Zasada Dixon – Elle Kennedy

Date
gru, 12, 2025
Zasada Dixon

Zasada Dixon

Zasada DixonPrzyznam, że po książki spod pióra Elle Kennedy sięgam w ciemno. Mam pewność, że się na nich nie zawiodę. Tak było zarówno w przypadku „Efektu Grahama”, pierwszego tomu serii „Campus Diaries”, jak i przy lekturze drugiego, o którym wam dzisiaj opowiem, „Zasada Dixon”.

Niektóre powieści czyta się z prędkością światła, bo historia aż sama niesie, a „Zasada Dixon” zdecydowanie należy do tej kategorii. Romans hokejowy, prawie sześćset stron, a ja miałam wrażenie, że pochłonęłam go w jeden wieczór. Elle Kennedy znów wraca do uniwersum, które znam i uwielbiam, i po raz kolejny dostarcza miks lekkości, emocji i humoru, przeplatany trudniejszymi momentami, które dodają historii ciężaru w odpowiednich chwilach.

O czym jest książka

Diana Dixon – cheerleaderka, tancerka, dziewczyna, która zawsze trzyma rękę na pulsie i próbuje ogarnąć własny chaos. Turniej, dwa etaty, były chłopak, który nie umie zauważyć, że naprawdę już po wszystkim. Do tego nowe wyzwanie – Shane Lindney, hokeista, sąsiad i chodząca zapowiedź kłopotów. Owszem, jest przystojny. Owszem, budzi emocje. Jednak Diana uważa, że jej przestrzeń to jej zasady, a nowy lokator najwyraźniej nie przeczytał regulaminu.

Między nimi szybko pojawia się zadziorna wymiana zdań, napięcie i ta dziwna mieszanka niechęci ze… słabością. Gdy Shane postanawia udawać, że ma nową dziewczynę, żeby uniknąć powrotu do toksycznej byłej, a Diana uznaje, że „fikcyjna para” to świetny sposób, by odegrać się na swoim uporczywym eks – zaczyna się relacja, której oboje niby nie chcą… a jednak coraz bardziej chcą.

Wspólne oglądanie reality show, próby do turnieju tańca, odpuszczanie uprzedzeń, powolne odkrywanie wrażliwości tam, gdzie wcześniej widzieli tylko maski. Między nimi robi się gorąco, intensywnie i niebezpiecznie prawdziwie. W tle pojawiają się poważniejsze tematy – toksyczna relacja, przemoc, poczucie wstydu, radzenie sobie ze stratą.

Moja opinia i przemyślenia

Lubię, gdy romans ma swój rytm – trochę śmiechu, trochę bólu, trochę czułości – i tutaj ten balans został zachowany wręcz idealnie. Relacja Diany i Shane’a jest oparta na przekomarzankach, elektryzującym napięciu i powolnym budowaniu zaufania. Podobało mi się obserwowanie, jak każde z nich zdejmuje kolejne warstwy pozorów. Diana wreszcie głośno mówi o tym, czego doświadczała w związku, a Shane pozwala sobie na emocje, które długo spychał na bok. To właśnie te momenty – zwyczajne, intymne, oparte na rozmowie i obecności – najbardziej do mnie przemówiły.

Chociaż książka jest bardzo „hot”, a scen bliskości jest sporo, miałam wrażenie, że czasem zajmują miejsce scen, które chętnie bym przeczytała. Rodzinnego wieczoru filmowego, ceremonii Gigi, kilku drobniejszych wydarzeń, które autorka tylko musnęła. To drobiazgi, ale jednak odczuwalne przy tak długiej powieści.

Zachwycił mnie natomiast rozwój Shane’a – subtelny, emocjonalny i napisany z wyczuciem. Jego historia naprawdę trafia do serca, a finał… cóż, sama się w pewnym momencie rozpłakałam, dokładnie tak jak on. Doceniłam też to, jak pisarka poprowadziła wątek przemocy wobec Diany – bez bagatelizowania i bez obwiniania bohaterki. Ważne, potrzebne, napisane z empatią.

I jeszcze jedno — bohaterowie drugoplanowi. Ryder, Gigi, Jensen – mają w sobie tyle energii, że chciałabym od razu poznać ich dalsze losy. 

Podsumowanie

„Zasada Dixon” to wciągający, pełen emocji romans, który łączy lekkość studenckiego klimatu z poważniejszymi tematami. Zostaje w pamięci na długo dzięki bohaterom, którzy uczą się mówić o swoich potrzebach, mierzyć z przeszłością i wreszcie – być dla siebie wsparciem. To historia pełna chemii, humoru i czułości, z przekomarzaniem, które rozbraja, oraz emocjami, które rosną z każdym rozdziałem. Chętnie do niej wrócę – i już teraz wiem, że to dla mnie jedna z najlepszych książek spod pióra Elle Kennedy. Niecierpliwie czekam na kolejny tom!

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawcy.

Przeczytaj również: 

Efekt Grahama – Elle Kennedy

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Zostaw mi swój link w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

5 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Marysia K

    14 grudnia 2025

    Właśnie też czytam książkę o hokeistach, ale tę napisaną przez Julię Popiel. Ogólnie lubię motyw sportów zimowych w połączeniu z romantyczną relacją więc nie wykluczone że sięgnę po serię którą polecasz

  2. Odpowiedz

    Anna

    13 grudnia 2025

    To rzecz dla nastolatek, które być może odnajdą w tej historii cząstkę siebie.

  3. Odpowiedz

    Anne18

    13 grudnia 2025

    Nie znam autorki i szczerze mówiąc odstrasza mnie już sama okładka.

  4. Odpowiedz

    Bookendorfina Izabela Pycio

    13 grudnia 2025

    Romantyczne historie, zwlaszcza w mlodziezowym wykonaniu, nie przyciagaja mnie, ale w grudniowy sniezny dzien moglabym roztoczyc czar ciepla serc w jakis wieczor czytelniczy. Izabela Bookendorfina

  5. Odpowiedz

    Izabela

    12 grudnia 2025

    Nie czytałam książki, ale świetna recenzja

Leave a Reply to Anne18 / Cancel Reply

Ostatnie Recenzje

Miałeś się nigdy nie pojawić – Ewelina Dobosz 

Lokomotywa ♥ gra od Naszej Księgarni

Przeznaczeniem złoczyńców jest śmierć #04

Moje szczęśliwe małżeństwo

Najpopularniejsze Artykuły