Ukojenie – Maggie Stiefvater

„Ukojenie” to już ostatni tom mroźnej, poetyckiej, pełnej przemyśleń i melancholii trylogii Maggie Stiefvater. Przepięknej urody zimowe krajobrazy, wilki, dzika przyroda, wiersze oraz teksty piosenek to nieodłączne jej części. Wątkiem przewodnim natomiast jest miłość – uczucie, które pokona wszystkie przeciwności losu. W trzech tomach autorka w przepiękny, literacki sposób, opowiada niezwykłą, śnieżną przygodę, w której zwycięża jedynie nadzieja lub śmierć.

Nadeszła kolejna zima i tym razem to Grace staje się wilkiem. Ponieważ bohaterowie nie traktują „wilkołactwa” jako działania magii, a raczej ich zdaniem jest to niezidentyfikowana choroba, w ich głowach powstaje wiele naukowych teorii. Jedna z nich twierdzi, że każdy wilkołak ma szansę przeżyć jedynie określoną liczbę lat. Z ich obliczeń wynika, że Grace już dużo tego czasu nie pozostało. Szukają więc sposobu, żeby dziewczynę wyleczyć, tak jak udało się to zrobić w przypadku Sama. Dodatkowo myśliwi wzmogli swoją działalność. Są zdeterminowani i zrobią wszystko, by wytępić z okolicy wilki. Żeby ratować życie, ludzie w zwierzęcej skórze, muszą uciekać. Tylko dokąd? I czy gdziekolwiek może być bezpiecznie?

Głównymi bohaterami trzeciej części są ponownie Sam, Grace, Cole oraz Isabel. Rozdziały zostały stworzone naprzemiennie z ich punktów widzenia. Moim zdaniem jest to bardzo ciekawy, niezbyt często stosowany, sposób przedstawiania fabuły. W przypadku tej powieści sprawdzał się znakomicie. Autorka z lekkością prezentuje uczucia swoich postaci, nieśmiertelną i cudowną miłość między Grace, a Samem, nieśmiało kiełkujące uczucie Isabel i Cola, oraz poczucie winy, tęsknotę, smutek, bezsilność. Maggie Stiefvater ma prawdziwy dar do poetyckiego opisywania takich rzeczy, dzięki czemu „Ukojenie” staje się czymś więcej niż tylko przygodową powieścią, romansem czy fantastyką z motywem wilkołactwa.

Jeżeli chodzi o samo wydanie książki to niestety od początku do końca jestem nim zawiedziona. Chociażby trzeci tom przyszedł do mnie pocztą już z pozaginanymi rogami i pogiętym grzbietem. Bardzo szanuję to co czytam i nie lubię, kiedy jest zniszczone. Tu o to niestety niezwykle łatwo. Natomiast tłumaczenie nie jest złe. Pani Ewie Kleszcz udało się wczuć w zimowy klimat powieści. Nie rozumiem tylko po co tłumaczyć tytuły. „Forever” („Na zawsze”) brzmi moim zdaniem równie dobrze (a może nawet lepiej) co „Ukojenie”. Szata graficzna okładki podoba mi się bardzo i to we wszystkich tomach od 1 do 3, a układ książki i korekta nie zniechęcają do czytania. Tylko ta jakość wydania zdecydowanie nie urzeka. W „Ukojeniu” brakowało mi również tych licznych utworów poetyckich, które pojawiały się w poprzednich częściach. Szczerze mówiąc bardzo je lubiłam, a tutaj było ich znacznie mniej.

Przyznam, że przywiązałam się do sposobu pisania Maggie Stiefvater i bardzo chętnie sięgnę po kolejne jej książki. W trylogii o wilkach najmniej przypadło mi do gustu zakończenie, jednak nie dlatego, że jest złe, a raczej dlatego, że kompletnie nie jest w moim stylu. Szczegółów jednak zdradzała nie będę. Cała fabuła i akcja stworzone zostały z dbałością o szczegóły i z pewnością zainteresują nawet wybrednego czytelnika. Przygody przeżywa się razem z bohaterami i z coraz to bardziej rozbudzaną ciekawością towarzyszy się im zarówno w fizycznych starciach jak i wewnętrznych przemianach.

Podczas czytania „Ukojenia” momentami robi się zimno – autentycznie. Może to ja mam wybujałą wyobraźnię, ale po raz kolejny czuję się w obowiązku podkreślić, że to zdecydowanie mroźna i śnieżna trylogia. Książka sama w sobie jest bardzo dobra. Zawiera poetyckie opisy, ale nie ma w niej dłużyzn. Bohaterowie żyją własnym życiem. Uczuć przedstawionych jest wiele, ale nie ma w powieści ckliwości czy serialowych chwytów – choć autorka przygotowała dla czytelników wiele niespodzianek. To cykl, którego nie zawaham się polecić innym, zwłaszcza w lecie, kiedy czasami jest aż nazbyt gorąco.

Tekst stanowi oficjalną recenzję dla portalu Secretum.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję!

0 Comments

  1. Odpowiedz

    Miłośniczka Książek

    19 lipca 2012

    całą serię planuję zakupić i w końcu przeczytać 🙂

  2. Odpowiedz

    Nelaime

    20 lipca 2012

    Całą serie mam w planach od dawna, ale jakoś nie mogę się za nią zabrać (:

  3. Odpowiedz

    Vicky

    20 lipca 2012

    Ta trylogia to zdecydowanie co innego i choćby dlatego warto do niej zerknąć. Natomiast książki wydają się tylko takie grube – tak zostały wydane.

  4. Odpowiedz

    Wiedźminka

    20 lipca 2012

    Mam chęć przeczytać całą serię. Podoba mi się też ta okładka 🙂

  5. Odpowiedz

    Faledor

    22 lipca 2012

    Miałam już styczność z tą autorką i również podoba mi się jej styl. Chętnie przeczytam tę trylogię, jeśli będę kiedyś miała okazję 🙂

  6. Odpowiedz

    Paula

    12 sierpnia 2012

    Zgadzam się, ze stwierdzeniem, że wcale nie są takie grube i szybko, płynnie się je czyta 🙂
    Ja i „Drżenie” i „Niepokój” czytałam tuż po wydaniu jednak jakoś tak wyszło, że nie wiem czemu, ale niepokój mnie nie zachwycił i gdy potrzebowałam przypływu gotówki, książki poszły w świat, a, że nie lubię mieć jakichś tam odległych części serii bez posiadania pierwszych, zapomniałam o „Ukojeniu”. Chciałabym kiedyś zakończyć tę trylogię, bo była naprawdę odmienna i interesująca, aczkolwiek nie cięgnie mnie na razie, może kiedyś jak jakimś cudem biblioteka będzie miała tę książkę 🙂
    Pozdrawiam

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS