
Solo Leveling
Czy komuś jeszcze muszę przedstawiać Solo Leveling? Myślę, że to jedna z najgłośniejszych (i najciekawszych) premier fantasy ostatnich lat. Najpierw internetowa nowela, później manhwa, a wreszcie świetnie zrealizowane anime i zapowiedź filmu fabularnego. Rozgłos wokół historii jest ogromny, moim zdaniem, zupełnie zasłużenie.
Zarys fabuły
Czyszczenie wyspy Jeju z potworów zakończyło się powodzeniem tylko dzięki temu, że w ostatniej chwili pojawił się tam Sung Jinwoo. Mimo to wiele osób ma do niego pretensje, że nie udał się tam wcześniej, bo być może zapobiegłoby to wielu śmierciom. Bohater jednak nie zamierza iść w ślady zaginionego ojca i ponad wszystko stawia dobrobyt i bezpieczeństwo własnej rodziny. Czy teraz, gdy oficjalnie został łowcą na poziomie międzynarodowym jego życie będzie spokojniejsze, czy wręcz przeciwnie?
Moja opinia i przemyślenia
Z każdym kolejnym tomem Solo Leveling czyta się równie przyjemnie. Warto jednak pamiętać, że to historia oparta na azjatyckich schematach — co chwila pojawiają się nowi, coraz silniejsi wrogowie, a bohater ewoluuje, by móc ich pokonać. Zapewniam jednak, że warto poznać całą historię, bo na koniec nieco tym schematom ucieka. Po drodze za to jest trochę humoru, nieco napięcia i delikatnie zarysowana historia romantyczna. Podoba mi się też, że Sung Jinwoo na pierwszym miejscu stawia własną rodzinę, dopiero potem rozważa ratowanie świata. Nie zamierza też grać w cudzej drużynie, woli stworzyć własną.
Kreska manhwy jest nowoczesna, bardzo „czysta”, mocno cyfrowa. To w pełni świadoma praca na kolorze, świetle i kontraście. Postacie są rysowane realistycznie, ale bez przesadnego detalu. Twarze czytelne, sylwetki wyraźne, emocje podane wprost. Dzięki temu nawet w dynamicznych scenach walki nie ma chaosu. Nawet czytelnik nie przyzwyczajony do czytania form graficznych od razu wie, gdzie patrzeć. Walki są efektowne, kinowe, bardzo „filmowe”. Kadry często przypominają stopklatki z animacji albo gry. Duże plansze, rozmach, dramatyczne perspektywy. Czasem jeden kadr wystarczy, żeby poczuć skalę zagrożenia. Co ciekawe, w spokojniejszych fragmentach kreska potrafi się wyciszyć. Mniej efektów, więcej przestrzeni, prostsze tła. Dzięki temu historia oddycha i nie męczy nadmiarem bodźców. Myślę, że dzięki temu również twórcy anime (którzy wykonali kawał dobrej roboty) mieli trochę ułatwione zadanie.
Podsumowanie
Po lekturze tomu siódmego oczywiście z niecierpliwością czekam, aż w moje ręce trafi kolejny. To seria, którą chcę przeczytać w swoim ojczystym języku, ale też manhwa, którą zamierzam trzymać na półce w domowej biblioteczce wśród ulubionych tytułów. Jeżeli jeszcze nie znasz tej historii, to koniecznie daj jej szansę! Zapewniam, że nie zawiedzie żadnego fana fantastyki!
Przeczytaj również:










Anna
Mnie musisz, ha ha…bo ja takich rzeczy w ogóle nie czytam.
Izabela
fajna lektura i ciekawy wpis
Bookendorfina Izabela Pycio
Odpowiada mi narastający oddech potworności, kiedy myślimy, że bohater ostatecznie przywołał dobro pokonując zło, to ostanie nie powiedziało jeszcze finałowego słowa.
czerwona filizanka
Fajnie że pozycja zostawiła głód na więcej No pewnie warto dać szansę tej lekturze, zwłaszcza gdy jest się miłośnikiem mang.
Bookendorfina Izabela Pycio
Wiele osób wyraża zdziwienie, że można czytać wiele tomów i wciąż nie mieć dosyć serii, ale jak trafi się na klimat, który nam odpowiada, to wyczekiwanie na kolejną odsłonę serii upływa w niecierpliwości.