Irytujące Marzenia

Biegłam najszybciej jak potrafiłam, a on nie puszczał mojej ręki. Wszystko w środku zaczynało boleć. Nie mogłam złapać nowej partii powietrza. Minęliśmy budynek szkoły i wpadliśmy w zaułek pomiędzy ogrodzonymi wysokim, kolczastym płotem ogrodami działkowymi, a ślepą ścianą kasyna wojskowego. Dopadliśmy znajdującej się na końcu wąskiego przejścia furtki. Daniel nacisnął klamkę i… okazała się zamknięta! Serce biło mi jak oszalałe. Ogrodzenie było zbyt wysokie, a siatka za wiotka i zbyt gęsta, by po niej przejść. Nasi prześladowcy byli już w zaułku. Dzieliły nas od nich dosłownie kroki. Chłopak odważnym, ale w sumie daremnym gestem, zasłonił mnie sobą. Każdy oddech sprawiał mi ból. Tamci natychmiast zorientowali się, że jesteśmy w pułapce. Zwolnili i podeszli już zupełnie spokojnie. Było ich czterech. Wiedziałam, że to nie pierwszy raz, kiedy prześladują Daniela. Coś stanęło mi w gardle, kiedy uświadomiłam sobie, że całkiem możliwe, iż to ja spowolniłam jego ucieczkę.

– O, towarzyszy mu dziewczyna, to jakaś nowość – roześmiał się jeden z nich, szczupły i piegowaty chłopak z lekko zadartym nosem.

Zbliżył się do mnie, ale inny przytrzymał go za ramię. Pozostali dwaj zdążyli już złapać Daniela, przytrzymując mocno i sprawnie przewracając na chodnikowe płyty. Przerażona cofnęłam się pod samą furtkę. Opowiadał mi o tym, ale tak naprawdę nigdy nie sądziłam, że spotkam się z nimi twarzą w twarz i to jeszcze pierwszego dnia nowej szkoły! Widziałam jak kopią i wyzywają leżącego na ziemi chłopaka, ale nic nie byłam w stanie zrobić. Strach tak mną zawładnął, że nie potrafiłam się nawet poruszyć. Zauważyłam, że jeden z nich, ten który nie przyłączył się do bicia, uważnie mnie obserwuje. Dzieliło nas tylko kilka kroków. Jego niebieskie oczy przeszywały mnie na wylot, a ja widziałam w nich chłodne zainteresowanie i jakąś podłą drwinę. Wiedziałam kim on jest, o nim również Daniel mi opowiadał. Zebrałam w sobie całą odwagę, na jaką potrafiłam się zdobyć. Zdawałam sobie sprawę, że jeżeli coś mi zrobią, będzie to i tak o niebo lepsze od bezczynnego stania i patrzenia na to, jak kopią skulonego na chodniku, tak by zasłonić głowę i brzuch, Daniela.

– Aleks – odezwałam się cicho, przypominając sobie imię stojącego przede mną z zawadiacko opadającą na czoło grzywką, blondyna. Na jego ustach pojawił się cień ironicznego uśmiechu, oczy spojrzały w niemym pytaniu. – Każ im przestać – poprosiłam.

Błyskawicznie znalazł się przy mnie. Stanął za moimi plecami, przytrzymując mi ręce, tak, że nie mogłam się wyrwać. Był blisko, stanowczo zbyt blisko! A co gorsza, był ode mnie znacznie silniejszy.

– Niby dlaczego? – wyszeptał mi bezpośrednio do ucha.

– Proszę… – odpowiedziałam, wiedząc już, że to nie ma sensu, ale mimo wszystko, w dalszym ciągu próbując. – Zrobię co zechcesz…

– Taaak? – zamruczał, a ja poczułam jego ciepły oddech na swojej szyi. Zdawałam sobie sprawę z mrowienia na całym ciele. Puścił mnie, ale nie byłam w stanie nawet się odsunąć. – Pocałuj mnie – zażądał chłodno, kompletnie mnie zaskakując.

– Co? – podniosłam na niego spłoszony wzrok.

Jego niebieskie oczy spotkały się z moimi brązowymi.

– Pocałuj mnie – powtórzył, a w jego spojrzeniu widziałam tańczące iskierki rozbawienia. – Wtedy każę im przestać. Tylko się postaraj, bo inaczej nici z umowy.

Zadrżałam. Zerknęłam jeszcze raz w kierunku znęcających się nad Danielem chłopaków. Tak bardzo się bałam, że zrobią mu jakąś poważniejszą krzywdę… Musiałam zaryzykować! Odwróciłam się do Aleksa, któremu nie sięgałam nawet do ramienia, wspięłam się na palce i dotknęłam ustami jego ust. Stanowczym gestem przyciągnął mnie do siebie. Pogłębił pocałunek, mocno przywierając wargami do moich warg. Dopiero teraz boleśnie zdałam sobie sprawę, że jest to przedstawienie grane na użytek Daniela, po to, żeby dokopać mu jeszcze bardziej. Przymknęłam oczy, poddając się całkowicie chłopakowi i czekając aż wreszcie mnie puści. Po chwili podniósł głowę, a ja odsunęłam się od niego. Miał nieodgadniony wyraz twarzy.

– Obiecałeś… – szepnęłam niemal rozpaczliwie.

Skinął głową, a potem już na mnie nie spojrzał.

– Wystarczy – odezwał się do reszty chłopaków. – Zmywamy się stąd.

Tamci niechętnie oderwali się od swojej ofiary, ale posłuchali. Daniel cicho jęknął, kiedy ten piegowaty, na pożegnanie, kopnął go w żebra. Potem, tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, odeszli nie oglądając się za siebie. Natychmiast ukucnęłam przy leżącym na chodniku chłopaku.

– Nic ci nie jest? – zadałam najgłupsze pytanie, jakie tylko mogłam wymyślić.

Przecząco pokręcił głową. Odetchnął głębiej, a potem syknął z bólu. Z trudem usiadł.

– Przepraszam, że cię w to wpakowałem – odezwał się cicho, nie patrząc na mnie.

Nie zważając na to, że jest brudny, zapominając, że mogę sprawić mu ból, oplotłam ramionami jego szyję, przytulając swoje włosy do jego policzka. Objął mnie jedną ręką, przyciągając łagodnie do siebie. Drugą pogładził moje ciemnobrązowe włosy. Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy. Moje dłonie same zacisnęły się w pięści. Tyle czasu opowiadał mi co tu się dzieje, a ja na odległość nie mogłam nic z tym zrobić. Teraz byłam tutaj i okazuje się, że zamiast być dla niego wsparciem, narażałam go tylko jeszcze bardziej. Przymknęłam oczy.

– Dasz radę wstać? – zapytałam łagodnie. – Myślę, że powinniśmy wrócić do domu, zanim twoja mama…

Przytaknął. Nie musiałam kończyć tego zdania. Zdałam sobie sprawę, że jestem chyba jedyną osobą, która wiedziała o tym, że prześladują Daniela w szkole i powzięłam decyzję, że za wszelką cenę, to właśnie ja muszę coś z tym zrobić. Szkoda tylko, że kompletnie nie wiedziałam, jak mogę mu pomóc.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Ameryka! Nienawidziłam już nie tylko samego miejsca, ale każdej litery tego słowa. Małe miasteczko – Neskowin, w Oregonie, na północy Stanów, do którego wprowadziłam się wraz z ojcem właściwie nie było takie złe, ale ta szkoła, moi rówieśnicy, wszystko to, co się tu działo… Zwłaszcza to, jak wyglądała sytuacja Daniela… Nie mogłam tego znieść! Od ponad dwóch lat chłopak był moim najlepszym przyjacielem. Poznaliśmy się idiotycznie, bo przez Internet. Rozmawialiśmy na Skype niemal każdego dnia, a w wakacje spotkałam się z nim osobiście, kiedy odwiedzał w Polsce dziadków. Później wszystko stało się jeszcze dziwniejsze. Mój ojciec, ceniony profesor chemii, dostał propozycję pracy w USA. Pozwolili mu wybrać miejsce, w którym chciałby zamieszkać, a ja, bez zastanowienia, podałam mu tą parszywą nazwę nadmorskiej miejscowości – Neskowin. Ostatni miesiąc wakacji był dla mnie jak z bajki. Wylegiwaliśmy się z Danielem na plaży, chodziliśmy na lody, pizzę i do Starbucksa, a nasza przyjaźń, przeniesiona do realnego świata, jeszcze tylko bardziej się pogłębiła. Wszystko było cudowne, jednak do czasu, gdyż pierwszy dzień szkoły wtargnął brutalnie, z brudnymi buciorami, w moje życie.

– Maja, Maja – usłyszałam dziecięcy głos i poczułam, że ktoś szarpie mnie za rękaw.

Spojrzałam z uśmiechem na pięciolatka, który wyrwał mnie z zadumy. Pogładziłam dłonią jego jasną czuprynę.

– O co chodzi, Aron?

– Musisz zobaczyć co zbudowaliśmy! – oznajmił pełnym przejęcia głosem.

Wstałam i dałam się poprowadzić za rękę w stronę budujących z klocków chłopców. To był jedyny, jasny promień słońca dzisiejszego dnia. Uwielbiałam swoją popołudniową pracę w parafialnym przedszkolu. Dzieci już zdążyły mnie pokochać, a ja szczerze odwzajemniałam ich miłość. O tej porze została już tylko niewielka grupka, czekająca na ostatnich, spóźnialskich rodziców. Wkrótce liczba dzieci zaczęła się pomniejszać, aż w końcu zostałam tylko ja i Aron. Chłopiec, z zaciętym wyrazem twarzy, pilnie studiował jakąś dziecięcą książeczkę. Posprzątałam porozrzucane po stołach kredki i kolorowanki, poukładałam wszystkie zabawki, a potem usiadłam tuż obok niego. Wiedziałam, że Aron, tak jak ja, jest półsierotą i z rodziców został mu tylko ojciec. Bałam się, że sprawię mu jeszcze większą przykrość, ale robiło się coraz później, a ja czułam się w obowiązku zapytać.

– Czy wiesz, kiedy przyjdzie twój tata? – zadałam pytanie, starając się załagodzić jego paskudne brzmienie, miłym tonem głosu.

– Nie przyjdzie – odpowiedziało dziecko, nie podnosząc wzroku znad książki.

– Ale ktoś cię odbierze? – zapytałam niepewna czy nie zranię jeszcze bardziej uczuć malca. – Bo wiesz, jeżeli chcesz, to ja mogę odprowadzić cię do domu… – dodałam na wszelki wypadek.

– Nie trzeba – odpowiedział obojętnie. – Przyjdzie. Zawsze się spóźnia.

Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale do świetlicy ktoś wszedł. Spojrzałam w kierunku drzwi i zamarłam. Nieco przydługie, rozczochrane, jasne włosy, wysoka, szczupła sylwetka i te lodowato zimne, niebieskie oczy. Nawet gdybym całą sobą tego pragnęła, nie potrafiłabym go nie rozpoznać.

– Mówiłem ci, że masz czekać na zewnątrz! – warknął, podchodząc do chłopca i chwytając go brutalnie za łokieć.

– Hej! – wtrąciłam się automatycznie, protestując przeciwko takiemu zachowaniu.

Aleks podniósł na mnie wzrok, jakby dopiero teraz zauważył moją obecność. Na chwilę zamarł, a ja widziałam, że on również mnie rozpoznał.

– To nie twoja sprawa – oznajmił chłodno, odwracając się do Arona. – Zabieraj swoje rzeczy i idziemy – rozkazał chłopcu.

Dziecko spojrzało na mnie smutnym, jakby przepraszającym wzrokiem, a potem posłusznie wstało, by podążyć za Aleksem. Patrzyłam jak we dwójkę znikają za drzwiami, jednocześnie nabierając pewności, że jeszcze bardziej nienawidzę tego miasta.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Kiedy wyszłam z domu, przywitał mnie ponury uśmiech, czekającego na mnie w samochodzie Daniela. Nie miałam pojęcia czy po prostu już przywykł do wydarzeń takich, jak to poprzedniego dnia, czy może po prostu dobrze wszystko ukrywa, w każdym razie wyglądał zupełnie normalnie. Nic dziwnego, że udawało mu się tak dobrze swoje uczucia przed wszystkimi ukrywać.

– Cieszę się, że jesteś – mruknął, kiedy wsiadałam, od strony pasażera, do srebrnego kabrioletu, a ja wiedziałam, że te słowa mają znacznie głębsze znaczenie niż zwykłe „cześć”.

Jego matka była dobrze zarabiającą projektantką mody, a ojciec dyrektorem w rewelacyjnie prosperującym koncernie. Niewiele dzieciaków było stać na tego typu samochód. Spojrzałam w trawiaście zielone oczy chłopaka. To była jego kolejna tajemnica. Tylko mnie się przyznał, że od bardzo dawna nosi szkła kontaktowe. Momentami czułam, że Daniel musi pozbyć się tego całego udawania i wszystkich tajemnic, bo inaczej morze tych tłamszonych rzeczy, rozerwie go od środka. I to właśnie ja stałam się jego przyjaciółką – osobą, przed którą postanowił się otworzyć.

– Poradzisz sobie w szkole? – zapytał ruszając. – Boję się, czy nie narobiłem ci kłopotów.

Skrzywiłam się na myśl o tej leśnej dziczy, czyli moich nowych koleżankach. Skinęłam jednak głową, wsłuchując się w lecącą z radia, rockową piosenkę. Przyjrzałam się jeszcze raz, uważniej, swojemu przyjacielowi. Po jego wyglądzie nigdy nie poznałabym, że coś się wydarzyło. Przyjemna, oliwkowa cera, ciemne, krótko przystrzyżone włosy i leniwy, odrobinę ponury uśmiech. Ubrany też był nienagannie. Dżinsy, niby wyświechtane, ale porządne, markowe, rozpięta, niebieska koszula, a pod nią dizajnerski t-shirt. Nie, nikt by nie mógł zauważyć, że wczoraj tak bardzo oberwał.

– Daniel, musimy coś z nimi zrobić, nie możemy tego tak zostawić – nie wytrzymałam.

Już nie jedną opowieść słyszałam o Aleksie i jego kumplach, a mój przyjaciel był ich ulubioną ofiarą. Skrzywił się, nie patrząc na mnie.

– Maju, nie przejmuj się tym – poprosił. – Tak naprawdę używają siły, tylko wtedy, kiedy im się stawiam. Wczoraj nie miałem wyjścia.

Dojechaliśmy do szkoły i Daniel zatrzymał samochód, na prawie pełnym już o tej porze parkingu. Po raz kolejny znienawidziłam amerykański system nauczania, za to, że z Danielem miałam wspólnie jedynie dwa przedmioty. Nie podobało mi się to ani odrobinę. Niechętnie wysiadłam z samochodu. Razem weszliśmy do szkoły, tylko po to, żeby za chwilę się rozdzielić.

– Do zobaczenia podczas lunchu? – spytał zadziornie.

Tym razem to ja się skrzywiłam. Po poprzednim dniu już domyślałam się, jak to będzie wyglądało. Stado patrzących na mnie z nienawiścią dziewczyn, tylko dlatego, że Daniel zajął mi miejsce obok siebie. Tajemniczy, przystojny, samotnik, po prostu romantyczny ideał. Tylko kim jest ta obca dziewucha, która się do niego przyczepiła? Spróbowałam ukryć swoją niechęć, uśmiechając się do niego pogodnie.

– Tak, jasne, do zobaczenia – rzuciłam lekkim tonem, odchodząc niechętnie korytarzem.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Weszłam do klasy i zajęłam pustą ławkę w rogu, pod samym oknem. Czułam na sobie zaciekawione spojrzenia. To samo działo się wczoraj. Starałam się nie rozglądać po pomieszczeniu. Wyjęłam książkę i zeszyt. Matematyka. To była łatwizna, w porównaniu do tego, czego uczyłam się w kraju. Podniosłam wzrok tylko po to, by zobaczyć wchodzącego do sali Aleksa. Coś się we mnie zagotowało na jego widok. Obudziła się we mnie nienawiść. Czemu miałam pecha, żeby z prawie setki dzieciaków, to właśnie z nim mieć te nieszczęsne zajęcia? Chłopak miał na sobie kurtkę szkolnej reprezentacji. Kiedy zajął ławkę z tyłu klasy, natychmiast otoczyły go wianuszkiem, wpatrujące się w niego, jak w ósmy cud świata dziewczyny. Ten obrazek do niego idealnie pasował. Dupek. Znienawidziłam go jeszcze bardziej, o ile to tylko było możliwe. Z ust jednego z jego kumpli usłyszałam swoje imię i niezbyt przyjemne śmiechy, przerwane wejściem nauczyciela. Matematyka ani trochę nie polepszyła mojej towarzyskiej sytuacji. Już po pierwszych zajęciach okazało się, że jestem w klasie najlepsza, a to nie wróżyło mi świetlanej przyszłości. Postanowiłam się jednak nie przejmować i nie zwracałam uwagi na wredne komentarze i drwiny. Przez cały dzień, przemykając się z klasy do klasy, z utęsknieniem czekałam na lunch. Chciałam wreszcie, chociaż przez krótki czas, móc zobaczyć Daniela. Na korytarzu stanęłam przed swoją szafką, tuż obok której wisiał  barwny plakat, ogłaszający nabór do drużyny cheerleaderek. Nie rozumiałam dlaczego dla amerykańskich dzieciaków to takie ważne.

– Przesuń się tłuściochu! – zobaczyłam, jak jedna z dziewczyn, które miały ze mną matmę, potrąca łokciem puszystą, wlepiającą oczy w informujący o naborze, plakat dziewczynę. – I tak nie masz najmniejszych szans – roześmiała się, a idące z nią koleżanki zawtórowały jej niczym echo.

Dziewczyna poczerwieniała na twarzy, a potem uciekła. Stałam, wpatrując się w nie oniemiała.

– To tutaj norma – usłyszałam za plecami czyjś melodyjny głos. – Witaj w demokratycznym państwie, gdzie wszyscy są równi.

Odwróciłam się, by napotkać wzrok czarnowłosej, krótko ostrzyżonej dziewczyny. Ubrana była iście awangardowo. Na grube, czarne pończochy, nałożone miała czerwone szorty. Do tego czarny golf i fikuśna marynarka. Zdecydowanie wyłamywała się ze schematów. Była pierwszą osobą, która się do mnie odezwała, a na dodatek zrobiła to w miły sposób.

– Hej, jestem Maja – przedstawiłam się nieznajomej.

Obojętnie skinęła głową.

– Sandy – podała swoje imię.

Wyjęłam na wierzch swój plan.

– Wiesz może, jak trafić na historię? – spojrzałam z nadzieją.

Wzruszyła ramionami.

– Jeżeli chcesz, możesz iść ze mną.

Spakowałam do torby książkę i ruszyłam za przepychającą się sprawnie w tłumie przewodniczką. Wkrótce znalazłyśmy się pod właściwą klasą. Zobaczyłam, jak grupa dziewczyn osaczyła w koncie jedną z naszych koleżanek. Jedna z nich wyrwała jej torbę i wytrząsnęła zawartość, to stojącego na korytarzu śmietnika. Jej oczy płonęły w nieskrywanej furii.

– Jak śmiałaś przyjść do szkoły z taką samą torebką jak moja?! – syczała niczym żmija.

Otoczona dziewczyna cofnęła się jeszcze bardziej w róg, pomalowanego na żółto korytarza. Wysunęłam się naprzód, żeby zaprotestować, ale Sandy chwyciła mnie za łokieć.

– Na twoim miejscu bym tego nie robiła – szepnęła mi do ucha. – One są jak gang, lepiej im nie podpadać. Zniszczą cię w mgnieniu oka.

Rozległ się ostatni dzwonek na lekcje. Nie odpowiedziałam. Chwyciłam mocniej swoją torbę i z ustami zaciśniętymi w wąską, białą linię, posłusznie weszłam do klasy.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Kiedy weszłyśmy na stołówkę, wypatrzyłam przy jednym z narożnych stolików Daniela. Siedział wraz z kilkoma osobami, ale jakby w zupełnie innym świecie, rysował, ignorując ich gadaninę. Ruszyłam w jego kierunku, ale ciągle towarzysząca mi Sandy znów złapała mnie za rękę.

– Zwariowałaś? – zapytała, wskazując wzrokiem na grupę rozchichotanych dziewczyn, wśród których wiodła wyraźny prym ta, od awanturowania się o zdublowaną torebkę. – Na twoim miejscu nie chciałabym siedzieć w pobliżu Cathrine i jej paczki. Chodź – pociągnęła mnie za rękę w kierunku innego stolika.

Zacisnęłam usta i nic nie powiedziałam, idąc za nią. Tego dnia potrzebowałam świadomości, że komuś na mnie zależy. Byłam bardzo ciekawa czy Daniel w ogóle zauważy moją nieobecność. Zauważył. Po minucie czy dwóch podniósł wzrok znad papieru i rozejrzał się po sali. Bez słowa wziął swoje rzeczy i wstał. Siedzący obok ludzie spojrzeli na niego pytająco, ale on tylko wzruszył ramionami i zaczął iść w moim kierunku. Nie słuchałam ciągle coś mówiącej Sandy. Obserwowałam tylko wbity w plecy Daniela wzrok zawiedzionych dziewczyn. Podszedł do nas i usiadł obok mnie bez pytania. Sandy zamilkła, patrząc pytająco.

– Czemu dzisiaj siedzimy tutaj? – zapytał z lekkim wyrzutem.

– Tam nie było miejsca dla nas dwóch – wzruszyłam ramionami, czując przypływ szczęścia, z powodu, że mnie nie zignorował, że do mnie przyszedł. – Znasz Sandy?

Dziewczyna odzyskała rezon.

– Chodzimy razem na plastykę – oznajmiła, ale czułam, że cała jej śmiałość i gadatliwość nagle się ulotniły.

– Mogę? – spytałam spoglądając na szkicownik chłopaka.

Podał mi go obojętnie. Lubiłam oglądać jego rysunki. Zazwyczaj były to dobrze wykonane, pełne czarnego humoru komiksy, ale czasem zdarzało mu się stworzyć coś naprawdę niesamowitego. Tym razem zobaczyłam tam swój portret. Obrzuciłam go pytającym spojrzeniem, ale on tylko wzruszył ramionami. W końcu rozległ się dzwonek, a ja razem z dziwnie milczącą Sandy, z którą jak się okazało miałam większość zajęć, udałam się do klasy.

„Skąd go znasz?!” napisane na świstku papieru pytanie wylądowało na mojej ławce.

„Z facebooka” odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Odwróciła się w moją stronę, ryzykując naganę od nauczyciela, tylko po to, by obrzucić mnie niedowierzającym spojrzeniem.

„Chodzicie ze sobą?” zapytała, a ja zauważyłam, jak przy pisaniu tego pytania zadrżała jej ręka.

Czyżby Sandy podobał się Daniel? Zobaczyłam ulgę i nieśmiały płomyczek nadziei w jej oczach, kiedy rozwinęła moją odpowiedź.

„Nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi” brzmiał mój pośpiesznie nabazgrany napis.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Wiał lekki wiatr. Przy pomocy spinki, upięłam wysoko włosy. Nie lubiłam, kiedy niesfornie opadały mi na oczy, mimo, że moja równa grzywka i tak niemal do nich sięgała. Zawsze byłam bardzo dumna ze swojej prostej, kasztanowej kaskady. Nie należałam do osób, które nie lubiły swojego wyglądu, nie należałam jednak również do takich, które uważają się za ósmy cud świata. Byłam zwyczajna, akceptowałam to i w najmniejszym stopniu mi to nie przeszkadzało. Mimo, że wybraliśmy się na imprezę, włożyłam na siebie proste dżinsy i koszulę khaki. Nie lubiłam się stroić, zresztą to i tak było tylko szkolne ognisko. Stałam pod drzewem czekając, a cierpliwość powoli mi się kończyła. Minął już ponad kwadrans, od kiedy Daniel wybrał się po coś do picia, a ciągle nie było go z powrotem. Wreszcie, zrezygnowana, postanowiłam go poszukać. Obeszłam dookoła krąg bawiących się ludzi. Nigdzie nie mogłam znaleźć go wzrokiem. Udałam się w kierunku plaży, która w Neskowin była równie piękna, co niebezpieczna. Oprócz wąskiej linii piasku nad samym brzegiem, w górze rozrastały się wysokie, strome klify. Coś mnie podkusiło i wspięłam się tam, przechodząc między drzewami. Na górze, tuż za ich linią, zamarłam. Wyraźnie z oddali rozpoznałam szczupłą sylwetkę Daniela, a także, co gorsza, górującego nad nim Aleksa. Jego kumple popychali brutalnie chłopaka, między sobą. Szczyt na którym stali był wysoki i stromy. Zamarłam z przerażenia. Czy oni powariowali?! Przez kilka sekund nie mogłam złapać tchu, a potem stało się to, czego bałam się sobie nawet wyobrażać. Daniel potknął się. Z ostrego, skalistego klifu osunął się jakiś kamień, potem następny i mój przyjaciel wraz z nimi runął w dół, w morskie odmęty. Kumple Aleksa cofnęli się przerażeni. Ktoś krzyknął, a potem odwrócili się i po prostu uciekli, jak najwięksi tchórze. Usłyszałam ostry, rozkazujący głos Aleksa, ale żaden z nich się nawet nie obejrzał. Chłopak przeklął szpetnie, kopnięciem ściągnął buty, zrzucił z siebie sportową kurtkę, a potem z tej niesamowitej wysokości, skoczył do morza. Mój umysł się rozjaśnił. Przypomniałam sobie, że nawet gdyby upadek go nie zamroczył, to przecież Daniel nawet nie umie pływać. Jak niby miał poradzić sobie wśród spienionych fal? Pobiegłam w stronę urwiska, zdejmując z siebie po drodze buty, spodnie i koszulę, aż wreszcie zostałam w samej bieliźnie i t-shircie. Stanęłam na skraju klifu. Pływałam doskonale, skakałam już również z wyższych miejsc, ale zawsze na basenie – w ściśle kontrolowanych warunkach. Wiedziałam jednak, że Aleks popełnił błąd, nie pozbywając się ubrania, które będzie mu dodatkowo ciążyło. Wygięłam się w łuk i skoczyłam do morza, jak najdalej od wystających skał. Niesamowity lot skończył się zbyt szybko i poczułam mocne uderzenie, kiedy złożonymi dłońmi przebijałam twardą jak kamień powierzchnię wody. Starałam się nie zanurkować zbyt głęboko i jak najszybciej wynurzyć na powierzchnię. Ledwo jednak starczyło mi powietrza, by znaleźć się nad falami. Rozejrzałam się. Rozmazane przez wodę pole widzenia i półmrok wcale nie ułatwiały zadania, ale w końcu wypatrzyłam jasną czuprynę Aleksa. Z trudem radził sobie z prądem i siłą fal. Zauważyłam jednak, że znalazł Daniela i ze wszystkich sił próbował utrzymać go na powierzchni. Chłopak był nieprzytomny. Podpłynęłam do nich. Byłam wdzięczna losowi, że wieje jedynie lekki wiatr, bo nawet przy nim fale były trudnym do pokonania przeciwnikiem. Aleks omiótł mnie zaskoczonym spojrzeniem, ale nie marnował siły na próbę przekrzyczenia fal. Wspólnymi siłami, w końcu udało nam się wyciągnąć Daniela na brzeg. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie będziemy w stanie go dalej zabrać. Ze zmęczenia ledwo mogłam się poruszyć. Z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że Daniel nie oddycha. Aleks również to zauważył.

– Znasz podstawy pierwszej pomocy? – zapytałam rzeczowo.

Skinął głową, klękając na piasku.

– Jesteś wariatką – odezwał się cichym, lekko zachrypniętym, ale jednocześnie ostrym głosem.

– Wiem – mruknęłam udrażniając drogi oddechowe Daniela.

Dalej nie oddychał. Zbliżyłam swoje usta do ust przyjaciela, podczas gdy Aleks zajął się jego klatką piersiową. Zakręciło mi się w głowie z ulgi, kiedy zaczął kaszleć, wypluwając wodę. Patrzył po nas nieprzytomnym wzrokiem. Aleks bez słowa wstał i odszedł by po chwili zniknąć z mojego pola widzenia. Przytuliłam się do bladego na twarzy, drżącego z zimna Daniela. Nie miałam siły wstać i byłam przekonana, że on również jej nie ma. Po chwili wrócił Aleks, a ja spojrzałam na niego naprawdę zaskoczona. W upartym milczeniu rzucił mi koc, a ja natychmiast okryłam nim przemoczonego Daniela. Miał też moje ubrania. Podziękowałam mu skinieniem głowy, ale już po chwili zirytowało mnie, że nawet się nie odwrócił, kiedy zakładałam na mokre nogi spodnie. Ściągnęłam przez głowę przemoczoną koszulkę, by okryć się suchą koszulą. Mimo to, w dalszym ciągu drżałam z zimna.

– Trzeba go zabrać do domu – oznajmił ponuro Aleks.

Niepewnie stanęłam na nogach. Bałam się, że ciągle zdezorientowany Daniel nie będzie w stanie iść. Znów zaskoczyło mnie to, że Aleks do niego podszedł i pomógł mu wstać. Chociaż z drugiej strony, nie powinno mnie to dziwić, skoro chronił własny tyłek. Danielowi trzeba było pomagać, ale w końcu we trójkę doszliśmy do położonego przy plaży, leśnego parkingu.

– Który samochód? – zapytałam.

– Daniela – oznajmił Aleks – ja nie mam samochodu.

Ciągle drżałam z zimna i martwiłam się o przyjaciela, który nie do końca kontaktował z rzeczywistością, więc nie zamierzałam się kłócić.

– Przyniosę jego plecak – oznajmiłam tylko.

– Poczekaj – Aleks rzucił mi swoją kurtkę sadzając Daniela na ławce.

Nie protestowałam. Przynajmniej była sucha. Otuliłam się nią, a potem wróciłam w miejsce imprezy, by odnaleźć plecak przyjaciela. Gdy wróciłam, podałam Aleksowi swój adres i wsunęłam się na tylne siedzenie, wtulając policzek, w ramię Daniela. Wysiedliśmy przed moim domem.

– Odwieść go? – zaproponował niechętnie Aleks.

– Nie – odpowiedziałam, pamiętając o jego milczeniu i tym, co ukrywał przed rodzicami. – Niech lepiej zostanie u mnie.

– Ok. – odpowiedział po prostu chłopak.

Wzięłam Daniela pod rękę i ruszyłam w kierunku wejściowych drzwi. Wiedziałam, że ojca i tak jeszcze nie ma, a prawdopodobnie nie wróci w ogóle na noc. Praca pochłaniała go całkowicie. Kiedy się obejrzałam, Aleks stał na podjeździe, kopiąc jakiś kamień. Potem, nie interesując się nim więcej, zniknęłam we wnętrzu domu.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Gorąca woda spływała po moich nagich ramionach, sprawiając ulgę i dając ukojenie obolałym mięśniom. Z ulgą przyjęłam fakt, że Daniel nie był w szoku i najwyraźniej po prostu nie chciał odzywać się przy Aleksie. Wyszłam spod prysznica, owijając się białym, miękkim ręcznikiem. Włożyłam dresowe spodnie i koszulkę, w których zazwyczaj spałam, a potem wróciłam do pokoju. Daniel leżał na moim łóżku, szczelnie przykryty kołdrą. Na sobie miał zbyt szerokie, ale przynajmniej suche, ubranie, które pożyczyłam z szafy ojca. Wśliznęłam się obok niego do łóżka, wtulając plecami w jego tors. Tego dnia miałam już serdecznie dosyć wszystkiego. Bez słowa przytulił mnie do siebie. Żadne z nas nie miało ochoty o tym rozmawiać i byłam mu naprawdę wdzięczna za to milczenie. Tej nocy, mimo zmęczenia, długo nie mogłam zasnąć.

Rano wstałam nie budząc Daniela. Uznałam, że lepiej będzie jeżeli nie pójdzie do szkoły, a ja poradzę sobie dojeżdżając autobusem. Wepchnęłam do reklamówki kurtkę Aleksa, zdecydowana mu ją jak najszybciej oddać i wyszłam z domu, by powitać słoneczny lecz chłodny poranek. W szkole nigdzie nie mogłam znaleźć Aleksa, a wiedziałam, że ludzie będą na mnie dziwnie patrzyli, jeżeli będę o niego wypytywała, więc zdecydowałam, że wybiorę się do sali gimnastycznej, w trakcie trwania naboru cheerleaderek, bo tam z pewnością go nie zabraknie. Ironią losu wydawało mi się to, że w ogóle go szukam. Sandy tego dnia za to była jakoś dziwnie markotna, a ja nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Nigdy nie byłam za dobra w wyciąganiu od ludzi informacji. Jednak jej oczy natychmiast rozszerzyły się ze zdumienia i zgrozy, kiedy zrelacjonowałam jej pokrótce wczorajszą historię. Smutek i otępienie błyskawicznie ulotniły się z twarzy mojej przyjaciółki, zastąpione setkami zasypujących mnie pytań. Podczas przerwy udałyśmy się do sali gimnastycznej. Stanęłam w drzwiach, wypatrując Aleksa. Był tam. Siedział na trybunach razem z resztą drużyny. Kiedy dziewczyny skończą się prezentować, będzie idealna okazja, żeby oddać mu kurtkę.

– No, no panienki, nie stójcie tak w drzwiach – usłyszałam donośny głos trenerki. – Zaprezentujcie co potraficie.

– Ale ja… – zaczęłam nie bardzo wiedząc jak wytłumaczyć, że wcale nie chcę być cheerleaderką.

– Szybko, szybko, raz dwa – ponagliła nas przerywając moją próbę.

Sandy wzruszyła ramionami.

– Chodź, będzie zabawnie – oznajmiła delikatnie mnie popychając.

Już po chwili stała na miękkiej macie, a jeszcze trochę czasu później robiła serię gwiazd przez niemal całą salę. Wzruszyłam ramionami. Nagle też zapragnęłam pokazać na co mnie stać. W starej szkole ćwiczyłam gimnastykę artystyczną i bardzo to lubiłam, więc czemu by nie… Taniec, salta i gwiazdy, czułam się jak rozbrykany tygrysek. Trenerka spojrzała na nas obie z uznaniem, a potem podziękowała i odprawiła, informując, że wyniki zostaną powieszone następnego dnia w korytarzu. Zabrałam reklamówkę, którą zostawiłam pod ścianą i ruszyłam w kierunku siedzącego na trybunach Aleksa.

– Hej, a ty dokąd? – zagrodziła mi drogę Cathrine.

– Mam sprawę do Aleksa – odpowiedziałam mając nadzieję, że odpuści.

– Więc jeżeli coś chcesz od mojego chłopaka – oznajmiła z naciskiem, patrząc na mnie wrogo – załatw to ze mną.

– Wolałabym z nim bezpośrednio – oznajmiłam, nie chcąc mu robić problemów.

Właśnie z tym zamierzeniem, specjalnie przyniosłam kurtkę w nieprzezroczystej siatce.

– On nie ma ochoty z Tobą rozmawiać, prawda Aleks? – z uroczym uśmiechem zwróciła się do siedzącego w pobliżu chłopaka, który musiał słyszeć całą naszą rozmowę.

Na ławce, wśród jego kumpli, rozległy się głośne śmiechy. Spojrzał na nas, wzruszył ramionami i odwrócił wzrok. Ogarnęła mnie fala złości. Skoro zamierzał tak postępować, to proszę bardzo!

– W takim razie oddaj „swojemu chłopakowi” kurtkę, którą mi pożyczył – zwróciłam się zjadliwie do Cathrine, mając nadzieję, że Aleks będzie musiał gęsto się z tego tłumaczyć.

Wyjęłam zawiniątko z reklamówki, wcisnęłam jej w dłonie, a potem odwróciłam się i odeszłam, zostawiając oniemiałą dziewczynę pod trybunami.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Po zimnej, wyczerpującej kąpieli, Daniel się rozchorował, a ja, przynajmniej przez resztę tygodnia, do szkoły musiałam chodzić sama. Najgorsze jednak było to, że przez nasz głupi popis na sali gimnastycznej znalazłam się w drużynie cheerleaderek, a Sandy zajęła pierwsze miejsce na liście rezerwowej. Do tego jeszcze występ z kurtką Aleksa i Cathrine stała się moim zaprzysiężonym wrogiem. Dni w szkole zdecydowanie nie należały do przyjemnych! Spojrzałam w ekran białego MacBooka, którego Daniel trzymał na kolanach.

– Znowu z nią rozmawiasz? – spytałam widząc stronę Facebooka.

Skinął głową. Jednocześnie bawiło mnie to trochę i miałam serdecznie dość, jego tajemniczej nieznajomej, która po troszku odsłaniała swoje sekrety, fascynując chłopaka coraz bardziej. Jeżeli miałam być ze sobą szczera, to czułam ostre, cieniutkie, szpileczki zazdrości.

– Dowiedziałem się, że chodzi do naszej szkoły – przyznał. – Zauważyła, że mnie nie ma.

– Czemu po prostu nie może do ciebie podejść? – zaczęłam zirytowanym tonem, siadając obok niego na łóżku.

Wzruszył ramionami.

– Nie wiem, może jest nieśmiała? – zasugerował.

– A może się w tobie zakochała i boi się, że nie jest wystarczająco ładna? – zadrwiłam.

Daniel wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Mam nadzieję, że to to – przyznał.

Uderzyłam go poduszką. Roześmiał się oddając. Wkrótce rozpętała się wojna i Facebookowa znajoma odpłynęła w niepamięć.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Stałam na parkingu szkolnym, zaniepokojonym wzrokiem obserwując podchodzącą do mnie Cathrine. Towarzyszyły jej trzy, ślepo podążające za nią koleżanki. Nie miałam pojęcia czego ode mnie chcą, byłam jednak przekonana, że to nic miłego.

– Ty mała zdziro – zaczęła od razu chłodno i brutalnie – jeżeli uważasz, że uda ci się ukraść mi Aleksa, to grubo się mylisz! – warknęła na mnie, wyrywając mi z ręki torbę i jednocześnie popychając mnie w tył.

Spojrzałam na nią zbyt zaskoczona, żeby zareagować. „Kradzież” Aleksa wydawała mi się rzeczą tak abstrakcyjną, że miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Moja sytuacja jednak mimo wszystko nie była zbyt zabawna.

– Zrezygnujesz z bycia w drużynie i zostawisz w spokoju mojego chłopaka – zażądała, wysypując na beton zawartość mojej torby.

– Hej! – zaprotestowałam. – Zostaw to!

Wyrwałam jej z rąk pustą torbę. Znowu mnie popchnęła i zaczęła wyzywać. Wokół nas zaczął zbierać się zaciekawiony tłumek gapiów. Nie miałam ochoty w tym brać udziału. Kucnęłam by pozbierać swoje rzeczy, ale wtedy ona zamachnęła się z zamiarem uderzenia mnie. Ledwo uniknęłam ciosu. Cofnęłam się. Za moimi plecami stały pozostałe dziewczyny. Cathrine, nie przerywając zjadliwej wiązanki pod moim adresem, zaczęła zbliżać się coraz bardziej. Kątem oka, w moim polu widzenia dostrzegłam Aleksa. Cudownie! Jeszcze tylko tego mi brakowało! Po prostu wspaniale. Chłopak podszedł do nas szybkim krokiem. Zatrzymał się tuż obok, a potem otwarta dłonią uderzył Cathrine w twarz. Dziewczyna zaczęła histerycznie płakać, trzymając się za czerwony policzek. Spojrzałam na niego zaskoczona, z szeroko otwartymi oczami. Zupełnie mnie zignorował.

– Zniknij mi z oczu – warknął ostrzeżenie skierowane do Cahtrine. Zawahała się. – W tej chwili! – syknął wściekle.

Dziewczyna odwróciła się i uciekła w kierunku szkoły, a za nią poszły oszołomione koleżanki. Tłum zaczął się rozrzedzać. Nikt nie śmiał podejść bliżej. Aleks ukucnął i byle jak, bardzo szybko, pozbierał moje rzeczy. Potem wstał, chwycił mnie za rękę i zaczął ciągnąć w kierunku przeciwnym niż znajdowała się szkoła.

– Puść mnie! – krzyknęłam przestraszona.

Odwrócił się w moją stronę. Jego oczy płonęły, a ja widziałam w nich desperację, panikę i szaleństwo.

– Musisz pójść ze mną – oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem.

Sama nie wiedziałam, dlaczego przestałam protestować. Pociągnął mnie w kierunku starego, rozklekotanego dżipa. Niemal siłą wepchnął do środka na miejsce pasażera. Kiedy tylko odszedł, wyskoczyłam z samochodu i rzuciłam się do ucieczki. Był szybszy. Złapał mnie zanim zdążyłam pokonać chociażby pięć metrów.

– Powiedz mi przynajmniej o co chodzi! – zażądałam.

– Musisz pójść ze mną, potrzebuję cię – odezwał się drobinę ciszej, a w tonie jego głosu zabrzmiało paniczne błaganie.

– Nic nie muszę – zaprotestowałam mimo wszystko.

– Proszę cię – odezwał się nie puszczając moich rąk. – Chodzi o Arona, ma wysoką gorączkę, nie wiem co robić  – wyjaśnił szeptem.

Uwolniłam się, a potem, wbrew sobie, wsiadłam do pordzewiałego w wielu miejscach, pomalowanego łuszczącym się już gdzieniegdzie, zielonym lakierem, samochodu.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Dom Aleksa nie był specjalnie przyjaznym miejscem. Schodki na ganku miały dziury, a znajdująca się przy nich poręcz przełamana była na dwie części. W środku nie prezentował się wiele lepiej. Wszystko było zaniedbane, a ja zastanawiałam się jak często tu ktoś sprząta. Niechętnie pozwoliłam poprowadzić się chłopakowi na górę. Po tym, co widziałam na dole, zaskoczona stanęłam w drzwiach przytulnego, jasnego pokoju, w którym piętrzyły się, wyglądające na stare, ale nie zniszczone, dziecięce zabawki. Na łóżku leżała skulona pod ciepłą kołdrą, mała, drżąca postać.

– Cześć – przywitałam się z chłopcem, siadając obok niego.

– O, Maja – zdziwił się, otwierając podkrążone oczy.

–  Tak, to ja – uśmiechnęłam się do dziecka, dłonią dotykając jego rozpalonego czoła.

Podałam chłopcu na łyżeczce lek przeciwgorączkowy, który kupiliśmy z Aleksem po drodze, a kiedy zasnął, wyszłam z pokoju.

– Uważam, że powinieneś zawieść go na pogotowie – odezwałam się cicho. – Ma bardzo wysoką temperaturę i nie wiem na ile to pomoże.

Aleks nie spojrzał na mnie. Wpatrywał się w podłogę.

– Nie – odpowiedział stanowczo.

– Więc wezwę karetkę, jeżeli nie chcesz z nim jechać – odezwałam się tłumiąc złość.

Wyjęłam telefon komórkowy, ale on złapał mnie za rękę.

– Nie! – powtórzył ostro.

– Dlaczego? – nie potrafiłam zrozumieć.

– Ponieważ – powiedział, tym razem patrząc mi w oczy – będą żądali dokumentów i ubezpieczenia, a wtedy, Arona zabierze opieka społeczna. Nie pozwolę, żeby wylądował w domu dziecka.

Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie miałam pojęcia, co chłopak ma na myśli i nie potrafiłam zmieścić tego w swojej głowie.

– Ale… – zaczęłam protestować, kiedy dobiegł nas hałas głośnego trzaśnięcia drzwiami.

Aleks wzdrygnął się, a w jego niebieskich oczach, dostrzegłam błysk strachu.

– Zostań tu – szepnął jednocześnie rozkazująco i błagalnie, a sam rzucił się pędem w stronę schodów.

Przez chwilę nie mogłam się ruszyć. Z dołu dobiegły mnie przekleństwa i wrzaski. Powoli, po cichu, podeszłam do barierki schodów. Usiadłam pod ścianą, przy poręczy, obserwując przez szpary nieprzyjemną scenę. Zobaczyłam Aleksa i stojącego naprzeciwko niego, potężnego mężczyznę, z szerokim ramionami, podkrążonymi oczami i brzuchem piwnym. Dostrzegłam między nimi nikłe podobieństwo i skrzywiłam się na myśl, że tak zachowuje się jego ojciec. Na myśl nasunął mi się natychmiast mój spokojny, wiecznie zapracowany tato.

– Gdzie jest ten darmozjad? – wrzeszczał mężczyzna. – Powinien witać ojca, kiedy przychodzi!

Przesunął się o krok, ale Aleks zablokował sobą schody.

– Odpuść – poprosił cicho.

Znów posypała się wiązka przekleństw, a potem mężczyzna, zaciśniętą pięścią uderzył chłopaka w brzuch. Zatkałam usta dłonią, żeby nie krzyknąć. Aleks zgiął się na chwilę w pół, ale się nie odsunął.

– Przepuść mnie! – rozkazał tamten.

– Nie! Daj mu spokój! – odezwał się stanowczo chłopak.

Nagle, jakby sobie coś przypomniał, oczy mężczyzny poczerwieniały z gniewu.

– Ukradłeś mój samochód! – oskarżył Aleksa, zamierzając się na niego jeszcze raz.

Tym razem chłopak zdążył się odsunąć, a napastnik zachwiał się niebezpiecznie, wyraźnie po nadmiarze alkoholu.

– Pożyczyłem – odpowiedział niechętnie Aleks.

Mężczyzna podniósł z podłogi drewniane krzesło i z całej siły zamachnął się nim na chłopaka. Zamknęłam oczy, z całej siły zaciskając powieki i zdając sobie sprawę, że wstrzymuję oddech. Usłyszałam jęk bólu i warknięcie Aleksa. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam płynącą z kącika jego ust stróżkę krwi. Wyrwał ojcu krzesło i odepchnął go w tył.

– Wynoś się i nie wracaj dopóki nie wytrzeźwiejesz – zażądał.

Tamten spojrzał na niego wrogo. Skierował się do wyjścia, ale w ostatniej chwili chwycił stojący na półce przy drzwiach ciężki, szklany wazon i rzucił nim w Aleksa. Chłopak uchylił się, a naczynie uderzyło w podłogę, rozpryskując się w setki szklanych kawałków i okruchów. Aleks syknął z bólu, kiedy trafiło go kilka z nich. Błyskawicznie pokonał odległość dzielącą go od ojca, a potem wypchnął mężczyznę za drzwi. Tamten, nie przestając wydzierać się i przeklinać, odwrócił się i odszedł. Chłopak przez chwilę patrzył w jego znikające plecy, a potem z całej siły zamknął drzwi, które wydały upiorny hałas. Oparł się o nie plecami, przymykając oczy. Wypuściłam długo wstrzymywany oddech i zdałam sobie sprawę, że drżę. Na nogach jak z waty wstałam z podłogi. Zajrzałam do pokoju Arona. Chłopiec na szczęście spał, prawdopodobnie przyzwyczajony do takich wrzasków. Powoli zeszłam na dół, uważnie omijając potłuczone szkło. Natychmiast spotkałam się z wrogim spojrzeniem Aleksa.

– Jeżeli piśniesz o tym komuś choć słowo, to przysięgam, że twój chłopak tego nie przeżyje – warknął ostrzegawczo – a ty sama również nie będziesz miała lekkiego życia – dodał odrobinę spokojniej.

Spojrzałam na jego rozciętą wargę, dopiero teraz zauważyłam, że odłamek szkła uderzył go także w policzek i teraz stamtąd też sączyła się krew. Niebieskie oczy płonęły, a ja widziałam w nich bunt przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Wiedziałam, że jego groźba jest prawdziwa, ale wydała mi się w tym momencie tak bezsensowna i irracjonalna, a ja sama czułam tak niesamowitą ulgę ponieważ to wszystko się skończyło, że wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Patrzył na mnie zaskoczony, ale już nie tak bardzo wściekły. Wreszcie udało mi się przestać śmiać. Znów spojrzałam mu w oczy. Bezmyślnym gestem wyciągnęłam rękę, by dotknąć jego zranionego policzka. Chwycił mój nadgarstek.

– Nie dotykaj! – syknął.

Wzruszyłam ramionami i cofnęłam dłoń, kiedy ją puścił.

– Masz tu gdzieś apteczkę? – spytałam, żeby ukryć zmieszanie. Przecząco pokręcił głową. Westchnęłam. – Myślę, że powinniśmy pojechać do mnie – oznajmiłam z oporem. – Bo tam będziemy mogli lepiej zająć się Aronem i chyba powinnam sprawdzić, czy nie wbiły ci się gdzieś odłamki szkła – wyjaśniłam cierpliwie. – Nie martw się – dodałam – mojego ojca prawie nigdy nie ma. Będziemy sami.

Spojrzał na mnie nieufnie, ale w końcu skinął głową. Zniknął na prowadzących na górę schodach, by po chwili wrócić, niosąc na rękach owiniętego kołdrą Arona.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Daniel wpatrywał się we mnie oskarżycielskim wzrokiem. Niemal każdą cząstką swojego ciała czułam jego gniew.

– Nocował u ciebie?! – powtórzył jeszcze głośniej.

Ponownie przytaknęłam.

– Jego rodziców nie było w domu, Aron był chory, a Aleks nie wiedział co ma robić, więc go do siebie zaprosiłam – powtórzyłam po raz kolejny oficjalną wersję historii.

– Zwariowałaś! – warknął na mnie.

– Nie mówmy o tym, dobrze? – poprosiłam przysuwając się do niego bliżej. – Nie gniewaj się na mnie.

Westchnął. Podniosłam wzrok, by spojrzeć na niego spod gęstej grzywki. Łagodnym gestem dotknął mojego policzka, odgarniając z niego niesforne włosy.

– Jeszcze trochę będę się gniewał – stwierdził jakby przepraszająco.

– Jak tam twoja Lili z Facebooka? – zapytałam, żeby zmienić temat.

Natychmiast się rozpromienił i zaczął opowiadać o tym, jak doskonale się rozumieli. Był przekonany, że to dziewczyna właśnie dla niego.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Po treningu cheerleaderek, na którym dziewczyny obdarowały mnie wrogim milczeniem, zostałam dłużej w szatni. Nie miałam ochoty wychodzić razem z nimi, intuicja podpowiadała mi, że byłoby to bardzo nierozważne. Wiedziałam również, że nie zrezygnuję – lubiłam wyzwania. Radziłam sobie z wieloma rzeczami, poradzę sobie więc i z tym. Kiedy wychodziłam, zobaczyłam siedzącą samotnie na trybunach postać. Spojrzałam zaskoczona, rozpoznając w chłopaku Aleksa. Podeszłam do niego, nie zastanawiając się dlaczego właściwie to robię.

– Hej – zaczęłam, kiedy podniósł na mnie wzrok. – Jak ma się Aron? Już wszystko ok.

– Tak, dzięki – odezwał się cichym głosem.

Usiadłam przy nim i przez dłuższą chwilę milczeliśmy. Potem nagle Aleks gwałtownie wstał, górując nade mną. Zaskoczona również podniosłam się z ławki.

– Czemu do mnie przyszłaś? – zapytał wrogo.

Wzruszyłam ramionami.

– Nie wiem – oznajmiłam zgodnie z prawdą, nie mając pojęcia o co mu właściwie chodzi.

Roześmiał się, ale w jego śmiechu nie było cienia wesołości. W jednej chwili, gwałtownym, stanowczym ruchem, przyciągnął mnie do siebie, a potem zaborczo pocałował. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu, a potem z całej siły go od siebie odepchnęłam.

– Zwariowałeś?! – krzyknęłam.

– Jeżeli nie o to ci chodzi, to o co? – zawarczał.

– Ty dupku! – odezwałam się patrząc mu w oczy. – Jakim prawem uważasz, że cały świat kręci się wokół ciebie? Może po prostu martwię się o Arona, nie przyszło ci to do głowy?

Odwróciłam się do niego plecami i dumnym krokiem zeszłam z trybun, nie dając mu czasu na jakąkolwiek odpowiedź. Potem, kiedy zniknęłam z jego pola widzenia, ze łzami w oczach, puściłam się pędem przez równo przystrzyżony trawnik.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Siedziałam skulona na łóżku Daniela, a chłopak tulił mnie mocno do siebie. Opowiedziałam mu o tym, co zaszło między mną, a Aleksem, a on, tym razem, tego w ogóle nie skomentował. Po prostu dał mi to, czego potrzebowałam, czyli pocieszenie i oparcie. Poczułam przyjemne, rozlewające się po całym ciele ciepło, na myśl, że dla mnie odłożył nawet rozmowę, że swoją wirtualną dziewczyną, której ostatnio poświęcał każdą wolną chwilę. Był moim przyjacielem i nic nie mogło tego zmienić.

Następnego dnia w szkole Sandy była dziwnie markotna. Zaczęłam bać się czy przypadkiem dziewczyny jej nie dokuczają. Kiedy szłyśmy na lunch, jej humor się jednak wyraźnie poprawił. Daniel tym razem czekał na nas przed wejściem do stołówki.

– Mogę przeprosić cię na chwilę, Sandy? – zapytał uprzejmie. Dziewczyna niechętnie skinęła głową, ale odeszła.

– O co chodzi? – spytałam odrobinę rozdrażniona.

– Ufasz mi? – spytał patrząc prosto, w moje brązowe oczy. Niepewnie skinęłam głową. Uśmiechnął się. – W takim razie się nie zdziw. Potem ci wszystko wyjaśnię.

Delikatnie, czułym gestem, uniósł mój podbródek, a potem zrobił ostatnią rzecz, której mogłam się po nim spodziewać – po prostu mnie pocałował. Zamarłam, nie mając pojęcia co jest grane. Daniel objął mnie ramionami, przedłużając jeszcze bardziej niespodziewany pocałunek. Usłyszałam hałas uderzającej o posadzkę tacy. Kątem oka zobaczyłam stojącego nad rozbitymi naczyniami Aleksa. Jego oczy płonęły, kiedy wpatrywał się oniemiały w nasze splecione sylwetki. Potem, ignorując wszystko i wszystkich, wyminął nas, potrącając po drodze Daniela łokciem i znikając za zakrętem korytarza. Dopiero wtedy chłopak oderwał się od moich ust.

– Co to miało być? – spytałam szeptem.

Uśmiechnął się szeroko.

– Moja zemsta – oznajmił triumfalnie.

– Co?! – spytałam zaskoczona.

– Daj spokój, nie zauważyłaś, jak on na ciebie patrzy? – spytał rozbawiony, a ja wpatrywałam się w niego, jak w skończonego wariata. – Tylko nie mów, że on ci się podoba – dodał nagle markotniejąc.

– Nie jestem nim zainteresowana – odwarknęłam – ale to co zrobiłeś i tak było chamskie.

– Wiem – odpowiedział, a na jego twarz powrócił kpiący uśmiech – ale przyznaj, że mu się należało! Teraz jestem z siebie cholernie zadowolony – przyznał – a przepraszał cię będę później.

Warknęłam na niego, wiedząc, że i tak w żaden sposób go nie przekonam. Miał rację – Aleksowi zdecydowanie się należało, chociaż samej nigdy by mi nie przyszło do głowy, że mógłby być o mnie – właśnie o mnie – w jakimkolwiek stopniu zazdrosny. Byłam przekonana, że pocałunek z poprzedniego dnia, to kolejna, z jego prymitywnym i nieprzyjemnych gier. Ignorując Daniela weszłam do stołówki, w poszukiwaniu Sandy, mojej przyjaciółki jednak już nigdzie w środku nie było.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Sandy nie pojawiła się już tego dnia na żadnych zajęciach. Nie odbierała również telefonów. Zmartwiona wracałam do domu, nie mając ochoty tego dnia jechać z Danielem. Przed samym domem przystanęłam zaskoczona, na białych schodkach mojego ganku siedział Aleks.

– Co tu robisz? – zapytałam, kiedy wstał na mój widok.

Miałam bardzo złe przeczucia. Chłopak podszedł do mnie, a ja poczułam jak serce mi przyspiesza ze strachu.

– Chcę ciebie – oznajmił patrząc mi prosto w oczy. Brutalnie chwycił moje ramiona. – Chcę, żebyś była moja – dodał stanowczo.

– Daj mi spokój! – próbowałam się odsunąć, ale chwycił mnie za rękę.

Tak mocno zacisnął dłoń na moim nadgarstku, że pisnęłam z bólu.

– Nie dotknę go więcej i zabronię moim kumplom go ruszać – przedstawił swoją propozycję – w zamian ty będziesz moją dziewczyną. – Jego chłodne, niebieskie oczy przeszywały mnie teraz na wskroś. – Jeżeli się nie zgodzisz, to Daniel jest już trupem – oznajmił zupełnie spokojnie. – Masz czas do jutra na odpowiedź.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Przez przeszło godzinę leżałam na łóżku, wpatrując  się w sufit i wynajdowałam coraz to nowe pomysły, co paskudnego można by zrobić z osobą Aleksa. W końcu wzięłam się w garść i wstałam. Wiedziałam, że muszę z kimś porozmawiać, a tym razem nie chciałam, żeby był to Daniel. Po raz kolejny zadzwoniłam do Sandy, ale ona znowu nie odebrała. Włożyłam buty i wyszłam przed dom, by po kwadransie dzwonić do drzwi przyjaciółki. Jej mama wpuściła mnie od razu na górę, informując, że Sandy jest tego dnia bardzo przygnębiona i wyrażając nadzieję, że ją jakoś pocieszę. Kiedy po cichu weszłam do jej pokoju, dziewczyna siedziała odwrócona tyłem do drzwi, z laptopem na kolanach. Mimowolnie spojrzałam na ekran przedstawiający Facebooka. Zamrugałam.

– Lili to ty? – spytałam niedowierzająco.

Podskoczyła na kanapie. Natychmiast zamknęła komputer. Kiedy odwracała się w moją stronę, jej policzki płonęły.

– Ja… – zaczęła niepewnie spuszczając wzrok. – Przepraszam, że to robiłam – odezwała się błagalnie. – Nie miałam pojęcia, że jesteście razem, a ja naprawdę bardzo go lubię…

Uśmiechnęłam się do niej, usiadłam przy niej.

– No to dzisiaj sobie na to lubienie nie zasłużył – mruknęłam. – Nie jesteśmy razem – oznajmiłam stanowczo – to nigdy między nami nie wyglądało w ten sposób.

– Ale przecież się całowaliście… w stołówce…

Skinęłam głową.

– Ponieważ Daniel chciał dokuczyć Aleksowi – wyjaśniłam.

– Aleksowi? – zdziwiła się jeszcze bardziej Sandy, a ja zaczerpnęłam głęboko tchu i jej wszystko po kolei opowiedziałam.

Po pół godzinie moja przyjaciółka dalej wytrzeszczała oczy, ale w jej wzroku pojawiła się też nieśmiała nadzieja.

– Dlaczego nie przyznasz się mu, że to ty? – zapytałam wprost. – On wariuje na punkcie swojej wirtualnej dziewczyny.

Sandy zmarkotniała.

– Nie spodobam mu się – westchnęła.

– Bzdura! Nie będziesz wiedziała dopóki nie spróbujesz – oznajmiłam stanowczo. – Chcesz to już zawsze ciągnąć przez neta?

– Nie – mruknęła Sandy, ponownie odwracając wzrok.

– Doskonale, więc musimy ułożyć jakiś plan – oznajmiłam z pogodnym uśmiechem.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Następnego dnia w szkole powiedziałam Danielowi o propozycji Aleksa. Musiałam. Tak jak się spodziewałam, natychmiast kazał mi odmówić. Za to go właśnie kochałam. Jednak mimo to miałam wątpliwości, a kierował mną prawdziwy strach o przyjaciela. Sandy zbierała się na odwagę, by wyznać mu, że to ona jest Lily, ale po jej uciekającym ode mnie wzroku, wiedziałam, że nie będzie to dla niej łatwe. Miałam nadzieję, że w tym wypadku nie zawiodę się na Danielu. Wkładałam do szafki książki, kiedy poczułam na ramieniu czyjąś dłoń.

– Zdecydowałaś? – usłyszałam ciche pytanie.

Odwróciłam się, by spojrzeć mu w oczy.

– Odwal się. Raz na zawsze – odpowiedziałam mu stanowczo, zamknęłam szafkę i odwróciłam się by odejść.

Zatrzymał mnie w miejscu. Na jego twarzy malował się gniew.

– Będziesz tego żałowała – syknął.

– Trudno – wyrwałam mu się i ruszyłam coraz bardziej zatłoczonym korytarzem, byleby dalej od niego.

Na długiej przerwie, kiedy Sandy wreszcie zebrała się na to, by wyznać Danielowi swoją tajemnicę, on ciągle nie przychodził, a ja miałam naprawdę złe przeczucia. W końcu, zrezygnowane, wyszłyśmy na dziedziniec szkoły. W rogu, pod pustą ścianą, tam gdzie niczego nie widać z okien, zebrała się grupa kolegów Aleksa. Zalała mnie fala nieprzyjemnego zimna. Zamarłam na chwilę, a potem pobiegłam w ich stronę. Tak jak się spodziewałam – w samym rogu, otoczony przez nich, stał Daniel.

– Ty dupku! – warknęłam na Aleksa, nie zwracając uwagi na to, że robię publiczną scenę w szkole. – Robisz takie rzeczy i naprawdę dziwisz się, że nie mam ochoty mieć z tobą nic wspólnego?! – wrzasnęłam. – Myślałam… – zawahałam się przez chwilę, zaczynając mówić już znacznie ciszej, bo ta myśl, z której dopiero teraz zdałam sobie sprawę, była szczerze prawdziwa – myślałam, że jesteś inny, że to tylko na pokaz. Byłam przekonana, że naprawdę mogę cię polubić. Cholernie boli mnie to, że się myliłam – wyznałam, a potem przepchnęłam się między nimi, wzięłam za rękę Daniela i pociągnęłam go w stronę czekającej przy wejściu na szkolny korytarz Sandy.

Czułam na sobie zaskoczone spojrzenia, ale żaden z kolegów Aleksa się nie poruszył. Nie zrobili tego, ponieważ on sam, intensywnie i w milczeniu, wpatrywał się w moje znikające w budynku plecy.

~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Nienawidziłam tych głupich dziewuch! Byłam coraz bliższa tego, żeby jednak zrezygnować z bycia w drużynie, mimo, że trenerka nie szczędziła mi pochwał. Tym razem, żeby zabawić się moim kosztem, zamknęły mnie samą w szatni. Cudownie! Usiadłam na jednej z drewnianych ławek, wyciągając nogi. Było już późno i bałam się, że zostanę tutaj do następnego dnia, jeżeli nie zjawi się przez przypadek woźny. Szkoła średnia była paskudnym miejscem. Siedziałam tak ponad godzinę, kiedy poczułam niewyraźny swąd spalenizny. Przez szparę w drzwiach zaczęły przenikać do środka smugi dymu. Serce podskoczyło mi do gardła. Podeszłam bliżej i dotknęłam ściany. Była gorąca! Kiedy tak stałam blisko wejścia, wyraźnie słyszałam trzask płomieni. Do licha! Czemu nie wzięłam nawet cholernej komórki?! W pomieszczeniu nie było nawet okna, a jedynie niewielki, umieszczony wysoko lufcik. Zaczęłam gorączkowo myśleć, jak się stąd wydostać, jednocześnie starając się nie wyobrażać sobie, jak to jest udusić się dymem lub, co gorsza, spłonąć żywcem. Ustawiłam pod ścianą ławki, tworząc prowizoryczne schody. Dymu w pomieszczeniu robiło się coraz więcej. Zastanawiałam się czy jeżeli otworzę okienko, to przypadkiem nie pomogę rozprzestrzeniać się płomieniom, zdecydowałam jednak, że lepsze to niż udusić się, siedząc bezczynnie tutaj. Wspięłam się na ławki i uchyliłam lufcik. Potem zrobiłam to, co pierwsze przyszło mi do głowy – zaczęłam wołać o pomoc. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, a w pomieszczeniu robiło się coraz goręcej. Z trudem łapałam oddech. Czy moje życie w ten właśnie sposób miało się skończyć? Nagle usłyszałam hałas, nic jednak nie byłam w stanie zobaczyć poprzez smugi dymu, aż do momentu, kiedy w drzwiach buchnął płomień.

– Maja! – usłyszałam swoje imię. – Maja!

Podbiegłam w tamtym kierunku. Zobaczyłam, że otwarte na oścież, mocno czymś zniszczone drzwi, zaczynają się tlić. Było tu upiornie gorąco. Poprzez kłęby dymu, nie byłam w stanie dostrzec nawet twarzy Aleksa. Poczułam, jak okrywa mnie czymś wilgotnym, potem bez słowa pociągnął mnie za rękę. Szłam za nim – a raczej pozwalałam się wlec – potykając się i osłaniając materiałem usta. Starałam się nie patrzeć na dym i skwierczące w niektórych miejscach płomienie. Nie byłam pewna w jaki sposób, ale wreszcie znaleźliśmy się na zewnątrz. Usłyszałam syreny straży pożarnej. Ktoś odciągnął mnie od Aleksa, otulił kocem. Chłopak bezskutecznie protestował, a ja znalazłam się w karetce. Zabrali mnie do szpitala, później widziałam zmartwioną twarz ojca i wreszcie mój własny pokój, kiedy znalazłam się w domu, a potem był już tylko pełen koszmarów o płomieniach sen.

 ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

Odwiedzili mnie Daniel i Sandy, a ja z radością zdałam sobie sprawę, że trzymają się za ręce. Wreszcie się odważyłam – mówił radosny uśmiech mojej przyjaciółki. Dowiedziałam się, że ktoś zostawił niedopałek w sali gimnastycznej i cały kompleks sportowy szkoły niemal doszczętnie spłonął, na szczęście do innych budynków ogień nie zdążył dotrzeć. Opowiedziałam im dlaczego byłam w szatni i czemu nie mogłam się z niej wydostać, nie wiem dlaczego, nie wspomniałam jednak nic o Aleksie. Po prostu czułam, że nie powinnam o tym mówić, że on by tego nie chciał. Rano zapewniłam zmartwionego ojca, że nic mi nie jest i, że spokojnie może iść do pracy. Przyjął to z prawdziwą ulgą. Cały dzień spędziłam w domu, ale pod wieczór nie mogłam już tego wytrzymać. Kategorycznie też zabroniłam odwiedzać mnie przyjaciołom, uznając, że powinny trochę czasu spędzić razem. Postanowiłam wyjść na spacer. Włożyłam buty i kurtkę, krzywiąc się gdy materiał drażnił lekkie poparzenia, które jeszcze długo zostaną na pamiątkę po tym paskudnym pożarze. Na szczęście nic poważniejszego mi się nie stało, tylko trochę poddusiłam się dymem, jednak gdyby nie Aleks byłoby znacznie gorzej, a prawdopodobnie, w ogóle bym tego nie przeżyła. Zaskoczona stanęłam tuż za drzwiami, bo oto, główny temat moich myśli, siedział na schodach mojego ganku. Głowę podpierał rękoma, wpatrując się w deski podłogi. Kiedy tylko wyszłam, natychmiast podniósł zaniepokojony wzrok, a potem jeszcze szybciej go odwrócił.

– Co tu robisz? – zapytałam najpierw stając nad nim, a potem, decyzją chwili, siadając obok na schodach.

Przyjrzałam mu się uważnie i stwierdziłam, że go nie poznaję. Ścięte na kilka milimetrów włosy zastąpiły jego jasną czuprynę. Na twarzy i na rękach miał ślady po poparzeniach. Bałam się myśleć o tym czy nie jest jeszcze gorzej.

– Chciałem dowiedzieć się czy wszystko ok. – powiedział cicho.

– Skąd wiedziałeś, że tam jestem? – zadałam nie dające mi spokoju pytanie.

– Czekałem ponad godzinę, aż wyjdziesz po treningu – mruknął – myślałem jednak, że jakimś sposobem mi uciekłaś, kiedy tak długo nie przychodziłaś, a potem zobaczyłem, że coś się dymi i usłyszałem twoje wołanie.

Spojrzałam prosto w jego niebieskie oczy.

– Nie sądzisz, że rozsądniej byłoby zadzwonić po straż pożarną? – spytałam cicho.

Znowu odwrócił wzrok.

– Możliwe – westchnął – ale spanikowałem.

– Jak długo tu siedzisz i czemu nie zadzwoniłeś do drzwi? – zadałam kolejne pytanie.

Wzruszył ramionami.

– Nie byłem pewien czy będziesz chciała mnie widzieć – odpowiedział jedynie na cześć mojego pytania, po czym wywnioskowałam, że naprawdę długo.

Uśmiechnęłam się do niego łagodnie.

– Uratowałeś mi życie, dzięki temu zyskałeś kilka nowych praw – stwierdziłam przekornie.

Przez dłuższą chwilę milczeliśmy, a potem odezwał się, znów wbijając wzrok w podłogę.

– Maju, jeszcze nigdy nie przeżyłem takiego strachu, jak wtedy, kiedy bałem się o to, że możesz zginąć – wyznał. – Przyrzekam, że już nigdy nie będziemy dręczyć Daniela… ani nikogo innego – dokończył po chwili wahania. – Czy jeżeli się postaram, naprawdę nie mam u ciebie żadnych szans?

Przysunęłam się do niego, pozwalając by jego ramię objęło moje plecy. Poczułam przyjemny, rozlewający się po całym ciele dreszcz.

– Masz – przyznałam szczerze – od początku miałeś – mruknęłam. – Gdybyś jeszcze tylko postanowił odrobinę się zmienić…

Obdarzył mnie chłopięcym, pełnym radości uśmiechem.

– Postaram się – oznajmił niemal szeptem – dla ciebie.

Oparłam głowę o jego tors, czując, jakby to od zawsze było właśnie moje miejsce. Przyciągnął mnie do siebie, tuląc w ramionach. Aleks w dalszym ciągu był dla mnie zagrożeniem i niezaprzeczalnie, nierozwikłaną zagadką, do tego byłam pewna, że jeśli tylko się z nim pokażę, to dziewczyny ze szkoły kompletnie nie dadzą mi żyć. To jednak nie miało w tej chwili znaczenia. Byliśmy tylko my, a nad nami, jasno świecące gwiazdy, natomiast rano czekał nas zupełnie nowy, pełen słońca dzień.

The End

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale PapieroweMotyle, DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

17 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Misia

    27 października 2011

    Jest bardzo fajne i nie ma Elizy, ale jest Daniel.To ma być coś dłuższego? I czy Maja będzie z Aleksem (przynajmniej na to wskazuje schemat twoich opowiadań) ^^?

    • Odpowiedz

      Miye

      27 października 2011

      Hihi, dobrze, że nie zapytałaś czy będzie w ciąży! (Żart z nastka, bo jak tam wrzucałam Chabrową Różę, to dostawałam na forum setki wiadomości z tym właśnie pytaniem.)

      Szczerze to jeszcze nie wiem z kim będzie Maja, albo obiecuję, że nie będzie słodko, różowo i cukierkowo. Ostatnio słyszałam, że zawsze główna bohaterka kończy z tym, który nie jest blondynem, więc Twoja opinia jest sprzeczna. 🙂 Muszę w końcu nauczyć się łamać schematy.

      • Odpowiedz

        Misia

        27 października 2011

        Ja moją opinie opierałam na tym, że Aleks jest tym „złym”. Słucham teraz piosenek z bajek i nie mam pojęcia dlaczego tak dobrze zgrywają się z tym opowiadaniem, ale połączenie bardzo mi się podoba (coś mi szepce, że dlatego, że powinnam teraz siedzieć z nosem w książce do fizyki, której tak nie lubię ;D).

  2. Odpowiedz

    Misia

    27 października 2011

    Aaa, sama sobie odpowiem, będzie krótkie 😉

  3. Odpowiedz

    Miye

    27 października 2011

    Dobre! Brakuje mi na wordpressie możliwości kliknięcia „lajka” 🙂

    Mam szczerą nadzieję, ze wyjdzie z tego coś oryginalnego, ale tego nigdy nie wiem, bo czasami natchnienie jest na początku, jakiś pomysł, a potem wszystko ucieka.

    … i ogólnie rzecz biorąc nic nie poradzę, że wolę tych złych chłopców 🙂

    • Odpowiedz

      Misia

      27 października 2011

      Wczoraj pisałam rozprawkę o autorytetach i tak jakoś mi wyszło, że dzisiejszym wzorem do naśladowania są „źli” chłopcy i „złe” dziewczynki. Mnie też często to natchnienie ucieka, początek jest niezły, za to potem wszystko się wali, a pomysły poszły na spacer. W głowie już powstaje następny początek czegoś innego i w rezultacie zeszyt do matmy to jedno opowiadanie, chemia inne, a fizyka to zupełnie odrębna historia, potem nauczycielki mają zabawę czytając „notatki z lekcji” i wstawiając jedynki…

  4. Odpowiedz

    Corvidae

    31 października 2011

    Taki zły chłopak wcale nie jest taki zły, bo kocha swojego brata, pewnie ma bardzo trudną sytuację rodzinną/finansową i w środku jest taaaki dobry… Za to Daniel nie jest taki dobry na jakiego wygląda?

    • Odpowiedz

      Vicky

      31 października 2011

      Kto powiedział, że on jest dobry? Ostatnio taaaak baaardzooo lubię złych chłopców. 🙂 No i słyszałam prośby o coś normalnego – nie fantasy. Za to skończyłam wreszcie pisać „Córkę Demona” wiesz? Nawet nie pamiętam czy Ty już „Pieśń Księżyca” widziałeś, tak rzadko do mnie zaglądasz!

  5. Odpowiedz

    Corvidae

    1 listopada 2011

    Normalnie, aż się obraziłem… Jak to nie wiesz?! Przecież ja tu ciągle jestem, czuwam i czytam!

    Od razu widać, że Daniel jest dobry(chociaż zaraz przestanie taki być).

    Mówiłem o trudnej sytuacji rodzinnej? Mówiłem? Mówiłem i jest fragmencik. No nieskromnie powiem, iż jestem genialny…

    • Odpowiedz

      Vicky

      1 listopada 2011

      Jestem za psychologią humanistyczną – człowiek z natury jest dobry, a kształtuje go środowisko. Potem decyzje są już tylko jego. 😉

      … tylko czemu Twoim zdaniem Daniel ma być zły? 🙁 Ja tam go lubię!

  6. Odpowiedz

    mlodad

    2 listopada 2011

    Cześć;] byłabym za tym aby nie wstawiać tu komentarzy do czasu aż na końcu pojawi się „THE END” wchodzę tu i widzę jak przesuwa mi się kursor mam nadzieje że jest długi fragment ale po chwili rozczarowanie bo to nie fragment a komentarze heh;p a owe komentarze można by pisać pod ostatnim wpisem tam gdzie Vicky informuje o kolejnej porcji tekstu… ale to tylko moje spostrzeżenia;]
    co do samego opowiadania to jest bardzo ciekawe… również lubię niegrzecznych chłopców;] i coraz bardziej podoba mi się Aleks ehem wcale się nie obrażę jak porządnie tu namiesza;p pzdr

    • Odpowiedz

      Vicky

      2 listopada 2011

      No cóż… na nowy fragment za wcześnie o kwadrans przyszłaś 🙂

  7. Odpowiedz

    malutka

    2 listopada 2011

    no i tak jak Corvidae piszesz,Daniel nie jest wcale taki dobry,na jakiego wyglądał i chyba po prostu obaj są ci „źli”:)
    no i Vicky fajnie,że imiona trochę inne,niż w reszcie opowiadań nie fantasy:)

  8. Odpowiedz

    mlodad

    3 listopada 2011

    stwierdzam, że już Ci się chyba nie chciało;] takie krótkie to wyszło…
    zakończenie dość przewidywalne… ale ja jednak chyba takie lubię;]
    ogólnie nieźle;D

    • Odpowiedz

      Vicky

      3 listopada 2011

      To miało być krótkie, żeby się rozpisać! Wiesz, że udało Ci się napisać 1000 komentarz? 🙂 Jeżeli chodzi o nieprzewidywalność, to tylko fantastyka (i ewentualnie pornosy, bo stają się serialowe),

  9. Odpowiedz

    mlodad

    4 listopada 2011

    woow to mamy co świętować;] 1000 kurcze jakby nie było jest tego trochę…
    ale mnie zaszczyt kopnął heh;P

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS