Wywiad: Agnieszka Wojdowicz

W magicznym świecie Nirgali

a_wojdowiczNirgalia to magiczny świat, oddzielony od tego zwyczajnego jedynie mostem. Bree Whelan jest mieszkanką Gadery, zwykłego miejsca, podobnego do setek ludzkich miast. Wyróżnia je jednak coś specjalnego – bliskość Nirgali, świata rządzonego przez rody aniołów. Na urodziny dziewczyna dostaje od wuja niezwykły prezent, kamień, dzięki któremu może stać się niewidzialna. I tak w głowach Bree oraz jej przyjaciółki Pat kiełkuje pomysł, by przekroczyć pod osłoną magii pilnie strzeżoną granicę Nirgali. Dziewczyny uważają to za dobrą zabawę. Wkrótce jednak okazuje się, że nie był to najlepszy pomysł, a kraina marzeń stoi na skraju wojny domowej. Jaki ma to jednak związek z Bree i jej rodziną?

Agnieszka Wojdowicz mieszka na Mazowszu, na skraju małego miasteczka, w którym nocą latają nietoperze, a za dnia motyle. Uczy języka polskiego w liceum. Uwielbia fantasy, słoneczniki i księżycowe kamienie. Nie cierpi szpinaku, psujących się laptopów oraz książek w szarych, smutnych okładkach. Ma też kotkę obronną o prawdziwie niezależnym charakterze.

Zapraszam do wywiadu z autorką Serca Suriela – pierwszego tomu trylogii Strażników Nirgali.

Zacznę prosto i banalnie. Jakie to uczucie wydać swoją pierwszą książkę?

Na początku była to euforia, bo wydawało mi się, że najgorsze mam za sobą. Proces wydawniczy jest długi i żmudny, szczególnie w przypadku pierwszej książki, a ja – jak niektórzy bohaterowie mojej serii o Nirgali – nie znoszę czekać. Czułam się więc tak, jakbym zdobyła najwyższy szczyt świata. Co najmniej.

Teraz, po trzech miesiącach od ukazania się „Serca Suriela”, trochę się boję, czy seria znajdzie czytelników, czy się spodoba. Jakoś wcześniej nie zawracałam sobie tym głowy.

Czy miejsca, o których Pani pisze, widziała Pani na żywo, czy też istnieją jedynie w Pani wyobraźni?

Najczęściej fikcja miesza się z prawdą. Bywa, że sięgam do wspomnień i tylko je przetwarzam. Co ciekawe, źródłem inspiracji są przeważnie polskie miasta, wioski i pejzaże. Na przykład pierwowzorem Nirgali – z placem Suriela, katedrą, ratuszem i akademią – był Kraków. Okolice miasta aniołów słusznie kojarzą się uważnym czytelnikiem z Mazowszem, a Masyw Centralny – z Tatrami. Jakoś trudno mi się oderwać od najbliższego mi świata.

Ale w kolejnych tomach częściej czerpię z wyobraźni. Szczególnie w trzecim wymyślonych miejsc jest naprawdę sporo.

Dlaczego zdecydowała się Pani pisać akurat dla młodzieży?

Pisanie dla młodzieży wydaje mi się czymś oczywistym. Od lat pracuję z młodymi ludźmi, więc mogę ich dyskretnie podpatrywać. Czasem mam wrażenie, że więcej czasu spędzam z nimi niż w towarzystwie dorosłych. A oprócz tego – pisanie dla młodzieży jest świetną zabawą.

Czy pisząc miała Pani jakiś konspekt? Plan wydarzeń? Czy może po prostu pozwoliła się Pani ponieść wyobraźni?

Nie układam konspektów. Najpierw wyobrażam sobie historię tak, jakbym oglądała film. Obmyślam kilka najważniejszych wydarzeń, punkty kulminacyjne, ale nie zapisuję tego. No, może z wyjątkiem trzeciego tomu, w którym musiałam zamknąć wiele wątków. Tu robiłam luźne notatki; jednak szybko trafiały do kosza, a ja i tak pisałam to, na co miałam ochotę.

Główna bohaterka, Bree, ma swój wyrazisty charakterek i jest bardzo ciekawie stworzoną postacią. Widać jednak, że straszna z niej gapa. Czy te jej różne wypadki świadczą o tym, że dziewczyna jest po prostu niezdarna czy też może w kłopoty pakuje ją kapryśny los?

Rozumiem, że po lekturze pierwszego tomu Bree może się wydawać gapą. W rzeczywistości kieruje nią przeznaczenie i w sumie niewiele od niej zależy. Seria została tak pomyślana, żeby wątki rozpoczęte w pierwszym tomie miały kontynuację w następnych. Wtedy wszystko się wyjaśni.

Czy według Pani historia miała być bardziej romantyczna czy też miłość jest niewielkim dodatkiem, a całość skupia się na wątku fantasy?

W „Sercu Suriela” wątki romantyczne miały dla mnie drugorzędne znaczenie i potem, podczas redakcji tekstu, musiałam rozpisywać konkretne sceny.J Może dlatego, że w „Łowcach aniołów” wprowadzam równoległą historię tego typu. Planowałam ją jeszcze podczas pracy nad pierwszym tomem i od początku wydawała mi się ważniejsza.

Ale przyznaję: wolę fantasy od romansu.

Czy Eryk jest dla Mikaila realnym zagrożeniem w walce o względy Bree?

To się okaże. Relacje między nimi sporo namącą w drugim tomie cyklu. Mam tylko nadzieję, że uniknęłam schematu i znalazłam zaskakujące rozwiązanie tej kwestii.

Jak wpadła Pani na pomysł „ukrywania skrzydeł” aniołów oraz pojawiania się ich dopiero po osiągnięciu odpowiedniego wieku.

Te pomysły to konieczność. Skrzydła moich aniołów są ogromne i kłopotliwe, więc czasem łatwiej im żyć bez nich.J Ale przede wszystkim chciałam pokazać moment przemiany. Pojawienie się skrzydeł miało być symbolicznym wejściem bohaterów w świat samodzielności i pierwszym krokiem w dorosłość. Odpowiednikiem współczesnej osiemnastki. Chociaż niektórym aniołom z różnych powodów przydarza się to dość wcześnie.

Czy anioły, jako rasa w powieści, mają cokolwiek wspólnego z religią? Skąd pomysł, żeby to właśnie one były głównymi bohaterami baśniowego świata Nirgali?

Nie ma tu żadnego kontekstu religijnego. Zależało mi na różnorodności ras, ale bez typowych dla fantasy elfów, goblinów, orków, smoków itp. Są więc anioły, zmiennokształtni (to w sumie klasyka), ale też lesze, lepris, Gornowie, księżycowe wilki, perytony i wiele innych fantastycznych istot.

W jaki sposób tworzy Pani nazwy miast, krain, rzek? Są bardzo ładne i brzmią jak najbardziej realnie.

Uwielbiam ten etap pracy nad powieścią. Wertuję wtedy słowniki i sprawdzam brzmienie potrzebnego mi słowa w różnych językach, np. skandynawskich, po łacinie itp. Potem je modyfikuję. Decyduję się na konkretne, gdy mogę je bez trudu zapamiętać. Zakładam, że jeśli mnie zapadło w pamięć, to i czytelnik zdoła je przełknąć.

Prosiłabym o kilka słów komentarza dla młodych czytelników wortalu Nastek.pl

Gorąco pozdrawiam i zachęcam do lektury „Strażników Nirgali”. Życzę fantastycznych przygód z Bree, Mikailem i Erykiem – moi bohaterowie nie istnieją bez Was.

Z pisarką rozmawiała Wiktoria Aleksandrowicz

 

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS