Dengeki Daisy #03 – Kyousuke Motomi

Po drugim tomie, który średnio przypadł mi do gustu, zdecydowałam się mimo wszystko sięgnąć po trzeci. I niespodzianka! Znowu jestem zachwycona – chyba nawet bardziej niż początkiem. „Dengeki Daisy” to manga shoujo, która typowym przedstawicielem gatunku jednak nie jest. Tu naprawdę pojawia się akcja, są hakerzy komputerowi, mafie, korporacje, rabunki, próby gwałtów i morderstwa. Sensacyjne, komediowe shoujo – to dopiero coś.

Teru wyprowadza się od Kurosakiego, by zamieszkać razem z dziewczyną zmarłego brata (szkolną panią psycholog). Okazuje się jednak, że nowe mieszkanie wcale nie jest daleko, a konkretniej znajduje się po sąsiedzku – mniej więcej drzwi obok. Wydaje się, że obydwoje są z takiego rozwiązania bardzo zadowoleni. Dodatkowo w świecie dziewczyny ponownie pojawia się „były nauczyciel informatyki”, ale tym razem zostaje potraktowany zupełnie inaczej (a Kurosaki zdecydowanie nie jest tym zachwycony). Najlepszą częścią mangi jest jednak to, że Teru wreszcie odkrywa kto jest jej tajemniczym Daisym. Powstaje więc cudowna sytuacja z serii: on wie, ona wie, ale on nie wie, że ona wie. Kolejnego tomu już nie mogę się doczekać (nawet, jeżeli autorka uparła się, żeby jednak rysować shoujo kwiatki).

Manga jest pełna humoru, a jej fabuła niezwykle wciąga. Cała akcja jest dobrze skonstruowana, a autorka powoli, w każdym tomie, uchyla przed czytelnikami rąbka tajemnicy. Dodatkowo w rysunkach (wszystkich, oprócz tych okładkowych) jestem już niewątpliwie po uszy zakochana. Uwielbiam bohaterów komiksu i lubię również marudzenie Kyousuke Motomi (na przykład na to, jaką trudność sprawia jej rysowanie okularów). Cały klimat tych tomików jest wesoły i niezastąpiony, a w trzeciej części poprawił się nawet język tłumaczenia! Słowo „wyłysiej” co prawda dalej zostało (ale z tym chyba nic nie dało się zrobić) za to zniknął cały ten nieprzyjemny, slangowy język i w czytaniu teraz nic już nie przeszkadza. Można wczuć się po prostu w, bez wątpienia, przyjemną w atmosferę „Dengeki Daisy”.

Komiks podoba mi się bardzo. Zajmuje drugie miejsce na mojej liście ukazujących się obecnie w Polsce mang (a kilka serii mamy). Jest dobry na poprawę humoru, a dodatkowo ma ciekawie stworzoną fabułę i stosunkowo wartką akcję. Być może jest w nim nieco zbyt wiele ckliwych uczuć (oczywiście jak na shoujo przystało), ale poza tym niewiele mu można zarzucić. Całości natomiast dopełniają dopracowane, dobrze skonstruowane (a jeszcze lepiej narysowane) postacie, które porywają czytelnika w swój świat. Mangę z czystym sumieniem polecam – i to nie tylko dziewczynom.

Ps. Manga (a przynajmniej jej autorka) promuje zespół Red Hot Chili Peppers, a dodatkowo, dzięki niej poznałam rewelacyjną piosenkę „Time After Time” (koniecznie w wykonaniu Cyndi Lauper). Jestem nią oczarowana, a samym wrzuceniem mojego ukochanego zespołu w treść tomiku zachwycona!

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS