
Złote ostrze
Nie wiem jak Wy, ale ja na finałowe tomy serii zawsze czekam z największą niecierpliwością. W końcu tyle pytań pozostaje bez odpowiedzi, tyle teorii krąży po głowie, a człowiek chciałby już wiedzieć, czy chociaż raz udało mu się coś prawidłowo przewidzieć! Z książkami Jennifer Lynn Barnes jest o tyle trudno, że autorka uwielbia wodzić czytelników za nos. Dlatego sięgając po „Złote ostrze”, zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. I chyba nawet nie próbowałam zgadywać, jak to wszystko się skończy.
O czym jest książka?
Wielka gra powoli dobiega końca, ale jej uczestnicy wcale nie mogą jeszcze odetchnąć z ulgą. Przed nimi kolejne wyzwania, trudne wybory i tajemnice, które zdecydowanie zbyt długo czekały na ujawnienie. A że w grę wchodzą ogromne pieniądze, rodzinne sekrety, miłość i zemsta, możecie się domyślić, że emocji nie zabraknie.
Kto mówi prawdę, kto ma coś do ukrycia i czy wszyscy rzeczywiście grają według tych samych zasad? Jedno jest pewne – zanim poznamy ostateczne odpowiedzi, bohaterowie będą musieli jeszcze trochę się nagłowić. My zresztą razem z nimi!
Moja opinia i przemyślenia
Wiecie, że uwielbiam łamigłówki? Takie, przy których można usiąść, pomyśleć i przez chwilę poczuć się jak prawdziwy detektyw. Właśnie dlatego tak dobrze bawię się przy książkach Jennifer Lynn Barnes. Nigdy nie poprzestaję na zwykłym śledzeniu fabuły. Sama próbuję łączyć wskazówki, szukać drugiego dna i odgadywać rozwiązania, zanim zrobią to bohaterowie. Oczywiście najczęściej kończy się to tym, że autorka sprytnie wyprowadza mnie w pole, a ja muszę budować swoje teorie od początku. No cóż, przynajmniej nie można narzekać na nudę!
W „Złotym ostrzu” znajdziecie wszystko to, za co polubiłam poprzednie części. Pojawiają się rodzinne sekrety, intrygi i inteligentne zagadki. Są też bohaterowie, którzy nie zawsze pokazują swoje prawdziwe oblicze. Pisarka ma też niesamowity talent do komplikowania nawet najprostszych spraw. Czasami jakaś zupełnie zwyczajna sytuacja zostaje przedstawiona w taki sposób, że zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie przeoczyłam czegoś niezwykle istotnego. A potem okazuje się, że rzeczywiście miałam powody do podejrzeń. Albo wręcz przeciwnie – dałam się nabrać! Najbardziej lubię jednak te momenty, kiedy wszystkie drobne wskazówki zaczynają wreszcie układać się w sensowną całość.
I chociaż książka jest dość gruba, czyta się ją błyskawicznie. Znacie to uczucie, kiedy obiecujecie sobie, że przeczytacie jeszcze tylko jeden rozdział, a później okazuje się, że minęła kolejna godzina? Właśnie tak wyglądało u mnie czytanie „Złotego ostrza”.
Podsumowanie
„The Grandest Game. Złote ostrze” to bardzo przyjemny finał pełnej sekretów i zwrotów akcji trylogii. Dostałam dokładnie to, na co liczyłam – mnóstwo kombinowania, zaskakujące rozwiązania i odpowiedzi na pytania, które od dawna chodziły mi po głowie.
Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawcy.
Przeczytaj również:
The Grandest Game. Tom II. Godni rywale – Jennifer Lynn Barnes










Ania
Ciekawa seria i przyznam, że ja zawsze też na ostatnie tomy czekam niecierpliwie