Zła Dziewczynka #01

Sklep był duży, z tych markowych, z odzieżą, na którą niewiele osób może sobie pozwolić. Ubrania elegancko wisiały na wieszakach, podzielone na kolorystyczne grupy. Modnie odziane kobiety przeglądały niektóre wieszaki, z dezaprobatą na ponurych twarzach. U innych, tych bardziej codziennych, w oczach widać było marzenia. Amy zdjęła z wieszaków kilka rzeczy i poszła z nimi do przymierzalni. Rozdająca numerki pani była akurat mocno zajęta. Idealnie. Dziewczyna wybrała sobie pierwszy z brzegu, mimo ilości rzeczy, ten oznaczony cyfrą jeden, potem zamknęła się w przymierzalni. Wszystko co wzięła, odłożyła na bok. Zdjęła z ramienia sztruksową torbę. Przez chwilę przyglądała się sobie w lustrze. Odgarnęła z ramion opadające na nie długie, brązowe włosy. Spojrzała we własne, migdałowe, roziskrzone oczy. Wyjęła z torby grzebień i przesunęła nim po włosach, tworząc równiutki, elegancki przedziałek, po lewej stronie głowy. Uśmiechnęła się do siebie. Teraz wyglądała jak dziewczynka z dobrego domu i o to jej chodziło. Przejrzała leżące na ławce rzeczy. Dwie z nich, elegancką koszulę i dżinsowe spodnie, odłożyła na bok. Z kieszeni wyciągnęła scyzoryk. Zgrabnie operując nożem, wyciągnęła ze skórzanej, mięciutkiej kurtki oraz dwóch powiewnych, delikatnych bluzek, sklepowe zabezpieczenie przed kradzieżą, potem starannie zapakowała je do torby. Przewiesiła ją z powrotem przez ramię. Odłożone rzeczy i numerek wzięła do jednej ręki, a cieniutki, jedwabny szalik w kolorze błękitnego nieba do drugiej po czym wyszła z przymierzalni.

– Dziękuję – odezwała się do zapracowanej, młodej kobiety, oddając jej ubrania i numerek.

Sprzedawczyni obdarzyła ją firmowym uśmiechem i Amy poszła dalej. Przy kasie zapłaciła za trzymany w ręku szal. Nie był specjalnie drogi. Razem z niewielką reklamówką i paragonem, udała się w kierunku wyjścia ze sklepu.

– Proszę pani! – stojąc już przy bramce, usłyszała głos wołającego za nią ochroniarza.

Przeklęła w duchu. Nie tak to miało wyglądać. Będzie na nią zły.

– Przepraszam najmocniej – wtrącił się smukły, wyglądający na może niespełna dwadzieścia lat, krótko ostrzyżony chłopak, który wcześniej oglądał bawełniane koszule, w znajdującym się tuż przy drzwiach, męskim dziale – wydaje mi się, że tamta kobieta próbuje coś ukraść – wskazał na elegancko odzianą damę, której z torby wystawał kawałek burgundowej tkaniny – widziałem, jak wkłada coś do torebki.

Ochroniarz wyglądał na skonsternowanego, ale nie mógł tego tak po prostu zlekceważyć. Niechętnie podszedł do wskazanej kobiety. Amy, wzruszając ramionami, spokojnie wyszła przez oszklone drzwi. Szła, głównym holem galerii handlowej, pewnym krokiem, nie odwracając się za siebie. Zatrzymała się dopiero kiedy sklep, w którym była zniknął jej za rogiem szerokiego korytarza. Tu oparła się o wyłożoną plastikową boazerią ścianę. Czekała. Chwilę później dołączył do niej ubrany w elegancką, czarną koszulę chłopak, ten sam, który wcześniej odwrócił uwagę ochroniarza. Nawet teraz, po prawie dziesięciu latach, znacznie górował nad nią wzrostem. Obrzucił ją skonsternowanym spojrzeniem.

– Ty chyba nigdy się nie nauczysz – mruknął.

Amy wzruszyła ramionami.

– Po co mam się uczyć, skoro mam ciebie? – spytała uśmiechając się słodko.

Warknął na nią. Po chwili jednak on także się roześmiał. Ich uwagę przyciągnęło spore zamieszanie. Ludzie przyglądali się, jak policjanci wyprowadzają ze sklepu wygrażającą im, elegancko ubraną, kobietę. Wywrzaskiwała niecenzuralne słowa pod ich adresem. Brązowe oczy Amy rozszerzyły się odrobinę.

– Ty naprawdę jej coś tam podrzuciłeś – powiedziała z uznaniem.

Gadriel uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Oczywiście. Inaczej nie byłoby zabawy.

– Jesteś zły! – mruknęła w odpowiedzi dziewczyna. – Zepsuty do szpiku kości.

– Staram się – odpowiedział wyraźnie z siebie zadowolony. – Idziemy na lody? – spytał, a w jego ciemnych oczach zatańczyły iskierki radości.

Amy spojrzała na niego podejrzliwie, otrzymując w odpowiedzi najbardziej niewinną minę, jaką tylko potrafił zrobić. Wzruszyła ramionami, wyjmując z torby swoją nową, skórzaną kurtkę. Narzuciła ją na ramiona.

– Właściwie czemu by nie. Jak wyglądam? – spytała obracając się przed nim dookoła własnej osi.

Dłonią zwichrzył jej proste, brązowe włosy, zupełnie rujnując w ten sposób przedziałek.

– Idealnie – odpowiedział z szerokim uśmiechem.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

4 komentarze

  1. Odpowiedz

    IRRESA

    10 czerwca 2011

    Ile masz w planie opowiastek o Amy? Są takie szybkie do czytania, że najlepiej wrzucaj po kilka. *uśmiecha się*

  2. Odpowiedz

    Wika ;]

    10 czerwca 2011

    Heheh opowiadanie dobre ;d Przeczytałam je w 5 minut XD

  3. Odpowiedz

    Miye

    10 czerwca 2011

    Będzie takich jeszcze przynajmniej kilka *smile*

  4. Odpowiedz

    Rozprówacz

    17 czerwca 2011

    dobre oderwanie od dramatyczności prologu. wciąż jednak za krótkie( pozbędziesz się tego faux-pas?)

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS