Żywe morze snów na jawie
Tytuł „Żywe morze snów na jawie” to moja pierwsza styczność z literaturą pisarza pochodzącego z Tasmanii. Gdy sięgałam po książkę, byłam przekonana, że będzie to naprawdę świetna powieść i przyznam szczerze, że ani trochę się nie pomyliłam.
Zarys fabuły
Trójka rodzeństwa Tommy, Anna i Terzo starają się utrzymać przy życiu swoją 86-letnią matkę. Kobieta umiera w szpitalu w Hobart na Tasmanii, przenosząc się między snem a jawą. Jest gotowa opuścić nasz świat, ale jej dzieci jeszcze nie są na to odejście gotowe. Gdzie kończą się rodzinne więzi, a zaczyna egoizm? Jak wiele trudnych pytań na zawsze pozostanie bez odpowiedzi?
„Annie wydało się, że jest to sprawdzian, który żałośnie oblała. (…) Nie dorównywała swojej matce, którą tak okrutnie pozostawiła na pastwę samotności i szpitalnych cierpień. Zrozumiała, że jest tchórzem.„
Moja opinia i przemyślenia
Muszę przyznać, że „Żywe morze snów na jawie” to jedna z dziwniejszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie. Swoim stylem Richard Flanagan nieco przypomina sposób pisania Haruki’ego Murakami’ego, choć ten drugi często bywa znacznie bardziej abstrakcyjny i mniej poważny. Powieść składa się z kilku niezbyt obszernych części, a każda z nich liczy sobie kilkanaście króciutkich, czasami wręcz jednozdaniowych rozdziałów.
W książce nie ma dialogów, jedynie wewnętrzne przemyślenia bohaterów, a i te opisane zostały w narracji trzecioosobowej. Teraźniejszość przeplata się ze wspomnieniami, nadając głębi przeróżnym wydarzeniom. Narrator natomiast to wprawny gawędziarz, który przedstawia czytelnikom historie postaci, ich żale, wspomnienia i nadzieje.
Powieść została ślicznie wydana. Ma twardą oprawę, doskonałą szatę graficzną i świetne tłumaczenie. Trudno przejść obok niej obojętnie. Nie sposób jednak również uznać tytułu „Żywe morze snów na jawie” za literaturę rozrywkową. To proza, która skłania do refleksji, a Richard Flanagan zadaje wiele pytań, na które nie istnieją proste odpowiedzi.
Podsumowanie
„Żywe morze snów na jawie” to prawdziwy paradoks. Książka jest lekko napisana, a mimo to jej lektura przysparza wielu trudności. Zmusza do przemyśleń, wymaga skupienia, przynosi satysfakcję. W inteligentny sposób porusza trudne, ale niezwykle istotne tematy. To wielowarstwowa, wypełniona metaforami historia, której bohaterem w pewnym momencie swojego życia, mógłby stać się właściwie każdy z nas.
Dziękuję!
Przeczytaj również:
Karolina Kosek
jaka cudowna okładka, jaki wspaniały tytuł, ciiii, nic nie mów, bo będę czytać 😉
kasiak
Brzmi to całkiem ciekawie, faktycznie inne niż wszystkie…
Aleksandra NS
Muszę przyznać, że mnie zaciekawiłaś. Lubię książki, które intrygują i są inne. Gdy czytam ciągle to samo, to zaczyna mi się nudzić.
Joanna
To nie propozycja dla mnie, pewnie po kilku pierwszych stronach odłożyłabym ją na bok i zapomniała o niej na zawsze.
Milena
Lubię książki psychologiczne, poradniki jak i też takie bez dialogów oparte tylko na przemyśleniach bohaterów, myślę że warto będzie po nią sięgnąć 🙂 dzięki za polecenie!
Kamila Pierzchała
Dawno nie widziałam tak pięknej okładki – jestem naprawdę zachwycona!
Zuzka
Podejrzewam, że nie dałabym rady przez nią przebrnąć. Raczej się na nią nie skuszę, ale kto wie?!
Olka
Już sam tytuł powoduje, że człowiek czuje się zaintrygowany i chce sięgnąć po tę książkę 🙂
Bookendorfina Izabela Pycio
Zdecydowanie warto, nie ma się co wahać, spora satysfakcja czytelnicza. 🙂
Bookendorfina Izabela Pycio
“Żywe morze snów na jawie” silnie przemawia, dzięki nieprawdopodobnie misternie, a zarazem naturalnie prosto, snutej opowieści, wchodzącej głęboko w realizm, przeszywającej strzałami serce czytelnika, poprzez poruszenie strun muzyki życia i zdobytych doświadczeń. 🙂
Ala
Okładka przyciąga wzrok, przepiękna. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po taką książkę, dlatego zapiszę sobie tytuł. 🙂
Agnieszka D
Lubię takie książki, bo są dla mnie jak wyzwanie. Je się smakuje podczas lektury, nie można pędzic przez fabułę.
Irena Bujak
Jestem tego tytułu bardzo ciekawa, czasem warto sięgnąć po takie refleksyjne powieści.
Martyna K.
Szczerze przyznam, że bardzo zainteresowałaś mnie tą niejednoznaczną lekturą. Będę miała ją na uwadze na przyszłość.