Czarna Magia

Było upalne lato. Zamyślona Vicky siedziała z książką na zielonej trawie w Regent Parku. Z Primrose Hill rozciągał się przepiękny widok na Londyn. Ona jednak miała go już serdecznie dość. Nienawidziła swojego życia, nie chciała już oglądać tego zatłoczonego miasta. Pragnęła swobody i wolności.

Odwróciła się i niechętnym spojrzeniem obrzuciła stojących nieopodal ochroniarzy. Odziani w garnitury mężczyźni chodzili za nią jak cienie. Jej wuj, Nataniel Duncan, który był jednocześnie przez wiele lat prawnym opiekunem dziewczyny, prowadził dużą firmę, zajmującą się wykupywaniem upadających przedsiębiorstw, a potem sprzedawaniem ich w niewielkich kawałkach. Był też właścicielem sieci luksusowych hoteli porozsiewanych po całej Wielkiej Brytanii.

Z jakiejś przyczyny uważał, że dziewczynie potrzebna jest ochrona, nie chciał też, żeby po raz kolejny uciekła. Vicky z natury była buntowniczką. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, kiedy była jeszcze zupełnie mała, a wuj nie był osobą, którą można by darzyć jakimkolwiek uczuciem. Dziewczyna zawsze zastanawiała się czemu się nią zaopiekował, była jednak pewna, że miał w tym jakiś interes.

Teraz, kiedy skończyła dziewiętnaście lat, jej marzeniem była ucieczka od tego całego dziwnego świata w którym się wychowywała. Pragnęła stać się samodzielna, nawet gdyby to miało oznaczać rezygnację z college i pracę w jakimś przydrożnym barze. Było jej wszystko jedno.

Niechętnym spojrzeniem obrzuciła London Eye, jedną z największych turystycznych atrakcji miasta. Zastanawiała się, czy gdyby żyli jej rodzice mogłaby być w tym mieście szczęśliwa. Wstała otrzepując z trawy delikatną białą sukienkę. Przeciągnęła się jak mały kociak. Podeszła wolnym krokiem do swoich strażników. Nawet, kiedy chodziła po mieście, czuła się jak w więzieniu.

- Chcę jechać do domu – powiedziała.

- Oczywiście panienko – odpowiedział natychmiast jeden z ochroniarzy kierując się w stronę czarnego Alfa Romeo.

Drugi poszedł za nią, uważnie obserwując jej kroki. Obydwaj mieli kamienne, nic nie wyrażające twarze. Nie pamiętała nawet ich imion. Lucas Gisborne, prawa ręka jej wuja, pilnował, żeby jej ochroniarze zmieniali się każdego miesiąca. Nie tylko nosił nazwisko szeryfa Notthingham, ale miał też zupełnie jego charakter. Vicky wcale nie zdziwiłaby się, gdyby naprawdę wywodził się z tego legendarnego rodu.

Chwilę później przedzierali się samochodem przez zatłoczone ulice Londynu. Minęło dobre pół godziny, zanim zatrzymali się w ścisłym centrum. Przy jednej z bocznych ulic znajdował się luksusowy, pięciogwiazdkowy Royal Wings Hotel, jedna z zabawek wuja Vicky. Aktualnie dziewczyna miała tam swój pokój.

Kiedy wyszła z samochodu, mężczyźni w garniturach podążyli za nią jak cienie. Zatrzymali się dopiero przed wejściem do jej apartamentu. Stanęli po obu stronach drzwi. Weszła do środka coraz bardziej niezadowolona. Postanowiła, że przynajmniej z nimi musi coś zrobić.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Lucas był szczupłym, wysokim mężczyzną tuż przed trzydziestką. Miał przycięte przy samej skórze jasne, prawie białe włosy i nos przywodzący na myśl malowidła z greckich waz, które można zobaczyć w niejednym muzeum. Jego stalowoszare oczy zawsze przeszywały ludzi zimnym, nie wyrażającym żadnych uczuć wzrokiem. Gdyby nie to spojrzenie i nieodłącznie towarzyszący mu srogi wyraz twarzy, mógłby uchodzić za prawdziwego przystojniaka.

Siedział teraz w hotelowym barze powoli sącząc whisky z lodem. W kącikach jego ust pojawił się ironiczny, drwiący uśmieszek, kiedy zobaczył wchodzącą do środka dziewczynę. Miała sięgającą pasa, płomiennie rudą burzę loków i bystre, zielone jak wiosenna trawa, oczy. Była szczupła, zgrabna i niezbyt wysoka, nie należała też jednak do niskich osób. Taka po prostu idealnie w sam raz. Patrzył na nią bez skrępowania, pożądliwym wzrokiem.

- Cześć ślicznotko – przywitał się, kiedy podeszła bliżej.

- Nie mam ochoty na twoje gierki – syknęła, w jej oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. – Mam do ciebie sprawę. Chcesz usłyszeć czego dotyczy czy nie?

- Jasne, dla ciebie wszystko, Vicky – zadrwił. – Mów.

- Mam już dosyć tych typów – wskazała na dwóch odzianych w czarne garnitury mężczyzn, którzy zaraz za nią weszli do baru. – Chodzą za mną jak cienie. Możesz coś z nimi zrobić?

- Ok. – odpowiedział uśmiechając się przekornie.

Spojrzała na niego skonsternowana.

- Tak po prostu? – spytała niedowierzająco.

Roześmiał się. W jego śmiechu nie było cienia wesołości.

- Oczywiście, że nie. Nie bądź naiwna. Jak zwykle, coś za coś.

- Czego tym razem chcesz? – westchnęła.

- Podpiszesz tą umowę z Victoria’s Secret. Zostaniesz ich modelką.

Vicky prychnęła.

- Żartujesz sobie, prawda?

Mężczyzna pokręcił głową.

- W najmniejszym stopniu. Chodzi tylko o dwa miesiące współpracy, a nawet nie wyobrażasz sobie jakie korzyści osiągnie dzięki temu twój wuj. Poza tym chętnie obejrzę sobie twoje zdjęcia w bieliźnie – powiedział z drwiącym uśmieszkiem.

Dziewczyna przymknęła oczy. Musiała rozważyć propozycję Lucasa. W końcu już zdarzało jej się pozować do Vouge na życzenie wuja. Czy to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie?

- I obiecujesz, że oni znikną z mojego życia, a na ich miejscu nie pojawią się nowi?

- Masz moje słowo – powiedział mężczyzna patrząc jej w oczy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Lucas wszedł do starej kamienicy na obrzeżach miasta. Wyglądała na walącą się ruinę. Było to paskudne i ponure miejsce. Okna i drzwi miała pozabijane deskami, żeby nie wchodzili do środka nieproszeni goście. Z sufitu posypał się tynk. Mężczyzna niedbałym gestem strzepnął go z ramienia drogiej marynarki. Otworzył krzywo przytwierdzone drzwi za którymi ukazały się prowadzące do piwnicy schody.

Na dole schodów stał uzbrojony w automat mężczyzna. Wyglądał na pilnującego wejścia wartownika. Skinął Lucasowi głową. Blondyn, nie zwracając na niego specjalnie uwagi, poszedł dalej.

W niskim, dość dużym pomieszczeniu, stał drewniany, okrągły stół. Przy nim, na pociemniałych ze starości skrzyniach i obdrapanych krzesłach, siedziało pięciu mężczyzn. Grali w karty. Każdy z nich był uzbrojony po zęby. Broń wyglądała na mocno nielegalną. Na widok nadchodzącego mężczyzny natychmiast zerwali się z miejsc. W ich oczach pojawił się strach.

- Szefie! Nie spodziewaliśmy się pana tak wcześnie! – powiedział potężnie zbudowany typ o kaprawych oczkach.

Lucas obrzucił ich niechętnym spojrzeniem.

- Zaszły pewne okoliczności – powiedział z drwiącym uśmiechem. – Odrobinę zmieniłem plany. Chcę zabrać stąd więźnia.

W głębi pomieszczenia znajdowały się potężne, metalowe drzwi. Jeden z drabów natychmiast rzucił się do nich z kluczami. Otworzyły się z upiornym zgrzytem. Do mrocznego pomieszczenia wpadła odrobina światła. Nie było tam żadnych okien. Ze środka dochodził bardzo nieprzyjemny zapach. W rogu, pod samą ścianą, leżała skulona postać. Jeden z mężczyzn wszedł do środka. Kopnął leżącego w brzuch.

- Wstawaj – warknął.

Chłopak chwiejnie podniósł się na kolana. Ręce miał związane za plecami, tak mocno, że sznur poranił mu nadgarstki aż do krwi.

- Wyprowadź go – powiedział obojętnym tonem Lucas.

- Słyszałeś? – syknął przebywający w tym samym pomieszczeniu co chłopak mężczyzna. – Na nogi!

Tamten z trudem wstał, podpierając się o ścianę, ale zaraz z powrotem osunął się na kolana. Drab kopnął go kolanem w szczękę. Chłopak upadł na podłogę. Zwinął się tak, żeby chronić przed ciosami brzuch i głowę.

- Starczy! – powiedział Lukas nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Jest mi potrzebny w jednym kawałku. Skinął na osiłka o kaprawych, świńskich oczkach. – Pomóż mu go tu przyprowadzić.

Mężczyzna natychmiast posłuchał. We dwójkę wywlekli chłopaka z celi. Rzucili go na podłogę przed swoim szefem. Lukas spojrzał na niego z pogardą.

- Niech na mnie patrzy, kiedy do niego mówię – rozkazał.

Jeden z mężczyzn podniósł chłopaka za włosy i zmusił, żeby tamten uklęknął. Więzień splunął Lukasowi pod nogi. Jego ślina zmieszana była z krwią. Natychmiast dostał w twarz od trzymającego go osiłka.

- Jak śmiesz!- warknął drab.

Chłopak go zignorował.

- Czego chcesz Gisborne? – spytał cichym, zachrypniętym głosem.

- Mam dla ciebie pewną propozycję – powiedział Lukas spokojnym tonem – mimo, że w ogóle na nią nie zasługujesz, śmieciu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Raven stał pod ścianą luksusowo urządzonego gabinetu. Po obu jego bokach znajdowali się postawni mężczyźni w eleganckich garniturach. Obydwaj trzymali, w każdej chwili gotową do strzału, broń. Co prawda, rozwiązali mu ręce, pozwolili się umyć i dali czyste spodnie, ale dalej nie spuszczali chłopaka z oczu. Ravena bolało wszystko w środku, do tego nieznośnie piekły go rany po sznurach krępujących jego nadgarstki. Mimo tego, że nie miał na sobie żadnej koszulki, było mu upiornie gorąco. Przynajmniej pierwszy raz od kilku dni pozwolili mu się napić do syta.

Drzwi gabinetu stanęły otworem. Do środka weszło dwóch, elegancko ubranych ochroniarzy, za nimi, kroczył dumnie, starszy mężczyzna. Po nim w drzwiach pojawił się Lucas, prowadził ze sobą zgrabną, rudowłosą dziewczynę.

- Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł, Lucasie? – spytał starszy, dystyngowanie wyglądający, mężczyzna.

- Tak, Natanielu – odpowiedział poważnym głosem tamten. – Zresztą, jeżeli dziewczynie się nie spodoba, będzie się go mogła łatwo pozbyć.

Rudowłosa obrzuciła Lucasa lodowatym spojrzeniem. Tamten uśmiechnął się drwiąco w odpowiedzi.

- Dobrze, w takim razie zaczynajmy – powiedział znudzonym głosem Nataniel. – Nie mam zamiaru tu spędzić całego dnia. Poza tym chętnie przekonam się jak to w rzeczywistości działa.

Podszedł do umieszczonego w głębi przestronnego gabinetu sejfu. Otworzył go i wyjął z niego podłużne opakowanie. Podał je Lucasowi. Tamten wyjął z niego coś, co przypominało cieniutki, biały promień światła. Mężczyzna podszedł do rudowłosej dziewczyny i chwycił jej łokieć.

- Co robisz? – syknęła próbując się wyrwać.

- Stój spokojnie Vicky – powiedział drwiącym tonem. – Sama się na to zgodziłaś, pamiętasz?

- Na nic się nie godziłam! – warknęła. – Ty podstępny draniu! Jesteś zwyczajnym oszustem!

Lucas chwycił świetlisty pręcik, jakby ten był ołówkiem i zaczął malować na przedramieniu dziewczyny zawiłe, skomplikowane symbole. Kiedy skończył, na skórze rudowłosej widniał delikatny, srebrny wzór. Skinął na jednego z ochroniarzy. Tamten podał mu kolejne pudełko. Były w nim dwie skórzane obręcze, ozdobione takimi samymi symbolami, jak te wymalowane na skórze Vicky. Znaki wyglądały, jakby zostały  na nich wypalone. Mężczyzna rzucił obręcze Ravenowi. Chłopak bez problemu złapał je w locie. Obrzucił Lucasa nienawistnym spojrzeniem. Blondyn uśmiechnął się paskudnie.

- Załóż to – powiedział nieznoszącym sprzeciwu tonem.

Raven niechętnie wykonał polecenie, naciągając obręcze na przedramiona. Kiedy skończył, Lucas spojrzał na niego rozbawiony. W pewnym momencie chłopak poczuł rozdzierający ból. Ugięły się pod nim kolana. Brutalnie podtrzymali go stojący po jego bokach ochroniarze. Zagryzł z całej siły zęby, żeby nie krzyczeć. Skórzane bransolety zaczęły wtapiać się w jego ciało. Ravena przeszywał palący, rozdzierający ból. Oczy zaszły mu ciemną mgłą. Starał się skupić na jednym punkcie. Nie mógł pozwolić sobie na utratę przytomności, nie teraz. Zobaczył pociemniałą z gniewu twarz rudowłosej dziewczyny.

- Co mu zrobiłeś?! – warknęła do Lucasa.

- Niestety nic, ale uwierz mi, zasłużył sobie na to – odpowiedział spokojnie tamten.

Ból minął równie nagle jak się pojawił. Raven oddychał z trudem. Obręcze całkowicie wtopiły się w jego ciało. Na skórze zostały jedynie cienkie, czarne pasy ozdobione zawiłym, wypalonym na nich wzorem. Wyglądały jak precyzyjnie wykonane tatuaże.

Nataniel przyjrzał się zaciekawiony, jakby kontemplował jakiś rzadki okaz owada.

- Więc to naprawdę działa? Mogę liczyć na jakąś małą demonstrację? – zapytał.

- Oczywiście – z twarzy Lucasa nie schodził paskudny uśmiech. – Vicky, pomyśl o czymś co sprawia ból. Wymyśl cokolwiek.

- Zwariowałeś? – spojrzała na mężczyznę jakby był niespełna rozumu.

Uśmiechnął się do niej. Podszedł bliżej. Objął ją w tali i przyciągnął do siebie. Starała się go odepchnąć, był jednak silniejszy. W pewnym momencie Raven jęknął. Upadł na podłogę. Podwinął nogi pod siebie. Rękoma otoczył brzuch.

- Widzisz jakie to proste? – szepnął Lucas puszczając zszokowaną dziewczynę. – O czym pomyślałaś?

- Chciałam cię kopnąć w… – dziewczyna zamilkła.

Wolała nie kończyć zdania. Nie chciała krzywdzić nieznajomego chłopaka. Słyszała, że Lucas para się czarną magią, ale tak naprawdę nigdy w to nie wierzyła. Nataniel zaczął bić brawo. Jego twarz rozjaśniła się odrobinę, ale dalej nie wyrażała zbyt wielu uczuć.

- Pięknie – powiedział. – Jesteś jednak pewny, że to wystarczy, żeby go zmusić do współpracy? – zwrócił się do Lucasa.

- Złożył przysięgę, nie ma wyjścia – odparł tamten. – To wyłącznie dodatkowe środki ostrożności. Nie chciałbym, żeby przez moje niedopatrzenie, miał szansę skrzywdzić Vicky. Uwierz mi Natanielu, w razie potrzeby odda za nią życie. Nie znajdziesz lepszego ochroniarza.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wściekłość, gniew i własna bezsilność kotłowały się w Vicky istną nawałnicą. Kiedy tylko weszła do pokoju zaczęła siarczyście przeklinać. Wiedziała, że nie powinna ufać Lucasowi. Jak zwykle ją oszukał. Zrobiła to co chciał, a on znalazł sobie świetny sposób, żeby obejść jej życzenie. Spojrzała na stojącego przy drzwiach chłopaka. Przyglądał się jej z zainteresowaniem.

- Na co się gapisz? – warknęła.

Prychnął.

- Na pewno nie na ciebie – odpowiedział groźnie mrużąc oczy.

- Wynoś się stąd! – powiedziała rozkazującym tonem.

- Uwierz mi, to ostatnie miejsce w którym chciałbym być – warknął. – Tyle, że nie mogę. Gisborne zmusił mnie, żebym złożył przysięgę i tylko on może mnie z niej zwolnić.

Dziewczyna znów zaczęła przeklinać. Kiedy się trochę uspokoiła, spojrzała ponuro na chłopaka.

- Jak masz na imię? – spytała.

- Bo co? – warknął nieuprzejmie.

- Jak sobie chcesz – wzruszyła ramionami. – Równie dobrze mogę się do ciebie zwracać per „chłopcze”.

Zmierzył ją chłodnym wzrokiem.

- Raven – zdecydował się w końcu przedstawić.

- Nie mogę powiedzieć, żeby było mi miło – westchnęła. – Ja jestem Vicky – spojrzała na jego obnażony tors. – Może mógłbyś się ubrać, skoro planujesz tu zostać?

Przyjrzała się uważnie chłopakowi. Musiała przyznać, że był całkiem niezły, chociaż zupełnie nie w jej typie. Nie dorównywał wzrostem Lucasowi, ale był zdecydowanie wyższy od niej. Miał intrygujące, fioletowe oczy, ciemne, mocno zarysowane brwi i hebanowo czarne, delikatnie przydługie włosy. Ich kosmyki niesfornie opadały mu na oczy.

- Zrobiłbym to, gdybym miał w co – odparł chłodno.

Hotelowy apartament stanowiły przyjemnie wyglądające złączone ze sobą dwa pokoje. Jeden służył jako dzienny salon, drugi natomiast jako sypialnia, z której można było wejść do całkiem sporej, komfortowej łazienki. Pod ścianą większego pokoju stała kremowa kanapa, duża szafa i komoda, ozdobiona wazonem po brzegi wypełnionym bladoróżowymi kwiatami. Na środku znajdował się stolik przy którym stały dwa wygodne fotele. Na ścianie wisiał plazmowy telewizor. Dziewczyna podeszła do masywnej, rozsuwanej szafy. Z jednej z półek wyciągnęła dużą, czarną koszulkę z logiem jakiegoś rockowego zespołu.

- Masz – powiedziała.

Gdy podała t-shirta Ravenowi ten spojrzał na nią zdumiony. Nie skomentował tego jednak. Wzruszył ramionami i wciągnął na siebie koszulkę.

- Lepiej? – zapytał.

- Znacznie – przytaknęła cierpko. W dalszym ciągu była w kiepskim humorze. – Skoro nie masz swoich ubrań, to pewnie będzie ci trzeba jakieś kupić – stwierdziła.

Chłopak nie zaprotestował. Jemu też już było wszystko jedno. Ten układ nie podobał mu się ani odrobinę bardziej niż Vicky. Tak samo jak ona, nie miał jednak innego wyboru.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Londyn w nocy wyglądał naprawdę pięknie. Vicky uwielbiała wieczorne spacery po tym pełnym tradycji i cudów mieście. Stała teraz nad brzegiem Tamizy i przyglądała się Tower Bridge.  Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie irytująca obecność Ravena w pobliżu. Chłopak działał na nią jak czerwona płachta na byka. Sama jego obecność powodowała, że dziewczyna aż gotowała się w środku z wściekłości. Do tego jeszcze dochodziła frustracja z powodu, że dała się tak łatwo oszukać Lucasowi.

Następnego dnia miała jechać do Paryża, na sesję zdjęciową. Ani trochę nie miała na to ochoty. Podpisała jednak umowę i musiała się tam zjawić. Westchnęła cicho. Jej życie było jednym wielkim pasmem udręk i samotności. Nie cierpiała obracać się wśród bogatej młodzieży z prywatnej szkoły. Łudziła się, że może studia coś zmienią, chociaż podejrzewała, że i tam nie znajdzie przyjaciół, bo wszyscy będą uważali ją za rozpieszczoną, snobistyczną księżniczkę. Zwyczajnie miała już tego wszystkiego serdecznie dość.

Raven stał oparty o kamienny murek i przyglądał się jej bez większego zainteresowania. Usilnie starała się go ignorować. Zdawała sobie sprawę, że to nie jego wina, że się tu znalazł, doszła jednak do wniosku, że chyba wolała jednak obecność bezimiennych ochroniarzy w czarnych garniturach.

Nie zaszczyciwszy chłopaka nawet jednym spojrzeniem zaczęła spokojnym krokiem iść wzdłuż rzeki. Miała ochotę obejrzeć nową wystawę zdjęć, która zawsze umieszczana była na jednym z deptaków prestiżowego South Bank nad brzegiem Tamizy. Raven zareagował błyskawicznie. Chwycił dziewczynę za łokieć, nie pozwalając jej się oddalić.

- Najpierw powiesz mi dokąd idziemy – warknął przez zęby.

Frustracja dziewczyny wzrosła jeszcze bardziej. Zawodowi ochroniarze przynajmniej nie traktowali jej w ten sposób, on natomiast nic sobie nie robił nawet z prywatności dziewczyny.

- Jak śmiesz mnie dotykać? – zapytała wściekle.

Uśmiechnął się drwiąco.

- Mam dbać o twoje bezpieczeństwo. Nic innego mnie nie obchodzi – powiedział lekko rozbawiony. – Nawet, jeżeli to oznacza, że będę cię do czegoś miał zmusić siłą.

Dziewczyna nie miała pojęcia, czemu jakiś młody chłopak miałby jej lepiej pilnować niż dwóch, wyszkolonych ochroniarzy. Do tego był chamski i zupełnie brakowało mu ogłady. Rozmawiała już o zachowaniu Ravena z Lucasem. Blondyn najzwyczajniej w świecie stwierdził, że jak tamten przesadzi, dzięki magii może zadać mu ból. Oznajmił jej, że jeżeli ma ochotę, może w ten sposób nawet zabić chłopaka, ale wówczas na swoje miejsce wrócą starzy ochroniarze. Vicky wiedziała, że Lucas nie żartuje. Nie zamierzała jednak tego sprawdzać. Nie planowała skrzywdzić Ravena. Chciała tylko, żeby zostawił ją w spokoju.

- Chcę obejrzeć zdjęcia – syknęła cicho.

Puścił ją.

- Nie można było tak od razu? – zapytał z nutką drwiny w głosie. – Prowadź.

Vicky westchnęła smętnie i już z o wiele mniejszym entuzjazmem poszła w stronę porozstawianych na stelażach czarno-białych zdjęć. Raven ruszył za nią zwinnie i bezszelestnie niczym cień.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Mimo, że ledwo wzeszło słońce, zapowiadał się naprawdę upalny dzień. Do Paryża wyruszyli z samego rana. Przejechali przez łączący Dover z Kale tunel i bez żadnych przygód znaleźli się we Francji.

Raven nigdy dotąd nie był w Paryżu. Rozglądał się ciekawie gdy przejeżdżali przez miasto. Studio fotograficzne, do którego zmierzali, znajdowało się niedaleko Avenue Montaigne, znanej w całej Europie ulicy pełnej najmodniejszych butików. Kiedy się przed nim zatrzymali, Vicky niechętnie wysiadła z samochodu. Raven nie przepadał za dziewczyną, uważał, że jest egoistyczną, zapatrzoną w siebie smarkulą, ale mimo to, tak naprawdę nie życzył jej źle. Może nawet by jej współczuł, gdyby nie miał nadmiaru własnych problemów.

Studio mieściło się w starym, stylowym budynku z dużymi szybami. Na dole znajdowała się przestronna recepcja i kilka markowych butików. Vicky oznajmiła kierowcy, że po sesji ma zamiar pospacerować po Paryskich uliczkach i zadzwoni po niego jak skończy. Potem weszli do środka.

W recepcji dostali czekające na nich identyfikatory i bez przeszkód wjechali windą na czwarte piętro. Pulchna, kasztanowłosa kobieta przywitała Vicky przyjaźnie i natychmiast zaprowadziła pod opiekę wizażystek i ciągle narzekającego fotografa. Ravena zupełnie zignorowała.

Kiedy Vicky weszła do przebieralni, chłopak stanął w korytarzu, zrezygnowany opierając się o ścianę. Nie miał najmniejszej ochoty tu być. Z pochmurną miną wodził wzrokiem za szczupłymi ciałami modelek. To nie był typ dziewczyn, jakie mogłyby przyciągnąć jego uwagę. Gdy jednak Vicky wyszła z przymierzalni z wrażenia aż zamrugał oczami. Miała na sobie błękitne bikini z kusą, niewiele skrywającą, trójkątną spódniczką a’la pareo. Jej delikatnie opalona skóra połyskiwała jakimiś migotliwymi drobinkami. Burzę rudych włosów miała upiętą wysoko, a po jej lewym ramieniu luźno spływało pasmo mocno skręconych loków. Wyglądała zachwycająco. Zupełnie jak bogini. Raven z trudem przełknął ślinę, odpędzając od siebie tego typu myśli.

Dziewczyna obrzuciła Raven sfrustrowanym spojrzeniem i ruszyła korytarzem do studia nagraniowego. Przed wejściem zatrzymał ją dystyngowanie wyglądający mężczyzna w średnim wieku.

- Widzę, że raczyłaś się pojawić, księżniczko – zadrwił cichym, bynajmniej nie uprzejmym tonem.

- Daj mi spokój – syknęła próbując przejść dalej.

Mężczyzna poczerwieniał na twarzy.

- Zawsze były z tobą jakieś problemy – powiedział wściekłym głosem. W pewnym momencie złapał ją za rękę. – Co to? – spytał ostro wskazując na srebrzysty, delikatny tatuaż na jej przedramieniu.

- Nie twoja sprawa,  Malaparte – warknęła.

- Właśnie, że moja. Tego nie było w umowie! To popsuje nam zdjęcia ty głupi dzieciaku! – prawie wrzasnął na dziewczynę.

- Vaffanculo – warknęła, wiedząc, że mężczyzna zna włoski.

Raven zobaczył jak Malaparte unosi dłoń chcąc uderzyć dziewczynę. W jednej chwili znalazł się pomiędzy nimi. Złapał rękę mężczyzny, zanim ta dosięgła policzka Vicky. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. To nie było możliwe! Nikt nie mógł poruszać się z taką prędkością!

- Jeszcze raz ją dotkniesz – warknął chłopak – to złamię ci rękę. Czy to jasne? – spytał cichym, groźnym tonem, wykręcając do tyłu ramię mężczyzny.

Tamten niepewnie skinął głową. W jego oczach czaił się strach. Raven puścił go, dopiero kiedy Vicky zniknęła za drzwiami studia fotograficznego.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Sesja zdjęciowa zakończyła się dopiero pod wieczór. Vicky była wykończona zarówno fizycznie jak i psychicznie, ale nadal miała ochotę pospacerować po Paryżu. Naprawdę lubiła to miasto. Doceniała jego uroki i wdzięk.

- Dlaczego to robisz? – spytał Raven, kiedy szli wąskimi, otoczonymi przez stare budynki, uliczkami miasta.

W jego oczach widziała konsternację i niezrozumienie. Nie do końca była pewna o co chłopak pyta.

- Masz na myśli sesję?

- Tak – powiedział. – Przecież widzę, że wcale ci się tam nie podobało.

- Masz rację – westchnęła. – Podpisałam jednak z nimi umowę. Lucas mnie oszukał. Zgodziłam się w charakterze wymiany coś za coś.

- A co on ci oferował w zamian? – spytał chłopak poważnie.

- Obiecał mi, że pozbędzie się moich ochroniarzy. Oszukał mnie, bo zamiast nich dostałam ciebie – przyznała cicho.

Raven wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Milczał. Vicky to ucieszyło, bo sama też nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy. Zjedli późny obiad w jednej z zacisznych Paryskich restauracji, chwilę pozwiedzali miasto, po czym niechętnie wrócili do domu. Powrót do Londynu, w najmniejszym stopniu, nie cieszył ani Vicky, ani Ravena.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

W galerii przy Jubilee Gardens, jak co miesiąc odbywał się wernisaż. Tym razem wystawiane były dzieła młodego, dobrze zapowiadającego się artysty – Andrew Donna, malującego pod pseudonimem „Trochilidae”. Jego prace były nadzwyczaj barwnymi, pozytywnie nastawiającymi do życia, olejnymi obrazami na płótnie. Widniały na nich baśniowe stworzenia z mitologii celtyckiej, barwne kwiaty i przepiękne krajobrazy. Vicky od dawna nie była niczym tak bardzo zafascynowana. Widziała jednak, że dystyngowani goście kręcą nosem na dzieła Andrew. Słyszała ich komentarze. Nie potrafiła sobie wyobrazić, dlaczego ci ludzie wolą dzieła artystycznego szału takich malarzy jak Santiago Osario, którzy jej zdaniem zwyczajnie chlapali farbą na płótna, twierdząc, że ich prace mają jakiś doniosły sens i znaczenie. Może po prostu ludzie lubią postrzegać świat po swojemu i sztuka podoba im się wtedy, gdy mogą ją interpretować na własną modłę.

Dziewczyna wzięła kieliszek szampana z tacy przechodzącego przy niej kelnera. Był to francuski Vallée de la Marne, bardzo go lubiła. Miał delikatny smak, a jego bukiet był owocowy i łagodny. Postanowiła, że tego wieczoru nie będzie sobie żałowała. Z każdym następnym kieliszkiem bawiła się coraz lepiej. Nawet obecność ponuro milczącego Ravena przestała jej działać na nerwy. Musiała przyznać, że chłopak, w czarnej marynarce i koszuli w kolorze wytrawnego wina, prezentował się całkiem nieźle. Nawet pomimo tego, że nie pozwolił sobie założyć krawata. Śmiała się, bawiła i wesoło rozmawiała z każdym, kto znalazł się w pobliżu jej osoby.

Vicky miała bardzo kiepską reputację. Była znana z tego, że jak się spije, bardzo łatwo zaciągnąć ją do łóżka. Mężczyźni często traktowali ją jak zabawkę na jedną noc, a ona, jak mała dziewczynka, w dalszym ciągu nie przestała wierzyć w wielką, romantyczną miłość. Zazwyczaj jednak nie protestowała, za bardzo doskwierała jej samotność. Jej związki były burzliwe, namiętne i bardzo krótkie. Tak stało się i teraz. Zaczął z nią flirtować dwudziesto-paroletni brunet w modnym, grafitowym garniturze. Uśmiechała się do niego, jak to miała w zwyczaju udając słodką idiotkę. Schowali się za wnęką, prowadzącą do mniejszej, nie oświetlonej sali. Mężczyzna objął ją w talii. Przysunął się do niej tak blisko, że na karku czuła jego oddech. Jego ręce zsunęły się z pasa, na pośladki dziewczyny. Nachylił się, żeby ją pocałować. W jego oddechu czuć było alkohol. Nagle czyjeś ręce odciągnęły go do tyłu. Oberwał w nos, tak, że zaskoczony, zatoczył się pod przeciwległą ścianę. Raven chwycił go za kołnierz i pchnął na ceglany mur.

- Nigdy więcej jej nie dotykaj – syknął patrząc mu prosto w oczy.

- Raven… – szepnęła Vicky, nie miała pojęcia jak się zachować.

Tamten pokręcił tylko głową. Puścił mężczyznę. Wziął Vicky za rękę i wyciągnął za sobą z pomieszczenia.

- Wychodzimy – powiedział stanowczo.

Nie protestowała. Właściwie nie do końca była pewna co się przed chwilą stało. Jeszcze nigdy, żaden z ochroniarzy nie wtrącał się w jej prywatne sprawy.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Raven zaprowadził Vicky do znajdującego się nieopodal parku Jubilee Gardens. Posadził dziewczynę na drewnianej ławce tuż nad wodą. Nie zastanawiała się, dlaczego o tak późnej porze brama parku była jeszcze otwarta. Kręciło jej się w głowie. Spojrzała na przepięknie oświetlone London Eye. Chłopak ukucnął przed nią.

- Dobrze się czujesz? – zapytał.

- Chyba tak – odpowiedziała niepewnie.

- Chcesz wrócić do domu?

Przecząco pokręciła głową.

- Tu jest dobrze – powiedziała cicho.

- Ok.

Usiadł przy niej na ławce. Przysunęła się do niego. Położyła mu głowę na ramieniu. Otarła się o niego policzkiem, jak kociak.

- Vicky, przestań – szepnął odrobinę zachrypniętym głosem.

- Dlaczego? – zapytała klękając obok niego na ławce. – Nie o to ci chodziło?

Przysunęła się do niego bliżej. Zbliżyła twarz do jego twarzy, usta do jego ust. Odsunął ją od siebie, zanim zdążyła go pocałować. Gwałtownie wstał. Vicky poczuła się jakby, ją uderzył. Pierwszy raz ktoś ją odtrącił. Zdawała sobie sprawę ze swojej urody i atrakcyjności. Co z nim do licha było nie tak? Spojrzała na Ravena zdezorientowanym wzrokiem.

- Nie, nie o to – powiedział stanowczo. – Poza tym jesteś pijana, a ja jestem tutaj, żeby cię pilnować.

- Nie podobam ci się? – zapytała wstając i kompletnie ignorując słowa chłopaka.

Uśmiechnął się do niej smutno.

- Jesteś naprawdę bardzo ładna, Vicky, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Nie kocham cię, nawet nie jestem do końca pewny czy cię lubię.

Zamachnęła się gwałtownie. Uderzyła go z całej siły w twarz. Pozwolił jej na to, mimo, że bez najmniejszego problemu mógł powstrzymać dziewczynę.

- Nienawidzę cię – syknęła i pobiegła w kierunku galerii.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wrócili do hotelu. Vicky wyniośle milczała przez całą drogę. Raven starał się ignorować dziewczynę. Nie potrafił. Co jakiś czas zerkał na nią ponurym wzrokiem. Sam nie wiedział dlaczego, ale bardzo zraniły go ostatnie słowa Vicky. Przez cały czas rozbrzmiewały w jego głowie. Zdziwił się też, że skoro chciała mu zadać ból, nie użyła do tego magii. Na pewno sprawdziłoby się to o niebo lepiej. Nie był w stanie zrozumieć tej dziewczyny.

Wreszcie dojechali na miejsce. Raven z ulgą wysiadł z samochodu. Z trudem znosił panującą w aucie gęstą, nieprzyjemną atmosferę. Weszli do hotelowego gmachu. Vicky, nie czekając na chłopaka, natychmiast zniknęła w windzie. Raven zagapił się na tyle, że mimo jego niesamowitej szybkości, drzwi zatrzasnęły się zanim zdążył do nich dobiec. Zaklął wściekle i pobiegł schodami. Kiedy znalazł się na górze, pokój dziewczyny był już zamknięty. Postarała się o to, żeby nie wszedł do środka. Warknął wściekle. Znał swoją siłę, wiedział, że bez problemu mógłby wywarzyć te cholerne drzwi, nie był tylko pewien czy mu się za to nie oberwie. Osunął się na podłogę, opierając plecami o ścianę. Co za idiotka! Nigdy dotąd, w całym swoim dwudziestodwuletnim życiu, jeszcze nie spotkał tak głupiej, nielogicznie myślącej dziewczyny.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy rano Raven wszedł wraz z pokojówką do pokoju dziewczyny, ta jeszcze spała. Całą noc spędził przed drzwiami Vicky, nie planował w ich prywatną kłótnię angażować Gisborna. Poza tym, jak bardzo nie podobałoby mu się bycie ochroniarzem dziewczyny, nie zamierzał przyznawać, że z czymś sobie nie radzi. Wziął szybki prysznic i przebrał się w nowe ubranie, których teraz miał już pod dostatkiem. Kiedy wrócił do pokoju, Vicky siedziała na łóżku. Zaspana przecierała oczy. Raven prawie jęknął, kiedy przeciągnęła się jak mały kociak. Musiał przyznać, przed samym sobą, że dziewczyna naprawdę mu się podoba. Na jego widok uśmiechnęła się sennie.

- Dzień dobry – odezwała się cichutko.

- Cześć – odpowiedział niepewnie.

- Przepraszam za wczoraj – powiedziała odrzucając kołdrę i wstając z łóżka. Miała na sobie cienką, delikatną i bardzo krótką koszulkę nocną. – I dzięki, że mnie pilnowałeś. Naprawdę.

Vicky weszła do łazienki. Raven gapił się na nią, zanim zupełnie nie zniknęła za drzwiami. Była po prostu oszałamiająca. Potrząsnął czupryną ciemnych włosów, starając się opamiętać. To nie byłoby właściwe, poza tym miał zbyt wiele innych problemów na głowie. Poszedł do pokoju, służącego za salon i rozparł się wygodnie w wysokim, miękkim fotelu. Zdecydowanie miał o czym myśleć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Vicky, dla odmiany, postanowiła zjeść śniadanie w hotelowej restauracji. Nie miała ochoty siedzieć w pokoju. Wbrew wszelkim zasadom mody wciągnęła na siebie niebieskie, postrzępione jeansy i białą koszulkę na ramiączkach, z wieżą Eiffla i napisem „I Love Paris”. Raven stwarzał swoją osobą jeszcze dziwniejszy w takim miejscu, jak luksusowy hotel, widok. Miał na sobie bojówki khaki, czarną koszulkę i vansy. Szli długim, jasnym, hotelowym korytarze. Na drodze stanął im Lucas. Zatrzymał się tak, żeby uniemożliwić dziewczynie przejście.

- Słyszałem, że wczoraj rozrabiałaś – powiedział ironicznym głosem. – Syn jednego z naszych wspólników ma złamany nos. Jakieś nieudane podboje? – spytał.

- Nie twoja sprawa – warknęła, próbując go ominąć.

Chwycił ją za nadgarstki. Przesunął tak, że chcąc nie chcąc musiała się oprzeć plecami o bogato zdobioną, stylizowaną na wiktoriańską, tapetę. Vicky szarpnęła się wściekle. Raven podszedł z zamiarem obronienia dziewczyny. Lucas obrzucił go zirytowanym spojrzeniem, jakby tamten był natrętną muchą.

- Nawet nie próbuj – powiedział z wyraźną groźbą w głosie.

Chłopak zatrzymał się w pół kroku. Lucas zbliżył swoją twarz do twarzy Vicky. Był zdecydowanie zbyt blisko. Mężczyzna złapał nadgarstki dziewczyny jedną ręką, przyciskając je do ściany, tuż nad jej głową. Drugą dłonią delikatnie odgarnął włosy z jej policzka.

- Do reszty ci odbiło Gisborne? – syknęła.

- Po prostu chcę ci uświadomić, że jesteś moja – powiedział cicho. Jego usta były tuż przy jej uchu. – Zawsze byłaś i zawsze będziesz.

Ręka, która przed chwilą dotykała twarzy Vicky zsunęła się niżej. Najpierw na jej nagie ramię, potem na talię dziewczyny. Lucas podwinął jej koszulkę i położył dłoń na jej odsłoniętych plecach. Vicky szeroko otworzyła błękitne oczy, nie wierząc w to co on właśnie robił. Pojawił się w nich strach.

- Raven – jęknęła – pomóż mi, proszę.

Chłopak zawahał się. Przez jego twarz przebiegł cień cierpienia. Toczył jakąś wewnętrzną walkę z samym sobą, wystarczyło jednak jedno spojrzenie Gisborna, żeby stanął sztywno pod ścianą. Milczał. Twarz Lucasa znalazła się jeszcze bliżej. Dziewczyna przymknęła oczy. Jej oddech przyspieszył. W pewnym momencie mężczyzna po prostu ją puścił. Spojrzała na niego spłoszonym wzrokiem, nie będąc pewna co się właściwie wydarzyło.

- Naprawdę myślałaś, że coś ci zrobię? – spytał rozbawiony. – Owszem, mam na ciebie ochotę – powiedział z drwiącym uśmieszkiem – ale poczekam aż przyjdziesz do mnie sama. Tak poza tym, to bardzo ładnie wyszłaś na tych zdjęciach w bieliźnie – dodał. – Miłego dnia dzieciaki – rzucił obraźliwie i zniknął za zakrętem korytarza.

Vicky poczekała aż oddech jej się uspokoi. Lucasowi naprawdę udało się ją wystraszyć. Była wściekła na Ravena, że się nie ruszył, a jednocześnie czuła z tego powodu jakiś ściskający w środku żal i smutek. Powoli zaczynała ufać chłopakowi. Przez te kilka tygodni, które spędzili razem zaczęła po prostu wierzyć, że zawsze będzie mogła na niego liczyć. Czuła się bardzo zawiedziona. Nie zaszczyciwszy go nawet jednym spojrzeniem ruszyła przed siebie korytarzem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Był późny wieczór. Raven szedł mrocznym korytarzem napięty jak struna. Jego serce waliło jak oszalałe. Nie mógł pozbierać bezładnych myśli. Dłonie zacisnął w pięści. Wreszcie stanął przed solidnymi, dębowymi drzwiami, przed którymi czekał na niego Lucas. Mężczyzna uśmiechnął się drwiąco. Otworzył drzwi.

- Zgodnie z naszą umową – powiedział ironicznie.

Raven obrzucił go nienawistnym spojrzeniem. Ostrożnie wszedł do środka ciemnego pomieszczenia. Nijakie światło, wpadające z korytarza niewiele pomagało. Chłopak z trudem pokonał strome schody.

W głębi pokoju usłyszał przyspieszony oddech. Pod przeciwległą ścianą pomieszczenia kuliła się jakaś drobna postać. Drżała.

- Emmy? – zapytał cicho. Nie chciał jeszcze bardziej przestraszyć dziewczyny.

- Raven? – usłyszał cichutki, słaby głosik.

- Emmy! – wykrzyknął i przypadł do dziewczyny. Ulga jaką poczuł słysząc jej głos prawie zwaliła chłopaka z nóg. Drobna postać wtuliła się w niego ufnie wczepiając się palcami w jego koszulę. W dalszym ciągu oddychała bardzo szybko. Jej szczupłymi ramionami wstrząsało łkanie. – Maleńka, nic ci nie jest? – zapytał łagodnie.

- Tak się bałam – szepnęła dziewczyna poprzez łzy.

Raven podniósł drobną postać z podłogi. Wziął ją na ręce i przytulił do siebie. Oplotła jego szyję ramionami. Położyła głowę na jego piersi.

- Jestem przy tobie – powiedział cicho. – Wszystko będzie dobrze.

Wyniósł dziewczynę z ciemnego pomieszczenia na pokrążony w półmroku korytarz. Na widok Lucasa, jej duże brązowe oczy zrobiły się jeszcze większe. Nie mogła mieć więcej niż szesnaście lat. Splątane i brudne, czarne włosy opadały jej na twarz. Była bardzo blada, drobna i szczupła. Raven w ogóle nie czuł na rękach jej ciężaru. Nie wypuszczając dziewczyny z objęć, powoli, tłumiąc w sobie złość, poszedł za Lucasem poprzez mroczny, sprawiający nieprzyjazne wrażenie korytarz.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

cdn.

 

Comments
11 Responses to “Czarna Magia”
  1. lilijka:) pisze:

    Viicky kiedy planujesz dołaczyc ciag dalszy ? masz juz go ” na papierze” czy dopiero układa sie w całosc w Twojej glowie :) ?

    • Miye pisze:

      Czeka w kolejce, najpierw będzie Córka Demona, potem Żółte Kwiaty, a dopiero na końcu to… Jeżeli chcesz coś gotowego z tych nowszych to Samhain jest w całości.

  2. lilijka:) pisze:

    Samhain’a juz przeczytalam, ogolnie mowiac przeczytalam juz wszystko co napisalas :D i to niektore nawet 2 razy, ale nic uzbroje sie w cierpliwosc :)

  3. Kamm. pisze:

    Bu, bu, buuu… Nie ma nic nowego… :<

    • Miye pisze:

      Kiedyś muszę się za dokończenie tego zabrać, ale chwilowo wciągnęły mnie te “Pamiętniki” i książka pani Joanny Bator “Japoński Wachlarz”.

  4. anuleczkav pisze:

    Fajnie… ;)

  5. CórkaDemona pisze:

    To już koniec czy będzie cd ??
    Nie mogę się doczekać ;D
    Wszystkie opowiadania już przeczytałam i czekam na cd twojej niesamowitej twórczości ;D

    • Miye pisze:

      Jak coś jest skończone ma pod spodem napisane “The End” tak po Disney’owsku dla niepoznaki. To właściwie dopiero początek. Kiedyś się do tego zabiorę wreszcie.

  6. Wika ;] pisze:

    Vickyy, a co z tym opowiadaniem. Podoba mi sie ona alee nie widzę c.d. ! Musisz coś z tym zrobić ;dd

  7. Anne pisze:

    Cd, proszę..! :) Każda Twoja twórczość, którą przeczytam, jest niesamowita, cudowna, pięknie napisana. ^^ Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.