Uczeń i Nauczyciel #17

Tego dnia w szkole siedziałam ze skrzywioną miną. Nie lubiłam, kiedy rzeczy nie idą po mojej myśli, a ostatnio nic nie chciało podążać właściwym torem. Od nieudanego wezwania Raela, który wymknął się dlatego, że zapomniałam o takiej głupocie jak pentagram, po wtrącającego się w moje życie Rafała i wypadek z Azą. Do tego Gadriel był na mnie naprawdę wściekły, ale przecież nie mogłam przemilczeć tego, że spotkałam Rafała… Teraz w każdym razie miałam za swoje. Podniosłam głowę, kiedy nauczycielka przedstawiała nam nowego ucznia. Jego twarz była jeszcze bledsza niż to zapamiętałam. Do tego pod oczami malowały się mu wielkie, świadczące o niewyspaniu sińce. Czarną koszulkę z trupią czaszką nosił wygniecioną, a dżinsowe spodnie przetarły mu się na kolanach. Skrzywiłam się jeszcze bardziej, ponieważ na myśl przychodziły mi tylko zombie. Nowy uczeń, Artur Topolnicki, znany przeze mnie pod imieniem Aza, usiadł w ławce pod oknem, rzucił na stolik wygnieciony zeszyt, natychmiast odchylając się do tyłu na drewnianym, wątpliwej konstrukcji krześle. Rozpoczęły się lekcje. Momentalnie zaczęły fruwać po klasie karteczki. Niemal mnie zatkało, kiedy usłyszałam tłumione chichoty siedzących z tyłu, ubranych na czarno dziewczyn. Rozmawiały o tym, jak bardzo przystojny jest nasz nowy kolega. Przystojny? Dobre sobie! Wzdrygnęłam się na samą myśl o jego tłustych włosach, bladej cerze i zabałaganionym pokoju. Ohydny lub odrażający to były dobre określenia, ale na pewno nie przystojny! Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę, ku wielkiemu zawodowi moich koleżanek, natychmiast zmył się z klasy. Razem z Michałem i ostatnio nieodłącznie towarzyszącą nam Sarą, wyszliśmy na dwór. We trójkę usiedliśmy na trybunach. Wtedy dopiero zobaczyłam Azę. Stał przy boisku, oparty o murowaną ścianę wolno stojącej szatni. Palił papierosa, głęboko zaciągając się dymem. Spojrzałam na niego wrogo. Usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Wyjęłam telefon.

„Liczę na to, że dobrze zaopiekujesz się Arturem.” – brzmiała treść wiadomości, która nadeszła z nieznanego numeru.

„Chrzań się” – odpisałam, w ogóle nie czując strachu przed Rafałem, kiedy go nie było w pobliżu.

To był mój błąd. Okazało się, że jednak był.

– Słyszeliście, że mamy nowego polonistę? – zaszczebiotała Sara, która zdążyła w naszym towarzystwie nabrać już nieco odwagi. – Jest taki przystojny! – wyraziła swój zachwyt.

Prawie jej nie słuchałam, mimo, że zmiana nauczyciela od polskiego była dla mnie naprawdę dobrą wiadomością. Zwykle uwielbiałam ten przedmiot, ale z obecną nauczycielką po prostu go nienawidziłam. Nie spuszczając z Azy wzroku obserwowałam jak on również, z bardzo nieszczęśliwą miną, czyta wiadomość z ekranu komórki. Niechętnie podszedł do nas. Michał obdarzył go przyjaznym uśmiechem. Tamten wzdrygnął się mimowolnie. Wszedł na trybuny i usiadł stopień nade mną, trzymając się jak najdalej od Michała.

– Cześć – odezwał się niechętnie.

– Cześć – odburknęłam mu w podobnym tonie.

– To wy się znacie? – zdziwiła się zaskoczona Sara.

Skinęłam głową.

– Z czata – przyznałam lekko rozbawiona, przypominając sobie nasze pierwsze, niefortunne spotkanie.

– Jestem Michał, a to Sara – przedstawił się mój przyjaciel, odwracając się i wyciągając do niego rękę.

Aza odsunął się gwałtownie. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Przewróciłam oczami. Na pewno ciężko było mu wykorzenić stare nawyki.

– Artur nie lubi, jak ktoś go dotyka – wyjaśniłam wesoło.

Michał skinął głową. Cofnął rękę. Na jego twarzy w dalszym ciągu gościł przyjazny, czarujący uśmiech, wywołujący te niesamowite dołeczki w policzkach.

– Mówią na mnie Necro – burknął nieprzyjaźnie.

Zadzwonił dzwonek i we czwórkę wróciliśmy do klasy. Zamarłam zaskoczona, kiedy do pomieszczenia, zaraz za naszą panią dyrektor, wszedł Rafał. Z niepokojem obserwowałam jak się do mnie ponuro uśmiecha. Wszystkie spojrzenia odwróciły się w jego stronę. Obserwowałam rozanielone miny koleżanek z klasy. Co one widziały w jego blond lokach i spodniach w kant? Byłam przekonana, że przynajmniej ich oceny z języka polskiego gwałtownie skoczą w górę. Pani dyrektor przedstawiła nam nowego nauczyciela, a potem wyszła z klasy.

– Dzień dobry – odezwał się Rafał melodyjnym, przyjemnym głosem, wywołując tym zachwycone westchnienia. – Na początek chciałbym podzielić was na stałe pary, w których razem będziecie pracowali. – Zaczął czytać nasze imiona z dziennika. Nie używał nazwisk, tylko wskazywał osoby, jakby doskonale wszystkich od dawna znał, dobierając je dwójkami i usadzając we skazanych ławkach. – Artur i Ewa – oznajmił na koniec. Nie ruszyłam się z miejsca. Spojrzał na mnie pytająco. – Proszę, przesiądź się do kolegi – powtórzył.

– Nie wyczytał pan mojego imienia – odpowiedziałam, starając się na niego nie warczeć.

– Masz na imię Ewa, prawda? – zapytał spokojnie.

– Nie, nazywam się Amy – odpowiedziałam zirytowana.

– Wcale nie – odparł, a ja widziałam wbite w nas, zszokowane spojrzenia.

Michał wstał. Rafał przerzucił na niego swoje smutne, głębokie spojrzenie.

– Ona naprawdę ma na imię Amy, proszę pana – powiedział cichym, ale jednocześnie bardzo stanowczym głosem.

Widziałam, jak Rafał krzywi się mimowolnie. Byłam przekonana, że nigdy mnie tym imieniem nie nazwie. Wiedziałam też jednak, że nie przyszedł tu ze mną walczyć. Musiał mieć jakiś głębszy, zdecydowanie poważniejszy cel.

– Dobrze, wierzę – odpowiedział z czarującym uśmiechem.

– Dziękuję – uśmiechnął się w odpowiedzi Michał, z powrotem siadając, a cała klasa wypuściła długo wstrzymywane powietrze.

Postanowiłam pójść na kompromis, zebrałam swoje rzeczy i przesiadłam się do Azy.

– Toś mnie załatwiła – syknął mi do ucha.

Uśmiechnęłam się do niego czarująco i otworzyłam zeszyt. Okazało się, że lekcje z Rafałem są niezwykłe i fascynujące. Opowiadał o wszystkim tak ciekawie, że nawet nie zauważyliśmy kiedy minęła ta zbyt krótka godzina. Po zajęciach, z milion pytań, obskoczyła go żeńska połowa klasy, a my z ulga wyszliśmy na korytarz. Tak, zdecydowanie w dalszym ciągu go nie lubiłam.

– Ej, co robisz?! – warknął Aza, kiedy pociągnęłam go za rękaw.

– Zwiewamy z lekcji – wyjaśniłam cierpliwie. – Musimy coś załatwić.

– O, to to ja rozumiem – uśmiechnął się do mnie szelmowsko.

Po chwili znaleźliśmy się w parku. Minęliśmy obojętnie zieleniące się drzewa i pomalowane na brązowo, drewniane ławki. Potem przeszliśmy przez niewielki mostek, by znaleźć się na niezbyt ruchliwej ulicy.

– Co tu robimy? – spytał niechętnie chłopak.

– Idziesz do fryzjera – oznajmiłam mu dobitnie – a potem po jakieś normalne ciuchy.

– Coś nie tak z moimi? – warknął wściekle.

Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał, bo w naszym polu widzenia pojawił się oparty o motocykl Gadriel. Oczy Azy rozszerzyły się odrobinę. Zabłysły. Potem patrzył naprawdę zaintrygowany, kiedy bez wahania podeszłam do chłopaka.

– Co tu robisz? – zapytałam oskarżycielsko. – Miałeś być pod szkołą!

– Zapomnij – niemal się wzdrygnął. – Im dalej od Labiela, tym lepiej. Co on w ogóle robił w twojej szkole?

– Jest naszym nowym nauczycielem od polskiego – przyznałam niechętnie.

Gadriel wyglądał na zaskoczonego.

– To musi być w takim razie jakaś grubsza sprawa – przyznał. Dopiero potem odwrócił się w stronę Azy. – Nisko upadłeś, przyjacielu – odezwał się z drwiącym uśmieszkiem – ale jakby nie patrzeć, zawsze byłeś żałosny.

– Ona jest twoja?! To ty kazałeś jej to zrobić?! – spytał oskarżycielsko stojący jakby był wmurowany w ziemię, Aza.

Usłyszałam rozbawiony, ale jednocześnie gorzki śmiech Gadriela.

– Nie jest moja – odpowiedział spokojnie – przynajmniej nie w takim sensie, jak sądzisz. I sama ma takie ciekawe pomysły. Mimo wszystko, radziłbym ci na nią uważać, bo jeżeli coś jej się stanie w twojej obecności, to nie nacieszysz się zbyt długo swoim, i tak, nazbyt krótkim życiem – dodał i mimo, że mówił to lekkim tonem, w jego słowach pobrzmiewała wyraźna groźba.

Aza warknął wściekle, ale nie odpowiedział. Był teraz w końcu tylko człowiekiem… chociaż nie sądziłam, żeby kiedykolwiek, w jakiejkolwiek postaci, mógł zmierzyć się z Gadrielem. We trójkę, jak gdyby nigdy nic, weszliśmy do salonu fryzjerskiego. Kiedy stamtąd wychodziliśmy Aza miał tylko nieco przydługie, wycieniowane włosy, ale przede wszystkim przestały być matowe i stały się zupełnie czyste. Wyglądał o niebo lepiej. Potem przyszedł czas na centrum handlowe. Tutaj we trójkę czuliśmy się w swoim żywiole. Weszliśmy do sklepu odzieżowego z dobrze dopracowanym planem kradzieży. Zdziwiłam się więc kiedy po kilku minutach zostałam zupełnie sama, ale już po chwili wiedziałam dlaczego. Przy kasie stał Rafał. Uśmiechnął się do mnie tym swoim smutnym uśmiechem. Wyciągnął do mnie rękę z kartą kredytową.

– Kup mu co uważasz, za stosowne – powiedział łagodnie.

– Zabawopsuj – warknęłam na niego.

Pierwszy raz zobaczyłam jak naprawdę się uśmiecha. Skinął mi głową, a potem odwrócił się i wyszedł ze sklepu. Znalazłam Azę chowającego się za pełnymi ubrań wieszakami, Gadriela nigdzie nie było. Wybrałam całą stertę rzeczy, pilnując żeby były szaro-czarne, czyli w jedynym kolorze, odpowiednim dla Azy, a potem udałam się z nimi do kasy. Na zewnątrz oddałam kartę czekającemu Rafałowi i dopiero kiedy pożegnał się i zniknął z naszego pola widzenia, zadzwoniłam do Gadriela, oznajmić mu, że czekamy na niego w Sushi barze. Usiedliśmy na wysokich stołkach przy kontuarze. Aza wyglądał odrobinę posępnie. Widziałam, jak bardzo jest nieszczęśliwy i niezadowolony.

– Co się stało? – spytałam wzdychając.

– Nic – odpowiedział, ale już po chwili zaczął ciągnąć dalej. – Gadriela zawsze bawił chaos, drobne kradzieże, bójki i złamane serca. To nie dla mnie – wyznał szczerze Aza. – Ja od wieków wolałem czarną magię, rytuały i przywołania.

Wzruszyłam ramionami.

– Nie martw się, z nudów nie umrzesz – uśmiechnęłam się do niego. – Całkiem sprawnie potrafimy zorganizować sobie czas. – Wiedziałam, że w moich oczach pojawiły się iskierki, byłam też przekonana, że Aza to zauważył. – Poza tym mógłbyś mi pomóc rozwiązać pewien problem. Przywołałam Raela i teraz nie mogę się go pozbyć.

– Ty?! Raela?! – spojrzał na mnie niedowierzająco.

– Jakoś tak wyszło – mruknęłam niechętnie.

Teraz to jego oczy błyszczały.

– Więc jednak naprawdę interesujesz się czarną magią?

– Można tak powiedzieć – przyznałam.

– Nie, nie interesujesz się – warknął Gadriel, stając za naszymi plecami. Aza spojrzał na niego zaskoczony. – Ostatnim razem omal cię to nie zabiło.

Od kiedy on się taki stał? To nie miało znaczenia. Wiedziałam, że i tak z nim nie wygram. Za to patrząc na Azę, nabrałam przekonania, że będzie chciał z nim zadrzeć. Może dzięki temu nasza znajomość nie będzie wyglądała aż tak źle?

– Jasne, nieważne – odpowiedziałam, wkładając swoją karteczkę w przesuwające się po ruchomej ladzie zamówienia.

Kiedy wychodziliśmy, Aza złapał mnie za rękę, żebyśmy zostali odrobinę z tyłu.

– Słuchaj – wyszeptał – mam dla ciebie pewną propozycję… Będę cię uczył, przekażę ci wszystko co wiem i znajdę sposób na pozbycie się Raela, ale w zamian ty pomożesz mi z dziewczynami. – Niemal prychnęłam nie potrafiąc zachować powagi. – No co?! – warknął na mnie. – Teraz, kiedy nie jestem już upadłym, to wszystko przestało być dziecinnie proste! Umowa stoi? – spytał patrząc na mnie wyzywająco.

Uśmiechnęłam się pogodnie.

– Stoi – odpowiedziałam pewna, że czeka nas razem dobra zabawa. Życie natychmiast nabrało barw. – Lecę, na razie – pożegnałam się z Azą i pobiegłam, żeby dogonić Gadriela.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

2 komentarze

  1. Odpowiedz

    Rozprówacz

    22 lipca 2011

    i to to ja rozumiem

  2. Odpowiedz

    IRRESA

    23 lipca 2011

    A ja prawie zasnęłam… Aaa.
    Nudne jak cholera. *uśmiech*

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS