Wywiad ze Stefanem Dardą

Wywiad przeprowadzony dla portali Secretum oraz DuzeKa

Foto.2Dlaczego tak bardzo upodobał sobie pan literaturę grozy? Czy kiedykolwiek zastanawiał się pan nad stworzeniem innej gatunkowo książki?

Po pierwsze, literatura grozy daje autorowi dużą dowolność w podejściu do opisywanego tematu, pozwala na kreślenie fabuły w taki sposób, aby nie tylko przekazać w założeniu interesującą historię, ale też spróbować nie nachalnie podzielić się z odbiorcą czymś, co nazywam „drugą warstwą” utworu (czyli na przykład potraktować postaci pochodzące z innego wymiaru nieco metaforycznie). Po drugie zaś, mam przekonanie, że dobrze jest, gdy pisarz porusza się w klimatach, które są mu bliskie. Mroczne, oddalone od wielkomiejskiego zgiełku scenerie, słowiańskie mity i literatura „z dreszczykiem” to jest to, co lubię, więc mam nadzieję, że jako autor jestem wiarygodny i przekonujący.

Czy zastanawiałem się nad zmianą gatunku? Owszem, zdarzało się, ale mam wrażenie, że od tego, co stało się w pewien sposób moim znakiem rozpoznawczym, nigdy nie odejdę zbyt daleko.

Książka „Dom na wyrębach” po raz pierwszy wydana została w 2008 roku. Jak to się stało, że po tak długim czasie pisze pan kontynuację?

„Kontynuacja”, to nie jest precyzyjne określenie (każdy, kto czytał moją debiutancką książkę, wie dlaczego) – będzie to raczej powieść nawiązująca do „Domu na wyrębach”. Już jakiś czas temu zatęskniłem za Wyrębami i ich klimatem, czytelnicy również bardzo często wspominają, że chętnie wróciliby do małego przysiółka na Polesiu, który polubili, ale najpierw chciałem ostatecznie zakończyć cykl „Czarny Wygon” oraz wydać opowiadania, które powstawały od kilku lat. Teraz jeden i drugi cel mam za sobą, więc nic nie stoi na przeszkodzie, bym rzucił literackim okiem na miejsce, które pozwoliło mi wydać moją pierwszą książkę.

Co będzie dalej? Czy już pan myśli o jakichś nowych historiach czy po prostu na razie skupia się pan na tej jednej powieści?

Wcale nie jestem przekonany w stu procentach, że ta właśnie książka będzie moją następną. Obecnie dość mocno przymierzam się do innego projektu literackiego, który być może zostanie wydany wcześniej (chciałbym, aby stało się to jeszcze w pierwszej połowie 2015 roku), ale nie chcę na razie zdradzać więcej, aby nie zapeszyć. Mam też kilka innych pomysłów (m.in. odnośnie powieści, której fabuła zlokalizowana będzie w Przemyślu, gdzie mieszkam od kilkunastu lat), ale zobaczymy, jak to jeszcze będzie. Jak wiadomo, plany są po to, by można je było zmieniać.

Wspomniał pan wcześniej o metaforycznym traktowaniu swoich postaci. Czy istnieje jakaś najistotniejsza idea, którą chce pan przekazać czytelnikom czy raczej jest to kwestia chwili i pojawiających się w danym momencie przemyśleń?

To zawsze zależy od konkretnego utworu. W każdej z dotychczas wydanych książek na początku zamieszczałem słowa wypowiedziane później przez któregoś z ich bohaterów. Taki zabieg ma na celu lekkie ukierunkowanie czytelników, wskazanie czegoś, co przyświecało mi podczas pisania, niemniej jednak nie mam ambicji, by komukolwiek sugerować coś więcej. Wolę stawiać pytania, niż udzielać odpowiedzi.

Po tylu latach tworzenia powieści ma już pan swoje wierne, czytelnicze grono. Czy jednak pamięta pan jak to było zaczynać swoją przygodę z pisaniem?

Pamiętam dość dobrze, ponieważ było to stosunkowo niedawno. Zaczynałem od poezji nieco ponad dziesięć lat temu, a pierwsze zdanie, które napisałem prozą (we wrześniu 2006 roku) z myślą o ewentualnej publikacji było pierwszym zdaniem opowiadania „Wyręby”. Opowiadanie rozrosło się do rozmiarów powieści, zmieniło tytuł na „Dom na wyrębach” i nieco ponad rok po postawieniu ostatniej kropki (wrzesień 2007) pojawiło się w księgarniach.

Pytanie może się wydać dziwne, ale proszę potraktować je dosłownie – pisze pan dla siebie czy dla czytelników?

Jedno i drugie. Piszę dla czytelników, ponieważ jeśli praca pisarza trafia w próżnię, to nie ma sensu; marzę o tym, by lektura moich powieści była dla miłośników książek interesująca i pełna niespodzianek. Piszę też dla siebie, bo to, choć przeważnie trudne i wymagające zajęcie sprawia mi mnóstwo satysfakcji i sprawia, że moje życie jest interesujące i pełne niespodzianek.

Przyznam szczerze, że nie spotkałam się z negatywnymi opiniami o pana książkach, z pewnością jednak nawet amatorzy-recenzenci mogą mieć jakieś ciekawe uwagi. Czy czyta pan pojawiające się w Internecie recenzje swoich książek? Jaki ma pan do nich stosunek?

Kiedyś starałem się czytać ich jak najwięcej, ale teraz robię to znacznie rzadziej. Recenzje są przeróżne i autor powinien potrafić z każdej z nich wyciągnąć jakieś wnioski, więc tak też staram się robić, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie trafię w gusta wszystkich.

Czy istnieje jakiś pisarz, którego twórczość miała wpływ na pana literaturę i ogólną chęć by zacząć tworzyć?

Tak. Zawsze w tym kontekście wspominam o Stephenie Kingu. Gdyby nie jego zbiór „Szkieletowa załoga”, to zapewne nie podjąłbym własnej próby literackiej. Podoba mi się, że mistrz horroru przeważnie umieszcza fabuły swoich utworów w dobrze sobie znanych lokalizacjach, a także to, że wielką uwagę poświęca charakterystyce psychologicznej swoich bohaterów, łącząc umiejętnie wiarygodność opisanego świata z wątkami fantastycznymi.

W imieniu redakcji Secretum zwracam się z pewną prośbą. Otrzymaliśmy patronackie egzemplarze książki „Opowiem ci mroczną historię”. Kilka z nich chcemy rozdać czytelnikom portalu. Czy mógłby napisać pan krótki przekaz, którego „znalezienie” byłoby konkursowym zadaniem?

Fragment tytułowego opowiadania zbioru „Opowiem ci mroczną historię” brzmi:

„Gdy idziecie ulicą, spójrzcie w twarz starca niedołężnie zmierzającego w przeciwnym kierunku. Spójrzcie w jego oczy, a w wielu wypadkach wyczytacie w nich tak mroczne historie, że trudno wam będzie zasnąć wieczorem. A gdy już wam się uda, to śnić będziecie koszmary o czasach, w których – za jakieś kilkadziesiąt lat – będziecie sunąć pod murami kamienic, ustępując z drogi młodszym.”

Pamiętajcie, Bóg jest doskonały. Wiedzcie, że skoro wymyślił istnienie takich ludzi jak ja, o których już godzinę po pogrzebie nikt nie będzie pamiętał, to wy nie jesteście w stanie wymyślić nic lepszego.”

Moje (przyznam, że dość przewrotne) pytanie jest takie: „Do kogo i w jakim celu mógł zwracać się bohater wypowiadający te słowa?”

Wracając do literatury. Jaka jest pana ulubiona książka? Czy jest to właśnie „Szkieletowa załoga” czy może coś zupełnie innego?

„Szkieletowa załoga” stała się tylko (a może „aż”?) moją inspiracją i dlatego jest dla mnie ważna. Nie potrafię ustawiać książek w rankingu, zbyt wiele jest takich, które mi się podobały. Zresztą, odbiór lektur zależy także przecież od momentu w naszym życiu, w którym się z nimi zetknęliśmy, więc mam przekonanie, iż tego typu klasyfikacje zawsze będą mało obiektywne i niezbyt miarodajne.

Jaką jest pan osobą prywatnie?

Niektórzy mówią, że taką, która zupełnie nie pasuje na autora horrorów (śmiech). Raczej jestem człowiekiem dość pogodnym i optymistycznie nastawionym do życia i ludzi. Optymizm ten jest dość często wystawiany na ciężkie próby, ale jakoś nie może mi przejść i chyba go w sobie lubię.

Na zakończenie chciałam zapytać czy planuje pan w najbliższym czasie jakieś spotkania autorskie, wyjazdy na konwenty lub targi książki? Gdzie będzie można pana spotkać?

Jesień była dość bogata w spotkania autorskie i konwenty, więc teraz zamierzam trochę pomieszkać w domu i skupić się na pracy nad kolejną powieścią. Być może wiosną znów ruszę w drogę, ale w tej chwili nie mam żadnych konkretnych planów wyjazdowych.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS