Wilcza Natura

Pogoda nie była zbyt piękna, ale Eliza się tym nie przejmowała. Siedziała pośrodku niczego, na otaczającym nieistniejący już pomnik murze. To było jedno z tych uwielbianych przez młodzież miejsc. Mogli tu imprezować dowoli. Krzaki, pola, las i żadnej drogi dojazdowej dla ewentualnych patroli policyjnych. Ona jednak nie przyszła tu się bawić. Mimo chłodnych, jesiennych dni, czytała książkę. Był środek dnia i właściwie powinna teraz być w szkole, ale miała już serdecznie dość lekcji. Dlatego właśnie się z nich urwała. Jednak nie tylko ona jedna wpadła na ten pomysł. Zrobiło się zbyt głośno. Wulgarny język przyciągnął jej uwagę na tyle, że podniosła wzrok znad lektury. Zobaczyła dwóch niechlujnie ubranych chłopaków. Stali po środku kamiennego kręgu. Jak na jej gust znajdowali się zbyt blisko. Jeden z nich zgniótł w rękach pustą puszkę po piwie, a potem cisnął ją w krzaki. Eliza zawahała się. Jeżeli będzie chciała stąd zniknąć, to będzie musiała przejść obok nich. Tu gdzie siedziała murek do skoku był zbyt wysoki. Kiedy rozważała drogę ucieczki, oni ją zauważyli.

– O popatrz – ten nieco tęższy szturchnął drugiego, wskazując w kierunku dziewczyny.

– Na pewno się nudzisz – jego kumpel w lot pojął o co chodzi i zwrócił się bezpośrednio do niej, podchodząc bliżej murku.

– Nie, właściwie to już szłam – odpowiedziała coraz mocniej wystraszona Eliza.

– Daj spokój, z nami się nie napijesz? – roześmiał się ten pierwszy.

Kiedy ześliznęła się na ziemię, zagrodzili jej drogę. Chciała prześliznąć się między nimi, ale chudszy chwycił ją za ramię. Nagle usłyszeli warczenie. Dziewczyna zamarła, patrząc prosto w szare oczy, stojącego za nimi wilka. Obydwaj się odwrócili. Niczym w filmie – w zwolnionym tempie. Puścili ją i zaczęli się wycofywać, szerokim łukiem omijając warczącego drapieżnika.

– Na pewno jest wściekły! – rzucił jeden, zanim zerwali się do ucieczki.

Eliza została sama. Tylko ona i wilk. Cofnęła się pod murek, zastanawiając się czy jest sens, żeby się na niego wspinać. To znaczy, jeżeli jej się uda, drapieżnik chyba też będzie potrafił… Wilk jednak przestał warczeć. Jego srebrna sierść przestała być najeżona. Drapieżnik zaskomlał cicho, a potem położył się na ziemi. Wtedy dopiero zobaczyła czerwień wśród srebra. Cały bok zwierzęcia był zakrwawiony. Mimowolnie podeszła do niego. Ukucnęła przy jego pysku, pozwalając by powąchał jej dłonie. To nie mógł być wilk. To na pewno skrzywdzony przez kogoś pies. Chciał jej bronić, bo wyczuł agresję… i alkohol. Zwierzę wysunęło język i polizało jej dłoń.

– Dasz radę ze mną pójść? – zapytała jak gdyby mógł ją zrozumieć. – Trzeba ci jakoś pomóc.

Podniósł się chwiejnie. Czekał. Powoli ruszyła, z ulgą stwierdzając, że nie-wilk idzie tuż przy jej boku.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Weterynarz, starszy mężczyzna, który swoją klinikę prowadził w piwnicy własnego domu, wyglądał na nieco przestraszonego. Sceptycznie przyglądał się rannemu zwierzęciu. Eliza znała go bardzo dobrze. Niegdyś był przyjacielem jej matki. Już niejednokrotnie zajmował się rannymi ptaszkami, zaropiałymi kotkami i innymi stworzeniami, które do niego przyniosła. Dlatego teraz, odważnie, ponowiła swoją prośbę.

– Jestem niemal pewien, że to wilk – stwierdził staruszek, mówiąc tak, jakby sam sobie niedowierzał. – Musi mieć wściekliznę, skoro tak przyjaźnie się zachowuje.

– Nieprawda! – zaprzeczyła dziewczyna. – To na pewno jakaś mieszanka – oznajmiła stanowczo. Powiedziałaby cokolwiek. Wszystko, byleby tylko się nim zajął. Psem, wilkiem, co za różnica? – Zresztą jest świetnie wyszkolony – dodała po chwili, mając nadzieję, że mówi prawdę. – Proszę zobaczyć…

Wskazała na stół operacyjny, a wilk posłusznie, ale z trudem, podciągnął się na metalowy mebel. Weterynarz był pod wrażeniem.

– Musisz założyć mu kaganiec – oznajmił w dalszym ciągu niezbyt przekonany, podając jej kawałek materiału.

Nie spodobało jej się to i podejrzewała, że wilkowi również się nie spodoba. Rozumiała jednak lęk weterynarza. W końcu zwierzę będzie prawdopodobnie oszalałe z bólu, jeżeli oczywiście już nie jest… Kiedy do niego podeszła, wilk zaskomlał cicho, ale pozwolił sobie zapiąć kawałek materiału, który szczelnie otoczył mu pysk. Spojrzała na niego przepraszająco. Lekarz zaczął badać, a potem oczyszczać ranę zwierzęcia. Była naprawdę spora, wilk poszarpany miał cały bok.

– Ktoś do niego strzelał – stwierdził weterynarz. – Miał szczęście. Ma poszarpane mięśnie, ale pocisk musiał o nie jedynie zadrasnąć i przelecieć obok. Ktoś najwyraźniej wystraszył się wilka…

– To nie może być wilk – zaoponowała dziewczyna. – Ma szare oczy.

Staruszek wzruszył ramionami.

– Ktoś jednak uznał go za wilka. Przyznasz sama, że to bardzo łudząco podobna mieszanka.

Eliza westchnęła głaszcząc łeb zwierzęcia.

– Ludzie są głupi – oznajmiła szczerze.

– Czasami – przyznał weterynarz, opatrując ranę.

Zwierzę spokojnie, pozwoliło na zajmowanie się sobą, od czasu do czasu jedynie wydając z siebie ciche skomlenie i podnosząc wzrok na dziewczynę.

– Co zrobisz z nim, kiedy skończę? – zapytał mężczyzna, zakładając na bok zwierzęcia opatrunek, a potem z wprawą owijając go bandażami.

Dziewczyna wzruszyła ramionami. Nie zastanawiała się nad tym.

– Zabiorę go do domu – oznajmiła pewnie, zdając sobie sprawę, jak czujnie wpatrują się w nią szare, mądre oczy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Nie miała pojęcia czym mogłaby nakarmić mojego nowego towarzysza. Odpoczywał teraz w jej pokoju na poddaszu. Zaniosła mu miskę z wodą, którą łapczywie wypił. W końcu zdecydowała się na chleb ze smalcem. Na początek musiało wystarczyć. Wzięła kilka, grubo posmarowanych kromek. Wilk zjadł je z apetytem. Potem, przez resztę popołudnia i cały wieczór, milcząco towarzyszył Elizie w odrabianiu lekcji, siedzeniu przed komputerem i czytaniu książki. Kiedy kładła się spać, ułożył się na dywaniku, obok jej łóżka. Dziewczyna zgasiła światło, ale długo nie mogła zasnąć. W pewnym momencie bardziej poczuła niż usłyszała ruch. Wilcza masa futra i mięśni podniosła się ze swojego prowizorycznego posłania i, mimo rany na boku, zgrabnym susem wskoczyła na jej łóżko, układając się na kołdrze, tuż obok niej. Eliza nie zamierzała go wyganiać. Wtuliła się w miękkie futro, zamknęła oczy by wreszcie, jakby uspokojona, zapaść w długo wyczekiwany sen.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Szkoła nie była jej ulubionym miejscem. Eliza miała siedemnaście lat i chodziła do drugiej klasy liceum. Była inteligentna i oczytana. Problem stanowiło to, że nie dogadywała się z nauczycielami. Nie podobało jej się to, że na języku polskim zamiast czytać i omawiać lektury, oglądają filmy. Nie lubiła pana od historii, który uważał ich za matoły i kazał używać podręcznika do szkół zawodowych. Drażniła ją fizyczka, która nie potrafiła rozwiązać samodzielnie żadnego nie podręcznikowego zadania. Z rówieśnikami również się nie dogadywała, ale tutaj problem miał głębszą naturę. Jej mama przyszła na świat w Kirgistanie, jej ojciec był natomiast Polakiem. Stanowiła więc narodowościową mieszankę, a to, z jakiejś przyczyny, było doskonałym powodem do drwin z cichej i nieco zalęknionej dziewczyny. Drobna postać, bardzo jasne, spływające falami włosy, blada cera i niebieskie oczy również wyróżniały ją z tłumu. Na dodatek, kilka lat wcześniej została sierotą. Jej mama umarła gdy była jeszcze mała, ale ojciec zginął całkiem niedawno, w idiotycznym wypadku samochodowym, który nigdy nie powinien się wydarzyć. Ciężarówka zjechała ze swojego pasa, wyjeżdżając mężczyźnie na czołowe zderzenie. Zginął na miejscu, natomiast kierowcy Tira zupełnie nic się nie stało. Teraz w domu mieszkała z  babcią, mamą jej taty, i o dwa lata starszym bratem. W Kirgistanie miała jeszcze dziadka, którego niestety widywała zdecydowanie zbyt rzadko. Zadźwięczał dzwonek. Dziewczyna z ulgą wrzuciła do plecaka swoje książki. Ostatnia lekcja. Nareszcie była wolna. Przemknęła się bocznym korytarzem i wybiegła z budynku jeszcze przed całym tłumem uczniów, który za chwilę podąży w jej ślady. Wilk czekał na nią tam gdzie zwykle. Robił tak już od tygodnia. Pogłaskała jego pysk. Podrapała za uszami. Ruszyli, by wspólnie, krok w krok, wrócić do domu. Nie miała pojęcia co drapieżnik robił całymi dniami, ale kiedy kończyła lekcje, zawsze tu był. Dzięki niemu, jego obecności, czuła się znacznie mniej samotna.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Obiady były dwa. Jeden dla Elizy, drugi dla jej wilka. Babcia szybko przyzwyczaiła się do nowego domownika, a Jarka i tak prawie wcale nie było w domu, nikt więc nie zamierzał pytać go o zdanie. Rana na ciele zwierzęcia goiła się nadzwyczaj szybko, co bardzo zaskoczyło, ale i ucieszyło weterynarza, który bądź co bądź kochał wszystkie stworzenia. Po obiedzie pozbierała i umyła naczynia, a potem ruszyła po schodach. Na górze zatrzymała się zaskoczona. Jej brat cofał się powoli przed warczącym wilkiem, który zawzięcie bronił drzwi do jej pokoju.

– Zabierz to coś! – odezwał się do niej rozkazująco.

Dziewczyna natychmiast odzyskała rezon. Mogła być nieśmiała, ale z pewnością nie w stosunku do swojego denerwującego brata.

– Nie ma sprawy – oznajmiła spokojnie – pod warunkiem, że powiesz mi czego u mnie szukałeś.

Jarek spojrzał na nią wrogo. Wilk zawarczał nieco głośniej.

– Nie ważne – oznajmił wyraźnie wkurzony i ciągle tyłem wycofał się po schodach.

Eliza wzruszyła ramionami.

– Dzięki – mruknęła do wilka, który natychmiast nadstawił się do pieszczot.

Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie, stwierdzając, że z pewnością dobrze jest mieć takiego strażnika. Strażnika i przyjaciela, któremu mogła powiedzieć wszystko, nawet to, jak bardzo jej przykro, że musi iść sama na połowinki, ponieważ impreza była organizowana przez szkołę i z jakiejś niezrozumiałej przyczyny obowiązkowa. Albo to, jak bardzo czasami dokuczają jej koleżanki. Już nie czuła się taka zupełnie samotna. Chwila, kiedy go spotkała, zdecydowanie należała do szczęśliwszych w ostatnich kilku miesiącach jej życia. Od czasu, kiedy po raz ostatni widziała dziadka.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tej nocy bardzo źle spała. Obudziła się nad ranem z koszmarnego snu. Wilk leżał na puchatym dywanie. Wstała z łóżka, wlokąc za sobą kołdrę i ułożyła się obok niego na podłodze. Wtuliła się w miękkie futro, zasypiając uspokojona. Mimo spania na podłodze, rano obudziła się wyjątkowo wyspana. Czuła na karku ciepły oddech. Nie chciało jej się otwierać oczu. Było jej ciepło, wygodnie i przyjemnie. Do tego temu wszystkiemu towarzyszyło przyjemne uczucie bezpieczeństwa i jakiejś dziwnej, intymnej bliskości. Nagle zdała sobie sprawę, że ktoś ją obejmuje w talii. Gwałtownie usiadła. Obok niej leżał chłopak. Na oko dwudziesto-, może dwudziestojednoletni. Jej poruszenie go obudziło. Przerażona odskoczyła pod samą ścianę. Spojrzał na nią pytającym, zaniepokojonym wzrokiem. Był wyraźnie zaspany. Ciemnie, nieco przydługie włosy, opadały mu na czoło, zakrywając szare, poważnie patrzące oczy. Krzyknęła. Chłopak natychmiast znalazł się przy niej, dłonią zatykając jej usta. Zaczął przeklinać. Rozumiała go, ponieważ mówił po rosyjsku. To był jeżyk jej mamy oraz dziadka i znała go doskonale.

– Cicho – szepnął kiedy się uspokoił. – Przepraszam, to nie powinno się stać. Po prostu nie krzycz i daj mi się wytłumaczyć.

Eliza była tak przerażona, że nie wiedziała czy nawet gdyby chciała, byłaby w stanie drugi raz krzyknąć. Skinęła głową, a on ją puścił, ale nie odsunął się od niej.

– Nie pamiętasz mnie? – spytał z żalem.

Pamiętasz? Dlaczego miałaby go pamiętać? Przecząco pokręciła głową.

– Przepraszam… – dodała niepewnie.

Uśmiechnął się do niej smutno, co natychmiast złagodziło rysy jego twarzy.

– Kiedy się ostatni raz widzieliśmy, byłaś znacznie młodsza – przyznał cicho – a ja wpakowałem się w tarapaty, z których mnie wyciągnęłaś.

Dziewczyna przecząco pokręciła głową, cofnęła się. Ktoś był za drzwiami. Nacisnął klamkę. Eliza spojrzała w tamtą stronę, a gdy wróciła wzrokiem do chłopaka, już go nie było. Na jego miejscu pojawił się znajomy wilk. Do pokoju weszła babcia.

– Coś się stało kochanie? Czemu krzyczałaś? – zapytała z troską.

– Przepraszam, miałam zły sen – wydusiła z siebie Eliza, nie spuszczając wzroku z wilka.

– Na pewno nic ci nie jest? – upewniła się babcia.

– Nie, naprawdę – strach w dziewczynie walczył z ciekawością i świadomością, że dziecinne fantazje mogły okazać się prawdą.

Babcia obdarzyła ją pogodnym uśmiechem.

– Ubierz się i zejdź na śniadanie, zrobimy cos smacznego, wtedy na pewno zapomnisz o wszystkich paskudnych koszmarach.

Eliza zmusiła się by odpowiedzieć jej uśmiechem.

– Dobrze, babciu, zaraz zejdę.

Kiedy staruszka wyszła, obrzuciła wilka podejrzliwym spojrzeniem. Odsunęła się od niego na bezpieczną odległość, mimo że w dalszym ciągu był to tylko wilk.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Zostali sami. Tylko ona i wilk, a raczej wilk, który nie był wilkiem. Eliza jednak przestała odczuwać strach, tak szybko, jak szybko się pojawił. Przecież gdyby chciał ją skrzywdzić już dawno by to zrobił.

– No, dalej – rzuciła w jego stronę nieco poirytowana swoją własną reakcją na jego obecność – miałeś się wytłumaczyć.

Przemienił się na jej oczach, a potem się roześmiał. Wilk i człowiek przez chwilę stali w tym samym miejscu, by po kilku sekundach drapieżnik zupełnie zniknął, pozostawiając po sobie jedynie chłopaka.

– Za to właśnie cię lubię – oznajmił ciągle rozbawiony. – Nad wszystkim natychmiast przechodzisz do porządku dziennego, jak nienaturalne i dziwne by nie było.

– Lubisz? – spytała zaskoczona.- Przecież w ogóle mnie nie znasz.

– Nie znam? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Obiecałem ci przecież, że będę cię pilnował i kiedyś odpłacę ci za przysługę. Dlatego to właśnie robiłem. Wielokrotnie. Tyle, że nawet tym razem, to ty bardziej pomogłaś mnie, niż ja tobie.

Z dołu dobiegło ponaglające wołanie. Dziewczyna uznała, że na pytania będzie czas później.

– Nie ważne – mruknęła. – Chcę wiedzieć wszystko, dosłownie wszystko – rzuciła mu wyzwanie – ale teraz idziemy na śniadanie.

Skinął głową, najwyraźniej świetnie się bawił.

– Myślę, że pójdziemy dzisiaj na długi spacer – oznajmił z szerokim, wilczym uśmiechem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Szli przez las. Ramię przy ramieniu. On opowiedział jej o Kirgistanie. O tamtejszych lasach i zwierzynie. O polowaniach. O tym, jak na kirgiskich żołnierzy rzucono ponad sto lat temu klątwę, by lepiej mogli bronić swoich ziem. Tamci ludzie już od dawna nie żyli. Etienne, bo tak miał na imię wilk, był już trzecim pokoleniem.

– Nie martw się, nie będę ci wiecznie siedział na głowie – oznajmił z przekąsem. – Mam tu swoje mieszkanie. Właściwie całkiem niedaleko ciebie.

Mógł przybierać wilczą i ludzką postać na życzenie. Czasami jednak, nie wiadomo z jakiej przyczyny, nie panował jeszcze nad przemianami… To właśnie stąd było to niespodziewane przebudzenie. Zamiast z wilkiem, to z chłopakiem u boku. Eliza zaczerwieniła się na samo wspomnienie ile nocy spędził w jej własnym łóżku.

– Lubię towarzystwo wilka – wyznała – choć przyznaję, że gdybym wiedziała, sporo rzeczy zachowałabym dla siebie.

Roześmiał się.

– Cieszę się, że mi opowiedziałaś o swoich problemach – oznajmił. – Jesteś moją przyjaciółką i jeśli tylko będę mógł, spróbuję ci pomóc.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Mimo że wilk zniknął, brakowało jej go tylko troszeczkę. Teraz, po szkole, a w dni wolne przez cały czas, towarzyszył jej we wszystkim Etienne. Czasami siedzieli u niej w domu, częściej jednak w mieszkaniu, które wynajmował chłopak, ponieważ tam nikt im nigdy nie przeszkadzał.

– Czemu jesteś taka nieszczęśliwa? – zapytał na wstępie, kiedy przekroczyła próg jego lokum.

Postawiła pod ścianą plecak i skuliła się na kanapie.

– Skąd wiesz? – zapytała podejrzliwie.

Usiadł po turecku, naprzeciwko niej. Przyglądał jej się uważnie.

– Wiem. Znam cię.

Westchnęła. Miał rację.

– To przez głupią, szkolną imprezę. Połowinki. Wcale nie chcę na nie iść. Nienawidzę tej szkoły! No i nie mam z kim… – dodała niechętnie.

Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu.

– Oczywiście, że masz z kim – zamruczał uwodzicielsko.

Rzuciła w niego poduszką.

– Żartujesz, prawda? – spytała nie pozwalając by nadzieja w jej sercu urosła zbyt wysoko.

Przecząco pokręcił głową.

– Pójdę z tobą mała, z prawdziwą przyjemnością – dodał kurtuazyjnie brzmiącym głosem, po którym oberwał kolejnym jaśkiem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Etienne dotrzymał słowa. Naprawdę chciał z nią iść. Na placu Słowiańskim, pod fontanną, pojawił się idealnie o czasie. Tyle, że ona już czekała na niego, od ponad pół godziny i zdążyła porządnie zmarznąć. Chłopak miał na sobie skórzaną kurtkę i grafitowe dżinsy. Pod kurtką widać było kołnierz czarnej koszuli.

– Długo tu stoisz? – zapytał.

– Nie – skłamała.

Wziął jej dłonie, chowając w swoich rękach.

– Zmarzłaś – oznajmił z wyrzutem. – Lepiej już chodźmy.

Skinęła głową, zadowolona, że nie puścił jej ręki. Zabawa odbywała się w piwnicy jednej z droższych restauracji. Na to nalegali bogaci rodzice koleżanek z jej klasy. Natomiast szkoła słuchała ich bez sprzeciwów. Przede wszystkim dlatego, że sponsorowali naprawdę wiele rzeczy. Weszli do środka i zdjęli swoje okrycia. Eliza miała na sobie długą, czarną spódnicę, w nieco gotyckim stylu, którą odziedziczyła po mamie i prostą, również czarną, bluzkę. Uważała, że wygląda całkiem ładnie, kiedy jednak zobaczyła jak poubierane są inne dziewczyny, zupełnie zwątpiła w siebie. Usiedli w rogu sali, a Eliza przywitała się z tymi kilkoma osobami, z którymi od czasu do czasu rozmawiała. To było wszystko na co potrafiła zdobyć się w towarzystwie. Etienne jednak był zupełnie inny. Zabawiał nie tylko ją, ale również poznał w ciągu jednego wieczora więcej osób niż ona w ciągu prawie dwóch lat szkoły. Nie odstępował jej jednak na krok, za co była mu naprawdę wdzięczna.

– No, to ja rozumiem – oznajmił, kiedy sięgnęła po duży pucharek lodów. – Dziewczyna, która się bezsensownie nie odchudza – uśmiechnął się do niej swoim wilczym uśmiechem.

Wzruszyła tyko ramionami, wkładając pełną łyżkę do buzi. Przyzwyczaiła się do jego docinków.

– Też byś sobie zjadł trochę, całkiem smaczne – zasugerowała.

W jego oczach zatańczyły psotne iskierki.

– Jeżeli mnie nakarmisz, to bardzo chętnie.

Przekomarzając się z nim, Eliza poczuła, że się rozluźnia. Nie była już taka spięta. I przerażona, jak w chwili, kiedy tu weszli. Spojrzała na niego z podziwem. Etienne zdecydowanie dobrze na nią działał. Aż do momentu, kiedy ją zostawił, mówiąc, że zaraz wraca. Wtedy przysiadła się do niej Daria. Jedna z dziewczyn, których Eliza nienawidziła najbardziej. Zawsze starała jej się dokuczyć na każdym kroku. Nieopodal krążyła jej nieodłączna świta w postaci Magdy i Iwony.

– To twój kuzyn? – Daria od razu przeszła do rzeczy.

– Słucham? – nie zrozumiała Eliza.

– Ten chłopak, który jest z tobą. To twój kuzyn, z Rosji, prawda?

– Nie jest moim kuzynem i nie pochodzi z Rosji tylko z Kirgistanu – niemalże warknęła dziewczyna.

– Zwał jak zwał – nie zraziła się Daria. – Ma takie dźwięczne imię. Etan?

– Etienne – odpowiedziała odruchowo Eliza.

– Tak, właśnie – uśmiechnęła się promiennie – nie obrazisz się, jeżeli go sobie na chwilę pożyczę? Z pewnością znudził się już twoim towarzystwem.

Eliza nic nie powiedziała, ale Daria wcale nie oczekiwała od niej odpowiedzi. Zauważywszy Etienne wstała i w połowie sali przecięła mu drogę do stolika. Rozmawiał z nią przez krótką chwilę, a potem podszedł do przyjaciółki.

– Ta śliczna dziewczyna, twierdząca, że jest twoją przyjaciółką – wskazał głową w kierunku wyraźnie na coś czekającej Darii – zapytała czy nie chciałbym z nią potańczyć. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żeby poczekać na mnie jeszcze chwilę.

Poczuła się oszołomiona. Zdradzona. Skinęła głową, z trudem powstrzymując napływające do oczu łzy. Przez chwilę wpatrywała się w plecy odchodzącego Etienne, a potem po cichu, przez nikogo nie zauważona, wyśliznęła się na dwór. Tu już pozwoliła sobie na łzy. Mimo chłodnej nocy, skuliła się na jednej z drewnianych, stojących nad rzeką, ławek. Jeszcze tak niedawno twierdził, że ją zna. Skoro znał, to czemu zachował się wobec niej tak podle? Może, gdyby miała nieco więcej wiary w siebie, gdyby nie pojawiły się te przytłaczające uczucia, Eliza dostrzegłaby sarkazm w głosie chłopaka. Może zobaczyłaby te złośliwe iskierki, tańczące w szarych oczach. Nie czekała długo. Pojawił się przy niej niecałe pięć minut później. Spojrzała na niego zaskoczona.

– Idiotka – warknął na nią. – Przeziębisz się.

– Przepraszam, chciałam się przewietrzyć – powiedziała niezbyt przekonana czy on to łyknie. Rękawem przetarła ciągle mokre oczy. – Może wróć do środka? – zaproponowała. – Chyba byłeś zajęty…

Usiadł obok niej.

– Oczywiście, zaraz wrócę. Daria jest cudowna – oznajmił, patrząc jej w oczy. – Mądra, bystra, a do tego ma urodę gwiazdy filmowej. Cieszę się, że się przyjaźnicie. Bardzo chciałbym poznać ją lepiej.

– Tak… – bąknęła Eliza, mając w tym momencie ochotę wepchnąć go do kanału. Ich obydwoje.

Nie była w stanie podnieść na niego wzroku. Była przekonana, że rzuciłaby się na niego z pięściami. Dupek! Jak on mógł! Czy w ogóle jej nie słuchał? To właśnie ona była jednym z głównych powodów jej problemów w szkole, opowiadała mu o niej, a on…

– Spójrz na mnie – rozkazał.

– Nie… – szepnęła dziewczyna. – Lepiej wracaj do środka. Za chwilę przyjdę.

A za dwadzieścia minut będę w domu… dodała w myślach.

– Spójrz na mnie! – rozkazał tym razem ostrzejszym tonem,

W końcu podniosła na niego wzrok.

– Ty głupolu! – naskoczył na nią. – Naprawdę uważasz, że bym ci coś takiego zrobił?! Poza tym sądzisz, że interesowałaby mnie jakaś pusta kretynka? Udzielna księżniczka, która chciała mieć nową zabawkę? Naprawdę nisko mnie cenisz.

Eliza z trudem przełknęła ślinę. Coś dziwnego działo się w jej wnętrzu, jakby pękła bańka mydlana. Dziwne uczucie rozchodziło się po całym ciele.

– Przecież… – zaczęła niepewnie.

– Wracamy do środka. Sama byś zobaczyła, gdybyś nie uciekła.

Chwycił ją za rękę i nie znosząc dalszych protestów, zaprowadził do piwnicy restauracji. Kiedy wchodzili, Daria kończyła wkładać kurtkę. Obeszła go szerokim łukiem, nie kryjąc jednocześnie wściekłości i strachu, a potem zmyła się po angielsku. Eliza patrzyła szeroko otwartymi oczami na zamykające się za nią drzwi.

– Co jej zrobiłeś?

Uśmiechnął się szelmowsko. Rozbrzmiały nuty łagodnej, wolnej muzyki.

– Zatańczysz? – zignorował jej pytanie.

Eliza nie protestowała. Pozwoliła mu się zaprowadzić na środek sali, w głąb gąszczu tańczących par. Przyciągnął ją do siebie. Przytulił. Oparła głowę o jego ramię. Pozwoliła mu się prowadzić. Nic innego mogłoby nie istnieć. Było idealnie. Tylko Etienne i muzyka.

– To ty jesteś piękna – wyszeptał czule. – Nie jakaś sztuczna lalka Barbie.

Dziewczyna przylgnęła do niego jeszcze mocniej. Nie była w stanie nic powiedzieć. Jej serce biło w szalonym rytmie, a w brzuchu wirowało stado wściekłych motyli.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

To było jak cudowny sen. Marzenie. Etienne odprowadził ją do domu. A potem… potem stali przez dwie godziny pod jej drzwiami, nie mogąc się rozstać. Pocałował ją. Ich pierwszy pocałunek… O niczym tak bardzo nie marzyła, jak o tym, żeby jak najszybciej go zobaczyć. Pragnęła, by znów wziął ją w swoje ramiona. Chciała poczuć to cudowne, pełne ciepła uczucie.

Eliza czekała pod drzwiami dłuższą chwilę. Kiedy się w końcu otworzyły, wcale nie stał w nich Etienne. Chłodnym wzrokiem patrzyła na nią skąpo ubrana brunetka o urodzie modelki z plakatów.

– Tak? – zapytała wyniośle, ale Eliza nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo za plecami nieznajomej pojawił się chłopak.

Upragnione spotkanie zmieniło się w jednej chwili w koszmar. Etienne był rozebrany od pasa w górę. Kiedy podszedł do drzwi, brunetka bez skrępowania oparła się o jego ramię.

Więc wtedy… wtedy tylko pocieszał małą, zagubioną dziewczynkę…

– Cześć, wejdziesz? – zapytał jak gdyby nigdy nic.

Dziewczyna nie była pewna czy da radę wydobyć z siebie głos. Przecząco pokręciła głową.

– Nie – wydusiła wreszcie – jesteś zajęty, przyjdę później.

Do oczu napłynęły niechciane łzy. Za nic na świecie nie mogła pozwolić mu ich zobaczyć! Nie tym razem! Odwróciła się i ruszyła szybkim krokiem przed siebie. Gdy tylko dopadła klatki schodowej, właściwie już biegła. Opuściła budynek i oparła się o tynkowaną ścianę. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie jej płaczu. Nagle ktoś dotknął jej ramienia.

Czy on zawsze musiał ją gonić?!

– O co chodzi? – usłyszała znajomy, zaniepokojony głos.

Przecząco pokręciła głową. Chciała żeby sobie poszedł. Poczuła jak czerwienią jej się policzki. Czemu musiał oglądać ją w takim stanie? Myślała, że coś między nimi zaiskrzyło, łudziła się, że mu się podoba. A on… Etienne był po prostu dla niej uprzejmy. Nic ponadto. A teraz… on i ta dziewczyna… Eliza nie chciała o tym myśleć.

– Nie musiałeś za mną iść – szepnęła.

– Oczywiście, że musiałem – mruknął, wierzchem dłoni ocierając jej łzy.

Wziął ją za rękę i poprowadził na znajdujący się za domem plac zabaw. Posadził dziewczynę na huśtawce i ukucnął przy niej.

– Co się stało, maleńka? – zapytał poważnie.

– Nic, naprawdę – błagała w duchu, żeby nie zrobić z siebie jeszcze większej idiotki.

– Jeżeli nic – odpowiedział – to czy możemy do mnie wrócić?

– Nie, proszę – wyrwało się Elizie – nie chcę tam wracać.

Westchnął.

– Jasne, co tylko zechcesz, ale potrzebuję jeszcze kilkunastu minut no i jakiejś kurtki.

Spojrzała na niego, miał na sobie niedbale narzuconą, niedopiętą koszulę. Najwyraźniej śpieszyło mu się, żeby za nią wyjść.

Więc choć trochę mu na niej zależało…

Eliza natychmiast zganiła się za takie myśli. Pewnie traktuje ją jak młodszą siostrę. Wzdrygnęła się. Nic gorszego nie mogło jej spotkać.

– Nie, w porządku, zostań ze swoją przyjaciółką… – zaproponowała ze ściśniętym gardłem.

– Violette? – spojrzał na nią zaskoczony. Nagle jego oczy się rozszerzyły ze zdumienia. Po chwili zaczął się śmiać i to tak, że niemal nie zrzucił jej z huśtawki. – Jesteś zazdrosna o Violette – stwierdził z ulga.

Eliza nie zaprzeczyła. Jedyne na co miała teraz ochotę to zapaść się pod ziemię. Zniknąć. Zerwała się z huśtawki, ale on również wstał. Przytrzymał ją, żeby nie mogła uciec. Przyciągnął ją do siebie, oplatając ramionami. Próbował pocałować, ale odwróciła głowę. Westchnął cierpiętniczo. Puścił ją. Odwrócił się bokiem, podwijając koszulę. Z tyłu jego pleców widniał mocno zaczerwieniony, świeży tatuaż, przedstawiający dziwne symbole.

– To robi dla mnie moja przyjaciółka – oznajmił rzeczowym tonem, nie spuszczając z dziewczyny wzroku. – To runy ochronne – wyjaśnił łagodnie. – Są mi potrzebne na przykład do szybszej regeneracji.

Dziewczyna spuściła wzrok. Było jej wstyd.

– Dotykała cię – szepnęła na swoje usprawiedliwienie.

– Mhm – przyznał Etienne. – To czarownica, potrzebuje tego typu energii do swojej pracy, ale gwarantuję ci, że niczego między nami nie było i nigdy nie będzie. Jestem tylko twój – oznajmił podchodząc i ponownie biorąc ją w ramiona.

Tym razem pozwoliła mu się pocałować i pełnym ulgi gestem odwzajemniła jego namiętny, długi pocałunek.

– Mój? – nie uwierzyła.

Roześmiał się i znów ją pocałował.

– Wracajmy na górę – poprosił. – Violette skończy i pójdziemy dokąd tylko zechcesz.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza, nieco tylko oszołomiona, posłusznie poszła za chłopakiem. Była szczęśliwa i nieufna zarazem. Nie mogła uwierzyć w to, że naprawdę mu na niej zależy. Na dodatek był jej przyjacielem i… chyba go kochała. To odkrycie ją oszołomiło. Kochała Etienne! Był wspaniały, zabawny, przystojny, inteligentny i nie tylko ją zauroczył, naprawdę się w nim zakochała! Weszli razem do mieszkania. Dziewczyna nieco speszyła się na widok przyglądającej im się obcesowo Violette.

– I co, dowiedziałeś się o co chodzi? – zadrwiła. – Nie martw się – zwróciła się do Elizy – faceci to kretyni. Nigdy nie wiedzą w czym rzecz, taki już ich urok.

– Nic się nie stało – odpowiedziała niepewnie dziewczyna.

Brunetka chwyciła Etienne za ramię.

– Kładź się – rozkazała mu surowo. – Nie skończyłam. – Chłopak posłusznie ściągnął koszulę i położył się na brzuchu, na kanapie. – Właściwie to nie musisz się nawet przedstawiać – dodała lakonicznie w kierunku Elizy – od rana słucham tylko o tobie. – Dziewczyna spojrzała zaskoczona, a Etienne schował twarz między ramionami, burcząc coś niewyraźnie. – Stałaś się moim problemem – stwierdziła dobitnie. – Nie mam żadnego źródła mocy. Etienne nie chciał mnie nawet pocałować – dodała naburmuszona.

Eliza sama nie wiedziała co ją podkusiła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że podeszła bliżej i zaczęła uważnie obserwować pracę Violette. Słowa również niemalże mimowolnie popłynęły z jej ust.

– A czy to musi być mężczyzna? – zapytała.

– Co masz na myśli? – zainteresowała się brunetka.

– Może ja bym ci wystarczyła? – zadając to pytanie była już jednak bardzo speszona.

– To ciekawa propozycja – stwierdziła Violette, uśmiechając się, uśmiechem kota, który za chwilę upoluje mysz.

– Nie musisz nic robić – wtrącił ostro Etienne. – Ona jak zwykle przesada. Lubi podramatyzować.

– Nie, w porządku. Jeżeli to ma ci pomóc – Eliza zwróciła się do Violette – to nie widzę żadnego problemu.

Brunetka podeszła do niej. Jej ręce objęły Elizę w talii. Jej usta dotknęły ust dziewczyny. Błysnęło jasne światło. Violette odskoczyła jak oparzona.

– O rany! – krzyknęła.

Etienne przyglądał się zaniepokojony.

– Co się stało? – spytała Eliza, która poczuła jedynie delikatne łaskotanie.

– Niemalże mnie poraziłaś! Dziewczyno, ile ty musisz mieć w sobie mocy! – patrzyła na nią łakomym wzrokiem.

– Zapomnij! – warknął Etienne.

Violette nie traciła rezonu.

– Tak, tak, to co dostałam starczy mi przynajmniej na tydzień… jeżeli nie dłużej. To lepsze od seksu – dodała zachwycona. – Znacznie lepsze!

Co jakiś czas rzucając pełne uwielbienia spojrzenia Elizie, zabrała się z powrotem do pracy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza odetchnęła z ulga, gdy wreszcie zostali sami. Krępowały ją pożądliwe spojrzenia Violette. Teraz również spojrzała z zupełnie innej perspektywy na swojego wilka. Etienne był przecież starszy od niej i z pewnością znacznie bardziej doświadczony. Natomiast w jej życiu… był jej pierwszym chłopakiem, o ile oczywiście w ogóle nim był.

– O czym myślisz, maleńka? – zapytał siadając obok niej na kanapie.

– To nic takiego… – odpowiedziała z wahaniem, bojąc się, że w jakiś sposób odgadnie jej myśli.

Przyjrzała się jego nowemu tatuażowi. Czarne, skomplikowane wzory, zdobiły jego bok. Były znacznie mniej zaczerwienione niż powinien być świeży tatuaż.

– Nie przejmuj się Violette. Ona jest w porządku. Ogólnie rzecz biorąc – dodał z przekąsem.

Eliza uśmiechnęła się do niego. Postanowiła jednak na wszelki wypadek zmienić temat.

– Szybko się goi – zauważyła.

– Spełnia więc skutecznie swoją rolę – roześmiał się, obejmując ją ramieniem.

Wtuliła się w niego delikatnie, mimo wszystko nie chcąc przypadkiem urazić podrażnionego miejsca.

– Co będziemy robić? – zapytała już zupełnie uspokojona.

– Na co tylko będziesz miała ochotę – mruknął, przyciągając ja do siebie mocniej.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

To było dziwne. W poniedziałek, w jej klasie, pojawiło się dwóch nowych chłopaków. Byli szczupli i wysocy, o śniadej cerze. Nie byli jednak chudzi. Widać było po nich, że uprawiają jakiś sport. Zostali przedstawieni jako Grigorij i Dmitrij Aleksandriej. To było nazwisko, które nosił Etienne. Do tego, obydwaj, przypominali jego nieco młodszą wersję. Gdy tylko zadzwonił dzwonek na przerwę, Eliza wyjęła z plecaka telefon i uciekła na boczną klatkę schodową, gdzie zazwyczaj było zupełnie pusto. Wolała nie dzwonić, żeby nie musieć mówić czegokolwiek na głos. Zaczęła więc pisać smsa. Nawet nie zauważyła, kiedy ktoś wyjął jej z ręki telefon. Spojrzała w górę, na rozbawioną twarz Grigorija lub Dymitra – nie była ich jeszcze w stanie odróżnić. Obojętnie skasował wiadomość.

 – Na twoim miejscu bym tego nie robił – wyjaśnił uprzejmie. – Lubimy niespodzianki – mrugnął do niej porozumiewawczo. – My wykonaliśmy swój ruch – dodał w dalszym ciągu rozbawiony. – Ciekawe co odpowie na niego Etienne.

Oddał jej telefon, ale wtedy w korytarzu pojawił się drugi chłopak. Płynnym ruchem przysunął się do Elizy i przyparł ją do ściany. Bez uprzedzenia i bez jej zgody, pocałował oniemiałą, coraz bardziej przestraszoną dziewczynę.

– Zwariowałeś Dmitrij?! – warknął na niego jego brat, odciągając go w tył.

Chłopak pozwolił się odsunąć, ale nie spuszczał z Elizy wzroku. Wyglądało na to, że ją ocenia.

– Chciałem tylko sprawdzić czy naprawdę aż tak słodko smakuje – wyjaśnił z sarkazmem w głosie. – Może bym zrozumiał dlaczego było warto.

Grigorij wyglądał na wściekłego i jakby nieco wystraszonego.

– Zabije nas za to – syknął cicho.

– Mam nadzieję, że spróbuje – mruknął Dmitrij, odchodząc, nie oglądając się już więcej na Elizę. – Wtedy przynajmniej nie wywinie się od spotkania z nami.

Drugi chłopak rzucił przepraszające spojrzenie, a potem zniknął za zakrętem korytarza, w ślad za swoim bratem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza jeszcze nigdy do tej pory nie słyszała, żeby Etienne przeklinał, a w tej chwili to właśnie robił i to niezwykle siarczyście. Teraz naprawdę cieszyła się, że nie zdążyła mu opowiedzieć o pocałunku Dmitrija. Obawiała się, że wściekłby się jeszcze bardziej.

– Co oni tu do cholery robią?! – skończył swój niezbyt przyjemny monolog. – Uparte szczeniaki!

– Z tego co mówili, to bardzo zależy im na spotkaniu z tobą… – ośmieliła się odpowiedzieć na jego retoryczne pytanie Eliza. – Kim oni są? To twoim bracia? Czemu chodzą do mojej szkoły?

Pytań miała znacznie więcej. Etienne westchnął. Opadł na kanapę, a ona usiadła obok niego.

– Tak, to moi bracia, są bliźniakami, i nie powinno ich tu być. Opuścili swoją watahę, żeby pójść za mną. To nie jest dobrze widziane. Powiedziałbym nawet, że niebezpieczne. Na dodatek jeżeli oni tu są, to całkiem spora szansa, że pojawi się również reszta, a tego bym nie chciał – mruknął znacznie ciszej.

Spojrzała na niego poważnym wzrokiem. Chłopak jakby się opamiętał. Objął ją ramieniem.

– Nie przejmuj się tym. Załatwię to.

– Spotkasz się z nimi? – spytała zaciekawiona.

Przecząco pokręcił głową.

– Nie mam takiego zamiaru.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Był piątek. Eliza nie miała pojęcia jak przeżyła cały tydzień w szkole. Dmitrij praktycznie chodził za nią krok w krok, nie dając jej spokoju. Czekał na nią nawet kiedy wchodziła do toalety. Milczący i ponury. Za każdym razem siadał z nią w ławce, co nie było trudne, ponieważ nie była zbyt towarzyska i zazwyczaj siadała sama. Odprowadzał ją również do domu, a ona wcale nie była przekonana, czy to dobrze, że dowiedział się gdzie mieszka. Niewiele mogła jednak na to poradzić. Jej kąśliwe uwagi czy wredne komentarze nic nie dawały. Dodatkowo nieco mu współczuła, widząc determinację – najwyraźniej naprawdę zależało mu na spotkaniu brata. Za to Grigorij był jego kompletnym przeciwieństwem. W rzadkich kontaktach z Elizą był zawsze miły i pogodny. Przeważnie jednak chodził gdzieś otoczony wianuszkiem dziewcząt. O dziwo koledzy również go uwielbiali. Teraz czuła prawdziwą ulgę, siedząc w pubie z Etienne u boku. Nie mówiła mu o tym prześladowaniu przez Dmitrija. Nie chciała go dodatkowo martwić. Nawet skrępowanie związane z poznawaniem nowych ludzi w tej chwili było dla niej prawdziwym wytchnieniem. Poznała ich tego wieczora wielu. Znajomi Etienne. Nie była nawet w stanie spamiętać wszystkich imion. Sama znała wcześniej jedynie Violette. Teraz pojawiły się jeszcze dwie inne dziewczyny i kilku chłopców – siedzieli tak porozrzucani i co chwila przychodził ktoś nowy, że nie była nawet pewna ilu. Mimo zawstydzenia i czucia się nieswojo, była w dobrym humorze. Etienne, jej chłopak – za każdym razem jeszcze smakowała to słowo, chciał, żeby poznali ją jego przyjaciele. To bardzo wiele dla niej znaczyło.

– Pójdziemy potańczyć? – Violette spojrzała na nią sarnim wzrokiem. – Użyczyłabyś mi ociupinkę tej swojej cudownej energii kochana. Nie martw się, nie mam na myśli nic niewłaściwego i będę cię pilnowała – dodała na użytek siedzącego obok Elizy Etienne.

Dziewczyna niepewnie skinęła głową i dała się brunetce wyciągnąć na oddalony kawałek od ich loży parkiet. Taniec sprawiał jej przyjemność. Przynajmniej przez chwilę. W lokalu leciały stare, rockowe kawałki. Takie jak najbardziej lubiła. Kiedy jednak spojrzała w stronę ich stolika, natychmiast poczuła ucisk w dole brzucha. Jedna z dziewczyn, równie urodziwych co Violette, nachylała się ku Etienne, coś do niego szepcząc. Była blisko, zbyt blisko. Eliza próbowała sobie tłumaczyć, że przecież nic złego nie robili, to jednak nie dawało żadnych rezultatów. Poczuła, jak Violette przyciąga ją do siebie.

– Nie martw się skarbie – zamruczała cicho – ten chłopak jest tylko twój. Gdyby ktoś dla mnie tyle poświęcił, nie miałabym żadnych wątpliwości – dodała uśmiechając się konspiracyjnie.

– Poświęcił? – nie zrozumiała Eliza.

Violette otworzyła szerzej oczy, a potem skrzywiła się nieznacznie.

– Ups… – wymsknęło jej się teatralnie. – Więc o niczym ci nie powiedział.

– O czym miał mi powiedzieć? – dociekała dziewczyna.

– Później porozmawiamy – wskazała jej głową ich stolik. Etienne już przy nim nie siedział, teraz szedł w ich stronę. Utwór zmienił się ze skocznego na wolny. W sam raz do przytulanego tańca. – Nie wydaj mnie – poprosiła, a potem oddaliła się od nich, pozostawiając ich sam na sam.

Etienne, gdy tylko podszedł, natychmiast chwycił ją w objęcia. Jak cudownie było czuć jego ręce splecione wokół swojej talii! Oparła głowę o jego tors. Lubiła to, że był taki wysoki, że sięgała mu ledwie do ramienia. Postanowiła, że nie zapyta. Jeżeli będzie chciał, to sam jej powie. Wiedziała jednak, że nie da rady przezwyciężyć ciekawości, a ona zmusi ją do rozmowy z Violette. To jednak w tym momencie zupełnie nie miało znaczenia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Czuła się szczęśliwa jak nigdy dotąd. Miała ochotę śpiewać i tańczyć, od czego z trudem się powstrzymywała, żeby nie obudzić babci i Jarka. Etienne odprowadził ją do domu grubo po północy. Przez całą drogę obejmował ją ramieniem, później znów się całowali. Rozmarzona Eliza we wspomnieniach ponownie smakowała każdą, wspólnie spędzoną z chłopakiem chwilę. Żyła w bajce. Zdjęła kurtkę oraz buty i wspięła się po schodach do swojego pokoju na poddaszu. Była wykończona i marzyła o tym, by jak najszybciej pójść spać, zwłaszcza, że sen przybliży jej moment gdy znów będzie mogła zobaczyć Etienne. Kiedy otworzyła drzwi natychmiast poczuła, że coś jest nie tak. Ktoś był w środku. Chciała krzyknąć, ale nie zdążyła. Przypadł do niej jednym susem i zasłonił jej dłonią usta. Był niesamowicie wręcz szybki.

– Nie krzycz! – usłyszała cichy, aż nazbyt znajomy głos Dimitra. – Nie zrobię ci krzywdy, chcę tylko porozmawiać. Nie będziesz krzyczała? – upewnił się zanim ją wypuścił.

Jej oczy płonęły. Nie miała pojęcia czemu, ale w ogóle się go nie bała. Być może instynktownie czuła, że nie mógłby jej skrzywdzić, w końcu była pod ochroną Etienne, a może to nie było to. Dimitrij miał ponurą i zaciętą minę, ale ona wyczuwała od niego zupełnie inne emocje. Był zdesperowany, pozbawiony nadziei i… przerażony.

– Co robisz w środku nocy, w moim pokoju? – zapytała zirytowana. – Czy to nie mogło poczekać do poniedziałku?

Przecząco pokręcił głową. Zrezygnowany opadł na stojącą w rogu, niewielkich rozmiarów, czarną kanapę.

– Nie, ponieważ wtedy śledzi nas Etienne. Chcę porozmawiać tylko z tobą.

– Jak to? – zdziwiła się dziewczyna.

– Nie widziałaś go? – Dimitr uśmiechnął się z przekąsem. – Przybiera postać wilka i nie odstępuje nas na krok.

– Nie ważne – stwierdziła, nie chciała teraz tego roztrząsać. – Mów co masz do powiedzenia i wynoś się z mojego domu.

Przyjrzał się jej uważnie, a potem skinął głową.

– Nie wiem ile powiedział ci mój brat, ale opuścił swoją watahę. Ty byłaś powodem. Łączy nas więź i niewykonywanie rozkazów nie jest możliwe. On jednak znalazł jakiś sposób, żeby tego nie robić. Ja i Grigorij poszliśmy za nim – mówił z przejęciem, jakby to co zrobili przeżywał do tej pory. – Początkowo chcieliśmy go nakłonić, żeby wrócił, a nasz Alfa nie miał nic przeciwko temu. Etienne chował się przed nami, ciągle nas myląc i zmieniając swoje miejsce pobytu. Sytuacja się jednak zmieniła – kontynuował. W pewnym momencie, pełnym powagi wzrokiem spojrzał Elizie w oczy. – Wataha już nie chce, żeby powrócił. Teraz chcą go zabić. Błagam cię – jego spojrzenie stawało się coraz bardziej natarczywe – musimy z nim w jakiś sposób porozmawiać, a tylko ty jesteś nam w stanie to umożliwić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Była niewyspana ponieważ tej nocy nie potrafiła zasnąć. Zbyt wiele miała do przemyślenia. Martwiła się. Dlaczego tak bardzo im zależało na spotkaniu z Etienne? Czy nie mogli go ostrzec w jakiś inny sposób? Może planowali zastawić na brata jakąś sprytną pułapkę, w której to ona odgrywała rolę przynęty? Tylko po co? I dlaczego Dimitrij był tak bardzo przejęty?

– Coś się stało? – spytał nieco zaniepokojonym głosem Etienne, który jakimś magicznym sposobem zawsze wiedział, kiedy czymś się martwiła.

Odruchowo przecząco pokręciła głową, kiedy jednak usiadł obok niej, żeby ją do siebie przytulić, kiwnęła potakująco.

– Twoi bracia, zwłaszcza Dimitr, bardzo nalegają na spotkanie.

Wzruszył ramionami.

– Nie zmierzam się z nimi spotykać, ani tym bardziej wracać do Kirgistanu.

– Jest coś jeszcze – mruknęła cicho, a on pytająco podniósł na nią wzrok. – Dimitr mówił, że nie chcą, żebyś wrócił. Podobno chcą twojej śmierci… Martwię się o ciebie – szepnęła dziewczyna, wtulając się w niego coraz mocniej.

Wyglądał na zaskoczonego. Coś było nie tak. Bardziej niż nie tak.

– Jeżeli tak bardzo im zależy, to spotkam się z nimi – niemalże warknął – ale z pewnością nie będzie to miła, rodzinna rozmowa.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W tym roku to były pierwsze, naprawdę chłodne dni. Eliza wracała ze szkoły w płaszczu, otulona ciepłym szalikiem, przyzwyczajona już do ciągłego towarzystwa Dimitriego. W pewnym momencie jednak chłopak gwałtownie się zatrzymał. Spojrzała na niego zakłopotana.

– O co chodzi? Dzisiaj nie planujesz iść ze mną pod same drzwi?

Przecząco pokręcił głową.

– Coś jest nie tak – mruknął.

– Dimitr? – przyjrzała się jego zaniepokojonej twarzy.

– Uciekaj! – rozkazał krótko, popychając ją naprzód, ale było już za późno.

Ktoś – postać, która pojawiła się znikąd – chwycił ją od tyłu za ramiona. Mimo że nikt przy nim nie stał, chłopak opadł na kolana, z wyraźnym grymasem bólu na twarzy. Dopiero teraz Eliza zauważyłam czerwony samochód, który stanął tuż przy krawężniku, a jego pasażer zapraszająco otworzył drzwi. Spróbowała się wyrwać, ale jej opór był bezsensowny. Została wepchnięta do auta, ktoś zatrzasnął za nią drzwi, a potem samochód ruszył z piskiem opon.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Etienne nie miał ochoty na uprzejmości. Nie chodziło o to, że nie lubił swoich braci. Było wręcz przeciwnie. Martwił się o ich bezpieczeństwo i dlatego nie chciał, żeby utrzymywali z nim jakikolwiek kontakt. Byli częścią watahy, on sam już nie. Czegoś się jednak musieli dowiedzieć i na przekazaniu informacji starszemu bratu zależało im bardziej niż na własnym życiu. Stali na przeciwko siebie, na placu z wysoką, okrągłą fontanną. Grigorij wpatrywał się w niego intensywnie szarymi oczami.

– Gdzie Dimitr? – zapytał Etienne bez żadnych wstępów, mimo że nie widzieli się już od dłuższego czasu.

– Troszczy się o twoją dziewczynę – wzruszył ramionami Grigorij.

I wtedy właśnie Etienne to poczuł. Strach. Panikę. Niebezpieczeństwo. Jego twarz pobladła, oczy pociemniały z gniewu.

– Ty dupku! Wystawiliście mnie! Co oni chcą z nią zrobić? Do czego jest im potrzebna?

Grigorij wzruszył tylko ramionami, nie odpowiadając. Na miejscu Etienne stał już jednak potężnej postury wilk, który rzucił się na chłopaka. Chwilę później drapieżniki były już dwa. Turlały się po kocich łbach, w dzikich, pełnych kłów i pazurów zapasach. Walka nie trwała długo. Chwilę później Ertienne trzymał zęby na karku brata.

GDZIE ONA JEST?! DO CZEGO IM POTRZEBNA?! – wrzasnął w myślach, tak jak porozumiewają się wilki, a Grigorij zaskomlał z bólu, spowodowanego siłą tego przesłania.

Do niczego – przyszła słaba odpowiedź. Wilk patrzył na drugiego błagalnym, szklistym z bólu wzrokiem. – Chcą ciebie, a nie jej.

Doskonale – warkot, który wydobył się z gardła Etienne mroził krew w żyłach – w takim razie mnie dostaną. W całej okazałości.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

To chyba była jakaś piwnica. Eliza drżała z zimna. Po prostu ją tu zostawili, przy nikłym, bladym świetle słabej żarówki. Mężczyźni i młodzi chłopcy, którzy poruszali się niemalże jak roboty. Nikt nie odezwał się do niej ani słowem. Nie miała pojęcia ile czasu minęło – może pół godziny, może dłużej, ale dla niej były to całe wieki. W końcu otworzyły się niewielkie, okute metalem drzwi. Zanim jednak zdążyła wstać z podłogi, coś – a może raczej ktoś – zostało wepchnięty do środka, a one ponownie się zamknęły. Szary wilk zaskomlał cicho. Był w koszmarnym stanie. Jego futro przesiąkło krwią. Wszędzie widać było ślady ugryzień i zadrapań. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, bo nie był to Etienne. Natychmiast jednak poczuła wyrzuty sumienia.

– Dimitr? – zapytała cicho, coraz bardziej przerażona.

Zwierzę spróbowało się podnieść, ale znów opadło na podłogę. Delikatnie dotknęła splątanego futra, a on przysunął się do niej bliżej. Zmarznięta i zrezygnowana oparła się o ścianę, kładąc sobie jego łeb na kolanach. Nie miała pojęcia dlaczego ich tu trzymają, ani co z nią planują zrobić. Wiedziała jednak na pewno, że nie będzie to nic miłego.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Etienne z całej siły uderzył pięścią w ścianę. Violette popatrzyła na niego, w zabawny sposób przekrzywiając głowę niczym małym ptaszek.

– Czy ten dom coś ci zrobił? To jakaś uraza osobista? – zapytała lekko rozbawiona.

– Nawet nie próbuj mnie denerwować – wycedził przez zaciśnięte zęby.

– To już ci nie grozi – odparła, nieco poważniejąc. – Uważam jednak, że im szybciej przestaniesz się złościć, tym szybciej będziemy mogli działać.

Chłopak warknął, wilczym warkotem.

– Czegokolwiek bym nie zrobił, jej groziło będzie niebezpieczeństwo! Co gorsza zdradzili mnie moi właśni bracia! Czego ty do cholery ode mnie oczekujesz?

Teraz Violette zrobiła się już zupełnie poważna i… lodowato zimna. Obrzuciła go chłodnym, władczym spojrzeniem.

– Możemy być przyjaciółmi, ale jeżeli chcesz naszej pomocy – odezwała się chłodno – będziesz musiał zaakceptować moje warunki. W innym wypadku nie kiwnę nawet palcem – zagroziła.

Etienne, niczym skarcony psiak, posłusznie opadł na kanapę.

– Dobrze – wycedził – jeśli trzeba, zrobimy to po twojemu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Nigdzie nie było Dimitra, mimo że wszędzie go szukał. Całym sobą odczuwał również niezadowolenie swoich towarzyszy. Ich nowy przywódca, Drakas, nie wzbudzał powszechnej sympatii. Wygrał jednak w uczciwej walce, zabił ich poprzedniego alfę, Wadima, który był już zresztą starszym człowiekiem i dawno temu nadeszła jego pora, ale mimo podeszłego wieku przywodził stadu z powodu ogólnego szacunku, jakim go wszyscy darzyli. Nikt nie rzucił mu wyzwania, nie dlatego, że nie mógł, a dlatego, że nikt tego robić nie chciał. Wadim sprawdzał się w roli przywódcy. Miał to we krwi. Był surowy, ale zawsze sprawiedliwy, a do tego rządził mądrze. Drakas stanowił jego konkretne przeciwieństwo. Okrutny i bezlitosny, a gdyby zaszła taka potrzeba, nie zawahałby się przemocą wymusić posłuszeństwa. Jednak cała wataha, którą z alfą łączyła magiczna więź nie miała wyboru. Musieli mu być posłuszni. Nawet wtedy, gdy zdecydował się opuścić rodzinny kraj, którego granic mieli obowiązek strzec. Nawet wówczas, gdy Gregorij miał ścigać i sprowadzić z powrotem do stada własnego brata. Nie miał pojęcia jakim cudem Etienne udało się obejść magiczną zależność. Dał by jednak naprawdę wiele, żeby się tego dowiedzieć.

Otworzył solidne, dębowe drzwi do jednego z pokoi, w domu, w którym obecnie mieszkali. Była to spora posiadłość, znajdująca się na obrzeżach miasta, a on sam wolał nie wiedzieć co stało się z ludźmi, którzy tu wcześniej mieszkali. Trzech, siedzących wygodnie w skórzanych fotelach mężczyzn, natychmiast przerwało rozmowę, gdy tylko się pojawił. Wbił paznokcie w dłoń, by zmusić się do okazania należnego przywódcy szacunku.

– Etienne jest znacznie silniejszy ode mnie, nie udało mi się go przyprowadzić – oznajmił krótko.

Stało się dokładnie to na co liczył, gdy został zmuszony by wykonać ten rozkaz.

– Nie szkodzi – chłodny uśmiech pojawił się na przystojnej twarzy jednego z mężczyzn. – Mamy to czego chcieliśmy. Etienne przyjdzie do nas sam.

Grigorij pobladł. Dopiero teraz dotarł do niego sens słów brata. Przynęta. Chodziło im o zdobycie przynęty. Czy zmusili Dimitra do tego by ją porwał?

– Gdzie jest mój brat? – odważył się zapytać.

Uśmiech zniknął z twarzy Drakasa, zastąpiony błyskiem okrucieństwa w oczach.

– Twój brat jest zdrajcą i zostanie stracony – oznajmił krótko.

Teraz twarz Grigorija stała się niemalże trupioblada.

– Niemożliwe – wyszeptał i nie chodziło o to, że Dimitrij nie byłby do tego zdolny… nie byłby, bo nie pozwoliłaby mu magia.

– Czy ty również pragniesz do niego dołączyć? – zapytał tamten, niemalże uprzejmie.

Grigorij pokręcił głową, powoli się wycofując.

– Czy to wszystko? – zapytał niemalże błagalnie, a kiedy Drakas skinął głową, niemalże wybiegł z pokoju, a potem z domu, po drodze zmieniając swoją postać.

Jeżeli spróbuje coś zrobić – cokolwiek, magia po prostu go powstrzyma. Jednak jego obydwaj bracia znaleźli jakiś sposób. Jemu więc również musi się to udać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Minuty, godziny, możliwe, że cała noc… nie miał pojęcia ile to już trwało. Nabrał wystarczająco wiele siły, by przemienić się w człowieka. Jakiś czas temu przytulił do siebie drżącą z zimna dziewczynę, a ona ufnie usnęła w jego ramionach. Miał mętlik w głowie. Nie rozumiał co właściwie się stało. Poprosił, a właściwie zmusił, Elizę, żeby namówiła Etienne na spotkanie z nimi. Miał złe przeczucia. Rozdzielili się i Grigorij poszedł porozmawiać z bratem, a on sam został, żeby pilnować dziewczyny. Tylko, że z jakiejś przyczyny wtrąciło się jego stado. Wiedział, że ścigają Etienne, dlaczego jednak chcieli czegokolwiek od Elizy? Obrona ludzi była jedną z ich najważniejszych zasad, a w żyłach tej dziewczyny, choć tylko połowicznie, płynęła Kirgiska krew. Nie powinno więc grozić jej żadne niebezpieczeństwo ze strony watahy – nie ważne jak bardzo zirytowanej zachowaniem Etienne. Poza tym kiedy ją porwali i uwięzili, on sam się sprzeciwił. To było coś zupełnie abstrakcyjnego. Po prostu nie mieli wyboru, magiczna więź im go nie pozostawiała. Musieli wykonywać rozkazy swoje przywódcy, ale jego z jakiejś przyczyny już to nie dotyczyło. Wcześniej ta więź mu nie przeszkadzała, ale teraz, gdy alfą został Drakas, najchętniej by uciekł, tak jak zresztą pozostali. W tym wypadku jednak smak wolności okazał się niezwykle gorzki. Poza tym – z westchnieniem spojrzał na śpiącą w jego ramionach dziewczynę – nigdy by jej tutaj nie zostawił. Wiedział, że będzie jej bronił, nawet za cenę własnego życia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Przestraszona otworzyła oczy. Dopiero po chwili przypomniała sobie gdzie się znalazła. Musiała przysnąć. Dimitr! Pomyślała, że to okropnie egoistyczne cieszyć się z tego, że on tu jest, ale mimo wszystko się cieszyła. Przynajmniej nie tkwiła w tym sama. Czasami zdarzało się, że bała się zasypiać bez włączonej lampki nocnej, a co dopiero siedzieć sama w ciasnej. mrocznej piwnicy… Zadrżała na samą myśl, przysuwając się do chłopaka jeszcze bliżej. Do niedawna to właśnie jego się bała, teraz pomyślała, że było to absurdalne. Był przecież tak podobny do Etienne… nie tylko z wyglądu, ale też z charakteru, choć może Dimitr nie był tak pełen dobrego humoru… był też bardziej milczący i zamknięty w sobie. Nie miała jednak pewności czy Etienne również by taki przy niej nie był, gdyby nie to co wydarzyło się gdy miała niecałe dziesięć lat. To zdecydowanie Grigorij był spośród bliźniaków duszą towarzystwa.

– Obudziłaś się? – usłyszała cichy, nieco zachrypnięty głos.

– Przepraszam, że zasnęłam – odpowiedziała z lekkim poczuciem winy.

Nie była pewna czy Dimitr prychnął czy się roześmiał.

– Nie przejmuj się – mruknął – jeśli jesteś zmęczona to śpij. Nie wiadomo ile spędzimy tu czasu, ani co czeka nas później.

Delikatnie dotknęła jego podrapanej twarzy. Czy tylko jej się wydawało, czy wyglądał znacznie lepiej niż wtedy, kiedy zasypiała?

– Nic ci nie zrobili? – zapytała z troską.

Przecząco pokręcił głową.

– Szybko się regeneruję – stwierdził. – Szybciej nawet niż pozostali.

– Czego od nas chcą? – zapytała.

Wzruszył ramionami, czego natychmiast pożałował, na chwilę najwyraźniej zapominając o tym, jak bardzo jest obolały.

– Wydaje mi się, że porwanie ciebie uznali za najlepszy sposób na to, by dopaść mojego brata. Dlaczego jednak tak bardzo zależy im na tym, żeby pozbyć się Etienne, szczerze nie mam pojęcia.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Przyjaciele czasami go naprawdę mocno irytowali, ale teraz, z całego serca, cieszył się, że ich ma. Violette, Katie i Maura były najpotężniejszymi czarownicami, jakie znał. W żyłach niebywale przystojnego Nikodema płynęła krew wodników, dzięki czemu mógł rzucać na ludzi urok – dosłownie. Rafał i Kamil byli natomiast wojownikami, najprawdopodobniej nieślubnymi synami jakiegoś mitycznego bóstwa czy to z mitologii nordyckiej, a może greckiej… nigdy o tym nie mówili, ale to nie miało znaczenia. Żaden człowiek nie dorównałby im siłą, a on tylko miał nadzieję, że dotyczyło to będzie również wilków. Jedno było pewne – miał niewielką, prywatną armię, której generałem była bezwzględna i nieustraszona Violette. Nie chciał jednak narażać przyjaciół i, mimo że wiedział iż bez wahania go wesprą, miał szczerą nadzieję, że do walki z ponad trzydziestoosobową watahą wilków nigdy nie dojdzie, nawet jeśli byli na nią gotowi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Grigorij przeklinał w duchu wymyślny rodzaj kary, jaka została mu wymierzona. Stał się posłańcem. Miał przekazać Etienne, że nowy alfa, Drakas, chce go widzieć, a jeżeli ten się nie pojawi, to zabiją dziewczynę. Na tą myśl z trudem przełknął ślinę. Wiedział, że kto jak kto, ale on byłby do tego zdolny. Poza tym pozostawała jeszcze jedna, niecierpiąca zwłoki sprawa. Musiał coś zrobić – cokolwiek – żeby uratować również Dimitra. Gdy wreszcie znalazł się pod drzwiami mieszkania brata, serce waliło mu jak oszalałe. Nie miał pojęcia jak ten go potraktuje, a właściwie raczej się tego niestety domyślał. Wziął głęboki oddech, a potem nacisnął przycisk dzwonka. Otworzyła mu śliczna, latynoskiej urody dziewczyna.

– Tak? – zapytała przyglądając mu się uważnie.

– Szukam Etienne – odpowiedział, starając się mówić tak, by głos mu nie zadrżał.

Wtedy pojawił się jego brat, którego oczy natychmiast zapłonęły z wściekłości.

– Czego tu szukasz? – warknął.

– Mam dla ciebie wiadomość – pośpieszne wyjaśnił Grigorij.

– Doskonale – syknął, odsuwając się z przejścia, by tamten mógł wejść do środka.

Grigorij poczuł sie jak w pułapce. Właśnie wszedł do jaskini lwa. I to na dodatek takiego, którego sam wcześniej drażnił kijem.

– Nie wiedziałem… – zaczął niezbyt przekonująco.

– Czego nie wiedziałeś? – warknął na niego Etienne.

– Kazał mi cię przyprowadzić… nie było mowy o Elizie..

Etienne spojrzał na niego pogardliwie, mrużąc oczy, przez co wyglądał jeszcze groźniej.

– Ty miałeś przyprowadzić mnie, a Dimitri ją? – warknął, bardziej stwierdzająco niż pytająco. – Gdzie ona jest? Nic się jej nie stało? – zażądał odpowiedzi, gwałtownie chwytając brata za ramiona i potrząsając nim.

– Nie… nie wiem – Grigorij nie pamiętał kiedy ostatnim razem tak kompletnie stracił całą pewność siebie. – Uwięzili też Dimitra – szepnął.

– Jak to? – zdziwiła sie do tej pory tylko przyglądająca sie z boku dziewczyna. – Czemu mieliby to zrobić?

– W jakiś sposób przeciwstawił się rozkazom alfy… – chłopak podniósł wzrok, patrząc bratu bezpośrednio w oczy. – Jak wam się to udało? Ty i on… Gdyby tylko był jakiś sposób… zrobiłbym wszystko, żeby się od tego uwolnić…

Violette i Etienne popatrzyli po sobie zdziwieni. Już dawno temu odkryli, czemu magia przestała działać na chłopaka. W momencie gdy Eliza uratowała mu życie, to z nią zaczęła go łączyć wieź. Miał wobec niej niespłacalny dług. W jaki jednak sposób mógł on dotyczyć Dimitra?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Grigorij posłusznie siedział na kanapie, kiedy jego brat, dziewczyna, która przedstawiła się jako Violette, oraz jeszcze pięć innych osób, zażarcie dyskutowało, wnosząc w rozmowę coraz to mniej prawdopodobne teorie. Właściwie nie słuchał, niemalże całkowicie pogrążony w czarnych myślach, ale kiedy padło imię Wadima, ono natychmiast przywołało go do rzeczywistości.

– Teraz alfą jest Drakas – wtrącił się oschle – Wadim nie żyje. Został zabity w pojedynku.

Siedem par oczu skierowało się prosto na niego. Violette zaczęła kląć, a Grigorij nie mógł wyjść z podziwu, że tak piękna dziewczyna zna tak wulgarne słownictwo.

– To chyba właśnie to, co mi w tym nie pasowało – mruknął niechętnie Etienne.

Maura, szczupła blondynka o wiosennie zielonych oczach, skinęła głową.

– Jesteś konkurencją, a każda konkurencja oznacza zagrożenie. Mógłbyś mu rzucić wyzwanie.

Chłopak skrzywił sie cierpiętniczo.

– Tylko po co? Powinien wiedzieć, że tego nie zrobię. Nie zamierzam wracać.

Oczy Grigorija zalśniły.

– Więc to prawda? Ty powinieneś być zastępcą Wadima? – bardziej stwierdził niż spytał.

– Nie! – zawarczał groźnie Etienne – I nigdy nie wracajmy do tego tematu!

Katie, kolejna niezwykłej urody istota, tym razem jednak z płomienną burzą loków – wszystkie trzy wyglądały niemalże jak pory roku, była wiosna, lato i jesień, brakowało wśród nich tylko zimy – przysunęła się na kanapie bliżej Grigorija, obejmując go ramieniem. Gdy to samo zrobiła Maura, chłopak poczuł się nieswojo. Lubił towarzystwo ładnych dziewczyn, ale ta sytuacja była lekko mówiąc – niezwykła.

– Im szybciej zaczniemy działać tym lepiej – oznajmiła Violette – ale teraz zajmiemy się twoją małą przypadłością – oznajmiła uśmiechając się zalotnie do Grigorija. – Choć obawiam się, że będzie to jedynie oswobodzenie tymczasowe…

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Dmitrij podskoczył, gdy otworzyły się ciężkie drzwi. Z ulgą rozpoznał stojącego w nich brata, ale zaraz potem napięcie wróciło – przecież Grigorij musiał wypełniać rozkazy alfy, więc jego pojawienie sie tutaj nie wróżyło niczego dobrego. Czyżby i jemu udało się coś z tym zrobić?

– Chodźcie, nie ma czasu – odezwał sie tamten ponaglająco.

Eliza wstała, pomagając, pomimo upływu godzin, wciąż obolałemu chłopakowi. Wziął ją za rękę i wysunął się na słabo oświetlony korytarz. Przemknęli sie po cichu przez piwnicę, by tylnymi drzwiami wyjść na teren posiadłości. Podejrzanie zbyt pusto, podejrzanie zbyt cicho. W połowie drogi do bramy usłyszeli warczenie. Kilka potężnych wilków zagrodziło im drogę.

– Zabić dziewczynę – usłyszeli krótkie polecenie, wydane ze schodów ganku. – Nie jest już potrzebna – Eliza mogłaby przysiąc, że nawet z tej odległości widzi, jak tamten szczerzy zęby w podłym uśmiechu. – Etienne równie dobrze może przyjść w poszukiwaniu zemsty.

Grigorij, już pod postacią wilka, stanął, by zasłonić sobą dziewczynę. Dimitrij pokręcił głową.

– Zaczekaj – odezwał się, kładąc rękę na karku zwierzęcia. – Drakas to ignorant – wyszeptał niemal niedosłyszalnie. – Nic jej nie zrobią. Jest Kirgijką.

I rzeczywiście. Wilki zaatakowały, na rozkaz swojego przywódcy, a raczej próbowały zaatakować. Wyglądało to tak, jakby zostały uwięzione w powietrznej klatce, a potem opadły na ziemię, wijąc się pomiędzy koniecznością, a niemożliwością wypełnienia rozkazu. We trójkę, pędem ruszyli ku bramie. Tam czekał na nich samochód. Eliza rozpoznała kierowcę, był nim Nikodem, jeden z przyjaciół Etienne. Obdarzył ją szerokim uśmiechem, a potem ruszył z piskiem opon.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Chodził spięty w jedną i drugą stronę po pokoju. Niecierpliwie czekał nie mogąc nic zrobić. Chciał jechać sam, ale Violette mu nie pozwoliła. Twierdziła, że to przecież jego właśnie szukają. W końcu, gdy dalej się upierał, zagroziła, że przestanie mu pomagać. Nie miał wyboru. Bezpieczeństwo Elizy leżało w rękach jego braci i Nikodema. W końcu, po całej wieczności czekania, drzwi się otworzyły, a ona… ona tam była. Ignorując wszystko i wszystkich chwycił ją w ramiona i podniósł do góry, okręcił dookoła, a potem przytulił do siebie.

– Etienne, udusisz mnie – roześmiała się dziewczyna, tuląc się do niego równie mocno.

– Nie szkodzi – mruknął, nie odsuwając się ani na milimetr.

Była przy nim, bezpieczna i tylko to się liczyło. Spojrzał po twarzach swoich braci. Jak mógł uwierzyć w to, że go zdradzili? Co gorsza, gdy wyczerpie się moc rzuconego przez czarownice uroku, Grigorij będzie musiał tam wrócić. To znaczy, jeżeli nie znajdą jakiegoś innego, lepszego sposobu…

– Musisz mu rzucić wyzwanie – oznajmił z prostotą Kamil to, co wszystkim od jakiegoś czasu chodziło po głowach. Nikt jednak nie odważył się tego powiedzieć na głos, bo wiedzieli jak zareaguje na to Etienne. – Nie da się tego rozwiązać inaczej.

– Nie! – protest chłopaka był krótki i stanowczy.

– To jedyne wyjście – przyznała niechętnie Violette.

– Nie ma mowy! – warknął ostro.

To znaczyłoby zbyt wiele, nawet gdyby wygrał. Nie chciał ani władzy ani tym bardziej odpowiedzialności za nią. Poza tym musiałby wrócić do Kirgistanu, a tego kategorycznie nie chciał. Nie, gdyby to oznaczało, że miałby żyć z dala od Elizy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Dimitr nie miał pojęcia dlaczego jest tak bardzo wściekły, aż skręcało go w środku. Etienne, zawsze we wszystkich od nich lepszy, teraz odmawia im pomocy. Pieprzony egoista! Czy nie rozumie do czego zmusza ich obecny alfa? Może po prostu wcale go to nie obchodzi?! Do tego jeszcze siedzi i publicznie obściskuje się ze swoją dziewczyną. No właśnie… Eliza… Wściekłość płynną falą przemieniła się w ból i chłopak nagle, jak rażony piorunem, zdał sobie sprawę z tego o co naprawdę jest zazdrosny. Niechętnie podniósł wzrok. Zmusił się do spojrzenia na przytuloną parę. Lubił ją, stała się jego przyjaciółką, ale aż do tej pory nie miał pojęcia, że jest w niej zakochany.

– Nie chcę wracać – oznajmił cichym głosem, siedzący na podłodze, opierający się plecami o ścianę Grigorij – ale nie chodzi tylko o mnie. Co z resztą watahy? Żaden z naszych ludzi nie chce tam być.

Dyskutowali jeszcze przez dłuższą chwilę, a każdy wysuwał swoje własne argumenty. Dimitr właściwie rozumiał upór brata, problem polegał na tym, że nie widział innego wyjścia. Bo kto niby mógłby go zastąpić? To Eliza zakończyła bezowocną dyskusję, oznajmiając, że musi wracać do domu. W końcu jej babcia i brat nie mieli pojęcia co sie z dziewczyną dzieje. Etienne bardzo niechętnie, ale przystał na jej żądanie. On, Dimitr oraz Violette mieli towarzyszyć dziewczynie. Reszta została by pilnować Grigorija, wiedząc, że rzucony przez czarownice urok, już niedługo przestanie działać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Im bardziej była przerażona, tym szerzej otwierały się jej oczy. Nie! Nie! Nie! To nie działo się naprawdę! Nie mogło się dziać! Cofnęła się o kilka kroków, opierając plecami o Etienne, który otoczył ją w ochronnym geście ramionami. Na ekranie jej laptopa bez przerwy wyświetlał się ten sam film. Jarek, brat Elizy, zmieniający się w wilka. Przekaz był prosty i jasny. Teraz on również należał do stada i podlegał alfie. Morze goryczy przelał telefon od Kamila, z informacją, że Grigorij uciekł. Drakas zamierzał dopaść Etienne i starał się znaleźć na to sposób.

 – Jak to możliwe? – nie rozumiała dziewczyna.

Violette westchnęła smutno.

– Gdyby nie pojawił się tu alfa, zapewne w twoim bracie nigdy nie obudziłaby się kirgijska krew – wyjaśniła. – Kiedy jednak jest tu cała wataha, to wszystko działa dość nieprzewidywalnie.

Etienne ostatni raz przytulił do siebie Elizę, a potem się odsunął.

– Skoro nie ma innego wyjścia, będę z nim walczył – podjął decyzję, której całym sobą był przeciwny.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza nie zgodziła się na to, by zostać w domu i Dimitrij stanął przed koniecznością by zmusić ją do tego niemalże siłą. Kiedy Etienne i Violette wyszli, krzyczała, gryzła i kopała. On jednak był nieugięty. Jego zadaniem było jej pilnować i nie zamierzał tym razem zawalić sprawy.

– Przestań, bo zaraz przyjdzie tu twoja babcia, myśląc, że cię ze skóry obdzieram – oznajmił zupełnie spokojnie.

Warknęła na niego, ale odpuściła. To nie miało sensu. Zmęczona opadła na kanapę. Umyta i ubrana w czyste ubranie czuła się dużo lepiej, ale ta niemiła przygoda pozostawiła w niej niezatarty ślad i teraz bała się, że to samo czeka jej brata, a Etienne… chłopak którego kochała mógł przecież zginać… Chłód ścisnął jej serce. To uczucie przyszło do niej tak nagle… Przerażenie zaparło jej dech. Dimitrij spojrzał na nią zaniepokojony.

– Co się stało? – zapytał ostro.

– On… – wydusiła z siebie cicho – on przegrywa – teraz zdała sobie sprawę, że to co poczuła, dzieje się naprawdę. – Musimy coś zrobić! – gwałtownie zerwała się z kanapy.

– Wyzwał Drakasa na pojedynek? – Dimitr zaczął przeklinać. – Jesteśmy idiotami! Żadne z nas o tym nie pomyślało! Jeśli wyzwanie było uczciwe, to ani czarownica ani nikt inny mu nie pomoże. Będzie musiał radzić sobie zupełnie sam.

Dziewczyna spojrzała na niego wielkimi, lśniącymi z przerażenia oczami.

– Dimitr, a przed? Czy można komuś pomóc przed wyzwaniem?

Przyjrzał jej się uważnie, nie mając pojęcia o co dziewczynie chodzi.

– Nie wiem… chyba nikt tego nie próbował… chyba, że – dopiero teraz przyszło mu do głowy, że ich obecny alfa, chyba zbyt łatwo wygrał swój pojedynek, nawet zważywszy na wiek Wadima.

– Ty spróbujesz! – oznajmiła twardo.

– Ja? – zdziwił się chłopak.

Przytaknęła.

– Nie wiem jak to działa, ale Violette potrafiła pożyczyć sobie ode mnie energię. Dlaczego wiec miałoby mi się nie udać przekazać jej tobie?

Wystarczająco długo przebywała z czarownicami, żeby nauczyć się takich rzeczy. Przysunęła się do Dimitra bliżej. To chyba nie było potrzebne, nie była pewna, wiedziała jednak – była o tym przekonana, że jeżeli wybierze właśnie ten sposób, to on skutecznie zadziała. Objęła szyję chłopaka dłońmi, zmuszając go, żeby się do niej odrobinę schylił, a potem, potem po prostu go pocałowała, mocnym, pełnym pasji pocałunkiem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Zbyt zaskoczony by wykonać jakikolwiek ruch, dopiero po chwili zareagował na jej pocałunek, bezwiednie go odwzajemniając. Smakowała słodko i upojnie… i… cholera! miała rację! Świeciła niczym małe słoneczko! Dimitrij poczuł się jak króliczek Duracella, który właśnie otrzymał nowe baterie. Jak to było możliwe? Gdy zaczęła się od niego powoli odsuwać, jedynym czego pragnął było zatrzymanie jej przy sobie. Wiedział, że nie powinien tak bardzo jej pragnąć. Poza tym teraz nie było na to czasu. Teraz to od jego własnych działań zależało życie jego braci.

– Idę z tobą – oznajmiła, a on przyjrzał się jej uważnie i coś w jej wyglądzie, a może postawie sprawiło, że nie zaprotestował.

– Jak chcesz – stwierdził wzruszając ramionami, jakby go to zupełnie nie obchodziło.

Miał teraz tylko nadzieję, że nie dotrą na miejsce za późno. Po przerażeniu widocznym w oczach dziewczyny wnioskował, że jest się czego obawiać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Eliza rzuciła się pędem przed siebie. Nie mogła się powstrzymać. Gdy tylko znalazła się przy ogrodzeniu posiadłości, gdy tylko zobaczyła co się wydarzyło…

– Etienne! – zawołała, przypadając do leżącego na ziemi, poranionego wilka.

Nikt nie zwrócił na nią uwagi, ponieważ Dimitrij zaczął działać, wcielając ich krótki i prosty plan w życie. Teren dookoła posiadłości wyglądał niczym poligon. Został podzielony na dwa fronty. Po jednej stronie, pod drzewami, stały czarownice, Nick oraz Kamil z Rafałem. Po drugiej, tuż przy domu, znajdowali się mężczyźni w różnym wieku – od młodych chłopców do takich zupełnie dorosłych. Nie było wśród nich starców, ale Eliza wiedziała z opowieści Etienna, że na nich klątwa już nie działa i mogą spędzić życie bez żadnych powinności, wśród własnych rodzin. Byli wśród nich Grigorij i Jarek. Najwyraźniej oglądali przebieg walki i to Drakas ją wygrał.

– Wyjdzie z tego – poczuła na ramieniu dłoń, kucającej obok niej, Violette. – Podły sukinsyn myślał, że go śmiertelnie ranił, ale najwyraźniej nie wiedział o istnieniu run. Nie byliśmy mu w stanie w żaden sposób pomóc… – nagle przerwała gwałtownie swoją wypowiedź. – Co robi ten szaleniec? – zapytała podnosząc się gwałtownie. – Etienne przegrał, ponieważ Drakas używa jakiejś nieznanej nam magii – oznajmiła ostro.

Eliza również podniosła wzrok, nie dopuszczając do siebie myśli, że to co mówiła czarownica mogłoby nie być prawdą. Ogromny wilk stał na środku, pomiędzy jedną a drugą grupą, ciężko dysząc. Mniejszy, o oczach Dimitra, wyszedł mu na spotkanie.

„Ja jestem następny” oznajmił w dziwny, bezgłośny sposób, a wszystkie oczy zwróciły się w jego kierunku.

„Ty?” w przekazie Drakasa słychać było prawdziwe rozbawienie. „Nie widziałeś co stało się z twoim bratem? Jakie więc ty możesz mieć ze mną szanse?”

„Mimo wszystko zaryzykuję” oznajmił Dimitrij ze stoickim spokojem i zabrzmiało to jak oficjalne wyzwanie.

Dwa wilki zaczęły krążyć po wydeptanej trawie. Żaden z nich nie chciał stracić przewagi, atakując pierwszy. Nagle gdzieś w oddali rozległ się wystrzał. Do góry wzniosło sie stado ptaków. Korzystając z okazji Drakas rzucił się na Dimitra i wtedy dopiero rozpoczęła sie walka.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Skąd oni znali tyle przekleństw? Przyjaciele sprawnie zajęli sie Etiennem, nie żałując mu swojej magii. Eliza klęczała na trawie tuż obok wilka, który powoli odzyskiwał siły. Teraz niespokojnie wodził wzrokiem za walczącymi. Dyskusja była zażarta, a wszyscy jej uczestnicy używali ulicznego słownictwa. Byli wściekli na lekkomyślność Dimitra, ale jeszcze bardziej na to, że w żaden sposób nie mogą mu pomóc. Próbowali już w przypadku Etienne i ich specjalne zdolności zdały się na nic. Bardziej jednak dziwiło ich to, że silniejszy od brata Etienne poniósł porażkę, a teraz Dimitrij niemalże wygrywa. Walka była wyrównana, ale wyglądało to tak, jakby Drakas od czasu do czasu, dostawał zastrzyk czystej adrenaliny.

– Jakim cudem? – zapytała niepewnie Katie.

– To chyba moja wina – oznajmiła cichutko Eliza, pesząc się, gdy wszyscy spojrzeli na nią.

– Twoja? – zdziwił sie Nick.

– Mhm – mruknęła niepewnie. – Spróbowałam zrobić to co robiła ze mną Violette. To znaczy przekazałam mu trochę swojej energii… – wyjaśniła.

Szeroko otwarte oczy i rozdziawione usta mówiły wystarczająco wiele.

– Kochanie – powiedziała niepewnie Violette – to tak nie działa. My możemy czerpać moc, bo jesteśmy czarownicami, mamy w sobie magię. Nie możesz jej od tak sobie komukolwiek przekazać…

– Najwyraźniej mogę – wzruszyła ramionami Eliza, nie chcąc martwić sie niemożliwością dokonania czegoś, co najwyraźniej zadziałało.

Etienne w międzyczasie przemienił się w człowieka i teraz leżał na trawie ciężko oddychając.

– Z nim jest coś nie tak – odezwał się cicho. – Robi rzeczy, które nie są możliwe… Jest silniejszy, szybszy, a jego siły co chwila powracają.

– W walkę nie może interweniować żadna zewnętrzna siła – przypomniał im Nick.

– W takim razie to musi być coś, co ma przy sobie – odezwała sie pewnym głosem Maura, która oprócz obserwowania samej walki, co jakiś czas, rzucała ukradkowe spojrzenia w stronę Grigorija.

Wtedy Eliza to zobaczyła. Jaśniejsze futro na karku alfy, które niemalże żarzyło się jakąś dziwną poświatą. Wcześniej go w ogóle nie widziała, ale teraz, gdy wiedziała czego szukać, samo niemalże do niej krzyczało.

„Dimitrij?” zapytała, uznając, że warto spróbować.

Skrzywiła się zaraz, ponieważ wilk spojrzał na nią zaskoczony, a przez tą chwilę nieuwagi Drakas przeturlał go po ziemi, uderzając w pysk pazurzastą łapą. Przekazała mu w myślach źródło siły jego przeciwnika. Dimitr nie protestował i nie zwlekał z działaniem. Po prostu rzucił się na wroga, zębami zahaczając wskazane miejsce. Został natychmiast odrzucony na bok, ale zrobił to co chciał i kawał jaśniejącego futra pozostał w jego pysku. Teraz walka nie trwała już długo. Kilka minut później Drakas skulił się na ziemi, w poddańczej pozycji. Kiedy jednak Dimitr się przemienił, skoczył na chłopaka, przewracając go na ziemię, a potem rzucił się przed siebie, znikając za otaczającym posiadłość płotem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Radość, która ogarnęła całą watahę była ogromna. Mieli nowego alfę, a dzięki temu wreszcie czuli się wolni. Co prawda Drakas uciekł, ale nie miało to teraz zbyt wielkiego znaczenia. Dimitrij natomiast czuł się nieco zagubiony. Nie podobał mu się zwłaszcza dystans Grigorija. Spojrzenie brata było pełne szacunku, ale jednocześnie jakiejś niechęci i urażonej dumy. Jedno było pewne – nie mogli i nie chcieli tu zostać. Zaczęli więc pospieszne przygotowania by wrócić do Kirgistanu.

Kilka dni później Dimitrij po prostu nie wytrzymał. Jeżeli nie przebywali akurat z watahą, to siedzieli w mieszkaniu Etienne, by jak najdłużej pobyć ze starszym bratem, który uparcie twierdził, że zostaje. Jego brat bliźniak jednak po prostu nie był sobą. Podszedł do siedzącego na uboczu, pod ścianą, nienaturalnie milczącego Grigorija.

– Co jest? – z trudem powstrzymał się, żeby nie warczeć, ani nie wydawać rozkazów, co teraz, gdy wygrał pojedynek i został przywódcą watahy, bez trudu mógłby zrobić.

Chłopak tylko przecząco pokręcił głową. Dimitrij jednak nie dawał za wygraną.

– Wolałbyś być na moim miejscu? – zapytał wprost.

Grigorij jednak zaprzeczył. Spojrzał bratu w oczy.

– Byłem bezradny – stwierdził gorzko. – Musiałem go po prostu słuchać. Nawet wtedy, kiedy mówił o tym, że cię zabije. A ty… ty i Etienne tak po prostu wyrwaliście się spod działania magii.

– Nie chciał byś być na moim miejscu – powiedział cicho siadając obok Grigorija. To właśnie w tym momencie postanowił zdradzić bratu swoją tajemnicę.

– Dlaczego nie? – spytał buntowniczo tamten.

Dimitrij przygryzł wargę, raniąc się niemal do krwi.

– To przez Elizę – wyznał. – Ona ma w sobie jakąś tajemniczą magię – wyjaśnił, odpowiadając na pytające spojrzenie brata. – A to coś zadziałało na mnie, bo się w niej zakochałem – ostatnie słowa właściwie wyszeptał.

– Ale ona przecież jest dziewczyną Etienne – zaprotestował Grigorij.

– No właśnie – skrzywił sie Dimitrij.

Brat objął go pocieszająco ramieniem. Cała złość i zawiść po prostu z niego uleciały, zupełnie znikając. Dimitr miał rację. Grigorij z pewnością nie chciałby znaleźć się w jego sytuacji.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Tydzień później wataha opuściła miasto. Eliza niechętnie przystała na to, żeby Jarek wyjechał wraz z nimi, pod pretekstem odwiedzenia w Kirgistanie dziadka. Nie miał jednak wyboru, stał się jednym z nich. I choć czasami bywał nieznośny, to jednak był jej bratem, a ona go kochała. Kiedy przytulała na pożegnanie Dimitra, smutek w jego oczach był tak ogromny, że miała ochotę tulić go w nieskończoność. Gdy w końcu się od niego oderwała, on po prostu odwrócił się i odszedł. Bez słowa.

– Nie martw się – powiedział kojąco Etienne, obejmując ją delikatnie ramieniem – odwiedzimy ich w wakacje. Nie zdążysz się za mocno stęsknić.

– Myślę, że Katie to gorzej zniesie – powiedziała dzielnie, kierując wzrok na całującą się parę.

W końcu jednak i Grigorij musiał się od dziewczyny oderwać. Pomachał do nich na pożegnanie, a potem po prostu bracia, wraz z innymi członkami stada, wsiedli do samochodów i odjechali. Gdy korowód zniknął im z oczu, Etienne przyciągnął do siebie Elizę, całując ją długo i mocno.

– Wakacje w Kirgistanie – zamruczał cicho. – Całkiem nieźle się zapowiada…

Pisnęła gdy chwycił ją w pasie i uniósł do góry. Był tutaj, razem z nią i nie groziło im żadne niebezpieczeństwo. To było dla niej w tej chwili najważniejsze.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

57 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Vicky

    15 listopada 2012

    Początek nowego opowiadania fantasty, a jednocześnie kontynuacja „Kirgiskiego Wilka”.

  2. Odpowiedz

    Misia

    15 listopada 2012

    Miałam ogromną nadzieję, że będziesz kontynuować “Kirgiskiego Wilka”. Dzięki, dzięki, dzięki 🙂

  3. Odpowiedz

    Martiiii

    16 listopada 2012

    A dodałaś już te 2 ? Bo nie mogę znaleźć 🙁 podaj tytuł jak już dodałaś 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      17 listopada 2012

      Jeszcze nie, bo zapisałam je w katalogu z recenzjami zamiast w opowiadaniach i nie mogłam znaleźć.

      Nazywa się „Niecodzienność” i będzie w dziale „Inne”.

      • Odpowiedz

        Martiiii

        17 listopada 2012

        dziękuję :* a kiedy będę mogła je tam zobaczyć ?

  4. Odpowiedz

    Lexii

    17 listopada 2012

    No no widzę że zaczynasz kolejne opowiadanie 😉

  5. Odpowiedz

    Julka

    21 listopada 2012

    cuudowne jak wszystkie inne opowiadania Twojego autorstwa ;3

  6. Odpowiedz

    Lexii

    28 listopada 2012

    hmm….a gdzie następne fragmenty ?????

    • Odpowiedz

      Vicky

      28 listopada 2012

      Krótki wypoczynek nad morzem mnie dopadł i nie chce z sideł wypuścić 😉 ogólnie jest fajnie ^^

  7. Odpowiedz

    Eris

    28 listopada 2012

    hmm nie chcę popędzać xD ale my tu tracimy cierpliwość:D

  8. Odpowiedz

    JWoWW

    2 grudnia 2012

    kiedy bedzie nastepna czesc ? bo codziennie tu jestem i dalej nic ;/

  9. Odpowiedz

    iiiinka

    5 grudnia 2012

    narascie cos dodalas:)juupi:*

  10. Odpowiedz

    Emi

    9 grudnia 2012

    Jeżeli dalej nie będzie następnego fragmętu to nie on będzie zabijał, ale ja i to ciebie. I tak dla jasności to była groźba. 😉

  11. Odpowiedz

    Patt

    10 grudnia 2012

    urgghhhh..!!!! ile mozna czekac ?!?!?!?!

  12. Odpowiedz

    lexii

    10 grudnia 2012

    ???????

  13. Odpowiedz

    iiiinka

    10 grudnia 2012

    ej co jest??

  14. Odpowiedz

    Vicky

    10 grudnia 2012

    Wystraszyłam się i uciekłam, skoro grozicie mi nawet śmiercią… ^^

  15. Odpowiedz

    iiiinka

    11 grudnia 2012

    mysle ze narazie wyrok zostanie oddalony ale tylko narazie:P…jak znowu kazesz tyle czekac na dodanie kawalka tekstu to bedzie gorzej o wiele gorzej:*

  16. Odpowiedz

    JWoWW

    16 grudnia 2012

    i znowu czekamy wieki ;/

  17. Odpowiedz

    Lexii

    16 grudnia 2012

    Śmierć to mało ;))

  18. Odpowiedz

    iiiinka

    18 grudnia 2012

    dziewczyny musimy ja znalesc i troche postraszyc:)moze sie przestraszy i zacznie cos dodawac:P

  19. Odpowiedz

    Lola

    18 grudnia 2012

    Oj tam nie przesadzajcie. Jeżeli same coś piszecie to wiecie ze nie da sie na sile czegoś wymyślić i trzeba poczekać. Ja tylko podziwiam Vicky z to ze ma kolejne nowe pomysły.
    A co do opowiadania to dzięki ze napisałas kontynuację Kirgijski Wilk no i oczywiście czekam aż coś dodasz 😀

  20. Odpowiedz

    zzofia

    19 grudnia 2012

    Nananana. Jestem tu nowa 🙂
    Jak chyba wszyscy, którzy dołączyli Vicky do twojego miejsca na Ziemi, powinnam napisać początkujący pierwszy komentarz.

    1. Przeczytałam chyba wszystkie twoje opowiadania i są naprawdę świetne 😀
    2. Wow, są świetne
    3. Nie wiem jak to zrobiłaś, ale chyba polubiłam już każdego możliwego czarnowłosego bohatera płci męskiej
    4. Tym bardziej nie wiem, jak to zrobiłaś, ale zobaczyłam dzisiaj twój (chyba) męski ideał. Glany, cały na czarno, kaptur na głowie, czarne przydługie włosy wpadające w oczy i niechęć do całego świata. Nadal żałuję, że nie mam długich blond włosów…
    5. Cieszę się, że postanowiłaś pokazać komuś swoje opowiadania, i że mogę je czytać w smutne, zimowe dni

    Dziękuję

  21. Odpowiedz

    Asmodeusz666

    19 grudnia 2012

    Dzieci proszę nie straszyć mojej dziewczyny:
    a) groźby pt. zabicia są to groźby karalne jest ścigany z art.190 i podlega karze do 2 lat pozbawienia wolności więc zastanówcie się co piszecie
    b) nie ciągnijcie mojej kobiety do opowiadań skoro woli robic co innego
    c) to że będziecie mi ją straszyć to na pewno nie przyśpieszy pojawienia się nowego opowiadania, a wręcz je opóźni i w najgorszym wypadku dla czytelników nie pojawi się już zadne
    d) jeżeli coś nie pasuje nie komentuj, a skoro tu są sami tacy mądrzy co wymagają to niech sami napiszą własne opowiadanie
    f) to że ktoś nie pisze to:
    -nie ma weny
    -ma za dużo na głowie
    -jest zajęty
    Więc ludzie dajcie na luz

  22. Odpowiedz

    Vicky

    20 grudnia 2012

    Asmo ;*

    Tak czy owak muszę w końcu przestać grać w gry mmo i zacząć coś pisać 😉

  23. Odpowiedz

    Lexii

    20 grudnia 2012

    Kurde wyląduje w pace ;)) ;

  24. Odpowiedz

    Lexii

    20 grudnia 2012

    A w najgorszym wypadku nie pojawi sie następny fragment ;p

  25. Odpowiedz

    JWoWW

    21 grudnia 2012

    jaka lipa z tym opowiadaniem ;/ tak dlugo czekam ze zapominam o czym ono jest ;/ wyjebka nie czytam dalej ! Elo !

    • Odpowiedz

      Vicky

      21 grudnia 2012

      To wcale nie jest długo 😉 niektórych tekstów już drugi rok nie kończę, bo zwyczajnie nie mam na nie pomysłu ^^

  26. Odpowiedz

    iiiinka

    21 grudnia 2012

    haha:)ja tez znalazlam nawet ciekawa stronke z opowiadaniem i sa rowniez linki do innych sa bardzo ciekawe wiec wybijam z tad a tamta dodaje do ulubionych…papa

    • Odpowiedz

      Vicky

      21 grudnia 2012

      Tak jak jest na stronie tytułowej – Piszę przede wszystkim dla siebie, ponieważ lubię to robić. Jak powiedział kiedyś Feliks W. Kres na łamach Fenixa „Po pierwsze: PISANIE MA SPRAWIAĆ PRZYJEMNOŚĆ.„ 😉

      Natomiast co do stron z opowiadaniami (i innymi tekstami), to oczywiście polecam nastek.pl ^^

      Lexii: ;*

  27. Odpowiedz

    Lexii

    22 grudnia 2012

    Cóż ja nie „wybijam” bo jestem wierna czytelniczka twoich opowiadań , i bd cierpliwa 😉 haha

  28. Odpowiedz

    Mommo

    24 grudnia 2012

    po prostu jestem twoją fanką 😀 Czekam na dalszą część

  29. Odpowiedz

    Mommo

    1 stycznia 2013

    kiedy bd dalsza część.??? :/

  30. Odpowiedz

    BrokenVision

    3 stycznia 2013

    Trzeba spojrzeć na to z jasnej strony. Czekanie na kontynuacje dodaje jej smaku, kiedy już wyjdzie. Przyjemności trzeba dawkować bo można się uzależnić.( Chociaż dla niektórych jest już za późno ;] ) A dla tych którzy po kilku tygodniach zapominają o czym było opowiadanie… hmm… może czas rozejrzeć się za jakimiś lekami na pamięć? Jako że przeczytanie jeszcze raz tekstu to czysta niedorzeczność, nie?

  31. Odpowiedz

    Antithey

    5 stycznia 2013

    God DAmn i to jest ten momęt kiedy urywa sie opowiadanie i zostawia ten niedosyt ktory gnebi czlowieka 🙂 Wiki pisz dalej plss xD
    p.s. Bo na cb tez sie fochne xD

  32. Odpowiedz

    pomaranczowa

    5 stycznia 2013

    Nie ma to jak foch rzucony przez faceta 🙂 Mistrzostwo pierwsza klasa! 🙂

  33. Odpowiedz

    BrokenVision

    6 stycznia 2013

    Jednodniowe fochy Mrówki w pewnych kręgach są wręcz legendarne.:]

    • Odpowiedz

      Vicky

      6 stycznia 2013

      Jeżeli chodzi o Pomarańczową, to Anti się na nią focha już z tydzień…

      • Odpowiedz

        BrokenVision

        6 stycznia 2013

        Uuu to poważna sprawa 🙂

  34. Odpowiedz

    Antithey

    6 stycznia 2013

    A jak niedokonczysz to i na cb sie bd fochac 🙂

  35. Odpowiedz

    Patt

    14 stycznia 2013

    bezz jaj ile mozna czekac ;/

  36. Odpowiedz

    Lola

    18 stycznia 2013

    Kiedy pojawi sie jakiś nowy kawałek ?

  37. Odpowiedz

    Corvidae

    28 kwietnia 2013

    Opowiadanie ciekawe, ale mam wrażenie, że akcja rozwija się zbyt szybko, przez co całość zdaje się być zbyt chaotyczna(chociaż to wyrażenie nie do końca oddaje moich odczuć :P).

    Brak właściwie jakiegokolwiek większego opisu otoczenia danej sceny, spowodował, że imprezę w restauracji oczami wyobraźni widziałem jako spelunę z trzema osobami w środku.
    Motyw braci Etienne został wprowadzony tak gwałtownie, że czytając akapity z nimi nad głową pojawił mi się wielki znak zapytania.

    Mówiąc krótko, moim zdaniem zdecydowanie zbyt mało tekstu aby pomieścić taki kawał fabuły 🙂

    • Odpowiedz

      Vicky

      28 kwietnia 2013

      Omg! Jak Cię dawno nie widziałam 🙂 To Ty jeszcze żyjesz? ;*

  38. Odpowiedz

    Corvidae

    28 kwietnia 2013

    Żyję 🙂 Po prostu przez pewien czas zaniedbałem swoje internetowe alter ego. Wróciłem jednak :*

    • Odpowiedz

      Corvidae

      28 kwietnia 2013

      I zastanawiam się, czemu przez ten czas tak mało napisałaś!

      • Odpowiedz

        Vicky

        28 kwietnia 2013

        Ponieważ ktoś się bardzo postarał o to, żebym nie miała czasu na pisanie…

  39. Odpowiedz

    Vicky

    12 marca 2014

    Na początek skończę to opowiadanie, choć przyznaję – jeszcze nie mam pełnej wizji fabuły. Myślę jednak, że jakoś to będzie wyglądało 🙂 Przepraszam za ewentualne błędy, ale nowa klawiatura nieco utrudnia mi pisanie.

  40. Odpowiedz

    Drusilla

    24 marca 2014

    … A gdzie dalej?

  41. Odpowiedz

    Vicky

    8 kwietnia 2014

    Skończone 🙂 Przyznaję jednak, że momentami – zwłaszcza zakończenie – pisałam już nieco na siłę. Po prostu, żeby wreszcie już było…

  42. Odpowiedz

    dalaya

    19 kwietnia 2014

    jej tak czekałam na to opowiadanie i wreszcie sie doczekałam ^^ ale… powiem szczerze, że mniej więcej od momentu porwania Elizy cały czar opowiadania prysł… końcówka nie była zła jednakże nie była też dobra.. po prostu była taka nijaka i widać że pisałaś to na siłe..

    • Odpowiedz

      Vicky

      19 kwietnia 2014

      Słodycz Piekła postaram się skończyć lepiej 🙂 Na razie pracuję nad nowym tworem – Deja Vu

  43. Odpowiedz

    Drusilla

    20 listopada 2015

    Przydaloby się więcej tego typu opowiadań!

  44. Odpowiedz

    Dannae

    20 listopada 2015

    Właśnie, kiedy możemy spodziewać się czegoś nowego?

    • Odpowiedz

      Vicky

      21 listopada 2015

      Jak na razie starałam się odnowić stronę, ale skoro już jest to niebawem zacznie się coś na niej pojawiać 🙂

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS