Kochasz Mnie? #18

Leżała w gabinecie lekarskim. Nie wiedziała jak się tu znalazła. Pamiętała tylko, że zasłabła. Coraz częściej też miała dziwne mdłości. Od jakiegoś czasu już zdarzało się jej tracić przytomność, do tego dnia jednak nikt tego jeszcze nie widział. Jej wzrok padł na stojącego w drzwiach Rafała. Najwyraźniej dopilnował, żeby znaleźli się w pomieszczeniu sami.

– Czego chcesz? – zapytała zrezygnowana.

– Umierasz – oznajmił jej spokojnym głosem.

– Wiem – odpowiedziała mu ponuro.

Nie odkrył przecież Ameryki. Od kiedy zobaczyła Barhgesta, żyła z przekonaniem, że niedługo umrze. Obrzucił ją zagadkowym spojrzeniem.

– Nie planujesz z tym walczyć?

– Po co? – zapytała zaskoczona. Po chwili westchnęła, zupełnie zrezygnowana. – Powiesz mi chociaż na co umrę?

– Chorujesz na białaczkę – wyjaśnił rzeczowo. – Jedynym sposobem leczenia w twoim przypadku jest przeszczep, a masz naprawdę marne szanse, żeby znaleźć odpowiedniego dawcę.

– Cudownie – mruknęła, odwracając się od niego. – To ja już chyba wolałabym, żeby Rael mnie zabił.

– Nie powiedziałem, że taki dawca nie istnieje – oznajmił cicho Rafał, a potem wyszedł z gabinetu, starannie zamykając za sobą drzwi.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Amy kuliła się na swoim szpitalnym łóżku. Z dnia na dzień czuła się coraz gorzej, stawała się coraz chudsza i bledsza. Nie tak chciała spędzić krótką resztę swojego życia, nie tak chciała umrzeć. Czuła w sercu nienawiść. Michał nie odstępował jej łóżka, praktycznie mieszkał z nią w szpitalu. Sara również była częstym gościem, przychodził nawet wiecznie ponury Aza, który chyba pogodził się z faktem, że go zwyczajnie przechytrzyła i nie miał jej dłużej tego za złe. Bywali tu wszyscy, tylko nie on. Nie przyszedł nawet na chwilę. Teraz, kiedy była chora, kiedy wiedziała, że umrze, przestała być dla niego użyteczna, więc niby czemu miałby się nią przejmować? Amy nienawidziła go całą sobą, a jednocześnie tak bardzo pragnęła, żeby był przy niej! Tak bardzo bała się, że już nigdy więcej go nie zobaczy!

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Łóżko było niewygodne, a kołdra za gorąca. Amy przekręcała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Miała tego wszystkiego serdecznie dość. Ile jeszcze będzie musiała się tak męczyć? Miesiąc? Pół roku? Rok? Nikt nie był w stanie jej niczego obiecać. Co dwa tygodnie będzie musiała wracać do szpitala na bezsensowną chemię. Mieszkała teraz w domu Michała, a jego rodzice udawali, że są jej prawdziwą rodziną. Gadriela nie widziała od niemal trzech miesięcy, a kiedy się kogoś widuje codziennie przez dziesięć lat, trzy miesiące to cała wieczność. Gdyby jednak nie to, gdyby nie trzymająca ją przy życiu świadomość, że po prostu musi się z nim choć jeszcze jeden, jedyny raz zobaczyć, już dawno by się poddała. Przymknęła oczy. Doskonale pamiętała swoje wybuchy. Już po pierwszym pobycie w szpitalu, stanęła przed lustrem i ścięła tuż na karku, swoje długie, brązowe włosy, z których zawsze była tak bardzo dumna. To nie miało znaczenia, przecież wkrótce i tak same wypadną. Usiadła, niepewnie wstając z łóżka. Była zupełnie ubrana. Czasem, ze skrajnego wyczerpania, zdarzało jej się sypiać także w dzień. Opuściła swój nowy, uroczo urządzony pokój, z pomalowanymi na jasny błękit ścianami i zamaszyście otwierając drzwi wyszła na korytarz. Stanęła zaskoczona widząc siedzącego pod przeciwległą ścianą Azę.

– No, nareszcie – westchnął zniecierpliwiony – ten idiota, twój „przyjaciel”, a może raczej teraz powinienem powiedzieć braciszek… – zadrwił – nie chciał mnie do ciebie wpuścić.

– Więc czekałeś pod drzwiami? – spytała zaskoczona Amy.

Takiego zachowania spodziewałaby się może po Michale, ale na pewno nie po Azie… Przytaknął.

– Tak, to dosyć ważne – oznajmił wstając. – Chodź. Czas na naszą lekcję.

Amy uśmiechnęła się do niego przekornie. Już od kilku miesięcy uczył ją postępowania z czarną magią i fascynowało go to jak zachłannie i szybko dziewczyna chłonie wiedzę, którą jej przekazywał. Ona też dotrzymała swojej części umowy i Aza zmienił się nie do poznania. Teraz nie potrzebował już żadnych sztuczek, żeby dziewczyny ustawiały się do niego w kolejce. Stanowił konkurencję nawet dla jasnowłosego Michała.

– Dokąd idziemy? – zdziwiła się Amy, kiedy zaczął prowadzić ją do piwnicy.

– Zobaczysz – zamruczał wyraźnie zadowolony.

Zeszli na dół po zimnych, kamiennych stopniach. Potem minęli jedne drzwi i znaleźli się w zupełnie pustym, przestronnym pomieszczeniu na środku którego namalowany był białą kredą pentagram. Wszystko oświetlone było setkami maleńkich świec. Amy nie mogła wyjść z podziwu skąd takie miejsce wzięło się pod domem Michała, ale jeżeli ma zobaczyć coś ciekawego wolała tego dalej nie drążyć. Aza stanął tuż za nią. Czuła na karku jego ciepły oddech.

– Co będziemy robić? – spytała zaciekawiona.

– Znalazłem sposób, żeby cię wyleczyć – oznajmił dumnym głosem.

Dziewczyna podniosła na niego niedowierzający wzrok.

– Niby jak? – spytała nie do końca w to wierząc.

– To proste. Dziwię się sobie, że nie wpadłem na to znacznie wcześniej – uśmiechnął się z przekąsem. – Wystarczy niewielka ofiara, pojemnik, który weźmie sobie twój nowotwór. Usiądź tu – wskazał jej środek pentagramu.

Amy posłuchała i usiadła na zimnej podłodze krzyżując nogi. Aza śpiewnym głosem rozpoczął rytuał. Wydawało jej się, że mówi po łacinie. Obserwowała go uważnie. Nie ufała mu, ale było jej po prostu wszystko jedno. Teraz, kiedy był człowiekiem, ku jego wielkiej radości, okazało się, że nie dotyczą go już żadne inne prawa i sam, bez pomocy ludzi, którzy do tej pory stanowili jego narzędzia, mógł odprawiać magiczne rytuały. Między innymi to właśnie sprawiło, że polubił swoją nową postać. Kiedy skończył inkantację, podszedł w ciemny róg pomieszczenia, a potem wrócił z powrotem, prowadząc ze sobą jakiś bezradnie szamoczący się kształt. Pchnął na podłogę niewielką, starannie związaną postać, która upadła na kamienna posadzkę tuż przy siedzącej po turecku Amy. Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zgrozy i niedowierzania. Natychmiast rzuciła się do przerażonej, siedmioletniej dziewczynki.

– Aza czyś ty postradał rozum?! – krzyknęła na niego, starając się uwolnić drżące ze strachu dziecko.

Chłopak spojrzał na nią wrogo.

– To taki handel, transakcja wymienna – wyjaśnił siląc się na cierpliwość. – Nie martw się, smarkula i tak niczego nie będzie pamiętała.

– Więc chcesz, żeby ona umarła zamiast mnie? – spytała niedowierzająco, przytulając do siebie śmiertelnie przerażoną, złotowłosą siostrzyczkę Michała.

– Tak – odpowiedział Aza, jakby uznając, że wreszcie do niej dotarło to co trzeba. – Możemy kontynuować? – zapytał.

Amy spojrzała na niego jak na idiotę.

– Chyba zwariowałeś, jeżeli uważasz, że na to pozwolę. To siostra Michała! – warknęła na niego oskarżycielsko. – Nie umrze zamiast mnie!

Chłopak westchnął cierpiętniczo.

– Akurat ona była pod ręką – wyjaśnił – ale dobrze, jeżeli chcesz, znajdę jakiegoś innego dzieciaka. To bez znaczenia.

– Nie! – Amy zerwała się z podłogi. – Nie zrobisz tego ani Madzi, ani żadnemu innemu dziecku! Wynoś się z tego domu! – warknęła na niego naprawdę wściekła.

Spojrzał na nią urażonym wzrokiem.

– Jak sobie chcesz. W końcu to ty umrzesz, nie ja – oznajmił wzruszając ramionami  i śmiertelnie obrażony wyszedł z piwnicy.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Tego dnia Amy podsłuchała rozmowę o tym, że prawdopodobnie nie przeżyje kolejnych dwóch tygodni. Położyła się na łóżku, wpatrując się bezsensownie w sufit. Może gdyby poprosiła Rafała, żeby go odnalazł… Nie, to nie miało sensu! Przecież nie zmusi go, żeby do niej przyszedł, a on po prostu nie chciał. Westchnęła. Obróciła się na bok, podkulając pod siebie nogi. Poczuła na policzku ciepłą wilgoć. Zdała sobie sprawę, że z jej oczu płyną łzy. Nie należała do płaczliwych osób, ale teraz nic już nie miało znaczenia. W końcu, zmęczona własnym łkaniem i ponurymi myślami, zapadła w niespokojny sen.

Gadriel! Tak bardzo chciała go zobaczyć, ostatni już raz, a teraz widziała go we śnie. Obserwowała z lotu ptaka ponury, pustynny krajobraz. Stał tam, z rozłożonymi na całą szerokość, czarnymi jak noc skrzydłami. Zapragnęła, żeby naprawdę przy niej był, ale sny przecież nie były rzeczywiste. Już nigdy go nie zobaczy. Obojętnie obserwowała jak z wirującego w powietrzu, piaszczystego pyłu wyłania się sylwetka Rafała. Od białych jak śnieg skrzydeł, a właściwie od całej jego postaci, bił cudowny, niesamowity, oślepiający wręcz blask.

– Wzywałeś mnie, Gadrielu – powiedział tym swoim spokojnym, brzmiącym trochę smutno głosem.

Chłopak skinął głową. Stał, intensywnie wpatrując się w Rafała. Milczał przez dłuższą chwilę.

– Ona nie może umrzeć! – odezwał się w końcu stanowczo. – Zrób coś! – zażądał.

– Ja? – zdziwił się Rafał. – A co ja niby mogę zrobić?

Amy przez chwilę zdawało się, że Gadriel rzuci się na niego, ale on tylko stał w miejscu i przeszywał stojącego naprzeciwko mężczyznę wzrokiem.

– Cokolwiek – wyszeptał cicho. – Błagam cię Labielu, zrób cokolwiek. Już nazbyt długo zawsze stałeś obok.

Rafał przez dłuższą chwilę przyglądał mu się uważnie. Głębia jego błękitnych oczu przerażała.

– Szukałeś, prawda? – spytał więżąc Gadriela wzrokiem.

– Trzy miesiące – powiedział chłopak, nie odrywając spojrzenia od tego przerażającego błękitu. – Trzy zmarnowane miesiące – powtórzył cicho.

Mężczyzna pokręcił głową. Niepokojąco przystojna twarz stała się teraz smutna, ale oczy były pełne nadziei.

– Nic nie mogę zrobić – oznajmił poważnie. – Przykro mi. Ty jednak możesz.

Amy obserwowała jak rezygnacja na twarzy Gadriela zamienia się w niepokój. Nigdy dotąd nie zdawała sobie sprawy, że tak właśnie rodzi się nadzieja.

– Jak? – to było jedyne słowo, które wypowiedział, ale wystarczyło za wszystkie inne.

– Ona potrzebuje dawcy, jej rodzina nie żyje, bardzo trudno jest znaleźć odpowiedniego. Ja jednak wiem, kto nim jest – powiedział Rafał, ważąc każde słowo.

– Kto? – z trudem powstrzymał warknięcie Gadriel.

– Jeszcze się nie domyśliłeś? – westchnął tamten. – Oczywiście, że ty.

– Nie!

To co wyrwało się z gardła chłopaka nie było ani krzykiem, ani protestem. Było znacznie gorsze. Jakby cały jego świat się zawalił. Rafał uśmiechnął się smutno.

– Nikt cię nie zmusi, to twoja własna decyzja.

Gardiel wyprostował się. Spojrzenie ciemnych oczu stwardniało.

– Już ją podjąłem – oznajmił, a na jego twarzy, tuż obok bólu, malowała się niezachwiana pewność.

– Wiem – powiedział cicho Rafał – inaczej nigdy bym nie odpowiedział na twoje wezwanie.

Nagle coś się wydarzyło. Postać Gadriela otoczyło jasne, białe światło. Jego hebanowo czarne skrzydła pojaśniały. Stały się śnieżnobiałe. Zupełnie jak te wyrastające z łopatek Rafała. Chłopak patrzył zdezorientowany.

– Wiedziałeś o tym? – spytał ostro, wyraźnie zdumiony.

Rafał się uśmiechał. Amy wiedziała, że bardzo rzadko się naprawdę uśmiechał.

– Szczerze, nie miałem pojęcia co się stanie – oznajmił. – Witaj w domu bracie.

Gadriel przez chwilę przyglądał się swoim nowym skrzydłom, a potem opadł przed Rafałem na kolana.

– Nie chcę ich – syknął. – Odetnij je! Co innego jest dla mnie ważniejsze.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Amy obudziła się na szpitalnym łóżku. Nie miała pojęcia jak się tu znalazła. Otaczały ją kręgiem znajome twarze. Był Michał, była jego siostra i ich rodzice. W pokoju stała także Sara. O ścianę, tuż przy drzwiach, leniwie opierał się nawet Aza. Nie było tylko jednej osoby, tej, którą najbardziej chciała zobaczyć.

– Bałem się, że już się nigdy nie obudzisz – powiedział z przejęciem, siadając na jej łóżku, Michał. – Znalazł się dawca – oznajmił – będziesz miała ostatnią chemię, a potem przeszczep.

Czy jej sen był tylko snem? Czy to zbieg okoliczności? Nie! Jeżeli była to prawda, to stało się coś strasznego, a ona już zawsze będzie za to odpowiedzialna.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Leżała zbyt osłabiona, żeby nawet kiwnąć palcem. Siedząca przy niej, skulona w fotelu Sara spała. Wiedziała, że przyjaciele nie zostawili jej nawet na chwilę samej. Wyczuła w pokoju jakąś inną obecność. Potem zamknęła oczy, a wszystko dookoła niej zawirowało i już sama nie wiedziała, gdzie właściwie jest. Może jednak umarła… Stała na skąpanym w promieniach zachodzącego słońca, złocistym piasku plaży. Słyszała szum morza. Widziała rozbijające się o brzeg, pchane lekką bryzą fale. Zobaczyła idącą ku niej, szczupłą sylwetkę. Patrzyła pod słońce, więc rozpoznała Raela dopiero kiedy znalazł się tuż obok niej.

– Jak się miewasz, mało czarownico? – zapytał drwiąco, biorąc ją w ramiona.

Nie była w stanie się poruszyć. Mimowolnie spojrzała w jego duże, orzechowe oczy.

– Co tu robisz? – spytała zaskoczona.

– Jesteś moją własnością – oznajmił rozbawiony – i naprawdę cieszę się, że nie umrzesz. Zwłaszcza, że teraz nie będzie cię miał kto przede mną bronić – uśmiechnął się ironicznie. Przyciągnął ją do siebie, a potem pocałował. Namiętnie, gorąco, tak jak nigdy do tej pory, nie całował jej jeszcze żaden chłopak. Całym swoim ciałem poczuła pragnienie i żar. – To, żebyś o mnie nie zapomniała mała czarownico – odezwał się, odrywając usta od jej ust.

Potem dłonią delikatnie dotknął jej twarzy zsuwając z głowy zawiązaną starannie chustkę. Zaskoczona poczuła na ramionach długie włosy, do których od zawsze była przyzwyczajona, a których los tak okrutnie ją pozbawił.

– Taka bardziej mi się podobasz – zamruczał. – Do zobaczenia wkrótce, Amy – powiedział, a ona nieprzytomna, osunęła się w jego ramiona.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Po zabiegu naprawdę dużo spała. Wszystko się udało, a lekarz oznajmił jej, ze ma bardzo duże szanse w pełni wrócić do zdrowia. Teraz obudził ją jakiś hałas. Spróbowała usiąść była jednak zbyt słaba i chwilę później ponownie opadła na poduszki.

– Jak śmiesz tu teraz przychodzić?! – krzyknął oskarżycielsko Michał.

Amy poczuła jak jej serce zamarło. Nie była w stanie złapać tchu. Jej dłonie same zacisnęły się w pięści, a ciało zadrżało. Pojawiła się ogromna, niemal namacalna nadzieja.

– Odwal się – usłyszała tak dobrze jej znany, stanowczy głos Gadriela.

Przez otwarte drzwi zobaczyła jak Michał zagrodził mu drogę. Chłopak wzruszył ramionami, a potem po prostu odepchnął jej przyjaciela, wchodząc do środka. Podniosła na niego wzrok. Wyglądał zupełnie tak samo jak zawsze. Szczupły, wysoki, równo opalony, ze ściętymi na kilka milimetrów włosami. Miał na sobie bojówki khaki i ciemną, pozbawioną rękawów koszulkę. Gdyby na nią nie spojrzał, gdyby nie widziała jego oczu, byłaby pewna, że nic się nie zmieniło. Michał wparował do pokoju zaraz za nim. Widziała wściekłość malującą się na jego anielskiej twarzy. To do niego nie pasowało.

– Michał, zostawisz nas na chwilę samych? – poprosiła cicho. – Musimy porozmawiać.

Chłopak niechętnie skinął głową, a potem ociągając się wyszedł z pokoju.

– Porozmawiać? – spytał Gadriel, ciągle stojąc w progu.

Amy przecząco pokręciła głową. Czuła, że w oczach stanęły jej łzy. Tak bardzo za nim tęskniła! Przez cały ten czas była przekonana, że już nigdy więcej go nie zobaczy. Podszedł do niej. Zrobiła mu miejsce na łóżku, a on położył się obok. Przylgnęła do niego, jak mała dziewczynka, wtulając twarz w jego tors. Przytulił ją do siebie mocno, stanowczo.

– Potrzebowałam cię – wyszeptała w jego koszulkę.

– Wiem, przepraszam – odpowiedział równie cicho. – Teraz już wszystko będzie w porządku – dodał po dłuższej chwili milczenia.

Wtuliła się w niego mocniej, jakby bojąc się, że za chwilę od niej ucieknie.

– Nie zostawiaj mnie – odezwała się błagalnie. – Nigdy więcej mnie nie zostawiaj.

– Nie zostawię – odpowiedział uspakajająco, jedną ręką tuląc ją do siebie, a drugą głaszcząc jej ciemnobrązowe włosy.

Zamknęła oczy. Jej oddech dopiero teraz się uspokoił. Ręką, w którą wbitą miała igłę wenflonu dotknęła jego twarzy, wpatrując się w niego, jakby chciała zapamiętać każdy jej szczegół. Nagle zdała sobie sprawę, że w tym co się zmieniło, jedna rzecz była naprawdę dobra. To było coś, co może spowodować, że spełnią się jej wszystkie marzenia.

– Gadriel? – zapytała cicho.

– Mhm? – mruknął wtulając twarz w jej włosy.

– Kochasz mnie? – zapytała, wiedząc, że jeżeli zawaha się choć chwilę dłużej, to już nigdy nie odważy się zadać tego pytania.

– Kocham – odpowiedział stanowczo, przyciągając ją jeszcze mocniej do siebie.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

7 komentarzy

  1. Odpowiedz

    JuuNkaa

    25 lipca 2011

    Kurcze , muszę przyznać .. Że czytając te wszystkie krótkie opowiadania o Amy , ani przez chwilę się nie nudziłam ! Tu cały czas się coś dzieje , to mnie bardzo ciekawi .. Te wszystkie postacie 😉 Fajnie byłoby jakbyś napisała coś jeszcze o Sarze , jak się jej wiedzie życie miłosne itp ;p

  2. Odpowiedz

    IRRESA

    26 lipca 2011

    Tytuł tak bardzo mi się podoba, choć nie potrafi tego uzasadnić. Po prostu ma w sobie coś takiego… wdzięcznego. *uśmiech*
    A opowiadanie. Piękne, ale dla mnie wręcz smutne. Czemu? Kolejna rzecz której nie wyjaśnię.
    Vicky, a Ty zamierzałaś to opowiadanie zakończyć śmiercią Amy, a pod koniec po prostu znów „zrobiło Ci się ich żal”? Czy planowałaś taki mały happy end?

    • Odpowiedz

      Rozprówacz

      26 lipca 2011

      ależ to nie koniecznie musi być koniec… Zastanawia mnie tylko czy jedna chwila wystarczy by „wybielić zabrudzone wiecznością skrzydła”

      • Odpowiedz

        lilijka:)

        26 lipca 2011

        Rozprówacz … od dziecka wpaja sie nam ze dobro zawsze wygrywa ze zlem, ze milosc zwyciezy wszystko … może tutaj także mamy namiastkę milosci ktora jest tak potezna, tak prawdziwa i tak bardzo gotowa na wszystko ze jest w stanie wybielic zabrudzone wiecznoscia skrzydla ? Ze jeden gest ale prosto z serca potrafi naprawic wszystko zle co sie robilo ale z przekory i czystego buntu do swiata

  3. Odpowiedz

    IRRESA

    26 lipca 2011

    Mi chodzi o koniec tego opowiadanie, tej „mina turki”, Człowieku! Przecież wiem, że to nie koniec, a początek nie tylko Ty widzisz kategorię „News”. *wyzdycha*
    Lilijka – a Ty wiesz, że wyjęłaś mi to z ust? *uśmiech*

  4. Odpowiedz

    IRRESA

    26 lipca 2011

    *”miniaturkę

  5. Odpowiedz

    Wika ;]

    27 lipca 2011

    Świetne opowiaadanie. Tak dużo ich minełam ; / Już nie wiem co się dzieje. Kim są nowi ludzie w tych opowiastkach. Postaram się to nadrobić 🙂

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS