Na Granicy Szale艅stwa

Wyspa聽Mirios, Garnizon Gwardii

Gabinet dow贸dcy gwardii by艂 jasno o艣wietlonym, przestronnym pomieszczeniem, o bardzo surowym wystroju. Kamienne, ch艂odne 艣ciany nie by艂y ozdobione 偶adnymi obrazami czy draperiami. Na drewnianej pod艂odze nie by艂o nawet male艅kiego dywanika. Na 艣rodku komnaty sta艂o biurko, przy nim za艣 wysoki fotel. Pod 艣cianami znajdowa艂o si臋 kilka rega艂贸w, zape艂nionych r贸偶nego rodzaju ksi臋gami i zwojami. Po przeciwleg艂ej stronie pokoju wisia艂y dwie skrzy偶owane szable.

Sam w艂a艣ciciel pomieszczenia, Gilbert Dujon, wr臋cz idealnie do niego pasowa艂. Dow贸dca gwardii by艂 szczup艂ym, wysokim m臋偶czyzn膮 oko艂o trzydziestki. By艂 g艂adko ogolony. Mia艂 kr贸tko 艣ci臋te, schludnie przyczesane blond w艂osy, tak jasne, 偶e czasami wydawa艂y si臋 prawie bia艂e. Jego niebieskie oczy by艂y zimne jak l贸d. Wystarczy艂o jedno spojrzenie w jego ponur膮 twarz, by m贸c stwierdzi膰, 偶e jest cz艂owiekiem okrutnym i bezlitosnym. Po kr贸tkiej ocenie jego wygl膮du i zaci臋tego wyrazu twarzy, nabiera艂o si臋 pewno艣ci, 偶e nie cofnie si臋 przed niczym.

Teraz sta艂 na 艣rodku gabinetu z u艣miechem perfidnej satysfakcji maluj膮cym si臋 na w膮skich wargach. Trzyma艂 mocno m艂od膮 dziewczyn臋, wykr臋caj膮c jej r臋ce do ty艂u. Kiedy艣 musia艂a by膰 bardzo 艂adna, w tej chwili jednak jej jasne w艂osy, w kolorze dojrza艂ego zbo偶a pszenicy, by艂y spl膮tane i brudne. Opada艂y dziewczynie lepkimi str膮kami na plecy si臋gaj膮c prawie pasa. W jej szaro-niebieskich oczach malowa艂o si臋 przera偶enie. Na sobie mia艂a postrz臋pion膮 lnian膮 koszul臋 i spodnie do konnej jazdy. M臋偶czyzna chwyci艂 j膮 za w艂osy i przekr臋ci艂 jej g艂ow臋 tak, 偶eby musia艂a na niego spojrze膰.

– Teraz si臋 doigra艂a艣 kruszyno. Wiesz, 偶e nie puszcz臋 ci tego p艂azem 鈥 powiedzia艂 u艣miechaj膮c si臋 paskudnie.

Determinacja i adrenalina pozwoli艂y Maeve na zebranie resztek odwagi. Plun臋艂a mu w twarz. U艣miech i triumf m臋偶czyzny zmieni艂y si臋 we w艣ciek艂o艣膰. Uderzy艂 j膮 z ca艂ej si艂y, a potem pchn膮艂, tak, 偶e upad艂a na pod艂og臋 u jego st贸p. Pr贸bowa艂a si臋 odsun膮膰, ale postawi艂 obut膮 stop臋 na jej i tak ju偶 wy艣wiechtanej i miejscami podartej koszuli.

– Dok膮d si臋 wybierasz? 鈥 spyta艂 drwi膮co. 鈥 Wrzu膰cie j膮 do celi z buntownikiem 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do stoj膮cych przy drzwiach 偶o艂nierzy. 鈥 Mo偶e b臋dzie mia艂 ochot臋 si臋 dzisiaj zabawi膰.

呕o艂nierze roze艣miali si臋 rubasznie. Dziewczyna poczu艂a na sobie ich po偶膮dliwe spojrzenia. Chwycili j膮 pod ramiona i z 艂atwo艣ci膮 postawili na nogi. Jeden z nich brutalnie pchn膮艂 j膮 w kierunku drzwi. Kiedy opu艣cili jasne pomieszczenie, wy偶szy m臋偶czyzna z czarnymi, t艂ustymi w艂osami i paskudn膮 szram膮 na policzku przygwo藕dzi艂 dziewczyn臋 do 艣ciany. Maeve zadr偶a艂a. Przera偶enie odebra艂o jej g艂os. Nie by艂a nawet w stanie krzykn膮膰. Wiedzia艂a, 偶e nie jest dobrze, a b臋dzie ju偶 tylko gorzej. 呕o艂nierz po偶era艂 j膮 wzrokiem. Chwyci艂 g贸r臋 jej koszuli i poci膮gn膮艂 rozdzieraj膮c materia艂, tak, 偶e guziki wystrzeli艂y na wszystkie strony. Dziewczyna pr贸bowa艂a si臋 broni膰. Stara艂a si臋 zas艂oni膰 resztkami ubrania, lecz on chwyci艂 jej r臋ce, 艂api膮c za nadgarstki i przytrzyma艂 przy 艣cianie nad jej g艂ow膮.

– Zwariowa艂e艣 Kai? 鈥 warkn膮艂 drugi 偶o艂nierz. 鈥 Gilbert ka偶e nas za to wykastrowa膰!

– Sam przecie偶 powiedzia艂, 偶eby艣my wsadzili j膮 do jednej celi z tym psychopat膮鈥 – odpar艂 ten nazwany Kaiem. 鈥 On chce, 偶eby co艣 jej si臋 sta艂o 鈥 powiedzia艂 wolno, k艂ad膮c nacisk na ka偶de s艂owo. 鈥 Wyluzuj Lans.

– Owszem, chce, ale nie chce te偶, 偶eby wygl膮da艂o to na jego robot臋 i 艣wietnie o tym wiesz! Odpu艣膰 i zaprowad藕my j膮 do celi. Czas na zabaw臋 b臋dzie potem.

Kai westchn膮艂 ci臋偶ko, ale pos艂usznie uwolni艂 dziewczyn臋. Maeve stara艂a si臋 nie oddycha膰 zbyt g艂臋boko. Z ulgi przymkn臋艂a oczy. B艂aga艂a w my艣lach, 偶eby tylko nie zmienili zdania. Ba艂a si臋 tego, co czeka j膮 w celi, ale chwilowo ta dw贸jka stanowi艂a bardziej realne zagro偶enie. Zaprowadzili j膮 na sam d贸艂 loch贸w. Z tego co zauwa偶y艂a, wi臋藕niowie przebywali tylko na dw贸ch pierwszych poziomach, dwa kolejne by艂y puste. Zatrzymali si臋 przed ci臋偶kimi, metalowymi drzwiami. 呕o艂nierze otworzyli je i wepchn臋li dziewczyn臋 do 艣rodka, po czym starannie je z powrotem zamkn臋li.

– Mi艂ej zabawy 鈥 us艂ysza艂a uwag臋 rzucon膮 kpi膮cym tonem i odg艂os cichn膮cych w oddali krok贸w.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Maeve dr偶a艂a z przera偶enia i ch艂odu. W celi panowa艂 p贸艂mrok. Obrzydliwy smr贸d by艂 niemal nie do wytrzymania. Co jaki艣 czas s艂ycha膰 by艂o chrobotanie albo ciche piski szczur贸w. Nie by艂o tam 偶adnego okna, a jedyne 艣wiat艂o dochodzi艂o spod drzwi, gdy偶 na korytarzu stale pali艂y si臋 pochodnie. W celi kto艣 by艂. Skulona posta膰 le偶a艂a pod przeciwleg艂膮 艣cian膮. Dziewczyna nie widzia艂a go zbyt dok艂adnie, ale czu艂a na sobie jego wzrok. Opar艂a si臋 o 艣cian臋 i przesun臋艂a w r贸g niewielkiego pomieszczenia, 偶eby znale藕膰 si臋 od niego jak najdalej. Zamkn臋艂a oczy i zmusi艂a si臋 do tego, 偶eby normalnie oddycha膰. Plecami ci膮gle opieraj膮c si臋 o kamienn膮 艣cian臋 osun臋艂a si臋 na pod艂og臋. Skuli艂a si臋, obejmuj膮c kolana ramionami.

Kiedy jej wzrok przyzwyczai艂 si臋 do ciemno艣ci, Maeve ponownie spojrza艂a pod przeciwleg艂膮 艣cian臋. Na pod艂odze le偶a艂 ch艂opak, a w艂a艣ciwie ju偶 nie ch艂opak tylko m臋偶czyzna. Wygl膮da艂 na kilka lat starszego od niej. Ciemne, brudne i rozczochrane w艂osy opada艂y mu niesfornie na oczy. Wygl膮da艂 na mocno pobitego. Dziewczyna odetchn臋艂a z niema艂膮 ulg膮, kiedy zda艂a sobie spraw臋, 偶e jest przykuty do 艣ciany. Wi臋c jednak Gilbert nie postrada艂 do ko艅ca rozumu. Chcia艂 j膮 tylko nastraszy膰. W ka偶dym razie, je偶eli taki by艂 jego zamiar, to na pewno mu si臋 uda艂o.

Przyjrza艂a si臋 uwa偶nie ch艂opakowi, badaj膮c wzrokiem jego ods艂oni臋ty tors i podarte, czarne spodnie. W pewnym momencie napotka艂a jego spojrzenie. On tak偶e patrzy艂 prosto na ni膮. Mia艂 ciemnofioletowe oczy w kt贸rych by艂o co艣 dzikiego. Ich wyraz, przywodzi艂 jej na my艣l, z艂apane w pu艂apk臋, le艣ne zwierz臋. Kiedy zobaczy艂, 偶e na niego patrzy odezwa艂 si臋 cichym, zachrypni臋tym g艂osem.

– Cze艣膰 鈥 powiedzia艂 nie spuszczaj膮c wzroku z dziewczyny.

Maeve nie mog艂a uwierzy膰, 偶e powiedzia艂 po prostu 鈥瀋ze艣膰鈥. Jako艣 to proste s艂owo zwyczajnie nie pasowa艂o do tej ca艂ej, paskudnej, sytuacji.

– Cze艣膰 鈥 odpowiedzia艂a ci膮gle wpatruj膮c si臋 w jego niesamowite, fioletowe oczy.

– Podasz mi wody? Prosz臋鈥 – zapyta艂 b艂agalnie.

Dziewczyna przecz膮co pokr臋ci艂a g艂ow膮. By艂o jej go szkoda, ale ba艂a si臋 podej艣膰 na tyle blisko, 偶eby m贸g艂 jej dosi臋gn膮膰. Ch艂opak westchn膮艂. Usiad艂 z niema艂ym trudem. Odgarn膮艂 z czo艂a niesforne kosmyki, czarnych jak smo艂a w艂os贸w. Ponownie spojrza艂 na dziewczyn臋. Widzia艂a w jego oczach g艂臋boki smutek i b贸l, ale zauwa偶y艂a tam co艣 jeszcze. By艂a w nich jaka艣 niesamowita determinacja i wola walki.

– Nie skrzywdz臋 ci臋 鈥 powiedzia艂 cicho. 鈥 Przyrzekam. Pom贸偶 mi prosz臋.

Wraz z tymi s艂owami ods艂oni艂 si臋 i Maeve mog艂a zobaczy膰 jego aur臋. Nigdy nie widzia艂a nic r贸wnie mrocznego i przera偶aj膮cego. By艂a jak czarna dziura, kt贸ra poch艂ania ca艂e 艣wiat艂o na swej drodze. Siedz膮ca pod 艣cian膮 posta膰 z pewno艣ci膮 nie by艂a cz艂owiekiem. Zobaczy艂a jednak te偶, 偶e m贸wi prawd臋. Nie zamierza艂 zrobi膰 jej nic z艂ego, to nie ona by艂a jego wrogiem. Wsta艂a z wahaniem i przysun臋艂a do ch艂opaka wiadro stoj膮ce w rogu przy drzwiach. Mimo olbrzymiego pragnienia nie ruszy艂 si臋 zanim dziewczyna nie wr贸ci艂a na swoje miejsce. Kiedy poczu艂a si臋 bezpiecznie, rzuci艂 si臋 do wiadra z wod膮. Pi艂 chciwie przez d艂u偶sz膮 chwil臋. Wreszcie sko艅czy艂 i osun膮艂 si臋 na pod艂og臋 opieraj膮c plecami o 艣cian臋.

– Dzi臋ki 鈥 odezwa艂 si臋 odrobin臋 mniej zachrypni臋tym g艂osem, przymykaj膮c dziwne, fio艂kowe oczy.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Maeve obudzi艂a si臋 w celi, na zimnej, kamiennej pod艂odze. Przez chwil臋 nie wiedzia艂a gdzie jest. Zemdli艂o j膮 od obrzydliwego zapachu. Zadr偶a艂a z ch艂odu. Jej koszula by艂a w strz臋pach i nie dawa艂a ochrony ani przed zimnem, ani przed po偶膮dliwymi spojrzeniami. Ch艂opak, z kt贸rym dzieli艂a cel臋 nie spa艂. Jak na z艂o艣膰, przypatrywa艂 si臋 jej uwa偶nie.

– Dobrze spa艂a艣? 鈥 zapyta艂 pogodnym tonem.

Warkn臋艂a na niego, ale nie zd膮偶y艂a nic powiedzie膰, bo do celi weszli gwardzi艣ci. Rozkuli go i wywlekli na korytarz. Zosta艂a sama. Poczu艂a irracjonalny strach. Skuli艂a si臋 pod 艣cian膮, w pustym, ciemnym i 艣mierdz膮cym pomieszczeniu. Nie by艂a pewna ile czasu min臋艂o, ale zd膮偶y艂a na chwil臋 ponownie przysn膮膰. Burcza艂o jej w brzuchu. Stra偶nicy z powrotem przywlekli ch艂opaka. Wrzucili go do celi, tym razem nie zakuwaj膮c. Nie by艂o takiej potrzeby. S艂ysza艂a ich oddalaj膮ce si臋 g艂osy i weso艂y, rubaszny 艣miech. Maeve przez chwil臋 walczy艂a sama ze sob膮, a potem si臋 do niego przysun臋艂a. Oddycha艂 p艂ytko i chrapliwie, by艂 ca艂y zakrwawiony. Niewiele widzia艂a w nik艂ym, dochodz膮cym z korytarza 艣wietle. Dotkn臋艂a jego sklejonych krwi膮 i potem w艂os贸w. Po chwili namys艂u, si臋gn臋艂a po wiadro z wod膮. 艢mierdzia艂a tak jak wszystko inne w celi, a na domiar z艂ego p艂ywa艂 w niej zdech艂y szczur. W tych warunkach w 偶aden spos贸b mu nie pomo偶e. Po艂o偶y艂a r臋k臋 na jego ramieniu. Gwa艂townie chwyci艂 j膮 za nadgarstek.

– Nie dotykaj mnie! 鈥 sykn膮艂.

– Chcia艂am tylko pom贸c 鈥 mrukn臋艂a poirytowana.

– Nigdy wi臋cej mnie nie dotykaj 鈥 powt贸rzy艂, a jego s艂owa by艂y niemal zwierz臋cym warkni臋ciem.

Maeve odsun臋艂a si臋 pod 艣cian臋. Usiad艂a pod ni膮. Ch艂opak poruszy艂 si臋 z trudem, na tyle, 偶eby przekr臋ci膰 si臋 na bok. J臋kn膮艂 z b贸lu.

鈥濶o, no, nie藕le nas wpakowa艂e艣鈥 dziewczyna us艂ysza艂a w my艣lach arogancko brzmi膮cy g艂os.

Zaskoczona podnios艂a wzrok. Le偶膮cy przy niej ch艂opak mia艂 zamkni臋te oczy. Jego oddech w dalszym ci膮gu by艂 tak samo p艂ytki i chrapliwy.

鈥瀂amknij si臋!鈥 tym razem g艂os brzmia艂 znajomo, jakby nale偶a艂 do niego, ale on w dalszym ci膮gu si臋 nie odzywa艂, Maeve przysz艂o do g艂owy, 偶e zwariowa艂a lub z g艂odu ma halucynacje.

鈥濶ie podoba mi si臋 to, co zrobili z naszym cia艂em, oddaj mi je!鈥 rozkaza艂 ten drugi.

鈥濶ie!鈥

鈥濪laczego?鈥 ch艂opak nie odpowiedzia艂, a g艂os przez chwil臋 nad czym艣 si臋 zastanawia艂. 鈥濩hodzi ci o t膮 smarkul臋? Je偶eli obiecam, 偶e nic jej nie zrobi臋, oddasz mi kontrol臋?鈥

鈥濼woje obietnice s膮 g贸wno warte! Zawsze takie by艂y!鈥

Dziewczyna us艂ysza艂a, rozbrzmiewaj膮cy w jej g艂owie, g艂uchy 艣miech. Potem do celi ponownie weszli gwardzi艣ci, tym razem, wywlekaj膮c ich obydwoje.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Przytrzymywana przez jednego z gwardzist贸w Maeve, zd膮偶y艂a zauwa偶y膰, jak dw贸ch innych, rzuci艂o czarnow艂osego ch艂opaka, na pod艂og臋 gabinetu dow贸dcy. Dopiero teraz, w dziennym 艣wietle, zobaczy艂a w jak op艂akanym jest stanie. Krew pokrywa艂a go dos艂ownie wsz臋dzie, od zlepionych w艂os贸w, po podarte i brudne resztki spodni. Dziewczyna zadr偶a艂a. Ca艂膮 sob膮, je偶eli to tylko mo偶liwe, jeszcze bardziej znienawidzi艂a Gilberta Dujon. M臋偶czyzna wsta艂 zza biurka, podchodz膮c do niej bli偶ej. Wzdrygn臋艂a si臋, kiedy obleczon膮 w r臋kawic臋 r臋k膮, dotkn膮艂 jej podrapanego policzka. U艣miechn膮艂 si臋, co w jego wykonaniu wygl膮da艂o bardzo z艂owieszczo.

– Wych艂osta膰 j膮 鈥 rozkaza艂 ch艂odnym tonem 鈥 tylko, tak, 偶eby nie by艂o po razach trwa艂ych 艣lad贸w. – Maeve szarpn臋艂a si臋, ale gwardzista przytrzyma艂 j膮, z tak膮 si艂膮, 偶e niemal z艂ama艂 jej r臋k臋. 鈥 Co do buntownika 鈥 kontynuowa艂 niewzruszenie 鈥 nie s膮dz臋, 偶eby by艂 nam do czegokolwiek jeszcze potrzebny. Powie艣cie go na placu, jako przestrog臋 dla innych.

呕o艂nierze zasalutowali, a potem wyprowadzili z pomieszczenia wi臋藕ni贸w. Zabrali ich na garnizonowy plac. Maeve poczu艂a jak zak艂adaj膮 na jej r臋ce, sk贸rzane bransolety, przywi膮zuj膮c j膮 do pr臋gierza. Patrzy艂a, jak ch艂opaka, z kt贸rym dzieli艂a cel臋, prowadz膮 na szubienic臋. Nie by艂 w stanie nawet usta膰 o w艂asnych si艂ach na nogach.

鈥濷ddaj mi kontrol臋, bo umrzesz tutaj鈥 warkn膮艂 w jej my艣lach znajomy ju偶 g艂os.

Poczu艂a jak ch艂opak si臋 poddaje. Wycofuje gdzie艣 w g艂膮b swojego jestestwa. Przez chwil臋, mimo odleg艂o艣ci, ujrza艂a jego oczy. W ci膮gu u艂amka sekundy zmieni艂y si臋 w 偶贸艂te, z pod艂u偶nymi, kocimi 藕renicami, a potem ponownie wr贸ci艂y do niezwyk艂ej, fio艂kowej barwy. Sylwetka ch艂opaka wyprostowa艂a si臋. Odepchn膮艂 od siebie stra偶nik贸w. Rusza艂 si臋 znacznie sprawniej i pewniej ni偶 jeszcze przed chwil膮. Zgrabnie zeskoczy艂 z drewnianego podwy偶szenia szubienicy.

鈥濪ziewczyna鈥 odezwa艂 si臋 drugi g艂os. 鈥瀂abierz ze sob膮 dziewczyn臋.鈥

W jej g艂owie rozleg艂 si臋 g艂uchy 艣miech.

鈥濩o?! Niby dlaczego?!鈥

鈥濨o je偶eli tego nie zrobisz鈥 odwarkn膮艂 tamten 鈥瀙rzez najbli偶szy miesi膮c b臋d臋 pi艂 piwo i jad艂 najt艂ustsze potrawy, jakie znajd臋, w pierwszej lepszej karczmie, ch臋do偶膮c ka偶d膮 napotkan膮 dziwk臋 i psuj膮c twoje cenne cia艂o鈥.

Maeve us艂ysza艂a warkni臋cie. G艂os nie w膮tpi艂, 偶e jego rozm贸wca m贸wi najzupe艂niej powa偶nie. Ch艂opak w jednej chwili znalaz艂 si臋 przy niej. W drugiej ju偶 odpina艂 z jej d艂oni sk贸rzane kajdany. Poci膮gn膮艂 j膮 za sob膮, dopadaj膮c uwi膮zanych przy bramie koni. Gwardzi艣ci podnie艣li alarm. Czarnow艂osy niemal wrzuci艂 j膮 na konia, wskakuj膮c na jego grzbiet tu偶 za ni膮. Nie zd膮偶y艂a nawet pomy艣le膰, dlaczego nie wezm膮 drugiego, gdy gradem posypa艂y si臋 strza艂y. Zanim cho膰by jedna musn臋艂a kt贸rekolwiek z nich, opad艂y niczym zwi臋d艂e li艣cie. Ko艅 na kt贸rym siedzieli na oklep, p臋dzi艂 przed siebie cwa艂em. Na mo艣cie, tu偶 za bram膮, czekali ju偶 uzbrojeni 偶o艂nierze. Ch艂opak przytrzyma艂 j膮 w pasie, a ogier wzbi艂 si臋 w powietrze, przeskakuj膮c nad ich g艂owami. To nie by艂o mo偶liwe! Maeve z ca艂ej si艂y z艂apa艂a si臋 ko艅skiej grzywy, niemal zlatuj膮c z grzbietu zwierz臋cia. Kary ogier wyl膮dowa艂 mi臋kko na ziemi, tu偶 za plecami oszo艂omionych m臋偶czyzn. Pogalopowa艂 dalej. S艂ysza艂a krzyki stra偶nik贸w. Organizowali po艣cig. Dziewczyna nie zd膮偶y艂a si臋 nawet zastanowi膰, kim on do cholery jest, kiedy niespodziewanie zepchn膮艂 j膮 z konia. Zrobi艂 to tu偶 za wzg贸rzem, gdzie byli chwilowo niewidoczni. Upad艂a na mi臋kk膮 traw臋. Bole艣nie poczu艂a, jak uderza nog膮 o le偶膮c膮 w trawie ga艂膮藕. Sykn臋艂a z b贸lu. Ch艂opak zeskoczy艂 zaraz za ni膮. Rozp臋dzony ko艅, ani na chwil臋 nie zwolni艂 biegu.

– Czemu pozbyli艣my si臋 konia? 鈥 spyta艂a poirytowana.

– Wstawaj! 鈥 warkn膮艂 na ni膮, nie raczywszy jej odpowiedzie膰.

Jego g艂os by艂 inny, ostrzejszy, surowszy. Nie taki jak ch艂opaka, z kt贸rym siedzia艂a w celi. Nie zgadza艂y si臋 nawet barwa, ani tembr. Niech臋tnie pos艂ucha艂a. Skrzywi艂a si臋, staj膮c na zranionej nodze. Ch艂opak to zauwa偶y艂. Zacz膮艂 przeklina膰, nie wybieraj膮c w s艂owach. Wci膮gn膮艂 j膮 w niewielki zagajnik, kompletnie ignoruj膮c jej s艂abe protesty i pe艂ne b贸lu westchni臋cia. Kiedy uzna艂, 偶e s膮 ju偶 dostatecznie daleko od drogi, 偶eby nie by艂o ich wida膰, brutalnie popchn膮艂 dziewczyn臋 na traw臋. Obejrza艂 jej nog臋.

– Skr臋ci艂a艣 kostk臋 鈥 oznajmi艂 wkurzony 鈥 czekaj tu 鈥 rozkaza艂, a ona w jego g艂osie s艂ysza艂a nadziej臋 na to, 偶e nie pos艂ucha.

Znikn膮艂 mi臋dzy drzewami. Maeve podnios艂a si臋 z trudem. Stan臋艂a na obydwu nogach, a potem zn贸w osun臋艂a si臋 na ziemi臋. W jej czach zakr臋ci艂y si臋 艂zy. To nie mia艂o sensu. Nie da rady chodzi膰, z tak bol膮c膮 nog膮. Zdziwi艂a si臋, kiedy ch艂opak po chwili wr贸ci艂. By艂a pewna, 偶e j膮 tu zostawi艂. Nie us艂ysza艂a nawet najdrobniejszego szelestu. Z jego w艂os贸w i sk贸ry, znikn臋艂a zaschni臋ta krew. Sam, ubrany w lnian膮 koszul臋 i workowate spodnie, rzuci艂 na traw臋 przed ni膮 jakie艣 szmaty. To by艂a d艂uga suknia, taka, jakie nosi艂y pracuj膮ce w polu kobiety. Z ulg膮 w艂o偶y艂a j膮 na siebie, zast臋puj膮c resztki przybrudzonej koszuli. Czarnow艂osy podszed艂 do niej i wzi膮艂 j膮 na r臋ce. Spojrza艂a na niego zaskoczona, ale nie zaprotestowa艂a. Przeszli par臋na艣cie metr贸w i znale藕li si臋 na piaszczystej pla偶y.

– Masz jaki艣 plan? 鈥 zapyta艂a niepewnie.

Zdziwi艂a si臋, kiedy tym razem skin膮艂 g艂ow膮.

– Ukradn臋 艂贸d藕, wydostaniemy si臋 z tej przekl臋tej wyspy, a potem znikniesz mi z oczu 鈥 powiedzia艂 lodowatym g艂osem.

Co艣 zmrozi艂o j膮 w 艣rodku, ale nie odpowiedzia艂a. Ch艂opak zani贸s艂 j膮 na pomost. W oddali zamajaczy艂y sylwetki gwardzist贸w. Niemal zwierz臋cy warkot wydoby艂 si臋 z krtani czarnow艂osego. Wepchn膮艂 dziewczyn臋 do wody. Sam wsun膮艂 si臋 zaraz po niej. Maeve zadr偶a艂a z zimna. Przyci膮gn膮艂 j膮 do siebie, chowaj膮c si臋 pod drewnianym pomostem, do kt贸rego przycumowane by艂y 艂odzie. Stali po pas w wodzie, a niezbyt du偶e fale, rozbija艂y si臋 wok贸艂 nich, o kamienie, stanowi膮ce podstaw臋 pomostu. Ch艂opak trzyma艂 j膮 w ramionach, tul膮c do siebie, niczym kochanek.

– Mam nadziej臋, 偶e jeste艣 dobr膮 aktork膮 鈥 wyszepta艂聽 tu偶 przy jej uchu 鈥 poniewa偶 w膮tpi臋, 偶ebym da艂 rad臋 pokona膰 ich wszystkich.

Potem poczu艂a jego stanowcze usta, na swoich mi臋kkich wargach. Oszo艂omiona otworzy艂a szerzej oczy. Wpl贸t艂 palce w jej d艂ugie, teraz zupe艂nie przemoczone w艂osy. Wo艅 ryb i morza zabi艂y paskudny zapach celi. Maeve zobaczy艂a zbli偶aj膮cych si臋 stra偶nik贸w. Czy on naprawd臋 my艣la艂, 偶e to si臋 im uda? Wtuli艂a si臋 w niego bardziej, oplataj膮c ramionami jego szyj臋.

– Hej! Wy dwoje! Co tam robicie? 鈥 us艂ysza艂a z pla偶y odrobin臋 rozbawiony g艂os gwardzisty.

Ch艂opak odskoczy艂 od niej jak oparzony. Na jego bladej twarzy pojawi艂 si臋 rumieniec.

– My tylko鈥 – zacz膮艂 niepewnie. 鈥 B艂agam, nie m贸wcie panie nikomu! 鈥 zmieni艂 nagle ton na szczerze przera偶ony 鈥 jej ojciec mnie zabije!

Teraz m臋偶czyzna roze艣mia艂 si臋 ju偶 otwarcie.

– Kto tam jest, Owen? 鈥 us艂yszeli drugi, nieco zachrypni臋ty g艂os.

– To tylko dzieciaki 鈥 odpowiedzia艂 tamten uspakajaj膮co. 鈥 Powinni艣cie by膰 w domach 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do nich ostro. – Z garnizonu uciekli niebezpieczni wi臋藕niowie. Zosta艂 og艂oszony alarm.

Fioletowe oczy ch艂opaka rozszerzy艂y si臋 i teraz wygl膮da艂y na jeszcze bardziej przera偶one, a Maeve mog艂aby przysi膮c, 偶e przez chwil臋 z jego sylwetk膮, zla艂a si臋 posta膰 blondw艂osego ch艂opca, podobnego do tych, kt贸rzy na wyspie Mirios, pracowali na polach.

– Dzi臋kuj臋, panie za ostrze偶enie 鈥 odezwa艂 si臋 lekko dr偶膮cym g艂osem.

呕o艂nierze odeszli, 艣miej膮c si臋. Kiedy tylko znikn臋li z ich pola widzenia, czarnow艂osy odcumowa艂 艂贸d藕. Maeve usiad艂a na drewnianej 艂awce, maj膮c coraz wi臋ksze obawy. Z wyspy na kontynent wcale nie by艂o tak blisko, nawet statkiem, na pe艂nych 偶aglach, podr贸偶 zajmowa艂a ca艂y dzie艅 drogi. Patrzy艂a niech臋tnie na swojego towarzysza, wiedz膮c ju偶, 偶e nie ma sensu go o nic pyta膰.聽 Ch艂opak chwyci艂 za wios艂a. Postawi艂 niewielki 偶agiel, dopiero kiedy odp艂yn臋li spory kawa艂ek od brzegu. Niewielka 艂贸dka 艂agodnie ko艂ysa艂a si臋 na falach. Czarnow艂osy opad艂 ci臋偶ko przy sterze. Wygl膮da艂 na wyko艅czonego. Teraz dopiero zda艂a sobie spraw臋, 偶e z jego twarzy zupe艂nie znikn臋艂a opuchlizna. Widzia艂a jego aur臋, wiedzia艂a, 偶e nie jest ludzka, jak wi臋c m贸g艂 zosta膰 kap艂anem? Jakim cudem w艂ada艂 magi膮? Bogowie odpowiadali jedynie na modlitwy wybranych ras, a on鈥 nie mia艂a poj臋cia czym on by艂.

– Jeste艣 kap艂anem? 鈥 zapyta艂a wpatruj膮c si臋 w niego intensywnie.

Roze艣mia艂 si臋 ponuro.

– Bro艅 mnie ciemno艣ci nocy, nie.

– Kim wi臋c jeste艣?

– Nie chcesz tego wiedzie膰 鈥 uci膮艂 kr贸tko, a ona wi臋cej ju偶 nie pyta艂a.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Obudzi艂a si臋 czuj膮c nieprzyjemny ch艂贸d, ci膮gle jeszcze wilgotnego ubrania. Ziewn臋艂a przeci膮gle, siadaj膮c na zwini臋tych sieciach rybackich, na kt贸rych spa艂a. Zaczyna艂o ju偶 zmierzcha膰. Spojrza艂a na siedz膮cego przy sterze ch艂opaka. U艣miechn膮艂 si臋 do niej dosy膰 ponuro. Na jego twarzy wida膰 by艂o zm臋czenie.

– Wyspa艂a艣 si臋? 鈥 zapyta艂, a ona natychmiast wyczu艂a subteln膮 r贸偶nic臋 w jego g艂osie.

– Nie bardzo 鈥 stwierdzi艂a rozmasowuj膮c obola艂e mi臋艣nie.

Poda艂 jej buk艂ak z wod膮. By艂a tak spragniona, 偶e nawet nie pyta艂a sk膮d go ma.

– Nie zd膮偶y艂em si臋 jeszcze przedstawi膰 鈥 powiedzia艂 z k膮艣liwym u艣miechem. 鈥 Nazywam si臋 Raven Dagwood.

– Maeve Merrowing 鈥 odpowiedzia艂a mu cicho, lekko zamy艣lona dziewczyna. On by艂 zagadk膮, a ona uwielbia艂a je rozwi膮zywa膰. 鈥 D艂ugo b臋dziemy p艂yn膮膰? 鈥 zapyta艂a z nadziej膮, 偶e mo偶e udzieli jej odpowiedzi. Ani odrobin臋 nie mia艂a ochoty sko艅czy膰 na dnie morza, jako pokarm dla ryb.

– Prawdopodobnie przez ca艂膮 noc, rano powinni艣my by膰 na sta艂ym l膮dzie 鈥 oznajmi艂 pocieszaj膮co.

Dziewczyna spojrza艂a w gwiazdy. Nie mia艂a wyboru, musia艂a mu zaufa膰. Wraz ze wschodem s艂o艅ca ujrzeli l膮d. Z tej perspektywy, z pe艂nego morza, wygl膮da艂 naprawd臋 pi臋knie. Skalne klify zbli偶a艂y si臋 z ka偶d膮 chwil膮. Postrz臋pione ska艂y i pokrywaj膮ca je zielona trawa oraz niskie krzaki. Maeve wpatrywa艂a si臋 w nie zachwycona. Nigdy wcze艣niej nie zwraca艂a na to uwagi. Dwie godziny p贸藕niej znale藕li si臋 na brzegu. Raven wyci膮gn膮艂 艂贸d藕 na bia艂y piasek.

– Poradzisz sobie sama? 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do dziewczyny z delikatn膮 nut膮 troski w g艂osie.

U艣miechn臋艂a si臋 do niego pogodnie, odganiaj膮c zm臋czenie. Teraz by艂a pewna, 偶e albo on jest psychicznie chory i ma dwie r贸偶ne osobowo艣ci, albo g艂osy, kt贸re s艂ysza艂a w g艂owie, musia艂y by膰 prawdziwe.

– Zawsze sobie radz臋 鈥 odpowiedzia艂a spokojnie. 鈥 Dzi臋kuj臋, 偶e mnie ze sob膮 zabra艂e艣. 呕egnaj.

– Powodzenia Maeve 鈥 powiedzia艂, ci膮gle stoj膮c przy 艂odzi, podczas gdy ona, spacerowym krokiem, by rozprostowa膰 zdr臋twia艂e nogi, ruszy艂a w kierunku wydm.

Dworskie Bale, Carenvall

Ta艅czy艂a. Uwielbia艂a to uczucie swobody i cudownego spe艂nienia. Bal z okazji letniego przesilenia, na zamku w Carenvall zawsze obchodzony by艂 bardzo hucznie i uroczy艣cie. Wino odrobin臋 szumia艂o Maeve w g艂owie. Pozwoli艂a sobie na to. Tego dnia to co robi艂a, jej praca, b臋dzie dziecinnie prosta. U艣miechn臋艂a si臋 uroczo do syna Diuka Mendersona, Davida. To w艂a艣nie dzi臋ki temu idiocie dosta艂a si臋 na dzisiejszy bal. Wiecz贸r dopiero si臋 rozpoczyna艂, a ona ju偶 zd膮偶y艂a z艂owi膰 kilka 艂akomych k膮sk贸w. W pewnym momencie, w t艂umie go艣ci, dostrzeg艂a znajom膮 sylwetk臋. Raven? Co on tu robi艂鈥 Nigdy wcze艣niej nie widzia艂a go na 偶adnym z bal贸w czy uroczystych przyj臋膰. Tego by艂a pewna. Ciekawo艣膰 zwyci臋偶y艂a. Kiedy orkiestra na chwil臋 przesta艂a gra膰, przeprosi艂a swojego partnera i wysz艂a na taras. Ch艂opak sta艂 tam, niedbale opieraj膮c si臋 o barierk臋. Od czasu do czasu popija艂 wino, przygl膮daj膮c si臋 wiruj膮cym w ta艅cu parom.

– Dawno si臋 nie widzieli艣my 鈥 u艣miechn臋艂a si臋 podchodz膮c do niego.

Spojrza艂 na ni膮 lekko zak艂opotany.

– Przepraszam, ale czy mog艂aby艣 mi przypomnie膰 pani, sk膮d si臋 znamy? 鈥 zapyta艂 uprzejmie.

Maeve obrzuci艂a go skonsternowanym spojrzeniem. Min膮艂 zaledwie tydzie艅 od ich wsp贸lnej ucieczki z wyspy Mirios. Naprawd臋 jej nie pami臋ta艂? Mo偶e jednak by艂 chory psychicznie albo te偶 z jakiej艣 przyczyny 艣wietnie gra艂.

– Ca艂kiem niedawno ca艂owali艣my si臋 na pla偶y wyspy Mirios 鈥 spr贸bowa艂a w ten spos贸b.

Ch艂opak zakrztusi艂 si臋 winem. Przez chwil臋 jego fio艂kowe oczy ocenia艂y j膮 wzrokiem, a potem si臋 roze艣mia艂.

– No, no 鈥 stwierdzi艂 z lekkim podziwem i zaskoczeniem 鈥 a by艂em pewien, 偶e to Ravena zaczepiaj膮 moje porzucone kochanki. Jak wida膰 bywa tak偶e na odwr贸t. 呕a艂uj臋 niezmiernie, 偶e nie spotka艂em ci臋 w takim razie przed moim bratem 鈥 oznajmi艂 weso艂o. 鈥 Jednak je偶eli zechcesz, mo偶emy to jeszcze naprawi膰 鈥 zasugerowa艂. 鈥 Nazywam si臋 Andre Dagwood, a Raven Dagwood, to m贸j bli藕niaczy brat.

Maeve spojrza艂a na niego naprawd臋 zaskoczona. Takiej odpowiedzi si臋 w 偶adnym razie nie spodziewa艂a. Je偶eli ch艂opak m贸wi艂 prawd臋, to byli do siebie podobni, jak dwie krople wody. Nie zna艂a go na tyle dobrze, 偶eby wiedzie膰 czy to Raven czy te偶 nie, za to by艂a pewna, 偶e rozpozna艂aby ten drugi, ch艂odny g艂os. Nie zd膮偶y艂a mu jednak w 偶aden spos贸b odpowiedzie膰, gdy przyj臋cie przerwa艂a, wkraczaj膮ca do zamku gwardia. 呕o艂nierze wywo艂ali na sali zamieszanie i pop艂och. Podeszli bezpo艣rednio do nich. Maeve zamar艂a na chwil臋, rozpoznaj膮c sylwetk臋 krocz膮cego na ich czele Gilberta. Potem si臋 rozlu藕ni艂a. Wiedzia艂a, 偶e tutaj, w pe艂nym 艣wiadk贸w pomieszczeniu, niczego nie odwa偶y si臋 jej zrobi膰. M臋偶czyzna u艣miechn膮艂 si臋 ch艂odno, zupe艂nie j膮 ignoruj膮c. Przyzwalaj膮co skin膮艂 gwardzistom g艂ow膮, a oni pochwycili zaskoczonego Andre. Ch艂opak zacz膮艂 si臋 wyrywa膰. Natychmiast powalili go na u艂o偶on膮 z drobnych kamyczk贸w, mozaikow膮, posadzk臋.

– Andre! Andre! 鈥 przez t艂um zacz臋艂a si臋 przepycha膰 zaczerwieniona na twarzy, ubrana w po艂yskuj膮c膮 sukni臋 i obwieszona nadmiarem klejnot贸w, kobieta. 鈥 Pu艣膰cie go! 鈥 za偶膮da艂a. 鈥 Czego od niego chcecie?!

Gilbert sk艂oni艂 si臋 lekko.

– To niebezpieczny przest臋pca, markizo De Blois 鈥 oznajmi艂 spokojnym g艂osem. 鈥 Jeste艣my zmuszeni go aresztowa膰.

– Nonsens! 鈥 zawo艂a艂a oburzona dama.

– Mamy 艣wiadk贸w, przy kt贸rych zamordowa艂 z zimn膮 krwi膮 przynajmniej tuzin ludzi.

Fioletowe oczy ch艂opaka rozszerzy艂y si臋 ze strachu. Jego usta poruszy艂y si臋, ale nie wym贸wi艂 ani jednego s艂owa. Maeve jednak by艂a przekonana, 偶e wie co tamten chcia艂 powiedzie膰. Kobieta sta艂a jak sparali偶owana. Gilbert da艂 znak i 偶o艂nierze wywlekli z sali szamocz膮cego si臋 m艂odzie艅ca. Sam zosta艂, w ch艂odny, ale uprzejmy spos贸b, przepraszaj膮c za ca艂e zamieszanie uczestnicz膮cych w balu go艣ci. Kiedy wychodzi艂, podszed艂 prosto do Maeve.

– Z tob膮 si臋 jeszcze policz臋, kruszyno 鈥 wymrucza艂, a ona by艂a przekonana, 偶e jest to ostrze偶enie.

– Pope艂niasz b艂膮d 鈥 powiedzia艂a cicho, patrz膮c w jego zimne, stalowe oczy. Ba艂a si臋 go. Naprawd臋 si臋 go ba艂a i nie mia艂a poj臋cia dlaczego pr贸buje miesza膰 si臋 w spraw臋 Andre. Gilbert spojrza艂 na ni膮 pytaj膮co. 鈥 To nie Raven 鈥 oznajmi艂a cicho.

U艣miechn膮艂 si臋 zimno. W jego oczach pojawi艂 si臋 nik艂y cie艅 uznania.

– Wiem 鈥 odpowiedzia艂 lekko rozbawiony 鈥 ale kto艣 musi zawisn膮膰, a chwilowo tylko on jest pod r臋k膮. Udanych 艂ow贸w 鈥 doda艂 鈥 za nie r贸wnie偶 si臋 policzymy.

Sk艂oni艂 si臋 drwi膮co, a potem skierowa艂 prosto, do wyj艣cia z balowej sali. Maeve waha艂a si臋 przez chwil臋, a potem, przeklinaj膮c si臋 w duchu za g艂upot臋, ukradkiem wymkn臋艂a si臋 za nim.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Jeszcze przemykaj膮c si臋 szerokim, g艂贸wnym korytarzem, Maeve us艂ysza艂a w g艂owie znajome g艂osy. Wi臋c 鈥瀘ni鈥 jednak r贸wnie偶 tu byli. Teraz k艂贸cili si臋 o co艣 za偶arcie. Dziewczyna przesz艂a z wysoko podniesion膮 g艂ow膮, pomi臋dzy pilnuj膮cymi drzwi gwardzistami. Stara艂a si臋 nie wygl膮da膰 i nie zachowywa膰, jakby robi艂a co艣 nietypowego. Zbyt dobrze zna艂a zwyczaje Gilberta Dujon, 偶eby nie wiedzie膰, co teraz zrobi. Uda艂a si臋 ku ogrodzonym, r贸wniutko przyci臋tym 偶ywop艂otem, r贸偶anym ogrodom. Tam schowa艂a si臋 mi臋dzy drzewami, obserwuj膮c. Gwardzi艣ci rzucili Andre na traw臋. Jeden z nich kopn膮艂 ch艂opaka w brzuch. Ten skuli艂 si臋 z cichym j臋kiem. Jego eleganckie ubranie pobrudzone by艂o teraz b艂otem i traw膮. 呕o艂nierz podni贸s艂 ch艂opaka za w艂osy.

– Gdzie to schowa艂e艣? 鈥 zapyta艂 spokojnie stoj膮cy obok, przygl膮daj膮cy si臋 wszystkiemu z umiarkowanym zainteresowaniem Gilbert.

– M贸wi艂em, 偶e to nie ja鈥 – szepn膮艂 spanikowanym g艂osem Andre.

Tym razem dosta艂 pi臋艣ci膮 w twarz. Kolejne kopni臋cia i ciosy spad艂y na niego burzowym gradem. Ch艂opak skuli艂 si臋 na trawie, staraj膮c si臋 chroni膰 przynajmniej brzuch i g艂ow臋.

鈥濩o teraz?鈥 w my艣lach Maeve zabrzmia艂o drwi膮ce pytanie.

鈥濧 co proponujesz?鈥 odwarkn膮艂 g艂os Ravena.

鈥濪la mnie to wygl膮da na dobr膮 zabaw臋鈥 聽stwierdzi艂 jego rozm贸wca.

鈥濲e偶eli zabijesz mojego brata鈥︹ zagrozi艂 ch艂opak.

W my艣lach dziewczyny rozleg艂 si臋 z艂owieszczy 艣miech.

鈥濭dzie偶bym 艣mia艂鈥 wymrucza艂 g艂os.

鈥濺ael, ja nie 偶artuj臋鈥 sykn膮艂 Raven.

鈥濼ylko go troch臋 nastrasz臋, nie martw si臋, nie skrzywdz臋 Andre, za bardzo鈥︹

Ch艂opak westchn膮艂, wycofuj膮c si臋 w g艂膮b siebie. Potem g艂osy umilk艂y. Nagle Maeve poczu艂a za plecami czyj膮艣 obecno艣膰. Nie musia艂a si臋 nawet odwraca膰, 偶eby wiedzie膰, kto za ni膮 stoi. Jej usta zatka艂a twarda, m臋ska d艂o艅. Nawet nie pr贸bowa艂a si臋 szarpa膰.

– Wnioskuj臋, 偶e mia艂a艣 ju偶 okazj臋 pozna膰 Andre 鈥 wyszepta艂 ch艂opak tu偶 do jej ucha.

Maeve skin臋艂a g艂ow膮, na tyle, na ile pozwala艂a jej szorstka r臋ka Ravena, a mo偶e raczej w tym momencie Raela. Ch艂opak ods艂oni艂 jej usta.

– Co tutaj robisz? 鈥 zapyta艂 r贸wnie cicho.

Wzruszy艂a ramionami. Sama nie mia艂a poj臋cia. Gwardzi艣ci podnie艣li z ziemi Andre. Chwil臋 p贸藕niej znikn臋li im z oczu. Rael ruszy艂 przed siebie. Maeve chwyci艂a go za r臋k臋. Obrzuci艂 j膮 w艣ciek艂ym wzrokiem.

– Czekaj 鈥 szepn臋艂a 鈥 wiem dok膮d go zabieraj膮. Zostawi膮 go tam na noc.

Spojrza艂 na ni膮 nieufnie, ale w ko艅cu zdecydowa艂 si臋 zaczeka膰. Po kwadransie cichego czekania, zauwa偶yli wracaj膮cych 偶o艂nierzy. Gilbert szed艂 razem z nimi. Min臋li ich kryj贸wk臋 i znikn臋li za bram膮 zamku. Maeve odczeka艂a jeszcze chwil臋, a potem wysz艂a z ukrycia. Zaprowadzi艂a ch艂opaka na ty艂y ogrodu, do kamiennej, zamykanej ci臋偶k膮, drewnian膮 klap膮 studni. Pilnowa艂 jej tylko jeden gwardzista. Rael podszed艂 do niego cicho, niczym poluj膮cy kot, jedn膮 r臋k膮 chwyci艂 jego g艂ow臋, a trzymanym w drugiej no偶em, poder偶n膮艂 mu gard艂o. Cz艂owiek zd膮偶y艂 przed 艣mierci膮 wyda膰 jedynie cichy charkot. Ch艂opak wypu艣ci艂 go, pozwalaj膮c mu upa艣膰 na traw臋. Potem odsun膮艂 pokryw臋 studni. W mroku Maeve dostrzeg艂a, 偶e woda si臋ga艂a Andre po sam膮 szyj臋. Dziewczyna wzdrygn臋艂a si臋 mimowolnie. Metody Gilberta by艂y r贸wnie okrutne co skuteczne, a teraz wyra藕nie czego艣 chcia艂. Rael rzuci艂 ch艂opakowi zako艅czon膮 wiadrem lin臋, a kiedy tamten si臋 ni膮 owin膮艂 w pasie, wci膮gn膮艂 go na g贸r臋. Stan臋li obok siebie, sk膮pani w srebrnej po艣wiacie ksi臋偶yca. Maeve stwierdzi艂a, 偶e s膮 niemal identyczni. R贸偶ni艂o ich jedynie spojrzenie. Zimne, beznami臋tne oczy Raela i przera偶ony, szukaj膮cy ucieczki wzrok Andre.

– Znasz tu jakie艣 bezpieczne miejsce? 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do niej cichym g艂osem ten pierwszy.

Niepewnie skin臋艂a g艂ow膮. Przeszli przez ogr贸d, a ona, bocznymi schodami sprowadzi艂a ich do piwniczki na wino. Ze zdziwieniem spostrzeg艂a, jak mokry 艣lad, kt贸ry ci膮gn膮艂 si臋 za Andre, prawie natychmiast znika i nic po nim nie zostaje. Ch艂opak z trudem utrzymywa艂 si臋 na nogach. Teraz opar艂 si臋 o ustawione w r贸wnym rz臋dzie beczu艂ki.

– Raven鈥 – zacz膮艂 niezbyt pewnym g艂osem, ale nie zd膮偶y艂 doko艅czy膰.

Rael precyzyjnie wymierzy艂 silny cios, trafiaj膮c ch艂opaka w splot s艂oneczny. Andre osun膮艂 si臋 na kolana, z trudem 艂api膮c powietrze. Maeve sta艂a przy drzwiach, przygl膮daj膮c im si臋 zaskoczona, nie kryj膮c jednak ciekawo艣ci. W ka偶dej chwili gotowa by艂a do ucieczki.

鈥濶ie przesad藕!鈥 us艂ysza艂a w my艣lach ostrzegawcze warkni臋cie Ravena.

Odpowiedzia艂 mu drwi膮cy 艣miech.

– Gdzie to ukry艂e艣, z艂odzieju? 鈥 zapyta艂 spokojnie, stoj膮cy nad Andre, Rael.

– Przynios臋 鈥 zaproponowa艂 cicho, chwiejnie wstaj膮c.

Rael roze艣mia艂 si臋, tym razem na g艂os. Pchn膮艂 go z powrotem na kamienn膮 pod艂og臋.

– Masz mnie za g艂upca? 鈥 warkn膮艂. 鈥 Ona po to p贸jdzie 鈥 wskaza艂 z leniwym u艣miechem na Maeve.

Dziewczyna by艂a coraz bardziej zaciekawiona. Andre wygl膮da艂 na naprawd臋 przera偶onego. Zda艂a sobie spraw臋, 偶e znacznie bardziej boi si臋 w艂asnego brata, a przynajmniej jego drugiej postaci, ni偶 Gilberta.

– Jest w komnacie Markizy De Blois, w zachodnim skrzydle zamku, dziesi膮te drzwi na lewo od schod贸w, na drugim pi臋trze 鈥 powiedzia艂 patrz膮c w pod艂og臋. 鈥 Po prawej stronie okna jest lu藕na ceg艂a, za ni膮 schowany jest woreczek.

– Doskonae 鈥 mrukn膮艂 Rael. 鈥 Przynie艣 go 鈥 zwr贸ci艂 si臋 szorstko do Maeve. 鈥 I na twoim miejscu bym nawet nie pr贸bowa艂 go otwiera膰.

Maeve obrzuci艂a go zirytowanym spojrzeniem, ale by艂a zbyt zaciekawiona, 偶eby zaprotestowa膰. Niemal wybieg艂a z piwnicy. Ju偶 chwil臋 p贸藕niej znalaz艂a si臋 z powrotem w zamku. Jej d艂uga, ciemnozielona suknia, by艂a lekko ubrudzona b艂otem, a w艂osy nieco rozwichrzone, ale poza tym wygl膮da艂a zupe艂nie normalnie. Je偶eli kto艣 co艣 zauwa偶y, zapewne pomy艣li, 偶e dziewczyna wysz艂a do ogrod贸w, z jakim艣 艣mielszym adoratorem. Na to w艂a艣nie liczy艂a Maeve. Niespiesznie wspi臋艂a si臋 po schodach i skr臋ci艂a w zachodnie skrzyd艂o. Bez trudu odnalaz艂a wskazany pok贸j. Zamkni臋te drzwi nie stanowi艂y, dla wprawnej w z艂odziejskim fachu, dziewczyny najmniejszej przeszkody, a wr臋cz przeciwnie. 艢wiadczy艂y o tym, 偶e nikogo nie zastanie w 艣rodku. Chwil臋 p贸藕niej odnalaz艂a te偶 skrytk臋 i p艂贸cienny, starannie zwi膮zany rzemieniem woreczek. Uciek艂a z pokoju, starannie zamykaj膮c go za sob膮. Chwil臋 p贸藕niej znikn臋艂a w os艂oni臋tej wn臋ce. Usiad艂a na parapecie wykuszowego okna i wprawnie rozsup艂a艂a woreczek. Z trudem powstrzyma艂a si臋 przed pi艣ni臋ciem z zachwytu. W 艣rodku znajdowa艂 si臋 przepi臋kny, rozszczepiaj膮cy 艣wiat艂o na ca艂膮 t臋cz臋 barw, diament, wielko艣ci dzieci臋cej pi臋艣ci. Nic dziwnego, 偶e wszyscy zadaj膮 sobie tyle zachodu, 偶eby go zdoby膰! U艣miechn臋艂a si臋 do siebie zadowolona. W ka偶dym razie teraz ma go ona i nie zamierza si臋 pr臋dko z nim rozsta膰. Z powrotem zawi膮za艂a woreczek, chowaj膮c go do przywieszonej pod sukni膮 sakwy. Potem, w wy艣mienitym humorze, wr贸ci艂a na d贸艂, do balowej sali, odszuka膰 Davida, by jak najszybciej j膮 st膮d zabra艂.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Dziedziniec zamkowy o艣wietlony by艂 setkami jasno p艂on膮cych pochodni. Uwieszona ramienia Davida, Maeve stara艂a si臋 ze wszystkich si艂 nie rozgl膮da膰 na boki. M艂odzieniec poprowadzi艂 j膮 ku przygotowanej do drogi karecie. Pe艂nym kurtuazji gestem poda艂 jej r臋k臋, pomagaj膮c wsi膮艣膰 do 艣rodka. Zaprz臋偶ony w cztery kasztanowe konie pow贸z, ruszy艂 po r贸wno u艂o偶onym bruku. Trakt przed nimi o艣wietlali dwaj konni gwardzi艣ci z pochodniami. Maeve odetchn臋艂a z ulg膮, dopiero gdy po p贸艂godzinie drogi zag艂臋bili si臋 w las. David wygl膮da艂 na odrobin臋 znudzonego. Niedobrze! Jeszcze nie teraz!

– Jak cudownie, 偶e poka偶esz mi sw贸j my艣liwski pa艂ac 鈥 zaszczebiota艂a udaj膮c entuzjazm.

Syn diuka natychmiast si臋 rozpromieni艂.

– Jutro udamy si臋 na polowanie, w najpi臋kniejszej cz臋艣ci kniei 鈥 oznajmi艂 podekscytowany.

Dziewczyna b艂aga艂a w duchu, 偶eby nie kaza艂 jej jecha膰 w damskim siodle. Je偶eli si臋 uda, jutro b臋dzie ju偶 naprawd臋 daleko od Carenvall. W pewnym momencie pow贸z si臋 zatrzyma艂. Gwardzi艣ci krzykn臋li ostrzegawczo. Maeve przekl臋艂a w duchu. Czy nigdy nic nie mo偶e by膰 proste i 艂atwe? Na zewn膮trz panowa艂 harmider, kt贸ry jednak ucich艂 zbyt szybko. David zerwa艂 si臋 z miejsca.

– Zosta艅 tu 鈥 rozkaza艂 ostro, wychodz膮c z karety z szabl膮 w d艂oni.

Dziewczyna wyjrza艂a przez okno. Na trakcie przed nimi le偶a艂y porzucone pochodnie, o艣wietlaj膮c martwe cia艂a 偶o艂nierzy. Koni nigdzie nie by艂o. David sta艂 naprzeciwko zbli偶aj膮cego si臋 wolnym krokiem m臋偶czyzny. Maeve rozpozna艂a w nim ciemnow艂osego Ravena lub co wydawa艂o jej si臋 bardziej prawdopodobne, Raela. Na chwil臋 przymkn臋艂a oczy, zastanawiaj膮c si臋 co dalej. M臋偶czy藕ni mierzyli si臋 wzrokiem. W pewnym momencie David zaatakowa艂. W r臋ku czarnow艂osego b艂ysn臋艂a szabla. P艂omienie pochodni odbija艂y si臋 w szybko poruszaj膮cych si臋 ostrzach. Pojedynek z ka偶d膮 chwil膮 nabiera艂 intensywno艣ci. Maeve nie mia艂a poj臋cia, 偶e syn diuka jest tak wy艣mienitym szermierzem. Z pocz膮tku sporadyczny d藕wi臋k uderzaj膮cej o siebie broni, zacz膮艂 zlewa膰 si臋 w jednostajny, nasilaj膮cy si臋 ha艂as. Powoli David zacz膮艂 si臋 wycofywa膰 w kierunku lasu. Maeve nie mia艂a w膮tpliwo艣ci, kto wygra to starcie. W pewnym momencie syn diuka g艂o艣no przekl膮艂, potykaj膮c si臋 o wystaj膮cy z ziemi korze艅 i rozci膮gaj膮c na ziemi jak d艂ugi. Raven, a mo偶e Rael u艣miechn膮艂 si臋 z satysfakcj膮. Maeve us艂ysza艂a t臋tent kopyt. Zbli偶ali si臋 ku nim je藕d藕cy. Ju偶 z daleka, mimo panuj膮cego na dworze mroku, rozpozna艂a olbrzymiego, siwego ogiera Gilberta Dujon.

鈥濷ddaj mi kontrol臋!鈥 warkn膮艂 stanowczo Rael.

鈥濸ieprz si臋鈥 nadesz艂a odpowied藕 Ravena.

Czarnow艂osy przekl膮艂, b艂yskawicznie zag艂臋biaj膮c si臋 w las. David podni贸s艂 si臋 z ziemi, otrzepuj膮c lekko pobrudzone ubranie. Gilbert wraz z gwardzistami byli ju偶 bardzo blisko. Zatrzymali si臋 tu偶 przy powozie. M臋偶czyzna zeskoczy艂 z konia. Sk艂oni艂 g艂ow臋 przed chowaj膮cym szabl臋 Davidem.

– Co tu si臋 wydarzy艂o, Monsieur Menderson? 鈥 spyta艂 Gilbert s艂u偶bowym tonem.

– Zostali艣my napadni臋ci, kapitanie Dujon. 艁otr zabi艂 moich stra偶nik贸w 鈥 oznajmi艂 lekko zdyszany David.

– Ciemnow艂osy z diabelsko fioletowymi oczami? 鈥 zapyta艂 cichym g艂osem dow贸dca. M艂odzieniec przytakn膮艂. 鈥 Przeszuka膰 las! 鈥 krzykn膮艂 w stron臋 gwardzist贸w Gilbert. 鈥 To poszukiwany przest臋pca 鈥 wyja艣ni艂 spokojnie Davidowi 鈥 jest oskar偶ony o zab贸jstwo dwunastu ludzi.

Maeve, nie mog膮c si臋 powstrzyma膰, z gracj膮 wysz艂a z powozu. Natychmiast przypad艂a do swojego towarzysza, nie spuszczaj膮c jednak z Gilberta wzroku.

– Nic ci nie jest Davidzie? 鈥 zapyta艂a gor膮czkowo. 鈥 Tak si臋 o ciebie ba艂am!

– Nie przejmuj si臋, moja droga 鈥 odpowiedzia艂 jej spokojnie m艂odzieniec, oplataj膮c j膮 w talii ramieniem. 鈥 Wybacz kapitanie, ale jak najpr臋dzej chcieliby艣my dotrze膰 do pa艂acu 鈥 oznajmi艂 prowadz膮c Maeve z powrotem w kierunku karety.

Dziewczyna mog艂aby przysi膮c, 偶e Gilbert z trudem powstrzyma艂 warkni臋cie. Patrzy艂 na ni膮 nieprzyjaznym, ch艂odnym wzrokiem. U艣miechn臋艂a si臋 do niego przez rami臋, a potem pozwoli艂a Davidowi pom贸c sobie wsi膮艣膰 do powozu.

– Monsieur 鈥 zacz膮艂 spokojnie dow贸dca 鈥 czy m贸g艂bym zaoferowa膰 panu czw贸rk臋 moich doborowych ludzi, dla ochrony ciebie i twojej towarzyszki?

– By艂bym niezwykle wdzi臋czny, kapitanie 鈥 odpowiedzia艂 swobodnie David.

Gilbert wyda艂 odpowiednie rozkazy i ponownie ruszyli, tym razem przez nikogo nie niepokojeni, docieraj膮c spokojnie do celu.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Rankiem rozpocz臋艂o si臋 polowanie. Maeve, w bryczesach i lnianej koszuli, czyli w stroju, kt贸ry zdecydowanie nie przystoi艂 damie, dosiada艂a smuk艂ej, gniadej klaczy. Dziewczyna cieszy艂a si臋 w duchu, 偶e David by艂 na tyle g艂upi, 偶eby spe艂nia膰 ka偶d膮 jej zachciank臋. Pozwala艂 jej na dos艂ownie wszystko. Galopem p臋dzili przez las, a przed nimi bieg艂y ujadaj膮ce, p艂osz膮ce zwierzyn臋 harty. Ch艂opak, mimo 偶e zafascynowany polowaniem, nie spuszcza艂 jej z oka. To stanowi艂o pewien problem.

– Davidzie, mam ochot臋 na dziczyzn臋 鈥 powiedzia艂a z u艣miechem, kiedy zwolnili do k艂usa.

M艂odzieniec natychmiast uzna艂 za sw贸j obowi膮zek w艂asnor臋cznie upolowa膰 dla swojej damy dzika.

– Jak sobie 偶yczysz, moja pani 鈥 sk艂oni艂 si臋 z gracj膮 w siodle i pop臋dzi艂 na czo艂o grupy.

U艣miechn臋艂a si臋 do siebie. Zwolni艂a. Kiedy tylko znikn膮艂 jej z oczu, zosta艂a na samych ty艂ach, a potem, niezauwa偶enie, od艂膮czy艂a si臋 od polowania. Gdy znalaz艂a si臋 ju偶 dostatecznie daleko, 偶eby mogli j膮 us艂ysze膰, p臋dem pu艣ci艂a si臋 przez las. W pewnym momencie ko艅 zacz膮艂 szale膰. Stan膮艂 d臋ba. Dziewczyna spad艂a z siod艂a. Nie zd膮偶y艂a podnie艣膰 si臋 z le艣nej 艣ci贸艂ki, gdy stan膮艂 nad ni膮 Raven. Obrzuci艂 j膮 ponurym spojrzeniem.

– Oddaj to co nam zabra艂a艣 鈥 za偶膮da艂.

Maeve zerwa艂a si臋 z ziemi i uskoczy艂a w bok. Zamierza艂a uciec, ale pochwyci艂 j膮 w pasie, przyci膮gaj膮c do siebie. W r臋ku mia艂 n贸偶.

– Nie b臋d臋 ci臋 wi臋cej prosi艂 鈥 warkn膮艂 na ni膮, a ona mimo wszystko by艂a pewna, 偶e to nie Rael przy niej stoi.

Si臋gn臋艂a do przywieszonej u pasa sakiewki. Rozsup艂a艂a rzemienie i wyj臋艂a ze 艣rodka kamie艅. Raven odskoczy艂 od niej jak oparzony.

– Dotyka艂a艣 go?! 鈥 spyta艂 niedowierzaj膮co.

– Przecie偶 go chcesz? 鈥 spojrza艂a na niego zaskoczona.

Ch艂opak wyci膮gn膮艂 r臋k臋. Po艂o偶y艂 j膮 na trzymanym przez ni膮, rozszczepiaj膮cym s艂oneczny blask kamieniu. Wszystko wok贸艂 nagle poja艣nia艂o. Zacz臋艂o wirowa膰. Drzewa ju偶 nie by艂y tymi samymi drzewami. Krzewy wyci膮gn臋艂y ku nim d艂ugie, widmowe ramiona. Maeve krzykn臋艂a. Poczu艂a silne szarpni臋cie. Zawia艂 lodowato zimny wiatr. I nagle, tak samo szybko jak si臋 zacz臋艂o, wszystko si臋 sko艅czy艂o. Teraz otacza艂y ich ciemne, pozbawione li艣ci drzewa, a ich ga艂臋zie by艂y tak g臋ste, 偶e nie by艂o przez nie wida膰 ani skrawka nieba. W lesie nie 艣piewa艂y ptaki, nie brz臋cza艂y pszczo艂y. Otacza艂a ich martwa cisza. Dziewczyna przez chwil臋 poczu艂a si臋 jak w grobowcu. Raven odsun膮艂 si臋 od niej zdezorientowany. Maeve w umy艣le us艂ysza艂a g艂uchy, upiorny 艣miech.

鈥濱diota鈥 sykn膮艂 naprawd臋 rozbawiony Rael.

Gdzie my jeste艣my?鈥 zada艂 pytanie Raven.

鈥濶ie mam zielonego poj臋cia鈥 odpowiedzia艂 mu g艂os.

Ch艂opak wycofa艂 si臋, a jego miejsce zaj膮艂 Rael. Czarnow艂osy opad艂 na poro艣ni臋t膮 szarym mchem, poczernia艂膮 ziemi臋, krztusz膮c si臋 ze 艣miechu. Maeve stan臋艂a nad nim, przygl膮daj膮c mu si臋 skonsternowana. W zaci艣ni臋tej d艂oni, ca艂y czas trzyma艂a kamie艅. Zmieni艂 swoj膮 barw臋. Teraz nie wygl膮da艂 ju偶 jak diament, a raczej jak olbrzymich rozmiar贸w szafir. Poda艂a go Raelowi, kiedy tamten odrobin臋 si臋 uspokoi艂. Przecz膮co pokr臋ci艂 g艂ow膮.

– Schowaj go 鈥 powiedzia艂 spokojnie.

Maeve wzruszy艂a ramionami, chowaj膮c kamie艅 do sakiewki.

– Co teraz? 鈥 zapyta艂a uznaj膮c za bezsensowne powtarzanie pyta艅 Ravena.

W lesie panowa艂a nieprzyjemna duchota. Otacza艂 ich p贸艂mrok. Rael wsta艂. Rozejrza艂 si臋 dooko艂a.

– P贸jdziemy przed siebie 鈥 zadecydowa艂, zdejmuj膮c z ramion sk贸rzan膮 kurtk臋 i obwi膮zuj膮c si臋 ni膮 w pasie.

– Co to za kamie艅? Czemu si臋 tu znale藕li艣my?

Spojrza艂 na ni膮, a na jego twarz wr贸ci艂o rozbawienie.

– To artefakt, kryszta艂 wch艂aniaj膮cy magi臋. Powinien ci臋 zabi膰, kiedy go dotkn臋艂a艣. Uprzedza艂em, 偶eby艣 tego nie robi艂a. Poniewa偶 jednak tego nie zrobi艂, znaczy to, 偶e masz moc, kt贸r膮 uda艂o ci si臋 przede mn膮 ukry膰.

– Nie mam 偶adnej mocy 鈥 burkn臋艂a roze藕lona dziewczyna, w艣ciek艂a, 偶e tak naprawd臋 jej nie uprzedzi艂. Wys艂a艂 j膮 po kamie艅, sprawdzaj膮c czy go pos艂ucha czy zginie.

鈥濿idzia艂a twoj膮 aur臋, kiedy si臋 ods艂oni艂em鈥 wtr膮ci艂 wyra藕nie zaciekawiony Raven.

鈥濼o o niczym nie 艣wiadczy鈥 burkn膮艂 Rael 鈥瀢ielu ludzi potrafi si臋 tego nauczy膰, tak膮 si艂臋 daj膮 im ich bogowie, w tym wypadku zapewne Raniel, bogini z艂odziei鈥 prychn膮艂.

– Dafne 鈥 wtr膮ci艂a automatycznie Maeve.

– Co? 鈥 zapyta艂 ostro ch艂opak.

– Wyznaj臋 Dafne 鈥 powt贸rzy艂a nie艣wiadomie dziewczyna. 鈥 Bogini lasu, pe艂ni ksi臋偶yca i pomy艣lnych 艂ow贸w.

Rael w jednej chwili znalaz艂 si臋 przy niej. Chwyci艂 jej nadgarstki. Przycisn膮艂 j膮 do pnia najbli偶szego, poczernia艂ego drzewa.

– S艂ysza艂a艣 jak rozmawiamy?! 鈥 warkn膮艂 na ni膮.

W jego g艂osie s艂ycha膰 by艂o z艂o艣膰 i zaskoczenie. Maeve dopiero teraz zda艂a sobie spraw臋, 偶e nie wypowiedzia艂 tego na g艂os, 偶e si臋 zdradzi艂a. Ch艂opak wykr臋ci艂 jej r臋k臋 do ty艂u. Pisn臋艂a z b贸lu. W oczach stan臋艂y jej 艂zy. Skin臋艂a g艂ow膮. Ujrza艂a wyra藕nie maluj膮cy si臋 w jego umy艣le zamiar.

– Rael, prosz臋 nie 鈥 wyszepta艂a rozpaczliwie.

鈥濺aven, nie pozw贸l mu mnie zabi膰鈥 doda艂a b艂agalnie w my艣lach.

Wyczu艂a ich zaskoczenie, niedowierzanie. Ch艂opak j膮 pu艣ci艂. Odsun膮艂 si臋 od niej. Przez chwil臋 obserwowa艂 j膮 uwa偶nie. Przekl膮艂 szpetnie, a potem zn贸w wybuchn膮艂 艣miechem.

– To b臋dzie ciekawa wycieczka 鈥 mrukn膮艂 rozbawiony a ona z ulg膮 zda艂a sobie spraw臋, 偶e nie zabije jej tak d艂ugo, jak d艂ugo b臋dzie wzbudza艂a jego ciekawo艣膰.

Kraina Umar艂ych, Tanah Orang Mati

Od kilku godzin szli ju偶 przez mroczny las. Mimo, 偶e si臋 nie zatrzymywali, Rael nie wygl膮da艂 na ani odrobin臋 zm臋czonego. Maeve jednak pada艂a z n贸g. Do tego dra偶ni艂a ja panuj膮ca wok贸艂 cisza. W tym miejscu nie by艂o 偶adnego 偶ycia. Nie 艣piewa艂 ani jeden ptak, nie brz臋cza艂 nawet najmniejszy owad. Pod drzewami nie ros艂a trawa, a jedynie poczernia艂y, wydzielaj膮cy nieprzyjemny zapach, mech. Do tego ta okropna, wszechogarniaj膮ca duchota. Dziewczyna czu艂a, jak we艂niana koszula przykleja si臋 do jej wilgotnego cia艂a.

– Czy mo偶emy si臋 chocia偶 na chwil臋 zatrzyma膰? 鈥 poprosi艂a, wygrywaj膮c walk臋 z w艂asnym uporem i dum膮.

– Nie! 鈥 odwarkn膮艂 jej ch艂opak, jedynie przyspieszaj膮c kroku.

鈥濺ael鈥 odezwa艂 si臋 g艂os Ravena 鈥瀘na nie wyrabia twojego tempa, zr贸b przerw臋.鈥

鈥濶ie鈥 powt贸rzy艂 stanowczo tamten.

鈥濪laczego nie?鈥 spr贸bowa艂a wtr膮ci膰 si臋 do ich rozmowy.

Us艂yszeli j膮. Zn贸w wyczu艂a ich zaskoczenie i ponury nastr贸j.

– Skr臋c臋 ci kark i zostawi臋 tutaj, je偶eli nie przestaniesz tego robi膰 鈥 sykn膮艂 na ni膮 Rael.

Potem poczu艂a jak si臋 wycofuje, a jego miejsce zast臋puje Raven. Ch艂opak u艣miechn膮艂 si臋 do niej z przek膮sem. Usiedli na pociemnia艂ym, ale ci膮gle mi臋kkim mchu.

– Wprawnie si臋 pojedynkujesz 鈥 powiedzia艂a Maeve, przygl膮daj膮c si臋 le偶膮cej obok jej towarzysza szabli.

– Sk膮d wiesz, 偶e to by艂em ja? 鈥 zapyta艂 zaciekawiony.

Wzruszy艂a ramionami.

– Po prostu wiem. Po co wam ten kamie艅? 鈥 zapyta艂a sennie, poniewa偶 wcze艣niej, Rael nie chcia艂 zamieni膰 z ni膮 ani s艂owa. 鈥 Nie wydaje mi si臋, 偶eby zale偶a艂o wam na pieni膮dzach.

Raven westchn膮艂.

– To artefakt. Dzi臋ki niemu b臋dziemy mogli si臋 rozdzieli膰. Gdyby m贸j g艂upi braciszek nie postanowi艂 nam go ukra艣膰, ju偶 dawno Rael mia艂by swoje w艂asne cia艂o.

鈥濧 ty wisia艂by艣 na szubienicy鈥 zanuci艂 weso艂o tamten.

– Dlaczego chcecie si臋 rozdzieli膰? 鈥 spyta艂a zastanawiaj膮c si臋 czemu Raven, z w艂asnej woli, chce pozby膰 si臋 takiej drzemi膮cej w nim pot臋gi. 鈥 Kim on w og贸le jest?

鈥濶ie musi tego wiedzie膰鈥 sykn膮艂 w艣ciekle Rael.

Ch艂opak skrzywi艂 si臋. Z艂o艣liwie zignorowa艂 brzmi膮cy w ich my艣lach g艂os.

– Jest demonem, towarzyszy mi od urodzenia. Od dawna ju偶 szukamy sposobu, 偶eby nie musie膰 偶y膰 razem. – Zrobi艂o si臋 ch艂odno. Maeve ziewn臋艂a. Raven bez wahania poda艂 jej swoj膮 sk贸rzan膮 kurtk臋. 鈥 Prze艣pij si臋 troch臋 鈥 zasugerowa艂 鈥 potem p贸jdziemy dalej.

Otuli艂a si臋 ni膮, k艂ad膮c na mchu. Ch艂opak po艂o偶y艂 si臋 obok, splataj膮c pod g艂ow膮 r臋ce, a ona przysun臋艂a si臋 do niego bli偶ej, wtulaj膮c g艂ow臋 w jego rami臋. Gwa艂townie usiad艂. Odsun膮艂 si臋 od niej.

– O co chodzi? 鈥 spojrza艂a na niego pytaj膮co.

– M贸wi艂em ci, 偶eby艣 mnie nie dotyka艂a! 鈥 warkn膮艂 na ni膮.

– Dlaczego? 鈥 nie zrozumia艂a.

W jej g艂owie rozleg艂 si臋 艣miech Raela. By艂 wyra藕nie czym艣 rozbawiony.

鈥濼o moja wina鈥 odpowiedzia艂 weso艂o. 鈥濷bieca艂em mu kiedy艣, 偶e zabij臋 ka偶d膮 kobiet臋, kt贸ra go dotknie. I dotrzymam s艂owa鈥 zwr贸ci艂 si臋 do obydwojga.

– Jeste艣 nienormalny! Nic dziwnego, 偶e on chce si臋 ciebie pozby膰! 鈥 skuli艂a si臋 na boku, k艂ad膮c g艂ow臋 na w艂asnej r臋ce. 鈥 Poza tym nie rozumiem, czemu tobie wolno, a jemu nie.

Odpowiedzia艂 jej g艂uchy 艣miech.

– Dobranoc 鈥 mrukn膮艂 zmieszany Raven, ponownie k艂ad膮c si臋, tym razem jednak odwr贸cony do dziewczyny plecami.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Kiedy Maeve si臋 obudzi艂a, i tak ju偶 ponury las, okryty by艂 g臋st膮 mg艂膮. Co艣 wo艂a艂o do niej w my艣lach, jakby jej szuka艂o. Wo艂anie zag艂usza艂a dziwna, wabi膮ca pie艣艅. Gwa艂townie usiad艂a. Ch艂opaka nigdzie w pobli偶u nie by艂o.

– Raven? 鈥 odezwa艂a si臋 cicho. 鈥 Raven?! 鈥 zawo艂a艂a g艂o艣niej, nie otrzymawszy 偶adnej odpowiedzi.

Zostawili j膮! To by艂o pierwsze, co dziewczynie przysz艂o do g艂owy. Po chwili jednak zda艂a sobie spraw臋, 偶e panika, kt贸ra j膮 ogarnia, nie jest jej w艂asn膮.

鈥濺ael?鈥 spr贸bowa艂a.

鈥濸om贸偶 mi!鈥 rozkaza艂 g艂os. 鈥濶ie mog臋 go zatrzyma膰!鈥

鈥濭dzie jeste艣cie? Co si臋 sta艂o?鈥

鈥濩holera wie! Raven us艂ysza艂 jak膮艣 pie艣艅 i za ni膮 poszed艂. Nie jestem w stanie go powstrzyma膰. Nic nie mog臋 zrobi膰, zachowuje si臋, jakby mnie w og贸le nie s艂ysza艂.鈥

Ca艂膮 sob膮, ka偶dym napi臋tym do granic mo偶liwo艣ci mi臋艣niem, czu艂a zawzi臋t膮 walk臋, kt贸r膮 Rael toczy艂 z Ravenem, 偶eby uzyska膰 kontrol臋 nad cia艂em. Spr贸bowa艂a si臋 rozlu藕ni膰. Zda艂a sobie spraw臋, 偶e wie gdzie s膮. Zacz臋艂a biec przez las. Niewiele widzia艂a poprzez g臋st膮, szar膮 mg艂臋. Stara艂a si臋 nie potyka膰 o le偶膮ce, jakby specjalnie na jej drodze ga艂臋zie. W ko艅cu dogoni艂a id膮cego spokojnie przez las ch艂opaka. S艂ysza艂a tajemnicz膮, kusz膮c膮 pie艣艅. Nawet jej nie zauwa偶y艂. Po prostu szed艂, jakby ci膮gni臋ty na cieniutkiej nitce melodii.

– Raven! Zatrzymaj si臋! 鈥 krzykn臋艂a na niego.

Ch艂opak nie zareagowa艂.

鈥濼o nic nie da鈥 us艂ysza艂a w g艂owie mrucz膮cy g艂os Raela.

鈥濿i臋c co mam zrobi膰?鈥 spyta艂a lekko spanikowana. 鈥濩o si臋 z nim dzieje?鈥

鈥濼o mg艂owce, jest oczarowany ich pie艣ni膮. Prowadz膮 go prawdopodobnie na bagno, albo ruchome piaski. Nie jestem w stanie tego powstrzyma膰鈥 wyja艣ni艂 jej ponuro.

Maeve podbieg艂a do ch艂opaka. Chwyci艂a go za r臋k臋. Odepchn膮艂 j膮 stanowczo, jakby by艂a przeszkod膮 na jego drodze, w dalszym ci膮gu jednak ignoruj膮c.

鈥濲akie艣 sugestie?鈥 spyta艂a zrezygnowana, po kolejnej nieudanej pr贸bie.

Rael namy艣la艂 si臋 przez chwil臋.

鈥濸oca艂uj go.鈥

– Co?! – zdziwi艂a si臋 dziewczyna.

鈥濸oca艂uj go. Podobasz mu si臋, a w ba艣niach to zawsze dzia艂a.鈥

– Zwariowa艂e艣 鈥 mrukn臋艂a, ale pos艂usznie podesz艂a do ch艂opaka.

Oplot艂a ramionami jego szyj臋, wspinaj膮c si臋 na palce i sk艂adaj膮c na ustach Ravena wilgotny poca艂unek. Poczu艂a jak jego cia艂o reaguje na jej dotyk. Tylko ta kr贸tka chwila wystarczy艂a, by Rael przemoc膮 wepchn膮艂 si臋 do 艣rodka, wypychaj膮c zmieszanego, zawstydzonego Ravena gdzie艣 na skraj umys艂u.

鈥濱diota鈥 zawarcza艂.

Nami臋tnie odwzajemni艂 poca艂unek dziewczyny, przyci膮gaj膮c j膮 stanowczo do siebie. Odepchn臋艂a go. Roze艣mia艂 si臋.

– Dzi臋ki 鈥 powiedzia艂. 鈥 Jestem pewien, 偶e ten kretyn, jak ju偶 si臋 otrz膮艣nie, b臋dzie ci r贸wnie偶 bardzo wdzi臋czny 鈥 zadrwi艂.

– Nie potrzebuj臋 twoich podzi臋kowa艅 鈥 sykn臋艂a.

Zaburcza艂o jej w brzuchu. Ko艅czy艂a si臋 im r贸wnie偶 woda, kt贸r膮 mia艂 przy sobie Raven. Nie wygl膮da艂o to dobrze. Chwyci艂a ch艂opaka za r臋kaw, 偶eby nie zgubi膰 si臋 w g臋stej mgle. Szli przed siebie ostro偶nie, wolnym krokiem.

– S艂yszysz? 鈥 zapyta艂 w pewnym momencie Rael.

Spojrza艂a na niego pytaj膮co, ale potem sama us艂ysza艂a. Las zacz膮艂 偶y膰! Pojawi艂y si臋 li艣cie, ptaki i owady. Powia艂 nawet lekki wiatr. Po chwili mg艂a si臋 rozrzedzi艂a, a miejsce w kt贸rym si臋 znale藕li, mimo, 偶e dalej odci臋te od b艂臋kitu nieba i promieni s艂o艅ca, nie sprawia艂o ju偶 sob膮 tak upiornego wra偶enia. U艣miechn臋艂a si臋 do niego z ulg膮. Kiedy mg艂a zupe艂nie opad艂a, zobaczy艂a, 偶e otaczaj膮 ich czarne jagody. Ca艂e morze male艅kich krzaczk贸w, pe艂nych dojrza艂ych, granatowych, niemal czarnych owoc贸w. Ukucn臋艂a przy jednym z nich, gotowa chocia偶 odrobin臋 zaspokoi膰 sw贸j g艂贸d. Rael chwyci艂 j膮 stanowczo, stawiaj膮c na nogi.

– Nawet nie pr贸buj! 鈥 zawarcza艂.

– Dlaczego?! Jestem g艂odna! 鈥 zaprotestowa艂a dziewczyna.

– Patrz 鈥 wskaza艂 na le偶膮ce pod drzewem, pobiela艂e ko艣ci zwierz膮t. 鈥 Co艣 jest nie tak.

Maeve wzdrygn臋艂a si臋 mimowolnie.

– Gdzie my do cholery jeste艣my? 鈥 nie wytrzyma艂a.

Ch艂opak wzruszy艂 ramionami.

– To nie ma znaczenia. Ja wola艂bym wiedzie膰 jak si臋 st膮d wydosta膰.

W pewnym momencie us艂yszeli szelest li艣ci. Rael gwa艂townie si臋 odwr贸ci艂, a potem upad艂 na le艣n膮 艣ci贸艂k臋. Dziewczyna sta艂a bez ruchu, obserwuj膮c jak spomi臋dzy drzew i g臋stych krzak贸w wychodz膮 jakie艣 dziwne, ow艂osione istoty. Pokryte by艂y b艂otem. Si臋ga艂y jej ledwie do pasa, a ka偶da z nich trzyma艂a w r臋kach niewielk膮 rurk臋. Przez plecy mia艂y przewieszone drewniane 艂uki. Jedna z nich wysz艂a na czo艂o i zamrucza艂a co艣 w dziwnym, gard艂owym j臋zyku. Maeve pokr臋ci艂a g艂ow膮, staraj膮c si臋 da膰 zna膰, 偶e nie rozumie. Pokaza艂a puste d艂onie. Posta膰 warkn臋艂a na ni膮 ponaglaj膮co, wskazuj膮c kierunek. Nie wypuszczali z r膮k wydr膮偶onych w 艣rodku, drewnianych rurek. Kilku z nich otoczy艂o le偶膮cego na ziemi Raela, starannie zwi膮zuj膮c mu r臋ce i nogi. Potem podnie艣li ch艂opaka z ziemi, z powrotem wchodz膮c mi臋dzy drzewa. Maeve, chc膮c nie chc膮c, uda艂a si臋 za nimi.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Trawa by艂a tu tak wysoka, 偶e si臋ga艂a Maeve niemal do kolan. Dziewczyna sta艂a sama, na 艣rodku najwyra藕niej czego艣, co s艂u偶y艂o ub艂oconym stworkom za plac. Zabrali gdzie艣 Raela, a j膮 tu po prostu zostawili. Wiedzia艂a jednak, 偶e samotno艣膰 jest tylko z艂udzeniem, 偶e jest bezustannie obserwowana spomi臋dzy bujnych li艣ci drzew. W ko艅cu usiad艂a po turecku, na mi臋kkiej trawie, cierpliwie czekaj膮c. Wr贸cili po ni膮 po niemal godzinie. Tym razem jednak nie byli sami. Sz艂a mi臋dzy nimi spowita w bia艂膮 szat臋 dziewczyna. Maeve uzna艂a, 偶e musi by膰 od niej m艂odsza o przynajmniej kilka lat. Ledwo zacz臋艂a by膰 kobiet膮. Mia艂a hebanowo czarne w艂osy i roziskrzone, br膮zowe oczy, w kt贸rych czai艂y si臋 lekko z艂o艣liwe iskierki.

– Interesuj膮ce 鈥 zamrucza艂a, podchodz膮c do Maeve.

Dziewczyna ca艂膮 sob膮 wyczuwa艂a napi臋cie otaczaj膮cych j膮 stworze艅. Sta艂a spokojnie, pozwalaj膮c si臋 obejrze膰 nieznajomej.

– Kim jeste艣 i co to za miejsce? 鈥 zapyta艂a nie potrafi膮c ju偶 d艂u偶ej wytrzyma膰.

– Thijs m贸wi, 偶e nie zabili was tylko dlatego, 偶e byli艣cie podobni do mnie 鈥 oznajmi艂a, zupe艂nie ignoruj膮c pytanie Maeve. Potem wym贸wi艂a kilka s艂贸w w dziwnym, gard艂owym j臋zyku, a jedno ze stworze艅 zagulgota艂o, wyra藕nie oburzone. 鈥 Chod藕 za mn膮 鈥 rozkaza艂a i nie czekaj膮c przesz艂a mi臋dzy rz臋dami uzbrojonych, pokrytych b艂otem postaci. 鈥 Jestem Lilien 鈥 przedstawi艂a si臋 nieznajoma, wprowadzaj膮c dziewczyn臋 i depcz膮ce im po pi臋tach stworzenia, na w膮sk膮, le艣n膮 艣cie偶k臋 鈥 a jak ty masz na imi臋?

– Maeve 鈥 odpowiedzia艂a nieco zbita z tropu dziewczyna, przedzieraj膮c si臋 przez otaczaj膮ce je, g臋ste krzaki.

Lilien odwr贸ci艂a si臋 ku niej. W jej ciemnych, br膮zowych oczach zata艅czy艂y iskierki.

– Od dzisiaj jeste艣 moj膮 przyjaci贸艂k膮, Maeve 鈥 oznajmi艂a w dzieci臋cy spos贸b wydymaj膮c usta. 鈥 B臋dziemy si臋 razem doskonale bawi艂y.

Po chwili dziewczyna zatrzyma艂a si臋, tak nagle, 偶e Maeve prawie na ni膮 wpad艂a. Z jednego z wysokich drzew, spuszczono sznurow膮 drabink臋. Lilien z艂apa艂a si臋 jej, cicho nuc膮c powa偶n膮 melodi臋, a potem zosta艂a wci膮gni臋ta na g贸r臋. Maeve ruszy艂a jej 艣ladem. Znalaz艂y si臋 na zbitej z desek, szerokiej platformie, po艂o偶onej tak, 偶e z ziemi w og贸le nie by艂o jej wida膰. Dziewczyna z zachwytem przyjrza艂a si臋 艂膮cz膮cym drzewa, wisz膮cym mostom i ukrytym w li艣ciach, drewnianym domostwom. Wygl膮da艂o na to, 偶e zbudowane w ten spos贸b jest ca艂e miasto!

– Ile masz lat? 鈥 zapyta艂a Lilien, przebiegaj膮c ze 艣miechem po drewnianym mo艣cie.

– Dziewi臋tna艣cie 鈥 odpowiedzia艂a nieco zmieszana Maeve.

– Ja prawie szesna艣cie 鈥 o艣wiadczy艂a z dum膮 tamta. Min臋艂y kolejny most, a potem jeszcze jeden, ci膮gle pn膮c si臋 w g贸r臋, coraz wy偶ej i wy偶ej. W ko艅cu Lilien otworzy艂a jedne z drewnianych drzwi. 鈥 Tutaj mieszkam 鈥 oznajmi艂a, pokazuj膮c udekorowane le艣nymi kwiatami wn臋trze.

W 艣rodku by艂 drewniany, niski stolik i wy艂o偶ony bia艂ym materia艂em, schludnie i mi臋kko wygl膮daj膮cy siennik. Nieznajoma usiad艂a na nim, miejsce obok siebie wskazuj膮c Maeve. Dziewczyna pos艂usznie usiad艂a. Chwil臋 p贸藕niej, niskie, tym razem czyste, odziane w workowate sukienki, stworzenia wnios艂y do drewnianego domku pe艂ne r贸偶norakich owoc贸w i, smakowicie wygl膮daj膮cych, podp艂omyk贸w tace. W dzbankach nios艂y krystalicznie czyst膮 wod臋 i mleko. Maeve, mimo g艂odu, spr贸bowa艂a czegokolwiek, dopiero, gdy zrobi艂a to najpierw Lilien.

– Gdzie jest m贸j przyjaciel? 鈥 zapyta艂a zaspokoiwszy pierwszy g艂贸d.

– Och, on nie jest twoim przyjacielem 鈥 wyja艣ni艂a cierpliwie Lilien, a jej ton brzmia艂 tak, jakby powtarza艂a to Maeve po raz niewiadomo kt贸ry. 鈥 Ja jestem twoj膮 przyjaci贸艂k膮 鈥 uzupe艂ni艂a. U艣miechn臋艂a si臋 drapie偶nie. 鈥 Zajm臋 si臋 nim osobi艣cie, a potem pozwol臋 Thijsowi i Urghowi go zabi膰, w zamian b臋d臋 mog艂a zatrzyma膰 ciebie. Taka by艂a umowa.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Maeve obudzi艂a k艂贸tnia sprzeczaj膮cych si臋 ze sob膮, gard艂owych g艂os贸w. By艂a w drewnianym domku sama. Le偶a艂a na mi臋kkim sienniku, przez chwil臋 nas艂uchuj膮c, a potem wsta艂a i wyjrza艂a przez szpar臋, po cichu uchylaj膮c drzwi.

– Marilah kita membunuh Dia! 鈥 za偶膮da艂o jedno ze stoj膮cych nieopodal, na drewnianej platformie stworze艅.

– Wanita kami mahu bermain dengan ia 鈥 odpowiedzia艂o mu ponuro drugie. – Kita tidak boleh membunuhnya. Bukan sekarang.

Dziewczyna zdecydowanym krokiem wysz艂a przed dom. Istoty spojrza艂y na ni膮 wrogo.

– Wiecie gdzie jest Lilien? 鈥 zaryzykowa艂a.

Po ich ow艂osionych pyszczkach przemkn臋艂y cienie zrozumienia.

– Cabutan di sana, ini akan menyelesaikan perkara itu 鈥 zadecydowa艂 pierwszy.

– Persetujuan 鈥 przytakn膮艂 mu drugi.

Potem skin臋li ponaglaj膮co na Maeve, a jeden z nich, niemal wepchn膮艂 j膮 na wisz膮cy most. Dziewczyna, uwa偶nie rozgl膮daj膮c si臋 dooko艂a, ruszy艂a za nimi. Po kilkunastu kolejnych mostach i platformach, doszli do jednego z wi臋kszych dom贸w, jakie Maeve do tej pory widzia艂a mi臋dzy drzewami. Zgodnie zatrzymali si臋 przed zamkni臋tymi drzwiami, pokazuj膮c jej wej艣cie. Zanim dziewczyna zd膮偶y艂a otworzy膰 drzwi, us艂ysza艂a w my艣lach k艂贸tnie znajomych g艂os贸w. Walczyli mi臋dzy sob膮.

鈥瀂abij臋 j膮!鈥 warcza艂 Rael 鈥瀢pu艣膰 mnie tylko tam, a j膮 zabij臋!鈥

鈥濪latego w艂a艣nie ci臋 nie wpuszcz臋鈥 sykn膮艂 na niego Raven.

Maeve niemal fizycznie czu艂a ich wewn臋trzn膮 walk臋 o kontrol臋 nad wsp贸lnym cia艂em. My艣li Raela zaprz膮ta艂y uczucia wstr臋tu, obrzydzenia i niech臋ci. Raven natomiast by艂 niepokoj膮co podniecony. Dziewczyna pchn臋艂a drzwi i wesz艂a do 艣rodka. Stan臋艂a jak wryta, jeszcze w progu. Ch艂opak le偶a艂 na pod艂odze, nie mog膮c si臋 poruszy膰, najwyra藕niej czym艣 sparali偶owany, a na nim, okrakiem, siedzia艂a zupe艂nie naga Lilien, kt贸rej bia艂a szata le偶a艂a teraz niechlujnie rzucona na pod艂og臋. Powoli, mrucz膮c jak ma艂y kociak, rozpina艂a guziki jego koszuli, od czasu do czasu pochylaj膮c si臋 i muskaj膮c j臋zykiem usta Ravena. W og贸lnie nie zwr贸ci艂a uwagi na to, 偶e kto艣 wszed艂 do 艣rodka.

鈥瀂abierz j膮鈥 odezwa艂 si臋 b艂agalnie Raven, a ona wiedzia艂a, 偶e my艣li s膮 skierowane bezpo艣rednio do niej. 鈥瀂abierz j膮 st膮d, bo kiedy si臋 rozprosz臋, to on wygra walk臋, a wtedy ta dziewczyna zginie鈥.

鈥濵o偶e to i lepiej鈥 pomy艣la艂a mimowolnie Maeve.

鈥濵oja dziewczynka鈥 zamrucza艂 ukontentowany Rael.

鈥濸ieprz si臋鈥 warkn臋li na niego jednog艂o艣nie obydwoje.

Odpowiedzia艂 im g艂uchy 艣miech.

– Lilien? 鈥 spr贸bowa艂a Maeve, nie licz膮c na jak膮kolwiek reakcj臋.

Dziewczyna odwr贸ci艂a na ni膮 wzrok, jakby dopiero teraz spostrzeg艂a jej obecno艣膰. U艣miechn臋艂a si臋 drapie偶nie.

– Przy艂膮czysz si臋? 鈥 zapyta艂a kusz膮co, sko艅czywszy rozpina膰 koszul臋 Ravena i dobieraj膮c si臋 do spodni.

Maeve poczu艂a, 偶e zbiera si臋 jej na md艂o艣ci.

– On ci臋 zabije, je偶eli nie przestaniesz 鈥 powiedzia艂a cicho.

Lilien roze艣mia艂a si臋 wdzi臋cznie.

– Jest sparali偶owany 鈥 wyja艣ni艂a rozbawiona 鈥 jego cia艂o reaguje, ale on sam nie mo偶e si臋 ruszy膰.

– Mylisz si臋 鈥 oznajmi艂a podchodz膮c bli偶ej do dziewczyny.

Tamta wsta艂a, u艣miechn臋艂a si臋 promiennie. Zarzuci艂a Maeve r臋ce na szyj臋, przytulaj膮c si臋 do niej nagim cia艂em.

鈥濶ie鈥 wyszepta艂 Raven, kt贸remu to w zupe艂no艣ci wystarczy艂o.

鈥濼ak鈥 wymrucza艂 rozbawiony Rael, wypychaj膮c towarzysza w g艂膮b umys艂u.

Natychmiast zerwa艂 si臋 z pod艂ogi. Chwyci艂 drobn膮 Lilien, odci膮gaj膮c j膮 od Maeve i jak szmacian膮 lalk膮 rzuci艂 dziewczyn膮 o 艣cian臋. Spojrza艂a w jego oczy. Nie zrobi艂y si臋 fioletowe, tylko dalej pozosta艂y 偶贸艂te i kocie, zupe艂nie jak w momencie kiedy si臋 pojawia艂.

– Przesta艅! 鈥 krzykn臋艂a na niego Maeve, staj膮c pomi臋dzy nim, a dziewczyn膮.

Rael odepchn膮艂 j膮, zupe艂nie nie zwracaj膮c na ni膮 uwagi. Podszed艂 do Lilien, kt贸ra zd膮偶y艂a si臋 ju偶 pozbiera膰 i teraz wycofywa艂a si臋 w kierunku drzwi. Min臋艂a ich lini臋 i znalaz艂a si臋 na zewn膮trz. Tam chwiejnie wsta艂a. Ch艂opak rzuci艂 si臋 w jej kierunku, a potem zacz膮艂 przeklina膰.

– Co jest do cholery? 鈥 sykn膮艂, staj膮c, jakby zatrzyma艂a go niewidzialna bariera.

Maeve podnios艂a bia艂膮 sukni臋 i poda艂a j膮 dziewczynie, bez problemu przechodz膮c przez drzwi. Lilien odwr贸ci艂a si臋 gwa艂townie, d艂ugimi paznokciami przesuwaj膮c po jej policzku. Maeve poczu艂a ostry b贸l i ciep艂膮 krew. Otoczy艂y ich niewielkie, w艂ochate i ubrudzone b艂otem stworzenia. Tym razem wszystkie by艂y uzbrojone w rurki i kr贸tkie, drewniane 艂uki. Oddzieli艂y Maeve od Lilien, wpychaj膮c t膮 pierwsz膮 z powrotem do chaty.

– Setan ini tidak akan melebihi jangka kami 鈥 wyja艣ni艂 jeden, staj膮c na czele pozosta艂ych. Jego futro nie by艂o szare ani br膮zowe, jak u reszty stworze艅, a zupe艂nie siwe. 鈥 Terdapat dua.

Zwraca艂 si臋 do Lilien. Dziewczyna za艂o偶y艂a sukni臋 i odgarn臋艂a z ramion d艂ugie, czarne w艂osy. Obrzuci艂a Raela zawiedzionym spojrzeniem. Z 偶alem spojrza艂a te偶 na Maeve. Potem w jej oczach pojawi艂a si臋 jaka艣 m艣ciwa, okrutna satysfakcja.

– Urgh m贸wi, 偶e ten tutaj jest demonem, nie powiedzia艂a艣 mi 鈥 zwr贸ci艂a si臋 z wyrzutem do Maeve. 鈥 Chat臋 zabezpieczaj膮 runy. Je偶eli pojawi si臋 ten drugi, b臋dzie m贸g艂 przej艣膰, a stra偶nicy przyprowadz膮 go bezpo艣rednio do mnie. Je偶eli nie, to c贸偶, demon zostanie tutaj na zawsze鈥 – odwr贸ci艂a si臋 i zacz臋艂a odchodzi膰, a potem nagle si臋 zatrzyma艂a, ponownie patrz膮c w kierunku Maeve. 鈥 Och, by艂abym zapomnia艂a, przyjemnych sn贸w, bo s膮dz臋, 偶e tej nocy, b臋dziesz mia艂a same koszmary.

Kiedy tylko Lilien znikn臋艂a z ich pola widzenia, stra偶nicy natychmiast zatrzasn臋li, ci臋偶kie, drewniane drzwi. Rael przesta艂 przeklina膰 i teraz tylko cicho sycza艂. Przesta艂 jednak natychmiast, kiedy jego wzrok zatrzyma艂 si臋 na Maeve. Milcza艂 przez chwil臋, a potem zn贸w zacz膮艂 przeklina膰. Podszed艂 do dziewczyny, odgarniaj膮c jej w艂osy z twarzy. Patrzy艂a na niego zaskoczona, gdy przygl膮da艂 si臋 zadrapaniu. Wierzchem d艂oni otar艂 jej z policzka krew.

– Ten dzieciak to Janda Hitam, czarna wdowa 鈥 wyja艣ni艂. 鈥 Jej zadrapanie jest truj膮ce. Nie mam poj臋cia co ci zrobi艂a.

– Doskonale 鈥 westchn臋艂a dziewczyna, siadaj膮c pod jedn膮 ze 艣cian. 鈥 Tylko tego jeszcze mi by艂o trzeba.

Rael starannie zapi膮艂 koszul臋, a potem usiad艂 obok niej.

– Je偶eli mi pozwolisz, to to sprawdz臋 鈥 mrukn膮艂 niech臋tnie.

Skin臋艂a g艂ow膮, nie maj膮c poj臋cia co mia艂 na my艣li, by艂o jej ju偶 wszystko jedno. Ch艂opak pochyli艂 si臋, tak jakby chcia艂 j膮 poca艂owa膰, a potem przesun膮艂 j臋zykiem po jej policzku, tam gdzie ci膮gle jeszcze wyp艂ywa艂a 艣wie偶a krew.

– Ej! 鈥 sykn臋艂a na niego.

Roze艣mia艂 si臋. Po chwili jednak zupe艂nie spowa偶nia艂.

– To racun 鈥 westchn膮艂 鈥 m贸wi艂a dos艂ownie, kiedy stwierdzi艂a, 偶e tej nocy b臋dziesz mia艂a koszmary. W艂a艣ciwie to nawet gorzej, bo te halucynacje b臋d膮 bardziej聽 realne ni偶 sny.

– Rewelacja 鈥 wzdrygn臋艂a si臋 Maeve.

Ju偶 po kilkunastu minutach, ca艂e pomieszczenie zacz臋艂o wirowa膰, a dziewczyna poczu艂a, 偶e spada. Opada艂a w bezdenn膮 otch艂a艅, a powietrze wok贸艂 niej p艂on臋艂o. S艂ysza艂a sw贸j w艂asny krzyk. Potem zobaczy艂a twarze, potwornie zdeformowane, nieprzyjazne i wrogie.

– Maeve! 鈥 us艂ysza艂a swoje imi臋.

鈥濵aeve鈥 rozbrzmiewa艂o echem w jej my艣lach.

Otworzy艂a oczy. Spojrza艂a w zaniepokojon膮 twarz pochylaj膮cego si臋 nad ni膮 Raela. Zda艂a sobie spraw臋, 偶e dr偶y. Zacisn臋艂a d艂onie na jego koszuli i przylgn臋艂a do niego, ca艂ym swoim cia艂em, zupe艂nie jakby by艂 ko艂em ratunkowym. Nie chcia艂a wraca膰 do tego koszmaru. Zdziwi艂a si臋, kiedy ch艂opak jej nie odtr膮ci艂. Obj膮艂 j膮 ramionami, przytulaj膮c do siebie. Po艂o偶y艂 si臋 razem z ni膮 na drewnianej pod艂odze. Za wszelk膮 cen臋 stara艂a si臋 utrzyma膰 w艂asn膮 艣wiadomo艣膰.

– Dlaczego tak nie znosisz kobiet? 鈥 zada艂a pierwsze pytanie, jakie przysz艂o jej do g艂owy.

Odsun膮艂 j膮 od siebie, ale tylko na tyle, 偶eby m贸c na ni膮 patrze膰. U艣miecha艂 si臋 ponuro.

– Nie w tym rzecz 鈥 oznajmi艂 spokojnie.

– Wi臋c nie b臋dziesz mia艂 nic przeciwko, je偶eli zrobi臋 to? 鈥 zapyta艂a z powrotem przysuwaj膮c si臋 do niego i ca艂uj膮c go w usta.

Odepchn膮艂 j膮 od siebie gwa艂townie.

– Nigdy wi臋cej nie ca艂uj Ravena 鈥 zawarcza艂 przez zaci艣ni臋te 偶eby.

– Przecie偶 nie ca艂owa艂am jego, tylko ciebie鈥 – nie zrozumia艂a dziewczyna.

– Nie! 鈥 uci膮艂 stanowczo. 鈥 To w dalszym ci膮gu jest jego cia艂o. Robi膮c takie rzeczy nie chcesz mnie, tylko cia艂o Ravena 鈥 wyja艣ni艂 ju偶 odrobin臋 spokojniej.

Postanowi艂a podj膮膰 wyzwanie.

– Sam poca艂owa艂e艣 mnie ju偶 dwa razy 鈥 oznajmi艂a mu z wyrzutem.

– Wiem 鈥 odpowiedzia艂 ponuro. 鈥 Przepraszam.

Teraz by艂a ju偶 zupe艂nie zbita z tropu. Rael? Przeprasza艂? To jednak nie m贸g艂 by膰 Raven. Wiedzia艂a, 偶e to nie on.

– Wi臋c co mam zrobi膰, je偶eli chcia艂abym poca艂owa膰 ciebie? 鈥 zapyta艂a przekornie.

Roze艣mia艂 si臋. W jego 艣miechu nie by艂o nawet cienia weso艂o艣ci.

– Nie chcia艂aby艣 鈥 oznajmi艂.

Irytowa艂o j膮 to, 偶e postanowi艂 decydowa膰 za ni膮.

– Przekonamy si臋? 鈥 zapyta艂a wyzywaj膮co.

– Jeste艣 pewna, 偶e chcesz mnie zobaczy膰? 鈥 mrukn膮艂 niech臋tnie.

Maeve skin臋艂a g艂ow膮. Naprawd臋 chcia艂a. Nie by艂a tylko pewna, na co si臋 zgadza. Rael przysun膮艂 si臋 do niej, ponownie oplataj膮c j膮 ramionami.

– Zamknij oczy 鈥 rozkaza艂, a ona pos艂ucha艂a.

Kiedy je otworzy艂a, by艂a zupe艂nie gdzie indziej. Sta艂a teraz na poro艣ni臋tej zielon膮 traw膮 艂膮ce. W oddali widzia艂a lini臋 drzew. Przed ni膮 rozpo艣ciera艂o si臋 wzg贸rze, na kt贸rym kto艣 sta艂. Powoli podesz艂a w tamtym kierunku. Ujrza艂a wysokiego m臋偶czyzn臋, o bia艂ych jak 艣nieg, kr贸tko 艣ci臋tych w艂osach. Od pasa w g贸r臋 by艂 obna偶ony, wi臋c widzia艂a jego szczup艂e, starannie wyrze藕bione cia艂o. By艂 do niej odwr贸cony ty艂em. Podesz艂a jeszcze bli偶ej. Sta艂a mo偶e metr od niego, kiedy si臋 odwr贸ci艂. Wpatrywa艂y si臋 w ni膮 teraz niesamowite, 偶贸艂te oczy z pod艂u偶nymi, kocimi 藕renicami. Jego surowa, ogorza艂a od wiatru twarz by艂a niewyra偶aj膮c膮 niczego mask膮. Jego policzek, pod k膮tem, przecina艂a pod艂u偶na, bia艂a blizna. Wieloma innymi by艂o poznaczone jego cia艂o.

– Masz czego chcia艂a艣 鈥 odezwa艂 si臋 spokojnie, a ona natychmiast rozpozna艂a jego g艂os, bo mimo, 偶e brzmia艂 zupe艂nie inaczej, dalej zachowywa艂 ten sam, specyficzny ton.

Teraz, kiedy widzia艂a go nie przez pryzmat Ravena, nie mog艂a traktowa膰 go ju偶, jak g艂upiego, zadufanego w sobie ch艂opca, takiego, za jakiego od pierwszego wejrzenia uwa偶a艂a Andre. Poza tym musia艂a mu przyzna膰 racj臋. W kobietach budzi艂 by bardziej trwog臋 ni偶 po偶膮danie. Nie w niej. Za bardzo j膮 intrygowa艂. Podesz艂a do niego jeszcze bli偶ej. D艂oni膮 dotkn臋艂a jego policzka. Przytrzyma艂 przy nim jej r臋k臋, patrz膮c dziewczynie w oczy.

– Gdzie jeste艣my? 鈥 zapyta艂a cicho.

– To takie moje miejsce 鈥 wyja艣ni艂. 鈥 Tylko tutaj Raven nie ma wst臋pu.

Poczu艂a, jak kr臋ci si臋 jej w g艂owie, a potem zn贸w le偶a艂a na pod艂odze drewnianego domku, wtulona w ramiona Raela.

– Czemu wr贸cili艣my? 鈥 zaprotestowa艂a.

U艣miechn膮艂 si臋 do niej ponuro.

– To miejsce by ci臋 zabi艂o, gdyby艣 za d艂ugo w nim przebywa艂a 鈥 westchn膮艂. 鈥 Dzia艂anie trucizny ju偶 powinno min膮膰, lepiej si臋 prze艣pij 鈥 zasugerowa艂, nie patrz膮c na ni膮.

Wtuli艂a si臋 w niego, uk艂adaj膮c tak wygodnie, jak tylko si臋 da艂o, na twardej, drewnianej pod艂odze. Nawet, kiedy zamkn臋艂a powieki, nie potrafi艂a odgoni膰 od siebie obrazu wpatrzonych w ni膮, 偶贸艂tych, kocich oczu Raela.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Maeve usiad艂a przecieraj膮c oczy. Dalej le偶a艂a na drewnianej pod艂odze niewielkiej chaty. Spojrza艂a na niespokojnie chodz膮cego po pokoju ch艂opaka.

鈥濶ie wiemy co si臋 wtedy stanie鈥 pr贸bowa艂 przekonywa膰 g艂os Ravena.

鈥濩o za r贸偶nica? Nie mamy wyboru鈥︹ – 聽odpowiedzia艂 mu Rael – 鈥濩hc膮 nas zabi膰.鈥

鈥濷na nie chce nas zabi膰, chce czego innego. Zreszt膮 nie mia艂bym nic przeciwko鈥 鈥 mrukn膮艂, a przed jego oczami pojawi艂a si臋 wizja nagiego cia艂a Lilien 鈥 鈥濵o偶e i jest wariatk膮, ale za to cia艂o ma niczego sobie.鈥

鈥濶ie b臋dziesz si臋 pieprzy艂 z 偶adn膮 dziwk膮鈥 鈥 zawarcza艂 zdegustowany Rael 鈥 鈥瀉 przynajmniej nie dop贸ki ja musz臋 w tym uczestniczy膰!鈥

鈥濿i臋c co robimy?鈥 wtr膮ci艂a si臋 do ich rozmowy Maeve.

Ch艂opak spojrza艂 na ni膮. Wzruszy艂 ramionami.

– Dotkniecie wsp贸lnie kamienia i spr贸bujecie przela膰 w niego swoj膮 moc, my艣l膮c o jakim艣 przyjemnym miejscu 鈥 wyja艣ni艂 na g艂os.

– Czy to bardzo niebezpieczne? 鈥 spyta艂a dziewczyna.

– Tak 鈥 przyzna艂 otwarcie.

Westchn臋艂a.

– Wi臋c na co czekamy?

Carenvall, zamek diuka Mendersona

Dziewczyna zamruga艂a, rozgl膮daj膮c si臋 dooko艂a. Otacza艂y ich kamienne 艣ciany. Przy kominku sta艂 sk贸rzany fotel, nad samym paleniskiem wisia艂a wypchana g艂owa jelenia. Poznawa艂a to miejsce! Nie, tylko nie to!

– Gdzie my jeste艣my? 鈥 spyta艂 zaniepokojony Raven. 鈥 Bo na pewno nie w miejscu o kt贸rym ja my艣la艂em! 鈥 doda艂.

Maeve zacisn臋艂a wargi, krzywi膮c si臋 odrobin臋.

– Jeste艣my w zamku Diuka Mendersona 鈥 wyja艣ni艂a niech臋tnie.

Spojrza艂 na ni膮 zaskoczony.

– Dlaczego tu jeste艣my?

– Bo ja i David, tak jakby鈥 po prostu tutaj czu艂am si臋 bezpiecznie 鈥 wyja艣ni艂a, ale nie zd膮偶y艂a powiedzie膰 niczego wi臋cej, bo drzwi do komnaty si臋 otworzy艂y, a po chwili ich oczom ukaza艂y si臋 twarze zaskoczonych os贸b.

Pierwszy ze zdumienia otrz膮sn膮艂 si臋 David. Podbieg艂 do niej chwytaj膮c jej d艂onie.

– Maeve, co tu robisz? Nic ci nie jest? Kiedy znikn臋艂a艣 w lesie鈥 – zacz膮艂, ale jemu tak偶e przerwano.

– Stra偶e, 艂apa膰 go! 鈥 rozkaza艂 diuk Menderson. 鈥 Jakim cudem ten przest臋pca wydosta艂 si臋 z celi?! I co robi w towarzystwie twojej przysz艂ej 偶ony, Davidzie?

– 呕ony? 鈥 zapyta艂a zaskoczona, zapominaj膮c o tym, jak brudne, wygniecione i znoszone jest jej ubranie.

Sama zreszt膮 te偶 zapewne nie wygl膮da艂a najlepiej. Ch艂opak zmiesza艂 si臋 odrobin臋, ale dalej nie puszcza艂 jej d艂oni.

– Porozmawiamy o tym p贸藕niej 鈥 powiedzia艂 艂agodnie, kiedy 偶o艂nierze pochwycili stoj膮cego tu偶 obok nas Ravena.

Chwil臋 p贸藕niej do pokoju weszli 偶o艂nierze, prowadz膮c ze sob膮 Andre. Zar贸wno diuk jak i David spojrzeli po nich zaskoczeni.

– Panie 鈥 sk艂oni艂 si臋 nisko jeden z nich 鈥 on wcale nie uciek艂, ci膮gle tam by艂.

– Oni s膮 bli藕niakami 鈥 wyja艣ni艂am niepytana, jednak na tyle cicho, 偶eby tylko David m贸g艂 mnie s艂ysze膰. On by艂 w stanie wybaczy膰 mi brak odpowiednich manier, by艂am jednak przekonana, 偶e jego ojciec nie. 鈥 Ten, kt贸ry by艂 ze mn膮 to Raven, drugi ma na imi臋 Andre.

– Nie wa偶ne 鈥 mimo moich stara艅 diuk Menderson us艂ysza艂 moje ciche wyja艣nienia 鈥 nied艂ugo przyb臋dzie tu kapitan Dujon, niech on rozstrzygnie t臋 ca艂膮 spraw臋.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Wyk膮pana i w pi臋knej sukni, Maeve siedzia艂a na wygodnej, ozdobionej drobnymi r贸偶yczkami sofie. Mimo, 偶e na rze藕bionym stoliku obok sta艂a taca owoc贸w i karafka ze s艂odkim winem, ona nie by艂a w stanie prze艂kn膮膰 nawet k臋sa. Zamkn臋艂a oczy, staraj膮c si臋 us艂ysze膰 my艣li Raela. Nie wiedzia艂a czy nie s膮 za daleko. To przecie偶 ona wpakowa艂a ich w k艂opoty鈥

鈥濼ak, jest zimno, ciemno i niewygodnie, ale jeszcze 偶yjemy, je偶eli o to pytasz鈥 odezwa艂 si臋 suchy g艂os, w jej umy艣le.

鈥濺ael!鈥 zdziwi艂a si臋 swoj膮 w艂asn膮 ulg膮.

Zamkn臋艂a oczy, a kiedy je otworzy艂a, sta艂a na poro艣ni臋tym zielon膮 traw膮 wzg贸rzu. Tym razem od razu by艂 przy niej. Stan膮艂 tak blisko, 偶e czu艂a na karku jego ciep艂y oddech.

– Ten kretyn nie chce mi odda膰 kontroli 鈥 wyja艣ni艂. U艣miechn膮艂 si臋 cierpko. 鈥 Us艂ysza艂 jak mimochodem pomy艣la艂em o zabiciu Andre.

– Nie mo偶esz go zabi膰! 鈥 oznajmi艂am.

– Niby czemu nie? 鈥 zapyta艂 z zainteresowaniem.

– Bo je偶eli on umrze, to czyje cia艂o we藕miesz, jak co艣 stanie si臋 Ravenowi? 鈥 Maeve patrzy艂a na niego zupe艂nie powa偶nie.

Roze艣mia艂 si臋.

– A ciebie to obchodzi?

– Tak 鈥 przyzna艂a szczerze, patrz膮c prosto w jego 偶贸艂te, kocie oczy.

Spowa偶nia艂. Przyci膮gn膮艂 j膮 do siebie w艂adczym gestem, a potem poca艂owa艂. Nie protestowa艂a. Oplot艂a ramionami jego szyj臋, odwzajemniaj膮c poca艂unek.

鈥濶ie jestem w stanie istnie膰 samodzielnie鈥 oznajmi艂 ponuro 鈥瀉le b艂agam, nie z Ravenem! Poczekaj, a偶 znajd臋 nowe cia艂o.鈥

Maeve zach艂ysn臋艂a si臋 t膮 my艣l膮. Czy on naprawd臋 chcia艂? Co艣 艣ci膮gn臋艂o j膮 z powrotem. Us艂ysza艂a nad sob膮 g艂os Davida. Przeczesa艂 palcami br膮zowe, nieco przyd艂ugie w艂osy. Patrzy艂 na ni膮 tymi swoimi niewinnymi, zielonkawymi oczami.

– Maeve! 鈥 powt贸rzy艂 dotykaj膮c jej ramion.

Podnios艂a na niego wzrok. Spr贸bowa艂a si臋 u艣miechn膮膰.

– Musia艂am na chwil臋 przysn膮膰 鈥 sk艂ama艂a. 鈥 Przepraszam, Davidzie.

U艣miechn膮艂 si臋 do niej z ulg膮. Usiad艂 tu偶 przy dziewczynie, znacznie bli偶ej ni偶 pozwala艂a na to kurtuazja.

– My艣la艂em, 偶e to ja ci si臋 o艣wiadcz臋 鈥 oznajmi艂 nagle 鈥 ojciec wszystko zepsu艂.

– O艣wiadczysz? 鈥 zapyta艂a dalej mu nie ufaj膮c.

Nie mia艂a tytu艂u szlacheckiego, a pozycj臋 spo艂eczn膮 zawdzi臋cza艂a tylko w艂asnemu sprytowi. Co prawda jej ojciec by艂 ksi臋ciem, ale matka鈥 no c贸偶, by艂a zwyk艂膮 s艂u偶膮c膮, a to czyni艂o z niej po prostu b臋karta. Jednak czasami tylko dzi臋ki pochodzeniu, kradzie偶e uchodzi艂y jej ca艂kiem na sucho鈥 My艣la艂a, 偶e David si臋 ni膮 po prostu bawi艂, mo偶e b臋dzie chcia艂 uczyni膰 z niej swoj膮 kochank臋, ale 艣lub鈥 Nie wierzy艂a, 偶e przekona艂 do tego ojca! W jego oczach zata艅czy艂y weso艂e iskierki.

– Nie by艂o 艂atwo go przekona膰 鈥 przyzna艂 szczerze 鈥 zagrozi艂em, 偶e je偶eli si臋 nie zgodzi, p贸jd臋 do klasztoru i nigdy nie doczeka si臋 wnucz膮t. Wtedy ust膮pi艂 鈥 ch艂opak wyszczerzy艂 bia艂e z臋by w u艣miechu. Maeve patrzy艂a na niego niedowierzaj膮co. Nigdy nie przypuszcza艂aby, 偶e jest tak uparty, ani, 偶e potrafi przeciwstawi膰 si臋 ojcu. 鈥 Chcia艂em o艣wiadczy膰 ci si臋 po polowaniu, ale tak nagle znikn臋艂a艣鈥 – posmutnia艂. 鈥 Co si臋 z tob膮 dzia艂o? 鈥 zacz膮艂 docieka膰. 鈥 Szukali ci臋 wszyscy moi 偶o艂nierze! Bez skutku.

– Davidzie, ja鈥 – zacz臋艂a, ale rozmow臋 przerwa艂y otwieraj膮ce si臋 z hukiem drzwi.

Do pokoju, dumnym krokiem, wszed艂 Gilbert Dujon, w towarzystwie czterech 偶o艂nierzy.

– Maeve Merrowing 鈥 odezwa艂 si臋 oficjalnym, ale mimo to niezbyt grzecznym tonem 鈥 musimy porozmawia膰.

David wsta艂 i wyra藕nie wida膰 by艂o z jakim trudem t艂umi z艂o艣膰.

– Lady Maeve 鈥 za偶膮da艂, a wtedy nawet ona spojrza艂a na niego zaskoczona.

– Lady Maeve 鈥 powt贸rzy艂 Gilbert, t艂umi膮c prychni臋cie.

– Je偶eli chcesz o czymkolwiek rozmawia膰 z moj膮 pani膮, odb臋dzie si臋 to w mojej obecno艣ci 鈥 kontynuowa艂 ch艂odno David.

Spojrza艂a w ch艂odne oczy Gilberta. Zna艂a go zbyt dobrze. Wiedzia艂a, 偶e to nienajlepszy pomys艂. R贸wnie偶 wsta艂a. Po艂o偶y艂a ch艂opakowi r臋k臋 na ramieniu.

– Porozmawiamy sami 鈥 oznajmi艂a, staraj膮c si臋 by jej g艂os nie zadr偶a艂. 鈥 Poczekaj razem z jego stra偶膮, prosz臋 Davidzie 鈥 doda艂a na wszelki wypadek.

D艂ugo jej si臋 przypatrywa艂, a potem niech臋tnie skin膮艂 g艂ow膮 i wyszed艂 z pokoju razem z 偶o艂nierzami.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Gilbert rozdar艂 z przodu materia艂 jej b艂臋kitnej sukni. Brutalnie popchn膮艂 j膮 na 艂贸偶ko. To nie mia艂o tak by膰! Tego si臋 nie spodziewa艂a. Jej oddech przyspieszy艂.

– Zwariowa艂e艣?! 鈥 wrzasn臋艂a na niego, z panik膮 w oczach.

– Robi臋 tylko to, co koniecznie 鈥 oznajmi艂 z ch艂odnym u艣miechem.

– Jeste艣 psychicznie chory! 鈥 odezwa艂a si臋 przera偶ona.

– Mo偶liwe 鈥 przyzna艂 rozbawiony, podchodz膮c tak, by znale藕膰 si臋 nad ni膮.

Cofn臋艂a si臋 niemal pod sama 艣cian臋. Przywi膮zany do krzes艂a Raven, szarpn膮艂 si臋 bezradnie w wi臋zach. Gilbert rozkaza艂 stra偶nikom przywlec go tutaj, a potem zostawi膰 w rogu pokoju.

鈥濿pu艣膰 mnie!鈥 rozleg艂a si臋 rozkazuj膮ca my艣l Raela.

鈥濶ie!鈥 zaprotestowa艂 Raven zerkaj膮c na le偶膮cy na stoliku kryszta艂. 鈥濷n ci臋 mo偶e wch艂on膮膰.鈥

鈥濶ie obchodzi mnie to!鈥 wydar艂 si臋 Rael, kiedy Gilbert, mocnym szarpni臋ciem, zdar艂 z Maeve reszt臋 sukienki.

Dziewczyna wyczuwa艂a ich rozpaczliw膮 walk臋. Czu艂a, jak mocno Rael cierpi. Jemu naprawd臋 na niej zale偶a艂o! Gilbert najwyra藕niej te偶 o wiedzia艂 o ich zmaganiach, bo u艣miechn膮艂 si臋 do niej paskudnie. Brutalnie z艂apa艂 jej nadgarstki, przytrzymuj膮c nad g艂ow膮 dziewczyny. Zamkn臋艂a oczy. On by艂 nieobliczalny i nie mia艂a poj臋cia, jak daleko si臋 posunie. Tylko, 偶e鈥 przecie偶 nie m贸g艂by jej tego zrobi膰! A mo偶e? W Maeve gotowa艂y si臋 r贸偶ne sprzeczne uczucia.

– Rael! 鈥 krzykn臋艂a mimowolnie, kiedy poczu艂a r臋k臋 Gilberta na swoim udzie.

Poczu艂a mocny cios, kt贸rym demon odepchn膮艂 Ravena w g艂膮b umys艂u. Szarpn膮艂 si臋 i wi臋zy p臋k艂y. Przyskoczy艂 do 艂贸偶ka, podni贸s艂 kapitana stra偶y, jakby ten by艂 szmacian膮 lalk膮 i rzuci艂 nim o 艣cian臋, a potem, jakby opu艣ci艂y go si艂y, osun膮艂 si臋 nieprzytomny na pod艂og臋. Czarny dym uni贸s艂 si臋 znad cia艂a, by poszybowa膰 w kierunku kryszta艂u. Kiedy przezroczysty klejnot go wch艂on膮艂, sta艂 si臋 czarny niczym hebanowe drewno. Gilbert j臋kn膮艂 podnosz膮c si臋 ci臋偶ko z pod艂ogi.

– Widzisz? M贸wi艂em, 偶e si臋 uda 鈥 u艣miechn膮艂 si臋 podchodz膮c do kryszta艂u i podziwiaj膮c g艂臋bok膮 czer艅 materii. 鈥 No, no, jestem z ciebie dumny! 鈥 oznajmi艂. 鈥 Nie ka偶da dziewczyna potrafi rozkocha膰 w sobie demona.

– Przesta艅! 鈥 warkn臋艂a na niego. 鈥 Naprawd臋 nie wiedzia艂am, co chcesz mi zrobi膰!

Krytycznie spojrza艂 na jej giez艂o.

– Chyba nie uwa偶asz, 偶e jestem jakim艣 zbocze艅cem? 鈥 spyta艂 nagle nachmurzony. 鈥 Jak z艂a i zdeprawowana by艣 nie by艂a, to w ko艅cu jeste艣 moj膮 siostr膮! Zreszt膮 s艂ysza艂em, jak o tobie my艣la艂. To mi wystarczy艂o.

Serce Maeve zatrzepota艂o, a oddech przyspieszy艂. Rael my艣la艂 o niej鈥

– Co chcesz z nim zrobi膰? 鈥 zapyta艂a ostro. 鈥 Obieca艂e艣, 偶e 偶adnego z nich nie skrzywdzisz.

U艣miechn膮艂 si臋 cierpko, podnosz膮c ze stolika kryszta艂.

聽– Przecie偶 zawsze dotrzymuj臋 s艂owa, wiesz o tym 鈥 wymrucza艂. 鈥 Chc臋, 偶eby zamieszka艂 ze mn膮, w moim ciele 鈥 wyja艣ni艂. 鈥 Dzi臋ki temu b臋d臋 niepokonany.

Uni贸s艂 r臋k臋, z zamiarem roztrzaskania kryszta艂u o kamienn膮 posadzk臋. Maeve rzuci艂a si臋 ku niemu chwytaj膮c jego d艂o艅. Spojrza艂 na ni膮 zaskoczony.

– Nie! 鈥 wydar艂a si臋 na ca艂y g艂os. 鈥 Ka偶dy, tylko nie ty! Nie mo偶esz!

– Dlaczego? 鈥 nie zrozumia艂, opu艣ci艂 jednak d艂o艅.

– Kocham go, chc臋 si臋 z nim pieprzy膰 i rodzi膰 mu dzieci 鈥 warkn臋艂a obcesowo. 鈥 Nie b臋d臋 tego przecie偶 robi艂a z w艂asnym bratem, nawet je偶eli to b臋dzie tylko cia艂o!

– Zwariowa艂a艣 鈥 oznajmi艂 patrz膮c na ni膮 surowo. 鈥 On nie jest cz艂owiekiem 鈥 powiedzia艂 powoli. 鈥 Zdajesz sobie z tego spraw臋? 鈥 zapyta艂. – To demon. Poza tym masz tego swojego Davida 鈥 niemal wyplu艂 to s艂owo. 鈥 G艂upiec zrobi dla ciebie wszystko. Pomy艣l, mo偶e warto si臋 go trzyma膰, a nawet je艣li nie 鈥 kontynuowa艂 鈥 zawsze mo偶esz sobie wybra膰 jedno z braci 鈥 wskaza艂 ze wstr臋tem na pod艂og臋, gdzie le偶a艂o nieprzytomne cia艂o Ravena.

Spojrza艂a na niego z nienawi艣ci膮, ale po chwili jej spojrzenie z艂agodnia艂o, sta艂o si臋 b艂agalne.

– Gilbert, wiem, 偶e mnie nienawidzisz 鈥 szepn臋艂a 鈥 ale je偶eli cokolwiek, kiedykolwiek dla ciebie znaczy艂am, to b艂agam, nie r贸b mi tego. Nie mo偶esz mi tego zrobi膰!

M臋偶czyzna zawaha艂 si臋. Odrobin臋 zbyt d艂ugo. Wyrwa艂a mu kryszta艂 z r臋ki i wybieg艂a z hukiem otwieraj膮c drewniane drzwi. Na korytarzu nie by艂o stra偶nik贸w. Dooko艂a panowa艂o zamieszanie.

– Co si臋 dzieje? 鈥 zaczepi艂a jednego z przera偶onych s艂u偶膮cych.

– Obl臋偶enie pani! 鈥 wykrzykn膮艂, obrzucaj膮c zaskoczonym spojrzeniem jej str贸j.

Gilbert wybieg艂 tu偶 za ni膮. Patrzy艂 na dziewczyn臋 wrogo, ale nie si臋ga艂 po kryszta艂. Ruszy艂 natychmiast ku murom zamku, a ona pobieg艂a za nim. Stan臋li na blankach przy Davidzie i jego ojcu. Ch艂opak spojrza艂 na ni膮 zaskoczony, a potem bez s艂owa okry艂 j膮 swoim p艂aszczem.

– Mam nadziej臋, 偶e masz na to dobre wyja艣nienie 鈥 mrukn膮艂, mimo wszystko nie do ko艅ca zaskoczony, przyzwyczajony ju偶 do jej niecodziennego zachowania.

– Co si臋 dzieje? 鈥 zapyta艂a wpatruj膮c si臋 w otaczaj膮ce zamek pole i 艣cian臋 lasu.

Wsz臋dzie, za zamkni臋tymi bramami i podniesionym mostem zwodzonym, jak okiem si臋gn膮膰 wida膰 by艂o wojsko. David skrzywi艂 si臋.

– To Lord Peterson, wypowiedzia艂 mojemu ojcu wojn臋 鈥 wyja艣ni艂. 鈥 Jego si艂y s膮 znacznie liczniejsze od naszych. S膮dz臋, 偶e obl臋偶enie mo偶e potrwa膰 nawet kilka lat, a potem i tak przegramy鈥 – westchn膮艂. 鈥 Obieca艂, 偶e oszcz臋dzi kobiety i dzieci, w zamian za g艂ow臋 mojego ojca wbit膮 na pal. Pr臋dzej czy p贸藕niej ludzie b臋d膮 tak zdesperowani, 偶e wzniec膮 bunt. Prosz臋, wejd藕 do 艣rodka 鈥 szepn膮艂. 鈥 Przyjd臋 do ciebie p贸藕niej.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Maeve siedzia艂a w zaciszu swoich komnat, obracaj膮c w d艂oniach czarny kryszta艂. Mo偶e powinna go odda膰 Andre? Skrzywi艂a si臋. Zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e to nie by艂by dobry wyb贸r. Nie chcia艂a jednak tak偶e, 偶eby by艂 to Gilbert lub Raven, a jak inaczej mia艂a ratowa膰 sytuacj臋? Do jej pokoju wszed艂 David, bezceremonialnie podchodz膮c do dziewczyny i bior膮c j膮 w ramiona. Zamar艂a, gdy po raz pierwszy, nie przestrzegaj膮c 偶adnych zasad dobrego wychowania, poca艂owa艂 j膮 w usta. Ze zdziwieniem zda艂a sobie spraw臋, jak bardzo przyjemny i mi臋kki jest ten poca艂unek.

– Przepraszam, 偶e znalaz艂a艣 si臋 w takiej sytuacji 鈥 szepn膮艂 d艂oni膮 dotykaj膮c jej policzka. 鈥 Tak bardzo mi przykro!

Spojrza艂a na niego, zastanawiaj膮c si臋 czy mo偶e mu to zrobi膰. Nie mog艂a! chyba, 偶e by艂aby to jego w艂asna decyzja鈥

– Davidzie 鈥 zacz臋艂a cicho 鈥 znam spos贸b, 偶eby uratowa膰 twojego ojca鈥 uratowa膰 nas wszystkich.

Spojrza艂 na ni膮 pytaj膮co. Czeka艂. Wyci膮gn臋艂a z sakiewki czarny jak noc kamie艅.

– Co to? 鈥 zapyta艂 David przygl膮daj膮c si臋 mu nieufnie.

– Tu zamkni臋ty jest demon 鈥 przyzna艂a cicho 鈥 je偶eli go rozbijesz, zamieszka w tobie.

– Czemu mia艂bym to zrobi膰? 鈥 spojrza艂 na ni膮 pytaj膮co, odrobin臋 przestraszony.

– Poniewa偶 on jest silny, silniejszy i szybszy ni偶 zwykli ludzie鈥 Je偶eli to on poprowadzi atak, nawet garstk臋 偶o艂nierzy, zwyci臋偶y.

Wzrok Davida w dalszym ci膮gu m贸wi艂, 偶e ci臋偶ko mu w to uwierzy膰.

– Czemu mia艂by chcie膰 nam pom贸c? – zapyta艂.

– Nie nam, tylko mi 鈥 przyzna艂a szczerze, spuszczaj膮c wzrok. 鈥 Wydaje mi si臋, 偶e mnie kocha鈥 – szepn臋艂a.

David wyrwa艂 jej z r臋ki kamie艅, a potem, ze w艣ciek艂ym warkni臋ciem, rozbi艂 go o pod艂og臋. Jego oczy zmieni艂y si臋. Przez chwil臋 sta艂y si臋 kocie, 偶贸艂te z pod艂u偶nymi 藕renicami.

– Ty ma艂a, zdradziecka dziwko! 鈥 zbli偶y艂 si臋 w jej stron臋. Przestraszona cofn臋艂a si臋 pod 艣cian臋. 鈥 Zaufa艂em ci! S艂ysza艂em potem ka偶de wasze s艂owo!

– Rael, to nie tak 鈥 zacz臋艂a cicho, ale on nie s艂ucha艂, tylko trzaskaj膮c drzwiami wyszed艂 z pokoju.

~ 鈾 ~ 鈾 ~ 鈾 ~

Maeve sta艂a na blankach, przygl膮daj膮c si臋, jak David, a raczej teraz Rael, na karym koniu p臋dzi na czele ma艂ej armii. Do艂膮czyli do nich r贸wnie偶 Gilbert i jego ludzie, co by艂o niema艂膮 niespodziank膮 dla Lorda Petersona. Kiedy jego 偶o艂nierze przekonali si臋, 偶e ich strza艂y spadaj膮 na ziemi臋, jak zwi臋d艂e li艣cie, a miecze najcz臋艣ciej rozbijaj膮 si臋 o niewidzialn膮 tarcz臋, przera偶eni uciekli z pola bitwy, wol膮c 艣mier膰 za dezercj臋 ni偶 spotkanie z czarami. Po dw贸ch godzinach by艂o ju偶 po wszystkim.

鈥濶ie wolno ci tak o niej my艣le膰!鈥 us艂ysza艂am zapalczywe my艣li Davida.

鈥濸ieprz si臋! B臋d臋 o niej my艣la艂 jak tylko zechc臋!鈥 odpowiedzia艂 mu znudzonym g艂osem Rael, co 艣wiadczy艂o o tym, 偶e to ju偶 kt贸ra艣 z kolei tego typu wymiana zda艅.

Rael, mimo, 偶e w kolczudze, zgrabnie zeskoczy艂 z konia, a potem podszed艂 bezpo艣rednio do Maeve.

– Pom贸偶 mi si臋 pozby膰 tego cholerstwa! 鈥 rozkaza艂.

鈥濰ej, jak si臋 do niej zwracasz?!鈥 zaprotestowa艂 natychmiast David.

Niech臋tnie pomog艂a mu przez g艂ow臋 艣ci膮gn膮膰 kolczug臋. Odetchn膮艂 z ulg膮. Bez pytania chwyci艂 j膮 za r臋k臋 i poci膮gn膮艂 w kierunku oran偶erii.

– Musia艂a艣?! Naprawd臋 musia艂a艣?! 鈥 stan膮艂 oburzony g贸ruj膮c nad ni膮, po艣r贸d egzotycznych ro艣lin. Spojrza艂a na niego pytaj膮co. Zielone oczy p艂on臋艂y. 聽鈥 Dlaczego akurat on?! 鈥 j臋kn膮艂. 鈥 W zamku mia艂a艣 do wyboru ponad trzystu innych m臋偶czyzn!

Spu艣ci艂a wzrok, wiedz膮c, 偶e to co powie, bardzo mu si臋 nie spodoba.

– Ale to w艂a艣nie jego kocham 鈥 oznajmi艂a cicho.

Niemal fizycznie wyczu艂a szcz臋艣cie wype艂niaj膮ce Davida. Rael zamar艂, nie spodziewaj膮c si臋 takiej odpowiedzi.

– Wi臋c trzeba by艂o pozwoli膰 Gilbertowi zrobi膰, to co chcia艂 鈥 odezwa艂 si臋 osch艂ym g艂osem. 鈥 Wtedy mia艂aby艣 swojego Davida 鈥 niemal wyplu艂 to s艂owo 鈥 tylko dla siebie.

Tym razem spojrza艂a mu w oczy.

– Tylko, 偶e鈥 – wyszepta艂a.

– Tylko, 偶e co? 鈥 ponagli艂 nieuprzejmie.

– Tylko, 偶e ciebie kocham bardziej 鈥 mrukn臋艂a zawstydzona.

Zielone oczy rozszerzy艂y si臋, na chwil臋 staj膮c si臋 偶贸艂te, kocie.

– Ty ma艂a egoistko! 鈥 z jego gard艂a wydoby艂 si臋 niemal zwierz臋cy warkot. 鈥 Doskonale to sobie zaplanowa艂a艣!

Maeve przecz膮co pokr臋ci艂a g艂ow膮.

– Je偶eli nie chcesz, to wi臋cej go nie dotkn臋 鈥 oznajmi艂a cichym, ale stanowczym g艂osem. 鈥 B臋dziemy razem tylko w twoim miejscu鈥

Wyczu艂a p艂yn膮c膮 od Davida panik臋. Zrobi艂o jej si臋 go ogromnie 偶al. Rael patrzy艂 na ni膮 przez chwil臋, a potem porwa艂 j膮 w ramiona. Poca艂owa艂 j膮 w usta, najpierw lekko, a potem coraz g艂臋biej i nami臋tniej. Lekko oszo艂omiona odwzajemni艂a poca艂unek, zarzucaj膮c mu r臋ce na szyj臋. Odsun臋艂a si臋 jednak zaskoczona, czuj膮c zachwyt i podniecenie nie tylko Raela, ale i Davida鈥

– Chyba nie m贸g艂bym mu tego zrobi膰 鈥 mrukn膮艂 niech臋tnie Rael, nie wypuszczaj膮c dziewczyny z obj臋膰. 鈥 On prawie ca艂y czas my艣li tylko i wy艂膮cznie o tobie. Nie jest w stanie skierowa膰 my艣li gdzie indziej. Nie s膮dz臋, 偶eby kiedykolwiek cho膰by spojrza艂 na inn膮 dziewczyn臋. Poza tym, mimo, 偶e go nie lubi臋, jest naprawd臋 dobrym szermierzem 鈥 przyzna艂 niech臋tnie.

David odrobin臋 si臋 rozpromieni艂. Jednak u艣miechn膮艂 si臋 szeroko, dopiero kiedy Rael, nie wypuszczaj膮c Maeve z obj臋膰, wycofa艂 si臋 g艂臋biej i go wpu艣ci艂.

鈥濶ie chc臋 si臋 tob膮 dzieli膰鈥 鈥 oznajmi艂 鈥 鈥瀉le skoro kamie艅 ju偶 nie istnieje, to nigdy nie opuszcz臋 jego cia艂a, wi臋c podejrzewam, 偶e i tak musz臋.鈥

– Ja te偶 nie chc臋 鈥 przyzna艂 cicho David. Spojrza艂 jej w oczy 鈥 ale wiesz, ze dla ciebie zrobi臋 wszystko.

Poca艂owa艂a go. Rael zamrucza艂.

– Jakim cudem to czujesz? 鈥 zwr贸ci艂a si臋 bezpo艣rednio do niego.

鈥濶ie wiem鈥 鈥 odpowiedzia艂 鈥 鈥瀙o prostu. Przy Ravenie tego nie by艂o.鈥

– Czyta艂em legendy 鈥 wtr膮ci艂 si臋 ku ich zaskoczeniu David. 鈥 Nie wierzy艂em, 偶e s膮 prawdziwe, ale teraz wierz臋. W ksi臋gach to si臋 nazywa艂o przeznaczenie 鈥 oznajmi艂. 鈥 Je偶eli demon spotka odpowiedniego cz艂owieka 鈥 zaj膮kn膮艂 si臋, w dalszym ci膮gu z trudem mieszcz膮c ca艂膮 sytuacj臋 w g艂owie 鈥 staj膮 si臋 jedno艣ci膮 i maj膮 jedynie dwie r贸偶ne ja藕nie. Wszystko inne wsp贸艂odczuwaj膮.

鈥濼o brzmi jak choroba psychiczna鈥 wzdrygn膮艂 si臋 Rael, 艣miej膮c si臋 g艂ucho.

David obj膮艂 Maeve ramieniem, a ona nie protestowa艂a. By艂a szcz臋艣liwa. Mia艂a ich obu 鈥 dw贸ch m臋偶czyzn, kt贸rych w 偶yciu kocha艂a. Wyczu艂a z zadowoleniem, jak mimo powierzchownej wrogo艣ci, wytwarza si臋 mi臋dzy nimi ni膰 przyja藕ni i zrozumienia. Razem weszli wsp贸lnie na zamkowy korytarz. Z zamy艣lenia wyrwa艂 j膮 radosny 艣miech Raela. Raven sta艂 przy oknie, zaborczo obmacuj膮c jedn膮 z pokoj贸wek. Demon zn贸w przej膮艂 kontrol臋. Wzi膮艂 dziewczyn臋 za r臋k臋 i razem podeszli do ch艂opaka.

– Od pocz膮tku nie藕le sobie poczynasz 鈥 zamrucza艂, nie puszczaj膮c d艂oni Maeve.

– Ty te偶聽 鈥 stwierdzi艂 Raven kieruj膮c w jej stron臋 spojrzenie. 鈥 Naprawd臋 my艣la艂em, 偶e ona jednak na mnie leci鈥 – wyzna艂 zawiedziony.

– Masz szcz臋艣cie, 偶e nie 鈥 oznajmi艂 Rael, z drwi膮cym u艣mieszkiem, b艂膮kaj膮cym si臋 w k膮cikach poci膮gaj膮cych ust, u艣miechem, kt贸rego nigdy wcze艣niej nie widzia艂a u Davida, a jednak, doskonale tam pasowa艂 鈥 bo gdyby tak by艂o, musia艂bym ci臋 zabi膰.

The End


Vicky

Troch臋 nie艣mia艂a, zawsze odrobin臋 rozkojarzona i najcz臋艣ciej w czym艣 g艂臋boko zaczytana. Kocha fantastyk臋 i kultur臋 Japonii. Z zami艂owaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczaj膮cych j膮 ludzi. Opr贸cz bloga (przez zupe艂ny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawi膰 swojego linka w komentarzu, 偶ebym r贸wnie偶 mog艂a odwiedzi膰 Twoj膮 stron臋!

56 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Wika ;]

    27 maja 2011

    O nowe opowiadankoo ;d;d Spodoba艂 mi si臋 pocz膮tek 馃槈

  2. Odpowiedz

    IRRESA

    27 maja 2011

    No tak… Mamy nowe opowiadanie, a najstarsze… ani rusz! 馃槈 W ka偶dym razie p贸ki co nie mog臋 oceni膰, bo przeczyta艂am ledwo kawa艂ek. Akcja si臋 rozwinie ( a kiedy to nast膮pi nie wie pewnie nawet sama Vicky! ) to wtedy si臋 wypowiem.

  3. Odpowiedz

    Kamm.

    29 maja 2011

    Spodoba艂 mi si臋 pocz膮tek, chc臋 wi臋ceeeej.

  4. Odpowiedz

    Miye

    30 maja 2011

    B臋dzie wi臋cej, b臋d膮 te偶 stare, tylko potrzebuj臋 troch臋 czasu… Zupe艂nie, jak na wszystko inne! *smile*

  5. Odpowiedz

    Kamm.

    4 czerwca 2011

    Nic nowego. T_______________________________________________T!!

  6. Odpowiedz

    IRRESA

    11 czerwca 2011

    Puustka. ._.

  7. Odpowiedz

    mlodad

    23 czerwca 2011

    jak stan臋艂o tak stoi heh

  8. Odpowiedz

    JuuNkaa

    2 lipca 2011

    Musz臋 przyzna膰 偶e te odpowiadanie mnie strasznie ciekawi ;D
    S膮 jakie艣 szanse , 偶e w najbli偶szym czasie zostanie cho膰 ma艂y kawa艂eczek dodany ?

  9. Odpowiedz

    IRRESA

    3 lipca 2011

    JuuNkaa – szanse na owy „kawa艂eczek” s膮 1% – owe.
    No chyba, 偶e masz na my艣li jeden akapit. *u艣miech*
    Vicky chyba wzi臋艂o na Dzik膮 Pla偶臋. Ale nie wiem.

  10. Odpowiedz

    JuuNkaa

    5 lipca 2011

    W sumie , nawet ten jeden akapit by mnie ucieszy艂 .
    Ale jak wiadomo , warto mie膰 nadzieje ; ))

    • Odpowiedz

      Miye

      5 lipca 2011

      Musz臋 si臋 wzi膮膰 i poko艅czy膰 te pozaczynane opowiadania! *smile*

      • Odpowiedz

        JuuNkaa

        6 lipca 2011

        Hmm , to czekam z nieopisan膮 ciekawo艣ci膮 馃榾

  11. Odpowiedz

    IRRESA

    6 lipca 2011

    JuuNkaa – nie chc臋 Ci臋 do艂owa膰, ale to mo偶e troch臋 potrwa膰! *u艣miech*

    • Odpowiedz

      Miye

      6 lipca 2011

      Irreso, ale o co Ci chodzi? Przecie偶 tutaj r贸wnie偶 doszed艂 kr贸tki fragment. Nie tylko w „C贸rce Demona”.

  12. Odpowiedz

    IRRESA

    6 lipca 2011

    Nie, nie o nic. XD

  13. Odpowiedz

    IRRESA

    6 lipca 2011

    Przepraszam Vicky…

  14. Odpowiedz

    Rozpr贸wacz

    6 lipca 2011

    a mi si臋 podoba艂o, i nawet opis gabinetu dow贸dcy opisany w spos贸b nienaganny ( ja przynajmniej tak sobie wyobra偶am gabinet szalonego oficera)

  15. Odpowiedz

    JuuNkaa

    8 lipca 2011

    Coraz bardziej ciekawie 馃槈
    M贸j wyczekany fragment !

  16. Odpowiedz

    JuuNkaa

    10 lipca 2011

    Popl膮tane ..(albo ju偶 m贸j m贸zg pracuje z op贸藕nieniem)
    Musia艂am dwa razy si臋 cofn膮膰 i przeczyta膰 jeszcze raz . Hihi
    Czekam dalej 馃榾 i ciesz臋 si臋 偶e wre艣cie ruszy艂o .

  17. Odpowiedz

    Wika ;]

    11 lipca 2011

    Jeeju ja ju偶 nie wiem o co tu chodzi *u艣miech*

  18. Odpowiedz

    Miye

    11 lipca 2011

    Dobrze, a mo偶ecie powiedzie膰 co konkretnie wed艂ug Was jest niejasne?

    • Odpowiedz

      Kamm.

      11 lipca 2011

      Jak dla mnie wszystko klarowne. 馃槈 Troch臋 zdziwi艂o mnie zachowanie Maeve, ale 艂okej. Ach, no i, btw, w takim razie z kim piszesz opowiadania?

      • Odpowiedz

        Kamm.

        11 lipca 2011

        Zdziwi艂o mnie z tego powodu, 偶e po prostu wzi臋艂a i sobie zabra艂a ten diament. xD

  19. Odpowiedz

    IRRESA

    11 lipca 2011

    Pytam o to samo co Kamm! :>

    • Odpowiedz

      Miye

      11 lipca 2011

      To mo偶e niech mi kto艣 wyt艂umaczy o co Ona pyta… Pogubi艂am ju偶 si臋 w tym czego, kto nie rozumie…

  20. Odpowiedz

    IRRESA

    11 lipca 2011

    Chodzi mi o to, o co Kamm. Z kim piszesz to opowiadanie?!

    • Odpowiedz

      Miye

      11 lipca 2011

      „Troch臋 zdziwi艂o mnie zachowanie Maeve, ale 艂okej.” tego nie zrozumia艂am. I my艣la艂am, 偶e to popierasz. Na to drugie b臋d臋 unika艂a odpowiedzi. B臋dzie chcia艂, to si臋 przyzna.

  21. Odpowiedz

    IRRESA

    11 lipca 2011

    Ale cudownie, czyli si臋 nie dowiem. :> Ale ja Was wszystkich kocham… ;/
    A tamtego nie mog臋 popiera膰, bo nie czyta艂am, patrz m贸j komentarz pod „Sunny Day”!

  22. Odpowiedz

    IRRESA

    11 lipca 2011

    Corvidae? Rozpr贸wacz? Miras?

  23. Odpowiedz

    Corvidae

    11 lipca 2011

    Aj tam od razu Corvidae… Siedze za granica i nie wchodze juz tu tak czesto 馃檨 Nadrobie 馃檪

  24. Odpowiedz

    lilijka:)

    11 lipca 2011

    jak dla mnie wszystko jest jasne i klarowne. Problemem mog膮 byc 2 osoby w jednym ciele, ale jak sie dokladnie czyta i zwraca uwage na szczegoly to fabu艂a jest intryguj膮ca ale przejrzysta. Oby tak dalej *smile*

  25. Odpowiedz

    JuuNkaa

    11 lipca 2011

    u mnie raczej by艂 problem w tym, 偶e troszk臋 spa膰 mi si臋 chcia艂o 馃榾
    Ale dzi艣 rano jeszcze raz przeczyta艂am i wszystko jasne ; pp

  26. Odpowiedz

    IRRESA

    12 lipca 2011

    Oj Corvidae, strzela艂am tylko! *u艣miech*

  27. Odpowiedz

    Corvidae

    12 lipca 2011

    BTW, ja nie mam takiego skilla w pisaniu 馃槢

  28. Odpowiedz

    IRRESA

    13 lipca 2011

    A co to ja Twoja matka 偶eby to wiedzie膰? *艣mieje si臋*

  29. Odpowiedz

    Corvidae

    13 lipca 2011

    Po prostu bardziej dosadnie wylaczam sie z kregu podejrzanych ;P

  30. Odpowiedz

    IRRESA

    14 lipca 2011

    Dobrze, Corvidae, ju偶 Ci臋 z mojej listy wykre艣li艂am. XD Ju偶 nie musisz si臋 obawia膰, nie b臋d臋 Ci臋 przes艂uchiwa膰! *艣mieje si臋*

  31. Odpowiedz

    ciekawa_艣wiata

    15 lipca 2011

    Musz臋 przyzna膰, 偶e bardzo zaciekawi艂o mnie to opowiadanie, czekam na wi臋cej 馃榾

  32. Odpowiedz

    JuuNkaa

    18 lipca 2011

    : ( Kiedy zn贸w bd jaki艣 kawa艂ek ?
    Boj臋 si臋, 偶e uzale偶ni艂am si臋 od twoich opowiada艅 ..
    Codziennie rano i wieczorem sprawdzam czy jest co艣 nowego .. i nawet nie wiesz jak si臋 ciesz臋 , gdy co艣 wstawisz ; )

    • Odpowiedz

      Miye

      18 lipca 2011

      Zazwyczaj w weekandy po prostu nie mam kiedy pisa膰 *smile*

  33. Odpowiedz

    ciekawa_艣wiata

    19 lipca 2011

    JuuNkaa nie martw si臋, ja te偶 tak mam 馃榾

  34. Odpowiedz

    IRRESA

    19 lipca 2011

    A ja do cholery jasnej ca艂y czas nie mog臋 znale藕膰 chwili, 偶eby to przeczyta膰! Wrr! Grr!
    Chc臋 zobaczy膰, czy to si臋 zrobi艂o cukierkowe, czy jest ciekawe, czy w og贸le przez to przebrn臋, czy opowiadanie jest powieleniem schemat贸w! Tyle, 偶e za ka偶dym razem jak do tego siadam co艣 mi wypada.
    Dwa dni temu by艂am jeszcze w Szczyrku i ten by艂 przymulony.
    Wczoraj by艂am zbyt zm臋czona podr贸偶膮 i rozpakowywaniem.
    Dzisiaj wychodz臋 na spotkanie z kumpel膮.
    Szlaga by to wszystko. *z艂y*

  35. Odpowiedz

    lilijka:)

    19 lipca 2011

    zaskakuj膮cy, innowacyjny, intryguj膮cy, pobudzaj膮cy wyobra藕nie fragment *u艣miech*
    JuuNkaa – bo opowiadania Vicki sa jak narkotyk, jak ulubiona dzia艂ka marihuany, ka偶dy z nas jest w jakis sposob uzale偶niony … i to jest w tym najpi臋kniejsze

  36. Odpowiedz

    lilijka:)

    19 lipca 2011

    IRRESA odpisalam ci na forum, przepraszam ze tak d艂ugo to trwalo … a opowiadanie przeczytaj ! musisz znalesc chwilke bo nie po偶a艂ujesz

  37. Odpowiedz

    Miye

    19 lipca 2011

    Wiecie co? Kocham Was!

  38. Odpowiedz

    IRRESA

    19 lipca 2011

    Oj Vicky, mnie to zawsze zastanawia za co Ty nas kochasz… *u艣miech* Znaczy si臋 wiem, 偶e to nie chodzi艂o o mnie tylko o Lilijk臋, JuuNk臋, Corvidae etc., ale o to ju偶 mniejsza.
    W ka偶dym razie ja Ciebie te偶.

    P.S. Lilijka – odpisa艂am.

  39. Odpowiedz

    JuuNkaa

    19 lipca 2011

    Pff, ja niestety dopiero dzi艣 wesz艂am , bo mam remont w kuchni i z mam膮 tapety zdzieram 馃榾
    Musz臋 przyzna膰 , 偶e to 艣wietny spos贸b na wyzbycie si臋 z艂ych emocji : )
    A teraz zabieram sie do czytania ;>

  40. Odpowiedz

    Corvidae

    19 lipca 2011

    Kurcze, moglem sie wczesniej wpisac, to bym sie na wyznanie zalapal, a tak to nic *chlip*

    Ja niestety nie mam zbytnio czasu czesto zagladac, bo jestem zagramanica, ale w przyszlym tygodniu wszystko nadrobie i zrecenzuje(z polskimi znaczkami!).

  41. Odpowiedz

    Anne

    21 wrze艣nia 2011

    Kolejne pi臋kne, wci膮gaj膮ce opowiadanie! Gratuluj臋 Vicky, talentu do pisania. ^^ Czekam na cd.

    • Odpowiedz

      Miye

      21 wrze艣nia 2011

      O, to teraz zabierzesz si臋 za to, co w tym momencie pisz臋? *smile* (Pie艣艅 Ksi臋偶yca)

  42. Odpowiedz

    Misia

    5 listopada 2011

    Powiem, 偶e zdziwi艂am si臋 widz膮c „The end”, my艣la艂am, 偶e b臋dzie musia艂a wybiera膰 mi臋dzy nimi.

    • Odpowiedz

      Vicky

      6 listopada 2011

      Gdybym to dalej ci膮gn臋艂a, to by艂oby znowu „sweeta艣ne” zako艅czenie, a chcia艂am takiego unikn膮膰. Poza tym lubi臋 bohater贸w, wi臋c zapewne jeszcze do nich wr贸c臋. Teraz czas na Kolor Samotno艣ci. To opowiadanie b臋dzie znacznie d艂u偶sze.

  43. Odpowiedz

    Soko

    11 listopada 2011

    To jest lepsze ni偶 Harry Potter 馃榾 zaznaczam, 偶e nie trawi臋 klimat贸w magia, trelemorele i niezwyk艂e moce pr贸cz HP i tego bloga 馃槈

  44. Odpowiedz

    slowianka

    27 wrze艣nia 2014

    W jaki spos贸b twoja Mary Sue by艂a w stanie w ciemnej celi bez swiat艂a dojrze膰 kolor oczu Gary’ego Sue?

    • Odpowiedz

      Vicky

      27 wrze艣nia 2014

      1. „Stu” nie „Sue” w formie m臋skiej, je偶eli ju偶 bawimy si臋 w zachowywanie poprawno艣ci. Poza tym czy znasz w og贸le definicj臋? Bo chyba nie do ko艅ca to okre艣lenie jest adekwatne?

      2. Wszelkie nie艣cis艂o艣ci i rzeczy, kt贸re wygl膮daj膮 na nielogiczne wyja艣niaj膮 si臋 w fabule. Ewentualnie w zak艂adce fantastyki, gdzie opisane s膮 epoki i moja autorska rasa, o kt贸rej jest wi臋kszo艣膰 opowiada艅 fantasy,

      馃檪

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS