Krwawe Rytuały #11

Do wschodu słońca były jeszcze ponad dwie godziny. Amy nie była pewna, czy to dobra pora. Książki przez które przebrnęła miały bardzo podzielone opinie. Jedne sugerowały północ, inne zachód słońca, niektóre wcale nie określały dobrej godziny, świt zmierzchu jednak wydawał jej się najbardziej naturalną porą na magię. Wiedziała, że musi spróbować. W najgorszym wypadku, po prostu nic się nie stanie. Stała na porośniętym trawą wzgórzu, zwrócona twarzą ku północy. Zaczęła cicho nucić melodię, po łacinie śpiewała słowa, których nie rozumiała. Unosiły się w powietrze i formowały niemal realny kształt. Co jakiś czas powtarzała wybrane imię – Rael. Była przekonana, że to dobry wybór. Istota, którą wybrała, nie należała ani do nieba, ani do piekła. Z tego co wiedziała, Rael był związany z Ziemią, prawie zupełnie tak jak Gadriel, a do tego, wiele źródeł potwierdzało, że odpowiadał na wezwania. Tak stało się i tym razem. W powietrzu zaczął formować się przezroczysty kształt. Rósł i gęstniał z każdą sekundą. Amy nie przestawała śpiewać. Powietrze uformowało się w postać mężczyzny. Dziko zawyło, niczym północny wiatr. Dziewczynę przeszył zimny dreszcz. Nie tego się spodziewała. Poczuła przypływ mocy. Coś znacznie silniejszego od niej. Powoli łamało jej wolę. Osunęła się na kolana. Czuła, że traci przytomność. Sylwetka nabrała kolorów. Z wiatru wyszedł ciemnowłosy młodzieniec. Spojrzał na nią z pogardą. Uśmiechnął się. Amy nie miała już siły. Przewróciła się na trawę. Zamknęła oczy. Pochylił się nad nią.

– Idiotka – zamruczał rozbawiony, podnosząc ją z ziemi.

Dziewczyna nie miała siły nawet na to, by otworzyć oczy. Po chwili osunęła się w ciemność.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Obudziły ją czyjeś słowa. Nie! To były cudze myśli. Leżała na jakimś twardym podłożu. Czuła chłód kamienia. Głosy w jej głowie wyraźnie się kłóciły. Słyszała je jednocześnie z bardzo bliska i bardzo daleka.

„Po co ją tu przyniosłeś?” – denerwował się pierwszy. – „Same z tobą kłopoty!”

 „Uspokój się Kameronie, to zwykła, ludzka dziewczyna” – zaśpiewał drugi, mimo, że wcześnie z jego ust słyszała tylko jedno słowo, rozpoznała cichy pomruk Raela.

„Czuję w niej coś” – upierał się Kameron.

„Ja też” – przyznał rozbawiony Rael – „Któryś z upadłych położył na niej ręce. Mimo to, może nam się przydać. Dzisiaj odprawimy rytuały.”

„Co, jeżeli się o nią upomni?” – zapytał głos.

Amy usłyszała głuchy, nieprzyjemny śmiech Raela.

„Jesteśmy w podziemiach kościoła, w krypcie – odpowiedział nieco złowieszczo –  żaden z nich tutaj nie wejdzie.”

W krypcie? Dziewczyna otworzyła oczy. Gwałtownie usiadła. Stało się dokładnie to, czego się spodziewała. Z zewsząd otaczały ją duchy. Rael błyskawicznie zareagował na jej ruch. Wcześniej, zajęty przelewaniem jakiegoś płynu, ze szklanych flakonów, przerwał czynność i podszedł do niej. Chłopak wyciągnął bladą rękę i dotknął jej policzka. Poczuła otępienie i obojętność. Zjawy wyblakły, przestała je słyszeć. Teraz w całej krypcie rozbrzmiewała, łagodna, smyczkowa muzyka. Rael podniósł dziewczynę z kamiennej podłogi. Wyciągnął ku niej dłoń. Amy mimowolnie podała mu swoją. Kiedy dotknęła jego alabastrowej skóry, zalała ją fala euforii. Przyciągnął ją do siebie i przez chwilę wirowali w dziwnym, zmysłowym tańcu. Dziewczyna spostrzegła, że ma na sobie zwiewną, sięgającą ziemi, białą szatę. Bosymi stopami stąpała po zimnym kamieniu. Cały grobowiec, niczym jutrzenka, rozświetlało różowo-białe, blade światło. Jej myśli były otępiałe, ale logiczne, za to w ogóle nie panowała nad swoim ciałem. Wyglądało to tak, jakby była kukiełką w teatrze lalek, za której sznurki, dla zabawy pociąga Rael. Po chwili odsunął się od niej. Puścił jej dłoń, przestał obejmować kibić dziewczyny.

TAŃCZ

Uniósł się w powietrzu dojmujący rozkaz. Słowo pojawiło się znikąd i rozbrzmiewało echem w zamkniętym pomieszczeniu. Amy tańczyła. Jej ciało samowolnie wykonywało płynne, zawiłe ruchy. Nie była pewna ile to trwa. Godzinę? Dwie? Bolały ją wszystkie mięśnie, ale nie potrafiła przestać tańczyć. Rael przyglądał jej się z uniesieniem malującym się na bladej twarzy. Co jakiś czas odgarniał do tyłu ciemne włosy i śmiał się złowieszczo, zupełnie niczym wariat. Amy wirowała w tańcu. Mimo krańcowego wyczerpania, starała się nie spuszczać wzroku z jego smukłej, wysokiej sylwetki.

Dlaczego się nie udało? – Zapytała w myślach sama siebie. Przecież robiła wszystko zgodnie z rytuałem…

Tym razem uśmiechnął się bezpośrednio do niej. Musiał słyszeć jej myśli, tak jak ona słyszała jego.

– Pentagram – powiedział cichym, aksamitnym głosem. – Zapomniałaś zapewnić sobie jakąkolwiek ochronę, mała czarownico. Cóż, szkoda, że ten niewielki błąd, kosztował cię całe twoje życie.

W pewnym momencie rozkaz przestał działać. Amy zachwiała się i upadła na kamienną podłogę. Dopiero teraz zobaczyła stojące pod ścianami, kamienne trumny. Niektóre miały poodsuwane wieka. Rael znów do niej podszedł. Wziął ją na ręce, podnosząc tak, jakby nic nie ważyła. Dziewczyna poczuła rozlewający się po całym jej ciele błogostan. Zaniósł ją do większego, owalnego pomieszczenia. Na jego środku stał kamienny, niewielkich rozmiarów basen. Chłopak postawił ją na podłodze, oplatając w pasie ramieniem, żeby się nie przewróciła. Palcem dotknął jej ust, łagodnie rozchylając wargi. To była pieszczota. Spojrzał na nią lekko rozmarzony.

– Szkoda mi ciebie – zamruczał – jesteś taka śliczna. Byłabyś idealną zabawką. Długo nie znajdę drugiej takiej.

Potem ją puścił. Amy zachwiała się, a potem stanęła pewnie na nogach. Czuła każdy, napięty do granic możliwości mięsień.

IDŹ

Ponownie usłyszała unoszący się w powietrzu rozkaz. Ruszyła w kierunku, prowadzących do basenu, schodków. Wspięła się po nich, stając na kamiennym, rzeźbionym w delikatne liście, obramowaniu. Woda w basenie była czerwona. Miała kwaśny, metaliczny zapach. Zapach krwi. Amy powoli weszła do basenu. Zanurzyła się do pasa. Woda była dziwnie ciepła, przyjemna. Rael przyglądał się jej spokojnie, bez emocji. Jego orzechowe oczy lśniły w bladoróżowej poświacie. Dziewczyna zanurzała się coraz bardziej. Teraz woda sięgała jej ramion. Przymknęła oczy. Czy tak właśnie będzie wyglądała jej śmierć? Nagle coś wstrząsnęło całą grotą. Z sufitu posypały się kamienie. Wyraźnie zaskoczony Rael, podniósł wzrok. Odwrócił się i pełnym gracji krokiem, jakby płynął w powietrzu, wyszedł z pomieszczenia.

Poczekaj na mnie, mała czarownico” – usłyszała jego myśli – „za chwilę dokończymy.”

Amy się zatrzymała. Stała zanurzona po same ramiona, w pełnym ciepłej, pomieszanej z krwią wody basenie i nie mogła zrobić ani kroku. Krypta nie przestawała się trząść. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że muzyka ucichła. Zgasło blade światło. Została sama, w zupełnej ciemności. Przerażona, poczuła obecność otaczających ją duchów. Stała tak przez dłuższy czas, aż w końcu ujrzała w oddali jasne światełko. Punkt przemieszczał się w jej stronę. To była latarka. Fala światła oświetliła jej twarz, a potem przedmiot upadł na podłogę z głuchym hukiem. Usłyszała cichy plusk. Poczuła na sobie czyjeś ręce.

– Boże, Amy, nic ci nie jest? – usłyszała przerażony głos Michała.

Chłopak podniósł ją, przytulił do siebie i wyniósł z basenu. Zaczęła drżeć. Nie była pewna czy jest w stanie zapanować nad własnym ciałem. Do tego te duchy! One były wszędzie! Zdawała sobie niejasno sprawę, że nie podchodzą bliżej, że obecność w tym miejscu Michała, prawdopodobnie  tworzy niewielkich rozmiarów, ale solidną tarczę. Pożałowała, że chłopak nie ma skrzydeł. Nie miała pojęcia, jak on się tu w ogóle znalazł. Odetchnęła z ulgą, kiedy Michał wyniósł ją z krypty. Znaleźli się w zgliszczach płonącego kościoła. Wszystko dookoła otaczał ciemny dym. Niektóre fragmenty jeszcze płonęły. Budowla już zupełnie nie miała dachu.

– Co tu się stało? – zapytała cichutko.

– Nie pytaj – mruknął chłopak, przyciskając ją do siebie, jakby bojąc się, że ona nie jest realna i za chwilę zniknie.

W jasnych płomieniach widziała ich skąpane w krwi dłonie i twarze. Czuła klejącą się do ciała, już zdecydowanie nie białą sukienkę. Mimo żaru i ognia było jej przeraźliwie zimno. Usłyszała jadącą na sygnale straż pożarną. Wozy były coraz bliżej. Michał przekroczył próg pozostałości płonącego kościoła. Kiedy tylko znaleźli się na zewnątrz, z ramion chłopaka wyrwał ją Gadriel. Jeszcze nigdy nie widziała, żeby jego oczy były aż tak ciemne. Miały barwę i głębię bezgwiezdnej nocy. Trzymał ją przy sobie tak mocno, że sprawiał dziewczynie ból. Nie protestowała. Oplotła ramionami jego szyję. Przylgnęła do niego całym swoim ciałem. Amy nie miała pojęcia ile czasu spędziła w krypcie, ale na dworze było już ciemno. Gadriel kompletnie zignorował obecność Michała i z dziewczyną w objęciach ruszył w kierunku głównej bramy. Nie odezwał się do niej ani słowem. Ułożył ją na tylnym siedzeniu terenowego samochodu, potem sam usiadł za kierownicą i ruszył. Ledwo znaleźli się na głównej ulicy, zza rogu wyjechała straż pożarna w towarzystwie policji. Gęsta cisza ciążyła w powietrzu, nieprzyjemnie dręcząc Amy. Po stokroć wolałaby, żeby na nią nawrzeszczał, on jednak cały czas milczał. Pół godziny później znaleźli się w domu. Dziewczyna spróbowała wstać. Nie dała rady. Gadriel zabrał ją z samochodu i zaniósł do łazienki. Umył, z teraz już zaschniętej krwi. Przez cały czas nie odezwał się ani słowem, a o tym, że cokolwiek dzieje się w jego wnętrzu, świadczyły jedynie jego przeraźliwie ciemne oczy. Amy z ulgą zdała sobie sprawę, że wreszcie przestała czuć kwaśny, metaliczny zapach krwi. Teraz pachniała szamponem kokosowym. Gadriel zaniósł ją do łóżka. Otulił kołdrą, a potem położył się przy niej, tak jak robił, kiedy była zupełnie mała. Wtuliła się w niego, mając nadzieję, że jej nie odepchnie. Nie zrobił tego. Był bardzo ciepły. Poczuła, jak za jej plecami kładzie się kot. Najpierw jeden, potem drugi. Westchnęła. Naprawdę była w domu. Powieki opadły jej same, a wykończone ciało, zapadło w głęboki sen.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Amy przespała cały dzień. Obudziła się dopiero wraz z zachodem słońca. Niepewnie wstała z łóżka. Obolałe mięśnie odmawiały posłuszeństwa, ale z ulgą stwierdziła, że co prawda kosztuje ją to wiele wysiłku, ale może chodzić. Wyjrzała przez okno. Na podwórku płonęło ognisko. Płomienie buchały wysoko, jakby szukając drogi do nieba.

– Nie! – krzyknęła rozpaczliwie, kiedy zorientowała się, co jest podstawą ogniska.

Płonęły jej drogocenne, z trudem zdobyte książki. Źródło wiedzy o rytuałach, zaklęciach, inwokacjach i czarnej magii. Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści. Jak on je znalazł? Przecież tak starannie je schowała i… zemdliło ją na myśl o tym, co zrobiła! Potykając się i z trudem zachowując równowagę, wybiegła z pokoju. Zabezpieczyła się bardzo dobrze. Nie tylko schowała, swoje cenne tomy, ale jeszcze każdy z nich, był poświęcony w kościele i starannie zawinięty materiałem z habitu, który zwędziła od Sióstr Nazaretanek. Jak burza wpadła do pokoju. Gadriel spojrzał na nią jak na wariatkę. Stał w kuchni. Spostrzegła, że jego ręce, niemal do łokci, są starannie owinięte bandażem elastycznym. Przeklęła się w duchu za głupotę. Przecież wiedziała, że i tak prędzej, czy później by je znalazł… Przed nim na dłuższą metę niczego nie dało się ukryć.

– Może coś zjesz? – zapytał.

Jego głos brzmiał normalnie, jakby nigdy nic się nie wydarzyło, a ona doskonale wiedziała, że chłopak nie zamierza do tego wracać. Nie planował również niczego jej wyjaśniać. Świetnie. Skinęła głową.

– Umieram z głodu – przyznała.

Gadriel doskonale gotował. Tak naprawdę nie musiał jeść, za to bardzo lubił to robić. Amy usiadła na wysokim, kuchennym krześle. Z radia leciały przyjemne nuty filmowej muzyki. Potem rozpoczęły się wiadomości. Speakerka z dobrą dykcją opowiadała o tragedii, która wydarzyła się w jednym z zabytkowych kościołów Krakowa. Jacyś chuligani podłożyli ładunki wybuchowe i wysadzili budynek w powietrze. Mimo sprawnej akcji straży pożarnej, budynku nie udało się uratować.

– Masz ochotę na naleśniki? – zapytał Gadriel, patrząc z zainteresowaniem na Amy.

– Bardzo – przyznała szczerze dziewczyna.

Sięgnęła po leżący na blacie telefon komórkowy. Był wyciszony. Na ekranie wyświetliło się przeszło trzysta nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Michała. W skrzynce znalazło się całe morze smsów. Amy nawet nie próbowała ich czytać. Nie miała pojęcia, jak Gadriel namówił chłopaka, do wysadzenia w powietrze całego kościoła. To musiał być nie lada wyczyn. Doskonale zdawała sobie sprawę, że sam nie mógł tego zrobić. Mógł tylko podpowiadać i sugerować, ale sam nie mógł zrobić niczego. No może prawie niczego… bo przy niej zawsze znajdował jakiś sposób, by obejść trzymające go w ryzach zasady. Obdarzyła go ciepłym uśmiechem. Nałożył jej na talerz pierwszego naleśnika.

„Żyję” – wystukała wprawnie na klawiaturze komórki, wcisnęła „send”, a potem po prostu wyłączyła telefon.

The End

Słowniczek:

Rael – w okultyzmie, środowy anioł zamieszkujący trzecie niebo; także jedna z inteligencji planety Wenus. Przywołując Raela, inwokant powinien być zwrócony twarzą na północ (zob. de Abano, Heptameron; Malchus, The Secret Gri moire of Turiel)

Kameron – anioł dwunastej godziny dnia, służący pod Beratielem. Uważany także za demona; jako taki bywa przyzywany w zaklęciach Belzebuta i Astarota (zob. Magia naturalis et in naturalis; Butler, Ritual Magic; Shah, The Secret Lore of Magic).

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

9 komentarzy

  1. Odpowiedz

    IRRESA

    5 lipca 2011

    To jest najlepsze… Ciekawe… Momentami przerażające. Oryginalne!

  2. Odpowiedz

    knightfrompolska

    5 lipca 2011

    w gadrielu odezwała się jego dobra strona czy mnie się tylko tak wydaje?

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    5 lipca 2011

    Ooo! Nowy Czytelnik, prac Vicky? Miło poznać! *śmieje się*
    Witamy na blogu! *uśmiech*

  4. Odpowiedz

    IRRESA

    5 lipca 2011

    Są szanse, że mi się coś popieprzyło i nie jesteś nowy/a. *uśmiech* Przepraszam, piłam coś dzisiaj i mi odwala!

  5. Odpowiedz

    IRRESA

    6 lipca 2011

    Rozpeówacz, a bo to było do Ciebie. Chyba, że jesteś też osobą o nazwie „kinghtfrompolska”.? Hę? To też jest możliwe… *uśmiech*

  6. Odpowiedz

    Wika ;]

    8 lipca 2011

    No , no ;d Opowiadanie dobree ! Jakoś tak dawno mnie nie było tu ; ( Wakacje i jakoś tak wychodzi. Mam zaległości *uśmiech*

  7. Odpowiedz

    Rozprówacz

    10 lipca 2011

    Zauważyłem pewien brak logiki w zachowaniu Gadriela: jeśli daje się komuś w prezencie laleczkę voodoo to nie wypada palić tej osobie książki o magii

    • Odpowiedz

      Miye

      10 lipca 2011

      Dał jej książkę nie laleczkę. I spalenie ksiąg było następstwem przyczynowo – skutkowym. Zrobił to dopiero w momencie, kiedy uznał, że coś jej naprawdę grozi.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS