
Co porządkuję w styczniu
(i czego już nie ruszam)
Styczeń zawsze wygląda u mnie tak samo.
Nie pcha do zmian, tylko każe się rozejrzeć. Zajrzeć do szuflad, do notatek, przemyśleć parę spraw. Sprawdzić, co naprawdę jest moje, a co tylko ciągnę ze sobą z przyzwyczajenia.
W tym roku nie robię rewolucji. Raczej selekcję.
Zostawiam ze sobą
Zostaje czytanie fantastyki. Bez tłumaczenia się.
Manhwy, mangi, powieści z innymi światami, magią, alternatywnymi rzeczywistościami. To nie jest „ucieczka od rzeczywistości”. To mój sposób na odpoczynek, inspirację, reset myśli. I nie zamierzam z tego rezygnować ani się z tego wycofywać.
Zostaje czytanie w ogóle. Także wtedy, gdy półka się ugina. Także wtedy, gdy „rozsądek” podpowiada, że już wystarczy. Książki są dla mnie jak zapasy na zimę — dają poczucie bezpieczeństwa.
Zostaje nowy projekt.
Strona z opowiadaniami. Część tekstów przeniesie się tam z Miye.eu, ale będzie też dużo nowych. Inne tempo. Inny format. Przestrzeń na historie, które nie pasują do bloga, ale bardzo chcą zostać opowiedziane.
Nie planuję wszystkiego od razu. Pozwalam temu rosnąć.
Zostaje pisanie bez celu. Nie pod algorytm. Nie pod strategię. Po prostu dlatego, że tego potrzebuję.
Co zostaje w poprzednim roku
Zostawiam żałowanie sobie zakupów, zwłaszcza tych drobnych, ale ważnych.
Książek. Owoców, które lubię. Małych przyjemności, które natychmiast próbuję racjonalizować albo odkładać „na później”. Później bardzo często nie przychodzi.
Zostawiam przejmowanie się tym, co mówią inni.
Nie chodzi o całkowitą obojętność, ale o to ciche napięcie. Czy wypada, czy to ma sens, czy ktoś to oceni. Za dużo energii kosztowało mnie myślenie cudzym głosem.
Zostawiam ciągłe poprawianie się. Tę potrzebę, żeby wszystko było lepsze, dojrzalsze, bardziej przemyślane. Czasem wystarczy, że jest.
Rzeczy, które chcę zaprosić
Chcę podróżować. Niekoniecznie daleko.
Weekendowe wypady. Miasta, do których można polecieć na dwa–trzy dni. Może samolotem, może pociągiem. Europa jest wystarczająco blisko, żeby nie robić z tego wielkiego przedsięwzięcia.
Chcę rozwijać fotografię. Powoli. Bez presji.
Odkładam na aparat. Uczę się patrzeć. Zatrzymywać kadry, zanim znikną. Nie po to, żeby je publikować, ale żeby je mieć.
Chcę więcej zwykłych dni, takich jak ten styczniowy czwartek. Bez planów. Bez list. Bez konieczności, żeby coś z nich wynikało.
Na koniec
Ten styczeń nie jest o zaczynaniu od nowa.
Jest o zostawianiu miejsca. Dla historii. Dla wyjazdów. Dla czytania. Dla siebie takiej, jaka jestem teraz — bez poprawki w wersji 2.0.
I to mi na ten moment wystarcza.











Anna
Zostawianie miejsca na coś ma sens. Zawsze jestem na to gotowa.