Szczęśliwa Rodzina #10

Zmierzchało. Amy oparła się plecami o chłodną, ceglaną ścianę kościoła. Przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Raz kozie śmierć, jak mówi ludowe przysłowie. Odsunęła się spod muru i przez ciężkie, okute metalem drzwi weszła do środka. O tej porze kościół był zupełnie pusty. Dziewczyna wiedziała, że niedługo przyjdzie organista, by zamknąć ciężkie wrota. Nie miała wiele czasu. Szybkim krokiem przeszła wzdłuż głównej nawy, omijając drewniany konfesjonał. Stanęła tuż przed odgradzającym wnękę, grubym, czerwonym sznurem. Przyjrzała się jeszcze raz szklanej gablocie. W środku leżała stara biżuteria, resztki niegdyś eleganckich ubrań, rycerski hełm i zachowany w bardzo dobrym stanie, również należący do świętych relikwii, jednoręczny miecz. Światła w kościele zamigotały, a potem zgasły. Idealnie, dzieciaki, które wciągnęła w swój plan, wabiąc je słodyczami, dobrze się spisały, wyłączając korki. Amy przeszła nad grubym sznurem i stanęła tuż przed gablotą. Alarm nie działał. Dziewczyna podniosła wieko pojemnika i wyciągnęła z niego miecz. Z torby wyjęła długi, materiałowy pokrowiec, w który zawinęła odrobinę tylko skorodowane, ostrze. Szybkim krokiem, nieniepokojona przez nikogo, wyszła z budynku kościoła.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Zrobiło się już naprawdę późno, kiedy stanęła przed drzwiami domu, mieszkającego na przedmieściach Michała. Starannie owinięty materiałem miecz, ciążył jej i przeszkadzał, jakby palił żywym ogniem. Z jakiejś przyczyny chciała się go jak najszybciej pozbyć. Wyjęła telefon komórkowy.

„Wpuścisz mnie do środka?” – wystukała na klawiaturze smsa, nie chcąc o tej porze dzwonić do drzwi.

Po krótkiej chwili, zobaczyła w progu zaskoczonego Michała. Chłopak miał na sobie tylko pasiaste spodnie od piżamy, a jego jasne włosy były artystycznie potargane. Najwyraźniej wyrwała go ze snu.

– Coś się stało? – zapytał zaniepokojony, odrobinę jeszcze zachrypniętym od snu głosem.

– Mogę wejść?

– Jasne – westchnął, przepuszczając ją w drzwiach.

Uśmiechnęła się do siebie, na widok iskierek ciekawości, tańczących w jego błękitnych oczach. Michał po cichu, żeby nie obudzić rodziców i siostry, zaprowadził ją do swojego, znajdującego się na poddaszu, pokoju.

– Mam do ciebie prośbę – oznajmiła, kiedy chłopak usiadł na łóżku, przecierając zaspane oczy. – Czy mógłbyś mi to przechować? – zapytała podając mu zawinięty w materiał oręż.

Spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.

– Co to jest?

– Miecz – wyjaśniła cierpliwie. – Kradziony – dodała na wszelki wypadek.

– Ma jakąś wartość? – spytał podejrzliwie.

– Nie zamierzam go sprzedawać – odparła rozbawiona Amy.

– W takim razie po co ci on? – dociekał dalej chłopak.

Amy obdarzyła go słonecznym uśmiechem.

– Chcę obciąć aniołowi skrzydła – wyjaśniła spokojnie, jakby była to rzecz, którą nastolatki robią co drugi weekend.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Łóżko Michała było całkiem wygodne. Amy przekręciła się na bok. Spojrzała na śpiącego na podłodze chłopaka. Z okna, na jego przystojną twarz, padało blade światło księżyca. Jasne włosy delikatnie przywarły do jego policzków. Amy przed samą sobą musiała przyznać, że teraz podoba jej się jeszcze bardziej, niż w ciągu dnia. Nie sądziła, że tak łatwo z nim pójdzie. Nie spojrzał na nią jak na wariatkę, nie zaczął się śmiać. Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu przestał zadawać jakiekolwiek pytania, wpychając stary miecz, na górną półkę w szafie. Potem zapytał czy odprowadzić ją do domu, czy może zostanie u niego na noc. Została. Odwróciła się na plecy, tym razem wpatrując się w sufit, na którym przyklejony był plakat nieba. Gwiazdozbiory i konstelacje zamazywały się przed jej oczami, aż w końcu zamknęła powieki, zapadając w spokojny sen.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Rankiem Amy obudził przyjemny zapach naleśników. Michała nigdzie nie było. Do pokoju wśliznęła się mała, może siedmioletnia dziewczynka o jasnych włoskach i rumianych policzkach. Była naprawdę śliczna.

– Cześć, jestem Madzia – przywitała się wesoło – mama prosiła, żebym pokazała ci łazienkę i zaprosiła na śniadanie – oznajmiła poważnym, formalnym tonem.

Amy nie mogła się nie roześmiać, chociaż przez myśli przeleciał jej cień zwątpienia. Spodziewała się raczej, że wymkną się z domu po cichu, tak, żeby rodzice Michała w ogóle nie zauważyli jej obecności.

– Mam na imię Amy – przedstawiła się idąc za dzieckiem do łazienki. – Ile masz lat?

– Siedem – odpowiedziała zadowolona mała, szczerząc w uśmiechu szczerbate ząbki.

Dziewczyna skorzystała z toalety, doprowadziła się do jako takiego porządku, po spaniu, a potem, trzymając małą rączkę Magdy, zeszła na dół, drewnianymi schodami. Mama Michała okazała się szczupłą kobietą o miłej aparycji. Uśmiechnęła się ciepło na jej widok.

– Dzień dobry – przywitała się wesoło – mam nadzieję, że dobrze spałaś – zwróciła się do Amy. – Siadajcie, zaraz będzie śniadanie.

– Dzień dobry – odpowiedziała mechanicznie Amy.

Magda podeszła do mamy, całując ją w policzek, a potem usiadła przy długim, drewnianym stole, ciągnąc za sobą, nową koleżankę. Po chwili do kuchni wszedł mężczyzna, o złocistych włosach, a wraz z nim pogodnie uśmiechnięty Michał. Nieśli ze sobą jakąś skrzynkę. Kiedy wszyscy usiedli, pani Dąbrowska postawiła przed nimi stertę naleśników, a do nich dżem truskawkowy, własnej produkcji. Cała rodzina rozmawiała wesoło przy śniadaniu, śmiejąc się od czasu do czasu, z nieszkodliwego dogryzania sobie nawzajem. Pobladła na twarzy Amy, niechętnie skubała swoje naleśniki. Sobotni poranek… cudownie! W tym momencie zazdrościła Michałowi rodziny, jak nikomu, niczego na świecie. Teraz rozumiała dlaczego on, zarówno pewnie jak i Magda, potrafią być, tak po prostu, tacy zwyczajnie szczęśliwi.

The End

29 czerwca 2011

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

6 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Rozprówacz

    28 czerwca 2011

    przyjemnie się czyta dla odmiany coś spokojnego

    • Odpowiedz

      Miye

      28 czerwca 2011

      Dla odmiany w ogóle „coś”. Strasznie nie lubię czuć takiego dziwnego zastoju…

      • Odpowiedz

        Rozprówacz

        29 czerwca 2011

        dobrze wiemy czym był spowodowany zastój więc usprawiedliwienie jest

  2. Odpowiedz

    NigdyNieBędęTwoja

    28 czerwca 2011

    kiedy coś nowego w Zrodzony z Ognia? albo w Na granicy szaleństwa? 😉 czekam.

    • Odpowiedz

      Miye

      28 czerwca 2011

      Chwilowo powstaje coś, co nosi tytuł „Dzika Plaża”, który jednak może się z biegiem wydarzeń zmienić.

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    29 czerwca 2011

    Lekkie, proste, przyjemne… *uśmiech*

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS