Bezduszni

Zalogowałam się na Facebooka. Niedługo miałam odwiedzić moje rodzinne miasto i fajnie byłoby spotkać starych znajomych. Nie widzieliśmy się od zakończenia szkoły. Właściwie rzadko kiedy bywałam w domu. Nikt tam specjalnie za mną nie tęsknił, ale przecież czasem trzeba było… Okazało się, że niemal wszyscy powyjeżdżali i zapowiadały się bardzo samotne wakacje. Jedynie od czasu do czasu być może uda mi się spotkać z przyjacielem jeszcze ze szkoły podstawowej, Łukaszem. Przynajmniej on zawsze tam był. Teraz jednak czułam radosne podekscytowanie. Od dwóch miesięcy rozmawiałam z chłopakiem, którego poznałam w założonej przez Łukasza grupie. Pojawiał się codziennie, a ja coraz bardziej nie mogłam się doczekać naszych dyskusji. Rozmawialiśmy o wszystkim – o książkach, muzyce, filmach, aż wreszcie doszliśmy do naszego życia. Nie wymienialiśmy się zdjęciami, nie planowaliśmy żadnych spotkań, to była przyjaźń czysto internetowa, a jednak… Nie wyobrażałam sobie dnia spędzonego bez rozmów z Denisem.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Siedziałam w pubie i myślałam, że umrę z nudów. Znajomi Łukasza żyli w dość zamkniętym gronie, mieli własne tematy i ciężko się było do nich dopasować. Nie odtrącali mnie w żaden sposób, ale po prostu sama czułam, że do nich nie pasuję. Przyjaciel podsunął mi kolejne piwo i zapytał czy się dobrze bawię, a ja oczywiście potwierdziłam, bo co innego miałam zrobić? Wtedy powstało zamieszanie. Wszyscy witali się z nowoprzybyłym chłopakiem. Miał ciemne, nieco przydługie włosy i szczupłą sylwetkę. Nosił grafitowe dżinsy i czarną koszulkę bez nadruku. Poczułam w brzuchu stado wściekłych motyli, kiedy podał mi rękę i przedstawił się jako Denis. Uśmiechnął się i usiadł w pewnym oddaleniu, nie dając w żaden sposób po sobie poznać, że wie, kim jestem. Usilnie karciłam się w duchu, żeby się na niego nie gapić. To było niesprawiedliwe! Nie dość, że cudownie się z nim rozmawiało, to jeszcze musiał okazać się piekielnie przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany, o szarych, hipnotyzujących oczach. Nie łudziłam się. Nie oczekiwałam zbyt wiele, ale mógłby do licha zamienić ze mną chociaż dwa słowa! Chyba, że rzeczywiście nie zdawał sobie sprawy z tego, że to ja jestem osobą, z którą rozmawiał dzień w dzień przez Internet… albo, co gorsza, nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia. Dzieląca nas para wstała, wychodzili. Ja również chciałam wyjść, wiedziałam jednak, że Łukasz będzie czuł się w obowiązku odprowadzić mnie do domu, a nie chciałam psuć mu zabawy. On czuł się tutaj świetnie. Ku mojemu zdumieniu, Denis przysunął się bliżej, zajmując ich miejsce. Teraz siedział bezpośrednio koło mnie.

– Andżelika – mruknął tuż przy moim uchu – przyjemnie jest wypowiedzieć twoje imię na głos. Wiedziałem, że tu będziesz, dlatego przyszedłem – oznajmił z zawadiackim uśmiechem. – Liczę na to, że nie masz mi za złe, że chciałem cię poznać.

Przecząco pokręciłam głową, mając nadzieję, że się nie rumienię.

– Myślałam, że nie wiesz, że to ja – przyznałam cicho.

Roześmiał się. Miał przyjemny śmiech. Poczułam jak jego ciepła, duża dłoń nakrywa moją, leżącą na kanapie. Patrzył mi w oczy. Poczułam przyjemne drżenie.

– Przejdziemy się? – zaproponował z nutką nadziei w głosie.

Dopiłam piwo. Wstaliśmy od stolika. Szepnęłam Łukaszowi, że niedługo wracam. Wyszliśmy. Denis nie puszczał mojej ręki, a ja wcale nie chciałam mu jej zabierać. Podczas spaceru nad rzekę bez przerwy żartowaliśmy, przekomarzając się. Na moście mnie przytulił. Był cudowny, był moją bratnią duszą. Kiedy mnie pocałował, poczułam się jak w bajce. Gorliwie odwzajemniałam jego pełne pasji pocałunki. Jego dotyk wywoływał na moim ciele przyjemne dreszcze. To było jak marzenie, które się spełniało. Kiedy na chwilę przerwaliśmy, poczułam jak kręci mi się w głowie. Przecież nie mogłam wypić aż tak dużo… Przytrzymał mnie mocniej.

– Przykro mi, maleńka – mruknął, kiedy osunęłam się w ciemność.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Obudziłam się. Bolała mnie głowa. Poczułam, że mam związane ręce. W ustach miałam jakąś szmatę. Nie wiedziałam gdzie jestem, ale leżałam na dość twardym materacu. Czułam strach i dezorientację. Otworzyłam oczy. Oprócz Denisa, w pomieszczeniu był jeszcze szeroki w ramionach blondyn i smukła, śliczna dziewczyna. Chłopak roześmiał się nieprzyjemnie.

 – To było aż nazbyt proste – stwierdził. – Jest tak zadufana w sobie, że nie miała żadnych podejrzeń co do tego, czemu się nią interesuję.

Bałam się głośniej odetchnąć. Mówili o mnie. Nie miałam podejrzeń? W oczach zbierały mi się łzy. To było dla mnie niesamowite, nierealne i cudowne. Jaka ja byłam głupia. Jak mogłam chociaż przez chwilę sądzić, że on… że naprawdę mnie lubi. Czego ode mnie chcieli? Dziewczyna wzruszyła ramionami.

– Jest taka sama jak on. Przynajmniej wiemy, że się nie pomyliliśmy.

– Tego jestem pewien – oznajmił Denis. – Jest bystra i dość inteligentna. Idealnie wrodziła się w ojca – przyznał niechętnie.

Ojca? To jakaś pomyłka. Nie znałam swojego ojca. Odszedł od mamy jeszcze przed moim urodzeniem. Czego oni ode mnie chcą?

– Nie jest też brzydka – stwierdził obojętnie blondyn.

Taaak, to było najlepsze co można o mnie powiedzieć. Nie jestem brzydka. Dzięki nieznajomy porywaczu.

– Ładniejsza ode mnie? – zatrzepotała rzęsami stojąca przy nich piękność.

– Żadna nie jest ładniejsza od ciebie, Lili – stwierdził nieco rozbawiony Denis, przyciągając ją do siebie tak, że zetknęli się biodrami.

– Hej! – zaprotestował natychmiast blondyn. On nie był rozbawiony. Wyglądał na rozwścieczonego. Wepchnął się między nich, rozdzielając parę. – Odczep się od mojej dziewczyny! – zażądał.

Policzki dziewczyny zaróżowiły się uroczo. Przytuliła się do blondyna, który objął ją zaborczo. Denis uśmiechnął się do niego drwiąco, a ja byłam przekonana, że chciał mu zrobić na złość.

– Ty pilnujesz jej pierwszy – oznajmiła Lili Denisowi, wyciągając czerwonego na twarzy chłopaka za drzwi.

– Pewnie – odkrzyknął jeszcze zadowolony z siebie Denis – Michał niech skupi się lepiej na pilnowaniu ciebie, bo ktoś jeszcze cię mu ukradnie.

Wyczułam w odpowiedzi złośliwość, zupełnie jakby wcale nie mówił do niej. Nie było to również przekomarzanie. Oni wyraźnie się nie lubili. Czy chodziło właśnie o dziewczynę zwaną Lili? Poczułam irracjonalną zazdrość. Tak na dobrą sprawę, Denis przecież nigdy nie był mój. Przez cały czas po prostu oszukiwał.

– Skoro już nie śpisz – niedbale położył się obok mnie, a ja wzdrygnęłam się, nie mając pojęcia, że to zauważył. – to może porozmawiamy. Albo porobimy coś innego – zamruczał, przysuwając się bliżej.

Dotknął mojej twarzy, a ja odsunęłam się na tyle, na ile pozwalały mi więzy. Skrępowane ręce zdrętwiały i teraz boleśnie dawały o sobie znać. Chłopak przysunął się do mnie. Wyjął z moich ust nieprzyjemny knebel. Odwróciłam głowę, kiedy próbował mnie pocałować. Jak on w ogóle mógł mi się podobać?!

– Wczoraj wieczorem jeszcze ci się podobało – zakpił.

– Wtedy nie wiedziałam jaką parszywą szują jesteś – odgryzłam się.

Roześmiał się. Przytrzymał mnie tak, że nie mogłam się teraz odwrócić. Poczułam jego usta na swoich ustach. Z całej siły uderzyłam kolanem w jego krocze. Zawył wściekle, odsuwając się ode mnie. Wyglądał tak, jakby chciał mnie uderzyć. Byłam pewna, że to zrobi. Jego oczy stały się lodowato zimne. Znowu położył się obok mnie, tym razem jednak blokując moje nogi, między swoimi udami i przyciskając je mocno do materaca.

– Drapieżna z ciebie kotka – oznajmił ponownie rozbawiony.

Tym razem zmusił mnie do pocałunku, a jego ręka powędrowała pod moja bluzkę. Próbowałam się wyrwać. Na próżno.

– Ej, zostaw ją! – usłyszałam nad nami stanowczy głos Michała.

Denis roześmiał się, ale puścił mnie i wstał.

– Bo co mi zrobisz? – syknął popychając chłopaka, tak, że tamten zachwiał się niebezpiecznie. – Lepiej znikaj do swojej lalki – zadrwił.

– Nie! – oznajmił twardo Michał. – Teraz ja zostanę z nią.

Denis spojrzał na niego wrogo, ale wzruszył tylko ramionami.

– Jak sobie chcesz – oznajmił lekceważąco i nieśpiesznym krokiem wyszedł z pokoju.

Michał przez chwilę ponurym wzrokiem wpatrywał się w drzwi.

– Nic ci nie zrobił? – zapytał siadając obok mnie na łóżku.

– Nie – wydusiłam z siebie, ciągle przestraszona. – Czemu tu jestem? Czego ode mnie chcecie?

Uśmiechnął się nieco smutno.

– Wszystko w swoim czasie. Na razie cię rozwiążę – zaproponował – i będziesz mogła wziąć prysznic i coś zjeść, a Lili przygotuje ci jakieś ciuchy na zmianę. Jesteś naszą kartą przetargową – wyjaśnił. – Nie bój się, nie zrobimy ci krzywdy. Denisowi też na to nie pozowlę.

Spojrzałam na niego sceptycznie, a on zabrał się do przecinania drażniącego moje nadgarstki sznura.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Z góry, na moje plecy, opadały ciepłe strugi wody, łagodząc ból odrętwiałych mięśni. Nie miałam pojęcia dlaczego tu jestem ani co tutaj robię. Zastanawiałam się czy ktokolwiek będzie się o mnie martwił. Starannie spłukiwałam z siebie pianę z mydła o zapachu bzu.

– Nie wchodź tam! – usłyszałam ostry głos Michała.

– Zwariowałeś?! – warczał Denis. – Czemu zostawiłeś ją samą?!

– Przecież nie ucieknie – zirytował się Michał. – Tam nie ma ani jednego okna.

Zakręciłam wodę. Chwyciłam ręcznik i owinęłam się nim dokładnie. Wyszłam spod prysznica, pragnąc jak najszybciej wciągnąć na siebie ubranie. Zalała mnie fala paniki.

– Nie przyszło ci do głowy kretynie, że może na przykład popełnić samobójstwo?! Nie wolno jej spuszczać z oczu – oznajmił chłopak, gwałtownie otwierając drzwi.

Denis wszedł do środka, a po chwili namysłu zatrzasnął drzwi przed twarzą zaskoczonego Michała. Zbliżył się do mnie, a ja odruchowo cofnęłam się pod ścianę.

– Czego chcesz? – zapytałam zbierając w sobie resztkę odwagi.

W jego szarych oczach widziałam arogancję i okrutną drwinę. Oparł ręce o kremowe kafelki, po obu stronach mojego przylegającego do ściany ciała.

– Chcę, żebyś się mnie bała – stwierdził, nie kryjąc rozbawienia.

Po raz setny zadałam sobie pytanie, jak mogłam się w nim tak bardzo zauroczyć. Był skończonym dupkiem! Jego dłonie sięgnęły do mojego ręcznika.

– Zostaw mnie! – rozkazałam, nie potrafiąc powstrzymać drżenia głosu.

Drzwi się otworzyły, ale tym razem to Lili w nich stała.

– Daj jej spokój – powiedziała chłodnym tonem.

– A co, jesteś zazdrosna? – odwrócił się w jej stronę z szelmowskim uśmiechem.

Jej oczy przez chwilę błyszczały, ale potem spuściła wzrok.

– Chodź, mamy w tej chwili ważniejsze rzeczy do roboty – mruknęła, wychodząc z pomieszczenia.

Denis obrzucił mnie jeszcze jednym, przeciągłym spojrzeniem, a potem podążył w ślad za dziewczyną. Moje serce biło jak oszalałe. Drżącymi dłońmi wciągnęłam ubranie na ciągle wilgotną skórę, a potem weszłam do pokoju, by napotkać ponury, nieszczęśliwy wzrok, siedzącego na kanapie Michała.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Siedziałam skulona w brązowym fotelu, w rogu pokoju. Michał przyniósł mi herbatę i coś do jedzenia, a potem zostawił w spokoju. Siedział z laptopem i nie zwracał na mnie specjalnej uwagi. Byłam mu za to naprawdę wdzięczna. Po chwili do pokoju wrócili Lili i Denis. Mieli ze sobą jakiegoś chłopaka, oceniłam, że musi być w moim wieku. Brązowe, opadające na oczy włosy, zlepione miał zaschniętą krwią i potem. Ledwo trzymał się na nogach. Ręce miał związane za plecami i to tak mocno, że widać było ślady krwi. Michał spojrzał zainteresowany. Wstał.

– Po co go tu przyprowadziliście? – zapytał.

– Nie sądzisz, że już czas działać? – zwróciła się do niego Lili, a Denis posłał mu drwiący uśmiech.

– Być może – przyznał Michał – ale to niespecjalnie rozsądne.

Denis brutalnie pchnął chłopaka na podłogę. Postawił na jego plecach obutą stopę.

– A co może nam zrobić? Mamy jego i dziewczynę. Wszystko idzie zgodnie z planem.

Posadzili go na podłodze, a ja przyglądałam się wstrząśnięta jego posiniaczonej twarzy. Dalej nie miałam pojęcia dlaczego mnie porwali. Przecież moja rodzina nie miała żadnych pieniędzy ani powiązań. Chociaż niewiele wiedziałam o moim ojcu, ale skoro zostawił mnie dziewiętnaście lat temu, to i teraz im nic z mojej osoby nie przyjdzie. Lili uśmiechnęła się uroczo i niewinnie.

– Teraz moja kolej, żeby go przepytać – z nadzieją spojrzała na Denisa, a on obojętnie wzruszył ramionami.

Ponownie wyszli z pokoju, zostawiając nas z Michałem. Blondyn wyglądał na niezadowolonego. Ukucnął przy chłopaku.

– No Gabriel, czemu po prostu nie możesz dać nam tego, czego chcemy? Byłoby znacznie prościej.

Siedzący na podłodze chłopak obrzucił go ponurym spojrzeniem.

– Żeby potem Denis mógł spokojnie czerpać przyjemność z poderżnięcia mi gardła? – zakpił. – Idź do diabła – mruknął, opierając głowę o ścianę. – Wszyscy już dawno powinniście tam trafić.

Michał westchnął i wstał. Przeniósł na mnie spojrzenie jasnych oczu.

– Nakarmisz go? – zapytał i nie był to rozkaz, a prośba.

Zerknęłam na chłopaka, który z trudem przełknął ślinę. Patrzył na nas z wyraźną nadzieją. Niepewnie skinęłam głową, a Michał wskazał mi tacę. Podeszłam do Gabriela z miską. Wyraźnie widziałam teraz jego opaloną twarzy i ładne, okolone ciemnymi rzęsami oczy. Mimo głodnego spojrzenia, przecząco pokręcił głową.

– Nie jem mięsa – szepnął niemal błagalnie.

– To tylko kasza – odpowiedziałam mu, uśmiechając się niepewnie.

Przez chwilę przyglądał mi się uważnie, a potem skinął głową. Wyciągnęłam w jego stronę łyżkę. Jadł łapczywie, niecierpliwie czekając na każdy kolejny kęs. Musiał być bardzo głodny. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś szarpnął mnie do góry, podnosząc z podłogi. Miska wyleciała mi z rąk, a łyżka odtoczyła się kawałek po dywanie. Napotkałam wściekłe spojrzenie Denisa.

– Kto ci pozwolił go karmić? – warknął.

– Ja jej kazałem – uspokajająco odezwał się ze swojego miejsca Michał.

– Szkoda marnować jedzenie na tego psa – mruknął, przyciągając mnie do siebie i obejmując w talii rękami.

Szarpnęłam się czym sprawiłam mu wyraźną przyjemność.

– Chodź, posiedzisz teraz ze mną – zarządził, ciągnąc mnie za sobą na kanapę.

Usiadłam przy nim, drżąc z bezsilności i strachu, a on objął mnie ramieniem. Włączył wiszący na ścianie, płaski telewizor i obojętnie wpatrywał się w jakiś film akcji z Seanem Connerym. W duchu tylko błagałam, żeby już więcej mnie nie dotykał.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Lili krzątała się po pokoju, zapalając niewielkie świeczki. Chodziła przed nosem to Michałowi to Denisowi i wydawało mi się, że bardzo stara się zwrócić na siebie ich uwagę. Bezskutecznie. Michała zupełnie pochłonął komputer, a Denis, kiedy skończył się film, po prostu wyszedł z pokoju. Po chwili namysłu, Lili wyszła za nim. Poczułam na sobie czyjś intensywny wzrok. Zwróciłam uwagę, na ciągle siedzącego w tym samym miejscu, na podłodze, chłopaka. Gabriel znacząco spojrzał na zapachową świeczkę, którą zapaliła Lili. Musiałam wyglądać na przerażoną, gdyż jego twarz wyrażała nieme błaganie. Wiedziałam czego ode mnie oczekuje, a jednocześnie nie chciałam tego zrobić, wiedząc, że w ten sposób go zwyczajnie poparzę. W orzechowych oczach chłopaka lśniła desperacja. Przypomniałam sobie, jak traktuje go Denis. Nie, poparzenia z pewnością nie będą gorsze. Na chwilę weszłam do łazienki, a potem wróciłam. Ukradkiem podniosłam świeczkę ze stolika i wsunęłam ją za plecy Gabriela, a potem wróciłam na kanapę. Miałam tylko nadzieję, że chłopak naprawdę ma jakiś plan. Michał nie zwrócił na mnie uwagi, nie odrywając wzroku od komputera. Poczułam wyrzuty sumienia, kiedy ujrzałam wykrzywioną bólem twarz Gabriela. Do pokoju wróciła Lili. W dłoniach trzymała szpicrutę. Podeszła do więźnia, zamachnęła się i uderzyła go w twarz. Na jego policzku pojawiła się brzydka pręga, ale jedynie zachłysnął się powietrzem, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Skuliłam się jeszcze bardziej, odwracając wzrok.

– Teraz moja kolej, żeby z tobą porozmawiać – dziewczyna uśmiechnęła się do niego nieprzyjemnie.

Zamachnęła się jeszcze raz, ale w tym samym momencie Gabriel oswobodził ręce. Zobaczyłam jego poparzone nadgarstki i dłonie. Nie wiedziałam co chce zrobić. Był wzrostu Michała, ale znacznie szczuplejszy od niego. Do wysokiego, szerokiego w ramionach Denisa, w ogóle nie miał żadnego porównania. Chłopak wykonał nic nie znaczący gest i jakaś niespodziewana siła rzuciła Lili o podłogę. Michał zerwał się z kanapy i przyskoczył do niego, ale Gabriel już zdążył się odwrócić. Usłyszałam dziwny dźwięk, a blondyn osunął się na podłogę. Chłopak zerwał się z podłogi.

– Chodź, szybko – rzucił w moim kierunku. – Z Denisem nie pójdzie tak łatwo.

Zerwałam się z kanapy. Minęliśmy drzwi i zbiegliśmy w szalonym tempie po schodach. Przed drewnianym domem stały uwiązane konie, nie było żadnych samochodów.

– Jeździsz? – zapytał mnie ponaglająco.

– Nie – szepnęłam przerażona, starając się nie zastanawiać nad tym, co wydarzyło się w środku.

Westchnął.

– Chodź – wskoczył na nieosiodłanego wierzchowca, którego przed chwilą odwiązał od barierki i wyciągnął do mnie dłoń. Chwyciłam jego poparzoną w kilku miejscach rękę. Podciągnął mnie do siebie na górę. Usiadłam za nim, obejmując go w pasie. – Trzymaj się mocno – rozkazał, a potem zmusił konia, by rzucił się przed siebie w pełnym galopie.

Objęłam go jeszcze mocniej, bojąc się, że za chwilę zsunę się z grzbietu wierzchowca. Wjechaliśmy do lasu. Gabriel zwolnił, dopiero gdy zniknęliśmy między drzewami, ale ten chód konia był jeszcze mniej przyjemny. Koń poruszał się, niemal boleśnie wybijając mnie w górę. Jęknęłam cicho. Gabriel odwrócił się. Uśmiechnął się do mnie łagodnie.

– Powinnaś unosić się wtedy, kiedy koń podnosi prawą nogę – wyjaśnił – mniej więcej co drugie odbicie.

– Dzięki – prychnęłam.

Roześmiał się, a był to śmiech pełen ulgi, którą najwyraźniej przyniósł mu fakt, że się stamtąd wydostaliśmy. Zwolniliśmy jeszcze bardziej i teraz koń szedł szybkim stępem.

– W tym tempie dotrzemy na miejsce za dwa dni – westchnął ponuro. – Nie mówiąc już, że bez problemu nas dogonią.

To co powiedział mnie zaniepokoiło.

– Dokąd jedziemy? Chcę wrócić do domu! – zażądałam.

Ponownie się odwrócił i spojrzał mi w oczy.

– Posłuchaj, rozumiem – powiedział poważnie – ale sądzę, że lepiej będzie jeżeli najpierw spotkamy się z moim ojcem – wyjaśnił. – Skoro złapali cię raz, to uda im się i drugi, a nie odpuszczą. Nie wydaje mi się, żebyś w domu była bezpieczna.

Przymknęłam oczy. Gabriel mówił rozsądnie, ale ja w dalszym ciągu nie miałam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zatrzymaliśmy się dopiero, gdy zrobiło się zupełnie ciemno. Chłopak odwiązał sznurek od kantara i wypuścił konia. Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie byłam znawczynią, ale logicznie myśląc, spodziewałabym się, że zwierzę wróci do swojej stajni.

– Nie ucieknie? – zapytałam.

Usłyszałam jego przyjemny śmiech.

– Nie – obiecał. – Wróci, kiedy go zawołam.

Był taki pewny siebie, że uwierzyłam mu na słowo. W ogóle, irracjonalnie, czułam do niego zaufanie. Po męczącej jeździe odczuwałam zmęczenie. Teraz, kiedy nie grzało mnie końskie ciepło i plecy Gabriela, zaczęło mi być również zimno. Popielaty, za duży na mnie dres, który dostałam od Lili, nie był wystarczającą ochroną przed chłodem nocy. Noc w lesie nie była czymś, na co mogłabym mieć ochotę.

– Co teraz? – zapytałam niepewnie.

– Chodź – mruknął chłopak, prowadząc mnie w stronę rozłożystego drzewa.

Przypominało nieco sosnę, tylko pień miało znacznie szerszy, a gałęzie sięgały do samej ziemi, tworząc pod spodem rozłożysty namiot. Gabriel odgarnął gałęzie i schowaliśmy się do środka. Ziemię pokrywał miękki, suchy mech. Usiadłam na nim, w dalszym ciągu trzęsąc się z zimna. Zauważył to.

– Przykro mi, ale nie możemy rozpalić ogniska, bo wtedy od razu nas znajdą – przeprosił.

Skinęłam głową, nie będąc pewna czy w ogóle to zobaczy.

– Musisz się trochę przespać, ponieważ na miejsce dotrzemy dopiero jutro po zachodzie słońca – przekonywał cichym, łagodnym głosem. – Spróbuję trochę rozgrzać powietrze, ale nie wiem na ile starczy mi siły – wyjaśnił.

– Jak to rozgrzać? – zdziwiłam się, starając się dostrzec cokolwiek w mroku.

Nie odpowiedział, ale poczułam na skórze przyjemny, ciepły podmuch. Chłopak położył się na mchu, więc ja również zajęłam miejsce obok niego. Przez chwilę milczeliśmy, przypatrując się sobie nawzajem.

– Jak ci na imię? – to on w końcu przerwał ciszę.

– Ewelina – mruknęłam – Eve – poprawiłam cicho.

– Eve, ładnie – stwierdził. – Ja jestem Gabriel, Gabriel Revis – przedstawił się uprzejmie.

– To nie jest polskie nazwisko – rzuciłam pierwszą myśl, jaka przyszła mi do głowy.

– Nie – przyznał, a jego głos był odrobinę rozbawiony – nie jest polskie.

– Więc skąd pochodzisz? – dociekałam.

– Jeżeli naprawdę nie wiesz, to lepiej, żeby wytłumaczył ci to mój ojciec. Ja… nie sądzę, żebym potrafił – westchnął.

Poczułam się nieco urażona, ale milczałam. Wtedy on znowu przerwał ciszę.

– Eve, czy w twoim życiu nie ma magii? Wydajesz się być zdziwiona jej istnieniem.

Cudownie! Więc właśnie udało mu się nazwać moje przywidzenia po imieniu. Albo to ja wariowałam, albo on.

– Przecież coś takiego nie istnieje… – mruknęłam.

Roześmiał się. Zdążyłam polubić już jego śmiech.

– Ilu potrzebujesz jeszcze dowodów? – odwrócił się na plecy. Wpatrywał się w roznoszące cudowny zapach, pokryte grubym płaszczem z igieł gałęzie. – Nawet nie będę pytał, bo pewnie nie masz pojęcia, dlaczego cię porwali – westchnął.

– A ciebie? Dlaczego się tam znalazłeś?

Byłam pewna, że nie odpowie, uznając pytanie za groźne lub zwyczajnie wścibskie. Zaskoczył mnie jednak i tym razem.

– Chodzi o mojego ojca. Był ich mistrzem. Okradli go, a on ich ukarał. Teraz, szukają sposobu, żeby go przekonać, do ściągnięcia z nich kary. Naprawdę  nie wiem, co ty masz z tym wspólnego – odezwał się smutno. – Eve, prześpijmy się, dobrze? Jutro czeka nas ciężki dzień.

– Dobranoc – szepnęłam zamykając oczy.

– Dobranoc – odpowiedział, przysuwając się do mnie bliżej i obejmując mnie ramieniem.

Odsunęłam się od niego gwałtownie, siadając. Mój oddech przyspieszył, a serce zaczęło trzepotać się w piersi.

– Eve? – zapytał zatroskany. – Nie miałem na myśli nic złego – wyjaśnił łagodnie. – Po prostu kiedy zasnę, zaklęcie zniknie i pomyślałem, że tak będzie nam cieplej…

Skinęłam głową, nie myśląc o tym, czy zobaczy ten gest w ciemności, a potem ponownie położyłam się na mchu.

– Mogę? – zapytał, zamiast przysunąć się do mnie, tym razem czekał na odpowiedź.

– Tak – wyszeptałam, drżącym głosem.

Cała zesztywniałam, kiedy znów mnie objął i tym razem walczyłam ze sobą, żeby się nie odsunąć.

– Skrzywdzili cię? – zapytał cicho. – Czy Denis coś ci zrobił?

– Nie – wydusiłam z siebie, przypominając sobie, jak było blisko. – Nie zdążył.

– Dopadnę sukinsyna – warknął Gabriel i pierwszy raz w jego głosie usłyszałam taki ostry ton. – Powinien trafić na szafot.

Nie odpowiedziałam. Zamknęłam oczy, plecami wtulając się w jego tors. Zasnęłam, starając się o niczym nie myśleć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Mój żołądek zaciskał się z głodu. Przez cały dzień jedliśmy tylko sporadycznie napotkane jeżyny i piliśmy źródlaną wodę. Konia zdążyłam już znienawidzić. Za to Gabriel był w bardzo dobrym humorze. Naprawdę cieszył się, że wraca do domu. Niestety nie miałam powodu by podzielać jego radość. Zbliżał się zachód słońca. Otaczające nas drzewa wydawały się tutaj dostojne i wiekowe. Las różnił się od tego, po którym podróżowaliśmy przez cały dzień. Napawał mnie niezrozumiałym lękiem.

– Już jesteśmy prawie na miejscu – odezwał się milczący już od jakiegoś czasu chłopak.

– Świetnie – mruknęłam w odpowiedzi, nie mając pojęcia czy powinnam się cieszyć czy może raczej bać.

W oddali zamajaczyła kamienna budowla. Wstrzymałam oddech, kiedy wyjechaliśmy spomiędzy drzew. To była wieża! Najprawdziwsza w świecie, niczym z jakiejś baśni o księżniczkach i smokach. Porastały ją zielone, kolczaste pnącza. Sięgała niemal koron drzew, a jednocześnie była pośród nich bardzo dobrze ukryta.

– Gdzie my jesteśmy? – zapytałam oczarowana.

Gabriel odwrócił się do mnie. Uśmiechnął szeroko.

– W domu – wypowiedział wesoło dwa proste słowa.

Jego orzechowe oczy lśniły, kiedy poprowadził mnie ku murom budowli. Obeszliśmy niemal całą na około, ale nigdzie nie widziałam wejścia. Chłopak stanął przed groźnie wyglądającą rośliną.

– Wpuść mnie – zażądał.

Przez chwilę nie działo się nic, a potem ściana bluszczu się rozstąpiła, ukazując w murze niewielkie, drewniane drzwi. Wyswobodził konia z prowizorycznej uprzęży i puścił go luzem, a mnie ponaglającym gestem, popchnął ku wejściu do środka.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Komnata w której się znaleźliśmy była pusta i okrągła, a w górę i w dół prowadziły kamienne schody. Gabriel wziął mnie za rękę.

– Nie bój się – mruknął, widząc moją pobladłą twarz. – Mojego ojca chwilowo nie ma. Powinien niedługo wrócić.

– Skąd to wiesz? – zapytałam, ale on tylko znowu uśmiechnął się do mnie.

Zaprowadził mnie schodami na górę, mniej więcej na wysokość trzeciego piętra. Ku mojemu zdumieniu znaleźliśmy się w przestronnej, przytulnie urządzonej kuchni.

– Umieram z głodu – stwierdził. – Rozgość się – zaproponował.

Usiadłam przy masywnym, drewnianym stole, który mogłabym przysiąc, jak wchodziliśmy do pomieszczenia, był pusty. Teraz stały na nim przeróżne, wypełnione jedzeniem naczynia. Zauważyłam chleb, sery, owoce, dżemy i miody, nie było jednak żadnego mięsa. Uznałam, że pytanie o cokolwiek Gabriela i tak nie ma teraz większego sensu, więc po prostu zabrałam się do jedzenia. Zwykły posiłek już dawno nie smakował tak wspaniale. Ledwie zdążyłam się najeść, kiedy w pomieszczeniu pojawił się jakiś człowiek. Był w średnim wieku i miał orzechowe oczy, bardzo podobne, do oczu Gabriela. Wstałam, uznając, że tak będzie grzeczniej. Chłopak również się podniósł znad pustego już talerza. Mężczyzna spojrzał na mnie niedowierzająco. Wpatrywał się, jakby zobaczył ducha.

– Andżelika – szepnął.

Skąd on znał moje imię? Gabriel skłonił się dwornie.

– Nie, Mistrzu, to moja przyjaciółka, Ewelina – przedstawił mnie imieniem, które, nie mam pojęcia dlaczego, mu podałam. – Schwytali mnie, a ona pomogła mi uciec – wyjaśnił.

Mężczyzna pokręcił głową, jakby chciał coś od siebie odegnać. Znalazł się przy mnie. Chwycił mnie za ramiona.

– Czy to imię przyszło do ciebie, kiedy przekroczyłaś granicę lasu?! Co wtedy usłyszałaś?! – zadawał pytania rozgorączkowanym, niemalże panicznym głosem.

Spróbowałam się cofnąć, ale on tylko wzmocnił uścisk.

– Ojcze… – Gabriel spróbował go uspokoić, w jego oczach widziałam niepokój.

– Co usłyszałaś?! – nie ustępował, nie zwracając uwagi na syna.

Czułam wewnętrzny przymus, żeby mu odpowiedzieć.

– Eve – wydusiłam w końcu.

– Eve – mruknął, odsuwając się ode mnie. Potem podniósł na mnie orzechowe oczy i uśmiechnął się łagodnie. – Witaj w moim domu, Andżeliko.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Czułam się dość nieswojo, kiedy przeprosili mnie na chwilę i wyszli, rozmawiając między sobą. Ojciec Gabriela był dla mnie uprzejmy, sprawiał wrażenie miłej osoby, ale niepokoiło mnie przeczucie, że czegoś mi nie mówi. Jakiejś bardzo istotnej dla mnie rzeczy. Kiedy wrócili, znowu przyjrzał mi się uważnie, a potem jakby o czymś zdecydował.

– Na pewno jesteś bardzo zmęczona, Andżeliko, chciałabyś się wykąpać i przebrać – powiedział grzecznym tonem – za tymi drzwiami – wskazał na niewielkie, zaokrąglone przejście – znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz. Odpocznij i wróć do nas, kiedy będziesz gotowa.

– Dziękuję – odparłam z uśmiechem i ruszyłam ku drzwiom, ale wtedy zobaczyłam panikę w oczach Gabriela.

– Nie, Mistrzu, proszę – odezwał się z błagalną nutą w głosie, ale zamilkł, kiedy mężczyzna położył mu dłoń na ramieniu.

– Zaufaj mi – usłyszałam wypowiedziane szeptem słowa.

Poczułam się jeszcze dziwniej. Co mogło tak bardzo przestraszyć chłopaka? W końcu, ignorując całą sytuację, otworzyłam drzwi i marząc jedynie o gorącej kąpieli, przeszłam przez nie, nie myśląc o niczym więcej.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zaskoczyło mnie, gdy znalazłam się w wyłożonym liliowymi kafelkami pomieszczeniu. Stała tu duża wanna, a na półce nad nią znajdowały się mydła, szampony i wonne olejki do kąpieli. Na ścianie wisiały czyste, białe ręczniki i miękki, frotowy szlafrok. Odkręciłam ciepłą wodę i zaczęłam wąchać zawartość buteleczek. Nagle drzwi się otworzyły na całą szerokość i ku mojemu zdumieniu do środka wpadł Gabriel. Jego spojrzenie było tak samo zaskoczone jak moje, a jednocześnie widziałam w jego oczach jakąś dziwną ulgę.

– Ej! Chciałam się wykąpać! – zaprotestowałam.

Bez słowa podszedł do mnie i przyciągnął do siebie zamykając w mocnym uścisku ramion.

– Jak dobrze, że nic ci nie jest – westchnął.

Wyplątałam się z jego objęć i spojrzałam na niego pytająco.

– Co niby miało mi się stać… w łazience?

Znowu mnie do siebie przytulił i wydawało mi się, że po prostu nie chce, żebym patrzyła mu w oczy.

– Nie wiedziałem, że potrafisz stworzyć sobie pomieszczenie – wyszeptał. – To wymaga dość dużych zdolności i silnej magii. Osoba niemagiczna trafiłaby w pustkę… i zostałaby w niej uwięziona, na zawsze.

– Co masz na myśli?

Poczułam jak zamiera mi serce.

– Mój syn chciał powiedzieć, że nie ma do mnie ani trochę zaufania – wyjaśnił stojący w drzwiach ojciec Gabriela.

Nawet nie zauważyłam, kiedy on również tu wszedł. Chłopak odsunął się ode mnie odrobinę, wlepiając wzrok w podłogę.

– Nie miałeś czegoś do zrobienia? – skarcił go mężczyzna.

Gabriel przytaknął, spojrzał na mnie przepraszająco i wyszedł z pomieszczenia.

– Czy… on mówił poważnie? – zapytałam.

Surową twarz czarodzieja ozdobił lekki uśmiech.

– Ciebie to nie dotyczy, masz moje słowo. Przechodząc tymi drzwiami, znajdziesz się gdzie zechcesz – obiecał. – Gdy już skończysz kąpiel, pomyśl o pokoju swojej matki. Myślę, że znajdziesz w nim coś odpowiedniego, co będziesz mogła na siebie włożyć.

Mojej matki?

– Dobrze – zgodziłam się niewiele z tego rozumiejąc.

– W takim razie nie będę ci dłużej przeszkadzał, porozmawiamy, kiedy będziesz gotowa – położył dłoń na klamce, ale w pewnym momencie jakby się rozmyślił. Odwrócił się w moją stronę – och i jeszcze jedno, Andżeliko. Cokolwiek łączy cię z moim synem… Zapomnij o tym. To nie jest dobry pomysł.

Spojrzałam na niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Poczułam jak płoną mi policzki.

– Ja nie… – zaczęłam. – My nie… – nie potrafiłam skończyć. – Jesteśmy przyjaciółmi! – wyrzuciłam w końcu z siebie.

Obdarzył mnie pełnym troski uśmiechem.

– Taką mam właśnie nadzieję – stwierdził zadowolony i wreszcie wyszedł z łazienki, zostawiając mnie samą z własnymi myślami.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Pokój, w którym się znalazłam, był przytulnie urządzony, dominowały w nim różnych odcieni brązy. Mimo, że znajdował się w wieży, wcale nie był okrągły. Duże okno, na jednej ze ścian, miało kształt rąbu, a przy nim, szeroki parapet, zamieniony został w wygodne miejsce do siedzenia, ze stertą kremowych poduszek. Stało tam również drewniane łóżko, spora szafa i duże lustro. Na zabytkowym sekretarzyku zauważyłam również zdjęcia. Za radą ojca Gabriela, zajrzałam do szafy, w której wisiały całe rzędy sukni, rodem z filmu kostiumowego. Jednak na półkach leżały również normalne ubrania, takie jak dżinsy czy swetry.

– Co tu robisz? – usłyszałam za plecami karcący głos Gabriela.

– Twój tata przysłał mnie po ubranie – wyjaśniłam zaskoczona, wskazując mu swój szlafrok.

– Świetnie, ale nie stąd – zauważyłam, że z trudem panuje nad gniewem.

Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi.

– Hej! – zaprotestowałam.

– Posłuchaj – odezwał się już łagodniej – nie chcę, żebyś ruszała cokolwiek w tym pokoju. Dobrze? Poradzimy sobie inaczej. Mój ojciec nie miał prawa…

Nagle jego wzrok zatrzymał się na sekretarzyku. Wpatrywał się w coś szeroko otwartymi oczami, a potem swoje spojrzenie przeniósł na mnie. Ojciec Gabriela pojawił się w drzwiach. Stał oparty o framugę.

– Masz rację – przyznał spokojnie mężczyzna. – Ja nie miałem prawa. Natomiast Andżelika jak najbardziej je ma.

Gabriel przecząco pokręcił głową. Odsunął się ode mnie.

– Nie! Kim ty jesteś? – zapytał nieco drżącym głosem.

– Andżelika jest córką Heleny – podszedł do sekretarzyka i podniósł z niego stojące w drewnianej ramce zdjęcie, z którego uśmiechała się moja matka, mniej więcej w moim wieku, stojąca pod kwitnącym, owocowym drzewem. – Od razu wiedziałem, że to ona – uśmiechnął się nieco melancholijnie – jesteś jej lustrzanym odbiciem – zwrócił się do mnie.

– Ale… – zaprotestował Gabriel – to by znaczyło, że…

Mężczyzna przytaknął.

– Tak, Andżelika jest córką Heleny, moją córką i twoją siostrą.

Tym razem to ja się cofnęłam. Usiadłam na brzegu łóżka, nie patrząc na nich.

– Jak to możliwe? – spytałam cicho.

– Dlaczego nam nie powiedziałeś od razu? – wtrącił w tym samym momencie Gabriel.

Jego ojciec, a może raczej nasz ojciec, uśmiechnął się krzywo.

– Miałem pewne obawy – mruknął teraz on nieco speszony. – Zachowywaliście się jakby… Bałem się, że coś między wami zaszło… Gdyby tak się stało, ta wiedza byłaby dla was niezbyt – odchrząknął – przyjemna.

Gabriel niemal udławił się powietrzem, a ja miałam po prostu ochotę się śmiać. Sytuacja była absurdalna. Chłopak podszedł i usiadł obok mnie na łóżku, wpatrując się we mnie uważnie. Zdałam sobie sprawę, że wiedział, że ma siostrę, nie miał tylko pojęcia, że to mogę być ja. Dlaczego więc sama o niczym nie wiedziałam?

– To by wyjaśniało dlaczego cię porwali – przyznał.

– Tak – stwierdził czarodziej. – Czy matka o niczym ci nie powiedziała, Andżeliko? – przecząco pokręciłam głową, słuchając. Miałam wrażenie, że śni mi się jakiś dziwny, przytłaczający sen. – Groziło nam niebezpieczeństwo. Kiedy urodziły nam się bliźniaki, postanowiliśmy się rozstać, żeby was chronić. Ja zabrałem Gabriela, a ona ciebie. To dość długa i skomplikowana historia. Helena powinna ci o tym opowiedzieć.

– Moja matka nie żyje – szepnęłam cicho.

– Jak to?! – tym razem odezwali się obaj.

– Zginęła w wypadku, siedem lat temu – wyjaśniłam.

Mężczyzna opadł na stojące przy sekretarzyku, drewniane krzesło. Wyglądał, jakby zwalił się na niego cały ciężar świata. Twarz Gabriela miała zacięty wyraz. Zdałam sobie sprawę, że liczył na to, że kiedyś pozna własną matkę. Sama wiedziałam tylko tyle, że mój ojciec mieszka za granicą i, że miał ważny powód, żeby od nas odejść. Nie miałam pojęcia o tym, że mam brata. Nie zdawałam sobie również sprawy, z istnienia magii, to jednak wyjaśniałoby wiele rzeczy. Sama zdziwiłam się, jak łatwo mi w to wszystko uwierzyć. Może ciągle sądzę, że za chwilę się obudzę?

– Więc dlatego nic nie wiesz – udało mu się w końcu odezwać. Wstał. – Pozwól, że zacznę od początku. – Widziałam, że ze wszystkich sił, stara się pozbierać. Skłonił się przede mną dwornie. – Nazywam się Daniel Revis i jestem twoim ojcem. Bardzo kochałem twoją matkę i nasza decyzja o rozstaniu się była najtrudniejszą, jaką musieliśmy podjąć w życiu. Jeżeli będziesz miała jakiekolwiek pytania, pomyśl o mnie, wychodząc przez te drzwi. Postaram się na wszystkie odpowiedzieć – obiecał. – A teraz sądzę, że lepiej będzie jeżeli zostawię was samych.

Skłonił się ponownie i wyszedł, a ja nie potrafiłam otrząsnąć się z dziwnego otępienia, przez długą chwilę, bez ruchu, wpatrując się w drzwi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zaczęło mnie irytować, że Gabriel wpatruje się we mnie z taką intensywnością. Westchnęła, rozciągając się na łóżku. Położył się obok mnie, podparty na łokciu. Przynajmniej wyjaśniło się czemu tak od razu, z miejsca mu zaufałam, czemu rozumieliśmy się bez słów i przede wszystkim dlaczego, mimo że był dość przystojny, ani odrobinę mnie nie pociągał. W końcu zebrał się na odwagę.

– Opowiesz mi o niej? – poprosił.

Naprawdę mu na tym zależało. Zrobiło mi się go żal. Nigdy nie będzie miał okazji jej poznać. Natomiast ja ją znałam i byłam przekonana, że nigdy w życiu nie porzuciłaby własnego dziecka. Musiało wydarzyć się coś naprawdę strasznego. Zdałam sobie sprawę, że ani przez moment nie poddawałam ich słów w wątpliwość. Nie, ja to po prostu wiedziałam. Czułam całą sobą, że Gabriel jest moim bratem, a Daniel Revis, ojcem. Właściwie byliśmy dość podobni. Te same kasztanowe włosy, jasna karnacja i szczupłe sylwetki. Tylko oczy miałam inne, ciemniejsze, tak jak mama.

– Dobrze, opowiem – zgodziłam się uśmiechając smutno.

 Rozmawialiśmy. On opowiadałam mi o życiu z ojcem, a ja mu o mojej rodzinie, mamie i studiach. W dalszym ciągu bolało mnie mówienie o tym, jak umarła, ale z przyjemnością wspominałam szczęśliwe chwile z dzieciństwa. Teraz, kiedy nie żyła, do domu, do cioci i jej rodziny, właściwie nie miałam po co wracać.

– O co chodzi z tymi imionami? – spytałam, kiedy wkroczyliśmy na temat magii. – Twój… nasz… – poprawiłam się po chwili – ojciec wydawał się tym bardzo przejęty.

– Tak – przytaknął Gabriel. – Mieszkamy w krainie pomiędzy światami. Kiedy przekroczysz jej granicę, możesz spotkać wiele stworzeń, w których istnienie zapewne byś nie uwierzyła. Między innymi leśne duchy. To one nadają magom imiona. To imię ma moc i dopiero, kiedy je otrzymasz, możesz w pełni kontrolować magię. Nie powinno się ich zdradzać, imię, to głęboko skrywana tajemnica, która często daje władzę nad drugą osobą. Zazwyczaj zna je tylko mistrz, dzięki temu łatwiej chronić mu uczniów przed zrobieniem sobie krzywdy. Zdradzenie go komuś, to najwyższa oznaka zaufania.

– Ty też swoje otrzymałeś? – spytałam zaciekawiona.

– Tak – spojrzał na mnie poważnie. – Otrzymałem imię Kei, to znaczy obrońca, twoje imię, Eve, oznacza płomień.

Zaskoczył mnie.

– Skoro to tajemnica, to czemu mi je zdradziłeś?

Uśmiechnął się promiennie.

– Jesteś moją siostrą i już zdążyłaś zostać przyjaciółką – wyjaśnił łagodnie. – Poza tym ja znam twoje, uznałem, że to nie byłoby fair.

Cieszyłam się, że Gabriel tak o mnie myśli. Zawsze chciałam mieć brata, a on był spełnieniem marzeń. Rozmawialiśmy do późnej nocy, nawet nie zauważając, kiedy zasnęliśmy, wtulając się w atłasową pościel, na niegdysiejszym łóżku, naszej matki.

 ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Gabriel wyglądał przez duże, kuchenne okno. To było dziwne. Nie kojarzyłam, żebym z zewnątrz widziała jakiekolwiek okna. Musiały być jakoś dobrze ukryte… ale w dalszym ciągu ten fakt wydawał mi się niezwykły. Jak można było nie zauważyć tak dużego otworu, jak jasne, przepuszczające słoneczne światło okno? Podeszłam do chłopaka i również wyjrzałam. Na dworze stał nasz ojciec i jakiś obcy mężczyzna w dziwacznym, kolorowym ubraniu. Daniel rozmawiał z gościem przez krótką chwilę, a potem wszedł do kuchni, rozwijając list. Nie miałam pojęcia jak to zrobił. Przecież przed chwilą był na dole i dzieliły nas trzy piętra schodów… Postanowiłam się nad tym nie zastanawiać. To było dla mnie zbyt wiele. Przeczytał uważnie wiadomość, a treść skwitował skonsternowanym westchnieniem.

– To był posłaniec – wyjaśnił – wzywa nas do zamku.

– A co z Andżeliką? – zaniepokoił się Gabriel, odwracając od okna. – Przecież nie zostawimy jej samej…

Nasz ojciec wzruszył ramionami.

– Pojdzie z nami.

– Przecież nie może! Mistrzu! Nie wolno ci przyjmować uczniów! To wywoła zamieszki – zaprotestował chłopak.

 Mężczyzna uśmiechnął się do nas wyraźnie z czegoś zadowolony.

– Nie pojedzie jako uczennica. Pojedzie jako moja córka – wyjaśnił.

– Ale… – zaprotestował Gabriel.

– Gabriel jest moim uczniem – wyjaśnił zwracając się do mnie. – Mało kto wie, że to również mój syn. Podjąłem taką decyzję, ponieważ obawiałem się, że nikt nie będzie brał pod uwagę jego osiągnieć, a jedynie oceniał Gabriela przez pryzmat moich. Myślę, że przedstawienie cię, to dobry pomysł. Sądzę jednak, że to wy, a przede wszystkim ty Andżeliko, musisz podjąć ostateczną decyzję.

Spojrzałam pytająco na Gabriela, ale on tylko wzruszył ramionami, uznałam więc, że nie ma nic przeciwko. Ja również nie miałam. Nie znałam tutejszej hierarchii i szczerze mówiąc nie specjalnie mnie obchodziła. Prędzej czy później i tak zamierzałam wrócić do domu.

– Dobrze, zgadzam się – odpowiedziałam pewnie.

– Doskonale, w takim razie wyruszymy jutro o świcie. Och i Andżeliko – zatrzymał się po drodze do tajemniczych, prowadzących wszędzie gdzie się chciało drzwi – zdaję sobie sprawę, że jestem dla ciebie obcym człowiekiem i nie oczekuję, żebyś tytułowała mnie ojcem. Kiedy jesteśmy sami, mów mi po prostu Daniel, ale publicznie, jeżeli będziesz chciała się odezwać, zwracaj się do mnie mistrzu. I nie zdziw się, kiedy inni będą tytułowali cię lady. Polityka to bardzo głupia, ale niestety w tym kraju niezwykle ważna gra i nie możemy sobie pozwolić na żadne faux pas.

Gabriel się roześmiał. Serdecznie i wesoło, rujnując poważny i surowy wydźwięk przemówienia naszego ojca. Objął mnie ramieniem.

– Nie martw się, ojcze, poradzi sobie, a jeżeli nie, zawsze będzie miała pod ręką mnie.

Daniel również się uśmiechnął. Z aprobatą skinął głową.

– Liczę na was – stwierdził, już bez dalszych dyskusji, wychodząc z pokoju.

Chłopak odetchnął.

– Wisisz mi przysługę – stwierdził ciągle rozbawiony – gdyby nie ja, skończylibyśmy na wykładzie o używaniu sztućców.

Również się do niego uśmiechnęłam. Byłam bardzo ciekawa tego „innego świata”.

– Będę o tym pamiętała – stwierdziłam.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wyruszyliśmy z samego rana. Ku mojej uldze nie musiałam wkładać żadnej wyszukanej sukni z szafy mamy, a jedynie bryczesy i zieloną tunikę oraz wełniany, krojony z koła, ciemnozielony płaszcz. Gabriel ubrany był w podobnym stylu, natomiast ubranie naszego ojca było całe czarne, nawet konia dosiadał karego. Klacz, na której jechałam, była niemal śnieżnobiała i sprawiała wrażenie bardzo łagodnej. Jechaliśmy bardzo spokojnie, a Gabriel, przez całą drogę, uczył mnie konnej jazdy. Właściwie nie było tak źle. Do miasta dotarliśmy późnym popołudniem. Poza wysokim, kamiennym murem obronnym, w niczym nie przywodziło mi na myśl historycznego średniowiecza. Wszędzie było pełno zieleni, a na klombach kwitły różnobarwne kwiaty. Budynki były praktyczne i estetyczne zarazem. Miały bielone ściany i sprawiały bardzo przyjazne wrażenie. Po kwadransie dojechaliśmy do kolejnego muru, a kiedy minęliśmy bramę, Gabriel wytłumaczył mi, że wjechaliśmy do wewnętrznego miasta. Kolejna brama wiodła już bezpośrednio na teren królewskiego pałacu. Kiedy ją minęliśmy i wjechaliśmy na plac, zostaliśmy otoczeni przez służbę. Pałac był niesamowity. Patrzyłam na niego z prawdziwym zachwytem. Przypominał konstrukcję rodem z baśni Disneya. Strzeliste wieże, kopuły, a wszystko to otoczone labiryntem ogrodów.

– Nigdy nie byłaś w Disneylandzie? – uśmiechnął się do mnie Gabriel, wyraźnie zauważając moje zdumienie.

– Nie, nie miałam okazji – stwierdziłam tym razem dziwiąc się temu, tak swobodnie mi się z nim rozmawia. – A ty… podróżujesz po dwóch światach? To tutaj normalne?

– My żyjemy pomiędzy nimi, na granicy. Czarodzieje często podróżują po obu światach, ale dla tych ludzi to nie jest normalne. Nie wiedzą o istnieniu innego miejsca. Znają tylko ich własny świat. Zupełnie tak samo jak ci ludzie, którzy mieszkają po drugiej stronie. Jak ty… – dodał nieco skrępowany.

– Teraz już wiem – zbyłam jego niepewność żartem.

– Tak i będziesz musiała się jeszcze sporo o tym miejscu nauczyć, żeby z nami zostać.

– Zostać? – zapytałam nieco zagubiona.

Spojrzał mi poważnie w oczy.

– Chyba nie planowałaś nas zostawić? Teraz, kiedy już się odnaleźliśmy…

– Mam studia i swoje życie… – wyjaśniłam niezbyt przekonana.

Może i Gabriel się cieszył z mojej obecności, ale wcale nie byłam pewna, czy ojciec mnie tu chce. Chłopak wzruszył ramionami.

– To nie problem. Ja również studiuję – stwierdził, czym zaskoczył mnie zupełnie. – Zacząłem w zeszłym roku. Wybrałem skandynawistykę, ponieważ ich legendy są bardzo bliskie rzeczywistości.

– Mówisz poważnie?

– Jak najbardziej – oznajmił, ale musieliśmy przerwać rozmowę, ponieważ Daniel ruszył za odzianym w granatową liberię mężczyzną.

W pałacu zostaliśmy zaprowadzeni do dużej, wyłożonej marmurem komnaty, w której stały suto zastawione stoły. Zostaliśmy posadzeni przy jednym z nich. Znalazłam się na miejscu, pomiędzy ojcem, a bratem. Ludzie na chwilę zamilkli, a potem zaczęli szeptać między sobą. Słyszałam uwagi o aroganckim zachowaniu Daniela, który nie zwracając uwagi na królewskie rozkazy, przygarnął sobie uczennicę. Wśród rozmów pojawiły się nawet niesmaczne żarty. Poczułam jak Gabriel cały się spiął. Pod stołem odszukałam jego rękę, a on mocno ścisnął moją dłoń. Czułam się w tym nieprzyjaznym miejscu zupełnie zagubiona, niczym mała dziewczynka. W pewnym momencie wszyscy ucichli i zaczęli się zrywać z miejsc. Do komnaty weszły cztery, odziane w piękne suknie, kobiety. Dwie z nich miały ciemne włosy i sprawiały wrażenie spokrewnionych.

– To królowa i jej córka – szepnął bardzo cicho Gabriel, ale widziałam, że jego wzrok wędruje w zupełnie innym kierunku.

Wpatrywał się w towarzyszącą im, jasnowłosą dziewczynę, w znacznie skromniejszej, zielonej sukni. Miała bladą cerę i wyglądała na bardzo delikatną. Postanowiłam, że później zapytam go kto to, choć wydawało mi się, że przynajmniej częściowo wiem, jaką odpowiedź od niego usłyszę. Zachwyt w jego orzechowych oczach mówił sam za siebie. Kiedy kobiety stanęły u szczytu stołu, wcale nie tak daleko od nas, do sali wszedł bogato odziany, postawny mężczyzna w średnim wieku, a ja tym razem, natychmiast domyśliłam się, że to właśnie jest król. Miał szpakowatą, czarną brodę i bardzo ciemne oczy, ale nie sprawiał wrażenia człowieka nieprzyjaznego, a wręcz przeciwnie, po tym, jak patrzyli na niego ludzie, byłam przekonana, że okaże się wręcz jowialny. Kiedy przywitał się i wszyscy z powrotem zajęli swoje miejsca, zwrócił się bezpośrednio do Daniela.

– Mistrzu, czy zechciałbyś przedstawić nam swoją uroczą towarzyszkę, gdyż od kiedy minęliście bramy, huczy o niej całe miasto – zdanie wypowiedziane zostało przyjaznym tonem, ale kryła się w nim również zawoalowana groźba.

– Oczywiście, wasza wysokość – Daniel wstał i skłonił się nisko. Gabriel spiorunował mnie wzrokiem, a ja zrozumiałam, że powinnam uczynić to samo. Dygnęłam, skłaniając głowę, na co ojciec, pełnym aprobaty gestem, położył mi dłoń na ramieniu. – Wasze wysokości, ludu Merony, przedstawiam wam moją córkę, lady Andżelikę Revis.

Wszyscy wpatrywali się w nas z niedowierzaniem, ale król skinął głową z aprobatą, a jego twarz ozdobił ciepły, szeroki uśmiech.

– Miło mi cię gościć na moim dworze, lady Andżeliko – odezwał się uprzejmie.

– Dziękuję, wasza wysokość – odpowiedziałam nieco speszona.

Usiedliśmy, salę znów wypełnił gwar, a ja byłam przekonana, że stanowię główny temat większości rozmów.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Po posiłku Gabriel oprowadzał mnie po pałacu. Miejsce było przepiękne i niesamowite. Ósmy cud świata… tyle, że to nie był nasz świat… Wycieczkę zakończyliśmy w barwnym, różanym ogrodzie, gdzie rosły kwiaty o przeróżnych kolorach – od jasnego błękitu po głęboką czerń, a każda barwa miała swój własny, wydzielony fragment przestrzeni, dzięki czemu nie mieszały się ze sobą i usiąść można było na przykład w otoczeniu jedynie żółtych i herbacianych róż lub nieco dalej, wśród tych śnieżnobiałych. Efekt był niesamowity.

– Poczekasz tu na mnie? – poprosił Gabriel, który sprawiał wrażenie zadowolonego, z powodu, że mi się tutaj tak bardzo podoba. – Poszukam mistrza i sprawdzę czy niczego od nas nie potrzebuje.

– Dobrze – uśmiechnęłam się do niego promiennie, zagłębiając się w ogród, kiedy odszedł.

Podziwiałam właśnie niesamowite, fioletowe płatki kwiatu, który miał wyjątkowo intensywny, słodki zapach, kiedy usłyszałam za mną ciche kroki. Odwróciłam się, by ujrzeć, oddaloną ode mnie o kilka kroków, złotowłosą dziewczynę. Dygnęła uroczo.

– Czy nie przeszkadza ci moje towarzystwo, pani? – spytała nieśmiało.

Rozpoznałam w niej towarzyszkę księżniczki, w którą jak zaczarowany, wpatrywał się Gabriel i tak naprawdę nie miałam pojęcia, jak się w jej towarzystwie zachować. Miałam tylko nadzieję, że nie zwróci uwagi na moje faux pas.

– Oczywiście, że nie – odpowiedziałam niezbyt przekonana.

Wyczuła moje wahanie i spuściła wzrok.

– Nazywam się Annaela – przedstawiła się cicho. – Chciałam tylko porozmawiać – szepnęła.

– Bardzo chętnie z tobą porozmawiam – uśmiechnęłam się do niej. – Przejdziemy się? – zaproponowałam.

Było to rozwiązanie idealne, ponieważ w ten sposób nie musiałyśmy na siebie wzajemnie patrzeć. Szłyśmy wśród zieleni i pięknych kwiatów, a ja czułam się bardzo nieswojo w tej dziwnej, pełnej napięcia, narastającej ciszy.

– Chciałam… – zaczęła znowu, wahając się. Jej głos był drżący i bardzo smutny. – Chciałam ci pani życzyć szczęścia i prosić cię, byś była dla niego dobra. Zasłużył na to. To…

Przez chwilę myślałam, że chodzi jej o mojego ojca, a potem, kiedy do mnie dotarło, co ona sugeruje, zatrzymałam się w miejscu. Również stanęła, patrząc na mnie zaskoczona.

– Dla kogo mam być dobra? – spytałam na wszelki wypadek.

– Dla panicza Gabriela – oznajmiła zmieszana – przecież wy pani…

Roześmiałam się, a gdy ujrzałam jak płoną jej policzki, zaczęłam śmiać się tylko jeszcze bardziej. Poczułam się paskudnie. Chyba coś wrednego tkwiło w mojej ironicznej naturze.

– Przepraszam, ja nie chciałam się z ciebie śmiać – wyjaśniłam szybko. – Chodziło mi tylko o to, że twoja sugestia, że ja i Gabriel jesteśmy razem, wydała mi się dość niedorzeczna.

Chyba nie zrozumiała do końca tego co mówię, ale dotarł do niej ogólny sens słów.

– Widziałam, jak trzymaliście się pani, za ręce i jak śmiał się gdy oprowadzał cię pani, po pałacu – wyrzuciła z siebie, spuszczając wzrok. – Wyglądaliście na szczęśliwych…

Bardzo żałowałam, że nie mogę jej powiedzieć o łączącym nas pokrewieństwie.

– To chyba moja wina, że tak to postrzegałaś – odezwałam się przepraszająco. – Tam skąd pochodzę, to zupełnie normalne zachowanie wśród przyjaciół, a Gabriel zna zwyczaje moich stron.

Jej niebieskie oczy roziskrzyły się światłem tysiąca gwiazd. Na twarzy dziewczyny malowała się nadzieja.

– Przepraszam – wydusiła z siebie w końcu. – Jestem bardzo głupia…

Uśmiechnęłam się do niej promiennie. Sprawiło mi dużą przyjemność to, że Gabriel jest zakochany z wzajemnością, a Annaela wydawała się być dość płochliwą, ale miłą dziewczyną. Chciałam powiedzieć jej coś miłego, w jakiś sposób okazać przyjaźń, ale w tym momencie w ogrodzie pojawił się mój brat. Stanął zaskoczony, wpatrując się w nas szeroko otwartymi oczami. Annaela natychmiast dygnęła przed nim wdzięcznie.

– Panie… – przywitała się, skłaniając głowę.

Widziałam, jak Gabriel krzywi się z niesmakiem, najwyraźniej nie przepadał za tym, że tak do niego mówiła, ale kiedy tylko dziewczyna podniosła głowę, jego twarz nie wyrażała już niczego.

– Witaj, Annaelo – przywitał się grzecznie. – Miło z twojej strony, że dotrzymujesz towarzystwa lady Andżelice – podziękował.

– To był dla mnie zaszczyt – oznajmiła dziewczyna, dygając ponownie i wyraźnie chcąc się oddalić.

– Zaczekaj! – zaprotestowałam. Obydwoje spojrzeli na mnie pytająco. – Idę teraz do… biblioteki – wymyśliłam na poczekaniu. – Gdybyś zamiast mnie mogła dotrzymać towarzystwa Gabrielowi – nie miałam pojęcia czy powinnam go jakoś tytułować – byłabym zobowiązana.

Rumieniec znów oblał jej blade policzki.

– Jak sobie życzysz, pani – odpowiedziała ledwo dosłyszalnym głosem.

Patrzyli teraz na siebie i chyba nawet nie zauważyli, że opuściłam różany ogród.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wyjrzałam przez duże okno, które nie miało szyb. Coś działo się na palcu. Jakieś wielkie poruszenie. Drwiące, złorzeczące głosy ludzi. Zobaczyłam, jak przez bramę, wwożą drewnianą klatkę. To ona wywołała taką falę nienawiści i poruszenie. Zaciekawiona przyjrzałam się uważniej. W środku niej, skuty łańcuchem, z metalową obrożą na szyi, siedział wilk. Miał czarne, zmierzwione futro, w wielu miejscach brudne od zaschniętej krwi. Niemal podskoczyłam, gdy ktoś znienacka położył mi dłoń na ramieniu. Z ulgą przyjęłam, że to tylko Gabriel.

– Dziękuję – odezwał się cicho.

– Za co? – spojrzałam na niego pytająco.

Uśmiechnął się do mnie ciepło i nie odpowiedział. Postanowiłam nie drążyć dalej.

– Co tam się dzieje?

Również wyjrzał przez okno. Skrzywił się.

– Złapali któregoś z bezdusznych – wyjaśnił ponuro. – Za chwilę odbędzie się egzekucja.

– Bezdusznych?

– Tak – mruknął – to przeklęci magowie, którzy uznali, że są na tyle silni, by panować nad czarną magią i grubo się przeliczyli.

– Przecież to wilk… – nie zrozumiałam.

– Nie, to nie wilk – mruknął. – To czarodziej, który został pozbawiony mocy. Razem z magią, zabrano mu fragment duszy. Dodatkowo klątwa sprawia, że pod wpływem silnych emocji, zmieniają się w te istoty… ale to z pewnością nie są wilki. Patrz – rozkazał.

Kiedy wypuszczono poranione zwierzę z klatki, wilk się przemienił. Stał teraz na dwóch łapach, które wyglądały jak zakończone pazurami stopy. Miał długie, owłosione ręce i wydłużony pysk. Był teraz istotą humanoidalną, ale jednak, w dalszym ciągu zwierzęciem. Strażnicy pociągnęli za łańcuch przyczepiony do metalowej obroży na jego szyi, odganiając napierający tłum. Przywiązali go do stojącego na środku placu słupa. Stworzenie znów przeistoczyło się w wyglądającego zwyczajnie, czarnego wilka. Wtedy zwierzę spojrzało w kierunku naszego okna, a Gabriel zamarł. Zwierzę wyszczerzyło zęby. Wyglądało to tak, jakby wilk się uśmiechał. Chłopak zaczął przeklinać. Spojrzałam na niego nieco przestraszona.

– To Denis – wyjaśnił pobladły na twarzy. – To Denis… jeżeli mam rację, na tym placu zginie dzisiaj mnóstwo ludzi. Nie ruszaj się stąd! – rozkazał, a potem rzucił się pędem przez korytarz.

W tym czasie strażnicy wypuścili psy, które zaczęły ze wszystkich stron atakować uwiązanego na łańcuchu wilka. Skrzywiłam się z niesmakiem. To tak miała wyglądać egzekucja? To było podłe. Denis? Nie, to przecież było niemożliwe… a jednak… czy to w ten właśnie sposób ukarał ich Daniel? Jakby znikąd w tłumie pojawiły się nagle dwa wilki. Jeden olbrzymi i srebrny, a drugi brązowy i nieco mniejszy. Torowali sobie krwawą drogę do towarzysza. Już po chwili czarny wilk był wolny, ale jego towarzysze nie przestawali atakować strażników. Psy, już wszystkie, leżały martwe u jego stóp. Nagle zauważyłam unoszącego ręce ojca. Czarny wilk również spojrzał w jego kierunku i zawył ostrzegawczo. Cała trójka zaczęła się wycofywać. Nagle rozbłysło jasne światło, a wilki, na łeb na szyję, rzuciły się do ucieczki.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wilki uciekły, zostawiając za sobą całą masę rannych. Gabriel miał rację, to była rzeź. No cóż, teraz przynajmniej wiedziałam, czego ode mnie chcieli. Jeden ze służących powiedział mi, że znajdę mojego ojca przy stajniach. Pobiegłam tam najszybciej jak potrafiłam. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy ich znalazłam, Gabriel prowadził obok siebie osiodłanego konia.

– Dokąd jedziesz? – zapytałam.

Spojrzał na mnie przepraszająco.

– Muszę dostarczyć wiadomość do Liquid. To dwa dni drogi stąd.

Poczułam nieprzyjemny uścisk w żołądku. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał! A tak naprawdę, bałam się zostać sam na sam z ojcem…

– Mogę jechać z tobą? – wyrwało mi się natychmiast.

Przecząco pokręcił głową.

– To chyba nie najlepszy pomysł – stwierdził.

– Dlaczego nie? – wtrącił się do tej pory jedynie obserwujący nas Daniel. – To bezpieczna podróż, a Andżelika powinna choć trochę poznać tą rzeczywistość.

– Pomyślałem, że to będzie dla niej… zbyt kłopotliwe – westchnął chłopak. – Po drodze nie będzie raczej żadnych… wygód, a jedynie dwa noclegi pod gołym niebem i podróżne racje żywnościowe.

Rozbroił mnie tym stwierdzeniem, z trudem powstrzymałam się przed prychnięciem.

– Nie jestem jakimś delikatnym kwiatuszkiem, jak twoja dziewczyna! – oznajmiłam stanowczo. – Uważasz, że nigdy nie byłam na przykład pod namiotem?

– Ona nie jest moją… – zaczął Gabriel, ale nie dokończył, bo ojciec spiorunował go wzrokiem. Wzruszył tylko ramionami. – Jasne, chcesz to jedź, ale potem nie mów, że cię nie uprzedzałem.

– Chcę! – oznajmiłam. – I pojadę, ale pod warunkiem, że nie masz nic przeciwko mojemu towarzystwu.

Roześmiał się.

– Wiesz przecież, że nie mam – odpowiedział już zupełnie pogodnie.

Kwadrans później mijaliśmy już pałacowe mury. Zdążyłam polubić moją śnieżnobiałą klacz. Jazda wierzchem była nieznośnie męcząca, ale jednocześnie bardzo przyjemna.

– Czemu tak nagle musisz dostarczyć jakąś wiadomość? – spytałam gdy wyjechaliśmy za bramy miasta. – Czy to ma coś wspólnego z wilkami?

– Tak – odpowiedział bez wahania. – Muszę ostrzec tamtejszego czarodzieja.

– Czy nie ma na to innych, szybszych sposobów niż podróż? – spytałam.

Gabriel skrzywił się nieznacznie.

– Są – przyznał niezbyt przekonany – ale wymagają bardzo dużo energii, poza tym odniosłem wrażenie, że ojciec chciał się mnie stąd pozbyć.

– Dlaczego? – zapytałam, mając nadzieję, że nie uzna tego za wścibstwo.

– Ponieważ nie podoba mu się to, że spędzam czas z Annaelą – odpowiedział niechętnie po dłuższej chwili milczenia.

– Nie rozumiem… – przyznałam. – Czemu miałoby mu to przeszkadzać?

Chłopak wpatrywał się w końską grzywę.

– Ponieważ ona nie jest wysoko urodzona – mruknął cicho. – Jest sierotą. Królowa przygarnęła ją i od dziecka jest pokojówką oraz towarzyszką królewny Marqarett – wyjaśnił. Ponownie się skrzywił. – Ojciec najchętniej by widział mnie właśnie u boku królewny.

Popatrzyłam na niego niedowierzająco.

– Przecież to absurd! – stwierdziłam. – On również żyje w moim świecie i wie, że takie coś jest… że każdy powinien mieć w tej kwestii wolny wybór!

Gabriel uśmiechnął się dość ponuro.

– Myślę, że gdybym wybrał kogoś, z twojego świata, nie miałby nic przeciwko – westchnął.

– Ale oczywiście nie zamierzasz go w tej kwestii słuchać? – spytałam nieco ostrzej niż zamierzałam.

Roześmiał się, tym razem ciepło i wesoło.

– Nie – przyznał – oczywiście nie zamierzam.

Przez chwilę znowu milczeliśmy, po prostu jadąc przed siebie, aż w końcu nie wytrzymałam.

– Dlaczego Daniel nic z nimi nie zrobi? To znaczy, skoro oni robią takie rzeczy… – wzdrygnęłam się nieco.

– Masz na myśli Denisa i jego bandę? – spytał przypatrując mi się uważnie.

– Tak – skinęłam głową.

– To nie takie proste – westchnął. – Denis jest odporny na magię, przynajmniej na bezpośrednie magiczne ataki. Z Michałem i Lilianną nie byłoby takiego problemu, zresztą sądzę, że oni sami z siebie nie sprawialiby kłopotów. To Denis ich w to wszystko wciągnął. Nie są złymi ludźmi… Poza tym żyją przede wszystkim w twoim świecie. Tutaj w królestwie wszyscy bezduszni są tropieni i skazywani na śmierć. Właściwie, to nie powiedziałaś mi jeszcze, w jaki sposób cię schwytali? – zadał pytanie.

Zaczerwieniłam się i spuściłam wzrok. To było krępujące.

– Rozmawiałam z Denisem na Facebooku i się zaprzyjaźniliśmy – mruknęłam. – Właściwie, to się w nim zadurzyłam – przyznałam niechętnie. – Potem , kiedy go spotkałam na żywo, to było jak spełnienie marzeń… – Gabriel jedynie skinął głową i nie drążył dalej, za co byłam mu naprawdę wdzięczna. – Co takiego zrobili, by zasłużyć na taką karę? – spytałam zaciekawiona.

– Nie wiem – przyznał. – Ojciec mi nigdy tego nie wyjaśnił. Podobno coś mu ukradli. Sądzę jednak, że musieli sami z siebie posłużyć się czarną magią. Nie jestem pewien czy by ich w ten sposób przeklął, nawet gdyby potrafił. Istnieją rzeczy gorsze od śmierci. Nie rozmawiajmy o tym, dobrze? – poprosił.

Uśmiechnęłam się do niego przebiegle.

– Zgoda, nie będziemy, pod warunkiem, że opowiesz mi coś więcej o Annaeli.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Nie mam pojęcia, skąd to wiedziałam, ale instynktownie wyczułam, że coś jest nie tak, a mój niepokój wpłynął na klacz, na której siedziałam. Kiedy odwróciłam głowę na bok, zobaczyłam, że Gabriel zakołysał się w siodle, a potem z niego bezwładnie zsunął. Nie zdążyłam się nawet rozejrzeć dookoła, bo mój koń, spłoszony i gnany jeszcze bardziej moim własnych strachem, puścił się dzikim galopem przed siebie. Zobaczyłam, że z krzaków, wychodzą jakieś ubłocone stworzenia, o humanoidalnym kształcie, ale nie byłam w stanie się na nich skupić, ponieważ całą uwagę poświęcałam na to, by nie spaść z siodła. Kurczowo trzymałam się końskiej grzywy. Nogi już dawno wypadły mi ze strzemion i teraz te obijały się o końskie boki, co jeszcze dodawało spłoszonej klaczy werwy. Nie wiedziałam czy bardziej boję się dziwacznych, karłowatych ludzi, czy upadku. Jedno i drugie mogło okazać się śmiertelnie niebezpieczne. Poza tym, jeszcze bardziej bałam się o to, co mogło stać się Gabrielowi. Przed nami rozpostarło się szerokie koryto rzeki. Stanowiąca brzeg skarpa była dość wysoka. Teraz nabrałam pewności, że się zabijemy.

– Nie, nie, zatrzymaj się! – błagałam przyciągając do siebie wodze, ale klacz pędziła przed siebie jak oszalała.

Nawet nie zeskoczyła, a po prostu spadła ze skarpy, przewracając się niezgrabnie i zrzucając mnie z siodła. Potoczyłam się kawałek dalej, po kamienistym dnie. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Wyraźnie słyszałam odgłosy pościgu. Z trudem udało mi się wstać. Coś było ze mną nie tak. Obraz rozmazywał mi się przed oczami. Wiedziałam, że nie dam rady opuścić koryta rzeki. Przeszłam kilkadziesiąt kroków i osunęłam się na kamienistą plażę, ukrytą za gęstymi krzakami. To było lepsze niż siedzieć tam gdzie upadłam, ale zdawałam sobie sprawę, że nie wystarczy, by się na dłuższą metę ukryć. Ujrzałam wysuwający się spomiędzy drzew, ciemny kształt. Wilk… nie, musiałam mieć przywidzenia. Drapieżnik przysunął się bliżej. Stał przy samej krawędzi. Wtedy zobaczyłam jego szare, ludzkie oczy. Sparaliżował mnie strach. Zwierzę warknęło nieprzyjaźnie. Nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Na drugim brzegu rzeki pojawiły się ścigające mnie stworzenia. Teraz wyraźnie widziałam ich owłosione, krępe ciała. Wilk ponownie zawarczał, a kiedy w żaden sposób nie zareagowałam, zwinnie zeskoczył ze skarpy. Podszedł do mnie, a po drodze, w obłoku srebrnej mgły, przeistoczył się w człowieka.

– Wstawaj! Szybko! – warknął na mnie.

Patrzyłam na niego przerażona. Przed oczami stanął mi obraz krwawej masakry, na placu. Denis chwycił mnie za rękę. Poczułam, jak coraz szybciej bije moje serce. Chłopak chyba musiał zdać sobie sprawę, że boję się go bardziej niż zbliżających się coraz bardziej do nas stworzeń, ponieważ pociągnął mnie mocniej ku sobie. Spojrzał błagalnie w moje oczy.

– Andżelika, rusz się, proszę. Zabiją nas jeśli tu zostaniemy.

W jego głosie, w spojrzeniu, było coś tak desperackiego, że nie mogłam nie posłuchać. Zachwiałam się na nogach. Denis przytrzymał mnie w pasie. Zaczął przeklinać.

– Au! – wyrwało mi się nieproszone, kiedy poczułam jakieś ukłucie na ramieniu.

Pokazał mi zakończoną czerwonym opierzeniem, niewielkich rozmiarów strzałkę.

– Są zatrute – wyjaśnił niespokojnie.

Pociągnął mnie w stronę lasu, a potem podsadził do góry. Z trudem podciągnęłam się, opadając na pokrytą mchem, leśną ściółkę. Znów był przy mnie. Siłą postawił mnie na nogi. Zobaczyłam moją klacz. Stała tam, przywiązana do drzewa i niecierpliwie strzygła uszami. Wierzgnęła, kiedy Denis do niej podszedł. Ignorując to, odwiązał ją od pnia i posadził mnie w siodle. Nie byłam w stanie protestować. Przed oczami robiło mi się coraz ciemniej, a świat stawał się coraz bardziej rozmazany. Chłopak wskoczył za mną na siodło, chwycił wodze, otaczając mnie ramionami i popędził konia.

– Nie! – zaprotestowałam, bezskutecznie starając się wyrwać z jego objęć. Odwróciłam się, by spojrzeć na niego błagalnie. – Tam został Gabriel…

Denis wydał z siebie zwierzęcy warkot, a potem jakby się opanował. Poczułam jego ciepły oddech na swoim karku. Cała zesztywniałam, pragnąc uwolnić się od jego bliskości.

– Nie ośmielą się zrobić mu krzywdy. Jest uczniem czarodzieja – syknął ze złością. – Natomiast jeżeli złapią ciebie lub mnie, po prostu nas zabiją.

Zamknęłam oczy. Musiałam mu uwierzyć. Zresztą, jaki miałam wybór? Czułam, jak powoli, nieubłaganie, osuwam się w ciemność.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Co jakiś czas budziłam się, a potem znów odpływałam. Widziałam jedynie mijane pnie drzew i całą sobą czułam siedzącego za mną Denisa. Mówił coś do mnie, ale nie rozumiałam słów. Gdyby nie otaczające mnie ramiona, zapewne zsunęłabym się z siodła. Nie wiem ile czasu minęło, gdy poczułam, jak moje nogi dotykają ziemi. Zadrżałam.

– Posłuchaj, musisz przez chwilę być przytomna – powiedział, zmuszając mnie, żebym na niego patrzyła.

Powieki znów mi opadły, nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Potrząsnął mną lekko.

– Nie, nie odpływaj znowu – zabronił stanowczo. – Motor to nie koń, nie damy rady na nim jechać, jeżeli będziesz nieprzytomna – wyjaśnił.

– Postaram się – szepnęłam, nie do końca wiedząc, czego on ode mnie chce.

Nie miałam pojęcia, że mówienie może stanowić taki problem. Podeszliśmy do maszyny, moja klacz gdzieś zniknęła. W dalszym ciągu byliśmy w lesie, ale drewniana wiata i porozwalane śmietniki, dobitnie świadczyły o tym, że to był mój normalny świat. Denis usiadł na motorze, sadzając mnie za sobą. Pomógł mi założyć kask. Otoczył się w pasie moimi ramionami.

– Masz skupić się na tym, żeby mnie mocno trzymać – rozkazał – jeżeli poczuję, że mnie puszczasz, to się zatrzymamy, zgoda?

Chyba musiałam coś mruknąć w odpowiedzi, ponieważ ruszył. Z leśnej drogi, wyjechaliśmy na normalną, mało uczęszczaną szosę, a już po chwili znaleźliśmy się w mieście. Ze wszystkich sił walczyłam z ogarniającą mnie ciemnością. W końcu gdzieś się zatrzymaliśmy. Nie byłam w stanie stać. Denis wziął mnie na ręce i wniósł do dużego, nowoczesnego budynku. Posadził na plastikowym krześle. Nareszcie mogłam zamknąć oczy.

– Nie, musi pan to najpierw wypełnić – mówiła nieprzyjaznym głosem jakaś kobieta. – Potrzebny jest również dowód osobisty i ubezpieczenie.

– Mam w dupie, co jest potrzebne – warknął Denis – niech ją najpierw obejrzy jakiś lekarz!

– Najpierw trzeba się zarejestrować – oznajmiła stanowczo, zimnym głosem kobieta.

Chyba znów musiałam stracić przytomność, ponieważ leżałam wzdłuż rzędu krzesełek, a Denis kucał przy mnie. Jego szare oczy płonęły. Z trudem usiadłam.

– Lepiej się nie podnoś – poprosił.

– Co tu się dzieje? – usłyszałam chłodny, męski głos.

W korytarzu pojawił się człowiek w białym kitlu, prawdopodobnie lekarz. Podszedł do mnie i przyjrzał mi się uważnie, podczas gdy siedząca w recepcji pielęgniarka zaczęła tłumaczyć mu, że prosiła nas o okazanie dokumentów i zarejestrowanie się.

– Ja się tym zajmę, pani Moniko – oznajmił w końcu. – Dasz radę iść? – zwrócił się do mnie.

Chciałam zaprzeczyć, ale Denis wziął mnie na ręce. Lekarz wzruszył ramionami i poprowadził nas korytarzem do gabinetu. Chłopak położył mnie na obitej brązową skórą leżance.

– Musisz powiedzieć mi czy coś brała – oznajmił mu stanowczo lekarz – a najlepiej jeszcze co i ile oraz jak dawno temu.

Moje powieki znów się zamknęły, a ja zapadłam się w ciemność.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Obudziłam się w białej pościeli szpitalnego łóżka. W mojej ręce tkwił wbity wenflon, do którego podłączona była kroplówka. Pamiętałam jak przez mgłę, w jaki sposób się tu znalazłam. Ktoś był w pomieszczeniu. Młody lekarz, który mnie tu przyjmował…

– Dasz radę rozmawiać? – zapytał podchodząc do mojego łóżka.

– Chyba tak – odpowiedziałam znacznie ciszej niż zamierzałam.

– Jak ci na imię? – zadał kolejne pytanie.

– Andżelika.

 – Świetnie, Andżeliko, posłuchaj, mamy mało czasu – przysunął się tak, że był bardzo blisko mnie i teraz on również mówił szeptem. – Chłopak, który ci towarzyszył, czy zdajesz sobie sprawę kim on jest?

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Boisz się go – westchnął – czuję to, więc nie musisz odpowiadać. Nie powinnaś się zadawać z wilkami, to bardzo niebezpieczne. Czy to on coś ci zrobił?

– Nie – zaprzeczyłam, w dalszym ciągu nie potrafiąc skupić myśli.

– Więc co to było?

Zamknęłam oczy, zastanawiając się czy mi uwierzy. Jednak skoro mówił o wilkach, miałam nadzieję, że tak.

– Strzałka, z trucizną – wyjaśniłam niezbyt przekonana.

– Jaki miała kolor upierzenia? – zapytał, zamiast zacząć tłumaczyć, że coś takiego mogło istnieć jedynie w mojej wyobraźni.

– Czerwony – odpowiedziałam cicho.

– Trafiła cię tylko jedna? – jego głos był rzeczowy i poważny.

– Chyba tak – odpowiedziałam.

– Dobrze. Gdyby było ich więcej, prawdopodobnie byś nie przeżyła. Teraz przynajmniej wiem co ci podać.

Kiedy znów otworzyłam oczy, wstrzykiwał cos do wiszącej nade mną kroplówki.

– Posłuchaj. Jest jeszcze jedna sprawa. Ten chłopak. Jeżeli nie chcesz, mogę go tutaj nie wpuszczać. Wolałbym jednak, żebyś to ty podjęła decyzję.

– On jest…

– Tak, wiem, niebezpieczny – skończył za mnie moją myśl. Uśmiechnął się dość ponuro. Miał smukłą sylwetkę i bladą, zmęczoną twarz, ale jasne oczy patrzyły na mnie bystro. – Nie martw się, poradzę sobie z nim.

Nie miałam pojęcia czego Denis ode mnie chce, ale jeżeli mnie uratował, to z pewnością właśnie dlatego, że czegoś ode mnie chciał. Zdałam sobie sprawę, że lekarz czeka na moją odpowiedź.

– Dziękuję – odezwałam się bardzo cicho. – Nie chcę go widzieć.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Spędziłam w szpitalu już ponad dobę, którą niemal całą przespałam. Teraz był późny wieczór, a ja siedziałam w ciemności, podparta poduszkami i nie potrafiłam kolejny raz zasnąć. W pewnym momencie szerokie okno otworzyło się na oścież. Poczułam na skórze silny podmuch wiatru. Zobaczyłam ciemną sylwetkę i zerwałam się z łóżka, odsuwając pod ścianę.

– Nie chcieli mnie do ciebie wpuścić, chodź – usłyszałam ponaglający głos Denisa. – Zmywamy się stąd.

Nie odpowiedziałam. Byłam zbyt przestraszona. Odsunęłam się jeszcze kilka kroków wzdłuż ściany. W jednej chwili znalazł się przy mnie. Chciałam krzyknąć, ale zasłonił mi dłonią usta.

– Uspokój się – powiedział poirytowany – aż tak bardzo się mnie boisz? – zapytał zabierając rękę, ale ciągle nie odsuwając się nawet na krok.

Był zbyt blisko mnie. Czułam jego dotyk.

– Sam stwierdziłeś, że tego właśnie chcesz – odpowiedziałam mu wojowniczo. – Chcesz, żebym się ciebie bała.

Westchnął. Odsunął się odrobinę.

– Masz rację – oznajmił, patrząc na mnie. – Tego właśnie chciałem. Ale teraz sytuacja się zmieniła. Grozi ci niebezpieczeństwo. Zbyt wiele osób chce cię zabić i będzie na ciebie polowało, aż nie zobaczą twojego martwego ciała. A ty jesteś jedyną istotą, która może nam pomóc. Teraz stoimy po tej samej stronie.

Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Najchętniej wypchnęłabym go przez to samo okno, przez które wszedł. Kiedy znów do mnie podszedł, zareagowałam instynktownie, kopiąc go z całej siły kolanem i rzucając się w kierunku drzwi. Syknął wściekle. W jednej chwili stał się wilkiem, ale jednocześnie nie wilkiem, przerażającym stworzeniem na dwóch nogach. Podniósł mnie z podłogi, przyciągnął do siebie i wyskoczył przez otwarte okno. Chciałam krzyczeć, ale strach odebrał mi możliwość wydobycia z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Drugie piętro! Taki upadek z pewnością nie mógł skończyć się dobrze. Jednak Denis zeskoczył lekko i zwinnie, jakby skakał nie z okna na drugim piętrze, a z niskiego murku. Postawił mnie na trawie i znów się przemienił. Pociągnął mnie za rękę.

– Idziemy – mruknął – zaparkowałem motocykl w alejce, po drugiej stronie.

– Zostaw mnie! – próbowałam się wyrwać, jednak trzymał zbyt mocno.

Zatrzymał się. Przyciągnął mnie do siebie, tak że znowu boleśnie poczułam jego bliskość.

– Andżelika, to nie jest zabawa. Wiem, że mnie nie lubisz i niewiele mnie to obchodzi, ale umrzesz, jeżeli choć odrobinę mi nie zaufasz.

Wyrwałam mu się, a on mnie puścił. Mówił w taki sposób, że nie potrafiłam zignorować jego ostrzeżenia. Nigdy nie byłam przesądna, ale już dawno nauczyłam się ufać własnym przeczuciom. Niezbyt zadowolona z tego co robię, niechętnie ruszyłam w kierunku zaparkowanego motocykla.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zagrzmiało. Lunęły strugi deszczu. Rozpętała się burza. Ciepły, przyjemny wieczór zamienił się w chłodną ulewę. Z mojego podróżnego stroju miałam na sobie tylko buty. Resztę zastępowała szpitalna piżama – teraz doszczętnie przemoczona i popielaty sweter. Kiedy Denis wreszcie się zatrzymał, zsiadając z motocykla, drżałam z zimna. Wjechaliśmy na podwórko stojącej w śródmieściu kamienicy. Posłusznie weszłam za chłopakiem do pomalowanego na pistacjowo budynku. Zaprowadził mnie na samą górę, do mieszkania na poddaszu. Miało ukośne ściany i niewiele mebli. Właściwie poza kanapą, szafą, biurkiem i podstawową zabudową kuchenną, było zupełnie puste. Wnętrze posiadało jednak dość jasne i zachęcające. Denis w progu ściągnął buty i przemoczoną bluzę. Podszedł do szafy i wyjął z niej jakieś rzeczy.

– Trzymaj – podał mi złożone ubrania i leżący na wierzchu sterty ręcznik. – Przykro mi, ale niestety nie mam nic damskiego. Juro coś wymyślimy.

Sama się domyśliłam gdzie jest łazienka. Nie była zbyt duża, ale wygodna i dobrze urządzona. Skoro i tak byłam mokra, postanowiłam, że równie dobrze mogę wziąć prysznic. Dopiero zdejmując bluzę, przypomniałam sobie o tkwiącym w mojej ręce wenflonie. Skrzywiłam się mimowolnie na myśl, że będę musiała go sama wyjąć. Miałam nadzieję, że Denis mi pomoże, to w końcu mogło chwilę zaczekać. Ciepła woda była błogosławieństwem. Umyłam się i włożyłam na siebie czarne, zbyt długie i nieco za szerokie bojówki, które mi dał. Bluza również była za duża. Mogłaby mi służyć niemal za sukienkę. Podwinęłam nogawki, byle jak związałam mokre włosy i wyszłam z łazienki. Chłopak również już był w suchych spodniach, nie zatroszczył się jednak nawet o to, by włożyć na siebie koszulkę.

– Pomożesz mi? – poprosiłam, siadając na kanapie.

Wziął z kuchni papierowy ręcznik i przyszedł do mnie. Zdarłam przytrzymujące urządzenie od kroplówki plastry i zamknęłam oczy, nie chcąc patrzeć, jak wyciąga igłę. Poczułam cokolwiek dopiero, kiedy przyłożył w miejscu ukłucia ręcznik. Potem jednak zdałam sobie sprawę, że Denis jest zbyt blisko. Objął mnie, przyciągnął do siebie i pocałował. Ciepło jego ciała, dotyk nagiej skóry i ta bliskość przyprawiały mnie o drżenie. To było cudowne uczucie, w którym najchętniej bym się zatopiła, przed oczami jednak natychmiast stanęły mi jego zdradzieckie pocałunki, kiedy staliśmy razem na moście. Ogarnęła mnie złość. Odepchnęłam go od siebie z całej siły.

– Nie wolno ci mnie dotykać!

– Dlaczego? – spytał przysuwając się znowu. – Już ci się nie podobam?

Z całej siły starałam się ujrzeć w nim wilka, dzikie zwierzę, mordujące bezbronnych ludzi. Kogoś, kto zasłużył na to, by mój ojciec go przeklął. Z jakiegoś powodu, kiedy był tak blisko, przestawałam logicznie myśleć. Pragnęłam pozwolić mu na wszystko. Zatopić się w jego pocałunkach. Posadził mnie sobie na kolanach. Wplótł palce w moje włosy, a ja z nim nie walczyłam. Wsunął dłoń pod czarną bluzę, poczułam jak łagodnie jego palce przesuwają się po moich plecach. Zadrżałam z rozkoszy. Moje ciało było spragnione jego dotyku. Znów mnie pocałował, a ja tym razem poczułam w sobie dość siły, by gwałtownie zerwać się z jego kolan. Spojrzał na mnie pytająco, z lekkim wyrzutem. Moje serce biło jak oszalałe. Coś boleśnie ściskało żołądek.

– Nie powinniśmy – powiedziałam cicho. – Ja… nie mogę… – nie z tobą, dodałam w myślach.

Gwałtownie zerwał się z kanapy i znów znalazł się przy mnie, tym razem jednak w jego oczach widziałam wściekłość.

– To on, to jego wina, prawda?

– O co ci chodzi? – spytałam, ponownie czując w jego obecności strach.

Cofnęłam się o kilka kroków, ale on poszedł za mną.

– Nie udawaj idiotki – warknął. – Co łączy cię z Gabrielem? – w jego pytaniu było tyle jadu, że brzmiało jak zarzut albo przekleństwo. – Spałaś z nim? A może tylko się całowaliście? Może zapomniał ci powiedzieć, że ma w pałacu kochankę? Ten przeklęty pies czarodzieja…

Miałam dość. Uderzyłam Denisa z całej siły w twarz. Kiedy chciałam uderzyć ponownie, przytrzymał moją rękę i spojrzał mi w oczy. Przez chwilę myślałam, że znowu będzie próbował mnie do czegoś zmusić. Jego wzrok stał się jednak lodowato zimny, a twarz przybrała zawzięty wyraz. Puścił mnie, a potem chwycił kurtkę i bez słowa wyszedł z mieszkania.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Otuliłam się ciaśniej jego bluzą z zespołem Metallica. Zamknęłam oczy, ale było mi zbyt zimno, żebym mogła zasnąć. Poza tym nieprzyjemne uczucie dławiło mnie w gardle. Co on sobie myślał?! Jak on śmiał?! Nieproszone łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nie miałam pojęcia dlaczego w ogóle myślałam, że mogę mu zaufać. W końcu powzięłam jedyną możliwą i słuszną decyzję – wracam do domu. Nie zamierzałam tkwić tutaj jak idiotka. Wciągnęłam na nogi ciągle jeszcze mokre buty i wyszłam z domu. Nie do końca wiedziałam gdzie jestem, więc zaczęłam po prostu iść przed siebie i chwilę później znalazłam się w centrum miasta, a stąd już bez trudu mogłam trafić na nocny autobus. Kątem oka zauważyłam przelatujące nade mną cienie. Napawały mnie irracjonalnym lękiem, jakbym instynktownie wiedziała, że zwiastują coś bardzo złego. Przyspieszyłam kroku, mając nadzieję, że to jedynie moja wyobraźnia. W pewnym momencie ktoś chwycił mnie za ramię i wciągnął w ciemny zaułek. Zatkał mi usta dłonią, żebym nie mogła krzyczeć. Moje plecy dotknęły kamiennej ściany. Dopiero wtedy zobaczyłam, że tajemniczym napastnikiem jest Denis. Odsunął rękę, gestem nakazując milczenie. Cieni po niebie przelatywało coraz więcej. Schroniliśmy się pod ceglanym daszkiem. Staliśmy tak przez około kwadrans, aż chłopak nie nabrał pewności, że odleciały.

– Tak trudno jest po prostu zostać w jednym miejscu? – warknął na mnie. – Jak bardzo chcesz mnie jeszcze zmartwić zanim będziesz usatysfakcjonowana?

– Co tu robisz? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. – Jak mnie znalazłeś?

– Szedłem za tobą – odpowiedział chłodno. – Przecież nie mogłem cię zostawić samej. Jakkolwiek nie byłbym na ciebie wściekły. Mówiłem ci już, że polują na ciebie. To nie zabawa. Chcą cię zabić.

Zadrżałam. Przyciągnął mnie do siebie i na krótką chwilę przytulił, a potem odsunął się niechętnie.

– Chodź, wracajmy – poprosił.

Potulnie poszłam za nim. Nie ważne, jak bardzo go w tym momencie nie lubiłam. Nie chciałam zostać sama. W mieszkaniu zrzucił z siebie kurtkę i usiadł na kanapie. Ku mojemu zdumieniu na brzegu, zostawiając mi sporo miejsca z daleka od niego.

– Co to było? – spytałam siadając.

– Masz na myśli cienie? To szpiedzy. Same w sobie nie są groźne, ten kto je wysłał z pewnością jest.

Skinęłam głową, nie odpowiadając. Martwiłam się o Gabriela. Powinnam wrócić do ojca, a co jeżeli to właśnie on mnie szukał? Zwinęłam się w kłębek i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Obudziłam się z krzykiem. Nie mogłam sobie przypomnieć co mi się śniło, nie mogłam również przestać drżeć. Po policzkach spływały mi łzy. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że Denis znów tuli mnie w ramionach i mówi coś uspakajająco. Sama nie wiedziałam co mną kieruje, kiedy odwróciłam się ku niemu. Dłonią łagodnie dotknęłam jego twarzy. Pocałowałam go. Przez chwilę sprawiał wrażenie zaskoczonego, ale już za moment odwzajemniał gorące pocałunki. To był dobry sposób, żeby nie myśleć, żeby o wszystkim zapomnieć. Najlepszy, jaki przyszedł mi do głowy i bardziej niż skutecznie odgonił ode mnie strach.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

To było dziwne uczucie. Leżałam plecami wtulona w tors Denisa, a on obejmował mnie ramionami. Moja głowa znajdowała się na jego ręce. Paradoksalnie czułam przyjemną błogość i bezpieczeństwo, mimo, że zazwyczaj to właśnie on wzbudzał we mnie strach. Jego palce zawędrowały pod czarną bluzę i teraz powoli przesuwały się po moim boku. To również było przyjemne.

– Nie kłamałem – przyznał cicho, przerywając panującą między nami ciszę. – Naprawdę nie mogłem się doczekać rozmów z tobą.

– Dlaczego mi to mówisz? – spytałam nie odwracając się ku niemu.

Nie chciałam, żeby mówił takie rzeczy. Nie miałam ochoty tego słuchać. Nie podobało mi się, że jego bliskość sprawia mi przyjemność. Poczułam, jak jego usta całują moje włosy, jak ręka przesuwa się na mój brzuch.

– Chciałem, żebyś mnie nienawidziła, żebyś się mnie bała – westchnął. – Chciałem móc cię nienawidzić, tak jak twojego ojca. Dopiero poniewczasie uświadomiłem sobie, że nie jesteś ani trochę do niego podobna.

To brzmiało jak… przeprosiny. Dziwne i kompletnie dla mnie niezrozumiałe. Tym razem się odwróciłam.

– Za co go nienawidzisz? Czemu zostałeś ukarany? W co wciągnąłeś przyjaciół?

Spojrzał na mnie zaskoczony, potem uśmiechnął się krzywo.

– Chyba prościej będzie jak powiesz mi, co o mnie słyszałaś – stwierdził.

– Jesteś niebezpieczny i mordujesz ludzi – na samą myśl zapragnęłam się od niego natychmiast odsunąć, ale zmusiłam się do tego, by zostać w tym samym miejscu. – Podobno ukradłeś coś związanego z czarną magią. Dlatego stałeś się wilkiem.

Roześmiał się. Był szczerze rozbawiony.

– To powiedział ci ojciec?

– Nic mi nie powiedział – warknęłam rozeźlona.

– Więc Gabriel… – skrzywił się, gdy zobaczył wściekłość w moich oczach. – Nie twierdzę, że świadomie cię okłamał. Mistrz niekoniecznie musiał chcieć mu zdradzać wszystkie swoje tajemnice. Twój ojciec od lat szuka sposobu by bez konsekwencji móc posługiwać się czarną magią. My byliśmy jego królikami doświadczalnymi, nieudanym eksperymentem. Kiedy zrobiliśmy to co nam polecił, staliśmy się bezdusznymi. Odebrał nam naszą magię. Sądził, że się uda, ponieważ jestem odporny na bezpośrednie działanie zaklęć. Żyjemy tylko dlatego, że zabrałem mu kryształ, którego i tak nie mogę użyć bez księgi. Daniel Revis chce przezwyciężyć śmierć i żyć wiecznie, chce bezkarnie wzywać demony, by świat padł mu do stóp. I najgorsze jest to, że wie, jak tego dokonać.

Zabolały mnie jego słowa. Zabolało to, że znowu mnie okłamywał. Zdecydowanie wolała, kiedy po prostu zachowywał się jak dupek.

– Naprawdę uważasz, że wciśniesz mi taką bajkę? – spytałam dziwiąc się, jak spokojnie brzmi mój głos.

Znów miał ten swój stanowczy wyraz twarzy. W szarych oczach widziałam nieme błaganie.

– Będziesz musiała mi uwierzyć – oznajmił – ponieważ to ty jesteś jego rozwiązaniem. Potrzebuje twojej mocy. Będzie chciał, żebyś oddała mu dobrowolnie swoją magię. To natomiast cię zabije, a on stanie się niezwyciężony.

– Zwariowałeś! – stwierdziłam gwałtownie siadając. – Ojciec o nic mnie nie prosił – oznajmiłam wyzywająco – i na pewno, jeżeli miałabym komuś zaufać to jemu, a nie tobie.

On również usiadł. Chwycił mnie za ramię. Zmusił, żebym patrzyła mu w oczy.

– Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nikomu. Nawet jeżeli będę musiał działać wbrew twojej woli – warknął.

Wyrwałam ramię z jego uścisku. W tym momencie w pokoju zapanowała nieprzenikniona ciemność. Usłyszałam hałas otwierających się drzwi. Denis zaklął, ściągając mnie z kanapy. Szybko straciłam orientację. Nie wiedziałam z której strony jest okno, a z której drzwi. Cieszyłam się, że w mieszkaniu nie ma zbyt wielu mebli, ponieważ w nic nie uderzyłam, przesuwając się na czworaka po podłodze. W pewnym momencie poczułam przy sobie czyjąś obecność, ktoś dotknął mojego ramienia. Zamarłam z przerażenia.

– Eve – usłyszałam cichy szept tuż przy swoim uchu. Myślałam, że oszaleję z ulgi, rozpoznając głos Gabriela. – Zmywajmy się stąd – powiedział, ciągnąc mnie za sobą.

Nagle zapaliło się sztuczne światło. Denis podniósł Gabriela i z nadludzką siłą rzucił nim o podłogę. W dłoni ściskał myśliwski nóż, a w jego szarych oczach malowało się szaleństwo. Mój brat próbował walczyć, ale był znacznie wątlejszej postury od Denisa. Natomiast zaklęcia po prostu na chłopaka nie działały.

– Po co przyszedłeś?! – warknął na niego Denis, przytrzymując go przy podłodze.

Gabriel jęknął, kiedy tamten wbił kolano w jego brzuch. Spróbował się wyrwać, odpychając od siebie napastnika. Wtedy Denis, jednym, szybkim ruchem, brutalnie wbił nóż w rękę Gabriela, przyszpilając ją w ten sposób do podłogi. Nie wiedziałam czy słyszę swój własny krzyk, czy krzyk Gabriela, a może te dwa dźwięki zlewały się w jeden. Rzuciłam się na Denisa, odpychając go od brata. Biłam go pięściami, gryzłam, drapałam, a mimo to, najwyraźniej nie chciał zrobić mi krzywdy, bo tylko mnie od siebie odsuwał. Gabriel z bolesnym jękiem wyrwał nóż. Cała jego ręka zalana była krwią. Drugą dłonią sięgnął po coś do kieszeni i chwilę później mnie i Denisa otoczył srebrzysty pył. Chłopak odepchnął mnie na bok, a Gabriel przyskoczył do mnie, zatykając mi usta i nos swoją ciemnozieloną bluzą. Denis osunął się na podłogę. Gabriel usiadł ciężko, opierając się o ścianę. Był blady. Spojrzałam na jego rozciętą dłoń i szybko odwróciłam wzrok.

– Wezwę karetkę… – powiedziałam cicho.

– Nie… – poprosił słabym głosem.

Coś jednak musiałam zrobić. Przypomniałam sobie o numerze, który na wszelki wypadek w szpitalu zapisał mi lekarz. Dalej tkwił w kieszeni flanelowej piżamy, która schła w łazience. Na biurku leżał telefon Denisa. Szybko wybrałam numer. Widziałam, że Gabriel robi wszystko, żeby nie stracić przytomności. Odebrał. Zdziwiłam się, kiedy rozpoznał mój głos. Kiedy zapytałam czy mógłby przyjechać, nie protestował. Nie zadawał również żadnych pytań. Oznajmił, że będzie za kwadrans i się rozłączył.

– Do kogo dzwoniłaś? – spytał Gabriel.

– To doktor Robert, poznałam go w szpitalu – wyjaśniłam niepewnie. – Wiedział kim jest Denis i trzymał go ode mnie z daleka, więc pomyślałam…

Gabriel uśmiechnął się blado.

– Szczupły, wysoki blondyn? Nieco przed trzydziestką? Ma jasne, zielone oczy, które wyglądają tak, jakby nosił szkła kontaktowe?

Skinęłam głową. Więc Gabriel go znał?

– Dobrze… Martwiłem się o ciebie – westchnął. – Kiedy się obudziłem w lesie, ciebie nie było. Bałem się, że stała ci się krzywda.

Nie chciałam mu mówić, że to Denis mnie uratował. Przynajmniej nie w tym momencie.

– Co mu zrobiłeś? – spytałam wskazując na nieprzytomnego chłopaka.

– To pył wróżek – wyjaśnił mój brat. – Nic mu nie będzie, a szkoda…  Pośpi kilka godzin, a kiedy się obudzi bardzo będzie go bolała głowa – dodał patrząc na swoją zranioną rękę.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Rzeczywiście, Robert dotrzymał słowa i zjawił się po niecałym kwadransie. Przytomnie zabrał ze sobą torbę lekarską. Zaskoczenie na widok Gabriela skwitował jedynie lekkim uniesieniem brwi, a potem zabrał się do pracy.

– Wiedziałem, że kogoś mi przypomina – mruknął ni to sam do siebie, ni to do nas. – Nie wiedziałem, że masz siostrę – zwrócił się do Gabriela.

– Bliźniaczkę – uśmiechnął się blado chłopak.

– To przynajmniej wyjaśnia czego chcą od niej wilki – westchnął – chociaż to dla mnie nadal zastanawiające. Dlaczego tak mu zależało, żeby uratować jej życie?

Gabriel wzruszył ramionami.

– Myślą, że będzie dobrą kartą przetargową – stwierdził. – Martwa do niczego by się im nie przydała.

– Być może, ale wydaje mi się, że to coś innego – skończył zakładać szwy i opatrunek na rękę chłopaka, a potem odwrócił się do mnie, przyglądając mi się z ciekawością.

– Co teraz? – zapytałam, właściwie głównie niepokojąc się co zamierzają zrobić z Denisem,

– Chyba na razie możemy tu zostać – stwierdził Robert. – Wygląda na to, że o istnieniu mieszkania wiedział tylko on – wskazał na leżącego na podłodze chłopaka. Nie sądzę, żebyśmy chwilowo mogli znaleźć bezpieczniejsze miejsce.

– Zostajesz z nami? – zdziwiłam się odrobinę.

– Pewnie, że zostaje – oznajmił Gabriel, zdejmując poplamioną krwią bluzę i szukając sobie w szafie jakiejś czystej. – Nie darowałby sobie, gdyby przepuścił taką okazję, do policzenia się z wilkami.

Robert wyjął z lekarskiej torby srebrny łańcuch, którym spętał ręce i nogi śpiącego Denisa, wyjaśniając w odpowiedzi na moje pytania, że tak naprawdę tylko srebro jest w stanie ich utrzymać. Wraz z nową postacią zyskali również nadludzką siłę. Przesunęli śpiące ciało chłopaka pod ścianę, a potem Robert wyszedł zaopatrzyć nas w coś do jedzenia. Wyczerpana zasnęłam przytulona do leżącego obok mnie, na kanapie, Gabriela.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Obudziłam się czując na sobie wzrok Denisa. Szare oczy patrzyły na mnie z pogardą. Gabriel w dalszym ciągu spał, otaczając mnie ramieniem. Wyśliznęłam się spod jego ręki i zbliżyłam się do leżącego na podłodze chłopaka. Roberta nie było nigdzie w pobliżu. Zastanawiałam się czy w ogóle w międzyczasie do nas wrócił.

– Co teraz? – zakpił Denis, mówił jednak na tyle cicho, żeby nie obudzić Gabriela. – Będziesz zachwycona patrzyła na to, jak mnie zabijają?

Przecząco pokręciłam głową.

– Nie wiem – wyszeptałam, a on uśmiechnął się ironicznie.

Szare oczy pozostały zimne. Najchętniej bym go uwolniła, ale wiedziałam, że to głupi pomysł. Bałam się, że wtedy z zimną krwią, skrzywdziłby pozbawionego przewagi Gabriela.

– Odsuń się od niego! – usłyszałam ostry głos Roberta. – Jest niebezpieczny.

Posłuchałam. Lekarz podszedł i z premedytacją kopnął chłopaka w brzuch. Denis zgiął się w pół. Dopiero teraz zauważyłam ślady oparzeń na jego nadgarstkach.

– Zostaw go! – zażądałam. – Co mu jest? – spytałam wskazując na czerwone ślady.

– To srebro – wyjaśnił wysnutym z emocji tonem Robert – ono ich parzy. Nie mogą go znieść.

Ku mojemu przerażeniu, postanowił to zademonstrować. Stałam tam i przypatrywałam się całej scenie, nie potrafiąc się nawet poruszyć. Wyjął zza pasa cienki sztylet, przypominający noże do listów, ukucnął i dotknął nim policzka Denisa. Chłopak syknął. Szarpnął się w tył, a na jego twarzy została podłużna, czerwona blizna. Dopiero wtedy oprzytomniałam. Chwyciłam Roberta za rękę, kiedy znów przysuwał nóż w stronę swojego więźnia.

– Nie rób tego – odezwałam się błagalnie.

Robert wstał. Spojrzał na mnie z góry.

– Posłuchaj, Andżeliko. Nie bez powodu nazywają ich bezdusznymi. Ten chłopak z zimną krwią byłby w stanie skręcić ci kark. Zresztą widziałaś co zrobił Gabrielowi. Czy to ci nie wystarczy?

Wiedziałam, że jeżeli zacznę się z nim w jakikolwiek sposób kłócić, zrobi się znacznie bardziej podejrzliwy i nie będę miała okazji pomóc Denisowi. Jak bardzo bym go jednak w tej chwili nie nienawidziła, nie miałam zamiaru dopuścić do tego, żeby ktoś skazał go na śmierć.

– Kimkolwiek by nie był i czego by nie zrobił, nic nie daje ci prawa, żeby go torturować – odpowiedziałam mu chłodno.

 – Dobra z ciebie dziewczyna – uśmiechnął się do mnie pobłażliwie lekarz – ale uwierz mi, wilk nie zasługuje na twoje współczucie.

Kiedy Robert odszedł kawałek, Denis odwrócił się w moją stronę.

– Lepiej go posłuchaj – szepnął cicho, tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć – bo jak tylko będę miał okazję, z zimną krwią skręcę twojemu kochasiowi kark.

Spojrzałam na niego z furią. Robert miał rację. Denis był potworem. Bez słowa odwróciłam się do niego plecami i wróciłam do Gabriela na kanapę, by przespać się chociaż jeszcze przez kilka godzin. Byłam jednak przekonana, że tej nocy również będą śniły mi się koszmary.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Obserwowałam spokój na twarzy Denisa, kiedy mówili o tym, że zabiorą go na egzekucję. Jego oczy rozszerzyły się dopiero wtedy, kiedy Gabriel postanowił, że najpierw powinni zapytać o zdanie naszego ojca. Robert więcej nie dał mi się zbliżyć do chłopaka, a ja teraz cierpiałam wewnętrznie, nie wiedząc co powinnam zrobić. Nie chciałam, żeby Denisowi stała się krzywda, ale nie mogłam również pozwolić na to, żeby on skrzywdził Gabriela. Rano zaczęli przygotowywać się do drogi. Postanowili, że ja zostanę w mieszkaniu Roberta. Ani trochę nie podobał mi się ten pomysł. Lekarz wyszedł, a Gabriel zajmował łazienkę. To była moja jedyna szansa, żeby porozmawiać z siedzącym pod ścianą chłopakiem. Kiedy jednak tylko przysunęłam się do niego bliżej, to on zaczął rozmowę.

– Sairou – szepnął nieco zachrypniętym głosem. – Mam na imię Sairou. Cokolwiek by się nie wydarzyło Andżeliko, nie pozwól, żeby on miał nade mną władzę. Lepiej będzie jeżeli po prostu mnie zabiją.

Poczułam jak jakiś dziwny ogień trawi moje wnętrze. Kiedy wypowiedział pierwsze słowo, połączyła nas jakaś niesamowita, magiczna więź. Gdy poznałam imię Gabriela, to było jak delikatne mrowienie. Teraz, kiedy Denis postanowił zdradzić mi swoje, jego brzmienie w moim wnętrzu, było porównywalne do wybuchu słońca. Wpatrywał się we mnie intensywnie, szarymi oczami, w których kryła się jakaś dziwna desperacja. Kłamał czy nie, wiedziałam, że naprawdę musi bać się mojego ojca i wierzy, że Daniel zdolny jest do niebezpiecznych i złych rzeczy.

– Posłuchaj – mruknęłam cicho – uwolnię cię, ale tylko jeżeli obiecasz mi, że nie skrzywdzisz Gabriela.

Wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił. Stał się ostrzejszy, nieprzyjazny.

– Ten kundel… – zaczął, ale nie dałam mu skończyć.

– Obiecaj! – rozkazałam stanowczo. – Nie mamy na to czasu.

Instynktownie wiedziałam, że jego przysięga, będzie czymś wiążącym, że nie będzie mógł jej złamać. W łazience Gabriel zakręcił wodę. Szansa na uwolnienie Denisa oddalała się z każdą sekundą.

– Obiecuję – niemalże warknął chłopak.

Wyswobodziłam z łańcucha jego ręce. Na nadgarstkach miał bardzo nieprzyjemne, czerwone blizny. Zerwał się z miejsca, kiedy uwolniłam również jego nogi. W tym samym momencie Gabriel wyszedł z łazienki. Denis rzucił się na zaskoczonego chłopaka. Nie miałam pojęcia co zrobił, ale Gabriel prawie natychmiast osunął się na podłogę.

– Obiecałeś! – krzyknęłam przerażona.

– I dotrzymuję tej pieprzonej obietnicy! – syknął na mnie. – Chodź! – pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia.

– Nie! – zaparłam się nogami. – Ja tu zostaję.

– Nie możesz! Nie rozumiesz, jakie grozi ci niebezpieczeństwo?

– Nie zostawię Gabriela! – oznajmiłam pewnym głosem.

Denis był wściekły.

– Doskonale – zawarczał. – W takim razie zabierzmy go razem z nami.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Gabriel obudził się, gwałtownie siadając. Rozglądał się wokół zdezorientowany. Jechaliśmy starym, zielonym Oplem, Denisa. Każdą, najmniejszą cząstką siebie, czułam, że uciekamy. Zdając sobie sprawę, że jego rywal i wróg się obudził, chłopak gwałtownie skręcił i zatrzymał się na pustym o tej porze, leśnym parkingu. Natychmiast przesiadłam się na tylne siedzenie.

– Nic ci nie jest? – zapytałam z troską brata.

Spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Nic dziwnego. Przespał przynajmniej osiem godzin.

– Co my tu robimy?

Widziałam jak nerwowo spogląda na stojącego obok auta Denisa. Nasze porozumienie było proste, a umowa taka, że to ja rozmawiam z Gabrielem.

– Uciekamy – wyjaśniłam niechętnie.

– Przed czym? – spytał zirytowany.

– Przed tym, co chce mnie skrzywdzić.

– Andżelika, to niedorzeczne. Musimy wracać do wieży. Poza tym co on tutaj robi? – wskazał podbródkiem na Denisa.

Skrzywiłam się. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała się do tego przyznać.

– On uratował mi życie – wyjaśniłam cicho. – Kiedy zaatakowały nas te małe, dziwne stworzenia.

Gabriel spojrzał na mnie zaniepokojony.

– To było nieporozumienie – powiedział cicho, patrząc mi w oczy. – Gdyby wiedziały, kim jesteśmy, przepuściłyby nas nie zatrzymując. Krzywdzą ludzi, którzy wchodzą na ich teren, ale nie czarodziei.

Wiedziałam, że słowo Denisa nie ma dla niego najmniejszej wartości, natomiast kogoś innego z pewnością miało.

– Strzelały do mnie jakimiś strzałkami – mruknęłam. – Robert uważał, że miałam szczęście ponieważ trafiły tylko jedną. Inaczej już bym nie żyła.

Orzechowe oczy Gabriela stały się większe.

– Nie odważyłyby się…

– A jednak – odezwał się wyraźnie zirytowany Denis, otwierając drzwi od mojej strony.

Brat instynktownie przyciągnął mnie do siebie.

– Odsuń się od niej warknął!

– Sam się odsuń – prychnął Denis.

Gabriel drugimi drzwiami wysiadł z samochodu, ciągnąc mnie za sobą. Ani na moment nie spuszczał wzroku, ze swojego wroga.

– Musimy wracać – powiedział cicho. – Jego towarzystwo nie jest bezpieczne.

– Ona nie może wrócić – odezwał się ostro Denis. – Ścigają ją cienie. Ktoś chce ją zabić.

– To nie możliwe! – oznajmił pewnym głosem mój brat. – Masz jakieś urojenia.

– Widziałam je – powiedziałam cicho, ściskając mocniej rękę Gabriela. – Niebo, pełne czarnych skrzydeł.

– Nie… – zaczął protestować Gabriel, ale zamilkł, ponieważ cienie znów się pojawiły.

Wieczorne, szare niebo, pokryła gruba, czarna, łopocząca kurtyna.

– Do samochodu! – rozkazał Denis i tym razem obydwoje go posłuchaliśmy.

Na widok skrzydeł czułam paraliżujący strach. Czymkolwiek były te istoty, nie zwiastowały niczego dobrego. Gdy tylko wsiedliśmy, Denis ruszył z parkingu, uciekając przed cieniami, z piskiem opon.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Zatrzymaliśmy się w przydrożnym motelu. Pokój, który wynajęliśmy był skromny i nie miał żadnych luksusów czy specjalnych wygód. Łazienka, dwa łóżka, w tym jedno małżeńskie i niewielkich rozmiarów telewizor. Denis zniknął na pół godziny i wrócił z kompletami ubrań na zmianę. Wolałam nie pytać skąd je ma. Z przyjemnością wzięłam prysznic i najchętniej poszłabym zaraz po nim spać. Tu jednak również pojawił się problem. Nie miałam pojęcia jak zachowa się Denis, kiedy położę się na łóżku z Gabrielem, a już sytuacji na odwrót w ogóle sobie nie wyobrażałam. To chyba znaczyło, że ktoś będzie musiał spać na podłodze lub z braku zaufania do siebie nawzajem spać nie będą w ogóle. W końcu doszłam do wniosku, że skoro nic na to nie poradzę, to nawet nie będę próbowałam. Zajęłam węższe łóżko i nakryłam się kołdrą zamykając oczy. Chwilę później poczułam obok kojącą obecność Gabriela. Usłyszałam wściekłe trzaśnięcie drzwiami, a kiedy ośmieliłam się otworzyć oczy, Denisa w pokoju nie było. Nie powinien mnie obchodzić. Nie obchodził. Tylko czemu czułam w żołądku nieprzyjemny ucisk? Czemu miałam ochotę za nim pobiec? Zdusiłam w sobie te uczucia. Jemu z pewnością było wszystko jedno. Nienawidził Gabriela i chodziło jedynie o chorą rywalizację, a mnie potrzebował tylko do tego, żebym pomogła im odzyskać dawne życie.

– Eve – odezwał się łagodnie Gabriel – myślę, że powinniśmy wracać. Ojciec nam pomoże. Taka ucieczka nie ma sensu.

– Nie wiem – westchnęłam. – Denis mu nie ufa.

– Oczywiście, że mu nie ufa. Przecież go nienawidzi i nie bez powodu. Ja natomiast nie ufam jemu. Naszemu ojcu jednak powinniśmy.

To było przeczucie. Może coś więcej niż przeczucie.

– Nie, Gabriel. Proszę, nie wracajmy tam.

– Więc dokąd pójdziemy? – spytał obserwując mnie uważnie.

– Nie wiem = przyznałam cicho.

Tym razem to on westchnął. W końcu jednak wzruszył ramionami.

– Dobrze, niech ci będzie – zgodził się wreszcie. – Myślę, że znam jedno bezpieczne miejsce.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wyruszyliśmy z samego rana. Denis nie odezwał się do mnie ani słowem. Ponieważ najwyraźniej również nie miał żadnego konkretnego planu, z niechęcią zgodził się na propozycję Gabriela. Podróż trwała kilka godzin, aż w końcu zatrzymaliśmy się na skraju lasu. Krajobraz był piękny, zielony i górzysty. Po półgodzinnej, pieszej wędrówce, dotarliśmy do niewielkie, drewnianego, otoczonego starymi sosnami domku.

– Nie podoba mi się tu – mruknął Denis. – Uważam, że lepiej byśmy zrobili zatrzymując się w dużym mieście, na przykład we Francji.

No cóż, mnie w każdym razie podobało się bardzo. Obiegłam chatkę naokoło, a w środku zajrzałam do każdego zakamarka. Domek był schludny i zadbany, a w szafkach znajdowały się zapasy. Ktoś najwyraźniej co jakiś czas tu zaglądał. Znów poczułam się, jakbym znalazła się w bajce.

– Chodź – Gabriel pociągnął mnie za rękę – chcę z tobą porozmawiać w cztery oczy – poprosił łagodnie.

Podążyłam za bratem, który poprowadził mnie kawałek leśną ścieżką.

– Jak tu pięknie! – nie mogłam powstrzymać się od zachwytu.

Uśmiechnął się promiennie.

– Pewnie, że tak. To jedno z najładniejszych miejsc jakie znam – stwierdził.

Spacerowaliśmy ramię przy ramieniu, a ja, choć na krótką chwilę zapomnieć mogłam o wszystkich problemach i smutkach.

– O czym chciałeś porozmawiać? – zapytałam lekkim tonem.

Gabriel się zamyślił. Szliśmy dalej. Skręciliśmy między drzewa. W pewnym momencie na ścieżce zobaczyłam smukłą sylwetkę Denisa. Pędził w naszą stronę.

– Andżelika, nie! – krzyknął ostrzegawczo. – Przypomniałem sobie to miejsce!

Spojrzałam pytająco na brata, ale on tylko pokręcił głową. Wyciągnął do mnie dłoń.

– Podejdź do mnie – poprosił.

Bez wahania posłuchałam. Kiedy chwyciłam jego rękę, świat zawirował. Usłyszałam jeszcze rozpaczliwe wołanie Denisa, a potem straciłam grunt pod nogami.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Upadłam na miękką, leśną ściółkę. Tuż obok mnie miękko wylądował Gabriel. Spojrzałam na niego zirytowana.

– Gdzie jesteśmy i co mi zrobiłeś?

– Przepraszam, nie gniewaj się na mnie – powiedział przepraszająco patrząc tymi swoimi łagodnymi, orzechowymi oczami. – Jesteśmy niedaleko stolicy Merony.

– Co z Denisem? – zapytałam zaniepokojona.

– Jemu nie można ufać – stwierdził stanowczo Gabriel. – Powinniśmy zwrócić się do ojca.

– Kei – po raz pierwszy wypowiedziałam jego imię, czując, że tak właśnie trzeba – on uratował mi życie.

– To nic nie zmienia…

– Poza tym – przerwałam mu zanim mógł zacząć mnie przekonywać – nie zaufałam mu ot tak sobie. Zanim go uwolniłam, zdradził mi swoje imię.

Gabriel spojrzał na mnie zszokowany.

– To nie możliwe – odezwał się ostro. – Okłamał cię.

– Nie – zaprzeczyłam. – Czułam to. Dalej czuję. To jakby więź. Coś nas teraz łączy.

Chłopak skrzywił się.

– Nie dobrze – mruknął. – Nawet nasz ojciec nie poznał jego imienia. Czy ty zdradziłaś mu swoje? – zaniepokoił się jeszcze bardziej.

– Nie – odpowiedziałam cicho.

– Dobrze – szepnął z ulgą. – Nigdy, przenigdy tego nie rób.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Gabriel przekonywał mnie tak długo, aż w końcu ustąpiłam i razem powędrowaliśmy do zamku. Dotarcie do murów miasta zajęło nam ponad dwie godziny, ale tam, znający Gabriela żołnierze, natychmiast osiodłali dla nas konie i na zamek dotarliśmy bardzo szybko. Na nasz widok, na twarzy Daniela, odmalowała się szczera i prawdziwa ulga. Przez chwilę nie mieściło mi się w głowie, jak mogłam uwierzyć w kłamstwa Denisa. Gabriel w skrócie streścił ojcu naszą historię.

– To ja wysłałem za wami cienie – przyznał spokojnie. Gabriel patrzył na niego z prawdziwym strachem i niedowierzaniem. – Bałem się i musiałem cię jakoś odnaleźć, Andżeliko – wyjaśnił. – Odrobina czarnej magii, to był jedyny sposób.

– Mistrzu, przecież niejednokrotnie mnie uczyłeś, że… – zaczął mój brat.

– Tym razem cena była niska – przerwał mu Daniel – a ja nie mogłem zostawić moich dzieci samych sobie. Rozumiesz to?

Gabriel niechętnie skinął głową, ale w dalszym ciągu nie wyglądał na przekonanego. Kiedy skończyliśmy rozmawiać z ojcem, przynajmniej o cienie mogłam być spokojna, ale w dalszym ciągu niepokoiła mnie reakcja chłopaka, który połączeniem ojca i czarnej magii, był naprawdę przerażony. Rozumiałam go, przynajmniej częściowo. Cienie, które mnie śledziły, napawały mnie prawdziwą trwogą. Nagle w korytarzu, z rozpędem wpadła na nas jedna z pokojówek i zanim zdążyła wybąkać przeprosiny, w jej oczach ujrzałam błysk rozpoznania.

– Och, paniczu Gabrielu, to straszne! – zaczęła piskliwym, zapłakanym głosem.

– Co takiego się stało? – mój brat mówił uspokajająco, kładąc dłoń na ramieniu rozhisteryzowanej dziewczyny.

– Panienka Annaela, ona, ona umiera! – wyrzuciła z siebie.

Oczy Gabriela rozszerzyły się, najpierw ze zdumienia, a potem z prawdziwego, nieskrywanego przerażenia i desperacji.

– Zaprowadź nas do niej – poprosiłam, mając nadzieję, że pokojówka po prostu przesadza.

Dziewczyna potaknęła i szybkim krokiem ruszyła przed siebie korytarzem, a my podążyliśmy za nią.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Przysłuchiwałam się, stojąc z boku, rozmowie Gabriela z ojcem. Stan Annaeli był naprawdę poważny, a Daniel, ze stoickim spokojem, oznajmił synowi, że dziewczyna umrze. Tutaj, w tym świecie, nic nie dało się zrobić, nawet gdyby użył magii. Nie wierzyłam w to. Ani przez chwilę. I mój brat, sądząc z jego zawziętej, pobladłej twarzy i kurczowo zaciśniętych pięści, również nie. Kiedy odszedł, bez słowa poszłam za nim. Zatrzymał się gwałtownie tak, że niemal na niego wpadłam. W jego spojrzeniu widziałam przeplatające się ze sobą żal, bezsilność i wściekłość.

– Zostaw mnie – rozkazał, a ja nie miałam pojęcia jak to zrobił, że jego słowa były jednocześnie warknięciem i prośbą.

– Chyba nie zamierzasz się poddać? – zapytałam ignorując to co powiedział.

Kiedy wyszliśmy do ogrodu, z całej siły kopnął jakiś kamień. Milczał tak długo, że byłam pewna, że już mi nie odpowie. Wtedy jednak się odezwał.

– A co mógłbym zrobić?

Pytanie było mieszaniną skierowanej we mnie wściekłości i nadziei na cud.

– Zabrać ją do szpitala? – zasugerowałam siląc się na spokój.

Spojrzał na mnie jak na wariatkę.

– To niemożliwe – oznajmił. – Nie można tak sobie po prostu podróżować między światami. To zakazane.

Wzruszyłam ramionami.

– Więc złamiesz prawo.

Jęknął cicho.

– Eve, nie rozumiesz…

Spojrzałam na niego chłodno.

– Doskonale rozumiem. Oberwie ci się za to. Czy to wystarczający powód, żeby nie spróbować?

Zacisnął usta tak mocno, że jego wargi zmieniły się w białą kreskę.

– Nie – szepnął. – Jeżeli jednak ją stąd zabiorę, nie będzie już powrotu.

Wzruszyłam ramionami.

– Trudno, w takim razie tu nie wrócimy. Najważniejsze, żeby ona przeżyła.

– My? – zapytał nieśmiało.

Skinęłam głową.

– Oczywiście. Chyba nie sądziłeś, że puszczę cię samego?

Obdarzył mnie nieco bladym uśmiechem, a ja poczułam, że naprawdę dobrze mieć brata.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Annaela była blada i miała wysoką temperaturę. Do tego była odurzona jakimiś przeciwbólowymi środkami. Nie musieliśmy jej zabierać z zamku, ponieważ portal był w zachodniej wieży. Tak przynajmniej twierdził Gabriel. Jednak dostać się tam, również nie było prostą sprawą. Wszędzie kręciło się pełno ludzi, którzy z pewnością zadawaliby pytania. Mój brat był przekonany, że strażnicy wpuszczą go do wieży, nie miał jednak pewności, czy Annaela również będzie mogła przejść. Przekonać pokojówki, że to jedyny sposób by uratować dziewczynie życie, nie było trudno. Była ich przyjaciółką i chyba w całym pałacu nie było osoby, która by jej nie kochała za jej dobroć i serdeczność. Wszyscy chcieli pomóc Annaeli i kiedy okazało się, że czarodziej nie kiwnie palcem, byli bardziej niż skorzy, żeby kryć Gabriela. Okazało się, że żołnierze myśleli tak samo. Niecały kwadrans więc zajęło nam przedostanie się do niewielkiego domku na przedmieściach,  w którym znajdowało się wyjście z portalu. Gabriel położył na wpół przytomną dziewczynę na łóżku i zadzwoniliśmy do Roberta. Tym razem przyjechał razem z załogą karetki. Mile zaskoczyło mnie to, że młody lekarz o nic nie pytał, mimo, że po naszej ucieczce, jak najbardziej miał do tego prawo. Świadczyło to jednak również o tym, jak poważny był stan Annaeli. Na poznawanie odpowiedzi przyjdzie czas potem.

– Nie mogę was zabrać do karetki, takie są przepisy – przeprosił Robert.

Gabriel jedynie przytaknął.

– Spotkamy się w szpitalu – stwierdził.

– Co z nią? – chciałam wiedzieć.

– Wydaje się, że to po prostu zapalenie wyrostka robaczkowego. Nie wiem jak długo nie była operowana, ale mam nadzieję, że zdążymy i dziewczyna nie umrze – oznajmił rzeczowo.

Wśliznęłam się pod ramię brata, obejmując go w pasie. Annaela nie umrze. Nie mogła umrzeć. Kiedy karetka odjechała, na chwilę mnie do siebie przytulił, a potem chwycił kluczyki i poszliśmy do zaparkowanego na podjeździe, tuż przy domu, samochodu.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy się odwróciłam, Gabriel upadał na bruk podjazdu. Płynąca z rozcięcia na czole krew zalewała mu twarz. Tuż nad nim stała znajoma sylwetka. Natychmiast rozpoznałam Michała. Chłopak trzymał w dłoniach gruby kij. Zza ściany domu wyłoniła się Lili. Denisa z nimi najwyraźniej nie było.

– Spokojnie – powiedział Michał, kiedy cofnęłam się, opierając o srebrną karoserię samochodu. – Nie zrobimy ci krzywdy, jeżeli będziesz posłuszna.

– Czego od nas chcecie? – odważyłam się zapytać.

– Pomocy twojego ojca – odpowiedział sucho chłopak. – I zdobędziemy ją za wszelką cenę. Wsiadaj do samochodu! – rozkazał.

– Co z Gabrielem?

Michał skrzywił się nieznacznie. Wyglądał, jakby to rozważał.

– Jego też zabieramy – zdecydowała Lili, na co tylko wzruszył ramionami, a gdy wsiadłam, wciągnął do środka mojego nieprzytomnego brata.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Pomogłam Michałowi opatrzyć ranę na głowie Gabriela. Ocknął się po pół godzinie, a ja z ulga przyjęłam, że nic mu nie jest. Znów znajdowaliśmy się za miastem, w domku z bali, w miejscu z którego uciekliśmy po raz pierwszy. Gabriel leżał na kanapie z głową na moich kolanach. Lili, wściekłym głosem, kłóciła się o coś z Michałem. Wtedy właśnie wszedł Denis. Najpierw spojrzał na mnie z ulgą, ale jego twarz niemal natychmiast się zmieniła. Oczy stały się chłodne i przestały wyrażać cokolwiek.

– Wróciłeś – ucieszyła się na jego widok dziewczyna. – Patrz kogo udało nam się w międzyczasie schwytać – oznajmiła z dumą. – Byli tam, gdzie się ich spodziewałeś.

Coś ścisnęło mnie w środku. Skąd Denis wiedział? I dlaczego?

– Przygotuję wszystko do drogi – oznajmił Michał, a gdy Denis skinął mu głową, wyszedł z pomieszczenia.

– Dobra robota – skwitował bez entuzjazmu. – Chociaż to bardziej zasługa ich głupoty niż wasza. – Spojrzał pogardliwie na Gabriela. – Łudziłem się, że dla dobra Andżeliki się powstrzymasz i nie zabierzesz tej dziewuchy do tego świata – oznajmił. – Najwyraźniej jednak ona zbyt wiele dla ciebie znaczy, a Andżelika zbyt mało.

Gabriel zerwał się gwałtownie, zaciskając pięści. Zbyt gwałtownie jak na niedawny uraz. Opadł na kanapę przymykając oczy. Przysunęłam się do niego, a on objął mnie ramieniem.

– Skąd wiedziałeś, że wrócimy? – spytałam cicho Denisa.

– Nie wiedziałem. Kiedy usłyszałem o tym, że jego dziewczyna jest chora, po prostu to założyłem. I patrz… okazało się, że jednak znam Gabriela.

Nie chciałam mu mówić, że to był mój pomysł, a nie mojego brata. Czy to zresztą miało jakiekolwiek znaczenie? W spojrzeniu Denisa kryło się coś bardzo niedobrego.

– Może tym razem uda nam się wyciągnąć od niego to, czego potrzebujemy – zamruczała Lili, podchodząc bliżej.

Uczepiła się jego ramienia. Tym razem, gdy na nią patrzył, w jego spojrzeniu nie było tej samej drwiny, co ostatnio. Masochistycznie obserwowałam jak Denis obejmuje Lili. Dlaczego mnie to obchodziło? Nie powinno obchodzić. A jednak… Bolało jak cholera. Z trudem powstrzymywałam cisnące się do oczu łzy. Nie było Michała, nie robił więc tego na pokaz, żeby mu dopiec, a zadowolony, pewny sienie, uśmieszek dziewczyny, mówił sam za siebie.

– Czego od nas chcecie? – powtórzyłam.

Czułam jak Gabriel zaciska rękę na mojej dłoni. Wyraźnie chciał, żebym milczała, ale ja nie potrafiłam. Śliczną twarz Lili ozdobił jeszcze radośniejszy uśmiech.

– Może przekonamy się jak bardzo mu na niej zależy? – zaszczebiotała. Wyplątała się z objęć Denisa i podeszła do mnie. – Tym razem to jej powinniśmy coś zrobić, a on niech na to patrzy – zasugerowała.

Gabriel przytulił mnie do siebie, z nienawiścią patrząc na rozbawioną dziewczynę. Ku mojemu przerażeniu Denis skinął głową. Miał zawzięty wyraz twarzy. Jego oczy pociemniały.

– Masz prawo wyboru – oznajmił chłodno. – Pomożesz nam, a ja nie skrzywdzę ani ciebie, ani jego.

– Zostawcie ją w spokoju – syknął mój brat. – Ona nie może wam pomóc.

Lili również wyglądała na zaskoczoną sugestią Denisa.

– Owszem, może – oznajmił chłopak złowieszczo.

– Nawet gdybym mogła, to i tak nic bym nie zrobiła – odezwałam się chłodno. – Najwyraźniej zasłużyliście na to, co wam się stało.

Dziewczyna uderzyła mnie w twarz. Gabriel chwycił ją za rękę, kiedy zamachnęła się po raz drugi. Do pokoju wrócił Michał. Rozdzielił ich, stając między nimi. Denis przyglądał się z obojętną miną. Dotknęłam piekącego śladu na policzku. W końcu chłopak podszedł do mnie, przerywając wrogą ciszę.

– Porozmawiamy sobie na osobności – oznajmił nieprzyjaźnie.

Chwycił mnie za rękę i siłą pociągnął do góry. Gabriel rzucił się w moim kierunku, ale powstrzymał go silniejszy od niego Michał.

– Nie próbuj żadnych sztuczek – rzucił Denis na odchodne – bo jednej z twoich dziewczyn – zakpił – może stać się przez to krzywda.

Chłopak pociągnął mnie schodami w dół. Znaleźliśmy się przed domem. Szybkim krokiem ruszył ku przylegającemu do domku budynkowi. Pachniało tu końmi i sianem. Gdy znaleźliśmy się w środku, zamknął drzwi, zakładając na nie ciężki skobel. Kiedy odwrócił się w moją stronę, jego twarz była zachmurzona, a szare oczy pociemniałe z gniewu. Poczułam, że jest zbyt blisko. Moje serce tłukło się w piersi jak oszalałe.

– Dlaczego to robisz? – spytałam Denisa, odsuwając się od niego.

– Nie zrobię ci krzywdy – obiecał cicho, nie patrząc na mnie. – Nigdy bym nie mógł cię skrzywdzić.

Stałam, oniemiała, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. Skąd te słowa? Czemu tak mówił? Uczucie strachu zlewało się z tym, co robiło w moim brzuchu stado wirujących we wściekłym tańcu motyli.

– Nie rozumiem – oznajmił w końcu, po dłuższej chwili ciszy. – Pomogłaś mu uratować jego panienkę, a i tak dalej…

– Co dalej? – nie wytrzymałam wcinając się mu w słowo.

– Nie widzisz tego? – gwałtownie przysunął się do mnie, tak, że aż zadrżałam. Jego ręce oparły się o ścianę, w pobliżu moich ramion. Poczułam się jak w pułapce. Jednocześnie pragnęłam jego bliskości i tego, żeby się ode mnie odsunął. – On cię wykorzystuje. Jesteś dla niego córką jego mistrza. To jasne, że chce zdobyć twoje względy.

Nareszcie to pojęłam. Zakręciło mi się w głowie. Jednocześnie miałam ochotę się śmiać i na niego krzyczeć. Wybrałam drugą opcję.

– Mylisz się! – warknęłam na niego. – Gabriel nie jest taki!

– Więc jaki? – syknął Denis. – Nie przeszkadza ci to, że ma dwie dziewczyny naraz?

To co mówił było absurdalne, ale mimo że nie mogłam w to uwierzyć, zrozumiałam w czym rzecz. Denis był zazdrosny. Zazdrosny o mnie!

– Gabriel kocha Annaelę i dowiedziałam się o tym, gdy tylko ją poznałam – odpowiedziałam mu chłodno.

Chłopak odsunął się. Teraz jego wzrok nie był już taki wściekły. Oczy odzyskały swoją normalną, szarą barwę. Tkwiły w nich jednak smutek i ból.

– A ty mimo wszystko go kochasz?

Miałam dość. Nie zamierzałam się z nim dłużej droczyć. W jednej chwili postanowiłam mu zaufać.

– Oczywiście, że go kocham – oznajmiłam spokojnie przyglądając się jak w jego oczach pojawia się jeszcze większy ból. Zasłużył sobie na to. Choćby za sytuację z Lili. Nawet jeżeli było to tylko na pokaz i nic ich nie łączyło. Spojrzałam na niego poważnie, pozwalając sobie na to by delektować się tym małym zwycięstwem. – W końcu jest moim bratem – dodałam wreszcie.

Oczy Denisa zrobiły się wielkie. Kiedy dotarła do niego informacja i wszystkie jej konsekwencje, chwycił mnie w ramiona. Podniósł mnie do góry, a ja odruchowo oplotłam go nogami. Całym swoim ciałem przygniótł mnie do drewnianej ściany. Jego pocałunki były namiętne i pełne ulgi. Jego język wsunął się do moich ust, ręce chłopaka nie przestawały mnie obejmować.

– Denis – jęknęłam z trudem chwytając powietrze.

Pozwolił mi na krótką przerwę, a potem znów zaczął całować. Gorąco i z pasją. Czułam się jak we śnie. Istniał tylko on i jego ramiona. Otaczające nas powietrze niemalże iskrzyło. Nigdy nikogo nie pragnęłam tak jak jego.

– Kocham cię – szepnął do mojego ucha, muskając je ciepłymi wargami. – Kocham – powtórzył. – Myślałem, że cię straciłem, że nie jesteś moja i to było najgorsze, co kiedykolwiek przeżyłem.

Jego oddech był zbyt szybki. Wypowiadanie słów sprawiało mu trudność. Nagle dotarł do mnie ich sens. Nie, niemożliwe. Pożądał mnie, owszem. Pragnął mojej bliskości, martwił się o mnie… ale kochał?

– Kochasz mnie? – powtórzyłam bezwiednie wypowiadając te słowa na głos.

– Przez cały czas cię kochałem – szepnął. – Zakochiwałem się w tobie, od naszej pierwszej wymiany zdań. Równocześnie nienawidziłem cię za to, ciebie i siebie – przyznał. – To przez wzgląd na to kim jest twój ojciec i dopiero poniewczasie zdałem sobie sprawę, że to nie jest żaden podstęp, a ty nie jesteś nim.

– Denis, ja… – zdałam sobie sprawę, że mój głos drży.

– Cii – szepnął, zamykając moje usta kolejnym pocałunkiem. – Nic nie mów – poprosił. – Po prostu nic nie mów.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Jego pocałunki były gorące i pełne pasji, a jednocześnie miękkie niczym aksamit. Kiedy postawił mnie na ziemi, wsunęłam dłonie pod czarną koszulkę, pragnąc kontaktu z jego skórą. Nie potrafiłam myśleć logicznie, a cały otaczający nas świat przestał istnieć. Denis całował mnie i dotykał, to było wszystko z czego zdawałam sobie sprawę. Do rzeczywistości przywołało nas pukanie w drzwi, a raczej nie pukanie, a mocne walenie. Denis zaklął cicho.

– Nie mogą wiedzieć – szepnął mi do ucha, a potem bez ostrzeżenia popchnął na otaczające nas siano.

Zaskoczona upadłam na plecy.

– Wpuść mnie! – usłyszałam żądanie Michała.

– Czego chcesz?! – warknął nieprzyjaźnie Denis.

– A jak ci się zdaje? – odpowiedział mu pytaniem rozeźlony chłopak. – Nie pozwolę ci jej skrzywdzić, a już na pewno nie w ten sposób!

Denis spojrzał na mnie po raz ostatni, a potem otworzył drzwi. Michał wparował do środka jak burza. Obrzucił kolegę wściekłym spojrzeniem. Potem jego wzrok zatrzymał się na mnie. Zdałam sobie sprawę, co musiał zobaczyć. Sterta siana, potargane włosy, zaróżowione policzki i pomięte ubranie. To zdecydowanie nie przemawiało na korzyść Denisa. Michał podszedł do mnie powoli. Stanął tak, żeby nas rozdzielić.

– Nie zbliżysz się do niej więcej – oznajmił stanowczo.

Denis uśmiechnął się drwiącym, leniwym uśmiechem.

– Tak, bo co mi zrobisz?

Ręce Michała same zacisnęły się w pięści.

– Cokolwiek by to miało nie być, możesz być pewien, że nie pozwolę ci na takie zabawy!

Chłopak uśmiechnął się. Zdecydowanie nie był to miły uśmiech.

– O tym się jeszcze przekonamy – oznajmił wychodząc.

Zdałam sobie sprawę, że Michał wkłada całą swoją siłę woli w to, żeby się uspokoić. Pochylił się. Wyciągnął do mnie rękę. Pozwoliłam mu pomóc sobie wstać.

– Nic ci nie jest? – spytał zaniepokojony.

Przecząco pokręciłam głową, a chłopak odetchnął z ulgą. Uświadomiłam sobie mimowolnie, że lubię Michała. Był przekonany, że Denis chce mnie skrzywdzić. I co ważniejsze, nie chciał na to pozwolić. Uśmiechnęłam się do niego niepewnie. Najgorsze ze wszystkiego było to, że w dalszym ciągu nie znałam ani prawdziwych zamiarów ani planów Denisa, a bardzo zależało mi na tym, żeby je poznać.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

W głowie miałam mętlik. Nie wiedziałam co mam myśleć o Denisie, Michale, Lili i przede wszystkim o własnym ojcu. Nie byłam pewna komu mogę ufać i wierzyć. Być może żadne z nich nie znało całej prawdy…

– Co zaszło między waszą trójką? – odważyłam się spytać, kiedy Michał prowadził mnie z powrotem w kierunku domu. Spojrzał na mnie nieco ponuro. – To znaczy, mam na myśli to, że widzę, jak Denis zachowuje się względem ciebie… i Lili – dodałam nie mając pewności jaką reakcję wywoła u niego moje pytanie.

Przez chwilę milczał i byłam pewna, że mi nie odpowie, ale on zamiast tego zatrzymał się, kiedy przekroczyliśmy próg domu. Spojrzał na mnie poważnie.

– Więc Gabriel ci o nas nie opowiadał? – zapytał zainteresowany.

– Niewiele – przyznałam zaskoczona.

– Może trudno w to uwierzyć, ale kiedyś byliśmy przyjaciółmi – mruknął niechętnie. – We czwórkę uczyliśmy się pod okiem mistrza. Jeżeli chodzi o resztę, to Lili była zakochana w Denisie – przyznał ponuro. – Właściwie bardziej niż zakochana. To graniczyło z obsesją. Chłonęła każde jego słowo, każdy gest. A ja z kolei od zawsze byłem zakochany w niej – westchnął. – Denis… nigdy nie miał oporów przed ranieniem ludzi. Kiedy miał jej dość, brutalnie złamał jej serce, a potem pchnął ją w moje ramiona, żebym mógł ją pocieszyć. Ona jednak nigdy nie przestała go kochać, a on natomiast nigdy nie przestał mi tego uświadamiać.

– I nie ma powodu, żeby tak cię nie lubić? – dociekałam.

Chłopak skrzywił się nieznacznie.

– Właściwie to ma, wszyscy mają. Nie tylko Gabriel nas zdradził. Ja również, ale mimo to, tylko jemu się upiekło.

Czarna magia… konsekwencje jej używania… to było dla mnie zbyt wiele. Nie rozumiałam na czym to wszystko polega, jak działa ani dlaczego jest takie przerażające – oczywiście poza tym, że jej użycie odbierało ludziom fragmenty duszy. Wiedziałam natomiast, że używał jej mój ojciec. Przynajmniej raz – po to, żeby mnie śledzić. Zdawałam sobie również sprawę, że same wzmianki o niej, napawają mnie trwogą.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Wzdrygnęłam się, bez ostrzeżenia wyrwana ze snu. Chciałam krzyknąć, ale jakaś dłoń zatykała mi usta. Szarpnęłam się, ale ktoś mnie przytrzymał.

– Cii, to tylko ja – usłyszałam znajomy głos Denisa. – Zmywamy się stąd.

Potulnie skinęłam głową i wtedy mnie puścił.

– Co z Gabrielem? – zapytałam natychmiast.

W półmroku zauważyłam jak Denis krzywi się mimowolnie.

– Czeka na zewnątrz – mruknął z niechęcią.

Podał mi rękę, a ja posłusznie podałam mu swoją dłoń i poszłam za nim. Gabriel czekał za kierownicą, w samochodzie. Szybko zajęłam fotel pasażera. Denis zamknął za mną drzwi i odsunął się kawałek. Otworzyłam okno.

– Nie jedziesz? – zapytałam zaskoczona.

Przecząco pokręcił głową.

– Znajdę cię – oznajmił patrząc mi w oczy.

– Możemy już jechać? – Gabriel zadał pytanie cierpkim tonem.

– Tak, jasne – odpowiedziałam zamykając szybę.

Przez dłuższą chwilę milczeliśmy, a potem mój brat nie wytrzymał.

– Nie rozumiem – wyznał gniewnym tonem.

– Czego nie rozumiesz? – zapytałam zdziwiona.

– Dlaczego on nam pomaga? To mi kompletnie do niczego nie pasuje.

Wzruszyłam ramionami.

– Może po prostu źle go oceniłeś?

– Nie wydaje mi się – prychnął Gabriel.

Wpatrywałam się w oświetloną jedynie samochodowymi reflektorami drogę.

– Dokąd jedziemy? – zapytałam, żeby zmienić temat.

– Do szpitala – odpowiedział takim głosem, jakby obawiał się mojej reakcji.

Nie zaprotestowałam. Rozumiałam co czuł. Wiedziałam, że teraz najważniejsze dla niego będzie to, żeby zobaczyć Annaelę i upewnić się, że u dziewczyny wszystko w porządku.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Weszliśmy do szpitala bez najmniejszych problemów, ale w drzwiach oddziału zatrzymał nas Robert.

– Zaczekajcie! – rozkazał.

– Co z nią? Nic jej nie jest? – zaniepokoił się Gabriel.

– Nie, z Annaelą wszystko w porządku, ale jest tu wasz… – nie zdążył dokończyć, ponieważ w korytarzu pojawił się Daniel.

Jego twarz nie wyrażała niczego, ale spojrzenie orzechowych oczu było chłodne jak lód.

– Chodźcie za mną! – rozkazał i nie czekając na nas oddalił się w głąb korytarza.

Spojrzeliśmy po sobie. Gabriel wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w ślad za ojcem. Zaprowadził nas do gabinetu. Stała tu kanapa, kilka szafek i biurko. Poza tym był pusty. Daniel stanął przy oknie. Przez chwilę milczał, zanim się do nas odwrócił.

– Czy ty zdajesz sobie sprawę z konsekwencji tego co zrobiłeś?! – zwrócił się do Gabriela gniewnym tonem.

Chłopak przytaknął.

– Tak, Annaela nie może już tam wrócić.

– Wrócić?! – głos Daniela przerażał. – Ta dziewczyna musi umrzeć! Ona nie ma prawa żyć i ja tego dopilnuję. Osobiście.

– Chcesz ją zabić? – upewniłam się, czując, że nasz ojciec zwariował.

– Nie pozostawiliście mi innego wyjścia – odparł chłodno. – Najpierw to załatwię, a później pójdziecie ze mną. Wracamy do domu.

– Nie pozwolę ci jej skrzywdzić! – oznajmił stanowczo Gabriel.

– Nie macie tu nic do powiedzenia, wystarczająco już namieszaliście.

– Nigdzie z tobą nie pójdziemy! – oznajmiłam hardo, pragnąc teraz tylko tego, żebyśmy mogli upewnić się, czy Annaela jest bezpieczna.

– Ależ oczywiście, że pójdziecie – odpowiedział tym samym, chłodnym tonem. – Kei, Eve, jesteście krwią z mojej krwi i będziecie mi posłuszni.

Poczułam się jak we śnie. Nogi niosły mnie same, a umysł odmawiał posłuszeństwa. Czułam obok siebie obecność Gabriela, ale nie byłam się w stanie nawet odwrócić. Daniel kierował nami, niczym marionetkami, wydając proste polecenia. Po chwili znaleźliśmy się w szpitalnym pokoju. Annaela spała. Jej złote włosy rozsypały się po białej poduszce. Była blada, ale oddychała spokojnie. Na podłodze pojawiła się ciemna, połyskująca plama, wielkości sporej kałuży.

– Wejdziecie w portal i zaczekacie na mnie w wieży – rozkazał Daniel.

Obojętność na twarzy Gabriela zmieniła się w przerażenie, ale nie potrafił nie posłuchać. Ja również nie potrafiłam. Szłam przed siebie, niesiona magicznym rozkazem. Wtedy w pokoju pojawiła się jeszcze jedna postać. Rytm mojego serca gwałtownie przyspieszył, kiedy rozpoznałam Denisa. Daniel wypowiedział w kierunku śpiącej dziewczyny jakieś słowa. Rozbłysło białe światło i… nic nie wydarzyło się dalej. Denis w jakiś sposób stanął na drodze użytej przez naszego ojca magii. Potem, kiedy niemalże całkowicie zniknęliśmy już w portalu, jakimś cudem udało mu się wepchnąć do niego również Daniela, a potem samemu podążyć za nami.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Otrząsnęłam się z działania magii, ale portal zdążył się już w międzyczasie zamknąć. Zresztą, nawet gdyby był otwarty, nie miałam pojęcia czy działał w obie strony.

– Ty głupi dzieciaku – warknął Daniel w kierunku Denisa – znowu wtrącasz się w rzeczy, które cię przerastają.

Chłopak rzucił się na niego, ale w tym momencie u boku mojego ojca pojawiły się dwa monstrualne, karykaturalne stworzenia. Miały pokryte błoną skrzydła, zakrzywione pazury, oraz olbrzymie zębiska. Wyglądały przerażająco. Jedno z nich po prostu bez trudu cisnęło Denisem o kamienną ścianę. Widziałam rozszerzone ze zdumienia i grozy oczy Gabriela. Brat zasłonił mnie sobą, w taki sposób, żeby stać pomiędzy mną, a naszym ojcem.

– Przyprowadź dziewczynę – zwrócił się Daniel do jednego z nich. – Zaraz tu będzie, żeby dokonać wymiany.

Demon posłusznie wyszedł z pomieszczenia, a po chwili wrócił, ciskając o podłogę nieprzytomną Lili. Idąc przy ścianie podeszłam do Denisa, a Gabriel ruszył za mną. Chłopak powoli podniósł się z podłogi.

– Nic ci nie jest? – spytałam cicho, szukają jego dłoni.

Przecząco pokręcił głową, nie spuszczając wzroku z Daniela. Ścisnął moją rękę. Nagle ojciec zwrócił na nas uwagę.

– Odsuńcie się od niego! – rozkazał.

– Nie pozwól mu – usłyszałam cichy szept Denisa. – Nie może mieć nade mną władzy.

Tym razem nakaz nie był tak silny, a mimo to walczyłam ze wszystkich sił o to, żeby go nie posłuchać. Gabriel również nie ruszył się z miejsca. Daniel wyglądał na zirytowanego, ale tą cichą walkę przerwało pojawienie się Michała. Przerażonym wzrokiem spojrzał na lezącą na podłodze  Lili.

– Przyniosłeś kryształ? – spytał Daniel.

Chłopak ponuro skinął głową.

– Oddam ci go, a potem pozwolisz nam odejść – odezwał się nieco drżącym głosem.

Kiedy wysunął przed siebie odbijający światło przedmiot, poczułam jak zamierają zarówno Denis jak i Gabriel. Kryształ gwałtownie wyskoczył z dłoni Michała, lewitując w kierunku Daniela.

– Doskonale – mruknął mój ojciec. Michał zbliżył się do nieprzytomnej dziewczyny. Wziął ją na ręce. – Chyba nie będziecie mi już potrzebni – stwierdził obojętnie Daniel, machnął ręką i fala energii odrzuciła obydwoje na ścianę. Michał osunął się bezwładnie, obok nieprzytomnego ciała Lili. – Teraz wasza kolej – oznajmił ponownie zwracając się do nas. – Zabierz siostrę na górę – zwrócił się do Gabriela – i poczekajcie tam na mnie.

Kryształ zawisł w powietrzu, a Denis krzyknął i osunął się na podłogę. Otoczyła go fala mroku. Rzuciłam się ku niemu, ale Gabriel przytrzymał mnie stanowczo.

– Nie, zginiesz, jeżeli go dotkniesz. On potrzebuje jego odporności na magie i to mu chce odebrać – wyszeptał ze zgrozą.

Ból w oczach Gabriela był nie do zniesienia. Tak bardzo mylił się w stosunku do naszego ojca…

– Na górę! – powtórzył rozkaz Daniel.

Brat pociągnął mnie za rękę, a ja mimowolnie podążyłam za nim. W połowie jednak drogi gwałtownie się zatrzymał, a potem rzucił, by pochwycić lewitujący na środku pomieszczenia kryształ. Złapał go, a potem cisnął nim o podłogę, by ten roztrzaskał się na setki małych kawałków. Wszystko działo się w ciągu ułamków sekund. Daniel rzucił się na mnie, powalając mnie na podłogę. Gabriela otoczyła świetlista kopuła. Ciała demonów zaczęły dymić się i syczeć, by w końcu rozpłynąć się w kałuży kwasu. Oślepiło mnie jasne światło i całkowicie straciłam kontakt z rzeczywistością.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

Kiedy otworzyłam oczy czerń pochłaniała wszystko w pomieszczeniu. Dosłownie wszystko, poza mną i Gabrielem. Nas otaczały świetliste kopuły. I wtedy zobaczyłam walczącego z wciągającą go ciemnością Denisa. Rzuciłam się w jego kierunku, otaczając go własnym światłem. Ono jednak, zamiast go ogarnąć, zaczęło wpychać chłopaka w żyjącą własnym życiem ciemność.

– Zawołaj go. Po imieniu – usłyszałam jak przez mgłę naglące słowa Gabriela.

– Denis! – krzyknęłam bezskutecznie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że nie o to chodzi. – Sairou – wyszeptałam i dopiero wtedy jego szare oczy spotkały się z moimi.

Chwycił moją rękę i ogarnęło nas jasne światło. Chwilę potem ciemność zniknęła, niczym czarna dziura, wchłaniając w siebie dosłownie wszystko. Zostaliśmy sami. Ja, Gabriel i Denis, w pustym pomieszczeniu.

Epilog

Kiedy weszłam do pokoju w wieży, Gabriel przeglądał jakąś książkę. Podeszłam do niego bliżej. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. To co trzymał w dłoniach, wyglądało jak dziennik.

– Nasz ojciec… nie tylko nas uratował – stwierdził. – To co robił… Zresztą chyba powinnaś przejrzeć to sama.

Wiedziałam, że mój brat w dalszym ciągu czuje się winny tego, że rozbił kryształ. Nie miał pojęcia, że doprowadzi to do unicestwienia nie tylko Daniela, ale również Michała i Lili. Unicestwienia, ponieważ żadne z nas nie było przekonane czy wchłonięcie przez ciemność było jednoznaczne ze śmiercią. Obawialiśmy się czegoś o wiele gorszego. Wzięłam od niego dziennik.

– Dobrze, przeczytam.

Uśmiechnął się do mnie smutno, ale potem jego twarz się rozpromieniła, a ja już od dawna wiedziałam co jest jego słońcem. Do pokoju weszła Annaela. W spodniach i luźnym warkoczu zupełnie nie przypominała siebie. Dodatkowo, po miesiącu spędzonym w tej dziwnej krainie pomiędzy światami, udało jej się porzucić większość znanych sobie zwyczajów. Nabrała rumieńców i stała się radośniejsza. Bardziej żywa. Gabriel powoli próbował ją przyzwyczaić do innego, obcego jej świata, a to miejsce było idealne do adaptacji. Ja jednak nie chciałam tu mieszkać. Z wieżą wiązały się dla mnie zbyt bolesne wspomnienia.

– Uciekam – oznajmiłam wrzucając dziennik do przewieszonej przez ramię torby. – Bądźcie grzeczni – dodałam rozbawiona, wiedząc, że są już w zupełnie innym świecie.

Przytuliłam na pożegnanie brata, pocałowałam jego dziewczynę w policzek i wybiegłam na zewnątrz. Tam przywołałam do siebie konia. Jazda wierzchem wychodziła mi coraz lepiej. Na oklep pognałam przez las. Tuż przy jednym z portali zeskoczyłam na ziemię i pozwoliłam klaczy odejść. Zwierzę trąciło mnie nosem, domagając się jakiejś nagrody, a kiedy dałam mu jabłko, truchtem ruszyło przez las. Przeszłam przez portal, tylko po to, by wpaść w wyciągnięte ramiona Denisa.

– Co tak długo? – zamruczał tuż przy moim uchu. – Tęskniłem.

Sam nie chciał przebywać nawet w pobliżu wieży. Omijał to miejsce z daleka, a mnie niechętnie do niego puszczał. Po rozbiciu kryształu chłopak odzyskał utraconą magię, a ja dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo mu jej brakowało. Byliśmy czarodziejami. Była częścią naszej istoty. Choć mnie samą czekała jeszcze bardzo długa nauka. To jednak mogło jeszcze trochę poczekać. Ostatnio dni były na to zbyt piękne. Pocałowałam Denisa w usta.

– Musiałam się spotkać z moim drugim chłopakiem, przecież wiesz – zaczęłam się droczyć.

– Ja ci dam drugiego chłopaka – warknął w udawanej złości.

Zaczął mnie łaskotać. Wyrwałam się i pobiegłam przed siebie. Dogonił mnie, by nasze usta znów mogły zatonąć w pocałunkach. Jeszcze chwilę staliśmy pod drzewami, na skraju lasu, a potem wspólnie wróciliśmy do domu. Naszego domu. Wielu rzeczy w życiu mi brakowało, ale pustkę w moim sercu zapełniła obecność Gabriela i przede wszystkim Denis.

The End

 

Vicky

Trochę nieśmiała, zawsze odrobinę rozkojarzona i najczęściej w czymś głęboko zaczytana. Kocha fantastykę i kulturę Japonii. Z zamiłowaniem tworzy opowiadania i irytuje otaczających ją ludzi. Oprócz bloga (przez zupełny przypadek) prowadzi portale DuzeKa oraz Secretum.Ps. Nie zapomnij zostawić swojego linka w komentarzu, żebym również mogła odwiedzić Twoją stronę!

56 komentarzy

  1. Odpowiedz

    Soko

    28 maja 2012

    Odkąd wspomniałaś o tym że coś piszesz czekałam aż się pojawi nowy tytuł w spisie 🙂 bardziej chyba leży Ci narracja trzecioosobowa.. ciekawa jestem, co będzie, na razie nie rozszyfrowałam jeszcze bohaterów.. czekam na więcej 🙂

  2. Odpowiedz

    Kalik

    28 maja 2012

    Ja już się zakochałam w tym opowiadaniu ! Czekam na więcej 😀

    • Odpowiedz

      Iiiinka

      26 czerwca 2012

      Ja też bym chciała przeczytać ciąg dalszy.:-)

  3. Odpowiedz

    Lexii

    30 maja 2012

    Swietne opowiadanie ; nie moge sie doczekac kolejnego fragmentu ;!

  4. Odpowiedz

    elzi69

    30 maja 2012

    czekam na kolejne ! ; D

  5. Odpowiedz

    Vicky

    31 maja 2012

    Zdecydowanie bardziej wolę narrację trzecioosobową, ale staram się wykorzystywać różne techniki. Teraz, kiedy skończyłam pisać Zauroczonych, zabieram się porządnie za to i jeszcze mam nadzieję znaleźć jakieś inne, starsze opowiadanie, które wreszcie skończę pisać.

    • Odpowiedz

      Soko

      31 maja 2012

      Trzecioosobowa jest ok ale też jest ciężka. Jeśli chcemy się skupić – np. jak Rowling w HP – na jednym bohaterze to tu się dla mnie zaczynają komplikacje, bo zawsze wrzucę jakieś wewnętrzne odczucia innej postaci 😉 natomiast jednoosobowa wydaje mi się taka infantylna i pamiętnikowa. Rzadko mogę ją ścierpieć 😛

  6. Odpowiedz

    Soko

    1 czerwca 2012

    Andżelika? Ewelina? Jakoś nie rozumiem..

    • Odpowiedz

      Vicky

      1 czerwca 2012

      Nie, to nie pomyłka wynikająca z pisania kilku rzeczy naraz. Zrozumiesz później. Cieszę się natomiast, że ktoś na tyle zwraca uwagę na to co piszę, że zauważył. 🙂

      • Odpowiedz

        Soko

        1 czerwca 2012

        Oglądałaś może Mroczne Cienie? Scena gdzie jedna z bohaterek swoje prawdziwe imię zastępuje fikcyjnym jest jedną z pierwszych – dzisiaj oglądałam 😉

  7. Odpowiedz

    Vicky

    1 czerwca 2012

    Oglądałam, stąd Andżelika 😉 (Angelique)

    • Odpowiedz

      Soko

      1 czerwca 2012

      Jeśli Twoja Andżelika ma z filmową cokolwiek wspólnego to trochę mi się rozjaśniło. Ale poczekam jeszcze.. 🙂

      • Odpowiedz

        Vicky

        1 czerwca 2012

        Niewiele, po prostu spodobało mi się imię. Wymyśliłabyś mi coś ciekawego dla bliźniaków (proszę!) bo stanęło w martwym punkcie i nie wiem co z tym zrobić. ;/ Brak założeń fabularnych. (W lustrzanym odbiciu)

  8. Odpowiedz

    Soko

    2 czerwca 2012

    Niestety ja sama siedzę w swoich opowiadaniach bo chciałabym coś dodać ale ciągle mi coś nie pasuje. Nie wiem co z bliźniakami – ja bym dała rzut na Nicka i na to że nie może się pogodzić z utratą pomocy brata 😉

  9. Odpowiedz

    elzi69

    7 czerwca 2012

    nie mogę się doczekać już dalszej części ; D

    • Odpowiedz

      Vicky

      7 czerwca 2012

      Akurat tutaj codziennie coś się pojawia (czasem nawet kilka razy dziennie) 😉

  10. Odpowiedz

    Soko

    9 czerwca 2012

    Ciągle czekam na kogoś w kim Adżelika mogłaby się zakochać i nic 😀

    • Odpowiedz

      Vicky

      9 czerwca 2012

      Czy Ty czasem nie za dobrze mnie znasz?

      • Odpowiedz

        Soko

        10 czerwca 2012

        Ja rozwijam szeroko pojętą sztukę obserwacji ;>

  11. Odpowiedz

    Valerie

    11 czerwca 2012

    Świetne opowiadanie 😉 czekam na ciąg dalszy.

  12. Odpowiedz

    elzi69

    13 czerwca 2012

    Od początku chciałam żeby Andżelika była z Denisem xd
    nie wiem jak rozwinie się dalej ta akcja , ale będę na pewno codziennie sprawdzać czy nie ma czegoś nowego ; D

    • Odpowiedz

      Vicky

      14 czerwca 2012

      Mam słabość do niegrzecznych chłopaków 😉

      • Odpowiedz

        elzi69

        19 czerwca 2012

        zauważyłam już to po Twoich opowiadaniach ; D

  13. Odpowiedz

    Lexii

    19 czerwca 2012

    Ciekawy zwrot akcji ,czekam co stanie sie pozniej 😉

  14. Odpowiedz

    Iiiinka

    19 czerwca 2012

    Kiedy znowu coś dodasz?:-)

    • Odpowiedz

      Vicky

      19 czerwca 2012

      Muszę się znowu wciągnąć w pisanie 🙂 weekend miałam wolny i teraz ciężko się za coś zabrać.

  15. Odpowiedz

    aneta

    25 czerwca 2012

    chce dalej!!:)

  16. Odpowiedz

    Lexii

    26 czerwca 2012

    Kolezanko ja tu przezywam zalamanie nerwowe czakac na nastepne frag. 😉

  17. Odpowiedz

    Eris

    28 czerwca 2012

    no daj spokój ! czemu nic się nie pojawia?

  18. Odpowiedz

    Vicky

    28 czerwca 2012

    Jestem na wakacjach, tak jak pisałam w postach. Dajcie mi trochę odpocząć! 😉 potrzebuję tego i nowych pomysłów! Miło mi jednak, że ktoś czeka na dalszy ciąg. 😉

  19. Odpowiedz

    Eris

    28 czerwca 2012

    e tam wakacje 😛 ty to masz zachcianki 🙂

  20. Odpowiedz

    Vicky

    3 lipca 2012

    Teraz tworzę Irytujące Marzenia część II 😉 ale będzie miało może z 17 stron, więc przed weekendem skończę i wrócę tutaj.

  21. Odpowiedz

    magda

    6 lipca 2012

    Jestem ciekawa co będzie dalej. :):)

  22. Odpowiedz

    iiiinka

    14 lipca 2012

    Mam nadzieje ze teraz tu cos dodasz w najbliższym czasie:-)

  23. Odpowiedz

    Lexii

    25 lipca 2012

    Ooo. To co mowil Denis bylo piekne 😉

  24. Odpowiedz

    magda

    25 lipca 2012

    jestem ciekawa czy to jest prawda co mówi Denis

  25. Odpowiedz

    mloda

    30 lipca 2012

    jak coś się zaczyna rozkręcać to nastaje cisza;p
    ja wiem wakacje słońce i te sprawy nie zachęcają do siedzenia przed komputerem;)
    ale mam nadzieje że przez ten czas długiego oczekiwania wpadnie którejś nocy jakiś dłuższy fragment;) pozdrówki

    • Odpowiedz

      Vicky

      30 lipca 2012

      Jak się nikt nie upomina o dalszy ciąg to mi się często nie chce go pisać 😉 chyba, że na coś mam akurat natchnienie, to wtedy mało interesuje mnie czy ktoś to czyta.

      • Odpowiedz

        aneta

        31 lipca 2012

        ja się upominam!! 😀

  26. Odpowiedz

    Lexii

    1 sierpnia 2012

    Ehe ja tez sie upominam ;).mam nadzieje ze dalysmy ci motywacje ;P

  27. Odpowiedz

    Iiiinka

    2 sierpnia 2012

    Ehh ja też proszę o więcej

    • Odpowiedz

      Julka

      4 sierpnia 2012

      ja również. Czekam z niecierpliwością 😉

      • Odpowiedz

        smutna55

        7 sierpnia 2012

        ja także ;]

  28. Odpowiedz

    Renesme

    10 sierpnia 2012

    hej:) uwielbiam twój blog:) opowiadania są świetne. Tylko mam prośbę, pisz dalsze losy bohaterów, bo nie mogę się doczekać. Codziennie wchodzę, kilka razy żeby sprawdzić czy coś się pojawiło:) życzę weny:)

  29. Odpowiedz

    Lexii

    1 września 2012

    Moje serce krwawi bo nie ma nowych fragmentow…Vicky widzisz co mi zrobilas 😉

  30. Odpowiedz

    elzi69

    9 września 2012

    czekam i czekam , a tu pusto ; D

    • Odpowiedz

      Vicky

      9 września 2012

      Wiem, będzie 😉 chwilowo jest „All I need”.

  31. Odpowiedz

    Vicky

    21 września 2012

    Wracam do pisania tutaj. W ogóle zostały mi już tylko dwa nieskończone teksty i będę mogła z czystym sumieniem zacząć coś nowego :). Pomysłów nawet przeziębiona mam nadmiar.

  32. Odpowiedz

    iiiinka

    21 września 2012

    Mam nadzieje ze teraz dokończysz to opowiadanie:-)

  33. Odpowiedz

    Lexii

    23 września 2012

    Tez mam taka nadzieje 😉

  34. Odpowiedz

    Lexii

    26 września 2012

    Oo..widze ze moje modlitwy nie poszly na marne 😉 , frag jak zwykle wspanialy

  35. Odpowiedz

    iiiinka

    26 września 2012

    Super ze znowu dodajesz cos tutaj. Czekam na wiecej:-)

  36. Odpowiedz

    Vicky

    1 października 2012

    Koniec. Będzie druga część. Kiedy? Pojęcia nie mam. Chwilowo rozważam trzecią część „Czterech Światów” albo kolejną „Pamiętników”, chociaż znając życie powstanie coś zupełnie nowego. Wracam do pisania „Czarnej Magi” bo to już ostatnie opowiadanie, które nie ma zakończenia.

    • Odpowiedz

      Misia

      2 października 2012

      A czy będziesz dodawać dalszą część „Świtu Zmierzchu”?

  37. Odpowiedz

    Martiiii

    2 października 2012

    a co z Shiro Tori (Biały Ptak ) ? tego tez nie dokończyłaś 😀

    • Odpowiedz

      Vicky

      2 października 2012

      O, zapomniałam o tym. Znaczy, że czeka mnie jednak nieco więcej pracy. 😉

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS