
Niebiański tyran
„Niebiański tyran” to kontynuacja, po którą sięgałam z naprawdę dużymi oczekiwaniami. „Żelazna wdowa” była dla mnie czymś świeżym, odważnym i bardzo wyrazistym, więc naturalnie liczyłam na równie mocne uderzenie. Już po pierwszych rozdziałach poczułam jednak, że tym razem ta historia idzie w inną stronę. I choć wciąż ma w sobie potencjał, ciekawe pomysły i bohaterkę, od której trudno oderwać wzrok, to moje odczucia po lekturze są dużo bardziej mieszane.
Zarys fabuły
Tym razem Zetian nie walczy już z pozycji kogoś zepchniętego na margines, tylko jako osoba, która zdobyła władzę i musi utrzymać się na szczycie. To całkowicie zmienia układ sił. Zamiast samego impetu buntu dostajemy polityczne rozgrywki, dworskie napięcia, nieufność, sojusze zawierane z konieczności i relacje budowane bardziej na gniewie, interesie i wzajemnym wyczuwaniu swoich słabości niż na jakimkolwiek cieple. Nad wszystkim unosi się pytanie, jak daleko można się posunąć, próbując naprawić świat, który od początku został zbudowany na przemocy, nierówności i wyzysku.
Moja opinia i przemyślenia
Najciekawszym elementem książki, moim zdaniem, nadal pozostaje sama Zetian. To bohaterka wyrazista, bezkompromisowa i trudna do polubienia w klasyczny sposób, ale właśnie dlatego tak interesująca. Nie próbuje być grzeczna, łatwa w odbiorze ani moralnie czysta. Działa brutalnie, czasem wręcz bezwzględnie, i momentami miałam wrażenie, że autorka celowo prowadzi ją w rejony, w których czytelnik ma poczuć dyskomfort. To akurat bardzo mi się podobało, bo dzięki temu postacie nie są papierowe ani przewidywalne. Ciekawie wypada też relacja z mężczyzną, któremu Zetian nie ufa i którego nie może po prostu usunąć ze swojej drogi. Jest w tym dużo napięcia, sporo toksyczności i taki rodzaj emocjonalnego chaosu, od którego trudno odwrócić wzrok.
Problem pojawia się jednak w tempie historii. Przez dużą część książki miałam wrażenie, że fabuła bardziej stoi, niż naprawdę idzie do przodu. Jest tu sporo rozmów, politycznych przepychanek i wewnętrznych starć, które na papierze brzmią ciekawie, ale w praktyce momentami po prostu mnie nużyły. Bardzo brakowało mi tej energii i dynamiki, które tak mocno napędzały pierwszy tom. „Niebiański tyran” jest książką nierówną — potrafi przez dłuższy czas trzymać czytelnika w chłodnym dystansie, by potem nagle odpalić z przytupem. To właśnie końcówka zrobiła na mnie najlepsze wrażenie. Tam wreszcie wszystko zaczęło działać tak, jak oczekiwałam. Ostatnie kilkadziesiąt stron czyta się świetnie, napięcie rośnie, robi się intensywnie, a finał zostawia z mocnym poczuciem, że ta historia jeszcze się nie skończyła.
Podsumowanie
Ostatecznie „Niebiańskiego tyrana” uważam za książkę ciekawą, ale wyraźnie słabszą od „Żelaznej wdowy”. Doceniam odwagę w prowadzeniu bohaterów, moralną niejednoznaczność, polityczne tło i to, że autorka nie idzie w bezpieczne rozwiązania. Jednocześnie nie mogę powiedzieć, że bawiłam się równie dobrze przez całą lekturę, bo środek tej powieści zwyczajnie mnie momentami męczył. To więc raczej nie zachwyt, a ostrożne zainteresowanie. Mimo wszystko chcę przeczytać kolejny tom, bo końcówka skutecznie przypomina, dlaczego w ogóle weszłam w tę serię.
Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawcy.









