Zauroczeni

Laura

Miasteczko Shadowfall, niewielkie i dość ponure, ale niedaleko była plaża, ze skalistymi urwiskami, dookoła zaś górzysty teren i las. Do najbliższego, cywilizowanego miejsca, jechało się jakieś dwie godziny. Mogło być gorzej. Przymknęła oczy. Była w nowej szkole, w zupełnie innym mieście. Tu nie powtórzy się to samo. Będzie uważała. Wyszła z gabinetu dyrektorki na pusty jeszcze korytarz. Naciągnęła na głowę kaptur za dużej, szarej bluzy. To musiało wystarczyć. Wiedziała jednak, że tak nie będzie. Już chwilę później korytarz zapełnił się uczniami. Odetchnęła z ulgą, gdy przechodzili koło niej obojętnie. Stanęła z planem zajęć przy swojej nowej szafce. Nie mogła jej otworzyć, zacięła się. Jęknęła w duchu, kiedy podszedł do niej jakiś chłopak. Chciał być miły.

ianlaura– Proszę – otworzył jej szafkę, uśmiechnął się i wtedy, nieopatrznie spojrzał jej w oczy.

Przez chwilę patrzył oniemiały, a potem ujrzała to maślane, rozmarzone spojrzenie. Nie! Tylko znowu nie to!  Zasłoniła się bardziej jasnymi włosami i kapturem. Włożyła do szafki świeżo otrzymane książki, zamknęła ją i uciekła.

– Hej! Jak masz na imię?! – usłyszała za sobą jego rozpaczliwe wołanie.

Zignorowała je, jak najszybciej znikając za zakrętem korytarza. Odrobinę uspokojona znalazła gabinet nauczycielski, jednak to wcale nie było lepsze. Korytarz ponownie opustoszał. Szła nie rozglądając się na boki, za srogo wyglądającą nauczycielką. Ta zatrzymała się pod klasą.

– Zdejmij kaptur – rozkazała. – Nie możesz tak wejść.

– Ale… – zaprotestowała dziewczyna słabym głosem.

– No już – pogoniła ją zimnym głosem nauczycielka. – To, że jesteś tu nowa, nie znaczy, że masz jakąś taryfę ulgowa.

Zacisnęła usta w wąską linię, ale posłusznie pozbyła się z głowy szerokiego kaptura, odsłaniając falę jasnym włosów. Wyraźnie było teraz widać jej okolone ciemnymi rzęsami, błękitne oczy. Niesamowite oczy. Niczym źródlana woda albo letnie niebo. Dostrzegła przelotny grymas niezadowolenia na twarzy kobiety, ale zignorowała go. Tak było zawsze i już się z tym pogodziła. Nigdy nie będzie normalna. Czegokolwiek nie próbowałby jej wmawiać ojciec. Niechętnie weszła do sali, by stanąć przed innymi uczniami.

– To nowa uczennica, Laura Alice Kendare – przedstawiała już opanowanym, chłodnym tonem nauczycielka. – Przyjechała do nas aż z Walii, z Wysp Brytyjskich. Usiądź proszę pod oknem, w wolnej ławce – skierowała te słowa bezpośrednio do nowej uczennicy.

Dziewczyna posłusznie usiadła na wskazanym miejscu. Czuła na sobie spojrzenia rówieśników. Nie musiała rozglądać się, żeby wiedzieć. Było tak jak zwykle. Zauroczone oczy chłopców i ciskający błyskawice, nienawistny wzrok nowych koleżanek. Nienawidziła tego z całego serca. Zaraz po lekcji uciekła, nie dając nikomu szansy na to, by mógł ją zaczepić. Ile razy by się nie przeprowadzali, zawsze i wszędzie było tak samo.

Cole

Cole z wściekłością spojrzał przez okno na szybko przesuwające się drzewa. To było niedorzeczne! Do osiągnięcia pełnoletności został mu tylko rok, a mimo wszystko rodzice mieli nad nim tą koszmarną władzę, dzięki której mogli pogrzebać jego karierę muzyczną. On, wschodząca gwiazda rocka, musiał chodzić do szkoły! Oczywiście zaproponowano mu nauczanie indywidualne, ale tu okoniem stanął producent. Cole miał chodzić do zwykłego, państwowego liceum, ponieważ to podobno była dla niego najlepsza reklama. Tyle, że jego kumple z zespołu, perkusista Mark, któremu było wszystko jedno, bo i tak skończył już szkołę, i jego rówieśnik, oraz najlepszy przyjaciel, gitarzysta Ian, nie mieli nic przeciwko temu, on jeden miał. Na dodatek ta dziura, Shadowfall… dlaczego nie mógł uczyć się choćby w Nowym Jorku albo najlepiej w Los Angeles, ale nie! Tam znało ich zbyt wielu ludzi, to było niebezpieczne, wymagałoby codziennie specjalnych przygotowań. Tutaj, w tej zacisznej i nic nieznaczącej karykaturze miasta on, Cole Salvadore, mógł w świętym spokoju skończyć szkołę. Z tym, że spokój był ostatnią rzeczą, której chciał.

Ian zatrzymał sportowe Porsche, które wywoływało w tej zabitej deskami mieścinie niemałą sensację. Na parkingu szkolnym, pośród zdezelowanych dżipów i samochodów, którymi jeździło już drugie, jeżeli nie trzecie pokolenie, auto sprawiało wrażenie róży w ogrodzie chwastów. Natychmiast otoczyło ich stado piszczących dziewczyn. Tym razem, to Ian spochmurniał, a Cole wreszcie poczuł się odrobinę lepiej. Przybrał na twarz swój zwyczajowy arogancki, leniwy uśmiech i otworzył drzwi samochodu. Fanki zawyły, wpatrując się w chłopaka jak w tęcze. Niewiele trzeba było. Wystarczył dobry stylista, który starannie wybrał jego podarte dżinsy i kraciastą koszulę. Pracowicie, przez pół godziny, układane przez specjalistę, w urokliwy sposób przydługie włosy, wyglądały na idealnie roztrzepane, co w efekcie dało fryzurę, którą określić można było jedynie jako artystyczny nieład. Cole znosił to wszystko ze stoickim spokojem i pozwalał traktować się jak lalkę, bo wiedział jakie przyniesie to w rezultacie efekty. Ian tego nie rozumiał. Kiedy szeroko uśmiechnięta kobieta chciała go zmienić po raz pierwszy, z wściekłością wbił fryzjerskie nożyczki w stół. Tuż obok jej ręki. Od tego czasu dali mu spokój. Cola to na wpół bawiło, na wpół irytowało. Jednak tak naprawdę to nie Ian był ważny. Wystarczało, że robił swoje, czyli naprawdę zajebiście grał. Reszta należała do Cola.

Wysiadł, obdarzając je swoim najlepszym, firmowym uśmiechem. Zapiszczały niemal zgodnym chórem. To było interesujące. Zawsze go ciekawiło czy może jakoś grupowo to ćwiczą? Nie zaprzątając sobie tym dłużej głowy, poczekał na Iana i razem ruszyli w kierunku szkoły. Pożegnali się na korytarzu i każdy ruszył do klasy, w której obecnie miał zajęcia. Cole wszedł do pomieszczenia i zamarł z poirytowaną miną. Ktoś siedział na jego miejscu. Ci, którzy siedzieli już w swoich ławkach, zafascynowani czekali, co teraz zrobi. Chcieli sensacji. Doskonale, więc on im ją da. To była dziewczyna. Miała na sobie szarą, niekształtną bluzę i kaptur. Kolejna, na dodatek niemodna kretynka. To musiała być ta nowa, która od jakiegoś czasu była na językach wszystkich. Był ciekaw, co zrobi, kiedy dowie się, że siedzi na miejscu Cola Salvadore, w jego ławce.

– Hej, mała – odezwał się zaczepnie, podchodząc do niej. – Siedzisz na moim miejscu – oznajmił, od razu, żeby wywrzeć większy efekt.

Podniosła na niego wzrok. Kaptur opadł z jej jasnych, układających się w miękkie fale włosów. Zobaczył jej oczy. Niesamowite. Niebieskie. Głębokie. Zatonął w nich, czując, jak przeszywa go przyjemny dreszcz. Nie zareagowała tak jak się tego spodziewał. Nie pisnęła na jego widok. Nie zaczęła jąkać się i przepraszać. Nie poprosiła o autograf.

– Przeszkadza ci to? – zapytała cichym, jedwabistym głosem.

Cole zaniemówił. Pragnął by powiedziała coś jeszcze. Cokolwiek. Mógłby też się w nią po prostu wpatrywać – przez całe wieki. Nigdy w życiu nie spotkał jeszcze takiej dziewczyny… Dla niej mógłby… Nagle oprzytomniał. Wpatrywała się w niego wyczekująco. Tylko na co ona czekała? Zmusił się by przeanalizować sytuację, w której się znalazł. To kosztowało go sporo wysiłku. W końcu sobie przypomniał. Zadała pytanie. W międzyczasie nauczycielka historii zdążyła wejść do sali. Wszyscy zajęli już swoje miejsca. Tylko on, jak idiota, stał nad jej ławką.

– Nie, oczywiście, że nie – zapewnił natychmiast, pragnąc by była z niego zadowolona.

Uśmiechnęła się do niego lekko, a jego serce na chwilę zamarło, a potem podskoczyło i zaczęło pędzić w dzikim galopie. Potem ponownie spuściła wzrok. Poczuł się odprawiony. Niechętnie zajął miejsce w pierwszej ławce, tuż przy biurku nauczycielki i dopiero wtedy poczuł na sobie palące, zaskoczone spojrzenia innych uczniów. On, Cole Salvadore, dobrowolnie odstąpił swoje miejsce nowej dziewczynie.

Laura

Wymknęła się jak zwykle, tuż po zajęciach, ale tym razem to nie wystarczyło. Plany spokojnego lunchu w bibliotece spełzły na niczym. Nawet nie zdążyła zniknąć za rogiem, kiedy ktoś chwycił ją za rękę. Laura patrzyła niedowierzająco. To była dziewczyna!

– Hej, zaczekaj – rozkazała nieznajoma. A może jednak znajoma? Chyba miała z nią jakieś zajęcia… Niebieskie pasmo na tle kruczoczarnych włosów i podarte dżinsy rzucały się w oczy. – To co zrobiłaś, było super! Jesteś cholernie odważna! Nigdy nie widziałam jeszcze, żeby ktoś tak utarł nosa Colowi! – mówiła zachwycona. – Jestem Elena Maes – przedstawiła się wesoło.

– Laura Kendare – odpowiedziała odruchowo, w dalszym ciągu nieco zaskoczona, a teraz jeszcze speszona, tak bezpośrednim kontaktem. – Colowi? – spytała.

Przez chwilę przyszło jej na myśl, że tak może wygląda życie normalnych ludzi, ale potem szybko odepchnęła od siebie iskierkę radości. Jakakolwiek nić sympatii skończy się natychmiast, w momencie, gdy chłopak Eleny, teraźniejszy lub przyszły, po jednym spojrzeniu zauroczy się w niej. Wiedziała, że nie jest stworzona do tego, by zawierać przyjaźnie.

– Naprawdę nie wiesz kim jest Cole? – dziewczynie najwyraźniej trudno było w to uwierzyć. Nierozumiejący wzrok Laury chyba jednak ją ostatecznie przekonał. – To leader zespołu Cuervo. Nie wierzę, że o nich nie słyszałaś!

– Słyszałam – przyznała wzruszając ramionami – chyba każdy zna przynajmniej kilka ich piosenek. Bezustannie lecą w radiu.

Elena przytaknęła.

– Tak i są naprawdę nieźli – westchnęła. – Co nie zmienia faktu, że Cole to totalny dupek. Nie ma tygodnia, żeby jakaś dziewczyna przez niego nie płakała. Kiedy go tak potraktowałaś, musiało to dać mocnego kopa jego ego – uśmiechnęła się wesoło.

Tym razem Laura również się uśmiechnęła. Teraz zrozumiała wreszcie te wszystkie niedowierzające spojrzenia. Nie protestowała, kiedy Elena wzięła ja pod rękę i wyciągnęła na świeże powietrze. Mogła sobie przecież pozwolić na jeden, przyjemny dzień.

Ian

Chłopak westchnął znudzony. Ile to jeszcze będzie trwało? Chciał mieć święty spokój! Na dodatek Cole zachowywał się jakoś dziwnie. Bez przerwy wodził wzrokiem, jakby szukając kogoś. Zupełnie już tracił kontakt z rzeczywistością. Jego cierpliwość się skończyła.

– Co jest? – zapytał prosto z mostu.

Cole spojrzał, jakby Ian brutalnie wyrwał go ze świata marzeń.

– Nie, nic – mruknął tamten, nawet nie uśmiechając się do patrzących na niego maślanym wzrokiem dziewcząt.

To było dziwne. Nietypowe. Czyżby się rozchorował? Zabrali swoje tace i wyszli na dwór. Ian warknął, gdy wpadł na Cola, który gwałtownie się zatrzymał. Podążył za jego wzrokiem. Wpatrywał się w dziewczynę. Siedziała na uboczu. Miała na sobie szarą bluzę z kapturem. Nie była jedną z tych wymuskanych panienek, którymi zazwyczaj interesował się Cole. Była całkiem ładna. Długie jasne włosy, niebieskie oczy, ale przecież każdy z nich mógł mieć takich na pęczki. Ian nie pojmował co w niej takiego specjalnego, że jego przyjaciel stał i wpatrywał się w nią, jak kretyn. W końcu szturchnął go łokciem.

– Gdzie siadamy? – zapytał dość chłodno.

– Tam – Cole natychmiast ruszył w kierunku dziewczyny.

Ian przewrócił oczami, ale posłusznie poszedł za nim.

– Cześć, można tu usiąść? – zapytał uprzejmie Cole.

Obojętnie wzruszyła ramionami, nawet nie podnosząc na nich wzroku. To również była nowość. Cole jednak niezrażony usiadł naprzeciwko niej, a Ian, chcąc nie chcąc, poszedł w jego ślady.

– Zastanawiałem się czy może masz wolny wieczór. Ja jestem Cole, a to Ian. Zapewne znasz nas z…

– Nie – przerwała mu brutalnie, nasuwając kaptur tak, że zasłaniał jej twarz.

– Co nie? – Cole zamrugał zaskoczony.

– Nie mam wolnego wieczoru – odpowiedziała miękko, bez żadnej złośliwości, a jednak ucinając rozmowę.

Sytuacja wydała się Ianowi tak absurdalna, że chciało mu się śmiać. Z trudem stłumił wesołość, wiedząc, że przyjaciel by mu takiego wybuchu łatwo nie wybaczył.

– Jak ci na imię? – spytał, wcinając się do tej dziwnej rozmowy.

Chciał wiedzieć, kto odważył się w taki sposób potraktować Cola. Był przekonany, że dziewczyna w ten sposób skreśliła się towarzysko. Nie wiedziała czy też jej to w ogóle nie obchodziło? Czyżby to właśnie tak zadziałało na Cola? Tym razem podniosła wzrok. Spojrzała na niego najbardziej niebieskimi oczami na świecie.

– Laura – usłyszał jej imię i zdziwił się, że odpowiedziała mu na pytanie.

Ciekawe czy była wariatką? W każdym razie z pewnością musiała mieć interesującą osobowość.

– Miło było cię poznać, Lauro – oznajmił wstając i ciągnąc za sobą Cola. Rzucił na stół dwa, wydrukowane na czarnym kartonie, zabezpieczone hologramami bilety. – Dzisiaj gramy w Krypcie. Przyjdź, jeżeli zmienisz zdanie.

Odchodząc od stołu miał nadzieję, że to co właśnie zrobił, chociaż na kilka godzin otrzeźwi kumpla z tego dziwacznego stanu.

Elena

Wypuściła z płuc długo wstrzymywane powietrze. Jak ona ich nienawidziła! Najgorsze było to, że jednocześnie nie potrafiła uwolnić się od ich muzyki. Laura intrygowała ją teraz coraz bardziej. Kiedy odeszli na odpowiednią odległość, wróciła do stolika.

– Czego od ciebie chcieli? – zapytała zaciekawiona.

Dziewczyna wskazała na leżące na stole bilety.

– Zaprosili mnie na koncert – mruknęła.

Elena wzięła do ręki bilety i zamarła. Miejsca w sektorze tuż pod sceną! Nigdy nie udałoby się jej takich dostać!

– Kogo zabierzesz? – zapytała starając się zabrzmieć obojętnie.

Laura nie spojrzała na nią. Na kolanach trzymała otwartą książkę.

– Nie idę – oznajmiła. Zatrzasnęła gruby tom. „Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze” Edgar Alan Poe, zdążyła zauważyć, zanim dziewczyna schowała książkę do torby. Podniosła na nią wzrok, uśmiechając się nieco blado. – Możesz je wziąć jeśli chcesz.

Elena zawahała się. Tylko przez chwilę. Szybko schowała bilety, stawiając sobie za cel, zabrać ze sobą, swoją nową przyjaciółkę. Choćby nie wiem co.

Laura

Przeklęła w duchu. Zbyt długo zwlekała. Poczuła jak kręci jej się w głowie. Idiotka! Jeżeli nie chce… nie powinna tyle czekać! Szary kaptur bezwładnie opadł jej na plecy. Była słaba. Nawet chodzenie stanowiło w tym momencie wysiłek. Przy jednej z szafek stał szeroki w ramionach blondyn, w kurtce drużyny futbolowej. Był sam. Lepiej nie mogła trafić. Uśmiechnęła się do niego, kiedy na nią spojrzał. To nic trudnego. Podeszła bliżej. Patrzył na nią z niekłamanym zachwytem i… pożądaniem.

– Chciałbyś mnie pocałować? – zapytała łagodnie.

Z trudem przełknął ślinę. Jego oczy mówiły, że o tym marzy. W końcu udało mu się skinąć głową. Oplotła ramionami jego szyję. Był za wysoki. Spojrzała na niego z lekkim wyrzutem, a on natychmiast nachylił się nad nią. Całował ją tak, jakby było mu to potrzebne do życia. Zawsze bawił ją ten paradoks. Przygarnął ją do siebie blisko, zaborczo, zachłannie. Pozwoliła mu na to, a potem odsunęła go od siebie. Czuła się już lepiej. Właściwie to całkiem dobrze. Chwilowo wystarczyło, ale i tak potrzebowała kogoś na stałe. Wcale jej się to nie uśmiechało.

– To na razie – odwróciła się do niego plecami.

– Zaczekaj! – złapał ją za rękę. Przez chwilę jego oczy były mętne. – Jesteś taka piękna… – wyszeptał. Nagle oprzytomniał. – Jak masz na imię? Gdzie cię znajdę? Dasz mi swój numer?

Roześmiała się srebrzyście. Dotknęła gładko ogolonego policzka chłopaka.

– Jeżeli chcesz, żebym była z ciebie zadowolona, to mnie nie szukaj – odpowiedziała powoli wymawiając słowa, niczym do niesfornego szczeniaka. – Gdybyś kiedyś  był mi potrzebny, sama cię znajdę. Po prostu zostań tutaj i dokończ to co robiłeś, zanim ci przerwałam – uśmiechnęła się do niego jeszcze raz, a potem nie odwracając się za siebie odeszła korytarzem.

Ian

Nie wierzył w to co widzi. Mark Jonson, jeden z najlepszych sportowców w szkole, całował się z Laurą. Nic dziwnego, że ignorowała Cola. Zaraz… tylko czy on czasem nie miał dziewczyny? Jak jej było na imię? Caroline? Kiedy tylko zobaczył, jak się całują, natychmiast się stamtąd zmył. Zarzucił na jedno ramię plecak i ruszył w kierunku drzwi. W pewnym momencie coś, a raczej ktoś, z impetem na niego wpadło. Niedopięty plecak spadł na podłogę, wypluwając swoją zawartość. Ian zaklął brzydko. Grafitowy notatnik upadł na podłogę, wysypując ze środka luźne kartki.

– Przepraszam – usłyszał skruszony głos Laury.

– Nie ma sprawy – burknął, kucając, żeby wszystko pozbierać.

Schyliła się, żeby mu pomóc. Nie chciał, żeby ktoś oglądał jego szkice, a tym bardziej, żeby przeczytał którąś z jego piosenek. Chwycił dziewczynę za nadgarstek.

– Poradzę sobie – z trudem powstrzymał się od warknięcia. – Nie musisz mi pomagać.

Chyba zorientowała się, że na podłodze leżą rysunki. Uśmiechnęła się delikatnie. Spojrzała mu prosto w oczy.

– Chciałabym zobaczyć – oznajmiła.

– Ale ja nie mam zamiaru ci nic pokazywać – tym razem naprawdę warczał.

Wyglądała na zaskoczoną. Jakby zbitą z tropu. Po krótkiej chwili odzyskała rezon.

– Dlaczego nie chcesz ich pokazać?

– Bo nie tworzę dla publiczności – odpowiedział po prostu. – Są tylko moje.

Zastanawiała się nad tym przez moment.

– Szkoda, wyglądają na niezłe – oznajmiła w końcu.

– Tego się w każdym razie nie dowiesz – oznajmił, puszczając jej nadgarstek, składając kartki i zamykając zeszyt.

Zgarnął resztę rzeczy do plecaka, wstał i odszedł, zostawiając tą dziwną dziewczynę samą, na korytarzu. Dopóki nie zniknął za drzwiami, czuł na plecach jej przenikliwy, palący wzrok.

Elena

Odetchnęła z ulgą, kiedy odebrała telefon od Laury. Nie tylko nie chciała iść na koncert sama, ale na dodatek było jej głupio. W końcu to nie ona dostała te bilety… Nie miała pojęcia co wpłynęło na zmianę zdania dziewczyny, ale najwyraźniej bardzo zaczęło jej zależeć, żeby tam jednak pójść. Spotkały się na placu, w centrum miasteczka, kilka ulic od klubu. Tu przynajmniej nie było tak tłoczno, jak tam… Elena przygotowywała się dobrą godzinę i była dumna z efektu swoich starań. Ciemne włosy związała wysoko, w koński ogon, a luźno wypuściła jedynie niebieskie pasmo. Miała na sobie obcisłe, czarne dżinsy i kontrastujący z nimi, biały top z nadrukiem Jacka Danielsa. Na nogi natomiast wciągnęła długie buty. Uznała, że lepiej już być nie mogło. Nie oceniała innych, nie zwracała uwagi na cudze stroje, jednak Laura… jak ona do cholery miała się z nią tam pokazać? Dziewczyna kompletnie olała sprawę. Nie zrobiła nic, by choć trochę ładnie wyglądać. Nosiła wytarte, niebieskie dżinsy i to naprawdę wytarte od długiego noszenia, a nie takie kupione w designerskim sklepie z „firmowymi” dziurami, a do tego włożyła czarną koszulę, zdecydowanie na nią za dużą, a na dodatek męską! Na nogach nosiła zniszczone trampki. Nie miała żadnego makijażu, nie użyła nawet błyszczyka, a włosy zwinęła byle jak, tak, że teraz luźne kosmyki wystawały z gumki na wszystkie strony. To była katastrofa! Czy jej na niczym nie zależało?

– Cześć – przywitała się niechętnie, zastanawiając się, jak poważny popełniła błąd.

– Hej – Laura obdarzyła ją promiennym uśmiechem.

– To idziemy? – zapytała zrezygnowana.

Tamta skinęła głową i obie ruszyły w kierunku klubu. Przed drzwiami kłębił się tłum. Kolejka była nieziemska. Elena aż jęknęła w duchu, ale Laura w ogóle się nie zatrzymała. Ominęła wszystkich i podeszła bezpośrednio do sprawdzającego bilety ochroniarza. Pokazała mu ich wejściówki, patrząc mężczyźnie prosto w oczy.

– Wpuścisz nas? – zapytała, ale to nie było pytanie, przynajmniej nie do końca.

Laura brzmiała tak, jakby była pewna, że tak właśnie się stanie. Ochroniarz wpatrywał się w nią przez chwilę, a potem odsunął na bok blokującą bramkę, żeby mogły przejść. Nawet nie sprawdził biletów, tylko od razu skierował je do mężczyzny, który wskazywał na mającej kilka wejść sali, sektory. Jak na małe miasteczko, Shadowfall miało całkiem porządny klub. Zresztą na koncert ludzie najwyraźniej zjeżdżali się zewsząd. Weszły do środka i zajęły miejsca z boku sceny. Elena miała ochotę znaleźć się jeszcze bliżej, ale dalej była oszołomiona zachowaniem Laury i nie protestowała, kiedy ta stanęła na uboczu. Jako suport grała jakaś miejscowa kapela. Nie trwało to jednak długo, ponieważ cała sala aż wrzała.  Tłum wariował. Zwłaszcza dziewczyny. Krzyczały imię Cola, co jakiś czas powtarzały się również imiona Iana i Marka. Kiedy lider zespołu wśród okrzyków wyszedł na scenę, wyglądało na to, że kogoś szuka. Elenę przeszły ciarki, kiedy jego wzrok zatrzymał się na Laurze. Dopiero wtedy się uspokoił, uśmiechając szeroko. Rozpoczął swój występ. Dziewczyna zastanawiała się co jest grane. Może oni znali się już wcześniej? To jednak wydawało się mało możliwe. Dlaczego taki playboy jak Cole tak bardzo zainteresował się Laurą? Elena nie widziała w niej niczego niezwykłego. Może poza jednym… zdecydowanie nie była miła dla chłopaka i właściwie uporczywie go ignorowała. Czy dlatego właśnie zwrócił na nią uwagę? Przestała myśleć. Skakała razem ze wszystkimi i dała się ponieść muzyce. Dopiero po pewnym czasie zdała sobie sprawę, że Laura stoi spokojnie obok niej. Wpatrywała się w scenę, ale jej wzrok kompletnie ignorował Cola. Ona patrzyła bezpośrednio na Iana.

Cole

Nie miał pojęcia co się z nim dzieje. Wszystko dookoła straciło barwy. Jaśniała tylko ona. Była jak promień słońca, jak narkotyk. Bez niej nic nie miało już sensu. Kiedy wyszedł na scenę, spanikowany szukał jej wzrokiem. Nie miał pojęcia co zrobiłby, gdyby się nie pojawiła. Ale ona tam była. Przyszła na ich koncert. Cole odetchnął z ulgą. Setki dziewczyn, które się za nim uganiały, przestały istnieć, a on sam był zdecydowany zrobić wszystko, byleby zdobyć właśnie tą jedną. Publiczność była wspaniała. Jak zwykle wszyscy świetnie się bawili. Koncert przemknął aż nazbyt szybko, ponieważ Cole myślał tylko o niej. Wiedział, że nie powinien improwizować, zwłaszcza, że nie uprzedził o tym Marka i Iana, ale w tej chwili go to kompletnie nie obchodziło. Piosenka, specjalnie dla niej, istniała dopiero od nieco ponad godziny, ale on już dokładnie, na pamięć znał każde słowo.

– Teraz chciałbym zaśpiewać coś dla pewnej, bardzo specjalnej dziewczyny – oznajmił, wprawiając w konsternację przyjaciół i ekipę organizacyjną, nie spuszczając wzroku z Laury.

Są wystarczająco zgrani, wiedział o tym. Jakoś sobie poradzą. Śpiewał o gorącym uczuciu, o płomieniu, który w nim rozpaliła, o oczach jak wiosenne niebo. Wiedział, że każda z nich ma nadzieję, że to właśnie o niej. Utwór wyszedł rewelacyjnie, bo włożył w niego całe swoje serce. Przyjaciele również dali radę z akompaniamentem, więc menadżer nie będzie miał pretensji, uzna, że to zaplanowali. Chwycił białą różę, którą wcześniej przygotował, a potem, przy wtórze wrzasków publiczności, zeskoczył ze sceny i podszedł prosto do Laury. Dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy. Mimo, że otaczał ich tłum, nikt inny mógłby nie istnieć. Zdał sobie sprawę, że nie oddychał, dopiero w momencie, gdy przyjęła od niego kwiat. Zalała go fala cudownej ulgi i uniesienia. Nie była speszona, ani trochę. Jej blada twarz nie zmieniła barwy. Obdarzyła go natomiast lekkim uśmiechem aprobaty, a on poczuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Pozwoliła mu objąć się ramieniem i poprowadzić na scenę.

– Elena – wskazała stojącą obok w osłupieniu dziewczynę – to moja przyjaciółka – powiedziała szeptem – jeżeli mam iść z tobą, to ją też zabierz.

Jasne, nie ma problemu, pomyślał Cole. Zrobiłby dla niej znacznie więcej niż tylko to. Wszystko by dla niej zrobił. Ją również objął i teraz z dwiema dziewczynami po bokach, wrócił do zespołu.

Laura

Właściwie dlaczego nie Cole? Co za różnica kto? Poza tym on zachowywał się nieco inaczej niż powinien. Był nią bardziej zauroczony niż inni. Nie zapominał. Poza tym, przy nim nie miała najmniejszych wyrzutów sumienia. Należało mu się za te wszystkie dziewczyny, którym złamał serca. Pierwszy dzień w nowej szkole, a już słyszała, jak przez niego płaczą. Poza tym to może przynieść również inne korzyści, a już z pewnością pozbawi ją problemu. Koncert skończył się widowiskowym pocałunkiem. Publiczność szalała, nawet jeżeli fanki Cola miały problem z tym, by ukryć swój zawód. Był przystojny i nieźle całował, czego miałaby chcieć więcej? Jej myśli były chłodne i pełne sarkazmu. Po koncercie odbywała się impreza. Chłopak nie odstępował jej na krok. W końcu się zirytowała. To nie dla niego tu przyszła.

– Chcę trochę od ciebie odpocząć – oznajmiła mu cicho, tak żeby nikt inny nie usłyszał.

Jego twarz wykrzywił grymas bólu, jakby mu czymś przyłożyła.

– Dlaczego? – zapytał naiwnie. – Pragnę mieć cię blisko – wyjaśnił, jakby to cokolwiek miało zmienić.

Uśmiechnęła się do niego łagodnie. To zawsze działało.

– Jeżeli nie chcesz, żebym od ciebie uciekła, to musisz mi dać trochę przestrzeni, wtedy, kiedy jej potrzebuję – wyjaśniła.

Mocno zacisnął szczękę. Był niezadowolony. Proszę, tylko się nie porycz, westchnęła w duchu dziewczyna. Nie, Cole nie był mięczakiem. Opuścił obejmujące ją do tej pory ramię.

– Gdzie cię znajdę? – spytał, dalej nie pozbawiony nadziei.

– Nie szukaj – mruknęła, odchodząc.

Ian

Zdziwił się, kiedy do niego podeszła. Specjalnie siedział na uboczu, żeby nikt go nie zadręczał. Potrafił odpychać od siebie ludzi. Doskonale to umiał. Ją również spławi. Dalej nie mógł uwierzyć w to co zrobił Cole. Ryzykował fiasko całego koncertu i to dlaczego? Żeby zaimponować dziewczynie, którą dzisiaj poznał. To nie było normalne, a Ian darzył ją coraz większą niechęcią. Przez chwilę wpatrywała się w niego uważnie, poważnym wzrokiem. Potem usiadła obok niego, w okiennej wnęce, którą zajmował. Odważnie patrzyła mu w oczy. Nie miał pojęcia, czego od niego chce.

– Jesteś homoseksualistą? – zapytała w końcu.

– Co?!

Ian zdębiał.

– Pytam, czy jesteś gejem – wyjaśniła usłużnie, nie drwiła z niego, była wyraźnie zaciekawiona.

Przez jego umysł przelało się całe morze emocji. Zaskoczenie, złość, uraza. W rezultacie jednak po prostu prychnął śmiechem. Za kogo ona się ma?

 – Czy jesteś aż taką egocentryczką, że uważasz, że każdy bez wyjątku facet będzie na ciebie leciał? – wybuchnął zirytowany.

Nie odwróciła wzroku.

– Tak – przyznała spokojnie.

Miał ochotę ją przełożyć przez kolano i dać jej w tyłek. Głupia smarkula!

– Więc ja na ciebie nie lecę – warknął – i nie, dla twojej informacji nie jestem gejem. Jestem w stu procentach hetero.

Wstał, nie kryjąc swojej złości. Nie wystarczyło jej, że Cole na jej punkcie kompletnie zwariował? Kiedy wyszedł z gwarnego pomieszczenia na klatkę schodową, zdał sobie sprawę, że ona idzie za nim. Zatrzymał się tak nagle, że na niego wpadła.

– Czego ode mnie chcesz?! – wrzasnął.

Jej twarz nie wyrażała niczego. W ogóle się nie przejęła tym, jak bardzo go wkurzyła.

– Żebyś na mnie zaczekał. Chcę iść z tobą.

– Nie ma mowy! – syknął i ruszył dalej, ale ona i tak ciągle za nim szła.

– Jak długo zamierzasz mnie prześladować? – zapytał wychodząc na dwór.

Tego wieczoru miał ze sobą motocykl, nie porsche. Stał teraz nad nim, wahając się. Jeżeli na niego wsiądzie, bez wyjaśnienia z nią tej sytuacje, to będzie tak, jakby uciekał. Tyle, że on nie był tchórzem i nie zamierzał zwiewać nawet przed wariatką.

– Dopóki nie dowiem się w czym rzecz – uśmiechnęła się do niego zdawkowo. – Odwieziesz mnie do domu? – poprosiła patrząc na motor.

Warknął. Co ona sobie myślała?! Słowo „nie” cisnęło mu się na usta i miał ochotę je wywrzeszczeć, ale przecież nie zostawi jej w środku nocy samej… Była niezrównoważona, a nie chciał mieć jej na sumieniu.

– Obiecuję po drodze nie odzywać się ani słowem – dodała, a to przeważyło szalę.

Niechętnie podał jej kask i pozwolił, żeby usiadła za nim.

Elena

Impreza, po koncercie! Niewiele osób ze szkoły mogło się pochwalić, że na takiej było. I to co zrobił Cole… to było takie… romantyczne. Nie sądziła, że stać go na takie gesty. Z łatwością przyszło jej teraz wybaczenie Laurze tego, jak się ubrała. Zwłaszcza, że nie zapomniała o niej. Poszukała wzrokiem nowej przyjaciółki. Nigdzie jej nie było. Znalazła natomiast Cola. Rozmawiał z innymi i udawał, że się bawi, ale znała go już pewien czas i wyraźnie czuła, że nie był sobą. Rozglądał się co chwila, najwyraźniej, tak jak ona sama, w poszukiwaniu Laury. Nagle odezwała się jej komórka. Przyszedł sms. Był od Laury.

„Wróciłam do domu. Powiedz Colowi, że będę mu bardzo wdzięczna, jeżeli cię odwiezie.”, brzmiała jego treść.

Elena poczuła się odrobinę wystawiona. Posłusznie jednak podeszła do chłopaka. Jego zielone oczy rozbłysły. Wyglądał, jakby sprawiło mu radość, że może zrobić coś dla Laury. Spełnić jej życzenie. Na imprezie zostali jeszcze przez godzinę, a on przez cały ten czas jej nadskakiwał, traktując jak królową. Był zabawny, szarmancki i czarujący. W ogóle nie była w stanie porównać go z tym nadętym, aroganckim Colem ze szkoły. Kiedy wychodzili, chłopak na chwilę zniknął, a ona znalazła leżący na parapecie kwiat, białą różę. Schowała ją do torebki, z mocnym postanowieniem, że odda ją Laurze, ale zanim jeszcze zamknęła suwak, wiedziała już, że go zatrzyma. Skoro ona zostawiła tu różę, znaczyło, że jest jej wszystko jedno. Elenie, mimo że chciałaby zupełnie inaczej, w tym momencie jednak nie było.

Ian

Ona zwyczajnie go dręczyła! Prześladowała! Była jak cień. Najdziwniejsze było jednak to, że najwyraźniej nic od niego nie chciała. Chodziła za nim już od tygodnia, niczym stalker. Czasami z nim rozmawiała, a innym razem po prostu siedziała w milczeniu lub coś czytała. Gdyby uznał, że cośkolwiek do niego miała… gdyby się w nim chociaż zadurzyła, ale nie… Oficjalnie została dziewczyną Cola i żadne z nich nie ukrywało, że stanowią parę. Dlaczego więc tak usilnie szukała jego towarzystwa? Tęsknił za swoją samotnością, unikaniem ludzi, ale z drugiej strony… tak naprawdę mu nie przeszkadzała. Nie narzucała się nachalnie, nie zagadywała go na siłę, zawsze była aż nazbyt szczera. Intrygowała go. Była zagadką nie do rozgryzienia. I ani trochę nie obrażała się, kiedy nazywał ją wariatką. Teraz siedziała na trybunach, od czasu do czasu podnosząc wzrok znad książki i patrząc jak biegał. Zniszczone dżinsy, wyciągnięta szara bluza, stanowiły najwyraźniej jej ulubiony zestaw. Do tego znoszone trampki… perfekcyjna dziewczyna! Dziwił się, że Colowi to wcale nie przeszkadzało. Była bardziej jak chłopak. Zupełnie inna od tych, z którymi się wcześniej spotykał. Ian podziwiał jej odwagę. Pokazywać się tak w gronie dziewczyn, które były jak żmije. To zdecydowanie wymagało odwagi. Dodatkowo zupełnie nie przejmowała się tym co o niej mówią, a plotek było wiele od kiedy zaczęła chodzić z Colem. Chłopak nie miał pojęcia co o niej myśleć i to prześladowało go jeszcze bardziej niż jej stała obecność.

– Znowu na mnie czekasz? – spytał, przysiadając się do niej na trybunach i niemal duszkiem wypijając butelkę wody.

– Tak – uśmiechnęła się, jakby chciała go nagrodzić za to, że wreszcie zrozumiał.

Westchnął.

– Czemu to robisz? – spytał kolejny raz.

Wzruszyła ramionami. Jak zwykle. Jednak za każdym razem jej odpowiedź była inna. Tym razem uśmiechnęła się do niego łobuzersko. Niebieskie oczy radośnie się zaiskrzyły.

– Może po prostu cię lubię? – ni to stwierdziła, ni zapytała.

Roześmiał się, rozbrojony. Czy on sam ją lubił? Właściwie to chyba tak, a to zdumiewało go jeszcze bardziej. W pewnym momencie pobladła. Mocno chwyciła się krawędzi ławki, na której siedziała.

– Nic ci nie jest? – zapytał zaniepokojony.

W jej oczach zobaczył panikę.

– Cole! Zadzwoń po Cola! Niech tu przyjdzie – szepnęła.

– Teraz? – zdziwił się Ian, wiedząc, że jego przyjaciel ma dodatkowe zajęcia. – Jest zajęty. Ja ci nie wystarczę? – zażartował.

Spojrzała na niego. Zupełnie poważnie.

– Nie – odpowiedziała ostro.

Zadzwonił. Naprawdę spełnił jej idiotyczne polecenie! Natomiast Cole, zamiast się zirytować, przybiegł w ciągu niecałych pięciu minut.

– O co chodzi? – zapytał zaniepokojony, siadając obok Laury i czule obejmując ją ramieniem.

Przyciągnęła go do siebie, pocałowała. Ian patrzył na nich poirytowany. Kiedy już zbierał się, żeby sobie iść i dać im spokój, ona przerwała pocałunek. Uśmiechnęła się.

– Dziękuję, że przyszedłeś – stwierdziła – możesz już iść.

– Ale… – zaczął niezbyt przekonany Cole.

Jej twarz spoważniała. Przestała się uśmiechać. Wstał. Pocałował ją w skroń.

– Daj znać, jeżeli będziesz mnie potrzebowała. – Uśmiechnął się do niej łagodnie. Ian nie poznawał tego uśmiechu. Nie miał nic wspólnego z aroganckim, leniwym, uśmiechem Cola, który podrywał dziewczyny. – Nawet w środku nocy.

Nie ironizował. On mówił zupełnie serio. Cole był gotowy rzucić wszystko co właśnie robił i przybiec, nawet tylko po to, żeby ją pocałować. Gapił się na niego, do czasu aż tamten nie zniknął z pola widzenia.

– Co to było? – zwrócił się do Laury wściekłym tonem. – Testujesz go w jakiś sposób?

Spojrzała poważnie na Iana. Wyglądała zupełnie normalnie. Nie była również jakoś specjalnie zadowolona. W jej oczach nie było śladu drwiny.

– A jaka odpowiedź cię zadowoli? – spytała.

– Żadna – odparł po chwili zastanowienia.

– Więc może po prostu nie pytaj, skoro z góry zakładasz, że i tak nie zrozumiesz.

Znowu był na nią wściekły. Jego uczucia względem tej dziewczyny zmieniały się jak w kalejdoskopie. Zerwał się z ławki. Chciał odejść, ale zdał sobie sprawę, że wstała za nim. No tak, ona nie funkcjonowała jak normalna osoba… Jego humory spływały po niej jak woda.

– Dokąd idziemy? – zadała pytanie, a brzmiało to, jakby pytała jedynie z uprzejmości.

Westchnął cierpiętniczo. Gdyby chciał się jej pozbyć, musiałby chyba ją przywiązać. Gdziekolwiek nie pójdzie ona i tak się tam wprosi. Nie przychodziło mu do głowy żadne inne wyjście, jak tylko odpowiedzieć.

– Do nas do domu, zamówimy sobie pizzę.

– Ok. Super. Jestem głodna – nagrodziła go tym swoim irytującym uśmiechem, którym potwierdzała, że traktuje każdego faceta, niczym szczeniaczka.

Wzniósł oczy ku niebu. Co złego w życiu zrobił, że to właśnie jego coś takiego spotyka?!

Cole

Był zazdrosny. Cholernie zazdrosny! I jednocześnie nie mógł pokazać tego Laurze. Instynktownie czuł, że nie byłaby zadowolona. Jednak coś musiał zrobić! Dlaczego ona tyle czasu spędzała w towarzystwie Iana? Przecież miała jego, Cola, a on poświęciłby dla niej każdą wolną minutę. Teraz ona i ta jej przyjaciółka… jak jej tam? Emma? Ella? Nie ważne zresztą… Ona i jej przyjaciółka oglądały ubrania w centrum handlowym, a on sam starał się być cierpliwy, czekając na swoją dziewczynę. Czuł, że wariuje. Wariował na jej punkcie. Nigdy mu się jeszcze coś takiego nie zdarzyło. Teraz wiedział, jak to się dzieje, że ludzie wariują z miłości. Wreszcie to zrozumiał. On sam był gotowy zachowywać się jak szaleniec. Dla niej. Irytowało go to, że inni mężczyźni na nią patrzą. Nienawidził, kiedy się do kogoś uśmiechała. Na początku nie podobały mu się jej wyciągnięte, znoszone ubrania, ale teraz był za nie wdzięczny losowi. Dzięki temu przynajmniej nie mogli na nią patrzeć, oglądać jej taką, jaka była. On mógł.

– Ostatnio często się zamyślasz – stwierdził Ian, pochłaniając kolejnego cheeseburgera.

Cole wzruszył ramionami.

– Mam co rozważać – stwierdził udając obojętność.

Przyjaciel drażnił go samą swoją obecnością. Ostatnio irytowały go nawet podchodzące po autograf dziewczyny, mimo, że Laura najwyraźniej nie była o nie ani trochę zazdrosna. To wkurzało go jeszcze bardziej.

– Tak, rzeczywiście – prychnął Ian, ale nie zdążył już nic powiedzieć, bo wróciły dziewczyny.

On jednak widział tylko Laurę i jej cień. Ta druga, mimo, że kiedyś uznałby ją za całkiem ładną, była wyblakła na jej tle. Właściwie nikt i nic innego oprócz niej mogłoby nie istnieć. Natychmiast zabrał od niej niewielkie reklamówki, które niosła. Była cudowna. Jasne, falujące włosy, chabrowe oczy, różane usta. Z trudem powstrzymał się od jęku rozkoszy, kiedy usiadła mu na kolanach. Wdychał cudowny, kokosowy zapach szamponu, którym myła włosy. Wokół niej roztaczała się delikatna woń bzu, a on był dumny, że używała zapachu, który jej sprezentował. Oplotła ramionami jego szyję i pocałowała go w usta. Żarliwie odwzajemnił jej pocałunek.

– Mhm – przerwała im jej przyjaciółka. – Nie jesteście sami – oznajmiła, kiedy Laura przestała go całować, by spojrzeć na nią.

Dziewczyna uśmiechnęła się pogodnie.

– Przepraszam – mruknęła – stęskniłam się za Colem.

Poczuł przyjemne mrowienie i ciepło w środku. Tak! Stęskniła się za nim. Nagle przyszło mu do głowy, że jest żałosny. Czy tak właśnie zachowują się zakochani ludzie? Paranoja! Nic jednak nie mógł na to poradzić.

– Jak zakupy? – spytał Ian, chyba tylko po to, żeby przerwać krępującą ciszę.

– Elena to zakupoholiczka – uśmiechnęła się do przyjaciółki Laura. Wskazała na siatki. – Ubrała nie tylko siebie, ale i mnie. Przez najbliższy miesiąc mogę chodzić codziennie w czym innym – westchnęła, udając cierpienie.

Ten jej cudowny uśmiech!

– Przesadzasz – zarumieniła się tamta.

Wzrok Laury już jednak błądził gdzie indziej. Patrzyła na słup z kolejką, która wjeżdżała pod sam sufit centrum handlowego, a potem gwałtownie spadała w dół. Zerwała się z kolan Cola. Obeszła stolik.

– Chcę na to iść – chwyciła rękę Iana – chodź ze mną! Elena stanowczo odmówiła.

Chłopak przewrócił oczami, ale posłusznie wstał. Cole poczuł jak coś mrozi go w środku. Miał ochotę przyłożyć Ianowi, tu i teraz. Cholerny drań! Jak on śmiał podrywać jego dziewczynę?! Wpatrywał się złym wzrokiem, w ich plecy, kiedy kupowali bilety, a potem rozmawiali czekając na swoją kolejkę. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Elena coś do niego mówi. Zmusił się do słuchania jej słów. Laura nie byłaby zadowolona, gdyby ignorował jej przyjaciółkę.

– Genialnie wyszedł wam ten ostatni koncert – ciągnęła dziewczyna. – Wszyscy byli pod wrażeniem. Zwłaszcza twojej nowej piosenki – dodała, jakby nieco zawstydzona.

Chyba pierwszy raz rozmawiała z nim sam na sam. Cole miał już dosyć pochwał i komplementów. Zawsze to samo. Rzygał nimi, ale robił dobrą minę, do złej gry. Nagle przyszło mu coś do głowy. Pomysł, dzięki któremu odrobinę więcej czasu spędzi z Laurą.

– Może przyjdziecie jutro do nas na próbę? – uśmiechnął się czarująco. Laura by odmówiła, ale Elena ją przekona. Był tego pewien. – Potem popływamy w basenie, czy coś takiego.

Jego dziewczyna w kostiumie kąpielowym wydała mu się cudownym pomysłem. Z trudem powstrzymał mruknięcie zadowolenia. Elena ożywiła się jeszcze bardziej.

– Jasne, bardzo chętnie przyjdziemy – oznajmiła zaplatając na palec kosmyk włosów.

Super. Jedna sprawa z głowy. Teraz jeszcze tylko został Ian. Minuty wlekły się niemiłosiernie, ale w końcu wrócili. Laura miała cudownie zaróżowione policzki, a jego przyjaciel wyglądał na całkiem zadowolonego. Zdecydowanie za bardzo zadowolonego. Śmiali się obydwoje z sobie tylko znanego żartu.

– Zmywamy się? – zapytał od niechcenia Cole.

– Ja jeszcze potrzebuję do toalety – stwierdziła Elena. – Laura idziesz?

Dziewczyna skinęła głową. Czemu one zawsze tam chodzą stadami?!

– Ok. Poczekamy na was w samochodzie – stwierdził obojętnym tonem.

Rozdzielili się. W podziemnym przejściu na parking Cole nagle się zatrzymał. Rzucił na betonową podłogę reklamówki i pchnął Iana na ścianę. Chłopak patrzył na niego zaskoczony. Cola irytowało, że nie próbował się bronić.

– Co jest? – zapytał tylko.

Cole przyskoczył do niego i szarpnął go z całej siły. Obydwaj byli dość wysocy i bez trudu mogli patrzeć sobie prosto w oczy.

– Odwal się od mojej dziewczyny! – wycedził Cole.

– Hej, przecież nic do niej nie mam – mruknął Ian. – Ona mnie nie interesuje.

Tym razem chłopak nie wytrzymał i go uderzył, a Ian oddał. Zaczęli się bić.

– Myślisz, że nie widzę, ile czasu z nią spędzasz? – syknął Cole. – Masz mnie za głupca czy ślepca?

– To ona za mną łazi, nie na odwrót – Ian pożałował tych słów, jeszcze zanim do końca wydobyły się z jego krtani.

Cole znów pchnął go na ścianę. W jego żyłach buzowała adrenalina. Nie wierzył w ani jedno jego słowo.

– Więc jej unikaj! – warknął. – To takie trudne?!

Ian wyciągnął ręce w obronnym geście.

– Wyluzuj. Będę jej unikał – obiecał.

Niechętnie ustąpił, puszczając przyjaciela, bo wiedział, że za chwilę przyjdą dziewczyny. Wygładził włosy i ubranie. Miał nadzieję, że ta sprawa jest już załatwiona.

Laura

Leżała na łóżku, wpatrując się w ekran telefonu. Nie odpisywał. Dziwne. Przyzwyczaiła się już do wymiany ironicznych uwag i żartów wieczorami. Sprawiało jej to przyjemność. Zadzwoniła. Nie odebrał. Westchnęła. Ian ją fascynował, a znajomość z nim dawała jej nadzieję. Dziewczyny jej nienawidziły, jakby wyczuwały w niej naturalnego wroga. Elena się z nią przyjaźniła, ale to minie, kiedy się zakocha. Laura nie miała złudzeń. Natomiast przyjaźń z chłopakiem była niemożliwa. Przynajmniej do czas aż nie spotkała Iana… Z jakiegoś powodu na niego nie działał jej urok. Pierwszy raz w życiu mogła mieć prawdziwego przyjaciela.

Następnego dnia w szkole również ją ignorował. Było gorzej, niż na początku, kiedy zaczęła za nim chodzić. Wtedy zwyczajnie nie zwracał na nią uwagi, a teraz celowo ją odpychał. Kiedy była w pobliżu, krok w krok dreptał za Colem lub szukał jakiegokolwiek innego towarzystwa. O to nie musiał zabiegać. Zwłaszcza niektóre dziewczyny były szczęśliwe, że wreszcie zwrócił na nie uwagę. Laura przyglądała mu się z pewnego oddalenia. W ich towarzystwie wyglądał na znudzonego. Nawet kiedy się uśmiechał, wyglądało na to, że robi to z łaski. Czekoladowe oczy chłopaka pozostawały puste. Stworzyła w myślach listę powodów, dla których mógłby się na nią obrazić. Znalazła ich kilkadziesiąt, a jednocześnie żaden jej nie pasował. Iana trudno było rozzłościć, a nawet jeżeli, była przekonana, że powiedziałby jej wprost o co chodzi. Poczuła irytację. Nie zamierzała go w ten sposób stracić.

– Zaczekaj! – zawołała za nim, kiedy wychodził ze szkoły.

Zignorował ją i nawet się nie zatrzymał. Dogoniła go, chwytając za rękaw czarnej bluzy.

– Powiedziałam zaczekaj – mruknęła zła na niego.

– A ja nie zatrzymując się, dałem wyraźnie do zrozumienia „nie” – warknął na nią.

– O co ci chodzi? Za co się na mnie gniewasz?

Patrzyła mu prosto w oczy. Nie chciała, żeby próbował kłamać.

– Nie ważne – mruknął, spuszczając wzrok.

Nagle ją olśniło.

– Cole, to jego wina, prawda? Jest zazdrosny – wiedziała, że ma rację, a Ian tylko to potwierdził, odwracając wzrok. Westchnęła. – Czy jak z nim zerwę, to będziemy mogli się dalej przyjaźnić? – zapytała wprost.

Iana wmurowało w ziemię.

– Co?!

– Skoro to on jest problemem – wyjaśniła – to to najprostszy sposób, żeby go rozwiązać.

Wyglądał na przerażonego.

– Nie możesz tego zrobić! – zaprotestował.

Niby czemu nie?

– Oczywiście, że mogę – stwierdziła z prostotą.

Teraz to on wyglądał na poirytowanego.

– Traktujesz go jak zabawkę! Wygląda na to, że wszystkich facetów traktujesz jak zabawki! On natomiast jest w tobie naprawdę zakochany. W ogóle zdajesz sobie z tego sprawę?!

Zasłoniła uszy rękoma, bo Ian na nią niemalże krzyczał. Podziałało. Uspokoił się trochę.

– No i co z tego? – nie zamierzała zaprzeczać, w końcu przecież miał rację.

Chyba nieumyślnie rozzłościła go jeszcze bardziej. Zacisnął usta tak, że zmieniły się w wąską linię.

– Ja w każdym razie nie zamierzam być kolejnym – warknął, odwracając się od niej. – Proszę bardzo, złam Colowi serce.

Ponownie chwyciła go za rękaw. Strącił jej dłoń i ruszył przed siebie szybkim krokiem. Co za uparty dureń!

– Jak mam cię przekonać, jeżeli nie chcesz ze mną rozmawiać? – spytała uparcie idąc za nim.

W końcu się do niej odwrócił.

– Do czego chcesz mnie przekonywać? – zapytał wściekle.

– Usiądziemy? – poprosiła zerkając na trawę, na której stali.

– Proszę bardzo – opadł na ziemię, opierając się o szerokie drzewo. – Masz pięć minut. Potem ja idę, a ty dajesz mi spokój. Na stałe i nieodwołalnie.

Uśmiechnęła się do niego pogodnie, co również go najwyraźniej zirytowało.

– Oczywiście o ile cię nie przekonam – oznajmiła miękko.

– Oczywiście – potwierdził najwyraźniej wątpiąc, żeby się jej udało.

Ian

Nie miał pojęcia czego ona od niego chce. Dlaczego zamierzała rzucić dla niego Cola? Czy teraz nim chciała się zabawiać? Niedoczekanie! Głupia, rozpieszczona dziewucha! A jednak nie odchodził. Była piekielnie uparta, a on chciał wysłuchać tego co ma do powiedzenia.

– Po pierwsze – zaczęła spokojnie – czy dałam ci w jakikolwiek sposób odczuć, że na ciebie lecę? Zrobiłam cokolwiek niewłaściwego? Jeżeli tak, to przepraszam. Nie zamierzałam. Nie interesujesz mnie… w ten sposób – zapewniła.

Ian mimowolnie odczuł to jako cios w jego ego. Nie interesował jej w ten sposób…

– Nie, nie dałaś – przyznał niechętnie. – Więc o co…

– Po drugie – nie dała mu dokończyć – czy biegałeś za Colem i powtarzałeś mu jak głos sumienia, że krzywdzi dziewczyny? Musiałeś przecież widzieć, ile z nich przez niego płacze. Zdawałeś sobie z tego sprawę i nie robiłeś z tym kompletnie nic. Dlaczego więc mnie traktujesz na innych prawach?

– Ja wcale nie… – zaczął, ale znowu weszła mu w słowo.

– Lubię Cola i jest mi z nim wygodnie. Jeżeli jednak mam wybierać, to wybiorę ciebie. Chcę się z tobą przyjaźnić. Tylko przyjaźnić – wyjaśniła. – Jakiś chłopak zawsze się znajdzie. To żaden problem – stwierdziła.

– Tak, widziałem – zrezygnowany przymknął oczy.

– Ian, lubisz moje towarzystwo – oznajmiła mu aż nazbyt pewnie.

Roześmiał się. Miała rację. Nawet, jeżeli tak piekielnie irytowało go to, że ma.

– Dobrze, już dobrze, coś wymyślę – mruknął. – Tylko nie zostawiaj Cola – poprosił. – Może poczujesz do niego coś więcej… – westchnął – albo mu się znudzisz i to on zostawi ciebie – tym razem już się uśmiechał. – Jesteś niemożliwa – stwierdził.

– Wiem – oznajmiła uradowana.

– Musimy schodzić mu z oczu – powiedział. – Jest bardzo zazdrosny, a ja nie chcę go denerwować.

– To od niego oberwałeś? – spytała, przesuwając dłonią po jego krótko ściętych włosach, aż na policzek, obrysowując palcem siniaka, którego miał przy skroni, po prawej stronie oka.

Poczuł przyjemne mrowienie. Do tej pory unikała dotykania go. Czasami chwytała go za rękę, kiedy chciała go zmusić, żeby gdzieś z nią poszedł, ale wtedy za bardzo się tym faktem irytował, żeby zwrócić uwagę na sam dotyk jej skóry. Niechętnie skinął głową. Poczuł się dość nieswojo, więc milczał.

– Porozmawiam z nim – oznajmiła. – Powiem mu, jak mi przykro, że mnie unikasz. – Znowu się uśmiechnęła. – Jestem pewna, że wtedy on sam załatwi tą sprawę.

Cole

Po tym, jak na jej policzkach pojawiły się łzy, musiał niemal błagać Iana, żeby pojawił się po próbie na basenie. Właściwie, mimo, że tak naprawdę pragnął być sam na sam z Laurą, urządził małe przyjęcie, żeby wytłumaczyć obecność wszystkich. Ze wszystkich sił próbował sobie wmawiać, że to dobrze, że jego dziewczyna lubi jego przyjaciół. Nie działało. Zresztą nie tylko o niego był zazdrosny. Popołudniu pojawiło się kilkanaście osób. Wszyscy w kostiumach kąpielowych, z piłkami plażowymi i kolorowymi ręcznikami. Były przekąski i drinki z parasolką. Jak za starych dobrych czasów. No prawie… Zazwyczaj wodziłby wzrokiem za opalonymi dziewczynami w bikini. Teraz równie dobrze ktoś mógłby na ich miejsce położyć manekiny. On szukał tylko jednej. Miała na sobie granatowy, sportowy strój i tym wyróżniała się wśród innych. Nie był ani modny ani ładny, a on i tak na jej widok niemal zachłysnął się powietrzem. Tak bardzo zapragnął jej dotknąć! Chciał do niej podejść, ale wtedy pojawił się Ian, który razem z nią i z ubraną w czarny strój, z dużym wycięciem na brzuchu Eleną, wskoczył do wody. Cole miał mordercze myśli i z trudem powstrzymał się, żeby do nich nie dołączyć. Nie mógł, bo wtedy wszyscy zobaczyliby co dzieje się w jego kąpielówkach. Basen nie był jednak najlepszym pomysłem. Owinął się ręcznikiem i zniknął w domu, żeby rozwiązać swój mały problem.

Elena

Dzięki przyjaźni z Laurą stała się popularna. Wszyscy zaczepiali ją na korytarzu, wypytując o zespół. Każdy chciał mieć informacje z pierwszej ręki. Do tego zapraszano ją na wszystkie imprezy, ale ona chodziła tylko na te, na które zgodziła się pójść Laura. Starała się nie mieć pretensji do przyjaciółki. Przecież nieumyślnie zawróciła w głowie Colowi. Po prostu stało się i już. Wcześniej, wszystkie uczucia, którymi go darzyła, potrafiła ukryć pod maską nienawiści. Teraz, kiedy przebywali razem aż nazbyt często, a na dodatek widziała, że potrafi być naprawdę oddany jednej dziewczynie, to wszystko wypłynęło, sprawiając jej ból. Mimo to, cieszyła się, że on i Laura jako para wyglądają na szczęśliwych. Nie potrafiła poukładać swoich uczuć. Zazdrościła przyjaciółce, a jednocześnie cieszyła się z jej radości.

– Widziałaś Cola? – zapytała Laura podciągając się na brzeg basenu.

Jej niestarannie związane włosy ociekały wodą.

– Wydawało mi się, że wszedł do domu – wzruszyła ramionami Elena.

– Dzięki – uśmiechnęła się Laura i nie wycierając się poszła w stronę budynku.

Ian podpłynął do niej, również wyciągając się na brzeg.

– Niech go lepiej nie szuka – mruknął do Eleny. – Widziałem jego minę. Może go zastać w interesującej sytuacji.

– Och! – wyrwało się dziewczynie, kiedy do niej dotarło. – Jasne, zatrzymam ją.

Wstała i pobiegła za przyjaciółką. W korytarzu już jej nie było. Ślad wody prowadził do kuchni luksusowej rezydencji. Stanęła jeszcze w progu. Laura stała przy kuchennych szafkach, spleciona w objęciach z chłopakiem. Całowali się. Elena chciała się wycofać, ale wtedy uderzyło ją to, że tym chłopakiem wcale nie był Cole. To David Brandon, jeden z członków drużyny pływackiej. Usłyszała głośno wciągane powietrze. Tuż przy jej boku stanął Ian. Po pierwszej chwili szoku rzucił się do środka. Odepchnął go od Laury.

– Odczep się od niej! – warknął Ian. – Ona ma chłopaka.

David wyglądał na wściekłego. Wyraźnie był w nastroju do tego, żeby się bić.

– Nie, idź już – poprosiła go cichym głosem Laura, a on spojrzał tylko na nią tęsknie i odszedł. Tak po prostu. Ton głosu dziewczyny ze spokojnego stał się nagle poirytowany i pełen życia. – Czego chcesz i dlaczego się wtrącasz w nieswoje sprawy?! – warknęła na Iana, wyraźnie nie dostrzegając stojącej w progu Eleny.

– Nie swoje sprawy?! – wrzasnął na nią. – Jak możesz robić… coś takiego… – wyraźnie brakowało mu słów – i uważać, że nic się nie stało?!

– A stało? – zdziwiła się Laura.

– Zdradzasz Cola, jak gdyby nigdy nic – syknął.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

– Szukałam go, ale go nie było. Był David. To jakaś różnica?

– Najpierw Mark, teraz David, co jest z tobą nie tak dziewczyno? – zapytał wściekłym głosem.

Uspokoiła się. Jej oczy pojaśniały.

– Ian, są mi potrzebni – odezwała się jakby mówiła do dziecka. – A ty znowu zadajesz pytania, na które odpowiedzi nawet nie spróbowałbyś zrozumieć.

Warknął. Najwyraźniej wyprowadziła go z równowagi. Elena cofnęła się. Nie chciała, żeby Laura ją zauważyła. Chłopak głęboko nabrał powietrza, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Wyszedł z pomieszczenia, głośno za sobą trzaskając drzwiami.

Ian

Wściekłość po prostu go roznosiła. Lubił Laurę i niechęć, którą teraz do niej czuł była wręcz bolesna. Z premedytacją zdradzała Cola i nie widziała w tym najmniejszego problemu. Stał teraz w siłowni, wyglądając przez duże, oszklone drzwi. Patrzył na bawiących się na basenie ludzi i starał się uspokoić. Ona jednak nie planowała dać mu nawet tego. Poczuł, jak dotyka jego ręki.

– Nie zachowuj się, jak obrażone dziecko – poprosiła, kiedy na nią spojrzał. – Mówiłam ci, że mogę zrezygnować z Cola, jeżeli ma stanowić jakikolwiek problem.

Złość Iana wzrosła jeszcze bardziej. Przez chwilę poczuł się jak Stich z bajki Disneya. Miał ochotę niszczyć wszystko dookoła.

– Nie trzeba – warknął na nią. – Może powinienem mu powiedzieć co zrobiłaś i wtedy z pewnością sam zda sobie sprawę w jakiego typu dziewczynie się zakochał.

Przez chwilę wyglądała, jakby rozważała jego słowa. Potem skinęła głową.

– Dobrze, opowiedz mu co widziałeś, chociaż wątpię, żeby to cokolwiek dało – wzruszyła ramionami.

Po jej słowach był na tyle wściekły i zdeterminowany, że rzeczywiście postanowił poszukać Cola.

– Powiem – syknął. – I jestem bardzo ciekawy, co wtedy zrobisz.

Uśmiechnęła się do niego, jakby w ogóle nie dostrzegała jego złości.

– Pewnie będę musiała mu powiedzieć, jak bardzo jestem nieszczęśliwa, kiedy się bijecie – stwierdziła.

Postanowił tego nie komentować. Poczuł przemożną ochotę, by przełożyć ją przez kolano i dać jej w tyłek. Zamiast tego wyszedł z pokoju i ruszył schodami prosto do pokoju Cola. Trafił na niego na korytarzu. Zrelacjonował pokrótce to co zaszło między Laurą, a Davidem, nawet nie starając się przebierać w słowach. Potem Cole uświadomił mu, że dziewczyna miała rację. Bez zastanowienia rzucił się na niego z pięściami.

– Ty kłamliwy skurwielu! – warknął na przyjaciela. – Ona nigdy nie będzie twoja! Nigdy, rozumiesz to?! Nie ma znaczenia jaką bajkę sobie wymyślisz!

Ian nie wierzył w to co się działo. Odepchnął go od siebie, ale Cole znowu się na niego rzucił.

– Dosyć tego – w korytarzu pojawiła się Laura. – Jeżeli go choćby dotkniesz, to przestanę się do ciebie odzywać – oznajmiła Colowi spokojnie.

– Kiedy on… – zaczął chłopak niczym naburmuszone dziecko.

– Nie obchodzi mnie co on ci powiedział lub zrobił – powiedziała stanowczym głosem.

Cole spojrzał na Iana z nienawiścią, ale stał bez ruchu. Laura podeszła do nich.

– Idź już – mruknęła do Iana, a potem przysunęła się, pozwalając by objęły ją niecierpliwie wyczekujące ramiona Cola.

Laura

Następnego dnia w szkole Ian w dalszym ciągu był na nią wściekły, a do tego Elena zachowywała się jakoś nieswojo. Laura znowu poczuła się samotna. To ją przerażało. Kiedy nie miała żadnych przyjaciół, jakoś sobie z tym radziła, ale mieć ich i stracić było po prostu koszmarem. Na dodatek nie przygotowała się na biologię. Na szczęście nauczycielem był mężczyzna. Poradzi sobie. Przed dzwonkiem wsunęła się do klasy. Uśmiechnęła się do pytająco patrzącego pana Ambertona, który natychmiast odpowiedział jej ciepłym uśmiechem.

– Nie odrobiłam zadania domowego, chciałam to zgłosić – odezwała się cichym, lekko drżącym głosem.

Natychmiast zaczął zapewniać, że nic nie szkodzi i może oddać je w przyszłym tygodniu. Podziękowała mu i wyszła na korytarz. Zaraz za drzwiami wpadła na patrzącą szeroko otwartymi oczami Elenę.

– Jak to zrobiłaś? – spytała dziewczyna niedowierzająco.

– Co takiego? – udawała idiotkę Laura.

– Pan Aberton jest bardzo surowy, z miejsca stawia najgorsze oceny.

Laura wzruszyła ramionami.

– Więc pewnie trafiłam na jego dobry humor.

– On nie miewa dobrego humoru – zaprzeczyła Elena.

Podejrzliwość przyjaciółki ją irytowała. To jednak nie miało znaczenia. Elena i tak prędzej czy później ją znienawidzi. Ważniejsze było to, żeby pogodzić się z Ianem.

– Spotkamy się na lunchu, dobrze? – zapytała z nutką nadziei w głosie.

Dziewczyna skinęła głową, ale widać było, że nie zadowoliła się wyjaśnieniem Laury. Później to naprawi, teraz miała co innego na głowie. Iana znalazła siedzącego samotnie na trybunach. Spojrzał na nią złym wzrokiem. Kiedy podeszła, natychmiast zaczął się zbierać.

– Przestań – poprosiła.

Roześmiał się. Gorzko i pogardliwie. Westchnęła.

– Co mam zrobić, żebyś znowu mnie lubił? – zapytała wprost.

– Opowiedz mu. O wszystkim – odpowiedział ponuro chłopak.

Laura wzruszyła ramionami. Mogła to zrobić.

– Ok. Jednak chcę, żebyś przy tym był – oznajmiła spokojnie.

Wyglądał na zaskoczonego, ale mimo wszystko skinął głową. Usiadła i zaczęła pisać smsa.

„Czekamy na Ciebie na trybunach, przyjdź.”

Kliknęła wyślij. Ian zajrzał jej przez ramię.

– Teraz? Tutaj? – był jeszcze bardziej zdziwiony.

– Dobre miejsce jak każde inne – uśmiechnęła się do niego leciutko.

Nie odwzajemnił jej uśmiechu. Ponownie westchnęła. Z góry mogła przewidzieć reakcję Cola. Miała tylko nadzieję, że wystarczy sam fakt spełnienia życzenia Iana. Kiedy chłopak przyszedł, widziała, jak uśmiecha się do niej z zachwytem, jedynie jedno niechętnie spojrzenie posyłając przyjacielowi. Chciał ją pocałować, ale odsunęła się od niego odrobinę.

– Coś się stało? – spytał zaniepokojony.

– Tak – odpowiedziała spokojnie Laura. – Całowałam się z Davidem, tak jak powiedział Ian. – Niebieskie, ładne oczy Cola zrobiły się większe, widać w nich było panikę. – To jednak nie wszystko – torturowała go dalej brutalnie dziewczyna. – Wcześniej całowałam się z Markiem, a dzisiaj rano z Lucasem.

Nie spuszczała wzroku, bez przerwy patrząc mu prosto w oczy. Cole przez chwilę milczał, jakby trawiąc informacje. Potem, tam gdzie stał, padł przed nią na kolana.

– Nie zostawiaj mnie, proszę – wyszeptał rozpaczliwie. – Nie wiem co zrobiłem źle, ale to naprawię, przyrzekam.

Spojrzała na niego zniechęcona. Był żałosny. Ani trochę nie podobało jej się to, co z nim zrobiła.

– Oczywiście, że nie zamierzam z tobą zrywać. Po prostu chciałam, żebyś wiedział, Ian chciał. Mógłbyś już wstać? – poprosiła, patrząc wyczekująco, a on natychmiast zerwał się z kolan.

Podeszła do niego. Przytuliła się na chwilę. Pocałował ją z taką ulga, jakby właśnie uchronił się przed końcem świata.

– Kocham cię – powiedział cicho – zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.

Uśmiechnęła się do niego leciutko. Łagodnie pogłaskała gładko ogolony policzek chłopaka.

– Wiem, ale teraz już idź, dobrze? – poprosiła.

Pocałował ją jeszcze raz i posłusznie odszedł w kierunku szkoły. Ian siedział na trybunach, patrząc jak wmurowany.

– Nie wierzę – szepnął. – Nie wierzę. Coś ty mu zrobiła?

– Obiecałeś – tym razem to ona odezwała się błagalnie, ignorując jego pytanie.

– Niczego ci nie obiecywałem! – warknął, jednak tym razem nie ruszając się z miejsca.

– Ian, ja… – z trudem przełknęła ślinę, ponieważ w oczach zbierały jej się łzy. Nie chciała go stracić. Nie mogła! Nagle przyszedł jej do głowy zupełnie inny pomysł. – Chodź dzisiaj do mnie do domu – poprosiła. – Poznasz mojego tatę i może chociaż trochę mnie zrozumiesz. Przyjdziesz?

Na chwilę przymknął oczy i była pewna, że odmówi, ale on tylko westchnął zrezygnowany.

– Dobrze, niech ci będzie. Przyjdę.

Ian

Nie wiedział czy dobrze robi odwożąc Laurę do domu, ale w końcu dziewczyna zrobiła to czego chciał. To Cole oszalał, nie ona. Tylko dlaczego się spodziewała właśnie takiej reakcji? Nie była próżna, a to nie był egoizm. To była niezachwiana pewność, że właśnie coś takiego się wydarzy. Skąd jednak ją miała? Podała mu adres, a potem milczeli podczas jazdy samochodem. Dopiero przed domem Laura się ożywiła. Uśmiechając się pogodnie wzięła go za rękę i wprowadziła do środka. Domek był niewielki, ale ładny. Białe ściany porastał zielony bluszcz, z tyłu mieścił się zacieniony ogródek, a wewnątrz przytulne wnętrze. W połączonej z salonem kuchni, przy blacie stał przystojny mężczyzna po trzydziestce. Miał jasne włosy i szare oczy. Od razu widać było łączące go z Laurą więzy krwi.

– Cześć tato – przywitała się wesoło. – To mój przyjaciel, Ian – przedstawiła go bez skrępowania.

Chłopakowi wydawało się, że ojciec Laury ocenia go wzrokiem.

– Jestem Martin Kendare – przedstawił się uprzejmie, podając mu dłoń.

Jego uścisk był mocny i stanowczy, a jednocześnie mężczyzna nie był spięty i wyraźnie nie przejmował się obecnością Iana, czego on sam spodziewałby się po większości ojców nastolatek.

– Ian Aristow – odpowiedział grzecznym tonem.

– Idziecie do twojego pokoju? – zwrócił się do Laury ojciec.

– Tak, myślę, że tak – uśmiechnęła się do niego.

Pociągnęła Iana ku schodom, a on posłusznie szedł za nią.

– Tylko pamiętajcie o tym, żeby się zabezpieczyć – zawołał jeszcze za nimi mężczyzna.

Chłopaka przeszły po plecach ciarki. Skrępowany spojrzał na Laurę. Wzruszyła ramionami.

– Bez obaw, tato – odpowiedziała, a potem weszli na górę.

– Masz dość liberalnego ojca – stwierdził niepewnie Ian, przyglądając się pomalowanym na niebiesko ścianom pokoju dziewczyny.

Na suficie namalowane były gwiazdy, niewielkie punkciki, które lśniły niczym te prawdziwe. Położyła się na dość szerokim łóżku, wskazując mu miejsce obok siebie.

– To moje ulubione konstelacje – wskazała w górę – chociaż kompletnie w takim zestawieniu nie pasują do wizji nieba.

Tym razem się nie uśmiechała. Wyglądała na rozmarzoną. To właśnie ten wyraz twarzy skłonił chłopaka, żeby położyć się obok niej. Granatowe niebo na jej suficie było niesamowite, zwłaszcza przy zasłoniętych żaluzjach, kiedy pokój sprawiał wrażenie, jakby zamknięto w środku prawdziwą, baśniową noc. Laura przysunęła się bliżej, kładąc mu głowę na ramieniu. Niezbyt przekonany objął dziewczynę ręką. Było mu wygodnie i przyjemnie. Zbyt przyjemnie. Nie zamierzał stracić dla niej głowy, tak jak Cole.

Cole

Był chory z zazdrości. Cierpiał, kiedy jej nie widział. Czuł się jak na głodzie, a niestety doskonale znał to uczucie. Wszystko inne było szare i wyblakłe, a tylko ona jaśniała, niczym słońce lub tęcza. Za wszelką cenę pragnął ją uszczęśliwić. Dlatego teraz, stojąc z zaciśniętymi pięściami, obserwował, jak Laura obściskuje się w kącie z Michaelem Brayderem, kolejnym szkolnym sportowcem. Nie ujawniał się, bo wiedział, że jedyne na co go stać, to zrobienie z siebie głupca. Poza tym ona przecież do niego wróci. Zapomni o tamtym. Musiała! To on, Cole, był gwiazdą rocka. To za nim szalały stada dziewczyn. Teraz, gdy był niedostępny i w związku, pragnęły go zdobyć jeszcze bardziej. Zazdrościły Laurze tych kilkunastu piosenek, które specjalnie dla niej powstały.

– Przykro mi – odezwał się cichy głos, przy jego boku, a on dopiero teraz zauważył stojącą przy nim Elenę.

Czarne włosy związane miała w wysoką kitkę, a na ich tle wyróżniało się grube, niebieskie pasmo. Stała tam i wcale nie patrzyła na Laurę. Wpatrywała się w niego, Cola.

– Niepotrzebnie – odparł ostro, marząc tylko o tym, żeby stąd zniknęła.

 – Zerwiesz z nią? – zapytała poważnie. – To znaczy teraz, kiedy już wiesz.

Cole spojrzał na nią, jak na wariatkę.

– Nie – odpowiedział krótko. – Kocham ją, cokolwiek by nie zrobiła.

Mógłby przysiąc, że zobaczył w jej oczach zawód. Może powinien ostrzec Laurę przed jej własną przyjaciółką? Tylko, że przecież takie właśnie były dla siebie nawzajem dziewczyny… Wreszcie jego dziewczyna odkleiła się od Michaela! Kiedy jego rywal zniknął, ignorując obecność Eleny, wyszedł z ukrycia. Laura uśmiechnęła się pogodnie na jego widok. Przylgnęła do niego, gdy otoczył ją ramionami. Nie ważne co i z kim robiła. Nie miało znaczenia, że to tak piekielnie boli. Grunt, że zawsze wracała do niego.

Elena

Niedowierzająco przypatrywała się zachowaniu Cola. Jak to możliwe, że naprawdę aż tak był zapatrzony w Laurę?! Nie, to nierealne. Nie wierzyła w taką miłość. Ona musiała go jakoś opętać. Może go zahipnotyzowała? Albo rzuciła na niego urok… Odwróciła się i wybiegła ze szkoły. Z trudem powstrzymywała łzy. Ją samą Cole traktował jakby była powietrzem lub po prostu jakimś dodatkiem do Laury. Nie miała złudzeń, ale mimo wszystko nie potrafiła tak do końca się z tym pogodzić. Jak ona w ogóle mogła chcieć zaprzyjaźnić się z taką dziewczyną? Nie patrzyła dokąd biegnie. Z impetem na kogoś wpadła po drodze na parking, który powinien być o tej porze pusty. Podniosła głowę tylko po to, by napotkać uprzejmie zaciekawione spojrzenie Iana.

– Przepraszam – bąknęła, odsuwając się od niego.

Przy tym chłopaku zawsze czuła się dziwnie speszona. Był kompletnym przeciwieństwem zawsze pogodnego, aroganckiego Cola. Czekoladowe oczy, krótko przystrzyżone, ciemne włosy, powściągliwe zachowanie i obojętny wyraz twarzy. Chyba nigdy nie widziała, żeby Ian się uśmiechał. Właściwie, to jednak widziała… W pobliżu Laury… no tak…

– Nic się nie stało – odpowiedział i tym razem bez cienia uśmiechu.

Nie potrafiła już dłużej wytrzymać. Nie dała rady tłamsić tych wszystkich uczuć w sobie.

– Jak możesz się z nią przyjaźnić?! – wybuchła. – Przecież widzisz, co ona robi! Jak cholernie krzywdzi Cola! Czy ciebie też opętała? Przecież to twój przyjaciel!

Bezwiednie zaczęła okładać go pięściami. Zorientowała się, że to robi, dopiero kiedy chwycił jej ręce.

– Uspokój się. Wcale mi się to nie podoba – przyznał. – Tylko co my możemy zrobić? Ona uważa, że to co się dzieje, to nic złego, a on będzie cierpiał w milczeniu, byleby jej nie stracić.

– To nie w porządku – szepnęła Elena, spuszczając wzrok.

Puścił jej nadgarstki.

– Wiem – potwierdził.

– To co się dzieje, to nie jest możliwe – odezwała się pewnym tonem. – To jakaś magia! Ona coś z nimi robi!

Spojrzał na nią nieco rozbawiony.

– Chyba nie wierzysz, że czary istnieją? – spytał.

Oczy Eleny rozbłysły.

– Całuje się z każdym sportowcem w szkole! Nauczyciele są dla niej pobłażliwi, ale oczywiście tylko ci płci męskiej! Niejednokrotnie widziałam, jak dostaje w Starbucksie kawę za darmo! To nie jest normalne, nawet gdyby była modelką!

Poczuła się znacznie lepiej, kiedy wreszcie mogła to z siebie wyrzucić. Ian zbył ją wzruszeniem ramion.

– Jest przecież bardzo ładna – stwierdził obojętnie.

Dziewczyna zazgrzytała zębami.

– Czy ty nie widzisz jak ona się ubiera?! Żaden normalny facet nie zwróciłby na nią uwagi! A już na pewno nie zwariował dla niej do tego stopnia! O nie! – przerwała nagle z cichym jęknięciem. – Ty też?

Westchnął. Przecząco pokręcił głową.

– Nie, ja nie. I masz rację. Cole umawiał się z ładniejszymi dziewczynami. Wielokrotnie. Tylko, że Laura jako pierwsza zawróciła mu w głowie.

Elena spojrzała na niego z determinacją. Musiała mieć w nim sprzymierzeńca! Sama sobie nie poradzi.

– Laura ich w jakiś sposób zmusza do takiego zachowania i ja ci to udowodnię!

Ian

Westchnął niezadowolony. Magia i nadprzyrodzone rzeczy nie mieściły mu się w głowie, a jednocześnie Elena miała rację. Zachowanie Laury i to jak reagowali na nią ludzie, było przynajmniej dziwne, jeżeli nie niepokojące. Teraz stał na rogu ulicy, czekając aż Elana wprowadzi swój plan w życie. Był dość prosty, ale jednocześnie wydawał mu się dość dziwaczny. Chciała namówić dziewczynę, żeby zdobyła dla niej lalkę z wystawy sklepu z antykami. Porcelanową, starą, w zielonej, aksamitnej sukni, bardzo piękną i kompletnie nie na sprzedaż. Wiedział to doskonale, bo wcześniej kazała mu spróbować. Mimo, że proponował bardzo dużą sumę, odszedł z niczym. Teraz przyglądał się z pewnego oddalenia, jak dziewczyny rozmawiają. Elena była dobrą aktorką lub po prostu nie udawała i naprawdę chciała ją mieć. W każdym razie Laura dała się namówić na wejście do antykwariatu. Czekał, nie wiedząc co o tym myśleć i czy w ogóle zdobycie lalki, o ile oczywiście się jej uda, może stanowić na cokolwiek dowód. W pewnym momencie poczuł czyjąś obecność. Odwrócił się i zamarł. Mężczyzn było trzech i nie wyglądali zbyt przyjaźnie. Co gorsza doskonale ich znał. A myślał, że to już skończone… Z trudem przełknął ślinę, mimowolnie cofając się o krok.

– Ian Aristow – uśmiechnął się nieprzyjaźnie jeden z nich, kładąc mu rękę na ramieniu – co za niespodzianka. Spotkać cię samego i to w takiej dziurze.

Wciągnęli go w zaułek. Chłopak doskonale zdawał sobie sprawę, że skoro tu są, znaczy, że go szukali. Jego, Marka i Cola. Przez pewien czas, żyli tak, jak na gwiazdy rocka przystało… ze wszystkimi tego konsekwencjami… Alkohol, narkotyki, dziewczyny… Zwłaszcza Cola to bawiło i mimo, że on sam i Mark w Shadowfall odetchnęli z ulgą, to jednak lider Cuervo, pozostał nieszczęśliwy. Oczywiście do czasu, kiedy nie spotkał Laury, teraz nie mógł sobie wymarzyć wspanialszego miejsca. Kiedy jednak zerwali z handlarzami, przestali im pomagać w rozprowadzaniu towaru… no cóż, to również miało swoje konsekwencje, a Ian właśnie stawiał im czoło.

– Czego ode mnie chcecie? – zapytał, żeby zyskać na czasie.

Nie wahali się pokazać, że są uzbrojeni, a on nie był głupi. Doskonale wiedział, że jak sławny nie byłby jego zespół, to nie będą się z nim cackali. Możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne, że to również był jeden z powodów decyzji menadżera, o tym, żeby ich wywieść na to pustkowie.

– Wrócicie do Los Angeles i wznowimy naszą współpracę – wyjaśnił tamten spokojnie.

Przynajmniej nie chcieli go zabić. Jeszcze…

– To kompletnie nie zależy ode mnie. Nie ja chciałem tu przyjechać – odezwał się, mimo strachu, stanowczym głosem.

– Może i nie, ale to ty przekonasz resztę – warknął tamten, tracąc cierpliwość.

Ian cofnął się pod ścianę, a wtedy jeden z goryli uderzył go w brzuch. Chłopak zgiął się w pół. Z trudem się wyprostował, oczekując na nadejście kolejnego ciosu. Wtedy ją zobaczył. Powoli weszła do zaułka, przyglądając się całej sytuacji. Zalała go fala paniki. Dopiero w tym momencie zrozumiał, co to prawdziwy strach.

– Laura, uciekaj stąd! – krzyknął.

Jeden z mężczyzn rzucił się by pochwycić dziewczynę, a drugi uderzył go tak, że chłopak osunął się na ziemię. Wyraz jej twarzy się nie zmienił. Zamiast uciekać, ruszyła na spotkanie goryla. Zsunięty z głowy kaptur niekształtnej bluzy odsłaniał jej falujące, jasne włosy. Niebieskie oczy były pewne siebie i zimne.

– Byłabym bardzo szczęśliwa, gdybyś stąd poszedł zabierając swoich… kolegów – zwróciła się do mężczyzny spokojnie.

Patrzył na nią, najpierw zaskoczony, a potem jego twarz złagodniała.

– Tak, to dobry pomysł – przyznał. – Czy mógłbym coś jeszcze dla ciebie zrobić? Jak można się z tobą skontaktować? – zapytał gorączkowo.

Laura wzruszyła ramionami.

– Na razie jestem bardzo niezadowolona – stwierdziła z lekką nutą wyrzutu. – Jeżeli jednak będziesz mi potrzebny, znajdę cię sama – wyjaśniła.

Jego twarz się zmieniła. Pojawiły się na niej smutek i determinacja.

– Tak, oczywiście – odparł nieco markotnie.

– Dorian, przestań sobie żartować i przyprowadź tu dziewczynę – zawołał do niego jeden z pozostałych.

Mężczyzna stojący przy Laurze zacisnął pięści i wrócił do towarzyszy, a ona spokojnie, jak gdyby nigdy nic, ruszyła za nim.

– Znikamy stąd – zażądał ten nazwany Dorianem. – Nic tu po nas.

– Odbiło ci!? – warknął ten, który najwyraźniej rządził niewielką grupą.

Laura spojrzała teraz na niego.

– Odejdziecie stąd i więcej nie będziecie niepokoili mojego przyjaciela – oznajmiła mu, patrząc prosto w zaskoczone oczy mężczyzny.

– Tak, oczywiście – przytaknął, chwytając za ramię jednego z goryli i wyciągając go z zaułka.

Kiedy dziewczyna i jemu spojrzała w oczy, posłusznie poszedł za towarzyszem. Zniknęli za rogiem. Uklęknęła przy Ianie, który patrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

– Nic ci nie jest? – zapytała, łagodnie dotykając dłonią jego policzka.

Wyglądała na naprawdę zaniepokojoną. Co ona zrobiła? Jak? Dlaczego odpuścili tak łatwo?

– Jak… – zaczął, ale położyła mu palec na ustach.

– Proszę, nie pytaj – odezwała się cicho.

Pomogła mu wstać, a on milczał, mimo, że w jego wnętrzu aż się gotowało. Kim… czym… ona była? Kiedy podniósł wzrok, zobaczył stojącą w wejściu do zaułka Elenę. Dziewczyna tuliła do siebie ubraną w zieloną, aksamitną suknię, porcelanową lalkę.

Laura

Tak bardzo pragnęła o wszystkim opowiedzieć Ianowi! Tylko, że nie uwierzyłby, a już na pewno by nie zrozumiał. Siedzieli teraz we trójkę, w loży, w piwnicznym pubie. Elena patrzyła z jakimś niepokojąco triumfalnym wyrazem twarzy, chłopak natomiast bardzo ponuro, jakby coś go martwiło. W końcu zebrała się w sobie i odważyła przesunąć dłoń po drewnianej ławce. Powoli położyła ją na jego ręce, cały czas bojąc się, że ją odtrąci. Nie zrobił tego. Odwrócił dłoń i splótł palce z jej palcami. Laura nie była przyzwyczajona do tego typu niepewności. Jeszcze nigdy nie czuła takiej ulgi.

Ian

Przyglądał się, jak dziewczyna sączy kolorowego drinka. Dawno już nie czuł się tak podle. Ani trochę nie był przekonany do tego, do czego namawiała go Elena. Teraz na dodatek oszukiwał, może nie słowami, ale gesty wystarczyły. Udawał, że wszystko między nimi w porządku. Nie mogła być nikim złym. Nie była! Mimo to jednak po tym jak mu pomogła, nabrał pewności, że to co wymyśliła Elena, musi w sobie coś mieć. Laura była niezwykła, a on czuł potrzebę by poznać jej tajemnicę. Zwłaszcza, jeżeli w jakiś sposób krzywdziła Cola. Nie miało znaczenia czy lubił ją czy nie. Alkohol, w połączeniu z tabletkami, które wrzuciła do niego Elena zrobił swoje. Laura sprawiała wrażenie sennej. Położyła głowę na jego ramieniu, a on poczuł się jak zdrajca. Zamknęła oczy i mimowolnie zasnęła. Objął ją ramieniem. Elena uśmiechnęła się do niego.

– Zabierzmy ją stąd, zanim się ktoś zorientuje – pogoniła go.

Wziął Laurę na ręce. Była bardzo lekka. Zaniósł do samochodu. Nie mogli jechać do niego do domu, ponieważ tam był Cole, Elena wymyśliła więc inne miejsce. Opuszczony dom, stojący w środku lasu. Zawczasu sprawdzili teren i poczynili niezbędne przygotowania. Nie zamierzał jej skrzywdzić, ani pozwolić na to Elenie, musiał się jednak dowiedzieć, jak wyzwolić spod jej wpływu Cola.

Laura

Obudziła się. Siedziała na skleconej z desek podłodze. Ręce miała przywiązane do drewnianej belki. Bolała ją głowa. Była z Ianem i Eleną w pubie, a potem… nie! Zobaczyła ich. Pełen tryumfu uśmiech dziewczyny i zimne jak lód oczy chłopaka. W przypadku Eleny, to była tylko kwestia czasu, ale on… jak mógł jej to zrobić?

– Gdzie ja jestem? – zapytała, rozglądając się po pustym pokoju.

– To bez znaczenia – odpowiedziała jej wyzywająco Elena. – Odpowiesz nam na parę pytań, albo cię tu zostawimy – dodała.

Dziewczyna przymknęła oczy. Przyjaciele… To słowo wydawało się teraz takie odległe. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek dotąd.

Ian

Przyglądał się jej uważnie. Kim lub czym ona była? Czy to jednak miało jakiekolwiek znacznie? Po policzkach Laury spływały łzy. Wyglądała na taką bezbronną. Siedziała na podłodze. Ręce, które miała związane nad głową, musiały jej już dawno zdrętwieć. Czuł się teraz podle. Elena jednak była znacznie bardziej bezwzględna.

– Co zrobiłaś z Colem? – zapytała chłodno. – Co robisz tym wszystkim innym chłopakom?

Laura podniosła na nią zapłakane oczy, ale milczała.

– Dlaczego nie działa to na mnie? – dodał swoje pytanie Ian.

– Nie wiem – szepnęła cicho. – Mówiłam ci przecież już na samym początku.

Rzeczywiście. Mówiła. Nawet pytała czy nie jest gejem. Tylko wtedy kompletnie nie rozumiał o co jej chodzi.

– Czemu tak się zachowujesz? – spytał spokojnie.

Patrzyła teraz tylko na niego. Jakby Eleny w ogóle nie było w pokoju.

– Są mi potrzebni – wyjaśniła niejasno. – Nie mogę wszystkiego wziąć od Cola, nie chcę go skrzywdzić. W ten sposób od każdego biorę po trochę i jest znacznie łatwiej.

– Jesteś jakąś cholerną wiedźmą! – wrzasnęła Elena, najwyraźniej zirytowana spokojem z jakim Ian z nią rozmawiał. – Zaczarowałaś ich wszystkich!

– Elena, ja nie… – zaczęła, ale tamta uderzyła ją w twarz.

Laura wzdrygnęła się, cofając na ile pozwalały jej więzy. Elena zamachnęła się ponownie, ale Ian chwycił jej rękę.

– Wystarczy – warknął. – Ona ci nic nie zrobiła.

– Ciebie też opętała? – wkurzyła się dziewczyna, wyrywając mu dłoń.

Chłopak spojrzał na nią groźnie, ale wtedy ktoś wpadł do środka. Mężczyzna, po trzydziestce. W wyciągniętej ręce trzymał pistolet. Miał zacięty wyraz twarzy i determinację w jasnych oczach. Ian go znał i nie mógł uwierzyć w to co widzi. W jaki sposób ich tu znalazł? Czyżby śledził Laurę? Jeżeli tak, to czemu nie pojawił się wcześniej?

– Odsuńcie się od niej! – rozkazał.

Cofnęli się pod ścianę, zaskoczeni. Cały czas celując do nich, podszedł do Laury i wyciągniętym zza pasa nożem odciął krępujące jej nadgarstki więzy. Zerwała się z podłogi i przylgnęła do niego.

– Tato, przyszedłeś – szepnęła w jego koszulkę.

– Mówiłem ci, żebyś uważała – westchnął. – Od kiedy mi powiedziałaś, że ten chłopak jest inny, wiedziałem, że będą z nim problemy – mówił groźnym, chłodnym tonem, wyraźnie zły na to, że musiał martwić się o córkę. Odsunął ją od siebie odrobinę. – Zaparkowałem na dole, przy drodze. Idź do samochodu. Ja tu posprzątam, a potem stąd wyjedziemy.

Oczy Laury się rozszerzyły. Stanęła między swoim ojcem, a nimi.

– Nie, tato nie! – zawołała desperacko. – To moi przyjaciele – dodała nieco ciszej. – Nie skrzywdziliby mnie! Chcieli tylko wiedzieć.

Dopiero teraz Ian zrozumiał, że znaleźli się o krok od śmierci. Ten mężczyzna gotowy był zastrzelić ich z zimną krwią. Co to za gra i w co oni się wplątali?

– Jasne, a porwali cię dla zabawy! – odparował chłodno.

Patrzyła mu prosto w oczy, błagalnie. Ian zdał sobie sprawę, że na jej ojca również nie działa ten niepokojący urok. Drżała, od powstrzymywanego płaczu.

– Oni po prostu chcieli się dowiedzieć – szepnęła. – Każdy na ich miejscu by chciał. Tato – poprosiła go jeszcze raz, a Ian zdał sobie sprawę, że Laura walczy o ich życie.

Mężczyzna najwyraźniej skapitulował, ale jego oczy, kiedy nie patrzyły na córkę, były zimne jak lód. Popatrzył tak, jakby nimi gardził. Chłopak czuł jego złość i zdawał sobie sprawę, że była słuszna.

– Macie szczęście, że i tak nikt by wam nie uwierzył. I, że Laura… – nie dokończył, pokręcił głową, jakby chciał się otrząsnąć z jakichś ponurych myśli. Obrzucił ich ostatnim, pełnym wzgardy spojrzeniem. – Chodź – wyprowadził dziewczynę przed sobą – znajdziemy sobie jakieś nowe miejsce – westchnął, jakby zupełnie już zrezygnowany.

– Tato, ja nie chcę stąd wyjeżdżać  – poprosiła cichutko Laura, wychodząc.

– Chyba twoi przyjaciele – niemal wypluł to słowo – nie zostawili nam zbyt wielkiego wyboru.

Elena

Pierwszym co zobaczyła, kiedy Laura i jej ojciec wyszli, była determinacja na twarzy Iana. Podniósł z podłogi pod ścianą kurtkę, wyjął kluczyki od auta.

– Odwiozę cię do miasta – oznajmił chłodno.

– Dobrze, ale… – zaczęła w duchu musząc niechętnie przyznać się do tego, że popełniła błąd.

– Co znowu? – warknął na nią.

– Co ty będziesz robił? – zapytała niezbyt przekonana jak na pytanie zareaguje.

– Pojadę do Laury – oznajmił patrząc na nią wyzywająco, jakby oczekiwał, że Elena zaprotestuje. – Chcę ją przeprosić. No i nie chcę, żeby wyjeżdżała.

Tak właśnie myślała. Skinęła głową.

– Chcę jechać z tobą – oznajmiła.

Tym razem zasłużyła na jego uśmiech, chociaż lekki i niechętny.

– Po co chcesz tam jechać? – zapytał jednak.

– Bo okazałam się fatalną przyjaciółką – westchnęła – i masz rację, Laura nigdy nie zrobiła mi nic złego. Poza tym wcale nie jestem pewna czy problem Cola rozwiąże się, jeżeli ona po prostu ucieknie.

– Zabiorę cię – stwierdził – i obym nie żałował takiej decyzji.

Wyszli z ruiny domu i wsiedli do samochodu. Milczeli przez całą drogę i dopiero pod domem Laury odetchnęli z ulgą, ponieważ terenowy samochód jej ojca, ciągle stał na podjeździe. Zadzwonili do drzwi, ale nikt nie otwierał, więc natrętnie powtarzali dzwonienie. W końcu przywitała ich pełna gniewu twarz Martina Kendare.

– Czego tu chcecie?! – warknął na nich groźnie.

Elena cofnęła się, chowając za Ianem, ale po chwili wzięła się w garść.

– Niech pan nie zabiera stąd Laury – poprosiła. – My nie jesteśmy dla niej w żaden sposób groźni!

Mężczyzna prychnął.

– Trzeba było o tym myśleć wcześniej.

– Musimy się z nią zobaczyć, przeprosić – odezwał się pełnym determinacji głosem Ian.

W jego oczach było coś takiego, że nawet ojciec Laury zawahał się czy nie ustąpić.

– Mieliście swoją szansę – stwierdził ponuro, chcąc zamknąć im przed nosem drzwi.

Chłopak mu na to nie pozwolił i siłowali się przez chwilę.

– Tato? – zapytała Laura, schodząc ze schodów.

Kiedy zorientowała się w sytuacji, podeszła do niego, chowając się pod jego ramieniem, a Elena odniosła wrażenie, że się ich boi. To wydało jej się idiotyczne, zwłaszcza zważywszy na to, że to przecież jej ojciec miał broń.

– Nie musicie wyjeżdżać – odezwał się Ian, patrząc bezpośrednio na nią. – Przyszliśmy cię przeprosić. Zależy nam, żebyś została.

– Ona też chce? – zapytała Laura, kierując spojrzenie na Elenę i mimowolnie dotykając dłonią zaczerwienionego policzka.

Elena poczuła się okropnie. Spuściła wzrok.

– Przepraszam – odezwała się niemal niedosłyszalnie.

– Świetnie, powiedzieliście swoje, a teraz się wynoście – zarządził mężczyzna.

– Lauro, porozmawiajmy – poprosił Ian.

– Dobrze – zgodziła się, omijając go wzrokiem. – Tato, wpuścisz ich?

Jej ojciec przez chwilę się wahał, ale potem odstąpił od drzwi. Laura poprowadziła ich ku schodom. Elena poczuła, jak zatrzymuje ją czyjaś ręka na ramieniu. Obróciła się w stronę ojca Laury.

– Jeżeli coś jej się stanie – powiedział cichym, a jednocześnie napawającym trwogą głosem – to przyrzekam, że do zachodu słońca obydwoje będziecie martwi.

Elena nie miała pojęcia co na to odpowiedzieć, więc bez komentarza, posłusznie podreptała za przyjaciółmi na górę. Pokój Laury wyglądał niesamowicie. Jej sufit był jak nocne niebo. Rozglądając się dookoła, usiadła na brzegu łóżka. Ian zajął jedyne znajdujące się w pomieszczeniu krzesło, a Laura podciągnęła się, siadając na biurku. Przez chwilę milczeli, a potem cała trójka zaczęła mówić jednocześnie. Roześmiali się i całe napięcie minęło. Ian spojrzał na dziewczynę tak skruszonym wzrokiem, że Elena była pewna, że gdyby spojrzał tak na nią, natychmiast by mu wszystko wybaczyła.

– Przepraszam – mruknął – jestem kompletnym palantem i zachowałem się jak dupek.

– Tak, obydwoje jesteśmy głupi – zawtórowała mu Elena. – Po prostu nie mamy pojęcia, co robisz z ludźmi… Co zrobiłaś z Colem…

Oczy Laury rozszerzyły się odrobinę, kiedy na nią spojrzała. Zupełnie zignorowała ich przeprosiny, a najwyraźniej ze słów wyczytała zupełnie co innego.

– Nie! Ty jesteś zakochana w Colu! – jęknęła Laura. – Elena, tak mi przykro – odezwała się cicho, a w jej głosie słychać było, jak bardzo jest przejęta. Zsunęła się z biurka, by usiąść obok przyjaciółki. – Gdybym wiedziała, ja nigdy bym… Tak bardzo cię przepraszam!

Elena spurpurowiała na twarzy. Spuściła wzrok, ale nie potrafiła zaprzeczyć.

– I tak nigdy nie zwróciłby na mnie uwagi – bąknęła.

Ian wcale nie wyglądał na zaskoczonego. Wręcz przeciwnie. Było tak, jakby się tego właśnie spodziewał.

– Lauro, rozumiesz chyba, że chcemy wiedzieć co się dzieje? – spytał. – Czy ty im robisz jakąś krzywdę?

– Nie! – odpowiedziała natychmiast, a potem spuściła wzrok. – Właściwie to nie wiem – przyznała. – Na pewno jest im przeze mnie przykro. Dlatego wybieram zawsze takich chłopaków, jak Cole – westchnęła.

– Mających powodzenie u dziewczyn? – nie zrozumiała Elena.

Ian roześmiał się.

– Raczej chodziło jej o egocentrycznych dupków, którzy nie liczą się z uczuciami innych, mam rację, Lauro? – zapytał nieco rozbawiony.

Dziewczyna skinęła głową na potwierdzenie jego słów. Położyła się na łóżko, a Elena obok niej.

– Wybaczysz mi? – zapytała Laura, patrząc w sufit.

– To chyba ty powinnaś wybaczać mnie – westchnęła Elena. – Opowiedz nam wszystko – poprosiła.

– Dobrze – zgodziła się Laura, odsuwając się do ściany, by zrobić pomiędzy nimi miejsce dla Iana.

Laura

Czuła się niezbyt pewnie. To było dziwne uczucie – mieć przyjaciół. Nie wiedziała czy może im zaufać, ale naprawdę tego chciała. Tylko nie miała pojęcia co może im powiedzieć. Większości i tak się sami domyślili, a przecież ona sama niewiele więcej wiedziała na swój temat. Przez chwilę w milczeniu zbierała myśli. Leżeli obok siebie, na plecach, podparci poduszkami. Laura przewróciła się na bok, żeby móc, w półmroku, obserwować twarze przyjaciół.

– Nie wiem czy znacie jakiekolwiek irlandzkie legendy – zaczęła cicho. – W każdym razie to niesamowity kraj, a one w dużej mierze są prawdziwe.

– Chcesz powiedzieć, że jesteś jakimś mitycznym stworzeniem? – zaniepokoiła się Elena.

Laura roześmiała się cicho.

– Nie zupełnie – oznajmiła. – Moja matka to sylfida – stwierdziła, wiedząc, że i tak niewiele im to powie. Milczeli wsłuchani w jej słowa. – To istoty zamieszkujące irlandzkie lasy, które do życia potrzebują ludzkiej energii. Wabią mężczyzn, wykorzystują ich, a potem zostawiają na bagnach lub topią w jeziorach – wyjaśniła z prostotą. – W każdym razie tak było kiedyś – dodała, kiedy nie skomentowali. – Z tego co pamiętam, moja matka była bardzo zakochana w moim ojcu – westchnęła – i dlatego uciekła z nim do Stanów.

– Czemu mówisz była? Co się z nią stało? – zainteresował się Ian.

Dziewczyna przygryzła wargę. Nie chciała o tym mówić, ale ponieważ to właśnie on zapytał…

– W dalszym ciągu potrzebowała żywicieli. Kiedyś w barze, do którego chodziła, wybuchła bójka. Pobili się o nią. Chciała rozdzielić walczących i przypadkiem została dźgnięta nożem. Umarła po drodze do szpitala, a oni obydwaj popełnili samobójstwo.

Była wtedy bardzo malutka, ale samo myślenie o śmierci matki, sprawiało jej dotkliwy ból. Ian odszukał jej dłoń i ścisnął ją lekko, a ona z trudem powstrzymała chęć zabrania ręki, pamiętając, co ten gest znaczył ostatnio. Teraz dała im jeszcze więcej powodów do nienawiści.

– Przykro mi – odezwała się cicho Elena i sprawiała wrażenie  naprawdę przejętej. Przez chwilę milczała, a potem zadała dręczące ją pytanie. – Chcesz powiedzieć, że jesteś czymś w rodzaju syreny? Tylko takiej słodkowodnej, przypominającej rusałkę?

Laura uśmiechnęła się blado.

– Można to tak ująć – mruknęła. – Ale naprawdę nikomu nie robię krzywdy. Przynajmniej się staram nie robić. Przeprowadzamy się. Często zmieniałam szkoły, bo po jakimś czasie zawsze wybuchały o mnie bójki, zbyt wielu chłopaków traciło dla mnie głowę. I to tak po prostu, nawet ci, z którymi nic mnie nie łączyło. Tutaj jest trochę inaczej, chyba ze względu na Cola – westchnęła, przymykając oczy. – Od kiedy jestem jego dziewczyną, stałam się czymś nieosiągalnym – wyjaśniła. – Ponieważ on był taki popularny, to chyba działa i wszystko jest na swoim miejscu.

– Nie rozumiem – stwierdził Ian. – Co im zabierasz, w jaki sposób i ile tego potrzebujesz?

Był precyzyjny w swoich pytaniach i sprawiał wrażenie zaniepokojonego.

– Właściwie to niewiele – odpowiedziała powoli Laura. – Po prostu potrzebuję fizycznej bliskości, żeby naładować się ich energią, to chyba dobre określenie – stwierdziła.

– Sypiasz z nimi wszystkimi? – spytał wprost.

Elena zachłysnęła się powietrzem, ale Laura potraktowała jego pytanie zupełnie poważnie.

– Nie – odpowiedziała – to znaczy, tak by było najłatwiej. Starczyłoby na dłużej. Jednak samo całowanie w moim wieku wystarczy – uśmiechnęła się nieco ponuro. – Tyle, że muszę się z kimś całować codziennie, a czasami nawet kilka razy w ciągu dnia. I nie może to być tylko Cole, bo prędzej czy później zabiorę mu za dużo.

– On nic dla ciebie nie znaczy, prawda? – zapytała ponuro Elena.

Laura westchnęła, ale postanowiła nie okłamywać przyjaciółki.

– Niewiele – przyznała. – Wybrałam go głównie dlatego, że go nie lubiłam. Potem moja opinia o nim, dzięki Ianowi, się nieco zmieniła, ale to już nie miało znaczenia. Zresztą z nim jest inaczej – nie wiedziała jak to wytłumaczyć. – Większość chłopaków na moją prośbę by odpuściła, ale nie Cole. Bałam się nawet, że jeżeli wyjdziemy, on znajdzie jakiś sposób, żeby pojechać za mną. Ledwie toleruje to, że nie chcę spędzać z nim każdej chwili. Coraz trudniej go kontrolować, momentami mnie po prostu zadręcza, nawet jeżeli tego sobie nie życzę.

– I nic nie możesz z tym zrobić? – dopytywała się Elena.

– Niewiele, wiem tylko tyle, ile mi powiedział tata. Mama nie zdążyła przekazać mi zbyt wiele… niczego nauczyć…

Nagle rozdzwoniła się komórka Eleny. Dziewczyna, wyraźnie niechętnie, odebrała.

– Muszę lecieć – westchnęła, po skończonej rozmowie. – Rodzice się już niepokoją. – Wstała, ale zatrzymała się w drzwiach. – Chcę tylko, żebyś wiedziała Lauro, że jest mi cholernie przykro i czuję się paskudnie winna. Możesz na mnie liczyć. Obiecuję. Już nigdy się od ciebie nie odwrócę.

Laura uśmiechnęła się do niej, bo nie wiedziała co powiedzieć. Elena odwzajemniła uśmiech i wybiegła z pokoju. Dziewczyna opadła na poduszki, wzdychając. Zdawała sobie sprawę, że nie pasuje do tego świata. Ian wpatrywał się w nią intensywnie. Przysunęła się do chłopaka. Lubiła jego bliskość. Po wyjściu Eleny milczeli. Potem znowu poczuła ogarniającą ją, nieprzyjemną słabość. Usiadła. Ian spojrzał na nią pytająco.

– Muszę zadzwonić do Cola – wyjaśniła. – Potrzebuję go.

Przytrzymał jej, szukającą telefonu, rękę. Popatrzył jej w oczy.

– Wyjaśnij, co się dzieje, jeżeli nie kradniesz nikomu energii – poprosił.

Wzruszyła ramionami.

– Wtedy chyba po prostu umieram… To znaczy – pospieszyła z wyjaśnieniami, widząc jego zaniepokojony wzrok – nie tak od razu. Po prostu bardzo słabnę, jak człowiek, który traci krew. Mam zawroty głowy i każdy, nawet najmniejszy ruch, kosztuje mnie bardzo wiele wysiłku.

– Rozumiem – skinął głową. – A czy to musi być Cole? – patrzył na nią tak intensywnie, że jego spojrzenie czuła niemal jako fizyczny dotyk.

– Przecież widziałeś, że nie musi – nie zrozumiała.

Zauważyła jego wahanie, które natychmiast zastąpiła niezachwiana pewność.

– Chodziło mi o to, czy to mogę być ja – powiedział.

Laura na samą myśl, poczuła szybsze bicie serca. Coś ścisnęło się w jej żołądku. Uświadomiła sobie, jak bardzo tego chciała. Pierwszy raz w życiu autentycznie pragnęła, żeby ktoś ją pocałował. I nie ktokolwiek, a właśnie Ian.

– Nie wiem – przyznała jednak szczerze. – Skoro nie działa na ciebie mój urok, nie wiem czy to w taki sposób zadziała…

Powinna mu powiedzieć, że zadziała, że nie potrzebuje nikogo innego, ale nie potrafiła, nie mogła go okłamywać… Coś ścisnęło ją w gardle, ręce same zacisnęły się na kołdrze. Gwałtownie usiadł. W jednej chwili przewrócił ją na łóżko i znalazł się tuż nad nią.

– Nie dowiemy się, jeżeli nie spróbujemy – oznajmił cicho, lekko zachrypniętym głosem, pochylając się nad dziewczyną.

Nie wiedziała co się z nią dzieje, dlaczego czuje takie napięcie, czemu tak bardzo pragnie przyciągnąć go do siebie. Jej serce biło jak oszalałe, oddech przyspieszył. Twarz Iana zbliżyła się do jej twarzy, jego usta do jej ust. Chciała go do siebie przyciągnąć, ale nie była w stanie się poruszyć. Przymknęła oczy, kiedy ją pocałował. To było jak wieczorny spacer po plaży, duża porcja lodów truskawkowych, jak zachód słońca, widok tęczy na niebie. Euforia, zachwyt, drżenie i wzajemne przyciąganie. Laurze nie mieściło się w głowie, że takie uczucia istnieją. Odwzajemniała jego pocałunek z pasją, a on ją całował. Wkrótce to nie wystarczyło. Wsunęła dłonie pod jego bluzę, pomagając mu ją zdjąć i odrzucić na podłogę. Przetoczył się na plecy, sadzając ją na sobie. Nie przerywali pocałunku. Laura potrzebowała go, jak powietrza. Jej bluzka, a potem koszulka, również powędrowały na podłogę. Jego ręce wędrowały po jej brzuchu i plecach. Nie mogła złapać tchu. Chciała być bliżej niego. Potrzebowała go więcej. Wszystkie pozostałe myśli wyparowały z jej głowy, była tylko ona i on. Pocałunki zlewały się w jedną, nieustającą falę. Dotyk przyjemnie parzył i wywoływał dreszcze. Jęknęła cicho, kiedy ustami musnął jej szyję. Jego dłonie powędrowały na biodra dziewczyny. Chciała… pragnęła być tylko z nim. Z telefonu zaczęła wydobywać się muzyka. „Lonely as I am, together we cry” roznosiły się po pokoju słowa śpiewane przez Anthonego Kiedisa. Wyciągnęła z kieszeni komórkę i jęknęła, podając ją Ianowi. Dzwonił Cole.

Ian

Niechętnie oderwał dłonie od ciała dziewczyny, by odebrać telefon – jej telefon. Dopiero teraz, kiedy usłyszał w słuchawce głos Cola, zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Mimo, że jego związek z Laurą nie był prawdziwy, to jednak Cole tak właśnie o nim myślał. Zdradził przyjaciela. Mimo, że czuł się z tym podle, to jednak wiedział, że powtórzyłby to samo jeszcze raz. Milion kolejnych razy.

– Laura? – powtarzał jej imię, lekko zaniepokojonym już głosem Cole.

– Nie, to ja – oprzytomniał Ian. – Ona teraz nie może podejść… – dodał niezbyt przekonany.

Cole nie wydawał się zachwycony, słysząc jego głos, ale brnął dalej.

– Gdzie jesteście? Bo czekam pod jej domem. Nie widzieliśmy się…

– Jak to pod jej domem? – przerwał mu Ian.

Chciał, żeby Laura usłyszała i podjęła jakąś decyzję. Dziewczyna westchnęła. Zsunęła się z niego i pośpiesznie zaczęła wkładać ubranie. Z trudem powstrzymał wydobywający się na świat protest.

– To jak, gdzie jest Laura? – ponaglił go Cole. – Dasz mi ją do słuchawki?

– Nie – stwierdził ponuro Ian. – Po prostu wejdź, ok? Siedzimy u niej w pokoju.

– Dobra – Cole rozłączył się i usłyszeli otwierające się na dole drzwi.

Ledwo zdążyli się ubrać, kiedy chłopak wszedł do pokoju. Miał ze sobą wielki bukiet czerwonych róż. Nie wyglądał na zachwyconego obecnością Iana, ale jego twarz natychmiast rozpogodziła się na widok Laury. Pocałował ją na powitanie, a Ian poczuł, jak coś skręca go w środku. Miał ochotę mu przyłożyć, a potem go stąd wyprowadzić. Nie ruszył się jednak z miejsca, które zajmował na łóżku. Sytuacja była koszmarna, a nim targała zazdrość. Laura szybko odsunęła się od Cola. Nadzieja w Ianie wzrosła. Więc to jednak najwyraźniej może być również on?

Cole

Udawał, że nie widzi wygniecionych ubrań, ani nieco zbyt zaróżowionych policzków dziewczyny. Wiedział, że w ten sposób, mógłby ją stracić. Na zawsze. A na to nie był w stanie sobie pozwolić. Bez Laury całe jego życie nie miałoby sensu. Cierpiał w milczeniu. Musi znaleźć sposób, żeby ją przekonać, że tylko on jej wystarczy! Nikt inny, tylko on. Co do Iana natomiast… na nim z pewnością zamierzał się odegrać! Przyjęła od niego bukiet kwiatów i zaproszenie na koncert. Grywali teraz rzadko i tylko w sąsiednich miastach. Więcej czasu spędzali w studiu nagraniowym lub po prostu na próbach. Wydali nowy album, w zupełnie innym stylu… równie dobry, ale niemal wszystkie piosenki Cola były o Laurze. Trasę mieli zaplanowaną dopiero na ferie zimowe, a potem na całe wakacje. Nie był tylko pewien w jakim stopniu będzie w stanie współpracować z Ianem…

– Co robiliście? – zapytał od niechcenia Cole, kładąc się na jej łóżku, kiedy dziewczyna poszła wstawić do wody kwiaty.

– Przed chwilą wyszła Elena – odpowiedział wymijająco Ian. – Ojciec Laury chciał stąd wyjechać. Namawialiśmy jego i Lurę, żeby zostali.

– Wyjechać? – Cole zerwał się tak gwałtownie, że uderzył głową w ukośny sufit. Syknął wściekle. – Jak to wjechać? Po co? Dokąd?

Ian wzruszył ramionami.

– W każdym razie to już nieaktualne – stwierdził. – Przynajmniej mam taką nadzieje…

Cole odetchnął głęboko. Laura nie mogła wyjechać! Była całym jego życiem. Gdyby jednak musiała się dokądkolwiek przenieść, on pojechałby razem z nią. Wróciła z wazonem, postawiła go na biurku i usiadła między nimi na łóżku.

– Jakieś plany? – zapytała.

– Myślałem, że pójdziemy do kina – stwierdził z nadzieją Cole.

Uśmiechnęła się promiennie.

– Jasne, grają coś ciekawego? – spytała pogodnie.

Przytaknął.

– Nowy film Tima Burtona, uznałem, że to cię zainteresuje.

– Super! – oznajmiła. – Idziesz z nami, Ian?

– Tak, czemu nie – odpowiedział chłopak.

Cole z trudem ukrył swój zawód. Miał nadzieję, że będą tylko we dwoje, a potem… No cóż. Skoro Laura tego chce, to on się dopasuje. Będzie cierpliwy i poczeka na moment, kiedy będzie miał ją tylko dla siebie.

Elena

Przejrzała w bibliotece chyba wszystkie możliwe pozycje na temat legend i mitów, nie tylko z Irlandii, ale niemalże z całej Europy. Internet też niewiele pomógł. Ona jednak musiała, po prostu musiała znaleźć sposób na odczarowanie Cola. Poza tym z pewnością by nie zaszkodziło, gdyby w jakiś sposób udało jej się również pomóc przyjaciółce…

– Dalej nie przestałaś szukać informacji o mnie? – uśmiechnęła się smutno Laura, przysiadając się do jej stolika.

Elena przecząco pokręciła głową.

– Nie i nie spocznę, aż znajdę. Naprawdę nie możesz nic z tym zrobić? Na przykład z nim zerwać… – dodała ostrzej niż zamierzała.

– Masz na myśli Cola? – domyśliła się Laura. – Wiesz, to dziwne. Jego przypadek jest inny. Zazwyczaj starczy, jak powiem chłopakowi, że mam go dość i odezwę się, kiedy będzie mi potrzebny. On jednak reaguje na mnie zacznie bardziej. Gdybym wyjechała z miasta, pojechałby za mną… Gdyby uznał, że mnie stracił, na zawsze… – spojrzała Elenie w oczy – myślę, że popełniłby samobójstwo.

Dziewczyna spojrzała na nią chłodno.

– Więc tym bardziej muszę znaleźć jakiś sposób.

– Nie gniewaj się na mnie – poprosiła cicho Laura. – Zwłaszcza teraz, kiedy… – zająknęła się.

Wyraźnie nie wiedziała jak to powiedzieć. Nigdy nie zwierzała się nikomu, bo i przecież wcześniej nie miała żadnych przyjaciół, a Elena doskonale ją rozumiała. Była indywidualistką i przez to zazwyczaj również była sama.

– Co się stało? – zainteresowała się, żeby jakoś ją wspomóc.

– Całowałam się z Ianem – mruknęła cicho, spuszczając wzrok. Dziewczyna zdała sobie sprawę, jak wiele Laurę kosztowało to wyznanie, a wyraźnie chciała powiedzieć coś jeszcze. Czekała w milczeniu. Laura podniosła wzrok. – Całowałam się z nim niemalże tydzień temu i od tej pory… ja nie potrzebuję nikogo więcej. Nigdy jeszcze nic takiego się nie zdarzyło.

– To dlatego Cole chodzi taki smętny? – westchnęła, mając poczucie winy, że to było pierwsze, co przyszło jej na myśl.

– Tak – przyznała Laura. – Nie jest mi chwilowo potrzebny, a myślę, że Ian… że on jest trochę zazdrosny.

Elena przewróciła oczami.

– Trochę?! Kiedy przyłapał cię, jak całowałaś się z Davidem, myślałam, że udusi go gołymi rękami. I to wcale nie ze względu na Cola.

Laura wyglądała na zupełnie załamaną. Widać było, że te problemy jej nigdy nie dotyczyły.

– Wiec co ja mam zrobić? – szepnęła, podciągając nogi na krzesło, by móc objąć kolana dłońmi.

Elena uśmiechnęła się do niej, mając nadzieję, że choć trochę doda przyjaciółce otuchy. Ze wszystkich sił starała się tłumić ogarniającą ją zazdrość.

– Staraj się trzymać Cola w dalszym ciągu na dystans i pozwól mi kontynuować moje poszukiwania – stwierdziła stanowczo. – Acha i nie zapomnij, że jak będziesz potrzebowała nowej dawki pocałunków, to powinnaś zgłosić się w pierwszej kolejności do Iana.

Policzki Laury zaróżowiły się uroczo. Dziewczyna nawet nie próbowała ukryć zawstydzenia. Szybko zmieniła temat.

– Myślę, że powinnaś porozmawiać z moim tatą. On sam od lat prowadzi przeróżne badania. Na pewno chętnie się podzieli wiedzą. Poproszę, żeby ci pomógł.

– Tak zrobię – przytaknęła Elena. – Będzie znacznie szybciej.

– Poza tym przyprowadziłam ci pomoc – dodała znacznie weselej Laura, wskazując na wchodzącego do czytelni Cola. – Tylko pamiętaj, że nie jest wtajemniczony w to co robimy. Myśli, że pomaga nam z referatem. No to ja lecę – dodała zrywając się od stolika.

Cmoknęła chłopaka w policzek i uciekła z pomieszczenia, nie zwracając uwagi na to, jak Elena zgromiła ją wzrokiem. Dziewczyna westchnęła. Przywitała się z Colem, który usiadł, zamiast naprzeciwko, to tuż obok niej. Mimo, że wiedziała, iż jego entuzjazm wynika jedynie z prośby Laury, to i tak z powodu jego obecności, była niemalże wariacko szczęśliwa.

Laura

Dokładnie siedem dni! Przez siedem dni była cudownie wolna. Nawet seks by jej tyle nie dał. Nie, żeby próbowała, ale wiedziała to z opowieści swojego ojca. On tą decyzję pozostawił jej samej. Poczuła, jak kręci się jej w głowie. Ugięły się pod nią nogi. Znowu za długo zwlekała. Nie mogła przecież zadzwonić do Cola. Nie teraz, kiedy całe dnie spędzał z Eleną na poszukiwaniach. W korytarzu pojawił się Michael. Był łatwym celem. Lubił zmieniać dziewczyny i dla Laury nie stanowił żadnego wyzwania. Przeszedł obok niej. Już miała do niego podejść, ale w ostatniej chwili spuściła wzrok, wymykając się na klatkę schodową. Drżała. Nie mogła tego zrobić. Elena miała rację. Tylko, że… co ona miała powiedzieć Ianowi? Przeszła parę kroków i wcisnęła się w kąt, pomiędzy szafkami. Usiadła, opierając się plecami o ścianę. Zamknęła oczy. Miała nadzieję, że nie straci przytomności. Da radę. Wytrzyma. Wyciągnęła telefon. Zaczęła pisać smsa, a potem… potem go skasowała. To samo zrobiła z pięcioma kolejnymi. Komórka sama wysunęła się z jej dłoni. Była zbyt słaba, żeby wstać. Łzy mimowolnie zaczęły spływać po jej policzkach. Czy to musiało być takie trudne? Nigdy przecież do tej pory nie było…

– Co tu robisz? – usłyszała znajomy głos. Widziała go jak przez mgłę. Ukucnął przy niej. – Laura? Co się dzieje?

Był zaniepokojony.

– Nic – odezwała się cicho, spuszczając wzrok.

Łagodnie dotknął jej policzka, ścierając z niego łzy.

– Wyglądasz na chorą. Laura czy ty… – przerwał z westchnieniem. – Zadzwonię po Cola – stwierdził.

Chciała mu na to pozwolić, ale w jego głosie usłyszała cos takiego… Chwyciła go z rękę, żeby nie pozwolić mu wstać.

– Nie, proszę – szepnęła, kiedy spojrzał na nią pytająco. – Czy to nie możesz być ty?

Przez chwilę przyglądał jej się uważnie, a potem, niespodziewanie, znalazła się w jego ramionach. Sama jego bliskość wystarczyła, by dodać jej sił. Pocałował ją, mocno przytulając do siebie. Zamknęła oczy. Ogarnęło ją uczucie cudownego uniesienia. Cały świat przestał istnieć. Był tylko on. Euforia trwała przez kilka chwil, a potem on ją od siebie odsunął.

– Czy to wystarczy? – zapytał rzeczowo.

Poczuła jak pęka jej serce, roztrzaskując się na milion drobnych kawałków. Więc chciał jej tylko pomóc… Jak przyjaciel… Skinęła głową, z trudem powstrzymując łzy. Ból był nie do zniesienia.

– Laura, o co chodzi? – chciał dowiedzieć się, wyraźnie zaniepokojony.

– Nie, nic – mruknęła, niechętnie odsuwając się od niego.

W samą porę, bo na korytarzu pojawiła się Elena, a zaraz za nią, szedł Cole. Dziewczyna uśmiechała się uradowana.

– Tu jesteście! Wszędzie was szukam! Żadne z was nie odbiera telefonów!

Laura podniosła swoją leżącą na podłodze komórkę, która najwyraźniej musiała wyłączyć się od upadku. Ian tylko wzruszył ramionami, a potem odsunął się, by zrobić przejście, Colowi, który natychmiast objął Laurę w pasie, stanowczo przyciągając do siebie.

– O co chodzi? – dziewczyna zmusiła się by normalnym głosem zadać pytanie.

Elena uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

– Znalazłam! – oznajmiła radośnie. – Mam dokładnie to, co rozwiązałoby nasze wszystkie problemy!

Ian

To było piekielnie trudne – stać z boku i przyglądać się, jak Laura i Cole… Miał to cholerne przeczucie, że coś jest nie tak i dlatego zaczął jej szukać. Co gorsza okazało się, że miał rację. Potrzebowała jego pomocy i to bardzo. Nie pojmował czemu ona w ogóle doprowadza się do takiego stanu? Miała przecież Cola i… miała jego. Może nie dość wyraźnie przedstawił jej swoje uczucia? A może to ona po prostu nie chciała… Ian odgonił ponure myśli. Przynajmniej go lubiła, a to znacznie więcej niż można było powiedzieć o jej relacji z Colem. Pojechali do nich do domu. Był wściekły, że musi prowadzić, podczas gdy Laura siedziała na tylnym siedzeniu z Colem. Mieszkali sami, we trójkę, on, Cole i Mark, mieli gospodynię, kucharza i pokojówkę, oraz całą ekipę stylistów. Ian szczerze nienawidził tych ludzi. Wolałby mieszkać w jednopokojowym mieszkaniu, w rozpadającej się ruderze i mieć święty spokój. To jednak najwyraźniej było zbyt wiele. Kiedy zaczynali, było fajnie, ale teraz momentami czuł, że się dusi. Sami jednak byli sobie winni. Za bardzo korzystali z szumnie zwanego „życia gwiazd”. Zwłaszcza Cole. Teraz jednak Cole się zmienił, a wszystko to przez Laurę. Usiedli w salonie na kanapie, a Elena z dumą rozłożyła książkę.

– Zobaczcie to – oznajmiła. – Tu jest tego trochę. W każdym razie wszystko sprowadza się do tego, że kiedy ktoś zobaczy sylfidę kąpiącą się w świetle księżyca, to klątwa znika.

Ian wziął od niej książkę. Przeleciał tekst wzrokiem. Wyglądała na jakąś starą mitologię. Przeczytał cały tekst i poczuł, że ma ochotę udusić tą dziewczynę.

– Po pierwsze tu chodzi o konkretne miejsce. Jezioro Lustrzane.

Pytająco spojrzeli na Laurę. Wzruszyła ramionami.

– Znam je. Jest w Wicklow, w Irlandii. To Park Narodowy.

– Nie ważne – mruknął Ian. – To i tak w niczym nam nie pomorze. Klątwa znika, ponieważ sylfida należy do mężczyzny, który ją zobaczy. To po prostu jakby odwrócenie ról…

Elena popatrzyła na niego ze złością, a Laura pytająco. W pewnym momencie wtrącił się Cole, o obecności którego zupełnie zapomnieli.

– Nie rozumiem – mruknął wyciągając się leniwie na kanapie, ramię kładąc na jej oparciu, tuż za Laurą – czemu tak bardzo obchodzi was ten referat? To takie ważne?

No tak, przecież nie wtajemniczyli go w sytuację. Nie miało to większego sensu. I tak by nie uwierzył, że wcale nie kocha Laury. Dziewczyna spojrzała na niego, a potem odwróciła wzrok.

– Tak, ważne – przyznała. – Jeżeli nie chcesz, nie musisz nam pomagać – stwierdziła.

W oczach Cola błysnęło przerażenie. Zdał sobie sprawę, że zrobił coś złego. Powiedział słowa, przez które Laura była z niego niezadowolona.

– Nie, nie, to nawet fajne – zaprotestował szybko. – Po prostu chciałem wiedzieć czemu tak wam zależy – usprawiedliwił się niepewnie.

Niepewny Cole. To również była nowość. Ian go nie poznawał. Ten nowy Cole był zupełnie inny od jego przyjaciela. Pod pewnymi względami nawet lepszy, ale reszta… to był czysty obłęd.

– Inne źródła to również potwierdzają – wtrąciła Elena, ignorując wymianę zdań. – Poza tym wcale nie jest powiedziane, że od tego momentu to sylfida będzie pod czyimś urokiem. Po prostu klątwa ma zniknąć.

– Jak dla mnie możemy lecieć do Irlandii nawet jutro. Na przykład pod pretekstem koncertu. Wszystko mi jedno, ale to decyzja Laury, nie twoja – odezwał się Ian, wyraźnie zły, że tak przypadło jej do gustu niezbyt przekonujące, niepewne dla Laury, rozwiązanie.

– Cole, chciałbyś zagrać w Irlandii? – uśmiechnęła się do niego dziewczyna.

– Yyy, jasne, czemu nie – odparł nieco zbity z tropu. – Jeżeli tylko tego sobie życzysz, zaraz porozmawiam z menadżerem, niech czegoś poszuka.

– Nie – chwyciła go za rękę Elena, zanim wstał. – Lepiej zrobić z tego wyjazd incognito – oznajmiła poważnie. Jesteście w stanie zarezerwować bilety? Na przykład na jutro?

Cole uśmiechnął się rozbrajająco i choć przez chwilę przypominał tego starego siebie.

– Oczywiście, mała – oznajmił poważnym, oficjalnym tonem i tylko jego uśmiech, zdradzał rozbawienie. – I to w pierwszej klasie.

Elena poszła z Colem, a Ian obiecał odwieźć Laurę do domu. W dalszym ciągu jednak wcale mu się ten pomysł nie podobał.

– Czemu chcesz tam jechać? Przecież to jakiś głupi cień szansy – warknął na nią, kiedy wyszli przed posiadłość.

Spojrzała mu w oczy.

– Nawet taki nikły cień jest lepszy niż nic – stwierdziła. – Przecież ten wyjazd to dla was nie problem, prawda?

Kilkunastogodzinna podróż do Europy… samolotem… Mimo to, miała rację. To nie był dla nich problem. Problem stanowiło zupełnie co innego.

– A co jeżeli ta legenda jest dosłowna? Co jeżeli będziesz miała obsesję na czyimś punkcie, tak jak Cole na twoim?

Uśmiechnęła się do niego, ale był to bardzo smutny uśmiech.

– Niedługo pocałunki mi nie wystarczą, Ian. Będę potrzebowała czegoś więcej. Nie chcę tak żyć. I nie chcę umrzeć jak moja mama.

Laura

W samolocie czuła się bardzo nieswojo. Chciała usiąść przy oknie, ale zaraz obok niej wpakował się Cole, więc zamieniła się z nim miejscami i teraz siedziała pomiędzy nim, a Ianem. Wiedziała, że ta męczarnia będzie trwała najmarniej dwanaście godzin. Mieli lecieć przecież niemal całą noc. Na ekranie leciała jakaś bajka. Skuliła się na swoim fotelu. Nic nie powiedziała ojcu, ponieważ wiedziała, że byłby przeciwny takim eksperymentom. Martwił się o nią, tak samo jak Ian. Na samą myśl coś ścisnęło ją w środku. Znów z trudem powstrzymała się przed tym, żeby się do niego przysunąć. Według oficjalnej wersji spała u Eleny, która teraz, wpatrzona w kreskówkę, zajmowała fotel z brzegu. Najchętniej by się z nią zamieniła, by móc zasnąć z głową na ramieniu, a jeszcze lepiej kolanach, Iana. Bez szans. Przecież obok siedział Cole. Nie miała pojęcia jak on by zareagował. Nie wiedziała również, jak zareagowałby Ian. To było nowe uczucie – ta niepewność. Laura kompletnie nie wiedziała co teraz zrobić ani jak się z tym zachować.

– Czy podać coś do jedzenia? – odezwała się uprzejmym głosem stewardesa, uśmiechając się firmowo.

Chłopacy zamówili sobie posiłek, a Laura wzięła owoce, tylko Elena odmówiła, ponieważ latanie wyraźnie jej nie służyło. Cole przy jedzeniu natychmiast wyrwał się z zamyślenia. Dalej nie miał pojęcia czemu lecą na inny kontynent w celu napisania referatu, taką jednak zachciankę miała jego ukochana, więc on nie protestował. Laura westchnęła. Gdyby również tak łatwo było poznawać myśli Iana… nie! Natychmiast poprawiła się w myślach. Tego zdecydowanie by nie chciała.

– Nie jesz? – zapytał Cole, obserwując, jak Laura niechętnie skubie winogrona.

Uśmiechnęła się do niego blado.

– Jakoś mi nie idzie – stwierdziła.

– Daj, pokarmię cię – oznajmił nonszalancko, wyjmując jej z ręki owoce i wkładając do buzi dziewczyny.

Roześmiała się.

– Cole, przestań – jęknęła rozbawiona, kiedy sięgnął po następny.

Chłopak jednak nie przestawał, w dalszym ciągu się z nią drażniąc. Gradową minę Iana zauważyła, dopiero, kiedy gwałtownie wstał i opuścił ich rząd. Coś zmroziło ją w środku. Zerwała się z miejsca.

– Idę do łazienki – powiedziała przepraszająco do Cola, a potem pobiegła w ślad za Ianem.

Stał w ciemnościach przed kompleksem kabin. Wyraźnie zaskoczył go jej widok.

– Co tu robisz? – spytał dość ponuro.

Mimo panującego tutaj półmroku, spuściła wzrok. Poczuła się jeszcze bardziej nieswojo. Co, jeżeli on po prostu znalazł się tutaj za potrzebą… ale nie… widziała przecież jego minę…

– Coś się stało? – zapytała cicho, ponieważ inne słowa nie przychodziły jej do głowy, w której, jak na zawołanie, pojawiła się pustka.

 – Nic – z jego ust wydobyło się niemal warknięcie.

– Ian? – zapytała nieśmiało.

Spojrzał jej w oczy.

– Dlaczego do cholery to musiał być Cole?! – wyrzucił z siebie. – Nikim innym bym się nie przejmował. Po prostu zignorowalibyśmy jego obecność, albo cokolwiek innego… ale teraz… wszystko się we mnie gotuje, kiedy na was patrzę – oznajmił jeszcze bardziej ponuro.

Roześmiała się. Wiedziała, że to niewłaściwie, ale nie mogła powstrzymać tego śmiechu. Był zazdrosny! Zazdrosny o nią! To było takie cudowne! Patrzył na nią nieco urażony. Postanowiła zaryzykować. Podeszła do niego, opierając głowę o jego tors. Odetchnął głęboko. Przytulił ją do siebie.

– Czy to ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie czy to jestem ja, Cole czy ktokolwiek inny? – zapytał, a w jego głosie słychać było ból.

O tym nie pomyślała. Brała pod uwagę tylko swoje wątpliwości, nie sądziła, że on również może mieć własne. Zastanowiła się przez chwilę, nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów, by mu odpowiedzieć. Bała  się wyznać mu prawdę.

– Gdybym mogła wybierać – oznajmiła w końcu – przez cały czas byłbyś to tylko ty. Nie potrzebuję i nie chcę nikogo innego.

Jego reakcja kompletnie ją zaskoczyła. Odsunął ją od siebie, pochylił się i przywarł wargami do jej ust. Jego palce znalazły się w jej włosach, drugą ręką, obejmował ją w talii. Znowu ogarnęło ją to cudowne uczucie, za którym już się stęskniła. To było cudowne, nie do opisania! Kiedy się od siebie oderwali, zauważyła z satysfakcją, że nie tylko ona łapczywie chwyta powietrze. Wpatrywał się w nią intensywnie, jakby chłonąc każdy szczegół jej twarzy.

– Z tą świadomością jakoś przetrwam noc – wyszeptał w końcu. – Idź już, ja też zaraz przyjdę.

Wspięła się na palce i jeszcze raz go pocałowała, a potem posłusznie odeszła. Kiedy usiadła, Cole złożył poręcz i objął ją ramieniem. Niechętnie mu na to pozwoliła. Potem wrócił Ian, a ona zauważyła na jego twarzy grymas bólu. Miała ochotę wyrwać się Colowi, ale siedziała bez ruchu. W końcu położyła się, zwijając sweter na jego kolanach, niczym poduszkę. Stopami niechcący dotknęła uda Iana i nawet przy tak niewielkim kontakcie, poczuła przyjemny dreszcz. Chłopak, pod szeroką poręczą, położył dłoń na jej skarpetce. To było przyjemne. Cieszyła się, że jest razem z nią, nawet jeżeli ona musi udawać, że chce Cola. Zamknęła oczy. Marzyła o tym, by móc się do niego przytulić. Być może, jeżeli wszystko się uda… Zanurzyła się w krainę snów wraz ze swoimi marzeniami. Zasypiając wiedziała, że tej nocy będzie śniła o irlandzkich jeziorach, lasach i przede wszystkim, o towarzyszącym jej Ianie.

Cole

Przeciągnął się i ziewnął. Byli już prawie na miejscu. Z zadowoleniem zdał sobie sprawę, że Laura ciągle śpi na jego kolanach. Obudziła się dopiero, kiecy stewardessa poprosiła o zapięcie pasów. Zbliżali się do lądowania. Ballady nie kłamały. Irlandia okazała się naprawdę zielonym krajem. Cole dalej nie rozumiał całego sensu tej wyprawy, ale Laura sprawiała wrażenie bardzo podekscytowanej, a to go cieszyło. Do czterogwiazdkowego hotelu, znajdującego się w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Wicklow, dotarli późnym popołudniem. Chłopak zirytował się odrobinę, kiedy okazało się, że on będzie dzielił pokój z Ianem, a Laura z Eleną, ale zdawał sobie sprawę, że to miało sens. Przecież Ian i Elena nie byli razem, dlaczego więc mieliby dzielić pokój? Teraz siedzieli przy czteroosobowym stoliku i jedli kolację, a Cole czuł się szczęśliwy. Z zachwytem wpatrywał się w swoją dziewczynę. Wszystko było cudowne, do czasu, aż ktoś nie postanowił mu zmącić spokoju.

– Plan mamy taki – oznajmiła wesoło Elena – jutro rano Laura z Ianem pójdą do lasu, trasą nad jezioro i spróbują się czegoś dowiedzieć, a ja i Cole zostaniemy tutaj i jeszcze trochę poczytamy.

Co?! Jak to zostaniemy?! I dlaczego Laura z Ianem? Teraz dostrzegł coś jeszcze. Laura, jego Laura, jego dziewczyna, ukradkiem trzymała Iana pod stołem za rękę. Usta same zacisnęły mu się w wąską linię, a dłonie w pięści, ale wiedział, że nie może wybuchnąć. Nie przy niej. Jak on mógł?! Ten parszywy szczur, który kiedyś był jego przyjacielem! Tym razem nie mógł się doczekać, kiedy wrócą do wspólnego pokoju. Już za drzwiami, natychmiast przycisnął chłopaka do ściany. Wkurzyło go jeszcze bardziej, że Ian nie wyglądał na zaskoczonego.

– Odwal się od mojej dziewczyny! – warknął wściekle.

– Cole, to nie tak… – odezwał się Ian, nie ruszając się z miejsca.

– Nie tak, a jak?! – z trudem panował nad tym, żeby nie wrzeszczeć.

Ian milczał. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Cole czuł się oszukany, zdradzony i wściekły. A jednak, jeżeli się pobiją, Laurze będzie przykro. Co gorsza, złościła będzie się na niego. Nie mógł tego zrobić. Musiał wymyśleć coś innego, ale jedno wiedział już na pewno – Ian nie jest i nigdy naprawdę nie był jego przyjacielem.

Laura

Po raz dziesiąty dość stanowczo wyjaśniła Colowi, dlaczego powinien zostać w hotelu, a on nareszcie się z tym pogodził, mimo, że wyraźnie nie był zachwycony. Wraz z Ianem wsiadła do wypożyczonego samochodu i pojechali na parking pod samym lasem. Mieli ze sobą plecaki z jedzeniem, wodą i, mimo że było ciepło, na wszelki wypadek, kurtkami. Obiecali Elenie, że tylko się rozejrzą. Dotrą do jeziora i zawrócą, a potem rozgryzą wspólnie co dalej zrobić. Laura nie pamiętała czy była tu już kiedyś, ale miejsce wydało jej się dziwnie znajome. Po dwóch godzinach wędrówki, nabrała już pewności, że idą w złym kierunku.

– Dasz mi mapę? – poprosiła dziwnie milczącego Iana.

– Nie – odpowiedział po prostu.

To ją zaskoczyło. Dlaczego nie?

– Wydaje mi się, że źle idziemy – stwierdziła lekkim tonem.

– Wiem – przyznał. – Przespacerujemy się trochę, a potem wrócimy powiedzieć Elenie, że nic się nie stało.

– Co? – Laura zatrzymała się w miejscu.

On również się zatrzymał. Spojrzał na nią poważnie.

– Nie będziesz przeprowadzała na sobie żadnych eksperymentów na podstawie dziwnych, nieudowodnionych teorii – wyjaśnił chłodno.

Więc dlatego tak łatwo zgodził się na ten wyjazd? Od oczątku zakładał, że ona tego nie zrobi…

– Niby dlaczego nie? – zapytała zirytowana.

– Ponieważ ci na to nie pozwolę – niemalże warknął na nią.

Miała ochotę zgrzytać zębami. Po raz pierwszy w życiu doceniła przydatność roztaczanego przez siebie uroku, na który Ian był najwyraźniej całkowicie odporny.

– A co ty masz mi do pozwalania?! – krzyknęła na niego. – To nie są twoje decyzje!

Stanął tuż przy niej. Zbyt blisko. Poczuła przyjemne dreszcze, których w tym momencie z całą pewnością nie chciała czuć.

– Możesz mnie znienawidzić, jeżeli masz taki kaprys, ale ci na to nie pozwolę – wyjaśnił poważnie, najwyraźniej równie zirytowany co ona.

– A jak mnie powstrzymasz? – odcięła się natychmiast.

Wzruszył ramionami.

– Jeżeli będzie trzeba, to użyję siły – wyjaśnił swobodnie.

Tego było zbyt wiele. Była na niego wściekła. Niczego nie rozumiał. Chciał odebrać jej szasnę, szansę na normalne życie. Normalne życie z nim… Zrzuciła z ramion plecak i popędziła w las. Niech się sam martwi, o nią, o plecaki, o jezioro, o wszystko! Chciała, żeby się martwił, a jeszcze bardziej pragnęła, żeby ją dogonił.

Ian

Był od niej szybszy, ale ona była zwinna i bez trudu znikała mu pośród coraz gęstszych drzew. Nie wiedział ile czasu biegli. Kwadrans? Pół godziny? W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że nic nie widzi. Las osnuwała gęsta, szara mgła. Zatrzymał się.

– Laura! – zawołał.

Odpowiedziała mu cisza. Nawet ptaki przestały śpiewać. Rozejrzał się dookoła. Nie wiedział z której strony była droga. Nie miał pojęcia gdzie iść.

– Laura! – zawołał ponownie.

Wtedy coś usłyszał. Najpierw cichy szmer, a potem muzykę. Melodię. Piękną. Niesamowitą. Po chwili dołączyły do niej ciche słowa. Wabiły go do siebie, przyciągały. Bezwiednie zaczął iść w kierunku skąd dochodziły. Jego myśli wypełniła niesamowita pieśń. Była tylko ona, a cały świat wokół przestał istnieć.

Laura  

Zgubił ją. Wcale nie chciała, żeby ją zgubił. Miała nadzieję, że ją dogoni, przeprosi, przytuli do siebie. Zatrzymała się. Odwróciła. Za jej plecami rozpościerała się ściana mgły. Przecież był środek dnia! Pięknego! Słonecznego! Instynktownie czuła, że coś jest nie tak. A potem usłyszała głosy, melodyjne i piękne.

– Lauro, Lauro, Lauro – wołały ją do siebie. – Odnalazłaś nas siostro. Teraz możesz zamieszkać z nami. Tu jest twoje miejsce.

Przez chwilę poczuła rozdzierającą samotność, która od zawsze jej towarzyszyła. Boleśnie przypomniała sobie, jak bardzo była inna, nieludzka. Teraz czuła ich radość. Witały ją, ponieważ wróciła do domu. Tu był jej dom. Ujrzała zwiewne kształty. Tańczyły. Ich sylwetki były ludzkie, ale one nie były ludźmi. Białe, lekkie suknie i skóra w zielonkawym odcieniu.

– Lauro, Lauro, Lauro – wciąż powtarzały śpiewnie jej imię. – Tańcz z nami! Tańcz!

Poczuła na sobie chłodne dłonie. Ktoś chwycił ją za ręce. Zaczęła wirować w dzikim tańcu. Rozpuściły jej jasne włosy, które teraz powiewały za nią niczym welon. Przyozdobiły je białymi kwiatami. Jej tęsknota! To za tym tak bardzo tęskniła! To tego właśnie szukała! Przepełniało ją szczęście. Znalazła się nad jeziorem, ale to nie miało znaczenia. Zdała sobie sprawę, że nie ma na sobie własnego ubrania, a jedynie zwiewną, białą sukienkę. Jej skóra przybrała zielonkawą barwę. Stanowiła część lasu. Była jedną z nich. Przepełniała ją euforia. Przez chwilę, przemknęło przez jej myśli, że o czymś powinna pamiętać. To było coś ważnego, a ona zapomniała. Taniec. Śpiew. Jej siostry. Była tym pochłonięta. I wtedy, kiedy uznała, że to jednak nie mogło być nic istotnego, ujrzała ścianę mgły. Ian! – krzyknęła w myślach.

– Ian! – krzyknęła na głos. – Ian! – pobiegła, pokonując eteryczną barierę.

Biegła między drzewami. Nic nie widziała, ale oczy nie były jej potrzebne. Czuła się istotą lasu. Instynktownie przeskakiwała nad korzeniami, wyczuwała gdzie są pnie drzew. Wiedziała również, gdzie on jest. Zobaczyła zarys jego sylwetki. Podbiegła.

– Ian! – szarpnęła go za rękaw, ale nie zwrócił na nią uwagi. – Ian! – jęknęła błagalnie.

Odepchnął ją od siebie, kiedy starała się go zatrzymać. Szedł dalej. Na moczary. Na bagna. Mgłowce. Czytała o nich. Od dziecka słyszała opowieści. Wielu samotnych podróżnych nigdy nie wracało, ponieważ usłyszeli ich śpiewa. To one. Wiedziała, że to one. Mgła nie była naturalna. To jej siostry, driady, nimfy leśne, rusałki i sylfidy sprowadziły tą mgłę. Chciały, żeby z nimi została, a on był przeszkodą. Znała ich myśli, jakby były jej własnymi. Nie!

– Ian!

Nic nie działało. Prośby, błaganie, krzyki. Był na nią głuchy. Kiedy próbowała mu zagrodzić drogę, odpychał ją od siebie, niczym przeszkodę. Tym właśnie teraz była – przeszkodą.

– Ian! Błagam cię! Musisz się obudzić!

Była zdesperowana. W końcu, nie wiedząc co robić, zbliżyła się i ugryzła go z całej siły w rękę, tuż pod ramieniem. Zawył z bólu. Oprzytomniał. Nie wyjaśniając niczego, chwyciła go za rękę.

– Wynośmy się z tej mgły!

Posłusznie szedł za nią, nieco jeszcze oniemiały. Chwilę później znaleźli się nad jeziorem.

– Co się stało? – zapytał rozcierając bolący ślad po ugryzieniu i patrząc na nią z wyrzutem.

A potem wreszcie ją zobaczył. W pełnym słońcu, na granicy drzew. Biała sukienka, zielonkawa skóra. Przerażenie w jego oczach. Chyba mimowolnie, cofnął się o krok. Laurę ogarnęła rozpacz. W środku poczuła niesamowity ból.

„To tylko człowiek, czego się spodziewałaś?” rozległy się myśli w jej głowie. „Zostań z nami, zostań. Ludzie nie są warci tego by się nimi przejmować. Nie są warci naszej miłości. Żyjemy by kochać się nawzajem. Jesteś jedną z nas, Lauro.”

– Laura… – zaczął Ian, ale ona go nie słuchała.

Już nie. Była niczym w transie. Znów chciała tańczyć. Była jedną z nich.

Ian

Wyglądała niesamowicie. Zawsze była piękna, ale teraz… Była eteryczna, nieosiągalna. Cudowna, baśniowa i idealna. Tylko dlaczego jej oczy, przed chwilą jeszcze niebieskie, teraz zrobiły się srebrne i puste? Obeszła go dookoła tanecznym krokiem. Przystanęła. Musnęła dłonią jego policzek. Uratowała go. Tylko przed czym? Nie wiedział.

– Laura? – zapytał ponownie, kiedy nie zareagowała na swoje imię.

Uśmiechnęła się do niego. Zanurzyła w wodzie. Powoli. Najpierw tylko stopy. Gdzie ona podziała buty?  Teraz stała w wodzie już po kolana.

– Lauro, wyjdź stamtąd – zażądał.

Przecząco pokręciła głową, przywołując go do siebie gestem dłoni. Przesunął się o krok. Weszła głębiej.

– Chyba wyraźnie mówiłem, że ci na to nie pozwolę – warknął na nią.

Roześmiała się dźwięcznie, srebrzystym śmiechem i zanurzyła jeszcze głębiej. Wszedł za nią, gotowy ją wyciągnąć. Teraz już płynęła. Po chwili stracił grunt pod nogami. Zbliżył się do niej.

– Lauro, to nie jest śmieszne – syknął, kiedy znalazł się tuż przy niej. – Wyłaź stąd!

Uśmiechnęła się. Podpłynęła i pocałowała go w usta. Długo i namiętnie. Nagle coś zaczęło wciągać go pod wodę, a ona… ona odsunęła się by pozwolić mu tonąć.

Laura

Melodyjne głosy łagodnie szeptały w jej głowie. Kusiły, obiecywały, mówiły, że będzie mogła z nimi zostać. Coś dręczyło Laurę tuż na granicy świadomości. Było niczym brzęczenie komara – ciche i niespecjalnie kłopotliwe, a jednak drażniące. Pragnęła akceptacji, pragnęła miłości, chciała być ze swoimi siostrami. Koła na powierzchni wody stawały się coraz mniejsze, delikatne fale straciły swoją wyrazistość. Dlaczego ją to obchodziło? Skąd to uczucie, że coś jest nie tak. Wtedy głosy popełniły błąd, wdzierając się do jej myśli.

„To tylko człowiek, tak będzie lepiej” szeptały uspokajająco.

Laura zanurkowała. I wtedy go zobaczyła. Unoszącą się w wodzie, nieprzytomną sylwetkę. Przerażenie zaparło jej dech. Chwyciła jego koszulkę i z trudem wyciągnęła go na powierzchnię.

„Nie! Nie! Nie!” zaprotestowały głosy.

Znowu kusiły, znowu obiecywały, ale ona już ich nie słuchała. Jeżeli Ian się utopił, to była tylko i wyłącznie jej wina. Jak ona mogła do tego doprowadzić? Nie miała siły. Znajdowali się na środku jeziora. Musiała wyciągnąć go na brzeg. Musiała… Coś było w wodzie. Podpłynęło do niej. Myślała, że to one. Chciała protestować, chciała walczyć. Łzy z jej twarzy spłukiwała przejrzysta, chłodna woda jeziora. Poczuła, że Ian staje się lżejszy. Nie chciała go jednak puścić, nie mogła… To nie było coś, to był ktoś. Spojrzała w niebieskie oczy Cola, na jego zdeterminowaną twarz. Przez chwilę poczuła się, jakby patrzyła w słońce. Wskazał jej brzeg, a ona nie miała siły się odezwać, więc jedynie skinęła głową, posłusznie płynąc w kierunku leśnej plaży.

Cole

Tego ranka okłamał Elenę,  a potem wyszedł z hotelu tuż za Laura i Ianem. Nie musiał ich śledzić, w końcu wiedział dokąd idą i dotarł nad jezioro jeszcze przed nimi. Właściwie nie wiedział co chce osiągnąć. Po prostu nie mógł znieść tego, że ona i on… Czekał na nich prawie godzinę, a potem zdał sobie sprawę, że przecież wcale nie musieli iść tą samą drogą. Może znali jakiś szlak na skróty. I rzeczywiście. Kiedy obszedł jezioro, zobaczył ich. W wodzie. Tylko, że Ian tonął, a Laura próbowała go wyciągnąć. Ściągnął buty, spodnie, bluzę i rzucił się w ich kierunku. Kiedy jego oczy spotkały się z oczami dziewczyny, poczuł się dziwnie, inaczej. W jednej chwili przestał postrzegać ją jako boginię, królową świata. W dalszym ciągu była śliczna, w dalszym ciągu była dziewczyną, którą kochał, ale to było inne, jego uczucie przestało być obsesją. Wydawało mu się, że odzyskał cząstkę siebie. Była dla niego ważna, możliwe, że najważniejsza, ale teraz jakby ochłonął i nauczył się przy niej racjonalnie myśleć. Podpłynął do brzegu i wyciągnął Iana na plażę, a ona wyszła z wody tuż za nimi. Wyglądała na przestraszoną i dygotała z zimna. Cole chciał ją ogrzać, przytulić, ale zmusił się do zajęcia przyjacielem. To było ważniejsze. Laura poczeka. Dziewczyna otrząsnęła się i pomogła mu ułożyć Iana na boku. Po policzkach spływały jej łzy. Chłopak przez chwilę jeszcze nie oddychał, a Cole gorączkowo starał sobie przypomnieć zasady pierwszej pomocy, ale wtedy Ian zaczął się krztusić i wymiotować wodą. Cole roześmiał się z ulgą.

– Nic mu nie będzie – zwrócił się do ciągle zaniepokojonej Laury.

Uśmiechnęła się do niego blado. Wyglądała dziwnie. Niepokojąco. Miała na sobie przemoczoną, białą sukienkę, a rozpuszczone włosy, mokrą kaskadą opadały jej na ramiona. Wstał, podnosząc z trawy swoją bluzę.

– Zdejmij to – poprosił – przeziębisz się.

Posłuchała. Ku swojemu własnemu zaskoczeniu, poczuł się nieco zażenowany, kiedy odrzuciła mokry materiał, odsłaniając drobne, białe piersi. Nie miał pojęcia czy to dlatego, że do tej pory ich jeszcze nie widział, czy może przez wzgląd na ciągle wymiotującego wodą Iana. Delikatnie nałożył dziewczynie bluzę. Wciągnął na siebie suche spodnie. Zdał sobie sprawę, że Ian jest w ubraniu, nawet w butach. Nic dziwnego, że tonął, tylko co on do cholery w ogóle robił w tym jeziorze?! Laura stała otulona jego bluzą i przyglądała mu się uważnie, zupełnie tak, jakby widziała go po raz pierwszy.

– Wszystko w porządku? – zapytał na wszelki wypadek.

Skinęła głową i przeniosła spojrzenie na Iana. Pomogli mu usiąść, zdjąć przemoczone buty i koszulkę.

– Gdzie zostawiłeś plecaki? – zaniepokoiła się Laura.

Wskazał ruchem głowy, a ona pobiegła przynieść mu rzeczy na zmianę. Robiła wszystko w dużym pośpiechu, jakby się czegoś bała. Ian nie zdjął mokrych spodni, ale włożył suchą kurtkę. Wstał dosyć chwiejnie.

– Dasz radę wrócić na parking? – zaniepokoił się Cole.

– Jak się tu dostałeś? – zignorował jego pytanie Ian.

– Taksówką – wzruszył ramionami chłopak. – W Irlandii też je mają.

– I co tu robisz? – dopytywał się dalej. – Miałeś siedzieć w hotelu!

– Ian! – odezwała się Laura. – On uratował ci życie, utonąłbyś, gdyby nie Cole.

Chłopak spojrzał na nią zirytowany, a potem spuścił wzrok.

– Sorry, Laura ma rację. Dobrze, że się pojawiłeś, nie ważne dlaczego.

Cole zacisnął usta i raz w życiu postanowił być szczery. Przypomniał sobie jak kretyńsko się w stosunku do Iana zachowywał. Nie chciał stracić przyjaciela, poza tym musieli w końcu wyjaśnić tą sytuację. Jeżeli Laura wolała Iana, trudno. On jakoś to przeżyje. Ważne, żeby ona była szczęśliwa. Żeby obydwoje byli, poprawił się w myślach.

– Byłem zazdrosny – wyznał szczerze. – Cholernie byłem. Dalej jestem – kontynuował. – O was. Jeżeli coś was łączy, ok. zrozumiem. Lauro, kocham cię – zwrócił się do dziewczyny, zdając sobie sprawę, że pierwszy raz w życiu mówi zupełnie szczerze – ale Ian jest dla mnie jak brat. Nie torturujcie mnie w ten sposób. Nie chcę was stracić. Żadnego z was.

Policzki Laury zaróżowiły się nagle. Wyglądała uroczo. Nie patrzyła na Iana. Patrzyła na niego. Podeszła do chłopaka, oplatając ramionami jego szyję. Irracjonalnie pomyślał, że Ian był dla niej zdecydowanie za wysoki, on, ledwie nieco o głowę od niej wyższy, był w sam raz.

– Kocham cię – powiedziała cichutko. – Nic mnie nie łączy z Ianem i nigdy nie będzie. To ciebie chcę – wyjaśniła.

Przytulił ją do siebie uradowany. Pocałował włosy dziewczyny, przez chwilę delektując się ich wilgocią i leśnym zapachem. Potem jednak znów poczuł się rozdarty. Widział, że coś między nimi było. Nie był ślepy. Jeżeli jednak Laura uważała Iana jedynie za przyjaciela, znaczyło to, że to on był w niej zakochany. Cole nabrał pewności, gdy podniósł wzrok, tylko po to, żeby zobaczyć pobladłą, ściągniętą twarz przyjaciela i jego patrzące niedowierzająco, czekoladowe oczy.

Elena

Wrócili do hotelu przemoczeni. Cała trójka. Panowało między nimi jakieś dziwne napięcie. Niepokoiła się o Cola, kiedy zniknął, ale teraz zaniepokojona była jeszcze bardziej. Twarz Iana była bez wyrazu, a Cole wyglądał na zmartwionego, tylko Laura promieniała szczęściem. Dlaczego? Co poszło nie tak? Mieli przecież tylko obejrzeć jezioro i wrócić… Wykąpali się i włożyli na siebie suche ubrania, podczas gdy ona zamówiła do pokoju jedzenie.

– Jestem wykończony – mruknął Cole, w świeżej koszuli, z nieco potarganymi, wilgotnymi włosami, kładąc się w poprzek łóżka.

Elena stwierdziła, że wyglądał bosko. Zapragnęła położyć się obok niego. Niczego tak bardzo nie chciała jak tego, żeby wyleczył się z obsesji, żeby przestał darzyć uwielbieniem Laurę. Chciała mieć u niego jakiekolwiek szanse. On jednak poklepał miejsce obok siebie, uśmiechając się do jej przyjaciółki. Laura, zamiast odmówić, podeszła i położyła się obok, opierając głowę o jego ramię. Wtuliła się w niego, a on przygarnął ją do siebie. Spojrzała na Iana, po twarzy którego przemknął grymas bólu, a potem znowu stała się nieprzeniknioną maską. Co tam się wydarzyło?

– Chodź ze mną na chwilę – poprosiła chłopaka, ciągnąc go na korytarz. Stanęli dopiero na samym końcu, przy oknie. – Gadaj, co jest!

– Nie chcę – mruknął Ian, nie patrząc na nią.

– Jesteśmy drużyną! – zirytowała się. – Jak mamy sobie pomagać, nic nie wiedząc?!

Westchnął. Chyba nie musiała go dłużej przekonywać.

– Nie wiem co się stało – przyznał. – W jednej chwili Laura chciała mnie utopić, a w drugiej razem z Colem ratowali mi życie. Nie była sobą, nawet wyglądała jak leśna bogini. Zachowywała się jak we śnie. A potem… Potem Cole zapytał czy coś nas łączy, a ona zaprzeczyła. Od tego czasu zachowuje się, jakby coś łączyło, ale nie nas, tylko Cola i ją.

– O nie! – jęknęła Elena, kojarząc fakty. – Więc jednak to zadziałało?

Spojrzał na nią zdezorientowany.

– Co zadziałało?

– Legenda, którą znalazłam w książkach. Okazała się prawdą. Cole ją zobaczył, w jeziorze i teraz należy do niego.

– Przecież też ją widziałem – zirytował się Ian.

– Nie, ona zwabiła cię  i chciała utopić, sam to powiedziałeś. To co innego niż zobaczyć przypadkiem.

– Nie! – warknął Ian. – To niemożliwe! Nie teraz, kiedy wiem, że ją kocham!

Elena spojrzała na niego współczująco, a on zachłysnął się powietrzem, wyraźnie zaskoczony tym, co powiedział. Wtedy ją zobaczyli. Stała, patrząc smutnym wzrokiem niebieskich oczu i przysłuchiwała się ich rozmowie.

– Ian, tak mi przykro – Laura podeszła do nich. Wyciągnęła rękę, żeby go dotknąć, ale on cofnął się gwałtownie. – Jesteś moim przyjacielem – stwierdziła cicho – ale to Cola kocham, to zawsze był Cole i nie mają na to wpływu żadne legendy.

Elena zamrugała, czuła jak opada jej szczęka. Widziała ich razem, widziała wcześniejszy stosunek Laury do Cola i widziała jak patrzy na Iana. Z tego spojrzenia, tych iskrzących się oczu, tego uśmiechu… kompletnie nic nie zostało. Czy tak właśnie działała magia?

Laura

Zamruczała, kiedy Cole przyciągnął ją do siebie. Byli sami, w hotelowym pokoju. Całowali się namiętnie i sama nie wiedziała, kiedy znaleźli się na łóżku. Cole niedbale odrzucił na bok koszulkę i położył się nad nią. Jego dłonie błądziły po jej ciele. To było cudowne, robić to dla przyjemności, a nie dlatego, że musiała. Jej urok przestał działać, a ona nie odczuwała już słabości i głodu. Była z chłopakiem, któremu po prostu na niej zależało, a to było jeszcze wspanialsze. Poczuła jednak ukłucie strachu, kiedy Cole z kieszeni wyciągnął paczkę prezerwatyw.

– Kochasz mnie? – zapytał w przerwie pomiędzy pocałunkami, a ona skinęła głową, nie będąc pewna własnego głosu.

Oplotła go ramionami. Był delikatny i czuł. Musiała mu zaufać. Wbrew wszystkiemu, to on był doświadczony, nie ona. Jego dłonie znalazły się pod jej topem. Powoli zdejmował z niej ubranie. Zsunął się niżej i zaczął całować jej brzuch. Zacisnęła dłonie, na materiale prześcieradła. Przypomniał jej się inny chłopak, w innym łóżku – jej łóżku, w pokoju pod gwiazdami. Nie, to się nie wydarzyło, to tylko jej wyobraźnia. Przecież od zawsze kochała tylko Cola.

Ian

Miał w głowie kompletną pustkę. Czy Elena miała rację? Czy uczucie, którym Laura darzyła Cola było działaniem magii? Sam już nic nie wiedział. Dlaczego w takim razie nie mogła zobaczyć jego i co wydarzyło się w lesie? Podwinął krótki rękawek, wpatrując się w ślad po jej zębach. Westchnął, zmuszając się by wrócić do pokoju, który dzielił z Colem. Nie chciał zastać ich razem. To cholernie bolało. Niechętnie pchnął drzwi by ujrzeć, że ziścił się jego największy koszmar. Laura, w samej bieliźnie, leżała na plecach, a Cole całował jej ciało. Ian przez chwilę się wahał, a potem wszedł do środka, głośno zamykając za sobą drzwi. Dopiero wtedy zwrócili na to uwagę. Nie powinien im przeszkadzać, to było nie fair, a jednocześnie wiedział, że musi. Gdyby był pewien, że Laura robi to z własnej woli, już dawno by go tam nie było, nie tylko w pokoju, ale w ogóle w hotelu i prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii. To było więcej niż był w stanie znieść.

– Cole, ty dupku – zaczął ostro – czy chcesz, żeby w ten sposób wyglądał jej pierwszy raz?

Miał nadzieję, że to podziała. I rzeczywiście, podziałało. Chłopak podniósł się niechętnie, patrząc to na Laurę, to na niego.

– Ty jeszcze nigdy? – zapytał dziewczyny głupio.

Przecząco pokręciła głową, wściekłym spojrzeniem obrzucając Iana. Boleśnie ścisnął mu się żołądek. Cole jęknął i wstał.

– To bez znaczenia – chwyciła go za rękę, patrząc na niego sarnim wzrokiem.

Ian z trudem nad sobą panował. Cole jednak tym razem mu pomógł. Przecząco pokręcił głową. Uśmiechnął się do niej łagodnie.

– Nie tak powinien wyglądać twój pierwszy raz – oznajmił, kiedy zawstydzona naciągnęła na siebie kołdrę. – Wymyślę coś specjalnego.

Spojrzała na niego rozpromieniona. Skinęła głową.

– Kocham cię – wyszeptała, a Ian poczuł się tak, jakby ktoś przyłożył mu w żołądek, mocno i niespodziewanie.

Chciało mu się wyć, kiedy zamiast do niego, powiedziała te dwa słowa, skierowane do Cola.

Elena

Przez okno zobaczyła Iana. Miał spakowany plecak i wyglądało na to, że nie planuje wrócić. Stłumiła chęć przeklinania. Sama najchętniej również by uciekła, ale to co się stało, częściowo było jej winą i ona musiała to naprawić. Wybiegła z hotelu, wprawiając w zdumienie siedzący w recepcji personel.

– Zaczekaj! – krzyknęła za nim.

Zatrzymał się. Odwrócił.

– Czego chcesz? – zapytał wyzbytym z emocji głosem.

– Uciekasz? – zapytała wprost.

Wzruszył ramionami.

– Tak, uciekam – przyznał swobodnie.

Elena spojrzała na niego nie wierząc. Poddawał się. To było niemożliwe. Nie on. Co takiego zobaczył? Czego był świadkiem. Po bólu w czekoladowych oczach poznała, że widział zbyt wiele.

– Nie możesz! – oznajmiła stanowczo. – Nie możesz ich zostawić, nie możesz zostawić jej.

Roześmiał się gorzko.

– Ona nie chce mojego towarzystwa. Wystarcza jej Cole

Dziewczyna stawała się coraz bardziej poirytowana.

– Ty idioto! To ta parszywa magia, nie jej uczucia! Kiedy to wreszcie do ciebie dotrze?!

Zignorował ją. Odwrócił się i znowu zaczął iść przed siebie. Chwyciła go za rękę. Odepchnął ją stanowczo.

– Niby co możemy zrobić? – spytał. – Stało się i już. Nawet, jeżeli to magia, to ja nie chcę patrzeć na jej skutki.

Oczy Eleny rozbłysły.

– Możemy! Coś możemy zrobić! Możemy zapytać sylfidy, czy da się jakoś wyleczyć Laurę.

Ian prychnął.

– Kiedy tam byłem ostatnio, chciały mnie zabić. Uważasz, że teraz usiądą, żeby uprzejmie pogawędzić.

Dziewczyna uśmiechnęła się z wyższością.

– Z pewnością… o ile ofiarujemy im dary… na przykład zwyczajowe krew i sól.

Ian

Był wściekły, że dał się namówić do powrotu. Sam widok Laury sprawiał mu ból. Wiedział jednak, że ma o co walczyć i nigdy nie wybaczy sobie, jeżeli nie spróbuje. Dziewczyna stała na otoczonym, zdobioną metalowymi kwiatami, barierką tarasie. Oddychała świeżym, porannym powietrzem, w którym unosił się zapach lasu. Przypomniał sobie jej zielonkawą skórę, ozdobione kwiatami włosy i białą sukienkę. Teraz jednak wspomnienie tamtej dziewczyny było tylko cieniem. Nigdy nie wyglądała jeszcze bardziej rzeczywiście. Bardziej jak człowiek – zwykła dziewczyna. Ian poczuł, jak w brzuchu wiruje mu stado wściekłych motyli. Poczuł we wnętrzu nieprzyjemny uścisk. Nie potrafił nad sobą zapanować, nie potrafił już dłużej się powstrzymywać. Podszedł do niej. Wziął ją w ramiona. Pocałował. Najpierw w jej oczach pojawiło się zaskoczenie, a potem uraza. Odepchnęła go z całej siły, ale on jej na to nie pozwolił. Kiedy wzmocnił uścisk, zaczęła się wyrywać.

– Ian, proszę, Ian zostaw mnie – w jej oczach pojawiły się łzy, ta błagalna nuta sprawiła mu jeszcze więcej bólu.

– Laura, co się z tobą stało? – wyszeptał pytanie. – Zależało ci na mnie. Całowałaś się ze mną. Nie interesował cię Cole. Co się zmieniło?

– Nie! – puścił ją, a ona odsunęła się od niego. Przecząco pokręciła głową. – To nie działo się naprawdę! To był tylko sen!

– Laura! Działo się! – Zagrodził jej drzwi, kiedy chciała uciec z balkonu. – Całowałaś mnie jeszcze w samolocie. Pamiętasz?

Na jej bladej twarzy pojawiła się panika. W niebieskich oczach czaił się strach.

– Nie, to był tylko sen – cofnęła się pod samą barierkę.

– Lauro, kocham cię – oznajmił poważnie patrząc jej w oczy.

Przecząco pokręciła głową.

– Ian, tak mi przykro – szepnęła.

Uciekła, a on tym razem jej nie zatrzymywał.

Laura

Była rozdarta. Na ustach wciąż czuła smak pocałunku Iana. Czemu jej to robił? Czemu ją okłamywał? Z drugiej strony skąd niby miał znać jej sny? To niemożliwe! Jej miłość do Cola była prawdziwa, to nie był urok, to nie była magia. Tylko dlaczego w takim razie nie potrafiła zaprzeczyć, że żywi uczucie do Iana? Wcześniej, zanim ją pocałował, zanim znalazła się w jego objęciach, łatwo było temu zaprzeczyć, ale teraz… Kochała Cola, ale bała się, że kocha również Iana. Wybiegła na dwór. Minęła hotelową bramę. Zatrzymała się szeroko otwierając oczy, a potem z impetem wpadła w ramiona stojącego przy samochodzie ojca.

– Tato, co tu robisz? – spytała kiedy minęła pierwsza fala zaskoczenia.

Mężczyzna wyglądał na rozgniewanego. Był rozgniewany.

– Zabieram cię do domu – oznajmił.

– Skąd wiedziałeś, że tu jestem?

Skrzywił się.

– Wcale nie było łatwo was znaleźć. Nie mam pojęcia co sobie wbiłaś do głowy, ale teraz wracamy.

W bramie pojawił się Cole.

– Lauro, szukałem cię – zaczął, ale przerwał równie zaskoczony widokiem jej ojca co ona.

Podeszła do niego, biorąc go za rękę. Martin Kendare znacząco uniósł brwi.

– Myślę, że wolałem tego drugiego chłopaka. Jak mu tam było? Ian?

Laura poczuła jak coś przewraca się jej w żołądku. Więc jednak Ian mówił prawdę, a to, co krążyło na granicy świadomości, to były wspomnienia, a nie mglisty sen. Nie miała powodu, żeby nie wierzyć swojemu ojcu.

– Ian jest moim przyjacielem – odparła jednak w obronnym geście, nie chcąc zranić Cola.

– Czy ktoś mi wyjaśni co tu się stało? – spytał dość zaskoczony zachowaniem córki.

– Ja spróbuję – mruknęła Elena, wysuwając się zza bramy, z podążającym za nią, niczym ponury cień, Ianem.

Cole

Miał teraz wyraźny i jasny dowód – jego przyjaciele zwariowali. Wydawało się, że szczerze wierzyli w jakieś dziwaczne legendy i mity. Uważali, że to z ich powodu jest razem z Laurą. Nie wiedział czy śmiać się czy płakać. Najgorsze jednak było to, jak dziewczyna nieśmiało zerkała w kierunku Iana, najwyraźniej również wierząc w te brednie. Ojciec Laury również w nie wierzył. W końcu Cole nie wytrzymał. Gwałtownie zerwał się z miejsca.

– Powinni was zamknąć w domu wariatów! – warknął – Wszystkich! Co do jednego!

Wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Miał dość. Spakuje się i wyjedzie z tego przeklętego miejsca. A Laura… jeżeli będzie chciała, Laurę zabierze ze sobą. Wyszła za nim, tak jak się spodziewał. Zastała go, pakującego rzeczy w pokoju.

– Co robisz? – zapytała stając w drzwiach, jakby bała się do niego podejść.

– Wracam do domu – wyjaśnił chłodno.

– Do Shadowfall? – spytała cicho.

Przecząco pokręcił głową.

– Nie – oznajmił. – Do Los Angeles.

– Kiedy?

– Samolot mam z samego rana – wyjaśnił. Spojrzał na nią. Podszedł do dziewczyny bliżej. – Lauro, to jakieś wariactwo – powiedział. – Leć ze mną.

Wahała się. Przez chwilę.

– Nie, Cole. Jak również chcę wrócić do domu. Do Walii.

Niechętnie skinął głową. To było pożegnanie i wiedział o tym. Nie miało również nic wspólnego z żadną wydumaną magią.

– Przekaż Ianowi, że jeżeli nie przekreślił zespołu, wie gdzie mnie znaleźć – mruknął.

– Nie pożegnasz się z nimi? – spytała cicho.

– Nie – przyznał – to byłoby chyba zbyt trudne – wyjaśnił.

Przez chwilę milczeli, a żadne z nich nie wiedziało, co zrobić z rękami.

– Lauro – podniosła na niego wzrok – nie gniewam się na nich. Na nikogo. Nawet na Iana. To po prostu mnie przerosło. To znaczy wszystko co działo się w moim życiu.

Skinęła głową, a on poczuł, że go rozumiała. Spojrzał jej w oczy.

– Jesteś zawsze u mnie mile widziana – oznajmił, a było to zaproszenie bardzo bliskie obietnicy. – I nie koniecznie sama – dodał cicho – jesteś mile widziana również z Ianem.

Uśmiechnęła się do niego smutno.

– Będę za tobą tęskniła, Cole.

Laura

Czuła smutek, który rozrywał jej serce. Nie chciała go puścić, nie mogła, a jednak puściła. Chciał ją zabrać ze sobą. Wcale jej nie chciał zostawić. To ona odmówiła i teraz nie była już taka pewna dlaczego. Usiadła na łóżku w pokoju, nie chcąc wracać do przyjaciół. Musiała to wszystko przemyśleć. Czy magia miała jakiekolwiek znaczenie? To co czuła, przez chwilę, u boku Cola, to było czyste szczęście. Co za różnica czym było wywołane? Jednak smutne, szare oczy Iana, przerażenie jej ojca… To nie wróżyło dobrze. I ta rozrywająca jej wnętrze tęsknota.  Przed otwarte okno do pokoju wpadł podmuch wiatru, zwiewając leżące na stoliku, przytrzaśnięte książką kartki. „Zbiór mitów i legend walijskich” głosił tytuł okładki. Podniosła papier z podłogi. Przebiegła wzrokiem litery. Krew i sól, ofiara dla leśnych duchów, przeczytała notatki Eleny. Tak. To był dobry pomysł. Wróci do lasu i być może dzięki temu uzyska odpowiedzi, na pytania, które boi się teraz choćby zadać.

Ian

Zniknięcie Laury mocno go zaniepokoiło. Nie było również Cola. Boleśnie zdał sobie sprawę z tego, co to oznaczało. Uciekli. Razem. Nic nie mógł na to poradzić. Wszedł do pokoju i rzucił się na łóżko. Dlaczego tak bardzo go bolało? Czemu ona tyle dla niego znaczyła? Była irytująca, natrętna, nie liczyła się z jego humorami… Więc czemu Laura? Czemu to właśnie ją kochał? Do pokoju wpadła Elena, patrząc na niego przerażonym wzrokiem.

– Gdzie jest Laura?! – zapytała w panice.

Wzruszył ramionami. Naprawdę musiał jej mówić?

– Wyjechała z Colem – oznajmił starając się by jego głos brzmiał jak najbardziej obojętnie.

– Jesteś pewien?

Czemu jeszcze ona go torturowała?

– A gdzie indziej miałaby być?

– Znalazłam moje notatki, były rozrzucone – mruknęła, patrząc na niego ze strachem.

Zerwał się z łóżka. Teraz i jego ogarnęła panika. Jeżeli się myli… Jeżeli wróciła do lasu… To było niebezpieczne! Cholernie niebezpieczne! W najlepszym wypadku zabiorą ją do siebie, w najgorszym, czeka ją śmierć.

Laura

Stała nad Jeziorem Lustrzanym, ale nic się nie wydarzyło. Nie była już jedną z nich. Nie przyszły do niej. Rozsypała na ziemi sól, nacięła ostrym nożem rękę.

– Ofiaruję wam własną krew i sól, przyjdźcie i odpowiedzcie na moje pytania – poprosiła cicho.

Przez chwilę nie działo się nic, ale Laura była cierpliwa. Czekała. W końcu odpowiedziały na jej wołanie. Znacznie ciszej niż wcześniej, a ona tym razem czuła się wśród nich obco.

„To ludzie” szeptały cicho. „Żadna z nas nie chce kochać człowieka, ale czasami tak się dzieje i już. Nie możemy nic na to poradzić”.

– A Ian? – zapytała. – Dlaczego nie działa na niego magia? Czemu darzę go uczuciem, mimo, że powinnam kochać tylko Cola?

„Jego matka jest jedną z nas” szeptały głosy.

Ujrzała tańczące wśród drzew cienie.

„To nie powinno się wydarzyć Lauro, to niesprawiedliwe.” mówiły i wyraźnie było im przykro. Żałowały jej. „Nie możemy ci pomóc siostro, nie możemy.”

– Proszę, musi istnieć coś… Cokolwiek…

„Na miłość nie ma lekarstwa. Nie ma również lekarstwa na przeznaczenie.” szeptały ze smutkiem.

Poczuła dziwne pragnienie. Ich pragnienie. Zdjęła z siebie ubranie. Weszła do wody. Powoli. Krok za krokiem. Wchodziła coraz głębiej. Zanurzyły się jej nogi, talia, ramiona.  W końcu cała była w jeziorze. W pewnym momencie znalazła się pod wodą. Otworzyła oczy, zastanawiając się gdzie góra, a gdzie dół. Dopiero wtedy ogarnęła ją panika.

„Nie! Coście mi zrobiły?!”

„Tak nam przykro, Lauro. To jedyny sposób, jedyny, jaki znamy.”

Cole

Zaskoczony podniósł wzrok, na stojącą nad nim dziewczynę. W jej oczach ujrzał panikę. Gorączkowo rozglądała się po hali odlotów.

– Gdzie jest Laura? – spytała błagalnie.

Wzruszył ramionami.

– Nie było jej ze mną, została w hotelu.

– Nie! Jak mogłeś ją zostawić!?

Cole zamrugał. Więc nie wiedziała. Uśmiechnął się kwaśno.

– Nie zostawiłem jej. To ona zostawiła mnie – wyjaśnił. – Chciałem, żeby poleciała ze mną, ale ona wolała zostać z Ianem. Uwierzyła w to, co jej powiedzieliście.

Dziewczyna zaczęła przeklinać. Roześmiał się. Spodobało mu się to.

– Nie martw się, nic jej nie będzie. On się nią zaopiekuje.

– Dokąd lecisz? – spytała, kiedy wreszcie się trochę uspokoiła.

– Do Los Angeles, wracam do domu.

– Zawsze chciałam zobaczyć to miasto – rozmarzyła się dziewczyna.

Uśmiechnął się i tym razem był to prawdziwy uśmiech, starego Cola, chłopaka sprzed kilku miesięcy.

– Nic nie stoi na przeszkodzie – stwierdził, wyciągając w jej stronę jedną z trzymanych w rękach kopert. – Kupiłem bilet również dla Laury – wyjaśnił. – Tak na wszelki wypadek.

Elena wzięła od niego bilet, obracając go w zamyśleniu.

– Polecę z przyjemnością – oznajmiła w końcu, patrząc mu prosto w oczy – ale najpierw muszę dowiedzieć się, czy wszystko w porządku z Laurą.

Skinął głową. Miała rację.

– Tak – przyznał – przyjaciele są najważniejsi.

Ian

Pędził przez las w szalonym biegu. Kiedy wreszcie dopadł polany, dziewczyny na niej nie było. Trawa natomiast poplamiona została krwią. Potem zobaczył jej ubrania. Nie! Coś zniknęło w wodzie.

– Laura! – krzyknął.

Zdjął buty i rzucił się w kierunku jeziora. Zanurkował gdy tylko znalazł się w głębszej wodzie. Zobaczył ją. Desperacko walczyła, by wydostać się na powierzchnię, zaplątana w wodorosty, Nabrał powietrza i zanurzył się jeszcze raz. Udało mu się ją uwolnić. Gdy wypłynęli, zaczęła gwałtownie chwytać powietrze. Przylgnęła do niego. Zobaczył jej jasne oczy.

– Ian – szepnęła.

Przez chwilę przytulał ją do siebie, a potem poprowadził w kierunku brzegu. Chciał być jak najdalej od tego przeklętego jeziora. Opadli na trawę. Drżała w jego ramionach. Pocałowała go. Był zbyt zaskoczony by jakoś zareagować. Po chwili zaczął odwzajemniać pocałunek. Był pełen ulgi i tęsknoty. Nagle rozdzwoniła się komórka. Odsunęli się od siebie, wybuchając pełnym ulgi śmiechem. Laura odebrała telefon. Przez chwilę słuchała.

– Tak, to dobry pomysł – oznajmiła do słuchawki. – Nic mi nie jest. Ian jest ze mną. Powodzenia i bawcie się dobrze – dodała z uśmiechem.

Kiedy skończyła rozmawiać, z westchnieniem opadłą na trawę. Położył się przy niej. Przysunęła się i oparła głowę, na jego ramieniu.

– Elena leci z Colem do Los Angeles – oznajmiła pogodnie.

Ian był zaskoczony. Nie miał pojęcia jak to skomentować, więc tylko skinął głową. Przez chwilę milczeli.

– Przepraszam – mruknęła cichutko.

– Dlaczego? – zapytał zaskoczony.

Uśmiechnęła się do niego nieśmiało.

– Ponieważ zapomniałam, że cię kocham.

Laura

Rozbawiona dziewczyna wpatrywała się w nowy plakat Cola. Na okładkach nowych albumów była również Elena. Okazało się, że ma prawdziwy, muzyczny talent. Cole uwielbiał sławę. Za to Ian… on nigdy nie chciał takiego życia. Teraz mieszkali w Walii, a on grał, ponieważ kochał muzykę, ale już nie w zespole Cuervo. Po prostu robił, to co lubił. Ona również. Dostała to, czego najbardziej na świecie pragnęła – normalne życie.

– Idziemy? – spytał Ian, wychodząc ze sklepu i otaczając ją ramieniem.

– Tak – odpowiedziała po prostu.

Uśmiechnęła się do niego promiennie. Były wakacje, wybierali się nad rzekę, łowić ryby. Kochała ten kraj i jego lasy. Kochała również Iana, a on kochał ją. Byli razem już ponad pół roku, a ona w dalszym ciągu chciała z nim spędzać każdy dzień. Zespół Cuervo wybierał się w trasę. Dłuższy przystanek zaplanowali właśnie w Walii. Wypełniało ją szczęście, na samą myśl, że zobaczy Elenę i Cola. Długo nie widziała przyjaciół. Wiedziała, że Ian również był zadowolony. Wzięła go za rękę i razem poszli do samochodu. Kiedy zajęła miejsce pasażera, zdała sobie sprawę, że Ian obserwuje ją uważnie.

– Czemu tak na mnie patrzysz? – spytała zaciekawiona.

– Ponieważ jesteś śliczna – oznajmił swobodnie.

Roześmiała się wesoło. Przysunęła się do niego i pocałowała go w usta. Gorąco odwzajemnił jej pocałunek, a potem razem pojechali ku zielonym polom, lasom i łąkom by w spokoju snuć dalsze marzenia.

The End


Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

39 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Vicky

    8 maja 2012

    Teraz zaczęłam pisać tutaj 🙂 Wrócę też do tych niedokończonych opowiadań.

    • Odpowiedz

      Soko

      8 maja 2012

      Oby 😉 wena Cię widać nie opuszcza. Ja zawsze miałam sobie za złe zaczynanie ciągle czegoś nowego i niedokańczanie tego..

  2. Odpowiedz

    Soko

    10 maja 2012

    Uwielbiam „Opowieści…” Poe 😉
    Ciekawa jestem, kim jest Laura albo co to za klątwa, albo co innego jeszcze wymyśliłaś. Na razie nie komentuję szczegółowo, bo jeszcze niewiele wiadomo 😉
    U mnie co prawda rysunków brak, ale wstawiłam kilka prac jako tło.

    • Odpowiedz

      Vicky

      10 maja 2012

      Dodałam Twojego bloga do linków – nie pomyślałam o tym wcześniej. 😉 Podałaś fajne strony. Natomiast czcionkę masz na takim tle odrobinę mało czytelną.

      • Odpowiedz

        Soko

        10 maja 2012

        No właśnie wiem, ale nie mam pojęcia gdzie mogę zmienić jej kolor, na razie zarządzanie blogiem mnie ciut przerasta 😉 zaraz się dowiem, jak dodawać linki i Ciebie także dodam.

  3. Odpowiedz

    Soko

    10 maja 2012

    Ja tylko zaznaczę że kolejna dziewczyna się wpycha w życie samotnego faceta i on „nawet ją lubi bo mu nie przeszkadza…”. Miły byłby zwrot w stylu wybuchu i odepchnięcia jej od siebie przez Iana 😉

    • Odpowiedz

      Vicky

      11 maja 2012

      Wbrew pozorom to nie jest romans, a przynajmniej nie o to jej chodzi. 😉

      Poza tym fajnie mi się pisze, więc nie może być takie złe!

  4. Odpowiedz

    Eris

    14 maja 2012

    zabawne 🙂

  5. Odpowiedz

    Martiiii

    14 maja 2012

    kim jest ta Laura ? nie daje mi to spokoju ona jest jakąś nimfą czy coś?

  6. Odpowiedz

    Martiiii

    15 maja 2012

    no powiedz proszę

  7. Odpowiedz

    mloda

    16 maja 2012

    a co to za zastój ; ]
    ja chce więcej

  8. Odpowiedz

    Soko

    16 maja 2012

    Uroda Laury i opisany ojciec i jej pokój pasują mi pod jedno: Anioły. Ale chyba jakiejś ciemności ;D brakuje mi jej przeżyć wewnętrznych – na początku robi wszystko by „nie było tak jak wcześniej”, ale potem otwarcie i bezwstydnie wykorzystuje swoją urodę. Jedyny fragment gdzie budzi się w niej ludzkie uczucie podobne do tego opisanego na początku to ten, gdy Ian i Elena się od niej odwrócili. Ale w ogóle mi to do niej nie pasuje, bo mimo zapewnień że ona nie chce, chciałaby żyć inaczej, to teraz zachowuje się jakby nie widziała w tym nic złego (a jednak na początku podobno widziała).

    • Odpowiedz

      Vicky

      16 maja 2012

      Obiecuję, że to nie jest nieścisłość akcji. O dziwo, dla miłej odmiany, wszystko ma swoje logiczne wytłumaczenie. 😉

      • Odpowiedz

        Soko

        16 maja 2012

        To chyba jedno z Twoich najlepszych opowiadań, o ile nie najlepsze. Tak długo i cały czas wstęp do akcji „właściwej”.. 😉

  9. Odpowiedz

    Eris

    16 maja 2012

    czekam….. za długo 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      17 maja 2012

      Jak nic nie piszę, to chociaż się odzywacie! 😉 Zawsze jakieś plusy.

      Właśnie jestem w trakcie tworzenia…

  10. Odpowiedz

    Misia

    17 maja 2012

    I utworzyłaś :). Strasznie lubię porcelanowe lalki.

  11. Odpowiedz

    Eris

    17 maja 2012

    porcelanowe lalki są straszne tyle Ci powiem Misia, zbyt idealne w swoim pięknie. A opowiadanie? Mniej zabawne niż wcześniej ,ale równie dobre 🙂

  12. Odpowiedz

    Misia

    17 maja 2012

    Ja tam je lubię, kojarzą mi się z dzieciństwem, choć gdy byłam mała nie lubiłam lalek. Niedawno moja młodsza siostra zaczęła je kolekcjonować i stwierdziłam, że są śliczne…

  13. Odpowiedz

    iiiinka

    19 maja 2012

    kiedy dalszy ciąg?bo normalnie mnie ciekawość zeżre:-D

  14. Odpowiedz

    Soko

    19 maja 2012

    Dalej dalej dalej prooszę!
    Ciekawa jestem, jak się wszystko dalej potoczy..

  15. Odpowiedz

    iiiinka

    19 maja 2012

    jest super juz nie moge sie doczekać dalszej części:-Dkiedy znowu dodasz?

  16. Odpowiedz

    iiiinka

    20 maja 2012

    Kiedy znowu cos dodasz?

  17. Odpowiedz

    Soko

    20 maja 2012

    Dalej, dalej, co to za chwile wytchnienia ;P

  18. Odpowiedz

    Vicky

    21 maja 2012

    Byłam nad morzem i było fantastycznie! 😉

  19. Odpowiedz

    iiiinka

    21 maja 2012

    Czekam nie cierpliwie na dalszy ciąg

  20. Odpowiedz

    Soko

    21 maja 2012

    Podoba mi się. Mam nadzieję, że miłość Laury i Iana nie rozwinie się nagle w szaleńczym tempie i jeszcze trochę pomęczysz to opowiadanie 😉

    • Odpowiedz

      Vicky

      21 maja 2012

      Jak już wspominałam, romans nie jest tu wątkiem przewodnim. :p

      • Odpowiedz

        Soko

        22 maja 2012

        W Fight Clubie też nie miało być romansu, a jednak to właśnie z tego wykwitło i szkoła była tłem, znaczącym, ale tłem 😉 dlatego się upewniam 😛

  21. Odpowiedz

    elzi69

    22 maja 2012

    uwielbiam to opowiadanie ! Kiedy myślisz o wstawieniu kolejnej części ? jest to moje jedno z ulubionych Twoich opowiadań ; )

    • Odpowiedz

      Vicky

      23 maja 2012

      Nowe fragmenty pojawiają się praktycznie codziennie. 😉

  22. Odpowiedz

    Anna

    23 maja 2012

    Świetne opowiadanie! Czekam na cd. 🙂

  23. Odpowiedz

    iiiinka

    23 maja 2012

    kiedy znowu coś dodasz?

  24. Odpowiedz

    Vicky

    30 maja 2012

    Koniec… Chyba…

    • Odpowiedz

      mloda

      31 maja 2012

      a czemu chyba?;)

  25. Odpowiedz

    Mommo

    1 stycznia 2013

    heh… Według mnie zaraz po „Pieśni księżyca” jest najlepszym opowiadaniem jakie napisałaś 😀

  26. Odpowiedz

    Sherry

    24 marca 2016

    Rany! Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji! *^^*

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS