Special A #01 – Maki Minami

Prywatne liceum. Uczniowie podzieleni na klasy od A do F, według wyników w nauce. Najlepsza siódemka uczy się w wyjątkowych warunkach i podziwianej przez innych klasie – Special A.

Hikari Hanazono ma piętnaście lat. Uczęszcza do prywatnego liceum Hakusenkan, gdzie jest szanowana i podziwiana przez wszystkich, z racji tego, że jako druga uczennica w szkole, dostała się do elitarnej klasy nazwanej Special A. Dzieciaków w niej jest siedmioro. Uczą się w specjalnym, ekskluzywnym budynku i wygląda na to, że mimo swoich wyników w nauce, mają nadmiar wolnego czasu, ponieważ cały czas coś się wśród nich dzieje. Hikari jednak nie bez powodu stara się być najlepsza. Z całego serca pragnie choć raz pokonać swojego przyjaciela z dzieciństwa Kei Takishimę, który we wszystkim jest od niej lepszy. Chłopak umyślnie ją drażni, a ona nawet nie zdaje sobie sprawy, że najwyraźniej się w niej podkochuje.

Co irytowało mnie w mandze? Tym razem pytanie nie jest retoryczne. Wydawało mi się momentami, że autorka uważa, iż zwraca się do idiotów. Każdy nowy rozdział rozpoczynała tłumaczeniem co to jest klasa Special A i dlaczego Hikari Hanazono do niej chodzi, oraz jak bardzo jest to z jej strony samolubne, że tak obciąża rodziców. Przy trzecim rozdziale miałam już naprawdę serdecznie dość tego schematu. Mam nadzieję, że nie wszystkie tomy komiksu posiadają ten mankament.

Uczniowie klasy Special A bez przerwy są gotowi do działania. Zachowują się nieprzewidywalnie i zazwyczaj głupio, dzięki czemu komedia jest momentami rewelacyjnie śmieszna. Dodatkowo cała siódemka się ze sobą serdecznie przyjaźni. Każdy bohater to ciekawie skonstruowane indywiduum i łatwo wytypować wśród nich swojego faworyta.

Autorce się nawet nie śniło, że SA zostanie wydane i swoją niepewność oraz radość, podkreśla w komentarzach do mangi. Jej marginesy są zabawne i dość barwne, z pewnością przyjemnie urozmaicają całą historię.

Manga rysowana jest bardzo fajnie, tak jak na shoujo przystało, ale na szczęście bez irytujących, kwiecistych wstawek. Nie wiem dlaczego Maki Minami zrezygnowała z tego trendu, ale bardzo mnie to ucieszyło. Serduszka są.

Najsłabszym punktem komiksu jest fabuła. Momentami się dłuży i zwyczajnie przynudza. Jeżeli rozpatrzymy ją w kategorii krótkich historyjek, jednak nie wszystkich udanych, to czyta się całkiem fajnie. Jednak traktując mangę jako całość poczułabym się srodze zawiedziona. Zdecydowanie ma swoje wzloty i upadki.

SA jest historią lekką i niewymagającą wiele uwagi. Taka odskocznia od rzeczywistości czy pocieszyciel na gorszy dzień. Bez rewelacji, ale też nie ma się ochoty tomu odłożyć na półkę w trakcie czytania. Może, gdyby na polskim rynku był większy wybór pozycji, to żałowałabym straconego na nią czasu. W tym jednak momencie nie ma, więc warto poświęcić odrobinę uwagi i „Special A”.

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS