Kapitan Sayuri #01

"Reality is that part of the imagination we all agree on."

Pójście do szkoły, jak gdyby nigdy nic, wydawało się być najtrudniejszą rzeczą, jaką miała zrobić w życiu. Szczególnie, że ktoś bezustannie narzekał jej w głowie na wszechogarniającą nudę. Kiedy już się nieco przyzwyczaiła, to było jak telefon, tylko, że mimo szczerych chęci nie mogła odłożyć słuchawki. Dodatkowo z trudem powstrzymywała się przed trzepnięciem pojawiającego się od czasu do czasu w pobliżu owada. Zapewne śmiertelnie uraziłaby Puszka niszcząc jego drony szpiegowskie. Mimo wszystko wolałaby nie robić sobie z niego wroga… Kiedy zeszła na dół, gosposia oznajmiła jej, że czeka na nią paczka. Zaskoczona dziewczyna przyjęła niezbyt duży karton i weszła z nim do kuchni. Siedzący przy stole Aleks spojrzał na nią wilkiem i zapobiegawczo nałożył sobie na talerz sporą ilość jedzenia.

– Cześć – odezwała się, zastanawiając się czy ciągle się na nią gniewa.

Poprzedniego dnia odwiózł ją do domu, a potem zniknął w swoim pokoju, informując ją, że ma mu dać spokój. Zrobiło jej się odrobinę przykro, a to było więcej uczuć niż miała ochotę do siebie dopuścić.

– Cześć – mruknął nie przerywając jedzenia.

Mimo że nie było to zbyt entuzjastyczne powitanie, Sayuri ucieszyła się, że w ogóle jej odpowiedział. Kiedy usiadła, Aleks ostentacyjnie odsunął się od niej, zakrywając talerz. Miała ochotę na niego warknąć, ale uznała, że to niezbyt dobry pomysł, zwłaszcza, jeżeli za chwilę miała z nim jechać do szkoły. Zamiast tego zajęła się swoją paczką. W kartonie był nieco mniejszy karton, a w nim pieczołowicie zapakowany telefon komórkowy.

– O! – Aleks wstał i pochylił się nad jej ramieniem. – Co to za model? Jakiś nietypowy. Nie widziałem jeszcze takiego.

Sayuri pozwoliła mu wyjąć sobie z ręki pudełko i rozpakować. Sama rozłożyła dołączoną do niego kartkę. Była opatrzona logo Samsunga, a na niej widniały parametry smartfona. Na dole kartki zauważyła ręcznie dodaną notkę.

„Droga Sayuri, twój chłopak, a mój przyjaciel GreatOverlord opowiedział mi, że zniszczył Twój telefon i potrzebujesz nowego. Nie mógł trafić lepiej. W twoje ręce powierzam jeden z prototypów modeli, które pojawią się na rynku w przyszłym roku. Oby dobrze Ci służył.

Z wyrazami szacunku 

Ragepwn” 

Dziewczyna zamrugała. Co? To musiała być jakaś pomyłka…

WIDZĘ, ŻE DOTARŁA DO CIEBIE PRZESYŁKA, usłyszała radosny głos Puszka. JEDEN Z OFICERÓW W MOJEJ GILDII JEST CTO SAMSUNGA W INDIACH.

– Co? – wyrwało się Sayuri, która nie miała możliwości odpowiedzieć mu w głowie. Miała jedynie mgliste pojęcie czym jest CTO, ale brzmiało dość ważnie.

Aleks odwrócił się ku niej, uznając najwyraźniej, że to do niego się zwraca.

– Dostałaś wypasiony telefon – oznajmił – ojciec musi cię chyba bardziej kochać, bo ja mam tylko Iphone7 Plus. Rany, ile to musiało kosztować…

Dziewczyna speszyła się nieco, ale postanowiła nie wyprowadzać go z błędu.

– Oddaj to – zażądała.

– Jaka jesteś miła, z samego rana… – zadrwił, wręczając jej urządzenie. – Co to? – spytał zerkając na trzymaną przez nią kartkę. – Co?! – wyrwał jej z ręki papier.

Skarciła się w duchu za głupotę. Czemu od razu nie schowała tej głupiej kartki? Ostatecznie na linię obrony wybrała zgrywanie idiotki.

– Co, „co”? – spytała siląc się na niewinny ton.

Chłopak przyglądał się jej szeroko otwartymi oczami, a potem wyraźnie poirytowany odłożył kartkę na stół i wyszedł z kuchni.

– Nie będę na ciebie czekał – rzucił jeszcze zza drzwi.

Sayuri westchnęła. Szybko złożyła sobie kanapkę, duszkiem wypiła szklankę soku i pobiegła się ubierać.

~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

Wbrew temu co powiedział, poczekał aż Sayuri wsiądzie do samochodu. Wsiadła bez słowa, a kiedy ruszył w milczeniu zaczęła bawić się swoim nowym telefonem. Aleks sam nie miał pojęcia co tak bardzo go rozdrażniło. Podgłośnił radio, z którego wylewały się dźwięki dobrej muzyki alternatywnej. Dziewczyna nie protestowała. Przejechali mniej więcej połowę drogi, kiedy wlepiła w niego te swoje migdałowe oczy.

– Onii-chan… – zaczęła przymilnym głosem, a on był pewien, że robi to tylko po to, żeby go wkurzyć – możemy zatrzymać się po coś do jedzenia? – poprosiła.

Chłopak westchnął.

– Naprawdę znowu jesteś głodna?

– Nie dałeś mi zjeść śniadania – oznajmiła z wyrzutem.

– Faktycznie – przyznał bez cienia skruchy w głosie.

– Możemy? – powtórzyła prośbę.

– Nie.

– Proszę… naprawdę jestem bardzo głodna…

Aleks ponownie chciał odmówić, ale nagle sobie o czymś przypomniał. Cholera!

– Ok. zatrzymamy się przy Starbucksie, ale tylko jeśli obiecasz, że będziesz dzisiaj grzeczna.

Jej oczy zrobiły się większe i przyglądała się mu z zaciekawieniem, a on nie mógł się zdecydować czy patrzyć na drogę czy na nią. Miała jasną karnację i długie włosy w kolorze mlecznej czekolady. Nie przypominała Azjatki, ale daleko jej również było do europejskiego typu urody. Oczy dziewczyny nie były skośne, miały raczej migdałowy kształt, a jej tęczówki zabarwione były na ciepły, karmelowy odcień. Na dodatek, żeby dopełnić dzieła zniszczenia, okolone były długimi, ciemnymi rzęsami. Kiedy Aleks zdał sobie sprawę o czym myśli, natychmiast odwrócił wzrok. Siostra, powtórzył w myślach, mając ochotę uderzyć głową w kierownicę, jest moją siostrą.

– Co masz na myśli? – spytała podejrzliwie.

– Ojciec uznał, że nikogo tu nie znasz i kazał mi dzisiaj po szkole zabrać cię gdzieś i przedstawić moim przyjaciołom – wyjaśnił znów czując narastającą irytację.

– Dziękuję, ale zdążyłam już poznać parę osób – Sayuri brzmiała na urażoną.

– Zauważyłem – niemalże warknął – ale nie zamierzam z nim dyskutować. Zawrzyjmy układ – zaproponował. – Chcesz, żebym był dla ciebie miły i kupował ci jedzenie, to zgódź się i odegraj dzisiaj rolę grzecznej, młodszej siostry. Wtedy obydwoje będziemy mieli to już za sobą.

– Mam być maskotką?! – obruszyła się dziewczyna.

– Starbucks – oznajmił  Aleks, skręcając na parking, a ona natychmiast się zamknęła.

~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

Kiedy tylko Sayuri weszła do szkoły natychmiast u jej boku pojawiła się uradowana Lena. Tego dnia kraciastą koszulę zastąpiła asymetryczną tuniką z nadrukiem z jakiegoś nieznanego Sayuri anime, a ogrodniczki legginsami w małe czaszki. Aleks spojrzał zniesmaczony na Lenę, wcisnął siostrze do ręki papierową torebkę z ciastkami, poklepał ją po głowie, zanim zdążyła zaprotestować i zniknął w tłumie napływających ze wszystkich stron uczniów. Lena przez dłuższą chwilę  maślanym wzrokiem wpatrywała się w miejsce gdzie zniknął chłopak. Sayuri westchnęła.

– Ciastko? – podsunęła koleżance torbę, żeby zwrócić na siebie jej uwagę.

– A, tak, dziękuję – Lena poczęstowała się ciastkiem. – Bałam się, że nie przyjdziesz – wyznała budząc się z otępienia.

– Czemu miałabym nie przyjść? – zdziwiła się dziewczyna.

– Odniosłam wrażenie, że nie polubiłaś naszej szkoły…

– Szkoła jest w porządku – mruknęła Sayuri, nie mając zamiaru rozwijać tematu.

– Acha, ok. – poddała się Lena. – Jak przeżyłaś brak prądu? Ja się okropnie nudziłam – wyznała.

A NIE ROBIŁAM NIC CIEKAWEGO, TYLKO UKRADŁAM STATEK KOSMICZNY – podsunął wrednie Puszek.

 Sayuri żałowała, że nie może zgromić go wzrokiem. Wzruszyła ramionami.

– W sumie nie było źle. Trochę wkurzałam Aleksa, poza tym nie robiłam nic ciekawego. Idziemy?

Zanim zdążył zadzwonić dzwonek znalazły się pod salą lekcyjną. Sayuri odetchnęła z ulgą, kiedy okazało się, że wciąż wzbudza zainteresowanie, ale już nie aż tak wielkie. Poza tym wygodne było to, że z wszystkimi rozmawiała za pośrednictwem Leny. Po dzwonku weszły do klasy i zajęły swoje miejsca. Rozpoczęła się lekcja matematyki. Kiedy nauczyciel napisał na tablicy zadanie, Sayuri usłyszała śmiech Puszka.

NIC DZIWNEGO, ŻE JESZCZE NIE MA WAS W KOSMOSIE, SKORO TAKICH RZECZY UCZYCIE SIĘ W SZKOLE. LEPIEJ ROZWIĄŻ TO.

Nagle przed dziewczyną pojawiły się jakieś znaki. Zamrugała zaskoczona. Były jakby na tle tablicy i pleców nauczyciela. Radośnie unosiły się w powietrzu, po lewej stronie jej pola widzenia.

– Co to jest? – szepnęła, mając nadzieję, że Lena nie weźmie jej za wariatkę.

OJ, WYBACZ, ZAPOMNIAŁEM, ŻE NIE ZNASZ MOJEGO JĘZYKA. LEPIEJ?

Znaki rozpłynęły się i zmieniły w normalne litery i cyfry, a symbole których nie znała opatrzone były we własne, pokaźne transkrypcje. Teraz zajmowały jej całe pole widzenia. Nie wyglądało to na matematykę, ani fizykę, ani chemię, dostrzegła zaledwie kilka znajomych elementów.

– Puszek, nic nie widzę. Nie przeszkadzaj mi w lekcji, bo ktoś uzna mnie za wariatkę.

DOBRZE, DOBRZE.

Miała ochotę zapytać go jak wysyła jej te obrazy, ale nie mogła zrobić tego podczas zajęć. Już teraz miała wrażenie, że Lena na nią dziwnie patrzy. Jakby na potwierdzenie tej tezy, poczuła na ramieniu dotyk koleżanki.

– Wszystko w porządku? – zapytała Lena.

– Tak tylko głośno myślałam – odpowiedziała szeptem.

Nauczyciel dał im piętnaście minut na rozwiązanie trzech podanych przez niego zadań. Sayuri zabrała się do pracy.

O! MUSISZ TO ZOBACZYĆ!

Usłyszała głośną, radosną muzykę. Przed jej oczami pojawił się filmik z wciskającym się do kartonu kotem.

– Przestań! – krzyknęła oszołomiona, na szczęście w ojczystym języku.

Spojrzało na nią trzydzieści par oczu. Jęknęła w duchu. Nienawidziła robić z siebie idiotki. Zresztą kto by lubił?

– Yyy… powiedz, że muszę wyjść – zwróciła się do Leny i przemknęła się między ławkami.

Koleżanka popatrzyła na nią oszołomiona, ale posłusznie przekazała informację nauczycielowi. Sayuri wyszła na korytarz i z westchnieniem ulgi oparła się o zimną ścianę.

– Nie możesz przeszkadzać mi w lekcjach – warknęła. – Poza tym czemu wyświetlasz mi jakieś głupoty?

ALE, ALE, ALE… PRZECIEŻ WSZYSCY LUBIĄ ŚMIESZNE FILMIKI Z KOTAMI…

 – Puszku, proszę, nie na zajęciach. Lepiej byś mi pomógł – westchnęła zrezygnowana, mając nadzieję, że w ten sposób czymś go zajmie.

CZY MOŻESZ MI W KOŃCU POWIEDZIEĆ DLACZEGO NAZYWASZ MNIE PUSZKIEM?

– Nie. Możemy już wracać czy masz jeszcze coś ważnego do przekazania?

W SUMIE PATRZ JAKI FAJNY TRAILER ZNALAZŁEM…

Przed jej oczami zaczął wyświetlać się filmik ze statkiem kosmicznym, na tle niebieskiej planety.

– Puszek! Zabieraj to!

PRZECIEŻ PYTAŁAŚ… obruszył się nieco, ale obraz zniknął.

Odczekała jeszcze chwilę i weszła z powrotem do klasy. W rogu jej pola widzenia pojawiły się gotowe, przystępnie wyjaśnione rozwiązania zadań.

~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

Lekcje płynęły powoli, w jednostajnym rytmie. Przerwy jak na gust Sayuri również były zbyt długie, bo na każdej ktoś zdążył się nią zainteresować. Polacy uwielbiali naruszać cudzą przestrzeń osobistą. Jej koleżanki i koledzy byli zdecydowanie zbyt ekspansywni. Na szczęście miała Lenę, którą powoli uczyła się tolerować razem z całą jej nietypowością.

TWOJA KOLEŻANKA JEST DZIWNA, odezwał się od niechcenia Puszek, jakby czytając jej w myślach. Lena weszła właśnie do toalety na ostatnim piętrze, a ona sama posłusznie czekała na nią pod drzwiami. PRZEJRZAŁEM JEJ KOMPUTER. I TELEFON.

– Wiesz, ty sam nie jesteś lepszy. Co ci przyszło do głowy, żeby szpiegować ludzi? – wygarnęła mu Sayuri.

ZROBIŁEM TO DLA TWOJEGO BEZPIECZEŃSTWA, obruszył się tamten. PRZEJRZAŁEM PROFILE WSZYSTKICH UCZNIÓW I SĄSIADÓW, ŻEBY WIEDZIEĆ KTO MOŻE STANOWIĆ ZAGROŻENIE, wyjaśnił.

– Tak i czego ciekawego się dowiedziałeś? Kto próbował mnie zabić? – zakpiła dziewczyna.

E… NIKT.

– No, popatrz… To ci niespodzianka. Ludzie nie zabijają się nawzajem od tak, wiesz?

WASZA HISTORIA TWIERDZI CO INNEGO, niemalże warknął na nią wyraźnie urażony. POZA TYM NIE LICZ NA MNIE, KIEDY NASTĘPNYM RAZEM KOLEŚ Z ŁAWKI ZA TOBĄ BĘDZIE PRÓBOWAŁ FOTOGRAFOWAĆ TWÓJ TYŁEK, zagroził.

– Co?

DAMIAN WOJTYNIUK MIAŁ NIEPOKOJĄCO DUŻĄ KOLEKCJĘ ZBOCZONYCH ZDJĘĆ DZIEWCZYN Z WASZEJ KLASY I NIE TYLKO.

– Miał? – spytała Sayuri czując nieprzyjemny skurcz w żołądku.

UZNAŁEM GO ZA ZAGROŻENIE TWOJEGO KOMFORTU PSYCHICZNEGO, KAPITANIE.

– Ale nie zabiłeś go, prawda? – spytała błagalnie Sayuri.

CO? NIE! PRZEPALIŁEM MU DYSKI W TELEFONIE I KOMPUTERZE. TWÓJ TYŁEK JEST BEZPIECZNY, oznajmił z dumą Puszek.

Dziewczyna przewróciła oczami, ale jednocześnie odetchnęła z ulgą, że jej nowy znajomy nikomu nie wyrządził krzywdy. Nie zdążyła nic dodać, ponieważ Lena wystrzeliła z drzwi łazienki, jak z procy. Chwyciła ją za rękę i pociągnęła za sobą.

– Co jest? – spytała zdezorientowana Sayuri.

– Chodź, bo się spóźnimy – ponagliła ją tamta.

– Na co?

– Yyy… nie ważne. Po prostu chodź.

Lena zaprowadziła ją na korytarz piętro niżej, w okolicę szkolnej kafeterii. Nie weszła jednak do środka, tylko zatrzymała się przy automacie z napojami, nic jednak z niego nie kupując.

– Czemu tu stoimy? – spytała podejrzliwie Sayuri.

– Bez powodu – Lena odpowiedziała zbyt szybko by miało to brzmieć wiarygodnie.

Chwilę później w ich polu widzenia pojawił się Aleks. Nie był sam. Odrobinę za nim szło dwóch chłopaków i grupka dziewczyn. Lena schowała się za automatem, ciągnąc ją za sobą, a potem przez dłuższą chwilę przypatrywała się jej bratu.

– Ty tak na serio? – Sayuri nie mogła uwierzyć w to, co właśnie do niej docierało.

Koleżanka odwróciła się w jej stronę, zupełnie czerwona na twarzy.

– Przepraszam… to musi być dla ciebie nieco… krępujące – przyznała. – Tylko, że z niego jest takie ciacho! Nawet jeżeli ma beznadziejną osobowość…

Właściwie to w natłoku zdarzeń nigdy nie przyglądała się Aleksowi. Był po prostu inny niż Japończycy do których przywykła. Zdecydowanie wyższy i w przeciwieństwie do chłopaków, których znała miał naturalnie jasne włosy.

A JA ŚLEDZĘ GO NA FACEBOOKU I MAM NA KOMPUTERZE KOLEKCJĘ ZDJĘĆ Z ALEKSEM W ROLI GŁÓWNEJ, dopowiedział za nią Puszek, pokazując w polu widzenia Sayuri kilka zdjęć, które o ile nie sprawiały wrażenia zboczonych, to jednak były trochę niepokojące. Dziewczyna zdecydowanie nie potrzebowała tych informacji. Nieco zakłopotana spojrzała na koleżankę. Ostatecznie wzruszyła ramionami.

– Kupił mi ciastka, więc dzisiaj go lubię, ale ogólnie jest idiotą – oznajmiła po chwili namysłu.

Lena wciąż była czerwona na twarzy, ale nie spuszczała wzroku z brata Sayuri dopóki ten nie usiadł przy jednym ze stolików. Pozostali podążyli jego śladem.

– A tak w ogóle masz jakieś plany na popołudnie? – spytała dziewczyna, wyraźnie pragnąc zmienić temat.

Sayuri niechętnie skinęła głową.

– Ojciec kazał Aleksowi przedstawić mi swoich przyjaciół – mruknęła.

– Jak widzisz, Aleks nie ma przyjaciół – roześmiała się Lena – on ma wyznawców – mocno zaakcentowała ostatnie słowo.

– Dzięki, to bardzo pocieszające… – Sayuri skrzywiła się jeszcze bardziej, rzucając niechętne spojrzenie w kierunku brata. – Może chcesz wybrać się ze mną? – zaproponowała ochoczo.

– Tak. Nie, nie, nie – szybko zmieniła zdanie. – To naprawdę zły pomysł.

Sayuri westchnęła. No cóż… w każdym razie warto było spróbować. Na pocieszenie wyciągnęła z torby resztę ciastek, chociaż zostało ich już zdecydowanie zbyt mało. Wciąż nie przestawała być głodna i do głowy przyszło jej już nawet by poprosić Puszka o większą ilość tych dziwacznych porostów.

~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

cdn.

<<< Poprzedni rozdział

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

4 komentarze

  1. Odpowiedz

    Pan Hyde, PhD.

    20 lutego 2017

    Ciekawe, kim jest Puszek. Czyta się lekko i przyjemnie.
    „Pójście do szkoły, jak gdyby nigdy nic,” – potrzebne te przecinki?
    „Część” – masz Ę amiast E.

    • Odpowiedz

      Miye

      20 lutego 2017

      Dzięki, literówka już poprawiona 🙂

      Co do reszty, to było w prologu „Broken Visions”

  2. Odpowiedz

    Weronika Śmiecińska

    2 marca 2017

    Świetne opowiadanie! Super piszesz! 🙂 Jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej, jak znajdę czas to przewertuję Twoje inne wpisy. 🙂

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS