Dar – Alison Croggon

Pięknie opisany, pełen magii, rządzący się własnymi prawami świat, w którym światło walczy z ciemnością, a co zwycięży zależy od hartu ducha i wytrwałości jednej, młodej dziewczyny. Gdyby ktoś poprosił mnie o opisanie „Daru” jednym zdaniem, tak właśnie by ono brzmiało.

Pisząc powieść o Pellinorze, autorka opierała się w głównej mierze na „Zagadce Drzewnej Pieśni”, jednej z najważniejszych legend zaginionej cywilizacji Edil-Amaranthu. „Wiele napisano na temat sensacyjnego odkrycia Pism annaryjskich, w jaskini odsłoniętej podczas trzęsienia ziemi w centralnym Maroku w 1991 roku” informuje nas na pierwszej stronie książki jej twórczyni. Postanowiła je przetłumaczyć, uznając, iż zasługują na to, by dotrzeć do szerszego grona czytelników niż tylko uczeni akademiccy, których do tej pory interesowały.

Świat przedstawiony w powieści Alison Croggon nie należy do nazbyt rozbudowanych, za to barw mu nie brakuje. Opisy przyrody, myśli, uczuć i sytuacji, które tworzy autorka, są iście rodem z powieści Tolkiena czy „Nad Niemnem”. Literacki język i konstrukcja tekstu mają swój niezaprzeczalny urok, a ja wreszcie dostałam dowód na to, że fantastyka słusznie zalicza się do literatury pięknej. Dodatkowo wszystkie te miejsca, o których czytamy, możemy sobie jeszcze wyraźniej zobrazować i umiejscowić, dzięki elegancko dopracowanej mapie Edil-Amarandh, znajdującej się zarówno na początku, jak i na końcu tomu.

Powieść fantasy zaczyna się klasycznie. Młoda bohaterka, która niczego nie wie o swoim pochodzeniu i o tym, jak potężną mocą włada i jak ważna jest w istocie dla świata, dowiaduje się z czasem, wraz z zafascynowanymi czytelnikami. Do czego Maerad została stworzona i o co w tym wszystkim chodzi? Tak naprawdę w „Darze” nie przeczytamy niczego nowego, za to dawno nie spotkałam się z tak zgrabnym ujęciem i wykorzystaniem dawno utartych schematów. Przyznam jednak, że dziwne wrażenia pozostawił na mnie fakt, jak wiele rzeczy kojarzy mi się w tekście z osławioną powieścią Tolkiena „Władca pierścieni”. Nawet stworzone przez Alison Croggon wiersze i pieśni, które bogato okraszają stronice książki, przywodzą mi na myśl, tego właśnie, znanego autora.

Kiedy szesnastoletnia Maerad, niewolnica w Glimanowym Siole, spotyka pewnego dnia maga całe jej, nędzne do tej pory, życie przestawia się do góry nogami. Ucieczka, przygoda, wyprawa, ważne misje i powinności stają się nieodłączną częścią jej młodego istnienia. Mimo, że znała już związany ze śmiercią smutek, teraz dopiero, kiedy wyrwała się z otępienia wywołanego okrutnym, monotonnym życiem, naprawdę czuje jego smak. Na swej drodze spotyka też przyjaciół i ludzi, którzy stają jej się naprawdę drodzy. W powieści przelewa się może uczuć, smutku, radości i głębokich przemyśleń, nie było w niej jednak momentów, w których bym się naprawdę, szczerze śmiała, chociaż spotkałam tam nieśmiałe próby wprowadzenia humoru.

Mimo, że na stronicach książki bez przerwy coś się dzieje, czytamy o licznych starciach, ucieczkach, spotkaniach z coraz to nowymi ludźmi, to tak naprawdę akcję trudno nazwać wartką. Fabuła prze naprzód i zaskakujących wydarzeń nam nie zabraknie, ale wszystko to tonie w opisach i długich, rozbudowanych dialogach, przez co powieść określiłabym raczej mianem statycznej. Czyta się ją powoli, a treść zmusza nasze umysły do myślenia.

Książka wydana jest naprawdę porządnie. Okładka nie zalicza się ani do twardych, ani do miękkich. Jest taka w sam raz, by nie zaginały się rogi. Z tyłu tomu umieszczone zostały dodatki, opowiadające o wymyślonym przez autorkę świecie i pomagające czytelnikom się w nim zorientować. Dodatkowo mamy tam także przypisy i sprytnie wykonany spis treści, pomocny zwłaszcza dlatego, że tom pierwszy Pellinoru, podzielony jest na cztery księgi. Ucieszyłam się również z mapy, o której już wcześniej wspominałam. Moim zdaniem jest to nieocenione udogodnienie dla czytelników i w wielu książkach takiego rozwiązania po prostu brakuje. Do korekty, czcionki, podziału treści, również nie sposób się przyczepić. Jedyne co nie podoba mi się w wydaniu, to różowy kolor okładki, krzyczący w niebogłosy: literatura dla kobiet, a powieść wcale do takiej nie należy.

„Dar” jest dziełem literackim na wysokim poziomie i z pewnością nie poleciłabym go ludziom, którzy za czytaniem nie przepadają. Przemawia za tym, chociażby 440 stron czystego tekstu, pisanego dość drobną czcionką. Za to nadaje się dla wszystkich miłośników powieści fantastycznych z prawdziwego zdarzenia, osób miłujących piękno i stęsknionych za niezwykłą przygodą, w której głównej roli nie odgrywa żaden romans. Jeżeli ktoś ma ochotę przeczytać książkę „z wyższej półki” to „Dar” mu serdecznie polecam.

Książka otrzymana do recenzji, dla portalu http://nastek.pl/

26 października 2011

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS