pragnęłam! Cały otaczający nas świat przestał istnieć.

IX

Wierzchem dłoni otarłam niechcące przestać płynąć łzy. Jeżeli nie był to najgorszy dzień mojego życia, z pewnością mogłam umieścić go w ścisłej czołówce. Wszystko potoczyło się jak w najgorszym koszmarze. Poprzedniego dnia nie pojawiłam się w pracy. Dzisiejszego już, koło południa, obudził mnie telefon od kierownika, informujący o tym, że jestem zwolniona i mam mu być wdzięczna za to, że nie dyscyplinarnie. Moją rozmowę usłyszał właściciel domu, barczysty nieuprzejmy jegomość, z dużym piwnym brzuszyskiem, i tak po prostu kazał mi się wyprowadzić, a ja nie mogłam nic zrobić, bo nawet nie spisaliśmy żadnej umowy. Przeklinałam się za własną głupotę. Słone łzy w dalszym ciągu spływały mi po policzkach, zamazując ostrość widzenia, kiedy chaotycznie wpychałam do torby rozłożone na łóżku rzeczy. Gorsze było jedynie to, że kompletnie nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Ana wraz ze współlokatorką mieszkała w maleńkiej kawalerce, a Karoline w akademiku, żadna nie była w stanie mnie przygarnąć. Nie miałam gdzie się podziać.

– Co robisz? – odezwał się za moimi plecami zaciekawiony głos.

Nie odwróciłam się. Nie wiedziałam dlaczego, ale nie chciałam, żeby zobaczył, że płaczę. Przez niego. Przez chory wytwór mojej wyobraźni.

– Pakuję się, nie widać? – odburknęłam.

Byłam pewna, że zaczynam wariować, ale jakoś wcale mnie to nie zdziwiło.

– Dlaczego? – kontynuował wypytywanie.

– Bo właściciel wyrzucił mnie z mieszkania – odpowiedziałam starając się by mój głos nie zadrżał.

– Zostaw to – zamruczał podchodząc do mnie i oplatając od tyłu ramionami.

Tym razem jego urok w ogóle na mnie nie zadziałał, jakbym przy każdym spotkaniu nabierała coraz większej odporności. Odepchnęłam go z całej siły. Odwróciłam się w jego stronę.

– Daj mi spokój! To wszystko twoja wina! – warknęłam na niego.

Nie obchodziło mnie już, czy właściciel nas usłyszy. Przecież za chwilę i tak stąd zniknę.

– Moja? – spytał okazując uprzejme zainteresowanie.

– Przez ciebie spóźniałam się do pracy, a wczoraj nie poszłam wcale – syknęłam coraz bardziej rozeźlona. – Dlatego mnie zwolnili i dlatego muszę się teraz stąd wynieść.

Wzruszył ramionami.

– Nie wyglądałaś jakbyś chciała gdziekolwiek iść, przecież cię nie zatrzymywałem – odparł obojętnie, z tym swoim drwiącym uśmiechem błąkającym się w kącikach ust.

Warknęłam na niego i wrzuciłam pierwszą z brzegu książką. Złapał ją w locie. Przez chwilę myślałam, że się roześmieje, ale on spojrzał na moją twarz. Spoważniał.

– Płakałaś – stwierdził oskarżycielsko. – Dalej płaczesz – oznajmił jakby nie potrafił tego zrozumieć.

Odwróciłam się do niego tyłem i ponownie wróciłam do pakowania. Wyjął mi z ręki złożoną w kostkę bluzkę. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo. Przytulił. Łzy wypłynęły z moich oczu jeszcze bardziej wartkim strumieniem niż do tej pory. Najwyraźniej jednak nie obchodziło go, że moczę mu koszulę, bo ani na chwilę nie wypuścił mnie z objęć.

– Przecież obiecałem, że będę się tobą opiekował – szepnął w moje włosy. W końcu, po długiej chwili, która dla mnie była i tak stanowczo zbyt krótka, odsunął mnie odrobinę od siebie. – Pomogę ci – stwierdził.

Po kilku minutach moją podróżną torbę wypełniały ubrania i książki. Ze strachem zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę, to całe moje życie. Aron zarzucił ją sobie na ramię. Wziął mnie za rękę.

– Chodź – powiedział, a ja posłusznie poszłam za nim.

Wyszliśmy z domu. Zaskoczoną i zdezorientowaną wsadził mnie do czekającego przed nim samochodu, a moją torbę wrzucił na tylne siedzenie.

– Poczekaj, za chwilę wrócę – mruknął ponuro i z powrotem zniknął we wnętrzu budynku.

Pojawił się po kilku minutach. Jego oczy były zimne jak lód. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Po drodze minęła nas pędząca na sygnale karetka pogotowia. Wzdrygnęłam się i z całej siły starałam się nie snuć żadnych przypuszczeń. W końcu zatrzymaliśmy się przed apartamentowacem, który zapamiętałam. Zastanawiałam się czy w dalszym ciągu śnię, a może po prostu zwariowałam? Chłopak zaprowadził mnie do mieszkania, a potem po schodkach na drugi poziom. W dalszym ciągu milczałam. Otworzył przede mną znajdujące się po lewej stronie, sosnowe drzwi.

– To będzie twój pokój – oznajmił, pokazując jasne pomieszczenie, w którym stała jedynie kremowa kanapa. – Potem wybierzesz sobie jakieś meble, wszystko mi jedno – stwierdził. – Jeżeli chodzi o resztę, to czuj się jak u siebie i rób sobie co chcesz. Najczęściej i tak mnie nie ma w mieszkaniu – mruknął jakby zakłopotany.

Postawił moją torbę tuż za drzwiami, a potem nie mówiąc nic więcej, po prostu zszedł na dół. Przez chwilę stałam, jak wmurowana. Co? Jak? To wydało mi się jeszcze bardziej surrealistyczne niż cała reszta. Sytuacja była wręcz absurdalna. Zagapiłam się na puste wnętrze, a potem zbiegłam za nim na dół. Siedział rozparty na ciemnozielonej kanapie. Spojrzał na mnie pytająco, gdy stanęłam tuż przed nim.

– Kim ty do diabła jesteś i co to wszystko ma znaczyć? – wyrzuciłam z siebie.

Roześmiał się.

– To chyba w tym momencie bez znaczenia – stwierdził patrząc mi w oczy.

W jego spojrzeniu, czarnych w tym momencie tęczówkach, znów ujrzałam błękitny płomień. Poczułam jak mój umysł ogarnia tajemnicza mgiełka. O nie! Niedoczekanie! Ty razem wyobraziłam sobie szalejący w moim umyśle wiatr, silną wichurę. Mgła natychmiast rozwiała się na strzępy, a potem zniknęła. Moje myśli były jaśniejsze niż kiedykolwiek.

– Nie pójdzie ci tak łatwo! – oznajmiłam chłodno. – Nie mam pojęcia co ze mną robisz, ale nie pozwolę ci na to!

Drwiący uśmieszek zamarł mu na ustach. Wstał z kanapy. W jednej chwili znalazł się przy mnie.

– To niemożliwe – powiedział stanowczo.

– Kim jesteś? – powtórzyłam pytanie, wiedząc, że racjonalnie byłoby się go bać, mimo, że w ogóle nie odczuwałam strachu.

– Miya, nie musisz się mnie bać – odpowiedział, jakby czytając w moich myślach. – Nie skrzywdzę cię, nigdy nie mógłbym ciebie skrzywdzić.

Prychnęłam.

– Na to już chyba trochę za późno nie sądzisz?

Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku drzwi. Zagrodził mi drogę.

– Dokąd idziesz? – spytał.

– Wychodzę – oznajmiłam wojowniczo.

Myślałam, że będzie mnie próbował zatrzymać, choćby i przy użyciu siły, ale on tylko skinął głową. Ruszyłam do przedpokoju. Aron zdjął z wieszaka czarną, skórzaną kurtkę.

– Masz jakiś konkretny cel? – zapytał.

– Chyba nie planujesz iść ze mną? – zmieszałam się jeszcze bardziej.

– Planuję – stwierdził, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

– Dlaczego? – nie rozumiałam.

Westchnął.

– Bo nie pozwolę, żeby coś ci się stało.

Niby co miałoby mi się stać? Nim jednak wypowiedziałam to pytanie na głos przypomniałam sobie chłopaków spod kina. Pomyślałam o tym, jak potrafiłam pośliznąć się na mokrych liściach i omal nie spaść z głupich schodów. No tak, jeżeli choć trochę mnie znał, miał prawo przypuszczać, że sama sobie zrobię krzywdę…

– Właściwie to nie wiem dokąd mogłabym pójść – przyznałam niechętnie.

Uśmiechnął się, jakoś tak wyjątkowo łagodnie i miło. Z jego przystojnej twarzy zniknęła maska arogancji.

– W takim razie może na pizzę – zaproponował. – Umierał z głodu.

– Niech będzie pizza – odpowiedziałam, nie mając najmniejszego pojęcia, w co się pakuję.

X

W nocy Aron zostawił mnie w spokoju. Wieczorem przyniósł mi pościel, a potem spojrzał na mnie smutnym wzrokiem i odszedł. Nawet nie próbowałam go zatrzymać, mimo, że w tym momencie niczego tak bardzo nie pragnęłam jak jego bliskości. Rano już go nie było, zostawił natomiast klucze i kod do domofonu. W połączonej z jadalnią i zarazem salonem, dużej kuchni, było pełno jedzenia. Nie mogłam się zdecydować co zjeść, więc po prostu zalałam mlekiem płatki. Jadłam oglądając przez duże, zaciemnione szyby, przepiękną panoramę miasta. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak łatwo z centrum miasta dojechać na mój uniwersytet. Chyba po raz pierwszy się nie spóźniłam.

– Cześć – przed budynkiem szkoły zaczepił mnie, idący w tym samym kierunku Chris. – Dzisiaj obyło się bez żadnych wypadków?

Uśmiechnęłam się do niego wesoło. Niepokojący strach, który wcześniej odczuwałam w jego obecności, po prostu zniknął i teraz cieszyłam się jego uprzejmym zainteresowaniem, nawet jeżeli miało być czysto koleżeńskie.

– Właściwie to tak – stwierdziłam – za to wczoraj miałam paskudny dzień – mruknęłam, bo czułam, że muszę to z siebie wyrzucić. – Zwolnili mnie z pracy.

Chłopak spojrzał na mnie współczująco, tymi swoimi głębokimi, niebieskimi oczami.

– W takim razie nie zazdroszczę. Z jakiego powodu?

Skrzywiłam się odrobinę.

– Spóźniłam się kilka razy i raz nie przyszłam – westchnęłam.

– I teraz szukasz pracy? – zainteresował się Chris.

– Można tak powiedzieć – stwierdziłam, kiedy mijaliśmy podwójne, przeszklone drzwi budynku uczelni.

Wciągnął z kieszeni długopis. Chwycił moją rękę i zaczął po niej pisać. To były jakieś cyfry. Spojrzałam na niego zaskoczona.

– To mój numer telefonu – wyjaśnił. – Zadzwoń do mnie wieczorem. Myślę, że będę miał dla ciebie jakąś robotę. W księgarni – dodał zachęcająco. – Widziałem, że całkiem sporo czytasz, więc pewnie się nadasz.

– Dzięki – wydukałam ciągle zdumiona.

Serce zabiło mi szybciej na widok jego szerokiego uśmiechu.

– To do wieczora – dopiero teraz puścił moją dłoń. – Tylko nie zrób sobie w międzyczasie krzywdy. Poczekaj aż będę w pobliżu, żeby cię uratować – mrugnął do mnie, a potem zniknął w przetaczającym się przez korytarz tłumie.

Z daleka zobaczyłam idącą w moim kierunku Anę. Nie zdążyłam opuścić rękawa by zasłonić numer. Skrzywiłam się. Byłam przekonana, że zasypią mnie gradem pytań.

– Znowu rozmawiałaś z Chrisem? – zażądała wyjaśnień. – Co to? – wskazała na moją rękę.

Westchnęłam. Wolałam mieć to już za sobą.

– Jego numer – przyznałam. Oczy przyjaciółki rozszerzyły się z niedowierzania i zdumienia. – Wyrzucili mnie z pracy, a on był miły i obiecał, że pomoże mi znaleźć nową – dodałam szybko, żeby usprawiedliwić ten niejednoznaczny fakt.

Ana przewróciła oczami.

– Ty to masz fart! – skwitowała mój wywód jednym zdaniem i pociągnęła w kierunku wykładowej sali, uznając, że powinnam jak najszybciej wyspowiadać się przed Karoline.

XI

Siedziałam w urokliwej kawiarni, położonej w jednej ze starszych części miasta. Nie miałam zamiaru wracać do mieszkania Arona! To znaczy tylko na noc… wtedy, gdy nie będę miała gdzie się podziać… Na popołudnie umówiłam się z Chrisem licząc w duchu na to, że spotkanie potrwa jak najdłużej i naprawdę nie prędko będę musiała tam wrócić. Nie potrafiłam zaakceptować istnienia Arona w normalnym świecie. Nie pojmowałam jego natury. Mimo, że całą sobą pragnęłam, żeby nawet na krok się ode mnie nie oddalał, a przed oczami ciągle miałam jego szarozielone oczy i ledwo zauważalny, pojawiający się w kącikach ust, drwiący uśmiech, to słuchałam też instynktów, które na cały głos mnie przed nim ostrzegały. Nie miałam jednak pojęcia co było z nim nie tak – no może poza tym, że pojawiał się zupełnie wbrew prawom fizyki.

– Przepraszam, długo musiałaś na mnie czekać? – uśmiechnął się olśniewająco, podchodząc do mojego stolika, Chris.

– Nie, nie za bardzo – skłamałam pospiesznie, ponieważ siedząc tutaj zdążyłam już przeczytać jedną trzecią książki, a obsługująca kelnerka patrzyła na mnie wrogo, chociaż musiałam mu przyznać, że się nie spóźnił, to ja byłam tu stanowczo za wcześnie.

– Idziemy, czy chcesz zostać na jeszcze jedną kawę? – zapytał łagodnie.

Pospiesznie wstałam od stolika – kawie, a przede wszystkim wydawaniu pieniędzy, których nie miałam, mówiłam dość. Księgarnia, do której zaprowadził mnie Chris, była niedaleko. Mieściła się w jednej z wysoko sklepionych piwnic. W powietrzu unosił się cudowny zapach książek.

– Przepraszam – wyszeptał chłopak, stając tuż za mną, poczułam jeszcze jak dotyka czymś mojej twarzy, a potem już była tylko ciemność.

* * *

Obudziłam się przywiązana do krzesła. Poczułam się jak w jakimś thrillerze. Mimo, że światło w pomieszczeniu było stłumione, to i tak mnie oślepiło. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Pomieszczenie wyglądało na jakiś magazyn, nie było w nim okien, a pod ścianami poustawiane były w rzędach kartony. Szorstki sznur nieprzyjemnie wpijał się w moje nadgarstki. Jakaś tkanina kneblowała mi usta. Usłyszałam za sobą poruszenie, cichy szmer. Zadrżałam ze strachu.

– Ocknęłaś się wreszcie – odezwał się spokojny głos Chrisa.

Przyciągnął sobie drugie krzesło. Usiadł naprzeciwko mnie, a ja czułam, że jest stanowczo zbyt blisko.

– Nie bój się, nie chcę zrobić ci krzywdy – mruknął, odgarniając z mojego policzka kosmyk włosów. Wzdrygnęłam się mimowolnie. – To znaczy, oczywiście, o ile nie będę musiał. Uwierz mi, to było konieczne. – Uśmiechnął się leciutko. – Można powiedzieć, że jesteś moją przynętą.

Nagle wąskie, drewniane drzwi się otworzyły. Do środka wszedł potężnie zbudowany mężczyzna. Na jego twarzy malowała się panika.

– Już tu jest – oznajmił rozgorączkowany – zanotowaliśmy jego obecność.

Twarz Chrisa ozdobił szeroki uśmiech.

– Świetnie. Dzięki Lucas, wykonaliście kawał dobrej roboty. Im dalej się teraz stąd znajdziecie, tym lepiej dla was – dodał.

– Zabił Karen i Dicka – szepnął tamten cicho. – Rozerwał ich na strzępy.

Tym razem Chris również pobladł. Szybko jednak odzyskał rezon.

– Wynoście się stąd, szybko – rozkazał.

Mężczyzna skinął głową, a potem zniknął za drzwiami. Chłopak z powrotem zwrócił się w moją stronę. Jego niebieskie oczy zalśniły.

– Teraz pozostaje nam tylko czekać.

* * *

Ze strachu zaschło mi w gardle. Nie miałam pojęcia o co chodzi, a przede wszystkim kim naprawdę był Christopher i dlaczego mnie porwał. Z jednej strony zachowywał się prawie uprzejmie, a z drugiej… przecież siedziałam przywiązana do krzesła! To na pewno musiał być zły sen. Koszmar, z którego nie mogę się obudzić już od dłuższego czasu. W pewnym momencie usłyszałam hałas. Drewniane drzwi rozsypały się w wióry. Zaskoczona ujrzałam stojącego na progu Arona. Jego oczy były czarne i zimne, na twarzy malowała się furia. Najwyraźniej próbował wejść do pomieszczenia, ale wyglądało to tak, jakby dzieliła go od nas niewidzialna szyba.

– Oddaj mi ją! – warknął.

Chris uśmiechnął się nieznacznie. Stanął, zajmując pustą przestrzeń pomiędzy nami. W jego dłoni pojawił się długi nóż.

– Chodź tu i weź ją sobie – zachęcił.

Aron znowu spróbował. Bezskutecznie. Syknął wściekle.

– Czego chcesz Jordan? – zwrócił się do chłopaka po nazwisku.

– To proste – wyjaśnił Chris. – Oczywiście twojej broni. Ona w zamian za życie dziewczyny.

– Zwariowałeś! – oznajmił kipiącym zimną furią głosem Aron.

– Skoro ci nie zależy… – odpowiedział mu blondyn, podchodząc do mnie, stając z tyłu i przykładając do mojego gardła zimną stal.

Poczułam na szyi ciepłe stróżki krwi. Z trudem przełknęłam ślinę. Co to wszystko miało znaczyć? Błagalnie, ze strachem, spojrzałam na Arona.

– Jeżeli ją w jakikolwiek sposób skrzywdzisz, dopadnę cię – warknął stojący w drzwiach chłopak – gdziekolwiek byś się nie ukrył.

Wyobraziłam sobie kpiący uśmiech stojącego za mną Chrisa, gdy mocniej przycisnął nóż do mojego ciała.

– Tylko zapominasz o jednym szczególe – westchnął teatralnie. – Ona będzie już martwa i w żaden sposób tego nie cofniesz. Choć przyznaję, że jest to kusząca wizja – zamruczał. – Chciałbym zobaczyć jak cierpisz. Byłaby to sprawiedliwa zemsta za moich ludzi.

„Wpuść mnie” usłyszałam w głowie polecenie Arona. „Musisz mnie wpuścić!”

Co? Niby jak? Nawet nie miałam pojęcia czemu nie może tu wejść…

„Miya, proszę” tym razem nie był to już rozkaz, a nieme błaganie. „On nie blefuje, naprawdę to zrobi.”

Niczego na świecie w tym momencie nie pragnęłam tak bardzo, jak spełnienia jego prośby. Czułam obezwładniający strach. Tylko niby jak miałam to zrobić? Czego on ode mnie chciał? W myślach wyobraziłam sobie, jak niewidzialna szyba pęka. Gdyby tak naprawdę mogło się to stać… Nagle coś poczułam. Drgnięcie. Usłyszałam pękanie, a potem brzdęk szkła. Żaden z nich tego nie usłyszał, ale ja byłam przekonana, że nic już nie blokuje drzwi. Spojrzałam zaskoczona na Arona. Zrozumiał. Już nie było go w drzwiach. Stał za moim krzesłem, a Chris z jękiem podnosił się z podłogi i roztrzaskanych skrzyń.

– To niemożliwe! – jęknął. – Jak?

Zamrugałam. To wszystko działo się w ciągu ułamków sekund. Poczułam jak krępujące mnie więzy pękają. Dłoń Arona musnęła moją twarz. Wyciągnął mi z ust knebel. Z trudem chwytałam powietrze. Ręce mrowiły, gdy ponownie napływała do nich krew. Chris wstał. Zrobił to błyskawicznie. W jego dłoniach, zamiast noża, był teraz dwuręczny, długi miecz. Poczułam jak otaczają mnie ramiona Arona, a potem już nas tam nie było. Kiedy mnie puścił, staliśmy na dachu jednego z pobliskich domów. Christian już też tam był. Spojrzałam oszołomiona. Z płonącym mieczem wyglądał jak anioł zemsty. Z łopatek wyrastały mu olbrzymie, białe skrzydła. Wpatrywałam się w niego oszołomiona. Był przepiękny i bił od niego jasny, ciepły blask. Chłodne spojrzenie niebieskich oczu utkwione było w Aronie.

„Schowaj się gdzieś!” usłyszałam rozkaz, ale tym razem był znacznie głośniejszy, mocniejszy niż jego wcześniejsze, przekazywane wprost do moich myśli słowa.

Odwróciłam się ku niemu i zamarłam ze strachu. To już nie był on. Istota, która stała za mną, przywodziła na myśl stworzenia z sennych koszmarów. Postać miała ponad dwa metry wzrostu i olbrzymie, pokryte błoną skrzydła, zupełnie jak u nietoperza. Czarne oczy płonęły. Twarz była groteskową maską. Poza sylwetką, nie było w nim nic przypominającego człowieka. Cofnęłam się na skraj dachu. Pośliznęłam się i osunęłam kawałek w dół. Na moje szczęście rynna była ogrodzona. Powoli, ostrożnie, zsunęłam się na najwyżej położony balkon. Spojrzałam w górę. W samą porę, by zobaczyć jak bestia uskakuje przed groźnym cięciem, a potem pazurami przejeżdża po przedramieniu Chrisa. To co się tam działo, wyglądało jak walka superbohaterów. Było niesamowite. Wznosili się w powietrze, ścierali ze sobą. Byłam przekonana, że za chwilę zbiegnie się tu całe miasto. Może wtedy, w zamieszaniu, uda mi się stąd wymknąć. Musiałam stąd uciec. Kiedy walka dobiegnie końca, nie miałam zamiaru spotkać się z którymkolwiek z nich. Nagle dom się zatrząsł. spostrzegłam jak zapada się w ulicę. Beton również pękał. Waliły się także okoliczne budynki. Grunt osunął mi się spod nóg. Spadałam. Poczułam jak silna ręka obejmuje mnie w pasie. Krzyknęłam. Po chwili jednak stałam już na ziemi. Sama. Zauważyłam, że Aron przypłacił to raną z boku, tuż pod żebrami. Zawył wściekle, ponownie nacierając na przeciwnika. Uratował mnie. Dlaczego? W końcu to Christian zaczął się wycofywać. Po kwadransie ostrej wymiany ciosów wzbił się w powietrze i już nie wylądował. Aron znalazł się przy mnie. Znów wyglądał normalnie. Mimo to, nie potrafiłam patrzeć na niego bez lęku. Chyba to zauważył. Zobaczyłam zacięty wyraz jego twarzy. Szybko jednak przestałam na niego zwracać uwagę. To było niesamowite! Poczułam, jakby przez ulicę, przez moje ciało przeszła fala ciepłego powietrza. Budynki zaczęły wyglądać jak przed potyczką. Nie było widać żadnych śladów obłędnej walki! Na ruchliwej, nietkniętej ulicy, Aron złapał pierwszą z brzegu taksówkę. Wepchnął mnie do środka i podał adres mieszkania. Kiedy wysiedliśmy, mocno, stanowczo, złapał mnie za nadgarstek, jakby bał się, że zaraz ucieknę. Nie puścił, dopóki nie znaleźliśmy się w mieszkaniu. Skrzywił się. Zdjął skórzaną kurtkę. Zobaczyłam jego zakrwawiony bok. Wszedł do środka i opadł na kanapę z trudem oddychając. Nie odezwał się ani słowem. Tym razem mój strach był zupełnie inny. Nie bałam się jego – bałam się o niego. Czy w tym cholernym mieszkaniu była jakaś apteczka?! Nie sądziłam, żeby pozwolił mi zadzwonić do szpitala… Znalazłam w łazience wszystko to, czego potrzebowałam. Zobaczyłam niedowierzające spojrzenie Arona, kiedy wróciłam do pokoju. Zakrwawioną dłoń przyciskał do boku.

– Pozwól mi – poprosiłam cicho.

Odsunął rękę. Czułam na sobie intensywne spojrzenie szarozielonych oczu. Przemyłam ranę, a potem założyłam opatrunek. Nie była głęboka, ale zapewne musiała piekielnie boleć. Kiedy skończyłam wstał. Bez słowa zniknął w łazience. Zdjęłam z kanapy zakrwawioną narzutę i zwinęłam ją w stojącym w korytarzu, koszu na pranie. Usiadłam podciągając pod siebie nogi. Czekałam. W końcu wyszedł z łazienki. Miał na sobie jedynie czarne spodnie. Nie włożył nawet skarpetek. Mój wzrok prześliznął się z jego cudownie wyrzeźbionego torsu i ramion, na sporej wielkości, ciągle odrobinę zakrwawiony, opatrunek. Chłopak wyglądał na naprawdę zaskoczonego faktem, że ciągle tu jestem. Podszedł kilka kroków bliżej, ale potem zawahał się i zatrzymał. Poczułam w sobie nagły impuls. Zerwałam się z kanapy i przylgnęłam do niego całą sobą. Przez chwilę stał sztywno, bez ruchu, a potem objął mnie ramionami, przyciągając do siebie delikatnie, jakby bał się, że za chwilę się rozpadnę. Podniósł mnie i usiadł na kanapie, ze mną na kolanach. Skuliłam się, pozwalając mu na to, by mnie do siebie przytulił. Pochylił głowę, by wtulić policzek w moje włosy. Słyszałam jego przyspieszony oddech, czułam bicie serca.

– Miya… – wyszeptał czule moje imię.

Wiedziałam co będzie dalej. Nie chciałam tego. Nie byłam w stanie ogarnąć nawet tych faktów, które sama już znałam.

– Nic nie mów – poprosiłam. – Nie w tym momencie.

Podniosłam głowę, by ustami dotknąć jego ust. Były tak samo cudowne, jak to zapamiętałam. Leniwie odwzajemnił mój pocałunek. Na moment zamknął oczy, by po chwili znów wpatrywać się we mnie badawczo. Przestaliśmy się całować dopiero, kiedy obydwoje nie mieliśmy już sił. Leżałam na kanapie, wtulona w jego ramiona. Delikatnie gładził moje włosy. Miałam zamknięte oczy. Niejasno do głowy przyszła mi myśl, czy to właściwie, że jest mi tak dobrze. Niewiele rzeczy miało w tym momencie dla mnie znaczenie. Powoli zaczęłam odpływać w sen.

XII

Obudziłam się zwinięta w kłębek na kanapie. Byłam przykryta kocem. Usiadłam szukając wzrokiem Arona. Zdziwiłam się widząc go w kuchni. Przyszedł do mnie natychmiast, gdy zorientował się, że już nie śpię.

– Napijesz się może kawy? – zapytał na dzień dobry.

Miał na sobie luźne, czarne, dresowe spodnie i nic więcej. Zdałam sobie sprawę, że łapczywie śledzę go wzrokiem. Zarumieniłam się odrobinę.

– Tak, poproszę – odpowiedziałam.

Po chwili wrócił do mnie z kubkiem ciepłego napoju. Kiedy mi go oddał, usiadł na kanapie, ale nie za blisko mnie. Zauważyłam, że na jego torsie już nie ma opatrunku, a po ranie, została cienka, biała blizna. Po tym co już widziałam, niespecjalnie mnie to zdziwiło. Zauważyłam, że chce coś powiedzieć, ale mimo to milczał. W tej nieprzyjemnej ciszy wypiłam swoją kawę. W dalszym ciągu nie byłam przekonana czy chcę, żeby mój świat zburzyły jego rewelacje. On chyba jednak po prostu czuł potrzebę, żeby mi o tym opowiedzieć.

– Boisz się mnie? – zapytał, kiedy odstawiłam pusty kubek na niewielki, kawowy, stolik.

– Trochę – przyznałam szczerze.

Bałam się go, owszem, ale nie tak bardzo, jak zaczęłam się bać Christiania. Poza tym w jego przypadku czułam coś jeszcze i było to znacznie silniejsze niż strach.

– Nie mógłbym cię skrzywdzić. Nigdy! – Oznajmił stanowczo.

W patrzących na mnie intensywnie szarozielonych oczach była taka determinacja i stanowczość, że aż zadrżałam. Poczułam rozlewające się w środku ciepło. Moje życie przestawiło się do góry nogami i nie potrafiłam się w nim odnaleźć, a jednak, czułam, że to właśnie moje miejsce. Dziwne i nierealne, a jednak moje. Przysunęłam się do Arona. Oparłam się plecami o jego twardy tors. Odetchnął z ulgą. Objął mnie ramionami. Teraz przynajmniej nie mógł widzieć mojej twarzy, a ja nie musiałam patrzeć mu w oczy.

– Mów, jeżeli już musisz – mruknęłam. – Nie chcę żadnej krępującej ciszy

Poczułam, jak jego ciało drży od tłumionego śmiechu.

– Ty naprawdę się mnie nie boisz – stwierdził, przyciągając mnie do siebie bardziej. – Uwielbiam zapach twoich włosów – zamruczał, wtulając w nie policzek.

– Aron! – zaprotestowałam.

Czułam, że chce mi coś powiedzieć, że musi, ale odwleka tą chwilę, jak tylko może. Westchnął.

– Przepraszam. Po prostu nie jestem pewien ile pamiętasz z wczorajszego dnia – wyjaśnił cicho – czy nie byłaś w szoku i czy ten drań ci czegoś nie podał.

Zamknęłam oczy. Poprzedni dzień był koszmarnym snem.

– Po prostu powiedz, co masz do powiedzenia i miejmy to już za sobą – poprosiłam.

Ciepła, duża dłoń Arona przesuwała się powoli po moim ramieniu. Czułam jak przechodzą przeze mnie przyjemne dreszcze.

– Po prostu nie sądziłem, że będziesz taka silna – wyjaśnił bez skrupułów. – Od początku zakładałem, że zrobisz wszystko to, co będę chciał, a o niewygodnych rzeczach po prostu zapomnisz. Okazało się jednak, że cię nie doceniłem. Na szczęście Jordan również nie.

Tym razem się od niego odsunęłam. Spojrzałam niedowierzająco. Ogarnęła mnie wściekłość.

– Czyli w skrócie chciałeś zrobić ze mnie niewolnicę? – warknęłam na niego.

Skrzywił się.

– Niezupełnie. Miałem jedynie zamiar skłonić cię, żebyś chciała ze mną być – wyjaśnił. – Nic więcej. Nie brałem pod uwagę sytuacji,  w której mogłabyś chcieć tego z własnej woli.

Jego słowa raniły mnie, a każda z tych ran zaczynała coraz bardziej krwawić.

– Dupek z ciebie – oznajmiłam z trudem powstrzymując łzy.

– Wiem – przyznał otwarcie.

Zagryzłam zęby i postanowiłam, że wysłucham go do końca.

– Dlaczego akurat ja? – zapytałam ponuro. – Nie było pod ręką innych dziewczyn?

Westchnął. Ze smutkiem pokręcił głową.

– Żadna nie mogłaby być tobą. Nie chcę nikogo innego. Tylko ciebie. Już ci mówiłem, należymy do siebie.

Miał rację. Ja również to czułam. Nawet wtedy, kiedy myślałam, że jest tylko snem. Teraz jednak również go nie cierpiałam.

– Wyjaśnij mi dlaczego – poprosiłam.

Ponownie się skrzywił.

– Szczerze, to nie mam pojęcia – przyznał. – Tak jest i już. Nie często się to nam zdarza, ale jeżeli spotkamy taką osobę, swoją bratnią duszę, to już nie ma od tego odwrotu. – Spojrzał mi w oczy. Niemal boleśnie poczułam intensywność tego spojrzenia. – Miya, nie utrudniaj mi tego. Ze mną będziesz miała wszystko o czym tylko sobie zamarzysz. Nie musisz pracować, nie musisz się uczyć. Tak będzie lepiej, jeżeli nie będę miał powodu, żeby cię do czegokolwiek zmuszać.

Teraz moje „nie cierpię” gwałtownie przybrało na sile. Dupek! Drań! Kompletnie nie obchodziło mnie kim jest. Nie miało znaczenia, że zachowuje się jak arogancki palant, ale to… to przechodziło wszystkie granice. On po prostu nie dawał mi wyboru! „Albo będziesz ze mną po dobroci, albo cię do tego zmuszę siłą.” Cudownie!

– Nienawidzę cię! – Zerwałam się z kanapy. – Pieprz się – rzuciłam w niego pierwszym, co nawinęło mi się pod rękę, niestety była to tylko poduszka. – Nigdy nie będę twoja!

Ze łzami w oczach wbiegłam po schodach na górę. Rzuciłam się na łóżko, czystą pościelą tłumiąc łkanie.

XIII

Aron nie kazał mi na siebie długo czekać. Zjawił się po trochę ponad kwadransie. Jego brązowe włosy były wilgotne po porannym prysznicu. Tym razem na sobie miał dżinsy, ale dalej nie włożył żadnej góry. Spojrzałam na niego pytająco, zapłakanymi oczyma. Zakiełkowała we mnie nadzieja. Może mu przykro? Może przyszedł przeprosić? Powiedzieć, że to wcale nie prawda… Uklęknął przy mnie na łóżku.

– Posłuchaj, Miya – odezwał się chłodno – jesteś moja czy tego chcesz czy nie i pogódź się z tym. Nie masz wyboru.

– Wynoś się stąd – syknęłam na niego.

Na twarzy chłopaka pojawił się drwiący, arogancki uśmiech.

– Chyba się nie zrozumieliśmy – stwierdził.

W jednej chwili znalazł się nade mną. Odwrócił mnie tak, że leżałam teraz na plecach, wpatrując się w niego. Przytrzymał moje nadgarstki. Pocałował mnie. Nachalnie. Brutalnie. Swoimi wargami niemal zgniatał moje usta. Próbowałam walczyć. Wyswobodzić się. Odepchnąć go od siebie. Bezskutecznie. Moje dłonie przytrzymywał teraz jedną ręką. Aron zdjął ozdabiający dżinsy pasek. Związał mi nim ręce, a potem przypiął do wezgłowia łóżka. Nie mogłam się wydostać. Zsunął ze mnie spodnie.

– Aron, nie – poprosiłam coraz bardziej przestraszona.

Jego chłodne, pociemniałe z podniecenia oczy spojrzały na mnie pogardliwie.

– Nie masz tu nic do powiedzenia – oznajmił.

Znowu się szarpnęłam. Próbowałam kopać, ale on tylko się roześmiał. Odrzucił moje spodnie na podłogę. Zsunął również majtki. Przytrzymał moje nogi, rozsuwając je siłą. Zadrżałam, kiedy jego dłoń powędrowała na moje łono. Łzy spływały mi po policzkach. On zsunął się niżej i zaczął pieścić językiem moje wrażliwe miejsce. Dłonią gładził krótko przystrzyżone włoski. Wsunął palce do środka, sprawdzając, jak bardzo jestem wilgotna. Gwałtownie wciągnęłam powietrze. Nie chciałam dać mu satysfakcji. Starałam się myśleć o czymkolwiek innym, ale nie potrafiłam. Nie przy nim.

– Proszę, nie rób tego, przestań – spróbowałam jeszcze raz, ale on mnie kompletnie zignorował.

Czułam zlewające się w jedno fale przyjemności i upokorzenia. Teraz nie miałam pojęcia, dlaczego wcześniej uważałam, że mogę chcieć z nim być. Był potworem. Nieczułym sadystą. Kiedy uznał, że wystarczy, zdjął spodnie, a potem przesunął się wyżej. Podsunął moją bluzkę, a potem stanik, odsłaniając kształtne piersi. Polizał sterczący sutek. Jęknęłam, kiedy ścisnął go w palcach. Jeszcze mocniej rozsunął moje nogi, a potem we mnie wszedł. Najpierw powoli, delikatnie, a potem patrząc mi w oczy, zagłębił się do samego końca. Krzyknęłam. Napływająca przyjemność przemieszała się z bólem, który wywołała w moim wnętrzu taka penetracja. Zaczął się poruszać, od czasu do czasu całując lub zlizując językiem spływające po moich policzkach łzy.

– Należysz do mnie – wyszeptał mi do ucha. – Jesteś tylko moja.

Zamknęłam oczy, błagając w duchu, żeby przestał. Przyspieszył. Zbyt szybko. Zbyt mocno. Zbyt brutalnie. Zbyt głęboko. Nie byłam w stanie złapać tchu. Zaczęły mi drętwieć związane ręce. Mimo to, jego ruchy, jego bliskość, sprawiały mi przyjemność. Uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy poczuł, jak dochodzę, ale zamiast zwolnić, przyspieszył jeszcze bardziej. Szczytowałam. Każdy kolejny orgazm rozlewał się po moim ciele niczym wybuchy fajerwerków. W końcu ze mnie wyszedł. Jego ciepła sperma rozlała się po moim brzuchu. Wstał i założył leżące na podłodze spodnie. Wyszedł z pokoju, zostawiając mnie tak, jak leżałam – związaną, brudną, upokorzoną i nieszczęśliwą.

* * *

Czy tylko wydawało mi się, że wcześniej te oczy patrzyły na mnie z czułością? Teraz były zimne i martwe. Aron wrócił do pokoju dopiero po kilku godzinach. Całe moje ciało było zdrętwiałe, a ja czułam silną potrzebę skorzystania z łazienki. Już od dłuższego czasu nie miałam czym płakać, gdy odwiązywał moje ręce. Usiadłam na łóżku, obciągając jak najniżej, poplamioną bluzkę. Nie miałam siły się do niego odezwać. Czułam się, jak gdyby ktoś zamknął mnie w horrorze. Chłopak pozwolił mi skorzystać z toalety, a potem zaprowadził do łazienki. Spuszczałam wzrok, unikając za wszelką cenę patrzenia na niego. Kazał mi wejść do wanny. Posłuchałam. Gorąca woda pomagała na obolałe mięśnie. Aron ukucnął przy brzegu, namydlił gąbkę i zaczął mnie myć. Robił to wyjątkowo delikatnie i łagodnie. Kiedy skończył, starannie mnie spłukał, otulił ręcznikiem i zaniósł do swojego łóżka. Rozebrał się, przytulił do moich pleców poczym nakrył nas kołdrą. Leżałam w jego ramionach i próbowałam nie drżeć.

– Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień cię czegoś nauczył – zamruczał mi do ucha. Mimo słów, które wypowiadał, jego aksamitny głos brzmiał jak pieszczota. – Śpij dobrze, moja królewno.

Pomimo tego, że bardzo się starałam, sen nie nadchodził. Wydawało mi się, że leżę bez ruchu niemal całą wieczność, a ja tak bardzo, chociaż na chwilę, chciałam się uwolnić od Arona i tego parszywego świata. W końcu, najwyraźniej myśląc, że śpię, chłopak wyplątał mnie ze swoich ramion, delikatnie układając na poduszce.

– Przepraszam – wyszeptał całując moje ciągle wilgotne włosy, a potem wyszedł z pokoju.

XIV

Rano wstałam z trudem zmuszając się do wykonywania jakichkolwiek czynności. Czułam się paskudnie i na nic nie miałam ochoty. To wszystko co się wydarzyło, wydawało mi się cholernie niesprawiedliwe. Najgorsze było jednak to, że przez chwilę naprawdę myślałam, że jemu na mnie zależy, a on po prostu traktował mnie jak swoją własność – zabawkę. Mimo, że nie chciałam się przyznać nawet przed samą sobą, ja naprawdę się w nim zakochałam, a to było tylko jeszcze straszniejsze i bardziej bolesne. Uwierzyłam w piękne baśnie i fantastyczne opowieści. Chciałam wierzyć w przeznaczenie, ale rzeczywistość brutalnie ściągnęła mnie z powrotem na Ziemię. Ubrana zeszłam na dół. Zaczęłam wkładać buty.

– Dokąd idziesz? – usłyszałam nad sobą chłodny głos Arona.

– Do szkoły – odpowiedziałam, starając się by głos mi nie zadrżał.

– Nie pozwalam ci, zostaniesz tutaj. – Skrzyżował ręce na piersi. – Mówiłem ci już, że nie potrzebujesz się uczyć.

Spojrzałam na niego niedowierzająco.

– Kiedy ja chcę iść do szkoły – odezwałam się cicho.

– Rób sobie co chcesz – burknął niezadowolony.

Odetchnęłam z ulgą. Przez chwilę obserwował mnie w milczeniu, a potem odsunął się od drzwi, pozwalając mi wyjść z mieszkania. Za bramą osiedla puściłam się pędem w kierunku autobusu, błagając w myślach, żeby tylko nie zmienił zdania.

* * *

Przez cały dzień chodziłam roztrzęsiona, zastanawiając się czy jakakolwiek próba ucieczki przed nim ma sens, gdzie mogłabym się podziać i co on ze mną zrobi, jeżeli plan się nie powiedzie. Czy warto było aż tak ryzykować? Postanowiłam, że po zajęciach wybiorę się do biblioteki i będę w niej siedziała aż do samego zamknięcia. Później pomyślę co dalej. Na korytarzu jednak złapał mnie Chris. Chwycił za ramię i brutalnie odciągnął w bok.

– Puść mnie! – krzyknęłam przestraszona nie na żarty.

– Zaczekaj, musimy porozmawiać, to zajmie tylko chwilę – wyjaśnił spokojnie, ale jego spojrzenie było jakieś dziwnie błagalne.

– Czego ode mnie chcesz? – zapytałam chłodno, oswobadzając rękę.

– Miya, ty nie rozumiesz kim on jest – powiedział, patrząc mi w ozy – grozi ci niebezpieczeństwo.

To było więcej niż mogłam znieść. Roześmiałam się. Uczucie strachu zastąpiły rozbawienie i gniew.

– I mówi to osoba, która chciała mnie zabić?

Zobaczyłam jak zaciska pięści tak, że aż pobielały mu kłykcie.

– Nie skrzywdziłbym cię – oznajmił twardo. – To on miał tak myśleć. Musiał w to uwierzyć. Uważa cię za swoją własność. Nigdy nie dopuściłby do tego, żeby coś ci się stało. To byłby dla niego zbyt duży afront. Straciłby twarz, a na to nie może sobie pozwolić. Proszę, Miya, musisz mi uwierzyć.

Przepchnęłam się obok niego i ruszyłam korytarzem. Nie zatrzymał mnie, ale poszedł za mną.

– Po co mi to mówisz? – zapytałam po dłuższej chwili ciszy.

– Nie chcę, żeby stało ci się coś złego – szepnął, wpatrując się w podłogę. – Chcę ci pomóc.

– Dlaczego miałabym ci wierzyć? – mruknęłam, wychodząc z budynku i skręcając ku stojącej osobno na terenie szkolnego kompleksu biblioteki.

Weszliśmy do środka. Wypożyczyłam kilka książek i zajęłam stojący w rogu czytelni stolik. Chris usiadł naprzeciwko mnie. Po pomieszczeniu porozrzucane były jedynie nieliczne osoby.

– On… zmusza cię do robienia różnych rzeczy wbrew twojej woli – cichy głos Chrisa był zaniepokojony i podenerwowany – a ty nie potrafisz mu się sprzeciwić. Wiesz, że tego nie chcesz, ale mimo to twoje ciało to robi, poddajesz mu się. Mam rację?

– Nie, nie masz – westchnęłam. – Na początku tak było, teraz nie może na mnie wpłynąć. Nie wiem dlaczego tego nie potrafi, ale był tym odkryciem zaskoczony.

– Nie potrafi? – zająknął się zdumiony chłopak.

– Nie – odpowiedziałam patrząc mu w oczy – dlatego mnie wczoraj po prostu fizycznie zgwałcił. Najwyraźniej każdy sposób jest dobry – odparłam chłodno, zadziwiając samą siebie zarówno własnym opanowaniem jak i tym, że w ogóle byłam w stanie to powiedzieć.

Na przystojnej twarzy Chrisa odmalował się żal i współczucie.

– Tak mi przykro Miya – wyszeptał, kładąc swoje ręce, na moich dłoniach. – Miałem cię pilnować i zawiodłem. Przegapiłem ten „moment” – westchnął.

Wyrwałam się, gwałtownie odsuwając do tyłu na krześle.

– Nie dotykaj mnie! – syknęłam. – Kim ty w ogóle jesteś? Czym on jest?

Chłopak skrzywił się, ale nie próbował przysunąć się ani odrobinę bliżej.

– Wyjaśnię ci. Odpowiem na każde twoje pytanie – obiecał. – Ale nie tutaj. Gdzieś, gdzie będziemy sami.

* * *

Mimo popołudniowej pory, w parku kręciło się sporo ludzi. Specjalnie wybrałam takie miejsce. Nie miałam zamiaru przebywać z Chrisem sam na sam, ale chciałam usłyszeć od niego odpowiedzi, które oferował. Usiedliśmy na jednej z pomalowanych na zielono, drewnianych ławek. Powiał chłodny wiatr, przed którym nie chroniły nawet rozłożyste drzewa, zwłaszcza, że w większości nie miały już liści. Ciaśniej otuliłam się płaszczem. Odniosłam wrażenie, że Chris chce się do mnie przysunąć. Nie zrobił tego jednak. Siedział na drugim końcu ławki, wpatrując się we mnie intensywnie, spojrzeniem niebieskich, jak ocean oczu. Milczeliśmy.

– Mów – zachęciłam go zniecierpliwiona.

Westchnął.

– Sądzę, że ciężko będzie ci w to uwierzyć…

– Nawet po tym, co już widziałam? – spytałam rozbawiona, bo został mi już tylko śmiech lub szaleństwo.

Przytaknął, ale nie skomentował.

– Ludzie mają niepełny obraz świata – zaczął. – W ogóle nie zdają sobie sprawy, co żyje tu poza nimi, a jest tego naprawdę wiele.

– Na przykład wy? – wtrąciłam z sarkazmem.

Ponowne skinął głową.

– Tyle, że „my” – westchnął kładąc na to słowo duży nacisk – a tacy jak Aron, to nie zupełnie to samo. – Obdarzył mnie ponurym spojrzeniem, kiedy pytająco uniosłam brwi. – Jestem jednym ze strażników – wyjaśnił spokojnie – bronimy ludzi. Dla demonów i innych tego typu istot, wasze życie nie ma najmniejszego znaczenia.

– Odniosłam wrażenie, że dla ciebie moje również – mruknęłam.

– Mylisz się – oznajmił stanowczo, tym razem przysuwając się bliżej.

Gwałtownie zerwałam się z ławki.

– Nie podchodź do mnie! – zażądałam.

– Przepraszam – wyszeptał, z powrotem odsuwając się na skraj zielonej ławki. – Usiądź proszę.

Usiadłam.

– Mów dalej.

– Oni mają w naszym świecie pewne ograniczenia. Większość z nich nie potrafi się w ogóle tutaj przedostać, a my walczymy z tymi, którzy próbują zabijać ludzi i niszczyć ten świat. – Podniósł na mnie wzrok. – Ponieważ im nie zależy, są od nas silniejsi. Dlatego Aron ze mną wygrał. Sporo swojej energii zużyłem na to, by postawić osłonę. Inaczej zniszczylibyśmy zapewne pół miasta i zginęłoby wielu niewinnych ludzi. Wykorzystałem cię – szepnął – ponieważ on ma pewną rzecz, broń, dzięki której będzie mógł otworzyć bramę i sprowadzić tutaj każdego, kto tylko będzie chciał. Wtedy rozpoczęłoby się piekło na Ziemi.

To rozbawiło mnie już do reszty.

– Więc sugerujesz, że chcesz ocalić świat? – spytałam, zastanawiając się w jakim stopniu jest zadufanym w sobie dupkiem.

Nie zaprotestował. W ogóle nic nie powiedział. Wpatrywał się tylko we mnie przez chwilę, jakby nad czymś rozmyślając.

– Muszę cię stąd zabrać – oznajmił. – Jest pewne miejsce, w którym będziesz bezpieczna, chociaż nie jestem pewien czy ci się spodoba. To klasztor. Jest chroniony silnymi zaklęciami. Tam nie będzie mógł cię tknąć.

Zamrugałam.

– Ty mówisz poważnie?

– Miya, proszę – spojrzał na mnie niemal błagalnie – on prędzej czy później zrobi ci krzywdę. Taka już jest ich natura.

Wzdrygnęłam się. Nie wiedziałam właściwie czy powinnam, ale wierzyłam Chrisowi. Poza tym miałam dowód na to, że mówi prawdę. Przynajmniej częściowo. Jego historia wiele wyjaśniała.

– Nie – oznajmiłam. – Zostanę.

– Miya…

– Nie – ucięłam natychmiast. – Jeżeli jest tak jak mówisz, to będziesz mnie potrzebował.

– Więc mi wierzysz? – upewnił się.

– Tego nie powiedziałam – mruknęłam, myśląc tylko o tym, by uwolnić się zarówno od Chrisa jak i Arona, zastanawiając się czy istniał na to jakikolwiek sposób.

XV

Nie chciałam wracać, nie miałam jednak również zamiaru przebywać w towarzystwie Chrisa dłużej, niż to absolutnie koniecznie, więc pożegnałam się zostawiając go w parku. Zaczęłam bez celu snuć się po mieście. Już od jakiegoś czasu było ciemno. Szłam przed siebie, właściwie niespecjalnie się rozglądając. Znalazłam się w jakiejś dzielnicy, której w ogóle nie znałam. Przyspieszyłam kroku. Z otwartego okna dotarły do mnie przekleństwa i krzyki. Starałam się iść jeszcze szybciej. Pragnęłam jedynie oddalić się od tego miejsca. Usłyszałam czyjeś kroki. Powtarzałam sobie w duchu, że nic mi nie grozi, wiedziałam jednak, że to kłamstwo. Nie zatrzymywałam się, ale szłam już tak szybko, że z trudem łapałam oddech. Nagle na kogoś wpadłam. Odskoczyłam. Ktoś złapał mnie za ramię. Usłyszałam westchnienie, jakby ulgi. Spojrzałam w górę, w szarozielone oczy.

– Nareszcie cię znalazłem – usłyszałam rozgniewany głos Arona. – Nigdy więcej nie puszczę cię na uczelnię! Co ci przyszło do głowy, żeby robić takie numery? Planowałaś uciec?

Przecząco pokręciłam głową, ku własnemu zdziwieniu, odczuwając prawdziwą ulgę, że to właśnie on.

– Nie. Chciałam się przejść.

 Przyciągnął mnie do siebie. Przytulił.

– Nie rób mi tego – jego głos był niewiele głośniejszy od szeptu. – Proszę.

Zaprowadził mnie do zaparkowanego kilka ulic dalej samochodu. Wróciliśmy razem do mieszkania. Posadził mnie na kanapie, a sam usiadł obok mnie. Wpatrywał się we mnie intensywnie.

– Miya, musimy porozmawiać – westchnął. – Naprawdę. Zrozum, ja…

W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi, przerywając mu w połowie zdania. Zaklął brzydko.

– Znikaj na górę – rozkazał. – I pod żadnym pozorem stamtąd nie schodź!

Posłuchałam. Uciekłam do pokoju, ale po chwili ciekawość zwyciężyła i usiadłam u szczytu schodów, skąd mogłam obserwować przez szpary salon, sama nie będąc widzianą. Na kanapie siedziała jakaś kobieta. Była przepiękna. Niczym modelka. Rude włosy ułożone miała w idealne pukle, a strój i makijaż świadczyły o tym, że nie brakuje jej pieniędzy. Aron usiadł tuż obok niej, a ja poczułam jak zalewa mnie niespodziewana fala zazdrości. Właściwie to było dużo gorsze. Czułam jak wszystko przewraca się w moim żołądku. Jakbym miała mdłości. Zdałam sobie sprawę, że z całej siły wbijam paznokcie we własną dłoń.

– Więc co z twoją zabaweczką? – spytała kobieta, a ja mogłabym przysiąc, że w jej głosie wyczułam urazę i zazdrość.

Roześmiał się.

– Robi to co powinna – oznajmił – czyli dostarcza mi przyjemności, ni mniej ni więcej.

– Pozbądź się jej – zamruczała – po co ci ona?

Przysunęła się jeszcze bliżej Arona. Uroczo wydęła pełne usta. Jej dłonie znalazły się na jego torsie. Palce zaczęły rozpinać guziki koszuli. Poczułam jak po policzkach spływają mi ciepłe łzy.

– Jesteś cudownie zazdrosna, Jen – odpowiedział tym swoim uwodzicielskim głosem, powoli, ale stanowczo odsuwając jej ręce. – Wszystko w swoim czasie.

– W końcu znudzi mi się czekanie – zagroziła.

Na jego usta wpełzł charakterystyczny, drwiący uśmieszek.

– Och, nie sądzę, Jennifer.

Zamruczała jak kotka. Pocałowała go, a on odwzajemnił jej pocałunek. Mimo nienawiści, jaką do niego żywiłam, czułam jak po kolei umierają fragmenty mojej duszy. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Ich pocałunek nie trwał długo. Po chwili kobieta wstała.

– Naciesz się nią ukochany, spełnij swoje chore zachcianki, a potem się jej pozbądź – zażyczyła sobie.

– Kiedy już otworzymy bramę, będziemy razem, tylko ty i ja Jen – kusząco wyszeptał obietnicę.

Nie mówił głośno, ale wyraźnie słyszałam każde jego słowo i każde było jak nóż wbity prosto w moje serce. Cholerny Chris miał rację! We wszystkim. Musiałam zaakceptować to, że mówił prawdę.

– Trzymam cię za słowo, ukochany – kobieta jeszcze raz dotknęła jego pokrytego lekkim zarostem policzka, posłała mu całusa, a potem wyszła z mieszkania.

Aron zamknął za nią drzwi, a potem oparł się o nie ciężko. Odetchnął. Skuliłam się pod ścianą, nie potrafiąc już powstrzymać płaczu. Usłyszałam kroki. Wbiegł do mnie po schodach. Oderwał mi dłonie od twarzy. Spojrzał w zalane łzami oczy.

– Miya… – na chwilę opuścił powieki. Potem znowu je podniósł, by patrzeć prosto na mnie. – Miya… – powtórzył cicho moje imię, a potem uklęknął na podłodze i przyciągnął mnie do siebie. Płakałam wtulona w jego tors, mocząc niedopiętą, czarną koszulę. Niczego nie wyjaśniał, nie tłumaczył się. Od razu przeszedł do rzeczy. – Kiedy to się skończy – usłyszałam jego stanowcze słowa – przyrzekam, że zabiję ją dla ciebie.

XVI

Leżałam na łóżku, na brzuchu, z twarzą wtuloną w poduszkę i chciałam, żeby on sobie wreszcie podszedł, ale najwyraźniej nie zamierzał tego zrobić. Miałam ochotę zostać sama, nie potrafiłam sobie poradzić z bólem, który czułam w środku, mimo, że wcale nie powinnam go czuć. Aron ani trochę nie pomagał podwijając moją bluzkę i przesuwając delikatnie dłonią po nagiej skórze, wzdłuż kręgosłupa. Podparty na łokciu wpatrywał się we mnie intensywnie, zdawało mi się, że z czymś walczy. Ponownie mnie zemdliło, kiedy przypomniałam sobie jak całował się z tamtą kobietą. Wyobraziłam ich sobie razem, w łóżku, a to było nie do zniesienia. Chłopak przesunął rękę na moje włosy. Odgarnął mi je z policzka. Podniosłam na niego wzrok, a on nachylił się by mnie pocałować. Gwałtownie odwróciłam głowę. Był wyraźnie skonsternowany.

– O co chodzi? – spytał bez przekonania.

– Już się dzisiaj całowałeś – wymknęło mi się mimowolnie.

Usłyszałam jak przeklina. Siłą odwrócił mnie ku sobie i zmusił bym na niego patrzyła.

– Posłuchaj – warknął na mnie rozeźlony – ona nic dla mnie nie znaczy. Nic – podkreślił stanowczo. – Natomiast ty jesteś dla mnie wszystkim. Czemu tego nie rozumiesz? – spytał coraz bardziej wściekłym głosem.

– Jestem twoją zabawką – prychnęłam, powtarzając słowa Jennifer, nie mając pojęcia, czemu go jeszcze bardziej drażnię.

Wzdrygnął się.

– Przecież wiesz, że to nieprawda – szepnął.

Roześmiałam się, tak bardzo miałam już dość.

– I udowodniłeś tą nieprawdę pieprząc się ze mną wbrew mojej woli? – spytałam ociekającym słodyczą głosem.

Zdziwiłam się uświadamiając sobie, że zabolały go te słowa. Przez chwilę zastanawiał się czy odpowiedzieć, aż w końcu się zdecydował.

– Musiałem to zrobić – oznajmił zrezygnowany. – Jennifer potrafi czytać w myślach ludzi, przynajmniej tych, których nie ukrywają. Jest mściwa i gdyby powodowała nią zazdrość, prawdopodobnie zrobiłaby ci krzywdę. W ten sposób udowodniłem jej, że nic dla mnie nie znaczysz.

– Pieprzysz się z nią zapewne również dla dobrej sprawy – wyrzuciłam z siebie z goryczą, a przed oczami wciąż stała mi jej piękna twarz.

To był błąd. Aron brutalnie chwycił mnie za nadgarstki. Przyszpilił do łóżka własnym ciałem. Leżałam pod nim z trudem chwytając powietrze. Pochylał się nade mną tak, że niemal dotykał swoją twarzą mojej twarzy. Jego oczy były ciemne niczym bezgwiezdna noc.

– Prędzej bym ją zabił niż poszedł z nią do łóżka – syknął wściekle. – Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, jak ja nienawidzę tej kobiety?

Ulga, która mnie zalała była nie do opisania. Poczułam się lekka niczym piórko.

– Miya, przepraszam, że cię ranię – szepnął już spokojnym głosem – mam zadania, które muszę wykonywać, jeżeli chcę być bezpieczny, jeżeli chcę, żebyś ty była bezpieczna – westchnął – a niestety jedno z nich polega na – przez chwilę szukał odpowiedniego słowa – uwodzeniu Jennifer – zakończył.

Oplotłam jego szyję ramionami, wplatając palce w rozwichrzone, brązowe włosy. Pocałowałam go. Przez chwilę odwzajemniał moje pocałunki, a potem uniósł się odrobinę. Spojrzał mi w oczy.

– Nigdy nie było i nigdy nie będzie żadnej innej dziewczyny – oznajmił cichym, ale stanowczym głosem. – Dla mnie istniejesz tylko ty.

Poczułam w środku niewytłumaczalne ciepło. Zapragnęłam go całą sobą. Cały świat przestał istnieć, kiedy położył się obok, a ja znalazłam się w jego ramionach.

XVII

Kiedy rano się obudziłam, Arona przy mnie nie było, a gdy nie czułam obecności chłopaka, nie działał również jego czar. Znów pojawiły się wątpliwości. Cokolwiek by nie mówił i kimkolwiek by nie był, jedno wiedziałam na pewno – nie był dobry. Może zło ma wiele odcieni szarości, ale Aron był przede wszystkim mordercą, drapieżnikiem i przebywanie w jego towarzystwie nigdy nie było bezpieczne. Do tego na uczelni Christopher bez przerwy starał się mi towarzyszyć i namawiał, żebym pozwoliła mu się ukryć. Dowiedziałam się wielu rzeczy zarówno o Aronie jak i o nim, ale nie miałam pojęcia w co i komu mogę wierzyć. Weszłam do mieszkania i od razu, instynktownie, wiedziałam już, że coś jest nie tak.

„Nie wchodź dalej!” usłyszałam w myślach stanowczy, desperacki rozkaz. „Uciekaj stąd!”

Było już jednak za późno. Drzwi zatrzasnęły się za mną z głuchym hukiem. Jakaś siła zaczęła mnie ciągnąć w kierunku salonu. Nie potrafiłam się jej oprzeć. Rozparty na kanapie siedział mężczyzna. Przyglądał mi się z zainteresowaniem. Miał ciało modela reklamującego sportową odzież. Nieco przydługie, jasne włosy, były niesfornie ułożone, ale sprawiały wrażenie takich, jak jedna z tych fryzur dla których trzeba spędzić przynajmniej godzinę przed lustrem. Wyglądał na starszego ode mnie i Arona. Musiał mieć około trzydziestu lat, na pewno nie mniej, ale i nie więcej. Jego chłodne, niebieskie oczy patrzyły na mnie oceniając. Przekrzywił głowę, niczym polujący ptak, a ja bezwiednie powędrowałam za jego spojrzeniem. Gwałtownie cofnęłam się o krok. Na podłodze, w kącie, klęczał Aron. Dopiero teraz go zauważyłam. Był nagi od pasa w górę, a cały jego tors i plecy pokrywały czerwone, w niektórych miejscach ciągle krwawiące, pręgi. Twarz miał ściągniętą i bladą, a ja wyraźnie czułam, że się bał.

– Może nas sobie przedstawisz? – zwrócił się do niego mężczyzna.

Mówił łagodnym, leniwie brzmiącym głosem, osoby, która ma absolutną władzę nad wszystkimi.

– To nikt ważny – odezwał się cicho Aron, nie podnosząc na mnie wbitego w podłogę wzroku.

– Ja to ocenię – oznajmił tamten.

Rozsądek podpowiadał mi, żeby uciekać, ale ja nie czułam strachu. Mój umysł okrywała znajoma już, lekka mgiełka. Poczułam nieodpartą potrzebę, żeby coś powiedzieć – cokolwiek.

– Jestem Miya – przedstawiłam się mężczyźnie – mieszkam tutaj – wyjaśniłam.

– Mieszkasz? – spytał nieco rozbawiony.

Przytaknęłam.

– Tak, mam na górze swój pokój.

Wyglądał na rozbawionego. Jego uśmiech był czarujący, śnieżnobiałe zęby również.

– Mów mi Raviel – przedstawił się uprzejmie. – Podejdź tu do mnie – odezwał się z lekkim tylko naciskiem.

Bezwiednie go posłuchałam.

– Nie! – Aron gwałtownie zaprotestował. – Nie mieszkaj jej do tego.

– W którym momencie pozwoliłem ci się odezwać? – zapytał go ciągle tonem uprzejmiej pogawędki Raviel. – Zamordowałeś łączniczkę, która była całkowicie pod twoim urokiem. Wydobyć od niej zaklęcie było rzeczą tak prosta, jak odebranie dziecku cukierka. Ty jednak stwierdziłeś, że wolisz ją zabić. Od tej pory nie masz prawa głosu, chyba, że wreszcie zechcesz mi wytłumaczyć dlaczego tak postąpiłeś.

Mężczyzna mówił spokojnym, racjonalnym tonem, jakby tłumaczył coś niegrzecznemu dziecku. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że ktoś mógłby w ten sposób zwracać się do Arona.

– Proszę, pozwól jej odejść – powtórzył cicho chłopak.

– Odpowiedz na pytanie – tym razem ton Raviela był o nutę ostrzejszy, a klęczący na podłodze Aron wzdrygnął się, jakby przez jego ciało przeszła fala bólu.

W dalszym ciągu jednak patrzył podłogę. Drżał. To przerażało mnie bardziej, niż cokolwiek innego.

– Nie powiedziałaby mi nic więcej, chciała czego innego – skrzywił się chłopak.

W oczach Raviela dostrzegłam groźbę.

– Popraw mnie, jeżeli się mylę – powiedział. – Uznałeś, że lepiej ją zabić od razu, ponieważ seks z ładną dziewczyną, to kara, której nie zniesiesz? – mimo, że jego głos się nie zmienił, w tonie brzmiała teraz wrogość i pogarda. – Tak niewiele było trzeba, żebyś poznał te przeklęte wersy!

– Zdenerwowała mnie – szepnął Aron.

Mężczyzna spojrzał na niego z kpiącym uśmiechem.

– To cię nie usprawiedliwia – osądził – ty denerwujesz mnie, a ciągle jeszcze żyjesz. To się nazywa pragmatyzm. – Potem wzrok skierował na mnie. – Ciekawi mnie co jest w tobie takiego nadzwyczajnego – oznajmił z drwiną. – Chętnie sobie ciebie obejrzę. Rozbierz się.

W jego słowach wyczuwałam nacisk. Coś zmuszało mnie by wykonać jego polecenie. Zobaczyłam przerażoną, pobladłą twarz Arona i zmusiłam się do tego, żeby z tym walczyć. Zdałam sobie sprawę, że się cofam, jednocześnie uwalniając spod wpływu Raviela. Stałam teraz pod oknem, a mój umysł ponownie był jasny. Zalała mnie fala lodowatego strachu.

– Nie – wyszeptałam.

Mężczyzna patrzył na mnie zaskoczonym wzrokiem. W jednej chwili zerwał się z kanapy i znalazł przy mnie.

– Jak to zrobiłaś? – spytał rozgniewany.

Nie odpowiedziałam. Moje serce pędziło jak oszalałe.

– Ciekawe – mruknął już spokojnym głosem. – Nie ważne, istnieją też inne sposoby. Chciałbym, żebyś się rozebrała – rozkazał chłodnym tonem.

Z trudem przełknęłam ślinę, ale nie wykonałam żadnego ruchu. Twarz Raviela była nic nie wyrażającą maską. Z powrotem rozsiadł się na kanapie. Aron zgiął się w pół. Jęknął. Oddech chłopaka gwałtownie przyspieszył, a on sam zwinął się na podłodze w pozycji embrionalnej. Patrzyłam oniemiała, jak walczy z niewidzialnym bólem. Po chwili zaczął krzyczeć. Poczułam  jak po policzkach spływają mi łzy. Nie mogłam znieść patrzenia na to, jak chłopak cierpi. Rozpięłam bluzę. Aron rozluźnił się, ale jego oddech był szybki i płytki. Nie wstawał.

– Możemy się bawić w ten sposób jak długo zechcesz – uśmiechnął się Raviel.

Powoli zdjęłam z siebie spodnie. Po chwili już stałam przed nim w samej tylko bieliźnie.

– To też – ponaglił.

Nie miałam już dalej gdzie się wycofać. Oparłam się o parapet, przecząco kręcąc głową. Aron znowu krzyknął. Rozpięłam stanik, zasłaniając piersi włosami. Zsunęłam majtki. Raviel wstał.

– Nie będziesz mi już potrzebny – zwrócił się do Arona.

Chłopak z trudem wstał, a potem nie oglądając się za siebie ruszył schodami na górę. Poczułam się zdradzona. Nie miałam pojęcia na co liczyłam, ale Aron w żaden, nawet najmniejszy sposób nie zaprotestował przeciwko temu, co się dzieje. Po moich policzkach płynęło coraz więcej łez. Raviel podszedł bliżej, odsunął mnie od okna i stanął za mną. Jego dłoń znalazła się na mojej piersi. W odruchu desperacji ugryzłam go w rękę, odskakując jak najdalej.

– Pożałujesz tego – zamruczał wyraźnie zadowolony, że próbowałam walczyć.

Chwycił mnie za ramię i przyciągnął do siebie z powrotem. Usiadł przekładając mnie sobie przez kolano. Potem zaczął wymierzać mocne klapsy. Szarpnęłam się, ale rozbawiony jedynie przytrzymał mnie mocniej. Łzy bólu i upokorzenia spływały po mojej twarzy. Teraz już otwarcie płakałam, w duchu przeklinając nie tylko Raviela, ale i Arona.

***

Kiedy mnie wreszcie puścił, drżąca skuliłam się na kanapie. Od mocnych uderzeń pośladki piekły mnie żywym ogniem. Czułam się jak skarcone dziecko, tylko gorzej, ponieważ Raviel był znacznie silniejszy i bardziej brutalny od jakiegokolwiek rodzica. Zbliżył się, łagodnie dotykając mojego policzka, a potem linii moich ust. W jego oczach widziałam perwersyjną przyjemność. Przesunął dłoń na moje piersi, a ja tym razem bałam się choćby drgnąć, a co dopiero zaprotestować. Drugą ręką rozchylił mi nogi, przesunął palcami po moim czułym miejscu, patrząc prosto w moje przerażone oczy. Uśmiechnął się wyraźnie usatysfakcjonowany.

– Pamiętaj, że jeszcze z tobą nie skończyłem – oznajmił niemal czule, a potem jak gdyby nigdy nic zostawił mnie i wyszedł z mieszkania.

Kiedy wreszcie uspokoiłam oddech i powstrzymałam łzy, na sztywnych nogach wstałam z kanapy. Przynajmniej mnie nie zgwałcił… tym razem… czy powinnam być za to wdzięczna? Weszłam na górę. Chwyciłam z wieszaka w łazience szlafrok i otuliłam się nim szczelnie. Otworzyłam drzwi do pokoju Arona. Siedział skulony pod ścianą, ramionami obejmując kolana. W ścianie, w nieregularnych odstępach, pojawiły się ciemne dziury. Na dłoniach chłopaka zobaczyłam krew. Kiedy zdał sobie sprawę, że weszłam do pokoju natychmiast zerwał się z ziemi. Obejrzał mnie uważnie, a potem odetchnął z ulgą. Próbowałam się od niego odsunąć, ale nie pozwolił mi na to.

– To moja wina – powiedział cicho – wiem. Nie spodziewałem się, że aż tak wkurzę Raviela. Powinienem był zrobić to co do mnie należało – przyznał nie patrząc mi w oczy.

Byłam upokorzona, wściekła i było mi wszystko jedno.

– Nawet nie próbowałeś mnie bronić! – oskarżyłam go, odpychając od siebie.

– A co by to dało? – zapytał z przekąsem. – Chyba tyle, że na złość mnie potraktowałby cię jeszcze gorzej.

Dupek! Wybiegłam z pokoju, a on nie poszedł za mną. Dlaczego musiał mnie w to wszystko wmieszać?! Pieprzony egoista! Rzuciłam się na łóżko. Wiedziałam, że będę musiała spać na brzuchu, bo za bardzo bolały mnie pośladki, na jakąkolwiek inną pozycję. Moje życie zawsze było paskudne, ale kiedy zagościł w nim Aron, z dnia na dzień przemieniło się w prawdziwy koszmar.

 XVIII

Obudziłam się niewyspana i obolała. Mimo tego, nie zamierzałam opuszczać zajęć na uczelni. Wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam do kuchni. Kiedy nasypywałam do miski płatków, poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu ramionami. Zdrętwiałam. Przerażenie odebrało mi oddech. To nie był Aron.

– Dobrze spałaś? – usłyszałam cichy szept Raviela tuż przy moim uchu.

Wyrwałam się z jego objęć. Roześmiał się. Bawił się ze mną jak objedzony kot ze swoją ofiarą. Zdawałam sobie sprawę, że mi nie odpuści. Instynkt podpowiadał mi, że będzie mnie dręczył, dopóki się tym nie znudzi, potem prawdopodobnie mnie zabije.

– Nie chcę się spóźnić na zajęcia – oznajmiłam ignorując śniadanie.

Wyczuwał moje przerażenie. Ruszyłam w kierunku drzwi, odprowadzana jego rozbawionym śmiechem. Odetchnęłam dopiero na szkolnym korytarzu. Kiedy jednak natknęłam się na Anę i Karoline znowu poczułam niepokój. Christopher stał pod oknem pogodnie dyskutując z moimi przyjaciółkami. To nie mogło wróżyć nic dobrego.

– O! jesteś! Doskonale! – kiedy podeszłam objął mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko, uroczo, niczym mały chłopiec.

– Miya, ale nas zaskoczyłaś – oznajmiła radośnie Ana – dzięki za zaproszenie. Jesteś cudowną przyjaciółką!

Spojrzałam na nie zbita z tropu. Poczułam jak ramię Chrisa mocniej zaciska się wokół moich pleców.

– Przepraszam was na chwilę, mamy coś do omówienia z Miyą – oznajmił ciągle tym samym swobodnym, luzackim tonem, a potem odprowadził mnie kawałek, aż skręciliśmy w pustą wnękę przy zepsutej windzie.

Dopiero wtedy odepchnęłam go od siebie.

– Co znowu?! – warknęłam czując ogarniającą mnie coraz bardziej bezradność.

Uśmiech nie schodził mu z twarzy.

– Dzisiaj po zajęcia, żeby nie wzbudzać podejrzeń, jedziemy do domku nad morzem – wyjaśnił. – Żebyś nie mogła mi odmówić, zaprosiłem w twoim imieniu Anę i Karoline. Powiedziałem im również, że jestem teraz twoim chłopakiem, wolałbym, żebyś nie wyprowadzała ich z błędu.

Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. I nagle znów zaczęłam się go bać.

– Zwariowałeś! – oznajmiłam, bo nic więcej nie przeszłoby mi przez gardło.

– Nie, nie zwariowałem – teraz już się nie uśmiechał, a jego słowa były ostre i zimne. – Za to ty tak! Jesteś słaba i bezbronna, a wystawiasz się bezsensownie na grożące ci niebezpieczeństwo. Wcześniej to był twój własny wybór i nie mogłem ci tego zabronić. Sytuacja się zmieniła i zrobię wszystko, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo, nawet wbrew twojej woli.

Wzdrygnęłam się na te słowa. Wiedziałam jednak, że nie mam z nim najmniejszych szans.

– Więc co zamierzasz? – zapytałam zrezygnowana.

Uspokoił się, wyraźnie zaskoczony i nieufny z powodu, że tak łatwo się poddałam.

– Miya, nie działam ci na złość – westchnął. – Naprawdę chcę cię chronić. W mieście pojawiła się pewna istota… ktoś znacznie groźniejszy od Arona. Jeżeli uzna, że mu przeszkadzasz, po prostu się ciebie pozbędzie.

Zdziwiło mnie jak dobrze poinformowany jest Chris o tym co robią jego wrogowie.

– Chodzi ci o Raviela? – spytałam nie kryjąc ciekawości.

Niemal podskoczył słysząc to imię.

– Skąd wiesz?! – warknął na mnie.

– Poznałam go – oznajmiłam dziecinnie zadowolona z tego, że go zaskoczyłam.

– W takim razie dziwię się, że jeszcze żyjesz – oznajmił śmiertelnie poważnym tonem.

Poczułam na ramionach gęsią skórkę.

–  Nie było to przyjemne spotkanie – przyznałam krzywiąc się na wspomnienie wczorajszego wieczoru. – Postanowił się mną pobawić.

– Jest tak pewny siebie, że nie spieszy mu się z usuwaniem przeszkód – mruknął jakby do siebie Chris – to dobrze, działa to na naszą korzyść.

– Więc jestem przeszkodą? – zaczęłam zaczepnym tonem.

Znów się uśmiechnął, a ja na widok tego uśmiechu, ku własnemu zdumieniu, poczułam prawdziwą ulgę.

– Niezbyt istotną, ale tak, zdecydowanie przeszkodą – przyznał.

Uderzyłam go w ramię. Naturalnym gestem przyciągnął mnie do siebie, oplatając ramionami. Nie próbowałam się wyrywać, zbyt zaskoczona tym co zrobił.

– Więc jak? – zapytał. – Zostaniesz moją dziewczyną?

W jego oczach płonęły psotne iskierki.

– Jesteś pewien tego co robisz? – spytałam poważnie. – Nie narażasz moich przyjaciółek na niepotrzebne niebezpieczeństwo?

– Nie martw się Miya – pogładził mnie po policzku. – Dopóki Raviel jest w pobliżu, zostanę z tobą i obiecuję ci, że nie będę sam. Przy nas nic wam nie grozi, żadnej z was.

XIX

Po zajęciach wsiedliśmy do srebrnego, terenowego samochodu. Zarówno Ana jak i Karoline były bardzo podekscytowane, a ich entuzjazm jeszcze się powiększył, gdy po drodze do samochodu wsiadło dwóch nieziemsko przystojnych chłopaków – jeden był blondynem tak jak Chris, drugi natomiast miał krótko ścięte, kasztanowe włosy i wyglądał jak wyśniony ideał Any. Skrzywiłam się na myśl o tym kim są, ale nie zamierzałam psuć dziewczynom zabawy – przynajmniej tak długo, jak długo Chris będzie grał fair wobec mnie. Zresztą poza bezsensownym awanturowaniem się i mówieniem rzeczy w które i tak nikt przy zdrowych zmysłach nigdy nie uwierzy, co innego mogłam zrobić? Po niemal trzech godzinach dojechaliśmy na miejsce. Domek nad morzem, dobre sobie. Miejsce w którym się znaleźliśmy, to nawet nie była willa, a okazała rezydencja. Nasi gospodarze zachowywali się zupełnie tak, jakbyśmy przyjechali tutaj tylko i wyłącznie po to, żeby się dobrze bawić. Kiedy zwiedziłyśmy dom i wybrałyśmy sobie sypialnie, poszliśmy wszyscy razem pospacerować brzegiem morza. Później był mocno nakrapiany grill. Wino było tak smaczne, że tym razem upiłam się z przyjemnością. Nie miałam najmniejszej ochoty o niczym myśleć, ani niczego pamiętać.

***

Obudziłam się. Poczułam, że obejmują mnie czyjeś ramiona. Mruknęłam cicho, wtulając się bardziej w leżącego za moimi plecami chłopaka. Zaraz? Czemu ja z nim śpię? Przecież byłam na niego wściekła! Potem zdałam sobie sprawę z czegoś jeszcze. To nie Aron leżał ze mną w łóżku. Chris! Otworzyłam oczy. Przyglądał mi się z rozanielonym uśmiechem. Wróciły wspomnienia. Wino, śmiech, taniec. Całowaliśmy się. Na plaży. Tego byłam pewna. A teraz leżę z nim w łóżku… Najgorsze było jednak to, że czułam wyrzuty sumienia. Zupełnie jakbym zdradzała Arona, mimo, że tak naprawdę w żadnej kwestii dotyczącej jego osoby nie dawał mi wyboru. Więc skąd to paskudne odczucie? Ręka Christophera przesunęła się po moim brzuchu na nagie piersi. Spróbowałam się od niego odsunąć. Nie pozwolił mi, przyciągając do siebie bardziej. Zaczął całkować mój kark.

– O co chodzi, nie podobało ci się ze mną? – zamruczał.

– Chris, puść mnie – poprosiłam.

Westchnął, ale posłuchał.

– Zdecydowanie jesteś milsza, jak jesteś pijana – stwierdził.

Usiadłam i zdałam sobie sprawę, że leżałam przy nim zupełnie naga. Zarumieniona naciągnęłam na siebie kołdrę. Śmiał się. Pocałował mnie w usta, a potem zostawił samą w pokoju. Odetchnęłam głęboko, zadając sobie w myślach pytanie, w co ja się najlepszego wpakowałam.

***

Stałam pod prysznicem. Ciepła woda wyganiała ze mnie ponure myśli. Przymknęłam oczy, rozkoszując się spadającymi na mnie z prysznica strugami. Nagle poczułam silne uczucia, rozczarowanie, wściekłość, zazdrość. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, ze nie są moje. Znalazłam się gdzie indziej. Stałam pod prysznicem, na moje plecy lała się ciepła woda, a jednocześnie wcale mnie tam nie było. Byłam w dużym pokoju – doszczętnie zdemolowanym. Poznawałam go. Na środku bałaganu, potłuczonej porcelany, szkła z rozbitych szyb, połamanych mebli, powyrywanych kartek stał Aron. Trzymał coś w ręce. Gwałtownie rzucił tym o ścianę. Zanim zdążyłam rozpoznać kształt, rozbiło się na setki małych kawałków. Teraz zobaczyłam obraz z innej perspektywy. W progu stał Chris. Śmiał się. Na jego przystojnej twarzy widziałam taką podłość i drwinę, jakiej nigdy nie spodziewałabym się tam zobaczyć.

– Och, aż tak cię boli, że twoja „zabaweczka” nie należy już do ciebie? – szydził.

– Wynoś się! – warknął Aron.

Christopher przeczesał palcami jasne, nieco przydługie włosy. Znów się roześmiał.

– Wierz mi, z prawdziwą przyjemnością sobie pójdę – oznajmił – w końcu ktoś na mnie czeka – dodał z naciskiem, ciągle rozbawiony. – I pomyśleć, że to dzięki tobie ją mam. Gdyby tak bardzo nie zależało ci na chronieniu jej przed Ravielem, nigdy nie poprosiłbyś mnie o pomoc.

Ból, który zobaczyłam w oczach Arona był nie do zniesienia.

– Wolę, żeby była z tobą dobrowolnie, niż żeby on ją krzywdził – szepnął z goryczą.

– Oczywiście bracie i to właśnie tak bardzo mnie bawi – zamruczał w odpowiedzi Chris. – Ona jest nikim – stwierdził. – Jak to się stało, że tyle dla ciebie znaczy?

– Nigdy tego nie zrozumiesz.

Christopher spojrzał na niego z drwiącym uśmieszkiem, tak bardzo nie pasującym do jego anielskiej twarzy.

– Prawdopodobnie nie – przyznał obojętnie. – W takim razie interesy.

– Raviel przywoła bramę podczas najbliższej pełni księżyca. Nie ważne czy będzie znał zaklęcie czy nie.

Do tej pory rozbawiony chłopak natychmiast spoważniał.

– Ryzykowne – stwierdził ponuro.

Aron skinął głowa.

– Jeżeli mu się jednak uda, to oznacza koniec takiego świata jaki znamy. Rozpęta się piekło na Ziemi.

– Więc nie możemy na to pozwolić – oznajmił Chris poważnie, a potem odwrócił się i wyszedł z pokoju.

Aron został sam. Dopiero wtedy jego ramiona zadrżały. Gniew zmienił się w bezbrzeżny smutek i rozczarowanie. Sprawiał wrażenie kogoś, kto nie ma już po co żyć.

XX

W jakiś sposób wiedziałam, że moja wizja była prawdą. Nie miałam pojęcia w co wierzyć, a w co nie. Christian mnie okłamywał, to było dla mnie jasne. Jednak czy jego jedyną motywacją było skrzywdzenie w jakiś sposób Arona? Dołączyłam do jedzących śniadanie Karoline i Any. Obie miały świetny nastrój. Po wieczorze spędzonym w towarzystwie Davida i Michaela były w nich zakochane. Chwilę później pojawił się Chris. Objął mnie od tyłu ramionami i delikatnie pocałował w policzek. Z trudem powstrzymałam odruch odepchnięcia chłopaka. Zdawałam sobie sprawę, że najrozsądniej będzie grać w jego grę, cokolwiek bym na jego temat nie uważała. Po śniadaniu poszliśmy na plażę. Tylko we dwoje. Mimo mojej wyraźnej niechęci, Chrisowi udało się to jakoś zaaranżować. Miałam tego serdecznie dość i tak naprawdę pragnęłam dowiedzieć się tylko tego, czego on ode mnie jeszcze chce. Szliśmy brzegiem morza, a ja w milczeniu słuchałam jego opowieści. Na wydmach, przy wejściu na teren posiadłości, ujrzałam ciemny kształt. Nagle serce mi zamarło, a potem puściło się szalonym pędem. To nie był strach. Mimo oddalenia, byłam pewna, że to on. Aron również mnie zauważył, wiedział, że patrzę prosto na niego.

„Nie zdradź mnie, proszę.” Usłyszałam jego myśl.

Nie miałam pojęcia czemu, ale to właśnie jemu zaufałam, nie Chrisowi. Kiedy blondyn odwracał się w jego stronę, zarzuciłam mu ręce na szyję. Pocałowałam w usta, popychając na piasek. To natychmiast odwróciło jego uwagę. Położył się, a ja usiadłam na nim okrakiem. Dłonie chłopaka powędrowały na moje biodra. Przyciągnął mnie do siebie i całował. Gorliwie, namiętnie. Poczułam w myślach ból, ostry i nagły. Nie był mój. Podniosłam wzrok, ale ciemna sylwetka Aarona zdążyła już zniknąć. Zerwałam się na równe nogi. Christian chwycił mnie za nadgarstki i przyciągnął bliżej siebie.

– O co chodzi? – zamruczał.

– Nic – szepnęłam, spuszczając wzrok, żeby nie odkrył, że kłamię. – Nie czuję się z tym… w porządku – zaryzykowałam, nie potrafiąc wymyśleć na poczekaniu nic lepszego.

– Z czym? – zapytał wprost.

– Z uczuciem do ciebie – skłamałam.

– Eh, Miya – westchnął, przyciągając mnie tak, że teraz wtulałam twarz w jego elegancką koszulkę polo – to jest w porządku – wyszeptał wyraźnie zadowolony. – Jak najbardziej w porządku.

Puścił mnie i w milczeniu przeszliśmy jeszcze kawałek, a ja byłam mu naprawdę wdzięczna, że nie drąży tego dalej. Nagle na plaży pociemniało. To już nie był dzień. To była noc. Huk wzburzonych porywistym wiatrem fal przerażał. Chris objął mnie ramieniem i poprowadził w głąb plaży.

– Co do cholery?! – zapytał przekrzykując szum wiatru, ale odpowiedziała mu tylko nabierająca na sile wichura. Usłyszałam wydobywającą się z jego ust wiązankę przekleństw. – Uciekaj do domu! – rozkazał. – Ochronię cię!

Podbiegłam kawałek, a potem się zatrzymałam. Christian urósł. Na jego plecach pojawiły się białe, olbrzymie skrzydła. Był tak piękny, że zaparło mi dech, znacznie wspanialszy niż to zapamiętałam. Potem zobaczyłam również odległe, unoszące się nad domem postacie. W czarnoskrzydłym demonie rozpoznałam Arona, a w dwóch, przywodzących na myśl anioły sylwetkach, Davida i Michaela. W dłoniach dzierżyli płonące miecze. Walczyli. Widziałam jak zbliżają się w naszym kierunku, to wyglądało tak, jakby Aron specjalnie ich tutaj prowadził. Kiedy Chris dołączył do towarzyszy, było już trzech na jednego. Nie rozumiałam co on chciał osiągnąć, walcząc w ten sposób. Gardło ścisnął mi strach. Nie bałam się burzy ani ciemności. Przerażało mnie to, że mogą skrzywdzić Aarona. W jednej chwili wszystko ucichło, wiatr ustał, morze się uspokoiło, a oni, ze sporej wysokości, opadli na piasek. Christian pozbierał się pierwszy i stanął, opiekuńczo zasłaniając mnie sobą.

„Uciekaj!!!” usłyszałam rozpaczliwy rozkaz, podnoszącego się z ziemi Aarona, ale było już za późno. Na plaży, tuż przed nami, pojawił się Raviel.

***

Wydawał się być opanowany i chłodny, a mimo to wyglądał na nieco rozbawionego. Stał tam, niewzruszony, podczas tej nienaturalnej ciszy, która sprawiała wrażenie zupełnie takiej samej, jak w oku cyklonu. Potem jakaś siła odepchnęła mnie w tył. W tym samym momencie David i Michael rzucili się na Raviela. Aron, ponownie jako człowiek, odsunął się z zaciśniętą szczęką.

– Stójcie! – wrzasnął na nich Chris, ale nie posłuchali, mimo rozpaczliwego rozkazu, który brzmiał w jego głosie.

Również w ludzkiej postaci, podbiegł do mnie, zasłaniając mnie sobą. Oślepił nas blask. Wybuch światła. W ten właśnie sposób powstawać mogły gwiazdy. Trwało to ułamek sekundy, a potem na ziemię opadły zwęglone pióra… i nic więcej.

„Przepraszam” usłyszałam smutną myśl „chciałem cię stąd zabrać, ale nie zdążyłem”.

Spojrzałam na niego mimo wszystko, odrobinę zaskoczona, ale w tym momencie mój wzrok przyciągnęła jasna łuna. To płonął dom, willa przy plaży. Odruchowo zerwałam się do biegu, ale Chris mnie stanowczo przytrzymał.

„Nic im nie będzie, zabrałem stamtąd twoje przyjaciółki” Aron posłał mi ponury uśmiech „to po nie tam poszedłem, wiedziałem, że się nie ruszysz bez nich”.

Raviel przez chwilę przypatrywał się nam bez słowa, a potem karcąco spojrzał na Arona.

– Dlaczego? Czemu tak bardzo zależy ci na tym, żeby ocalić ten świat? – spytał. – To jej wina, prawda? – odpowiedział sam sobie, ponieważ chłopak jedynie milczał.

Aron zgiął się w pół, powalony jakąś niewidzialną siłą. Opadł na piasek. Zmusiłam się, żeby stać w miejscu, żeby do niego nie podbiec, wyrywając się Chrisowi.

– Odejdź stąd, to teren strażników – odezwał się cicho blondyn, ciągle stanowczo trzymając rękę na moim ramieniu.

– Przyszedłem tylko po moją własność – zadrwił Raviel, ogarniając mnie pogardliwym spojrzeniem. – Oddaj mi dziewczynę, a odejdę.

Zdziwiło mnie samą, gdy śmiało spojrzałam mu w oczy. I natychmiast przyszło do mnie zrozumienie. To była gra, a ja wreszcie zrozumiałam jej zasady. Poczułam, jakbym wniknęła wewnątrz Raviela i poznałam jedyną rzecz, dzięki której mógł zmienić zdanie. Wiedziałam co powiedzieć, by uniknąć krwawej masakry.

– Nie należę do ciebie – odpowiedziałam spokojnie.

– Ależ owszem, należysz – oznajmił stanowczo. – W takim samym stopniu jak Aron.

Patrzyłam na niego odważnie, jednocześnie chwytając ciepłą rękę Chrisa.

– Kocham Christiana i należę do jego świata, nie do twojego, a z Aronem nic mnie nie łączy. On jest potworem i mordercą, tak samo jak ty.

Blondyn objął mnie ramieniem, przytulił do siebie. Poczułam ból, był okropny i rozrywał całą moją duszę. Nie miałam odwagi, by choćby spojrzeć na Arona.

„Proszę, błagam, powiedz, że to nieprawda” dotarło do mnie nieme błaganie, które z trudem zignorowałam.

Raviel się śmiał. Wyglądał na naprawdę zadowolonego, wręcz zachwyconego sytuacją.

– Skoro tak, to nic tu po mnie – odpowiedział drwiąco uśmiechnięty.

Wszystko w jednym momencie ożyło, a on zniknął, zabierając ze sobą Aarona. Pozostały po nich jedynie ślady na piasku. W błękitnych oczach Chrisa iskrzyło się zwycięstwo. Jasna, rozwiewana nadmorskim wiatrem grzywka, niesfornie opadała mu na twarz. Był szczęśliwy i wyglądał tak cudownie jak nigdy dotąd. Znowu zaczęłam się go bać. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że on, ta istota, nie ma ludzkich uczuć, bo gdyby je miał, rozpaczałby teraz nad śmiercią przyjaciół. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo i pocałował. Odepchnęłam go z całej siły. Patrzył na mnie zaskoczony, wyraźnie nie rozumiejąc.

– Odczep się ode mnie! – syknęłam wściekle.

– Ale przecież powiedziałaś, że mnie kochasz… – odezwał się niepewnie, co w jego ustach brzmiało naprawdę dziwnie.

Zmusiłam się do uśmiechu.

– Kłamałam – stwierdziłam lekkim tonem – czasami jestem w tym niemal tak samo dobra, jak ty.

XX

Wyglądało na to, że Christian sam nie wie czy jest zły czy rozbawiony. Wyraźnie cieszył się zwycięstwem, a jednocześnie nie potrafił pojąć mojego zachowania. Śmierć towarzyszy skwitował zdaniem, że wiedzieli co ich czeka. Wściekły był natomiast na to, że nie jestem w nim po uszy zakochana. Nie potrafił tego zrozumieć. Ja natomiast nie rozumiałam zupełnie czego innego.

– Czemu chronisz ludzi? – zapytałam gdy zmęczeni siedzieliśmy na schodach prowadzących ku plaży. – Przecież nie zależy ci na nich. Są niczym. Dlaczego nie odpuścisz?

Spojrzał na mnie poirytowany.

– Takie mam zadanie – wyjaśnił ponuro. – I to nie w tym rzecz, że wami gardzę. Po prostu wy macie to wszystko, co ja chciałbym mieć. Nie znam waszych uczuć, nie troszczę się o was. To jest jak przymus. Żyję po to, żeby chronić ten świat. Zazdroszczę nawet Aronowi, tego, że ma na twoim punkcie obsesję. I to taką, że wolał cię stracić niż pozwolić, żebyś znalazła się w niebezpieczeństwie. Jest idiotą, skoro naraził się dla ciebie Ravielowi. Nie rozumiem tego, a jednocześnie mu zazdroszczę. – Spojrzał mi w oczy. – Miya, on cię nie kocha, on również nie jest zdolny do wyższych uczuć.

– A czego ty ode mnie chciałeś? – spytałam zmieniając ten niewygodny temat.

Kopnął butem jakiś kamyk.

– Miałem nadzieję, że mnie pokochasz, tak szczerze i naprawdę, a wtedy może i ja coś poczuję – mruknął, spuszczając wzrok.

Skrzywiłam się nieznacznie. Nie był zawstydzony tym co zrobił, był zawiedziony, że mu się nie udało.

– Co zrobimy teraz? – zapytałam otwarcie.

Wzruszył ramionami.

– Nie dopuścimy do otwarcia bramy.

***

Morze skąpane było we krwi. Księżyc w pełni oświetlał szkarłatną wodę. Drżałam. To, co widziałam, napawało mnie przerażeniem. Poczułam na ramieniu rękę Chrisa, ale wcale nie zrobiłam się dzięki temu spokojniejsza. Na plaży było kilkadziesiąt nagich, otumanionych czymś kobiet, a wśród nich stał Raviel, podrzynając im gardła – jednej po drugiej. One posłusznie czekały na rzeź. Mój towarzysz wyraźnie mi powiedział, że gdyby mnie nie zabrał, byłabym jedną z nich. Chciał, żebym była mu wdzięczna, tyle, że to wcale nie była jego zasługa. To Aron chciał mnie ochronić, nie on. Christian chciał się tylko na nim zemścić, za to, kim był i przede wszystkim za to, że cokolwiek czuł. Śmierć tych kobiet była przerażająca i bezsensowna. Nie mogłam znieść czekania, ale Chris twierdził, że musimy czekać. Mówił, że jedyną szansą na pozbycie się Raviela jest wepchnięcie go przez otwartą już bramę, a potem zapieczętowanie jej ponownie. Jeżeli się nie uda, miała się pojawić Armia, która zdaniem chłopaka, zniszczyłaby całe wybrzeże, w walce ze zbyt potężnym przeciwnikiem. Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam, widziałam jedynie morze skąpane we krwi. Tylko, że… nie! Miałam ochotę krzyczeć, ale tylko stałam zaciskając pięści. Na plaży pojawił się ciemny kształt. Natychmiast rozpoznałam drugą postać Arona. W dłoniach dzierżył olbrzymi, czarny miecz. Chris na wszelki wypadek przyciągnął mnie do siebie i zatkał mi dłonią usta. Bezskutecznie próbowałam się wyrwać.

– On jest już trupem – wyszeptał tuż przy moim uchu.

Zaczęłam szarpać się jeszcze bardziej, ale on trzymał zbyt mocno. Niemal fizycznie czułam zaskoczenie i niedowierzanie Raviela, a potem, mimo odległości i mroku, zobaczyłam jego pełen kpiny uśmiech.

– W czym tkwi twój problem? – spytał stając twarzą w stronę przeciwnika.

– Nie pozwolę ci tego zrobić – warknął wściekle Aron.

– Dlaczego? – nie zrozumiał tamten, wydając się naprawdę skonsternowany. – Co cię obchodzi ten świat?

Aron nie odpowiedział, ale również nie odstąpił ani na krok.

– Chyba nie chodzi ciągle o tą ludzką dziewczynę? – spytał tonem uprzejmej pogawędki. – Niewiele ją obchodzisz, chyba woli „tych dobrych” – zakpił. – Co ona właściwie powiedziała? – ciągnął swój monolog Raviel. – Ach tak, pamiętam, nazwała cię mordercą i potworem.

Chłopak, ciągle milcząc uniósł miecz.

– Naprawdę jesteś takim głupcem? Uważasz, że mnie pokonasz czy może cierpisz z powodu zawodu miłosnego i przyszedłeś popełnić samobójstwo?

– Nie – odpowiedział spokojnie Aron, a potem przeciął mieczem powietrze.

Odcięta głowa opadła na piasek, trysnęła krew. Ciało kobiety upadło na piasek, ale on był już przy następnej. Patrzyłam szeroko otwartymi oczami. Usłyszałam sapnięcie Chrisa, a potem ryk wściekłości Raviela. Zanim zdążył zareagować, pojawił się już czwarty trup. Aron zgiął się wpół. Upadł na piasek.

– Na szczęście miałem zapas – odezwał się chłodno Raviel. – Brakuje mi tylko jednej i chyba wiem, kto to będzie – zamruczał. – Zanim zginiesz – wyraźnie rozkoszował się tym co mówił – najpierw obejrzysz jej śmierć. – Z piasku podniósł czarny, zakrwawiony miecz. – Szukałem go – mruknął.

Kopnął Arona, tak, że chłopak przetoczył się na plecy, a potem jednym, płynnym ruchem, wbił mu ostrze w brzuch. Jego krzyk był nie do zniesienia. Nagle poczułam jego ból. Odepchnęłam od siebie Chrisa i ku mojemu zaskoczeniu upadł kilka metrów dalej. Nie zastanawiałam się co się stało, po prostu puściłam się pędem przed siebie. Coś działo się z moim ciałem. Próbowało wydostać się na zewnątrz.

„Należę do jego świata, nie do twojego” nie wiem dlaczego zabrzmiały mi w głowie moje własne słowa.

Skrzydła – na plecach miałam olbrzymie, białe skrzydła.

„Sama wyraziłaś na to zgodę” brzmiały mi w uszach setki głosów. „Jesteś teraz strażniczką, naszą siostrą”.

Wzniosłam się w powietrze. To nie było ważne, nie miało znaczenia. Jedyne co teraz musiałam zrobić, to uratować Arona. Nie miałam pojęcia skąd to wiem, ale byłam pewna, że jeżeli Raviel przebije mu mieczem serce, to on umrze i opuści mnie na zawsze. Zobaczyłam zaskoczoną minę Raviela. Nie wierzył w to co widzi. Siłą woli wepchnęłam go w ledwie zarysowaną, czarną otchłań. Był jak dziecko, w ogóle nie stawiał oporu. Jakbym gasiła świeczkę. To wydało mi się zbyt proste. Zmusiłam magię do zamknięcia otwierającej się bramy, a potem opadłam na piasek. Na granicy świadomości błąkała mi się myśl, że być może uratowałam nie tylko Arona, ale i ludzki – mój własny – świat.

XXI

Kiedy otworzyłam oczy, natychmiast oślepiło mnie zbyt jasne światło. Nie byłam pewna co się dzieje. Potem zdałam sobie sprawę, że leżę w łóżku, w czarnej pościeli. Wszystko mnie bolało, a najbardziej głowa. Jęknęłam cicho. Usłyszałam jak ktoś się poruszył. Na łóżku, pochylając się nade mną usiadł Chris. Serce jednak niemal wyskoczyło mi z piersi, kiedy zobaczyłam opartego o ścianę pokoju, stojącego w kącie Arona. Wyglądał nieco blado, ale nic mu nie było.

– Co się stało? – szepnęłam cicho, zdając sobie sprawę, jak bardzo zachrypnięty jest mój głos.

Chris chciał coś powiedzieć, ale to Aron wszedł mu w słowo.

– Idiotka! – warknął. – Jestem pod wrażeniem twojej głupoty.

Spojrzałam na nich pytająco. Siedzący na łóżku blondyn skrzywił się nieco, ale skinął głową.

– Wyjątkowo muszę się z nim zgodzić – przyznał lekkim tonem. – Jak sądzisz, czemu sam nie zrobiłem tego co ty? Takie nadużywanie mocy powinno cię zabić. To cud, że żyjesz.

Zamrugałam, przypominając sobie, co się wtedy stało. Skrzydła! Miałam skrzydła.

– Gdybym nic nie zrobiła, on zabiłby Arona – wyjaśniłam, jakby i dla nich powinno to być rzeczą naturalną.

Tym razem obydwaj patrzyli na mnie zaskoczeni. Aron podszedł bliżej, patrzył na mnie niezdecydowany.

„Zrobiłaś to dla mnie?” spytał w myślach, a ja słyszałam go teraz tak wyraźnie, jakby mówił.

Nie wierzył i… miał nadzieję.

– Zostaw nas samych – zwróciłam się z prośbą do Chrisa.

Skrzywił się.

– Jestem za ciebie odpowiedzialny. Mam cię uczyć i pilnować. – Oznajmił stanowczo, nie ruszając się z miejsca.

Roześmiałam się, zdając sobie sprawę, że słyszę również jego myśli. Zmuszono go, kazano mu uczyć mnie posługiwania się nadprzyrodzonymi mocami. Stałam się strażniczką i miałam chronić ludzi przed demonami, takimi jak Aron. Na dodatek zgodziłam się na to dobrowolnie, niechybnie wypowiadając głupie słowa, a potem w przypływie złości oraz paniki, przemieniając się by uratować Arona. To było absurdalne, a jednak czułam wahanie. Miałam wybór, ciągle byłam człowiekiem, ale on nie.

– Jeżeli nie ruszysz w tej chwili tyłka i stąd nie znikniesz, to obiecuję ci, że nie kiwnę nawet palcem. Nie zrobię nic z rzeczy, których ode mnie oczekują. I jak sądzisz, kto poniesie tego konsekwencje?

Niechętnie wstał, używając w myślach kilku niecenzuralnych słów, a potem wyszedł z pokoju. Zobaczyłam pytająco spojrzenie szarozielonych oczu, na które niesfornie opadały kosmyki brązowych włosów. Czułam jak się waha. Nie był pewien czy powinien na mnie nawrzeszczeć, czy może przytulić. Zdecydowałam za niego. Nie potrzebowałam większej liczby dowodów na to, że mu naprawdę zależy. W końcu był przy mnie nawet teraz…

– Kocham cię – oznajmiłam stanowczo.

Zobaczyłam na jego twarzy zaskoczenie, które już chwilę później zastąpił szelmowski uśmiech. Podszedł jeszcze bliżej.

– To dlatego nie potrafiliśmy cię kontrolować – stwierdził leniwym głosem. – Któreś z twoich rodziców musiało być strażnikiem, wystarczyło tylko, żebyś to w sobie wyzwoliła.

Wzruszyłam ramionami, ciągle osłabiona, ponosząc się na poduszkach.

– To chyba nienajgorsza praca – stwierdziłam bo ta przemiana była dla mnie czymś naturalnym. Zupełnie jakbym zawsze o tym wiedziała.

Usiadł na łóżku. Pochylił się nade mną. Znalazł się tak blisko mnie, że poczułam ciepło jego oddechu. Opadłam z powrotem na poduszki. Podwinęłam mu koszulkę, by zobaczyć świeżą, szeroką bliznę na brzuchu chłopaka.

– Ile czasu spałam? – zadałam dręczące mnie pytanie.

– Cztery dni – skrzywił się odrobinę, a ja zdałam sobie sprawę, że czekanie na to czy się obudzę, było dla niego niczym koszmar. – Wiesz, że teraz jesteśmy naturalnymi wrogami? – zamruczał zbliżając usta do moich ust.

W odpowiedzi oplotłam ramionami jego szyję.

– Przecież należymy do siebie, Aron, zapomniałeś? – zapytałam odrobinę ironicznym tonem.

Pocałował mnie. Namiętnie, czule. Poczułam łączący nas płomień. Wpatrywałam się w pociemniałe z podniecenia oczy chłopaka. Kochał mnie i byłam tego pewna. To nie była już ta sama chęć posiadania, którą czuł na początku. Darzył mnie prawdziwym i szczerym uczuciem. Był gotowy oddać za mnie życie, a teraz, będąc razem, łamaliśmy wszystko, ustalone w jego świecie prawa. Przepełniało mnie szczęście. Ani Aron, ani ja nie zamierzaliśmy się nikomu podporządkowywać, a co najlepsze, oni do niczego nie mogli nas zmusić.

Epilog

Czekał na mnie przy samochodzie. Oplotłam ramionami jego szyję. Pocałował mnie czule, a ja czułam na plecach wzrok przyjaciółek. Czerpałam przyjemność z tego, że zazdrościły mi Arona, ponieważ wiedziałam, że równie mocno życzą mi szczęścia. Niewiele pamiętały z wycieczki nad morze i w ogóle nie mogły zrozumieć, dlaczego odrzuciłam Chrisa, aż do momentu kiedy zobaczyły mnie w objęciach Arona. Życie wróciło do normy – a raczej prawie. Miałam teraz skrzydła i… władałam magią. Potrafiłam też rozmawiać w myślach ze swoim chłopakiem. Chris uczył mnie panować nad nową mocą. To był kompromis. Ja będę się uczyła, Aron nie będzie zabijał ludzi, a oni zostawią nas w spokoju. I właściwie źle wyszedł na tym tylko Chris, zmuszony do mojego ciągłego towarzystwa. Chociaż może nie całkiem, ponieważ po kilku tygodniach wspólnych ćwiczeń, odniosłam wrażenie, że chłopak naprawdę mnie lubi. Chociaż nie przestawali na siebie warczeć z Aronem, byłam pewna, że zyskałam przyjaciela.

– Dokąd jedziemy? – zapytałam wsiadając do samochodu.

– Zobaczysz – odpowiedział z tym swoim drwiącym uśmiechem.

Po pół godzinie staliśmy nad brzegiem urwiska. Rozpościerał się stąd przepiękny widok. Podziwiałam go w milczeniu, oparta o jego tors. W pewnym momencie, z zaskoczenia, Aron chwycił mnie w ramiona, a potem skoczył. W jednej chwili spadaliśmy, a potem poczułam jak lecę, gdy unosiły nas jego czarne skrzydła. Rozwinęłam swoje własne – śnieżnobiałe. Latanie, jego towarzystwo, bezchmurne niebo. To wszystko było jak marzenie, takie, które się spełniło.

The End



Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

37 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Kamm.

    29 listopada 2011

    Omnom, ciekawie się zapowiada, ale chyba dłoń*, a nie słoń ma być przy akcji na imprezie.

  2. Odpowiedz

    Rozprówacz

    29 listopada 2011

    bardzo podobał mi się wątek snu. raczej niecodzienny sposób by zacząć opowiadanie. tajemniczy nieznajomy z płomieniem w oczach…. czy tylko mi przypomniał się nieziemski taniec?

  3. Odpowiedz

    Wika ;]

    30 listopada 2011

    No, noo. Opowiadanie dobre. < Dobry początek ; )

    Vicky mam sprawe. Ale to pryw. jak byś mogła napisać na moją poczte emolajv@wp.pl to by było dobrze 😉

    • Odpowiedz

      Vicky

      30 listopada 2011

      … ale ogólnie to wiesz, że mój mail jest na stronie głównej, prawda? 😉

      • Odpowiedz

        Wika ;]

        1 grudnia 2011

        tak wiem 🙂
        A tak pozatym to mam twój mail zapisany od ostatniego razu jak pisałyśmy xD
        Ale wolałam żebyś to ty pierwsza napisała…
        W każdym razie napisałam już Ci o co mi chodzi 🙂

  4. Odpowiedz

    Misia

    4 grudnia 2011

    „krzyknęłam niemal historycznie”, tu chyba miało być histerycznie, ale historycznie chyba fajniej brzmi. 😀

    • Odpowiedz

      Vicky

      4 grudnia 2011

      Miło, że ktoś uważniej ode mnie czyta. 🙂

  5. Odpowiedz

    Kalik ;*

    6 grudnia 2011

    Ajć nie mogę się doczekać dalszych części 😀 Co dziennie sprawdzam czy dodałaś coś nowego 😀 Jesteś genialna 😀 Twoje opowiadania są mega !

    • Odpowiedz

      Vicky

      8 grudnia 2011

      Dzięki, codziennie staram się dodawać jakiś fragment. 🙂

  6. Odpowiedz

    ciekawa_świata

    7 grudnia 2011

    Minus za to, że skończyłaś w najciekawszym momencie ; ). Ogólnie jak dla mnie świetne!

  7. Odpowiedz

    malutka

    8 grudnia 2011

    „Spojrzał w jego niebieskie oczy.” czy nie miało być spojrzałam??
    „Niejasno do głowy przyszła mi myśl, czy to właściwie, że jest mi tak dobrze.” a tu chyba właściwe:)

  8. Odpowiedz

    ;D

    10 grudnia 2011

    „Odsunął rękę. Czułam na sobie intensywne spojrzenie szaroniebieskich oczu. Przemyłam ranę, a potem założyłam opatrunek.” Tu chyba powinno być szarozielonych, bo właśnie takie miał wcześniej Aron ;]

    • Odpowiedz

      Vicky

      10 grudnia 2011

      Tylko byście mnie wszystkie poprawiały! 🙁
      Chyba przestanę pisać po nocy 🙂

  9. Odpowiedz

    Ania

    19 grudnia 2011

    Kiedy kolejna część ? Nie mogę się doczekać !! 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      19 grudnia 2011

      Niedługo. Chwilowo przerzuciłam się na Róże w Kolorze Krwi. 🙂

  10. Odpowiedz

    Aneta

    4 stycznia 2012

    proszę o kolejne części!!:)

    • Odpowiedz

      Vicky

      4 stycznia 2012

      Będą będą, tylko skończę te Róże w kolorze krwi, bo chcę to mieć z głowy 🙂 (mój pierwszy kryminał lub lepiej brzmi – opowiadanie akcji)

  11. Odpowiedz

    Vicky

    19 stycznia 2012

    Jest już dalej i teraz będę regularnie wrzucała kolejne fragmenty.

  12. Odpowiedz

    Corvidae

    19 stycznia 2012

    Bohaterka właśnie przekroczyła wszelkie granice głupoty i łatwowierności.

  13. Odpowiedz

    Alexisss

    24 stycznia 2012

    Mmm.. Zajebi*ty nowy fragment 🙂 . Czekam na ciag dalszy xxxxx

    • Odpowiedz

      Vicky

      24 stycznia 2012

      Tak naprawdę staram się po kolei wszystko pokończyć, bo znowu mam kolejny, chory pomysł. 😉

  14. Odpowiedz

    Ewi.

    4 lutego 2012

    Kurcze… kocham czytać Twoje opowiadania, ale one są tak piekielnie podobne, że wiem co będzie dalej… : |
    Przeważnie jest przeciętnie ładna dziewczyna, która nagle zostaje wyrwana ze swojego świata i wpakowana w jakieś demony i hmm anioły? No w każdym bądź razie jest miłość, jest dobro i zło…
    Ajj, kocham czytać to piszesz, ale gdybym nie wiedziała co będzie dalej… było by przecudnie!

    • Odpowiedz

      Vicky

      4 lutego 2012

      To miło, że wiesz, bo ja szczerze mówiąc nie wiem, dlatego opowiadanie chwilowo stoi w miejscu ;). Jeżeli chcesz niespodzianek, to polecam „Róże w kolorze krwi”. Natomiast jeżeli chodzi o wątki romantyczne no to cóż… to zawsze będzie, bo piszę właśnie romanse 😉 i odstępstwa od tego chwilowo były dwa – „Obraz dziecka” oraz „Kirgiski Wilk”. Za resztę komentarza – dziękuję bardzo :).

  15. Odpowiedz

    Soko

    6 marca 2012

    Ejj dlaczego ja teraz dopiero na to trafiłam? Jest świetne.. 😉

  16. Odpowiedz

    Aneta

    9 marca 2012

    kocham wszystkie twoje opowiadania i dzięki tobie pokochałam fantastykę:) ale to opowiadanie to jedno z najciekawszych twoich opowiadań i już nie mogę się doczekać kontynuacji bo przyznam że przeczytałam wszystkie twoje opowiadania, niektóre po kilka razy nawet i teraz wieczorami mi się nudzi bo nie mam co czytać:)

  17. Odpowiedz

    Alexisss

    15 marca 2012

    Vicky ja cie blagam wiem ze wena nie przychodzi sobie tak poprostu ale musisz zaczac pisac BP bo w innym przypadku bede ci przysylac rachunki ok mojego psychoterapeuty<-chyba tak to sie pisze; ) wiem ze pisze bez sensu ale no coz 😉 pozdrawiam

    • Odpowiedz

      Vicky

      17 marca 2012

      Proszę 🙂 Dodałam fragment. Niedługo uzupełnię całe zakończenie.

  18. Odpowiedz

    Vicky

    19 marca 2012

    Przepraszam za ten melodramatyzm w pewnych momentach, w każdym razie – skończyłam!

  19. Odpowiedz

    Tyna

    19 marca 2012

    No no, jestem pod wrażeniem.
    Co zamierzasz teraz pisać?

    • Odpowiedz

      Vicky

      20 marca 2012

      Właściwie to nie wiem – pewnie „W lustrzanym odbiciu” zaczęłam też jedno nowe, jak będę miała już dłuższy fragment to wrzucę.

  20. Odpowiedz

    ps

    26 listopada 2012

    Kurka no masz ten talent,czy to określenie na wyrost,nie wiem,ale chyba nie. NIe chcę się powtarzać oceniając to i inne opowiadania,więc same drobiazgi,oczywiście z zachętą do kolejnego pisania. Ja drzewiej sporo natworzyłem i opowiadań i wierszy i amatorskiej publicystyki,jak jeszczenie miałem dostępu do netu,albo soradyczny,jak dostąpiłem onego na codzień tom myślał,że ma nieposkromiona niecierpliwość wyprzedzajaca me plany i myśli,czy wstukany tekst wreszcie zostanie uśnieżona i obłaskawiona;niestety,albo jst za duża,za wytrwale się panoszy,albo jestem o tych kilka lat za stary..D co ciekawe,bo ponoć z wiekiem cierpliwość nadciąga spokojnym nurtem rzeki i z cichym szumem wpływa do duszy,pozwalając wyobraźni się ustabilizować i ddostosować do tworzenia,a nie gasząc jejwcale.NIeważne,dosć,że mam sporo pomysłów,wątków,historii,których nijak nie mogę przelać póki co na papier,czy wklepać do kompa,ech…nie chcę Ci sugerować o czym pisać i jakie watki rozwijać,tworzyć,ale myślę,że lepiej bym ich samnie zrealizował,choć w niektórych pewnie musiałabyś się posunąć dalej niż nawet w tym opowiadaniu,jestem pewien,że nie ucierpiałaby na tym ani jego jakość ani jego język nie doznałby uszczerbku co już pisałem gdzie indziej nielada sztuką jest,w jednym opowiadaniu zatrzymać się na chwilce grozy czy niewinnej scence,w drugim rozwinąć wątek i pogłębić zwielokrotnić erotykę.Swoją drożyzną to już byłem pewny,że Raviel nie rozbierze Myii,tzn.ni zmusi do rozebrania,ale jednak.Moja ciemniejsza strona t mówi wreszcie,bo w paru opowiadniach dużo szybciej się cofnęłaś,no wiadomo,nie mogą być identyczne i z tym samym stopniem grozy czy erotyki,choć zastanawiałem się,czy skoro już ją do tego zmusił,czy będzie kolejna podobna między nimi scena.:D nieważne.NIektóre op.są jak dla mnie za krótkie,ale Twoje pełne prawo i Twoj cenny czas,wiadomo,niektóre sceny nieco zbyt krótkie,inne w sam raz.Z jednym się zgadzam,lubię dobre zakończenia,nawet bardzo i z miłością w roli głównej,zarówno te nieoczywiste jak i jasne,ale Evi ma trochę racji,że są one zbyt podobne,podobnie jak wątek przyjścia do klubu wbrew sobie,do miejsca,do ktorego posać nie pasuje mentalnie,z powodu wychowania,zasad,trybu życia,zostaje zaczepiona i natychmiast ale to expresorientem zjawia siępomoc jednego z głownych postaci męskich wybawców,sam wątek dla jednych kiczowaty dla innych w tym mnie świetny,ale za identyczny.Deczko żałuję,że w paru op.nieposunęłaś się choćby tam,gdzie w tym,ale jakwyżej, opowiadania bez erotyki są też świetne,czy fantastyki żeby bylo jasne,dla mnie to nie jest niezbędne.W paru op.poruszasz wątek zależności,ona nie ma wyjścia musi pójść czy wejśc w relację z kimś,od kogo zależy,albo zależy los jej bliskiej osoby;w nielicznych nawet idziesz w tym dalej,ale za rzadko i sporo jeszcze ppodobnych wątków przed Tobą,wykorzystywanych już miliony razy w necie,czy w literaturze,filmie(ech przydałby się reżyser do tych historii,albo nagranie ich)ale rzadko opisanych tak świetnie czy w amatorskiej czy profesjonalnej literaturze,nie chcę tu ich wymieniać,choć mogę,dosć banalne zależności międzyludzkie,gdy ona zostaje zzmuszona do relacji innych niż klasyczny gwałt,ale dziś już poeń podchodzących,a najtrudniejszych do udowodnienia,czy ukrania powszechnie zwanych zniewoleniem,przez wykorzystanie zmysłów i hormonów wypełniającyc ciało,ale co Ci bnały będę tłumaczył,wszak i te wątki i świetnie poprowadzone (opis emocj i opis zdarzeń erotycznych)poruszasz,ino jw.Fajnie bby bylo,gdybyś je w niektórych op.rozwijała i poruszyła tych kilka banalnych znanych a rzadko już dziś wykorzystywanych a jeszcze rzadziej tak dobrze,zależności,anie tylko na zasadzie z ukochanym,choćby nawet tak św takich relacjach jak w paru op.m.in w tym.jakby co mogę wymienić,ale celowon ie podaję.I rzecz jasna to Twoja wola,czy w ogóle je pociągniesz,co i jak będziesz pisać,chętnie poczytam kolejne podobne opowiadania do tych,co są,tego,innnycyh,nawet jeśli będą zupełnie o czym innym bez grama klimatu horroru,kryminalu,erotyki,czy fantastyki,bo po prostu warto,warto czytać i pisać,ale jak pisałem gdzie indziej nie na siłę,nie na czass nie na termin,to zabij najlepszą literaturę,nie zawsze,ale…serdecznie pozdrawiam,pięknej slonecznej zimy,wielu dobrych fluidów,czasu,weny życząc.

  21. Odpowiedz

    ps

    26 listopada 2012

    Aneta: masz dobre stąd wzorce,więc sięgaj po dobre książki a tych jest tyle,że zapewniam,że nawet maks.wybrzydzając będziesz mieć co czytać,a tymczasem na autorkę wen spłynie i nie uszczknie nic z jakości.Ale nie dziwię się niecierpliwosci,żeby było jasne.:D jest kilka opowiadań,czy stron,choć mało,które bym polecił autorce do oceny,ale inszymr azem,bo nie mam pamięci do dokładnych adresów i tytułów anie mam tego w liście adresowej,a ciekawym osądu,a nie jest tego dużo niestety.I zgadzam się,że to jedno z lepszych opowiadań, nie najlepsze,ale jw.Pozdrawiam,bawcie się dobrze,nie zanudzam dalej,przepraszam za błędy,nie dajcie się mrozom i mgłom.

  22. Odpowiedz

    kot

    5 lipca 2013

    troche jakby motywy z maximum ride

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS