Czy wiesz, że cię kocham? – Blue Jeans

352x500Autor „Piosenek dla Pauli”, Blue Jeans (a tak naprawdę, pochodzący z Hiszpanii, Francisco de Pauli Fernandez), swoją przygodę z pisaniem rozpoczął od publikacji w Internecie. Kiedy okazało się, że pierwsze rozdziały książki stają się coraz bardziej popularne, za namową fanek, zdecydował się opublikować swoją powieść w wydawnictwie Everest. Romans odniósł w Hiszpanii spektakularny sukces, z gracją pokonując w rankingach popularności inne pozycje, ze znacznie bardziej popularnych gatunków literackich.

Jeżeli ktoś lubi czytać książki o niczym – od tak dla oderwania się od rzeczywistości – to kontynuacja „Piosenek dla Pauli” jest dla niego pozycją wręcz idealną. Główna bohaterka w dalszym ciągu zmaga się z własnymi uczuciami i nadmiarem adoratorów. Tym razem jednak autor zabiera czytelników w cudowną podróż po Paryżu (dokładnie jak sugeruje nam grafika okładki). Pojawia się również znacznie więcej wątków i nowych postaci. Całość nie skupia się już niemalże wyłącznie na życiu Pauli. W fabułę wrzuceni zostają również jej przyjaciele i ich (głównie miłosne) rozterki. Dziewczyna stara się odnaleźć tą cienką granicę pomiędzy przyjaźnią, a miłością i zdecydować co będzie dla niej najlepsze.

Odnoszę wrażenie, że Blue Jeans ma upodobanie do imion męskich na literę „A”. W „Piosenkach dla Pauli” czytaliśmy o Angelu i Alexie, w „Czy wiesz, że cię kocham?” pojawia się jeszcze Alan. Tym razem jednak przynajmniej sam twórca nie mylił się w wymyślonych przez siebie imionach i tekst jest nieco bardziej czytelny – choć i tak, dla samej wygody czytelnika, imiona mogłyby się nieco bardziej od siebie różnić. Niby to banał i głupota, a jednak – może uprzykrzyć czytanie całkiem niezłej książki.

Język i styl hiszpańskiego pisarza w dalszym ciągu posiadają swój nieodparty urok. Miejsca, które tworzy są pełne barw, a ich opisy sprawiają, że ma się ochotę tam znaleźć i doświadczyć niezwykłego klimatu. Jeżeli natomiast chodzi o przelewanie na papier emocji i uczuć, Blue Jeans jest w tym po prostu mistrzem – i choć są to rzeczy w jego twórczości naprawdę bardzo wyolbrzymione, to przyjemnie się o nich czyta, zastanawiając się nad tym, czy mnie samej kiedykolwiek przytrafiło (lub przytrafi) się coś tak porywającego.

Sam układ książki jest dość nietypowy. Przenosimy się w różne miejsca, by poznać historie kolejnych bohaterów. Dowiadujemy się, co dzieje się w innej części miasta lub o innej godzinie. Wzbudza to nieco niecierpliwości, kiedy czekamy na to, by dowiedzieć się, co dzieje się z naszą ulubioną postacią. Uważam jednak, że warto poczekać.

Okładka z wieżą Eiffela nie jest najpiękniejsza, ale moim zdaniem niezwykle interesująca (może to przez to, że po prostu uwielbiam paryskie motywy). Edycja tekstu jest bez zarzutów, tłumaczenie również – zwłaszcza, że prawdopodobnie wcale nie było łatwe przy języku i słownictwie, jakich używa autor. Sama książka to prawdziwa cegiełka i do przeczytania mamy ponad 500 stron.

„Czy wiesz, że cię kocham?” to powieść, która momentami podobała mi się mniej, momentami bardziej. Są w niej elementy zachwycające, są również takie, przy których ma się ochotę drzeć kartki. Według mnie jednak, jest to po prostu dobra historia romantyczna i taka opowieść o niczym. Pozostaje tylko czekać kiedy Disney wykupi prawa do ekranizacji, bo to idealne dzieło w klimacie ich młodzieżowych filmów. Podsumowując – książka napisana jest dobrze, czy jednak spodoba się czytelnikom, to już tylko zależy od tego, jak na nią spojrzą. Ja sama podczas czytania bawiłam się całkiem nieźle i sądzę, że odważę się sięgnąć po następną część.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar

jaguarlogo

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

0 Comments

  1. Odpowiedz

    Edyta

    14 lutego 2013

    Czekałam z lekturą Twojej recenzji do czasu, aż sama przeczytam książkę. Także zwróciłam uwagę na mnogość imion na A. 🙂
    A zakończenie dosłownie wgniotło mnie w fotel. Nie to, żeby było aż tak sensacyjnie, ale gdy kończy się na osobie, z którą w danej części bohaterka się nie zetknęła, to jest trochę dziwnie.
    Zobaczymy, co się zdarzy w części trzeciej.
    Pozdrawiam.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS