Pamiętnik Królowej Lodu

14 lutego, piątek

Nie ma czegoś takiego jak miłość. Istnieją zauroczenia i burze hormonów, łzy i chwile radości, ale miłość jako taka nie istnieje, a ja wiedziałam o tym od zawsze. Bo gdyby istniała, to czy ja też nie powinnam się kiedyś zakochać? A tak, wszystko co mi pozostało to ta okrutna, pełna satysfakcji i upojenia zabawa. Gra w rujnowanie chłopakom życia. Uśmiechnęłam się do siebie. Nigdy nie miałam z tym problemów. Moja idealna figura, szczupła talia, odrobinę szersze biodra, nie za duże, takie zupełnie w sam raz piersi, burza rudo-blond loków i zielone, wyzywające oczy zawsze mi w tym pomagały. Do tego byłam śmiała, potrafiłam zachowywać się wyzywająco, ale nigdy nie przesadzałam. Koleżanki mnie uwielbiały lub ze strachu przed odrzuceniem udawały, że mnie kochają, chłopacy za mną szaleli, a ja robiłam wszystko, żeby doskonale się ich kosztem bawić. Tak wyglądało moje życie. Byłam gwiazdą i królową I liceum ogólnokształcącego im. Henryka Sienkiewicza i nic nie było w stanie tego zmienić.

Dzisiaj są walentynki, święto zakochanych, a w szkole dzień zawiedzionych ambicji i złamanych serc. Uśmiechnęłam się do siebie. Dla mnie to była świetna zabawa. Tydzień temu, specjalnie na tą okazję zerwałam z Krzyśkiem. Tak, zdecydowanie więcej męskich serc mogłam złamać będąc sama. Czasami po prostu uwielbiałam być zimną, wyrachowaną suką.

Tego dnia, jak zwykle spotkałam się z Danielem na rogu naszej ulicy. Zawsze, od kiedy tylko sięgam pamięcią chodziliśmy do szkoły razem. Przyjaźnimy się od wczesnego dzieciństwa. Często, z pełnym zażenowania uśmiechem, słuchałam o tym jak biliśmy się w piaskownicy po głowach łopatkami. Mój pierwszy pocałunek przeżyłam właśnie z Danielem, co prawda w wieku dwóch lat, ale mama udokumentowała go na zdjęciu, więc też się liczy. Daniel Brzozowski był prawdziwym indywiduum, nikt nie mógł uwierzyć w naszą przyjaźń. Ja, gwiazda szkoły, popularna, lubiana, oblegana przez chłopaków i on, mroczny, cichy, tajemniczy. Przez swoje wybryki nie jeden raz był już zawieszony w prawach ucznia.

Uśmiechnęłam się do niego wesoło, zastanawiając się nad tym ile kartek w tym roku dostanie. Niewątpliwie wyrósł na prawdziwe ciacho. Ciemnobrązowe włosy niesfornie opadały mu na czoło, piwne oczy miał duże, czarne brwi wyraźnie odznaczały się na jego bladej cerze. Był wysoki i smukły, a do tego otaczała go niesamowita aura tajemnicy. Uwielbiałam ten jego arogancki, leniwy uśmiech i sadystyczne, ironiczne poczucie humoru.

Kiedy podeszłam do skrzyżowania naszej wąskiej, jednokierunkowej uliczki, już na mnie czekał. Nie przywitał się, tylko patrzył na mnie wyczekująco.

– Co chcesz? – zapytałam rozbawiona.

– A jak myślisz? – spytał z obrażoną miną, że tego nie wiem. – Co dla mnie masz?

– Skąd pewność, że coś mam? – zapytałam uśmiechając się do niego uroczo.

– Vick – jęknął cierpiętniczo.

– Dobra, dobra – wyjęłam z plecaka plastikowy pojemnik na żywność i podałam go Danielowi – wszystkiego najlepszego z okazji walentynek – powiedziałam ciągle uśmiechnięta. Mruknął usatysfakcjonowany, otwierając pudełko i wyjmując z niego domowej roboty ciastka. – A ja? – upomniałam się, kiedy włożył jedno w całości do buzi.

– Już, już – powiedział przełykając ciastko i od razu sięgając po następne.

Wspięłam się na palce i cmoknęłam go w policzek, kiedy podał mi uroczą miniaturkę gnijącej panny młodej z filmu Tima Burtona. Przyczepiłam ją do plecaka, przecież nikt w szkole nie musiał wiedzieć, że to od niego.

– Super – byłam naprawdę zadowolona z jego pomysłowości i tego, jak dobrze mnie znał.

Z żalem zamknął pudełko z ciastkami i schował do plecaka. Od niechcenia objął mnie ramieniem.

– To co wredoto? – spytał swoim aksamitnym, uwodzicielskim głosem. – Czas pokazać kto tu rządzi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Rozejrzałam się po klasie. Przy rozdawaniu walentynkowych kartek panowało jak zwykle ogromne poruszenie. Posmutniałam odrobinę patrząc na pustą ławkę Oli, chętnie oddałabym jej kilka swoich serduszek, właściwie to wszystkie swoje bym jej z przyjemnością oddała. Moja ławka była nimi wręcz zasłana. Uspokoiłam się odrobinę na myśl, że moja przyjaciółka dostanie na pewno przynajmniej jedno czerwone serce – to ode mnie. Spojrzałam na ławkę Daniela, tonęła w morzu walentynkowych kartek. Uśmiechnęłam się do niego drwiąco. Wiedziałam doskonale jak tego nienawidzi. Przewrócił tylko oczami, ale nic nie powiedział. Kiedy skończyli wreszcie rozdawać serduszka z walentynkowej poczty, zadzwonił dzwonek na przerwę. No i po matematyce, cudownie! Zobaczyłam na twarzy Daniela ten leniwy, arogancki uśmiech. Coś okrutnego błysnęło w jego cudownych, piwnych oczach. Wstał niespiesznie, zgarnął wszystkie leżące na jego ławce kartki i bez skrupułów wrzucił je do stojącego w rogu klasy śmietnika. Potem po prostu, jak gdyby nigdy nic, wyszedł na korytarz. Przez chwilę pożałowałam, że ja nie mogę tak samo zrobić, ale wystarczyło mi jedno spojrzenie na zawiedzione miny koleżanek z klasy, żebym nabrała pewności, że nigdy nie byłabym do tego zdolna. Zaciekawiło mnie ile dziewczyn będzie dzisiaj płakało w łazience przed końcem dnia z powodu humorów i ostrego języka Daniela.

Starannie złożyłam swoje serduszka i podeszłam z ich pękiem do Oli. Dostała trzy walentynki, nie tak źle. Wiedziałam, że będzie zadowolona. Zanim poznałam Olę, była prawdziwą szarą myszką. Uczyła się pilnie, nigdy nie wychodziła z domu, nie miała żadnych przyjaciół. Niewiele się zmieniło, poza tym, że teraz miała mnie i moje szalone pomysły w ilości tysiąc na minutę. Wszyscy uważali, że przyjaźnię się z nią, ponieważ doskonale wypadam na tle przeciętnej, pospolitej dziewczyny, a tak naprawdę połączyła nas miłość do filmów Tima Burtona, nie zamierzałam jednak wyprowadzać nikogo z błędu. Stała się moją najlepszą przyjaciółką i zawsze mogłam na nią liczyć.

– Twoją walentynkę też wyrzucił? – spytała cichym, zawiedzionym głosem.

Roześmiałam się, nie mogłam się powstrzymać, tak rozbroiło mnie to niewinne pytanie.

– Nie Oluś, mojej nie wyrzucił, moją zjadł – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Od rana nie mogłam się opędzić od zaproszeń na wspólne, walentynkowe wyjście. Stałam przy oknie na korytarzu, otoczona wianuszkiem piskliwych dziewczyn i zastanawiałam się którego z nadskakujących mi chłopaków wybrać. Podobał mi się Robert, ale nie byłam pewna czy nie zanudzi mnie na śmierć gdybyśmy mieli zostać przez chwilę sam na sam, chociaż w sumie…

Moje rozmyślania przerwało poruszenie wśród koleżanek. Ściszyły głosy do podnieconych szeptów. Podążyłam za ich wzrokiem. Uśmiechnęłam się ponuro. Korytarzem szedł Gabriel. Chłopak był w maturalnej klasie, a wyglądem przywodził na myśl jedynie księcia z bajki. Delikatnie przydługie jasne włosy, niesfornie zwijały się na jego głowie w drobne loczki. Niebieskie oczy wciągały w swoją głębie. Do tego Gabriel był sportowcem. Nie jeden raz wygrywał zawody w pięcioboju. Poza tym był uosobieniem grzeczności, miły, kulturalny, uprzejmy, prawdziwy dżentelmen. Chłopak – marzenie. Nic więc dziwnego, że do spółki z Danielem stanowili najbardziej pożądane obiekty w szkole. On jednak, w przeciwieństwie do zawsze samotnego Daniela, miał wiele dziewczyn, mniej więcej co dwa tygodnie nową, ale jego związki nigdy nie kończyły się kłótniami czy wzajemnymi pretensjami i nienawiścią. Nie, dziewczyny Gabriela w dziwny sposób lądowały w ramionach jego kolegów, a jego samego zawsze uważały później za najlepszego przyjaciela. Miał dar łączenia ludzi w pary, tylko w jakiś dziwny sposób zawsze swoim własnym kosztem.

Gabriel przeszedł korytarzem odpowiadając pogodnym uśmiechem na wszystkie skierowane w jego stronę spojrzenia. Usłyszałam jak koleżanki chichoczą nerwowo, kiedy podszedł prosto do nas. Ręce trzymał w kieszeniach niebieskich, prostych jeansów, zupełnie jakby on także czymś się denerwował.

– Cześć dziewczyny – odezwał się wesoło, a potem spojrzenie swoich jasnych, niebieskich oczu skierował prosto na mnie. – Wiem, że to późno Vicky, ale może poszłabyś dzisiaj ze mną na walentynkowy maraton filmowy?

Spojrzałam na niego zaskoczona. Nigdy nie spodziewałabym się od niego zaproszenia. Wiedziałam, że mu się podobam, ale raczej zazwyczaj mnie unikał. On i Daniel nie przepadali za sobą od zawsze, a czasami wręcz gotowało się między nimi od gęstej atmosfery nienawiści. Przez chwilę zamierzałam się wycofać, odmawiając mu grzecznie, ale potem pomyślałam, że po prostu nie mogę przepuścić takiej okazji. Zresztą ja sama nigdy do Gabriela nie żywiłam negatywnych uczuć, ani prawdę mówiąc żadnych innych, poza rozpływaniem się z koleżankami nad jego boskim ciałem.

Uśmiechnęłam się do niego jednym ze swoich najładniejszych, najbardziej zalotnych uśmiechów.

– Chętnie z tobą pójdę – odpowiedziałam, a czekające w napięciu koleżanki wypuściły długo wstrzymywane oddechy.

Odwzajemnił mój uśmiech takim, przez który dziewczynom miękną kolana.

– Dasz mi swój numer? – poprosił.

Skinęłam głową.

– Jasne – odpowiedziałam pogodnie.

Wymieniliśmy się numerami, Gabriel powiedział, że przyjedzie po mnie o siódmej, a potem przerwał nam rozmowę dzwonek na lekcje. Wchodząc do klasy rzuciłam mu jeszcze ostatnie, nieco rozbawione spojrzenie. Nie mogłam uwierzyć, że Gabriel Andrzejewski naprawdę się denerwował, a nerwy i tą chłopięcą niepewność spowodowała właśnie moja, niewielka osoba!

Szum w klasie nie cichł nawet, kiedy do środka wszedł nauczyciel. Wiedziałam, że wywołam sensację, ale nie spodziewałam się, że aż taką. Poczułam, że ktoś kopie w moje krzesło. Odwróciłam się napotykając wściekły wzrok Daniela. Podał mi zgniecioną karteczkę.

„Czego od ciebie chciał?” brzmiało jego pytanie.

„Zaprosił mnie dzisiaj do kina” odpisałam z poczuciem winy w środku, odrobinę tylko zagłuszanym przez zazdrosne spojrzenia koleżanek. „Zgodziłam się” dodałam ubiegając kolejne pytanie, które na pewno by zadał.

„Świetnie, baw się dobrze” odpisał tylko, a potem zaczął mnie ignorować, jak całą resztę klasy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wieczorem szykowałam się do wyjścia, zastanawiając się co na siebie włożyć. Musiałam przebierać się w łazience, bo w moim pokoju, rozwalony na łóżku leżał Daniel. Włożyłam na siebie mini spódniczkę w szkocką kratę i białą koszulę, która była na tyle krótka, żeby odsłaniać brzuch. Zrobiłam lekki makijaż, rozpuściłam rudo-blond włosy z których od zawsze byłam bardzo dumna. Same z siebie zwijały się w delikatne, nie do końca skręcone loki. Tak, zależało mi na tym, żeby Gabriel Andrzejewski był dzisiaj zachwycony moją osobą.

Wróciłam do pokoju obracając się wokół własnej osi przed Danielem, który jak zwykle miał mocno znudzony wyraz twarzy.

– Co o tym sądzisz? – zapytałam.

– Możesz w tym iść – powiedział cicho, a ja znałam to paskudne złowróżbne spojrzenie, kiedy zamierzał kogoś obrazić. – Jeżeli chcesz wyglądać jak tania dziwka, to twoja prywatna sprawa.

– Więc w co twoim zdaniem mam się ubrać? – warknęłam na niego.

– Lubisz go? – zapytał cicho.

– A co to ma do rzeczy? – spytałam zaskoczona. – Chcę go poderwać, to największe ciacho w szkole, poza tobą oczywiście – uśmiechnęłam się do niego wrednie.

– Więc to dalej zabawa?

– Jak zawsze – odpowiedziałam nie rozumiejąc do czego Daniel dąży.

Odetchnął, jego twarz złagodniała, uśmiechnął się ponuro.

– W takim razie mam nadzieję, że zniszczysz mu życie – mruknął wstając z łóżka.

Podszedł do mojej szafy i wygrzebał z niej proste niebieskie jeansy, potem podał mi jasnoniebieską tunikę o asymetrycznym brzegu i szerokich, postrzępionych rękawach.

– To niezbyt eleganckie – powiedziałam niepewnie.

– Od kiedy mi nie ufasz? – zapytał. – Chcesz poderwać jego czy całą salę kinową? Gabriel się więcej z tobą nie spotka, jeżeli przyjdziesz ubrana jak dziwka. Znam go.

Wzruszyłam ramionami. Wzięłam ubrania i zniknęłam w łazience, żeby przebrać się po raz kolejny. Kiedy wróciłam Daniel uśmiechnął się usatysfakcjonowany.

– Jesteś tego pewien? – spytałam nie do końca zadowolona z efektu.

Wyglądałam ładnie, ale tak mogłabym iść do szkoły, a nie na randkę.

– Jestem i słuchaj mnie uważnie – powiedział poważnym tonem. – Nie rób tego co z innymi chłopakami. Nie klej się do niego. Udawaj grzeczną, skromną dziewczynkę. Jeżeli dojdzie do całowania pozwól jemu to zainicjować. On jest „inny” – powiedział drwiącym głosem Daniel – sama przekonasz się jak bardzo.

Skinęłam głową zastanawiając się nad radami przyjaciela, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegar, już za pięć siódma, shit! Spojrzałam na Daniela, wyglądało na to, że nie zamierza ruszyć się z mojego łóżka. Dobrze. Zbiegłam po schodach, żeby przypadkiem moja mama nie otworzyła drzwi przede mną. Uspokoiłam się dopiero na dole. Spojrzałam w wiszące na korytarzu lustro, sprawdzając czy nie jestem zbyt rumiana, a potem otworzyłam drzwi.

Gabriel stał w progu uśmiechając się do mnie pogodnie. W czarnym płaszczu wyglądał jeszcze bardziej uwodzicielsko i przystojnie. Trzymał w dłoni długą, białą różę. Uznałam, że mało to oryginalne, ale w duchu ucieszyłam się, że nie była pospolicie czerwona, jak te, które dostawałam zazwyczaj. Zaczęłam żałować, że posłuchałam Daniela i nie włożyłam czegoś bardziej wyzywającego. Kiedy jednak zobaczyłam zaskoczenie, a potem aprobatę w oczach Gabriela, natychmiast zmieniłam zdanie.

– Cześć Vicky – odezwał się pogodnie – ślicznie wyglądasz.

Uśmiechnęłam się do niego, starając się by mój uśmiech sprawiał wrażenie delikatnego i nieśmiałego. Podał mi różę. Zaprosiłam go do domu, żeby wstawić kwiat do wysokiego, szklanego wazonu, włożyłam swój czarny płaszcz, wysokie buty, chwyciłam torebkę i razem wyszliśmy na dwór.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

W kinie Gabriel kupił dla nas kawę i poszliśmy zająć swoje miejsca. Siedzieliśmy na środku w ostatnim rzędzie. Wiedziałam, że musiał kupić te bilety znacznie wcześniej, żeby załapać się na tak dobre miejsca. Zżerała mnie ciekawość czy to ze mną od początku planował tutaj przyjść. Przez chwilę rozmawialiśmy o niczym, a potem zaczął się film. Była to komedia romantyczna, jak to w walentynki. Nigdy za nimi nie przepadałam, wolałam raczej filmy akcji albo horrory, ale tą dało się znieść. Zdziwiło mnie, że Gabriel nie wykonuje w moim kierunku żadnego ruchu, nie do tego byłam przyzwyczajona, ale może rzeczywiście było tak jak mówił Daniel i Gabriela dzieliła duża przepaść od jego rówieśników.

Na przerwie pomiędzy filmami wyszliśmy na korytarz rozprostować nogi. Co jakiś czas spotykaliśmy znajomych ze szkoły, ale chłopak nie zatrzymywał się tylko kiwał im głową na powitanie. W końcu stanęliśmy w rogu pomieszczenia, bardziej zacisznym i oddalonym od całego zgiełku miejscu.

– Nie lubię takich tłumów – mruknął Gabriel oddychając z ulgą.

Uśmiechnęłam się do niego.

– Ja też nie – przyznałam szczerze.

– Jak podobał ci się film? – zapytał odrobinę ponuro. – Moim zdaniem był straszny, ledwo powstrzymywałem się od zjadliwych komentarzy.

– Więc szkoda, że się powstrzymywałeś, może byłoby ciekawiej – roześmiałam się zadowolona, że jemu też film nie przypadł do gustu.

Wzruszył ramionami.

– I tak przyszliśmy tutaj dopiero na ten czwarty.

– Przecież czwarty to niespodzianka, skąd wiesz, że warto na niego przyjść? – zapytałam.

Tym razem to on się roześmiał. Podał mi złożoną na pół ulotkę. Reklamowała nowy film Tima Burtona.

– Właśnie to puszczą dzisiaj przedpremierowo, wiedziałem ponieważ mój kuzyn tutaj pracuje.

Świetnie, pomyślałam, ale skąd do licha wiedziałeś, że ja tak kocham Tima Burtona? Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć, ponieważ oczy Gabriela patrzyły teraz zupełnie gdzie indziej. Podążyłam wzrokiem w kierunku, w którym patrzył teraz chłopak. Przy schodach, na półpiętrze stała jakaś para. Wyraźnie podpity młodzieniec w typie macho próbował obmacywać jakąś dziewczynę, której się to widocznie nie podobało. Wiedziałam, że jeżeli Gabriel postanowi mu złamać nos, nie będzie miał z tym najmniejszych problemów. Był znany z tego, że nie obchodziło go, że zszarga sobie opinię lub posiniaczy pięści, jeżeli komuś działa się krzywda.

– Przepraszam – rzucił tylko i ruszył w stronę stojącej przy schodach pary, zostawiając mnie samą.

Cudownie, po prostu wspaniale, zawsze marzyłam o tym, żeby zostać na „randce” sama. Byłam zła na Gabriela, że się nimi zainteresował, ale przeszło mi odrobinę, kiedy w napastowanej dziewczynie rozpoznałam jasnowłosą Karolinę z równoległej klasy. Chłopacy zamienili ze sobą kilka ostrych słów, a spłoszona dziewczyna schowała się za plecami swojego obrońcy. W końcu tamten odpuścił, obrzucił Gabriela i Karolinę wściekłym spojrzeniem, a potem odwrócił się i zszedł po prowadzących do wyjścia z budynku schodach. Chłopak zamienił kilka słów z dziewczyną, a potem podszedł do mnie, a ona szła za nim niczym cień.

– Vicky, odwiozę Karolinę do domu, a potem wrócę tutaj – powiedział cicho. – Nie pogniewasz się na mnie? – zapytał, a w jego niebieskich oczach zobaczyłam błysk niepokoju.

– Nie, oczywiście, że nie – zmusiłam się do uśmiechu.

Kiedy zniknęli z mojego pola widzenia chciało mi się wyć. Miałam ochotę się stąd wynieść, ale przypomniałam sobie, że przecież płaszcz zostawiłam u niego w samochodzie. Była połowa lutego, a ja nie zamierzałam drugiej połowy miesiąca spędzić w łóżku. Cholerny Gabriel, jak on mógł zostawić mnie samą?!

Niechętnie poszłam na salę kinową. Znajomi rzucali mi zaciekawione spojrzenia, zdziwieni, że idę sama. Zaczął się film, a Gabriel dalej nie wracał. Nie potrafiłam się skupić na akcji komedii. No cóż, w każdym razie wybrał niecodzienny sposób doprowadzania dziewczyny do łez, ale ja nie zamierzałam płakać. Chłopak nie wrócił przez cały film. Zrezygnowana wyszłam na korytarz. Przez głowę przemykały mi desperackie myśli, żeby jednak uciec bez kurtki. Przystanęłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam go na korytarzu. Stał pod ścianą i patrzył na mnie. Podeszłam do niego niepewnie, zdziwiona, że jednak wrócił.

– Przepraszam za tą sytuację Vicky – odezwał się natychmiast, kiedy znalazłam się przy nim, w jego niebieskich, głębokich oczach widziałam błaganie. – Nie miałem pojęcia co zrobić… Nie chciałem cię zostawiać samej.

– Więc trzeba mnie było zabrać ze sobą – mruknęłam, żałując tych słów jeszcze zanim do końca rozbrzmiały.

Gabriel posmutniał, spojrzał na mnie przepraszająco.

– Nie chciałem ci psuć wieczoru – powiedział cicho, spuszczając wzrok.

Ale popsułeś, z jakiegoś powodu nie chciałam tego mówić na głos.

– Wrócimy do środka? – spytałam zmieniając temat.

Skinął głową. Poszliśmy z powrotem w kierunku kinowej sali.

– Vicky, mogę ci to jakoś wynagrodzić? – zapytał cicho.

– Jak? – zainteresowałam się kiedy usiedliśmy.

– Jeszcze nie wiem – odpowiedział uśmiechając się leciutko – ale jestem pewien, że coś wymyślę.

 

 

15 lutego, sobota

Pomimo, że film był cudowny, do domu wróciłam w naprawdę paskudnym nastroju. Nie potrafiłam przestać myśleć o tym, jakie plotki będą chodziły po szkole w poniedziałek. W sobotę mój humor ani trochę się nie poprawił. Do tego dobijał mnie plączący się po moim domu Daniel, kiedy musiałam warknięciem odpowiadać na jego zadawane drwiącym głosem pytania „jak minęła randka”. Dopiero koło dziewiątej wieczorem przeszło mi na tyle, żebym mogła się za coś zabrać. Zerknęłam na leżący na biurku telefon, który wyciszyłam zanim poszłam spać. Zobaczyłam na monitorze dwadzieścia nieodebranych połączeń, a wszystkie od Gabriela. Jęknęłam. Było też kilka smsów, w których przepraszał za swoje zniknięcie i pytał czy się z nim jeszcze spotkam. Chciał umówić się o czwartej, pożałowałam, że to było pięć godzin temu.

„Mam czas jutro, jeżeli ciągle jesteś zainteresowany” odpisałam.

Odpowiedział prawie natychmiast.

„Spotkamy się w południe przy fontannie z rybkami?” zapytał, a ja poczułam się dziwnie, kiedy wyobraziłam sobie jego pełne nadziei, błękitne oczy.

„Dobrze, punkt dwunasta. Dobranoc” odpowiedziałam, nie chcąc z nim dłużej pisać.

„Cieszę się, że się do mnie odezwałaś. Dobranoc Vicky” odpisał, nie odzywając się więcej.

16 lutego, niedziela

Gabriel stał pod fontanną z rękami schowanymi w kieszeniach czarnego płaszcza. Załapałam się na wcześniejszy tramwaj i byłam prawie piętnaście minut przed czasem, więc ile wcześniej on musiał tu przyjść? Uśmiechnął się, mile zaskoczony moim widokiem.

– Nie byłem pewien czy przyjdziesz – powiedział.

– Co zaplanowałeś? – zapytałam nie chcąc drążyć tego tematu.

– Zobaczysz – oznajmił szczerząc do mnie zęby w uśmiechu, niczym mały chłopiec.

Poszliśmy na Stare Miasto. Zaprowadził mnie pod budynek galerii sztuki, który mieścił się w starym, gotyckim kościele. Na dziedzińcu była wystawa rzeźb lodowych. Sprawiały sobą niesamowite wrażenie. Wśród nich znalazł się nawet tratujący powietrze kopytami jednorożec. Gabriel do każdej miał swój własny, oryginalny komentarz. Oglądałam je z rosnącym zainteresowaniem i wypiekami na twarzy. Tak, to zdecydowanie było miejsce, do którego sama chciałabym pójść.

Godzinę później spacerowaliśmy na pozór bez celu obrzeżami Starego Miasta, ale chłopak wyraźnie dokądś zmierzał. Spojrzałam na niego podejrzliwie, kiedy zatrzymaliśmy się przed budynkiem sportowej hali.

– Co my tu robimy? – spytałam.

– Idziemy na łyżwy – oznajmił.

– Żartujesz, prawda? Ja nie umiem jeździć – oznajmiłam odrobinę przestraszona, a jednocześnie zła na niego, że musiałam się do tego przyznać.

– Nie szkodzi – uśmiechnął się do mnie, a potem pierwszy raz złapał za rękę i pociągnął za sobą do środka.

Kiedy tylko weszliśmy na lodowisko, natychmiast rozjechały się pode mną nogi. Gabriel złapał mnie, nie pozwalając upaść.

– Świetnie – mruknęłam kurczowo łapiąc się jego bluzy.

– Wreszcie coś w czym jesteś kiepska – wyszczerzył do mnie zęby w uśmiechu.

Wziął mnie za rękę i zaczął pokazywać jak przesuwać nogi. Po kilkunastu minutach byłam w stanie jako tako utrzymać równowagę. Śmiał się za każdym razem, kiedy pokonując niewielkie odległości wpadałam na niego. Potem znów złapał moją dłoń i przez pół godziny jeździliśmy razem na środku lodowiska. Czułam się jak mała dziewczynka, a jednocześnie cholernie podobało mi się to, że wreszcie miałam z Gabrielem jakiś kontakt fizyczny.

Kiedy zadzwonił dzwonek na koniec godziny i zeszliśmy z lodowiska prawie nie czułam nóg. Gabriel uczynnie odebrał z szatni nasze buty, tak, że mogłam spokojnie przez chwilę posiedzieć. Zdziwiłam się, jak bardzo mi się to spodobało.

– Żyjesz? – zapytał wracając.

– Ledwo – uśmiechnęłam się do niego pogodnie, zadając kłam własnym słowom.

– Masz ochotę na pizzę? – spytał zadowolony, że mi się podobało.

Zgodziłam się i kwadrans później siedzieliśmy przy kameralnym stoliku w niewielkiej pizzerii na Starym Mieście.

– Dalej się na mnie gniewasz? – zapytał chłopak, kiedy zamówiliśmy pizzę.

Gniewam? Zupełnie zapomniałam, że byłam na niego wściekła. To nie miało teraz znaczenia, a właściwie nie miałoby, poprawiłam się w myślach, gdyby nie wizja plotek, które będą krążyły w poniedziałek po szkole.

– Troszkę – odpowiedziałam, żeby nie myślał, że jego wysiłek poszedł całkiem na marne.

Westchnął.

– Naprawdę cieszę się, że przyszłaś. Martwiłem się, kiedy cały dzień nie odbierałaś telefonów i nie odpowiadałaś na smsy.

– Wyciszyłam komórkę, kiedy szłam spać, a potem zostawiłam ją w pokoju – powiedziałam, właściwie nie wiedząc czemu mu to mówię, zamiast grać obrażoną królową lodu.

Stwierdziłam jednak, że słusznie zrobiłam, kiedy zobaczyłam jak uśmiech rozjaśnia jego cudowne, niebieskie oczy.

– Odpowiesz mi szczerze na jedno pytanie?

– Dobrze, jeżeli powiesz mi coś czego nikt o tobie nie wie – podjęłam grę z trudem zachowując poważny wyraz twarzy.

Na chwilę spuścił wzrok, ale potem znów odważnie patrzył mi w oczy.

– Chciałem cię zaprosić na studniówkę – oznajmił cicho – nie zaprosiłem, bo w końcu sam nie poszedłem. Wiem, że po szkole chodzą na ten temat różne dziwne plotki, ale prawda jest taka, że umarła wtedy moja babcia i nie miałem nastroju na zabawę. Czy to wystarczy?

Znałam te plotki, słyszałam bajki, które ludzie wymyślili na ten temat. Więc to była wielka tajemnica Gabriela Andrzejewskiego? Nie byłam pewna czy wolno mi się roześmiać. Zaraz, co on powiedział? Już wtedy chciał mnie zaprosić?

– Tak, pytaj o co chcesz – odpowiedziałam. Informacja, którą właśnie zdobyłam była naprawdę wiele warta.

– Czy ty mnie chociaż trochę lubisz, Vicky? – zapytał patrząc na mnie wyczekująco. – To znaczy wiem, jak traktujesz chłopaków. Takie wyjścia niewiele dla ciebie znaczą…

Prawie zakrztusiłam się spritem, usłyszawszy jego szczere pytanie. Tak, Gabriel zdecydowanie różnił się od innych chłopaków. Właściwie to jeszcze nie zastanawiałam się nad odpowiedzią na to pytanie. Chyba wahałam się zbyt długo, ponieważ entuzjazm, który widziałam w jego błękitnych oczach nagle przygasł, zamieniając się w smutek i zwątpienie.

– Tak Gabriel, lubię cię – westchnęłam cicho, zdając sobie sprawę, że o dziwo jestem pewna swojej własnej odpowiedzi.

17 lutego, poniedziałek

Rano wyszłam z domu w dość dobrym humorze. Prószył lekko śnieg, ale zaczynała się już wyraźna odwilż. Niedługo pojawią się przebiśniegi, pierwsze oznaki zbliżającej się wiosny. Daniel jak zwykle czekał na mnie pod drzewem, na górze naszej stromej ulicy.

– Nie było cię całą niedzielę w domu – oznajmił na powitanie z pretensją w głosie.

– Miałam randkę – odpowiedziałam uśmiechając się do niego przekornie.

– Znowu z Sir Galahadem? – zapytał ponuro.

– Nigdy nie zastanawiałam się, co się wydarzyło, że tak się nie lubicie… – powiedziałam, mając nadzieję, że Daniel rzuci mi trochę światła na tą sprawę.

Chłopak tylko prychnął.

– Zapytaj swojego rycerza, może on ci odpowie.

Westchnęłam cicho. Wiedziałam, że od Daniela nie dowiem się już na ten temat niczego więcej.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Ola złapała mnie od razu jak weszłam do szkoły. Daniel spojrzał na mnie pytająco, a ja tylko wzruszyłam ramionami i dałam się pociągnąć przyjaciółce w kierunku szatni. Zaczęłam się rozbierać, podczas gdy ona nerwowo przebierała przy mnie nogami.

– O co chodzi? – zapytałam wreszcie nie mogąc tego dłużej wytrzymać.

Zarumieniła się uroczo.

– Wszyscy mówią tylko o twojej walentynkowej randce – zaczęła, jak zwykle starając się powiedzieć zbyt dużo w za krótkim czasie. – Podobno Gabriel cię zostawił i zniknął gdzieś z Karoliną…

– Kto tak twierdzi? – spytałam chłodno.

– Między innymi Karolina…

No tak, a czego ja się niby spodziewałam. Znów poczułam złość na chłopaka, ale starałam się ją w sobie stłumić. Wiedziałam, że tak naprawdę to nie jego wina, on tylko zachował się tak jak trzeba. Ola czekała na moje zaprzeczenie lub jakieś inne wyjaśnienia.

– To częściowo prawda – powiedziałam cicho. – Gabriel odwiózł ją do domu, a potem wrócił do mnie. Spotkaliśmy się znowu w niedzielę.

– Oh! – oczy Oli aż zaświeciły się z podniecenia. Chciała usłyszeć romantyczną historię, a ja miałam jej taką zapewnić. Dziwnie poczułam się z myślą, że tym razem naprawdę miałam o czym opowiadać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy szłyśmy korytarzem drugiego piętra do naszej klasy, zauważyłam rozmawiającą przy parapecie grupkę. Pod oknem, między nimi stał Gabriel, a przy nim uwieszona jego ramienia Karolina. Zacisnęłam wargi w wąską linię złości. Chciałam przejść tamtędy, udając, że ich nie zauważyłam, ale on mi na to nie pozwolił.

– Vicky! – zawołał za mną, uwalniając się od dziewczyny.

Zatrzymałam się niechętnie czekając na jakiś nieprzyjemny cios.

– Cześć – powiedziałam starając się do niego uśmiechnąć, kiedy do mnie podszedł.

– Zastanawiałem się kiedy powtórzymy to co robiliśmy w niedzielę? – zapytał dość głośno, żeby pytanie mogli usłyszeć stojący przy parapecie ludzie.

Więc jednak znał zasady gry, po prostu uparcie je ignorował. Zdałam sobie sprawę, że mu zwyczajnie nie zależało, ale jednocześnie wiedział, że mi tak. Spostrzegłam, że Karolina spurpurowiała na twarzy. Uważała, że Gabriel był jej rycerzem, a po tym co właśnie powiedział, jej słowa nagle straciły na wiarygodności.

– Myślę, że całkiem niedługo – odpowiedziałam uśmiechając się przelotnie do wpatrzonej w nas grupy ludzi. Wspięłam się na palce, pocałowałam Gabriela w policzek, wzięłam pod rękę stojącą obok mnie Olę i z szybko bijącym sercem oddaliłam się w kierunku naszej klasy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy wychodziłam z budynku, spodziewałam się zastać czekającego na mnie jak zwykle Daniela. Chłopaka jednak tam nie było, zamiast niego pod szkołą, przy trybunach stał Gabriel. Pomachał do mnie, kiedy tylko mnie zobaczył. Podeszłam, zastanawiając się o co mu chodzi.

– Mogę cię odprowadzić do domu? – zapytał, kiedy znalazłam się przy nim.

Rozejrzałam się jeszcze raz w poszukiwaniu przyjaciela, którego jednak dalej nie było. Nie chciałam, żeby się na mnie pogniewał. Uznałam, że pewnie gdzieś poleciał, czasem po prostu tak miał. Nie ważne. Postanowiłam skupić się na Gabrielu. Nie zamierzałam z niego rezygnować, na pewno nie na rzecz Karoliny.

– Jeżeli masz ochotę – odpowiedziałam uśmiechając się pogodnie.

Zdziwiłam się, kiedy wziął ode mnie wypełniony książkami plecak. Szliśmy razem przez pewien czas w dziwnym, nienaturalnym, pełnym napięcia milczeniu.

– Vicky, czy obchodzą cię plotki? – spytał wreszcie, po dłuższej chwili ciszy.

Znów zaskoczyło mnie jego pytanie. Dlaczego on ciągle pytał o rzeczy, które każdy inny by zwyczajnie przemilczał?

– Tak, obchodzą – odpowiedziałam zadziwiając siebie samą własną szczerością.

– Dlaczego? – zapytał cicho. – Przecież obydwoje doskonale wiemy jak było, czemu tak bardzo cię obchodzi co mówią inni?

Spojrzałam w jego łagodne, niebieskie oczy. Patrzył na mnie wyraźnie zaintrygowany moim sposobem postrzegania świata.

– Ponieważ to gra Gabe, a ja uwielbiam wygrywać.

Przez resztę drogi szliśmy w milczeniu. Gabriel wyglądał jakby rozważał to, co mu powiedziałam. Kiedy jednak zatrzymaliśmy się pod moim domem, widziałam w jego spojrzeniu, że coś już sobie postanowił, dręczyło mnie tylko, że nie mam pojęcia co takiego. Coś jednak we mnie radośnie podskoczyło, kiedy zobaczyłam ten jego niewinny, chłopięcy uśmiech.

Mieszkałam w otoczonym dużym ogrodem, jednorodzinnym domku. Wszędzie dookoła było biało od lepkiego, z powodu odwilży, śniegu. Gabriel postawił na ganku, pod drzwiami mój plecak, a obok niego położył swój. Leniwym ruchem zgarnął z balustrady kupkę śniegu, uformował z niej ładną, równiutką kulkę, a potem nią we mnie rzucił.

– Ej! – pisnęłam zaskoczona.

Wyszczerzył do mnie zęby w uśmiechu i zaczął lepić kolejną. Uciekłam, chowając się za rogiem domu. Kiedy tylko się pojawił, byłam przygotowana. Cisnęłam w niego swoją własną śnieżką i uciekłam dalej w głąb ogrodu. Bawiliśmy się w ten sposób przez dobre pół godziny, a potem zaczęliśmy lepić bałwana. Śnieg był do tego wręcz idealny. Nawet nie zauważyłam, kiedy na dworze zrobiło się ciemno, a na ulicy zapłonęły latarnie, dając jasne, białe światło.

– Jest podobny do ciebie – mruknęłam, kiedy umieściliśmy na dwóch pozostałych kulach, odrobinę krzywą głowę.

– Może trochę – roześmiał się chłopak, przyznając mi rację.

Stanął tuż za mną, kiedy przyglądaliśmy się naszemu bałwanowi. Odruchowo oparłam się o niego plecami, a on oplótł mnie ramionami, przyciągając do siebie bliżej. Pragnęłam, żeby tu ze mną został, nie chciałam żeby sobie szedł. Nie wiedziałam tylko jak go przy sobie zatrzymać. Wtedy zobaczyłam Daniela. Stał oparty o słupek bramki pod krzakiem rosnącego przy niej, rozłożystego cisu. Patrzył na nas ponurym spojrzeniem, przywodząc swoją osobą na myśl gradową chmurę. Niechętnie odsunęłam się od Gabriela, nie chcąc jeszcze bardziej drażnić przyjaciela. On najwyraźniej jednak też go zauważył.

– Lepiej już pójdę, Vicky – powiedział cicho.

Nie zaprotestowałam. Uśmiechnął się do mnie ponuro, zabrał z ganku swój plecak, a potem wyszedł z ogrodu, zupełnie ignorując stojącego przy furtce Daniela.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy weszliśmy do domu, Daniel potrzebował tylko chwili, żeby się rozluźnić i znów być zupełnie sobą. Moja mama jak zwykle pracowała do późna, więc nikogo nie było. Odgrzałam dla nas obiad i bez pytania postawiłam przed chłopakiem wypakowany po brzegi talerz. Domowy posiłek, u niego takich luksusów nie było, więc nigdy nimi nie gardził. Ogólnie rodzinę Daniela ciężko było uznać za zwyczajną. Jego matka wyjechała pracować za granicą, żeby pospłacać zaciągnięte przez męża długi. Ojca chłopaka prawie nigdy nie było w domu, a jeżeli wracał to zazwyczaj kompletnie pijany. Wiedziałam, że kiedyś, jak Daniel był mały, życie rodzinne wyglądało u nich zupełnie inaczej. Dopiero kilka lat temu wszystko się tak paskudnie posypało. On jednak nigdy o tym nie wspominał, a ja nie zamierzałam psuć naszej przyjaźni przez zadawanie zbędnych pytań.

– Widzę, że z Sir Galahadem wszystko układa się po twojej myśli? – zapytał, odsuwając od siebie pusty talerz.

– Nie do końca – odpowiedziałam uśmiechając się do niego ponuro, wiedziałam, że musiał słyszeć chodzące po szkole plotki i tylko mnie podpuszcza. – Ale od czego mam ciebie – dodałam podejmując jego grę.

– Tak? A czego ode mnie chcesz? – spytał rozbawiony.

Lubił moje intrygi, zwłaszcza kiedy dostawał w nich jakąś czynną rolę.

– Zajmiesz się Karoliną? – poprosiłam.

Skrzywił się nieznacznie.

– Blond Barbie? Nie przepadam za nią… to będzie cie drogo kosztować…

– Doskonale – odpowiedziałam uśmiechając się do niego. – Podaj swoją cenę.

Rozmowę przerwał nam dźwięk przychodzącego smsa. Był od Gabriela. W momencie, w którym chwyciłam telefon, żeby odczytać wiadomość, zobaczyłam urazę w oczach Daniela. Westchnęłam i usiadłam przy nim, tak, żeby też mógł odczytać treść smsa.

„Jutro mam zawody, nie będzie mnie w szkole. Spotkasz się ze mną o 17:00 pod Jedynką?”

Więc chcesz mnie zabrać do klubu? – pomyślałam. Niby był środek tygodnia, ale właściwie czemu nie, i tak za niecały tydzień zaczynały się ferie.

„Dobrze, do zobaczenia jutro w takim razie.” – odpisałam, czując, że naprawdę mam wielką ochotę tam pójść.

– Cenę podam ci później – odpowiedział Daniel z błyskiem w oczach, jakby nigdy sms nie przerwał naszej rozmowy.

18 lutego, wtorek

Po szkole wróciłam do domu w bardzo dobrym humorze. Po prostu nie mogłam doczekać się spotkania z Gabrielem. Nawet ponure milczenie Daniela, nie było w stanie zepsuć mojego nastroju. Ani trochę nie zdziwiło mnie, że chłopak przyszedł do mnie na obiad. Prawie codziennie był moim gościem. Później, z ponurą miną rozłożył się na moim łóżku, a ja zaczęłam staranne przygotowania do randki.

O w pół do piątej zaczęłam zbierać się do wyjścia. Stanęłam zaskoczona, kiedy Daniel zagrodził mi drzwi mojego własnego pokoju.

– Co chcesz? – fuknęłam nieprzyjaźnie martwiąc się, że się przez niego spóźnię.

– Nigdzie nie idziesz – oznajmił spokojnie.

– Odczep się – warknęłam, nie mając ochoty na jego głupie żarty.

Spojrzał mi w oczy. W kącikach jego ust pojawił się ironiczny, arogancki uśmieszek.

– Nie zrozumiałaś. Zostajesz dzisiaj w domu – powiedział stanowczym, niemalże rozkazującym tonem.

– Daniel, o co ci chodzi? – spytałam skonsternowana.

– O nic, po prostu nigdzie nie pójdziesz i już – powiedział utkwiwszy we mnie spojrzenie swoich piwnych oczu.

– Dlaczego?

– Bo ja tak chcę – oznajmił, nie zamierzając nic więcej tłumaczyć.

Znałam ten ton, rozumiałam to spojrzenie. Zapowiadało się na długą kłótnię. Z żalem wyjęłam telefon, chcąc zadzwonić do Gabriela, że jednak nie przyjdę. Daniel wyrwał mi go z ręki. Wyłączył. Spojrzałam na niego oszołomiona.

– Co to ma być? – warknęłam. – Oddawaj mój telefon.

– Nie – odpowiedział po prostu.

Podeszłam do niego, próbując mu go zabrać. Chwycił mnie za ręce, przytrzymując w nadgarstkach. Spróbowałam się wyrwać. Tylko zacisnął mocniej palce. Kopnęłam go i próbowałam ugryźć.

– Daniel, kretynie! Puszczaj mnie! – wrzasnęłam.

– Krzycz, może ci ulży – powiedział rozbawionym tonem.

Dlaczego tak bardzo zależy mu, żebym nie spotkała się z Gabrielem? Walczyłam z nim przez kilkanaście minut. Byłam coraz bardziej wściekła. W pewnym momencie udało mi się wywinąć tak, że drapnęłam go w policzek, pozostawiając nieprzyjemną, zabarwioną krwią kreskę. Wtedy Daniel też się zdenerwował. Odepchnął mnie od siebie. Odskoczyłam na drugi koniec pokoju. Byłam rozczochrana i wkurzona. O co mu do cholery chodzi? Często mieliśmy różne zdania, zdarzało mi się w niego czymś rzucić, albo nawet próbować go uderzyć (nie żeby kiedykolwiek mi się udało)… ale nigdy jeszcze nie rozpętaliśmy między sobą takiej burzy.

Spróbowałam po raz kolejny przedostać się do drzwi. Daniel nie miał najmniejszych oporów, żeby pokazać mi, że jest ode mnie znacznie silniejszy. Chwycił mnie i popchnął na łóżko. To nie miało sensu. Postanowiłam tam zostać. Kiedy zmęczona szarpaniną, z wściekłym warknięciem położyłam się na plecach, on z wyrazem satysfakcji na twarzy usiadł na podłodze, plecami opierając się o drzwi.

Planowałam się do niego nie odzywać, ale nie byłam w stanie znieść panującej w pokoju, pełnej napięcia ciszy.

– Oddasz mi telefon? – spytałam cicho.

– Nie – odpowiedział wpatrując się we mnie uporczywie.

– Dlaczego?

– Bo nie – stwierdził z kąśliwym uśmieszkiem.

– Wytłumacz mi o co ci do cholery chodzi – warknęłam na niego.

Roześmiał się. Dopiął swego, więc przestał się denerwować.

– To proste, powiedziałem, że nie pójdziesz i dotrzymam słowa. Nie muszę ci nic więcej wyjaśniać.

Coraz bardziej zirytowana odwróciłam się do niego tyłem. Chwyciłam leżącą na szafce nocnej książkę i zaczęłam czytać. Ponieważ Daniel milczał, już po jakimś kwadransie udało mi się skupić na tyle, żeby docierała do mnie jej treść. Spędziliśmy w pokoju kilka godzin, dopiero po dziesiątej, kiedy usłyszeliśmy, jak wraca moja mama, Daniel leniwie wstał z podłogi. Przeciągnął się zdrętwiały od długiego siedzenia.

– Dobranoc Vicky – powiedział z kąśliwym uśmiechem, a potem wyszedł z mojego pokoju.

– Hej, a mój telefon? – zawołałam za nim, ale nie dostałam na to pytanie żadnej odpowiedzi.

19 lutego, środa

Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam pod drzewem Daniela, czekającego na mnie, jak gdyby nigdy nic, tam gdzie zwykle. Minęłam go nie odzywając się ani słowem, a on po prostu poszedł za mną. Przed wejściem do szkoły spotkaliśmy Olę. Zaskoczona popatrzyła na moją ponurą minę, a potem odważyła się zerknąć na Daniela.

– Co ci się stało? – spytała współczująco, wskazując cienką, różową kreskę przebiegającą przez jego policzek.

– Kot mnie podrapał – odpowiedział chłopak z nutką sarkazmu w głosie, a potem ignorując nas wszedł do szkoły.

Przez cały dzień próbowałam znaleźć Gabriela. Czułam silną potrzebę wytłumaczenia się przed nim, a nawet nie mogłam skorzystać z własnego telefonu. Najwyraźniej jednak chłopaka nie było dzisiaj w szkole, a ja nie wiedzieć czemu poczułam z tego powodu jakiś dziwny niepokój i pustkę.

20 lutego, czwartek

Przez cały dzień w szkole siedziałam jak na szpilkach. Daniel w dalszym ciągu nie chciał mi oddać telefonu, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. To była nasza prywatna wojna i wiedziałam, że jeżeli kogoś w nią wmieszam już nigdy mogę nie odzyskać przyjaciela.

Tego dnia musiałam zostać dłużej, ponieważ poprawiałam sprawdzian z matmy. Kiedy wreszcie po męczącej godzinie intensywnego wysiłku umysłowego, wyszłam z klasy, zobaczyłam idącego, pustym o tej porze, korytarzem Gabriela. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, chciałam do niego natychmiast podbiec, a potem zobaczyłam coś jeszcze. Chłopak miał dużego siniaka pod okiem i odrobinę utykał na lewą nogę. Kiedy mnie zobaczył, tylko pokręcił głową, a potem wyminął bez słowa. Stałam przez chwilę jak idiotka, a potem pobiegłam za nim.

– Gabriel! – zawołałam za nim, żeby się wreszcie zatrzymał.

Stanął w miejscu i z niechęcią spojrzał na mnie.

– Co chcesz? – zapytał cicho.

– Ja… – zaczęłam, ale słowa po raz pierwszy w życiu utknęły mi w gardle.

Uśmiechnął się smutno, w jego cudownych, niebieskim oczach widziałam jedynie ból i rozczarowanie.

– Myliłem się, a inni mieli rację – powiedział z wyczuwalnym w głosie żalem. – Jesteś dokładnie taka, jak o tobie mówią Wiktorio.

Potem odwrócił się ode mnie i odszedł pustym korytarzem, a ja już więcej nie próbowałam go zatrzymać.

21 lutego, piątek

Rano wypadłam z domu jak burza, wściekła na cały świat, a zwłaszcza na Daniela. Kiedy tylko doszłam do miejsca, w którym czekał, rzuciłam się na niego z pięściami, nie zwracając uwagi na to, co pomyślą sobie sąsiedzi. Z na wpół rozbawionym, na wpół skonsternowanym wyrazem twarzy chwycił moje nadgarstki.

– Przyniosłem twój telefon – powiedział spokojnie, udając, że nie zauważył mojego wybuchu.

– Jesteś idiotą, skończonym kretynem! – warknęłam na niego. – Wyjaśnij mi co się wydarzyło we wtorek, albo więcej się do ciebie nie odezwę! – zagroziłam dziecinnie, bo nic lepszego nie chciało mi przyjść do głowy.

– Nic co by dotyczyło ciebie – uśmiechnął się ponuro. – Po prostu nie chciałem, żebyś tam wtedy była.

– Więc cokolwiek by to nie było, ty o tym wiedziałeś? – spytałam ciągle wkurzona.

Potwierdził skinieniem głowy.

– Nie przejmuj się tym, to nie twoja sprawa – powiedział poważnie.

Jak to nie moja? Oczywiście, że moja, skoro ty jesteś w to zamieszany kretynie! – chciałam mu wykrzyczeć prosto w twarz. Poza tym nie tylko on był w to zamieszany, ktoś chciał, żeby Gabrielowi stała się krzywda, a to zabolało mnie jeszcze bardziej niż zdrada przyjaciela. W tej chwili uświadomiłam sobie coś jeszcze. Znalazłam odpowiedź na pytanie, dlaczego Gabriel jest na mnie taki zły.

– Kiedy on myśli, że go wystawiłam – jęknęłam cicho.

Twarz Daniela spoważniała.

– Byłby kretynem, gdyby tak uważał – prychnął.

Odwróciłam od chłopaka wzrok wbijając go w ziemię. Skąd niby Gabriel miał wiedzieć, że nigdy, nikomu bym czegoś takiego nie zrobiła?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Szłyśmy z Olą szkolnym korytarzem, kiedy dopadł nas Tomek, kolega z klasy Gabriela. Był znany z tego, że bardzo lubi imprezować. Nie brakowało mu też śmiałości potrzebnej do poderwania dziewczyny.

– Hej piękne – zaczął wesoło. – Vicky, słyszałem, że znowu jesteś wolna. Może poszłabyś ze mną jutro na domówkę? Będzie dobra zabawa.

Właściwie, czemu nie. Gabriel unikał mnie przez cały dzień, a skoro myślał o mnie w taki sposób, to i tak nie było sensu kontynuowania tej znajomości. Impreza to było coś, czego teraz naprawdę potrzebowałam.

– O której po mnie przyjdziesz? – zapytałam uśmiechając się uroczo.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy wychodziłam z toalety zobaczyłam znajomą burzę, jasnych włosów. Wycofałam się za drzwi, z uciskiem w żołądku. Nie chciałam po raz drugi zobaczyć tego głębokiego zawodu w bystrych, niebieskich oczach. Słyszałam strzępy rozmowy i głośny śmiech chłopaków. W pewnym momencie dotarła do mnie wymiana zdań, od której zmroziło mnie do szpiku kości.

– I co jaka jest Vicky w łóżku? Tak dobra jak mówią? – roześmiał się chłopak, którego imienia nie znałam.

– Odpuść – usłyszałam cichy głos Gabriela.

– Daj spokój, stary, przecież wszyscy wiedzą, że to zwykła dziwka – wtrącił się stojący z nimi Łukasz.

Z ust Gabriela wydobyło się coś na kształt zwierzęcego warkotu. Rzucił się na kolegę z pięściami. Uspokoił się dopiero po chwili, gdy tamten rozsądnie zaczął unikać jego ciosów. Chwycił go za przód koszuli.

– Nie waż się więcej o niej złego słowa powiedzieć – syknął, a potem odszedł korytarzem zostawiając za sobą tłum zdumionych gapiów.

Usiadłam na podłodze, pod ścianą, z trudem oddychając. Podciągnęłam pod brodę kolana i schowałam twarz w dłoniach. Więc naprawdę tak o mnie myślą? Aż dziwne, że Gabriel nie… ale dlaczego mnie bronił?

22 lutego, sobota

Szumiało mi w głowie. Impreza rozkręciła się prawie na samym początku i teraz trwała w najlepsze. Miałam ochotę tańczyć. Dołączyłam do wirujących na parkiecie dziewczyn. Śmiałyśmy się właściwie z niczego i ze wszystkiego dokoła nas. Kiedy opuszczałam parkiet kręciło mi się w głowie. Podeszłam do niskiego, czarnego stolika i nalałam sobie kolejnego drinka.

– Nie pij już więcej, Vick – usłyszałam jego cichy, melodyjny głos, zanim ujrzałam smukłą, dobrze zbudowaną sylwetkę. To była prośba, nie rozkaz.

Zdziwiło mnie, że w ogóle tu jest. Spojrzałam wyzywająco w jego głębokie jak morska toń, błękitne oczy.

– Odczep się ode mnie – warknęłam wściekła na siebie, że tak bardzo chciałam go posłuchać.

Na jego oczach wypiłam duszkiem kolejną szklankę coli, zmieszanej pół na pół z wódką. W środku poczułam przyjemnie rozlewające się po całym ciele ciepło. Dalej chciało mi się tańczyć. Wygnałam ze swojego umysły pragnienie, żeby to właśnie z nim zatańczyć. Przez rozsuwane drzwi przeszłam do salonu i wyjątkowo zgrabnie jak na tą ilość alkoholu wspięłam się na stół. Zaczęłam niemal erotyczny, uwodzicielski taniec. Skoro mieli mnie za dziwkę, dostaną to czego chcą. Ludzie otoczyli mnie ciasnym kręgiem gwiżdżąc i bijąc brawo. Wzrokiem poszukałam Gabriela, teraz stał bliżej. Nie cieszył się razem z innymi. W jego cudownym, głębokim spojrzeniu widziałam smutek i ból. To sprawiło mi jakąś mroczną, dziwną satysfakcję. To właśnie było to uczucie, które chciałam czuć.

Byłam zbyt pijana, żeby długo utrzymać równowagę. Potknęłam się o własne nogi i spadłam ze stołu. Ktoś jednak złapał mnie zanim zdążyłam dotknąć ziemi. Czyjeś silne ramiona objęły mnie w pasie. Ktoś wyprowadził mnie na dwór. Odgarnął mi z twarzy rozpuszczone włosy.

– Vick, nic ci nie jest? – spytał zatroskanym głosem Gabriel.

Pokręciłam głową. Nie chciałam, żeby mnie dotykał. Nie jeżeli myślał, że mogłam go w ten sposób wystawić. To było dla mnie zbyt wiele.

– Zostaw mnie – powiedziałam twardo, wyrywając się z jego objęć.

Natychmiast się zachwiałam i pewnie bym upadła, gdyby nie podtrzymał mnie ponownie.

– Usiądźmy – powiedział błagalnie, a ja tylko skinęłam głową.

Było mi niedobrze. Cały świat przestał istnieć, a ja chciałam jedynie położyć się spać. Usiedliśmy na szerokiej, ogrodowej huśtawce. Zwymiotowałam. Chłopak przytrzymał mi włosy, odgarniając je do tyłu.

– Vick, odwiozę cię do domu, dobrze? – powiedział z cichą prośbą Gabriel.

– Nie – jęknęłam – nie do domu.

– Dlaczego nie? Nie możesz tu zostać w tym stanie… – usiadł przy mnie zmartwiony.

– Miałam spać u Tomka – powiedziałam cicho.

Spojrzenie Gabriela natychmiast stwardniało, ale chwile potem jakby odgonił ponure myśli.

– Poszukam go – powiedział – nie ruszaj się stąd, proszę.

Skinęłam potulnie głową i tak nie ufałam swoim nogom na tyle, żeby wstać. Położyłam się na huśtawce podkulając pod siebie kolana. Cały świat wirował dookoła mnie. Po krótkiej chwili znów pojawił się Gabriel. Stanął przy mnie, zmuszając mnie, żebym usiadła. Spojrzałam na niego pytająco.

– Vick, naprawdę nie możesz wrócić do domu? – zapytał niepewnie. – Tomek nie nadaję się już do życia.

Pokręciłam głową.

– Mamy nie będzie, a ja nie wzięłam klucza – powiedziałam cicho. – Dam sobie radę.

Gabriel uśmiechnął się delikatnie.

– To może przenocujesz u mnie? – to była bardziej prośba niż propozycja.

Spojrzałam na niego zaskoczona. Wzruszyłam ramionami.

– Jak chcesz – odpowiedziałam tylko, zdziwiona jak duży uśmiech ulgi wywołało to na jego przystojnej twarzy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Gabriel niczego nie pił, więc podjechaliśmy do niego samochodem. Nie było jeszcze późno, dopiero dochodziła północ. Nigdy jeszcze u niego nie byłam. Mieszkał w ładnym, niewielkim domku na obrzeżach miasta. Budynek był zgrabny i praktyczny. Miał pokryte żółtym tynkiem ściany i brązowy dach. Kiedy weszliśmy do środka, a ja niezdarnie starałam się zdjąć buty, w korytarzu pojawiła się złotowłosa kobieta w średnim wieku. Miała na sobie długi niebieski szlafrok. Spojrzała na nas, jakby orientując się w sytuacji, a potem powiedziała, że zaparzy nam w kuchni herbaty. Gabriel uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, a potem pomógł mi zdjąć płaszcz.

Poprowadził mnie schodami na górę, do swojego pokoju. Potem zniknął, by po chwili wrócić z gorącą herbatą. Rozejrzałam się po pokoju chłopaka. Był zwyczajny, praktycznie urządzony, bez zbędnych ozdób. Na półkach stały szkolne książki i sportowe trofea Gabriela. Pod jedną ścianą było biurko i szafa, a pod drugą solidne, drewniane łóżko, na którym mnie posadził.

– Twoja mama nie ma nic przeciwko, że przyprowadzasz dziewczyny do domu? – spytałam.

Uśmiechnął się do mnie niepewnie.

– Nie przyprowadzam dziewczyn. Nigdy z żadną nie spotykałem się na tyle długo, żebym zdążył ją przedstawić rodzicom… – oznajmił.

– Chodziło mi o mnie – mruknęłam kładąc się na łóżku, bo świat znowu zaczął wokół mnie wirować.

– To wyjątkowa sytuacja – stwierdził wzruszając ramionami, jakby te słowa miały mi wszystko wyjaśnić.

Nie naciskałam dalej. To nie miało znaczenia. Gabriel otworzył sosnową szafę i wyciągnął z niej karimatę i śpiwór. Zaczął je rozkładać na podłodze.

– Co robisz? – spytałam zdezorientowana.

– To nie duży dom i wszystkie pokoje są zajęte – zaczął się tłumaczyć zawstydzony. – Jeżeli ci to bardzo przeszkadza, to pójdę spać do pokoju brata…

Spojrzałam na niego zaskoczona. Gabriel tak cholernie różnił się od wszystkich chłopaków jakich do tej pory poznałam! Pod każdym względem był inny.

– Myślałam, że mnie przytulisz – powiedziałam cichutko.

Odwróciłam się przodem do ściany, żeby nie musieć patrzeć mu w oczy. Nie wiedziałam jak wytrzymam, jeżeli on także nazwie mnie dziwką.

– Oh! – było jedyną odpowiedzią, jaką otrzymałam od chłopaka.

Zgasło górne światło, a zapaliła się nocna lampka. Po chwili leżał już przy mnie, delikatnie wtulając policzek w moje włosy. Naciągnął na nas leżącą w nogach łóżka kołdrę, a potem otoczył mnie ramieniem. Nienawidziłam tego, że czuję się przy nim jak mała dziewczynka. Leżeliśmy tak przez chwilę wsłuchani we własne oddechy. Walczyłam z pragnieniem, żeby na niego spojrzeć i przegrałam. Odwróciłam się przodem do chłopaka. Zobaczyłam wpatrujące się we mnie intensywnie, niebieskie oczy. Delikatnie, opuszkami palców dotknęłam siniaka, który miał pod lewym okiem.

– Przykro mi z tego powodu – powiedziałam cicho.

Uśmiechnął się do mnie łagodnie.

– Nie przejmuj się tym, to nie twoja wina.

– Jeszcze w czwartek uważałeś, że moja – mruknęłam, nie potrafiąc się powstrzymać od tej ciętej uwagi.

Pokręcił głową. Westchnął.

– Nigdy tak nie uważałem, byłem po prostu zawiedziony, że nie przyszłaś. Pomyślałem, że znalazłaś sobie nową zabawkę.

– Więc czemu teraz sądzisz inaczej? – spytałam mając szczerą nadzieję, że tak jest naprawdę.

Wyglądał na zawstydzonego.

– Daniel złapał mnie w piątek po szkole, powiedział mi czemu wtedy nie przyszłaś. Przepraszam Vicky, źle zrobiłem osądzając cię na podstawie tego, co mówią inni.

– Dlaczego on tak bardzo cię nienawidzi? – cicho zadałam nurtujące mnie natrętnie pytanie.

– Nie powiedział ci? – zdziwił się Gabriel z lekko skonsternowaną miną.

– Nie, oznajmił mi, że jeżeli chcę wiedzieć, mam zapytać ciebie.

– Uderzyłem kiedyś jego ojca – przyznał skruszony.

– Co zrobiłeś? – spytałam zaskoczona, spodziewając się każdej odpowiedzi, ale nie takiej.

– Był pijany, szarpali się na ulicy, uderzył Daniela, a ja uderzyłem jego. Nigdy mi tego nie wybaczył – westchnął cicho.

Przewróciłam się na plecy. O matko! Kolejna wielka tajemnica. Wiedziałam, że ojciec Daniela pije, że robi w domu awantury, że często zdarzało mu się uderzyć syna, ale nigdy nie przypuszczałabym, że wmiesza się w to kiedykolwiek Gabriel. Przez chwilę pożałowałam, że tak dobrze znam swojego przyjaciela.

– Pewnie nie wspomniałeś o tym nikomu, a on nie jest w stanie zrozumieć dlaczego – stwierdziłam cicho.

– Dlaczego miałbym komuś powiedzieć? – spytał zaskoczony samym pomysłem, że mógłby.

Uśmiechnęłam się ponuro. Sir Galahad, idealne określenie Gabriela. Z powrotem odwróciłam się na bok. Chciałam się znaleźć jak najbliżej niego, nawet jeżeli miała to być tylko ta jedna noc. Wyciągnął ramię, żebym mogła położyć na nim głowę. Kiedy to zrobiłam, objął mnie delikatnie i przyciągnął do siebie. Wtuliłam twarz w jego sportową bluzę. Było mi wygodnie i ciepło. W jednej chwili ogarnęła mnie senność. Tak cudownie było leżeć w jego ramionach. Z myślą, że przygarnia mnie do siebie czułym gestem, odpłynęłam w senne marzenia.

23 lutego, niedziela

Kiedy obudziłam się rano, Gabriela przy mnie nie było. Za to na krześle przy biurku wisiał ręcznik i starannie złożony, zdecydowanie za duży na mnie longsleeve. Bez trudu znalazłam łazienkę, bo układ takich domów jest zawsze podobny. Wzięłam szybki prysznic, uznając, że po imprezie naprawdę go potrzebuję. Włożyłam na siebie czystą bluzę i niebieskie jeansy, z ulgą stwierdziwszy, że niczym nie udało mi się ich pobrudzić. Spięłam spinką swoje niesforne, rude loki i zeszłam po schodach na dół.

W całym domu unosił się przyjemny, słodkawy zapach wypieków. Gabriela znalazłam w dużej, ładnie urządzonej, jasnej kuchni. Zdziwiona stwierdziłam, że chłopak robi gofry. Wyszczerzył do mnie zęby w uśmiechu.

– Nie krępuj się – powiedział wesoło – rodziców nie ma w domu, pojechali na zakupy i zabrali ze sobą mojego upiornego, młodszego brata.

– Robisz gofry? – spytałam niedowierzająco odsuwając sobie krzesło i siadając przy dużym, drewnianym stole.

– Aha – ponownie się do mnie uśmiechnął, swoim rozbrajającym, chłopięcym uśmiechem. – Pomyślałem sobie, że będziesz głodna, a to jedyne co potrafię zrobić – przyznał się ze skruchą w głosie.

Nalał mi szklankę soku pomarańczowego, a potem wyłożył na talerz kolejną porcję gofrów. Usiadł przy mnie i jedliśmy wesoło rozmawiając. Były naprawdę przepyszne. Kiedy Gabriel się uśmiechał, w jego oczach widziałam czyste, niczym niezmącone szczęście.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Koło południa odwiózł mnie do domu. Wysiadł z samochodu i odprowadził pod same drzwi. Impulsywnie oplotłam ramionami jego szyję, chciałam go pocałować. Iskierki radości natychmiast zniknęły z jego błękitnych oczu. Odsunął mnie delikatnie od siebie. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Wstyd palił mnie w gardle żywym ogniem. Czy ja do licha coś źle zrozumiałam? W tym momencie nienawidziłam Gabriela Andrzejewskiego całą swoją niewielką osobą. Gwałtownie otworzyłam wejściowe drzwi i schowałam się w bezpiecznym, pustym domu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Po szesnastej odwiedził mnie Daniel. Byłam na tyle rozżalona, że już nawet nie potrafiłam być na niego zła. Potrzebowałam go teraz, jak nigdy dotąd. Usiadł wygodnie rozwalony na moim łóżku, a ja zwinęłam się w kłębek z głową na jego kolanach.

– Co się stało? – zapytał w końcu niecierpliwie, nie potrafiąc wytrzymać mojego milczenia.

Opowiedziałam mu wszystko co pamiętałam z imprezy, a potem dodałam wydarzenia z dzisiejszego poranka. Kiedy skończyłam Daniel się śmiał. Było mi wszystko jedno.

– Dlaczego się ze mnie nabijasz? – warknęłam dla porządku.

– Ponieważ myślę, że się zakochałaś – oznajmił poważnym, grobowym głosem, a potem znów wybuchnął śmiechem.

– Świetnie, jesteś cholernie pomocny – jęknęłam, zdając sobie sprawę, że naprawdę lubię Gabriela. Znacznie więcej niż tylko lubię, musiałam przyznać, jeżeli miałam być ze sobą szczera.

Daniel spoważniał.

– Wiesz co, cieszę się, że padło akurat na niego. Sir Galahad jest jednym z nielicznych, z którymi jestem w stanie się tobą podzielić – oznajmił.

– Po pierwsze myślałam, że go nienawidzisz – westchnęłam cicho – a po drugie i tak mnie nie chce, nie słuchałeś co opowiadałam o wydarzeniach z dzisiejszego ranka?

– Słuchałem i widzę je w zupełnie innym świetle – powiedział, a w jego piwnych oczach zatańczyły psotne ogniki. – Poza tym to, że go nie lubię, nie zmienia faktu, że jest porządnym facetem i że mu ufam na tyle, żeby wiedzieć, że nie zrobi ci krzywdy.

– W takim razie co ja mam do cholery zrobić? – jęknęłam zrezygnowana.

– A na co masz ochotę? – zapytał.

– Chciałabym mu wygarnąć, co myślę o nim i o tym jak mnie dzisiaj potraktował – burknęłam.

– Więc zrób to – uśmiechnął się Daniel. – Efekty mogą być naprawdę zaskakujące.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zadzwoniłam po raz kolejny. Dziesiąty? Dwudziesty? To już naprawdę nie miało znaczenia. Miałam dość tego głuchego telefonu. Dlaczego on do licha nie odbiera? Nie, nie, nie! Nawet jeżeli był na mnie bardzo zły, to nie było do niego podobne. To ja robiłam takie rzeczy innym, nie on! Zwinęłam się w kłębek na łóżku. Może oddzwoni? Tak bardzo tego chciałam! Oczywiście nawrzucałabym mu i zwyzywała od najgorszych padalców, tak jak miałam w zamiarze, ale teraz dałabym wszystko, byleby tylko usłyszeć miękką pieszczotę jego głosu. Łzy same zaczęły mi spływać po policzkach. Nie, proszę, tylko nie to!

24 lutego, poniedziałek

Zaczęły się ferie i nie musiałam iść do szkoły, a po przepłakanej nocy zamierzałam się wyspać. Najwyraźniej jednak los miał inne plany, bo o godzinie dziewiątej obudził mnie dzwonek do drzwi. Włożyłam na siebie ukochany, żółty szlafrok w króliczki i zeszłam otworzyć. Zaskoczona odsunęłam się z przejścia, żeby wpuścić stojącego na ganku Gabriela. Jęknęłam w duchu. Jakkolwiek nie byłabym na niego zła, to piżama i frotowy szlafrok nie były strojem, w którym chciałam, żeby mnie zobaczył.

– O co chodzi? – spytałam kiedy wszedł do środka.

– Dzwoniłaś do mnie… – powiedział cicho, zawstydzony spuszczając wzrok. – Zostawiłem telefon na imprezie, Robert odwiózł mi go dopiero wczoraj po jedenastej… pomyślałem, że już za późno, żeby oddzwaniać.

– I wpadłeś mi to powiedzieć? – spytałam zaskoczona, zapominając, że miałam się na niego gniewać.

– Nie chciałem, żebyś była na mnie za to zła, więc od razu przyszedłem przeprosić – powiedział niepewnie z nutką pokory w głosie.

Doskonale, więc czego ten chłopak ode mnie chciał? Wysyłał tak sprzeczne sygnały, że miałam ochotę na przemian to śmiać się to płakać. Nienawidziłam niejasnych sytuacji. W końcu wybuchłam.

– Gabe, czego ty do licha właściwie ode mnie oczekujesz?

Teraz Gabriel naprawdę się speszył. Spojrzałam w te niebieskie, głębokie oczy i przestałam być pewna czy chcę wysłuchać jego szczerej odpowiedzi.

– Vicky, zostawmy to – wyszeptał błagalnie.

– Nie, nie zostawimy – warknęłam na niego. – Chcę wiedzieć.

– Niczego od ciebie nie oczekuję – powiedział cicho, a ja poczułam jak lodowata ręka ściska mi serce. – Po prostu nigdy nikogo nie lubiłem tak jak ciebie i nie mogę przestać o tobie myśleć – kontynuował przepraszającym tonem, jakby zrobił coś bardzo złego. – Wiem, że teraz chodzisz z Tomkiem i nie chcę się mieszać, ale…

Nie potrafiłam powstrzymać nieartykułowanego parsknięcia, które wydobyło się z mojego gardła. Cholerny Daniel! Skoro wiedział, dlaczego nie mógł mnie o tym uprzedzić?!

– Nigdy nie chodziłam z Tomkiem, nie chodzę i nigdy nie będę – powiedziałam przerywając mu wypowiedź. – Byliśmy razem na imprezie, to wszystko.

– Naprawdę? – zapytał podnosząc na mnie z nadzieją oczy.

Kiedy skinęłam głową na potwierdzenie swoich słów, podszedł do mnie, wziął mnie za ręce, a potem spojrzał na mnie tak, że poczułam się jakbym stała nie w piżamie, a w najpiękniejszej balowej sukni.

– Vick – odezwał się do mnie pewnym głosem, jakby składał mi jakąś obietnicę – przemyślałem to i mogę brać udział w twoich grach, dopóki nikogo nie będą krzywdziły.

Skrzywiłam się na samą myśl o Gabrielu igrającym z ludzkimi uczuciami. Nie, już wiedziałam, że nie tego od niego oczekuję.

– Nie chcę żadnych gier – powiedziałam odważnie patrząc mu w oczy. – Chcę ciebie.

Uśmiechnął się do mnie tym cudownym, chłopięcym uśmiechem, który jeszcze bardziej rozjaśnił jego żywo niebieskie oczy, a potem przyciągnął mnie do siebie i pocałował. O takim właśnie pocałunku marzyłam przez całe życie. Czułym i delikatnym, a jednocześnie namiętnym i pełnym pasji. Jak ja kiedykolwiek mogłam myśleć, że nie wierzę w miłość?

 

The End


22 stycznia 2011

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum. Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

7 komentarzy

  1. Odpowiedz

    lilijka:)

    28 stycznia 2011

    mnie intryguje tylko to, kto pobil Gabryjela i dlaczego. Wyobraznia podpowiada mi ze Daniel, ale dlaczego :p ? I jak dla mnie zdecydowanie za krotkie 😀 ściskam

    • Odpowiedz

      Miye

      28 stycznia 2011

      “Pamiętnik Miss Wiosny” to druga część. Polubiłam postacie, więc pewnie będzie więcej na ten temat.

  2. Odpowiedz

    Rozprówacz

    20 czerwca 2011

    <> to ma być okrucieństwo? bardziej skuteczne byłoby przeczytanie treści na karce- koniecznie na głos- i porwanie jej na strzępy

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    5 lipca 2011

    Rozprówacz – hęę?

  4. Odpowiedz

    Thiallin

    22 lipca 2012

    Chlopcy, na pmilosierdzie Panskie i do cholery, CHLOPCY, a nie chlopacy!!!! Ten tekst nie brzmi jak napisany przez pierwszoklasitke z podstawowki, ale ten wyraz tak!

    • Odpowiedz

      Vicky

      22 lipca 2012

      Thiallin: przejrzyj sobie na ten temat dyskusje na różnych forach – według chociażby SJP obie formy są poprawne, natomiast wyraz “chłopcy” jest zdrobnieniem i jako taki do – powiedzmy -osiemnastolatków zwyczajnie nie pasuje. Przykładowy link do wiki: http://pl.wiktionary.org/wiki/ch%C5%82opak#cite_note-pwn-0 ale znajdziesz informacje na ten temat również w wielu innych miejscach.

  5. Odpowiedz

    Mommo

    3 stycznia 2013

    Vicky jestem zdziwiona .! Cyba to jest pierwsze twoje opowiadanie w którym dziewczyna nie wybrała niegrzecznego chłopaka .! Hehehe, ale przynajmniej nie było takie przewidujące i mi się bardzo podoba 😀

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS