Radość Życia

Rankiem…

Był mroźny, zimowy dzień. Przez noc napadało naprawdę dużo śniegu i teraz wszystkie chodniki były pokryte białymi, lepkimi zaspami. Ludzie zmierzali do pracy ostrożniej niż zwykle, za wszelką cenę starając się nie pośliznąć. Eryk szedł zatłoczoną ulicą. W głowie kłębiły mu się ponure myśli. Nic nigdy nie mogło ułożyć się tak jak powinno! Przez całe życie, zawsze miał pod górkę, a teraz jeszcze na dodatek się zakochał! Zupełnie jakby miał mało innych problemów. Codziennie wychodził z domu do szkoły niemal godzinę wcześniej, bo wiedział, że ona już tam będzie. Alicja nie była jakąś specjalnie piękną dziewczyną, ale ten jej uśmiech! Kiedy się śmiała, cała aż promieniała, zupełnie jak małe słoneczko. Śmiały się jej usta, dołeczki w policzkach, a przede wszystkim cudowne, brązowe oczy! Tak, warto było wstawać godzinę wcześniej, tylko po to, żeby móc ten uśmiech zobaczyć.

Kwadrans później…

Eryk minął ponuro wyglądające budynki, pozostałości po starych magazynach wojskowych i wszedł na ogrodzony teren miasteczka szkolnego. W pewnym momencie usłyszał nieprzyjemny trzask. To jego szara kurtka zahaczyła się o wystający z płotu drut i materiał pękł, tworząc sporej wielkości dziurę, z której zaczęła wychodzić ocieplająca kurtkę wata. Nic, kompletnie nic nie mogło iść po jego myśli! Jedynym, co podtrzymywało go tego paskudnego dnia na duchu, był fakt, że już za parę minut zobaczy Alicję. Ona uśmiechnie się do niego, wymienią kilka nic nie znaczących słów, a potem… a potem jak gdyby nigdy nic pójdzie do szkoły na lekcje i to właśnie bolało Eryka najbardziej. Nie miał zielonego pojęcia jak zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. Nie wiedział, jak pokazać jej, że traktuje ją w zupełnie inny sposób. Nigdy, w żadnej sytuacji nie brakowało mu odwagi, ale ona mu ją po prostu, jakby całą odbierała.

Pod szkołą…

Zaskoczony zatrzymał się tuż przed budynkiem szkoły. Widok, który zobaczył był iście baśniowy! Całe trawiaste, o każdej innej porze roku, boisko pokryte było śniegiem. Biały puch zdobił sobą także niziutkie, pozbawione liści drzewa i krzaki otaczające szkolny budynek. Pośrodku tej bieli, z rumianymi policzkami i rozwianym szalikiem stała Alicja. Eryk nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Roześmiana, zupełnie jak mała dziewczynka, była tam, tak po prostu, i… lepiła bałwana!

Chłopak stał tak przez chwilę wpatrując się w dziewczynę szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Toczyła po ziemi wielką kulę, która miała najwyraźniej stanowić głowę śniegowego potwora. W końcu otrząsnął się i podszedł do niej uśmiechając się wesoło. To była jego szansa.

– Pomóc ci? – zapytał.

– Jasne – Alicja obdarzyła go uroczym uśmiechem. – Strasznie ciężko to potem podnieść na górę! – oznajmiła wesoło.

Eryk podszedł i nie bez trudu umieścił gotową, ogromną, mocno ubitą kulę na czubku przypominającej bałwana sterty śniegu. Zdziwił się, kiedy poczuł na plecach lekkie pacnięcie. Potem przyszło kolejne, tym razem trafiło w ramię. Odwrócił się do roześmianej, mierzącej w niego śnieżną kulką dziewczyny. Rzuciła, znowu bezbłędnie trafiając. Z udawanym gniewem podbiegł w jej kierunku, a ona, w dalszym ciągu śmiejąc się wesoło, zaczęła uciekać. Dla Eryka dzień nareszcie zaczął zapowiadać się jako udany.

Na lekcjach…

Eryk siedział w ostatnim rzędzie, w rogu klasy. Nie potrafił skupić się na biologii. Wpatrywał się w siedzącą dwa rzędy dalej, pilnie notującą wszystko dziewczynę. Postrzępione, ciemne włosy niesfornie opadały jej na czoło, policzki i oczy, zasłaniając ciągle jeszcze rumianą od mrozu i biegania twarz. Wyglądała jak niesforny aniołek, który uciekł właśnie z nieba, żeby porozrabiać trochę na Ziemi. Eryk nie potrafił, nie chciał, oderwać od niej wzroku.

– Na co się tak gapisz? – szturchnął go Damian, kolega z ławki i jednocześnie najlepszy na świecie kumpel. – Znowu Alicja? Zapomnij o niej stary, to nie twoja liga.

– Dzięki za pocieszenie – mruknął Eryk, nie odrywając jednak od dziewczyny wzroku.

– Po prostu jestem realistą – westchnął Damian – a ona jest rozpuszczoną smarkulą z bogatego domu, wzorową uczennicą i na pewno nie zainteresuje się takimi jak my. Będzie mniej bolało jak dasz sobie spokój zanim staniesz się pośmiewiskiem całej szkoły i mówię to dla twojego własnego dobra.

Na przerwie…

Eryk stał na korytarzu i wyglądał przez okno podziwiając biały, baśniowy krajobraz. Postanowił coś już dawno temu, a teraz jedynie próbował zdobyć się na odwagę, żeby plan wcielić w życie. Kiedy tak stał, podeszli do niego koledzy.

– Naprawdę chcesz ją zaprosić na Sylwestra? – spytał powątpiewająco Krzysiek. On, Eryk i Damian od niepamiętnych czasów trzymali się razem. – Za tydzień święta, na pewno ma milion innych planów. Odpuść ją sobie.

Eryk zaczął żałować, że nie zdobył się na odwagę rano, kiedy byli sami z Alicją. Bez zbędnych porad kumpli i stada jej zawsze włóczących się razem koleżanek. Teraz będzie zdecydowanie trudniej. Nie zamierzał jednak rezygnować. Tak łatwo się nie podda! Wiele można było zarzucić Erykowi, ale na pewno nie to, że był tchórzem!

– To moja sprawa co robię i z kim – odwarknął tylko w odpowiedzi, jednak jego umysł zasnuwały coraz bardziej ponure, nieprzyjazne myśli. – Wam nic do tego!

Po szkole…

Przez cały dzień nie nadarzyła się żadna sensowna okazja, a Eryk nie chciał być obiektem plotek. Właściwie nie zależało mu na opinii innych, mógł się stać nawet szkolnym pośmiewiskiem, nie chciał jednak, żeby ktoś przez niego zaczął dokuczać Alicji.

– Zmieniłeś zdanie? – roześmiał się Damian, kiedy wychodzili ramię w ramię z budynku szkoły.

– Nie – westchnął coraz bardziej zniechęcony Eryk.

Krzysiek podbiegł do nich uśmiechając się szelmowsko. Był jednym z tych chłopaków, dla których dziewczyny tracą głowę. Wysoki, wysportowany blondyn, o niebieskich, głębokich oczach, po prostu marzenie. Do tego matka stylistka, zawsze specjalnie dbała o wygląd swojego jedynego syna. Jak zwykle prezentował się nienagannie. Eryk natomiast był może i wysoki, ale jednocześnie zbyt szczupły i blady. Miał trzy młodsze siostry i zdecydowanie nie pochodził z najbogatszej rodziny. Nie zazdrościł jednak przyjacielowi. Nie narzekał i był zadowolony z tego co ma, gdyby tak jednak mógł jeszcze mieć do tego Alicję…

– Rozwiązałeś swój problem? – roześmiał się wesoło Krzysiek.

– Nie – odpowiedział ponownie Eryk. – Nie było okazji.

Blondyn przewrócił oczami. Był wyraźnie rozbawiony.

– Okazji zawsze jest milion! – powiedział wesoło. – Przecież to tylko dziewczyny, nie pogryzą cię. Daga! Ali! – zawołał do właśnie wychodzących ze szkoły koleżanek.

Damian i Eryk speszeni stali u boku kumpla, patrząc niedowierzająco na jego bezpardonowe zachowanie. Zastanawiali się co mu wpadło do głowy.

– Cześć – odezwały się rozbawione dziewczyny podchodząc do nich. Obie rumieniły się pod pewnym i bezpośrednim spojrzeniem Krzyśka.

– Idziecie z nami po południu co centrum handlowego? – zapytał prosto z mostu chłopak.

Wzruszyły ramionami patrząc po sobie porozumiewawczo.

– O której? – zapytała zachwycona propozycją Dagmara.

– Siedemnasta w Ogrodach, pasuje? – zapytał Krzysiek.

– Jasne, będziemy – odpowiedziała entuzjastycznie dziewczyna, a potem obie oddaliły się w przeciwnym kierunku niż zmierzali chłopacy, co chwilę jednak oglądając się za siebie i rozmawiając o czymś z entuzjazmem.

– No to masz swoją „okazję” – roześmiał się Krzysiek, zwracając się do ciągle zaskoczonego Eryka.

Po drodze do domu…

Mróz malował cudowne wzory na szybach mijanych przez Eryka domów. Ptaki walczyły o rozsypywane z okien okruchy chleba. Śnieg prószył coraz gęstszy i bardziej natarczywy. Chłopak jak najszybciej chciał znaleźć się w domu. Całą drogę myślał nad tym, jak zaprosić na randkę Alicję. W pewnym momencie uwagę Eryka przyciągnął mały, szary kłębek pod jedną z ponurych, monotonnych ścian osiedlowego bloku. Kociak przedstawiał sobą naprawdę żałosny widok.

– Skąd się tu wziąłeś? – zapytał chłopak, podnosząc malucha z ziemi i chowając pod kurtką. – Za zimno dla ciebie na dworze.

Kulka jedynie miauknęła żałośnie w odpowiedzi, a Eryk, chowając kociaka przed sypiącym coraz gęściej śniegiem, szybkim krokiem ruszył w kierunku domu.

W domu…

Kiedy tylko Eryk wszedł do domu, natychmiast obskoczyły go dwie radośnie roześmiane dziewczynki, zupełnie jakby przeczuwając, że coś się święci.

– Ej, ej, dajcie mi wejść – fuknął na nie chłopak, ale one kompletnie nic sobie z tego nie robiły.

Młodsza, może siedmioletnia, oplotła brata chudymi ramionkami w pasie. Odskoczyła jednak gwałtownie, kiedy usłyszała stłumione miauknięcie.

– Eryk co tam masz? – zainteresowała się natychmiast druga.

Chłopak westchnął teatralnie i postawił na podłodze burego kociaka, który trwożliwie rozglądał się po pomieszczeniu. Dziewczynki natychmiast obskoczyły go radośnie piszcząc. Z jednego z pomieszczeń wysunęła się starsza dziewczyna, a zaraz za nią szczupła, wyglądająca na bardzo zmęczoną, kobieta w średnim wieku. Dziewczyna natychmiast wzięła na ręce kociaka i zabrała do niewielkiej kuchni, a dwie młodsze dziewczynki w wesołych podskokach popędziły za nią. Kobieta obrzuciła Eryka zatroskanym spojrzeniem.

– Coś ty znowu wymyślił? – zapytała spokojnie. – Wiesz, że on nie może tu zostać…

– Wiem mamo – uśmiechnął się do niej pogodnie. – Jak zwykle znajdziemy mu dom. Nie gniewasz się, prawda?

– Oczywiście, że nie – westchnęła kobieta, uśmiechając się łagodnie. – Po prostu nie chce, żeby dziewczynkom było przykro…

– Luśka i Hania to rozumieją, mamo, protestowała będzie tylko Iwonka, ale ona jest już dość dorosła, żeby to „rozstanie” przecierpieć – roześmiał się chłopak.

– Pewnie masz rację – powiedziała patrząc na niego ciepłym wzrokiem. – Nie rozbieraj się – poprosiła, kiedy chłopak zaczął zdejmować buty – idź pomóc tacie. Ma bardzo dużo roboty, którą musi skończyć przed świętami.

– Dzisiaj? – jęknął Eryk.

Praca w warsztacie ojca nie była ciężka, za to bardzo czasochłonna, chłopak był pewien, że jeżeli pójdzie, nie zdąży skończyć do siedemnastej, a bardzo zależało mu na tym spotkaniu.

– Proszę, Eryku – powiedziała cicho kobieta, nie patrząc na syna. – Potrzebujemy na święta tych pieniędzy, a nie będzie ich, jeżeli twój tata nie zdąży na czas.

– Dobrze, pomogę – westchnął chłopak, zrezygnowany i zupełnie nieszczęśliwy wychodząc z mieszkania, w chłodne, zimowe powietrze.

W centrum handlowym…

Minęła już siódma, kiedy Eryk wreszcie pojawił się w centrum handlowym. Miał szczerą nadzieję, że jego przyjaciele bawią się na tyle dobrze, że jeszcze nie zmyli się do domów. Zobaczył rozbawioną czwórkę, która kończyła właśnie grę w bilard. Pomachali do niego, kiedy się tylko pojawił.

– Szkoda, że tak późno jesteś – mruknął Damian – bo dziewczyny muszą się zwijać. Mama Krzyśka podwiezie je do domów.

Blondyn uśmiechnął się szelmowsko, cała trójka pożegnała się z nimi i poszli w stronę podziemnego parkingu. Eryk stał wściekle wpatrując się w plecy Alicji i Dagmary.

– Jak zwykle wszystko jest przeciwko mnie – westchnął.

– Krzysiek zaprosił je do siebie na imprezę Sylwestrową – powiedział Damian, nie patrząc na niego. – Powiedziały, że przyjdą.

– Nie to miałem w planach – jęknął Eryk, którego życie stało się w tym momencie jeszcze bardziej paskudne.- A tak przy okazji, nie znasz kogoś, kto przygarnąłby małego kotka? – spytał zmieniając temat, bo kiedy pomyślał o straconej szansie na wymarzoną randkę z Alicją, chciało mu się wyć.

Następnego dnia w szkole…

Alicja podbiegła do Eryka, kiedy tylko go zobaczyła. Zaskoczony chłopak wpatrywał się w nią chowając ręce w kieszeniach wytartych jeansów.

– Damian mówił, że masz do oddania kociaka – zaczęła pełnym podniecenia, wesołym głosem. – Jeżeli to prawda, to ja bym chciała go wziąć. Mama obiecała, że będę mogła wybrać jakiegoś na święta.

Eryk rozpromienił się na twarzy. Nie mógł sobie wymarzyć lepszego domu dla łaciatego malucha. Chwilę później jednak jego oczy posmutniały. Nie był pewien czy dziewczyna zadowoli się takim burym brzydactwem, jak znaleziony przez niego kociak. No cóż, nie zamierzał się poddawać bez podjęcia jakiejkolwiek próby.

– Jak chcesz, możesz dzisiaj do mnie wpaść go zobaczyć, wtedy zdecydujesz czy chcesz zabrać kociaka do domu.

Alicja uśmiechnęła się do niego pięknym, promiennym uśmiechem.

– Pójdziemy po lekcjach? – zapytała z nadzieją.

– Dobrze, w takim razie o piętnastej pod szkołą – uśmiechnął się do niej Eryk, w duchu błogosławiąc Damiana, że poinformował ją o kociaku.

Po lekcjach…

Kiedy Eryk wyszedł ze szkoły, Alicja już czekała. Przywitała go radosnym uśmiechem i podekscytowanym wyrazem twarzy.

– Spotkamy się na Sylwestrze? – zapytała, kiedy szli ramię przy ramieniu, zaśnieżonym chodnikiem. Niechętnie skinął głową. Wcale nie miał ochoty tam iść, i nie szedłby, gdyby nie ona… – Super, cieszę się – oznajmiła wesoło, a Eryk uśmiechnął się do niej niepewnie. – Słuchaj – zaczęła po krótkiej przerwie – wiem, że przyjaźnisz się z Krzyśkiem… Czy on ma teraz kogoś? To znaczy dziewczynę… – zapytała lekko zawstydzona.

Eryk poczuł jak jakaś niewidzialna ręka nieprzyjemnie zaciska się na jego gardle. I tyle by było, jeżeli chodzi o poderwanie Alicji… Jego miłość na zawsze pozostanie czysto platonicznym uczuciem.

– Nie wydaje mi się, żeby jakąś miał – odparł politycznie, a oczy dziewczyny zaświeciły się od nieskrywanej, czystej radości.

W domu Eryka…

W mieszkaniu chłopaka, radośnie przywitały ich jego młodsze siostry. Bardzo się ucieszyły na wieść, że Alicja przyszła obejrzeć kociaka. Eryk z niekłamaną przyjemnością obserwował zachwyt w oczach dziewczyny, na widok małego, burego stworzonka. Nie, Damian nie miał racji, ona nie była jedną z tych rozwydrzonych, bogatych dziewczątek. Szkoda tylko, że wolała Krzyśka…

Decyzją chwili Alicja adoptowała zwierzątko, które Eryk w myślach określił jako najbrzydszego kociaka świata. Kiedy na niego patrzyła w jej oczach była czysta, niczym nie skażona miłość. Chłopak odprowadził ją i nowego członka jej niewielkiej rodziny do domu, a potem wrócił do siebie z bardzo mieszanymi uczuciami. Tak, był pewien, że kocha Alicję i zrobi wszystko, żeby dziewczyna była szczęśliwa. Nawet, jeżeli miało to oznaczać wepchnięcie jej w ramiona najlepszego kumpla.

Sylwestrowa Noc…

Krzysiek mieszkał w dużym domu na obrzeżach miasta. Jego rodzice wyjechali zostawiając mu wolną rękę, impreza była więc huczna i bez żadnych ograniczeń, dokładnie taka, jakie Eryk najmniej lubił. Przyszedł tu jednak, ponieważ powiedział Alicji, że będzie, poza tym wiedział, że jego kumplom brakuje jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności i mógł okazać się potrzebny.

Przez pierwszą godzinę nie bawił się najlepiej, ponieważ wszyscy pili. On nie chciał. W salonie leciała wesoła muzyka i sporo dziewczyn zaczęło tańczyć, potem przyłączyli się do nich chłopacy, a Eryk poszedł z nimi, bo to akurat lubił robić. Jego siostry zawsze śmiały się z niego, że tak po prostu lubi tańczyć, ale chłopak nie bardzo się tym przejmował. Hobby równie dobre jak jazda na rowerze i tyle.

Kiedy muzyka zmieniła się w wolną, bardziej nastrojową, ludzie zaczęli dobierać się w pary. Zaskoczony zobaczył przytuloną do Krzyśka Dagmarę. Potem jego wzrok przeniósł się na siedzącą samotnie pod ścianą Alicję. Coś go tknęło i bez zastanowienia, żeby nie mieć czasu na utratę odwagi, podszedł do dziewczyny i zaprosił ją do tańca. Poczuł przyjemne, rozlewające się po całym ciele ciepło, kiedy od razu się zgodziła. Bez skrępowania oplotła szczupłymi ramionami jego szyję i położyła głowę na ramieniu Eryka. Przytulił ją do siebie, kładąc ręce na jej tali. Bał się głębiej odetchnąć wiedziony myślą, że czar tej chwili pryśnie jeżeli tylko wykona jakiś gwałtowniejszy ruch. Jeszcze raz spojrzał na tańczących w pewnym oddaleniu od nich Krzyśka i Dagmarę. Alicja podążyła za jego wzrokiem.

– Nieźle im idzie – powiedziała cicho, a kąciki jej ust uniosły się w radosnym uśmiechu.

– Myślałem, że to tobie podoba się Krzysiek – mruknął Eryk zanim zdążył pomyśleć co mówi.

– Mnie? – roześmiała się dziewczyna, tuląc do niego mocniej. – Skąd ci to przyszło do głowy?

– Pytałaś o niego… – lekko speszył się chłopak.

– Aha – odparła wesoło. – Dagmara się krępowała zapytać, więc jej pomogłam.

W Eryku zapłonęła zupełnie nowa, jasna iskierka nadziei. Kiedy skończyła się piosenka, usiedli razem na znajdującej się w pokoju obok, brązowej kanapie.

– Dobrze się bawisz? – zapytał, żeby zacząć jakoś rozmowę.

Alicja posmutniała, ale chwilę później jej twarz znowu ozdobił pogodny, radosny uśmiech.

– Teraz już tak – odpowiedziała wesoło, utkwiwszy spojrzenie swoich ciemnobrązowych oczu w siedzącej obok postaci Eryka. – Tylko, że ogólnie nie przepadam za takimi imprezami.

Chłopak spojrzał na nią zaskoczony. W jednej chwili postanowił wszystko zaryzykować.

– Nie miałem zamiaru tu przychodzić – powiedział cicho. – Chciałem cię zaprosić w pewne miejsce, ale Krzysiek mnie ubiegł.

– A teraz jest już za późno? – spytała Alicja patrząc na niego poważnym wzrokiem.

Eryk spojrzał na zabytkowy zegar z kukułką. Dochodziła jedenasta. Jeżeli naprawdę chciała z nim pójść, na pewno zdążyli by przed północą.

– Nie, jeszcze nie jest – odpowiedział patrząc w jej, z każdą chwilą coraz bardziej rozjaśniające się oczy.

Na dachu świata…

Stali na oświetlonym setkami lampek choinkowym dachu wieżowca. Na szczęście pogoda była ładna i nie wiało tak mocno, jak obawiał się tego Eryk. Zbliżała się północ. Zachwycona Alicja rozglądała się dookoła, przyglądając uważnie świątecznym dekoracjom.

– Ty to zrobiłeś? – spytała cicho.

– Razem z moimi paskudnymi siostrami – przyznał ze śmiechem chłopak.

Kiedy rozległy się pierwsze wystrzały, zgasił białe światełka i obydwoje spojrzeli w niebo. Widok stąd był rewelacyjny. Miejskie fajerwerki mieszały się z falą tych wypuszczanych przez mieszkających na osiedlu ludzi. Alicja przytuliła się do Eryka, a on odruchowo, bez zastanowienia oplótł ją ramionami.

– Szczęśliwego Nowego Roku – powiedziała dziewczyna wspinając się na palce i całując go delikatnie w usta.

– Szczęśliwego Nowego Roku – odpowiedział, a ich kolejny pocałunek był zapowiedzią czegoś zupełnie nowego i radosnego.

Przez cały kolejny rok Eryk planował wpatrywać się w ten jeden, cudowny uśmiech, który tak bardzo rozpogadzał mu życie.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

8 komentarzy

  1. Odpowiedz

    lilijka:)

    27 stycznia 2011

    Vikka … ja mam na imie Alicja i sama nie moge uwierzyc w ten zbieg okoliczności ale opisalas mojego sylwestra sprzed kilku lat. Roznica jest to ze zamiast wieżowca byl dach restauracji, ze nie byl to poczatek milosci a jej srodek a zamiast planow na caly rok bycia razem zostal tylko plan na chwilke. Przypomnialas mi jedno z najpiekniejszych wspomnien jakie chce pamietac.

    I polecam Ci urzeczywistnić chociaz nutke koncowki tego opowiadania, bo widok, atmosfera, aura sa niesamowite. ja stalam z szeroko otwartymi oczami, jak dziecko ktore trafilo do swiata czarow 🙂

  2. Odpowiedz

    Rozprówacz

    19 czerwca 2011

    wszystko jest opisane z dokładnością co do szczegółu. głębia uczuć została odpowiednio ubrana w słowa

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    19 czerwca 2011

    A mnie cały czas zastanawia czemu ja tego jeszcze nie przeczytałam…! I nie wiem.
    Na razie nie mam siły, ale to jest stosunkowo stare opowiadanie i powinnam, je mieć „już za sobą” *uśmiech*
    Jak mi minie chandra to przeczytam.

    • Odpowiedz

      Rozprówacz

      19 czerwca 2011

      na chandrę opowiadanie te jest jak plaster na kuper

  4. Odpowiedz

    IRRESA

    19 czerwca 2011

    Czyli mam czytać? *uśmiech*

    • Odpowiedz

      Rozprówacz

      19 czerwca 2011

      a czy istnieje grawitacja? a czy woda jest mokra?

  5. Odpowiedz

    IRRESA

    20 czerwca 2011

    W grawitację nie wierzę, ale woda rzeczywiście jest mokra. Za raz przeczytam. XD

  6. Odpowiedz

    IRRESA

    5 lipca 2011

    Przeczytałam dopiero wczoraj w nocy ( wcześniej nie miałam czasu, albo zapominałam! ) i powiem, że bez rewelacji. Ot opowiadanie jakich wiele.
    Bez urazy Vicky, ale naprawdę nie widzę w nim nic „oszałamiającego”.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS