PRAWO MIŁOŚCI – Opowiadanie Irresy

Dla mojej babci, która nauczyła mnie cieszyć się ze „zwykłej niezwykłości”!

Dagmara uderzyła przeciwnika po raz kolejny. Jej obolałe ciało protestowało, ale umysł wciąż kazał walczyć. Cofnęła się, robiąc zgrabny unik przed pięścią walczącej z nią dziewczyny.

– Dobra! Kończymy – donośny głos trenerki przerwał walkę.

Dagmara, zmęczona, wypluła ochraniacz na zęby i oparła się o liny ringu. Widziała wszystko jakby za mgłą. Wstrząsnął nią silny dreszcz. Ledwo żyła…

– Świetna walka, Daga – z uznaniem odezwała się do niej trenerka. – Chodź, ściągnę ci te rękawice.

Dziewczyna uśmiechnęła się słabo i zeszła z ringu. Zielonooka kobieta, która przed chwilą z nią rozmawiała, zdjęła jej bokserskie rękawice, pozwalając im opaść na podłogę. Dagmara z trudem ruszyła zdrętwiałymi nadgarstkami. Jej kakaowe, spocone włosy przyklejały się do pleców. Nastolatka wolnym krokiem skierowała się w kierunku pryszniców. Szybko zrzuciła z siebie krótkie spodenki, top i weszła do kabiny. Lodowata woda sprawnie ochłodziła jej przegrzane ciało.

Kiedy Dagmara wyszła spod prysznica, nikogo już nie było. Przemęczona, ubrała się i narzuciła sportową torbę na ramię. Jej czarne glany zdawały się rysować niebieskie płytki.

– Do jutra! – krzyknęła, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że mówi w pustkę.

Wyszła na świeże powietrze. Wokół panował mrok. Ciepły, letni wiatr smagał jej zarumienioną twarz. Dagmara ruszyła pustym chodnikiem, starając się nie zabić o własne nogi. Była szczęśliwa, a zarazem całkowicie obolała. Na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Dziewczyna szła, wpatrując się w światła latarni, które oświetlały jej drogę.
Tuż przed nią przebiegł czarny kot, miaucząc przeraźliwie. Posiadaczka glanów uśmiechnęła się. Lubiła koty, dużo bardziej niż psy. Były takie egoistyczne, a zarazem towarzyskie. Dziewczyna wzrokiem poszukała kociaka, który przed chwilą przeciął jej drogę. Chwila nieuwagi starczyła jej, by potknąć się i wylądować na nagrzanym chodniku.

– Cholera – szepnęła, podnosząc się i przyglądając się zadrapaniom na dłoniach.

Przeszła jeszcze kilka metrów, tym razem uważając. Po chwili stanęła przed wielką, białą willą. W ogromnym domu nie paliło się żadne światło. Dagmara przełknęła głośno ślinę. Willa wyglądała na niezamieszkaną przez nikogo. A jednak… była jej domem.

Jej rodzina była bardzo bogata. Ale to nie zmieniało faktu, że… Dagmara była prześladowana przez własnego ojca, który teoretycznie był jej jedyną rodziną.

Po chwili namysłu otworzyła sobie bramę i przeszła przez ogródek, o który dbała. Najciszej jak potrafiła otworzyła drzwi. Prawie bezgłośnie zdjęła glany i na palcach przeszła przez przedpokój. Kątem oka spojrzała na potężny zegar wiszący na błękitnej ścianie. Jedenasta w nocy.

– Gdzie byłaś tak długo, ty szmaciaro?! – ochrypły głos ojca sprawił, że dziewczyna stanęła jak oszołomiona.
– Przepraszam, tatusiu – szepnęła potulnie, bo były to jedyne słowa, na jakie było ją stać.

Wiedziała, że ojciec był pijany. Jak zawsze. Byli bogaci dzięki cioci Klarze, która co tydzień przysyłała im pokaźną sumkę pieniędzy. Dzięki temu jej ojciec nie pracował, a jedną trzecią ich majątku wydawał na alkohol. I tak było, odkąd mama Dagmary zginęła w wypadku samochodowym. Jedenaście lat temu…

– Nie odzywaj się tak do mnie! – warknął mężczyzna, uderzając dziewczynę pięścią w brzuch. – Spadaj na górę – dodał.

Dziewczyna posłusznie wspięła się po krętych, drewnianych schodach. To, że została uderzona, nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Ojciec bił ją zawsze. Ale ona i tak go kochała.

~ ₰ ~ ₰ ~ ₰ ~

Dagmara rzuciła torbę i zmęczona padła na łóżko. Po omacku chwyciła ramkę ze zdjęciem, które stało na jej szafce. Wielkimi, czekoladowymi oczami przyjrzała się fotografii. Była na niej roześmiana mama, którą obejmował ramieniem przystojny, Latynos. Jej ojciec… Szczęśliwi rodzice trzymali w ramionach małą dziewczynkę, podobną do ojca. Dagmara przyglądała się wesołej rodzinie. Rodzinie, która już nie istniała. Mimo wszelkich starań po jej policzku spłynęła samotna łza. Tak bardzo chciałaby być taka szczęśliwa jak na tym cholernym zdjęciu! Zupełnie zrezygnowana, odłożyła przedmiot na miejsce i wstała z łóżka. Podeszła do okna i przysiadła na parapecie, trzymając w ramionach starą, podniszczoną przytulankę. Ostatni prezent urodzinowy od rodziców, jaki dostała. Zmęczonym wzrokiem popatrzyła w niebo. Gwiazdy migotały i lśniły jak najpiękniejsze klejnoty.

Smutek i tęsknota odezwały się w dziewczynie ze zdwojoną siłą. Drżącą dłonią sięgnęła po puszystą poduszkę i ukryła w niej twarz. Jej ciałem wstrząsnął potężny szloch. W głowie jej pulsowało, każdy ruch sprawiał jej ból. Wokół panowała nieprzenikniona cisza, przerywana jedynie cichym płaczem Dagmary. Nagle na którejś z szafek dał się słyszeć odgłos wibrowania komórki. Dziewczyna, kurczowo trzymając w dłoni pluszaka, zeskoczyła z parapetu i podbiegła do telefonu. Spojrzała na ekranik urządzenia. Dostała dwie nowe wiadomości. Szybko otworzyła pierwszą:

„I jak tam, Księżniczko? Dasz się namówić na imprezę u Bill’ego? Zapowiada się boska zabawa, a szczególnie z Tobą, mała :*” – brzmiał pierwszy SMS od chłopaka Dagmary – Kamila. Dziewczyna uśmiechnęła się. Kochała Kamila mocno, ale ten nie miał pojęcia o piekle, w którym żyje.

Na drugiego SMS-a nawet nie spojrzała. Rzuciła telefon na podłogę i wyszła do łazienki. Mocne światło, które dawały żarówki, oślepiło ją. Stanęła przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Popatrzała na siebie chwilę i otworzyła złotą kosmetyczkę. Wyjęła z niej mleczko do demakijażu. Przyjrzała się białemu opakowaniu. W tym momencie usłyszała kroki na schodach.

Zamarła.

Kto wspinał się na górę o tej porze? Przerażona, stała bez ruchu. Po chwili drzwi do łazienki zaskrzypiały i ukazał się w nich ojciec Dagmary.

– Ty zepsuta małolato, co tu robisz o tej porze!? – wybełkotał.

Dziewczyna nie odpowiedziała. Stała i patrzyła na wykrzywioną w okropnym grymasie twarz ojca. Mężczyzna podszedł do niej i kopnął ją w brzuch. Szatynka straciła równowagę i wylądowała na podłodze. Ojciec kopnął ją jeszcze raz, tym razem w klatkę piersiową. Dagmarze zabrakło tchu. Prześladowca pochylił się nad nią, bijąc ją po twarzy. Popatrzył jej prosto w oczy.

– Teraz się zabawimy – zaśmiał się szyderczo.

~ ₰ ~ ₰ ~ ₰ ~

Kiedy zaczęło świtać, Dagmara wyszła z łazienki. Była sina, obolała. Płakała. Nie chciała dzisiaj iść do szkoły. Nie była w stanie. Przysiadła na podłodze w swoim pokoju. Była załamana. Ojciec bił ją od wielu lat. Ale NIGDY w ten sposób… Po kilku chwilach lamentowania zeszła na dół. Ojciec spał spokojnie na kanapie. Dopiero teraz do dziewczyny dotarło, że nie ma do niego żalu. Cicho, żeby nie obudzić śpiącego, podeszła do sofy. Twarz taty wyrażała zupełny spokój. Dagmara uśmiechnęła się i delikatnie pocałowała mężczyznę w czoło. Popatrzyła przez ułamek sekundy na twarz ojca po czym skierowała się w stronę kuchni. Szybko zrobiła kilka kanapek, zaparzyła w termosie kawę. Później chwyciła kartkę i naskrobała:

TATO!
Śniadanko dla Ciebie! Mnie nie ma w domu. Wrócę niedługo. Nie martw się! 😉

Pisząc te słowa, zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie jedzenie i tak nie zostanie tknięte, a ojcu nawet nie przyjdzie do głowy, żeby się nią przejmować.

Nagle dziewczyna posmutniała. Przypomniała sobie rodzinną fotografię, na której byli tacy szczęśliwi. W głowie zaczęło jej pulsować.
Nie zakładając na siebie nic oprócz glanów, wybiegła z willi. Biegła, ile sił, potrącając po drodze ludzi, potykając się. W końcu dobiegła do parku.

Zmęczona, przysiadła na białej ławce, podkulając pod siebie nogi. Matowym wzrokiem patrzyła przed siebie.

– Dlaczego nie mogę zacząć tego cholernego życia od początku?! Gdybym tylko mogła… Wszystko byłoby piękne. Miałabym zupełnie nową rzeczywistość. Zupełne NOWE ŻYCIE – szepnęła sama do siebie.

Ledwo wypowiedziała te słowa, cały świat zaczął wirować. Dagmara przymknęła oczy, próbując skupić się nad tym, co się dzieje. Znikąd zerwał się potężny, mocny wiatr. Dziewczyna zadrżała.
Wstrząsnął nią dreszcz i poczuła nieprzyjemne uczucie chłodu. Chłodu… W środku lata. Jeszcze przez chwilę czuła mrowienie w dłoniach, a później osunęła się w nicość…

~ ₰ ~ ₰ ~ ₰ ~

Dagmara obudziła się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Dopiero po kilku minutach przypomniała sobie zdarzenia z parku. Przed oczami stanęła jej dziwna ławka, na której wtedy siedziała, lodowaty wiatr, mrowienie, a potem… ciemność. Westchnęła. Po pewnym czasie wstała i rozejrzała się dookoła. Wszystko było tu niesamowite, a zrazem INNE. Pomieszczenie było prawie zupełnie puste. Ściany wykonane z czystego srebra obwieszone były całą masą drobnych, wydających słodkie dźwięki dzwoneczków. Były tam wielkie, zamkowe okna, przez które do środka wpadała księżycowa poświata. Podłoga wykonana z szarego kamienia wymalowana była w różne wzory. Na środku posadzki widniało słońce i księżyc, a wokół malunku dostrzec można było siedem niedużych wgłębień. Sufit miał granatowy kolor i wymalowany był w setki, miliony wręcz gwiazd. Wokół panował lekki półmrok nadający komnacie jeszcze więcej tajemniczości…

W tym momencie Dagmara zdała sobie sprawę, że nie tylko pomieszczenie było odrobinę staroświeckie. Ona sama ubrana była… inaczej. Miała na sobie niebieską wiktoriańską suknię o jasnej, błękitnej barwie. Falbanki i koronki nawtykane były, gdzie tylko się dało. Jej szyję przewiązywała biała aksamitka z drogimi kamieniami. Całość dopełniały białe, jedwabne rękawiczki za łokcie, kokardy w sukni i we włosach. Tren szat sięgał ziemi, a pod miękką powłoką błękitnego materiały kryły się… te same glany, w których Dagmara wybiegła z domu! Widząc swój strój, Dagmarę wypełniły mieszane uczucia. Nienawidziła sukien i długich spódnic, ale strój był rzeczywiście wyjątkowo romantyczny i piękny. Dziewczyna zaśmiała się dźwięcznie i obróciła się wokół własnej osi. W tej chwili drzwi, których wcześniej nie zauważyła, otworzyły się i do pomieszczenia wszedł młody przystojny mężczyzna.

– Widzę, że się obudziłaś – stwierdził sarkastycznie. – Dłużej spać się nie dało?!

Dagmara cofnęła się niczym spłoszone zwierzę. Dopiero teraz doszło do niej, w jak niebezpiecznej sytuacji się znajduje. Była w zupełnie nieznanym miejscu, przychodził do niej mężczyzna, który traktował ją jak starą znajomą.

– Kim jesteś? – szepnęła, zasłaniając się rękami.
– Vel Ash – przedstawił się. – A ty, jak sądzę, jesteś Dagmara Lirewska?
– A ty skąd to wiesz? I dlaczego tu jestem? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
– Ja wiem więcej niż może ci się wydawać. A jesteś tutaj, bo przywołałaś mnie.
– Ja nikogo nie przywoływałam! – odparowała.
– Owszem, przywoływałaś – stwierdził spokojnie. – Kiedy powiedziałaś, że chciałabyś zacząć życie odnowa. W takim razie podaj mi rękę.

W oczach dziewczyny zatańczył strach. Bała się tego człowieka, w końcu zupełnie go nie znała!

– Nie bój się. – Stwierdził kojąco. – Daj mi rękę.

Dagmara zrobiła to, co jej kazał. Trzymając jej dłoń, blondyn przeszedł na środek komnaty. Zanim jego towarzyszka zdała sobie sprawę z tego, co chłopak z nią robi, miała przecięty wskazujący palec. Syknęła, ale nie próbowała się wyrywać. Mężczyzna szybko wlał po jednej kropelce krwi dziewczyny do każdego z małych wgłębień. Cały pokój zalało srebrzysto-błękitne światło. Posadzka zadrżała, a malowidło księżyca i słońca rozpadło się na kawałki. Na jego miejscu ukazał się wysoki podest. Chłopak szepnął coś i na szczycie podestu zaczęło lecieć coś, co przypominało film. Dagmara oniemiała.

– To jest twoje życie. – Spokojnie powiedział blondyn. – Całe twoje życie, Zobacz je i dobrze się zastanów, czy chcemy je zmieniać. Starczy jedno twoje słowo i wszystko zacznie się od początku, a ty nic nie będziesz pamiętać z tego koszmaru, w którym teraz żyjesz.

Dagmara usiadła po turecku i z zaciekawieniem zaczęła oglądać własne życie. Vel Ash wypuścił z uścisku dłoń nastolatki i cicho wymknął się na zewnątrz. Musiał zostawić ją samą, aby przemyślała tak ważną decyzję.

Dziewczyna siedziała i oglądała coś, co mogłoby być i horrorem i komedią. Coś, co było mieszanką wszystkiego. Coś, co było jej dotychczasowym życiem…

Kiedy „film” zaczął lecieć po raz czwarty, w sercu Dagmary rozpoczęła się zawzięta walka. Walka między wysłaniem tego wszystkiego do diabła a tym, że nie może zostawić ojca, Kamila, swojej najlepszej przyjaciółki Pauliny… Po kilku godzinach intensywnych rozmyślań do pomieszczenia znów wsunął się Vel Ash.

– I..? – zapytał zupełnie znudzony. – Chcesz wymienić to swoje życie na nowe, pełne niespodzianek?

Zapadła martwa cisza, przerywana jedynie ciężkim oddechem ciemnoskórej piękności. Lekki wiatr, który wziął się nie wiadomo skąd, sprawił, że ludzie zadrżeli.

– Może i w tym życiu ojciec mnie bije. Ale i tak go kocham, nie mogę go zostawić samego. Mam tu chłopaka, który sprawia, że czuję się jak księżniczka, mam przyjaciółkę, której mogę w pełni ufać i…
– Nie pytam o to, co masz, tylko o to, czy chcesz zamienić życie! – warknął blondyn.

Dagmara nieśmiało pokręciła głową. W jej oczach widać było pełną determinację, a zarazem rozmarzenie.

– Nie. Nie chcę zmieniać tego życia. Chcę zostać przy tym. Wiem, że to nowe może być lepsze, ale.. może być też gorsze. A ja nie chcę stawiać wszystkiego na jedną kartę. Jest mi dobrze. Mimo wszystko… – powiedziała łagodnym, melodyjnym tonem.

W tym momencie świat znów zaczął kręcić się, przyprawiając ciemnooką o zawroty głowy. Tym razem ogromna fala ciepła zalała pomieszczenie, a obraz zaczął się wolno rozmywać. Zrobiło się niewyobrażalnie duszno, jakby ktoś przywłaszczył sobie całe powietrze. Dziewczyna przymknęła oczy, próbując oddychać. Kiedy na nowo je otworzyła, znów była na ławce w parku.

Dagmara uśmiechnęła się do siebie. Była dumna z tego, że tak postąpiła. Wczesny ranek zamienił się w ciemną, ponurą noc. Dziewczyna zadrżała. Noc była wyjątkowo chłodna, jak na lipiec. Wiatr poruszał zielonymi koronami drzew, nadając parkowi upiorną atmosferę. Dagmara przeciągnęła się zmęczona. Nagle tuż przed nią stanął przystojny Latynos w średnim wieku. Miał zmartwiony wyraz twarzy. Na jej widok jednak uśmiechnął się promiennie.

– Dagmara, córeczko! Dlaczego tak długo nie wracałaś do domu? Ja i mama strasznie martwiliśmy się o ciebie – zawołał, po czym narzucił na ramiona dziewczyny swoją kurtkę.
– Ty i… mama? – zapytała niepewnie.
– Ależ oczywiście! – odpowiedział jej wesoło. – Czy ty nie masz przypadkiem gorączki?

Dagmara w milczeniu pokręciła głową. Pozwoliła objąć się ramieniem mężczyźnie i spokojnym krokiem poszła za nim. Co tu się działo? A może śniła? Przecież została przy swoim życiu… Miliony myśli kłębiły się w jej głowie. Szła wraz z ojcem przez ogromny park. Nagle kątem oka zobaczyła tego samego blondyna, który pokazał jej, jak żyła. Rozsądnie stwierdziła w myślach, że musi podejść do niego, by wyjaśnić całe to nieporozumienie.

– Za chwilę wrócę… yyy… tato – stwierdziła, wyswabadzając się z jego ramion.

Puściła się biegiem w kierunku chłopaka. Rozpędzona, wpadła na niego. Z trudem łapiąc oddech popatrzyła mu w oczy. Były tak samo niesamowicie szare jak w tamtej komnacie. Dagmara zebrała całą swoją odwagę i odrobinę drżącym głosem odezwała się.

– O co tu chodzi, Vel Ash? Wybrałam opcję „życie teraźniejsze”. Skąd ja mam w takim razie kochających rodziców? – wykrztusiła z siebie jednym tchem.

Chłopak uśmiechnął się do niej, rozbawiony. Dziewczyna spuściła wzrok, rumieniąc się. Nie wiedziała, co takiego wyjątkowego lub dziwnego zrobiła. Blondyn ujął podbródek piękności między palec wskazujący a kciuk, zmuszając ją, by na niego spojrzała.

– Daga – szepnął. – Podjęłaś idealną decyzję. A to tylko dlatego, że kochasz swojego ojca, Kamila, Paulinę. Nie chciałaś ich zostawić, mimo iż żyłaś w piekle. I ta twoja miłość do nich sprawiła, że twoje życie zostało trochę odmienione. Dzięki temu właśnie. Wszechświat rządzi się swoimi prawami, a najsilniejszym z nich jest Prawo Miłości – powiedział z powagą, spoglądając jej w oczy. – Wracaj do ojca i… bądź szczęśliwa.
– Dziękuję. – Szepnęła nieśmiało i pocałowała go w policzek.

Chłopak przytulił ją do siebie jeszcze raz, po czym lekko popchnął, jakby chciał powiedzieć: „Leć! I żyj pełnią życia!”. Po chwili namysłu Dagmara szybko oddaliła się w kierunku ojca.

– Kto to był? – spytał trochę podejrzliwie jej tata, opatulając córkę mocniej kurtką.
– Ktoś, kto zmienił moje życie – stwierdziła cicho, znów rumieniąc się.

Ruszyli w kierunku domu, Po kliku minutach znaleźli się w przytulnym, małym domku. Zamiast willi, mieli uroczy domeczek. Dagmara weszła do jasnej kuchni. Na drewnianym krześle siedziała złotowłosa kobieta o zarumienionych policzkach.

– Kochanie, tak bardzo się martwiłam! – zawołała, przytulając do siebie córkę.

Dagmara odwzajemniła uścisk i udała się do swojego pokoju. Srebrny księżyc oświetlał wszystkie jej rzeczy, nadając im nieziemski wygląd. Dziewczyna szybko rozebrała się i wskoczyła w ciepłą pościel. Podbiegł do niej piękny, złocisty kociak, który nie wiadomo skąd się wziął i położył się w jej nogach na łóżku. Nastolatka obróciła się tak, by móc patrzeć w okno. Przyjrzała się dokładniej letniemu niebu, na którym królował księżyc. Na jej pięknej twarzy wykwitł uśmiech. Ciemną dłonią pogłaskała ciepłe ciałko kotka, który zamruczał uroczo. Dziewczyna przeczesała palcami swoje gęste, czarne włosy.

– Życie to jedna, wielka gra,
która boli i rozpacz zna,
Życie to walka… Więcej nic.
A jednak tak pięknie jest żyć! – szepnęła Dagmara, przypominając sobie wierszyk, który babcia kiedyś wpisała jej do pamiętnika.

Posłała wszystkim, których kochała całusa i zasnęła ze spokojem, mając świadomość, że jej życie nie jest przepełnione przemocą. Wiedziała, że teraz rzeczywistość mieni się milionem cudownych kolorów, które tylko ona może dostrzec…

THE END

0 Comments

  1. Odpowiedz

    IRRESA

    1 czerwca 2011

    Ależ Ty masz tempo. To dziwne uczucie widzieć własne opowiadanie na twoim blogu. Pffy…

  2. Odpowiedz

    Miye

    1 czerwca 2011

    Trochę głupio się sformatowało, ale nic nie jestem w stanie na to poradzić. Grunt, że udało mi się wyjustować, bo brzydko wygląda taki rozjechany tekst.

  3. Odpowiedz

    Paula

    1 czerwca 2011

    Ten tekst daje jednak do myślenia. Podobał mi się.

    Irresa, gdzie mogę znaleźć więcej Twoich tekstów ;)?

  4. Odpowiedz

    Corvidae

    1 czerwca 2011

    Trochę krótkie, ale moja ocena jest jak najbardziej pozytywna 😉

    Trochę zastrzeżeń bym znalazł(jakbym się mooocno czepiał ;P), ale jest dobrze.

  5. Odpowiedz

    IRRESA

    1 czerwca 2011

    Paula, więcej moich tekstów to na razie nie ma. Znaczy się… Jest jeszcze jeden, który Vicky sprawdza i jeszcze jeden, którego nikt na oczy nie widział, bo się go piekielnie wstydzę. Choć nie wiem czemu. Dzięki za pozytywne komentarze. 😉

    Corvidae – wiem. Nawet ja czasem jak je czytam to mi się tam, takie nieprzyjemne zgrzyty pojawiają. No, ale. Nie wszystko za pierwszym razem wychodzi perfekcyjnie, nieprawdaż?

  6. Odpowiedz

    Paula

    1 czerwca 2011

    Nie ma się czego wstydzić, człowiek uczy się na błędach.
    Proszę o jak najszybsze opublikowanie swoich tekstów 🙂

  7. Odpowiedz

    Wika ;]

    20 czerwca 2011

    Irresa. Znam to opowiadanie z Nastka 😉 Nie podoba mi sie ono…
    Hehh… Nie no żartuje. Pomysł dobry i ładnie napisame. Jeśli chodzi o krytykę toto opowiadanie nie mam co kretykować 😉

  8. Odpowiedz

    IRRESA

    20 czerwca 2011

    Ha! Obie prośby spełnione za jednym zamachem! Dziękuję. *uśmiech*

  9. Odpowiedz

    Anne

    29 września 2011

    Dobre opowiadanie. I zgadzam się z Paulą, tekst daje do myślenia. Takie wzruszające to… ^^ A masz więcej tekstów, Iressa? To dawaj! Bo dorze się czyta. *śmieje się*

  10. Odpowiedz

    Anne

    29 września 2011

    Miało być *dobrze. Ehh -.-

  11. Odpowiedz

    Mommo

    6 stycznia 2013

    no, podoba mi się tylko trochę krótkie 😀

Leave a comment