Dziecko Anioła #07

Grudzień. Jesienna szaruga z pędem błyskawicy zmieniała się w śnieżnobiałe dni. Amy nie lubiła, kiedy było zimno. Dodatkowo, teraz, kiedy Gadriel schował na zimę motor, wszędzie musiała chodzić piechotą, co jeszcze bardziej ją irytowało. Wracając ze szkoły, w grafitowym płaszczu, wysokich, skórzanych butach, wełnianym szaliku oraz rękawiczkach z długim mankietem, i tak ciągle marzła. Szła przez park, w którym drzewa już dawno potraciły liście. Właściwie tylko on dzielił ich starą kamienicę od szkoły w które uczyła się Amy. Szła szybkim krokiem, niczego bardziej nie pragnąc, jak znalezienia się w swoim własnym, cieplutkim pokoju. W pewnym jednak momencie zatrzymała się zaskoczona. Między drzewami mignęła jej znajoma, jasna czupryna. Chłopak klęczał na chodniku przy ulicy, a ona nie miała pojęcia, co w ogóle tutaj robił skoro, wraz z rodzicami, mieszkał w domku jednorodzinnym, na obrzeżach miasta. Podeszła do niego naprawdę zaciekawiona. Kiedy tylko zobaczyła czemu przygląda się Michał, natychmiast ukucnęła przy nim. Chłopak nawet na nią nie spojrzał. Wpatrywał się smutnym wzrokiem, w okaleczone ciało, potrąconego przez samochód kota. Dookoła ludzie przechodzili obojętnie, rzucając zaciekawione lub wręcz zirytowane spojrzenia, tamującej ruch na chodniku, dwójce.

– Masz może jakiś koc albo ręcznik? – zapytał. – Boję się go w ten sposób podnieść, żeby nie uszkodzić przypadkiem jeszcze bardziej jego ciała.

Amy miała. Tego dnia była na basenie. Wyjęła z plecaka niebieski ręcznik i podała Michałowi. Chłopak rozłożył go na ośnieżonym chodniku, przekładając ostrożnie na materiał kota. Zwierzę popatrzyło na niego swoimi złocistymi oczami, a potem miauknęło przeraźliwie, co było niemal ludzkim wyrazem bólu i rozpaczy. Michał wstał, delikatnie podnosząc leżący na ziemi tobołek. Dziewczyna bez pytania poszła za nim. Po chwili byli już w pobliskiej klinice weterynaryjnej. Młoda pani doktor od razu zajęła się poranionym kotem, pytając, co mu się stało. Chłopak opowiedział jej o wypadku, którego był świadkiem. Amy, po tym jak usłyszała, że kierowca po prostu pojechał dalej, po raz kolejny upewniła się, jak słuszne jest jej przekonanie, żeby z założenia nienawidzić wszystkich ludzi.

– Ma złamaną nogę i jest trochę poraniona, wyliże się z tego – stwierdziła pani doktor – ale pomyślcie, czy możecie się nią zająć, bo ja nie mam warunków, żeby tu trzymać kotkę, a w schronisku po prostu ją uśpią. Wygląda na dziką, więc raczej właściciel się o nią nie upomni.

Michał jeszcze bardziej zmarkotniał.

– Moja młodsza siostra jest mocno uczulona na kocią sierść – stwierdził przepraszająco – nie mogę jej do siebie zabrać.

– Ja mogę – wtrąciła się Amy, która nie wyobrażała sobie, że można tą rudą stertkę kłaków, tak po prostu skazać na śmierć. – Właściwie to nawet mieszkam niedaleko.

Chłopak obrzucił ją pełnym nadziei spojrzeniem, wyraźnie jeszcze bardziej niż ona przejęty losem biednego kota.

– Jesteś pewna? – spytała pani weterynarz. Amy skinęła głową. – W takim razie zaraz ją opatrzę, a wy usiądźcie w poczekalni.

Posłusznie wyszli na korytarz, siadając na niebieskich, plastikowych fotelach.

– Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko? – zapytał lekko zaniepokojony Michał.

– Zapewne mieliby, gdyby żyli – odpowiedziała, uśmiechając się ponuro.

– Przepraszam, nie chciałem… – zaczął cichym głosem chłopak.

– Daj spokój – mruknęła Amy – zginęli dziesięć lat temu – i ani przez minutę ich nie żałowałam, dodała w myślach, uświadamiając sobie niechętnie ten fakt.

– Więc z kim mieszkasz? – zapytał dociekliwie Michał.

Wzruszyła ramionami.

– Z przyjacielem – odpowiedziała tajemniczo, nie zamierzając mu niczego tłumaczyć.

Po półgodzinnym czekaniu pani weterynarz wyszła do nich, niosąc w plastikowym kontenerku śpiącego kota. Podziękowali jej grzecznie i razem wyszli z kliniki weterynaryjnej. Michał odprowadził Amy do domu.  Nie była pewna czy to dobry pomysł, ale zaprosiła go do środka. Czarny, potężny kocur, natychmiast zainteresował się nowymi przybyszami.

– Puck, będziesz miał nową koleżankę – uśmiechnęła się dziewczyna, czule głaszcząc, pokryty zmierzwioną sierścią łepek kota.

Weszli do pokoju Amy i wypuścili rudą kotkę z klatki. Przeciągnęła się, obrzucając zdziwionym wzrokiem okręcające jej ciało bandaże. Potem, jakby zorientowała się w sytuacji. Miauknęła przeraźliwie, wyciągając pazury i drapiąc z premedytacją trzymającego ją na rękach Michała. Chłopak mimowolnie upuścił ją na podłogę. Na jego policzku została nieprzyjemna, czerwona szrama. Kotka, najszybciej jak potrafiła, pokuśtykała ku drzwiom, nie zdążyła jednak przez nie przejść, ponieważ drogę zagrodziła jej smukła, wysoka sylwetka.

– Co to za dzikie wrzaski? – spytał stojący w progu Gadriel.

Potem pochylił się i podniósł nastroszonego zwierzaka. Ruda kępka kłaków i bandaży, natychmiast zaczęła być dobrze ułożonym i spokojnym kotem. Mruknęła ukontentowana, wyciągnęła szorstki języczek i, uprzednio polizawszy dłoń Gadriela, zabrała się za wylizywanie sierści pomiędzy bandażami.

– To nasz nowy kot – oznajmiła spokojnie Amy. – Potrącił ją samochód, zanieśliśmy ją do weterynarza.

– Doskonale! Jeszcze jedna znajda, tego mi było trzeba! – warknął nieprzyjaźnie chłopak, zaprzeczając samemu sobie, jednoczesnym drapaniem, mruczącej kotki.

– Wiedziałam, że się ucieszysz – odpowiedziała mu radośnie dziewczyna.

Michał wyraźnie nie rozumiał ich wymiany złośliwości. Skonsternowanym wzrokiem patrzył na Gadriela.

– Jeżeli to jakiś problem… – zaczął niespokojnie.

Dopiero teraz, po raz pierwszy, Gadriel spojrzał w jego kierunku. I tak już ciemne oczy chłopaka, stały się niemal czarne.

– Co on tu robi? – syknął nieprzyjaźnie i tym razem Amy wiedziała, że naprawdę jest zły.

– Zaprosiłam go – odpowiedziała wyzywająco patrząc na Gadriela.

– Nie mogłaś trafić lepiej! – warknął na nią wściekle. – Niech on się wynosi z mojego domu!

Kotka miauknęła cicho, zaskoczona gniewnym tonem swojego nowego przyjaciela. Amy chciała zapytać o co mu chodzi, ale nie zdążyła, bo chłopak, ciągle trzymając na rękach rudego zwierzaka, wyszedł z pokoju, gwałtownie zamykając za sobą drzwi.

– Lepiej już pójdę… – mruknął Michał, wytrącony z równowagi całą sytuacją.

Zwinnie wstał z podłogi. Amy odprowadziła go do drzwi, równie zdziwiona co i on. Wyszła  na zewnątrz razem z chłopakiem.

– On tak się normalnie nie zachowuje – stwierdziła, nie mając pojęcia, dlaczego, pierwszy raz w życiu, czuje potrzebę, żeby usprawiedliwić przed kimś Gadriela.

– Słuchaj Amy, dlaczego z nim mieszkasz? – spytał gorączkowo Michał, w którego głosie i oczach, błądził prawdziwy niepokój. – Czy on cię w jakiś sposób wykorzystuje?

– Zwariowałeś?! – warknęła, rozdrażniona jego słowami Amy. – To mój przyjaciel! Najlepszy! Mówiłam ci już.

– Przepraszam – mruknął Michał. – Nie chciałem być niegrzeczny, po prostu się o ciebie martwię.

– Lepiej już idź – westchnęła – porozmawiamy jutro w szkole.

Impulsywnie, co również niezbyt często jej się zdarzało, wspięła się na palce i pocałowała Michała w policzek, a potem szybko i z gracją zniknęła w mieszkaniu, zostawiając chłopaka na korytarzu samego, na dodatek głupio wpatrującego się w zamknięte, pomalowane na zielono drzwi. Odrobinę naburmuszona usiadła na kanapie tuż przy Gadrielu.

– Wytłumacz się – rozkazała.

– Niby z czego? – warknął na nią.

– Dlaczego go stąd wyrzuciłeś? – spytała.

– Nie widzisz kim on jest? – spojrzał na dziewczynę niedowierzająco.

– Moim kolegą z klasy? – zaryzykowała.

Gadriel westchnął. Rozparł się wygodniej na miękkiej kanapie.

– To jeden z „Nich” – powiedział z odrazą. – Twój kolega jest synem anioła i ludzkiej kobiety. Sama jego obecność przyprawia mnie o mdłości. Takie istoty nie powinny w ogóle istnieć, nie mają racji bytu.

Amy zamrugała niedowierzająco.

– Niemożliwe – stwierdziła. –  Czytałam o takich istotach, mówi o nich Stary Testament. Nazywają się Nefilim i są doszczętnie złe. Michał taki nie jest!

Chłopak westchnął cierpiętniczo, jak zwykle, kiedy powiedziała coś jego zdaniem zupełnie głupiego.

– Nie zrozumiałaś mnie – mruknął. – Nefilim byli ciekawym eksperymentem – uśmiechnął się łobuzersko. – Nie o nich mi chodzi. Ojciec twojego kolegi jest człowiekiem, który zapewne zapragnął nim być z powodu jakiejś ludzkiej kobiety. Na własne życzenie stał się człowiekiem, ale kiedyś był aniołem.

– Och – wyrwało się Amy, która próbowała strawić zasłyszaną informację. – Dlatego tak go nie lubisz.

Gadriel przewrócił oczami.

– Nie lubię to mało powiedziane – stwierdził. – Ja go nie trawię. Nie przyprowadzaj go tutaj. Nigdy więcej.

– Dobrze – westchnęła Amy, bezceremonialnie kładąc się na kanapie i pakując nogi na kolana Gadriela. Teraz, kiedy podał jej sensowny i logiczny powód swojego zachowania, nie była już na niego obrażona.

– Skoro już to sobie wyjaśniliśmy – uśmiechnął się do niej ujmująco chłopak – to jakie wybierzemy imię dla naszego nowego kota?

– Myślę, że Eris byłoby odpowiednie – odwzajemniła jego uśmiech, zupełnie już rozluźniona.

– Mhm, niech będzie Eris – stwierdził, stawiając niezadowoloną kotkę na dywanie. – Pasuje do niej.

Otarła mu się jeszcze o nogi, fuknęła w proteście i z wysoko uniesionym ogonem, wymaszerowała obejrzeć swoje nowe lokum.

The End

Słowniczek:

Nefilim w apokryfach Starego Testamentu

Apokryficzna etiopska Księga Henocha, której część pierwsza, zwana Księgą czuwających, rozwija przekaz Księgi Rodzaju 6, 1-4. Traktuje o łączeniu się synów Bożych z córkami ludzkimi (Hen 6-36). Z tych związków poczęci zostali giganci, którym przypisywało się czynienie zła na Ziemi, za co na ludzkość został sprowadzony potop.

Aniołowie ujrzeli kobiety ziemskie i za namową ich dowódcy, Szemihaza, złożyli przysięgę, że spłodzą z nimi dzieci. Dwustu aniołów zstąpiło na Ziemię, każdy wybrał sobie kobietę, którą nauczył czarów i zaklęć. Ze związków tych narodzili się giganci, wysocy na trzy tysiące łokci. Ponieważ ludzie nie mogli ich utrzymać, giganci obrócili się przeciwko nim. Księga Henocha przedstawia nefilimjako istoty niegodziwe, niszczące ziemię, zabijające ludzi i praktykujące kanibalizm. Jako potomkowie aniołów duchy nefilim nie mogły umrzeć tak jak ludzie podczas potopu, została im odebrana tylko ich ziemska powłoka, sami natomiast pozostali na Ziemi w postaci bezcielesnych demonów. Odtąd nękają ludzkość tak, jak robili to w czasach przed potopem, zazdroszcząc śmiertelnikom ciał i możliwości zbawienia.

Analogiczną legendę o pochodzeniu nefilim ze związków upadłych aniołów ze śmiertelnymi kobietami podaje Księga Jubileuszów. Według tego apokryfu Bóg w akcie gniewu za ich niegodziwości zesłał na nich szał i giganci pozabijali się nawzajem.

Eris (także Eryda, gr. gr. Ἔρις Eris, łac. Discordia) – w mitologii greckiej uskrzydlona bogini niezgody, chaosu i nieporządku; córka Nyks (Nocy).

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

0 Comments

  1. Odpowiedz

    Rozprówacz

    21 czerwca 2011

    Gadriel jest dość nietolerancyjny jak na takiego ideała

    • Odpowiedz

      Miye

      21 czerwca 2011

      iii… Kto powiedział, że on ma być idealny? Właśnie wręcz przeciwnie raczej…

      • Odpowiedz

        Rozprówacz

        21 czerwca 2011

        mnie chodziło o to, że jak na tak idealnego anioła bez wady – zauważ sarkazm-, to jest bardzo uprzedzony co do pół anioła

  2. Odpowiedz

    IRRESA

    21 czerwca 2011

    Ciekawe, choć krótkie… W każdym razie podoba mi się! *uśmiech*

  3. Odpowiedz

    Wika ;]

    21 czerwca 2011

    No wkurza mnie to, że to takie krótkie ! Ledwo co zaczne czytać to już koniec -,- Ale przynajmiej tak napisane, że wiem o co chodzi ;D

    • Odpowiedz

      Miye

      21 czerwca 2011

      Te opowiadania z założenia mają być takie krótkie, a nawet jeszcze krótsze. Za to będzie ich dużo.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS