Obraz Dziecka

Mężczyzna wolnym krokiem idzie przez park. Mimo, że rosną tu przepiękne, stare modrzewie, nie rozgląda się dookoła. Zbliża się wieczór, słońce zaszło już jakiś czas temu i teraz drogę oświetlają jasne latarnie. W pewnym momencie wszystkie gasną. On tego nie zauważa. Jest pogrążony we własnym świecie. Idzie dalej. Potyka się, mimo, że nie należy do niezdarnych osób. Traci równowagę. Upada na lekko błotnistą, nie do końca ubitą ziemię. Przeklina cicho, zauważywszy, że pobrudził swój cienki, wiosenny płaszcz. Podnosi głowę, zbierając się z klęczek. Zauważa kilkuletnią dziewczynkę. Nawet w panującym tutaj półmroku widzi jej pszenicznie jasne włoski i bystre, chabrowe oczęta. Co ona tu robi? Jest późno. Dlaczego znalazła się sama w parku? Mała podchodzi do niego. Lustruje go wzrokiem. W jej oczach widać głębię i jakby ponadczasową mądrość. To tylko złudzenie. Chwilę potem, w małych błękitnych jeziorkach,  pojawiają się psotne iskierki.

– Czemu siedzisz na ziemi? – pyta ona. – Jest ci smutno?

– Nie, dlaczego? – odpowiada on, wstając.

– Kiedy jest mi smutno, zawsze się kładę, albo siadam i zwijam w kulkę – tłumaczy rozsądnie dziecko.

– Po prostu się przewróciłem – mruczy mężczyzna.

Rozgląda się dookoła. W pobliżu nie ma żywego ducha, więc to na niego spadnie obowiązek odnalezienia, najwyraźniej zagubionej, rodziny dziewczynki. Jest zły. Nie podoba mu się ta sytuacja.

– Och! Więc na pewno boli! Gdzie trzeba pocałować? – pyta nazbyt elokwentne jak na swój wiek dziecko.

– Nie, nie boli – zapewnia szybko przestraszony mężczyzna. – Jest tu gdzieś twoja mama? – zadaje nurtujące go pytanie. – Musimy ją znaleźć.

Dziewczynka śmieje się radośnie, a potem ucieka znikając między drzewami. Mężczyzna biegnie za nią, ale dziwnego dziecka nigdzie nie ma. Jakby rozpłynęło się w powietrzu. Zniechęcony wraca do domu. Zapomina o małej. Na pewno nic jej się nie stanie. W domu wita go żona. Dagmara niegdyś była piękną kobietą. Teraz jest zmęczoną życiem, wiecznie narzekającą kurą domową. Stawia przed nim cienką zupę. Potem podaje zapiekankę z tofu, dietetyczne jedzenie, do którego zmusza wszystkich domowników, bo ona sama wiecznie się odchudza. Przychodzi Marcin, jego nastoletni syn. Obrzuca jedzenie niechętnym spojrzeniem. Bez słowa wstaje od stołu i odchodzi. Potem w kuchni pojawia się Kasia. Ma już prawie osiemnaście lat. Chce wyjść na jakąś nocną imprezę. Krzyczą na siebie z Dagmarą. Mężczyzna ma ochotę zapaść się pod ziemię. Żałuje, że nie może po prostu odejść, tak jak zrobił to jego syn.

Rano zaczyna się kolejny, monotonny dzień. Życie bez cienia radości. Patryk wstaje, ubiera się, wychodzi do pracy. Wraca do domu przez modrzewiowy park. Tym razem słońce zbliża się ku zachodowi. Zrobił w biurze już wszystko co mógł i nie potrafił znaleźć powodu, żeby zostać tam dłużej. Niechętnie idzie zobaczyć się z rodziną. Na swojej drodze nie spotyka żadnych ludzi. W parku jest pusto. Przechodzi koło niewielkiego stawu. Czy on tu zawsze był? To nie ma znaczenia. Spomiędzy drzew wybiega ta sama dziwna dziewczynka. Ma na sobie niebieską, falbaniastą sukienkę, przewiązaną dużą, białą kokardą. Zachodzi mu drogę. Obraca się dookoła własnej osi.

– Jak ci się podoba? – pyta ona.

Mężczyzna jest zaskoczony. Nie spodziewał się jej zobaczysz. Dziecko wygląda jednak tak, jakby tutaj na niego czekało. Czy to w jakiś sposób możliwe?

– Jest bardzo ładna – mówi z trudem przełykając ślinę.

Patryk wraca do domu. Jest jak każdego dnia. Szara i smętna egzystencja. Jednak coś się zmieniło. Mija tydzień. Wiosna w pełni. Na dworze coraz cieplej, z każdym dniem słoneczniej. Kwitną różnobarwne kwiaty. Nie to jednak przewróciło życie mężczyzny do góry nogami. Codziennie, kiedy wraca z pracy, w parku czeka na niego mała dziewczynka. Dowiedział się, że nazywa się Wiktoria. Dziwne imię jak dla takiego małego dziecka. Powinna mówić o sobie Wika, Wikusia, Weroniczka, ale ona uparcie, za każdym razem go poprawia. Tym razem też tam jest. W modrzewiowym parku, nad jeziorem. Patryk widzi jak tańczy. Wesołe podskoki noszą ją dookoła rozstawionej nad brzegiem jeziora sztalugi. Kiedy tylko go widzi, podnosi z ziemi barwną paletę farb.

– Namaluj mnie – mówi ona, rozkazująco, dziecięcym głosikiem i tonem, który zupełnie do niego nie pasuje.

Patryk bierze do reki pędzel. Kiedyś to kochał. Malowanie obrazów było jego pasją. Od siedmiu lat nie widział jednak czystego płótna. Już z tym skończył. Dla niej jednak zamierza to zrobić. Tego dnia Wiktoria ma na sobie żółtą suknię i tęczową opaskę nasuniętą na jasne włosy. Wygląda przecudnie. Mężczyzna maluje. Mijają minuty, a dziewczynka tańczy dookoła niego. Patryk traci poczucie czasu. Zaszło słońce. Kiedy ukończył obraz, jego muzy i modelki już przy nim nie było. Zawiedziony, że nie pokaże jej swojego dzieła, zdejmuje płótno ze sztalugi i zanosi do domu. Nikomu go nie pokazuje. Wedle jego mniemania tylko Wiktoria może zgłosić się po ten obraz.

Kolejny dzień. Mężczyzna idzie przez modrzewiowy park. Uśmiecha się. Ogląda przecudnej urody, stare drzewa. Widzi ich piękno. Drogę zastępuje mu mała dziewczynka o złocistych lokach. Ma na sobie zieloną, sztruksową sukienkę, tym razem prostą bez ozdób.

– Kup żółte tulipany – mówi ona, rozkazującym tonem. – Zrób to po drodze do domu. Proszę – dodaje nieco ciszej, a w jej oczach stają łzy.

– Dlaczego płaczesz? – pyta on, zaniepokojony.

– Ponieważ mi smutno – odpowiada roztropnie. – Nie zobaczymy się więcej.

– Jak to? Dlaczego? – nie może uwierzyć Patryk, ale dziewczynki już nie ma w zasięgu jego wzroku.

Mężczyzna staje w drzwiach własnego domu. Niesie naręcze żółtych kwiatów. To wiosenne, botaniczne tulipany. Jest ich teraz pełno w kwiaciarniach. Dagmara, jego żona wita go w kuchni.

– Och! Pamiętałeś! – uśmiecha się promiennie. – Patryku, jesteś kochany! I do tego żółte tulipany. Niesamowite! Dzisiaj nasza dwudziesta rocznica, a ty dajesz mi takie same kwiaty jak na pierwszej randce!

Zmieszany mężczyzna dawno nie widział tak uradowanej żony. Kobieta promienieje. Uśmiecha się. Jest piękna. Teraz pamięta za co ją pokochał. Do domu wchodzi jego syn. Rozgląda się nieszczęśliwym wzrokiem po kuchni. Mężczyzna ma dzisiaj dobry humor. Postanawia postawić wszystko na jedną kartę.

– Marcin! – woła syna.

Tamten podchodzi. Patrzy pytająco.

– Tak, tato? – odpowiada on.

Patryk wyciąga portfel. Podaje mu niebieski banknot.

– To na pizzę i kino – oznajmia. – Nie będzie dzisiaj obiadu w domu. Idziemy z mamą na rocznicową kolację.

Dagmara promienieje. Do pomieszczenia wchodzi Kasia, która najwyraźniej wszystko słyszała. Na jej twarzy także widnieje szeroki uśmiech.

– O, dobrze, że jesteś – mówi mężczyzna. – Ty też dzisiaj wychodzisz. Musisz zapisać się na kurs prawda jazdy, mam rację?

Dziewczyna podskakuje z radości. Błagała go o to od stycznia. Wiecznie mówił nie. Patryk włącza komputer. Zamawia przez Internet płótno i nowe farby. W oczy rzuciła mu się reklama tropikalnej wycieczki. Wchodzi na ich stronę. Bez zastanowienia rezerwuje cztery bilety, na okres Wielkanocy. Rodzina się ucieszy. Patryk zdaje sobie sprawę, że ich radość daje mu szczęście. Dagmara podchodzi do niego. W dłoniach trzyma obraz. Widnieje na nim dziewczynka w żółtej sukience. Jest śliczna, jak z bajki, ale w chabrowych oczach nosi głęboki smutek. Z pleców dziewczynki wyrastają pokryte białymi piórami skrzydełka. Nad jasną główką ma świetlistą, złotą aureolę.

– Malowałeś to ze zdjęcia Kasi? – pyta go Dagmara.

Patryk kręci głową. W ogóle tego nie malował. Przynajmniej nie w ten sposób, jak wyglądało.

– Wygląda zupełnie jak ona – oznajmia kobieta, pokazując mu zdjęcie – tylko oczy ma bardziej niebieskie, zupełnie jak ty.

– To Wiktoria – odpowiada bez zastanowienia.

Dagmara odsuwa się od niego. W jej oczach pojawiają się łzy wzruszenia. Jest smutna, ale jednocześnie szczęśliwa. Dopiero teraz Patryk zdaje sobie sprawę, że tak właśnie nazwali swoją małą córeczkę, która zmarła siedem lat temu. Miała wtedy niespełna roczek. To przez jej śmierć przestał malować. On także płacze. Wstaje, by przytulić do siebie żonę. Trzyma ją w ramionach. Obraz wisi w jednej z Krakowskich galerii. Został wyceniony na obłędnie dużą sumę. Zgłaszało się wielu kupców, ale poparty przez rodzinę Patryk oznajmił, że nigdy go nie sprzeda. Nie potrzebują więcej pieniędzy. Teraz są szczęśliwi.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

6 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Tomasz Nawrot

    6 kwietnia 2014

    Trochę słabe zakończenie, ale mimo tego uwielbiam czytać twoje twory.

  2. Odpowiedz

    Georgetta

    6 kwietnia 2014

    Przyjemnie się czyta i jest nieco zaskakujące.

  3. Odpowiedz

    tosiaantonina

    6 kwietnia 2014

    Jeden tylko minus- dlaczego to takie krótkie? 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      6 kwietnia 2014

      To jedyne krótkie opowiadanie wśród wszystkich, jakie napisałam 🙂

  4. Odpowiedz

    lobuzio

    6 kwietnia 2014

    Ale króciutkie 🙂 Myślę że długość idealna do czasopism pokroju Nowej Fantastyki.

  5. Odpowiedz

    Chojny

    11 kwietnia 2014

    Piękne, chociaż od początku wiedziałem jakie będzie zakończenie.
    Wzruszyłem się :*

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS